W połowie pierwszego miesiąca wakacji proponujemy temat, który zapewne nie spotka się – w pierwszym czytaniu – z akceptacją. Ale sugerujemy, na spokojnie, przeanalizować cały dokument raportu „Szkoła dla życia. Kto zapłaci za nasze emerytury?”, opracowany przez Warsaw Enterprise Institute (WEI ) orazZwiązku Przedsiębiorców i Pracodawców w ramach programu Agenda Polska, który został upubliczniony 27 czerwca, podczas specjalnie zwołanej w tym celu w siedzibie WEI konferencji prasowej.

 

Foto: www.onet.pl

 

Profesor Krzysztof Konarzewski – kierownik zespołu autorskiego, który opracował raport „Szkoła dla życia. Kto zapłaci za nasze emerytury?”

 

 

Oto syntetyczna informacja, zawierająca główne tezy i rekomendacje Raportu:

 

Pozwólmy rynkowi ocalić edukację naszych dzieci, a polskim szkołom znaleźć się w światowej czołówce. WEI i ZPP prezentują raport „Szkoła dla życia. Kto zapłaci za nasze emerytury?”. Opracowanie pod kierownictwem profesora Krzysztofa Konarzewskiego zawiera rekomendacje zmian we wszystkich kluczowych obszarach oświaty: programie kształcenia, ustroju szkolnym, zarządzaniu i finansowaniu.

 

Jeżeli polska szkoła ma odpowiadać na wyzwania zmieniającego się świata, a sami Polacy mają żyć na poziomie najbogatszych narodów, to system edukacji musi przejść głębokie przeobrażenia. Dać szkołom większą niezależność finansową, upodmiotowić rodziców i lokalną społeczność, a w szczególności lokalnych przedsiębiorców, kosztem centralnego nadzoru państwa i gmin. Bez wprowadzenia elementów twardej konkurencyjności i mechanizmów rynkowych nigdy nie zapewnimy naszym dzieciom edukacji na poziomie najszybciej rozwijających się państw.

 

Sporadyczne zmiany programowe i arbitralne decyzje ministra należy zastąpić systematyczną pracą nad doskonaleniem podstaw programowych i podręczników szkolnych z wykorzystaniem nowych pomysłów i danych empirycznych. Taką ciągłość pracy może zapewnić umocowana w ustawie Rada Programowa przy Ministrze Edukacji Narodowej.

 

Polskie szkoły potrzebują większej samodzielności i przestrzeni do kreatywnego rozwoju młodzieży. Kluczowe decyzje dotyczące oferty dydaktycznej, wychowawczej, wyposażenia i zatrudnienia nauczycieli zapadają dziś poza szkołą – przede wszystkim w gminnych lub miejskich wydziałach oświaty, które dzielą subwencję oświatową, w kuratoriach i w MEN, które drobiazgowo reguluje każdy aspekt jej działalności. Nikt nie bierze pod uwagę specyfiki każdej ze szkół, różnic między uczniami i potencjału rozwojowego wybranej kadry nauczycielskiej.

 

Rekomendujemy:

 

Czytaj dalej »



Przed dziesięcioma dniami na oficjalnej stronie MEN pojawiła się informacja: „Podstawowe kierunki realizacji polityki oświatowej państwa w roku szkolnym 2018/2019”. Na ogół unikam używania określenia „pojawiła się” w przypadku, gdy dotyczy to faktu, takiego jak właśnie ten urzędowy komunikat, który ktoś zredagował, a ktoś inny zamieścił na stronie internetowej. Bo pojawić się to może tęcza na niebie, albo obraz Matki Boskiej na szybie. Ale nie efekt czyjegoś, uwarunkowanego stosowaną technologią, celowego działania.

 

Ale w tym przypadku muszę oświadczyć, że z tym komunikatem było jak z ową Matką Boską na szybie: Był – i się zmył. Po kilku dniach już go nie było. I do dzisiaj nie ma…  Zobaczcie sami – TUTAJ

 

Niektóre kuratoria, (np. w Kielcach, Warszawie, Katowicach, Olsztynie czy Poznaniu) zamieściły na swych stronach informacje o tym ministerialnym dokumencie i link do niego. Ale nie Łódzkie Kuratorium Oświaty!   (Zobacz)

 

Nie dziwię się, bo znając (z dotychczasowych obserwacji) styl działania naszego kuratoryjnego bossa – dr Grzegorza Wierzchowskiego – nie jest w jego interesie, aby dyrektorzy szkół, przedszkoli i pozostałych placówek oświatowo-wychowawczych z terenu mu podległego poznali treść tego dokumentu, zanim stawią się karnie na organizowanych przez niego w ostatnim tygodniu sierpnia „naradach” – jak uporczywie określa te odprawy w ogłoszeniach zamieszczanych na kuratoryjnej stronie www. Bo o czym miałby on wtedy do nich przemawiać? A tak, to „jego ludzie” zrobią mu kilka slajdów    z kolejnymi fragmentami owych „podstawowych kierunków” i 20 minut tej operatywki zapełnione.

 

Ciekawe kto w tym roku będzie drugim mówcą – wszak  pani Elżbieta Ratyńska już od 18 kwietnia nie jest wicekuratorem (po tym, jak od ŁKO dowiedziała się o swym wypowiedzeniu – została z budynku kuratorium zabrana przez karetkę Pogotowia Ratunkowego do Szpitala im. Pirogowa), a – przynajmniej do dzisiaj – nikt nie zajął tego etatu…

 

Ale wracam do owej „kuratoryjnej zjawy”, czyli „„Podstawowych kierunków realizacji polityki oświatowej państwa”. Ogłaszanie takiego dokumentu to coroczny „ministerialny świecki zwyczaj” wszystkich kolejnych ekip rządzących w gmachu na Szucha. Ale dopiero w trakcie przygotowań do pisania tego felietonu naszła mnie ta refleksja:

 

„Jak właściwie taki dokument powstaje? Do kogo jest on  adresowany” Kto i kiedy jest rozliczany z jego realizacji?

 

Popatrzcie na skan pierwszej części tegorocznych „wytycznych”:

 

Foto: www.kometa.edu.pl

 

Pierwszy fragment zaczyna się od słów „…ustalam następujące kierunki realizacji polityki oświatowej państwa…” A więc – nie samorządów, nie fundacji czy stowarzyszeń (ngo) działających w obszarze edukacji, tylko p a ń s t w a! A czyje są szkoły publiczne? Państwowe?  NIE!  Jak dotąd –  s a m o r z ą d o w e! Do kogo więc adresowane są owe zalecenia? Logika nakazuje interpretację, że do organów i instytucji żadnych innych podmiotów – tylko do PAŃSTWA!

 

Z tego wniosek oczywisty: pani Zalewska określiła kierunki pracy dla podległych sobie urzędników w ministerstwie i  – ewentualnie – dla innych resortów i instytucji państwowych, które mogą mieć jakiś wpływ na „realizację polityki oświatowej” tegoż państwa.

 

Zastanawia tylko jak w praktyce owe ogniwa PAŃSTWA (PiS) będą w nadchodzącym roku szkolnym „wdrażać nową podstawę programową kształcenia ogólnego”, a zwłaszcza jak w praktyce będzie wyglądała realizacja rozwijania samodzielności, kreatywności i innowacyjności uczniów. Bo w mojej ocenie ten kierunek to swoista kpina ze „skrzeczącej” rzeczywistości znacznej liczby polskich szkół: To tak, jakby w zakładzie karnym nakazać „klawiszom” rozwijanie samodzielności i swobody wśród  więźniów!

 

Za to dalsze fragmenty są – jednoznacznie – zadaniami dla kuratorów oświaty. Zobaczcie sami – pełna treść owego dokumentu  – TUTAJ

 

 

I zanim zakończę te rozważania muszę jeszcze powrócić do początków owego dylematu: Jak właściwie taki dokument powstaje? „Strach się bać”, ale obawiam się, że nie tylko owe cztery „kierunki” nie są efektem wcześniejszych diagnoz, syntezą ich konkluzji, owocem ministerialnej „burzy mózgów” (sic), inaczej mówiąc –  produktem racjonalnej procedury decyzyjnej. Najbardziej prawdopodobną genezą tego dokumentu jest – nazwijmy to -„olśnienie” decydentki, być może zainspirowane „siłami pola magnetycznego”, mającego swe źródło przy ulicy Nowogrodzkiej.

 

Tylko czy mój wywód wystarczy, aby tą ”ministerialną zjawą”, zatytułowaną  „Podstawowe kierunki realizacji polityki oświatowej państwa w roku szkolnym 2018/2019”  dyrektorzy szkół, przedszkoli i wszystkich innych placówek z wykazu w Prawie Oświatowym nie przejęli się?

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Zgodnie z zapowiedzią – powracam do  wspomnień z czasu nauki w podstawówce na Nowym Złotnie.  Powodem jest moje przekonanie, że na utrwalenie zasługuje jeszcze jeden wątek mojego przepoczwarzania się z dziecka w świadomego młodzieńca. A będzie to historia o tym jak założyłem tajną antypaństwową organizację i czym to się skończyło.

 

Wszystko miało swój początek podczas wakacji, latem 1955 roku. Właśnie dostałem promocję do V klasy i  – co w mojej rodzinie było już tradycją – pojechałem wraz z rodzicami na wieś, jak to się wówczas mówiło – „na ojcowiznę”. Tu należy się kilka słów wyjaśnienia, bez których wszystko o czym będę dalej opowiadał mogłoby być niezrozumiałe, zwłaszcza dla osób znających historię Polski lat czterdziestych i pięćdziesiątych  XX wieku powierzchownie.

 

Trzeba Wam wiedzieć, że moja mama – Michalina z domu Malinowska – przyjechała do Łodzi „za  pracą” w drugiej połowie lat dwudziestych z przeludnionej wsi – wówczas mówiło się  „białostockiej” – a konkretnie z Zalesia-Stefanowa. Tak naprawdę to nie tyle była to wieś, co – dziś mówimy na to  -„siedlisko”: zabudowania gospodarcze (chałupa, stodoła, obora i chlewik), otoczone kilkunastoma hektarami ziemi ornej i pastwisk. Moi dziadkowie: Franciszka i Marian Malinowscy mieli pięć córek i dwu synów. Moja mama (z dziewczyn przedostatnia) w wieku ok 20 lat została namówiona przez krewnych swojej mamy, osiedlonych już wcześniej w podłódzkiej (wtedy) osadzie Cyganka, do porzucenia domu rodzinnego i wyje- chania z nimi. Tak znalazła się „w Łodzimieście”, gdzie wkrótce poznała mojego ojca Tadeusza. Konsekwencją tej znajomości był ich ślub w 1930 roku.

 

A na Zalesiu, po śmierci mojego dziadka Mariana (zmarł w jeszcze przed wojną – nie miałem szansy go poznać) najstarszy brat mamy – Stefan przejął po zmarłym ojcu gospodarstwo, kolejne siostry wychodziły za mąż i zakładały własne rodziny w pobliskich wsiach, zaś najmłodszy brat Hipolit wykształcił się na nauczyciela i został  kierownikiem wiejskiej szkółki w pobliskiej wiosce Krzeczkowo-Szepielaki…

 

O wujku Hipolicie  muszę chyba napisać kolejny esej, bo jego życiorys „żołnierza wyklętego” jest godny upamiętnie- nia, a i w moim dojrzewaniu – patriotyczno-obywatelskim, ale i zawodowym – odegrał pewną rolę. Przy tej okazji przypomnę Czytelnikom, że  po 17 września1939roku tereny „za Bugiem” znalazły się pod władzą Rosji Sowieckiej, w czerwcu 1941 zajęli je Niemcy, zaś latem 1944 wkroczyła tam ponownie Armia Czerwona. Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że przedstawiciel miejscowej elity – wujek Hipolit – odegrał znaczącą rolę w strukturach walki podziemnej, i to nie tylko z niemieckim okupantem…

 

Ale wróćmy do moich wakacji z lata 1955 roku. Za mojego życia po raz pierwszy pojechałem „na wieś” na Zalesie w 1948 roku (ta podróż – w jej 70 rocznicę też jest godna oddzielnego wspomnienia), a później jeździliśmy tam w zasadzie corocznie – aż do lat, w których zaanektowało mnie harcerstwo. Do tradycji należało, że odwiedziny zaczynały się od kilkudniowego pobytu na Zalesiu, a później wujek Stefan przewoził nas furką do którejś z ciotek – najczęściej do najmłodszej siostry mamy –  cioci Waci, która mieszkała na tzw. kolonii Andrzejewo. To było także „wolnostojące” gospodarstwo, do którego od szosy z Andrzejewa było prawie kilometr, a z drugiej strony, do najbliższej wsi za rzeczką Mały Brok – Przeździecko – także kilkaset metrów. Te informacje są bardzo istotne dla kontekstu wkrótce opisanych przeze mnie wydarzeń.

 

 

 

Strzałką zaznaczyłem lokalizację  gospodarstwa, w którym miały miejsce opisane poniżej antysocjalistyczne czyny.

 

Jest więc ostatni tydzień sierpnia 1955 roku, jesteśmy z moimi rodzicami u cioci Waci i wujka Aleksandra Jankowskich. W pobliskim Andrzejewie – wsi kościelnej (to tutaj swe dzieciństwo spędził późniejszy Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński; jego ojciec od 1910 roku był tam organistą) odbywa się doroczny odpust Św. Bartłomieja. Jesteśmy tam obiema rodzinami. Słyszę jak ciocia tłumaczy mojej mamie skąd tak wiele panien ma na sobie białe bluzki z takiego samego białego nylonu: „To wszystko uszyte z balonów, które zimą nadlatywały z Zachodu…”

 

Czytaj dalej »



Ponad 3,1 tys. absolwentów gimnazjów chce kontynuować naukę w liceach ogólnokształcących, a najpopularniejsze to XXVI i XXI LO. Sporym zainteresowaniem cieszyły się też technika, które wybrało 1,9 tys. uczniów, a najmniej chętnych bo niespełna 300 zakwalifikowało się do szkół branżowych. 345 kandydatów w naborze podstawowym nie znalazło miejsca w żadnej ze szkół jakie wskazywali, ale dla nich jest rekrutacja uzupełniająca.

 

Foto: Monika Pawlak www.uml.lodz.pl]

 

Uliczna konferencja prasowa: mówi Dorota Gryta – wicedyrektor WE UMŁ Obok, z prawej,Tomasz Trela – wiceprezydent Łodzi

 

 

W XXVI i XXI liceum utworzyliśmy dodatkowe klasy pierwsze, aby każdy uczeń spełniający kryteria mógł kontynuować naukę w wymarzonej szkole, a te licea wzorem lat ubiegłych są wśród gimnazjalistów najpopularniejsze – powiedział Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi.   – Ci, którzy mają miejsce w szkole średniej mogą już wypoczywać, a dla pozostałych jest rekrutacja uzupełniająca. Na pewno dla każdego jest miejsce. […]

 

Wolne miejsca są we wszystkich typach szkół zatem uczniowie niezakwalifikowani mają szansę rozpocząć we wrześniu naukę w liceum, technikum albo szkole branżowej. Rekrutacja uzupełniająca także elektroniczna rozpoczyna się 20 lipca i potrwa do 23 lipca.

 

W obecnym naborze w szkołach średnich przygotowano 6256 miejsc a w rekrutacji uczestniczyło 5 606 absolwentów gimnazjów. Wśród nich było 128 drugorocznych.

 

 

Źródło: www.uml.lodz.pl

 

 

 

Warto przy tej okazji poinformować, że w ramach zakończonego etapu elektronicznej rekrutacji wiadomo już, że powstaną trzy klasy pierwsze w jeszcze nieistniejącym i z powodu obstrukcji ŁKO pozbawionym dyrektora – XI Liceum Ogólnokształcącym z klasami dwujęzycznymi: po jednej klasie „angielskiej” i „francuskiej i jedna klasa „ogólna”.

 

Organizatorzy szkoły informują, że jest jeszcze możliwość  przyjęcia kilku osób do klas dwujęzycznych: angielskiej, a zwłaszcza do francuskiej.  Z powodu formalnych zawirowań dokumenty do XI LO należy składać w sekretariacie II LO przy ul. Nowej  11/13 (tel. 42 674 19 99)

 

Chętni będą musieli przystąpić do obowiązkowego sprawdzianu kompetencji językowych, który odbędzie się 25 lipca br. o godz. 10:00 w przyszłej siedzibie liceum przy ul. Kopcińskiego 54 (dotychczasowa siedziba PG nr 28)

 

Ze sprawdzianu kompetencji z języka angielskiego zwolnieni są uczniowie klas dwujęzycznych z językiem angielskim lub posiadający certyfikat FIRST. Ze sprawdzianu kompetencji z języka francuskiego zwolnieni są uczniowie, którzy mają zaliczony egzamin dwujęzyczny lub uzyskali certyfikat DELF co najmniej na poziomie A2.  [WK]



Jakimi problemami żyje Łódzki Kurator Oświaty w okresie wakacji? Przyjmując informacje, zamieszczane na oficjalnej stronie tego urzędu, za wskaźnik obrazujący sprawy uznane w kierownictwie tego organu nadzoru pedagogicz- nego za zasługujące na szczególną uwagę, to stwierdziliśmy, że znalazły się tam do dzisiaj dwie wiadomości: pierwsza, datowana na 27 czerwca, z której czytelnik dowie się, że „Łódzki kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski powitał wakacje wspólnie z uczniami i nauczycielami Szkoły Podstawowej w Sulmierzycach (pow. pajęczański).” (co oczywiście wydarzyło się 22 czerwca) i… i zamieszczony 9 lipca, bogato ilustrowany galerią zdjęć materiał, zatytułowany „Wojewódzkie Święto Policji”.

 

Nie możemy powstrzymać się od zacytowanie jego fragmentów i odesłania do źródła:

 

 

Podczas piątkowych uroczystości na Placu Stu Straconych Komenda Powiatowa Policji w Zgierzu otrzymała sztandar, a funkcjonariuszom wręczono odznaczenia państwowe, resortowe i nominacje na wyższe stopnie służbowe. […]

 

Wojewódzkie Święto Policji rozpoczęło się nabożeństwem w kościele pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Zgierzu skąd  uczestnicy przemaszerowali na Plac Stu Straconych.

 

Foto: www.kuratorium.lodz.pl

 

Tu ŁKO nie widać…

 

 

Foto; www.kuratorium.lodz.pl/

 

Ale tu jest!

 

 

W uroczystościach udział wzięli m.in. poseł na Sejm RP Marek Matuszewski, biskup pomocniczy Archidiecezji Łódzkiej ks. Ireneusz Pękalski, dyrektor generalny ŁUW Mirosław Suski, marszałek województwa Witold Stępień, kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski, władze miasta i powiatu, samorządowcy województwa łódzkiego.[…]

 

 

Cała informacja Wojewódzkie Święto Policji”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.kuratorium.lodz.pl

 

 

Komentarz redakcji:

 

Dyrektorzy szkół łamią sobie głowy nad sposobem „ugryzienia” problemu p.n. „Regulamin oceny pracy nauczycieli”, na obozach, koloniach i półkoloniach w mieście przebywają tysiące dzieci, a pan kurator dr Grzegorz Wierzchowski swój cenny czas jednoosobowego kierownika oświatowego urzędu rangi wojewódzkiej przeznacza na statystowanie (bo inaczej jego roli w tamtym wydarzeniu nie da się określić) w drugorzędnej imprezie policyjnej, której nie zaszczycił swą obecnością  prof. Zbigniew Rau – Wojewoda łódzki, przecież w strukturach nadzoru nad służbami – zwierzchnik policji…

 

A może coś więcej za tym się kryje? Może to pierwsza oznaka ewolucji, jakiej w krotce wszyscy będziemy świadkami, kiedy to dotychczasowy organ nadzoru pedagogicznego będzie przekształcał się w organ dozoru? Policyjnego?… [WK]

 



Dzisiaj, 11 lipca 2018 r,. na portalu EDUNEWS zamieszczono tekst Marka Konieczniaka, zatytułowany  „Po-wołanie do zmian, czyli #wiosnaedukacji”. Jego autor pełnomocnik zarządu ds. innowacyjności firmy VULCAN – prezentuje tam swoje refleksje i przemyślenia, które zrodziły się w konsekwencji jego uczestnictwa w konferencji INSPIR@CJE 2018  – Jak uczynić polską szkołę jeszcze lepszą.

 

Konferencja ta, zorganizowana przez redakcję Edunews.pl, wraz z zespołem Fundacji Think! oraz Think Global sp. z o.o., odbyła się w dniach 28 – 29 czerwca w wieżowcu Oxford Tower  w Warszawie i zapewne niewielu z naszych czytelników w niej uczestniczyło.

 

Foto: www.edunews.pl

 

 

W ramach wakacyjnych „luzów” proponujemy najpierw zapoznać się z programem  spotkania – jak ich określił Marek Konieczniak – tych, dla których DOBRE ZMIANY w edukacji to nie jest hasło politycznego PRu, lecz natura ich codziennej pracy”, a później oddać się lekturze tego  minitraktatu antropologii edukacyjnej:

 

 

Ostatnie dwa lata nie mogłem uczestniczyć w mojej ulubionej konferencji INSPIR@CJE. W tym roku wiedziałem, że kolejny rok diety bezinspiracyjnej może odbić się na moim dobrostanie i poziomie inspiranoliny w organizmie. Nie mogłem do tego dopuścić. Pojechałem. Wziąłem udział i z zachwytem odkryłem, że w tym świecie ciągłej zmiany INSPIR@CJE nie przestały inspirować. Były to ponownie, jak przed dwoma laty, dwa fantastyczne dni wspólnego świętowania tych, dla których DOBRE ZMIANY w edukacji to nie jest hasło politycznego PRu, lecz natura ich codziennej pracy.[…]

 

Przestrzeń spotkania

Konferencja Inspiracje gromadzi ludzi, którzy coraz odważniej, coraz śmielej kroczą własnymi ścieżkami. Przekraczają lęki swego ego i czerpią z wnętrza swoich powołań. Własnym tempem, własnymi wyborami podejmują fascynującą, choć nie zawsze łatwą, podróż do sensu własnego życia i tego, czym się zajmują.

 

Kto więc był na tych INSPIR@CJACH? Trafniej byłoby zapytać, kogo tam nie było. Byli pisarze i blogerzy, filmowcy i youtuberzy, stand-uperzy i makespacer’si [mejkspejsersi], belfrzy i superbelfrzy, dyrektorzy i wice – super…jedni i drudzy, naukowcy i przedsiębiorcy, Polacy i Czesi, a raczej Czeszki, niektórzy byli wprost z Chin, a inni wprost z Nędzy, Radowa Małego czy innych wiosek, jak Warszawa lub Gdańsk. Acha, i byli jeszcze sketchnoterzy, działali incognito, ale działali i rozsyłali swe wizualne notatki prelegentom. Słowem, mieszanka, która dawała efekt jedyny w swoim rodzaju. Energia tego miejsca była tak wyczuwalna, że miało się wrażenie, że można by zapalać żarówki bez ich wkręcania w oprawki lampy. I nie było ostrego podziału na prelegentów i na słuchaczy. Tworzyliśmy wszyscy pewną społeczność ludzi ciekawych świata i otwartych na świat. Miałem wrażenie, że każdy ze słuchaczy mógłby wstać i wejść na scenę w dowolnym momencie i podzielić się własnym doświadczeniem.

 

Dzielenie się, autentyczność, empatia, pokora, entuzjazm to najkrótsze podsumowanie tego, co się działo. […]

 

Entuzjazm

Jeśli chodzi o entuzjazm to uczestnicy Inspiracji dorównali entuzjazmowi Elona Muska i pracowników SpaceX, którzy z ogromną i spontaniczną radością świętowali sukces misji swojego własnego dzieła – przedsięwzięcia, z którego wcześniej śmiano się w kręgach naukowców, biznesmenów, mediów.

Entuzjazm na sali konferencji był równie zaraźliwy i mocny. Było go widać i słychać: w wybijanym na kolanach rytmie jazzowych standardów, w salwach śmiechu, w spontanicznych brawach, w wykrzykiwanych komentarzach, w emocjonalnych zadyszkach prelegentów, w gorących rozmowach kuluarowych i zabawach przy losowaniu z pralki stoiska makespacerskiego.

 

#wiosnaedukacji

Konferencja w części merytorycznej zakończyła się w tonie i zachęcie do #wiosnyedukacji. Kolumb wyruszył w nieznane wierząc, że nieznane pozna i że odkryje to, co zakryte. Modlił się wspólnie z załogą w przeddzień wyruszenia w podróż życia.

 

W całej Polsce liczba tych, którzy już wyruszyli by odkryć, co jest za horyzontem, jest coraz większa. Wyruszyli w różnym czasie, z różnych miejsc, różnym tempem, na różnych statkach, ale bardzo szybko odkryli, że wspólnota pasji i działań daje im wsparcie i rozsiewa entuzjazm, dając odwagę innym, by się włączali w wiosnę edukacji.

 

Wiosna edukacji to toczący się oddolnie ruch, niezorganizowany, nieustrukturalizowany, nieplanowany, lecz dziejący się w wielu, wielu miejscach. Inspiracje gromadzą raz w roku w jednym miejscu tych wszystkich, którzy na co dzień w różny sposób realizują swoje pasje, wpływając i zmieniając zbiorową świadomość edukacyjnej społeczności. Można tego ruchu nie doceniać, wyśmiewać, etykietować idealistycznymi zapędami, ale nie można go już dłużej ignorować. „To nie jest falka, lecz fala, to się dzieje i będzie się dziać. Nie ma żadnej wątpliwości, że coraz więcej kropek łączy się i możemy w tym ich łączeniu pomóc sobie nawzajem.” #wiosnaedukacji – taki mały hashtag, a tak wiele może połączyć. Tagujmy więc nim wszelkie działania, jakie podejmujemy i pamiętajmy, że wiosna edukacji nie podlega ograniczeniom kalendarza i nawet w zimie będzie wiosna edukacji jeśli tylko będziemy chcieli. […]

 

 

Cały tekst „Po-wołanie do zmian, czyli #wiosnaedukacji”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl



Jak poinformowały niektóre media – w czwartek, 5 lipca późnym wieczorem, RPD Marek Michalak złożył w Sejmie sprawozdanie z ostatniego roku swojej pracy. Raport, który przygotował ma ponad 700 stron. Na jego przedstawienie wyznaczono mu … 15 minut! Jego wystąpienia słuchało bardzo nieliczne grono posłów – gównie z klubów partii opozycyjnych i czterech posłów PiS.

 

Foto:  www.twitter.com/jsuchecka/status/

 

 

Więcej o tym sprawozdaniu na oficjalnej stronie RPD  –  TUTAJ

 

 

W artykule „Gazety Wyborczej” przypomniano, że Marek Michalak został wybrany na urząd RPD 23 lipca 2008 r., że jego druga kadencja kończy się w sierpniu. Gazeta podała, iż na razie nie wiadomo, kim PiS będzie chciało go zastąpić. Przypomniała także, że  za  poprzednich rządów (koalicyjnych) tej partii –  RPD była lekarka z Łodzi Ewa Sowińska, która wsławiła się m.in. wywiadem z 2007 r. dla tygodnika „Wprost”. Po tym ośmieszeniu przekonana ją do ustąpienia ze stanowiska, co stało się 22 kwietnia 2008 roku.

 

 

Kilka dni później pojawiły się publikacje, informujące o szerokim porozumieniu kilkudziesięciu  organizacji pozarządowych oraz przedstawicieli niektórych środowisk naukowych, którzy podpisali się pod wnioskiem o nominowanie prof. Ewy Jarosz na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka.

 

 

Kandydaturę prof. Jarosz popierają:

 

Komitet Ochrony Praw Dziecka, Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, Związek Harcerstwa Polskiego, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, UNICEF, Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Krajowe Centrum Kompetencji, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, fundacja Rodzice Mają Głos, fundacja Przestrzeń dla Edukacji, Polskie Stowarzyszenie im. Janusza Korczaka, Fundacja Rozwoju Dzieci im. J. A. Komeńskiego, fundacja Rodzić po Ludzku, Fundacja Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, Stowarzyszenie OPTA, Stowarzyszenie Mediatorów Rodzinnych, Fundacja Wiedzy i Dialogu Społecznego „Agere Aude”, Fundacja Młodzieży „Activis”, fundacja Alia Res, fundacja Virtus, Fundacja na rzecz Rozwoju Śląskiego Międzyuczelnianego Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych, Fundacja Projektowania Przestrzeni Edukacyjnej, Fundacja Promocji i Rozwoju Bieszczad, Fundacja PROJEKT ROZ, Fundacja Przyjaciółka, Stowarzyszenie dla Dzieci i Młodzieży SZANSA, Poznańskie Centrum Profilaktyki Społecznej, fundacja Dziecko w Centrum, Uniwersytet dla Rodziców, Stowarzyszenie Przyjaciół Szkoły Podstawowej nr 15 w Chorzowie, Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce”, Fundacja Edukacyjna Jacka Kuronia, Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”, Centrum Ochrony Dziecka „Akademia Ignatianum” w Krakowie.

 

 

Foto: www static.stooq.pl

 

Ewa Jarosz

 

 

Kim jest prof. nadzw. dr hab. Ewa Jarosz

 

Jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych. Jej macierzystą uczelnią jest Uniwersytet Śląski w Katowicach, gdzie na Wydziale Pedagogiki i Psychologii odbyła studia magisterskie, uzyskała  doktorat i habilitację.

 

Jest wiceprzewodniczącą Zespołu Pedagogiki Społecznej Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, Doradca Społecznym Rzecznika Praw Dziecka, weszła w skład Komitetu Honorowego obchodów Roku Janusza Korczaka. Współpracuje ze specjalnym reprezentantem Sekretarza Generalnego ONZ ds. przemocy wobec dzieci oraz jednostką „Children at Risk” Rady Państw Nadbałtyckich.

 

Jej zainteresowania naukowe dotyczą praw dziecka, zjawiska krzywdzenia dzieci, przemocy w rodzinie. Jest autorką sześciu i współautorem dwóch książek oraz ponad 160 artykułów naukowych

 

 

 

O inicjatywie zgłoszenia prof. nadzw. dr hab. Ewy Jarosz na Rzecznika Praw Dziecka więcej w:

 

 

Portal Stooq –  „Ewa Jarosz kandydatem organizacji pozarządowych na Rzecznika Praw Dziecka”   –   TUTAJ

 

Gazeta Prawna – Ewa Jarosz kandydatem organizacji pozarządowych na Rzecznika Praw Dziecka”   –   TUTAJ

 

 

Gazeta Wyborcza – „Ewa Jarosz zostanie nowym rzecznikiem praw dziecka? Społecznicy wyprzedzają PiS i prezentują swoją kandydatkę”   –   TUTAJ

 

 

Komentarz redakcji:

 

Nas najbardziej zaskoczył brak wśród sygnatariuszy tej inicjatywy Przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN – prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego. Dziwi to tym bardziej, że dr. hab. Ewa Jarosz jest wszak wiceprzewodniczącą Zespołu Pedagogiki Społecznej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Bo chyba nie można za uzasadnienie tego faktu przyjąć informacji, zamieszczonej 3 lipca na jego blogu Czas na zasłużony urlop w rytmie ‘Pięć siedem pięć’”, w którym kluczowym dla sprawy jest już pierwszy akapit tego postu:

 

Każdemu nauczycielowi akademickiemu przysługuje urlop wypoczynkowy, toteż skorzystam z tego przywileju podobnie, jak miało to miejsce w ubiegłych latach. Rozstaję się z światem równoległym, gdzie codziennie od 2007 r. publikuję komentarze do bieżących wydarzeń w oświacie, nauce i szkolnictwie wyższym.[…]



Foto: www.zs-strzyzow.itl.pl

 

 

Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” zamieściła wywiad, jaki przeprowadziła red. Justyna Suchecka z dyrektorem Marcinem Smolikiem, zatytułowany „Matura 2018. Co z tą matmą, dlaczego angielski traci na znaczeniu, a WOS to trudna przeprawa? Wyjaśnia szef CKE”.

 

Oto fragment zapisu tej rozmowy:

 

[…] J.S.: A czym wytłumaczyć fatalne wyniki z wiedzy o społeczeństwie?

M.S.: – To, niestety, nie pierwszy taki rok. Aż 75 proc. uczniów dostało zero punktów za wypracowanie.

 

J.S.: Z 20 tys. zdających? To może z egzaminem coś jest nie tak?

M.S.: – Ciągle jest grupa uczniów, która wybiera WOS, bo coś na rozszerzeniu trzeba zdawać, i jeszcze się nie zorientowała, że to akurat jeden z trudniejszych egzaminów. Problemem jest też sposób, w jaki uczymy pisania w szkole. Z rozmów z uczniami wiemy, że wielu nauczycieli nie ćwiczy z nimi tej umiejętności. Są tacy, którzy piszą przez trzy lata jedno wypracowanie albo nawet żadnego. Nie ma cudów. Nie da się napisać dobrego wypracowania na maturze, nie ćwicząc tego wcześniej.

 

Dla nas to wskazówka na przyszłość. Być może trzeba na egzaminie z WOS-u odejść od wypracowania i zastąpić je kilkoma krótszymi pytaniami wymagającymi rozbudowanej odpowiedzi opartej na analizie jakiegoś materiału źródłowego, ale już niekoniecznie wypracowania. Np. próbujemy z zadaniami, w których zdający otrzymałby opis pewnej sytuacji i wyciąg z przepisów, na podstawie których miałby opisać możliwe drogi. […]

 

W rozmowie dyrektor CKE mówił także  o problemach z zadaniami z matematyki, o standaryzacji, o trudnościach w przygotowaniu egzaminów na poziomie rozszerzonym, a na koniec podjęto temat „przecieków” i roli internetu. Oto wypowiedź dyrektora Smolika:

 

Moglibyśmy jak niektóre państwa zagłuszać sygnał komórek na czas egzaminów, ale chyba nie o to chodzi. Staramy się zmodyfikować sposób dystrybucji zadań, aby zminimalizować ujawnianie ich w sieci. W 2019 r. bierzemy pod uwagę dwa scenariusze.

Pierwszy to wskazanie konkretnego zadania na dany dzień i godzinę egzaminu, np. 8 maja, godz. 14 to zadanie nr 77. Ma to dużo plusów, wycieku teoretycznie nie będzie. Ale są i minusy, np. taki, że zespoły egzaminacyjne nie będą miały żadnej elastyczności w dostosowaniu czasu egzaminu, gdy np. ktoś nie przyjdzie.

Drugi pomysł jest taki, żeby przygotować różne zestawy, np. po 200 zadań dla każdej z okręgowych komisji, i przekazać wszystkie do wykorzystania w szkołach danego regionu.

 

 

Cały wywiadMatura 2018. Co z tą matmą, dlaczego angielski traci na znaczeniu, a WOS to trudna przeprawa? Wyjaśnia szef CKE”    –   TUTAJ

 

 

Źródło: www. wyborcza.pl

 



W środę, 4 lipca, nomen omen w dniu, w którym obywatele Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej świętiwali Dzień Niepodległości, zamieściłem informację Co o przyszłości edukacji (i nauczycieli) myśli opozycja. I jej eksperci.”. Uczyniłem tak, wiedziony przekonaniem, że dzięki portalowi  oswiata.abc.com posiadłem informacje, iż są jeszcze w naszym kraju siły, którym przyszłość edukacji  młodych pokoleń Polaków nie tylko leży na sercu, ale które także uruchomią swój intelekt i wolę działania w tej sprawie. Skoro w strukturach naszego Sejmu istnieje Zespół ds Przyszłości Edukacji, skoro przejawia swą aktywność, skoro opublikował „Manifest” – to jeszcze polska edukacja nie zginęła!!!

 

Ale minęło kilka dni, pierwsze emocje opadły, zdobyłem trochę więcej, bardziej i mniej oficjalnych, informacji, i… i mina mi zrzedła. Ale po kolei:

 

Zacznę od spraw formalnych. Co to właściwie jest taki zespół parlamentarny do spraw…? Na ogół słyszymy o kołach poselskich i komisjach: stałych lub nadzwyczajnych. Ale – jak widać –  powoływane są także zespoły parlamentarne. Tworzone są one na zasadach określonych w Regulaminie Sejmu – na podstawie art. 17 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.

 

Członkostwo w zespole jest dobrowolne i w modelowym założeniu powinno sprzyjać integracji polityków z różnych ugrupowań wokół wspólnych zainteresowań. Główne cele, jakie mogą przyświecać parlamentarzystom tworzącym taki zespół, to – przede wszystkim – wspieranie inicjatyw ustawodawczych w danym zakresie. Ale nie tylko. Mogą to być także, po prostu, motywy towarzyskie. Z resztą – zobaczcie sami jakie to zespoły parlamentarne są aktualnie zarejestrowane, a jest ich w Sejmie – nie uwierzycie – 163!  –  TUTAJ  

 

Teraz przyjżyjmy się temu zespołowi ds. Przyszłości Edukacji. Formalnie rzecz biorąc tworzy go 16 osób – posłów  Platformy Obywatelskiej plus jedna posłanka Joanna Schmit – z koła poselskiego Liberalno-Społeczni (oprócz niej w tym kole są jeszcze: posłanka Joanna Scheuring-Wielgus i poseł Ryszard Petru, czyli byli członkowie partii Nowoczesna). Z grona „platformersów” zapisani do tego zespołu są m. in. takie znane osoby, jak była wiceminister i minister edukacji Krystyna Szumilas, jeden z liderów PO – Rafał Grupiński, czy członek „gabinetu cieni”, były rektor UŁ – prof. Włodzimierz Nykiel. Jest jeszcze syn byłego premiera – Tomasz Cimoszewicz, czy.. czy – najwyższy czas aby o niej napisać – inicjatorka powstania tego zespołu i jego przewodnicząca – posłanka Kinga Gajewska!

 

Jak pamiętacie – w środowej informacji nie  było żadnych konkretnych faktów, (nie licząc tych o występujących ekspertkach)  o przebiegu spotkania zespołu. Ale dziś dysponuję już zdjęciem z tego spotkania:

 

Foto: screenshots.firefox.com

 

Wspierając się jeszcze dodatkową informacją od osoby, która tam była, stwierdzam, iż jedyną osobą z listy członków Parlamentarnego Zespołu  ds. Przyszłości Edukacji obecna była jego przewodnicząca – Kinga Gajewska!  …

 

Kim jest owa „sprawczyni całego zamieszania”, posłanka z Mazowsza, która mandat ten zdobyła w wyborach z 2015 roku na Mazowszu, gdy miała 25 lat?

 

 

Czytaj dalej »



Dziś przyszedł czas na wspomnienia, które jak lawina posypały się w mojej pamięci, przy okazji sięgnięcia pamięcią do wydarzeń sprzed 60-u laty – z czerwca 1958 roku. To wówczas zrobione zostało to zdjęcie:

 

 

Absolwent Szkoły Podstawowej nr 135 w Łodzi-Nowym Złotnie –  14-letni Władysław* Kuzitowicz otrzymuje z rąk kierownika tej szkoły – pana Jana Stępczyńskiego, wraz ze świadectwem ukończenia szkoły, nagrodę za bardzo dobre wyniki w nauce.

 

 

Ale zanim przejdę do opowieści o wydarzeniach, które na wiele lat zdeterminowały moją dalszą drogę edukacyjną, chciałbym jeszcze powrócić do lat, które spędziłem w tej szkole. Z myślą o młodych czytelnikach tego tekstu chcę, choć fragmentarycznie, zobrazować jak wyglądała edukacja uczniów szkoły podstawowej, szkoły  pracującej na peryferiach dużego miasta Łodzi, których pierwsze lata edukacji przypadły na lata, określane dziś jako kulminacja okresu, zwanego stalinizmem.

 

A zaczęło się wszystko w poniedziałek, 3 września 1951 roku, kiedy to po raz pierwszy zasiedliśmy w naszej pierwszej klasie. Zaskoczę wszystkich, gdy powiem, że klasy pierwsze (aż do początku lat sześćdziesiątych XX w.) odbywały swoją naukę nie w głównej siedzibie SP nr 135 przy ul. Garnizonowej 38, a w sali domu przy ul Płatowcowej 3, w którym prawdopodobnie jeszcze przed I Wojną Światową działała złotniańska szkoła powszechna…

 

Obecny stan budynku, w którym na parterze obywały się lekcje naszej klasy pierwszej.

 

„Naszą Panią” była Danuta Pabiniak – młoda nauczycielka, być może po jakimś kursie, którą jednak pamiętam jako bardzo sprawną dydaktycznie, życzliwą i zaangażowaną w swoją pracę. Uczyliśmy się z elementarza, który w swej ogólnej strukturze był w formule elementarza Falskiego, jednak został  zmodyfikowany do potrzeb „nowych czasów”. Przygotowując się do tej publikacji dotarłem do archiwalnego egzemplarza tej pomocy dydaktycznej – rok wydania 1951, czyli takiego  samego, jaki kupili mi rodzice.. Oto zdjęcia okładki i kilku, wybranych jego stron:

 

 

 

 

 

 

Czytaj dalej »