Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Na sobotnie poczytanie proponujemy dziś wczoraj zamieszczony na jego blogu tekst Jarosława Pytlaka, inspirowany najnowszą zmianą na stanowisku ministra edukacji:”Refleksje wokół ministerialnego fotela”. Oto fragmenty tego posta i link do całego tekstu:

 

Foto: www.www.youtube.com

 

Jarosław Pytlak

 

 

Po przedstawieniu swoistego przeglądu prasy, podejmującej temat szykujących się – w wyniku konsekwencji wygrania przez wielu ministrów wyborów do Parlamentu UE – zmian w rządzie, Jarosław Pytlak stwierdził:

 

[…] Wspomniane artykuły tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że oświata jest w gruncie rzeczy najmniej ważną dziedziną życia społecznego. Sądzę, że politycy też tak uważają, znajdując uzasadnienie tego poglądu w wynikach badań opinii publicznej. To zapewne sondaże podpowiadają władzy, że strajkującym nauczycielom nie warto ustępować, bo poważanie dla nich w szerokich kręgach społeczeństwa jest żadne, a pokazanie im pośledniego miejsca w szeregu wręcz obiecuje uznanie wśród własnych sympatyków. Z kolei opozycja z (innych) sondaży dowiaduje się pewnie, że fatalne skutki reformy Zalewskiej, choć źle odbierane, nie rokują mobilizacji znaczącej części wyborców przeciw obecnym rządom. Najwyraźniej szerokie kręgi społeczeństwa mniej lub bardziej świadomie hołdują przekonaniu, że nigdy w szkolnictwie nie było, żeby jakoś nie było, a przeciętny Kowalski oświatą interesuje się tylko wtedy, gdy szkoła, do której chodzi jego dziecko, nadepnie mu na odcisk. […]

 

Osobiście odczuwam zero emocji w kwestiach personalnych, więc nie zrobiło na mnie wrażenia ostateczne namaszczenie na ministra edukacji narodowej długoletniego działacza partii rządzącej, Dariusza Piontkowskiego, ongiś nauczyciela licealnego, potem polityka średniego szczebla, wreszcie posła, raczej z drugiego szeregu. Nawiasem mówiąc, trudno oprzeć się wrażeniu, że pod względem biografii mamy do czynienia z Anną Zalewską bis, a sądząc z jego pierwszych publicznych wypowiedzi w nowej roli – w dziedzinie poglądu na świat również. Reforma potoczy się zatem dalej, wytyczonym już torem, a nowemu ministrowi przypadnie rola administratora masy spadkowej po poprzedniczce. Bez żadnej intencji skorygowania obecnego kursu, bo przecież sam manifestuje przekonanie, że jest świetnie. Co może dziwić tylko politycznych marzycieli.

 

Niewesołe są moje refleksje, ale taki właśnie mamy klimat. Chociaż słowo minister pochodzi od łacińskiego ministrare, czyli służyć, to wcale nie musi oznaczać służenia całemu społeczeństwu. Jak uczy historia, swoich ministrów mieli też despoci; może ich mieć również partia posiadająca w danej chwili monopol na rację. Póki co, wciąż jednak żyje cała rzesza ludzi skażonych miazmatami obywatelskiego podejścia do polityki, którzy skłonni są oczekiwać od ministra edukacji narodowej zdolności do samodzielnej refleksji, a nie tylko bezkrytycznego wcielania w życie anachronicznej wizji, powstałej w zaciszu gabinetów. Myślę, że to spośród tak „skażonych” rekrutują się Czytelnicy, którzy w komentarzach pod moimi publikacjami wpisują czasem hasła w rodzaju „Pytlak na ministra!”. Miłe te sugestie traktuję w kategoriach żartu, ale widzę w nich również wyraz marzenia o normalności w oświacie. Skorzystam więc z okazji, by wzbogacić swoje dzisiejsze refleksje wyjaśniając, dlaczego zupełnie nie widzę siebie w roli głównego lokatora MEN. Nawet gdyby warunki społeczno-polityczne były nieco bardziej normalne. I bardzo proszę nie traktować tego jako wyrazu mojej megalomanii, a jedynie wygodny dla publicysty pretekst, by zaprezentować problemy, które staną przed każdym poważnym kandydatem na ministra edukacji.

 

A zatem, dlaczego nie widzę siebie na tym stanowisku?

Czytaj dalej »



 

                                                    Prof. dr hab. Jacek Fisiak – 1936 – 2019

 

 

Punktem wyjścia dla zamieszczenia poniższego materiału była informacja – zamieszczona przez prof. Jarosława Płuciennika na jego profilu fb – o tym, że 3 czerwca 2019 roku zmarł prof. zw. dr hab. Jacek Fisiak, który w latach 1985–1988 był rektorem Uniwersytetu im. Adam Mickiewicza w Poznaniu. Był on filologiem angielskim, historykiem języka angielskiego, profesorem nauk humanistycznych, nauczycielem akademicki, a w okresie 14. października 1988 – 1. sierpnia 1989 – ostatnim ministrem edukacji narodowej PRL. Profesor Jacek Fisiak urodził się w 1936 roku w Konstantynowie Łódzkim.

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty postu z fejsbukowego profilu Beaty Zwierzyńskiej, zainspirowanego informacją o śmierci prof. Jacka Fisiaka:

 

 

Czytając biografie osób biorących udział w obradach Okrągłego Stołu w podstoliku Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego, jedna zwróciła moją szczególną uwagę, i chyba od niej wszystko się zaczęło… Dokładniej z biografią prof. Fisiaka zapoznałam się po kilkukrotnej lekturze wystąpienia otwierającego obrady tego podstolika, a potem odsłuchaniu tego jak to mówił. […]

 

Pamiętam, że kompletnie mi to wszystko do siebie nie pasowało. To co wypowiadał 30 lat temu wydawało mi się bardzo aktualne – szczególnie gdy opisywał warunki pracy nauczycieli, ich potrzeby, gdy bił się w pierś opowiadając, że zgadza się z druzgocącą opinią naukowców przygotowujący tzw. raport Kupisiewicza, i gdy wymieniał to, co już zrobił i co zamierza zmienić w szkolnictwie jeszcze przed zakończeniem obrad. […]

 

W środowisku akademickim i w obecnym klimacie politycznym wcale nie jest popularne wspominanie ludzi PRL. Właściwie jest pewna luka, dyskontynuacja i milczenie o tamtych czasach – a co dopiero mówienie czegoś pozytywnego? […] Postanowiłam podzielić się z Wami materiałem, do którego mam dostęp dzięki Archiwum Sejmu i Senatu – tam były szpule z nagraniem, a archiwiści zdigitalizowali je. Oto ważny fragment – szczególnie w dzisiejszym kontekście politycznym i oświatowym. Posłuchajcie sami.”

 

 

 

Fragment przemówienia prof. Fisiaka w podstoliku Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego z 22 lutego 1989 roku   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/beata.agnieszka.zet



Dziś, z kilkudniowym „poślizgiem”, promujemy zaczerpnięty ze zbiorów portalu „Juniorowo” artykuł Wojciecha Musiała „Kiedy dzieci odkrywają swoje pasje i jak możemy im w tym pomóc”. Oto jego fragmenty;

 

 

Foto: BTA Kompas

 

 

Niektórzy juniorzy szybko odkrywają swoją pasję i rozwijają ją wiernie, nie zbaczając z raz obranej drogi. Inni „skaczą z kwiatka na kwiatek” próbując natrafić na coś, co spodoba im się najbardziej. Obie drogi są w porządku – dzieciństwo właśnie po to jest, aby próbować różnych smaków i odkrywać te najpyszniejsze. Wakacje to czas, który szczególnie sprzyja odkrywaniu pasji dziecka. To dwa miesiące wolne od szkolnych obowiązków i stresu. Budowaniu zainteresowań sprzyjają też podróże. Poza tym mamy do dyspozycji wakacyjne obozy tematyczne, które mogą pomóc juniorom w wyborze życiowej pasji.

 

 

Dzieciństwo to czas odkrywania pasji

 

Jazda konna? Fotografia artystyczna? Wspinaczka? Może aktorstwo? A może coś zupełnie innego? Dzieciństwo to czas odkrywania pasji. To czas wypróbowania różnych możliwości i zdecydowania, co się dziecku podoba, co je wciąga, do czego ma talent i co budzi w nim silne emocje, oraz tego, co zupełnie mu się nie podoba.

 

Jest to również czas doskonalenia się w wybranym hobby. Czas na popełnianie błędów, na zadawanie pytań, na sprawdzanie, gdzie leżą granice możliwości dziecka i w jaki sposób można je przekroczyć.Na ogół poszukiwanie własnej pasji odbywa się na dwa sposoby. Większość dzieci przez pewien czas „skacze z kwiatka na kwiatek”, czyli próbuje jednego, potem porzuca zajęcia na rzecz innych, którym znów poświęca cały wolny czas. A potem znów dochodzi do wniosku, że nowe hobby mu się nie podoba i chce spróbować czegoś zupełnie innego. Tak zachowywała się moja Zośka, która spróbowała tańca nowoczesnego, baletu klasycznego i karate, a od niedawna jeździ konno i jest całkowicie zajawiona na tym punkcie. Wygląda na to, że to hobby na dłuższy czas, ale zupełnie pewnym być nie mogę, bo może znów jej się odmieni? […]

 

Czytaj dalej »



Foto:www.facebook.com/profile

 

Monika Zatorska

 

 

Prezentujemy kolejny podcast ze strony Plandaltonski.pl, zatytułowany: Teoria inteligencji wielorakich Howarda Gardnera w edukacji małego dziecka – rozmowa z Moniką Zatorską

 

Oto jego zapowiedź:

 

Do naszego podcastu zaprosiliśmy tym razem Monikę Zatorską, nauczycielkę i dyrektorkę dwujęzycznego przedszkola*, w którym w praktyce wykorzystuje odkrycia i przemyślenia Howarda Gardnera. Dyskutujemy jak i czy jest ważne, abyśmy poznali mocen strony naszego dziecka, kiedy one się kształtują? W jaki sposób możemy wspierać rozwój dziecka, aby był efektywny i spójny z osobowością młodego człowieka.

 

Zainteresowanych zastosowaniem teorii inteligencji Howarda Gardnera w praktyce, zapraszamy również do naszej książki o planie daltońskim. [Zobacz – TUTAJ]

 

 

Podcast Teoria inteligencji wielorakich Howarda Gardnera w edukacji małego dziecka – rozmowa z Moniką Zatorską” TUTAJ

 

 

Źródło: www.plandaltonski.pl 

 

 

*Według naszych źródeł Monika Zatorska jest dyrektorką pierwszej w Polsce szkoły gardnerowskiej” w Konarach pod Krakowem.

 

 

 

 




Foto:www.spidersweb.pl

 

 

Dziś proponujemy, niestety nie bardzo pasujący do klimatów weekendowego relaksu, lekturę informacji, zaczerpniętej ze strony Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę”, zatytułowanej Co trzeci nastolatek ogląda patotreści w sieci”. Oto jej fragmenty i link do całego artykułu: 

 

[…] Patotreści – nieakceptowane społecznie, nieraz niedopuszczalne prawnie treści w internecie, których najbardziej jaskrawym przykładem jest patostreaming, mogą mieć negatywny wpływ na młodych internautów. Temu zjawisku poświęcony jest raport Patotreści w internecie opracowany przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę we współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, przy wsparciu Orange Polska.

 

Wynika z niego m.in., że co trzeci nastolatek w wieku 13-15 lat oglądał patotreści, najczęściej z ciekawości. Zdecydowana większość młodych ludzi uważa, że tego typu treści są szkodliwe, zachęcają do powielania patologicznych zachowań, natomiast aż ponad jedna trzecia badanych sądzi, że pokazują prawdziwe życie. […]

 

 

Z raportu wynika m.in., że:

 

>zdecydowana większość (84%) badanych nastolatków w wieku 13-15 lat słyszała o patotreściach, a więcej niż co trzeci (37%) je oglądał;

 

>ciekawość to najczęstszy powód oglądania tego typu materiałów (75%); kolejne to nuda (29%), chęć rozrywki (24%) oraz chęć „bycia na czasie” (10%);

 

>większość oglądających patotreści robi to regularnie – średnio 5 razy w miesiącu. Aż 43% respondentów ma kontakt z tego typu materiałami co najmniej raz w tygodniu. Młodsze nastolatki oglądają patotreści z większą częstotliwością niż starsze;

 

>respondenci deklarują, że najczęściej oglądają shoty, czyli wybrane fragmenty patostreamów na YouTube (73%);

 

>każda z młodych osób, która widziała patotreści, potrafiła podać przynajmniej jednego ich twórcę. Wskazuje to na stosunkowo dużą rozpoznawalność nadawców. Jednak tylko 18% zgadza się ze stwierdzeniem, że niektórzy twórcy tego typu nagrań im imponują;

 

>większość osób (88%), które oglądały patotreści, twierdzi, że było to dla nich niepokojące doświadczenie;

 

>patotreści postrzegane są przez młodzież przede wszystkim jako szkodliwe, zachęcające innych do naśladowania patologicznych zachowań (87%), a co za tym idzie, powinny być zakazane w internecie.

 

Czytaj dalej »



 

Anna Konarzewska – nauczycielka języka polskiego w XIV Liceum ogólnokształcącym im. Jana Pawła II , wchodzącego w skład ZSO nr 8 w Gdańsku, prowadzi bloga „Być nauczycielem…”.

 

Znaleźliśmy na nim post, zamieszczony tam 16 maja, zatytułowany „Moje marzenia o współczesnej edukacji, czyli co mi w duszy gra…Oto jego fragmenty:

 

Zawsze zależało mi na edukacji. To, że kuleje nie jest rzeczą nową. Wiele trzeba zmienić. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że edukacja jest dziurawym bakiem i z tego powodu nie warto w nią inwestować . Bez edukacji nie przetrwamy. Tyle myśli kołacze mi w głowie, że postawiłam się z Wami nimi podzielić. Może będzie mi lżej.

 

Każdy z nas marzy o idealnej szkole. Możemy mieć różne wizje, ale ci którzy kochają edukację, nigdy nie stworzą chaosu w i tak kulejącym systemie. Edukacja to delikatna komórka. Decyzje muszą być naprawdę przemyślane, a ich wdrażanie długofalowe. Rewolucyjne podejście burzy i zakłóca wiele istotnych spraw. Pamiętać też należy o tym, że nie ma panaceum na wszystko. A kierowanie się sztywnymi normami i metodami również niszczy, co dobre. […]

 

Trzeba przede wszystkim edukować rodziców, ponieważ większość z nich żyje w systemie pruskim, który kształcił przyszłych robotników fabryk. Świat się zmienia i kompetencje, które są potrzebne dzisiejszym uczniom dawny system zaniedbał. Nikt nie wie, jak będzie wyglądał świat za 5, 10 czy 20 lat… które umiejętności będą potrzebne młodym pokoleniom, ale jedno wiem na pewno, że wkrótce ludzie się przekonają, że empatia i kreatywność będą najcenniejszymi walutami na naszym globie. O empatycznym podejściu do edukacji pisałam TUTAJ. […]

 

Nie dajmy się zwariować. Róbmy wszystko z głową, ale nie rezygnujmy z budowania relacji z uczniami. Wiedzę nabędą wszędzie, ale kompetencji miękkich, empatii i radzenia sobie w sytuacjach trudnych uczą się przede wszystkim od nas- nauczycieli, bo przeważnie spędzają z nami więcej czasu niż z własnymi rodzicami. Podstawa programowa powinna zawierać tylko kilka głównych punktów, a resztę należałoby zostawić nauczycielom. Tu mogliby wykazać się swoją innowacyjnością, twórczością, pasją, kreatywnością. Nie twierdzę, że w tej chwili nie jesteśmy kreatywni, ale na pewno takie działanie otworzyłoby umysły wielu „zamkniętym belfrom” i uwolniłoby ich spod jarzma podstawy programowej, która nie porywa, a wręcz blokuje. Wielka odpowiedzialność spoczywa na nauczycielach w etapie edukacji wczesnoszkolnej i podstawowej, ponieważ wtedy kształtują się podstawowe umiejętności młodego człowieka. Tu można łatwo podciąć skrzydła, zniechęcić do nauki, zdemotywować. Nauczyciele szkół ponadpodstawowych również nie mają lekko, ponieważ odpowiadają za edukację całościową ucznia – na maturze wymaga się znajomości treści ze szkoły podstawowej i gimnazjum. I tu pojawia się kolejny problem – testomania i egzaminomania. Zlikwidowałabym wszystkie formy testów i egzaminów łącznie z maturalnym, a wprowadziłabym egzaminy wstępne na studia. W ten sposób zniwelowalibyśmy nieistotne rankingi szkół, które są tendencyjne i badają wyłącznie „wyścig szczurów”, a nie umiejętności potrzebne do życia, kompetencje miękkie i aspekt społeczny.

Czytaj dalej »



Dziś proponujemy jeszcze jeden tekst o tym, że testy nie są jedynym sposobem sprawdzania efektów uczenia się uczniów. Tym razem są to fragmenty najnowszego (z 27 maja) postu z bloga Danuty Sterny Moja Oś Świata:

 

 

Wielu z nas sądzi, że testy są konieczne i że jest to jedyny i najlepszy sposób na śledzenie postępów uczniów. A może zamiast testów monitorować pracę uczniów poprzez prowadzone przez nich OK zeszyty lub przez popularne już portfolia czy teczki? Czyli prowadzenie portfoliów uczniowskich, w których znajdują się dowody na uczenie się uczniów. OK zeszyt jest właśnie takim rodzajem portfolio.

 

Co jest nie tak z tymi testami?

Dlaczego testy? Bo można je znormalizować i porównywać wyniki uczniów, nawet w punktach, czy procentach. Tak to jest prawda. Tylko, do czego i komu jest to potrzebne? Nie jest to na pewno pomocne dla procesu uczenia się. Informacja, że jestem leszy od Zosi o 5 punktów, albo że polscy uczniowie są średnio gorsi od uczniów w Norwegii nie pomaga nam się lepiej uczyć. Poza tym testy nie sprawdzają i nie monitorują tego, co powinny. Nie jesteśmy w stanie sprawdzić posiadanych przez ucznia umiejętności, testami sprawdzamy jedynie poziom wiedzy. Testy potrzebne są systemowi, aby mógł zakwalifikować ucznia do dalszego kształcenia. Nauczycielom zależy jednak na tym, aby jakość nauczenia i uczenia była dobra, a nie na tym, czy uczniowi uda się zgadnąć prawidłową odpowiedź na teście.

 

Jeśli naprawdę chcemy wiedzieć, co nasi uczniowie wiedzą i umieją i użyć tych informacji do poprawy nauczania, a to przecież wiedza bardzo potrzebna nauczycielowi, to możemy skorzystać z innych możliwości. Profesor Hattie pokazał w swoich badaniach, że właśnie pozyskiwanie i wykorzystywanie informacji – „gdzie są uczniowie w procesie uczenia się”, jest najbardziej efektywną interwencją w nauczaniu.[…]

 

Przecież jeśli uczniowie znają kryteria sukcesu, to dowody na ich realizację mogą zbierać w swoich portfoliach lub OK zeszytach. Z mojego nauczycielskiego doświadczenia wynika, że OK zeszyt z praktycznego punktu widzenia, jest wygodniejszy niż portfolio, rozumiane jako teczka, w której uczniowie przechowują dowody swojego uczenia się. Z teczki „papierowej” może coś wypaść bezpowrotnie i trudno w niej o zachowanie chronologii gromadzonych materiałów. Za to teczka/portfolio prowadzone  w internecie jest trudne do przeglądania i po pewnym czasie uczniowie i nauczyciel tracą nimi zainteresowanie.

 

Do OK zeszytu mogą mieć dostęp też rodzice, więc mogą być na bieżąco z postępami dziecka i mogą interweniować, gdy dziecko ma trudności. Widać więc, że OK zeszyt z różnych powodów może być interesujący dla:

>Nauczyciela, bo może monitorować pracę uczniów

>Ucznia, bo wie, czy spełnia oczekiwania (kryteria)

>Rodzica, bo ma informację i może pomóc dziecku.

 

Wynik testu nie daje tych korzyści. Wynik testu jest jedynie informacją, jak uczeń „wygląda” na tle klasy.

 

 

Co zawiera OK zeszyt?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.google.com

 

Dr. hab. Jakub Brdulak

 

 

Dzisiejszą propozycją dla naszych czytelników jest artykuł dr hab. Jakuba Brdulaka, zatytułowany Kompetencje kluczowe – uczenie się z sensem. Został on zamieszczona wczoraj na portalu EDUNEWS.PL. Oto jego fragmenty, wraz z linkami do jego pełnej wersji i do przywoływanego dokumentu Rady Unii Europejskiej:

 

 

 

Obecnie trwa dyskusja czego powinniśmy uczyć – co jest konieczne, a co nie. Chociażby powszechne są krytyczne opinie dotyczące podstawy programowej. Wiele tych krytycznych opinii sprowadza się do pytania po prostu o sens edukacji. Jeśli wiemy, że dane działanie prowadzi nas do celu, który uważamy za ważny, to wtedy nie będziemy krytykować wysiłku związanego z tym działaniem. Jeśli jednak brak jest tego sensu – celu, to nawet minimalna aktywność będzie dla nas nadmierna. Jak w takim razie ja jako wykładowca akademicki radzę sobie z tym „sensem”?

 

Zasadniczo wychodzę z założenia, że jeśli ja nie widzę w zajęciach sensu, to tym bardziej nie będzie widział tego sensu student. Staram się zawsze tak projektować zajęcia, aby były one również ciekawe dla mnie. […]

 

Jeśli mamy myśleć systemowo, to dla mnie wyznacznikiem systemu są logiki europejskie. I na swoich przedmiotach staram się je uwzględniać. Na najwyższym poziomie w obszarze kształcenia sięgam do dokumentów europejskich, gdyż one projektują rozwiązania we wszystkich krajach Europy – są pewnym wspólnym mianownikiem krajowych rozwiązań edukacyjnych.

 

Najważniejszym dla mnie dokumentem jest dokument, który prezentuje kompetencje kluczowe – być może znanym Czytelnikom – Zalecenie Rady (Unii Europejskiej) z dnia 22 maja 2018 r. w sprawie kompetencji kluczowych w procesie uczenia się przez całe życie.

 

W tym dokumencie są wymienione kompetencje, które według Rady Unii Europejskiej są kluczowe – można przyjąć, że są kluczowe w kulturze europejskiej i amerykańskiej. Jest ich osiem:

 

Czytaj dalej »



Źródło: www.gazeta.pl

 

Jeden z plakatów, zachęcających młodych ludzi do uczestnictwa w majowych wyborach do Parlamentu UE

 

 

Poniżej prezentujemy fragmenty materiałów, pochodzących z różnych mediów, które podają informacje na ten temat.

 

Jako pierwszy – artykuł z portalu ONET, napisany na podstawie udostępnionych wyników sondażu late poll, zrealizowanego przez Ipsos podczas niedzielnych wyporów do Parlamentu UE:

 

Wśród młodych wyborców najlepszy wynik otrzymał PiS – 29 proc. Tuż za nim znalazła się Koalicja Europejska – 27,1 proc. Trzecie miejsce w grupie 18-29 lat uzyskała Konfederacja z wynikiem 18,6 proc. Dalej wśród najmłodszych znalazły się: Wiosna (13,8 proc.), Kukiz’15 (7,7 proc.) i Lewica Razem (2,6 proc.). Na inne ugrupowania głos oddało 1,2 proc. osób w wieku 18-29 lat.

 

Najmłodsi wyborcy rzadziej niż pozostali wybrali się do urn – w tej grupie sondażowa frekwencja wyniosła 27,6 proc. Ogółem na wybory poszło 43 proc. uprawnionych osób.[…]

 

Źródło: www.wiadomosci.onet.pl

 

 

Inne źródło – TVP INFO – podaje taką informację:

 

Czytaj dalej »



Dziś, przed południem pierwszego dnia po wyborczej niedzieli, jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników wyborów do Parlamentu UE, proponujemy – całkowicie apolityczny – wybór tekstów dr Tomasza Tokarza, zaczerpnięty z jego fejsbukowego profilu, umieszczanych tam w ubiegłym tygodniu – wyjątkowo aż do dzisiejszego poranka. Wyboru dokonał – jak zwykle – redaktor „Obserwatorium Edukacji”

 

 

Foto: www.cyfrowobezpieczni.pl

 

Dr Tomasz Tokarz na III Konwencie projektu Cyfrowobezpieczni.pl, który odbył się 15-16 listopada w hotelu Airport Okęcie w Warszawie

 

 

Zapraszamy do lektury:

 

 

20 maja

 

To naprawdę bywa ożywcze… Uświadomienie sobie przez nauczyciela, że z faktu: „uczeń x nie przerobił materiału przedmiotu y” wynika tylko tyle: „uczeń x nie przerobił materiału z przedmiotu y”.

 

Nie świadczy to o tym, że uczeń jest głupi. Ano to, że jest leniwy. Ani o tym, że nauczyciel jest słaby i nie umie zainteresować ucznia. Ani, że uczeń nie lubi nauczyciela. Ani nawet o tym, że uczeń x nie lubi przedmiotu y. Ani to, że nie chce mu się przerabiać materiału.

 

Te wszystkie nasze dopowiedzenia są zazwyczaj tylko reakcjami obronnymi, interpretacjami, atrybucjami, za pomocą których staramy się racjonalizować to, czego nie rozumiemy.

 

Warto oczywiście poszukać przyczyn nieprzerobienia. Ale zamiast tropić je we własnej głowie, w plątaninie naszych przekonań i wyobrażeń, najlepiej po prostu mądrze porozmawiać z uczniem.

 

 

21 maja późnym popołudniem

 

Karę definiuję jako arbitralną decyzję o charakterze represyjnym podjętą przez osobę lub instytucję, która ma nad nami władzę. Oczywiście w życiu społecznym trudno je wyeliminować. Niemniej można próbować zastępować je innymi rozwiązaniami – hołduje im idea sprawiedliwości naprawczej, o której już kiedyś pisałem.

 

W niniejszym tekście odniosę się tylko do kar w procesie edukacyjnym. Moim zdaniem są one w tym obszarze przeciwskuteczne. Nie służą wspieraniu rozwoju jednostki. Nie pomagają jej stać się lepszą.

 

Intencją kary nie jest poszerzanie świadomości odbiorcy, powodowanie, by lepiej zrozumiał swe czyny. Stanowi narzędzie sprawowania władzy, instrument wymuszania posłuchu, manifest dominacji.

 

Kara ma zapewnić „KARność’. Nieprzypadkowo słowo „kara” ma ten sam źródłosłów co „upoKARzać”. Pochodzą od prasłowiańskiego „karati” czy „koriti” (stąd także korzyć się) czyli poniżać. Celem kary jest wywarcie presji na drugiej osobie – po to, by móc nad nią zapanować.

 

Kara z perspektywy brania odpowiedzialności za własne czyny wydaje mi się przeciwskuteczna. Szczególnie w przypadku nastolatków. Dlaczego?

1.Kara uprzedmiotawia – kara odbiera uczniom podmiotowość, stają się obiektem cudzej decyzji. Czują się w efekcie bezradni, bezwolni.

 

2.Kata upokarza – kara narzuca stygmat winnego/winnej a przez to wytwarza w nas poczucie wstydu, poniżenia.

 

3.Kara rodzi poczucie krzywdy – powoduje, że ukarany czuje złość, gniew, frustrację; rzadko się zdarza, że arbitralna decyzja decydenta (kogoś kto często nawet nas dobrze nie zna, kto nie jest w stanie wniknąć w złożoność sytuacji) jest w mniemaniu ukaranego sprawiedliwa, adekwatna. Ma on raczej poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Skupia się na własnym bólu i cierpieniu.

 

4.Kara wprowadza w rolę ofiary – kara powoduje uaktywnienie mechanizmów obronnych, które powodują, że ukarany wchodzi (w swoim mniemaniu) w rolę dyskryminowanych (przez oskarżycieli i arbitrów).

 

5.Kara rodzi chęć odwetu – niejednokrotnie pod wpływem upokorzenia związanego z karą, pojawia się w głowach ukaranych chęć rewanżu, myśl: „ja Wam jeszcze pokażę!”.

 

6.Kara pokazuje, że silniejszy ma zawsze rację. I może narzucić słabszemu swą wolę. Arbitralnie decydować o innych. Rozstrzygać, jak powinni postępować. Wymusić na nich pewne działania. Wystarczy posiadać atrybuty władzy. I mieć przewagę.

 

7.Kara jest katalizatorem kłamstwa. Ukarani zazwyczaj nie rozważają tego, co zrobiłi i dlaczego to zrobili. Przede wszystkim zastanawiają się, jak w przyszłości uniknąć przykrych konsekwencji. Skupiają się na tym, jak następnym razem nie zostać przyłapanym. W przyszłości mogą być raczej skłonni do ukrywania swoich działań niż do ich unikania. I będą uciekać się do kłamstwa, gdy zauważą, że chroni ono przed przykrymi skutkami czynów (choć czasem tylko chwilowo, co wpływa jedynie na doskonalenie metod kamuflowania).

Kary nie zmieniają źródeł niepożądanych zachowań. Nie czynią ludzi bardziej świadomymi konsekwencji swoich poczynań. Jeśli uczeń nie ma wewnętrznego przekonania o szkodliwości podejmowanych działań, kontrola skutkuje tylko na krótką metę. Kiedy znikają strażnicy, nastolatki i tak robią swoje. Nawet jeśli robią to w atmosferze strachu przed tym, ze zostaną przyłapane. Jak pokazują badania – wiele karanych za nieprzestrzeganie niezrozumiałych reguł, w systuacji braku kontroli łamało te zasady jeszcze w poważniejszym stopniu.

 

Co zamiast kar? Próba zrozumienia. A przede wszystkim ROZMOWA. Służąca znalezieniu przyczyn i sensownych strategii realizacji potrzeb – które wszyscy mamy podobne.

 

Czytaj dalej »