Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Dawno nie zamieszczaliśmy żadnego tekstu z bloga Jarosława Blocha „Co z tą edukacją”. Bo też i ów bloger niezbyt często raczył czytelników swoimi nowymi tekstami: 25 listopada – Feryjna bomba atomowa, 8 listopada – Szkoła, covid i życie, 30 września – Rozrzedzanie gnojówki.

 

Ale dziś, po przeczytaniu jego wczorajszego posta „Zdalna ściema”, postanowiliśmy udostępnić ten tekst, najpierw w fragmentach, sugerując zapoznanie się z jego pełną wersją – po kliknięciu linka – u „źródła”:

 

 

Jeszcze niecałe dwa miesiące i będziemy obchodzić pierwszą rocznicę największej edukacyjnej ściemy w historii RP. Prawdziwe (nie cukierkowe, przedstawiane przez polityków, lub teoretyków) oblicze tej „nauki” jest koszmarne. Zapewnienia ministerstwa, że wszystko jest pod kontrolą jest malowaniem trawy na zielono. Tymczasem po cichu zachodzą negatywne procesy, które będą się za nami wlec przez lata. Tym bardziej że nic na razie nie wskazuje aby nauka zdalna miała się skończyć, bo tempo szczepień nauczycieli jest tak powolne, że prędzej należy spodziewać się kolejnego zawieszenia zajęć dla klas 1-3 niż powrotu do szkół reszty. W dodatku ten rok może przejść do historii szkolnictwa wyższego, jako ten w którym studenci przez cały rok akademicki nie zobaczą na oczy uczelni. Jaki kraj – takie nauczanie. A kraj? Wiemy, już Sienkiewicz to zdradził, a potem było tylko gorzej. […]

 

Gdy siedem lat temu pisałem Ściemę” *, w której piętnowałem bylejakość ówczesnej szkoły, obniżanie standardów, brak zainteresowania światem, rozprężenie wychowawcze i wiele innych rzeczy, uważałem, że gorzej już być nie może. Tyle że potem była reforma Zalewskiej, potem dorabiałem całe trzy lata w szkole weekendowej w której zrozumiałem, że w prowadzeniu szkoły ważne jest same jej prowadzenie, bo reszta nie ma znaczenia. Następnie zniesmaczony i zniechęcony zrezygnowałem na pewien czas z oświaty, a w pierwszej pracy, do której się załapałem, dorywcze stanowisko copywritera polegało na… pisaniu głąbom prac licencjackich lub magisterskich, lub fragmentów prac. Oczywiście nie napisałem tępakom ani słowa, więc nie zarobiłem tam ani grosza. Ale uświadomiłem sobie iluż udawanych licencjatów i magistrów chodzi po polskich ulicach… To często nasi znajomi, krewni… I kiedy myślałem, że to apogeum mojego zdziwienia – nadszedł czas zdalnej „nauki”. Materiału mam na dwie kolejne części Ściemy, ale nie wiem czy jest sens, bo zbyt wielu może dostrzec tam siebie. A przecież Polak nie lubi się z siebie śmiać… […]

Czytaj dalej »



Foto: www.efc.edu.pl

 

Agnieszka Jankowiak-Maik

 

 

W ubiegłym tygodniu (11 stycznia 2021r.) portal JUNIOROWO zamieścił zapis rozmowy z Agnieszką Jankowiak-Maik, laureatką Nagrody im. Ireny Sendlerowej 2020 “Za naprawianie Świata”, wiceprzewodniczącą Rady Fundacji „Ja Nauczyciel”, zatytułowany „Jak nauczycielka naprawia świat…”. Oto wybrane fragmenty tego wywiadu:

 

[…]

 

Marcin Korczyc: Kim jesteś? Kim czujesz się najbardziej?

 

Agnieszka Jankowiak-Maik: Jestem nauczycielką, czyli wykonuję najpiękniejszy zawód świata. Faktycznie, podejmuję się wielu zadań, jednak w pierwszej kolejności identyfikuję się jako belferka. Uwielbiam kontakt z młodzieżą, wieczny rozwój i wyzwania, jakie stawia każdy dzień. Z przyjemnością obserwuję zmiany, które zachodzą u moich podopiecznych, lubię się od nich uczyć, wspólnie działać i nakręcać do kolejnych aktywności. Młodzi mają w sobie niezwykły ogień, z którego warto czerpać.

 

 

M.K: W pracy z młodymi liczy się nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także kształtowanie postaw otwartości, szacunku do innych, solidarności, czy angażowania na rzecz wartości. Wyróżnienie, które otrzymałaś w ostatnim czasie, w dobie nieprzychylności wobec zawodu nauczycielskiego, obojętności na sprawy edukacji, brutalnego wkraczania polityki do szkół, oporu przed edukacją antydyskryminacyjną, równościową, seksualną, to chyba dowód, że Twoja aktywność ma ponadczasowy sens?

 

A.J.M.: Wierzę, że tak. Nie podoba mi się upolitycznienie dyskusji o edukacji obywatelskiej czy antydyskryminacyjnej. To są zagadnienia elementarne, prawa człowieka nie są polityką, tylko fundamentem. Niestety żyjemy w czasach, w których nauczycielki i nauczyciele prowadzący tego typu zajęcia są oskarżani o szerzenie bliżej nieokreślonej ideologii. Nie potrafię się z tym pogodzić. Apeluję do edukatorek i edukatorów, żeby nie bali się prowadzić tego typu zajęć, one są niezbędne w polskiej szkole. Nie ma chyba nic ważniejszego, niż uczenie, że każdy człowiek jest równy, uczenie otwartości i empatii, kształtowanie dobrych ludzi, którzy z sercem będą podchodzić do innych. Zawsze stawiam człowieka na pierwszym miejscu.[…]

 

 

Inka Ilasz: Jaka jest Twoja pierwsza myśl – gdyby doszło do zmian zapowiadanych przez obecnego ministra, stajesz się wojowniczką, otwarcie stajesz do walki, czy schodzisz do edukacyjnego podziemia, uciekasz z publicznego systemu edukacji?

 

Czytaj dalej »



 

W minioną sobotę (17 stycznia 2021 r.) portal Prawo.PL zamieścił ciekawy artykuł Baty Igielskiej pt. „Polska szkoła to skansen, o zawodach przyszłości uczeń może pomarzyć”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

Polska szkoła nie daje wiedzy i kompetencji niezbędnych na rynku pracy w przyszłości. Tymczasem wiele miejsc pracy zagrożonych jest automatyzacją – wynika z raportu Global Competitiveness Report”. Jak jednak podkreślają nauczyciele – świetnie wykształcony nauczyciel przedmiotów zawodowych zarabia mniej niż katecheta.

 

Światowe Forum Ekonomiczne od lat przygląda się gotowośz badania ci krajów na adaptację do rynku pracy jutra. Sprawdza również jakość edukacji, w 2020 badano: aktualność programów nauczania, inwestycji w umiejętności potrzebne na rynku pracy w przyszłości w Polsce wypada tragicznie: 41,9; najsłabsza jest Grecja 38,75; najlepsza Finlandia – 75,26. Jesteśmy nawet daleko od przeciętniaków – 55,3 – wynika z raportu. Bez zmian systemowych nie pomoże aktywność polskich nauczycieli przedmiotów zawodowych i uczniów szkół branżowych.

 

 

Raport na podstawie ankiet

 

Global Competitiveness Report” powstaje na podstawie badań ankietowych przeprowadzonych wśród przedstawicieli biznesu i administracji. Ten najnowszy szuka odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób sytuacja w poszczególnych krajach sprzyja transformacji w kierunku gospodarki przyszłości i jak świat otrząśnie się po Covid-19. Raport odnosi się do sytuacji legislacji, edukacji, technologii czy kwestii związanych z osobami starszymi.

 

Zaufanie do rządzących – 45proc. (w dolnej granicy dla krajów rozwijających się); mamy bardzo wysoki poziom odczuwania zjawisk korupcyjnych – 60proc. (kraje rozwijające się mają go na poziomie 70,88). Daleko nam do krajów najbardziej skorumpowanych: Rosja, Meksyk, Brazylia, Turcja.

 

Kompetencje cyfrowe (określono ryzyko automatyzacji, tj. miejsca pracy, które mogą wkrótce zastąpione przez automatykę). Raport wskazuje, że istotne lub wysokie zagrożenie dotyczy niemal 50 000 miejsc pracy. Tymczasem poziom kompetencji cyfrowych w porównaniu do zeszłorocznego badania spadł, choć ten spadek może być efektem większej świadomości, gdyż kompetencje cyfrowe stały się w pandemii nieodzowne w pracy i łatwiej dostrzec deficyty.

 

 

Konieczne zmiany systemu i mentalności rodziców

 

Szkoła jest nie tylko źle zarządzana, ale nie umie sobie poradzić z wyzwaniami jutra. Tę sytuację można zmienić jedynie oddolnymi, spójnymi działaniami.[..]

 

Innowacyjności młodych ludzi kończących w tym roku polskie technika na pewno nie służy zamieszanie z egzaminami zawodowymi. Gdy poziom matury obniża się ze względu na edukację zdalną, im dokłada się do pieca: w ocenie chłopaków egzamin praktyczny 4. klasy w zawodzie technik elektronik był bardzo trudny. Trudniejszy niż w latach poprzednich. Podziękowania dla CKE i MEiN.

 

Polska dużo poniżej przeciętnej

 

Na podstawie „Global Competitiveness Report gotowość Polski do ekonomicznej transformacji w kierunku wyzwań przyszłości jest na poziomie 48,8, przy średnim poziomie wskaźnika 57,65; najniższym w Meksyku – 45,2; najwyższym w Finlandii – 69,9. Edukacja, czyli kluczowy czynnik, mający wpływ na naszą przyszłość, szoruje po dnie. Dane z raportu odnośnie edukacji:[…]

 

 

Cały tekst „Polska szkoła to skansen, o zawodach przyszłości uczeń może pomarzyć” TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 



Wczoraj (19 stycznia 22021 r.) na fanpage <EDU-klaster> Wojtek Gawlik zamieścił taki oto post:

 

 

 

Z cyklu: „Always look on the bright side of life”.

 

Justyna Suchecka napisała ostatnio (dla Krytyki Politycznej) bardzo ciekawą diagnozę naszego systemu edukacji*. Mnie przyciągnął głównie tytuł… taka przypadłość ludzi powierzchownie myślących.

 

Szkoły nie są dla nas miejscem edukacji, lecz magazynami do przechowywania dzieci

 

Załóżmy, że przestajemy się oszukiwać… i akceptujemy prawdziwość tego stwierdzenia. Moim zdaniem taki sposób myślenia o szkole bardzo oczyszcza. Daje możliwość otworzenia przed szkołą cudownej przyszłości.

 

Obecnie uczeń musi i nie może. Musi bardzo wiele rzeczy się nauczyć, musi słuchać i nie może zaciekawić się czymś dla niego istotnym. No bo przecież nie ma na to wszystko czasu. Mamy materiał do przerobienia, podstawę programową i podręczniki, które tworzą dziwne wrażenie tego, że coś konstruktywnego się wokół szkoły dzieje. A na koniec egzaminy… ukoronowanie pasma sukcesów.

 

Niestety, gdy spojrzymy na to z perspektywy… to mamy przelewanie z pustego w próżne. W natłoku realizacji tego niezwykle ważnego materiału… czasem zapominamy, że tu chodzi o to, żeby uczniowie się po prostu rozwijali – na miarę swoich możliwości.

Czytaj dalej »



Foto: www.encrypted-tbn0.gstatic.com

 

 

Wczoraj portal EDUNEWS zamieścił tekst Joanny Krzemieńskiej, zatytułowany „Jak żółw w skorupie”. Publikujemy go bez skrótów:

 

Miesiąc przerwy w zajęciach. Tyle otrzymaliśmy w tym roku czasu w ramach ferii świąteczno-zimowych. Co można zrobić z taką ilością wolnych dni?

 

Od jakiegoś czasu znaczniej bardziej odpowiada mi rola obserwatora rzeczywistości, niż czynnego uczestnika życia w social mediach. Zniknęłam, świadomie i na własne życzenie. Rzadziej publikuję teksty na stronie, mniej wpisów pojawia się na profilu <Zakręconego belfra>. Co się kryje za tą zmianą?

 

 

Zza szklanego ekranu

 

Dwa słowa: zdalne nauczanie. Nie upatruję w nich całego zła tego świata. Wprost przeciwnie. Dostrzegam naprawdę wiele plusów (o czym zresztą nie raz wspominałam). Dostrzegam też jednak syndrom: mam dość. Wstaję rano, włączam komputer, rozmawiam z uczniami (zwykle nazywamy to po prostu lekcją…). W przerwach zajmuje się gotowaniem, praniem i sprzątaniem. Zwyczajne sprawy. Przed erą zdalnej edukacji robiłam dokładnie to samo. Jak więc to możliwe, że teraz czynności te wyczerpują? Praca nie cieszy tak jak dawniej?

 

Upatruję przyczyn tego stanu rzeczy w przebodźcowaniu. Sytuacja, w której się znajdujemy od jesieni nie jest ani nowa, ani zaskakująca. Spodziewaliśmy się powrotu do nauczania na odległość. Być może tliła się jakaś maleńka iskierka nadziei, że „jakoś to będzie” i cudem pozostaniem w szkolnych ławkach. Życie szybko zweryfikowało jednak ten scenariusz i mamy to, co mamy. Siedzimy zamknięci w czterech ścianach.

 

Czytaj dalej »



W miniony piątek (8 stycznia 2021 r.) na portalu <mama:Du> zamieszczono obszerny tekst Agnieszki Miastowskiej, zatytułowany „Spis lektur szkolnych brzmi jak tortura? Oto nowa lista, dzięki której dzieci pokochają czytanie”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Alternatywna Lista Lektur to projekt stworzony przez Towarzystwo Inteligentnej Młodzieży, Buk Buk oraz Fundację Edico..

 

Celem projektu jest stworzenie mapy, która pozwoli dzieciom i młodzieży znaleźć znakomite książki dostosowane do ich wieku.

 

Dyrektorka Towarzystwa Inteligentnej Młodzieży Edyta Plich opowiada o korzyściach płynących z czytania i o tym, czym kierowano się przy tworzeniu Alternatywnej Listy Lektur.

 

[…]

 

O tym, że kanon lektur szkolnych jest przestarzały, wie już każdy. Dość mają go przede wszystkim uczniowie, ale także nauczyciele i rodzice, którzy nie wiedzą, jak przy tak feralnej podstawie zachęcić dzieci do czytania. Nie można jednak winić uczniów za nieczytanie, gdy książki, które proponuje im szkoła, były przestarzałe już w czasach, gdy w szkolnych ławkach siedzieli ich rodzice. Nauczyciele przyznają, że sami zmęczeni są ubieraniem nieprzystających do rzeczywistości lektur w dzisiejsze ramy, by choć minimalnie zainteresować nimi uczniów. […]

 

Rozmawiamy z Edytą Plich, dyrektorką TIM, która wyjaśnia, jak powstała Alternatywna Lista Lektur, i dlaczego czytanie dla przyjemności jest podstawą sukcesu edukacyjnego i potem życiowego młodzieży (jak udowodniły badania PISA).

 

-Skąd wziął się pomysł na stworzenie Alternatywnej Listy Lektur?

 

Od lat zajmujemy się z edukacją i my poloniści widzimy, jak uczniowie reagują na lektury i jak niewiele czytają, co potwierdzają katastrofalne wyniki badań dotyczących poziomu czytelnictwa (wg badań Biblioteki Narodowej 62 proc. dorosłych Polaków nie czyta w ogóle książek).

 

Przekonanie o tym, że sprawność posługiwania się tekstem w znaczący sposób wpływa na osiągnięcia edukacyjne młodych ludzi i jest kluczową kompetencją życiową, zaowocowało współpracą z Fundacją Powszechnego Czytania. W gronie specjalistów – nauczycieli, pedagogów, bibliotekarzy, edukatorów i psychologów – pracujemy nad wdrażaniem nawyku czytania dla przyjemności.

 

Nasza inicjatywa spotkała się z misją BukBuka. Razem z Julią Skórzyńską, redaktorką, recenzentką i współprowadzącą BukBuka postanowiliśmy zaproponować zestaw wartościowych i ciekawych książek dla dzieci i młodzieży na miarę współczesności, tak stworzyliśmy Alternatywną Listę Lektur. […]

 

 

Dlatego listę lektur trzeba unowocześnić?

 

Koncepcja zamkniętej listy lektur jest przestarzała. Wariantywny zestaw autorów i ich dział umożliwi pedagogom dokonanie własnych wyborów tekstów, co wywoła ich większe zaangażowanie i poczucie sprawstwa. Oprócz koniecznego kanonu związanego z przekazaniem kodu kulturowego pojawią się pozycje bliższe młodym ludziom. Słowo lektura kojarzy się im często z tekstem trudnym i
niezrozumiałym.

 

Niejednokrotnie obserwowałam reakcje uczniów na „Buszującego w zbożu” Salingera, pełną entuzjazmu i niedowierzania, że jest to lektura. Zaangażowanie i zrozumienie bohatera sprawiło, że nie „przerabialiśmy lektury”, tylko prowadzimy ważne rozmowy. Pora zaufać nauczycielom, mądrym i wykształconym ludziom, i pozwolić im na dobór tekstów. W ten sposób nauczyciele mają szansę uwzględnić potrzeby i możliwości swoich uczniów. Taki system sprawdza się m.in. w programie Matury Międzynarodowej (IB).[…]

 

 

Wielu rodziców powie jednak, że to z książek w kanonie dzieci będą zdawać egzaminy, młodzież maturę. Jak przekonać ich, że dzieci powinny czytać coś spoza szkolnej listy?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.zsp7.edu.gdansk.pl

 

Adam Kacprzak – nauczyciel WF i wychowawca klasy VIIa w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 7 im. Jana Heweliusza w Gdańsku, ale także opiekun samorządu uczniowskiego* – podczas debaty kandydatek i kandydata na przewodniczącego SU – 20 października 2019 roku.

 

 

Na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono wczoraj (8 stycznia 2021 r.) artykuł Michała Kacprzaka nauczyciela wychowania fizycznego i edukacji dla bezpieczeństwa w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 7 w Gdańsku, zatytułowany Po co nam cały ten WF (zdalny)?”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

Jako nauczyciel wychowania fizycznego, który (wedle moich przekonań) wykonuje tę pracę ze szczerego zamiłowania, często pozwalam sobie na przemyślenia dotyczące roli, jaką pełni szkolny WF, celu jego obecności wśród obowiązkowych przedmiotów szkolnych czy też osobistego stosunku do tych zajęć. Zrozumienie znaczenia i określenie najważniejszych celów realizacji tego przedmiotu, nabiera w moim odczuciu szczególnego sensu w tym specyficznym okresie, jakim jest nauka zdalna.

 

Myśląc o WF, przygotowując scenariusze kolejnych zajęć, opracowując materiały do realizacji lekcji w formie on-line, przypominam sobie słowa Profesora Tomasza Frołowicza, wypowiedziane podczas jednej z konferencji we Wrocławiu. Profesor rozpoczynając swoje wystąpienie wskazał najważniejszy w swojej opinii cel wychowania fizycznego, określając go jako „przygotowanie uczniów do podejmowania wyborów”. Rozwijając tę myśl, wskazał, że chodzi o podejmowaniu przez uczniów wyborów korzystnych dla ich zdrowia.** Możemy zatem rozumieć, że podstawowym celem szkolnego WF jest kształtowanie nawyków i postaw uczniów, które pozwolą im zarówno teraz, jak i w przyszłości, dokonywać wyborów sprzyjających ich zdrowiu.**[…]

 

Aby jednak młody człowiek potrafił wybierać spośród wszelkich oferowanych przez dzisiejszy świat aktywności życiowych te, które rzeczywiście będą miały pozytywny wpływ na jego zdrowie, musi zostać wyposażony w określone kompetencje, nazywane w tym kontekście kompetencjami zdrowotnymi. Składają się na nie: wiedza, motywacja i umiejętności.

 

Czytaj dalej »



Screen sceny z zapisu filmowego spektaklu „MY HERO – INA”

 

Jak zadeklarowali to twórcy tego projektu, „to autorski spektakl teatralny Teresy Radzikowskiej-Binkowskiej, który ukazuje problem narkomanii w środowisku młodzieży, poszukującej autorytetów i ideałów w obojętnym świecie dorosłych”.

 

Obok młodych aktorów amatorskiego teatru „Pod lupą” z ŁDK, w sztuce tej – w roli babci – wystąpiła aktorka teatru seniorów „Roines”, dzialajacego w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Rolę mamy zagrała (w zastępstwie chorej na COVID członkini tego teatru) autorka scenariusza i reżyserka spektaklu – Teresa Radzikowska-Binkowska – inicjatorka i osoba prowadząca oba te amatorskie teatry.

 

                                                   Główne postacie grają:

 

Ina – Łucja Obidowska
Marek – Jan Mizerski
Ojciec – Sebastian Dominiak
Matka – Teresa Radzikowska-Binkowska
Babcia – Bogumila Treller
Sylwia – Karolina Michałus
Kamil  – Paweł Anglart


Scenariusz i reżyseria – Teresa Radzikowska-Binkowska z zespołem
Opracowanie plastyczne – Jan Mizerski z zespołem
Muzyka – Ziemowit Cegiełka z zespołem

Realizacja projektu: Fundacja Wspierania i Rozwoju Edukacji – ESCOLA

Projekt został sfinansowany ze środków Urzędu Miasta Łodzi.

 

 

Spektakl „My hero – Ina”, który miał swoją premierę na Yoy Tube 30 grudnia 2020 roku,

można obejrzeć – TUTAJ

 

Czytaj dalej »



Foto:www.facebook.com/cezary.zechowski

 

Dr n. med. Cezary Żechowski – kierownik zespołu terapeutycznego Centrum Terapii Dzieci, Młodzieży i Rodzin ALLENORT

 

31 grudnia ub. roku na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono zapis rozmowy red. Katarzyny Przyborskiej z Cezarym Żechowskim, specjalistą psychiatrii dziecięcej, psychoterapeutą dzieci, młodzieży i dorosłych, zatytułowany „Za izolację dzieci i młodzież płacą zdrowiem”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji, do przeczytania której namawiamy:

 

[…]

 

Katarzyna Przyborska: Zaczynają się dziwne ferie, podczas których młodsze dzieci, do czwartej klasy podstawówki, mogą spędzać czas w sposób zorganizowany, w ramach np. szkolnych półkolonii, a starsze mają po prostu siedzieć w domach od 8 do 16. Czyli wtedy, kiedy jest jeszcze jasno. Mogą nacieszyć się światłem dziennym, tylko jeśli towarzyszy im osoba dorosła. Jak pan ocenia tę decyzję?

 

Cezary Żechowski: Uważam, że jest niepotrzebna, niesłuszna. Dzieci już kolejny miesiąc siedzą w domach, uczą się zdalnie, mają bardzo niewielką możliwość spotykania się ze swoimi rówieśnikami. Cała ta sytuacja nie pozwala na zaspokojenie ich podstawowych potrzeb. Wiemy przecież, że dzieci potrzebują stymulacji społecznej, że jest ona niezwykle ważna, bo tworzą się w tym czasie trwałe wzorce relacji i zachowań społecznych. Potrzebują też bodźców fizycznych.

 

 

Czyli izolacja powoduje ograniczenie bodźców potrzebnych w tym okresie rozwojowym?

 

Właśnie tak. Dlatego m.in. nakaz spędzania wielu dni w zamknięciu trudno mi racjonalnie uzasadnić. […]

 

 

Taką petycję wystosowała Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Też ją poparłam. Można ją jeszcze podpisać. Fundacja zwraca uwagę m.in. na skalę przemocy domowej. Przypomina, że dzieci odczuwają swój stan psychiczny jako zły, a zespół Fundacji przeprowadził o 25 proc. więcej interwencji w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka niż rok wcześniej. Czy pan w swojej praktyce też widzi pogorszenie sytuacji? Czy może nie uległa ona aż tak dużej zmianie?

 

Sądzę, że wiele się zmieniło, ale sami jeszcze do końca nie wiemy co. Jak powiedziałem, bardzo brakuje bodźców społecznych, na które dzieci mają niezwykle duże zapotrzebowanie. Jeśli siedzą w domu, są sfrustrowane, to stają się dla rodziców trudne, a oni nie są w stanie dać dzieciom tego, czego te potrzebują. To zatem czas niełatwy i dla dzieci, i dla rodziców. A jeśli jeszcze w domu jest przemoc, to skutki są dramatyczne, bo dochodzi do jej eskalacji, dzieci dodatkowo cierpią wykorzystywanie i maltretowanie. Nie jesteśmy w tej chwili w stanie ocenić skali zjawiska, ale boimy się, że w tych domach, gdzie na co dzień jest przemoc, dzieci mogą być bardzo straumatyzowane.

 

Czytaj dalej »



Screen z pliku na Yoy Tube [www.youtube.com]

 

Jarosław Pytlak w rozmowie z red. Mateuszem Rzemkiem w studiu „RzeczpospolitaTV” – 22 marca 2019 r.

 

W ostatnim dniu 2020 roku kolega dyrektor Jarosław Pytlak zamieścił na swojej stronie „Wokół Szkoły” bardzo osobisty tekst (Wiem – wszystkie Jego teksty są osobiste, ale nie tak bardzo jak ten – zobaczcie sami, szczególnie zakończenie!), który opatrzył tytułem, będącym łacińską sentencją; „Quidquid doces tibi doces!”. Informacja dla młodszych roczników – jej tłumaczeniem jest tytuł,naszego materiału.

 

Tradycyjnie – zapraszamy, dla „posmakowania”, do lektury wybranych fragmentów tekstu Jartosława Pytlaka, a w wolniejszym czasie – do jego pełnej wersji:

 

 

Quidquid doces tibi doces!

 

Rozpocznę ten artykuł wyznaniem niespotykanym u nauczyciela. Przyznam mianowicie z całą szczerością, że nigdy specjalnie nie przejmowałem się, czy moi uczniowie dobrze poznają wykładany przeze mnie przedmiot:* początkowo biologię, potem przez długie lata chemię, aż wreszcie przyrodę. Jedynki z prac klasowych nie budziły mojej frustracji, bowiem stawiałem je rzadko. Zawsze starałem się tak konstruować sprawdziany, by nawet słaby uczeń był w stanie osiągnąć sukces, albo choćby sukcesik w postaci oceny dopuszczającej. Zatwardziałych nieuków, niezdolnych skorzystać z tej oferty, było niewielu. A pod koniec, kiedy uczyłem przyrody w klasie szóstej, już w ogóle nie robiłem klasówek. Postępy uczniów śledziłem obserwując ich pracę podczas lekcji, słuchając wypowiedzi, rozmawiając. Problemy, które przed nimi stawiałem, rozwiązywali zazwyczaj zbiorowym wysiłkiem, a ja nawet nie próbowałem dochodzić, czy ktoś wnosi od siebie więcej, czy mniej. Taka współpraca z uczniami sprawiała mi wielką przyjemność, a i poświęcony czas chyba nie szedł na marne; w każdym razie w anonimowej ankiecie pod koniec roku nauki przyrody przeczytałem sporo pozytywnych komentarzy, a wśród nich nawet taki: „Na tych lekcjach nauczyłem się najwięcej”.

 

Nie twierdzę, że zadeklarowane tutaj nauczycielskie désintéressement dla skuteczności nauczania może być dobrym patentem dla wszystkich grup wiekowych i dla wszystkich przedmiotów, ale na poziomie starszych klas szkoły podstawowej i w gimnazjum w moim przypadku się sprawdzało. Uświadomienie uczniom, że to oni się uczą, a nie ja, i to oni powinni czuć się odpowiedzialni za efektywność swojej nauki, tworzyło dobrą płaszczyznę współpracy. Nie darmo już wieki temu ukuto sentencję: Quidquid discis, tibi discis, co znaczy: Czegokolwiek uczysz się, uczysz się dla siebie. Ja ją tylko twórczo zastosowałem w szkole. […]

 

Takie podejście do nauczania powodowało, że uczniowie przychodzili na moje lekcje bez większego stresu, a część może nawet z pewną przyjemnością. Jedna z absolwentek kilka lat po ukończeniu gimnazjum powiedziała mi wprost, że nienawidziła uczyć się chemii, ale lubiła zajęcia ze mną. Oczywiście mam świadomość, że sprzeniewierzałem się trochę temu, co w powszechnym mniemaniu jest misją nauczyciela, bowiem nie poczuwałem się do odpowiedzialności za postępy uczniów i nie starałem się zarazić ich pasją do mojego przedmiotu. Czy jednak byłem z tego powodu złym nauczycielem? Myślę, że nie gorszym od wielu. […]

 

W polskiej oświacie od z górą stu lat pokutuje mit Siłaczki, mocno zakorzeniony w społecznej (pod)świadomości. Każe on nauczycielowi nieść kaganek oświaty, obowiązkowo wbrew przeciwnościom losu. Owa heroiczna wizja dopiero niedawno zaczęła ustępować wyobrażeniu profesjonalisty, kompetentnie zaspokajającego wszelkie potrzeby uczniów. Jednak oba te pozornie odmienne spojrzenia łączy traktowanie nauczyciela jako kogoś realizującego misję społeczną wśród swoich podopiecznych i z tego czerpiącego satysfakcję oraz poczucie zawodowego spełnienia. A że codzienność pedagogicznej profesji przynosi wiele problemów – tak było w czasach Siłaczki, tak jest również obecnie – niemało nauczycieli wykonuje swoją pracę w poczuciu poświęcenia, ale bez specjalnej satysfakcji. Myślę, że zbyt wielu, by po prostu przejść nad tym do porządku dziennego.[,…]

 

Wybrałem zawód nauczyciela, ponieważ jako nastoletni instruktor harcerski już po kilku miesiącach prowadzenia drużyny byłem pewny, że przebywanie z dziećmi sprawia mi ogromną radość, daleko większą niż towarzystwo rówieśników… Po prostu cieszyłem się, że mogę z nimi pracować. Zbiórki były pierwszym pretekstem do spotkań, potem pojawiły się wycieczki, obozy letnie, zimowiska, a po ukończeniu studiów, na nowym etapie mojej kariery pedagogicznej – lekcje w szkole. Z biegiem lat przekonałem się, że wypatrzona ongiś w „Fotoplastykonie” Krystyny Siesickiej maksyma „Świat lubi ludzi, którzy lubią świat” doskonale potwierdza się w moim doświadczeniu. Otrzymałem i wciąż otrzymuję wiele dowodów sympatii ze strony wychowanków: uśmiechów, cukierków, laurek, przybijania piątki, spontanicznego przytulania się najmłodszych. Wyrazy wdzięczności spotykają mnie także ze strony wielu rodziców. Odbieram to wszystko jako wciąż nowe porcje paliwa dla mojego pedagogicznego napędu.[…]

 

Czytaj dalej »