Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Wczoraj, 65 minut przed północą, na stronie „Wokół Szkoły” Jarosław Pytlak zamieścił tekst, zatytułowany „Nieśmiałe marzenie o autonomii (a nie rewolucji)”. Jest to szczera informacja dyrektora szkoły, którą z systemem państwowego szkolnictwa wiąże prawo oświatowe i nadzór kuratorski (nie licząc subwencji), odsłaniająca „kuchnię” codzienności decyzyjnej lidera, który nadal nie zachorował na częstą na tym stanowisku przypadłość „ja mam zawsze rację”. Tekst ten jest wyjątkowo jak na zwyczaje Autora krótki, przeto przytaczamy go w całości:

 

Źródło: www.sp275.waw.pl

 

\W części budynku zajmowanego przez STO na Bemowie, tam, gdzie uczą się klasy 7-8 oraz licealiści, powracają dzwonki. Taki jest vox populi, który jak wiadomo oznacza również vox Dei. W referendum, jakie w formie internetowej ankiety przeprowadziliśmy na wniosek Samorządu Uczniowskiego, poparło ten pomysł około 2/3 głosujących, przy frekwencji zbliżonej do 70%.  Zwolennicy dzwonków znaleźli się zarówno wśród uczniów, jak nauczycieli. Przeciwnicy także.

 

Osobiście czuję pewien smutek, ale zarazem zadowolenie, że podejmowanie tej decyzji było dla nas wszystkich praktyczną lekcją demokracji. Odbędziemy zresztą jeszcze jedną, bowiem Rada Pedagogiczna i Samorząd Uczniowski wspólnie ustaliły, że po trzech miesiącach codziennego dzwonienia na przerwy i lekcje referendum powtórzymy, aby podjąć ostateczną decyzję na bazie konkretnych już doświadczeń, a nie tylko wyobrażeń.

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com/pages/category/Elementary-School

 

Szkoła Podstawowa nr 11 im. S. Żeromskiego w Zduńskiej Woli

 

 

Wszystko zaczęło się od tego, że radni RM Zduńskiej Woli podjęli w październiku, uchwałę o zamknięciu z końcem roku szkolnego 2019/2020 Szkoły Podstawowej nr 4, w której w tym roku szkolnym uczy się 40 uczennic i uczniów. Przeciwni uchwale byli radni PiS. [Źródło: www.zdunskawola.naszemiasto.pl]

 

Kuratorium Oświaty w Łodzi wydało decyzję, zawierającą negatywną opinię w tej sprawie 4 grudnia. Poinformowało o tym lokalne medium [Nasze Miasto – Zduńska Wola] 17 grudnia 2019 w artykule pt. „Szkoła Podstawowa nr 4 do likwidacji. Miasto zaskarżyło decyzję kuratora”.

 

Autorka poprzednich artykułów, Agnieszka Olejniczak, powróciła do tematu 6 stycznie artykułem „Rodzice uczniów Szkoły Podstawowej nr 11 oburzeni opinią kuratora oświaty na temat placówki”. Oto jego fragmenty:

 

Rodzice uczniów Szkoły Podstawowej nr 11 w Zduńskiej Woli są zdumieni opinią łódzkiego kuratora oświaty, w której zarzuca między innymi ich placówce, że dochodzi w niej do przemocy, a szkoła nie ma osiągnięć.

 

Jako rodzice synków uczących się w szkole SP 11 w Zduńskiej Woli, Jesteśmy oburzeni opinią kuratora oświaty cytowaną w gazecie z 20.12.2019r.” – napisał na facebooku Krzysztof Bilski, ojciec dwóch uczniów podstawówki. – Tą opinią przedstawia się w złym świetle szkołę nr 11 ja przepełnienia nie widzę,jakie dwie zmiany skoro ostatni kończą o 16.10. A wypadki też by zaistniały w innych szkołach z dużą liczbą dzieci. Osiągnięcia edukacyjne być może były brane ogólnopolskie a nie wszystkich stać jeździć daleko na olimpiady z wiedzy. Nasza szkoła ma normalne osiągnięcia edukacyjne;uczniowie ze stypendiami, świadectwami, paskami,często są różne konkursy, zawody sportowe itp. Nasz synek przeczytał 304 książek w 4 klasie.” […]

 

 

Jednak nie przekazanie tych informacji jest naszym głównym celem. To tylko wprowadzenie do oświadczenia nauczycielki SP nr 11 w Zduńskiej Woli. Oto co Sandra Penda – od września 2019 roku nauczycielka j. niemieckiego w SP nr 11 w Zduńskiej Woli – napisała 6 stycznia 2020 roku na swym fejsbukowym profilu:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.highlab.pl

 

Przeglądając fb zwróciliśmy dziś uwagę na powyższe zdjęcie młodych ludzi ze smartfonami, kierujące do artykułu Piotra Cichosza, zatytułowanego „Australia: całkowity zakaz używania telefonów i tabletów w publicznych szkołach”. Choć został on zamieszczony na portalu highlab.pl 17 grudnia ub. roku, choć dziś wszystkie media przekazują z Australii wyłącznie informacje i obrazy o pożarowym armagedonie, uznaliśmy, że jednak zamieścimy jego fragmenty, link do pełnej wersji, ale także komentarz naszego dobrego znajomego – Tomasza Tokarza:

 

Uczniowie australijskich publicznych szkół od nowego roku szkolnego (2020/2021) przeżyją prawdziwy szok. Nie będą mogli korzystać z telefonów i tabletów. Wszystko to w ramach walki z uzależnieniem i rozpraszaniem się na lekcjach. […]

 

W praktyce będzie to wyglądało następująco:

 

-Uczniowie od przedszkola do klasy szóstej nie będą mogli posiadać telefonów komórkowych podczas całego pobytu w szkole.

-Uczniowie od klasy 7 do 12 muszą mieć wyłączone i schowane w taki sposób by nie korciły do sprawdzania np. co słychać na „fejsie”.

-Inteligentne urządzenia takie jak zegarki (wearables) muszą być włączony tryb samolotowy.

 

Wyjątkami będą uczniowie, których stan zdrowia wymaga szczególnej uwagi będą mogli korzystać z tych urządzeń. […]

 

Cały artykuł „Australia: całkowity zakaz używania telefonów i tabletów w publicznych szkołach”    –    TUTAJ

 

 

 

Pod tą informację pojawił się komentarz pewnej „fejsbukowiczki”:

 

Też jestem za tym pomysłem!!! Głównie z powodów społecznych. Żeby ocalić w szkole wartość bezpośredniego kontaktu z człowiekiem.

 

 

Pod nim dołączył swój komentarz Tomasz Tokarz:

 

a co jest złego w rozmowach o grach i wirtualnym świecie? Każdy rozmawia o tym, co lubi. Znowu dorośli chcą wyznaczać młodym o czym mają rozmawiać w wolnym czasie. Już czas na lekcji nie wystarcza. Jeszcze im przerwy zagospodarujcie tematami i to najlepiej treściami z podstawy programowej.

Jak im zakażacie już korzystania z komórek to oni się tak po prostu zainteresują książkami i podróżami?

Tym się chłopcy standardowo interesowali 20, 30 lat temu, jak nie było komórek?”

 

Już na swoim profilu Tomasz Tokarz zamieścił po godzinie następujący tekst:

 

Czytaj dalej »



Nie wiemy jak to się stało, że 2 grudnia zamieściliśmy tekst: „Katarzyna Hall o IV Forum Edukacji Realnej w Białymstoku, i nie tylko…”, zaś 3 grudniaJoanna Krzemińska o krytycyzmie nauczycieli wobec błędów nauczycieli.”, a nie tekst Witolda Kołodziejczyka, zatytułowany „Od zmiany przekonań do autentycznej transformacji”, który na prowadzonym przez niego blogu „Edukacja przyszłości” został opatrzony datą 30 listopada 2019 roku.

 

 

Redakcja zaręcza, że śledziliśmy systematycznie strony naszych ulubionych autorów i NIEMOŻLIWA jest sytuacja, iżby ten tekst został przeoczony*…

 

Tym bardziej śpieszymy, odkrywszy go przedwczoraj, z jego udostępnieniem. Oczywiście – przytaczając fragmenty i podając link do pełnej wersji:

 

 

Od zmiany przekonań do autentycznej transformacji

 

Kluczem przeprowadzenia w naszych szkołach skutecznej zmiany, jest odpowiedź na pytanie: po co i co chcemy osiągnąć? Obserwując gonitwę za coraz to nowymi programami, szkoleniami, pomysłami na metody pracy, czy poszukiwanie „cudownych” rozwiązać, zastanawiam się, w jaki sposób wdrożone programy służą autentycznej transformacji środowiska edukacyjnego, zmiany roli i funkcji nauczyciela oraz wykorzystania skutecznych form aktywności uczniów. To najczęściej incydentalne i niespójne działanie. Brak jest odniesienia do jasnej koncepcji wychowawczej, czytelnej podstawy dla działań dydaktycznych i znajomości odpowiedzi na pytanie, co łączy te aktywności, jaką one pełnią funkcję, wokół jakiej kluczowej idei organizowane są uczniowskie doświadczenia?

 

Nie dostrzegam ani systemowych działań, ani spójnej koncepcji osadzonej w czytelnej kulturze organizacyjnej, która wyznacza codzienne wybory dotyczące strategii rozwoju i doskonalenia nauczycieli. Trudno szukać jasno określonych wartości dla różnorodnych szkolnych działań. Nie widzę też integralnej sieci oddziaływań dydaktyczno-wychowawczych, które służyłyby budowaniu edukacji nastawianej na wspieranie ucznia w rozwijaniu własnego potencjału, talentów, osobistej siły i charakteru. Decydentom trudno czasem zrozumieć, że to nie kolejne – często przypadkowe – szkolenia, rozwiązania technologiczne, aplikacje, czy programy – nawet najbardziej genialne – zmieniają szkoły, ale ludzie. To od nich zaczyna się każda zmiana. Jej początkiem jest pojedynczy człowiek. Żadne szkolenie nie pomoże, jeżeli nie zbudujemy w sobie i w innych zrozumienia powodu oraz potrzeby wdrożenia najmniejszej choćby zmiany. Nie jest ważne, ile będzie szkoleń doskonalących nasze umiejętności, jeżeli nie uświadomimy w sobie, że zaangażowanie zależy od stopnia utożsamienia się z celami organizacji i zrozumienia ich sensu. To od zmiany przekonań, a nie zachowań rozpoczyna się proces budowania postulowanych postaw. Stąd podstawą jest znajomość misji i powszechne podzielanie jej przez całą szkolną społeczność oraz świadomość wizji, jako celu naszej aktywności. Początkiem jakiejkolwiek decyzji o zmianie jest odpowiedź na pytanie, w jaki sposób nasze działania pomogą w realizacji naszych założeń. […]

 

Od naszych osobistych przekonań, wyznawanych wartości, czy motywacji zależy sukces wprowadzanych zmian. Nie udadzą się one bez zaufania. […]

 

 

Czytaj dalej »



Sylwestrowa atmosfera minionych dni nie sprzyjała zamieszczaniu tekstów, które wywoływać mogą refleksje – dalekie od optymistycznych. Dlatego dopiero dzisiaj zamieszczamy post (datowany 28 grudnia 2019), z bloga Jarosława Pytlaka, zatytułowany „Co nasi uczniowie myślą o szkole?”. Tekst wzbogaciliśmy fragmentami raportu TIMSS. Pogrubienia w cytowanym poście – redakcja OE:

 

 

Co nasi uczniowie myślą o szkole?

 

Nawet laicy interesujący się choć trochę życiem społecznym kojarzą dzisiaj międzynarodowe badania edukacyjne PISA, które w swojej ostatniej edycji wykazały, że polscy uczniowie z („wygaszanych” akurat) gimnazjów bardzo dobrze wypadają na tle swoich rówieśników z całego świata pod względem umiejętności matematycznych, czytania ze zrozumieniem oraz w zakresie nauk przyrodniczych. Część owych laików wie nawet, że to samo badanie wskazało na relatywnie bardzo niską satysfakcję uczniów ze szkoły i ich małe poczucie bezpieczeństwa, co jakoś umknęło większości komentatorów. Mamy problem, choć w dobrym towarzystwie innych nacji, odnotowujących w badaniu PISA równie wysokie wyniki.

 

Z kolei zapewne tylko specjaliści kojarzą inne międzynarodowe badanie, o nazwie TIMSS, o zbliżonym charakterze, ale adresowane do uczniów dziesięcioletnich. W najnowszych dostępnych wynikach, z roku 2015 (kolejne pojawią się w 2020) – raport TUTAJ polskie dzieci uplasowały się w górnej połowie stawki zarówno pod względem osiągnięć matematycznych, jak przyrodniczych, z wynikami wysoko ponad średnią wzorcową. Jednak analogia z badaniami PISA idzie dalej, również w niekorzystnym kierunku. Otóż TIMSS zawiera, między innymi, pewną formę pomiaru postawy dzieci wobec szkoły. I w tym zakresie polscy dziesięciolatkowie uplasowali się na miejscu trzecim… od końca, a zarazem ostatnim w Europie!

 

 

Wspomniany pomiar bazuje na deklarowanym przez respondentów stopniu akceptacji siedmiu prostych stwierdzeń:

Czytaj dalej »



Na stronie projektu „Wszystko Co Najważniejsze” zamieszczono 28 grudnia 2019 roku tekst Jarosława Kordzińskiego (trener coach, mediator, szkoleniowiec, autor tekstów z zakresu zarządzania oświatą, organizacji procesu edukacyjnego i psychologii pozytywnej), zatytułowany „Co dalej, nauczyciele?”.

 

Foto: screen z filmu [www.youtube.com]

 

Jarosław Kordziński podczas wykładu „Uczymy dla przyszłości”, wygłoszonego 20 września 2014 na Kongresie Edukacyjnym Nauczycieli Edukacji Wczesnoszkolnej (Uniwersytet Gdański)

 

 

Dla rozbudzenia ciekawości, aby zmotywować Was do „kliknięcia” w link, zamieszczamy jedynie jego lead i jeden, wybrany, fragment tekstu:

 

Ostatnie miesiące w środowisku oświatowym spowodowało wiele dyskusji o potrzebie zmiany rzeczywistości, w której przychodzi pracować nauczycielom. Pojawił się koncept powołania nowego związku zawodowego i wiarygodnej oraz skutecznej reprezentacji działającej jako Izba Nauczycielska. Strajk się co prawda nie udał, próby oporu wobec władzy posiłkujące się ideologią non violence również. Trzeba coś zmienić! – pisze Jarosław KORDZIŃSKI.[…]

 

Od dłuższego czasu obserwuję w internecie aktywność grupy promującej się jako ruch „młodych” nauczycieli. Podważają wszystko, z czym się nie zgadzają albo z czym się nie utożsamiają. Związek Nauczycielstwa Polskiego, Kartę Nauczyciela, dorobek administracji rządowej z początku wieku, którego pozytywne skutki wciąż jeszcze są widoczne. To łatwe. Szczególnie łatwe, kiedy podobne poglądy reprezentują rządowe media, aktualna władza i współpracująca z nią NSZZ Solidarność. To komfortowa sytuacja nawoływać do zmiany, w tak bezpiecznych dla siebie warunkach. Problem polega na tym, że zarówno tego typu zachowanie nie przynosi niczego nowego. Ale też, jak się wydaje, tego typu działania nie mają na celu doprowadzić do jakiejkolwiek zmiany. Są reaktywne. Czy warto więc zgadzać się na ubezwłasnowolnienie w imię pustych idei, które poza promocją kilku krzykaczy, w gruncie rzeczy nie niosą sobą niczego nowego? […]

 

 

Cały artykuł „Co dalej, nauczyciele?”  –  TUTAJ

 

Inne teksty Jarosława Kordzińskiego   – TUTAJ



29 grudnia na swym fejsbukowm profilu Tomasz Tokarz zamieścił metaforyczną refleksje o naszym systemie szkolnym, którą uznaliśmy za bardzo dobrą „kropkę nad i” naszych „tekstów o edukacji z innych źródeł”. Zamieszczamy ten post bez żadnych skrótów:

 

Foto: www.pl.depositphotos.com

 

 

Myśląc o szkole nasuwa mi się metafora drogi…

 

Myśląc o szkole nasuwa mi się metafora drogi. Dobrze jeśli rzeczywiście służy jej użytkownikom, jeśli prowadzi do miejsc, do których chcą dotrzeć, pomaga osiągać cele, jakie sobie założyli. Jeśli pozwala na szybkie i wygodne podróżowanie.

 

Mam jednak wrażenie, że w Polsce od wielu lat trwa remontowanie starej drogi, zbudowanej jeszcze w XIX w. Kiedyś była nowoczesna i funkcjonalna. Doskonale nadawała się dla wozów drabiniastych.

 

Jednak dziś warunki się zmieniły. Dziś jest niekomfortowa i niepraktyczna. Prowadzi do miejsc, które straciły już znaczenie. Dla współczesnych pojazdów trasa jest udręką. Trzeba ludzi zmuszać, by nią jeździli. I wciąż kontrolować. Kosztuje to mnóstwo pieniędzy i energii. Reformatorzy drogowi wciąż wprowadzają jakieś zmiany. Najpopularniejszym rozwiązaniem jest dzielenie trasy na nowe odcinki. Zmieniają też co jakiś czas zasady poruszania. Stawiają nowe znaki. Przemalowywane są krawężniki i łatane dziury. Sadzone są kolorowe drzewa na poboczu, by ładniej wyglądało. Na niektórych pasach montowane są radary w nowej technologii (nadajnik wifi i nowoczesny wyświetlacz), co ma stanowić dowód na innowacyjność.

 

Urzędnicy wyznaczeni do kontroli drogi są przeciążeni – muszą wypełniać wciąż nowe papiery, rejestrujące szybkość i efektywność poruszania się po drodze. Ponieważ ogromnie dużo środków idzie na wytyczanie nowych odcinków i wymyślanie kryteriów pomiaru brakuje pieniędzy na odpowiednie wynagradzanie samych mierniczych. Ci są zmęczeni narzekaniami kierowców, którzy swój gniew kierują w stronę osób, z którymi mają bezpośredni kontakt.

 

Nic dziwnego, że wśród nadzorców ruchu pojawiają się opinie typu: „trzeba zwiększyć dyscyplinę, by kierowcy mniej narzekali na drogę i bardziej szanowali strażników”. Ci mniej autorytarnie nastawieni odpowiadają: „a może zamiast kar za zbaczanie, dawać nagrody za cierpliwe jeżdżenie!”, „może wprowadzić jakieś elementy gier, by zachęcić kierowców do bardziej posłusznego poruszania się”.

 

Czytaj dalej »



Rys.Ireneusz Szuniewicz [www.warszawa.wyborcza.pl]

 

 

W czwartek 19 grudnia Jarosław Pytlak na swym blogu postem „X = 175” zareagował na tragiczne wydarzenie sprzed kilku dni – samobójstwo 11-letniego ucznia SP nr 175 w Warszawie. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:

 

 

Chciałbym, żeby przeprowadzono niezwykle staranne dochodzenie. Aby tragedia młodocianego samobójcy, ucznia Szkoły Podstawowej nr 175 w Warszawie, została dogłębnie wyjaśniona. Marzę, by problemem zajęła się powołana specjalnie w tym celu Komisja Badania Tragedii Szkolnych (KBTS), utworzona na wzór Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Gromadząca wybitnych specjalistów z zakresu pedagogiki, psychologii, socjologii, prawa i innych dziedzin, pomocnych w analizie sytuacji, która doprowadziła dziecko do targnięcia na własne życie.

 

Nie chodzi mi po prostu o wskazanie i ewentualne ukaranie winnych. Do tego posłuży śledztwo prokuratorskie, które być może znajdzie swój finał przed sądem. Marzę o postępowaniu prowadzącym – podobnie jak to ma miejsce w przypadku katastrof lotniczych – do wskazania słabości i błędów systemu, procedur i wyszkolenia ludzi, które w sumie doprowadziły do tragedii. Chciałbym, aby powstały wnioski i zalecenia, obligujące cały system szkolny do podjęcia określonych działań lub zaniechania istniejących praktyk, w celu ograniczenia niebezpieczeństwa powtórzenia się podobnej tragedii.

 

Chwilowo o sprawie wiadomo z obszernego artykułu Kacpra Sulowskiego, opublikowanego 18 grudnia w „Gazecie Wyborczej”. To jego lektura sprowokowała mnie do tych przemyśleń, a przytoczone poniżej w cudzysłowach tezy pochodzą z treści tej publikacji.

 

Chciałbym, żeby KBTS zbadała wszystkich świadków, którzy mogą coś wnieść do rozeznania przebiegu wydarzeń i przyczyn tragedii. Także dzieci, choć oczywiście w obecności rodziców i psychologa. Jeżeli potwierdzi się, że „wychowawczyni w klasach 1-3 motywowała ich [uczniów] do donoszenia na innych”, liczę, że KBTS ogłosi we wnioskach i zaleceniach, że takie metody pedagogiczne są niewłaściwe i nie mogą mieć miejsca w żadnej szkole. Zaproponuje też w jaki sposób uczniowie powinni zgłaszać swoje problemy nauczycielom – co może przecież być również uznane za formę donosu – biorąc pod uwagę, że nie mają dzisiaj niemal żadnej możliwości rozwiązywania swoich problemów między sobą, a co za tym idzie nabycia niezbędnej w życiu praktyki w tej dziedzinie. Jeżeli KBTS uzna za potrzebne napiętnowanie donoszenia na innych jako sposobu organizowania życia społecznego, potępi zapewne również praktykę rozmieszczania w szkołach „skrzynek dla sygnalistów” i prawo bezwarunkowo nakazujące dyrektorom donosić na nauczycieli do komisji dyscyplinarnych. W hierarchicznej strukturze systemu oświaty modele zachowań łatwo bowiem upowszechniają się z góry do dołu.

 

Czytaj dalej »



 

 

Dziś proponujemy lekturę fragmentu większej całości – raportu, opracowanego przez „Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość” oraz „Koalicję NIE dla Chaosu w Szkole”, który na podstawie diagnozy skutków wprowadzonej przez PiS reformy zawiera propozycję przyszłego systemu edukacji:

 

                                                                                 […]

 

10.1.Jakim celom służyć powinna szkoła w XXI wieku?

 

Aby odpowiedzieć na pytanie jak powinien funkcjonować w przyszłości system polskiego szkolnictwa, musimy przede wszystkim określić cele, którym w XXI wieku służyć powinna edukacja szkolna, przedstawić projekt struktury całokształtu polskiego szkolnictwa najbardziej korzystny dla realizacji tych celów, wskazać zasady, zgodnie z którymi powinny być konstruowane programy nauczania dla poszczególnych etapów kształcenia, a także określić sposób zarządzania systemem edukacji – najbardziej skuteczny dla realizacji celów, którym służyć powinny szkoły.

 

W roku 1981 z ramienia Zespołu Edukacji „Solidarności” w negocjacjach z ówczesnym ministerstwem Oświaty i Wychowania w sprawie koniecznych zmian w polskim szkolnictwie,przygotowaliśmy dokument zatytułowany „Szkoła jako środowisko wychowawcze”. Pierwsze zdanie tego dokumentu brzmiało: „Szkoła służyć ma dziecku”. Tak formułując podstawowy cel edukacji szkolnej chcieliśmy przed laty przeciwstawić się całkowitemu podporządkowaniu w PRL-u systemu edukacji interesom rządzącej partii i traktowaniu indoktrynacji ideologicznej młodego pokolenia jako podstawowego zadania szkoły.

 

To stwierdzenie sprzed lat jest znowu aktualne. Odpowiadając na pytanie: „jakim celom służyć ma szkoła?” powinniśmy znowu powtórzyć: „szkoła służyć ma dziecku”, a nie dążącym do utrzymania władzy politykom, nie określonym grupom interesu, nie wyznawcom takiej czy innej ideologii, którzy próbują indoktrynować poprzez edukację szkolną młode pokolenie.

 

Szkoła będzie dobrze służyć uczęszczającym do niej uczniom, jeśli na wszystkich etapach kształcenia stworzy warunki korzystne dla ich wszechstronnego rozwoju. Powinna więc przekazywać wiedzę niezbędną do opanowania ważnych w życiu umiejętności, pomagać w rozumieniu otaczającego świata w jego różnorodnych aspektach, pogłębiać rozumienie samego siebie i rozwijać empatię niezbędną dla rozumienia innych. Bardzo ważnym celem szkolnej edukacji jest skuteczna pomoc w odnajdywaniu przez każdego ucznia jego autentycznych zainteresowań, przy jednoczesnym stworzeniu szans na twórcze pogłębianie tych zainteresowań. Sprawą zasadniczą jest rozwijanie samodzielnego i krytycznego myślenia uczniów, uczenie prowadzenia dialogu, umiejętności uzasadniania własnych przekonań iprowadzenia pozbawionej agresji rzeczowej polemiki z osobami o innych poglądach.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.mdkkolbuszowa.pl

 

Na portalu „mama:Du” zamieszczono w miniony wtorek artykuł Katarzyny Chudzik, zatytułowany Są 2 szkolne przedmioty, które wpływają na inteligencję dzieci. Traktowane są jak zbędny balast”. Jako że nie jest on długi – zamieszczamy go w całości:

 

Olbrzymim defektem polskiego systemu edukacji jest to, że zajęć związanych ze sztuką jest bardzo mało powiedział jeden z najchętniej cytowanych w Polsce neurobiologów, prof. Jerzy Vetulani. I rację miał muzyka i plastyka uchodzą za przedmioty, które zapychają i tak już przeładowany plan lekcji, a dziecko, które „po godzinach” uczy się grać na fortepianie, uchodzi za zadręczone XIX-wiecznymi wymaganiami snobistycznych rodziców.

 

 

Sztuka a umiejętność uczenia się

 

Zdaniem neurologów kontakt ze sztuką (a zwłaszcza uprawianie jej dziedzin związanych z występowaniem na scenie), pobudza mózg do pracy i kształtuje uwagę poznawczą. Oglądanie sztuk wizualnych aktywuje korę potyliczną, słuchanie muzyki pobudza płat skroniowy, a neurony w płatach czołowych stymulowane są przez doświadczanie literatury. Przyjemność, którą zyskujemy dzięki sztuce, wprawia nas w dobry nastrój, który również zwiększa elastyczność poznawczą i ułatwia twórcze rozwiązywanie problemów.

 

Czytaj dalej »