Poprzednie wspomnienie „Mój rok 1970 – jak komendant hufca został studentem pedagogiki” było o wydarzeniach tego właśnie roku, o których nawet w najbardziej „odlotowych” snach nie mógł marzyć szesnastoletni uczeń Szkoły Rzemiosł Budowlanych, o którym opowiedziałem we wspomnieniu „Mój rok 1960 – początek drogi ku wychowawstwu”. Niemniejszego skoku dokonała moja droga życiowa, w tym zawodowa, w kolejnej dekadzie. Bo czy mógł pomyśleć świeżo upieczony student pierwszego roku zaocznej pedagogiki na UŁ, że po dziesięciu latach będzie nauczycielem akademickim w Instytucie Pedagogiki i Psychologii (IPiP) tego uniwersytetu, i do tego jeszcze odgrywającym pewną nietuzinkową rolę w tej społeczności?

 

Mój rok 1980 był także rokiem wydarzeń, które w swych nieco odroczonych konsekwencjach wpłynęły na kolejną zmianę ścieżki mej kariery zawodowej. I jak to w życiu Polaków często się zdarza – nie obyło się to bez wpływu „wielkiej polityki” na te zmiany.

 

Czytelniczki i czytelników, którzy moich wcześniejszych esejów wspomnieniowych nie czytali, a także tych, którzy ten sprzed roku już zapomnieli, dla wprowadzenia w tematykę dalszych wspomnien, odsyłam do eseju z 2 sierpnia 2019 roku – „Mój rok 1979, czyli też obóz, ale naukowy. W Bieszczadach”. Kończyłem go takimi słowami:

 

Ów obóz dał jego uczestnikom możliwość – mimo wszystkich przeszkód – poznania niektórych narzędzi badań społecznych, ale przede wszystkim stał się znakomitym miejscem obserwowania rozkładu systemu „demokracji ludowej”, dyktatury monopartii – PZPR, fasadowości i – tak naprawdę – nieskuteczności oficjalnego systemu wychowania.

 

Za rok o tej porze rozpoczęło się lubelskie preludium strajkowe, poprzedzające sierpniową falę strajków, zakończonych Porozumieniem Gdańskim i powstaniem „Solidarności”. 6 września 1980, na VI Plenum PZPR, odwołano Edwarda Gierka ze stanowiska I Sekretarza KC PZPR.

 

Ale to temat na inne opowiadanie. […]

 

Ale zanim dojdę do lata 1980, wypada choć w kilku słowach opowiedzieć o tym czym zajmowałem się od jego pierwszych dni, będąc już piąty rok starszym asystentem w Zakładzie Pedagogiki Społecznej na UŁ, w środkowej fazie przygotowywania rozprawy doktorskiej.

 

Foto: www.fakt.pl

 

Kamienica przy ul. Uniwersyteckiej 3*, gdzie na pierwszym piętrze (okna po lewej stronie od klatki schodowej) miał swą siedzibę Zakład Pedagogiki Społecznej. (Zdjęcie współczesne, stan po renowacji budynku)

 

 

Starszy asystent, to dwa w jednym: to nauczyciel akademicki, prowadzący, najczęściej, ćwiczenia do czyichś wykładów, czasem także, wyjątkowo, wykłady, ale to także „młody pracownik nauki”, którego głównym i jedynym celem jest przygotowanie pracy doktorskiej. W subdyscyplinie „pedagogika społeczna” musiała to być praca empiryczna, oparta o badania „terenowe”.

 

I tak właśnie wyglądała w owym 1980 roku moja praca na UŁ. Prowadziłem ćwiczenia w kilku przedmiotach, głónie w obszarze pracy opiekuńczo-wychowawczej, w tym wiodącym była metodyka tej pracy w placówkach opieki całkowitej (domy dziecka i pogotowia opiekuńcze), tak na studiach stacjonarnych, jak i zaocznych. Na tych ostatnich powierzono mi także, jako doświadczonemu instruktorowi ZHP w stopniu harcmistrza, wykłady z przedmiotu – wtedy obowiązkowego na wszystkich kierunkach pedagogicznych – „Metodyka wychowania w ZHP”.

 

Ale dla mnie najbardziej rozwijającą była możliwość asystowania pani doc. dr hab. Irenie Lepalczyk – kierowniczce Zakładu Pedagogiki Społecznej, która to stanowisko przejęła po odejściu na emeryturę prof. Aleksandra Kamińskiego, w prowadzonych przez nią seminariach magisterskich. Był to pierwszy rok trzeciego, dwuletniego cyklu tych seminariów. To wtedy, w praktyce, konsultując w imieniu i upoważnienia pani docent koncepcje i rozdziały metodologiczne projektów studenckich prac magisterskich, przechodziłem proces samokształcenia w zakresie metodologii terenowych badań społecznych.

 

A te ostatnie były istotą mojego działania, jakie miałem zrealizować właśnie w tym roku, w ramach przygotowania mojej pracy doktorskiej. Jej promotorką była oczywiście doc. Irena Lepalczyk, która była także autorką tematu tej pracy: „Współpraca domu dziecka z rodzicami wychowanków”.

 

Za mną było już opracowanie koncepcji doktoratu, jej pierwszy rozdział, czyli „problem w literaturze przedmiotu”, sformułowałem także postulowany model takiej współpracy, a także miałem już opracowane (i zatwierdzone przez promotorkę) narzędzia badawcze – kwestionariusze wywiadów, którymi podczas studenckiego obozu naukowego miał być zebrany materiał empiryczny do tej pracy. Ten tak ważny dla moich planów naukowych obóz logistycznie przygotowywałem w Trójmieście. Dlaczego akurat tam? Bo od czasu służby w Marynarce Wojennej, odbytej w Gdyni, pozostał mi sentyment do tej aglomeracji. Poza tym w tamtym okresie (ok. roku 1966) zainicjowałem wśród załogi mojego OH „Bałtyk” – marynarzy służby zasadniczej, ale i oficerów i podoficerów zawodowych, akcję ufundowania stypendium dla wychowanki domu dziecka w Sopocie. I podczas realizacji tego projektu poznałem dyrektorkę owej placówki. W 1980 roku sprawdziłem, że pani ta pelni swą funkcję nadal. Stała się ona ambasadorką mojej sprawy wśród pozostałych dyrektorek i dyrektorów trójmiejskich domów dziecka – łatwiej było mi przekonać ich do wpuszczenia nas do placówek we wrześniu, w celu przeprowadzenia wywiadów.

 

Do sierpnia miałem wszystko zapięte „na ostatni guzik”, także zarezerwowane miejsca noclegowe w jednym z akademików Uniwersytetu Gdańskiego. W poczuciu spełnienia wszystkich swoich obowiązków pojechałem z żoną i synkiem na urlop do Dębiny koło Rowów. Powrót do Łodzi był zdeterminowany datą ślubu córki mojej starszej siostry, który zaplanowano na sobotę 16 sierpnia.

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.olsztyn24.com

 

Urszula Pasławska

 

 

Poniżej zamieszczamy, za portalem WiEŚCi24, informację o liście, jaki do ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego wysłala posłanka na Sejm VII, VIII i IX kadencji, aktualnie przewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, wiceprezeska PSL – Urszula Pasławska.

 

Informację tę portal zatytułował „Dramat w edukacji na wsi. To niestety wina Dudy i PiS”:

 

 

Co dziesiąta szkoła wiejska nie prowadziła w ogóle nauczania na odległość, jedynie 6 proc. szkół zrealizowało zdalnie pełną podstawę programową w czasie epidemii COVID19 . Zapytałam MEN o plan na wyrównanie szans edukacyjnych w nowym roku szkolnym – ujawniła Urszula Pasławska.


Oto fotokopia listu do ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego:

 

 

 

Źródło: www.wiesci24.pl

 



Foto: www.facebook.com

 

Sebastian Zieliński dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych nr 2 w Łodzi, członek Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Ziemia Łódzka, przedstawiciel Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” przy Radzie Dialogu Społecznego w Warszawie* – podczas uroczystych obchodów 95-lecia kierowanej przez niego szkoły – 21 listopada 2019 roku

 

 

Na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono wczoraj fragmenty wywiadu z dyrektorem łódzkiego Zespołu Szkół Specjalnych nr 2 Sebastianem Zielińskim. Oto fragmenty z tych fragmentów:

 

 

 

Z Sebastianem Zielińskim, dyrektorem Zespołu Szkół Specjalnych nr 2 w Łodzi, rozmawia Katarzyna Piotrowiak.

 

Od momentu wejścia oświaty w zdalne nauczanie dyrektorzy i nauczyciele ze szkół specjalnych z całego kraju informowali, że u nich zdalne kształcenie było praktycznie niemożliwe, że zapomniano o nich. Jak było z Wami?

 

Wszystko nagle na nas spadło… Teraz już mamy początek wakacji, ale kiedy przypomnę sobie marzec… Dużo się mówiło o szkołach, ale o nas mało. Mam wrażenie, że w tych debatach publicznych nas pominięto, że dano nam niewiele czasu na organizację kształcenia i pomocy. My mamy 130 uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych, są dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, umiarkowanym, znacznym, głębokim, sprzężoną oraz autyzmem. Edukacja na odległość była o tyle trudna, że mimo iż pracowaliśmy z Office 365 i mieliśmy dostęp do Teamsa, to nawet przez komputer nie jesteśmy w stanie zbyt wiele zdziałać. Co nie znaczy, że dobry sprzęt jest nam niepotrzebny. Po prostu w naszym przypadku podstawa programowa była mniej ważna niż organizacja wsparcia dzieci oraz ich rodziców w tym bardzo trudnym czasie.

 

 

Było aż tak ciężko?

 

Wiele naszych dzieci pochodzi z rodzin ubogich, wielodzietnych, gdzie jest jeden komputer albo nie ma go wcale. Dlatego staraliśmy się objąć wszystkich wsparciem pedagoga i psychologa. Zależało nam, aby mieli przez cały czas kontakt z wychowawcą. Udało się to. Uruchomiliśmy kontakt telefoniczny. Uczniowie oraz ich rodzice mogli każdego dnia dzwonić do wychowawcy.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.twitter.com/D_Piontkowski

 

Podlaska drużyna kandydata Dudy w drodze na wiec wyborczy do Augustowa*. Obok Andrzeja Dudy – Dariusz Piontkowski. Zdjęcie z 7 lipca 2020 roku

 

 

Redaktor „Gazety Prawnej” Artur Radwan przeprowadził wywiad z ministrem edukacji Dariuszem Piontkowskim. Jest on zamieszczony na stronie tej gazety pod tytułem „Piontkowski: Zdalna nauka w szkole nie zniknie”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

 

Piontkowski: Zdalna nauka w szkole nie zniknie

 

 

Artur Radwan: Czy większość nauczycieli w pierwszej turze wyborów prezydenckich głosowało na Andrzeja Dudę?

 

Dariusz Piontkowski: Nie wiem, nie mam takich analiz.

 

 

A poprą go w drugiej turze?

 

Czas pokaże. Pan prezydent popierał rozwiązania, które były dla nauczycieli korzystne. W tych sprawach być może rozmawiał także ze swoją małżonką, która jest przecież nauczycielką.

 

 

Zgodził się jednak na reformę Anny Zalewskiej, która wiązała się z likwidacją gimnazjów.

 

Reforma nie była wymierzona w nauczycieli. Jej głównym celem była zmiana organizacyjna i programowa, która umożliwiłaby lepsze kształcenie dzieci, podwyższenie jakości edukacji. Ta zmiana była oczekiwana, dobra i potrzebna. Za kilka lat pierwsze wyniki egzaminów maturalnych będą wyraźnie to pokazywać. Już to widzimy przecież na przykładzie ubiegłorocznych egzaminów zewnętrznych ósmoklasistów. W porównaniu z gimnazjalnymi w zasadzie nie było znacznych różnic, a przecież był to rok przejściowy, trudny. A ten egzamin pisali uczniowie, którzy łączyli oba systemy.[…]

 

 

Czy decyzja, że w czerwcu uczniowie wracają do szkoły, była podjęta pod wpływem niezadowolenia rodziców z kształcenia zdalnego?

 

Pandemia jest na stabilnym poziomie.

 

 

Ale lekarze mówią, że jest tak samo jak w maju.

 

Czyli jest na stabilnym poziomie, a częściowe otwarcie przedszkoli i szkół nie spowodowało zwiększenia zachorowań. To pozwala przypuszczać, że uruchomienie tych placówek na większą skalę także nie spowoduje większego zagrożenia epidemicznego. Podobnie było z egzaminami. Uczniowie byli w salach po kilka godzin i nic niepokojącego się nie działo. To daje nam podstawy, aby myśleć o powrocie do kształcenia stacjonarnego. Przez ostatnie trzy miesiące udowodniliśmy, że możemy uczyć na odległość, ale taka forma nauki nie zastąpi bezpośredniego kontaktu nauczyciela z uczniami. Nauczanie stacjonarne jest lepsze i powinno być przywrócone, gdy tylko się da. […]

 

 

Czytaj dalej »



 

 

1.Wdrażanie nowej podstawy programowej w szkołach ponadpodstawowych ze szczególnym uwzględnieniem edukacji przyrodniczej i matematycznej. Rozwijanie samodzielności, innowacyjności i kreatywności uczniów.

 

2.Wdrażanie zmian w kształceniu zawodowym, ze szczególnym uwzględnieniem kształcenia osób dorosłych.

 

3.Zapewnienie wysokiej jakości kształcenia oraz wsparcia psychologiczno – pedagogicznego wszystkim uczniom z uwzględnieniem zróżnicowania ich potrzeb rozwojowych i edukacyjnych.

 

4.Wykorzystanie w procesach edukacyjnych narzędzi i zasobów cyfrowych oraz metod kształcenia na odległość. Bezpieczne i efektywne korzystanie z technologii cyfrowych

.

5.Działania wychowawcze szkoły. Wychowanie do wartości, kształtowanie postaw i respektowanie norm społecznych.

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja



Foto: www.juniorowo.pl

 

Zdjęcie pochodzi z artykułu „Nie-zwykła publiczna szkoła – reportaż Juniorowa”, opowiadającego o Szkole Podstawowej w Radowie Małym

 

 

Zaglądając na stronę portalu PRAWO.PL zwróciliśmy uwagę na tekst, o intrygującym tytule: „Więcej działalności innowacyjnej w szkołach”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

Resort edukacji chce w większym stopniu wspierać działalność innowacyjną i będzie do tego zachęcał ogłaszając konkursy oraz zlecając wyższym uczelniom podejmowanie odpowiednich działań w tej sprawie. To kolejny krok w odformalizowaniu tego rodzaju działalności szkół. […]

 

Przed 1 września 2017 r., aby podjąć działalność innowacyjną w szkole, potrzebna więc była uchwała rady pedagogicznej podjęta po uzyskaniu: zgody nauczycieli, którzy będą uczestniczyć w innowacji, opinii rady szkoły, w przypadku gdy założenia innowacji nie były wcześniej opublikowane – pisemnej zgody autora lub zespołu autorskiego na jej prowadzenie w szkole.

 

Po wejściu w życie Prawa Oświatowego, o podjęciu działań innowacyjnych nie trzeba powiadamiać ani kuratora oświaty, ani organu prowadzącego. Decyzję o wprowadzeniu innowacji podejmuje dyrektor szkoły w drodze zarządzenia. Nie ma żadnych dodatkowych regulacji w tej materii – dyrektor ma pełną autonomię. Najprościej zatem określić w zarządzeniu całą procedurę zgłaszania działań innowacyjnych, np.:

-jakie warunki muszą spełnić, by zostać za takie uznane,

-jakie są kryteria dopuszczenia takich działań,

-jakie dokumenty należy złożyć po zakończeniu innowacji.

 

Odpowiednie zapisy można również wprowadzić do statutu szkoły. […]

 

Minister zadba o promocję innowacji

 

Według MEN działań innowacyjnych w szkołach było za mało – z przeprowadzonej w 2019 r. pierwszej tury monitorowania działalności innowacyjnej w szkołach i placówkach wynika, że w drugiej połowie roku szkolnego 2018/2019 realizowano w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych ponad 6 tysięcy innowacji pedagogicznych (6212). Ponad 83 tysiące nauczycieli brało udział w prowadzonych przez placówki doskonalenia nauczycieli i inne podmioty, szkoleniach z zakresu prowadzenia działalności innowacyjnej i rozwijania kompetencji proinnowacyjnych uczniów. W projekty innowacyjne było zaangażowanych ponad 300 tysięcy uczniów.

 

Czytaj dalej »



 Dawno nie było takiej sytuacji, że siadając do pisania niedzielnego felietonu nie miałem wątpliwości o czym będę pisał. Już zamieszczając wczoraj fragmenty artykułu Moniki SewastianowiczPrezydent: Lekcje prowadzone przez organizacje tylko za zgodą rodziców” nie mogłem się oprzeć przed skwitowaniem tego materiału komentarzem:

 

 

Ale to jedynie mały fragment lawiny myśli, która po tym jak dotarła do mnie informacja o tej rozpaczliwej inicjatywie „tonącego, który brzytwy się chwyta” została zainicjowana. I o tym, czego w formule komentarza redakcji nie mogłem zmieścić jest ten felieton.

 

Skoro owa nowelizacja „Prawa oświatowego” ma zapewnić wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych, każdy kto pracował w szkole, kto zna realia i codzienność jej funkcjonowania, słysząc lub czytając coś takiego ma najprawdopodobniej takie same jak ja wątpliwości, zastrzeżenia i obawy. Ja moje poniżej wyłuszczę:

 

Zacznę od rozwinięcia myśli zaprezentowanej we wczorajszym komentarzu. Skoro celem owej zmiany ma być zapewnienie wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania – nie będzie o tym decydowała Szkolna Rada Rodziców, czyli pozostaje jedyna forma – głosowanie powszechne.

 

Przyjęcie takiej opcji, w klasycznej dla demokracji wersji, o ostatecznej decyzji przesądza większość głosów. I tu powstają pytania: jaka byłaby, zapisana w tej znowelizowanej ustawie, większość? Zwykła, bezwzględna czy kwalifikowana? Czy wolno będzie wstrzymać się od głosu? Czy głosowanie byłoby obowiązkowe, czy dobrowolne? Czy obowiązywałaby dolna granica procentowa liczby uprawnionych do głosowania, aby było ono ważne i stanowiące?

 

Czytaj dalej »



Foto:Maciej Kulczyński /PAP [www.rmf24.pl]

 

Prezydent Andrzej Duda poinformował wczoraj na wiecu wyborczym w Warszawie, że składa prezydencki projekt zmiany Prawa oświatowego

 

 

Wczoraj na portalu PRAWO.PL zamieszczono artykuł Moniki Sewastianowicz, zatytułowany „Prezydent: Lekcje prowadzone przez organizacje tylko za zgodą rodziców”. Oto jego fragmenty:

 

Czas najwyższy, by w naszym systemie prawnym, zgodnie z oczekiwaniami rodziców, wreszcie to prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami było realizowane – zadeklarował prezydent Andrzej Duda. Zapowiedział wniesienie projektu w tej sprawie, a po południu w piątek projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe został wniesiony do Sejmu.

 

Taka organizacja, która chce działać na terenie szkoły, czy to prowadząc zajęcia pozalekcyjne, czy jakakolwiek działalność dla dzieci, będzie zobowiązana przedstawić rodzicom pełną informację o tym, co zamierza dzieciom przekazywać i w jakiej formule, czego będą dotyczyły te treści i kto będzie tego przekazania dokonywał – wyjaśnił prezydent. O podobne przepisy zabiegała Konfederacja i Instytut Ordo Iuris. […]

 

Prezydent poinformował, że składa prezydencki projekt zmiany Prawa oświatowego, zgodnie z którym działalność wszelkich organizacji i stowarzyszeń na terenie szkoły będzie wymagać nie tylko zgody dyrekcji szkoły, ale przede wszystkim zgody rodziców.

 

Jak poinformowano w uzasadnieniu, celem projektu jest „zapewnienie wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych, organizowanych w szkołach lub placówkach oświatowych, do których uczęszczają ich dzieci, przez stowarzyszenia i inne organizacje, których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły lub placówki„.

 

Projektowana regulacja wprowadza rozwiązanie umożliwiające rodzicom realny wpływ na kształt i sam fakt organizacji zajęć dodatkowych. W ten sposób urzeczywistnia ona prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami, wyrażone w art. 48 ust. 1 zdanie pierwsze Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – czytamy. […]

 

 

Cały artykuł „Prezydent: Lekcje prowadzone przez organizacje tylko za zgodą rodziców” – TUTAJ

 

 

 

Źródlo: www.prawo.pl/oswiata/

 

 


Komentarz redakcji:

 

Zastanawia nas procedura ustalania owej zgody rodziców na planowaną działalność organizacji i stowarzyszeń na terenie szkoły. Jak to napisano – „zapewnienie wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych”.

 

Z tych słów można wnioskować, że nie będzie o tym decydowała Szkolna Rada Rodziców, czyli pozostaje jedyna forma – głosowanie powszechne.

 

Czy, aby spełnić wolę męża byłej pani nauczycielki j. niemieckiego (z 17-oletnim stażem) w II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie – aby była to decyzja WSZYSTKICH RODZICÓW, nowelizacja ustawy Prawo oświatowe będzie zawierała zapis o liberum veto? [WK]



26 czerwca Robert Raczyński na swoim blogu „Eduopticum” zamieścił obszerny tekst, zatytułowany „Kij wam w kanon”. Udostępniamy go naszym Czytelniczkom i Czytelnikom pod koniec pierwszego tygodnia wakacji, gdyż naszym zdaniem nie jest to tekst z kategorii „interwencyjnych”, choć zapewne taki cel stał u podłoża decyzji jego Autora, aby go napisać. Jak się Państwo po jego lekturze przekonacie – temat, który jest myślą przewodnia tego posta, jest ponadczasowy.

 

Prezentujemy obszerne fragmenty, zachęcając do lektury pełnej wersji tekstu – na stronie bloga:

 

 

 

Zwlekałem z publikacją tego tekstu. W świecie, w którym odniesienie się do porannej informacji wieczorem jest w zasadzie odgrzewaniem kotleta, nie przysparza to z pewnością czytelników. Wahałem się długo, bo to artykuł o charakterze „interwencyjnym” i, niestety, personalnym, a tego staram się unikać. W końcu, przeważyło poczucie, że poruszana kwestia jest wyjątkowo ważna, dotyczy bowiem tych „świętszych od papieża”, którzy w bitwie o ideały, dostarczają jedynie amunicji przeciwnikom. Dzięki ich wynurzeniom, możliwy jest niebezpieczny symetryzm – sytuacja, w której opinia publiczna obojętnieje na ignorancję i niesprawiedliwość, bo łatwo może dojść do wniosku, że każdy prawicowy oszołom ma swoje alter ego po lewej stronie światopoglądu; że skoro jeden idiota kwestionuje antropogenne zmiany klimatyczne i ewolucję, poddaje w wątpliwość sens szczepień, wycina rezerwat przyrody i poluje dla frajdy, „czyniąc sobie Ziemię poddaną”, homoseksualistów wysyła na „terapie konwersyjne” i traktuje kobiety jako dodatek do garnituru, a drugi będzie bronił praw człowieka, ale pod warunkiem, że nie jest on białym, wierzącym, zamożnym, żonatym mężczyzną, zamieszkałym w Europie lub Ameryce Północnej, to może cały ten zgiełk wokół ekologii i równouprawnień wszelakich nie jest wart uwagi. Niestety, casus opisany poniżej jest, moim zdaniem, przykładem ”politycznie poprawnego zidiocenia”, a na dodatek, nie pierwszy raz, firmowanym przez nauczyciela. Niepokojący to fakt, ale jednocześnie uświadamiający, że żadne środowisko nie jest impregnowane na „miękki” totalitaryzm. A przecież każdy twardy tak się zaczyna, jeśli tylko trafi na podatny grunt i sprzyjający moment historyczny…

 

Zaczyna się od dobrych chęci. A może raczej od ignorancji (żeby nie nazwać tego głupotą), która zwykle maluje świat w czerniach i bielach, w sposób prosty i uładzony, pasujący do każdego populizmu. Kończy, na cenzurowaniu i paleniu książek, jeśli nie ich autorów. […].

 

Polonistka (sic!) z Sochaczewa, w trosce o prawomyślność niewinnych dziatek, postanowiła „włożyć kij w mrowisko, tzn. pozwać za rasizm i postawić przed sądem w Sienkiewicza. Kto, jak kto, ale nauczyciel powinien sobie zdawać sprawę z kwestii oczywistych i niepodlegających dyskusji, a taką jest nieunikniona anachroniczność, która czeka w końcu każdą twórczość. Komu, jak komu, ale nauczycielowi nie wypada nie wiedzieć, że gdyby w kanonie literackim pozostawić jedynie autorów piszących w zgodzie ze współczesnym wyobrażeniem o prawach człowieka w ogóle, a o prawach mniejszości narodowych i seksualnych oraz równouprawnieniu płci w szczególe, to należałoby z niego wyłączyć lekko licząc 90% pisarzy i poetów. Czy, jeśli przyjąć, że co najmniej do lat siedemdziesiątych XX w. ludzie żyli w nieświadomości wiodących idei humanizmu, nadszedł czas lustracji literatury? A przecież, poza nią, są jeszcze inne dziedziny sztuki… Zadanie na długie lata, dla rzeszy lustratorów…

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com

 

Dr Franciszek Rakowski

 

 

Wczoraj na internetowej stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono fragmenty wywiadu, zatytułowanego „Otwieranie szkół od września? Dr Franciszek Rakowski z ICM UW: Musimy być czujni…”

 

 

Udostępniamy ten tekst naszym Czytelniczkom i Czytelnikom w całości:

 

Może jakaś grupa naukowców udowodni, że wirus tak łatwo nie przenosi się między dziećmi. Jeśli jednak okaże się, że transmisyjność wirusa jest zbliżona albo tylko nieznacznie niższa niż w starszych grupach wiekowych, takich jak chociażby górnicy, to będzie zapewne zbyt wysoka, żeby móc bezpiecznie otworzyć placówki oświatowe.

Z dr. Franciszkiem Rakowskim z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) w Uniwersytecie Warszawskim, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

 

Katarzyna Piotrowiak: – Od początku pandemii grupy matematyków z całego świata próbują przewidzieć, jak będzie przebiegała transmisja koronawirusa. Czy to się udaje? Epidemiolodzy, wirusolodzy powołują się na wasze prognozy…

 

Dr. Franciszek Rakowski: Modele epidemiologiczne, na których podstawie można przewidywać rozprzestrzeniania się COVID-19, głównie modelują społeczeństwo i zachowania społeczne, zakładając pewien przebieg choroby i własności wirusa. Naukowcy korzystają z informacji o przebiegu choroby, biorą pod uwagę jej zakaźliwość – jak przenosi się w poszczególnych warunkach atmosferycznych itp. Tych zmiennych może być naprawdę dużo. (…)

 

Czytaj dalej »