Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Screen z zapisu filmowego na YouTube [www.youtube.com]

.

Jarosław Pytlak podczas wystąpienia na obywatelskim wysłuchaniu publicznym w CN Kopernik

 

 

Jak widzieliśmy obserwując w minioną sobotę obywatelskie wysłuchanie publiczne w sprawie zmian w podstawie programowej język a polskiego – uczestniczył w nim także Jarosław Pytlak. I zabrał tam głos – ale z powodu  limitu czasu na wystąpienia, określonego na 3,5 minuty – wyszedł stamtąd z niedosytem. I dlatego jeszcze tego dnia zamieścił na swoim blogu ten tekst:

 

 

Ja w imieniu wnuka…

 

Wysłuchanie obywatelskie w sprawie rozporządzenia dotyczącego zmian w podstawie programowej, zorganizowane 18 maja przez Fundację Stocznia i Centrum Nauki Kopernik, choć ograniczone do kwestii języka polskiego, a w praktyce listy lektur, stworzyło dobrą okazję, by upomnieć się o nowy styl działania MEN. I nie chodzi o bardziej sympatyczny od poprzedników sposób bycia pań kierujących resortem, bo to już mamy, ale oczekiwane przez lata profesjonalne i merytoryczne podejście do problemów edukacji. Z tym zaś jest krucho. Zgłosiłem chęć zabrania głosu, a że podobnie jak wszyscy na swoje wystąpienie otrzymałem jedynie trzy i pół minuty, przygotowałem wersję pisemną, starając się zapisać wszystko, co uznaję za istotne. Poniżej zamieszczam treść mojego exposè.

 

 

Szanowni Państwo!

 

Pozwalam sobie zabrać tutaj głos przede wszystkim w imieniu wnuka. Chłopak jak haman, rocznik 2019, naukę w szkole rozpocznie równo z reformą, którą zapowiada ministra Nowacka. Wydawać by się mogło, że debata na temat odchudzenia podstawy programowej go nie dotyczy. I faktycznie, wnuk mój nie ma zdania na temat tego, czy należy omawiać w szkole „Odprawę posłów greckich”, czy też nie. Jest mu obojętna kwestia dzieł Henryka Sienkiewicza, Adama Mickiewicza i innych autorów, których losy jeszcze się ważą. Prawdę mówiąc, jest na etapie czytania przygód „Kici koci”. Gdyby jednak nie dziecięca nieświadomość procesów dziejowych, byłby na pewno zainteresowany, by władze oświatowe postępowały roztropnie. O tym właśnie chcę tutaj powiedzieć jako jego dziadek i reprezentant. Bo od roztropnej polityki edukacyjnej zależy kształt przeszłej reformy, której mój wnuk będzie przymusowym pionierem. Chciałbym, żeby stał się jej beneficjentem a nie ofiarą. Awantura na temat zmian w wykazie lektur pokazuje, że roztropności i zdolności przewidywania skutków podjętych działań najwyraźniej zabrakło. I póki czas, warto z tego wyciągnąć naukę.

 

Co do samych lektur nasz postulat jest prosty: niech władze dotrzymają słowa. Skoro obiecano 20% redukcji treści – niech to będzie rzeczywiście 20% mniej pozycji na liście lektur obowiązkowych. Oczywiście można dyskutować, dlaczego akurat 20, ale z taką dyskusją nigdy nie dojdziemy do ładu. Fundamentem, także dla przyszłego reformowania, jest konsekwencja władz w realizacji przyjętego, skądinąd moim zdaniem słusznego planu.

 

Marzylibyśmy wraz z wnukiem, by decydenci rozumieli, że o edukacji nie należy rozstrzygać podczas wiecu, nieważne, czy będzie to meeting przedwyborczy Donalda Tuska, czy dziwoląg prawny, nazwany prekonsultacjami. Reformowanie systemu edukacji, niezależnie od skali, jest pracą dla ekspertów. Oczywiście dobranie ich to wielka sztuka. Władza musi świadomie wybrać i uczynić z nich wizytówkę swoich działań. Polityczna chwała za kolejną reformę może spłynąć na ekipę ministry Nowackiej, ale pracę merytoryczną powinni wykonać nieanonimowi fachowcy, najlepiej dobrani w sposób konkursowy. A jeśli już się ich wybierze, należy pozwolić im pracować. Owszem, proces tworzenie nowych rozwiązań powinien być transparentny dla społeczeństwa, raportowany w zapowiedzianych wcześniej etapach. Owszem, należy czerpać z dorobku wielu inicjatyw społecznych, jakie w dziedzinie edukacji kwitły w ostatnich latach. Przygotowywane rozwiązania nie powinny być jednak przedmiotem plebiscytu. Wystarczą przewidziane w praktyce legislacyjnej konsultacje. Trzeba tylko rzetelnie analizować otrzymywane uwagi i sugestie, a nie postępować tak, jak w przypadku prac domowych, gdy większość głosów w konsultacjach była głęboko krytyczna, a w rozporządzeniu dokonano zmian jedynie kosmetycznych. Porządek polityczny wygrał z porządkiem merytorycznym, co źle rokuje w perspektywie prac nad reformą.

 

Kazus listy lektur pokazuje, że nie ma mowy o ideowo-moralnej jedności narodu. Przeciwstawianie Ordo Iuris „zbuntowanym polonistom” jest mylącym uproszczeniem. Bez poszukiwania złotego środka i kompromisu, bez rzetelnego wsparcia naukowego, będziemy niczym wahadło wędrować od koncepcji liberalnej do narodowo-patriotycznej i z powrotem. A przecież okrojenie listy lektur to drobiazg w porównaniu z koniecznością wypracowania nowej wizji systemu, która musi być do przyjęcia dla możliwe szerokiego grona odbiorców. Tymczasem skala emocji i kontrowersji, jakie wywołała ta jedna sprawa, w gruncie rzeczy banalna, powinna być przestrogą na przyszłość.

 

Póki co, niech eksperci MEN pochylą się nad opiniami zgłoszonymi w ramach tych właściwych, trwających trzy tygodnie konsultacji i niech dokonają cięć w zakresie wcześniej założonych 20%. To wystarczy, by wywiązać się z wcześniejszej zapowiedzi. Warto jednak szybko rozważyć powołanie Komisji Edukacji Narodowej, jeśli już nie apolitycznej i samodzielnej, jak sugerowano przed ostatnimi wyborami w kręgach ówczesnej opozycji, to przynajmniej jako doradczego ciała eksperckiego przy MEN. Dwa lata na przygotowanie reformy to bardzo mało czasu. Mówiąc prawdę, o wiele za mało. Ale jeśli musi być go tylko tyle, to tym bardziej trzeba szybko ogłosić precyzyjny harmonogram i zaprezentować ludzi, którzy obok polityków będą swoimi nazwiskami i dorobkiem firmować proces wykuwania tej reformy.

 

O co obaj z wnukiem bardzo gorąco apelujemy…!

 

 

 

Źródło:  www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 



 

Zgodnie z informacją, przekazaną przez nas 10 maja – dzisiaj, w „Centrum nauki Kopernik”, z inicjatywy  Fundacji „Stocznia”   i   Centrum Nauki Kopernik   odbyło się Obywatelskie wysłuchanie publiczne dotyczące zmian w podstawie programowej j. polskiego.

 

 

Oto fragmenty tekstu z „Gazety Wyborczej”, zamieszczonego dzisiaj o godz. 15.00, informującego o przebiegu tego wydarzenia:

 

 

Wysłuchanie publiczne o podstawie programowej. Z kierownictwa MEN nikt nie przyszedł

 

[…]

 

Niestety, nikt z kierownictwa MEN na spotkanie nie dotarł. Wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer na te zarzuty odpowiedziała na portalu X, że obecni są MEN-owscy eksperci i przedstawiciele Instytutu Badań Edukacyjnych, który podlega MEN-owi. – Ale liczyliśmy na kierownictwo podkreśla Iga Kazimierczyk. […]

 

Na wysłuchanie przyszła Dorota Łoboda, członkini sejmowej komisji edukacji. Wyraziła nadzieję, że ktoś z resortu przysłuchuje się mówcom, bo była transmisja online. – Przyszłam, bo wywodzę się z tego środowiska i wierzę, że dialog ze społeczeństwem obywatelskim jest bardzo ważny – mówiła.

 

Wszyscy zgadzali się, że cięcia są potrzebne, bo dzieci są zbyt mocno obciążone. – Ale domagamy się urzeczywistnienia tej obietnicy 20 proc.podkreślała Anna Schmidt-Fic z Protestu z Wykrzyknikiem.

 

Postulat poważniejszych cięć wybrzmiewał w wielu głosach. Alicja Pacewicz z SOS dla Edukacji przekonywała, że im mniej lektur, im mniej treści w podstawie programowej, tym więcej zaufania do nauczycieli. […]

 

O tym, że w przypadku języka polskiego odchudzanie o 20 proc. się nie udało, mówiło sporo ekspertów i praktyków. Według nich to „pudrowanie trupa„, „nie ma nic wspólnego z odchudzaniem„, „zaledwie o 2 proc., nie 20„, „to jakiś żart, nie dostrzegam różnicy„. […]

 

Filolog z UJ prof. Krzysztof Biedrzycki zgadza się, że walka na kolejne tytuły z kanonu nie ma sensu. Według niego ważna jest nauka komunikacji. I zachęcenie dzieci do wyrobienia sobie nawyku czytania. – Powinniśmy skupić się na tym, żeby dzieci rozczytać – mówił. – Pokazać im, że literatura może mówić coś ważnego, co dotyczy ich życia, emocji, że literaturę można lubić. Kanon to rzecz wtórna – podkreślał.[…]

 

Dr Kinga Białek, dydaktyczka z Polsko-Amerykańskiej Szkoły Wolności i szefowa zespołu ekspertów, którzy odchudzają podstawę programową z języka polskiego, podkreślała, że to ważne, żeby się usłyszeć. Przypomniała, że odchudzanie podstawy programowej to właściwie jej urealnienie i to dopiero pierwszy etap reformy. Drugim etapem ma być nowa podstawa, wdrażana od 2026 r. I to te zmiany mają być oparte na głębokich przemyśleniach, badaniach i konsultacjach, jak zaznaczyła dr Białek.

 

Mówiła, że największy spór dotyczy „Potopu” i „Odprawy posłów greckich”. – Zastanawiamy się, czy „Potop” pozostawić jednak we fragmentach – dodała. – Obecna podstawa programowa jest niemożliwa do zrealizowania. Pozostawia za mało czasu na autonomię nauczycielską i uczniowską – podkreślała dr Białek.  Dlaczego jednak to odchudzenie jest tak skąpe? – Jest dużo zmian, trudno to wyliczyć. Ale chodzi o to przede wszystkim, że koncepcja egzaminów nie może się zmienić. Również zmian w podręcznikach nie może być dużych, żeby ich nie wymieniać. Takie były założenia pracy zespołu. Dopiero od 2026 roku możemy spodziewać się całkowitych zmian – podkreśla dr Białek.

 

 

 

Cały  tekst „Wysłuchanie publiczne o podstawie programowej. Z kierownictwa MEN nikt nie przyszedł”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

 

 x          x          x

 

 

Wszystkich zainteresowanych zapoznaniem się z przebiegiem tego wysłuchania obywatelskiego odsyłamy na YouTube. Zapis wydarzenia ogląda się 4 godziny i 8 minut:

 

 

 

 

Obywatelskie wysłuchanie publiczne dotyczące zmian w podstawie programowej (język polski)   –  TUTAJ

 

 



Dzisiejsza propozycja lektury jest bardzo nietypowa. Nie proponujemy jednego tekstu, a udostępniamy bardzo obszerny materiał, zamieszczony na portalu Eurydice, w którym zebrano – w układzie chronologicznym odwróconym, wykaz wszystkich decyzji i inicjatyw legislacyjnych, jakie powstawały w MEiN oraz MEN w latach 2022, 2023 i 2024.

 

To lektura bardzo interesująca i pozwalająca na kompleksową i całościową ocenę procesów decyzyjnych kolejnych ekip ministerialnych, zarządzających w tych latach polską edukacją.

 

 

 

 

Reformy w dziedzinie edukacji szkolnej  –  TUTAJ

 



Foto: www.pl.linkedin.com/in/marta-grzesko-nyczka

 

Dr Marta Grześko-Nyczka

 

 

Oto post, zamieszczony na fejsbukowym profilu dr Marty Grześko-Nyczki, która pracuje jako nauczyciel akademicki w Instytucie Pedagogicznym Akademii Nauk Stosowanych im. Jana Amosa Komeńskiego w Lesznie. Trafiliśmy tam z profilu Anny Szulc:

 

 

Krótkie podsumowanie I Konferencji z cyklu „Bądźmy zmianą na miarę Komeńskiego”, której głównym tematem były możliwości i potrzeby oddolnych zmian edukacji w Polsce.

 

Anna Szulc zwróciła uwagę na to, że „podchodzimy do szkoły tak, jakby nie była związana z życiem. Szkoła powinna spełniać funkcję społeczną. Szkoła jest najlepszym miejscem do tego, aby każdy wiedział, co to jest szacunek i zrozumienie indywidualnych potrzeb. Miejscem do tego, by współpracować i działać wspólnotowo. Jeżeli my się oglądamy na to, że „góra” nam zmieni szkołę, to nic się nie zmieni. Musimy działać oddolnie. Jestem o tym w pełni przekonana”.

 

Podkreślał to również Jakub Tylman mówiąc, że „jako środowisko nauczycielskie my zawsze na coś czekamy. Moja mama, emerytowana nauczycielka, całe życie czekała.. czekała na zmiany kolejnego ministra i nic się nie wydarzyło. Możemy albo czekać, albo działać!”

 

Agata Karolczyk-Kozyra dodała, że: „tylko my (nauczyciele) jesteśmy w stanie zmienić naszą polską edukację dbając o rozwój kompetencji transferowalnych u uczniów”.

 

Anna Dratwińska podkreśliła w swojej wypowiedzi m.in. znaczenie wsparcia w tworzeniu zmian: „Szkołę tworzą ludzie, a Ci, na których ja trafiłam są właśnie wyjątkowi. Trafiłam również na nieocenioną Panią Dyrektor, która jest takim samym poszukiwaczem lepszych rozwiązań jak ja i w moim mniemaniu wspólnie możemy góry przenosić. Moja pani Dyrektor Kinga Karaś jeszcze nigdy nie powiedziała mi, że czegoś nie mogę. Zawsze mnie wspiera i mówi: próbuj, zobaczymy co z tego wyjdzie. Próbuj, może uda nam się przekonać resztę. Próbuj! No więc próbuję, a za te możliwości Pani Dyrektor przy okazji dziękuję”.

 

W nawiązaniu do przedstawionych, licznych przykładów efektywnych praktyk edukacyjnych, Barbara Kochanek postawiła pytanie: „Skoro to co oni robią jest takie wspaniałe, dlaczego nie jest powszechne? Przecież to widać, że to działa. Nad tym zastanawialiśmy się w I LO, co zrobić, żeby to działało…”. Okazuje się, że niezwykle ważne jest poczucie zbiorowej skuteczności, a można to wypracować tylko działając RAZEM. W literkach tego słowa kryją się również fundamenty nowoczesnej edukacji: Relacje, Atmosfera, Zespół, Emocje, Mądrość.

 

Do zbiorowej mobilizacji i tworzenia nawet najmniejszych inicjatyw na rzecz zmian edukacyjnych zachęcały Agnieszka Pałys, Marta Bodys, Katarzyna Wolniak reprezentujące Projektujemy przyszłość. Edukacja, WPT – Wrocławski Park Technologiczny. Więcej informacji: https://plandlaedukacji.pl/ […]

 

Jak podkreśliła Marta Kondracka-SzalaCzłowieka ogranicza sam człowiek„. Myśl ta wybrzmiała również w wypowiedziach studentów, którzy wymieniali, co moga zrobić już dziś, aby wkraczając do szkół jako nauczyciele, nie stanowili dla siebie samych ograniczania w tym, by iść pod prąd, ale zarazem zgodnie ze swoimi wartościami i przekonaniami dotyczącymi kształcenia.

 

Mając świadomość ogromu wyzwań, jakie składają się na budowanie zmiany edukacyjnej, jako uczelnia wyższa, chcemy wspierać nauczycieli merytorycznie, inspirować do zmian i w tych zmianach towarzyszyć. Dziękujemy za obecność oraz dokładanie wszelkich starań, by tworzyć warunki kształcenia na miarę XXI wieku.

 

Nasza przyszłość siedzi w ławkach szkolnych – pamiętajmy o tym! […]

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/grzeskonyczka/



Wczoraj ( maja 2024 r.) na „Portalu Samorządowym PAP” zamieszczono zapis rozmowy z prezeska Fundacji Teach for Poland o przyszłości zawodu „nauczyciel” w Polsce. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:

 

 

Ekspertka: Selekcja do zawodu nauczyciela zwiększyłaby jego prestiż

 

Selekcja do zawodu nauczyciela zwiększyłaby jego prestiż, ale ta w Polsce praktycznie nie istnieje. Wystarczy wysłać CV do szkoły – powiedziała PAP Katarzyna Nabrdalik  –   prezes Fundacji Teach for Poland wspierającej młodych nauczycieli na starcie kariery.

 

 

 Foto: https://crido.pl/people/katarzyna-nabrdalik/

 

Katarzyna Nabrdalik  –  Prezeska Fundacji Teach for Poland

 

 

PAP: Twierdzą państwo, że w Polsce niedługo zacznie brakować nauczycieli, co was skłania do takiej konstatacji?

 

Katarzyna Nabrdalik: Już w tej chwili są braki kadrowe. Tak naprawdę nie wiemy, ilu nauczycieli i gdzie dokładnie brakuje, gdyż dane, którymi dysponujemy, nie są pełne. Wielu nauczycieli ma po kilka etatów, oprócz umowy o pracę, mają jeszcze umowy zlecenia, uczą w kilku szkołach, a część z nich to osoby, które z emerytury wracają do pracy. Oficjalnie jest 11 tysięcy wakatów, lecz to zaniżona liczba.

 

Najbardziej niepokojący wydaje się brak chęci młodych nauczycieli, żeby wciąż być w zawodzie. Obserwujemy wśród nich ogromne wypalenie zawodowe, stąd decyzje o odejściach, a wiele osób rozważa taką decyzję. Poza tym coraz mniej młodych ludzi wiąże swoją przyszłość z byciem nauczycielem, to nie jest nawet jedna z pierwszych pięciu opcji, o których myślą. Wydaje się więc, że braki kadrowe będą się jeszcze pogłębiały i nie zmieni tego nawet demografia – po prostu klasy będą mniej liczne. [,…]

 

 

PAP: Na czym polega wasz program wsparcia młodych nauczycieli i ile osób obejmuje?

 

K.N.: W tym roku będzie to 100 osób, właśnie skończyliśmy proces rekrutacji i selekcji. To jest nasza czwarta edycja Programu Rozwoju EduLiderstwa, który trwa dwa lata i jest kompleksowym programem rozwoju i wsparcia początkujących nauczycieli ze stażem do pięciu lat pracy w szkole. Program jest też dla osób, które nigdy w szkole nie uczyły, tylko np. pracowały w sektorze publicznym, chciałyby zmienić ścieżkę kariery, nie mają pełnych kwalifikacji w postaci studiów pedagogicznych, ale dzięki naszemu programowi, naszej współpracy ze szkołami i kuratoriami, mogą wejść do szkół i zacząć uczyć, uzupełniając przygotowanie pedagogiczne w trakcie programu.

 

Natomiast jeśli chodzi o kształcenie nauczycieli, to uważamy, że w Polsce studia pedagogiczne nie przygotowują młodych ludzi do roli, jaką powinni pełnić, wykonując zawód nauczyciela – roli towarzysza, mentora, osoby, która umie budować relacje z młodym człowiekiem, rozwija jego kompetencje na przyszłość, nie skupia się tylko na „ocenozie”, przygotowaniu młodych do egzaminu, tylko przygotowaniu ich do życia. W programie mamy dużo warsztatów praktycznych, np. o komunikacji bez przemocy, pierwszej pomocy psychologicznej, ale też bardzo dużo autorefleksji, rozwoju ich kompetencji liderskich. Każdy z naszych początkujących nauczycieli ma tutora, który pracuje z nim przez dwa lata.[…]

 

 

PAP: Powiedziała pani, że widzicie różnicę między nauczycielami, którzy biorą udział w programie, a tymi, którzy nie mają waszego wsparcia. Jaką?

 

K.N.: Zostało to zbadane. Okazuje się, że wartością największą edukatorów – nazwijmy to – alternatywnych, jest to, że mają więcej odwagi, żeby robić wiele rzeczy inaczej, próbować nowych rozwiązań. Mają większą gotowość do budowania sojuszy z innymi nauczycielami, z rodzicami, którzy są niesamowicie istotnym elementem edukacyjnej układanki, a na ich lekcjach aktywizacja uczniów jest o wiele wyższa. Dzięki temu, że mają sieć wsparcia, ponad 80 proc. z nich po dwóch latach zostaje w zawodzie.

 

Najważniejsze jest jednak to, że potrafią budować relacje z uczniami i uczennicami, to jest fundament ich pracy.

 

 

PAP: Waszym celem jest także znajdowanie nauczycieli wśród nie-nauczycieli. Skąd ten pomysł?

 

K.N.: Chodzi nie tylko o braki kadrowe, ale także o to, że wśród tej grupy zawodowej różnorodność jest wielkim wyzwaniem. Obecnie kadra w 80 proc. składa się z kobiet około 50. roku życia i nie chodzi o to, że mamy coś przeciwko kobietom w tym zawodzie. Wychodzimy z założenia, że różnorodność – zarówno ze względu na wiek, jak i płeć – sprawdza się lepiej. Ponadto chodzi o kompetencje. Tych pedagogicznych można się nauczyć, uzupełnić wykształcenie. Ale czasem taki brak kwalifikacji w tradycyjnym tego słowa znaczeniu może być atutem. Mamy na przykład w szkołach przedmiot pod nazwą przedsiębiorczość i jest wiele osób z sektora prywatnego, które z chęcią weszłyby do szkół i uczyły tego przedmiotu. To praktycy, gotowi do dzielenia się swoim doświadczeniem. Tutaj pojawia się pytanie: czy system jest na nich gotowy?

 

 

PAP: Teach for Poland jest jedną z wielu odnóg międzynarodowej organizacji. Ile krajów bierze w tym udział?

 

K.N.: Obecnie 62, to spora sieć. Wszystko zaczęło się w 1989 w., kiedy Wendy Kopp, studentka, zauważyła, że w USA brakuje dobrych nauczycieli, dlatego wielu studentów daje korepetycje i w różny alternatywny sposób pracuje z dziećmi. Swoją pracę licencjacką napisała na temat alternatywnych ścieżek kształcenia nauczycieli. Tak powstała sieć, która od początku istnienia wprowadziła do szkół ponad 100 tysięcy nauczycieli.

 

 

PAP: Czy popularność ruchu oznacza, że większość krajów na świecie ma problem z systemem edukacji?

 

K.N.: Myślę, że tak, choć pewnie wyzwania są unikalne dla danego kraju, nie wiążą się tylko z brakami kadrowymi. To jest szersza dyskusja nad celowością edukacji i rolą nauczyciela. Podam przykład Bułgarii, która w Teach for All jest od 10 lat, a w tym czasie 25 tys. młodych ludzi zgłosiło się do programu. Dzięki bliskiej współpracy z ministerstwem edukacji udało się nie tylko zwiększyć wynagrodzenie nauczycieli, ale przede wszystkim wpłynąć na profesjonalizację i prestiżu zawodu. Obecnie nie ma już tam braków kadrowych, a co piąty student w Bułgarii chce być nauczycielem. Zrobiono tam na poziomie systemowym ogromną pracę, żeby zmienić narrację o zawodzie nauczyciela.

 

Rozmawiała: Mira Suchodolska

 

 

 

Cały tekst „Ekspertka: Selekcja do zawodu nauczyciela zwiększyłaby jego prestiż”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.samorzad.pap.pl

 

 



Wyjątkowo nie w środę, a we wtorek –  14 maja 2024 roku – prof. Roman Leppert gościł w „Akademickim Zaciszy” kolejnego rozmówcę. Był nim dr hab. Michał Klichowski, prof. UAM w Poznaniu,a powodem i wiodącym tematem spotkania była jego najnowsza książka pt.Efekt neuro. Pedagogika i uwodzenie umysłów. [Wersja PDF  – TUTAJ]

 

Nie tracąc czasu na reklamowanie tego spotkania – po prostu proponujemy: Jeśli wczoraj nie towarzyszyliście tej rozmowie – zróbcie to w pierwszej możliwej chwili:

 

 

 

Efekt neuro – spotkanie autorskie z Michałem Klichowskim  –  TUTAJ

 

 

 

 

P.s.

Nam zabrakło komentarza prof. Marka Kaczmarzyka

 



W minioną niedzielę – 3 maja – dr Tomasz Tokarz zamieścił na swoim Fb profilu tekst, który zainteresował nas swoją treścią –  zawarł tam  analizę elementów sytemu szkolnego i konkluzję tej diagnozy. Oto ten wpis – bez skrótów:

 

 

 

Przyjmuję, że szkoła ma 4 zasadnicze cele:

 

A) POZNAWCZY – ma pomóc uczniowi lepiej rozumieć siebie (soma i psyche), innych ludzi i świat w jakim żyje (zasady fizyczne i społeczne) – czyli ogólnie stać się bardziej świadomym człowiekiem, a przez to bardziej odpornym na manipulację,

 

B) UKIERUNKOWUJĄCY – ma pomóc uczniowi rozpoznać swoje mocne strony, wyznaczyć cele i dać mu narzędzia do ich realizacji – czyli ogólnie wyrazić siebie i znaleźć swoje miejsce w świecie,

 

C) OPIEKUŃCZY – ma pomóc uczniowi w rozpoznaniu i radzeniu sobie z blokadami, trudnościami, problemami, z jakimi się zmaga i które utrudniają mu rozwój i samorealizację,

 

D) SPOŁECZNY – ma pomóc uczniowi przygotować do życia we wspólnocie (w pierwszym wymiarze – tej szkolnej, docelowo także kulturowej i politycznej) przez rozwijanie umiejętności komunikacji, kooperacji i ogólnego poczucia odpowiedzialności za społeczność w jakiej funkcjonuje.

 

Każdy z tych obszarów współgra ze sobą, ale jednocześnie jest nieco odmienny.

 

– cele poznawcze realizują nauczyciele przedmiotowi,

 

– ukierunkowujące – tutorzy, wspieracze indywidualnego rozwoju,

 

– opiekuńcze- pedagodzy i psycholodzy,

 

– a społeczne – rozkładają się na przedmiotowców (pracujących za pomocą projektów zespołowych) oraz specjalistę od procesów grupowych, którego nazwę wychowawcą grupy.

 

 

Problem polega na tym, że w szkole za bardzo koncentrujemy się na pierwszym celu. Szkoła kojarzona jest głównie jako miejsce realizacji podstawy programowej z poszczególnych przedmiotów.

 

Co więcej – jego realizacja jest zbyt skupiona na formalnym odhaczaniu punktów, bez refleksji na ich sensownością. Polega raczej na wymuszaniu przyswajania uniwersalnych pakietów treści (dopasowaniu uczniów do programu) niż na elastycznym ich wyborze pod potrzeby uczniów (dopasowaniu programów do uczniów).

 

Przydałoby się nieco wyrównanie proporcji. I też nie chodzi o prostą redukcję obszaru poznawczego (bo dla wielu uczniów jest on najistotniejszy i mają prawo na nim się skupiać), ale o bardziej elastyczne rozkładanie celów w odniesieniu do konkretnej osoby.

 

Bo bez realizacji celu C i B nie da się sensownie realizować celu A..

 

Jeśli uczeń ma ogólnie problemy z uczeniem się i kompletnie nie ma poczucia po co to robi – to koncentracja na celu poznawczym będzie prowadzić jedynie do frustracji. Jeśli nie potrafi odnaleźć się w grupie (cel D) to wpływa to na ogólne trudności we wszystkich obszarach.

 

Idealna byłaby harmonizacja.

 

Uczeń chodzi na rożne lekcje, z różnych przedmiotów, sprawdza, co mu pasuje, na bieżąco konsultuje się z tutorem i tworzy zalążek indywidualnego planu rozwoju (poza obowiązkowym polskim matmą i angielskim dobiera te przedmioty, które pomagają mu w realizacji celów na nich się skupia, pozostałe realizuje w formie zadań na platformie plus ewentualnie egzaminu klasyfikacyjnego jak w ED), i w miarę regularnie spotyka się z pedagogiem/psychologiem, by zasięgnąć porady dydaktycznej czy terapeutycznej.

 

A swoje cele realizuje także częściowo we współpracy z innymi, rozwijając zdolności kooperacyjne, pod okiem opiekuna grupy.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 



 Foto: www.radio.lublin.pl

 

Prof. dr hab. Sławomir Żurek z KUL podczas rozmowy w Radiu Lublin 5 marca 2024 r.

 

 

Dzisiaj (13 maja 2024 r.) Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił zapis kolejnej rozmowy o projekcie MEN zmian w podstawach programowych – tym razem rozmówcą był profesor KUL – filolog i literaturoznawca. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:

 

 

Nowa podstawa programowa jest nierealna do zrealizowania. Nadaje się do kosza

 

Proponowana podstawa programowa jest nadal nierealna do zrealizowania na lekcji, ale za to bardzo wygodna do egzaminowania. Dokument niczemu nie służy – powiedział prof. Sławomir Jacek Żurek. Uważa też, że ministerstwo powinno opracować strategię rozwoju czytelnictwa.

 

[…]

 

Poniedziałek (13 maja) to ostatni dzień konsultacji publicznych ws. dwóch projektów nowelizacji rozporządzeń ministra edukacji dotyczących podstawy programowej. Zgodnie z nimi zakres treści, jakie powinien znać uczeń, ma być „uszczuplony”. Nowa podstawa ma obowiązywać od nowego roku szkolnego. W międzyczasie eksperci będą pracować nad zupełnie nową podstawą programową, która ma obowiązywać od 2026 r.[…]

 

Zdaniem współtwórcy podstawy programowej z języka polskiego z 2009 r., filologa i literaturoznawcy prof. Sławomira Jacka Żurka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, z treści projektów wynika, że przez dwa najbliższe lata podstawa programowa ma służyć tylko systemowi egzaminacyjnemu. Tymczasem – zauważył ekspert – podstawa programowa powinna być dokumentem, który normalizuje trzy obszary: przygotowywanie programów nauczania i używanych w tym programie podręczników, proces dydaktyczny i system egzaminacyjny.

 

W ocenie prof. Żurka pisanie nowych podręczników na dwa lata jest niemożliwe. Żeby wpłynąć na sposób nauczania, potrzebny byłby z kolei systemu szkoleń na temat podstawy programowej, ale – jak powiedział – „ministerstwo tego też nie zrobi”. Zatem – podsumował – propozycja spełnia jedną funkcję, tzn. „ma to być dokument, który pozwoli przygotować egzamin”.

 

To dokument nadal nierealny do zrealizowania na lekcji, ale za to bardzo wygodny do egzaminowania” – dodał. „Tak naprawdę niczemu on nie służy. Można z niego ewentualnie zrobić samolocik i pchnąć go w stronę najbliższego kosza na śmieci” – powiedział prof. Żurek. Pytany, czy kwietniowa propozycja resortu edukacji jest dokumentem, na którym da się pracować nad przyszłą podstawą programową, udzielił jednoznacznie negatywnej odpowiedzi. […]

 

Ekspert zaznaczył, że utwory z zakresu literatury staropolskiej należy czytać, ale wymagają one uwspółcześnienia. „W Wielkiej Brytanii nie czyta się dzieł Szekspira w oryginale, bo on jest niezrozumiały dla współczesnych odbiorców. Brytyjczycy rozwiązują ten problem, chcąc by młodzież mogła czytać teksty Szekspira, poprzez remiksy, czyli tłumaczenia jego tekstów na język bardziej współczesny” – wyjaśnił. „Analogicznie, gdybyśmy dzisiaj dali młodzieży do czytania Biblię w przekładzie ks. Jakuba Wujka albo Biblię gdańską, odebrałaby ten tekst niemal tak, jakby był napisany po łacinie” – powiedział prof. Żurek. „Jeśli w ogóle chce się je proponować młodzieży, to najpierw należałoby je uwspółcześnić językowo” – podkreślił.

 

Podobnie – zdaniem rozmówcy – jest z „Potopem” Henryka Sienkiewicza, którego eksperci wpisali na listę lektur obowiązkowych w zakresie podstawowym w szkole ponadpodstawowej. „To jest tekst absolutnie nieczytany przez młodzież, jego domniemana absorpcja przez ucznia to przykład postawy życzeniowej twórców podstawy; młodzież nawet już nie chce oglądać ekranizacji tej powieści” – powiedział prof. Żurek.[…]

 

Prof. Żurek ocenił bardzo dobrze to, że w zakresie rozszerzonym jest więcej tekstów współczesnych. „Pytanie, czy poloniści rzeczywiście je wybiorą? Nauczyciele w Polsce uczą dobrze, ale bardzo schematycznie, tzn. przez lata posługują się pewnymi wyrobionymi ścieżkami przekazywania wiedzy, a ta propozycja zakłada, że przeciętny polonista pracujący w szkole podstawowej ma świadomość nowości wydawniczych w zakresie współczesnej literatury dziecięcej i młodzieżowej. Bardzo w to wątpię, czy w ogóle nauczyciele czytają najnowsze teksty z tego zakresu i się nimi fascynują. Może być tak, że o niektórych tytułach dowiedzą się dopiero z tego dokumentu” -powiedział.[…]

 

W ocenie rozmówcy potrzeba przede wszystkim zmiany sposobu myślenia o edukacji. „Na egzaminie należałoby sprawdzać umiejętności z zakresu komunikacji oraz przyswajania i interpretowania tekstów kultury, a to jest słabo sprawdzane, bo to jest po prostu trudniejsze. Wymaga głębokiego namysłu, stworzenia nowych narzędzi pomiarowania tego rodzaju umiejętności. Zamiast każdego roku proponować uczniom pisanie wypracowań i rozprawek na sztampowe i nudne tematy, należałoby dać im możliwość bardziej nowoczesnego wykazania się swoją wiedzą i kompetencjami” – powiedział prof. Żurek.

 

Zaznaczył, że jednak przede wszystkim ministerstwo powinno opracować strategię rozwoju czytelnictwa. „Jeżeli obecnie cała szkoła podstawowa w zakresie języka polskiego skupia się na zniechęcaniu uczniów do czytania, to jak później można oczekiwać, że uczniowie będą sięgać po trudne, głębokie i bardzo ważne teksty literackie?” – zapytał.

 

Tragedia systemu edukacyjnego polega na tym, że nie wypracowano w Polsce mody na czytelnictwo. Badania Instytutu Książki przy Bibliotece Narodowej pokazują, że tylko siedem procent Polaków czyta więcej niż siedem książek rocznie, więc z czytelnictwem jest słabo. I sytuacja ta pokazuje prawdę o polskim systemie edukacji” – zaznaczył.[…]

 

 

 

Cały tekst „Nowa podstawa programowa jest nierealna do zrealizowania. Nadaje się do kosza”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 

 



My także dostrzegliśmy bardzo poszerzający nauczycielską wiedzę tekst Danuty Sterny, zamieszczony na jej stronie OK ZESZYT. Udostępniamy go bez skrótów:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Dlaczego uczniowie odmawiają i co można z tym zrobić?

 

Każdy z nauczycieli spotkał się z sytuacją, gdy część uczniów odmówiło wykonania zadania. Może być to jawna odmowa, ale częściej jest to cichy bojkot. Bojkot może wyrażać się oddaniem pracy byle jak wykonanej lub niedokończonej.

 

Jest to dla nauczycieli w ich pracy trudny problem.

 

Warto przede wszystkim zastanowić się nad przyczynami, którymi kierują się odmawiający współpracy uczniowie. Może to być: pragnienie większej autonomii, obawa przed porażką lub oceną, brak wiary w siebie i brak poczucie sensu wykonywania pracy, ale też wiele indywidulanych powodów.

 

Glenna Billingsley, badaczka z Texas State University przeprowadziła badania na temat odmowy ze strony uczniów. Wynika z nich kilka kluczowych czynników wpływających na odmowę wykonania zadania.

 

Omówię je za chwilę, ale wcześniej chciałam zaznaczyć, że te powody są zgodne z brakiem zaspokojenia trzech potrzeb, o których mówi teoria samostanowienia. Są to potrzeby: autonomii, kompetencji i więzi. Badania wykonane przez Billingsley upatrują przyczyny odmowy właśnie w braku zaspokojenia tych potrzeb.

 

 

1.Pragnienie autonomii

 

Brak poczucia autonomii może objawiać się odmową współpracy. Szczególnie, gdy uczniowie uznają zadanie za mało intersujące lub nieistotne. Według badań Billingsley ​​odmowa pracy występuje najczęściej wtedy, gdy nauczyciel prosi uczniów o wykonanie zadania mniej przyjemnego lub intersującego niż poprzednie.

 

-W tej sprawie może pomóc dawanie uczniom zadań do wyboru. Wtedy mogą sami wybierać zadanie im odpowiadające i ich potrzeba autonomii jest w części zaspokojona.

 

Badanie przeprowadzone w 2012 roku wykazało, że uczniowie klas drugich i trzecich, od których wymagano wypełniania obowiązkowych dzienników czytania, zaobserwowali wyraźny spadek zainteresowania czytaniem w porównaniu z uczniami, którzy dobrowolnie rejestrowali swoje postępy w czytaniu. Podobnie uczniowie ósmych klas wykształcili lepsze nawyki czytania, gdy program nauczania pozwalał im wybierać, co czytają.

 

>Pomaga również stosowanie głosowanie i podejmowanie decyzji na podstawie jego wyników.

 

>Na pewno pomocne jest pytanie uczniów o zdanie i pozwolenie im na podejmowanie decyzji.

 

>Wielu edukatorów zaleca tworzenie norm klasowych razem z uczniami, pozwolenie na wybór miejsca i formy pracy, a w szczególności też wyboru lektur, które uczniowie maja czytać.

 

 

2.Strach przed niepowodzeniem

 

Związane jest z postrzeganiem proponowanego zadania jako zbyt trudnego. Uczniowie, którzy w przeszłości ponieśli w szkole porażkę (a prawie każdy ją ponosi) boją się, że zadanie stwarza tylko kolejną okazję do niepowodzenia.

 

Jest to związane z poczuciem braku kompetencji.

 

Badanie z 2018 roku wykazało, że deficyty w nauce odpowiadają za aż 20 procent niewłaściwych zachowań w klasie. Jeśli uczniowie uznają zadanie za trudne, to  niewłaściwe zachowanie i odmowa może być ujściem ich frustracji.

 

Tak samo działa strach przed krytyką i złą oceną. Badanie z2018r. wykazało, że oceny stopniem zwiększają niepokój uczniów, a w konsekwencji unikanie trudnych sytuacji i wyzwań. Przegląd badań z 2019 r. pokazuje, że uczniowie wolą otrzymywać informację zwrotną od nauczyciela lub nie otrzymywać żadnej oceny niż być ocenianym stopniami.

 

Jak sobie poradzić ze strachem przed porażką?

 

-Badanie przeprowadzone w 2021 r.pokazało, że głównym pomocnym czynnikiem jest docenianie pracy ucznia. Badacze z Uniwersytetu Vanderbilt zalecają mniej więcej sześć docenieni dawnych co 15 minut. Uczniowie doceniani osiągają lesze wyniki i poprawia się też ich zachowanie.

 

Docenienie jest pochwałą za konkret, w odróżnieniu od chwalenia ogólnego. Więcej na ten temat można przeczytać w bardzo dobrej książce Daniela Pinka – Drive (przetłumaczonej na język polski).

 

>Warto również wprowadzić do nauczanie odpowiedni stosunek do popełniania błędów. Błąd powinien być uznany jako element towarzyszący nauce i być wykorzystywany w procesie uczenia się. Jeśli błąd uzyska takie miejsce w kulturze klasy, to uczniowie nie będą się bali go popełnić i chętniej przestąpią do wykonywania zadania.

 

>Blokujące dla uczniów jest również ocenianie i obawa przed złym stopniem. Dlatego warto stosować ocenianie kształtujące i informację zwrotną zamiast oceniania stopniami.

 

>Warto również wprowadzać: ocenę koleżeńską (oczywiście w formie informacji zwrotnej), samoocenę w postaci przekazywanie sobie samemu informacji do wykonanej pracy.

 

 

Ocenianie powinno pomagać uczniom się uczyć, a nie być straszakiem. W ocenianiu stopniami mogą pomoc następujące sposoby:

 

>Wprowadzenie zasady eliminowania najsłabszego stopnia, jaki otrzymał uczeń np. w semestrze

 

>Umożliwienie uczniom poprawy pracy i pozostawienie stopnia lepszego.

 

>Ograniczenie sprawdzianów ocenianych sumująco.

 

>Ocenianie przy pomocy informacji zwrotnej, a po pewnym czasie wystawianie stopnia.

 

Jedno z interesujących badań wykazało, że wstrzymywanie ocen na kilka dni po przekazaniu informacji zwrotnej w formie komentarza może zwiększyć wyniki uczniów z następnych sprawdzianów nawet o dwie trzecie.

 

 

3.Brak poczucia więzi

 

Czytaj dalej »



Przy okazji niedawnej matury z matematyki,  proponujemy na dzisiejszą lekturę tekst, autorstwa Tomasza Pintala, znanego z mediów społecznościowych jako pasjonata szachów.

 

 

Od kilkunastu lat próbuję zrozumieć w jaki sposób nauczanie matematyki pomaga lub przeszkadza w rozwoju człowieka. I to najpierw tego najmniejszego, potem nieco starszego, potem zwanego młodzieżą, a potem już dorosłego, który idzie na studia lub wybiera pracę zarobkową, bez dalszego kształcenia.

 

Z kolei od kilku lat analizuję w jaki sposób nauka matematyki jest realizowana w systemie szkoły publicznej i z jakimi wyzwaniami zmagają się z dzieci, nauczyciele i rodzice.

 

Pomimo, że mam swoje zdanie, to jednak cały czas staram się czytywać to, czym się dzielą inni – zwłaszcza nauczyciele, którzy rozumieją co, po i w jaki sposób robią.

 

I jak tak analizuję, to teraz już nie widzę w jaki realny sposób współczesne dzieci mają ogarnąć matematykę. I od razu dodam, że nie chodzi mi o obiektywną matematykę jako naukę, tylko jako naukę matematyki w kontekście szkolnym. Mało bowiem jest dzieci, które mają możliwość i wytrwałość, aby zajmować się matematyką codziennie po szkole przez co najmniej 1,5-2 godziny.

 

Spróbuję nieco trudniej tym razem, pomimo tego, że część osób może mi zarzucić czarnowidztwo lub nadmierny pesymizm czy też oderwanie od rzeczywistości. Czy tak rzeczywiście jest, to już niechaj każdy z czytelników samodzielnie zdecyduje.

 

Oto wyzwania, które sprawiają, że matematyka dziś będzie (jest) czymś co coraz większa część dzieci (i młodzieży) nie będzie w stanie ogarnąć.

 

1) Uzależnieni niewolnicy mediów społecznościowych.

Jeśli dziecko jest sterowane przez owe media i jego mózg już tak funkcjonuje, że nie jest w stanie skupić uwagi na dłużej niż 1-2 minuty, to nauczyciel w szkole choćby był czarodziejem, to nie będzie w stanie 20 razy w ciągu lekcji robić 30-45 sekundowe przerwy, aby takim uczniom „zresetować” brak połączenia ze światem (skupieniem). Nawet matematycznie to szybko widać: Robiąc 20 razy przerwy po 30 sekund, to już mamy 10 minut, a jeśli dodatkowe 10 minut schodzi na czynności niezwiązane z matematyką, to wychodzi zaledwie jakieś 20 minut REALNEJ (jak kto woli sensownej lub efektywnej?) lekcji matematyki szkolnej… każdego (?!) dnia nauki szkolnej.

 

2) Za dużo matematyki, nie będzie z czego łączyć w mózgu neuronowe styki.

Gdy analizuję liczbę godzin matematyki w każdej klasie SP, a potem w szkole średniej, to dochodzę do wniosku, że chyba coś nam poszło nie w tę stronę. Jeśli średnio uczniowie mają 4 godziny lekcyjne (czyli „dwudziestominutówki”, które wyliczyłem w punkcie pierwszym) matematyki tygodniowo, to wychodzi nam całe 80 minut REALNEJ nauki w tygodniu, zaś w miesiącu jest to niebotyczne 5, 5 godziny (!). Jeśli do tego dodamy pełne 5 miesięcy nauki (odliczam wszystkie święta, wolne, choroby, apele, wycieczki, etc.) to wyjdzie nam niemalże „całe 30 godzin”. Tyle w kwestii matematyki szkolnej jeśli chodzi o liczbę godzin przeznaczonych na edukację matematyczną. Podkreślam, że mówię i liczę REALNY czas, a nie teoretyczny. Chyba większość nauczycieli rozumie, że dziś skupienie uwagi ucznia na pełne 5 minut to jak przebiegnięcie dystansu 1 kilometra w czasie krótszym niż 5 minut!

 

3) Nie muszę pracować nad rozwijaniem umiejętności, bo prace domowe są już zakazane, bo obdzierają człowieka z jego wielkości.

Tak, tutaj posłużyłem się mam nadzieję widoczną ironią, ale to jest celowe działanie. Jak bowiem dzieci mają mieć dobry poziom jeśli chodzi o umiejętności matematyczne, jeśli w szkole w całym roku szkolnym spędzą „całe 30 godzin” na edukacji matematycznej? Przecież widać gołym okiem, że rocznie, aby ogarnąć matematykę na tak zwanym przyzwoitym poziomie, to trzeba na nią przeznaczyć od 150 do 300 godzin. Od czego zależy ta liczba? Od tego jak szybko ktoś wyłapuje istotne kwestie, jak szybko zauważa relacje między elementami i na ile potrafi łączyć odpowiednie kropki. Czyli jeśli mamy 30 godzin (zegarowych) matematyki szkolnej, to trzeba dopracować jeszcze od 120 do 270 godzin, aby osiągnąć poziom, który pozwoli sprawnie poruszać się na kolejnych etapach podróży matematycznej.

 

4) Jak się matematycznym geniuszem nie urodzisz, to bez pracy własnej sukcesu z matematyki nie pogodzisz.

5% dzieci, które mają najwyższy iloraz inteligencji oraz odpowiednie warunki rozwoju… nie musi pracować nad szkolną matematyką, bo raz że dla nich jest ona zbyt prosta, a dwa, że one są w stanie dostrzegać niewidoczne kropki i je łączyć ze sobą, powiedzmy 5 do 10 razy skuteczniej (i szybciej). Ich pomijamy w rozważaniach. Każde inne dziecko, zwłaszcza to, które wymaga dużego wsparcia, musi pracować (długotrwale) na to, aby odnosić sukcesy matematyczne. Osobiście, aby stworzyć miejsce w którym będą pokazane sposoby w jakie można nauczać matematyki ciekawie oraz poprawnie – mam na myśli mojego bloga matematycznego na którym umieściłem 100 artykułów – musiałem poświęcić co najmniej 4 lata pracy i szacunkowo około 1500-2000 godzin, aby najpierw dane koncepcje dobrze zrozumieć, potem je dobrze wyjaśnić, a na koniec przelać je z moich notatników na cyfrowe miejsce (czyli bloga).

 

To weźmy teraz drobne porównanie. Jeśli dziecko uczy się w szkole 30 godzin matematyki rocznie, do tego poza szkołą (w domu) poświęca kolejne „całe 20 godzin” na matematykę, to mamy już 50 godzin. Jeśli od klasy 4 do 8 takich pakietów matematycznych mamy 5, to wychodzi nam całe 250 godzin. I teraz coś za co wiele osób może mnie odsądzić od czci i wiary. Przepraszam, ale bez tego nie zajedziemy daleko. Jeśli w ciągu 5 lat nauki dziecko przepracuje nad matematyką dokładnie tyle ile powinno przepracować w ciągu jednego roku, to o jakim matematycznym sukcesie oraz zrozumieniu my mówimy? Czy jeśli kupimy działkę i wylejemy fundamenty oraz ogrodzimy je siatką, to mówimy o domie w którym można zamieszkać, jeśli zrobimy w nim drobny porządek? Czy też może mówimy, że to śmiech na sali i przecież widać, że domu nie widać? Z matematyką i umiejętnościami jest o tyle trudniej, że „gołym okiem nie widać, tego czego dziecko nie wie, nie rozumie i nie ogarnia”. To nie jest tak, że dziecko nie ma ręki lub nogi i każdy natychmiast zobaczy, że nie jest w pełni sprawne. W przypadku matematyki będzie to dopiero widoczne, gdy będzie trzeba coś wyjaśnić, zrozumieć, obliczyć, rozwiązać problem, uzasadnić, wyciągnąć wnioski czy też oszacować.

 

Czytaj dalej »