Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Jak wiadomo – wakacje są okresem, w którym uczniowie i nauczyciela „mają wolne od szkoły”, ale tylko do września. Jednak co roku część  uczniów-absolwentów żegna się ze szkołą na zawsze, ale i  pewien procent nauczycieli właśnie wtedy, tyle że z ostatnim dniem wakacji, żegna się z zawodem. Bo jest to, tradycyjnie, dzień przechodzenia „w stan spoczynku”, czyli na emeryturę.

 

Jednak w ostatnim czasie mnożą się informacje, że wielu nauczycieli, także tych „w sile wieku” i stażu zawodowego postanowiło pożegnać się z zawodem. Jednym z nich jest nasz znajomy bloger, którego posty ze strony „Co z tą edukacja”  wielokrotnie zamieszczaliśmy – Jarosław Bloch.

 

Foto: www.jaroslawbloch.ovh:

 

Jarosław Bloch w symbolicznej scenie…

 

 

23 czerwca pojawił się tam tekst, zatytułowany Pożegnanie z bronią (kredą)”. Choć z wielodniowym opóźnieniem, (zawsze pierwszeństwo otrzymywały inne tematy) zdecydowaliśmy udostępnić go właśnie dzisiaj czytelnikom OE. Tradycyjnie – najpierw kilka fragmentów, a na końcu link do źródła. Na razie – bez komentarza…

 

Zmagałem się z decyzją dość długo. Może zbyt długo. W oświacie w obecnej sytuacji nie widzę przyszłości, nie widzę światełka w tunelu. Niskie płace, ekspresowe i nieprzemyślane reformy, ogólna niechęć do walki o swoje wśród nauczycieli i coraz mniejsza satysfakcja z efektów swojej pracy. Przez lata narastał we mnie bunt, który każe mi nie brać już w tym udziału. Bo kim będę jeśli mój bunt w końcu wygaśnie i będę chciał tylko przetrwać? Dla dobra uczniów lepiej tego nie sprawdzać. Cytując Tolkiena który ustami Bilba Bagginsa mówił: „Jestem jak masło rozsmarowane na zbyt wielkiej kromce chleba. Potrzebuję odmiany”. Bilbo zbyt długo nosił pierścień, ja chyba zbyt długo tkwię w oświacie. Czas na zmianę. […]

 

Odchodzę, bo jeśli nie teraz to kiedy? Na co czekać? Na oświatową emeryturę? Jak marna jest wszyscy wiemy. Choć czy gardło wytrzymałoby do 65 roku życia? Oczywiście przy założeniu w międzyczasie nie każą pracować dłużej… Odchodzę chyba z 5 lat za późno, choć jeszcze nie zbyt późno. Czytelników mojego bloga uspokajam, nadal będę komentatorem bieżących wydarzeń w oświacie. Nadal mam dzieci w wieku szkolnym, więc jestem na bieżąco. […]

 

Odchodzę bo jestem zawiedziony postawą środowiska nauczycielskiego. Jest bierne do bólu, narzekające, ale niechętne do zmian i ryzyka. Przestałem wierzyć, że wywalczę wraz z nim godny zarobek.[…]

 

Jestem zmęczony nauczaniem, trochę też zawiedziony bierną i leniwą postawą młodzieży. Ale wiem, że to nie ich wina. Są tacy jak dzisiejsze czasy i robią to, na co my dorośli im przyzwalamy. A przyzwalamy na wiele, także na intelektualne lenistwo. Zbyt wielu młodych ludzi ma wyrąbane na wiedzę, a przecież mają ją na wyciągnięcie ręki. Uczenie się nie jest w modzie, a już zupełnie nie jest w modzie budowanie szerokich horyzontów. […]

 

Odchodzę trochę zawiedziony, że tak to się potoczyło. Że nasza oświata zmierza w niewłaściwym kierunku. Nie chcę tego firmować swym nazwiskiem. Oczywiście szkoda poświęconych lat i doświadczenia. Na pewno lekko nie będzie przestawić się na inny rodzaj aktywności. Nie hamletyzuję. Ale boję się. O swoje dzieci. Z wielu miejsc docierają do mnie wiadomości, że ludzie rzucają pracę w oświacie. Boję się o to, czy będą ich uczyć najlepsi, skoro ci którzy widzą absurdy dzisiejszej szkoły odejdą na emerytury pomostowe lub do prywatnych firm. Kto zostanie? Będą ich uczyć niewolnicy czy cynicy? Siłaczki i siłacze obwiniani przez wszystkich o wszystko? A może piewcy nowej, miękkiej dyktatury? Nie wiem. Ale wiem jedno. Na pewno będą to ludzie obciążeni ponad miarę tonami planów, sprawozdań, dostosowań itp. które sprawią, że na przygotowanie do zajęć będzie mniej czasu. Będą to ludzie spoglądający na zegarek, spieszący się do drugiej pracy, bo z gołego etatu nie sposób wyżyć. Albo będą to pogodzone z każdą, najbardziej bzdurną decyzją panie, mające dobrze zarabiającego męża, które jak plastelina dostosują się do wszystkiego. I tych boję się najbardziej.

 

 

Cały tekst „ Pożegnanie z bronią (kredą)    –   TUTAJ

 

 

Źródło: www. jaroslawbloch.ovh

 

 

 



Zapewne Niemiłościwie Nam Panująca Pani (NNPP) Zalewska zadba o to, aby wakacje nie stały się dla nas – osób żyjących na co dzień problemami edukacji – „sezonem ogórkowym”  i dostarczy jeszcze niejednego tematu, którego „Obserwatorium Edukacji” nie będzie mogło nie odnotować. Ale dziś, „puki co”, zachęcamy do zapoznania się z prawie przemilczanym przez media wydarzeniem, jakim było poniedziałkowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Przyszłości Edukacji. Ukonstytuował się on 9 stycznia 2018 r., to z 2 lipca było jego trzecim merytorycznym spotkaniem, a w jego skład wchodzą, nieomal wyłącznie. posłanki i posłowie Platformy Obywatelskiej.

 

Foto: www.nczas.com

 

Kinga Gajewska (PO) – inicjatorka i przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Przyszłości Edukacji. Autorka jego „Manifestu”

 

Na oficjalnej stronie Sejmu RP można dowiedzieć się jedynie, że takowe posiedzenie się odbyło, ze jego tematem była „Szeroko pojęta rola nauczyciela w systemie edukacji”  i że… była prowadzona transmisja z przebiegu tego spotkania.

 

Nam pozostaje otworzyć stronę portalu Wolters Kluwer, na którym już w poniedziałek zamieszczono informację, zatytułowaną „Przyszłość zawodu nauczyciela – konieczne lepsze studia i dofinansowanie”. Poniżej zamieszczamy obszerne jej fragmenty, które redakcja OE wzbogaciła o aktywne linki do dokumentów, o których jest tam mowa:

 

[…] Posiedzenie zespołu rozpoczął Piotr Prokopczyk z Najwyższej Izby Kontroli (NIK), który streścił wyniki kontroli z 2016 r. Wykazała ona wiele nieprawidłowości w całym procesie rozwoju zawodowego pedagogów. […] Kontrola NIK wykazała także, że na studiach pedagogicznych brakuje zajęć praktycznych – a praktyki nie ma także kadra kształcąca przyszłych nauczycieli, bo wielu akademików nigdy nie pracowało w szkole. […]

 

[…] – Trudno jest mówić o zmianie w zawodzie nauczyciela, jeżeli nie mamy spójnej wizji szkołymówiła prof. Hanna Kędzierska, która przedstawiła wyniki ankiet dotyczących statusu zawodowego nauczyciela. […] – Jeżeli określamy to w sposób normatywny, to musimy to potem jakoś weryfikować, określać wskaźniki. Postulowanie dodatkowego stopnia awansu jest nieporozumieniem, bo w istocie nic nie zmienia. Ma to jedynie charakter ekonomiczny i polityczny, daje dyrektorowi kolejny bat na nauczyciela – mówiła prof. Kędzierska. Tłumaczyła także, że obecne stopnie awansu zawodowego lepiej byłoby zastąpić specjalizacją, na wzór zawodów medycznych. Z tym, że – jak tłumaczyła – powinno to dotyczyć osób dopiero rozpoczynających pracę, bo objęcie nowymi przepisami nauczycieli, którzy już zainwestowali swój czas i wysiłek w awans na obecnych zasadach, byłoby niesprawiedliwe.

 

Jej zdaniem pierwszy etap pracy, w roli nauczyciela stażysty, powinien trwać dwa lata, a pedagog nie powinien mieć w tym czasie pełnych uprawnień nauczycielskich. Te zyskiwałby po zdaniu egzaminu – najlepiej państwowego. Dałoby to osobie, która dopiero rozpoczyna karierę, możliwość zmiany decyzji. Dodatkowo – według prof. Kędzierskiej – powinien powstać system pomocy, który ułatwiłby przekwalifikowanie się absolwentowi znajdującemu się w takiej sytuacji.[…]

 

[…] Na nieefektywność systemu awansu zawodowego wskazywał również ostatni raport Warsaw Enterprise Institute. Autorzy raportu podkreślili, że, w szkole podstawowej najwyżej uposażeni nauczyciele wcale nie osiągają wyższych wyników zawodowych niż ich tańsi koledzy. Niewielka przewaga nauczycieli dyplomowanych w 2006 r., gdy jeszcze było ich mniej niż mianowanych, rozpłynęła się w następnych latach. W rekomendacjach zasugerowali likwidację systemu awansu i zastąpienie go wynagrodzeniem za wysługę lat.

 

To też kiedyś było, nie wiem, czy to coś zmieni – ocenia pomysł dr hab. Danuta Elsner specjalistka od zarządzania oświatą –  Problem zaczyna się już na starcie do zawodu nauczyciela. Jest słabo płatny więc nie przyciąga najlepszych. Potem, z uwagi na skomplikowane procedury trudno jest nauczyciela pracującego poniżej oczekiwań zwolnić – dodaje.[…] – Z mojego punktu widzenia lepiej byłoby zlikwidować Kartę Nauczyciela i nauczycieli zatrudniać na umowę o pracę. Gdyby wiedzieli, że na ich miejsce czeka w biurku dyrektora kilka ofert, mobilizowałoby to ich do pracy. No i płacić tak, by warto było zabiegać o pracę w szkole – podkreśla ekspertka.

 

 

UWAGA: Pogrubienia i podkreślenia fragmentów tekstu – redakcja OE

 

 

Cały komunikat „Przyszłość zawodu nauczyciela – konieczne lepsze studia i dofinansowanie”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.oswiata.abc.com.pl

 



 

Okazało się, że choć nie działaliśmy „wspólnie i w porozumieniu”, to nie tylko w redakcji „Obserwatorium Edukacji” powstała przemożna potrzeba skomentowania postu prof. Śliwerskiego, zatytułowanego „„Najgorszy tydzień szkolnej edukacji”. Także wczoraj na stronie „Wokół Szkoły” swoimi refleksjami, powstałymi po lekturze tego tekstu, podzielił się dyrektor Jarosław Pytlak.

 

Nie mamy wątpliwości, że należy ten tekst – różniący się w tytule od tamtego „profesorskiego” jedynie znakiem zapytania na końcu – udostępnić także na naszej stronie, gdyż zapewne nie wszyscy nasi Czytelnicy śledzą na bieżąco teksty „Wokół Szkoły”, a punkt widzenia doświadczonego i wieloletniego dyrektora na problemy poruszone przez profesora-blogera jest na tyle inny od emeryta-felietonisty (choć także wieloletniego, ale od prawie 13-u laty jednak już „byłego” dyrektora szkoły), że znakomicie wzbogaci możliwość wyrobienia sobie przez Czytelników własnego, obiektywnego na tamten tekst, poglądu.

 

Zalecamy wnikliwą lekturę całego postu dyr. Pytlaka, a – dla zachęty – zamieszczamy poniżej jedynie kilka wybranych jego fragmentów:

 

 

[…] Nie wiem, co skłoniło Pana Profesora do tak emocjonalnej wypowiedzi, pozbawionej nawet sformułowań często stosowanych dla złagodzenia krytycznego tonu, typu: „część nauczycieli”, „niektórzy dyrektorzy”, „nie wszyscy, co prawda, ale…”. Zapewne uważa, że zjawisko jest powszechne, co więcej, prawdopodobnie ma rację. Muszę przyznać, że także w STO na Bemowie w ostatnim tygodniu roku szkolnego „normalne” lekcje należą do rzadkości, a to, co się dzieje, w zależności od stopnia dobrej woli można uznać za przedwakacyjne rozprężenie lub po prostu inną formułę spędzania czasu w szkole. Czy jednak powszechność zjawiska wystarczająco uzasadnia napastliwy ton artykułu?  […]

 

Prezentując swój punkt widzenia zacznę od tego, co nie odnosi się bezpośrednio do wpisu Profesora. Otóż uważam, że rok szkolny jest zbyt krótki. Nie wiem, czym kierowały się władze rezygnując, wcale nie tak dawno temu, z zasady, że koniec zajęć szkolnych przypada w ostatni piątek czerwca. W myśl takiej reguły w roku 2018 żegnalibyśmy się z uczniami tydzień później, podobnie rok temu oraz w roku przyszłym. A jeśli dodać do tego, że rozpoczynamy zajęcia szkolne w poniedziałki, które często wypadają później niż pierwszego września, to obraz bezsensownej utraty tygodnia nauki z okładem staje się pełny. Nie sądzę, by odzyskanie tego czasu na drodze prostego rozporządzenia spotkało się to z buntem nauczycieli, natomiast jako dyrektor na pewno zyskałbym większy komfort w planowaniu roku szkolnego.[…]

 

Bogusław Śliwerski napisał w swoim artykule bardzo ładne zdanie: „Kwitnie biurokracja, więdnie edukacja”. Święta prawda! To może, jako konkluzję, zaproponujmy wspólnie rezygnację z corocznego wystawiania świadectw promocyjnych, których produkcja, sprawdzanie, ostemplowywanie i rozdawanie pochłania tyle czasu?! Nie żartuję! Po co nam one?! Czy nie wystarczyłoby wydawanie świadectw ukończenia szkoły?! Przecież pozostałe i tak lądują w domowych szufladach, by kurzyć się tam bezproduktywnie i bezterminowo. Po takiej zmianie ja ze swojej strony zobowiązuję się skierować uwagę nauczycieli (i rodziców, nie zapominajmy o rodzicach!) na konieczność jak najbardziej efektywnego dydaktycznie spędzenia ostatnich dni roku szkolnego. Jestem gotów również czas zaoszczędzony na podpisywaniu świadectw poświęcić osobiście na wycieczkę z uczniami. Och, rozmarzyłem się… […]

 

Marzymy o wspaniałych nauczycielach, lepszych niż w Finlandii. Tymczasem ich sytuacja, nie tylko materialna, nie ulega poprawie, a w niektórych aspektach dramatycznie się pogarsza. Bardzo potrzebna jest mądra refleksja, która pomoże jeśli już nie zmienić system (bo do tego potrzebna byłaby nieosiągalna dzisiaj dobra wola i mądrość polityków), to chociaż ułożyć relacje w szkołach w sposób umożliwiający uczniom, nauczycielom i rodzicom w miarę znośną koegzystencję. Sposób w jaki Pan Profesor poruszył temat zajęć w ostatnich dniach roku szkolnego odebrałem jako atak, nie zachęcający do refleksji, ale pogłębiający pedagogiczną frustrację, także moją. […]

 

 

Cały post Jarosława Pytlaka „Najgorszy tydzień roku szkolnego?”    –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 



Foto: www.facebook.com/Niepubliczna-Szkoła-Podstawowa-Cogito

 

 

Zgodnie z daną w niedzielnym felietonie obietnicą – zapraszamy do lektury informacji Luizy Skutnik – dyrektorki Szkoły COGITO w Płocku – o tym jak u nich zorganizowano spotkanie z okazji zakończenia zajęć lekcyjnych i wręczania uczennicom i uczniom świadectw.

 

Cały udostępniony poniżej tekst  Poza schemat” pochodzi  ze strony blogów „Budzącej się Szkoły”

 

Szkoła w drodze to ludzie, którzy krok po kroku, każdego dnia próbują wychodzić poza znane schematy myślenia o szkole, poza znane rozwiązania. Zakończenie roku ZAWSZE wyglądało u nas tak samo, więc mimo wielu zmian w szkole Cogito, ten element pozostawał w schemacie. Przyszedł jednak ten moment, w którym i w ten obszar włączyliśmy uczniów, przecież szkoła jest dla nich, a nam nigdy wcześniej nie przyszło do głowy, żeby zapytać o ich zdanie. Uznając błąd za trampolinę do sukcesu, zapytaliśmy na spotkaniu okrągłego stołu uczniowskiego: Czy chcecie zakończenie roku w takiej postaci jak zawsze, czyli tradycyjna akademia i wierszyki? W odpowiedzi usłyszeliśmy głośne NIE! A jeśli nie akademia, to co proponujecie? Nasi uczniowie nie pierwszy raz spotkali się z oddawaniem im inicjatywy, więc szybko zebrali pomysły od wszystkich klas i w drodze głosowania wybrany został zwycięski pomysł: Zorganizujemy piknik!

 

Foto: www.facebook.com/Niepubliczna-Szkoła-Podstawowa-Cogito

 

 

Oczywiście zgodziliśmy się, ustalając jednocześnie, że to uczniowie są organizatorami, my jako kadra pomagamy, jeśli zajdzie taka potrzeba. Zgodzili się natychmiast. Każda klasa wydelegowała koordynatorów (łącznie z pierwszakami), którzy przyszli do mnie, by ustalić kto, za co odpowiada. Mnie dyrektorowi przypadła rola sekretarza i porządkowego zbierającego pomysły uczniów oraz osoby notującej podział obowiązków. Ktoś był odpowiedzialny za dekoracje, ktoś za atrakcje, ktoś za soki, a jeszcze ktoś inny za przygotowanie owoców. Gdy skończyli przyszli do mnie i zapoznali mnie z przygotowanym programem uroczystości zakończenia roku. Okazało się, że rozdawanie świadectw nie jest dla nich czymś szczególnie ważnym, bo zupełnie o tym zapomnieli. Pomyślałam, że to my dorośli lubimy chwalić najlepszych, że to jest nasza potrzeba. Poprosiłam, by w czasie pikniku znaleźli w programie miejsce na wręczenie wszystkim uczniom świadectw. Ostatecznie rozdawanie świadectw następowało w przerwach między zaplanowanymi atrakcjami. Prowadzącymi imprezę byli oczywiście uczniowie, a wśród atrakcji znalazły się rzeczy ważne dla nich; ich pasje, zainteresowania, talenty. Był pokaz karate, był występ gry na gitarze elektrycznej, były zawody sportowe, zorganizowane przez pasjonatów sportu.

 

 

Czytaj dalej »



Tak oto, „rzutem na taśmę”, po ponad miesięcznym oczekiwaniu, tuż przed zakończeniem zajęć lekcyjnych, bo wczoraj – 20 czerwca, na stronie blogosfery „Budzącej się Szkoły” pojawił się nowy post: Oczekiwania”. Zamieściła go Zofia Wrześniewska – nauczycielka łódzkiego „Gastronomika”.*

 

Foto: www.budzacasieszkola.pl

 

Zofia Wrześniewska

 

Zapraszamy do lektury, prezentowanego bez skrótów tekstu, który jest doskonałą okazją dla czytającego nauczyciela do dokonania własnego podsumowania kończącego się roku szkolnego – w sferze jego relacji z uczniami:

 

 

Zbliża się koniec roku szkolnego. Tradycyjnie o tej porze pytam moich uczniów, co im pomagało w nauce w tym roku, co przeszkadzało, co chcieliby zmienić na lekcjach, co im się najbardziej podobało. Mam nadzieję, że o taką informację zwrotną proszą wszyscy nauczyciele albo przynajmniej większość. Taki feedback jest przecież gotowym materiałem do tego, jak lepiej przygotować się do swojej pracy, co zmienić, co ulepszyć, co rozwijać.

 

W tym roku zapytałam jeszcze dodatkowo uczniów o to, czego oczekują od dyrektora szkoły. Byłam ciekawa, jak w ich oczach powinno wyglądać kierowanie szkołą. W zasadzie w większości odpowiedzi przewijało się jedno pragnienie: większy (lepszy, częstszy) kontakt dyrektora z uczniami. Bardzo cieszy mnie fakt, że uczniowie go potrzebują, że relacje są dla nich tak ważnie i dostrzegają potrzebę tego, by dyrektor szkoły był obecny w ich szkolnym życiu.

 

Uwagę na to zwraca także Joachim Bauer, pisząc: „Z neurobiologicznego punktu widzenia dzieci dla rozwoju systemu motywacji potrzebują silnych więzi z bliskimi osobami. (…) Relacje międzyludzkie to dla dzieci rodzaj podstawowych witamin, równie ważnych jak prawidłowe odżywianie i odpowiednia ilość snu” (J. Bauer, Co z tą szkoła, Słupsk 2015, s. 136-137).

 

Niestety boję się, że potrzeba ta może być spowodowana dużym niedosytem. Dyrektorzy często są tak pochłonięci sprawami administracyjno – urzędowymi, że to, czym powinni zajmować się przede wszystkim, czyli: sprawowanie opieki nad uczniami i stwarzanie warunków do harmonijnego rozwoju psychofizycznego poprzez aktywne działania prozdrowotne (Prawo oświatowe, Art. 68.1, Dz. U. z 2018, poz. 996 1000), schodzi niestety na dalszy plan. Moi uczniowie wskazali też na to, że oczekują, by dyrektor był zawsze: „po stronie uczniów”. Potrzebują poczucia, że w sytuacjach konfliktowych, trudnych wysłucha ich racji, pochyli nad ich punktem widzenia.To oczywiście cenna wskazówka nie tylko dla dyrektorów, ale dla wszystkich dorosłych: nauczycieli, wychowawców, rodziców, opiekunów.

 

My, dorośli mamy niestety tendencję do „wiedzenia lepiej”, często zakładamy, że nasza wersja wydarzeń jest jedyna i słuszna. Oczywiście jest to założenie błędne. W pamięć wryły mi się słowa dr Marka Kaczmarzyka, który na jednym ze swoich wykładów, tłumacząc różnice w postrzeganiu rzeczywistości przez nastolatka i dorosłego, powiedział, że zakończenie konfliktu między nastolatkiem a dorosłym zawsze należy do osoby starszej. To po naszej stronie leży wyjaśnianie, łagodzenie. Pamiętajmy o tym! A dla moich uczniów tym katalizatorem w szkole powinien być dyrektor.

 

Czego jeszcze oczekują moi uczniowie:

– wyrozumiałości
– empatii
– ożywienia szkolnego życia (imprez, warsztatów, ciekawych projektów)
– kącika relaksu

 

Jestem dumna, że ich przemyślenia są tak dojrzałe i dostrzegają potrzebę wprowadzania zmian i to zmian bardzo rozsądnych, służących całej szkolnej społeczności. Mam też nadzieję, że uda mi się sprostać tym oczekiwaniom. Na pewno przede mną pracowite wakacje, pełne wiary, że efektami będę mogła podzielić się w kolejnym roku szkolnym.

 

Źródło: www.budzacasieszkola.pl

 

 

*Czytelnikom należy się dodatkowa informacja, która pozwoli  lepiej zrozumieć zainteresowanie koleżanki Wrześniewskiej poglądami uczniów na temat sposoby „bycia dyrektorem”. Otóż po kilkunastu latach pracy w charakterze nauczyciela historii i WOS, po doświadczeniach zdobytych w roli opiekuna samorządu uczniowskiego, w wyniku wygranego konkursu, pani Zofia Wrześniewska z dniem 1 września 2018 roku obejmie funkcje dyrektora Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi.

 

 



Wczoraj, na portalu „Edukacja, Internet, Dialog”, jego redaktor – Witold Kołodziejczyk zamieścił tekst, zatytułowany „Funkcja technologii cyfrowych w szkolnej dydaktyce”. Powrócił w nim do wielokrotnie i przez różnych autorów podejmowanego tematu swoistej schizofrenii nauczycielskiej, która  – jak to napisał – przejawia się w tym, że „kupujemy kolejne interaktywne tablice i jednocześnie zakazujemy korzystania z wielofunkcyjnych telefonów”.

 

Foto: www.www.google.pl

 

 

Oto fragmenty tego postu i link do pełnej jego wersji:

 

To paradoks. Z jednej strony wydajemy pieniądze na szkolną infrastrukturę IT, z drugiej zaś nie wykorzystujemy w wystarczający sposób tej, którą mają już uczniowie. Inwestujemy w zakupy nowych technologii, a moglibyśmy od zaraz zmieniać środowisko uczenia, wspierając się osobistymi urządzeniami. Kupujemy kolejne interaktywne tablice i jednocześnie zakazujemy korzystania z wielofunkcyjnych telefonów.[…]

 

To jaką funkcję nadamy technologiom w szkole, zależy w dużej mierze od koncepcji kształcenia, do której odwołujemy się w naszej pracy. Czy jest ona spójna, zdefiniowana, powszechnie znana i podzielana przez szkolną społeczność? Funkcja i rola w codziennej praktyce technologii informacyjno-komunikacyjnej jest wynikiem naszej filozofii w podejściu do uczenia się i nauczania. Z tego powodu nie ma jednego modelu, który można rekomendować nauczycielom. Niestety, niezadowalające i niewystarczające wykorzystanie przez nauczycieli technologii, rzadko jest pochodną teorii, które powinny stanowić integralną część wizji pracy szkoły – wizji jej liderów.

 

Zupełnie inaczej narzędzia cyfrowe będą obecne w szkole, gdy przeważa w uczeniu encyklopedyzm dydaktyczny. Celem staje się przekazanie uczniom jak największego zasobu informacji z możliwie różnych źródeł. Jego zwolennicy uważają, że posiadanie dużej wiedzy wiąże się z lepszym rozumieniem i odniesieniem do otaczającego świata. Wielu twierdzi, że takie podejście to efekt systemu nastawianego na rywalizację. Im wyższy etap kształcenia, tym częściej nauczyciele odwołują się do tej koncepcji kształcenia. Technologia służy wówczas do wyszukiwania i zbierania danych, tworzenia repozytoriów, raportów i cyfrowych katalogów. Nauczyciel sprowadza ją do funkcji dostarczania i udostępniania „wiedzy na żądanie”. […]

 

Czytaj dalej »



Wczoraj na portalu EDUNEWS zamieszczono tekst Joanny Stockiej, dyrektorki warszawskiego XXI LO, zatytułowany „Bądźmy odważni wobec wyzwań XXI wieku”. Jego autorka, bazując na materiale pozyskanym z ankiety, którą wypełniali uczniowie kierowanej przez nią szkoły, dzieli się z czytelnikami swoimi refleksjami i propozycjami, dotyczącymi modelu współczesnej szkoły i realistycznymi postulatami „co w tej sytuacji można zrobić”.

 

Foto: www.facebook.com/people/Joanna-Alicja-Stocka/

 

Joanna Stockadyrektorka XXI Liceum Ogólnokształcącego im. Hugona Kołłątaja w Warszawie.

 

 

Zapraszamy do lektury – najpierw fragmentów, potem całego tekstu, a na koniec zamieściliśmy link do książki, z której  on pochodzi:

 

 

Jaka obecnie jest rzeczywistość naszych dzieci? Czym się zadziwiają i zachwycają, a czego boją? Rzeczywistość XXI wieku zdaniem zapytanych przeze mnie licealistów najczęściej definiowana była przy użyciu słów: zmiana, szybki rozwój technologii i nauki, świat wirtualny, zaburzenia komunikacji międzyludzkiej, wielopłaszczyznowe interakcje, rozwiązłość i nieskrępowanie, wolność wyrażania samego siebie, demokracja, powszechny dostęp do informacji, indywidualizm, wyścig szczurów, brak wyobraźni, zaburzony światopogląd, kapitalizm, konflikty.

 

W ich odpowiedziach znalazłam wszystkie lęki i nadzieje nas, osób dorosłych. Jeśli zatem postrzegamy świat podobnie, to czy w jakikolwiek sposób możemy ułatwić młodym ludziom funkcjonowanie w owej zmiennej rzeczywistości, czy potrafimy przygotować ich do zmierzenia się z nią i wyrobić gotowość do kreowania nowego demokratycznego społeczeństwa, zgodnie z potrzebami nowoczesności? Kto może spełnić to zadanie? Rodzina, instytucje społeczne, szkoła?

 

Czy szkoła mieści się w rzeczywistości XXI wieku, czy jest „izolowaną wyspą”? Moim zdaniem szkoła tkwi jeszcze, formalnie i mentalnie, w „ramówkach programowych” poprzedniego wieku, a nauczyciele, być może nawet w dobrej wierze, nadal wdrażają transmisyjny model nauczania. Często sprowadza się to do zachowania status quo i gry pozorów oraz utrwalania fikcyjnego podziału – „my” Ich nauczymy „wiedzy ogólnej”, a Oni się nauczą „głównie” i „najlepiej” w szkole.

 

 

Czytaj dalej »



Na dzisiejszą przedpołudniową lekturę proponujemy tekst Zyty Czechowskiej –  nauczycielki matematyki – ale przede wszystkim Superbelferki z Zespołu Szkół Specjalnych w Kowanówku, który może być dodatkowym argumentem  w przekonywaniu jeszcze nieprzekonanych, jakie walory w zmienianiu szkoły nauczającej w szkołę uczących się uczniów ma metoda projektów.

 

Foto: www.zss-kowanowko.edu.pl

 

Nauczyciele Zespołu Szkół Specjalnych w Kowanówku

 

 

Oto fragmenty tekstu Zyty Czechowskiej –  Drugie życie przedmiotów – projekt edukacyjny”:  

 

Metoda projektu jest w ostatnim czasie jedną z najpopularniejszych i  najczęściej wykorzystywanych w szkołach  metod uczenia się. To naturalny sposób na kreatywne nauczanie oraz  wdrażanie do    samokształcenia i rozwijania zdolności twórczych uczniów. Koniec roku szkolnego, to czas podsumowań i ewaluacji. Jaką ocenę wystawiono projektowi?

 

My najczęściej pracujemy z naszymi uczniami w taki właśnie sposób, ponieważ dzięki różnorodnym zadaniom zaplanowanym w pracy projektowej umożliwiamy naukę i aktywność wszystkim typom dzieci, bez względu na ich rodzaj inteligencji i predyspozycji. Mają szansę na sukces zarówno słuchowcy jak i uczniowie, u których dominującym zmysłem jest ruch czy wzrok. Z pewnością projekt sprawdzi się w pracy z uczniami z wysoką samooceną jak i z uczniami o niskim poczuciu własnej wartości.  Swoje miejsce odnajdą w nim uczestnicy preferujący rolę  lidera i uczniowie lubiący aktywności w cieniu innych.

 

Projekt „Drugie życie” dotyczy praktycznego działania młodzieży w klasie przysposabiającej do pracy i  jego nadrzędnym celem jest  usprawnianie  manualne, praktyczne działanie, nabycie nowych umiejętności z zakresu stolarstwa i umiejętności praktyczno-technicznych. […]

 

Czytaj dalej »



Na stronie Centrum Prasowego „KURIER PAP” zamieszczono informację, zatytułowaną „Powszechne smartfony, ale książka wraca do łask”. Poniżej proponujemy lekturę fragmentów tego materiału prasowego, ale także odsyłamy linkiem do źródła:

 

93 proc. nastolatków posiada smartfony i wykorzystuje je do wyszukiwania informacji, komunikacji ze znajomymi, słuchania muzyki oraz do gier cyfrowych – wynika z badania przeprowadzonego przez Bibliotekę Narodową. Smartfony umożliwiają także lekturę tekstu cyfrowego w każdej sytuacji. W efekcie aż 37 proc. respondentów znajduje informacje o książkach i recenzje właśnie w internecie, podczas gdy do analogicznych materiałów publikowanych na papierze sięga zaledwie 2 proc. gimnazjalistów.

 

Jednocześnie badanie wykazało, że w ostatnich czterech latach nastąpił wzrost poziomu czytelnictwa nastolatków w czasie wolnym – z 62 do 65 proc. Dotyczy to w szczególności  dziewcząt; dziewcząt; w ich przypadku odsetek czytających w czasie wolnym wzrósł z 72 proc. do 82 proc. […]

 

 

Foto: Anna Klaman [www.pomorska.pl]

 

 

Badania prowadzone przez Bibliotekę Narodową od 14 lat zawsze wykazywały, że dorastające dziewczęta czytają więcej od chłopców, ale tendencje wzrostów lub spadków były dotychczas podobne dla obu płci. Szczególnie widoczny był i pozostawał stabilny odsetek uczniów, zwłaszcza chłopców (ok. 20 proc.), którzy omijają czytanie książek – tak lektur szkolnych jak i pozycji wybieranych spontanicznie. Tymczasem w ostatnich latach różnice się pogłębiły; u dziewcząt nastąpił wyraźny wzrost czytelnictwa, szczególnie w czasie wolnym, u chłopców zaś – wyraźny spadek. […]  [Źródło: www.kurier.pap.pl]

 

 

Więcej informacji o czwartej edycji tego ogólnopolskiego badania czytelnictwa, przeprowadzonego w IV kwartale 2017 roku na losowej, ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie uczniów III klasy gimnazjum (ankiety wypełniło 1794 uczniów III klasy gimnazjum, 1785 rodziców, 104 dyrektorów i 104 polonistów uczących w wylosowanych klasach ze 104 gimnazjów) można znaleźć w publikacji „Wzrost czytelnictwa nastoletnich dziewcząt, zamieszczonej na stronie Biblioteki Narodowej.

 

Poniżej udostępniamy wybrany fragment tego komunikatu o wynikach badania:

 

Czytanie ma płeć

Dorastające dziewczęta badane w ciągu ostatnich 14 lat zawsze czytały więcej od chłopców, ale tendencje wzrostów lub spadków były dotychczas podobne dla obu płci. Szczególnie widoczny był i pozostaje stabilny odsetek uczniów, zwłaszcza chłopców (tu ok. 20%), którzy omijają czytanie książek – tak lektur szkolnych jak i pozycji wybieranych spontanicznie, poza obowiązkiem. Tymczasem w ostatnim badanym okresie różnice się pogłębiły – u dziewcząt możemy mówić o wyraźnym wzroście czytelnictwa, szczególnie w czasie wolnym, przy stałym spadku chłopięcego zainteresowania czytaniem dla przyjemności. 

 

Młodzież – czytelnicy książek w czasie wolnym, poza obowiązkiem szkolnym

 

 

Źródło:  www.bn.org.pl



Foto: google.pl

 

Na swym blogu „Co z tą edukacją”, po trzytygodniowej przerwie w aktywności, Jarosław Bloch zamieścił nowy tekst, w którym punktem wyjścia prezentowanych opinii jest założenie alternatywności dwu cech szkoły, co uczynił tytułem tego postu: Szkoła fajna czy skuteczna?

 

Foto: google.pl

 

 

Oto wybrane fragmenty tego tekstu i link do źródła:

 

Jaka tak właściwie ma być współczesna szkoła? Fajna czy skuteczna?* W ostatnich latach zbyt często słyszę, że fajna. Dlaczego zbyt często? Bo ta fajność coraz mniej wynika z poziomu szkoły, z jej oferty, czy też z atrakcyjności zajęć pozalekcyjnych, a coraz częściej z obniżania wymagań. Wielu nauczycieli narzeka, szczególnie starszych. Lecz wielu, głównie młodszych, mówi brutalnie, że trzeba mniej wymagać by młodzież w ogóle do szkoły raczyła przyjść. Coraz mniej wymagań, coraz więcej imprez… Doliny Krzemowej chyba tym sposobem nie zbudujemy. Raczej będziemy największymi ściemniaczami w UE. Niby szkoła to nie koncert życzeń, ale mam wrażenie, że w ostatnich czasach mocno zaburzyła się proporcja pomiędzy spełnianiem życzeń przez szkołę, a wykonywaniem przez uczniów swoich obowiązków.

 

A może pytanie czy szkoła powinna być fajna czy skuteczna, jest po prostu źle zadane? Może zapytać: Kiedy szkoła powinna być fajna a kiedy skuteczna? Może szkoła powinna być najpierw fajna, a im starsze dzieci do niej uczęszczają, to już bardziej skuteczna. […]

 

Czytaj dalej »