Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

W ramach wakacyjnej pory na refleksje pogłębione polecamy dzisiaj wywiad z profesorem Lechem Witkowskim – autorem rozprawy „Wyzwania autorytetu...”, książki roku 2009. Rozmowę tę przeprowadziła Anna Raczyńska, a jej zapis opublikowany została w 2010 roku w  czasopiśmie „Edukacja i Dialog”. Dziś jest on jużniedostępny w internecie, (www.edukacjaidialog.edu.pl/) dlatego jesteśmy wdzięczni Witoldowi Kołodziejczykowi, że 10 czerwca przywrócił ten tekst na swoim blogu  „Edukacja przyszłości”.  Wywiad zatytułowano „Złoty róg w czarnym kolorze”. Oto jego fragment:

 

Foto: www.google.pl

 

-Panie Profesorze, w przedmowie do „Wyzwań…” napisał Pan, że książkę poprzedził artykuł, który rodził się w bólach. Z czego ta trudność wynikała?

-Nie przypuszczałem, że to temat tak pełen niejednoznaczności, kontrowersji, a zarazem uproszczeń. Ze zdumieniem odkrywałem miejsca wymagające polemiki. Nawet najwięksi humaniści – a sięgnąłem do prac z zakresu filozofii, psychologii i socjologii – mają kłopot z opisem i definicją pojęcia autorytet. Pokłosiem moich poszukiwań i sporów jest kolejna książka, w której przedstawiam odkryte przeze mnie, krążące o nim zabobony. Józef Maria Bocheński wskazał w swoim słowniku tylko cztery. Ja odnalazłem ich aż dwadzieścia jeden.

 

-Na przykład?

-Najprostsze i najczęściej powtarzane głoszą, że autorytet polega na władzy, że jest wzorem do naśladowania. W tej gamie nieprawdziwych wyobrażeń uznanych za oczywistości kryje się wiele paradoksów. Istnieje na przykład przekonanie, że autorytet w sposób oczywisty prowadzi do autorytaryzmu. tymczasem można wykazać, że autorytaryzm przejawia się właśnie brakiem autorytetu. Co gorsza, owe zafałszowania funkcjonują nie tylko w potocznej świadomości, ale także w podręcznikach. Mieczysław Łobocki kojarzy pojęcia autorytetu w szkole z niekwestionowanym uznaniem. Innymi słowy, autorytet ma zawsze rację, więc nie należy z nim polemizować. Trudno mi przyjąć to obojętnie. Dla mnie bowiem, autorytet jest czymś ważnym i pomocnym w zmaganiach z problemem wydziedziczenia z kultury. Problemem, który przejawia się w tym, że nie mamy kogo i czego słuchać, nie wiemy kogo i co czytać, nie umiemy zadawać ważnych pytań. Postanowiłem go więc po swojemu bronić. 

 

Cały wywiad przeczytacie    –     TUTAJ

 

Źródło: www. edukacjaprzyszlosci.blogspot.com



Dzisiaj zapraszamy naszych czytelników do wysłuchania podkastu, zamieszczonego na stronie Plandaltoński.PL To nasza pierwsza tam wizyta, ale nieprzypadkowo dziś tam zajrzeliśmy: jest tam nagrana rozmowa z dwiema naszymi dobrymi znajomymi: Bożeną Będzińską-Wosik – dyrektorką SP nr 81 w Łodzi i dr Marzeną Żylińską –  główną propagatorką wprowadzenie do szkół nowej kultury edukacyjnej, opartej na wnioskach płynących z neuronauki. Obie panie to liderki ruchu  „Budzącej Się Szkoły”. Tyle wstępu i fragment tekstu, zamieszczonego na stronie Plandaltoński.PL, na której jest także link do wersji audio:

 

 

Jak znaleźć szkołę, w której dziecko jest szczęśliwe?

[11 lipca 2017   Autorem wpisu jest: Robert Sowiński ]

 

Drodzy słuchacze,

kolejny nasz wywiad miał miejsce tuż po szkoleniu jakie przeprowadziliśmy na prośbę Pani dr Marzeny Żylińskiej, która zorganizowała dla wyjątkowych nauczycieli z całej Polski kilkudniowy maraton wykładowo-warsztatowy pod wspólnym tytułem „Warsztatownia nurty edukacji alternatywnej w świetle badań nad mózgiem”.

 

Dzień był wyjątkowy również z powodu pogody, jaka szalała za oknem. Najpierw afrykańskie upały a po południu tropikalna burza z nawałnicą, po której jeszcze przez blisko godzinę osiedlowe uliczki wyglądały jak wezbrane strumienie. Nie mogliśmy jednak zrezygnować z tak wspaniałej okazji, dzięki której mogliśmy nagrać rozmowę nie tylko z organizatorką „Warsztatowni” ale i z Dyrektorką Szkoły, w której odbywały się zajęcia, czyli z Panią Bożeną Bedzińską-Wosik. […]

 

 

Podkast „Jak znaleźć szkołę, w której dziecko jest szczęśliwe?”   –   TUTAJ

 

Źródło: www.plandaltonski.pl



Źródło: www.google.pl

 

 

Proponujemy dziś kolejny tekst z blogu Jarosława Pytlaka. Kolejny, bo niedawno, 18 czerwca, promowaliśmy post, zatytułowany „O dobrych nauczycielach i anachronizmie sposobu ich kształcenia. Teraz zachęcamy do przeczytania wpisu z 2 lipca, którego tajemniczy i trochę niesamowity tytuł: „Kot żywy i martwy, czyli paradoksy w wydaniu szkolnym” powinien pobudzić Waszą ciekawość. Ale – tradycyjnie – proponujemy fragmenty, jako swoista „rozbiegówkę:

 

Chyba żadne społeczeństwo na świecie nie jest w pełni zadowolone ze stanu swojego systemu edukacji. Nawet Finowie, powszechnie podziwiani za osiągnięcia w dziedzinie oświaty, właśnie wprowadzają nowe rozwiązania, wychodząc w ten sposób naprzeciw wyzwaniom współczesności. Stan niezadowolenia w tej kwestii można więc uznać za zupełnie normalny i nie przejmować się nim, rozumiejąc, że bezwładność każdego wielkiego systemu siłą rzeczy powoduje jego zacofanie I oporność na zmiany, co nieuchronnie skutkuje frustracjami.[…]

 

Mnie osobiście szczególnie inspiruje obserwacja codziennego funkcjonowania społeczności szkolnej – dzieci, nauczycieli, innych pracowników oraz rodziców uczniów. Wypatruję szkodliwych stereotypów w ludzkim myśleniu i staram się im przeciwdziałać. Pisałem o nich na blogu trzykrotnie: tutaj, tutaj i tutaj. Wspomniałem wtedy, między innymi, o fałszywym, moim zdaniem, przekonaniu, że rodzice i nauczyciele są naturalnymi sojusznikami, że podstawowym motorem postępu jest rywalizacja, a zastosowanie nowych technologii – samo w sobie przejawem nowoczesności w edukacji. Dzisiaj natomiast zamierzam zwrócić uwagę Czytelnika na kilka inspirujących paradoksów, łatwych do zaobserwowania w praktyce szkolnej.

 

Paradoksem określa się zjawisko nieoczekiwane, niezgodne z powszechną wiedzą lub intuicją. Refleksja na tym, czy coś jest takie, jak się powszechnie uważa, i odkrywanie, że wcale niekoniecznie, to doskonałe źródło pomysłów na zmiany, a te zawsze otwierają nowe perspektywy. Tropienie paradoksów pomaga w „ogarnianiu” rzeczywistości, postrzeganiu problemów z właściwej perspektywy, nawet jeśli emocje dyktują co innego. Oto przykład:

 

Myśl zawarta w poprzednim akapicie, że zmiany zawsze otwierają nowe perspektywy, nie jest paradoksem, ale jeżeli rozwiniemy ją do takiej oto postaci: „dobra zmiana minister Zalewskiej otwiera nowe perspektywy w edukacji”, zabrzmi paradoksalnie. W tym szczególnym przypadku bowiem intuicja większości środowiska nauczycielskiego mówi coś innego. A jednak… A jednak, moim zdaniem, owa intuicja jest w błędzie. Obecna reforma naprawdę otwiera nowe perspektywy (choć przy okazji burzy zastany porządek), o czym muszę uczciwie zaświadczyć jako dyrektor szkoły. Nas, na przykład, skłoniła do podjęcia decyzji o utworzeniu czteroletniego liceum ogólnokształcącego w miejsce „wygaszonego” gimnazjum.

 

Co nie znaczy, że kiedykolwiek można będzie wybaczyć pani Zalewskiej Armageddon, jaki zafundowała polskiej oświacie.[…]

 

Cały tekst Jarosława Pytlaka    –   TUTAJ



 

 

Jako że codzienna „bieżączka” szkolna już za nami, powoli można nastrajać się do wakacyjnych „rekolekcji nauczycielskich”. Bo – nie ukrywamy – taki zamiar przyświecał pomysłowi, jaki autor cotygodniowych felietonów ogłosił poprzedniej niedzieli: pisanie co tydzień „Refleksji starego praktyka o szkole, która ma szansę na przebudzenie”.

 

Zanim przeczytacie jutro ich pierwszy odcinek – dziś proponujemy, „na rozgrzewkę” lekturę wybranych (wybór oczywiście subiektywny – WK) myśli, jakie zapisywała na swym profilu dr Marzena Żylińska, a które następnie były udostępniane na fanpage „Budzącej Się Szkoły”. Oto te wybrane teksty:

 

Marzena Żylińska – 13 czerwca

Chcesz zrobić dla uczniów więcej, zrób mniej! To jedno z naszych haseł. Szukając drogi od kultury nauczania do kultury uczenia się, zachęcamy uczniów do tworzenia materiałów dydaktycznych. Sami tworzą nie tylko swoje zeszyty, ale również książki.

 

Luiza Skutnik ze Szkoły Cogito w Płocku tworzy z uczniami cogitowy podręcznik, a raczej ich zachęca.

 

„Jest to forma encyklopedii, którą będą tworzyć przez cały etap, by wszystko mieć w jednym miejscu w postaci map myśli, własnych słowników, ciekawostek, dla tych którzy są ciekawi więcej, do zapamiętania – uwiecznienia w formie najłatwiejszej do zapamiętania przez danego ucznia.

 

Podsumowanie działu: czego się nauczyłem.” Tak Luiza opisała pomysł cogitowego podręcznika. Podobne wyzwanie podjęli ze swoimi uczniami nauczyciele ze SP nr 81 i 137 w Łodzi. Uczniowie tej ostatniej tworzą rozbudowane lapbooki, które przybierają coraz bardziej wyrafinowane formy.

 

Zachęcanie do tworzenia własnych materiałów to jeden z celów Szkół w Drodze na nadchodzącą jesień. Czy ktoś chciałby przyłączyć się do tej inicjatywy? Na październik lub listopad planujemy zorganizowanie konferencji z warsztatami, na której uczniowie przedstawią stworzone przez siebie materiały, a nauczyciele opowiedzą, jak zorganizowali ich pracę. Piszę o tym już teraz, by osoby, które pracują ze swoimi uczniami w taki sposób, zdążyły się do konferencji przygotować. Czy ktoś byłby chętny? Konferencja najprawdopodobniej odbędzie się w Płocku.

 

Marzena Żylińska – 19 czerwca

Czy potrzebne są warsztaty dla nauczycieli: „Jak nie niszczyć u uczniów motywacji do nauki”?

 

Czytaj dalej »



Dzięki naszemu znajomemu na fb (Marek Pleśniar), który udostępnił na swym profilu post swojego znajomego (Krzysztofa Wołoczko) pozyskaliśmy list, który ten ostatni otrzymał od swego przyjaciela Witolda Kędzierskiego – nauczyciela matematyki w gimnazjum w Białym Borze.

 

Foto:/ www.facebook.com/krzysztof.woloczko

 

Witold Kędzierski

 

Oto fragmenty tego – wartego szerokiego upowszechnienia – tekstu:

 

„Jestem nauczycielem gimnazjalnym z Białego Boru, małego miasteczka w Zachodniopomorskiem. […] Nigdy nie byłem zwolennikiem reformy strukturalnej wprowadzającej gimnazja. Wątpliwości co do zasadności tej zmiany do dziś podziela znaczna część środowiska nauczycielskiego. Projekt ten (tak jak wszystkie inne zmiany w oświacie) nie był, mimo medialnych zapewnień władz, ze środowiskiem konsultowany. Wszystkie władze robiły z konsultacji farsę i jakąś fasadową grę, która miała pokazać, że konsultacje niby były, choć w rzeczywistości nikt ich nie widział. Nas nauczycieli traktowano jak popychadła, które schylą głowy i przyjmą wszystko. I tak się działo. Latami przyjmowaliśmy wszystko. Przyjęliśmy reformę w pień wycinającą szkolnictwo zawodowe, która zdeprecjonowała maturę i wyprodukowała ogromną liczbę magistrów od byle czego. Sfrustrowanych, bez pracy młodych ludzi, którzy mimo dyplomów lądowali na mopie u Mc Donalda. Latami wmawialiśmy im, że edukacja będzie podstawą przyszłego dobrostanu. Przyjęliśmy mundurki ministra Giertycha, które odeszły w niepamięć, ale zanim odeszły, narobiły bałaganu. Latami, mimo pomruków niechęci, godziliśmy się na „testomanię”, która wyniosła na piedestał wyniki egzaminu gimnazjalnego jako jedynego kryterium oceny i weryfikacji pracy szkoły. Histeria wokół wyników egzaminu odebrała resztki radości nauczania i uczenia się.

 

Ale gimnazja funkcjonowały i „docierały się” mimo błędów i niedostatków do sprawności nieźle działającego mechanizmu. Były odsądzane od czci i wiary jako siedliska patologii. My nauczyciele stanęliśmy przed nowymi wyzwaniami, jakie stawiała hiperkrytyczna wobec dorosłych autorytetów, buntowniczo nastawiona grupa młodzieży. Pojawił się cudowny i raczej niezamierzony efekt reformy. Nauczyliśmy się rozmawiać z młodzieżą, wytworzyliśmy (a przynajmniej część z nas) nową jakość relacji dorośli – młodzież, która odeszła od protekcjonalnych ferdydurkowskich schematów wszechwładzy nauczyciela, który jak plastelinę ugniata uczniowskie umysły w imię dobra powszechnego. […]

 

Zarządzenie odwrotu ku ośmioklasówkom jest najgłupszą „reformatorską” myślą, z jaką zetknąłem się przez blisko trzydzieści lat pracy w oświacie.

 

Czytaj dalej »



Foto:www.google.pl/

 

Cesare Cata

 

Kontynuując redakcyjną linię promowania „kopernikańskiego przewrotu w polskiej szkole” (wstrzymać nauczyciela, ruszyć ucznia), jak niektórzy symbolicznie określają to, co czynią w „Budzącej Się Szkole”, proponujemy na dzisiejsze przedpołudnie lekturę zamieszczonego wczoraj na stronie tego ruchu tekstu dr Marzeny Żylińskiej, zatytułowanego „Odejść od szkolarstwa – zadania domowe inaczej”

 

Oto jego fragmenty:

 

Jak zmienić szkołę, by nie zabić w dzieciach chęci do uczenia się?

 

Widzimy wprawdzie, że to, co proponujemy dzieciom i młodzieży nie porywa ich, że skutkiem zaproponowanych metod jest zniechęcenie, a jednak nie weryfikujemy naszych metod, tylko całą winą za brak satysfakcjonujących wyników obciążamy uczniów. Czy robimy tak dlatego, że nie umiemy zaproponować niczego innego, a nie potrafimy się do tego przyznać?

 

Może warto pójść drogą włoskiego nauczyciela i zastanowić się, jak mogłyby wyglądać zadania domowe, które byłyby atrakcyjne dla dzieci. Bo one naprawdę chcą się uczyć! Ale inaczej niż my tego od nich wymagamy.

 

Włoscy uczniowie zarówno w szkołach podstawowych, jak i średnich otrzymują zazwyczaj od nauczycieli długą listę zadań i prac domowych z wielu przedmiotów, które muszą wykonać podczas trwających ponad 3 miesiące wakacji. Często są to dziesiątki zadań z matematyki, kilka wypracowań, powtórki z wielu przedmiotów oraz zestaw lektur. […]

Tym większe zaskoczenie i entuzjazm wywołał rozpowszechniony przez włoską prasę i na portalach społecznościowych list z zadaniami, jaki rozdał swoim uczniom w ostatnim dniu roku szkolnego 33-letni nauczyciel Cesare Cata z liceum humanistycznego, z miasta Fermo we włoskim regionie Marche.Cesare cata

 

List, który stał się „przebojem” wśród młodych Włochów na początku wakacji, składa się z 15 punktów. Pierwszy z nich jest następujący: „Pójdźcie parę razy rano pospacerować brzegiem morza w całkowitej samotności; popatrzcie jak w wodzie odbija się słońce i myśląc o najbardziej uwielbianych rzeczach na świecie, czujcie się szczęśliwi”.

 

Postarajcie się używać nowych sformułowań, jakich nauczyliście się w tym roku; im więcej możecie powiedzieć, im więcej pomyśleć, tym bardziej jesteście wolni”- napisał nauczyciel. Przyznał, że zainspirowała go postać wychowawcy Johna Keatinga, granego przez Robina Williamsa w filmie „Stowarzyszenie umarłych poetów”. […]

 

 

Cały tekst „Odejść od szkolarstwa – zadania domowe inaczej” TUTAJ

 

 

Źródło:http://www.budzacasieszkola.pl/marzena-zylinska/



Foto:www.wokolszkoly.edu.pl

Jarosław Pytlak

 

 

Jako że w soboty nie tylko nauczyciele, ale i urzędnicy mają wolne, więc nie produkują żadnych „niusów”. Mamy więc czas, aby poszerzyć swoje horyzonty edukacyjne o doświadczenia i przemyślenia Bratnich Dusz. Dzisiaj proponujemy lekturę, na którą trafiliśmy dzięki ”fejsbukowej” znajomości z Anną Sowińską, która dziś rano upubliczniła na swoim profilu ten oto tekst: „O dobrych nauczycielach i anachronizmie sposobu ich kształcenia”.

 

Fakt, że zachęca do czytania ktoś taki jak Anna Sowińska – twórczyni i szefowa Gabinetu Terapii „Pod skrzydłami Anny Sowińskiej”, że autorem tekstu jest Jarosław Pytlak, sprawia, iż postanowiliśmy i Naszym Czytelnikom umożliwić zapoznanie się z tym postem – bo to jest wpis na blogu, który Autor prowadzi na stronie „Wokół Szkoły. Kwartalnik Pedagogiczno-Społeczny Jarosława Pytlaka”.

 

Tradycyjnie już, zacytujemy poniżej jedynie kilka fragmentów polecanego tekstu, odsyłając linkiem do całości „u źródła”. Oto te „smaczki”:

 

[…] … teraz obiecany dalszy ciąg myśli o kształceniu dobrych nauczycieli. Co oznacza określenie „dobrych”? Gdzie kryją się najbardziej pożądane kwalifikacje do tego zawodu?

 

Zacznijmy od rzeczy najbardziej oczywistej. Znajomość przedmiotu. Z tym nie jest źle, przynajmniej na poziomie dostępnym moim obserwacjom, czyli szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś zwróci uwagę, że pracuję w Warszawie, to muszę zaznaczyć, że większość moich pracowników pochodzi spoza stolicy, poza tym spotkałem w życiu wystarczająco dużo kompetentnych nauczycieli z mniejszych ośrodków, by stwierdzić, że miejsce zamieszkania akurat nie ma większego znaczenia. A wracając do poziomu merytorycznego – co prawda jakiś czas temu furorę w mediach zrobiły wyniki badań, z których wyszło, że znaczący odsetek specjalistów kształcenia zintegrowanego ma, delikatnie mówiąc, kłopoty z matematyką, ale mimo wszystko ten obraz wydaje mi się skrzywiony. A już na pewno nie wynika z niego jakiś nowy imperatyw dla kształcenia zawodowego – zawsze było i nadal jest oczywiste, że nauczyciele powinni znać dziedzinę, której uczą, i uważam, że pod tym względem akurat jest całkiem nieźle. W najgorszym razie braki merytoryczne są łatwe do wychwycenia w codziennej pracy, choćby na etapie stażu, o ile tylko dyrekcja szkoły wypełnia swoje elementarne obowiązki w zakresie nadzoru.

 

Dalszą część jedynie zasygnalizujemy –  „o czym będzie”:

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj, z wielką radością, promujemy wywiad, jaki redaktor Paweł Patora przeprowadził z Januszem Moosem, a który wczoraj opublikowano w „Dzienniku Łódzkim”. Dzięki temu wiele przekłamań i przemilczeń, które miały miejsce podczas obchodów XX-lecia ŁCDNiKP, zostało sprostowanych i uzupełnionych przez samego lidera łódzkiego ośrodka wspierania kształcenia zawodowego, który – jak to zostało sformułowane w felietonie z minionej niedzieli – „nie ważne pod jakim szyldem, robi zawsze to samo: pracuje na rzecz wspierania nauczycieli i dyrektorów szkół – przede wszystkim zawodowych”.

 

Foto: www.google.pl

 

 

Oto, dla zaostrzenia apetytu na lekturę całego wywiadu, zatytułowanego Janusz Moos: zakochałem się w sformułowaniu „uczenie się prze całe życie”, jego dwa fragmenty:

 

Jak wspomina Pan początki Łódzkiego Centrum?

 

Zanim ono powstało, już pracowaliśmy jako Zespół Wizytatorów Metodyków Kształcenia Zawodowego, a później jako Zespół Kształcenia Zawodowego w Instytucie Kształcenia Nauczycieli.* Gdy powstało Wojewódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego (w 2001 r. przemianowane na Łódzkie Centrum – red.), nasz zespół został do niego włączony. I w sposób naturalny to, co robiliśmy jeszcze jako zespół metodyków, przeniosło się na działalność Łódzkiego Centrum. A były to bardzo ciekawe prace. Jakie? Na przykład tworzyłem, wraz z moim zespołem metodyków, nowy typ szkoły – liceum techniczne. Była to szkoła ogólnozawodowa, przygotowująca młodych ludzi do osiągania później kwalifikacji zawodowych w krótkich cyklach kształcenia, po ukończeniu liceum zawodowego**, w szkołach policealnych nowego typu. Przygotowaliśmy kilkuset nauczycieli i dyrektorów szkół do rozumienia tej formy edukacji prozawodowej. Szkoda, że liceum techniczne nie przetrwało. Według tego modelu funkcjonują szkoły techniczne w wielu krajach, np. w Finlandii, Szwecji i w Niemczech. Bardzo ciepło wspominam też „UPET-IMPROVE – modelowanie kształcenia w zawodach szerokoprofilowych”. To był bardzo interesujący projekt. Dlaczego interesujący? Ponieważ podjęliśmy w nim próbę opracowania programów w systemie modułowym, który polegał na likwidacji w planie kształcenia przedmiotów na rzecz modułów umiejętności zawodowych. Byłem jednym z koordynatorów tego projektu. Wiele szkół wdrażało go do praktyki. To była wielka przygoda edukacyjna dla nauczycieli i uczących się. Łódzkie […]

 

Jakie jest główne przesłanie działalności Pana i zespołu, którym Pan kieruje?

 

Czytaj dalej »



Foto:www.google.pl

 

 

W poniedziałkowym (12.06) „Dużym Formacie” opublikowano niezwykle „diagnostyczny” reportaż Aleksandry Szyłło, zatytułowany Szok w czwartej klasie. Czy nasze dzieci są przemęczone?” Oto jego pierwszy fragment:

 

Artur, lat 48, przedstawiciel handlowy, Warszawa: – Dziś po pracy zrobię kilka stron ćwiczeń z matematyki i poćwiczę koniugację.

 

Katarzyna, lat 37, księgowa, Katowice: – Ja nauczę się budowy układu oddechowego, posiedzę też nad rozbiorem gramatycznym zdań.

 

Izabela, lat 42, redaktorka w wydawnictwie literackim, Warszawa: – Dziś po całym dniu pracy przygotuję się do dwóch klasówek.[…]

 

Dalej na dwu szpaltach tego cotygodniowego magazynu „Gazety Wyborczej” można przeczytać liczne relacje rodziców, mających dzieci w czwartej klasie, bardzo różnych szkół podstawowych. Oto jeszcze jeden cytat z opowieści pewnej Katarzyny, księgowej z Katowic, mamy 10-letniej Anieli:

 

Aniela chodzi do szkoły społecznej. […] Pod pewnymi względami jesteśmy zadowoleni z tej szkoły. Wychowawczyni podchodzi do dzieci indywidualnie. Uczniom zrobiono psychotesty, na ich podstawie dostaliśmy porady, jak najskuteczniej uczyć się z naszym dzieckiem.

 

Ale są tam także wypowiedzi nauczycielek:

 

Bożena, nauczycielka polskiego w klasach 4-6, Łódź: – Jak wpuszczę uczniów do klasy, pięć minut zajmuje siadanie w ławkach, wyjmowanie zeszytów, sprawdzanie przeze mnie listy obecności. Są jeszcze sprawy techniczne: kiedy klasówka, rozdawanie i omawianie klasówek, na kiedy lektura, jaka lektura następna. […] Muszą w domu czytać lektury, pisać wypracowania. […] W domu też muszą poćwiczyć rozbiór gramatyczny zdania, bo tego nie da się opanować na jednym przykładzie na lekcji. Na palcach jednej ręki mogę policzyć uczniów, którzy regularnie są aktywni na lekcji. Większość jest bierna. […]

 

Czytaj dalej »



Na początek tygodnia proponujemy wycieczką w czasy starożytne. Przewodnikiem będzie Tomasz Tokarz:

 

Foto:/www.google.pl

Tomasz Tokarz

 

Wycieczki pedagogiczne – starożytni pedagodzy: Plutarch i Kwintylian

 

Porozumienie bez przemocy, coaching edukacyjny, tutoring, neurodydaktyka, rodzicielstwo bliskości… W ostatnich latach pojawiło się sporo konceptów wychowawczych promujących nową kulturę edukacyjną. Oczywiście zgadzam się z tezami, jakie głoszą. Warto wspierać każdą inicjatywę, która służy upodmiotowieniu relacji między nauczycielem a uczniem, odrzucających przemoc i odwołujących się do naturalnych predyspozycji uczniów. Niemniej, przy całym zachwycie wobec ich przesłania, warto pamiętać, że teorie te odkrywają rzeczy dawno odkryte. I nie chodzi tylko o dziedzictwo progresywizmu, o pedagogie Janusza Korczaka, Marii Montessori, Ellen Key, Johna Deweya czy Celestyna Freineta.

 

Już kilka tysięcy lat temu, w Grecji i Rzymie starożytni myśliciele zaznaczali, że wychowawca winien być nie pasem transmisyjnym, lecz towarzyszem rozwoju uczniów. Szczególnie Sokrates (V w. p.n.e) widział w wychowawcy inspiratora do odkrywania wiedzy zapisanej w nich samych, akuszerką, która za pomocą odpowiednio zadanych pytań pomaga w narodzinach świadomości.[…]

 

Takie wątki przewijają się także w dwóch najbardziej znanych traktatach edukacyjnych starożytności: „O wychowaniu dzieci” (Plutarcha z Cheronei) oraz O kształceniu mówcy(Marka Kwintyliana). Lektura obu dzieł skłania do refleksji. Czego bowiem uczą nas starożytni mędrcy? […]

 

I dalej autor informuje nas o tej wiedzy, którą posiedli już starożytni:

 

1. Człowiek ma przyrodzoną skłonność do uczenia się. Ma także naturalną mądrość, która pomaga mu w odróżnieniu dobra i zła.

2. Edukacja nie może być oparta nie na przymusie.

3. Kluczową rolę w wychowaniu odgrywa modelowanie – czyli osobisty przykład moralny,

4. Stosunek wychowawców do dzieci winien być głównie oparty na miłości i wyrozumiałości, na wzajemnym szacunku,

5. Uczenie winno przebiegać według naturalnych predyspozycji.

6. Komunikat kierowany do ucznia, musi być dopasowany do jego możliwości..

7. Warto uczniów mobilizować, stawiać przed nimi wyzwania – jednak nadmierny nacisk na doskonalenie, przez stymulację, jest przeciwskuteczny,

8. Podstawowym narzędziem dydaktycznym powinna być zachęta i pochwała.

9. Kary są zawodnym środkiem dydaktycznym, stanowią przejaw nieudolności samych nauczycieli..

10. Edukacja przez zabawę jest skuteczniejsza niż przez rygor – szczególnie na pierwszych etapach kształcenia.

 

Notka o autorze:

Tomasz Tokarz – doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki, coach. Pracownik Dolnośląskiej Szkoły Wyższej i Dolnośląskiego Centrum Innowacji Edukacyjnych. Członek zarządu Fundacji „Edukacja w Wolności”. Współzałożyciel Wrocławskiej Wolnej Szkoły „Mozaika”. Jego pasją jest pisanie o nowoczesnym obliczu edukacji i rozwoju osobistym.

 

Cały artykuł „Wycieczki pedagogiczne – starożytni pedagodzy: Plutarch i Kwintylian”TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl