Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Wczoraj na fejsbukowym profilu Wiesławy Mitulskiej – nauczycielki edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej im. gen. J.H. Dąbrowskiego w Słupi Wielkiej – znaleźliśmy wartą upowszechnienia, ilustrowaną informacje o tym jak można dowiedzieć się co potrafią już uczniowie, nie uciekając się do sprawdzianów.

 

 

 

Wiesława Mitulska

 

 

Mamy nadzieję, że koleżanka Mitulska nie będzie nam miała za złe, że poniżej przytoczymy ten tekst i ilustrujące go fotki:

 

 

Czy nauczyciel koniecznie musi zrobić sprawdzian, żeby wiedzieć, co potrafią jego uczniowie?

 

 

 

Ja nieustannie przekonuję się, że odpowiednio sformułowane zadanie daje mi wiedzę nie tylko na temat, co dzieci już umieją, ale również pozwala zorientować się, jak przebiegają ich procesy myślowe. Chciałam zobaczyć, w jaki sposób dzieci poradzą sobie z rozwiązaniem problemu matematycznego, w jaki sposób skorzystają z zasobów, które posiadają. Wymyśliłam zadanie nieoczywiste, dające możliwość kombinowania i badania różnych rozwiązań. To, co zobaczyłam podczas pracy nad zadaniem przeszło moje oczekiwania. Bez żadnej mojej sugestii, część dzieci zgromadziła się na dywanie i wzajemnie zaczęła sobie wyjaśniać zadanie, obmyślać różne warianty rozwiązania. Niektórzy postanowili zmierzyć się z nim samodzielnie i prosili mnie o wysłuchanie, czy dobrze kombinują ? Jedno dziecko od razu opowiedziało mi, jak można rozwiązać zadanie, ale nie wiedziało, jak to rozwiązanie zapisać. Zauważyłam, że sporo dzieci miało problem z zapisaniem swojego rozwiązania tak, by inni wiedzieli o co chodzi. To był najtrudniejszy moment pracy, ale i wskazówka dla mnie nad czym pracować.

 

Czytaj dalej »



Anna i Robert Sowińscy do kolejnego podcastu z cyklu „Od nauczania do uczenia się” zaprosili Katarzynę Sońtę-Sobiesiak, z którą rozmawiają – generalnie – o uzależnieniach, kontynuując problematykę poprzedniej rozmowy z Tomaszem Bilickim „Depresja, samookaleczenia i myśli samobójcze”.

 

Foto: Robert Sowiński

 

Katarzyna Sońta-Sobiesiak z Anną Sowińską

 

 

Oto wprowadzenie do dzisiejszego podcastu:

 

W dzisiejszym odcinku kontynuujemy rozmowy na tematy związane z obciążeniami psychicznymi jakie napotykają dzieci w systemie szkolnym. Zastanawiamy się jak zorientować się, że z naszymi dziećmi dzieje się coś niepokojącego, jak im pomóc. Dotykamy również problemów, z jakimi my dorośli, możemy się spotkać, a które mogą prowadzić do uzależnień. Naszym gościem jest psycholożka o specjalizacji związanej z uzależnieniami Katarzyna Sońta – Sobiesiak.

 

 

Podcast „O uzależnieniach w szkole i nie tylko – rozmowa z psycholożką Katarzyną Sońtą-Sobiesiak”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.plandaltonski.pl

 



Maj od lat jest w szkołach okresem tzw. „ruchu kadrowego”. Nic dziwnego, że waśnie teraz „wyszło szydło z worka”, czyli ujawnił się bolesny problem nauczycieli, zatrudnionych dotychczas w likwidowanych z dniem 31 sierpnia gimnazjach. Właśnie o sytuacji kadrowej, będącej prostym skutkiem pisowskiej deformy systemu szkolnego – w tym także „podwójnego rocznika” – w łódzkich szkołach ponadgimnazjalnych/ponadpodstawowych, jest artykuł Aleksandry Pucułek, który został zamieszczony w dzisiejszym łódzkim dodatku „Gazety Wyborczej”.

 

Foto: Marcin Stępień, Agencja Gazeta [www.lodz.wyborcza.pl]

 

W opustoszałych gimnazjach nauczyciele są już niepotrzebni…

 

 

Oto jego fragmenty:

 

Nauczyciele z gimnazjów dostają wypowiedzenia. I nie chcą dalej pracować w szkole

 

[…] – Przed chwilą rozmawiałam z nauczycielką angielskiego. Od września będzie pracować w szkole, ale w Anglii. Znam tamtejsze realia, zupełnie inny standard i stabilizacja w szkołach. Nie dziwię się jej, w Polsce klepałaby biedę – opowiada Jolanta Chojnacka, dyrektorka gimnazjum nr 33 w Łodzi. Sama od września też już nie będzie uczyła w szkole. Odchodzi na emeryturę. […]

 

-U nas trzeba będzie zwolnić pięć, sześć osób – mówi Anna Rogala, dyrektorka gimnazjum nr 16 w Łodzi. Dałam właśnie wypowiedzenia 16 nauczycielom – dodaje Teresa Zięba, dyrektorka gimnazjum nr 28 w Łodzi.

 

W dalszej części artykułu autorka przybliża czytelnikom skomplikowana sytuację kadrową „ gimnazjalnych ostatnich Mohikanów”, którzy do końca wytrwali w szych likwidowanych szkołach. Okazuje się, że nie maja już szans w liceach i technikach, mimo tego, że będą one zmuszony 1 września przyjąć do swych pierwszych klas podwójny rocznik. Okazuje się, że także etaty w szkołach podstawowych są już zajęte:

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj prezentujemy obszerne fragmenty tekstu, którego pierwsza wersja, pod anglojęzycznym tytułem „I have a dream”, została opublikowana 19 kwietnia 2019 roku na portalu Superbelfrzy.RP, a który, po drobnych korektach Marcina Polaka, już z polskim tytułem „Miałem sen...”, został zamieszczony wczoraj na portalu EDYNEWSW.PL

 

Foto: www.google.pl

 

Maciej Danieluk

 

 

Jego autorem jest Maciej Danieluknauczyciel przedmiotów informatycznych w Zespole Szkół Powszechnych im. Pierwszych Piastów w Damasławku. Nie jest to nasz pierwszy kontakt z tekstem tego autora – zamieściliśmy już jeden 6 czerwca ub. roku„O znaczeniu stosowania TIK w przechodzeniu od nauczania do uczenia się”.

 

Autor zatytułował swój artykuł świadomie nawiązując do sławnej frazy Martina Luthera Kinga:

 

Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie byłych niewolników i synowie byłych właścicieli niewolników usiądą razem przy stole braterstwa.
                                                                                                                                        Martin Luther King

 

Oto obszerne fragmenty tego tekstu:

 

Miałem sen, że pewnego dnia w kraju, który kocham i szanuję, jej synowie i córki staną razem i porozumieją się przy stole braterstwa, że edukacja przyszłych pokoleń powinna wyglądać inaczej, że powinna dawać młodym ludziom szansę na dobre życie, w kraju który tyle przecierpiał i który jest dobrem wspólnym nas wszystkich. Miałem sen, że pomimo tego co nas dzieli, są jeszcze tematy, które nas łączą. Że naszym wspólnym dobrem, inwestycją na przyszłość, są pokolenia które dopiero wchodzą w dorosłość.
                                                                                                                                    anonimowy belfer, 2019.

 

 

Wielu mówi o zmianach w polskiej edukacji, ale co zrobić i jak to zrobić? Likwidować szkoły? Dorzucać do systemu kasę? Podnosić pensum? A gdyby zacząć zmieniać ją z wykorzystaniem przemyśleń i propozycji tych którzy są na samym dole, na pierwszej linii frontu?

 

 

Przyszłe pokolenia pedagogów

 

Szkoła przyszłości. Człowiek, który chce zostać pedagogiem i aplikuje na uczelnię przechodzi badania psychologiczne. Nie spotkanie z psychologiem, które trwa 15 minut, ale kilkukrotne spotkania polegające na rozmowie o sobie i swoim podejściu do życia oraz testy psychologiczne. Dzięki takiemu spotkaniu psycholog ma szansę jeszcze przed rekrutacją na studia pedagogiczne stwierdzić czy dana osoba posiada predyspozycje do bycia nauczycielem, czy potrafi występować publicznie, czy potrafi zachować dystans, czy jest osobą empatyczną. Po prostu kimś, kto może i powinien trafić do tego ciężkiego i trudnego zawodu.

 

Studia. 5 lat w trakcie których, oprócz wiedzy, przyszły pedagog ma szansę zobaczyć jak wygląda szkoła i poznać jej meandry oraz specyfikę zawodu, na który się decyduje. Oprócz zajęć dotyczących merytoryki, każdego roku poświęca miesiąc czasu obserwując innych nauczycieli podczas prowadzenia zajęć w szkole. Nie tylko tych, które go dotyczą bezpośrednio i są związane z jego kierunkiem studiów pedagogicznych, ale wszystkich. 5, 6 godzin lekcyjnych dziennie, z różnymi nauczycielami, na różnych poziomach. Wrzesień – miesiąc praktyk, podczas których przyszły adept będzie miał szansę pod okiem doświadczonych kolegów sprawdzić się podczas prowadzenia różnych lekcji, omówić je, przygotować się do nich. I w ten sposób mijają 4 lata jego studiów. Rok po roku przyszły nauczyciel poznaje metodykę, nowoczesne metody nauczania, specyfikę zawodu i nabywa praktyki. Piąty rok jest jego testem i egzaminem, który zdecyduje o jego przyszłości. Pisząc pracę magisterską i uczęszczając na seminaria podejmuje roczną praktykę w szkole.

 

Czytaj dalej »



Właśnie, na Waszych oczach, rodzi się „nowa świecka tradycja”: publikowania na stronie OE sobotniego „wyciągu” z postów Tomasza Tokarza, zamieszczanych w kończącym się tygodniu na jego fejsbukowym profilu. Zdarzyło się to po raz pierwszy przed tygodniem, a dziś postanowiliśmy uczynić tak samo. Tym razem przytoczone poniżej posty łączy „motywacja” – jako nadrzędna siła napędzająca człowieka, ucznia, do autonomicznego działania. I poszukiwanie takich motywacji, a także takich rozwiązań w systemie instytucji edukacyjnych, które sprawią, iż uczniowie będą, bez konieczności stosowania zewnętrznych oddziaływań (systemowego przymusu, tresury narzędziem „kija i marchewki”), z własnej woli, podejmowali trud zdobywania wiedzy i rozwijania kompetencji – niezbędnych do samodzielnego i efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie.

 

Oto wybrane cztery teksty – w kolejności ich zamieszczania:

 

 

 

13 maja

 

On jest słaby”, „Nic z niej nie będzie”, „Ona jest wybitnie uzdolniona”, „Łatwo przychodzi mu nauka” – czy zastanawialiśmy się kiedyś, skąd się biorą nasze przekonania odnośnie uczniów? Na podstawie czego wyrabiamy sobie opinie? Skąd biorą się etykietki, którymi ich obklejamy? Jak duże znaczenie ma stygmat, jakim opatrzony jest młody człowiek? Jak mocno determinuje jego karierę zawodową? Jakie ma przełożenie na jego sukcesy i niepowodzenia?

 

Szukając odpowiedzi na te pytania warto poddać refleksji zjawisko znane jako efekt Pigmaliona. Sama nazwa ma źródła w mitologii greckiej (Pigmalion to imię króla Cypru, który zakochał się w posągu), jednak w edukacyjnym kontekście nawiązuje do tytułu sztuki George’a Bernarda Shawa, opisującej transformację prostej kwiaciarki w damę o manierach arystokratki. Efekt Pigmaliona to rodzaj samorealizującego się proroctwa. Jego istotą jest spełnianie się oczekiwań, jakie wytworzyliśmy sobie o jakiejś osobie. Jeśli wyobrażamy sobie kogoś jako kompetentnego, mądrego refleksyjnego zaczynamy go traktować w taki sposób. W efekcie – rzeczywiście takim się staje. Jeśli wierzymy w drugiego człowieka, z czasem zacznie on postępować zgodnie z przekonaniem, jakie o nim żywimy.

 

Teorię tę zweryfikowały eksperymenty. Jeden z nich przeprowadził harvardzki psycholog Robert Rosenthal w szkole w San Francisco. Poprosił o poinformowanie nowych nauczycieli, że mają w klasie pięciu wybitnie uzdolnionych uczniów, rzekomo szczególnie predestynowanych do uzyskania wysokich osiągnięć w nauce. Pomimo, że w rzeczywistości uczniowie ci nie wyróżniali się niczym spośród pozostałych – pod koniec roku to właśnie oni zrobili największe postępy. W teście na inteligencję uzyskali od 15 do 27 punktów więcej. Co więcej z obserwacji nauczycieli wynikało także, że dzieci te były bardziej szczęśliwe, towarzyskie, autonomiczne, dociekliwe i czułe niż pozostałe.

 

Kolejne liczne badania potwierdzały zauważoną tezę – wzrost kompetencji był znacząco wyższy u tych uczniów, którzy przedstawieni zostali nauczycielom jako wybitnie zdolni (niezależnie od ich rzeczywistego potencjału). Z czego wynika taka prawidłowość? Nie chodzi tu naturalnie o celowe, intencjonalne faworyzowanie części uczniów przy jednoczesnym zaniedbywaniu reszty. Proces ten odbywa na poziomie podświadomym.

 

Po pierwsze: jeśli nauczyciel postrzega ucznia jako zdolnego to poświęca mu więcej uwagi. Częściej kieruje pytania w jego stronę. Częściej także odpowiada na pytania zadane przez niego. Uogólniając – nauczyciele uczą więcej tych, od których oczekują lepszych rezultatów, a mniej tych, wobec których nie mają specjalnych oczekiwań.

 

Po drugie: uczniowi uznanemu za zdolnego więcej się wybacza. Wzrasta poziom tolerancji wobec jego działań. Obdarzany jest większym zaufaniem. Okazywane mu jest więcej wyrozumiałości. Ma możliwość eksperymentowania i popełniania błędów. Jego niepowodzenia częściej tłumaczone są przyczynami niezależnymi.

 

Po trzecie: uczeń taki otrzymuje większą swobodę demonstrowania swoich możliwości. Dysponuje szerszą przestrzenią do niezależnego działania. Często dostaje trudniejsze zadania, które ma rozwiązać bez dodatkowej pomocy. Zmuszony jest niejako do samodzielności. W konsekwencji istotnie zaczyna więcej rozumieć, bardziej ufać sobie, wierzyć w swoje możliwości. Wzrasta jego samoocena, wewnętrzna motywacja, samozadowolenie.

 

Po czwarte: nauczyciele mają skłonność do budowania bardziej przyjaznego klimatu emocjonalnego (za pomocą postawy, słów, tonu głosu, wyrazu twarzy) wobec uczniów, których postrzegają jako bardziej zdolnych. W jednym z eksperymentów polecono studentom nauczenie kilkunastolatków krótkiego tekstu. Jedną podgrupę przedstawiono jako wysoko utalentowanych. Proces uczenia został nagrany. Po jego analizie okazało się, że studenci uczący zdolnych (w ich mniemaniu) uczniów uśmiechali się 3 razy częściej i 2,5 raza częściej kiwali głową niż studenci uczący pozostałych.

 

Wzrost umiejętności ucznia jest zatem w znacznej mierze efektem nastawienia nauczyciela. Skąd ono się bierze? Często jest pochodną tzw. pierwszego wrażenia. Niejednokrotnie wynika z przekazów (opinii), jakie otrzymujemy od innych. Wyobrażenia o uczniach ulegają wzmocnieniu, jeśli kontakt z nimi nie zaprzecza wkodowanemu obrazowi. Nie musi go nawet potwierdzać. Decydujący jest zatem moment początkowy.

 

Działa to oczywiście w dwie strony. Wysokie oczekiwania nauczycieli tworzą przestrzeń służącą osiąganiu lepszych rezultatów. Z kolei niskie oczekiwania prowadzą do zahamowania postępów (nazywamy to efektem Golema). Dzieci uznane za słabsze są spostrzegane jako mniej interesujące, stawia się im mniej wyzwań a ich zachowanie częściej podlega krytyce.

 

Warto pamiętać o tym mechanizmie. Człowiek poniekąd tworzony jest przez wyobrażenie, jakie mają o nim inni ludzie. Posiadamy ogromną moc wpływania na drugą osobę. Możemy sterować jej osiągnięciami za pomocą tego, jak ją traktujemy. Nasze nastawienie dla ucznia może pomóc mu rozwinąć skrzydła albo doprowadzić do ich podcięcia.

 

 

X             X             X

 

 

15 maja

 

Kiedy słyszę, że receptą na brak motywacji uczniów jest zgrywalizowanie/zgamifikowanie szkoły – uśmiecham się pod nosem.

Nie znam bowiem bardziej zgrywalizowanej instytucji niż szkoła. Jest oparta na wszystkich typowych mechanizmach gamifikacji. Mamy tu takie elementy jak:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.warsztatyedukacyjne.com

 

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL, pod zakładką <Szkoły i uczelnie> znaleźliśmy tekst Danuty Sterny, zatytułowany „Spotkanie z rodzicami – dobre doświadczenie”. Mając na uwadze ożywienie debaty publicznej (nie tylko „okrągłostołowej”) wokół tematyki doskonalenia pracy szkoły, a nauczycieli w szczególności, uznaliśmy, że zwrócenie uwagi naszych Czytelników na ten swoisty „poradnik” autorstwa znanej ekspertki prowadzonego przez CEO i PAFW programu „Szkoła Ucząca Się” (SUS) będzie jak najbardziej na czasie.

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty tego teksu i link do pełnej jego wersji. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:

 

 

Wiadomo, że gdy rodzice angażują się w naukę dziecka, osiąga ono lepsze wyniki. Obecnie rodzice starają się aktywniej uczestniczyć w sprawach szkolnych. Dla nauczycieli jest to często wyzwaniem, bo oznacza to więcej trudnych rozmów z rodzicami. Nawet wtedy, gdy wszystkie strony chcą dobrze, i tak w relacji mogą pojawiać się emocje i nieporozumienia.

Przedstawię 10 wskazówek, jak organizować takie spotkanie z rodzicami ucznia, aby było ono efektywniejsze i łatwiejsze dla obu stron.

 

14 maja 2019 roku odbyło się kolejne zdalne spotkanie Refleksyjnych Nauczycieli (RN), podczas którego dyskutowaliśmy nad tymi wskazówkami i wymienialiśmy doświadczenia. Na bieżąco spisałam kilka naszych przemyśleń – kursywą.

 

Szybki i stały kontakt

Najczęściej problemy, którymi nauczyciel chce się podzielić z rodzicami, dotyczą zachowania dziecka w szkole. Zamiast czekać na zbliżające się spotkanie z rodzicami, można napisać do nich e-mail lub zadzwonić. Gdy rodzice przyzwyczają się do takich kontaktów, nie będą one dla nich zaskoczeniem i będą mieli poczucie czuwania nad rozwojem dziecka. Wtedy też sprawy szkolne nie będą „urastać” do wielkich rozmiarów, zanim rodzice i nauczyciel spotkają się w szkole.

 

Ten punkt zdaniem Refleksyjnych Nauczycieli (RN) był jednym z najważniejszych. Jak zorganizować takie kontakty? RN podali co najmniej trzy sposoby: stała korespondencja poprzez dziennik elektroniczny, kontakty telefoniczne oraz stałe dyżury nauczyciela. RN zauważyli, że warto taki szybki kontakt określić w czasie, aby jedna osoba nie zajęła za dużo czasu.

 

Ustalić czas spotkania i jego cel

Obie strony, to znaczy rodzice i nauczyciel, muszą wiedzieć, ile czasu potrwa spotkanie i co będzie jego przedmiotem. Warto zapytać wcześniej, czy rodzice chcą poruszyć w czasie rozmowy jakieś dodatkowe sprawy. Można o to zapytać poprzez dzienniczek ucznia, albo poprosić o maila, czy telefon w tej sprawie. Tak ustalone zasady spotkania są dla obu stron potrzebne i dają rodzicom poczucie bycia „zaopiekowanymi” przez nauczyciela ich dziecka.

 

W tej sprawie RN zauważyli, że warto na początku współpracy z rodzicami określić zasady tej współpracy, czyli kiedy i w jakich sprawach będą rodzice i nauczyciel się ze sobą kontaktować. Szczególnie ważne jest ustalenie czasu przeznaczonego na rozmowę, aby nie tracić go na zbędne tematy. Zaproponowano, aby ustalać wcześniej przed spotkaniem tematykę (cel) spotkania i informować o tym rodziców przed spotkaniem.

 

Czytaj dalej »



Foto:www.facebook.com/wojmusial/

 

Wojciech Musiał

 

 

9 maja na portalu „Juniorowo” zamieszczony został tekst Wojciecha Musiała – współtwórcy i współredaktora tego portalu, którego tytuł-pytanie: „Po co właściwie jest matura?” zapowiada co czytelnik znajdzie podczas lektury. Zaczyna się to tak:

 

Po co właściwie jest matura? Takie pytanie zadałem sobie w miniony poniedziałek, gdy – poproszony o nagłe zastępstwo – zostałem członkiem komisji maturalnej w czasie pisemnego egzaminu z języka polskiego. Obserwując maturzystów miałem mnóstwo czasu na przemyślenia dotyczące egzaminu dojrzałości.

 

Pominęliśmy kilka akapitów, aby zaprezentować główny wątek rozważań autora:

 

[…] Salę wypełniała cisza dzielona na sekundowe interwały głośno tykającego zegara. Egzamin dojrzałości – myślałem – co ta nazwa właściwie oznacza? Czy młodzi ludzie, którzy ją zdają, automatycznie stają się dojrzali? Przecież jeszcze do niedawna były to po prostu dzieci. W jaki sposób matura może zmienić ich w osoby dojrzałe? Czy matura rzeczywiście jest cezurą oddzielającą dzieciństwo od dorosłości? Tak jak ukończenie osiemnastego roku życia potwierdzone otrzymaniem dowodu osobistego? Czy fakt, że od tej pory możemy głosować, kupować alkohol, starać się o prawo jazdy oraz o wstęp na uczelnię wyższą sprawia, że stajemy się dojrzali? […]

 

Po co w takim razie jest matura? Rozsądek podpowiada, że jest to forma sprawdzenia, jak szkoła przygotowała ucznia do… no właśnie, do czego? Do życia? Bzdura! Umiejętność napisania wypracowania, obliczenia całek oraz znajomość daty bitwy pod Płowcami czy ewolucji roślin okrytozalążkowych nie przygotowuje do życia. Szkoła średnia przygotowuje więc ucznia do zdania matury. A więc matura jest celem samym w sobie.

 

Prawdziwa wartość człowieka, śmiem twierdzić, leży poza nią. Określają ją nasze relacje z innymi ludźmi, a nie bagaż zapamiętanych faktów z polskiego, matematyki, historii czy biologii. Nie neguję sensu nauki. Neguję jedynie wartość matury jako miernika naszej dojrzałości.

 

Zdaję sobie sprawę, że matura jest konieczna, jeśli chcemy studiować, żeby zostać lekarzem, inżynierem, nauczycielem… Jest wymogiem formalnym, koniecznym do kontynuowani edukacji. Ale jednocześnie zupełnie nie określa jakości naszej egzystencji. Innymi słowy poczucie szczęścia czy spełnienia w życiu nie zależy od jej zdania. Możemy być głęboko nieszczęśliwym lekarzem i promieniującym szczęściem budowlańcem. Lub odwrotnie. Szczęście leży poza maturą, poza całym systemem edukacji.

 

To trochę tak jak ze ślubem, który określa się najpiękniejszym dniem w życiu. Ślub jest ceremonią konieczną do zawarcia małżeństwa, ale przecież jakość związku nie zależy od ceremonii, ale od tego, w jaki sposób pielęgnujemy tę relację dzień po dniu.

 

Czy wobec tego matura jest warta stresu, jaki jej towarzyszy? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wiem jedno. Jeśli moje dzieci będą zdawać maturę, będę ich w tym wspierał ze wszystkich sił. Ale jeśli zdecydują, że nie jest im potrzebna, lub jeśli na maturze powinie im się noga, również będą mogły liczyć na moje pełne wsparcie.

 

Bo nie w maturze leży istota życia, ale w relacjach z innymi ludźmi.

 

 

Cały tekst Wojciecha Musiała „Po co właściwie jest matura?”      –       TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl

 

 

 

UWAGA: Pogrubienia fragmentów cytowanego tekstu – redakcja OE.

 

 

 

 



W minioną sobotę (11 maja) Jarosław Pytlak zamieścił na swym blogu tekst, zatytułowany „Najważniejszy temat przy oświatowym stole”. Poniżej przytaczamy jego fragmenty (i link do źródła), ale nie w ramach kontynuowania „recenzenckiego” wątku „okrągłostołowego”, lecz jako jeszcze jeden cenny głos praktyka o – szerszych niż tylko kryminalne – kontekstach zabójstwa w wawerskiej szkole. Pogrubienia cytowanego tekstu – redakcja OE:

 

Foto: www.wokolszkoly.edu.pl

 

Jarosław Pytlak

 

 

Wystąpiłem do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zobowiązanie organów prowadzących do przeprowadzenia we wszystkich szkołach w trybie pilnym kontroli bezpieczeństwa – poinformował rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak. Każda szkoła powinna być dokładnie sprawdzona, czy bezpieczeństwo uczniów, naszych dzieci, jest zapewnione, czy nauczyciele wypełniają swoje obowiązki w tym zakresie, czy szkoła – budynek wewnątrz i na zewnątrz – jest odpowiednio monitorowana. A także, czy osoby pilnujące bezpieczeństwa w placówkach oświatowych mają odpowiednie przygotowanie i uprawnienia – powiedział Pawlak. To cytaty z portalu rmf24.pl, z dnia 10 maja 2019 roku.

 

Trudno dziwić się Rzecznikowi, że reaguje w obliczu tragedii, jaką jest zabójstwo ucznia przez ucznia w warszawskiej szkole. Reaguje, jak umie, czyli żąda przeprowadzenia kontroli.[…]

 

Pomijamy fragment tekstu, w którym jego autor rozwinął wątek nieznajomości przez RPD realiów pracy szkoły, wyśmiał sensowność pytania „dlaczego uczeń miał w szkole nóż” i fetyszyzowania profilaktycznej funkcji kamer w szkołach.

 

Naszym zdaniem o wiele ważniejsze są te fragmenty, w których Jarosław Pytlak podejmuje o wiele ważniejszy problem, jakim jest stan zdrowia psychicznego uczniów, ale także ich rodziców i… nauczycieli:

 

Tragedia w warszawskiej szkole jest, póki co, zjawiskiem incydentalnym, choć nagłośnionym medialnie. Ale wzrastający poziom znerwicowania i potęgujące się zaburzenia psychiczne młodego pokolenia (starszego zresztą też) są niczym strzelba wisząca na ścianie w pierwszym akcie dramatu, która w ostatnim niechybnie wystrzeli. Już wystrzeliła. Nie ma w tej chwili pilniejszego problemu w polskiej oświacie, niż zajęcie się psychiką uczniów oraz narzędziami (a raczej ich brakiem), jakimi szkoła ma sobie radzić z tym problemem.

 

Czytaj dalej »



 

Wczoraj prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na blogu PEDAGOG swoją opinię o inicjatywie ZNP, jaką jest ankieta ZNP dotycząca badania poziomu biurokracji w szkole. Już tytuł tego tekstu nie pozostawia wątpliwości, że jest to opinia krytyczna: „ZNP niekompetentnie sonduje poziom biurokracji w szkołach”. Oto fragmenty postu i link do źródła:

 

W sieci dostępna jest ankieta ZNP dotycząca badania poziomu biurokracji w szkole. […] Autorzy tego sondażu mają nadzieję, że jego wyniki zostaną uwzględnione w tworzeniu prawa oświatowego usprawniającego pracę szkoły. […]

 

Co zawiera kwestionariusz ankiety? Poza zmiennymi pośredniczącym (dane biograficzno-społeczne) są tu następujące kwestie:

 

Polecenie nr 7:

 

Respondenci mają zaznaczyć w wykazie dokumentów, w jakim stopniu ich sporządzanie/wypełnianie nie pomaga im w wykonywaniu obowiązków (skala: w ogóle nie pomaga, rzadko pomaga, od czasu do czasu pomaga, często pomaga, bardzo pomaga):

– dziennik lekcyjny/dziennik innych zajęć
– oceny opisowe
– program nauczania
– program wychowawczo-profilaktyczny szkoły
– zakres wymagań edukacyjnych
– plan wynikowy
– plan pracy wychowawczej/opiekuńczej
– IPET
– ankiety skierowane do innych nauczycieli/uczniów/rodziców
– sprawozdania z wykonywanych zadań
– okresowe sprawozdania z realizacji planu rozwoju zawodowego.

 

Wykaz jest nieadekwatny do obowiązujących wszystkich nauczycieli dokumentów. Tak np. oceny opisowe dotyczą tylko i wyłącznie nauczycieli kształcenia zintegrowanego (elementarnego) klas 1-3 szkoły podstawowej.

 

Treść polecenia jest niewłaściwa, bowiem nie odróżnia się w wykazie tych dokumentów, które nauczyciele muszą wypełniać bez względu na to, czy im się to podoba czy też nie, czy im to pomaga czy przeszkadza w ich obowiązkach. Ocena opisowa jest wieńczącym rok szkolny obowiązkowym dokumentem, tak jak wypełnianie świadectw szkolnych przez nauczycieli klas 4-8 czy w innych szkołach ponadpodstawowych. Nie jest to biurokratyczne zadanie, z którego mogliby zrezygnować. Dlaczego zatem nie wprowadzono tu kategorii „-wypełnianie świadectw szkolnych”?

 

Planowanie wynikowe ściśle wiąże się z programami kształcenia, wychowawczymi, profilaktycznymi czy planem pracy wychowawczej, więc nie można tego zadania traktować oddzielnie. Podobnie jest z IPET-em, czyli indywidualnym programem edukacyjno-terapeutycznym dla dzieci z orzeczeniem specjalistycznym odpowiedniej poradni.

 

Kategoria „sprawozdania z wykonywanych zadań” obejmuje także niektóre z wcześniej wymienionych. Nauczyciel dyplomowany nie pisze okresowych sprawozdań z realizacji planu własnego rozwoju zawodowego, bo już jest „rozwinięty”. Nie jest jasna kategoria „planu wynikowego”, bo nie wiadomo, czego on dotyczy?

 

Jak poradzi sobie z wskazaniami wybranej lub wybranych kategorii badacz, żeby zanalizować ilościowo i jakościowe uzyskane dane? […]

 

Czytaj dalej »



Foto:www.www.google.com

 

    Magdalena Śniegulska

 

 

Magdalena Śniegulska jest autorką zamieszczonego10 maja na portalu EDUNEWS.PL artykułu, zatytułowanego Wypalenie zawodowe nauczyciela. Postaw na dwa konie”. Mając na uwadze niedawne stresy, jakie towarzyszyły nauczycielom uczestniczącym w strajku i odbierane przez nich z otoczenia bardzo różne informacje o ich formie protestu, uznaliśmy, że tekst ten jest bardzo „na czasie”. Poniżej zamieszczamy jego fragmenty i link do pełnej jego wersji:

 

 

Czy to już wypalenie zawodowe? – to pytanie zadaje sobie wielu przemęczonych i zdemotywowanych nauczycieli. Czym właściwie jest wypalenie zawodowe? Jakie symptomy powinny zaniepokoić i jak sobie z nimi poradzić? […]

 

 

Co mnie chroni, a co niszczy?

 

Tym, co chroni nas przed wypaleniem, są bez wątpienia zasoby, nie tylko te personalne: temperament, osobowość czy umiejętności. Badania dowodzą, że najważniejszymi są wsparcie społeczne oraz przekonanie o skuteczności własnej pracy.

 

Nauczyciel musi mieć świadomość posiadanych kompetencji oraz poczucie, że umie sprawić, że jego uczniowie – nawet ci nisko zmotywowani lub borykający się z problemami edukacyjnymi – osiągają wysokie standardy. Owo przekonanie o skuteczności z jednej strony bierze się z własnego doświadczenia: nauczyciel ma dowody na konkretne osiągnięcia zawodowe. Z drugiej strony, obserwuje też innych pedagogów i widzi, że w tym zawodzie ludziom udaje się odnosić sukcesy i czerpać satysfakcję z pracy. Gdy tego brakuje, rodzi się frustracja. […]

 

Czytaj dalej »