Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto:Adam Guz/KRRM[www.premier.gov.pl]

 

Premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w firmie <11 bit studios>, gdzie 18 czerwca zgłosił inicjatywę wprowadzenia do kanonu lektur szkolnych gry komputerowej „This War of Mine”.

 

 

Dzień po wydarzeniu, podczas którego wykonano prezentowane powyżej zdjęcie, Paweł Łęcki na swym fejsbukowym profilu zamieścił taki oto „list otwarty” do Premiera Mateusza Morawieckiego. Przytaczamy go bez skrótów i jakiejkolwiek obróbki redakcyjnej – z wyjątkiem zastosowania hipertekstu, pozwalającego czytelnikom lepiej zorientować się w faktach, o których pisze Autor listu:

 

 

Szanowny Panie Premierze. Ja w sprawie ideologii.

 

Przepraszam, że tak późno, bo sprawdzałem matury. Sam Pan widzi, nie mogę sobie pozwolić na wywiady, odwiedziny w studiach produkujących gry komputerowe, wizyty w różnych miastach, bo muszę zajmować się przyziemnymi sprawami.

 

Muszę jednak przyznać, że za grę komputerową w kanonie lektur ma Pan u mnie wielki szacun. Taki autentyczny, bez cienia ironii. Najbardziej mnie cieszy, że tym samym udowodnił Pan, że Minister Edukacji jest do niczego niepotrzebny, bo to Pan w firmie 11 bit studios wpadł na ten świetny pomysł i go zrealizował. Minister Edukacji nie wpadł na żaden pomysł i nic nie zrealizował. Mam nadzieję, że docenia Pan tę ironię losu.

 

Wrócimy jednak do ideologii. Powiedział Pan, że rodzice muszą mieć wgląd w program nauczania w szkołach i muszą mieć większy udział w podstawach programowych i zwłaszcza w dodatkowych przedmiotach proponowanych w szkole, bo rodzina musi być wolna od ideologii.

 

To bardzo miło z Pana strony, tylko ja trochę się martwię, czy jak już nie będę mógł choćby wspomnieć o homoseksualistach i ideologii LGBT, cokolwiek to oznacza, to nie wiem, czy będę mógł mówić o synekdochach?

 

A jeśli jakiś rodzić uzna, że synekdochy są bez sensu i nie powinienem o nich uczyć? I wykreśli mi je z podstawy programowej? Obawiam się, że wiedza sporej części społeczeństwa o synekdochach jest mniej więcej taka, jak o homoseksualistach, więc łatwo o narodowy lęk przed synekdochami.

 

Generalnie, Panie Premierze, to ja martwię się o cały język polski w szkole, bo nie wiem, czy Pan wie, ale literatura to jedna wielka ideologia. Jak mi rodzice zaczną wykreślać wszystko, co im się nie podoba, to skończy się tak, że będę uczył interpretacji tekstu z instrukcji przeciwpożarowej.

 

Wesele Wyspiańskiego. Polacy są beznadziejni. Czy mogę o czymś takim uczyć? Dżuma Camusa. Większość pozytywnych bohaterów to ateiści. Czy to wypada nauczycielowi o czymś takim mówić? A jak rodzic nie lubi Szymborskiej, to też wywalić? Tokarczuk to chyba powinienem od razu, a przecież jest na liście lektur. A mam wrażenie, że Tokarczuk Pana nie lubi z powodów ideologicznych.

 

Czytaj dalej »



Foto: archiwum prywatne [www.kobieta.onet.pl/dziecko/]

 

Marianna Kłosińska – od 2007 roku prowadzi Fundację Bullerbyn, a w jej ramach projekt Wioska Bullerbyn

 

 

W sobotę 20 czerwca Marianna Kłosińskana swoim profilu Fb zamieściła post, który jest jej komentarzem do pogladów Marzeny Żylińskiej i Tomasza Tokarza, jakie wypowiadali 17 czerwwca podczas prezentowanej na stronie Edukatorium rozmowy wokół książki Tomasza Tokarza „Szkoła ma być dla ucznia” –  [TUTAJ]

 

Oto co Marianna Kłosińska napisała (zamieszczamy post bez skrótów):

 

Końcówka spotkania to rozbieżność pomiędzy Marzeną Źylińską a Tomaszem Tokarzem w postrzeganiu oceniania/stopni w szkole. Ciekawie. Dorzucę i swoje 3 grosze.

Z mojej perspektywy teraz to temat oceniania jako zjawiska kulturowego i psychologicznego.

 

Nie wystarczy zrezygnować ze stopni w szkole, żeby temat przestał istnieć. Doskonale pokazały to lata, w których w edukacji wczesnoszkolnej możliwa była tylko… opisowa – ocena. Tomek chciałby, aby to narzędzie było formą informacji zwrotnej określającej „level” osiągnięty przez gracza, którym jest uczeń realizujący cel.

 

Git. Kupuję to. Sama znam ten mechanizm z codziennego funkcjonowania. Wiem jakie kroki prowadzą do celu i odhaczam sobie to, co załatwiłam. Lubię to. Problemem nie jest narzędzie. Problemem są postawy. Rację przyznaję Marzenie, która chciałaby ocenę całkowicie wyeliminować ze szkoły. Sama to zrobiłam w koncepcji Wolna Szkoła Demokratyczna Bullerbyn

 

Ale…

 

 

Czytaj dalej »



 

Dzisiaj na blogu „Wokół Szkoły” Jarosław Pytlak zamieścił tekst „Módlmy się o wrzesień bez pandemii!” Jako że jest to bardzo trafna replika do tez, prezentowanych w artykule z „Gazety Prawnej” – udostępniamy niezwłocznie jego obserne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

W „Dzienniku. Gazecie Prawnej” artykuł Artura Radwana: „Koniec ze zdalną nauką na niby. MEN szykuje zmiany po skargach rodziców”. „Przeczytasz w 3 minuty” – widnieje pod nagłówkiem tego tekstu w internecie. Czytam regularnie „Dziennik” i cenię tę gazetę za częste podejmowanie tematów związanych z edukacją. Poświęciłem zatem 3 minuty, żeby dowiedzieć się, co ciekawego ma do zaproponowania nasza oświatowa władza. Ba, wchłonąłem tekst chyba nawet szybciej, bo perspektywa września, to temat pasjonujący dla każdego dyrektora szkoły i dobrze, że wreszcie zaistniał w informacyjnym mainstreamie.

 

Opis sytuacji mamy w tytule. Zdalna nauka w obecnej wersji jest „na niby”. Rozumiem przez to, że wszyscy udają – jedni, że nauczają, inni, że uczą się. Oczywiście owe „niby” można uznać za ocenę realnej wartości nauczania na odległość, ale słowa „po skargach rodziców” sugerują raczej winę systemu szkolnego i pracujących w nim ludzi.

 

Odebrałem to jako przykre i nie do końca sprawiedliwe podsumowanie wysiłku nauczycieli, wśród których znalazło się jednak, moim zdaniem, niemało takich, którzy wypełnili sensowną treścią swoją zdalną współpracę z uczniami. A także wielu uczniów, którzy w mniejszym lub większym stopniu poradzili sobie z wymuszoną przez sytuację samodzielnością w nauce. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale generalizacja z określeniem „na niby” wydaje mi się jednak przesadą. Choć muszę przyznać, że to świetny chwyt retoryczny na użytek legionów niezadowolo- nych rodziców, którym zresztą osobiście współczuję wiedząc, że nie zapisywali się na ochotnika do uczenia w domach własnych dzieci. Jednak dla nakreślenia pełnego i sprawiedliwego obrazu sytuacji warto byłoby uwzględnić także punkt widzenia nauczycieli. Niestety, atmosfera wokół tego zawodu jest cały czas fatalna – i mało kto (a już na pewno nie minister edukacji ) interesuje się opiniami i odczuciami – proszę wybaczyć sarkazm – obiboków, którzy zdaniem wielu, korzystając z zamknięcia szkół, umościli się jeszcze wygodniej niż zazwyczaj. […]

 

W artykule pojawia się adwokat, ekspert ds. oświaty, pani mecenas Beata Patoleta, która informuje, że jeśli MEN wprowadzi obowiązek prowadzenia lekcji przez internet, „w dużej mierze odciąży rodziców, którzy przejęli obowiązki nauczycieli i tłumaczą dzieciom zadania wysłane przez nich”, podpierając to słuszne ministerstwa działanie argumentem, że „przy tak ograniczonej formie kształcenia rodzice mają prawo zarzucać resortowi edukacji, że łamie art. 70 konstytucji, czyli ogranicza dzieciom prawo do nauki”. Chciałoby się powiedzieć – trafiony, zatopiony, choć ja osobiście nie potrafię z rzeczonego artykułu ustawy zasadniczej wysnuć jakiegoś standardu nauczania, który byłby obecnie łamany.

 

Czytaj dalej »



 

Niedawno (w czwartek, 18 czerwca) Tomasz Tokarz napisał na Fb tekst „refleksyjno-historyczno-edukacyjny, który uznaliśmy za tak rzadko w ostatnich latach spotykany, iż zamieszczamy go na naszej stronie w całości:

 

Mamy czasem nieco naciągane wyobrażenie, że podstawową intencją wprowadzenia przymusowych, zuniformizowanych szkół opartych na przymusie edukacyjnym była chęć oświecania mas.

 

Oczywiście światli reformatorzy o tym mogli myśleć, ale władze państw w XVIII-XIX wieku, które się na ten krok zdecydowały, miały cele wychodzące poza te szlachetne ideały. Chodziło o efektywniejsze zarządzanie masami.

 

Chodziło o wyprodukowanie obywateli:

 

a)zdolnych do rozumienia przekazów propagandowych (w prasie i broszurach),

 

b)rozumiejących instrukcje (można było zaoszczędzić na nadzorcach),

 

c)rozumiejących, że są częścią państwa/narodu, któremu winni są posłuszeństwo.

 

Jak myślcie po co wprowadzono przymus szkolny np. w Holandii, skoro tam 99% społeczeństwa już przed zadekretowaniem przymusu umiało czytać i pisać? By ich jeszcze bardziej oświecać? A może dlatego, bo nie było kontroli nad tym, co czytali?

 

No okej, powiecie – indoktrynacja i urabianie to jedno, ale przecież przymusowe szkoły nauczyły uczniów ostatecznie czytać. No tak. Ale jeszcze jest ważne, co możesz czytać.

 

Czytaj dalej »



 

 

11 czerwca Mikołaj Marcela zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, w którym uzasadnia dlaczego nie znosi słowa „wychowanie”. Dopiero dziś postanowiliśmy udostępnić ten post na naszej stronie – wcześniej zawsze wyskakiwały jakieś bardziej „gorące” tematy. Jednak uznaliśmy, że nie możemy odłożyć tego „ad acta”, gdyż zawarte tam tezy i spostrzeżenia mogą Was pobudzić do własnych refleksji nad osobistym stosunkiem, nie tylko do słowa, ale przede wszystkim do tego, jak Wy interpretujecie swoje działanie, wykonywane w ramach tego, co oficjalnie nazywane jest „funkcją wychowawczą szkoły”.

 

Jest jedno słowo, którego absolutnie nie znoszę. Tym słowem jest „wychowanie”. Od kilku dni na Facebooku krą Mikołaj Marcela ży „przypowieść”, która zaczyna się tak: „Na pierwszym miejscu powinno być wychowanie, a dopiero później wykształcenie”. A potem zaczyna się historia o profesorze, który zapisuje na tablicy cyfrę 1 i informuje swoich studentów, że „człowieczeństwo to najważniejsza wartość w życiu”. Następnie dopisuje kolejne zera do jedynki, demonstrując oniemiałym studentom, że osiągnięcia, doświadczenie, sukces, miłość, odpowiedzialność uszlachetniają człowieka i potęgują jego wartość. Na koniec efektownym gestem zmazuje cyfrę 1 i stwierdza: „Jeśli nie będziecie zachowywać się jak ludzie, cokolwiek byście zrobili i tak pozostaniecie zerem„.

 

Szczerze mówiąc, dawno nie czytałem czegoś równie strasznego i nacechowanego wszystkim tym, co drażni mnie w edukacji. Po pierwsze, czy rzeczywiście na pierwszym miejscu powinno być wychowanie? Jestem wprawdzie literaturoznawcą a nie językoznawcą, ale o ile mi wiadomo, termin ten wywodzi się od „chowu” i pierwotnie oznaczał „żywienie”. A więc hodowlę. Wiem, zmienił swoje znaczenie w ciągu ostatnich dwustu lat, ale jednak ilekroć słyszę to słowo, pobrzmiewa w nim dla mnie jego rdzeń. I najczęściej tym właśnie staje się „edukacja” i temu służy szkoła – (prze)chowaniu dzieci.

 

Czytaj dalej »



 

Centrum Edukacji Obywatelskiej zamieściło wczoraj na prowadzonym przez siebie blogu już drugą część opracowania autorstwa Małgorzaty Leszko pt. „Co powinno się zmienić w polskiej szkole, by stała się włączająca i otwarta na różnorodność?” Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

O wnioski i postulaty zapytaliśmy nauczycieli nominowanych do Nagrody im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata”. Niedawno ruszyły zgłoszenia do kolejnej edycji, dlatego prezentujemy kolejną część z nich.

 

 

>Rozmowa i słuchanie

 

Anna Skiendziel, Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących nr 2 w Katowicach:

-Po pierwsze rozmowa. Już na pierwszej lekcji organizacyjnej mamy szansę dowiedzieć się, czym uczniowie są zainteresowani, jak lubią pracować. Ich propozycje warto wykorzystać przy planowaniu lekcji, projektów, dodatkowych aktywności. Na pewno to docenią. 

Po drugie emocje – zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Nie jest trudno powiedzieć uczniom, że się ich lubi, jest się z nich dumnym. Jednak ważne jest też mówienie wprost o tym, że granice zostały przekroczone i jest nam przykro z powodu czyjegoś zachowania. Pisanie uwag w żaden sposób nie rozwiąże problemu, szczera informacja zwrotna być może tak.

 

Katarzyna Włodkowska, Zespół Szkół im. Stanisława Staszica w Pile:

-Słuchać, patrzeć, mieć w sobie zrozumienie dla inności. Wdrożyć działania projektowe i kulturę pozbawioną oceniania, segregacji, zawstydzania i wpędzania w poczucie winy.

 

Milena Kościelniak, Zespół Szkół nr 2 im. ks. Jana Długosza w Kłobucku:

-O ile można nie dopowiedzieć jednej czy dwóch wiadomości z podręcznika, o tyle nigdy, przenigdy nie można uciekać od rozmowy. Nawet jeśli ta wywołana bieżącym tematem prowadzi na inne tory, nieważne, widocznie właśnie to jest teraz dla tych młodych ludzi ważne. A skoro jest ważne, to kto, jeśli nie nauczyciel, ma z nimi na ten temat rozmawiać?

 

Magdalena Rodzinka, Szkoła Podstawowa nr 58 im. Tadeusza Gajcego w Warszawie:

-Słuchać, słuchać, słuchać swoich uczniów. Dawać szansę na wypowiedzenie swojego zdania i mieć na uwadze, że uczeń to człowiek, ma prawo być smutny, zmęczony, podekscytowany (niekoniecznie naszą lekcją), zły, a każda z tych emocji jest ludzka. Brak zadania domowego nie jest końcem świata. Odliczając weekendy, mamy ponad 300 dni w roku, aby co najmniej raz dziennie co najmniej jeden z naszych uczniów otrzymał od nas wsparcie. Nauczyciel ma tę moc. […]

 

 

W dalszej części zaprezentowano wypowiedzi, pogrupowane w takich kategoriach:

 

>Budowanie relacji

 

>Autentyczność i spójność

 

>Dobrostan nauczyciela

 

 

*Nagroda im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata” od 13 lat przyznawana jest przez Centrum Edukacji Obywatelskiej w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Dzieci Holokaustu nauczycielom, którzy uczą i wychowują w duchu dialogu, tolerancji oraz poszanowania dla innych, inspirują do działań zgodnych z tymi zasadami i odgrywają aktywną rolę w swojej szkole oraz społeczności lokalnej. W 2019 r. laureatką Nagrody została Dorota Żuber ze Szkoły Podstawowej nr 16 im. Marii Konopnickiej w Bytomiu-Bobrku (więcej: www.sendler.ceo.org.pl).

 

 

Cały tekst Co powinno się zmienić w polskiej szkole, by stała się włączająca i otwarta na różnorodność? Cz. II”                                                                                                                                                                   – TUTAJ

 

 

Opracowanie tej samej autorki „Co powinno się zmienić w polskiej szkole, by stała się włączająca i otwarta na różnorodność? – Cz I.” zostało zamieszczone na Blogu Centrum Edukacji Obywatelskiej 28 lutego 2020 r.                                                                                                                                                               – TUTAJ

 

 

Źródło: www.blog.ceo.org.pl



W poniedziałek 15 czerwca Jarosław Bloch zamieścił na swym blogu obszerny tekst, zatytułowany „Co MUSI się zmienić?” Oto jego obszerne fragmenty:

 

Podczas pandemii nie komentowałem na bieżąco rozwoju wydarzeń w edukacji. Powód był prozaiczny – brak czasu. Prozaiczny, ale wiele mówiący o naszej pracy, bo w dobie nauczania zdalnego padało wiele zarzutów, że nauczyciele tylko zadają, a większość pracy odwalają rodzice w domu. To półprawda. Jak widać pracowałem i wyczekuję obecnie wakacji, aby nie widzieć przez miesiąc żadnej platformy edukacyjnej, bo pozostać na ten czas off line będzie ciężko. Chciałbym w tym poście zwrócić uwagę na to, co powinniśmy udoskonalić, jeśli historia się powtórzy. Bo nauczanie obnażyło wiele braków.

 

Pracowałem i to sporo. Często mój dzień pracy kończył się, gdy domownicy już spali. Wielu uczniów i nauczycieli miało podobnie. Taki tryb i styl pracy nie może się więcej powtórzyć, bo sensu i efektu z tego nie ma. Co się powinno zmienić:

 

1.Sprzęt. Nauczyciel i uczeń muszą być wyposażeni w stanowisko pracy. W przypadku nauczycieli będą to służbowe komputery. W przypadku ucznia – stanowisko pracy wyposażone w komputer z oprogramowaniem z dostępem do internetu. Smartfon, z którego korzysta wielu uczniów, to nie jest komputer, ma swoje ograniczenia związane chociażby z wygodą obsługi i wielkością ekranu. […]

2.Czas pracy. Powinniśmy stworzyć namiastkę normalności i systematyczności, czyli lekcje powinny być prowadzone lub zadawane w czasie rzeczywistym (nie przez maila, który dziecko odbiera kiedy chce). […]

3.Przemęczenie. Nauczanie zdalne stworzyło pokusę do zarzucenia ucznia materiałem. To bez sensu. Lepiej zrobić mniej, a porządnie. Prowadzenie lekcji na kamerce lub mikrofonie przez 45 min też nie powinno mieć miejsca, bo oczy nie wytrzymują. […]

4.Zdrowy rozsądek. Każdy nauczyciel powinien zdać sobie sprawę z rangi własnego przedmiotu. Trudniejsze i bardziej czasochłonne zadania powinny być z przedmiotów egzaminacyjnych, z pozostałych powinny być łatwiejsze i do zrobienia w krótszym czasie. Także tutaj powinna być dopasowana ilość łączeń.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.czachorowski1963.blogspot.com

 

Dr hab.Stanisław Czachorowski – zdjęcie z 2013 roku – tak zaczynał edukowanie „w sieci”.

 

 

Ostatni raz gościliśmy na blogu „Profesorskie Gadanie” 12 maja, udostępniając post dr hab. Stanisława Czachorowskiego, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie „Jak jest z frekwencją na zdalnych zajęciach?”. W minioną niedzielę, 14 czerwca, prof. Czachorowski, zamieścił tam tekst, zatytułowany „Fragmentacja i rozproszenie w edukacji”. Jest on na tyle zwarty i przemyślany w swej kompozycji, że grzechem byłaby ingerencja w jego treści. Dlatego przytaczamy go bez skrótów:

 

 

Ze zdalną edukacją (i zdalną pracą) lepiej poradzili sobie nauczyciele i akademicy, którzy byli przygotowani i już wcześniej uczyli się i korzystali, wdrażali różne narzędzia cyfrowej komunikacji. Mniej lub bardziej ale aktywnie poznawali ten świat. Świat, który rodzi się w czasach trzeciej rewolucji technologicznej i czwartej rewolucji przemysłowej. Wyłania się na naszych oczach jak wyspa wulkaniczna albo kretowisko na łące. Ci aktywni poszukiwacze oswajali się, eksperymentowali lub z ciekawości zwiedzali. Okazało się to w czasach epidemii bardzo trafioną i wyprzedzającą inwestycją we własne kompetencje. Czuli, że to przyszłość, która nadchodzi i inwestowali swój czas, wysiłek i pieniądze by się nauczyć, poznać, choć trochę oswoić. Byli przygotowaniu na to, co zawitało pod nasze dachy.

 

Jak sobie radzić z wyzwaniami tak szybko nadchodzącej przyszłości? Trzeba postarać się być przygotowanym. Patrz do przodu, zapoznawaj się z naukowymi analizami i prognozami, wychodź przyszłości na przeciw. Póki masz czas. Czas na spokojne przygotowania. Tak jak z prognozą pogody, która zapowiada deszcz, upał, burzę.

 

Teraz cyfrowo dokształcić się usieli wszyscy, często w stresie i panice bo pod presją bardzo krótkiego czasu. Zatem przygotuj sobie warunki do edukacji. Nie czekaj na przymus sytuacji. Ten, kto wysłuchawszy prognozy pogody, zapowiadającej deszcz, zabierze ze sobą na spacer parasol – nie zmoknie. Po prostu rozłoży parasol. I nie będzie musiał w pośpiechu szukać jakiegoś schronienia.

 

Wymogi społecznej izolacji, związanej z epidemią koronawirusa, utrudniły pracę wielu osobom, odcinając dochody, wynikające z planowanych kursów czy warsztatów. Nagle znika źródło dochodu i utrzymania. Co wtedy? Można załamywać ręce lub przejść na zdalną edukację i dostosować się do możliwości, dostosować się do nowego środowiska edukacyjnego. Kreatywne poszukiwania stworzyły różnorodne warsztaty on line, z komputerem czy smartfonem. Trzeba było umieć lub mieć odwagę uczyć się wykorzystywania różnorodnych programów i zawiłości technologicznych. Łatwiej poszło tym, którzy mieli już cyfrowe doświadczanie i pierwsze próby za sobą. Mieli przynajmniej wyobrażenie co i jak można zrobić i czego trzeba się nauczyć. Okazało się, że bardziej potrzebne jest dobre łącze internetowe i własne zaplecze niż budynki i biura. Edukacja nabrała nieco innego wymiaru. Stała się bardziej rozproszona, mniej uzależniona od miejsca, w których wszyscy muszą się spotkać. Szkoła i edukacja znajduję się w dużej transformacji a epidemia tylko to uwypukliła. Wydobyła na światło dzienne.

 

Czytaj dalej »



Foto: Łukasz Saptura [www.skierniewice.naszemiasto.pl]

 

 

Trzy dziennikarki: Anna Wittenberg, Klara Klinger i Paulina Nowosielska są autorkami obszernego tekstu pt. „Smolik: Nie moglibyśmy zmienić egzaminu ósmoklasisty czy matur, żeby ktoś nie poczuł się poszkodowany”, zamieszczonego dziś na portalu „Gazety Prawnej”. Oto jego fragmenty:

 

Do egzaminu ósmoklasisty zgłoszono ok. 348 tys. uczniów z ponad 12,4 tys. szkół. Ale wśród nauczycieli słychać głosy, że test nie powinien się odbyć. Egzamin najwięcej zwolenników ma wśród rodziców, którzy obawiają się, że „ocena ocenie nierówna”, więc konkurs świadectw byłby niesprawiedliwy. Sami uczniowie, zjadani często przez emocje, boją się, że np. nie zostaną na egzamin z powodu gorączki. Zaczynają jutro o 9.00 testem z języka polskiego, w kolejnych dniach czeka ich matematyka i język obcy nowożytny.

 

Marta Florkiewicz-Borkowska, nauczycielka z podstawówki w Pawłowicach na Śląsku, wspomina swoje niedawne rozmowy z uczniami. Mówili, że wypadli z rytmu, „nie ogarniają” . – Szkoła nie uczyła dotąd, jak się uczyć i teraz zbieramy tego plony – ocenia.

 

Słyszymy, że przesunięcie egzaminu z kwietnia na czerwiec dało więcej czasu na naukę. Owszem, ale np. w przypadku dzieci z niepełnosprawnościami nie ma on sensu. Dla nich miejsca w szkołach średnich są – mówi Zyta Czechowska, nauczycielka z Zespołu Szkół Specjalnych w Kowanówku pod Obornikami. Ostatnie dni przed egzaminem upłynęły tam na dostosowaniu szkoły do egzaminu w czasach pandemii. Zamontowano maszynę bezdotykową do dezynfekcji rąk, zorganizowano zapas maseczek i rękawiczek. […]

 

Monika Marciniak, dyrektor szkoły w Białej, niedaleko Trzcianki, ma inne obawy. – Budynek przygotowaliśmy pod wytyczne GIS. Tylko jak powstrzymać uczniów przed spotkaniem się w grupie po sprawdzianie? – pyta. […]

 

Egzamin ósmoklasisty w całym kraju będzie przeprowadzany w tym samym terminie. Nie otrzymaliśmy z Ministerstwa Zdrowia i GIS informacji, które wskazywałby na konieczność zmiany – słyszymy w CKE. Liczba uczniów, którzy nie przystąpili do egzaminu ze względu na objęcie rodzin kwarantanną, będzie znana w dniu egzaminu z danego przedmiotu.

 

x         x         x

 

Foto: Serwis Wideo PAP [www.dzieje.pl/edukacja/]

 

Marcin Smolik – dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej

 

W dalszej części tego materiału, nie zaznaczony wyraźnie jako odrębna część tego tekstu, zaprezentowany jest zapis wywiadu z Marcinem Smolikiem – przewodniczącym CKE. Oto kilka fragmentów z zapisu tej rozmowy:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.mikolaj.org.pl

 

Podczas poszukiwania na „branżowych” portalach i stronach internetowych wartych upublicznienia materiałów, zwrócił naszą uwagę materiał, zamieszczony 9 czerwca na portalu „Edukacja-Internet-Dialog”, zatytułowany„Edukacja dzieci ma wysoki priorytet w polskiej rodzinie, nawet w mniej zamożnej.Wyniki raportu.Oto dwa fragmenty tego tekstu:

 

Według 44% respondentów badania „Równy dostęp do edukacji dzieci imłodzieży” zrealizowanego przez Fundację Świętego Mikołaja i partnerów, edukacja jest najważniejszym czynnikiem określającym przyszłość dzieci. Wciąż jednak aż 43% respondentów uważa, że dzieci w Polsce nie mają równych szans edukacyjno-rozwojowych, z czego ponad 35% to respondenci z dwojgiem lub większą liczbą dzieci. Niestety według co drugiego respondenta, biorącego udział w badaniu szanse edukacyjne dzieci zależą przede wszystkim od dochodów rodziców.

 

Fundacja Świętego Mikołaja, która od 20 lat nieprzerwanie pomaga dzieciom w potrzebie, przeprowadziła wraz z partnerami ogólnopolskie badanie dotyczące równego dostępu do edukacji i rozwoju cztery lata po wprowadzeniu rządowego programu Rodzina 500+. Wnioski z raportu pokazują, że pieniądze z rządowego programu znacznie zmniejszyły wskaźniki biedy w polskiej rodzinie, ale wciąż niezamożnym rodzicom brakuje średnio 242 zł miesięcznie, aby sprostać wszystkim wydatkom edukacyjnym.[…]

 

Jak pokazały wyniki badania, rodzice twierdzący, że edukacja stanowi najważniejszy czynnik rozwoju dzieci i traktujący wydatki związane z edukacją priorytetowo, mają wielokrotnie problem z poniesieniem jednorazowego i niezaplanowanego wcześniej wydatku na rzecz dziecka. Umożliwianie dostępu do rozwoju zarówno talentów, jak i pasji dzieci i młodzieży z niezamożnych rodzin wciąż pozostaje wyzwaniem. Odpowiednim narzędziem do poprawy sytuacji dzieci i młodzieży mogą być programy stypendialne i budowanie nieodpłatnej oferty kursów i zajęć dla uzdolnionych dzieci.

 

 

 

Cały artykuł „Edukacja dzieci ma wysoki priorytet w polskiej rodzinie, nawet w mniej zamożnej.Wyniki raportu”

                                                                                                                                                               –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.edukacjaidialog.pl

 

 

 

Wierni naszej zasadzie – niezwłocznie odnaleźliśmy ową Fundacja Świętego Mikołaja i oryginalny plik z owym raportem, zatytułowany „RAPORT – Równy dostęp do edukacji dzieci i młodzieży w Polsce”, zamieszczony tam 26 maja 2020 roku.

 

Oto fragmenty tej informacji :

 

Fundacja Świętego Mikołaja opracowała raport o dostępie do edukacji i możliwości rozwoju dzieci i młodzieży z niezamożnych rodzin w Polsce. Badania, których wyniki prezentujemy w raporcie realizowane były we współpracy z agencją badawczą 4P i Instytutem Statystyki Kościoła Katolickiego.

 

Mimo że edukacja szkolna w Polsce jest bezpłatna, to jednak rodzice muszą ponosić dodatkowe koszty związane z nauką swoich dzieci, od podstawowych, takich jak zakup książek, zeszytów, wszelkiego rodzaju przyborów do pisania, przez akcesoria sportowe, plastyczne, opłaty za wycieczki szkolne i bilety wstępu, aż po długofalowe wydatki związane z rozwojem indywidualnych predyspozycji, zainteresowań i pasji.[…]

 

Czytaj dalej »