Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: www.facebook.com/search/str/Zespół+Szkół+STO+na+Bemowie

 

Wejście do Zespołu Szkół STO na Bemowie

 

 

Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska i Jarosław Pinkas Główny Inspektor Sanitarny skierowali w czwartek, 8 listopada br. do dyrektorów szkół, przedszkoli i placówek oświatowych oraz rodziców specjalny list dotyczący zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom przed skutkami chorób zakaźnych. [Więcej  –  TUTAJ]

 

Jeszcze tego samego dnia dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie – Jarosław Pytlak na swym blogu odpowiedział pani minister tekstem „Przykro mi, ale nie pomogę…”

 

 

Oto wybrane fragmentu tego „listu otwartego” (pogrubienia czcionek cytowanych fragmentów tekstu – redakcja OE):

 

 

Szanowna Pani Minister!

 

Dziękuję za pismo, jakie w dniu 8 listopada wspólnie z Głównym Inspektorem Sanitarnym skierowała Pani do mnie i tysięcy innych dyrektorów przedszkoli i szkół, apelując w nim o „docenienie wagi problemu, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom przed skutkami chorób zakaźnych”.

 

Zanim wyjaśnię, co skłoniło mnie do napisania tej odpowiedzi pragnę zapewnić, że w pełni zgadzam się z zaprezentowaną w nim oceną sytuacji. […] Niestety, pomimo wskazanej powyżej zbieżności naszych poglądów, jako dyrektor szkoły nie mogę odpowiedzieć pozytywnie na Pani apel, abym „w poczuciu odpowiedzialności za zdrowie moich podopiecznych podjął dialog z nauczycielami, rodzicami lub opiekunami uczniów na temat szczepień ochronnych„. W dalszej części listu wyjaśnię dlaczego.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj, w dniu, w którym w polskich szkołach o godz. 11-ej 11 będzie śpiewany Hymn Polski, proponujemy lekturę, opublikowanego na stronie „Kultury Liberalnej” wywiadu z rówieśniczką wystrajkowanej w Stoczni Gdańskiej „Solidarności” – Pauliną Wilk. Publikację zatytułowano „Młodzi nie są wolni od polskich duchów. W to nie wierzę.”

 

Niechaj refleksje przedstawicielki pokolenia, które swój wiek szkolny przeżyło w rodzącej się III RP pozwoli nam spojrzeć na współczesnych uczniów naszych szkół, jak na LUDZI, którym to my tworzymy środowisko, wspierające rozwój ich poglądów i postaw, jakie będą kierowały ich wyborami i decyzjami za lat kilkanaście…

 

 

Oto fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji:

 

 

Foto:paulinawilk.pl

 

Paulina Wilk

 

Z Pauliną Wilk (rocznik 1980) rozmawia Łukasz Pawłowski (rocznik 1985)

 

Łukasz Pawłowski: – O kim my w ogóle mówimy? Co to znaczy „Polska”? Przecież przez ostatnich 30 lat wiele się zmieniło – relacje społeczne, zachowania, normy. A pani twierdzi, że wszystko zostaje po staremu?

 

Paulina Wilk: – Dobrze i swobodnie czujemy się w swoich bańkach. Jako ludzie szukamy – także w internecie – małych plemion i mikrotożsamości, bo takie plemiona dają poczucie bezpieczeństwa. Ja się relatywnie dobrze czuję w moim pokoleniu, chociaż ludzie w moim wieku nie lubią tego pojęcia, bo byliśmy wychowani w kulcie indywidualizmu. Do tej pory trudno nam przyznać, jak bardzo ukształtowały nas duże przemiany – gospodarcze, polityczne, korporacyjne.

 

Przytłaczająca większość znanych mi ludzi z mojego pokolenia podziela to, co się nazywa „światopoglądem liberalnym” – mówię tu zarówno o sprawach politycznych, jak i obyczajowości, zdolności przyjmowania i akceptowania, nawet z dużym entuzjazmem tego, co jest odmienne i nowe. Tak nas wychowywano.

 

Skoro Polska jest duszna, a pani rówieśnicy otwarci, to znaczy, że to pokolenie nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość.

 

Ma, ale nie w wymiarze politycznym, bo tego pokolenia po prostu nie ma w polityce. Moje pokolenie ze swoją postawą otwartości i barwności życia jest wyraźnie obecne w życiu społecznym – kształtuje modę, styl życia, aspiracje.[…]

 

Skoro w polskiej polityce jest duszno i ciasno, a z drugiej strony mamy pokolenie wychowane w duchu bardziej liberalnym, to jest sprzeczność, która musi tworzyć potężne napięcie. Polityka nie odpowiada sposobowi myślenia dużej części społeczeństwa.

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com/tomasztokarz

 

Dr Tomasz Tokarz

 

 

Dziś prezentujemy skrót artykułu Tomasza Tokarza „Siedem tez o zadaniach domowych”, zamieszczonego wczoraj na portalu <EDUNEWS>. Jak zawsze – dołączamy link do pełnej jego wersji, a pogrubienia cytowanych fragmentów tekstu – redakcja OE:

 

Zadania domowe to kwestia szczególnie gorąca w ostatnich tygodniach. Wywołuje sporo kontrowersji. Jest czymś w rodzaju kotła bałkańskiego, gdzie ścierają się różne systemy wartości, punkty widzenia, oczekiwania i uprzedzenia. Sprawa ta stała się zalążkiem konfliktu między częścią rodziców i nauczycielami (wspieranych zresztą przez grupę rodziców). Warto przyjrzeć się bliżej kilku tezom, które napotkałem podczas analiz forów rozgrzanych dyskusją.

 

Teza 1: Zadania domowe to prostu rozwinięcie obowiązku szkolnego. Tak – uczniowie podlegają obowiązkowi nauki. Niemniej jego godziny są ustalone godzinami lekcyjnymi. Nikt z nas nie czułby się najlepiej mając codziennie po pracy kilka godzin zagospodarowanych przez obligatoryjne, ustalone przez przełożonego zadania. […].

 

Teza 2: Zadania domowe prowadzą do zwiększenia poziomu wiedzy i kompetencji uczniów. Wielokrotne utrwalanie informacji, ćwiczenie ich ma pomóc w ich lepszym opanowaniu treści. Tymczasem nie ma jednoznacznych dowodów na to, że to cokolwiek daje. […].

 

Teza 3: Zadania domowe przyzwyczajają uczniów do systematycznej, ciężkiej pracy. Ale czy ta praca jest potrzebna i sensowna? Nie ma większej straty czasu niż porządne robienie rzeczy, które wcale nie powinny być robione. […]

 

Teza 4: Zadania domowe uczą odpowiedzialności za własny sukces. Pewnie uczyłyby, gdyby były dobrowolne, gdyby uczeń podejmował decyzje i działał zgodnie z dokonanym wyborem. […]

 

Czytaj dalej »



Przed paroma dniami dr Marzena Żylinska zamieściła na swym fejsbukowym profilu informację (i link do przedmiotu tej informacji) o przygotowanym przez uczniów I LO w Zduńskiej Woli i zaprezentowanym podczas konferencji „Empatyczna edukacja – empatyczna Polska” (12-13 października br.) spektaklu, będącym swoistym obrazem szkoły widzianej oczami uczniów.

 

Foto:www.youtube.com

 

Fragment spektaklu: „Dzisiaj będziemy uczyć się o fazie ciemnej fotosyntezy, ale najpierw sprawdzimy pracę domową…”

 

 

[…] Bardzo bym chciała, żeby obejrzeli go wszyscy rodzice i wszyscy nauczyciele. Bardzo bym chciała, żeby dyrektorzy zaproponowali obejrzenie tego przedstawienia na spotkaniach rad pedagogicznych. Może wtedy łatwiej byłoby nam zrozumieć, jak wygląda życie uczniów i jak wygląda życie z ciężarami, które system (naszymi rękami) nakłada na barki dzieci i młodzieży.

 

Tak łatwo nam dorosłym oskarżać uczniów i przerzucać na nich odpowiedzialność za wszelkie niepowodzenia. Ale czy próbujemy zrozumieć ich sytuację, czy zastanawiamy się, czy nasze oczekiwania są możliwe do spełnienia? Jak czują się dzieci / uczniowie z ciężarami, jakie na nie nakładamy? Czy są w stanie je udźwignąć? Czy interesuje nas, jak wygląda życie, kiedy cudze oczekiwania zwyczajnie nas przerastają i gdy ciągle dostajemy komunikat, że coś z nami jest nie tak?

 

Może powinniśmy zapytać szczerze nasze dzieci / uczniów o to. jak wygląda życie pod tak dużą presją?

 

To spektakl przygotowany przez uczniów z ILO w Zduńskiej Woli. Tekst napisali uczniowie i sami (choć z pomocą nauczyciela) przygotowali scenografię i cały spektakl.

 

A to cytat z przedstawienia i jednocześnie z podręcznika:

 

„Inicjacja glikolizy zaczyna się od fosforylacji glukozy do glukozosześciofosforanu. Następnie glukozosześciofosforan ulega izomeryzacji i tworzy się fruktozosześciofosforan.

 

Pytanie o sens narzuca się tu samo.

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska

 

 

Nagranie spektaklu można obejrzeć    –   TUTAJ



Foto: www.pl.depositphotos.com

 

 

Alicja Cemrowska jest autorką obszernego artykułu, zatytułowanego „Współczuję wam nauczyciele. List obnaża zaślepienie rodziców w walce o prace domowe”, zamieszczonego wczoraj na portalu < mama:Du >.

 

Na wstępie autorka prezentuje powszechnie znane prawdy

 

Prace domowe – ten temat ostatnio wybitnie rozgrzewa nie tylko rodziców, ale i nauczycieli (dzieci raczej zawsze narzekały na pozaszkolne obowiązki). Trwa specyficzne odbijanie piłeczki. Jedni uważają, że nauczyciele w szkole nie są w stanie zrealizować podstawy programowej w wymiarze przeznaczonych na to godzin, rodzice za to denerwują się, że wieczorami, zamiast odpoczywać, siedzą z pociechami nad książkami, zadaniami, wypracowaniami.

 

W dalszej części publikacji możemy przeczytać o tym, że do redakcji napisała pani Kaja. – „Wracam z pracy i pracuję za szkołę”, do którego dołączyła – grzmiała grafik zajęć swojego dziecka, informację o akcji „Dom nie jest filią szkoły”., o wzorze oświadczenia, w którym rodzice „nie wyrażają zgody na dysponowanie przez nauczyciela lub jakiegokolwiek pracownika placówki oświatowej, czasem pozaszkolnym ich dziecka”.

 

Jednak nas zainteresowała ta część artykułu, która zaczyna się od słów:

 

Do naszej redakcji napisała mgr Edyta Polaczek, która jest pracownikiem oświaty, pedagogiem specjalnym i kognitywistką z doświadczeniem naukowym. – System szkolnictwa w naszym kraju rzeczywiście wymaga głębokich reform, natomiast reformy te nie powinny mieć charakteru oddolnego i wynikać z ruchów/inicjatyw społecznych ze względu na złożoność zagadnienia […] Edukacja w naszym kraju podlega finansowaniu i kontroli państwowej. Często powtarzamy, szczególnie w przypadku minionych pomysłów o wprowadzeniu opłat za studia, że w myśl prawa każdy obywatel musi mieć równy dostęp do korzystania z edukacji.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.superbelfrzy.edu.pl

 

„Rodzinne zdjęcie” podczas jednej z gali finału plebiscytu na „Nauczyciela Roku”

 

 

Dzisiaj zapraszamy do lektury wywiadu, jaki przeprowadziła Karolina Żelazowska z Anną Wojciechowską – sekretarzem redakcji „Głosu Nauczycielskiego” – od lat uczestniczącą w organizowaniu plebiscytu na tytuł „Nauczyciela Roku”. Wywiad pochodzi ze strony portalu „Superbelfrzy”:

 

 

Na Facebooku wciąż pojawiają się posty informujące o nominowaniu któregoś z nauczycieli w plebiscycie tej czy innej gazety. Zarówno w grupie SuperBelfrów jak i poza nią toczone są rozmowy na temat akcji, w których wybór zwycięzcy uzależniony jest od liczby przesłanych SMSów. Głosy są podzielone. Jedni wskazują liczne nieprawidłowości jakich dopuszczają się organizatorzy takich plebiscytów. Inni dostrzegają zalety udziału.

 

Czekając na Wasze opinie w tej sprawie, zaprosiłam do rozmowy Annę Wojciechowską, która jest zaangażowana w konkurs Nauczyciel Roku. Chciałam poznać szczegóły organizacyjne tego prestiżowego konkursu dla nauczycieli w Polsce. Z jednej strony chciałam zaspokoić własną ciekawość, z drugiej – chciałam przygotować się do rozmów z gazetami tworzącymi SMSowe plebiscyty.

 

Zapraszam do lektury rozmowy o „kamykach mozaiki, z których układany jest wielowymiarowy i kompletny portret kandydata – nauczyciela, wychowawcy i człowieka”.

 

 

Karolina Żelazowska: – Czy możesz przedstawić się naszym czytelnikom?

 

– Nazywam się Anna Wojciechowska. Wprawdzie znajomi na Facebooku mogą kojarzyć mnie z dłuższym nazwiskiem, to prawdę mówiąc nazwiska Lorent używam tylko na tej platformie. Jestem dziennikarką edukacyjną. Od 1997 roku pracuje w “Głosie Nauczycielskim”, obecnie jako sekretarz redakcji. Jestem także zaangażowana w Konkurs Nauczyciel Roku od pierwszej edycji.

 

– Od pierwszej edycji, czyli od…

 

Czytaj dalej »



Portal „Edukacja, Internet, Dialog” zamieścił informację prasową, zatytułowaną „W Polsce, podobnie jak w większości krajów wysokorozwiniętych, nadal istnieją nierówności edukacyjne wśród dzieci”. Oto jej fragmenty, link do pełnej jej wersji oraz do publikacji całego Raportu „Niesprawiedliwy Start”:

 

 

 

[…] W raporcie „Niesprawiedliwy Start. Nierówności edukacyjne wśród dzieci w krajach wysokorozwiniętych” UNICEF porównał wyniki 41 państw członkowskich UE i OECD pod względem nierówności edukacyjnych na poziomie wychowania przedszkolnego, szkoły podstawowej oraz szkoły średniej. Autorzy zbadali również powiązania między nierównościami edukacyjnymi a takimi czynnikami jak: zawód rodziców, imigranckie pochodzenie, płeć dziecka, a także charakter szkoły.

 

 

Czytaj dalej »



Foto:www.komputerswiat.pl

 

Iwona Filip, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej „Paderewski” jest autorką zamieszczonego na portalu EDUNEWS artykułu o rewolucyjnie brzmiącym tytule: „Nauczanie bez podręczników w szkole podstawowej”. Oto jego fragmenty i link go pełnej wersji:

 

[…] W polskim systemie nauczania przyjęło się, że uczeń musi pracować z podręcznikiem i ćwiczeniami. O tym, jaki to zestaw często decyduje sam nauczyciel. Wydawnictwa, walcząc o pozycję na rynku, od lat docierają do szkół z ofertami – najczęściej gotowym pakietem dla najmłodszego ucznia. W pakiecie tym znaleźć można pięć podręczników, dziesięć części ćwiczeń, wyprawkę w teczce, ćwiczenia dodatkowe – do muzyki i rytmiki, a nawet wycinanki…[…]

 

Edukacji Narodowej wskazuje, że podręcznik jest jednym z materiałów, który ma pomóc uczniom i nauczycielom realizować podstawę programową, ale należy pamiętać, że nauczyciel ma w tym zakresie dowolność. Może korzystać z podręcznika, ale nie musi. Myślę, że jest to droga do wolności nauczyciela i większej możliwości korzystania z różnych materiałów, w tym multimedialnych. Ważne jest też to, że dzięki temu zapisowi z tornistrów ucznia mogą zniknąć książki, a z nimi ciężar, tak niewskazany dla dziecięcych kręgosłupów.

 

Dziecko uczy się dużo szybciej, gdy zdobytą wiedzę opiera na doświadczeniu.

 

Dlaczego bez książek?

 

[…] W dobie rozwiniętej technologii cyfrowej oraz dostępu do różnych środków dydaktycznych zastanawia mnie, dlaczego w tak wielu szkołach praktykuje się wciąż tradycyjne metody pracy. Podczas takich lekcji powielane są często schematy działania, które hamują rozwój dziecka, bo uczą głównie rutyny, a nie samodzielnego myślenia. Dziecko nie czuje, że musi być aktywne, nie dochodzi samo do wiedzy, nie wypowiada się, nie dyskutuje. Treści, które znajdują się w podręczniku są bardzo często szablonowo układane i większość z nich opiera się o te same skojarzenia. Wydaje mi się, że warto zabrać uczniowi gotowe rozwiązania, a dać mu swobodę myśli, poświęcić swój czas i uwagę. Myślę, że dopiero wtedy można mówić o indywidualnym podejściu do ucznia.

 

Co w zamian?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.buzz.gazeta.pl

 

Szkoła z lat 50-ch ub.wieku. Zmieniły się ławki i ubrania uczniów i nauczycielki…

 

Przypominamy dzisiaj, zamieszczony jakiś czas temu na portalu „DSW – dzieci są ważne” artykuł Kingi Pukowskiej, zatytułowany „10 rzeczy, które warto zmienić w tradycyjnej szkole”. Jego treść nie tylko nic nie straciła na aktualności, ale nadal może być niezwykle przydatna w rozmowach nauczycieli z rodzicami o tym w jaki kierunku możemy, i powinniśmy, razem zmieniać naszą szkołę. Oto skrócona wersja tego artykułu:

 

Edukacja to temat budzący wiele emocji. Są rodzice, którzy przyjmują szkołę publiczną „z dobrodziejstwem inwentarza” i tacy, którzy, nie mogąc pogodzić się z panującymi w niej zasadami, szukają alternatywnej drogi. Jakie mają zastrzeżenia do modelu szkoły powszechnej?

 

1. Obowiązek zamiast zachęty
Przekraczając szkolne mury czasem słyszy się słowa „to teraz koniec zabawy, teraz będziemy pracować!”. Szkoła i nauka są obowiązkiem – sprawdziany, kartkówki, zadania domowe są obowiązkowe! Uczeń ma obowiązek uczęszczać na lekcje, nawet jeśli są śmiertelnie nudne. Czasem wręcz ma się wrażenie, że słowo „obowiązkowy” zwalnia z prowadzenia zajęć „ciekawych i interesujących”. Bo przecież uczeń i tak musi w nich uczestniczyć, czy tego chce, czy nie. Tymczasem wiele dobrego można zdziałać, gdy dzieci chcą się uczyć, a nie muszą. […]

 

 

3. Oceny zamiast informacji zwrotnej
Choć zmiany w ustawie oświatowej dopuszczają stosowanie oceny opisowej na praktycznie każdym etapie edukacji, niewielu nauczycieli ją stosuje. Wymaga to dużo więcej pracy oraz stosowania narzędzi, które pozwolą na przekazanie uczniowi rzeczowej informacji, zamiast „staraj się bardziej” albo „stać cię na więcej”. Ocena cyfrowa nie daje żadnej informacji o tym, co poszło dobrze, a nad czym (i jak) można jeszcze pracować. Często niesie ze sobą rozgoryczenie i poczucie krzywdy, oraz (niestety) odbiera prawo do uczenia się na błędach. […]

 

4. Budowanie autorytetu na strachu zamiast mentorstwa
Z radością możemy czytać i słuchać wielu miłych opowieści o nauczycielach – partnerach, którzy potrafią słuchać, przyznać się do błędu, a przede wszystkim zarażać pasją. Jednak nie mniej (a raczej więcej) jest historii smutnych: o krzyku, stawianiu do kąta, często krzywdzących i niewybrednych komentarzach, szantażowaniu, a także innych prostych i „skutecznych metodach” pracy z dziećmi. […]

 

Czytaj dalej »




Foto: www.mamadu.pl

 

Tekst, zamieszczony w sobotę przez Jarosława Pytlaka na stronie „Wokół Szkoły” (bo jego rozmiar blokuje mi nazwanie go – tradycyjnie dla blogów – postem) zaczyna anegdota- wspomnienie sprzed dwudziestu laty, jak to na jednym i tym samum zebraniu dla rodziców najpierw mama ucznia zgłosiła problem, że nauczyciele zadają zbyt wiele prac domowych, a w chwilę później jej spóźniony mąż zapytał, czy szkoła nie mogłaby zadawać więcej prac domowych, bo jego zdaniem uczniowie za mało się uczą.

 

My zaczniemy jednak cytowanie wybranych fragmentów tego – nazwijmy go -eseju, zatytułowanego „Te nieszczęsne prace domowe„, od przywołania przypomnianych tam wystąpień do MEN w tej sprawie Rzecznika Praw Dziecka, a następnie – oczywiście subiektywnie wybranych – jego co „smakowitszych kawałków”:

 

[…] Na urzędowym forum temat nadmiernego obciążenia uczniów pracami domowymi objawił się w pełnym świetle w marcu 2017 roku, w wystąpieniu Rzecznika Praw Dziecka do Ministra Edukacji Narodowej. Rzecznik, powołując się na liczne skargi dzieci i rodziców, wskazał cały szereg niepokojących zjawisk, od przemęczenia młodych ludzi, aż po nieuzasadnioną ingerencję szkoły w życie prywatne rodzin. Odpowiedź adresata sprawiała wrażenie dobrotliwej perswazji, ubranej w kurtuazyjną formę. […] Pół roku później Rzecznik Praw Dziecka wystąpił po raz kolejny w tej samej sprawie. Również bez jakieś spektakularnej reakcji ministerstwa; tym razem jednak zagotowała się opinia publiczna. […]

 

Urzędowej korespondencji towarzyszyła wzmożona aktywność w mediach. Pojawiło się całe mnóstwo relacji o pracy dzieci w domach po kilka godzin dziennie, niedosypianiu, stresie i zniechęceniu do nauki. Jak można się domyśleć, rolę czarnego charakteru w tym przedstawieniu przydzielono nauczycielom. Po części słusznie, bo z pewnością mają oni wiele grzechów na sumieniu. Z drugiej strony, potępianie ich w czambuł za obecny stan rzeczy wydaje się niesprawiedliwe i nierozsądne. Niesprawiedliwe, ponieważ praca nauczyciela nie odbywa się w próżni, a wpływają na nią między innymi obowiązujące regulacje prawne oraz postawy uczniów i ich rodziców. Nierozsądne, ponieważ wbrew powszechnemu obecnie mniemaniu działanie w sposób rewolucyjny rzadko przynosi pożądane efekty, natomiast zawsze niesie ryzyko „wylania dziecka wraz z kąpielą”.

 

Łatwo jest krzyczeć „Zlikwidujmy!”, albo „Zreformujmy!”, szczególnie gdy kilkoma kliknięciami można w sieci znaleźć cały szereg ponoć genialnych, ale zazwyczaj zupełnie nie sprawdzonych pomysłów rozwiązania problemu. Dobrze jednak mieć świadomość, że za zadawaniem prac domowych stoi nie tylko przyzwyczajenie, ale także naukowo podbudowane zasady metodyki nauczania, których nie da się, ot tak, unieważnić. Oczywiście zarówno tradycja, jak metodyka mogą być – i zapewne w jakimś stopniu są – przestarzałe, a naukowo podbudować można dzisiaj wszystko. Ale wymyślenie alternatywy nie jest kwestią banalną. Nawet dla pojedynczego nauczyciela, a co dopiero w skali szkoły czy całego systemu. Szczególnie, że zdrowy rozsądek każe wziąć pod uwagę nie tylko kwestie prawne i organizacyjne, ale także choćby sposób funkcjonowania dzieci w epoce internetu, ich zróżnicowane uzdolnienia i aspiracje, czy nawet poglądy i ambicje rodziców.[…]

 

 

Czytaj dalej »