Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

 

Tomasz Garstka

 

Czekaliśmy, aż tekst ten będzie dostępny nie tylko prenumeratorom e-wersji „Gazety Wyborczej” – jej Magazynu Świątecznego w sobotnio-niedzielnym wydaniu. A przeczytać powinien go każdy, kto uważa się za „postępowego” nauczyciela i pedagoga. Nie chodzi o to, aby czytać słowa psychologa, psycho- i siocjoterapeuty Tomasza Garstki jak kanon Pisma Świętego, ale… ale może dobrze nam wszystkim zrobi taki zimny prysznic demitologizujący wiele, uznawanych za pewniki, twierdzeń współczesnych szkół innowacji pedagogicznych.

 

Pora na przedstawienie tej publikacji. Otóż zapraszamy, najpierw tylko do fragmentów, ale później do lektury całego wywiadu, jaki z Tomaszem Garstką przeprowadziła Olga Woźniak, który w papierowej wersji gazety otrzymał tytuł „Triki pedagogiki”, a w wersji elektronicznej –   o wiele dłuższy i bardziej informujący o czym tam będzie: Nauczycielu, nie wierz w triki pedagogiki. Wiele na oko wiarygodnych metod mających pomagać ci w szkole, to dobrze brzmiące oszustwa”:

 

Olga Woźniak: Integracja sensoryczna nie działa, nie ma różnych inteligencji, neurodydaktyka nie ma sensu. Kwestionuje pan też podział na wzrokowców, słuchowców, kinestetyków. Odziera pan nauczycieli z wiedzy, która jest podstawą metod pracy uważanych za postępowe.

Tomasz Garstka: Nie twierdzę, że to wszystko nie działa. Ja tylko mówię, że nie ma na to dowodów naukowych. Ba! Nawet uważam, że często działa.

 

Nie rozumiem. Napisał pan książkę „Psychopedagogiczne mity. Jak zachować naukowy sceptycyzm w edukacji i wychowaniu”. Podważa pan w niej sens stosowania w nauczaniu wielu popularnych metod, a teraz pan mówi, że one działają?

Tabletka z cukru-pudru też działa, o ile będziemy wierzyć, że to lekarstwo. No, przynajmniej do pewnego stopnia… […]

 

W książce w podobny sposób opisuje pan inteligencje wielorakie, w tym słynną koncepcję inteligencji emocjonalnej i neurodydaktykę…

 …bez dowodów efektywności.

 

Jestem trochę zła na pana o tę książkę. Przecież do tych wszystkich terapii sięgają nauczyciele ambitni i poszukujący wiedzy. A pan zostawia ich z niczym.

Wcale nie. Namawiam, by myśleli krytycznie. Nie dawali się nabrać na świetnie brzmiące, ale niepoparte dowodami teorie.

Wielu badaczy w dziedzinie pedagogiki wskazuje skuteczne i naukowo potwierdzone sposoby zwiększania efektywności uczenia się. Pisze o tym w swoich pracach choćby kanadyjski badacz edukacji prof. John Hattie z Auckland University.

I co się okazuje? Po przeanalizowaniu setek metaanaliz, czyli zbiorowych analiz statystycznych wyników wielu rzetelnych badań, Hattie ustalił, że niezwykle istotna jest wiarygodność nauczyciela w oczach uczniów. Tak! Ma to przełożenie na ich wyniki.

 

 I na zakończenie ostatnie dwa zdania Tomasza Garstki:

 

W edukacji naprawdę ważna jest zwykła sceptyczna czujność nauczycieli. Marzy mi się, by pedagogika ze sfery nauk humanistycznych wkroczyła w sferę empirycznych nauk społecznych. By była nauką opartą na dowodach.

 

 

Cały wywiad Olgi Woźniak z Tomaszem Garstką  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

 

Tomasz Garstka jest autorem książki „Psychoterapeutyczne mity”  –  zobacz   –  TUTAJ



Od bardzo dawna (ostatni raz 15 maja br.) nie zaglądaliśmy na stronę „Juniorowo”, przeto dziś nadrabiamy tę zaległość, zmobilizowani tekstem, zamieszczonym tam 11 września, który przykuł naszą uwagę tytułem: „Jak uczniowska pasja zderza się z systemem szkolnych ocen – historia Igora Kaczmarczyka”

 

 

Foto: www.facebook.com/igor.kaczmarczyk/

 

Igor Kaczmarczyk – student biotechnologii oraz medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim.

 

 

Oto początek tego tekstu oraz pierwsze pytania i odpowiedzi:

 

„To uczucie, kiedy pracujesz w laboratorium laureatki nagrody Nobla z chemii – prof. Ady Yonath, ale przypominasz sobie, że ktoś wystawił ci w klasie maturalnej dwóję z chemii. Może zabrzmię jak mówca motywacyjny, ale czasami naprawdę warto podążać za marzeniami, wbrew wszystkim i wszystkiemu!” – Te słowa napisał na swoim profilu facebookowym Igor Kaczmarczyk – obecnie student biotechnologii oraz medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Młody człowiek, który odkrył w sobie pasję, a któremu szkolny system postanowił pokazać miejsce w szeregu. Z Igorem Kaczmarczykiem rozmawia Wojciech Musiał.

 

 W Y W I A D

 

Wojciech Musiał.: – III Liceum Ogólnokształcące im. Marynarki Wojennej w Gdyni, klasa maturalna o profilu biologiczno-chemicznym. Na koniec roku, tuż przed maturą nauczycielka wystawia panu dwóję jako ocenę końcową. Osobie, która interesuje się chemią a także biologią do tego stopnia, że czasami wagaruje, żeby pójść do laboratorium.

Igor Kaczmarczyk: – Tak, pracowałem wtedy nad swoim projektem badawczym, badaniem bakteriobójczych właściwości ekstraktu z bursztynu. Ten projekt trwa do dziś, więc to nie był krótki epizod pod tytułem przygotowanie do olimpiady biologicznej, ale jak się okazało praca na kilka lat.

A czy pana nauczycielka wiedziała o tym projekcie?

-Oczywiście. Obie panie, od biologii i od chemii, wiedziały, że regularnie chodzę na uniwersytet do laboratorium.

 

-A mimo to Pani od chemii oceniła pana ledwie na „dopuszczający”. Czy w ten sposób rzeczywiście oceniły pana wiedzę z obu dziedzin? Wątpię…

 

Czytaj dalej »



Foto: www.forbes.pl

 

Andrzej Dethloff

 

 

W sobotnio-niedzielnym wydaniu „Gazety Wyborczej” – jego „Magazynie Świątecznym” –  opublikowano wywiad, jaki z Andrzejem Dethloffem – założycielem anglojęzycznego  liceum Akademeia High School, które od zeszłego roku działa w Warszawie – przeprowadził Stanisław Skarżyński. Tekst został zatytułowany „Nie stać nas na tanią szkołę”, co znajduje swoje uzasadnienie w informacji, jaka pada zaraz na początku wywiadu z ust założyciela Akademeia High School:

 

To prawda, że Akademeia jest droga, zdecydowanie droższa od szkół społecznych i od edukacji w placówkach publicznych. Oczywiście gdy ktoś wejdzie na stronę i zobaczy, że nauka kosztuje sto tysięcy rocznie, to wydaje mu się to zupełnie absurdalne. Ale tyle kosztuje edukacja na najwyższym poziomie.

 

Oto dwa fragmenty zapisu tej rozmowy Stanisława Skarżyńskiego z Andrzejem Dethloffem. Może swą daleko odbiegającą od naszych codziennych dylematów –  egzotyczną w pewnym sensie – tematyką, zachęcą one naszych Czytelników aby kliknęli w link do całości wywiadu:

 

Stanisław Skarżyński: – Dlaczego ambicją klasy wyższej z opowieści Gduli jest wysłanie dzieci na Oksford i Cambridge, a nie na Jagiellonkę albo Politechnikę Warszawską?

 

Andrzej Dethloff: – Chodzi o to, co te uczelnie próbują dać słuchaczom. Porównajmy polską politechnikę z wydziałem inżynierii w Cambridge. Pierwszą różnicą jest budżet na sprzęt i badania. Cambridge daje możliwość pracy w laboratoriach, których właściwie w Polsce nie ma, może najlepsze instytucje badawcze zbliżają się do tego poziomu. Inne jest też podejście do studentów. Bardzo szybko zaczyna się ich traktować jako partnerów do pracy akademickiej, podczas gdy polskie szkoły wyższe nadal są bardzo feudalne. Moi rodzice, którzy uczelnie opuszczali w środku habilitacji, zawsze powtarzali mi, że nie ma bardziej feudalnej instytucji w Polsce niż uniwersytety. Na poziomie nauk społecznych i humanistycznych ta różnica jest jeszcze bardziej widoczna. […]

 

Czytaj dalej »



Foto:www.budzacasieszkola.pl

 

 

Nie możemy nie zmultiplikować (ulubione słowo dyrektora Janusza Moosa) zamieszczonego dziś na stronie „Budząca się Szkoła” tekstu dr Marzeny Żylińskiej pt. „W poniedziałek wszyscy będą mówić o Irmie, a w szkole …” Oto jego fragmenty – przeczytajcie KONIECZNIE całość:

 

 

W poniedziałek wszyscy będą mówić o Irmie, myśleć o tragedii mieszkańców Florydy, a w szkole powinien być przerabiany kolejny punkt z podstawy programowej. Szkoła sobie, a życie sobie. Taki system. To poważny błąd. W nowoczesnym systemie edukacji nauczyciele powinni mieć czas, by podążać za zainteresowaniami i przeżyciami uczniów i móc omawiać to, co aktualnie dzieje się wokół nas i co nas mocno porusza. Dziś trzeba to robić kosztem innych tematów, a i bez tego szkolna nauka ma charakter surfingowy i wszystko odbywa się pod ciągła presją czasu. Sztywne podstawy programowe to relikt przeszłości. Ale może ważniejsze jest to, że w obliczu zagrożeń i tragedii zostawiamy dzieci i młodych ludzi sam na sam z żalem i strachem. W obliczu tragedii, która wszystkich nas porusza, warto pokazać, jakie są przyczyny takich katastrof. Wykorzystajmy tę tragedię, by … w przyszłości uniknąć podobnych tragedii. Ale żeby uczniowie mogli zrozumieć zależności, nauczyciele muszą na to poświęcić czas. Nie godzinę i nie trzy, ale dużo więcej. Dziś w podstawie programowej na takie projekty nie ma czasu. A złożone problemy wymagają podejścia holistycznego, bez tego widzimy tylko małe fragmenty rzeczywistości, które nie składają się w spójną całość. Gdy wiedzę o świecie rozbijamy na drobne fragmenty, uczniowie mogą wprawdzie zapamiętać wiele informacji, ale nie rozumieją wzajemnych zależności. Rozumienie wymaga głębszego wniknięcia w temat i odkrywania związków przyczynowo-skutkowych. A ponieważ tych związków nie dostrzegamy i nie rozumiemy, o Irmie i innych ekstremalnych zjawiskach pogodowych mówimy w oderwaniu od ich przyczyn. […]

 

Szkoła a życie
Huragan Irma może pomóc nam rozumieć świat. Ocieplenie klimatu wielu osobom wydaje się całkowitą abstrakcją, a nawoływania do ochrony środowiska i ograniczenia emisji gazów cieplarniach traktują jak zwykłą fanaberię. Kto wie, co to się Protokół z Kioto i jakie kraje go podpisały, a jakie nie? Które kraje nie chcą ograniczyć emisji gazów cieplarniach, bo uważają, że będzie to miało negatywny wpływ na rozwój ich gospodarki? Z jednej strony jest biznes i interesy, z drugiej ludzkie życie.

 

Irma pokazuje, jakie skutki niesie z sobą ocieplenia klimatu i wystawia rachunek za dotychczasową działalność. […]

 

Niepowiązane z sobą informacje nie tworzą wiedzy. Dużo łatwiej zapamiętać to co ma dla nas osobiste znaczenie, co nas porusza i co się z sobą łączy. Tragedia wywołana przez ostatnie, coraz silniejsze huragany, powinna poruszać wszystkich.

 

Projekt dotyczący Irmy lub szerzej mówiąc huraganów mógłby objąć kilka przedmiotów:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.wiadomosci.wp.pl (East News)

 

 

Zapewne nie wszyscy są stałymi czytelnikami „Rzeczpospolitej”. Dlatego  postanowiliśmy udostępnić wywiad, jaki dla tej gazety z prezesem ZNP Sławomirem Broniarzem przeprowadził Jacek Nizinkiewicz, który pod tytułem „Sławomir Broniarz: Szkoła ostro skręciła w prawo” został opublikowany wczoraj, 7 września. Oto jego dwa fragmenty:

 

„Rzeczpospolita”: Był pan przeciwny gimnazjom, dziś jest liderem strajków w ich obronie.

Sławomir Broniarz: Przeciwnikami reformy strukturalnej była zdecydowana większość samorządów, które dopiero co, w 1996 r., przejęły szkoły jako organy prowadzące, pamiętajmy bowiem, że proces przekształcania szkół miał kosztować, i kosztował, setki milionów złotych. Symbolem tamtych czasów były tzw. gimbusy, którymi często były przyczepy ciągnięte przez traktor. Pierwsze lata wdrażania gimnazjów ujawniły także ogromny chaos, który temu towarzyszył i dla wielu uczniów i nauczycieli był to eksperyment przeprowadzany na żywym organizmie. W ciągu kolejnych lat, dzięki wysiłkowi nauczycieli, gimnazja przyniosły dużą wartość dodaną i mają sukcesy w skali międzynarodowej, okazało się, że polscy nauczyciele należą do najlepszych w Europie, a gimnazja stały się trwałym elementem systemu oświaty. Mimo krytycznego stosunku na starcie czy uwag zgłaszanych wobec niedomagań systemu ZNP uznał reformę gimnazjalną za sukces edukacji. […]

 

       – Czy obecna zmiana programowa prowadzi do upolitycznienia szkoły?

Treść podstawy programowej wyraźnie wskazuje na to, że następuje odejście od szkoły autonomicznej, szkoły autorskiej, szkoły wolnej od lewicowych czy prawicowych tendencji na rzecz ostrego skrętu w prawo. Edukacja powinna być dobra. I to jest jedyny wyróżnik, który szkole powinien towarzyszyć, wszelkie przenoszenia akcentów w lewo czy w prawo zmierzają w prostej linii do ideologizacji. Wystarczy przeczytać wstęp do podstawy programowej, cele edukacyjne i wychowawcze, przyjrzeć się propozycjom programowym języka polskiego, historii, przygotowania do życia w rodzinie, a nawet biologii, żeby zauważyć silne akcenty polityczne będące odzwierciedleniem programu i polityki historycznej Prawa i Sprawiedliwości.

 

Cały wywiad  „Sławomir Broniarz: Szkoła ostro skręciła w prawo”    –     TUTAJ

 

 

Źródło: www.rp.pl



Foto: W. Kuzitowicz

Prof. Marta Zahorska wygłasza wykład na III Wojewódzkiej Konferencji „Jak pomóc młodym ludziom rozwinąć skrzydła – rodzice czy szkoła” (Łódź, 4 kwietnia 2017 r.)

 

 

Dobrych przykładów nigdy za dużo. Dlatego bez wahania proponujemy na dzisiejsze przedpołudnie kolejną lekturę o fińskim systemie edukacji, jaki zamieszczono na stronie „Krytyki Politycznej”. Tym bardziej, że artykuł „O tym, jak Finowie reformowali swoje szkolnictwo… i dlaczego im się to udało” napisała dr hab. Marta Zahorska – socjolog, specjalizujący się w problematyce systemów edukacyjnych i ich związkach z polityką i gospodarką. Autorka wielu publikacji na ten temat, np.: „Zmiany w oświacie – koncepcje i uwarunkowania”, Jakość, ilość czy efektywność – czyli co jest celem reformy edukacji?”, a przede wszystkim wydanej w 2002 roku książki „Szkoła: między państwem, społeczeństwem a rynkiem”.

 

Zapraszamy do lektury wybranych fragmentów, a potem całego artykułu:

 

Lekcje z Finlandii

[…] Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Finlandia uzyskała niepodległość dopiero po I Wojnie Światowej, że poniosła dotkliwe zniszczenia podczas wojny z ZSRR, że straciła na rzecz Rosji ogromną część swojego terytorium, że jeszcze w latach 50. była biednym krajem pozbawionym surowców naturalnych – to uzyskujemy odpowiednią miarę dla oceny sukcesów fińskiego społeczeństwa, których istotnym bodźcem był rozwój nauki i edukacji. O wadze, jaką rząd Finlandii przypisuje tym sferom, świadczy utrzymywanie wysokiego poziomu wydatków na naukę i szkolnictwo nawet w okresach kryzysów, czy to po stracie rynku rosyjskiego, czy w okresie kryzysu 2008 r.

 

Po pierwsze równy start

Podstawowym celem polityki edukacyjnej w Finlandii jest dążenie do zapewnienia wszystkim dzieciom równego startu i pełnego wykształcenia niezależnie od ich pochodzenia i miejsca w strukturze społecznej. Cała edukacja, począwszy od zerówki po studia wyższe jest bezpłatna, wliczając w to podręczniki, posiłki, dowóz, zajęcia pozalekcyjne. Istnieje co prawda sektor szkół prywatnych (czesne opłaca państwo) ma on jednak marginalne znaczenie. Indywidualne wydatki rodziców na kształcenie są najmniejsze wśród krajów OECD. Nie ma znaczących różnic między szkołami mierzonymi poziomem nauki. Co oznacza, że rodzice nie muszą się martwić o poziom najbliższej, lokalnej szkoły i szukać dla dziecka innej lepszej placówki. […]

 

„Mniej znaczy więcej”

Przyjazne uczniowi programy szkolne, realizujące zasadę „mniej znaczy więcej”, pozbawione są balastu wiedzy szczegółowej. Duża liczba godzin lekcyjnych poświęcana jest zajęciom praktycznym, sportowym i artystycznym. Stwarzają one szanse odkrycia rozmaitych uzdolnień i talentów dzieci. Motywacja do nauki nie jest pobudzana strachem przed złymi ocenami. Szkoła nie wywołuje u uczniów stresu co jak wiemy zdarza się w innych krajach (warto może wspomnieć, że atmosfera wielu polskich szkół jest charakteryzowana przy pomocy syndromu NiL, czyli nudy i lęku, a wg danych PISY polscy uczniowie należą do grupy najmniej zadowolonych ze swoich szkół w porównaniu z uczniami innych krajów.). Jak twierdzi autor: „Przyjazna kultura uczenia oraz brak stresu i lęku niewątpliwie odgrywają istotną rolę w osiąganiu dobrych rezultatów w fińskich szkołach” (s.92). Tworzenie tej atmosfery w szkołach jest w dużej mierze efektem sposobu oceniania uczniów. Dla uniknięcia szeregowania uczniów, na starcie, w klasach 1-5 nie są wystawiane stopnie. Także w starszych klasach oprócz stopni uczniowie otrzymują co semestr od wszystkich nauczycieli, którzy ich uczą, raport oceniający ich postępy i słabe strony. Zadaniem nauczyciela jest opiniowanie ucznia oraz opracowanie indywidualnych metod pracy. Jedynym egzaminem zewnętrznym, który obowiązuje uczniów, jest testowy egzamin maturalny dla uczniów kończących szkołę średnią. […]

 

 

Dr hab. Marta Zahorska – emerytowany profesor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zainteresowania naukowe oraz prowadzone przez nią badania koncentrują się wokół problematyki socjologii edukacji: powstania i rozwoju systemów edukacyjnych, społecznych konsekwencji przemian w systemach szkolnych, procesów wykluczania i marginalizacji w oświacie, trendów w polityce edukacyjnej, edukacji obywatelskiej, a także analizą życia szkolnego, relacji uczeń-nauczyciel, czy tworzenia kultur szkolnych.

 

Cały artykuł Marty Zahorskiej „O tym, jak Finowie reformowali swoje szkolnictwo… i dlaczego im się to udało”  –  TUTAJ

 

Źródło: www.krytykapolityczna.pl

 



Foto: www.facebook.com/katarzyna.lubnauer

 

Katarzyna Lubnauer – wiceprzewodnicząca partii i przewodnicząca klubu poselskiego „Nowoczesnej”

 

 

Portal Na Temat zamieścił tekst Katarzyny Lubnauer, zatytułowany „Co po deformie edukacji?”, który po raz pierwszy zaistniał na blogu Liberté przed dwoma miesiącami 2 lipca. Zdecydowaliśmy przypomnieć ten tekst właśnie dzisiaj – w dniu uroczystych inauguracji nowego roku szkolnego w nieomal wszystkich polskich szkołach, w dniu kiedy pod siedzibą MEN odbędzie się akcja przeciwników tego, co minister Zalewska nazywa reformą i lansuje jej hasło „„Dobra Szkoła.Start!”

 

Oto fragmenty tego – dziś można go odbierać jako futurologiczny – tekstu, który niech będzie propozycją pozytywnego myślenia o przyszłości  w czasie, który do optymizmu nie nastraja:

 

[…] Reforma zostawi po sobie chaos i szkołę a’la PRL, dlatego już trzeba patrzeć, co dalej. Nowoczesna ma plan na polską szkołę po PiS. Na zgliszczach, które zostawi po sobie minister Zalewska trzeba budować oświatę od nowa. W edukacji najważniejsza jest stabilizacja i spokój, dlatego nie będzie można odkręcić za dwa lata deformy Zalewskiej i przywrócić gimnazjów. Dzieciom i nauczycielom należy się rozwaga i rozsądek polityków. Mam nadzieję, że za dwa lata uda się odsunąć PiS od władzy i skierować Polskę i polską edukację ku przyszłości. Mamy wiedzę i determinację, żeby dokonać w systemie oświaty prawdziwej, jakościowej zmiany bez fundowania szkole kolejnego wstrząsu. Rozumiemy, że trzeba robić to w porozumieniu ze środowiskiem edukacji, światem nauki i rodzicami.

 

Program naprawczy oprzemy na 4 filarach. To elastyczność struktury, indywidualne podejściu do ucznia, praktyczna edukacja i podniesienie prestiżu zawodu nauczyciela.  […]

 

Musimy przetrzymać deformę, musimy kiedyś w wyborach rozliczyć winnych zniszczenia polskiej edukacji, a potem dokonać realnych zmian, dla jakości, dla postępu i dla radości z nauki. Od tego zależy nasza przyszłość.

 

Cały tekst Co po deformie edukacji?”   –   TUTAJ  

 

Źródło: www.lubnauer.liberte.pl



Foto: www.facebook.com/81sp.lodz/

 

Są już takie (no – prawie idealne) szkoły, np. w Łodzi – SP nr 81 przy ul. Emilii Platter. Tu już dawno uczniowie samodzielnie doświadczają radości z poszukiwania wiedzy…

 

 

Dzisiaj na stronie „Gazety Prawnej” można przeczytać artykuł  Klary Klinger, zatytułowany Jaka powinna być idealna szkoła?” Odpowiedź na to pytanie  przynosi już lead tej publikacji:

 

Idealna szkoła? Powinna wypuszczać dzieciaki, które nie tylko mają wiedzę, ale też umieją ją wykorzystać. Być jak Sherlock Holmes *– śmieje się Grzegorz, ojciec dwójki dzieci. […]

 

Przytoczymy  jeszcze dwa fragmenty tego artykułu, dwie refleksje „doświadczonych” rodziców:

 

Ostatnio córka poprosiła, żebym pomógł jej w biologii. W materiale, który mi pokazała, była mowa m.in. o budowie pręcika kwiatu oraz jego funkcjach. Syn w tym czasie starał się zapamiętać typy gleb i regiony ich występowania. I wtedy przemknęła mi myśl: Po co im to? – mówi mi Grzegorz. Jego zdaniem program nauki jest przeładowany, w efekcie czego dzieci działają na zasadzie trzech Z: zakuć, zdać, zapomnieć. […]

 

Agnieszka Kowalska, która przez sześć lat mieszkała w Wielkiej Brytanii, dodaje, że dodatkową wadą rodzimego systemu edukacji jest brak powiązania między przedmiotami. – Kiedy w szkole na Wyspach dzieci czytają na angielskim lekturę dotyczącą starożytnego Egiptu, podczas zajęć z plastyki idą do muzeum historii starożytnej, a na historii uczą się o faraonach. U nas tak nie jest, bo większość przedmiotów jest od siebie oderwana – opowiada matka dwójki dzieci.

 

Cały artykuł „Jaka powinna być idealna szkoła?”   –   TUTAJ

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 

 

*Chyba jednak pan Grzegorz nie bardzo orientuje się, że Sherlock Holmes działał stosując procedurę dedukcji, która  – niestety – dominuje w tradycyjnie nauczających szkołach.  Dziś dążymy do tego, aby dzieci zdobywały wiedzę o przyrodzie i społeczeństwie drogą indukcji

 

 



Foto: www.facebook.com/wojciech.rusinek.7

Wojciech Rusinek

 

 

Na stronie portalu „Laboratorium Więzi” zamieszczono przed dwoma dniami pogłębioną analizę najnowszej propozycji kanonu lektur dla uczniów polskich szkół średnich, autorstwa Wojciecha Rusinka. Polecamy ten tekst Waszej uwadze, załączając – w celu rozbudzenia zaciekawienia całością – fragmenty tego, bardzo obszernego, tekstu:

 

 

Obecną dyskusję nad kanonem lektur, poza kwestią Miłosza, zdominowały pozorne problemy i fałszywe informacje. Rytualna i emocjonalna walka z PiS przesłoniła racjonalne argumenty. A jest o czym dyskutować. […]

 

Publicystyczne przepychanki o konkretnych autorów czy tytuły, takie jak chociażby słuszna obrona Witolda Gombrowicza w latach, gdy Roman Giertych jako minister edukacji zamiast lektury „bezecnej” „Ferdydurke” proponował powrót do Jana Dobraczyńskiego, potwierdzają, że – po pierwsze – marzenie o spójnym, powszechnie obowiązującym kanonie (chociażby na poziomie decyzji administracyjnej!) jest nadal bardzo silne w naszej polskiej wspólnocie czytających. Po drugie, debaty te sprawiają wrażenie gry o najwyższą stawkę, której uczestnicy na moment zapominają, jak umowne i mało istotne są cele gry. […]

 

U podstaw sporów o lektury leżeć musi przekonanie, że dobór dzieł ma wpływ na to, jakie cele i wartości obierzemy jako wspólnota kulturowa w kolejnych latach. Problem w tym, że gdybyśmy uczciwie zapytali siebie samych (my-nauczyciele języka polskiego, my-literaturoznawcy, my-rodzice uczniów polskiej szkoły), czy naprawdę wierzymy, że lektury szkolne mają decydujący wpływ na rozwój lub upadek tzw. kapitału kulturowego Polaków, odpowiedzią byłoby najpewniej mocne wahanie. Ja przynajmniej – ucząc języka polskiego w liceum ogólnokształcącym – mam co do tego wątpliwości. […]

 

Negatywny stosunek do sposobu przeprowadzania przez rząd Prawa i Sprawiedliwości reformy edukacji – podzielany także przeze mnie – najwyraźniej wielu komentatorom przesłonił to, że projekt nowego programu ma też swoje istotne zalety i byłoby z mojej strony dowodem politycznego zacietrzewienia, gdybym ich nie podkreślił.

 

Po pierwsze: rozsądne wydłużenie nauki w szkołach ponadpodstawowych o rok. Po drugie: być może będzie to pierwszy spis lektur, który tak mocno uwydatni rolę najnowszej polskiej prozy. Na listę trafiły znakomita „Katedra” Jacka Dukaja, piękne „Miejsce” Andrzeja Stasiuka, opowiadanie Olgi Tokarczuk (szkoda jednak, że nie jest to „Wyspa”, jak pierwotnie planowano) i inicjacyjna „Madame” Antoniego Libery. Proponowany spis łączy więc mocną dawkę klasyki, bez której nie wyobrażam sobie kształcenia literackiego, z podkreśleniem roli literatury najnowszej, które cieszy mnie jako krytyka literatury. Po trzecie wreszcie, a informację tę pomijano we wszystkich dotychczasowych opisach projektu, prowadzący będzie musiał wybrać „w każdej klasie obowiązkowo dwie pozycje książkowe w całości lub we fragmentach” z listy lektur uzupełniających, ale mogą to być również – i to chyba najbardziej przyjazny zapis tej listy – „inne utwory literackie wybrane przez nauczyciela”. […]

 

Cały tekst Wojciecha Rusinka „Gra w lektury”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.laboratorium.wiez.pl



Foto: www.edukacja.dziennik.pl

 

Robert Firmhofer

 

 

Przed kilkoma dniami, na internetowej stronie „Gazety Wyborczej”,  w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej, zamieszczono zapis wywiadu, jaki z Robertem Firmhoferem, – dyrektorem Centrum Nauki „Kopernik” przeprowadził Piotr Cieśliński.

 

 

Zanim przeczytacie całość – proponujemy lekturę jego dwu fragmentów:

 

 

Piotr Cieśliński: Kopernik ponoć przestaje być parkiem rozrywki…

Robert Firmhofer: Nigdy nim nie był.
 

Ale tak czasem był kojarzony.

– Niekiedy mylnie uważa się, że istotą centrów nauki jest ich interaktywność. Nieprawda. To tylko jedna z metod angażowania zwiedzającego, bo istotą takich instytucji jak Kopernik jest uczenie się poprzez zaangażowanie. Teraz w większym stopniu niż dotąd chcemy angażować naszych gości w fascynujące procesy uczenia się, które u nas zachodzą. Możemy być znakomitym laboratorium badawczym. Przychodzą do nas bardzo różni ludzie, z Polski i zagranicy, w różnym wieku, o różnym wykształceniu i zainteresowaniach.

 

A co chcecie zbadać?

Jak oni się uczą i co to dzisiaj znaczy „uczyć się”. Pokutuje u nas myślenie, że uczenie wiąże się ze zdobywaniem wiedzy, zapamiętywaniem jej, a potem weryfikacją zdobytej wiedzy czy umiejętności. Jeżeli uczeń pozytywnie zdał egzamin lub test, to sądzimy, że dobrze się nauczył. […]

 

Dzisiejsza neurobiologia mówi nam, że uczenie się to nie jest proces czysto intelektualny, który da się całkowicie zracjonalizować. Odgrywają w nim rolę emocje, także wola. Musimy chcieć się uczyć, bo jak nie chcemy, to się nie nauczymy. Konieczne są emocje, które sprawią, że się zaangażujemy. Dopiero jeśli chcemy i naprawdę się zafascynujemy, mózg zostaje pobudzony i jest zdolny coś przyswoić. Sytuacja, w której nauczyciel stoi i przez godzinę o czymś opowiada, niekoniecznie temu sprzyja.

 

Co istotne, nie powinnyśmy myśleć o edukacji jako o procesie zakończonym egzaminem. Nauka nie kończy się w momencie opuszczenia szkoły. W pewnym sensie ona się wtedy dopiero zaczyna.

 

 

Czemu więc ma służyć szkoła?

Powinna nas zaopatrzyć w podstawowy zasób kompetencji, ale potem już sami musimy je w znacznym stopniu rozwijać. A damy radę to zrobić tylko wtedy, gdy nauczymy się samodzielnie uczyć, czyli jeśli szkoła nas do tego przygotuje
.[…]

 

 

Cały wywiad, zatytułowany „Kopernik staje się laboratorium edukacji. Jaka ma być szkoła?”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl