Archiwum kategorii 'Eseje i wywiady'

„Jeżeli mam swe życzenia przekazać młodym dni dzisiejszych – tym, którzy mnie rozumieją – to nade wszystko życzę, by coraz silniej odczuwali smak ‘dawania’, a coraz słabiej – smak ‘brania’. ‘Dawania’ bliskim i dalekim, znanym i nieznanym, żyjącym i tym, którzy żyć będą kiedyś. W ‘dawaniu’ bowiem rośnie prawdziwa radość życia.”

 

Aleksander Kamiński w swym bogatym i niełatwym życiu powiedział i napisał tysiące sentencji i wartych utrwalenia myśli. Jednak w moim przeświadczeniu zdania, które zacytowałem powyżej, najbardziej lapidarnie oddają istotę Jego życiowego przesłania, któremu był wierny w swej codziennej „służbie” – nie tylko w wierności harcerskiemu przyrzeczeniu „służby Bogu i Ojczyźnie”, ale we wszystkich relacjach z innymi ludźmi: bliskimi i dalekimi, znanymi i nieznanymi, żyjącymi i tymi, którzy żyć będą kiedyś…

 

Nie jest moim celem snucie opowieści o Jego biografii, której pełne dramatycznych zdarzeń  i cudownych „ocaleń” zwroty mogą  posłużyć za kanwę niejednego filmu sensacyjnego…  Wszystkich, którzy tego życiorysu tak dokładnie nie znają odsyłam do tekstu „Biografia Aleksandra Kamińskiego” na stronę mariolade89.wordpress.com.

 

Zasiadłem do napisania tego wspomnienia z jednym głównym celem: wykazania, że jestem jednym z tych „dalekich i nieznanych”, którym Aleksander Kamiński dał wiele, siejąc ziarna swej działalności pisarskiej, społecznej i pedagogicznej wszędzie tam, gdzie tylko zaistniały warunki do tego siewu.

 

A było to tak:

 

Zacznę od tego, że mnie, tak jak i Jego, stworzyło harcerstwo. Z tą różnicą, że On dostał tę szansę dzięki Andrzejowi Małkowskiemu (oddał mu należną pamięć pisząc jego biografię), a ja zawdzięczam ten „inkubator rozwoju mej osobowości” właśnie Jemu. Bo to Aleksander Kamiński, a nie żaden „aparatczyk” byłego ZMP sprawił, że na łódzkim zjeździe działaczy harcerskich w grudniu 1956 roku wypracowano kompromis, którego efektem było reaktywowania Związku Harcerstwa Polskiego. Mogłem wreszcie zacząć śpiewać „Harcerską dolę” czy „Płonie ognisko i szumią knieje”, a nawet „Pałacyk Michla” i „Marsz Mokotowa”. Jednak przede wszystkim, od zimy roku 1967, kiedy to do mojej podstawówki na  Nowym Złotnie przyszedł 19-letni druh Bogdan Lobka i założył 60 ŁDH, moim hymnem stała się pieśń „Wszystko co nasze Polsce oddamy,”, a nie śpiewany wcześniej na każdym szkolnym apelu hymn Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej, zaczynający się od słów „Naprzód młodzieży świata…”

 

Ale nie to było największą, zawdzięczaną właśnie „Kamykowi”, zmianą. Nareszcie miałem szansę przestać być, „maminsynkiem”, chowanym od wczesnego dzieciństwa „pod kloszem” owej maminej nadopiekuńczości, zrozumiałej co prawda –  ze względu na moje wcześniactwo (siedmiomiesięczny bliźniak, ten jeden, który przeżył poród, odbyty na poddaszu bez wygód, bez inkubatora, w schyłkowej epoce ogólnej biedy na przedmieściu okupowanej Łodzi  (vel Lizmanstadt).

 

Pierwszy wyjazd na obóz (lipiec 1958r.) w lesie opodal Stężycy Królewskiej na Kaszubach. Pieszo kilka kilometrów od stacji Gołubie Kaszubskie na „dziewiczą” polanę, na której trzeba było własnoręcznie postawić namioty, zbić prycze, napchać w pobliskim gospodarstwie słomą sienniki, aby przespać pierwszą noc.  A potem dzień po dniu, ze służbą w kuchni (nie było kucharek!), z nocnymi grami terenowymi, pracą społecznie-użyteczną przy zbiorze truskawek…

 

Po kolejnym obozie, w Jarosławcu nad morzem, gdzie byłem już zastępowym (był to rok 1960), podjęta została decyzja o przekształceniu dotychczasowej drużyny koedukacyjnej w szczep drużyn. Jako że nie ja zostałem drużynowym utworzonej właśnie męskiej drużyny, postanowiłem… założyć w naszej SP nr 135 pierwszą w dziejach Nowego Złotna, drużynę zuchów! I w tym momencie – już imiennie, bo swoją książką – wkracza w moje życie Aleksander Kamiński. Tą książką była Książka drużynowego zuchów”, bo pod takim tytułem został wówczas wznowiony, wydany przed wojną pod nazwą „Książka wodza zuchów” , ów poradnik drużynowego.

 

Po latach, czytając pedagogiczne teksty Profesora, poznałem Jego koncepcję trzech form bycia wychowawcą: jako działalność podstawowa – w bezpośredniej relacji nauczyciel – uczeń, wychowawca – wychowanek (np. w domu dziecka, bursie), jako działalność towarzysząca – np. w zawodzie lekarza, sędziego, policjanta, ale i instruktora harcerskiego, a także jako działalność pośrednia: w roli pisarza, dziennikarza…   I dowodem na funkcjonalność tej trzeciej formuły jest właśnie mój (i zapewne tysięcy innych czytelników Jego książek) przypadek.

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.google.pl

Barbara Zielonka

 

 

Wczoraj portal JUNOPROWU zamieścił wywiad z Barbarą Zielonką – polską nauczycielką pracującą w szkole w Norwegii, która znalazła się w ścisłym finale Global Teacher Prize 2018. Wywiad przeprowadził  dziennikarz radia RMF FM Wojciech Musiał. Zapraszamy – najpierw do wybranych fragmentów, a później do całości zapisu tej rozmowy:

 

Wojciech Musiał: Jest pani Polką, urodziła się pani i wychowała w Katowicach, ale pracuje pani w Norwegii. Co zdecydowało o wyborze zawodu nauczyciela i dlaczego zdecydowała się pani na emigrację?

 

Barbara Zielonka:  Wychowałam się w środowisku nauczycielskim i miałam okazje obserwować jak ważną rolę dobry pedagog może odebrać w życiu młodych ludzi. Moi rodzice byli nauczycielami i od wczesnych lat byłam stałym gościem podczas ich zajęć. Nie uczęszczałam do tej samej szkoły, w której pracowali, ale często po skończonych zajęciach zajmowałam miejsce w ostatniej ławce i odrabiałam prace domowe oraz czytałam lektury szkolne. Decyzję o zostaniu nauczycielem podjęłam dość wcześnie, w wieku 17 lat będąc wolontariuszem w Domu Dziecka w Bogucicach. Właśnie tam miałam możliwość nauczania podstaw języka angielskiego dzieci w różnym wieku.

 

Będąc nastolatką miałam okazję zwiedzić Norwegię wielokrotnie. Te podróże na pewno zaważyły na mojej późniejszej decyzji. Po skończonych studiach w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Sosnowcu oraz na Uniwersytecie Śląskim (filologia angielska) postanowiłam spróbować swoich sił poza granicami Polski i przeprowadziłam się do Norwegii. Była to ryzykowna decyzja, ale bardzo się cieszę, że ją wtedy podjęłam.[…]

 

 

Jest pani laureatką prestiżowych nagród, a teraz jeszcze ma pani szansę na zdobycie „nauczycielskiego Nobla”. Kim według pani jest dobry pedagog i jakie warunki musi spełnić idealna szkoła?

 

Każdy uczeń, z którym współpracuję, to indywidualna jednostka wnosząca bogactwo do moich zajęć. Dopiero odkrycie tego potencjału w moich uczniach pozwala na osiągnięcie kolektywnego sukcesu w klasie. Idealna szkoła to miejsce, w którym uczniowie i nauczyciele uwielbiają przebywać oraz w którym rozwijają swe zainteresowania i potencjał.

 

Dobry pedagog to nauczyciel, coach, mentor, learning experience architect oraz osoba ucząca się przez całe życie (lifelong learner). Posiada wiedzę z zakresu pedagogiki i psychologii i świadomie wybiera metody i strategie, które przyczyniają się do stworzenia “digital citizens and learners”. Idealna szkoła to miejsce, w którym każdy uczeń rozwija swój potencjał, poszerza horyzonty oraz skupia się na umiejętnościach, bez których ani rusz we współczesnym świecie. Mam tutaj na myśli kompetencje XXI wieku ( 21st century skills), kompetencje globalne, wiedzę na temat prowadzenia własnej działalności gospodarczej, programowania, działania giełdy papierów wartościowych.

 

W 2014 roku byłam współautorem podręcznika do nauki angielskiego na terenie Norwegii, ale od 2015 w mojej klasie uczniowie korzystają z cyfrowych pomocy naukowych co oznacza, że nauka nie jest ograniczona do jednego medium. W czasach, w których żyjemy informacja jest łatwo dostępna dla każdego, dlatego więc nauczyciele powinni skupić się na rozwijaniu umiejętności miękkich i predyspozycji osobowościowych (soft skils) oraz ciągłemu nastawieniu na rozwój (growth mindset).[…]

 

 

Czytaj dalej »



Wszystko co dalej napiszę nie będzie  miało żadnych aspiracji formułowania jakiejś „teorii Kuzitowicza”, a będzie jedynie zapisem myśli „starego praktyka” polskiego systemu edukacji, który w całym okresie swej zawodowej aktywności, prowadzonej w różnych tego systemu miejscach, starał się zachować  postawę „refleksyjnego praktyka”, o humanistycz- nym punkcie patrzenia na użytkowników owego systemu.

 

Tym tematem, który pojawia się co i raz, nie tylko w fejsbukowych postach dr Żylińskiej, ale także u wielu innych liderek i liderów ruchu, który jako swój główny cel głosi zastąpienie pruskiego modelu szkoły jej nową, dostosowaną do potrzeb współczesności, formułą, jest dychotomia: przymus  – wolność, występująca także  w wersji obowiązek – dobrowolność, spotykana także w przeciwstawieniu  „szkół demokratycznych” „szkołom tradycyjnym” (systemowym).

 

W powszechnym odbiorze uczestników i zwolenników tego  reformatorskiego  ruchu – wolność,  dobrowolność, jako zasady organizowani społeczności szkolnych przyjmowane są jako niepodlegające dyskusji oczywistości. Ja także nie zamierzam  tutaj głosić tezy o ich szkodliwości dla procesu wspierania możliwie wszechstronnego rozwoju podlegających tym oddziaływaniom młodych ludzi. Mam jednak kilka zastrzeżeń szczegółowych co do praktyki ich stosowania.

 

Na początek posłużę się  metaforą, która – mam nadzieję – najlepiej zilustruje fundament moich obaw. Jeśli dominujący w szkołach styl „pruskiego dziedzictwa” to choroba, a wszelkie inicjatywy ich reformowania  to lekarstwa na tę chorobę, to aż się prosi przypomnieć, że nieomal wszystkie farmaceutyki  opatrywane są ulotkami, zawierającymi wskazówki jak ów specyfik stosować, a także w informację  „Możliwe działania niepożądane”. Jednak najczęściej można tam przeczytać ostrzeżenie przed zgubnymi skutkami przedawkowania leku.

 

Zacznę te moje uwagi i niepokoje od cytatu poglądu Marianny Kłosińskiej, przytoczonego przez dr Żylińską:  „Co zrobić, żeby dzieci chciały chodzić do szkoły? Trzeba przestać je do tego zmuszać.”

 

Nie wątpię, że jest tak w szkole Bullerbyn! Jest tylko jedno „ale”: Ale jest to instytucja bardzo ograniczona co do swego społecznego zasięgu, rzekłbym – elitarna:

 

Nasze dzieci zamiast chodzić do szkoły spotykają się razem, by uczyć się w sposób wolny i demokratyczny w podwarszawskiej wsi Świętochów. […]Wszystkie rachunki podzielimy pomiędzy siebie. Musimy opłacić przede wszystkim koszty eksploatacji domu, w którym będziemy się uczyć, wynagrodzenie pracowników (jednego lub dwóch), transport, a być może również dodatkowe zajęcia i warsztaty. Zapowiada się świetnie ruszamy już od września. [Źródło: www. bullerbyn.org.pl]

 

Nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której Sejm przyjmuje ustawę znoszącą obowiązek szkolny i  już nikt nic w sprawie chodzenia do szkoły nie musi… Co dalej? Dzieci same będą decydowały gdzie i z kim będą się uczyły? Czy w ogóle chcą się uczyć?  A może ta wolność będzie dopiero od pełnoletności, albo choć powyżej wieku „ograniczonych zdolności prawnych”? (Ukończone 13 lat życia.)

 

 

Czytaj dalej »



Piszę ten tekst 6 stycznia 2018 roku – w „Trzech Króli” – dniu świątecznym, który w III RP zawdzięczamy inicjatywie byłego prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego. Pomijając nieścisłość historyczną tej nazwy (w najstarszych tekstach chrześcijańskiej tradycji  można przeczytać, że byli to „magowie ze wschodu”), święto owo nosi w liturgii, nie tylko katolickiej, nazwę „Objawienia Pańskiego”.

 

Może to jakiś „znak”, ale właśnie po tym święcie ma nam zostać objawiony nowy skład rządu, którym będzie dalej kierował niedawno powołany na to stanowisko premier Mateusz Morawiecki. Zapowiedź tego wydarzenia spowodowała w mediach lawinę spekulacji kadrowych, dziennikarze rozpisywali się  na temat którzy ministrowie  NA PEWNO stracą stanowisko, a którzy mogą być spokojni o swą karierę. Nie będę tu wymieniał nazwisk owych „pewniaków do odstrzału” – wszyscy je znamy. Mnie zaintrygowała sytuacja w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

 

Jeszcze przed powierzeniem Morawieckiemu obowiązków premiera pojawiła się plotka, jakoby  swoją osadę miała stracić Anna Zalewska. Nową minister edukacji miała rzekomo zostać dotychczasowa wiceminister w tym resorcie – Marzena Machałek. Jak wiemy – nic takiego się nie stało i nasza gwiazda Dobrej Zmiany otrzymała 11 grudnia od Prezydenta Andrzeja Dudy powołanie do nowotworzonej Rady Ministrów.

 

Jednak od razu rozeszła się informacja, że ten skład rządu jest tylko na okres przejściowy, a właściwa rekonstrukcja gabinetu zostanie dokonana na początku  2018 roku. To otworzyło perspektywy dla dalszych spekulacji. Dziennikarze wszystkich (tradycyjnych i internetowych) mediów zaczęli opisywać zachowania niektórych ministrów, po ich nadaktywności wnioskując, ze w ten sposób, skazani na „odstrzał”,  walczą o przetrwania. Trzymając się tego wskaźnika – co można sądzić o dalszym losie niemiłościwie ciągle nam panującej minister Zalewskiej?

 

Oto informacja o przejawach „ministerialnej”  aktywności szefowej MEN:

 

>ostatnie rozporządzenia podpisała 15 grudnia 2017 r – w sprawie sposobu podziału części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego w roku 2018. Przedtem – dwa w listopadzie 2017 r. (jedno 15 listopada i dwa 22 listopada),

 >osobisty udział w różnych wydarzeniach publicznych:

-18 grudnia  spotkała się  z przedstawicielami spółki Polskie Linie Kolejowe S.A. oraz reprezentantami szkół kształcących uczniów na kierunkach kolejowych,

-19 grudnia przyjęła od harcerzy ze Związku Harcerstwa Polskiego Betlejemskie Światło Pokoju.

-4 stycznia br. wręczyła 42 dyrektorom szkół zawodowych z całej Polski akty powołania do Rady Dyrektorów Szkół Zawodowych

 

Bardzo symptomatyczne jest wczorajsze (5 stycznia 2018r.)  wydarzenie: Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki i Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska wystosowali specjalny list do pracodawców, w którym zwracają się do nich o podjęcie działań na rzecz kształcenia zawodowego, m.in. obejmowanie patronatem szkół zawodowych

 

O czym te wszystkie fakty mogą świadczyć? Czy tak zachowuje się ktoś, kto „walczy o przetrwanie”?  Czy premier, który już wie, że za kilka dni będzie miał w rządzie nowego ministra edukacji, podpisał by się pod ważnym pismem obok  ministra, o którym wie, że ten wkrótce straci stanowisko?

 

I jeszcze jeden drobiazg: w czwartek, 4 stycznia, przewodniczącą Rady Dyrektorów Szkół Zawodowych została przez minister Zalewską mianowana Marzena Machałek – wymieniana w grudniu jako prawdopodobna następczyni dotychczasowej szefowej resortu edukacji. Czy zostałaby  powołana do pełnienia ej roli, gdyby po niedzieli miała zastąpić Zalewską?

 

Bo jeśli nie ona, to kto  jeszcze mógłby zająć ten fotel?

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj rano, po godzinie 8-ej, w programie Poranek Radia TOK FM, redaktor Jan Wróbel rozmawiał z minister Anną Zalewską. W opinii „Obserwatorium Edukacji” właśnie to wystąpienie szefowej MEN (bo nie zawsze audycja ta miała charakter klasycznego wywiadu; w bardzo wielu momentach redaktor Wróbel nie mógł dojść do głosu – minister Zalewska go „zagadywała”), zasługuje na miano „wydarzenia dnia” w obszarze edukacji. Oto jak zatytułowali redaktorzy portalu Portal Opinii Radia TOK FM.PL  informację o tej audycji: „Dramat polskiej edukacji: zamknięcie w czasami bezsensownych projektach europejskich„.

 

Zalewska

Foto:www.google.pl

 

 

Poniżej można znaleźć tam taki tekst:

 

Jak zachwala min. Anna Zalewska, dobrą zmianę w polskiej edukacji gwarantują: „czteroletnie liceum z porządną maturą, szkolnictwo zawodowe reagujące na potrzeby rynku pracy i nauczanie wczesnoszkolne, gdzie pracować będą najlepsi”. – A tam matematyka a nie zatrważający wynik badań, że ponad 50 proc. nauczycieli klas 1-3 dzieli przez zero. Chcemy wzmocnić doskonalenie zawodowe nauczycieli, bo nowych nie będziemy mieć – mówiła szefowa MEN w TOK FM.

 

Matematyka, na którą – jak podkreślała min. Anna Zalewska – „obudowana będzie szachami, programowaniem”. Zmiany w systemie edukacji mają też zakończyć „dramat polskiej edukacji”. – Że została zamknięta w czasami bezsensownych projektach europejskich – oceniła minister edukacji w „Poranku Radia TOK FM”.

 

Całą audycję można odsłuchać na tej stronie, klikając odpowiednie pole w ramce:

 

Czytaj dalej »



Wywiad z laureatkami Złotego Medalu BESA

zdobytego w październiku 2013 r. na Międzynarodowych Targach Książki we Frankfurcie n. Menem

za najlepszy zestaw podręczników do nauczania zintegrowanego „TROPICIELE”

 

Rozmowę przeprowadził Włodzisław Kuzitowicz z „Obserwatorium Edukacji” w SP Nr.182 w Łodzi, w której pracowali autorzy podręcznika. W spotkaniu uczestniczyły: Agnieszka Banasiak – wicedyrektor SP Nr 182, Agnieszka Burdzińska, Jolanta Dymarska – nauczycielki z SP Nr 182 w Łodzi oraz Agnieszka Kamińska – aktualnie pracująca w Zespole Szkół Integracyjnych Nr 1 w Łodzi i Beata Nadarzyńska – obecnie w SP Nr 202 w Łodzi.*)

 

Włodzisław Kuzitowicz: Kto i kiedy wpadł na pomysł, aby zamiast wybierać z istniejącej na rynku oferty napisać własny podręcznik?

Jolanta Dymarska: Wiele lat temu, kiedy reforma obniżenia wieku szkolnego wchodziła do szkół, pojawiła się luka. Gdy w klasach pierwszych znalazły się jednocześnie dzieci sześciu- i siedmioletnie, na rynku zabrakło takiego pakietu, który byłby skierowany właśnie do takich zróżnicowanych wiekowo odbiorców. I wtedy zrodził się pomysł aby tę lukę wypełnić. Narodziła się pierwsza koncepcja takiego pakietu, wspierającego sześcio- i siedmiolatki. Oczywiście on ewoluował i w końcu, po kilku latach mamy pakiet, który – choć się tym czasie trzykrotnie zmieniał – gdy przyszedł ten czas, przyjął swą obecną postać.

Beata Nadarzyńska: Tak właśnie było. Mamy podręcznik, z którego będziemy chcieli uczyć. Nauczyciele, którzy dołączali do naszego zespołu, to po prostu praktycy. To ludzie, którzy ciągle szukali, którzy nigdy nie stanęli w miejscu, którym ciągle było mało.

Agnieszka Burdzińska: Wszystkie jesteśmy nauczycielkami z wieloletnim doświadczeniem, wszystkie pracujemy teraz na tym podręczniku i cały czas nam się on podoba.

Agnieszka Kamińska: Wszyscy jesteśmy też od samego początku nastawieni na indywidualizację nauczania. Jeszcze zanim powstały rozporządzenia, które ją wprowadzały,   była ona dla nas zawsze na pierwszym miejscu, A brakowało takiego podręcznika, który pozwoliłby pracować z każdym uczniem: i ze zdolnym, i ze słabszym. Indywidualizacja nas nie zaskoczyła. To było dla nas zawsze priorytetem, zawsze pracowaliśmy z dzieckiem, dostosowując wszystko co było możliwe do tempa w jakim chce i może ono pracować,

  Czytaj dalej »



Wywiad z Lidią Aparta, nauczycielką w Szkole Podstawowej nr 36 w Łodzi,

laureatką II miejsca w konkursie „Innowacyjny Nauczyciel 2013”

 

       foto AnnaKoludo

                              Foto: Anna Koludo

Lidia Aparta z dyplomem konkursu „Innowacyjny Nauczyciel 2013”

 

 

Włodzisław Kuzitowicz, „Obserwatorium Edukacji”: Jest Pani laureatką II miejsca w konkursie „Innowacyjny Nauczyciel 2013 r.”. Na czym polegała innowacja Pani autorstwa, która zyskała takie uznanie jury tego konkursu?

 

Lidia Aparta: Uczestnictwo w konkursie Innowacyjny Nauczyciel 2013 polegało na przedstawieniu projektu (scenariusza) lekcji dowolnego przedmiotu lub zajęć pozalekcyjnych z wykorzystaniem nowoczesnych technologii informacyjno – komunikacyjnych. Zgłoszona do konkursu praca, pt. „Od quizu do testu – zdobywamy wiadomości z BRD”, dotyczy zajęć pozalekcyjnych koła informatycznego. Innowacja polegała na przeprowadzeniu zajęć, podczas których uczniowie, bazując na wcześniej zdobytej wiedzy i doświadczeniu, przygotowali materiały edukacyjne z wychowania komunikacyjnego dla swoich młodszych kolegów.  W efekcie ich pracy powstał zbiór krzyżówek, quizów, puzzli i testów, wykonanych z wykorzystaniem aplikacji internetowej LearningApps. Ocenie konkursowej podlegała również strona internetowa mojego autorstwa, stworzona dla uczniów przygotowujących się do uzyskania karty rowerowej. Na stronie znajduje się m.in. Program BRD stanowiący kompendium wiedzy z bezpieczeństwa w ruchu drogowym dla uczniów szkoły podstawowej.

  Czytaj dalej »



Wywiad z Teresą Łęcką, dyrektorem Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Nr. 19

im. Karola Wojtyły w Łodzi.

 

Włodzisław Kuzitowicz, red. „Obserwatorium Edukacji”: Jednym z priorytetów władz Miasta Łodzi było przywrócenie właściwej rangi szkolnictwu zawodowemu i dążenie do zwiększenia rekrutacji absolwentów gimnazjów do klas pierwszych szkół zawodowych. Jednak nie wszędzie to się udało. Z posiadanych przez OE informacji wynika, że w kierowanym przez Panią zespole szkół to się powiodło. Jakimi sposobami udało się odbudować zawodowy profil tej szkoły?  

 

Teresa Łęcka, dyrektor ZSP Nr. 19 im. Karola Wojtyły w Łodzi: Filozofia naszej szkoły polega na poszukiwaniu  systemowych rozwiązań dla jej rozwoju i zajęcia stosownego miejsca w systemie łódzkiej edukacji.  Sens naszych działań ukryty jest  w ludziach. To ludzie, którzy pracują w ZSP 19, którzy tu się uczą, posiadają duży  potencjał. Pozytywna energia, która w nich tkwi, a może także ta, która jest w murach naszej szkoły, szkoły  o 144 letniej historii, sprawiają, że po okresie kilkunastu lat regresu, powróciło kształcenie zawodowe. Obecnie ZSP 19  prowadzi kształcenie w dziewięciu  zawodach (informatyk, analityk, logistyk, spedytor, włókiennik, weterynarz, fotograf, fototechnik, t. włókienniczych wyrobów dekoracyjnych) skutecznie odpowiadając na zapotrzebowanie rynku pracy.

Czytaj dalej »