Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

Dopiero dziś zajrzeliśmy na blog Jarosława Blocha „CO Z TĄ EDUKACJA”, gdzie stwierdziliśmy, że od minionej soboty (15 lutego) można tam przeczytać obszerny tekst pt. Strategie przetrwania”. Tym razem nie jest to o sposobach uczniów na przetrwanie w systemie szkolnym, lecz o strategiach, jakie w konsekwencji długotrwałego niżu demograficznego zmuszone są stosować dotknięte brakiem uczniów szkoły. Tekst ten ma cechę wyróżniającą go od innych, także podejmujących próbę analizy przyczyn kryzysu w naszych szkołach ponadpodstawowych, gdyż jego autor, jako „wolny strzelec” nie musi przestrzegać „poprawności politycznej” i wskazuje na określone mechanizmy zachowań nauczycieli w tych szkołach bez „owijania w bawełnę”.

 

Przytaczamy tu ów tekst nieomal w całości całości – pogrubienia podkreślenia jego fragmentów – redakcja OE:

 

Strategie przetrwania

 

Dziś o strategiach przetrwania – czyli o tym jak do spółki z niżem demograficznym zdemolowaliśmy nasze szkoły. Na początku od razu zaznaczę, żeby było jasne – za obecny stan polskiej oświaty odpowiada wiele czynników, pamiętajmy o tym czytając poniższy tekst. I chociaż w ostatnich latach szkoła cierpi głównie przez złe decyzje polityczne, to nie zapominajmy, że to nie wszystko, bo są jeszcze inne czynniki. Dlatego dziś skupiam się na jednym z nich, ale ważnym, czyli niżu demograficznym. Pamiętam przepełnione szkoły, przez które przechodziły roczniki wyżowe. Pamiętam tłok na korytarzach i klasy pełne dzieci. 38 osób – w takiej klasie miałem okazję pracować, 33-35 to był standard. Był taki rok w którym klas było więcej niż sal, kto się zagapił, lądował z młodzieżą na korytarzu. Może zabrzmi to dziś jak bluźnierstwo, ale czekaliśmy wtedy na niż demograficzny, bo widzieliśmy że jakość pracy w takim tłoku nie jest najwyższa. O komforcie nie wspominając. Jednak nikt nie spodziewał się, że za kilka lat wpadniemy w prawdziwą demograficzną zapaść.

 

Najpierw kilka faktów. Przez nasze szkoły przechodzi demograficzne tsunami. Życie pokazało, że nie będzie kolejnego boomu rozrodczego. Do szkół średnich wkroczył właśnie rocznik 2004. To pierwszy rocznik, w którym po wielu latach spadków zanotowano wzrost liczby urodzeń. Wszyscy odetchnęli. Będzie więcej dzieci – myśleli. Niestety wyż ten okazał się marną górką, bardziej wyhamowaniem spadku aniżeli odwróceniem trendu. W dodatku ten skromny wyż zakończył się w okolicy 2012 roku. Od tego czasu mamy stagnację. Weszliśmy w nowe czasy, w których rytm powojennych wyżów i niżów nie decyduje już w głównym stopniu o naszej demografii. Został zakłócony przez zmiany cywilizacyjne, które zachód przechodził już dawno, ale my jak zwykle nie nauczyliśmy się na jego doświadczeniach. Dla młodych posiadanie dziecka nie jest już priorytetem, opóźnia się wiek zawierania małżeństw, wzrasta liczba rozwodów, rośnie wiek, w którym kobiety rodzą pierwsze dziecko. Wskaźniki są jednoznaczne. Lepiej nie będzie. Nie pomógł nawet największy transfer „socjalnych” pieniędzy w ramach programu 500+. Niestety to szkoła musi się dostosować do nowych warunków, bo światełka w tunelu nie widać. Jak szkoły radziły sobie gdy spadała liczba uczniów? Jakie strategie przyjęły szkoły, a jakie uczniowie? Czy wykorzystaliśmy niż do poprawy jakości? Raczej nie.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj, na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono obszerny zapis rozmowy, jaką z Igą Kazimierczyk – prezeską Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, aktywistką ruchu Obywatele dla Edukacji, nauczycielką, przeprowadziła Katarzyna Przyborska – redaktorka strony „KrytykaPolityczna.pl”. Warto w tym miejscu dodać, że badania o których opowiada rozmówczyni prowadziła ona, zbierając materiały do swej pracy doktorskiejNuda szkolna i jej uwarunkowania”. Oto wybrane fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji. Podkreślenia i pogrubienia w przytoczonym tekście – redakcjaa OE:

 

Źródło: www.krytykapolityczna.pl

 

Jeden z rysunków, powstałych w ramach badań, w których wzięły udział dzieci ze szkół podstawowych państwowych i społecznych.

 

 

[…]

 

Katarzyna Przyborska: – Chciałaś dowiedzieć się, jak czują się dzieci w szkole. Jak jej doświadczają. Przeprowadziłaś badania*. Ponad setka dzieciaków, dwadzieścioro pięcioro nauczycielek i nauczycieli, ponad sześćset rysunków. Co z nich wynika?

 

Iga Kazimierczyk: – Dzieci się nudzą. Tak można określić to, czego doświadczają w czasie lekcji. Potwierdzają to zresztą badania anglojęzyczne, w zależności od przyjętej metodologii od dwudziestu do pięćdziesięciu ośmiu, a nawet siedemdziesięciu procent dzieci w czasie lekcji się nudzi. Polski badacz Józef Kozielecki już parę lat temu zwracał uwagę, że szkoła jest ufundowana na nudzie i lęku. W moich badaniach ten lęk też wyszedł. I to właśnie powiązany z nudą.

 

 

-Czego boją się dzieci w szkołach?

 

Boją się mówić o swoim doświadczeniu nudy, obawiają się skrytykować nauczyciela, boją się jego agresji, konsekwencji swojego niedostosowania do sposobu pracy. Ten wątek był dla mnie zaskakujący. Zlepienie tych dwu doświadczeń: nudy i lęku, w badaniach anglojęzycznych, które analizowałam, nie wystąpiło. Lęk owszem − pojawiał się wszędzie, ale osobno. To powiązanie pojawiło się wyraźnie w moim badaniu. A jeśli uczniowie boją się mówić o doświadczeniu nudy, o ilu jeszcze innych rzeczach, których doświadczają w szkole, boją się mówić?

 

 

-Co uczniowie powiedzieli o nudzie?

 

-Najpierw nauczyciele. Według nich nuda to taka sytuacja, w której uczniowie nie są zajęci. Nauczyciele od razu dodają: moi uczniowie są zajęci, u mnie ten problem nie istnieje. I ja nie zakładam, że nauczyciele zaklinają rzeczywistość, tylko rzeczywiście często się starają. Mają pomoce dydaktyczne, rzutniki, wskaźniki, robią wiele, żeby uczniowie byli zajęci. Ich odczucie jest zbieżne z takim najprostszym rozumieniem zjawiska nudy.

 

 

-A dzieci?

 

Uczniowie idą w analizie, w rozumieniu tego stanu dużo dalej, głębiej nawet niż badania, które przeprowadzano. Mówią, że nuda wiąże się z niskim stanem emocjonalnym, że to obniżona motywacja, lekka nerwowość. Współistnieje z obniżonym nastrojem. Dzieci mają poczucie braku decyzyjności i odłączenia.

 

 

 

-Jest 2018 rok. Czego uczy polska szkoła?

 

– I to jest szalenie ciekawe dla pedagogów, że dzieci postrzegają nudę jako brak decyzyjności i odłączenie, pustkę. Przebywają w otoczeniu innych osób, które w sumie lubią, ale nic razem z nimi nie mogą zrobić. To nie jest wyalienowanie takie, jak wtedy, gdy człowiek sam wychodzi poza nawias, poza innych. Dla mnie jest to przerażające. Bo wszyscy doświadczamy w życiu różnych durnych i nudnych rzeczy…

 

 

– …tylko że dzieci mają tego nieporównanie więcej.

 

Mogą być zajęte, a jednocześnie, będąc zajętymi, doświadczają odcięcia, odizolowania i pustki. Są zamknięte w sytuacji, w której jednocześnie są w grupie, ale nie mogą z tą grupą swobodnie pracować.[…]

 

 

-Bardzo to jest ciekawe. Może należałoby zmienić to równanie, w którym po jednej stronie stoją uczniowie, a po drugiej nauczyciel, na równanie z niewiadomą: po jednej stronie będą uczniowie i nauczyciel, a po drugiej owa niewiadoma – temat lekcji, zadanie. W takim układzie nauczyciel będzie liderem…

 

Czytaj dalej »



Foto: www.google.com/

 

Na portalu „Edunews” zamieszczono w minioną sobotę tekst Tomasza Tokarza, zatytułowany „Do czego mi się to przyda?”. Uznaliśmy, że jest to znakomity poradnik dla nauczyciela, który ma kłopoty w uzasadnianiu swoim uczniom sensowności tego, do uczenie ich czego („wkuwania”) został on zmuszony obowiązującą go podstawą programową. Oto ten tekst bez skrótów – pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE:

 

 

Nastolatkowie są dzisiaj maksymalnie pragmatyczni, dużo bardziej pragmatyczni niż starsi.. Ich mózgi bardzo oszczędzają energię. Jeśli ją zużywają to głównie po to by zaspokajać swoje potrzeby: uznania, akceptacji, poczucia sensu i zabawy.

 

Jeśli uczniowie mają wykonać jakąś pracę to potrzebują uzasadnienia. Nie chcą pracować „za miskę ryżu”. Stąd częste pytanie: „do czego mi się przyda?” – zupełnie zrozumiałe, będące przejawem krytycznego myślenia, objawem racjonalizmu. Po cóż bowiem mieliby marnować tyle energii na uczenie się rzeczy, które nie mają na nic przełożenia? Skoro świat wokół jest taki ciekawy?

 

Ponieważ dorośli nie mają pojęcia, do czego uczniom mogą im się przydać szkolne informacje próbują stosować różne strategie:

 

a) maturalna„bo to będzie na maturze”. Czasem to działa nawet, bo uczniowie wiedzą, że jeśli chcą iść na studia to muszą tę maturę zaliczyć. Czasem perspektywa matury to jedyny motywator, by przyswajać szkolne dane. Dlatego uczniowie ryją, byle móc już się od szkoły uwolnić. Ale na dłuższą metę to strategia zawodna, bo przecież nie zdają wszystkich przedmiotów na maturze. I „wciskanie kitów” ma swoje granice.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.juniorowo.pl

 

 

Na portalu „Juniorowo” zamieszczono artykuł Elżbiety Mathey pt.Dzieci lubią zdobywać wiedzę, wystarczy że…”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy. Jest niezbędna, żeby dzieci chętnie się uczyły i żeby nauka była efektywna. Bo dzieci nie uczą się dlatego, że im każemy. Z nakazu co najwyżej przygotowują się do klasówek. Prawdziwa nauka, taka, której efektem jest trwała wiedza i umiejętności, pochodzi z zaciekawienia. To dzięki ciekawości dzieci poznają świat, sięgają po książki, zadają pytania, eksperymentują, badają rzeczywistość i coraz więcej wiedzą.

 

Niestety szkolny podawczy sposób przekazywania wiedzy bardzo szybko w dzieciach tę ciekawość świata tłumi. Nie zamierzam tu jednak skupiać się na problemach edukacji szkolnej, lecz raczej na tym, jak my rodzice możemy podsycać i rozwijać tę postawę zaciekawienia? Niektórzy mówią, że jeśli chcemy wykorzystać potencjał dziecięcej ciekawości, wystarczy jej nie przeszkadzać. Moim zdaniem naszą rolą – rodziców i nauczycieli – jest nie tylko nieprzeszkadzanie, które rozumiem jako pozostawianie pewnej swobody w poznawaniu świata, ale też inspirowanie i pielęgnowanie dziecięcej ciekawości.

 

Do napisania o ciekawości zainspirowała mnie seria książek dla dzieci „Zakład, że tego nie wiesz”, której pierwszy tom właśnie trafił do sprzedaży. Patronami tej serii są Uniwersytet Dzieci oraz telewizja Da Vinci – eksperci w rozbudzaniu dziecięcej pasji poznawczej. A oto, dlaczego ten cykl szczególnie mi się spodobał i co nam mówi o dziecięcej ciekawości. 

 

 

Od osobistego doświadczenia ku nowej wiedzy

 

Dziecięce zainteresowanie budzi najczęściej to, co dzieci dotyczy. Coś, co jest im bliskie i wiąże się z ich własnym życiem, ale jednocześnie jest trochę nie znane, zaskakujące, intrygujące. Pierwszy tom serii „Zakład, że tego nie wiesz” ma tytuł „Dlaczego nie da się żyć bez telefonu komórkowego?”. Telefon komórkowy to element codziennego życia zarówno dorosłych, jak i małolatów. Nie jest to więc temat abstrakcyjny i odległy, lecz bardzo bliski. Jednocześnie wiele z tego, co młodzi czytelnicy znajdą w tej książeczce będzie dla nich nowe i zaskakujące, a nawet prowokujące. Zresztą nie tylko dla młodych czytelników, bo i dorośli nie raz otworzą szeroko oczy ze zdziwienia.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.etwinning.pl

 

Ewa Przybysz-Gardyza – nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i języka angielskiego w szkole podstawowej, Ambasador Programu eTwinning, należy do społeczności Superbelfrzy

 

7 lutego na portalu SUPERBELFRZY zamieszczono artykuł Ewy Przybysz-Gardyzy, zatytułowany „Zespół nauczycielski jako grupa mastermind”. Oto jego fragmenty:

 

Pojęcie grupy mastermind wywodzi się z biznesu. Pierwszy raz opisał je Napoleon Hill w książce „Prawa sukcesu”. Pojęciem tym określa się grupę ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy wspierają się wzajemnie, udzielając sobie rad i wspólnie rozwiązując problemy.

 

W praktyce grupy mastermind funkcjonują najczęściej w świecie drobnych przedsiębiorców, którzy nie mogą pozwolić sobie na płatne porady specjalistów. […] Każdy z uczestników takiej grupy dzieli się swoimi doświadczeniami i pomaga wypracować rozwiązanie.

 

Czyż nie do tego właśnie służą zespoły nauczycielskie? Zarówno zespoły przedmiotowe, jak i wychowawcze z założenia powinny spotykać się regularnie po to, by omawiać pojawiające się problemy i wspólnie poszukiwać rozwiązań. Mogą też planować różne wspólne przedsięwzięcia, jak np. szkolne imprezy, konkursy czy projekty.

 

Niestety, w wielu polskich szkołach zespoły funkcjonują jedynie na papierze. Nauczyciele twierdzą, że nie mają czasu na spotkania, gdyż każdy członek zespołu ma inny plan zajęć i trudno jest ustalić godzinę odpowiednią dla wszystkich. A szkoda, gdyż potencjał zespołów nauczycielskich jest ogromny!

 

Czytaj dalej »



Foto: www.kph.org.pl

 

Joanna Skonieczna

 

 

Paulina Januszewska jest autorką wywiadu z Joanną Skoniecznąkoordynatorką programów w obszarze „Równe Traktowanie”” stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii”, zamieszczonego w miniony piątek na stronie „Krytyki Politycznej”.

 

Punktem wyjścia tej rozmowy jest odwołanie do artykułu Janusza Schwertnera, zatytułowanego Miłość w czasach zarazy, który został opublikowany 3 lutego na portalu ONET.

 

Oto fragmenty wywiadu Pauliny Januszewskiej z Joanną Skonieczną:

 

 

Paulina Januszewska: Zaskoczyło panią coś w reportażu Janusza Schwertnera?

 

Joanna Skonieczna: Mimo tego, że artykuł jest bardzo poruszający i trudny, pokazuje smutną i niestety dobrze znaną mi rzeczywistość, z którą młodzież mierzy się od lat. Również od dawna tematem homofobii i transfobii zajmuje się KPH, która już w 2018 roku informowała o tym, że blisko 70 proc. nastolatków LGBT ma myśli samobójcze, a połowa – objawy depresji. Młodzież wymaga fachowej pomocy psychiatrycznej, a na tą w Polsce liczyć nie może. Jednak, warto zwrócić uwagę, że choć dyskusję po publikacji reportażu Onetu zdominowała kwestia dramatycznego stanu psychiatrii dziecięcej, problem dyskryminacji i przemocy zaczyna się już w środowisku szkolnym.[…]

 

Dalej panie rozmawiają o przypadkach samobójstw wśród młodych osób nieheteroseksualnych i przechodzą do problemu leczenia depresji u takich pacjentów w polskich szpitalach psychiatrycznych:

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.bezprawnik.pl

 

 

Na portalu ngo.pl PUBLICYSTYKA znaleźliśmy (zamieszczony tam 19 listopada ub. roku) felieton Aliny Czyżewskiej, zatytułowany „Odczepcie się od wyglądu uczniów i przestańcie łamać prawa człowieka”. Będąc po lekturze artykułu Aleksandy Pucułek pt. Statut szkoły: „Ubrania i ozdoby nie mogą propagować mniejszości seksualnych”. To łamanie prawa? [„Gazeta Wyborcza” – www.lodz.wyborcza.pl/lodz/], uznaliśmy, że warto przypomnieć ten tekst Aliny Czyżewskiej. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

To naprawdę nie jest wasza sprawa, nauczyciele i nauczycielki. Macie przyglądać się rozwojowi uczniów – nie tropić, czy pod rękawem są tatuaże, tylko mieć uważność i mądrość, kiedy spod rękawa wystają blizny od samookaleczania. Albo sińce od przemocy w domu. To powinno zwracać waszą troskliwą uwagę. Nie pofarbowane włosy. […]

 

W wielu szkołach za makijaż, kolczyk w nosie albo kilka w uchu, pomalowane paznokcie, pofarbowane włosy – nawet na naturalny kolor (a co dopiero na zielony!), za dredy czy tatuaż uczniów i uczennice spotykają szykany. Dostają nagany, ujemne punkty z zachowania, słyszą groźbę wydalenia ze szkoły za niepodporządkowanie się, otrzymują uwagi, bywają publicznie wyśmiewani i wyśmiewane przez nauczyciela, gdy ich wygląd nie odpowiada jego gustowi. Bywa nawet tak, że szkoła nie stworzyła w statucie obostrzeń w tej sprawie, ale na przykład matematyczka „nie życzy sobie”, aby na jej lekcji ktoś miał makijaż. Nakazuje więc uczennicy natychmiast pójść do toalety umyć twarz.

 

Powiecie: „ale w szkole trzeba wyglądać porządnie!”. Po pierwsze: co to znaczy: porządnie? Po drugie: jaki przepis to określa? Po trzecie: a dlaczego w zasadzie trzeba wyglądać „porządnie” – w rozumieniu braku makijażu, niefarbowanych włosów? Czy to znaczy, że nauczycielki w makijażu, farbowanych włosach i z kolorowymi paznokciami wyglądają nieporządnie? A może uważacie, że te rzeczy są „porządne” dopiero od pewnego wieku? Od jakiego? Kto o tym decyduje? Bo na pewno nie prawo.

 

Kto decyduje o estetyce?

 

Żadne prawo nie nakazuje komukolwiek podporządkowywać się gustowi innej osoby. […] Dlaczego więc subiektywna ocena nauczyciela ma decydować o tym, co jest u ucznia estetyczne? Zadania i obowiązki nauczyciela, ucznia oraz szkoły są określone w prawie. Osobiście nauczyciel może mieć zdanie o kolorze moich włosów, ale żadne prawo nie pozwala mu na ingerowanie w tę przestrzeń, kiedy pełni funkcję publiczną – czyli kiedy jest nauczycielem.

 

W szkole rządzi prawo, a nie widzimisię

 

Zerknijmy w obowiązki nauczyciela (Karta Nauczyciela):

 

Czytaj dalej »



Foto: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

Tekst z rysunku:

Tomek ma smykałkę do rachowania, Adam do figli płatania.

Mnie to nie dotyczy. Spływam do mieszkania.

 

 

 

[…] Niektórzy nauczyciele szkół podstawowych nie wytrzymują już nerwowo nie tylko korytarzowego hałasu, ale w ogóle UCZNIOWIE PRZESZKADZAJĄ IM W PRACY. Najlepiej, jakby w ogóle nie przychodzili do szkoły. Skoro jednak już przychodzą, to mają być cicho, grzeczni, posłuszni, uniżono-dyszący i przepraszający, że ośmielili się czegoś nie nauczyć, że czegoś nie wiedzą, nie rozumieją, nie potrafią.

 

To skandal. Tacy uczniowie powinni być wychłostani na korytarzu, a że jest to niedozwolone w polskim prawie, to są biczowani zwierzęcym wprost wydzieraniem się niektórych nauczycielek na nich. […]

 

Jak jednak dzieci mają zgłaszać się do odpowiedzi, skoro już samo sformułowanie pytania i wydanie go w tonacji mającej ich porazić, mają zgłaszać się czy włączać do analizy werbalnej jakiegoś problemu. Przecież to strach się odezwać, bo jak któryś powie źle, to pani tak się na niego wydrze, tak go sponiewiera przed klasą, żeby mu się odechciało! No, a jak nikt się nie zgłosi, to taka zaburzona nekrofilka wystawi wszystkim jedynki!

 

Ma władzę! Ma stopnie! Niech sobie szczeniaki nie myślą, że im odpuści! Niech się trzęsą ze strachu, niech lęk sponiewiera ich dusze, bo tu ona rządzi i decyduje o tym, kto jest kim i na co zasługuje! […]

 

Będą nadal wydzierać się na uczniów, bo już nie potrafią inaczej. Są tak głęboko sfrustrowani, zranieni, dotknięci jakimiś uwarunkowaniami, na które uczniowie nie mają wpływu, ale są OFIARAMI, zakładnikami TOKSYCZNYCH NAUCZYCIELEK lub NAUCZYCIELI, że nie potrafią zachowywać się inaczej. To ukryci KACI DZIECIĘCYCH DUSZ, NISZCZYCIELE SENSU UCZENIA SIĘ.

 

 

Cały tekst „Wypaleni nauczyciele niszczą dziecięce serca do nauki” *    –    TUTAJ

 

 

*Autorem całego tekstu (pochodzącego z bloga „PEDAGOG”), którego fragmenty przytoczyliśmy powyżej, jest prof. dr hab. Bogusław Śliwerski – kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego, od 2011 roku przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN (10 grudnia 2015 r wybrany na drugą kadencję), od grudnia 2015 roku członek „Grupy Ekspertów Dobrych Zmian w Edukacji” w Ministerstwie Edukacji Narodowej. W 2019 r. Fundacja Nauka Polska skierowała przeciwko niemu udokumentowane oskarżenie o popełnienie licznych autoplagiatów w swoich pracach. Na tej podstawie rektor Uniwersytetu Łódzkiego skierował sprawę do rzecznika dyscyplinarnego uczelni. [Źródło: www.pl.wikipedia.org]

 



Foto: Jacek Domiński [ www.bryk.pl]

 

                                                          Egzamin ósmoklasisty – 2019 rok

 

 

Wczoraj, na stronie „Rzeczpospolitej” znaleźliśmy artykuł Michała Szułdrzyńskiego, zatytułowany „Smutny ranking podstawówek”. Najcenniejsze są tam nie wyniki rankingu (!) warszawskich szkół podstawowych, a wnioski, które na ich podstawie wyprowadził autor tej publikacji. Oto wybrane fragmenty artykułu (podkreślenia – redakcja OE) i link do jego pełnej wersji:

 

[…] Portal dla rodziców zestawił wyniki zeszłorocznych testów ósmoklasisty. A był to pierwszy test po likwidacji gimnazjów i powrocie do ośmioletniej podstawówki. Nie będę pisał, które szkoły znalazły się na podium. Ważne wydało mi się coś innego. W czołówce rankingu królują szkoły prywatne i społeczne. Pierwsza państwowa szkoła znalazła się dopiero na 27. miejscu, w pierwszej pięćdziesiątce znajduje się ich ledwie pięć. Najsłabsze różnego rodzaju niepubliczne szkoły (katolickie, społeczne itp.) zajmują miejsca mniej więcej w połowie drugiej setki. A później – aż do ostatniej, 306. pozycji – królują szkoły państwowe czy, precyzyjniej, gminne. […]

 

To oczywiście nie oznacza, że uczniowie z publicznych podstawówek nie mają szans na dobre liceum ani później na dobre studia. Najlepsi, nawet ze słabych szkół, dzięki swojej pracy i pomocy rodziców dadzą sobie radę. Ale popatrzmy przez pryzmat statystyk i wielkich liczb. System edukacyjny, zamiast likwidować nierówności, konserwuje podział społeczny, a ściślej – klasowy. Statystycznie dzieci z bogatych rodzin mają większe szanse skończyć prawo, medycynę czy informatykę, co może im dać bogactwo w przyszłości. Statystycznie dzieci z biedniejszych rodzin mają znacznie mniejszą szansę na skończenie dobrych studiów. I choć konstytucja mówi o zapewnieniu „równego dostępu do edukacji”, widzimy, że coraz bardziej staje się to fikcją.

 

Zjawisko to jest pogłębiane przez politykę obecnych władz. Trwałe niedofinansowanie szkół publicznych jest bowiem jedną z najpoważniejszych jego przyczyn. Choć rządzący wiele mówią o społecznej solidarności, ich polityka prowadzi do zwiększania nierówności przez ukrytą prywatyzację usług publicznych. Rząd, zamiast polepszać jakość edukacji dostępnej dla każdego, woli dawać obywatelom 500 zł. […]

 

Z powodu niskich zarobków w szkołach publicznych nasila się selekcja negatywna pedagogów. Gorsi nauczyciele gorzej sobie radzą z realizacją programu. Stąd też bierze się kolejna plaga – ogrom zadań, które uczniowie muszą wykonać w domu. I to znów potęguje nierówności. Dzieci z rodzin o większym kapitale kulturowym mogą liczyć na pomoc rodziców w poznaniu materiału, którego nie przekazali nauczyciele. Dzieci słabiej wykształconych rodziców albo te, które mieszkają w małych mieszkaniach, gdzie nie mają miejsca na to, by w ciszy skupić się nad pracą domową, skazane są na porażkę. Miarą systemu edukacyjnego jest bowiem nie tylko to, czy daje możliwość superzdolnym dzieciom rozwinięcia skrzydeł, ale też to, jak generuje się wartość dodaną, jak systemowo pomaga się awansować społecznie dzieciom mniej zdolnym lub tym z uboższych rodzin. I tak koło się zamyka. 

 

 

Cały artykuł „Smutny ranking podstawówek”    –    TUTAJ

 

 

Źródło: www.rp.pl



Foto: www.facebook.com/piotr.jesionowski.9

 

Piotr Jesionowski (z synem – na stadionie Stamford Bridge w Londynie) – właściciel centrum języków obcych w Sianowie (pow. koszaliński), gdzie pracuje również jako lektor oraz metodyk. Jest on także nauczycielem j. angielskiego w V LO w Koszalinie. Publikacje na stronach internetowego miesięcznika idei „Nowa Konfederacja”, a także „Klubu Jagiellońskiego”.

 

 

 

Wczoraj w e-wydaniu, a dziś w wersji drukowanej „Rzeczpospolita” zamieściła artykył, który już w tytule informuje nie tylko o jego treści, ale i autorze: „Piotr Jesionowski: Patorankingi polskiej edukacji”. Niechaj nam redakcja i wydawcy „Rzepy” wybaczę tych kilka, subiektywnie wybranych, obszernych cytatów, ale czynimybto nie dla zysku, a „dla sprawy”.

 

[…] Kilkanaście dni temu na łamach miesięcznika „Perspektywy” opublikowany został najnowszy ranking szkół średnich. Najlepsze licea oraz technika w Polsce zostały sklasyfikowane odpowiednio według kryteriów osiągnięć swoich uczniów w olimpiadach przedmiotowych oraz według wyników maturalnych zarówno na poziomie podstawowym, jak i rozszerzonym.

 

Część szkół otrąbiła sukces pedagogiczny, część wpadła w panikę. Tylko czemu i komu takie rankingi mają służyć? I gdzie w nich jest uczeń? Ze swoimi zdolnościami, pasjami i potrzebami? Jak długo jeszcze będziemy tkwić w pseudoedukacji, która niczego młodym ludziom i Polsce nie oferuje. Co gorsza, coraz więcej odbiera. […]

 

W tworzeniu rankingów podobnych do tego z „Perspektyw”, w którym dodatkowo przyznawane są nagrody moralne w postaci złotej, srebrnej oraz brązowej tarczy, nie ma niczego złego, jeśli byłyby traktowane w sposób podobny chociażby do Topu Wszech Czasów Trzeciego Programu Polskiego Radia. W tym roku wygrała piosenka „Bohemian Rapsody”, za rok więcej głosów otrzyma „Brothers in Arms”, a jeszcze rok później „No Woman No Cry”. W Trójkowym rankingu chodzi bowiem wyłącznie o zabawę i spędzenie dnia na słuchaniu dobrej muzyki. Różnej muzyki. A po skończonej audycji i tak wszyscy wracają do swoich światów.

 

Czytaj dalej »