W minioną sobotę 30 września 2023 r., po ponad miesięcznej przerwie (ostatni wpis „Bohaterowie antycznej tragedii” pojawił się 17 sierpnia), Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, w którym  obnaża prawdę o pisowskiej obietnicy przedwyborczych  „nagród” dla nauczycieli. Oto fragmenty tego posta i link do pełnej wersji:

 

 

Niezwykłe perypetie wyborczej kości dla nauczycieli

 

W 39. numerze tygodnika „Przegląd” Tomasz Jastrun dzieli się odczuciami po podwyżce swoich świadczeń kombatanckich. Urzędowe pismo w tej sprawie otrzymał wraz z listem od premiera Morawieckiego, jak pisze: „…podniosłym, nawet patetycznym, o wdzięczności, o zasługach”… Poeta, pisarz i felietonista, znany jako zaciekły wróg PiS, z niejakim zakłopotaniem przyznaje, że poczuł „coś… coś jakby wdzięczność”. Jest zakłopotany, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że to gest władzy wynikający jedynie z przedwyborczego wyrachowania. A jednak… skuteczny. Swoje odczucia przyrównuje Jastrun do odruchu psa, któremu rzucono właśnie mięsistą kość.

 

Podobna kość wyborcza, choć – jak za chwilę wykażę – mocno oskrobana z mięsa, została przygotowana dla nauczycieli. Grupy wyborców na tyle dużej, że nawet niewielki odsetek „odruchowo wdzięcznych” może przełożyć się na tysiące dodatkowych głosów, bezcennych dla zachowania władzy. Kupionych niewielkim kosztem i bez żadnych zobowiązań.

 

***

 

Pomysł ujrzał światło dzienne krótko przed wakacjami, kiedy premier Morawiecki i przewodniczący Duda podpisali porozumienie rządu z „Solidarnością”. Zapowiedziano w nim rozmaite profity pieniężne dla tzw. budżetówki, w tym przyznanie nauczycielom jednorazowej nagrody w wysokości 900 złotych netto (1125 złotych brutto), z okazji 250. rocznicy utworzenia Komisji Edukacji Narodowej. Już w początkach lipca powstała stosowna nowelizacja Karty Nauczyciela. Pojawiły się oczywiście komentarze, że wypłata planowana w przeddzień wyborów jest po prostu politycznym przekupstwem, a jej kwota – żenująco niska, ale sprawa szybko przycichła. Przedwyborczych „prezentów” dla różnych grup społeczeństwa władza przygotowała tak wiele, że ta korupcja polityczna przestała już dziwić i bulwersować, a co do kwoty, to jednak lepiej jest mieć dodatkowe 900 złotych w kieszeni niż ich nie mieć. Szczególnie, gdy się mało zarabia.

 

Sprawa wróciła na tapet w drugiej połowie września, kiedy zaczęły się przygotowania do wypłaty. Ustalenie listy beneficjentów nastąpiło na dzień 20 tego miesiąca, na podstawie wpisów w Systemie Informacji Oświatowej. 24 września, jako dyrektor szkoły niepublicznej, otrzymałem z warszawskiego Biura Edukacji wzór wniosku o dotację celową wraz z instrukcją, że mam wpisać do niego liczbę nauczycieli wg owej listy, oraz kwotę obliczoną przez pomnożenie jej przez 1125, czyli maksymalną wysokość dotacji zapisaną w ustawie. […]

 

W opublikowanym na stronie MEiN wyjaśnieniu możemy przeczytać m. in., że oczywiście, do jednostek samorządu terytorialnego będą przekazywane środki powiększone o 19,64%, czyli o kwotę ZUS opłacanego przez  pracodawcę. Trzeba mieć jednak świadomość, Drogi Czytelniku, że zapis w ustawie mówi coś innego. W artykule 92a ust. 1 Karty Nauczyciela widnieje jak byk kwota nagrody w wysokości 1125 złotych, zaś w artykule 92d ust. 5 – stwierdzenie, że jest to maksymalna wysokość dotacji celowej, jaka może zostać udzielona przez organ dotujący (jednostkę samorządu terytorialnego) na jednego uprawnionego nauczyciela. Zgodnie z literą prawa nie jest zatem ważne, ile pieniędzy rząd przekaże na ten cel. Zapis ustawowy jednoznacznie wskazuje, że samorząd może na każdego uprawnionego przekazać jedynie 1125 złotych dotacji. Jeśli wypłaci więcej – nawet w ramach środków otrzymanych z MEiN – postąpi wbrew ustawie. Nie wiem, jak sobie z tym problemem poradzą skarbnicy miast i gmin, ale zawarta w wyjaśnieniu MEiN interpretacja, która zdaje się otwierać potrzebną furtkę, jest typowym przykładem prawa powielaczowego. Ministerstwo nie jest władne zmienić zapisu ustawowego. Tymczasem jednak sprytnie pozbyło się kłopotu, bo przecież dało do dyspozycji wystarczająco dużo pieniędzy. […]

 

Drodzy Nauczyciele!

 

Rząd przekazuje na rzecz każdego z Was około 1350 złotych. Czyni to ze swoich rzekomo pieniędzy, choć tak naprawdę, to „pani płaci, pan płaci, wszyscy płacimy”. Próbuje Was w ten sposób kupić i to niezwykle tanim kosztem. W praktyce, z przekazanej kwoty budżet w ciągu miesiąca blisko połowę otrzyma z powrotem, w postaci opłat na ZUS, składki zdrowotnej oraz podatku. Jeśli zaś pójdziecie ochoczo wydać otrzymany majątek, kolejne około 150 złotych powróci do budżetu w postaci VAT. Na czysto kosztujecie więc jedynie nieco ponad 600 złotych. To naprawdę niewysoka cena za pozostawienie u władzy niekompetentnej ekipy, która nie ma Wam niczego do zaoferowania, poza własną ideologią i  samozadowoleniem.

 

Jeśli w tym miejscu ktoś miałby ochotę przypomnieć, że przecież mają być jeszcze bony na laptopy na 2500 złotych, to muszę mu uprzytomnić, że otrzymają je nie wszyscy, że obdarowani prawdopodobnie zapłacą podatek od wartości otrzymanego bonu, że chcąc mieć dobry sprzęt i legalne oprogramowanie będą musieli sporo do tej kwoty dołożyć, a w ogóle to niezbędny sprzęt powinni mieć zapewniony w miejscu pracy. I niekoniecznie muszą to być laptopy, finansowane podobno z Krajowego Funduszu Odbudowy, z którego obecna władza nie dostała jeszcze ani grosza, i prędzej z niego zrezygnuje, niż spełni warunki uruchomienia.

 

Apeluję więc w tym miejscu, żebyśmy nie sprzedali przyszłości polskiej edukacji, czyli także naszego społeczeństwa, za bardzo mocno oskrobaną kość wyborczą!

 

PILNE! Opublikowano właśnie rozporządzenie w sprawie wsparcia dla nauczycieli na zakup laptopów. Otrzymają je tylko pracujący w klasach 4-8 SP. Wnioski będą uruchomione w tygodniu przedwyborczym, w ciągu czterech kolejnych dni.

 

W ustawie z 7 lipca była mowa o wszystkich nauczycielach, choć trzeba przyznać, że pozostawiono furtkę dla rozłożenia tego procesu w czasie. Niby wszystko jest logiczne, ale…[…]

 

 

 

Cały tekst „Niezwykłe perypetie wyborczej kości dla nauczycieli”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

O tym jakiej wysokości nagrodę rzeczywiście dostaną nauczyciele „na rękę” szczegółowo poinformował w  miniony piątek „Portal Samorządowy”:

 

 

„Nie blisko 900 zł, a 767 zł na rękę. Tyle nagrody specjalnej dostaną nauczyciele”  –  TUTAJ

 

 

 

 



 

Źródło: www.gazeta.pl

 

 

Na scenie na Rondzie Radosława wystąpili artyści, śpiewając „Wolność, kocham i rozumień„. Wśród nich m.in. Andrzej Seweryn, Andrzej Piaseczny, Kuba Sienkiewicz, Kasia i Jacek Sienkiewicz, Katarzyna Grochola, Mateusz Damięcki, Małgorzata Ostrowska, Grażyna Wolszczak, Dorota Stalińska, Joanna Szczepkowska, Czesław Mozil, Marzena Rogalska, Arek Kłusowski, Joanna Kurowska, Kasia Moś, Magdalena Szejbal, Dorota Miśkiewicz, Majka Jeżowska.

 

Źródło: www.kultura.onet.pl/wiadomosci/

 

 

 

Niechaj  słowa tej pieśni będą syntezą dzisiejszego Marszu Miliona Serc – marszu po wolność. Wolność od rządów autokratycznych mitomanów!

 

 

 

Opracował

Włodzisław Kuzitowicz

Redaktor Obserwatorium Edukacji



 

 

 

Towarzyszymy marszowi  –  TUTAJ

 

 



 

Kończący się dziś tydzień rozpoczął się dla obserwatora wydarzeń edukacyjnych od poniedziałkowego spotkania samorządowych władz Łodzi z dyrektorkami i dyrektorami szkół i placówek oświatowo-wychowawczych, którzy zakończyli swą odpowiedzialną pracę i przeszli na emeryturę. Poinformowałem o tym na stronie OE następnego dnia – 26 września, zamieszczając także 4 zdjęcia, pozyskane z Fb profilu Małgorzaty Moskwa-Wodnickiej.

 

Zaczynam ten felieton od przypomnienia tego spotkania, gdyż jedynym komentarzem do informacji o nim był mój tytuł do niej: „ Dopiero po 24 dniach zorganizowano uroczyste pożegnanie oświatowych emerytów”. Dzisiaj chcę zwrócić Waszą uwagę na jeszcze jeden element tej uroczystości. Otóż wnikliwe oglądanie tych fotek (w wersji powiększonej) upewniło mnie w powziętym już „na wejściu” spostrzeżeniu, że za stołem zabrakło kilku  byłych dyrektorów, którzy także stali się już emerytami, ale na owo pożegnania nie przyszli.  I nie są to osoby, które dla łódzkiej oświaty zrobiły niewiele. Nie ma tam byłego, wieloletniego dyrektora ŁCDNiKP  – Janusza Moosa, a także byłego dyrektora zlikwidowanego już Publicznego Gimnazjum nr 1 i twórcy dwujęzycznego LO nr XI  – Bogusława Olejniczaka. I jak mi wiadomo nie było tak tam także  Piotra Bary – byłego dyrektora SP nr 138 w Łodzi.

 

Z mich „dobrze  poinformowanych źródeł”  dowiedziałem się, że nieobecność tych panów nie była spowodowana ich chorobą czy innymi wypadkami losowymi. Była to ich forma protestu – każdy z nich miał swoje powody  aby nie chcieć uczestniczyć w tym stereotypowym wydarzeniu, przypominającym te z czasów PRL-u, opisywane wówczas  słowami „klapa, rąsia, buźka, goździk”…

 

Bardzo mnie zasmuciła ta sytuacja, gdyż burzy ona obraz wspaniałych władz miasta, które  wzorcowo dbają o podległa im placówki oświatowe i szanują kierujące nimi osoby i pracujących tam nauczycieli.

 

Ale może to nie władze miasta okazały się wobec niektórych zasłużonych dla łódzkiej edukacji małostkowe, a jedynie szef komórki administracyjnej, która w imieniu władz na co dzień zarządza łódzką oświatą?…

 

To na dzisiaj tyle, wszak jest to 1. października, czyli dzień, w którym za chwilę wszyscy będą skupieni na relacjach z Warszawy,  z  Marszu Miliona Serc……

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Tekst, którego fragmenty zamieszczamy poniżej pojawił się na blogu „Co z tą edukacją”, prowadzonym przez Jarosława Blocha w miniony piątek – 25 września 2025 roku. Czekaliśmy z jego udostępnieniem na OE do soboty, gdyż odnosi się on do problemów  zbliżających się wyborów parlamentarnych i miejsca edukacji w programach startujących w nich partii, a nie chcieliśmy tymi treściami dodatkowo „dołować” samopoczucia naszych czytelniczek i czytelników w dni robocze…

 

 

 

Edukacja w kampanii wyborczej

 

Idą kolejne wybory. Kampania trwa. Co mówią o edukacji deklaracje wyborcze poszczególnych partii? Zróbmy przegląd. W tym celu wysłałem mail z jednakowymi pytaniami do wszystkich koalicji wyborczych, a w przypadku gdy nie znalazłem kontaktu do koalicji, wysłałem do poszczególnych partii tworzących obecne koalicje. Uczyniłem to 15 sierpnia, dając poszczególnym partiom (koalicjom) czas na odpowiedź do końca sierpnia, aby we wrześniu zaprezentować wyniki na blogu.

 

Mail wysyłałem na biuro prasowe poszczególnych partii. Jego treść była następująca: „Dzień dobry, prowadzę blog o edukacji. Piszę post o planach poszczególnych partii względem oświaty. Chciałbym porównać zamiary poszczególnych partii w kontekście nadchodzącej kadencji sejmu.

 

Biorąc pod uwagę utrzymanie lub przejęcie władzy interesuje mnie:

1.Czy partia planuje kolejne zmiany organizacyjne w systemie oświaty? (jeśli tak, to jakie, w jakim zakresie?).

2.Czy partia planuje zmiany w podstawach programowych? (jeśli tak, to w zakresie jakich przedmiotów?)

3.Czy planowane są w kolejnej kadencji podwyżki dla nauczycieli? (jeśli tak, to o ile %, lub ile w stosunku do średniej krajowej i z czego te podwyżki będą finansowane?)

 

Proszę o krótkie i konkretne odpowiedzi do końca sierpnia”.

 

 

Dlaczego takie pytania? Bo są konkretne. Jako nauczyciela interesuje mnie, czy nadal będzie ktoś stawiał oświatę na głowie i dezorganizował naszą pracę, czy dzieci wciąż będą się uczyły wielu niepotrzebnych rzeczy i czy dostanę od nowego rządu podwyżkę. Interesuje mnie też skąd rządzący wezmą na podwyżki, by nie okazało się, że ktoś po wyborach powie, że chciał, ale nie miał pieniędzy…

 

Odpowiedziała mi… jedna partia (stan na dzień 25.09) – Polska 2050. Od reszty nie otrzymałem nic, nawet nie starano się zbyć mnie linkiem do programu, po prostu ktoś odbierający mail mnie olał. Widać wydałem się zbyt mało ważny. Dziesięć wysłanych maili – jedna odpowiedź. To kiepski wynik. Większość partii zignorowała obywatela. Nie dziwię się, że nie odpowiedziały trzy partie tworzące Zjednoczoną Prawicę, bo tu będzie raczej szkodliwa kontynuacja, a oni rozmawiają głównie ze swoimi. Dziwi mnie brak odzewu od reszty, podobno poszukującej każdego głosu…

 

Odpowiedź od Polska 2050 nie była konkretna, ale przynajmniej była. Zamieszczam ją poniżej w całości:

 

1.Czy partia planuje kolejne zmiany organizacyjne w systemie oświaty? (jeśli tak, to jakie, w jakim zakresie?).

 

Przedstawiliśmy całościowy plan zmian w edukacji. Proponujemy m.in. powołanie niezależnej Komisji Edukacji Narodowej w miejsce upolitycznionych kuratoriów oświaty. Cała treść dokumentu dostępna 

–  TUTAJ

 

2.Czy partia planuje zmiany w podstawach programowych? (jeśli tak, to w zakresie jakich przedmiotów?)

 

 

Tak. Zamierzamy odchudzić podstawę programową i postawić przede wszystkim na kompetencje przyszłości.

 

 

3.Czy planowane są w kolejnej kadencji podwyżki dla nauczycieli? (jeśli tak, to o ile %, lub ile w stosunku do średniej krajowej i z czego te podwyżki będą finansowane?

 

Proponujemy stopniowe podnoszenie wynagrodzenia, aż do poziomu średniego wynagrodzenia krajowego dla nauczycieli stażystów. Ten cel powinien zostać osiągnięty najdalej w ciągu trzech lat. Wynagrodzenie to powinno rosnąć w odniesieniu tak do umiejętności i wiedzy nauczyciela, jak i oceny jego pracy dydaktycznej-wychowawczej. Zachęcamy również do zapoznania się z naszym Planem Edukacja dla Przyszłości: TUTAJ

 

Czytaj dalej »



Foto: pixabay.com(www.wloclawek.naszemiasto.pl)

 

„Portal Samorządowy – Edukacja” zamieścił dzisiaj (29 września 2023 r.) tekst, w którym podjęto – w konsekwencji listu, jaki na ten temat nadszedł do redakcji – problem wspólnych dla dziewcząt i chłopców lekcji wf.  Oto obszerne fragmenty tego artykułu:

 

[…]

 

Zgodnie z przepisami obowiązkowe zajęcia z wychowania fizycznego mogą być prowadzone w grupie oddziałowej, międzyoddziałowej lub międzyklasowej, a w przypadku zespołu szkół – także w grupie międzyszkolnej, liczącej nie więcej niż 26 uczniów. Jeśli w klasie jest mniej niż 26 osób, to zajęcia są koedukacyjne i to niezależnie od tego, czy to lekcje wychowania fizycznego na basenie, hali sportowej czy na bieżni.

 

To błąd – przekonuje nauczyciel WF z wieloletnim stażem, który napisał w tej sprawie do Portalu Samorządowego

 

 Chłopcy tacy słabiutcy, mniej umięśnieni wstydzą się dziewcząt, dziewczyny się wstydzą chłopaków i mogłoby się wydawać, że to wstydzenie to takie niby nic, ale efektem tego są po pierwsze liczne zwolnienia w wf-u, po drugie koedukacyjne zajęcia wychowania fizycznego nie sprzyjają bezpieczeństwu, po trzecie także wymagania wobec uczniów są wyznaczone ze względu na płeć – przekonuje nauczyciel.

 

Sam na co dzień prowadzi zajęcia w jednym ze śląskich liceów i jak pisze – zorganizowanie atrakcyjnych i bezpiecznych zajęć w grupie, w której znajdują się zarówno chłopcy jak i dziewczęta, jest praktycznie niemożliwe.

 

Podam przykład jednej z klas w której uczę. Jest tam dziesięciu silnych, sprawnych chłopaków i 16 dziewcząt, które są o połowę mniejsze i lżejsze – kiedy oni grają razem, to aż się prosi o kontuzję. I to nie zależnie czy chciałbym, żeby zagrali w piłkę nożną, koszykówkę, piłkę ręczną czy siatkówkę – dobrze atakujący w siatkówce chłopiec połamie tym dziewczynom palce – stwierdza i zaznacza, że nawet jeśli stara się dopasować zajęcia do tych, które wolę dziewczynki, ktoś zawsze jest niezadowolony. […]

 

Kwestię podziału uczniów na grupy ze względu na płeć na zajęciach wychowania fizycznego reguluje § 7 ust. 4 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 28 marca 2017 r. w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół  [TUTAJ]

 

Stanowi on, że w klasach IV-VIII szkoły podstawowej i w szkole ponadpodstawowej zajęcia wychowania fizycznego, w zależności od realizowanej formy tych zajęć, mogą być prowadzone łącznie albo oddzielnie dla dziewcząt i chłopców. Liczebność grupy nie powinna przekraczać 26 uczniów – jak liczne będą to grupy, czy będą to grupy koedukacyjne czy oddzielne dla dziewcząt i chłopców – to zależy już od dyrektora, który decyduje o tym po konsultacji z nauczycielami lub nauczycielem wf-u. […]

 

O to czy lekcje wychowania fizycznego dla chłopców i dziewczynek powinny odbywać się razem zapytaliśmy też czytelników Portalu Samorządowego.  Zdecydowana większość uważa, że powinno to zależeć od rodzaju zajęć, a więc dostrzega potrzebę by  chociaż częściowo podział na chłopców i dziewczynki był wprowadzony.

 

 

 

 

Cały tekstNauczyciel pisze do redakcji: Dziewczynki i chłopcy nie powinni spotykać się na wf-ie”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja

 



Prezentowany poniżej tekst autorstwa Danuty Sterny został przez nią zamieszczony wczoraj (28 września 2023 r.) na  prowadzonym przez nią blogu „Oś Świata”:

 

Trudna rozmowa

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Największym wrogiem trudnej rozmowy jest strach przed nią. Skuteczne angażowanie się w trudne rozmowy pomaga budować relacje i zaufanie.

 

W pierwszej części wpisu – Dlaczego unikamy trudnych rozmów lub podczas rozmowy nie zajmujemy się ważnymi kwestiami? W następnej części, wskazówki do trudnych rozmów.

 

1.Żyjemy w kulturze obwiniania i unikania.  

Dużo łatwiej jest obwiniać innych, gdy dzieje się coś, co nam się nie podoba, lub po prostu unikać radzenia sobie z konfliktem. Lepiej jest myśleć, że problem sam się rozwiąże.

 

2.Nie jesteśmy nauczeni

Większości z nas nie nauczono w szkole, w domu lub gdy wkroczyliśmy w dorosłe życie, jak skutecznie radzić sobie z konfliktami, w zdrowy i produktywny sposób. Nie jesteśmy dobrze przygotowani, aby sobie z tym poradzić.

 

3.Mamy złe doświadczenia

Wszyscy mieliśmy w przeszłości bolesne doświadczenia związane z próbami radzenia sobie w trudnych sytuacjach i rozmowach. To doświadczenie wiązało się z bólem, zranieniem, rozczarowaniem, wstydem i porażką. To często powodują, że chronimy się przed takimi doświadczeniami w przyszłości.

 

4.Trudne rozmowy stawiają nas w sytuacji bezbronności

Mówienie o trudnych sprawach powoduje, że czujemy się bezbronni. Nie chcemy doświadczać bólu, zranienia, rozczarowania wstydu, porażki i innych bolesnych uczuć.

 

5.Boimy się kogoś skrzywdzić

Nie chcemy kogoś zranić, a trudna rozmowa może to spowodować.

 

 

Co robić, gdy mamy przed sobą perspektywę trudnej rozmowy?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.studia-online.pl

 

 

Na portalu Prawo.pl zamieszczono wczoraj informację o projekcie zmian w rozporządzeniu w sprawie standardu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela, które złagodzi przepisy dotyczące nauczycieli zawodu. Oto jego obszerne fragmenty:

 

 

Nowe warunki kształcenia nauczycieli – podyplomówka nawet bez studiów

 

Resort edukacji pracuje nad rozporządzeniem w sprawie standardu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela. Złagodzi wymogi dotyczące kształcenia nauczycieli teoretycznej nauki zawodu oraz nauczycieli języka regionalnego. Zmiany mają wejść w życie wraz z rozpoczęciem roku akademickiego.

Resort edukacji i nauki przekazał projekt do konsultacji – w uzasadnieniu wskazano, że wielu spośród nauczycieli teoretycznych przedmiotów zawodowych i nauczycieli praktycznej nauki zawodu pierwotnie kształciło się na studiach innych niż studia przygotowujące do wykonywania zawodu nauczyciela, i nie ukończyło studiów w cyklu pięcioletnim, lecz np. jedynie studia pierwszego stopnia. W trakcie pracy zawodowej, będąc fachowcami w swoim zawodzie, często są zatrudniani na stanowisku nauczyciela teoretycznych przedmiotów zawodowych lub nauczyciela praktycznej nauki zawodu i kontynuują kształcenie mające na celu uzupełnienie przygotowania pedagogicznego. […]

 

Rozporządzenie wprowadzi zmiany, które umożliwią uczelniom prowadzenie kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela teoretycznych przedmiotów zawodowych, nauczyciela praktycznej nauki zawodu i nauczyciela języka regionalnego na każdym poziomie studiów, a nie jak dotychczas wyłącznie w cyklu pięcioletnim. […]

 

Wprowadzenie możliwości kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela teoretycznych przedmiotów zawodowych i nauczyciela praktycznej nauki zawodu na każdym poziomie studiów (w tym tylko na studiach pierwszego stopnia albo tylko na studiach drugiego stopnia), będzie wymagało ze strony uczelni dostosowania programów studiów pierwszego i drugiego stopnia w taki sposób, aby program studiów dla każdego z tych poziomów uwzględniał wszystkie efekty uczenia się w zakresie przygotowania pedagogicznego. Nie zachodzi natomiast konieczność dostosowania programów studiów w zakresie kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela języka regionalnego, ponieważ studia takie są prowadzone tylko w Uniwersytecie Gdańskim i jedynie na poziomie studiów pierwszego stopnia (kierunek „etnofilologia kaszubska”); z powodu braku kandydatów studia drugiego stopnia nie były i nie są prowadzone.

 

 

Cały tekst „Nowe warunki kształcenia nauczycieli – podyplomówka nawet bez studiów”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/



Po przerwie wakacyjnej (akademickiej) wracamy do tradycji zamieszczania w czwartkowe przedpołudnia informacji o środowych spotkaniach w „Akademickim Zaciszu”. Czynimy to już dzisiaj – 28 września – gdyż już wczoraj prof. Roman Leppert – gospodarz tych spotkań – poprowadził rozmowę z zaproszonymi gośćmi na temat Pytanie o sens edukacji”.

 

W rozmowie, nie tylko na ten temat, uczestniczyli:

 

 

Dr Lidia Bielinis z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie,

 

Monika Eilmes reprezentująca Fundację Orange,

 

Prof. AMW Piotr Zamojski z Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.

 

 

Wszystkim, którzy wczoraj nie oglądali i nie mogli usłyszeć tej rozmowy zapraszamy do nadrobienia tej straty:

 

 

Pytanie o sens edukacji”  –  TUTAJ

 

 



Ewa Przybysz- Gardyza prowadzi bloga „Dla nauczycieli”.  Do dzisiaj nie trafiliśmy na niego, ale los  uśmiechnął się do nas  tego ranka. Poniżej prezentujemy obszerne fragmenty jej najnowszego wpisu:

 

 

                                                                  Alfabetyzm cyfrowy na miękko

 

Podczas panelu dyskusyjnego na konferencji ART.DATA prowadzący zapytał mnie o przyszłość edukacji. Bez wahania odpowiedziałam, że marzę o tym, aby kompetencje cyfrowe przestały być celem samym w sobie, a stały się naszym zasobem służącym do odbierania, ale i współtworzenia otaczającego nas świata. Teraz, kiedy o tym myślę, dodałabym jeszcze jedną rzecz: marzę o tym, aby kompetencje cyfrowe zaczęły być powszechnie rozumiane nie tylko jako techniczna umiejętność korzystania z urządzeń cyfrowych, ale też jako umiejętność krytycznego myślenia przy wyszukiwaniu informacji, ich ocenie oraz tworzeniu treści, a także umiejętność komunikacji i zachowania bezpieczeństwa (swojego i innych). Taka zresztą jest ich definicja

 

Według UNESCO alfabetyzm cyfrowy to umiejętność wyszukiwania, zarządzania, rozumienia, włączania, komunikowania, oceniania i tworzenia informacji w sposób bezpieczny i właściwy za pomocą urządzeń cyfrowych oraz w sieci w celu uczestniczenia w życiu ekonomicznym i społecznym. Składają się na to pojęcie kompetencje określane jako alfabetyzm komputerowy, informatyczny, informacyjny oraz medialny.* I chociaż alfabetyzm to nie do końca to samo, co kompetencje, bardzo często pojęcia te stosowane są zamiennie. Ja też pozwolę sobie w tym artykule postawić między nimi znak równości.

 

Oczywiście, aby rozwijać kompetencje cyfrowe potrzebujemy dostępu do technologii. Tak, jak ucząc się czytać potrzebujemy tekstów czy ucząc się pisać korzystamy z kartki i ołówka. A jednak różnica jest widoczna – kiedy w pierwszych klasach w szkole rozwijamy umiejętności czytania i pisania, nie zatrzymujemy się na składaniu liter, ale analizujemy teksty, szukając tego, czego wprost w tekście nie napisano, poznajemy różne rodzaje zdań oraz tworzymy coraz dłuższe wypracowania skupiając się na poprawności i spójności. Jest to zapisane w podstawie programowej, znajduje się w podręcznikach i stanowi wręcz trzon edukacji językowej każdego ucznia i uczennicy.

 

Tymczasem w zakresie kompetencji cyfrowych często zatrzymujemy się na dostępie do sprzętu i umiejętnościach technicznych (obsługa hardware i software). W podstawie programowej do informatyki znajdziemy przede wszystkim kompetencje twarde, a te miękkie – jak rozumienie przekazu reklamowego czy rozumienie tekstu czytanego – zawarte są w podstawach programowych innych przedmiotów (głownie język polski, wos) i zwykle kształtowane są za pomocą podręczników, a nie mediów cyfrowych. Zagadnieniom tym poświęca się zdecydowanie zbyt mało uwagi.

 

Nie przekłada się to na życie codzienne, które w dużej mierze spędzamy w sieci. 66,3% Polaków korzysta z social mediów, spędzając tam średnio 2 godz. dziennie. Przeciętnie Polacy każdego dnia oglądają telewizję przez ok. 3,5 godz., słuchają radia przez 2 godz., a niecałe 1,5 godz. spędzają na czytaniu prasy (online i w wersji papierowej).** Algorytmy projektowane przez wielkie światowe firmy wrzucają nas do baniek i podpowiadają, co mamy czytać lub oglądać. Nie każdy rozumie, jak to działa. Zaledwie niektórzy próbują wyjść poza tę bańkę, sprawdzają różne źródła informacji czy zastanawiają się, zanim poślą wiadomość dalej w świat.

 

Kolejną trudność stanowi komunikacja online. Ze świecą szukać lekcji, na których dzieci i młodzież uczą się tworzenia treści online, poznają zasady działania dezinformacji i trenują prawidłowe reakcje na nią, rozwijają umiejętność rozpoznawania swoich emocji i komunikowania się w zgodzie ze sobą i z szacunkiem dla innych osób. Uczniowie i uczennice uczą się o prawie autorskim (mam nadzieję), ale poprzestają najczęściej na „wiedzy o” zamiast „wiedzy jak” i ćwiczeniom praktycznym w pisaniu w oparciu o materiały znalezione w sieci.

 

Wiedza o sieci i nowoczesnych technologiach jest nadal celem samym w sobie. Tymczasem należy skupić się na tym, jak wykorzystywać technologie do innych celów, np. do rozwijania kompetencji współpracy (dobrą praktyką są tu np. projekty eTwinning), organizacji pracy czy rozwiązywania problemów.

 

Być może jest jeszcze za wcześnie. […]

 

Być może dorośli zbyt mało potrafią, aby kształtować umiejętności młodszych. […]

 

Być może nauczyciele i nauczycielki za bardzo skupiają się na urozmaicaniu lekcji z wykorzystaniem różnych aplikacji. […]

 

Być może za bardzo polegamy na podręcznikach. […]

 

Być może za bardzo polegamy na szkole. […]

 

Być może zbyt wiele wolności dajemy firmom dostarczającym informacje. […]

 

Nie znam przepisu na idealną edukację cyfrową. Niestety, jest to proces tak skomplikowany i uwarunkowany wieloma czynnikami, że trudno przewidzieć z pewnością, jakie rozwiązania przyniosą zamierzony efekt. Możemy jednak próbować, uważnie obserwując, badając efekty i reagując w razie potrzeby. Ja przetestowałam odejście od podręczników i pracę projektową z wykorzystaniem zasobów sieci. Widziałam, że moim uczniom dało to dużo. Jednak aby efekt był trwały, potrzebne są działania kompleksowe – szkolne i systemowe.

 

Zacznijmy od zmiany myślenia – alfabetyzm cyfrowy to nie tylko obsługa komputera. To szereg kompetencji miękkich, których trzeba nie tylko nauczyć, ale też wytrenować na tyle, aby stały się nawykami.

 

 

Cały tekst „Alfabetyzm cyfrowy na miękko”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.dlanauczycieli.blogspot.com