Portal Samorządowy” zamiesił wczoraj (27 września 2021 r.) informację, zawierającą stanowisko kolejnej centrali zwiazkowej, uczestniczącej 21 września w spotkaniu Zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty. Oto dwa fragmenty tego tekstu:

 

 

„Dziwaczne” propozycje dla nauczycieli. „Nie podoba nam się to rozwiązanie”

 

Jak tylko dostaniemy propozycje zmian na piśmie, to się do nich odniesiemy. Jeśli będą one powieleniem tego, co było na spotkaniu 21.09, to odniesiemy się do nich zdecydowanie negatywnie zapowiada Sławomir Wittkowicz. W opinii reprezentanta Forum Związków Zawodowych kierownictwo resortu nie uwzględniło w ogóle oczekiwań środowiska nauczycielskiego i jego reprezentacji związkowych. I to zarówno gdy chodzi o kwestie pensum i wynagrodzeń, jak i spraw awansu zawodowego i oceny pracy nauczycieli.

 

Zdaniem przedstawiciela FZZ propozycje MEiN dotyczące zmian w systemie wynagradzania nauczycieli są nie do przyjęcia przez środowisko nauczycielskie.

 

Zmniejszenie wymiaru urlopu nauczycieli do 50 dni w roku może oznaczać, że szkoły będą czynne w okresie przerwy świątecznej i ferii.

 

Plus 4 godziny do pensum oraz 8 godzin siedzenia w szkole to propozycje, które nie wszystkie szkoły i samorządy będą w stanie zrealizować. […]

 

Propozycje te częściowo spełniają oczekiwania korporacji samorządowych, takie jak likwidacja jednorazowego dodatku uzupełniającego – bo na tym polega zastąpienie wynagrodzeń średnich wynagrodzeniami przeciętnymi, czy żądanie, żeby szkoły były otwarte w czasie przerw świątecznych, ferii zimowych i być może również w czasie wakacji letnich, bo do tego się sprowadza manipulowanie przy wymiarze urlopu w szkołachwyjaśnia przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”.

 

 

Źródło: www.www.portalsamorzadowy.pl

 



 

Oto trzy teksty, które w ostatnich dniach „wpadły nam w oko” na feksbukowym profilu Tomasza Tokarza:

 

 

25 września godz. 10:00

 

Podczas moich inspirujących lekcji zadałem sobie pytanie: a czy nie jest tak, że po prostu robisz to, co sam uważasz za ważne – bo się na tym dobrze znasz.

 

Dlatego kolejne trzy bloki wybrali sobie uczniowie.

 

Czego chcecie się się dowiedzieć? Padły trzy propozycje:

 

-Chiny: jak to się stało, że stały się potęgą.

-Konflikty na Dalekim Wschodzie: Japonia, Korea, Wietnam

-Kultura nordycka. Wikingowie. Jak nawiązywano do tego w III Rzeszy. I jak do tego się nawiązuje w kulturze popularnej

 

No i teraz już moje zadanie. Jak o tym opowiedzieć, by pokazać główne elementy tematów i zrealizować jak najwięcej punktów podstawy programowej. Ale wcześniej dostali zadanie domowe. Obejrzeć:

 

-Czas Apokalipsy i Pluton

-dwa pierwsze sezony Wikingów

-może jeszcze „Kwiaty wojny”…

 

A Wy? Jakie tematy Wam by podpasowały?

 

 

25 września godz 23:14

 

Dlaczego nie jestem przeciwnikiem egzaminów?

 

Egzamin – to po prostu sprawdzian czyjejś wiedzy lub umiejętności. Celem egzaminu jest sprawdzenie, czy dana osoba osiągnęła kompetencje pozwalające na podjęcie pewnej działalności (np. egzamin na prawo jazdy czy egzamin zawodowy).

 

Egzamin maturalny sprawdza czy absolwent posiada kompetencje pozwalające na studiowanie na poziomie wyższym (zaawansowanym). Weryfikuje, czy posługuje się językiem, który wymagany jest na tych studiach (polskim, angielskim czy językiem matematyki). Jak je dobrze znasz, jeśli się nim posługujesz na co dzień – to dobrze zdasz egzamin.

 

Np. z języka polskiego egzamin sprawdza, czy uczeń rozumie tekst, umie wyszukiwać w nim potrzebne informacje, przetworzyć je i zinterpretować. Jest to absolutnie niezbędne, by rozumieć co się czyta, aby rozumieć teksty analizowane na studiach. To nie jest egzamin ze znajomości danych – one się mogą przydać, ale można sobie poradzić bez nich.

 

Czy egzaminy są potrzebne? Zależy do czego. Zdecydowana większość rzeczy, która stanowi podkład moich szkoleń i działań, nie została przez nikogo weryfikowana przez żaden egzamin. Pisałem wiele egzaminów — ale żaden nie sprawdzał tego, czy poradzę sobie w pracy i życiu. Bo nie po to są egzaminy. One służą mierzeniu rzeczy, które można zmierzyć.

 

Nie oznacza to, że egzaminy nie mają sensu. Są dobrym rozwiązaniem dla niepokornych osób, które np. chcą ominąć tradycyjną ścieżkę kształcenia. Pozwalają na obejście szkolnych wymogów – które nie służą jego rozwojowi. Zamiast systematycznie uczęszczać na lekcje można pójść na skróty – zdajesz egzamin. Dzięki egzaminowi można zneutralizować naciski stawiane przez szkoły, które nie rozumieją swojej zasadniczej misji.

 

Czytaj dalej »



ZNP odrzuca propozycje MEiN: Mamy dość arogancji i braku szacunku dla zawodu nauczyciela

 

Związek Nauczycielstwa Polskiego w pełni odrzuca propozycje zmian w ustawie Karta Nauczyciela, które zostały przedstawione przez kierownictwo Ministerstwa Edukacji i Nauki podczas spotkania członków Zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty 21 września br. – poinformował prezes ZNP Sławomir Broniarz na konferencji prasowej 27 września 2021 r. Konferencja odbyła się z udziałem członków Prezydium ZG ZNP [ TUTAJ ] Prezydium ZG ZNP przyjęło stanowisko ws. projektowanych zmian w ustawie Karta Nauczyciela.

 

Foto: screen z nagrania [www.facebook.com/znpedupl/]

 

Rozwiązania zawarte w propozycji resortu edukacji to skrajny przejaw lekceważenia nauczycieli i reprezentujących ich przedstawicieli oświatowych związków zawodowych, dający poważny argument do podjęcia działań protestacyjnych.

 

Deklarowana przez ministra Przemysława Czarnka „podwyżka” płac kosztem zwiększenia pensum i odebrania niektórych dodatków oznacza, że nauczyciele sami sfinansują wzrost wynagrodzeń.

 

Mamy dość arogancji i braku szacunku dla zawodu nauczyciela ze strony decydentów oświatowych oraz niezrozumienia potrzeb 600-tysięcznej grupy zawodowej nauczycieli!

 

 

 

Źródło: www.znp.edu.pl

 

 



17 września zamieściliśmy drugą część „Praktycznego poradnika Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasistam”. Dziś obiecany „ciąg dalszy”:

 

19 września

 

 

Mózg to taki szef ciała.

 

Co to jest mózg? Czy można żyć bez mózgu? Jakiego koloru jest mózg?

 

To tylko niektóre pytania, na które dzieci chciały znaleźć odpowiedź.

 

Warsztaty o mózgu to tylko wstęp do nowego projektu, który wcale nie będzie o mózgu. Na początku zajęć umówiłam się z dziećmi, że na podsumowanie każdy zrobi samodzielnie notatkę wizualną o tym, co zapamiętał, czego nauczył się o mózgu. To dla mnie ważne, by dziecko pokazało, na co zwróciło uwagę. Notatka, to również jedna z technik uczenia się, więc każda okazja, by doskonalić umiejętność notowania jest dobra.

 

Chciałam dowiedzieć się, co dzieci wiedzą już na jego temat, więc rozmawialiśmy o mózgu, wyobrażaliśmy sobie, jak jest duży i pokazywaliśmy na swojej głowie poszczególne jego części. Oglądaliśmy filmiki, ilustracje, czytaliśmy tekst o mózgu, wszystko po to, by dowiedzieć się jak najwięcej o organie, który jest niezbędny do uczenia się, „dowodzenia ciałem”, do myślenia i do życia.

 

Dzieci sporo zapamiętały, o czym świadczą notatki.

 

Gdyby jeszcze udało się przekonać je do wkładania kasku, gdy wsiadają na rower?

 

 

 

20 września

 

 

Pamięć. Ciekawe, gdzie ona tam jest w tym mózgu?

 

Zabawa prawda, czy fałsz pokazała mi, że dzieci dużo zapamiętały z piątkowych „mózgowych” zajęć. Byłam spokojna, że tak będzie, bo przecież głęboko przetwarzały uzyskane informacje robiąc notatkę i zastanawiając się, w jaki sposób przedstawić swoją wiedzę, jak uporządkować i skategoryzować informacje.

 

Dziś czytaliśmy kolejny fragment książki „Sen Alicji”, by zlokalizować miejsca w mózgu odpowiedzialne za pamięć.

 

Dzieci już dobrze wiedzą, co trzeba zrobić, by przenieść świeżo zdobytą wiedzę do pamięci długotrwałej.

 

Ba! Nie tylko wiedzą, ale stosują w praktyce.

 

Jak skutecznie nauczyć się liczyć po 7?

 

To proste. Wystarczy uczyć się różnymi sposobami.

 

Dziś dzieci liczyły po 7 w przód i w tył podając sobie piłkę, skacząc wzdłuż liny, rapując, grając w Bingo i wykonując grę typu memory.

 

Tosia dodała do tego zestawu jeszcze powtarzanie rozłożone w czasie, bo właśnie w ten sposób utrwalała sobie liczenie     po 7.

 

O zapominaniu trzecioklasiści również sporo wiedzą.

 

Zrobiliśmy też eksperyment pokazujący jak działa pamięć robocza.

 

Dwa trudne zdania o mózgu, usiane pułapkami ortograficznymi trzeba było przepisać do zeszytu. Zeszyt musiał pozostać w klasie, a plakat ze zdaniami był na korytarzu. Bardzo ciekawe wnioski wyciągnęły dzieci po tym eksperymencie. Między innymi taki, że lepiej zapamiętujemy krótkie wyrazy, pomaga skupienie się tylko na jednej czynności, a każdy z nas ma inną pamięć roboczą.

 

Dzieci sądzą, że można ją wytrenować. Spróbujemy.

 

Przyjemnością zaplanowaną na dzisiaj było lepienie modelu mózgu z plasteliny.

 

Kryteria sukcesu: dwie półkule, pofałdowana kora mózgowa, widoczny móżdżek i pień mózgu.

 

Wyszło bardzo różnie. Czasem móżdżek był za duży, czasem pień mózgu za mały. Ważne, że te części zostały dobrze zapamiętane.

 

I jeszcze przydarzyła nam się dyskusja filozoficzna na temat ważności mózgu i serca.

 

Czasem zapominam, że te dzieci mają dopiero 8-9 lat. Ich głowy są otwarte.

 

Oby jak najdłużej.

 

 

 

21 września

 

 

Mózg potrzebuje przerw.

 

Zaczęliśmy dziś nowy projekt – Umiem się uczyć. Planowaliśmy wspólnie o czym on będzie i w jaki sposób zakończy się. Wcześniej, przez dwa dni przyglądaliśmy się mózgowi, ale to był tylko wstęp do właściwego projektu, który będzie bardzo praktyczny, a umiejętności w nim zdobyte trzeba będzie doskonalić jeszcze przez całe życie.

 

Czytaj dalej »



Nie będę ukrywał, że od chwili, kiedy przeczytałem tekst Odpowiedź na list Pani Kurator Michałowskiej”, jaki na swoim blogu „Wokół szkoły” opublikował dyrektor Jarosław Pytlak jestem pod wrażeniem tego oświadczenia. I nie mam tu na myśli jedynie stanowczości prezentowania swoich poglądów, które ich Autor adresował do „naczelnej nadzorczyni pedagogicznej” Województwa Mazowieckiego, ale przede wszystkim sam fakt zamieszczania na tak popularnym blogu owego listu otwartego przez – jak by nie było – „szeregowego” dyrektora jednej z setek podległych tej pani placówek oświatowych.

 

Wielu czytających ten tekst, którzy są także na kierowniczych stanowiskach w szkołach, nie tylko na Mazowszu, zapewne pomyślało sobie: „kamikadze”, albo… „takiemu to wszystko wolno”. Wszak on jest dyrektorem szkoły Społecznego Towarzystwa Oświatowego, czyli nie kieruje placówką publiczną. Ale już po chwili zastanowienia prawdopodobnie przypomnieli sobie, że jeśli chodzi o podległość władzy kuratoryjnej, to nie ma żadnego znaczenia. Bo jedyna różnica w statusie dyrektorskim kolegi Pytlaka polega na tym, że organem prowadzącym „jego” szkoły nie jest samorząd terenowy a Samodzielne Koło Terenowe nr 69 Społecznego Towarzystwa Oświatowego, gdyż i dla tej szkoły organem sprawującym nadzór pedagogiczny nad jej działalnością jest Mazowiecki Kurator Oświaty.

 

Czyli jednak – „samobójca”. A może jednak, po prostu, „Człowiek z zasadami”?

 

Zgodnie z prawami empatii wyobraziłem sobie, że to ja jestem na Jego miejscu. Wszak przez 12 lat także byłem dyrektorem szkoły. Czy gdybym teraz był tam gdzie On – odważyłbym się na taki „list otwarty”? Uczciwie przyznam się – mam pewne wątpliwości… Choć w okresie mojej dyrektorskiej kadencji (lata 1993 – 2005) podlegałem różnym władzom: zaczynałem jako dyrektor szkoły „kuratoryjnej”, ale od 1999 roku miałem już „dwu panów”: Urząd Miasta Łodzi i ŁKO, i to ze zmieniającymi się tychże władz „barwami partyjnymi” (co gorsze – w tym samym czasie – przeciwstawnymi), to i ja mam w swoim dorobku „wojenkę” – tyle że z organem prowadzącym. Ale była to walka o dalsze istnienie szkoły, którą ów organ zamierzał zlikwidować. Tak czy siak – na szali miałem ryzyko utraty stanowiska… Szkołę udało się – z wielkim udziałem całej społeczności szkoły, wraz rodzicami uczniów – obronić, ale ja, po kilkudziesięciu latach pracy w edukacji, przez żadną władzę nie zostałem uznany za godnego Medalu KEN. Ale nigdy tego nie żałowałem…

 

Dlaczego więc mam wątpliwości? Bo to co zrobił kolega Pytlak, to jest działanie nie tylko przeciw lokalnej władzy, ale tak naprawdę protest wobec polityki całej władzy rządzącej, nie tylko edukacją, ale funkcjonowaniem całego państwa. Nie wiem, czy ja odważyłbym się na to…

 

Tym bardziej, że kolega Pytlak jest w innej sytuacji niż ja bylem. Nie musiał tego pisać, a jednak napisał. Uczynił to, bo takie są Jego przekonania. Myślę, że miał świadomość faktu, iż stał się głosem całego, a przynajmniej przygniatającej większości, środowiska dyrektorek i dyrektorów szkół Województwa Mazowieckiego. Patrząc na to szerzej – nie tylko tego województwa, z całej Polski.

 

Żeby było jasne: dyrektor Pytlak, mimo że jest dyrektorem szkoły już 31 lat, nie jest taki odważny, bo… bo ma uprawnienia emerytalne. On nabędzie je dopiero w 2027 roku!

 

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

 

Bo przypomniałem sobie co napisałem w felietonie z 29 sierpnia: Żeby oni (dyrektorzy) chcieli chcieć – być dyrektorami”:

 

Ale jeśli…. boję się to napisać (tfu, tfu, tfu przez lewe ramię), jeśli aktualna władza po raz trzeci potwierdzi swój mandat. Jeśli by tak się stało… Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie konsekwencji tego. I to nie tylko w obszarze polityki kadrowej kategorii „dyrektor szkoły”, ale dla całej branży nauczycielskiej...”

 

A zakończyłem tamten felieton apelem” Ducha nie gaście!”. I tak sobie pomyślałem, że list kolegi Pytlaka do pani kurator Michałowskiej jest dowodem na to, że są wśród nas  tacy, którzy nie tylko nie gaszą swego ducha, ale – dając przykład swoją postawą – mogą motywować do tego innych.

 

Niech ostatnim akordem tego felietonu będą ostatnie słowa Jarosława Pytlaka z owego listu:

 

… będę również czynił co w mojej mocy, aby zapobiec stanowienia prawa złego, prowadzącego do ograniczenia autonomii placówek, centralizacji i upolitycznienia edukacji. I w tym kontekście proszę odebrać mój list, powodowany głębokim niepokojem o stan polskiej edukacji i sprzeciwem wobec szkodliwej ingerencji polityków w jej materię.

 

Włodzisław Kuzitowicz



Osiem lat w akademickim świecie. Od dumy do rozczarowania

 

Jak szukałem nowej pracy i kto mi w tym przeszkadzał

 

Realizując zapowiedź daną w zakończeniu części IV.6 moich wspomnień „Moje prace dodatkowe i warte wspomnienia wakacje”, że „opowiem o moich poszukiwaniach „nowego miejsca zawodowego życia”, i że jest to „historia – z wielu powodów – warta utrwalenia. Dla pamięci potomnych „jak wtedy bywało”…” – przystępuję do opowieści o tym „pouczającym” doświadczeniu polityczno-historycznym:

 

Jak już wiecie – o tym, że nie będę już kontynuował kariery naukowca na UŁ, decyzję podjąłem ponad rok przed terminem wygaśnięcia mojej umowy o pracę na stanowisku starszego asystenta w Katedrze Pedagogiki Społecznej UŁ. I po wakacjach 1982 roku zacząłem informować zaprzyjaźnione kręgi i osoby, że szukam pracy w wyuczonym zawodzie.

Pierwszym, i jak się okazało – bardzo owocnym dla moich poszukiwań wydarzeniem – było zimowisko w Karpaczu, jakie na przełomie lat 1982/1983 zorganizowała Komenda Chorągwi Łódzkiej ZHP (KChŁ) dla „zasłużonych instruktorów – z rodzinami”. Zostałem tam zaproszony i wraz z żoną Krystyną (wszak także instruktorką, choć wtedy już „w stanie spoczynku”) i niespełna dziesięcioletnim synem Kubą, spędziliśmy tam mile ten czas – z powitaniem nowego 1983 roku włącznie. Na owym zimowisku byli także małżonkowie Wiesława i Bogusław Śliwerscy z synami i wiele innych znanych nam harcerskich małżeństw. Ale był tam także wicekurator Roch Kopacki, zaproszony tam, dla „ocieplenia relacji” między KChŁ a ŁKOiW przez ówczesnego komendanta chorągwi – Pawła Babija.

 

Kilka słów informacji: Paweł Babij jeszcze parę lat wcześniej był moim „kolegą z pracy” – gdy w 1978 roku skończył studia na pedagogice i po obronie pracy magisterskiej został asystentem w Zakładzie Teorii Wychowania na UŁ. Dzielił biurko ze starszym (stażem) o rok Bogusławem Śliwerskim. Wcześniej Paweł był instruktorem harcerskim – działał najpierw w Hufcu Górna, a od kadencji Maćka Łukowskiego jako komendanta Hufca Polesie – także w moim macierzystym hufcu.. A kiedy latem 1981 roku otrzymał propozycję pracy w Głównej Kwaterze ZHP, którą przyjął, rozstał się, jak się okazało – na zawsze, z karierą pracownika nauki. Gdy w roku 1982 w KChŁ powstał kryzys kadrowy” – został tam komendantem. I to on zorganizował to „rodzinne” zimowisko w Karpaczu.

 

Z kolei o Rochu Kopackim wypada abym poinformował, że w gronie ówczesnego kierownictwa Łódzkiego Kuratorium Oświaty i Wychowania to do jego zakresu obowiązków należał nadzór nad kształceniem ogólnym i sprawami wychowania – w szerokim tego słowa rozumieniu. I ten fakt ma w tej historii istotne znaczenie.

 

To podczas owego podsudeckiego relaksu, z nocą sylwestrową w roli głównej, w ramach powszechnego w tym towarzystwie „starych znajomych” „tykania się”, także ja z owym wicekuratorem przeszliśmy „na ty”. I to jest pierwszy, istotny dla dalszych wypadków, fakt.

 

Drugim, o którym wspomniałem już kiedy opowiadałem o okolicznościach mojego pierwszego spotkania z Markiem Kotańskim, był ten zbieg okoliczności, że w czasie kiedy ja szukałem pracy, w łódzkim KOiW była zatrudniona jako wizytator metodyk ds. profilaktyki niedostosowania społecznego dzieci i młodzieży Lili Madalińska – moja dobra znajoma z czasów wspólnej działalności z zuchami w Hufcu ZHP Łódź-Polesie. A znaliśmy się od 1961 roku, kiedy ja prowadziłem na Nowym Złotnie drużynę zuchów-chłopców „Kaczora Donalda”, a ona w szkole na Osiedlu im. Montwiłła Mireckiego – drużynę zuchów-dziewcząt „Myszki Miki”. Przypomnę jeszcze, że to ona, będąc wówczas namiestnikiem zuchów w naszym hufcu, prowadziła owo zgrupowanie kursowe w Harkabuzie na Orawie w 1964 roku, na którym ja byłem komendantem kursu dla kandydatów na drużynowych zuchów.

 

A w tamtych czasach słowa pieśni śpiewanej w kręgu „druh druhowi druh” nie były tylko pustym sloganem, a zasadą wcielaną w życie na co dzień, niezależnie od upływających lat…

 

I to Lilka Madalińska, podczas naszego spotkania z Kotańskim, poinformowała mnie, że właśnie zakończyła się ministerialna kontrola jej „działki” kuratoryjnych obowiązków i jedynym zaleceniem pokontrolnym był wniosek o potrzebie wzmocnienia kadrowego, czyli zatrudnienia drugiej osoby z tym samym zakresem obowiązków. I stąd wziął się pomysł, abym to ja na ten nowy etat został zatrudniony. Madalińska obiecała porozmawiać o tym z wicekuratorem Kopackim. Po kilku dniach skontaktowałem się z nim w tej sprawie. Usłyszałem, że nie ma do tego projektu zastrzeżeń i że wrócimy do sprawy „we właściwym czasie”, aby ją sfinalizować.

 

Mając w pamięci tamte ustalenia, tak gdzieś na początku lipca, zapowiedziałem się z wizytą u wicekuratora Kopackiego, aby rozpocząć procedurę zatrudnienia mnie w kuratorium. Spotkanie odbyło się w przyjacielskiej atmosferze, a jego efektem było ustalenie, że mam za tydzień przyjść z podaniem i życiorysem. (pojęcia CV wtedy nie znano).

 

Foto: www. pl.wikipedia.org

 

W tym skrzydle kompleksu budynków, będących siedzibą Urzędu Miasta i Urzędu Wojewódzkiego, od strony Placu im. Komuny Paryskiej, na II pietrze, do 1991 roku mieściło się Kuratorium Oświaty i Wychowania. (okna KOiW zaznaczone obwódką)

 

Po tygodniu zapukałem do gabinetu wicekuratora Rocha Kopackiego z owymi pismami. Już po chwili wyczułem całkiem zmienioną atmosferę. Zaczęło się od „kawa czy herbata”, a przy kawie, po kilku zdaniach rozmowy „o niczym” usłyszałem: „Ja cię bardzo przepraszam, ale sytuacja się zmieniła. Okazało się, że jednak nie otrzymaliśmy tego dodatkowego etatu wizytatora-metodyka.”. Podczas dalszej części rozmowy dowiedziałem się, że mam się nie martwić, bo on już znalazł rozwiązanie, że jest po rozmowie z dyrektorem Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej (WPW-Z), z którym uzgodnił, że będę zatrudniony w tej placówce – z tym samym zakresem obowiązków, jaki miałbym na etacie kuratoryjnym. I abym jak najszybciej zadzwonił do poradni i umówił się w sprawie zatrudnienia z jej dyrektorem.

 

Uspokojony, choć zaskoczony – pożegnałem się, dziękując mojemu rozmówcy za tą inicjatywę.

 

Czytaj dalej »



RZECZPOSPOLITA”

 

Piątek dla Przyszłości na świecie: strajkowało 80 krajów

 

W ramach globalnego strajku klimatycznego odbyło się ponad 1400 demonstracji w 80 krajach. W Berlinie do strajku dołączyła Greta Thunberg.

 

Foto:Markus Schreiber/AP Photo[www. next.gazeta.pl]

 

                                                        Greta Thunberg podczas manifestacji w Berlinie

 

Inicjatorka Piątków dla Przyszłości oświadczyła w trakcie demonstracji, że „żadna partia polityczna nie robiła wystarczająco dużo, by walczyć z kryzysem klimatycznym.” […]

 

Szwedzka aktywistka podkreśliła, że po „dziwnym półtora roku z pandemią”, kwestia kryzysu klimatycznego stała się jeszcze bardziej paląca. „Wracamy teraz na ulice, aby pokazać, że nie zniknęliśmy i że domagamy się działań na rzecz klimatu i sprawiedliwości klimatycznej” – zadeklarowała Thunberg. […]

 

 

Źródło: www. klimat.rp.pl

 

 

x           x           x

 

Gazeta Wyborcza- WARSZAWA”

 

„Warszawa. 14-letnia dziewczyna z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego zatrzymana”

 

Dziś odbył się w Warszawie, podobnie jak w 20 innych miastach w Polsce, marsz Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Podczas protestu została zatrzymana 14-letnia dziewczyna. […]

 

Przed godz. 16 trwała demonstracja solidarnościowa z zatrzymaną przed komendą policji przy Zakroczymskiej. Zgromadzeni skandowali: „Solidarność naszą bronią, a bagnety niech się gonią”. Protestujących otaczają duże siły policji. Nie mogą opuszczać schodów przed komendą.[…]

 

 

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w 21 miastach

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj proponujemy lekturę zamieszczonego w środę (22 września 2021r.) na blogu „Oś świata” artykułu Danuty Sterny. Udostępniamy ten tekst bez skrótów:

 

                                      Co oznacza indywidualne podejście do ucznia w czasie po pandemii.

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Przez całą moją pedagogiczną karierę przewijał się termin: „indywidualne podejście do ucznia”. Wszystko w porządku, gdy mówimy teoretycznie, wiadomo, trzeba takie podejście do uczniów mieć. Gorzej, gdy schodzimy na poziom praktyczny i zaczynamy się zastanawiać, jak to zrobić w 30 osobowej klasie.

 

Dlatego, gdy znalazłam artykuł Lisy Westman, to pomyślałam, że może w pewnym zakresie temat zostanie przybliżony. Autorka przedstawia inne spojrzenie na indywidualizację nauczania. Zapoznałam się z artykułem i przedstawiam moją jego  interpretację.

 

Autorka radzi:

 

1.Skup się na pozytywach, a nie na porażkach.

2.Oferuj empatyczne podejście do ucznia, a nie kontrolę.

3.Traktuj uczniów sprawiedliwie, a nie w równy sposób.

4.Zakładaj, że uczniowie mają dobre intencje.

 

Obecne czasy wymagają od nas przejścia z kontroli na empatię. Tego potrzebuję od nas uczniowie, szczególnie gdy odnotowujemy straty w nauce po nauczaniu zdalnym.

 

 

1.Skup się na pozytywach, a nie na porażkach.

 

Zastanawiamy się, czego nasi uczniowie nie opanowali w czasie zdalnej nauki. Zamiast skupiać się na „stracie”, skupmy się na ustaleniu, czy uczniowie osiągnęli cele, które sobie stawialiśmy. Żeby móc to zrobić, powinniśmy mieć ustalone cele i kryteria sukcesu (ocenianie kształtujące).

 

Jeśli cele nie zostały osiągnięte, to nie obciążajmy tym uczniów. To nie ich wina, że tak wyglądało nauczanie przez ostatnie lata. Wpychanie ich w poczucie wstydu, nie poprawi ich samopoczucia i nie zachęcie do wzmożonego wysiłku. Wyjściem z sytuacji jest ustalenie, w którym miejscu należy zacząć (co zdołali opanować), na co uczniowie są gotowi.

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (22 września) na stronie Radia Łódź zamieszczono ilustrowaną zdjęciami informację o wydarzeniu edukacyjnym, jakie miało miejsce w Szkole Podstawowej Gminy Sieradz:

 

Międzynarodowy pokaz wynalazków i eksperymentów w Szkole Podstawowej Gminy Sieradz

 

STEM – czyli science, technology, engineering and mathematics (nauka, technologia, inżynieria i matematyka). To konkurs zorganizowany przez Szkołę Podstawową Gminy Sieradz. Uczniowie przedstawili eksperymenty i zbudowane przez siebie wynalazki. Oglądali je nauczyciele pochodzący z Turcji, Włoch i Estonii.[…]

 

-Jest kilka rzeczy, które są wielkim plusem tego projektu. To, że się wszyscy uczymy od siebie nawzajem to nic nowego. Każdy kiedyś chodzi do szkoły i uczył się od swoich nauczycieli. Nauczyciele uczą się od innych. Drugim aspektem jest to, że dzieci mogły pokazać swoją kreatywność w wytwarzaniu konkretnych przedmiotów, prototypów czy makiet. Dodatkowym elementem jest to, że one opowiadają o swoich wynalazkach w języku angielskim mówi Jacek Kędzierski, nauczyciel języka angielskiego.

 

Foto: Adam Łużyński [www.radiolodz.pl]

 

Po prezentacji goście głosowali na najlepsze projekty. –Polubiłam numer dziewięć, wózek inwalidzki. To bardzo wrażliwy projekt. Według mnie dobry jest jego celtłumaczy Arzu, nauczycielka angielskiego z Turcji.

 

Sieradzcy nauczyciele w 2019 roku, podobnie jak dziś ich zagraniczni koledzy, odwiedzili szkołę w Ankarze.

 

 

Źródło: www.radiolodz.pl

 



 

Dopiero wczoraj wieczorem zobaczyliśmy na blogu „Wokół Szkoły” zamieszczony we wtorek (pewnie tuż przed północą) tekst Jarosława Pytlaka, z którego zamieszczamy jedynie fragmenty, odsyłając do lektury całości na stronę bloga. Tytuł tego tekstu mówi wszystko:

 

 

Odpowiedź na list Pani Kurator Michałowskiej

 

 

Pani Aurelia Michałowska,

Mazowiecki Kurator Oświaty

 

 

Szanowna Pani!

 

Bardzo dziękuję za pismo, które otrzymałem od Pani w dniu 20 września br. jako jeden z licznej  rzeszy mazowieckich dyrektorów placówek oświatowych. Szczególnie wdzięczny jestem za docenienie naszej zasługi w przygotowaniu stacjonarnej nauki w bezpiecznych obiektach szkolnych. To prawda, że zapewnienie prawidłowej organizacji pracy w nowym roku wymagało od nas wiele wysiłku. Dodam, że nie tylko w kontekście wyzwań związanych z pandemią, ale również wobec fatalnej kondycji psychicznej dzieci i młodzieży po okresie zdalnej edukacji, narastających braków kadrowych oraz powszechnej frustracji i zmęczenia kadry nauczycielskiej. Nasz wysiłek mógłby być nieco mniejszy, gdyby zapowiedziane w sierpniu przez Pana Premiera dostawy środków dezynfekcyjnych i ochronnych dotarły przed pierwszym września, a nie tak, jak miało to miejsce w przypadku kierowanej przeze mnie placówki, niemal trzy tygodnie później. Rozumiem jednak, że nie jest to Pani wina, więc po prostu jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa zawarte w pierwszej części listu. Nie będę natomiast ukrywał, że dalsza część otrzymanego pisma bardzo mnie poruszyła.

 

Poczułem się wywołany do tablicy. Należę bowiem do „niektórych osób odpowiedzialnych za organizację pracy szkół”, które propagują informacje na temat planowanych zmian w prawie oświatowym – Pani zdaniem nieprawdziwe i mające na celu destabilizację procesu dydaktyczno-wychowawczego. Nic bardziej mylnego, bowiem informacje, jakie propaguję są oparte na faktach, a ocena tych faktów wynika z wieloletniego doświadczenia pracy na stanowisku dyrektora szkoły. Moim celem nie jest destabilizacja, ale wręcz przeciwnie – obrona placówek oświatowych przed zmianami, których szkodliwości zdają się nie dostrzegać sami ich autorzy. […]

 

Z pozycji dyrektora szkoły nie widzę niczego dobrego w obarczeniu tak ważną decyzją jak powierzenie tego stanowiska i odwołanie z niego w równym stopniu dwóch podmiotów odpowiedzialnych za edukację: władz lokalnych i administracji rządowej, które nader często z przyczyn politycznych są w konflikcie. A już wskazywanie decyzji kadrowych samorządów lokalnych jako nieuzasadnionych racjonalnie jakością wykonywanych zadań przez dyrektorów, wydaje mi się zdumiewające, biorąc pod uwagę, jak trudno ocenić pracę osoby kierującej placówką z odległej perspektywy kuratorium. Ta zmiana jest zresztą kolejnym przykładem tendencji do upolitycznienia edukacji.

 

Czytaj dalej »