Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

26 czerwca Robert Raczyński na swoim blogu „Eduopticum” zamieścił obszerny tekst, zatytułowany „Kij wam w kanon”. Udostępniamy go naszym Czytelniczkom i Czytelnikom pod koniec pierwszego tygodnia wakacji, gdyż naszym zdaniem nie jest to tekst z kategorii „interwencyjnych”, choć zapewne taki cel stał u podłoża decyzji jego Autora, aby go napisać. Jak się Państwo po jego lekturze przekonacie – temat, który jest myślą przewodnia tego posta, jest ponadczasowy.

 

Prezentujemy obszerne fragmenty, zachęcając do lektury pełnej wersji tekstu – na stronie bloga:

 

 

 

Zwlekałem z publikacją tego tekstu. W świecie, w którym odniesienie się do porannej informacji wieczorem jest w zasadzie odgrzewaniem kotleta, nie przysparza to z pewnością czytelników. Wahałem się długo, bo to artykuł o charakterze „interwencyjnym” i, niestety, personalnym, a tego staram się unikać. W końcu, przeważyło poczucie, że poruszana kwestia jest wyjątkowo ważna, dotyczy bowiem tych „świętszych od papieża”, którzy w bitwie o ideały, dostarczają jedynie amunicji przeciwnikom. Dzięki ich wynurzeniom, możliwy jest niebezpieczny symetryzm – sytuacja, w której opinia publiczna obojętnieje na ignorancję i niesprawiedliwość, bo łatwo może dojść do wniosku, że każdy prawicowy oszołom ma swoje alter ego po lewej stronie światopoglądu; że skoro jeden idiota kwestionuje antropogenne zmiany klimatyczne i ewolucję, poddaje w wątpliwość sens szczepień, wycina rezerwat przyrody i poluje dla frajdy, „czyniąc sobie Ziemię poddaną”, homoseksualistów wysyła na „terapie konwersyjne” i traktuje kobiety jako dodatek do garnituru, a drugi będzie bronił praw człowieka, ale pod warunkiem, że nie jest on białym, wierzącym, zamożnym, żonatym mężczyzną, zamieszkałym w Europie lub Ameryce Północnej, to może cały ten zgiełk wokół ekologii i równouprawnień wszelakich nie jest wart uwagi. Niestety, casus opisany poniżej jest, moim zdaniem, przykładem ”politycznie poprawnego zidiocenia”, a na dodatek, nie pierwszy raz, firmowanym przez nauczyciela. Niepokojący to fakt, ale jednocześnie uświadamiający, że żadne środowisko nie jest impregnowane na „miękki” totalitaryzm. A przecież każdy twardy tak się zaczyna, jeśli tylko trafi na podatny grunt i sprzyjający moment historyczny…

 

Zaczyna się od dobrych chęci. A może raczej od ignorancji (żeby nie nazwać tego głupotą), która zwykle maluje świat w czerniach i bielach, w sposób prosty i uładzony, pasujący do każdego populizmu. Kończy, na cenzurowaniu i paleniu książek, jeśli nie ich autorów. […].

 

Polonistka (sic!) z Sochaczewa, w trosce o prawomyślność niewinnych dziatek, postanowiła „włożyć kij w mrowisko, tzn. pozwać za rasizm i postawić przed sądem w Sienkiewicza. Kto, jak kto, ale nauczyciel powinien sobie zdawać sprawę z kwestii oczywistych i niepodlegających dyskusji, a taką jest nieunikniona anachroniczność, która czeka w końcu każdą twórczość. Komu, jak komu, ale nauczycielowi nie wypada nie wiedzieć, że gdyby w kanonie literackim pozostawić jedynie autorów piszących w zgodzie ze współczesnym wyobrażeniem o prawach człowieka w ogóle, a o prawach mniejszości narodowych i seksualnych oraz równouprawnieniu płci w szczególe, to należałoby z niego wyłączyć lekko licząc 90% pisarzy i poetów. Czy, jeśli przyjąć, że co najmniej do lat siedemdziesiątych XX w. ludzie żyli w nieświadomości wiodących idei humanizmu, nadszedł czas lustracji literatury? A przecież, poza nią, są jeszcze inne dziedziny sztuki… Zadanie na długie lata, dla rzeszy lustratorów…

Czytaj dalej »



Foto:www.edunews.pl

 

Jarosław Pytlak

 

 

W poniedziałek 27 czerwca Jarosław Pytlak zaprezentował na swoim blogu „Wokół Szkoły” kolejny tekst o prowokacyjno-intrygującym tytule Rozważania homofila”.

 

Bez zbędnych komentarzy proponujemy lekturę fragmentów tego – optymistycznego w swym wydźwięku – posta:

 

 

Ciekawi mnie, czy tytuł tego artykułu wywołał w głowie Czytelnika skojarzenia z pojęciami tak żywo obecnymi dzisiaj w debacie publicznej, jak pedofilia albo homofobia? Może nasunął pytanie, czy autor „Wokół szkoły” poczuł, aby potrzebę zabrania głosu w sprawie któregoś z tych zjawisk? Wszak mieszczą się one w materii, z którą ma do czynienia pedagog, i wobec której nie powinien pozostać obojętny. Otóż jednak nie. Nie potrafiłbym napisać niczego ponad to, co już padło we wielu pełnych oburzenia komentarzach po premierze filmu „Zabawa w chowanego”, oraz po ostatnich wypowiedziach patologicznie wzmożonych moralnie polityków na temat LGBT.

 

Będzie o czymś innym, a poza tym bardziej osobiście niż zazwyczaj.

 

Pojęcie homofilii (gr. hómoios – podobny, jednakowy, równy; łac. fileo – lubię, mam skłonność) jest w istocie przeciwstawne do homofobii, ale bardzo rzadko używane. Trudno znaleźć je w internecie; nie występuje w Słowniku Języka Polskiego PWN (www.sjp.pwn.pl) ani w Wikipedii. Na użytek tego artykułu synapsy w moim mózgu wywiodły je z częściowo odmiennego źródłosłowu – a mianowicie od łacińskiego wyrazu homo, czyli człowiek. Zyskało przez to inne znaczenie. Określając siebie mianem homofila stwierdzam po prostu, że lubię ludzi.

 

Lubię ludzi. Po prostu.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.mojaswidnica.pl

 

 

29 czerwca na portalu OKO.press zamieszczono artykuł Jakuba Szymczaka, zatytułowany Mową nienawiści polską młodzież zryto”, czyli przebudzenie młodych (rekord frekwencji i więcej). Jako że są tam informacje o zachoweaniach wyborczych ludzi w wieku 18 – 29 lat w ostatnich latach – postanowiliśmy udostępnić fragmenty tego tekstu naszym czytelnikom, jeszcze niedawno – w znaczącym stopniu – będących nauczycielkami lub nauczycielami tychże wyborców.

 

Oto te „wypisy” (pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE) oraz link do pełnej wersji artykułu:

 

 

Maj 2019 – do wyborów europejskich idzie 27 proc. osób poniżej trzydziestki. Czerwiec 2020 – głosuje 65 proc. najmłodszych obywateli. Co ich ruszyło? Strajki klimatyczne? Zmęczenie duopolem Phttps://mojaswidnica.pl/wybory-prezydenckie-rozpoczete/O-PiS? Co obudziło bunt? Szukamy odpowiedzi także w popularnym rapie:

 

 

Ej, to mój protest song, mam już tego dość, co podpisał polski président
Oddał dwa miliardy dla tej propagandy, co nazywa ziom telewizją
Zastanawiam się, co obywatele widzą
Chociaż nie powinno to obchodzić mnie, no bo jestem celebrytą
Ale boli mnie, że ziomal żeby przeżyć to musiał zostać bandytą
Ale boli mnie, że mową nienawiści całą polską młodzież zryto”

 

Tak rapuje Żabson, a właściwie Mateusz Zawistowski (rocznik 1994) w teledysku do „Młodego Bossa”. I ten cytat może nam pomóc zrozumieć poniższy wykres bardziej niż niejedna analiza. […]

 

Wszystkich komentatorów zaskoczyła frekwencja wśród młodych w niedzielnych wyborach prezydenckich. Według late poll Ipsos osiągnęła aż 64,5 proc. Więcej niż wśród wszystkich uprawnionych do głosowania!

 

Dotychczas dominował obraz młodych może i politycznie radykalnych, ale niezainteresowanych wyborami. W wyborach samorządowych 2018 i europejskich 2019 frekwencja wśród młodych była o około 20 punktów procentowych niższa od ogólnej. W wyborach parlamentarnych różnica spadła do 15 punktów. A wczoraj zniknęła. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.docplayer.pl

 

Dr Małgorzata (Margaret) P. Bonikowska

 

 

Wczoraj na portalu „Juniorowo” zamieszczono artykuł dr Małgorzaty (Margaret) P. Bonikowskiej redaktorki naczelnej Our Kids Polska, którego tytuł „Edukacja alternatywna w Polsce” sygnalizuje tekst informacyjno-przegladowy, poświęcony temu zróżnicowanemu nurtowi myśli i praktyki edukacyjnej.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie fragmenty tej obszernej publikacji, odsyłając zainteresowanych do jego pełnej wersji:

 

 

W Polsce i w wielu innych krajach powstaje coraz więcej nowatorskich placówek edukacyjnych, odmiennych od tych powszechnie znanych. Tworzą je pasjonaci, których koncepcje i pomysły na edukację różnią się od idei leżących u podstaw tradycyjnej szkoły. Najczęściej mieli oni do czynienia z klasyczną “szkołą systemową” i te doświadczenia wywołały w nich frustrację i potrzebę stworzenia czegoś innego, nowego. […]

 

Co budzi krytykę w szkolnictwie systemowym

 

Oczywiście, nie każda szkoła systemowa jest taka sama i nie w każdej znajdziemy te właśnie krytykowane cechy wymienione poniżej:

– Nadmierne nastawienie na egzaminy, testy, rankingi.

– Brak indywidualizacji nauczania i traktowanie wszystkich uczniów jakby byli tacy sami.

– Model trzech “z” – zakuć, zdać i zapomnieć.

– Główny nacisk na rozwój intelektualny ucznia, z pominięciem sfery emocjonalno-społecznej.

– Tradycyjny model nauki, w którym nauczyciel przekazuje informacje (wykładowca), a uczniowie mają przyswoić wiedzę. 

– Stres, presja, narzucone metody i treści.

– Zewnętrzna motywacja do nauki – dziecko uczy się dla ocen, rodziców, nauczyciela albo by uniknąć kary (złej oceny, uwagi, niezadowolenia dorosłych).

– Nauczanie przedmiotowe, oderwane od myślenia problemowego i nie ukazujące połączeń między przedmiotami i perspektywy interdyscyplinarnej.

– Sztywny plan zajęć.

– Jednolity program i metody, niezależnie od predyspozycji, uzdolnień, zainteresowań uczniów. […]

 

 

Próby zmiany systemu nauczania – placówki alternatywne

 

Czytaj dalej »



Foto: www.cialopedagogiczne.pl

 

 

W dniu wyborów Jarosław Pytlak nie pauzował i zamieścił na swoim blogu kolejny tekst, zatytułowany – jak zwykle intrygująco – „Nie strzelać do (biało-)czerwonych pasków!”. Oto jego pierwsza część i link co pełnej wersji:

 

Na internetowej strzelnicy, w dziale „Szkoła”, stoi kilka łatwych i bardzo popularnych celów. Wśród nich, na przykład: oceny szkolne, czerwony pasek, nieodkryte pasje, prace domowe, nieżyciowy program, dyktatura testów. Ostrzał trwa praktycznie bez przerwy, może tylko w zależności od fazy roku szkolnego na niektórych odcinkach słychać istną kanonadę, na innych zaś tylko pojedyncze wystrzały. I tak oto pod koniec roku szkolnego ucichło (chwilowo) wokół prac domowych, za to szczególnie popularnymi celami są oceny oraz tzw. czerwone paski na świadectwie (w istocie biało-czerwone, więc bardzo patriotyczne, co wcale jednak nie łagodzi krytyki).

 

Krytyka ocen jest łatwa, bo wokół nich koncentruje się cała dydaktyka i niemal całe życie społeczne szkoły, prowadząc nieledwie do segregacji rasowej intelektualnej, na tych, którzy ku satysfakcji nauczycieli zdobywają wysokie noty, oraz całą resztę. Ja zresztą zgadzam się z krytykami i gdybym tylko wiedział, jak wykorzenić z nauczycielskiej i rodzicielskiej świadomości przekonanie, że oceny być muszą, uczyniłbym to bez namysłu. Na razie jednak mam z tyłu głowy fiasko, jakie poniosła próba prawnego zakazania w najmłodszych klasach podstawówki wystawiania ocen innych niż opisowe, co wyzwoliło ogromną kreatywność nauczycieli w wymyślaniu buziek, słoneczek, kwiatów o różnej liczbie płatków, napędzaną potężnym zapotrzebowaniem ze strony rodziców. Obserwuję również, jak wiele inwencji wkłada się cały czas w doskonalenie elektronicznych systemów przeliczania wyników, nadawania wag, wyliczania średnich itd., i rozumiem, że nagła rezygnacja z tego mogłaby zaburzyć równowagę wszechświata w świadomości większości aktorów życia szkolnego. Dlatego sam od ćwierć wieku unikam rewolucji, starając się jedynie z jakim takim sukcesem uczynić z oceniania narzędzie, a nie cel w edukacji. Co wychodzi całkiem nieźle na poziomie klas 4-6, a marnie powyżej, gdzie byt, czyli perspektywa egzaminu, określa świadomość, czyli oczekiwanie zrozumiałego dla rodziców i prowadzonego na bieżąco pomiaru.

 

Gorzej z krytyką czerwonego paska, któremu można zarzucić jedynie to, że opiera się na skądinąd potępianym ocenianiu, oraz że premiuje tych uczniów, którzy uczą się z powodzeniem wszystkiego, zamiast wybiórczo rozwijać swoje potencjalne pasje. To jednak zupełnie wystarczy, by poddać istnienie świadectw z wyróżnieniem pryncypialnej krytyce, szczególnie, że każdy strzelec ma swoje doświadczenia, które służą jako dodatkowe źródło amunicji. Co pokażę na przykładzie postu zaczerpniętego z fejsbuka.

 

Miałam zawsze czerwone paski. Byłam zwolniona z ustnej matury za oceny z pisemnej. Magisterka bdb… Po skończeniu podstawówki płakałam, że to świadectwo nic nie znaczy, że wolałabym zostać w tej szkole, z tymi ludźmi… W liceum miałam lepszy kontakt z nauczycielami niż z 90% klasy… Teraz mam zbyt dużo lat i ciągle nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem zawodowym… Bo jakaś tam bystrość daje mi możliwość bycia dobrą w tym, co robię i łatwość uczenia się nowych rzeczy, ale one nie dają mi spełnienia… W szkole nikt mi nie pomógł odkryć jakiejś pasji… Nikt mną nie pokierował w dobrą stronę, kiedy był na to czObserwuję również, jak wiele inwencji wkłada się cały czas w doskonalenie elektronicznych systemów przeliczania wyników, nadawania wag, wyliczania średnich itd., i rozumiem, że nagła rezygnacja z tego mogłaby zaburzyć równowagę wszechświata w świadomości większości aktorów życia szkolnego. Dlatego sam od ćwierć wieku unikam rewolucji, starając się jedynie z jakim takim sukcesem uczynić z oceniania narzędzie, a nie cel w edukacji. Co wychodzi całkiem nieźle na poziomie klas 4-6, a marnie powyżej, gdzie byt, czyli perspektywa egzaminu, określa świadomość, czyli oczekiwanie zrozumiałego dla rodziców i prowadzonego na bieżąco pomiaru. as… Dobra we wszystkim, więc po co się nią zajmować… Nie tego oczekiwałam od szkoły… Powiecie: roszczeniowa? Raczej marzycielka, że szkoła będzie „produkować” szczęśliwe, świadome siebie istoty, a nie istoty „wycenione średnią”…

 

Mamy w tej wypowiedzi obraz niespełnionego życia, mimo czerwonych pasków na świadectwach i wszelkich innych możliwych sukcesów edukacyjnych. Przedstawiony w pakiecie z reklamacją pod adresem szkoły, że nie pomogła odkryć pasji i nie wyprodukowała w osobie autorki szczęśliwej, świadomej istoty.

 

To teraz ja:

 

Miałem zawsze czerwone paski. Z matury same piątki (szóstek jeszcze nie było). Świetne świadectwo ukończenia podstawówki otworzyło mi drogę do wybranego liceum (był wtedy konkurs świadectw), zaś maturalne pozwoliło dostać się bez egzaminu na wybrany kierunek studiów… […]

 

Cały post Nie strzelać do (biało-)czerwonych pasków!”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 



We wtorek 23 czerwca prof. Boguslaw Śliwerski zamieścił na swym blogu post, zatytułowany „Jak była, jest i będzie badana edukacja w okresie pandemii COVID-19?”. Jest to jego relacja z wystąpienia dr hab. Jacka Pyżalskiego, prof., UAM w Poznaniu, wygłoszonego na Ogólnopolskiej Konferencji „Edukacja zdalna przed, w czasie i po pandemii COVID-19„, która odbyła się przed tygodniem, 20 czerwca.

 

Zanim jednak zaprezentujemy fragmenty tego tekstu, przedstawimy pokrótce jak dowiedzieliśmy się o tym wydarzeniu:

 

Oczywiście – także z bloga PEDAGOG, bo wszak nie mamy stałego „nasłuchu” na inicjatywy szkół wyższych. Stało się to 19 czerwca, na dzień przed konferencją, z posta Pedagodzy o edukacji w „koronie” – przed, podczas i po pandemii”. Przeczytaliśmy tam:

 

[…] Zapowiadam sobotnią (20.06.2020) debatę naukową na Uniwersytecie Szczecińskim, której uczestnicy podejmą problem doświadczany przez nas na co dzień  od połowy marca br. […] Udział w konferencji jest bezpłatny, ale wymaga zarejestrowania się, żeby możliwe było przesłanie na wskazany przez daną osobę adres poczty elektronicznej informacji o platformie ZOOM, na której odbędzie się konferencja wraz z linkiem i innymi danymi niezbędnymi do logowania.[…]

 

Kłopot polegał na tym, że na stronie gospodarza konferencji – Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego              2 czerwca zamieszczono taki komunikat:

 

Źródło:www.ped.usz.edu.pl

 

 

Pierwszą relację z niedostępnej dla osób wcześniej niewtajemniczonych konferencji prof. Śliwerski zamieścił na swym blogu już w poniedziałek 22 czerwca: „Wyniki międzynarodowych badań – edukacja w okresie COVID-19” – TUTAJ

 

My zdecydowaliśmy się udostępnić na naszej stronie relację z wystąpienia dr hab. Jacka Pyżalskiego, zamieszczonej kolejnego dnia – 23 czerwca. Oto fragmenty posta z bloga PEDAGOG:

 

Jak była, jest i będzie badana edukacja w okresie pandemii COVID-19?

 

 

Notatkografika pani Teresy Ulanowskiej z referatu dr hab.Jacka Pyżalskiego

 

Czytaj dalej »



 

Dziś na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono tekst dr Grzegorza Stunży – adiunkta w Pracowni Edukacji Medialnej Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej i wiceprzewodniczącego Gdańskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, członka zespołu.ktory zrealizował relacjonowane w artykule zatytułowanym „Samopoczucie po zdalnej edukacji” badanie. Oto jego fragmenty i link do pliku z raportem:

 

[…] Badaniem objęci zostali nauczyciele, uczniowie i rodzice z wybranych szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całej Polsce. Dzięki wiedzy na temat każdej z trzech grup się otrzymać pełen obraz tego, jak z edukacją zdalną poradzili sobie wszyscy jego uczestnicy.

 

Już z pierwszych wyników wyłania się obraz niejednorodny i nie do końca negatywny mówi dr hab. Grzegorz Ptaszek, prof. AGH, prezes Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej i kierownik badania. – Przykładowo, z jednej strony większość nauczycieli deklaruje, że zna więcej narzędzi i zasobów online umożliwiających realizację edukacji zdalnej oraz lepiej ocenia swoje przygotowanie do prowadzenia lekcji online, z drugiej zaś znaczna część z nich twierdzi, że ich samopoczucie psychiczne jest gorsze niż przed pandemią. W przypadku uczniów z kolei połowa z nich ocenia lekcje prowadzone przez nauczycieli jako mniej atrakcyjne niż przed pandemią, natomiast relację z wychowawcą nieco ponad 60% ocenia tak samo przed i po pandemią. Takie wyniki nas jako badaczy nie do końca zaskakują, ponieważ od początku widać było dużą determinację szkół i nauczycieli do szybkiego nadrabiania zaległości w przygotowaniu do nowej rzeczywistości szkolnej. […]

 

Poniżej zamieszczamy skrót najważniejszych, z opracowanych do tej pory, wyników tego badania:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com/RzecznikPrawRodzicow

 

 

Dorota Dziamska – na fanpage Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, w ramach reklamy jej książki „Ratuj Maluchy. Rodzicielska rewolucja

 

 

Dziś oferujemy podcast, w którym Anna i Robert Sowińscy rozmawiają z Dorotą Dziamską. Oto jak zapowiadają ten wywiad:

 

Dorota Dziamska jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób związanych z edukacją w Polsce. Pochodzi z Poznania, w którym ukończyła pedagogikę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Oprócz pracy jako metodyk nauczania, jest także dyrektorem Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego – ośrodka kształcenia nauczycieli oraz prezesem Polskiego Centrum Origami. Ta część jej życia zawodowego zaowocowała powstaniem wielu publikacji dla dzieci, jak m.in. „Papierowa wioska smerfów, czyli origami płaskie z kwadratu”, „Kaczuszka Omi na wycieczce. Origami z wierszykami”, „Magiczne kółeczka, czyli origami płaskie z koła” i „Papierowe składanki”.

 

Sztuka origami odgrywa w nauczaniu Doroty Dziamskiej bardzo ważną rolę, jako narzędzie całościowego rozwoju dziecka, a popularyzuje tę metodę pracy ( sama sztuka nie jest metodą ) nie tylko w Polsce, ale także za granicą – m.in. w Nowej Zelandii. Dorota Dziamska jest jednym z najbardziej znanych i doświadczonych metodyków nauczania w Polsce oraz twórczynią licznych pomocy pedagogicznych dla nauczycieli i książek z materiałami lekcyjnymi dla dzieci.

 

Opracowała także system edukacyjny zwany „Edukacja przez ruch”, na podstawie którego powstała seria publikacji oraz pomoce multimedialne dla nauczycieli: „Kropki, kreski, owale, wiązki” oraz „Edukacja przez ruch. Fale, spirale, jodełki, zygzaki”. Jest ekspertem Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, ekspertem ruchu społecznego Nasze Dzieci – Razem Przeciw Alienacji w Rodzinie oraz członkiem Komisji Etyki Słowa Rady Języka Polskiego.

 

Z Dorotą Dziamską rozmawiamy przede wszystkim o podstawie programowej obowiązującej w edukacji wczesnoszkolnej już od kilku lat. Postaramy się zwrócić uwagę na jej najistotniejsze szczegóły, bo od znajomości tego dokumentu osadzonego w prawie powinni zacząć nie tylko nauczyciele i dyrektorzy ale i cały nadzór pedagogiczny.

 

Nasz gość mówi zarówno o celach do osiągania przez uczniów jak i o zadaniach jakie nakłada na nauczycieli, zastanawiamy się gdzie w pp jest mowa o Prawach Dziecka a gdzie o Prawach Rodziców. Po tym spotkaniu dużo lepiej będziemy się poruszali po podstawie programowej. 

 

Źródło: www.plandaltonski.pl

 

Podcast „Podstawa programowa bez tajemnic – rozmowa z Dorotą Dziamską” (86’10”)  – TUTAJ



 

Krystian Ostrowski pochwalił się na swoim profilu, że 19 czerwca zamieścił na fanpage <school sucks> taki oto tekst  – zamieszczamy bez skrótów:

 

 

DAM CI 3+, ALE WIEM, ŻE UMIESZ NA WIĘCEJ

 

Dostałem wczoraj taki cytat od jednego z moich uczniów i tak sobie myślę, co takie zdanie oznacza? Bo jeśli ocenianiu podlega faktyczny stan wiedzy ucznia i nauczyciel jest przekonany, przewyższa on wystawioną ocenę, to albo ten nauczyciel wspiera oszustwo (wystawia ocenę nieadekwatną do wiedzy), albo ocenia ślepe posłuszeństwo polegające na regularnym wkuwaniu wymaganych informacji nazywane potocznie systematyczną pracą (w celu usprawiedliwienia idiotycznego systemu oceniania), albo ma coś z psychiką i potrzebuje pomocy specjalisty. Opcji może być więcej, na taka, że ten nauczyciel korzysta z niewłaściwych narzędzi testowania (a prawie każde takie są), skoro nie są one w stanie zweryfikować obiektywnie wiedzy (informacji), której on jest przekaźnikiem.

 

To tak, jakby mówił: ‘Osobiście oceniam stan twej wiedzy na 5, ale narzędzia i metody, które są powszechnie używane w systemie edukacji, nie pozwalają mi na wystawienie ci takiej oceny.’ Ustami germanisty brzmiałoby to tak: ‘świetnie mówisz po niemiecku (czyli osiągnąłeś cel lekcji), ale nie mogę dać ci szóstki, bo nie zaliczyłeś wszystkich kartkówek, na których musiałeś w wyznaczonym przeze mnie czasie udowodnić, że twój mózg zapamiętał 30 konkretnych słówek totalnie niepotrzebnych w życiu.’ Czy ktoś widzi tu jakąkolwiek logikę?

 

I teraz albo oficjalnie przyznaję, że zjawisko to jest idiotyczne, ale muszę jakoś je akceptować, bo taki jest system, albo wyraźnie się jemu przeciwstawiam i oceniam adekwatnie do wiedzy (informacji tymczasowo zgromadzonych na dysku zwanym mózgiem), albo też wyraźnie odcinam się od tego cyrku i stawiam wszystkim szóstki lub oceniam to, co ważniejsze w procesie edukacji niż zapamiętywanie danych. Czy jakakolwiek ustawa zabrania nauczycielowi wystawić ocenę za starania, wysiłek lub zaangażowanie?

 

Czy macie świadomość, że tak wystawiona bezsensownie ocena może mieć wpływ na dostanie się do szkoły, na promocję ucznia do kolejnej klasy, na otrzymanie stypendium, na otrzymanie wyróżnienia, na opinię, jaką o tym młodym człowieku będą mieć jego rodzice, ciocia, babcia, koledzy?

 

Czy jakakolwiek inteligentna, rozumna i myśląca istota na tej planecie może bronić systemu oceniania?

 

A może na świadectwie przy ocenie dodać: ‘ale umie na więcej’?

 

Z serdecznym uśmiechem,

 

Krystian Ostrowski

 

 

 

Źródło: www.www.facebook.com/christian.ostrowski.9

 



Foto:Adam Guz/KRRM[www.premier.gov.pl]

 

Premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w firmie <11 bit studios>, gdzie 18 czerwca zgłosił inicjatywę wprowadzenia do kanonu lektur szkolnych gry komputerowej „This War of Mine”.

 

 

Dzień po wydarzeniu, podczas którego wykonano prezentowane powyżej zdjęcie, Paweł Łęcki na swym fejsbukowym profilu zamieścił taki oto „list otwarty” do Premiera Mateusza Morawieckiego. Przytaczamy go bez skrótów i jakiejkolwiek obróbki redakcyjnej – z wyjątkiem zastosowania hipertekstu, pozwalającego czytelnikom lepiej zorientować się w faktach, o których pisze Autor listu:

 

 

Szanowny Panie Premierze. Ja w sprawie ideologii.

 

Przepraszam, że tak późno, bo sprawdzałem matury. Sam Pan widzi, nie mogę sobie pozwolić na wywiady, odwiedziny w studiach produkujących gry komputerowe, wizyty w różnych miastach, bo muszę zajmować się przyziemnymi sprawami.

 

Muszę jednak przyznać, że za grę komputerową w kanonie lektur ma Pan u mnie wielki szacun. Taki autentyczny, bez cienia ironii. Najbardziej mnie cieszy, że tym samym udowodnił Pan, że Minister Edukacji jest do niczego niepotrzebny, bo to Pan w firmie 11 bit studios wpadł na ten świetny pomysł i go zrealizował. Minister Edukacji nie wpadł na żaden pomysł i nic nie zrealizował. Mam nadzieję, że docenia Pan tę ironię losu.

 

Wrócimy jednak do ideologii. Powiedział Pan, że rodzice muszą mieć wgląd w program nauczania w szkołach i muszą mieć większy udział w podstawach programowych i zwłaszcza w dodatkowych przedmiotach proponowanych w szkole, bo rodzina musi być wolna od ideologii.

 

To bardzo miło z Pana strony, tylko ja trochę się martwię, czy jak już nie będę mógł choćby wspomnieć o homoseksualistach i ideologii LGBT, cokolwiek to oznacza, to nie wiem, czy będę mógł mówić o synekdochach?

 

A jeśli jakiś rodzić uzna, że synekdochy są bez sensu i nie powinienem o nich uczyć? I wykreśli mi je z podstawy programowej? Obawiam się, że wiedza sporej części społeczeństwa o synekdochach jest mniej więcej taka, jak o homoseksualistach, więc łatwo o narodowy lęk przed synekdochami.

 

Generalnie, Panie Premierze, to ja martwię się o cały język polski w szkole, bo nie wiem, czy Pan wie, ale literatura to jedna wielka ideologia. Jak mi rodzice zaczną wykreślać wszystko, co im się nie podoba, to skończy się tak, że będę uczył interpretacji tekstu z instrukcji przeciwpożarowej.

 

Wesele Wyspiańskiego. Polacy są beznadziejni. Czy mogę o czymś takim uczyć? Dżuma Camusa. Większość pozytywnych bohaterów to ateiści. Czy to wypada nauczycielowi o czymś takim mówić? A jak rodzic nie lubi Szymborskiej, to też wywalić? Tokarczuk to chyba powinienem od razu, a przecież jest na liście lektur. A mam wrażenie, że Tokarczuk Pana nie lubi z powodów ideologicznych.

 

Czytaj dalej »