Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Justyna Bober jest autorką zamieszczonej 25 listopada na portalu < Superbelfrzy > informacji o, przeoczonej przez nas, konferencji „RELACJE”, która odbyła się 10 listopada w Uniwersytecie SWPS. Oto co tej konferencji napisała autorka tego tekstu:

 

Foto: www.superbelfrzy.edu.pl

 

 

Justyna Bober z Martą Florkiewicz-Borkowską

 

 

 

[…] Organizatorzy konferencji to Marta Rosińska i Grzegorz Śpiewak, zarządzający DOS-ELTea, czyli niezależnym centrum rozwoju nauczycieli. Najczęściej organizują oni różne szkolenia i webinary dla anglistów, ale tym razem spotkanie było adresowane do szerszego grona nauczycieli i edukatorów.

 

W części na żywo uczestniczyło ponad 100 osób, a poza tym można było wykupić również to szkolenie w wersji online i w ten sposób mieć dostęp do wszystkich warsztatów, których było w sumie 15 w 3 równoległych sesjach.[…] Całość miała miejsce na Uniwersytecie SWPS pod patronatem honorowym psychologa pani prof. dr hab. Hanny Komorowskiej.[…]

 

Poniżej jeszcze kilka fragmentów z tej relacji:

 

Bez relacji techniki są bezużyteczne

Profesor Jacek Pyżalski swoje wystąpienie zatytułował „Ślepa uliczka, czyli jak zepsuć dobre pedagogiczne rozwiązania” i mówił też o swoich własnych błędach i porażkach, z których przecież możemy nauczyć się najwięcej, pod warunkiem, że będziemy refleksyjnymi praktykami.

 

 

Czy wystarczy pęk kluczy?

Główną myślą wykładu, moim zdaniem, było to, że właśnie relacje są podstawą wszelkich przydatnych technik i metod, o których profesor tak barwnie opowiada. Najlepsze z nich, a jest ich naprawdę dużo i wiele z nich zostało przez Jacka już szeroko rozpropagowanych (słoiki z makaronem, kwiatek czy słowo na tablicy, zagadkowe pudełko, wykorzystywanie sygnałów niewerbalnych, pytanie na wyjście, zadanie na wejście, a przede wszystkim zasada pęku kluczy, czyli posiadania w swoim repertuarze wielu metod) nie będą skuteczne bez relacji.

 

Jeżeli relacje są dobre, mocne, oparte na podstawowych wartościach, szacunku, godności i życzliwości, to w zasadzie wszystkie metody działają. Każdą z technik można jednak skutecznie zepsuć, jeśli się nie widzi w uczniu człowieka.

 

 

Czy da się szybko, skutecznie i sensownie?

Często szukamy szybkich i skutecznych metod, ale to właśnie bezrefleksyjność sprawia, że stają się to działania pozorne. Gdy na przykład próbujemy przesadzać uczniów, co jest niewątpliwie dobrą metodą na to, by uczniowie się poznali, ale zrobimy to w klasie, w której już jest osoba wykluczana, to pogłębimy tylko problem..[…]

 

Czytaj dalej »



Dziś postanowiliśmy zaprezentować fragmenty najnowszego postu z bloga „Co z tą edukacją”, którego – niezbyt regularnie – prowadzi były nauczyciel Jarosław Bloch. Odpuściliśmy sobie dwa poprzednie wpisy ( z 18 października – „Ustawka na ważeniu” i z 4 listopada – „Zadania, sprawdziany i zdrowy rozsądek”), ale zamieszczenie tego z 25 listopada – „Protest na chorobowym” – na zasadzie kontrastu do prezentowanego wcześniej poglądu na ten temat Jarosława Pytlaka – uznaliśmy, że będzie ciekawym zabiegiem redakcyjnym.

 

dwa fragmenty owej „prowokacji kibica”, tekstu, z którego przebija nutka wyższości autora wobec „jałowej gadaniny nauczycielskiej”:

 

Protest na chorobowym

 

Na fali chorobowych protestów policjantów, w sieci krążyć zaczął baner zachęcający nauczycieli do podobnego czynu. Nie jest to pomysł nowy, w wielu szkołach mówiło się o tym od lat, bo przecież taką formę protestu stosowały już różne grupy zawodowe. Nauczycieli nawołuje się do wzięcia L4 od 17.12 do 21.12. Rozważa się też opcję atomową, czyli L4 w trakcie matur. Baner zamieszczam poniżej. Ciekawe czy moje koleżanki i koledzy pokażą pazur i zaprotestują…

 

 

Fragment przywoływanego powyżej baneru

 

Czytaj dalej »



W minioną niedzielę na fejsbukowym profilu dr Marzeny Żylińskiej znaleźliśmy post, który powinniście przeczytać:

 

 

Do dziennika wpisuję kolejne tematy z programu, uczniom stawiam szóstki. W ten sposób i system i rodzice dostają to, na czym im zależy i wtedy spokojnie mogę razem z uczniami zająć się tym, co naprawdę ważne, czyli fizyką i odkrywaniem jej fascynującego piękna w tempie odpowiednim dla moich uczniów. Szkoda mi każdej minuty, którą możemy poświęcić uczeniu się fizyki na rzeczy, które dla mnie nie mają żadnego znaczenia i chciałbym, żeby również moi uczniowie zrozumieli, że celem jest zdobywanie wiedzy, a nie stopni.

 

Chciałbym, żeby moi uczniowie podzielali moje fascynacje, by chcieli poznawać fizykę nie dla ocen i nie dlatego, że coś im kazałem, ale dlatego, że odkrywanie tajemnic świata naprawdę jest fascynujące. To właśnie chciałbym im przekazać.”

 

Marcina poznałam miesiąc temu. Od tego czasu spotkaliśmy się trzy razy i odbyliśmy trzy fascynujące rozmowy. Marcin uczy w szkole (podstawowej) od września tego roku i te miesiące okazały się niezwykle interesujące. Wszystko zaczęło się od tego, gdy z przerażeniem stwierdził, że uczniowie są zainteresowani jedynie stopniami. Od tego czasu robi wszystko, by to zmienić. Marcin wierzy, że uczy niezwykle ciekawego przedmiotu i chciałby możliwie dużo czasu poświęcić właśnie jemu, a nie stopniom, klasówkom, poprawom. To wszystko jest nieważne, a zabiera dużo cennego czasu. Więc i systemowi i rodzicom Marcin daje to, czego oczekują, po to, by cały czas lekcyjny poświęcić temu, co najważniejsze, czyli fizyce. A przy tym buduje z uczniami relacje. I to mu się doskonale udaje!

 

Marcin, trzymam kciuki! Postawiłeś sobie niezwykle trudny cel. Chciałbyś, żeby Twoi uczniowie uczyli się nie dla ocen, ale dlatego, że fizyka naprawdę jest ciekawa i fascynująca. Ten cel dlatego jest taki trudny, ponieważ cały szkolny świat poza Twoimi lekcjami kręci się wokół ocen, testów, klasówek i rankingów. Dzieci od niemal wszystkich dorosłych w szkole i w domu słyszą, że ważne są stopnie. Czy uda Ci się zmienić ich nastawienie do nauki?

 

 

Źródło: www.facebook.com.marzena.zylinska

 

Poczytajcie na fb komentarze do tego śmiałego wyznania Marcina Stiburskiego.

 

A co Wy myślicie o takim sposobie wprowadzania oddolnej reformy „od nauczania do uczenia się”?

 



 

Jarosław Pytlak kontynuuje w najnowszym tekście swego bloga temat podjęty w poprzednią niedzielę postem „Wyjdźmy z cienia (hipokryzji)!”. Tym razem robi to w wersji satyrycznej, nawiązując do twórczości autora „Zielonej Gęsi”. Oto. aby nie zniekształcić wydźwięku tego dziełka, pełna jego wersja (w układzie graficznym redakcji OE)

 

Protest nauczycieli (okiem Gałczyńskiego)

 

Debata na temat możliwych form protestu nauczycieli budzi moją najszczerszą frustrację. Chciałbym o tym napisać rzeczowo, o poruszaniu się w zaklętym kręgu pomysłów: strajku, w którego powszechność nikt nie wierzy, i „lewych” zwolnień lekarskich podczas egzaminów, które budzą wątpliwości natury etycznej, a w razie sukcesu wcale nie gwarantują podwyżek, za to zapewniają niechybną wrogość szerokich rzesz rodziców. Ale to jeszcze nie dzisiaj. Chwilowo proponuję spojrzeć na temat okiem mojego ulubionego poety, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. A zatem…

 

Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić dramat w jednym akcie i dwóch odsłonach, z muzyką Marsza żałobnego Fryderyka Chopina, pt.„Akcja protestacyjna nauczycieli”.

 

               Występują (w kolejności alfabetycznej):

 

>Chór nauczycieli
>Chór nauczycieli w internecie
>Chór rodziców w internecie
>Dyrektor Pytlak
>Kurtyna
>Narrator
>Państwo
>Związek zawodowy

 

* * *

 

Kurtyna: (idzie w górę)

Narrator: – Smutny jawi się los nauczycieli sto lat po odrodzeniu Polski. Żałosne wynagrodzenia, chaos organizacyjny, przemęczeni uczniowie, zdenerwowani i pełni pretensji rodzice, ciasny gorset przepisów i niekończąca się transmisja internetowa pt. „Tysiąc i jedna baśń o tym, co możesz zrobić, żeby być lepszym nauczycielem”. I głowy, które bolą z żalu i zgryzoty.

Chór nauczycieli w internecie: (płacze)

Narrator: – wśród pedagogicznej braci rodzi się ruch protestu.

Chór nauczycieli w internecie: (zgrzyta zębami)

Narrator: – Na horyzoncie zamajaczyła nadzieja – policjanci poszli na lewe zwolnienia lekarskie i wywalczyli wysokie podwyżki.

Związek zawodowy: – Niech nam Zalewska doda 1000 złotych do pensji. Wtedy niestraszny będzie nam chaos organizacyjny, przemęczeni uczniowie, zdenerwowani i pełni pretensji rodzice, ciasny gorset przepisów, niekończąca się transmisja internetowa pt. „Tysiąc i jedna baśń o tym, co możesz zrobić, żeby być lepszym nauczycielem”. 1000 złotych więcej co miesiąc uleczy nasz ból głowy!

Chór nauczycieli w internecie: – Oj tak, oj tak!

Związek zawodowy: – A jak nie, to podejmiemy akcję protestacyjną! Pójdziemy na lewe zwolnienia lekarskie w czasie egzaminów! Niech się państwo martwi!

Chór nauczycieli w internecie (w 70%): – Oj tak, oj tak!

Państwo (ustami wiceministra Kopcia): – Za przebieg egzaminów odpowiada dyrektor szkoły i to on ma zapewnić, by wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.

Dyrektor Pytlak: – Oj tak, oj tak!

Związek zawodowy: – A jak nie lewe zwolnienia, to strajkujemy! Niech się państwo martwi!

Chór nauczycieli w internecie (w 20%): – Oj tak, oj tak!

Państwo (ustami wiceministra Kopcia): – Za zapewnienie właściwego funkcjonowania szkoły odpowiada dyrektor.

Chór rodziców w internecie: – Oj tak, oj tak!

Państwo: (nie martwi się)

 

Kurtyna: (opada, przez pomyłkę zbyt wcześnie)

Kurtyna: (unosi się)

 

Kajdany: – Zerwijcie nas, nauczyciele!

Chór nauczycieli: – Nie potrafimy. Niech MEN wyda rozporządzenie o zrywaniu kajdanów w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach! Tylko to może nas wyzwolić.

 

Kurtyna (opada ostatecznie)

 

K O N I E C

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl



 

Na portalu EDUNEWS zamieszczono wczoraj artykuł specjalistki w branży Public Relations – Sylwii Sasal (zaczerpnięty ze strony wydawnictwa „Nowa Era”), zatytułowany „Uczeń w szkole średniej – rzeczywistość a oczekiwania. W niezliczonej ilości tekstów, dotyczących sytuacji w szkołach podstawowych (zwłaszcza w klasach VII i VIII), do niedawna także gimnazjów, podjęcie problemu skutków reformy pani Zalewskiej w szkołach ponadpodstawowych jest rzadkim wyjątkiem. Publikacja ta powstała w oparciu o treści, przekazywane podczas zorganizowanej” przez wydawnictwo Nowa Era konferencji „Zrozumieć więcej. Nauczyć łatwiej, która odbyła się przed tygodniem (14 listopada) w Warszawie.

 

Uznaliśmy, że tekst ten powinien zostać możliwie szeroko upowszechniony, co niniejszym czynimy, zamieszczając jego obszerne fragmenty:

 

We wrześniu 2019 roku do szkół średnich wkracza reforma oświatowa. Od tego momentu będą obowiązywać 4-letnie licea i 5-letnie szkoły branżowe. […] Jak się w niej odnaleźć? Opowiadają eksperci konferencji „Zrozumieć więcej. Nauczyć łatwiej” organizowanej przez wydawnictwo Nowa Era.

 

Jakie zmiany niesie reforma oświaty?Przynosi nową podstawę programową i nowe ramowe plany nauczania, a wraz z nimi profilowanie czyli nauczanie w zakresie rozszerzonym od 1 klasy szkoły średniej, wysoki poziom wymagań w obszarze wiedzy i umiejętnościmówił Radosław Adamczyk z wydawnictwa Nowa Era, otwierając konferencję. – Wprowadza również sytuację, w której przez 3 lata absolwenci gimnazjum i szkoły podstawowej będą się równolegle uczyli w innych systemach – dodał.

 

Jaki jest „nowy” uczeń i jak wygląda świat jego wartości? […] W tym wieku istotne jest zaspokajanie potrzeb psychospołecznych. Ważne dla nastolatków są emocje i relacje z innymi ludźmi oraz pytania o sens życia. Dla młodej osoby szkoła to w głównej mierze arena spotkań rówieśników i miejsce, które pomoże im zrealizować cele życiowe np. zdać maturę, dostać się na studia etc. – Żyją w poczuciu, że mają relatywnie mało czasu, dlatego to czym się zajmują, musi być ważne, do czegoś przydatne, bo inaczej nie warto tego robić mówił Michał Kociankowski, badacz motywacji i zachowań.

 

Czytaj dalej »



20 listopada na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono obszerny artykuł Katarzyny Przyborskiej pt. „Jest 2018 rok. Czego uczy polska szkoła?”. Proponujemy lekturę – najpierw fragmentów, a potem całości tego tekstu, gdyż jest to spojrzenie na szkolną edukację osoby, która nie jest ani „kimś z branży” (nauczycielskiej), ani reprezentantką świata decydentów: polityków i zarządzających w ich imieniu urzędników administracji oświatowej. To niezależna publicystka, z wykształcenia antropolożka kultury, ale także mama, mająca swoje osobiste doświadczenia z kontaktów z systemem edukacji.

 

Foto: www.newsweek.pl

 

Katarzyna Przyborska

 

Oto wybrane (subiektywnie) fragmenty. Pogrubienia tekstu – redakcja OE:

 

Demokracja wymaga partycypacji, a dzieci na każdym kroku dowiadują się, że nie o uczestniczenie chodzi, ale o spełnianie wymagań, nie o myślenie, ale o unikanie kar i kolekcjonowanie nagród.

 

Było bardzo ciężko. Kolejny rocznik też będzie musiał przez to przejść. Ale proszę nie myśleć, że chcemy państwa nastraszyć” – mniej więcej w ten sposób rozpoczęło się spotkanie dla rodziców przyszłych siódmoklasistów w jednej z warszawskich podstawówek tuż przed wakacjami. Na spotkanie przyszły nauczycielki nowych przedmiotów: fizyki i chemii, wychowawczyni, nauczycielki języka polskiego i matematyki oraz dyrektorka szkoły. Mając za sobą pierwszy rok reformy, postanowiły podzielić się swoimi doświadczeniami, by rodzice przygotowali się na to, co czeka ich i ich dzieci.

 

Zastrzegając, że absolutnie nie chcą nikogo straszyć, uśmiechając się i przekonując, że „damy sobie radę”, zgodnie stwierdziły, że planowanie jakichkolwiek wycieczek i wyjazdów nie ma sensu, bo liczy się każdy dzień. Z zajęć pozalekcyjnych lepiej od razu zrezygnować, bo prac domowych będzie tak dużo, że dzieci będą nad zeszytami spędzać całe popołudnia i wieczory. […]

 

Stracone roczniki
Wrzesień. Nauczycielka chemii przyjaźnie prosi, żeby uczniowie przychodzili na jej lekcje bez obaw, z otwartymi głowami, zależy jej, żeby polubili chemię i chcieli się jej uczyć. Fizyka okazała się trudniejsza, niż się zdawało, ale wciąż ogromnie interesująca. Biologii i geografii uczą zupełnie nowi w szkole nauczyciele i „są świetni”. Dzieci przybyło. Nauczyciele oddali swój przestronny pokój nauczycielski i przenieśli się do kanciapy koło siłowni.[…]

 

Dlaczego zapał i energia zostały zmarnowane? Nie wiem jakiego innego słowa użyć. Mamy pokój, mamy legalne szkoły, a nie tajne komplety, wysiłek może służyć rozwojowi, a nie przetrwaniu, więc dlaczego gdy mówimy o siódmoklasistach, padają sformułowania: „trzeba przetrwać”, „jakoś to przeżyć”, „damy sobie radę”, co brzmi jednak fałszywie, bo co oznacza „danie sobie rady”? […]

 

Czytaj dalej »



19 listopada na portalu „Juniorowo” zamieszczono artykuł gościnnie tam występującej Anny Szulc – nauczycielki matematyki w I Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Wielkiego w Zduńskiej Woli. O liceum tym informowaliśmy z okazji zorganizowanej tak II Konferencji „Empatyczna edukacja – empatyczna Polska” i prezentacji nagrania z przygotowanego przez uczniów spektaklu, pokazującego – z ich punktu widzenia – wszystkie absurdy klasycznej szkoły.

 

Ten obszerny artykuł zatytułowany jest „Dobra komunikacja i relacje zamiast „pruskiego drylu” i metod ex cathedra – czyli lekcje matematyki Anny Szulc„, a my zamieszczamy poniżej jedynie kilka jego fragmentów i – jak zwykle – link do pełnej wersji:

 

Foto:www.facebook.com/marzena.zylinska

 

Lekcja matematyki z Anną Szulc

 

[…] Proces nauczania uczniów był podstawą pruskiego modelu szkoły, w której jedynym źródłem wiedzy był nauczyciel i książka. Tak było, kiedy powstawała instytucja szkoły, kiedy postęp gospodarczy stwarzał konieczność edukowania społeczeństwa, by ludzie, którzy nigdy tego wcześniej nie robili, obsługiwali maszyny, urządzenia, by pracowali w biurach i urzędach. Chodziło też o bezpieczeństwo, dlatego takie ważne było to, by uważnie słuchać co mówi nauczyciel, odtwarzać wyuczone treści. Przez wiele dziesiątków lat utrwalono ten model edukacji.[…]

 

Nie ma potrzeby, by w czasach, kiedy praktycznie każdy telefon zawiera ogromną wiedzę, nauczać uczniów. Oni żyją i żyć będą w czasach cyfryzacji i w moim przekonaniu nauczyciel nie może tego nie brać pod uwagę. Tym bardziej nie może tych faktów kwestionować. Aby dostosować warsztat pracy do warunków XXI wieku, edukację opartą na „pruskim drylu” i metodach „ex cathedra” zastąpiłam edukacją empatyczną, opartą o zasady dobrej komunikacji i budowania dobrych relacji. To najważniejsza różnica pomiędzy tradycyjną edukacją, a tym, co ja oferuję swoim uczniom

 

Personalizacja procesu nauczania

 

 

Czytaj dalej »



Za pośrednictwem portalu EDUNEWS dotarliśmy do Raportu „Program poprawy świadomości ekonomiczno-finansowej Polaków”, który jest fachową diagnozą edukacji ekonomicznej młodych Polaków, i w którym zawarto rekomendację niezbędnych zmian w podstawach programowych kształcenia ogólnego. Problematyka ta nabrała na znaczeniu po doświadczeniach ostatnich lat, tzn.: aferach wokół Amber Gold, SK Banku, i Get Beck, a także upadłości niektórych banków sieci „SKOK. Obnażyły one nie tylko pazerność klientów tych instytucji, ale przede wszystkim ich naiwność, płynącą z niskiej wiedzy o systemach finansowych.

 

Tym pośrednikiem, któremu zawdzięczamy dotarcie do owego raportu jest Sebastian Wieczorek – absolwent SGGH, stypendysta Akademii Liderów Rynku Kapitałowego organizowanej przez Fundację im. Lesława A. Pagi, analityk w zespole bankowości inwestycyjnej w jednym z największych banków w CEE (Central and Eastern Europe), który napisał zamieszczony tam artykuł, zatytułowany „Pięć kroków do poprawy edukacji ekonomiczno-finansowej w szkołach” .

 

 

Oto fragmenty tego tekstu:

 

Żyjemy w czasach wszechobecnego braku świadomości ekonomiczno-finansowej. Jak wynika z badań S&P jedynie 33% dorosłych osób na świecie posiada podstawową wiedzę z tego zakresu, co oznacza, że ok. 3,5 mln pełnoletnich nie rozumie podstawowych pojęć finansowych. Na tym tle Polska nie jest „zieloną wyspą”, co potwierdzają badania zarówno międzynarodowe, jak i krajowe. […]

 

Tradycyjnym miejscem zdobywania wiedzy powinna być szkoła, jednak jak pokazuje rzeczywistość, poziom nauczania treści ekonomiczno-finansowych w polskim systemie szkolnictwa obowiązkowego ograniczony jest do minimum (jedynie 60 godzin lekcyjnych zajęć związanych z ekonomią oraz finansami w ciągu 12 lat edukacji). Wyzwań edukacji ekonomiczno-finansowej w polskich szkołach jest wiele — zbyt mała liczba godzin nauczania treści ekonomiczno-finansowych, głównie teoretyczne formy nauczania, niedopasowane materiały edukacyjne, nieodpowiednie przygotowaniem nauczycieli, niska otwartość szkół oraz niski status przedmiotu.

 

Aby im sprostać powstał raport inicjatywy FEDK (Finanse i Ekonomia Dla Każdego. […]

 

 

Gruntowna zmiana systemu kształcenia ekonomii i finansów jest konieczna. Przez ostatnie 25 lat Polska dokonała „cudu gospodarczego”. Aby podtrzymać tendencje rozwojowe, niezbędne jest zbudowanie gospodarki na solidnych fundamentach, a jednym z nich jest wyedukowane finansowo społeczeństwo. Z tego względu niezbędne jest wdrożenie do systemu szkolnictwa obowiązkowego odpowiednich, długofalowych rozwiązań, które będą stanowić początek dalszych, systemowych zmian.

 

 

Pełna wersja artykułu „Pięć kroków do poprawy edukacji ekonomiczno-finansowej w szkołach”    –    TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 

 

Raport „Program poprawy świadomości ekonomiczno-finansowej Polaków”

[Rekomendacje zmian w systemie szkolnictwa obowiązkowego]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.upload.wikimedia.org/wikipedia/

 

 

Jarosław Pytlak w kolejnym poście, zatytułowanym „Wyjdźmy z cienia (hipokryzji)!„, zamieszczonym wczoraj na jego blogu „Wokół Szkoły”, dzieli się z czytelnikami swoimi opiniami na temat opublikowanej w internecie ankiety, za pośrednictwem której ZNP pragnie dowiedzieć się, w jakiej formie protestu byliby skłonni wziąć udział pracownicy oświaty. W drigiej części tego tekstu proponuje akcję nękania pani minister Zalewskiej setkami (tysiącami?) listów, w którch domagaliby się oni natychmiastowej zmiany, niemożliwych do realizacji, podstaw programowych.

 

Tradycyjnie zacytujemy poniżej wybrane fragmenty tego tekstu, pogrubiając te frazy, które – naszym zdaniem – zasługują na szczególną uwagę czytelnika:

 

[…] Nastroje wśród nauczycieli w ogóle są fatalne, z przyczyn nie tylko finansowych, więc myśl o podjęciu protestu zyskała spory oddźwięk w środowisku. Wychodząc temu naprzeciw Związek Nauczycielstwa Polskiego opublikował w internecie ankietę, chcąc dowiedzieć się, w jakiej formie protestu byliby skłonni wziąć udział pracownicy oświaty.

 

Pierwsza możliwość, to akcja „podobna do protestu policjantów przed egzaminami i maturami”. Czyli, jak należy się domyślać, gremialne pójście nauczycieli na zwolnienia lekarskie, w kwietniu lub w maju. Moim zdaniem, pomysł tyleż kuszący, co nie rokujący sukcesu. […]

 

Zbliżoną propozycją jest „nieprzystąpienie do sprawdzania matur i egzaminów”. Tyle tylko, że ta możliwość dotyczy jedynie egzaminatorów, którzy musieliby – każdy indywidualnie – zrezygnować z przyjęcia zlecenia owej pracy i związanego z tym dodatkowego zarobku. […]

 

Jeśli chodzi o trzecią z kolei propozycję – strajku ogólnopolskiego, to powszechnie wiadomo, że łatwiej znaleźć kwiat paproci, niż doczekać się solidarnego działania całego środowiska oświatowego. […]

 

Zupełnie nie widzę sensu kolejnej propozycji z ankiety ZNP – strajku lokalnego. Lokalnie można próbować rozstrzygnąć jedynie lokalne problemy. Akcja strajkowa w pojedynczych placówkach nie przełoży się na zmiany w skali całego państwa. […]

 

Dużo lepiej brzmi propozycja strajku włoskiego. Niestety, przestrzeganie różnych procedur, szczególnie biurokratycznych, jest w placówkach oświatowych na tyle powszechne, że wzmożenie tego procederu nie rokuje jakiegoś spektakularnego efektu. […]

 

Kolejna opcja – „nie będę protestować” – jasna, prosta i dla wielu nauczycieli… oczywista. Nie – bo to uderzy w dzieci, nie – bo to nic nie da, nie – bo już i tak planuję zmianę zawodu… Albo, tak jak w moim przypadku, pracownika STO na Bemowie, nie – bo pracodawca traktuje mnie uczciwie i odpowiednio docenia moją pracę.[…]

 

Ankietę ZNP kończy miejsce na wpisanie własnych propozycji. W nie więcej niż stu znakach. Ad hoc przychodzi mi na myśl: głodówka albo budowa miasteczka namiotowego obok MEN, w obu przypadkach koniecznie na oczach kamer, najlepiej z panami: Broniarzem i Proksą w rolach głównych. I wątpliwość, czy społeczeństwo byłoby skłonne zwrócić uwagę i przejąć się takim poświęceniem. Co do pełnej obojętności ze strony rządu nie mam żadnej wątpliwości – doświadczenie protestu niepełnosprawnych w Sejmie trudno uznać w tej kwestii za źródło optymizmu. […]

 

 

A teraz ta część postu, w której Jarosław Pytlak pisze dlaczego obowiązujące podstawy programowe są do natychmiastowej zmiany:

 

Czytaj dalej »



Foto: Andrzej Wiernicki / Forum [ www.www.polityka.pl]

 

Szkoła w Warszawie, lekcja fizyki – rok 1971. Kto mi powie co to jest…

 

 

Na początek pierwszy fragment tekstu, dostępnego na stronie www.wyborcza.pl  „za friko”:

 

 

W szkole w Grudziądzu, w której w połowie lat 80. zacząłem edukację, było ponad tysiąc uczniów i dwa pokoje nauczycielskie. Niektórzy nauczyciele ponoć w ogóle się nie znali, choć pracowali w jednym budynku. Pamiętam apele z okazji rocznic patriotycznych, przed którymi mieliśmy wielodniowe próby. Wychowawczyni uczyła nas, jak stać podczas długiej uroczystości, żeby się nie zmęczyć. Najlepiej prosto, bez przestępowania z nogi na nogę.

 

Z następnych szkół (podstawówkę ze względu na przeprowadzki zmieniałem dwa razy) zapamiętałem między innymi lekcję wychowawczą, na której pani wskazywała palcem największych rozrabiaków i zapowiadała, że zostaną przeniesieni do innej klasy. Nazywała ich bandytami.

 

Albo kolegę, który po wywiadówkach dostawał od ojca kablem od żelazka. W szatni, przed wuefem, widzieliśmy czarne pręgi na jego plecach. Słabo się uczył. Większość nauczycieli traktowała go pogardliwie albo z irytacją, tak jak innych słabszych uczniów.

 

Niezależnie od tego, jak sobie radziliśmy z nauką, jaką mieliśmy ocenę z zachowania i kim byli nasi rodzice, nie znosiliśmy większości nauczycieli. Dzielili się na trzy grupy. Jednych się baliśmy. Drudzy bali się nas, więc rozbijaliśmy im lekcje. Trzeci byli nam zupełnie obojętni, z wzajemnością. Zero kontaktu. Jakby między ich światem z biurkiem i dziennikiem a nami w ławkach była szklana ściana. Nieraz trzeba było przejść na drugą stronę, żeby wydukać coś przy tablicy.

 

Byli też nieliczni nauczyciele, którzy umieli z nami rozmawiać i śmiać się. Okazywali nam sympatię i szacunek. Tych się uwielbiało. Pamięta się ich do dziś.

 

Komuna skończyła się niemal 30 lat temu. W wolnej Polsce dorosło już całe pokolenie. Kraj zmienił się nie do poznania. Ale edukacja, pomimo kilku dużych reform, pozostała z gruntu nieodmieniona. Uderzające, jak odczucia dzisiejszych uczniów na temat szkoły i nauczycieli są podobne do wspomnień czterdziestolatków.

 

Czytaj dalej »