Archiwum kategorii 'Felietony'

W oczekiwaniu na „owocobranie” działań szefa połączonych resortów z Szucha i z Hożej, dotrzymując danego przed tygodniem słowa, będę dziś snuł moje refleksje na tematy, które w ubiegłym tygodniu stały się przyczyną moich – silniejszych lub słabszych – emocji…

 

Zacznę od moich myśli, które zostały wywołane podczas lektury posta z bloga Anny Konarzewskiej „Być nauczycielem…”, zatytułowanego „O potrzebie czułości w edukacji…” Już w trakcie czytania, gdy z treści tego tekstu zorientowałem się o czym koleżanka Konarzewska pisze, nabrałem wątpliwości, czy użycie w tytule słowa „czułość” było właściwe. Chcąc sam siebie sprawdzić czy moje obawy są słuszne, sięgnąłem do wiedzy internetowo dostępnych słowników.

 

Już Wikipedia poinformowała mnie, że słowo to ma aż 9 znaczeń, przy czym na pierwszym miejscu napisano tam, że „czułość” to cecha…

 

Ale nie było tam linku do precyzyjniejszej definicji. Szukałem więc dalej. Słownik PWN poinformował, że „czuły” ma 4 główne znaczenia, w tym pierwsze dwa, to ”odnoszący się do kogoś z tkliwą miłością, serdecznością; też: będący wyrazem takich uczuć” i „wrażliwy, wyczulony na coś”.

 

Trochę się uspokoiłem, bo ja tym słowem posługuję się właśnie w tym pierwszym znaczeniu i nie użyłbym go dla określenia moich relacji z uczniami. Aby nie nadawać komunikatu, który może zabrzmieć dwuznacznie – wolałbym mówić o potrzebie bycia empatycznym, wrażliwym właśnie na sygnały stanów psychicznych, wysyłane, nie zawsze werbalnie, przez uczniów.

 

Ale może jestem za stary, zbyt „konserwatywny” na dzisiejsze czasy, może – nie będąc polonistą – nie zinterioryzowałem tak bardzo, cytowanych w tm poście przez Annę Konarzewską, tekstów naszej noblistki – Olgi Tokarczuk.

 

 

x           x           x

 

 

Drugim tekstem, a właściwie fragmentem jednego z całej ich serii, zamieszczonych 8 października, którym dałem tytuł „Podstawowe pytania i próby odpowiedzi na nie refleksyjnego Tomasza Tokarza”, z którym nie do końca się zgadzam, jest ten oto akapit, zacytowany z fejsbukowego profilu dra Tokarza, który został tam przez niego zamieszczony rankiem 7. października:

 

Otóż moim zdaniem jeśli 15-latek (po 8 latach regularnego kształcenia a nawet 11 jeśli liczyć przedszkole), rzeczywiście nie ma zielonego pojęcia o tym co go interesuje i w jakim kierunku powinien zmierzać to jest to najlepszym dowodem na potężny kryzys szkoły i niespełnianie przez nią swojej podstawowej funkcji: czyli przygotowania młodego człowieka do dojrzałego życia.

 

Czytaj dalej »



Przed tygodniem mogłem jeszcze napisać, że: „dziś nie podejmę rękawicy rzuconej przez, na szczęście nieliczne, media, spekulujące już o tym w czyje ręce dostanie się edukacja w wyniku najnowszej rekonstrukcji Rządu RP, która po sobotnim, teatralnym porozumieniu, jest już (chyba) nieodwołalna.” Jednak wydarzenia w kręgach „wokółprezesowych” nabrały takiego tempa, że już dwa dni później – we wtorek 29 września – musiałem na OE zamieścić materiał To nie plotka, to „przeciek” – z bardzo dobrze poinformowanych źródeł”, w którym obszernie informowałem o tym, że niejaki Przemysław Czarnek pokieruje resortem edukacji i nauki.

 

Kto tego nie czytał, proszę, niech to zrobi zanim przejdzie do lektury dalszych części tego felietonu. Dlaczego? Bo podanych tam informacji nie będę tu ponownie przywoływał, a mogą one być przydatne przy interpretowaniu niektórych wątków tego felietonu.

 

Tym razem nie będę chował głowy w piasek i udawał, że sprawa ta mnie nie obchodzi. Tyle tylko, że mam trudności z podjęciem decyzji w który nurt komentarzy, jakie na ten temat „rozlały się” po mediach, mam się włączyć. Czy do tych cytujących najbardziej wyraziste wypowiedzi dziś już prawie ministra edukacji i nauki, w których zaświadczał o swoich pryncypialnych poglądach prawicowca, dotyczących miejsca i roli kobiety w społeczeństwie, przyzwolenia na stosowanie wobec dzieci kar cielesnych, czy – najczęściej podnoszonych – poglądach o mniejszościach seksualnych?

 

A może pójść tropem stanowiska, które zajął w tej sprawie Związek Nauczycielstwa Polskiego ustami swojego prezesa?

 

 

[…] Sławomir Broniarz, prezes ZNP: Zastanawiam się, ile we wcześniejszych wypowiedziach ministra było spektaklu politycznego odgrywanego na potrzeby twardego elektoratu, a ile własnych opinii, które będą realizowane w działalności ministerialnej. Bo edukacja potrzebuje teraz spokoju, przewidywalności i mądrych decyzji, a nie batalii ideologicznej. […]

 

Dla nas najistotniejsze jest to, co minister będzie miał do powiedzenia nauczycielom w obszarach, które nas teraz najbardziej interesują. Chodzi o sytuację zawodową i materialną nauczycieli, także nauczycieli szkół wyższych. Jakie ma pomysły na rozwiązanie bieżących problemów jak np. przeładowany program, braki kadrowe, nauka na dwie i trzy zmiany, kształcenie w dobie pandemii. Życzylibyśmy sobie, aby minister nie wciągał szkół i uniwersytetów do walki ideologicznej czy politycznej, żeby nie próbował wcielać w życie poglądów, które wielokrotnie wygłaszał. Szkoły tego nie chcą. Szkoły czekają na rozwiązanie szkolnych problemów, z którymi borykają się na co dzień. […]

 

Źródło:https://oko.press/nowy-minister-edukacji-to-wielowymiarowa-katastrofa/

 

Jak widzicie – lider, wszak lewicowego, związku zawodowego – wypowiedział się w ewangelicznym duchu, za Św. – nomen omen – Mateuszem: „Poznacie ich po ich owocach. [Mt. 7.16]

 

Ale to oznaczałoby, że pozostałoby mi jedynie czekać na efekt rządów nowego ministra – miesiąc, dwa, trzy… Może i pół roku.

 

Warto się jednak nad tym zastanowić, czy nie jest to właściwy trop dla poważnego felietonisty. Nie włączać się w nurt wyszukiwania coraz bardziej skandalicznie brzmiących wypowiedzi owego byłego wojewody lubelskiego, co to właśnie został uczelnianym profesorem na mającym tak wspaniałą tradycję i tak kompromitującą współczesność Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a pójść za przykładem profesora z bloga PEDAGOG i „odpuścić” sobie tego pana, tak jak on to uczynił, preferując w tym „gorącym” czasie (od wtorku 29 września) tematykę postępowych nurtów w szkolnictwie naszych zachodnich sąsiadów. (Do dziś już już pięć „odcinków” na ten temat!)

 

Czytaj dalej »



Już ósmy rok pisuję te cotygodniowe felietony i przez ten czas staram się być poważnym felietonistą. Zgodnie z deklaracją, którą złożyłem w pierwszym felietonie – 4 września 2013 roku – starałem się, aby ich tematem nie była tania sensacja, czy inne nie poparte faktami informacje, zwane dziś fake news’ami. Dlatego i dziś nie podejmę rękawicy rzuconej przez, na szczęście nieliczne, media, spekulujące już o tym w czyje ręce dostanie się edukacja w wyniku najnowszej rekonstrukcji Rządu RP, która po sobotnim, teatralnym porozumieniu, jest już (chyba) nieodwołalna.

 

Napiszę tu jedynie taką myśl „starego praktyka”: Nie mam złudzeń. Tak jak po Zalewskiej dostaliśmy Piontkowskiego, tak i teraz zadziała – występujące nie tylko w polityce monetarnej – prawo Kopernika-Greshama, mówiące o tym, że „gorszy pieniądz wypiera lepszy”. Ja bym je rozwinął: każdy kolejny jest jeszcze gorszy od poprzedniego… Znaczy – nie pieniądz, a minister…

 

A tak w ogóle, to… czarno widzę najbliższą przyszłość naszego edukacyjnego podwórka…

 

 

A teraz podzielę się kilkoma refleksjami, które zrodziły mi się w mijającym tygodniu podczas zamieszczania kilku materiałów:

 

Jako pierwsza bez wątpienia będzie ta, która towarzyszyła mi podczas informowania o X Kongresie E(x)plory„ Edukacja dla innowacji. Innowacje w edukacji”. To, skąd inąd interesujące i zapewne przydatne w treściach dla niejednej nauczycielki i niejednego nauczyciela, wydarzenie w wersji online zostało zorganizowane w dniach 24 i 25 września w godzinach…. przedpołudniowych: w czwartek – 10:00 – 14:50, a w piątek – 9:00 – 12:40.

 

Z programu X Kongresu można wysnuć oczywisty wniosek, że adresatami tego „zdalnego” ewentu są nauczyciele szkolni. Nie tradycyjne środowiska głównego organizatora – Fundacji Zaawansowanych Technologii: młodzi naukowcy i autorytety naukowe, start-up’y oraz duże przedsiębiorstwa, organizacje pozarządowe i instytucje publiczne.

 

Czy tak trudno było przewidzieć, że w czasie emitowania kongresowych treści nauczycielki i nauczyciele będą – w znakomitej większości – prowadzili lekcje?

 

x           x           x

 

Kolejny materiał, zamieszczony dzień wcześniej: Władza nie odpuszcza – nie będzie biolog uczył w podstawówce o antykoncepcji”. Przypomnę, że rzecz dotyczy wykreślenia z podstawy programowej biologii dla klasy VII (i w konsekwencji – z treści w podręczniku) podstawowej wiedzy o środkach antykoncepcyjnych. W zasadzie nie powinno to być zaskoczeniem – wszak nie od dziś wiemy o światopoglądowej „krucjacie” obecnej władzy w obronie moralności i praw rodziców o decydowaniu w sprawach wychowania ich dzieci. Tyle tylko, że:

 

Czytaj dalej »



Dziś znowu mam problem typu „i to pachnie i to nęci”… Trudno mi tak „z marszu” zdecydować, czy bardziej zależy mi na podzieleniu się moimi refleksjami, jakie wywołała informacja o ogoszeniu konkursu na stanowisko Łódzkiego Kuratora Oświaty, czy może jednak na skomentowaniu informacji o aktualnej, po dwu tygodniach od rozpoczęcia nowego roku szkolnego, statystyce skali zamykania szkół z powodu zdiagnozowania zakażenia wirusem SARS-CoV-2 u ich uczniów lub pracowników – w tym nauczycieli.

 

W tej sytuacji najbardziej słuszną wydaje się decyzja o niepodejmowaniu decyzji, czyli napisanie i o tym i o tym.

 

Zacznę od datowanej na 14 września, ale tak naprawdę dostępnej na internetowej stronie Urzędu Wojewódzkiego dopiero dzień później (we wtorek) informacji o ogłoszeniu konkursu na stanowisko Kuratora Oświaty w Łodzi. O tym jak bardzo ogłoszenie tego konkursu jest jedynie swoistym teatrzykiem pseudodemokratycznej procedury wyłonienia kandydata i obsadzenia tego urzędu świadczy nie tylko ten pseudojawny sposób podania tej informacji do publicznej wiadomości, ale także śladowe zainteresowanie mediów, nawet lokalnych, tym faktem.

 

Oto co wyszukiwarka Googl, po wpisaniu „Wojewoda Łódzki ogłosił konkurs na stanowisko kuratora oświaty”, znalazła wczoraj wieczorem:

 

 

Nawiasem mówiąc to ciekawy wskaźnik wagi tego oświatowego urzędu w opinii publicznej. Bo skoro media działają na zapotrzebowanie ich „targetu”, to nie podejmują tematu, o którego słabym zainteresowaniu ich odbiorców mają informacje. A w tym samym czasie, te same lokalne redakcje, informowały o kolejnych fazach procedury wyłonienia dyrektora łódzkiego Teatru im. S. Jaracza…

 

To o tyle ciekawe, że potencjalnych widzów tego teatru może być, tak szacuję, co najwyżej kilkanaście tysięcy łodzian i kilka tysięcy „przyjezdnych”, zaś mieszkańców naszego miasta i całego województwa, odczuwających efekty polityki kuratora – setki tysięcy…

 

Żeby nie przedłużać tego tematu dodam jeszcze, że – jak dotąd – nie ma żadnych „przecieków” o tym kto jest zainteresowany tym stanowiskiem, a przede wszystkim kogo aktualna władza sobie upatrzyła. A tak przy okazji: nie przez przypadek napisałem o konkursie na stanowisko kuratora jako o „teatrzyku pseudodemokratycznej procedury wyłonienia kandydata”, gdyż jak się dokładniej przyjrzeć efektom takich konkursów – i to nie tylko podczas rządów PiS – to zawsze wygrywał ten, kogo aktualnie sprawujący władzę chcieli mieć na tym stanowisku, a nie osoba najbardziej do tej roli kompetentna. Pisałem o tym już przed pięcioma laty, w dwu felietonach: felietonie nr 104. Skoro rządzi PiS, to nic w tym dziwnego, że powoła swoich kuratorów i felietonie nr 115. Konkurs na Łódzkiego Kuratora Oświaty – co z niego wynika”.

 

Mam nadzieję, że nikt poważny, z odpowiednim doświadczeniem i kompetencjami, kto nie jest w kręgu faworytów władzy, nie będzie tak naiwny, aby z wiarą w możliwość wygranej przystąpił do tego konkursu. No, chyba że zgłosi się do konkursu po to, aby wykazać jego obłudny charakter, jak stało się to z kandydatką na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich panią mecenas Zuzanną Rudzińską-Bluszcz, dotychczasową Główną Koordynatorką ds. Strategicznych Postępowań Sądowych w Biurze RPO, której kandydowanie poparło ponad 700 polskich NGO-sów.

 

Ja, na swój własny użytek, mam jedynie taki dylemat: czy tym nowym szefem organu nadzoru zostanie ktoś z dotych- czasowych jego urzędników, dyrektorów jego wydziałów (np. pani Dorota Derecka), czy też będzie to jakiś kolejny „wynalazek”, o cechach BMW, z t.zw. „terenu”. Ale jeśliby miał nim być ktoś, kto właśnie niedawno rozpoczął swą pięcioletnią kadencję dyrektora szkoły, to czy zechce to zostawić i zasiąść na tym „gorącym” fotelu nie wiadomo na jak długo – w optymistycznej wersji co najwyżej na trzy lata?

 

 

x           x           x

 

 

A teraz o aktualnej, po dwu tygodniach od rozpoczęcia nowego roku szkolnego, statystyce skali zamykania szkół z powodu zdiagnozowania zakażenia wirusem SARS-CoV-2 uczniów i/lub ich pracowników – w tym nauczycieli. Nie ukrywam, że mam pewną satysfakcję z zajmowanego na progu nowego roku szkolnego stanowiska, w którym prezentowałem się jako zwolennik powrotu do edukacji „naocznej”, w szkołach.

 

Czytaj dalej »



Za wcześnie na podejmowanie próby komentowania decyzji o wznowieniu w szkołach tradycyjnych zajęć lekcyjnych: czy była ona słuszna, ryzykowna, czy z gruntu błędna, żeby nie powiedzieć – przestępcza…

 

Ale jest jeden wątek tej szkolno-pandemicznej premiery nowego roku szkolnego, podejmowany w minionym tygodniu przez liczne media, a zasygnalizowany także na stronie OE: Opór rodziców uczniów przeciw stosowaniu w szkołach zalecanych rygorów sanitarnych”. Koresponduje z tym opisywanym zjawiskiem także informacja o piśmie, jakie Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do ministerstwa edukacji, którą zatytułowałem Rzecznik Praw Obywatelskich – obrońca prawa czy formalista?”.

 

Zaprezentuję „w tym temacie” moje wątpliwości i obawy, jednak bez wchodzenia w szerszy kontekst oceny polityki MEN w sprawie koronawirusa i edukacji w ogóle, „umywania rąk” przez ministra edukacji w ten sposób, że on właściwie to tylko sugeruje, nic nie nakazuje, a o wszystkim decydować ma dyrektor(-ka) szkoły.

 

Uprzedzając ewentualne komentarze czytelniczek i czytelników, już na wstępie oświadczam, iż mam świadomość, że będę wypowiadał się jako starszy pan-emeryt, który już od dawna nie pracuje w szkole i nie musi stawiać czoła wszystkim aktualnym problemom dyrektorów i nauczycieli, a także nie jest ojcem mającym dzieci w wieku szkolnym, który się o nie troszczy i czuje się za nie odpowiedzialny.

 

Będzie to opis bardziej z pozycji „badacza-diagnosty” niż sędziego. Ale może właśnie dlatego mogę podjąć próbę bezstronnego opisu tej sytuacji?

 

A ja widzę to jako klasyczną sytuacją bez wyjścia, w kategorii „cokolwiek zrobisz – będziesz...” nie tyle żałował, co zostaniesz skrytykowany.

 

Oto dwie „projekcje” dwu możliwych decyzji:

 

Czytaj dalej »



Felieton na dwa dni przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, roku w którym – jak na razie – jedyną pewną rzeczą jest decyzja o jego rozpoczęciu „w trybie stacjonarnym”, powinien – jak od dłuższego czasu jest to we wszystkich mediach – dotyczyć tego jak pogodzić wodę z ogniem, aby powstała z tego para, napędzająca lokomobile indywidualnych rozwojów polskich uczniów.

 

Ogniem jest urzędowy optymizm rządu – jako całości, a szczególne ministerstwa edukacji, zdrowia i GIS. Że wszystko będzie dobrze, że uczniowie nie muszą nosić w szkole maseczek, że nauczyciele nie zachorują i dadzą radę za te same pieniądze realizować o wiele większe niż dotychczas zadania… A wodą jest sceptycyzm organów prowadzących szkoły, dyrektorów i nauczycieli tychże, kierownictwa Związku Nauczycielstwa Polskiego, dziennikarzy z niezależnych mediów i licznych organizacji pozarządowych.

 

Czy to, czyli edukacja stacjonarna w warunkach narastającej liczby zakażeń, jest słuszne i czy może się udać? Czy zastosowane powszechnie, dalsze zamykanie szkół, pozostawanie uczniów w domach i skazywanie ich na e-edukację, nie byłoby „zbrodnią na żywych organizmach” tychże?

 

Nie podejmę się odpowiedzi na tak postawione pytania. Jednak – wybaczcie – spróbuję poprowadzić Waszą wyobraźnię dwoma, skrajnymi co do wizji, ścieżkami antycypowanych, możliwych w najbliższej przyszłości trybów realizowania konstytucyjnego prawa uczniów do edukacji. Będą to oczywiście jedynie fragmentaryczne zarysy możliwych do zaistnienia sytuacji.

 

Jednak, zanim do tego przejdę, zaprezentuję graficzne podsumowanie sytuacji epidemicznej w Polsce „na dzień dzisiejszy”:

 

Wykres przedstawia liczbę nowych potwierdzonych zakażeń SARS-CoV-2, wyzdrowień i zgonów z powodu COVID-19 w Polsce od połowy marca do 29.08.2020 r.

 

 

 

Liczba mieszkańców województwa na jednego zakażonego w tym województwie

 

Źródło wszystkich grafik: https://koronawirusunas.pl/

 

 

Po co to wszystko? Wiem, że nie jest to „w formacie” felietonowej formuły wypowiedzi. Ale nie chcę, aby osoby czytające moje dalsze projekcje oceniały je bez oparcia o „nagie fakty ”.

 

 

x          x          x

 

 

Projekcja pierwsza: Rząd nie ugina się pod naporem krytyki i doprowadza do otwarcia szkół – z wyjątkiem lokalnych decyzji o ich zamykaniu w „strefach czerwonych”.

 

Czytaj dalej »



Foto: Maciej Kałach [www.dzienniklodzki.pl]

 

Dr Tobiasz Bocheński (lat 33), członek PiS – wykładowca w filii Uniwersytetu Łódzkiego w Tomaszowie Mazowieckim – od listopada 2019 roku Wojewoda Łódzki podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Urzędzie Wojewódzkim. Przed powołaniem go na ten urząd był dyrektorem Biura Wojewody Łódzkiego za czasów Zbigniewa Raua, którego wcześniej był doradcą.

 

 

Wczorajszy felieton zakończyłem takimi hipotezami:

 

Dla mnie sprawa jest prosta: Czas mijał, zbliżał się nowy rok szkolny. I – prawdopodobnie dlatego – narodził się pomysł, aby dokonać zmiany jeszcze w ostatnich dniach sierpnia, ale nie w atmosferze „musimy odwołać ‚naszego’ kuratora za jego złe zarządzanie”, a „honorowo”.

 

I tak powstał pomysł „ustawki” z TV TRWAM, polegającej na sprowokowaniu właśnie takich wypowiedzi pana Wierzchowskiego, po których rozpęta się burza medialna i minister Piontkowski będzie mógł odegrać rolę „słuchającego opinii publicznej”, zaś pan doktor Wierzchowski odejdzie w aurze „ofiary prześladowanej przez polskojęzyczne media”…..

 

Bo niby dlaczego odwołany jest tylko Grzegorz Wierzchowski, a nie jeszcze wyraźniejsza „szkodniczka” małopolskiej edukacji, jaką jest pani Barbara Nowak ?

 

Dziś wiadomo o sprawie odwołania dr Wierzchowskiego więcej, oczywiście jedynie na tyle, na ile władza chciała, lub musiała, poinformować o tym opinię publiczną.

 

Zacznę od cytatu z portalu „Wirtualna Polska”, na którym wczoraj o godz. 23:16 zamieszczono materiał, zatytułowany „Łódź.Odwołanie kuratora oświaty. Jest komentarz Dariusza Piontkowskiego”. Oto ta wypowiedź ministra:

 

„Decyzja o odwołaniu łódzkiego kuratora oświaty była rozważana już od dawna i nie miała żadnego związku z jego medialnymi wypowiedziami dot. LGBT” – napisał na Twitterze Dariusz Piontkowski, odnosząc się do sprawy odwołania Grzegorza Wierzchowskiego.* [Źródło: www.wiadomosci.wp.pl]

 

Warto zaznaczyć, że jeszcze wczoraj w południe, na stronie TVP INFO, w materiale „Łódzki kurator oświaty odwołany przez MEN. Wojewoda dementuje pogłoski” podano jedynie takie informacje:

Łódzki kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski został odwołany z funkcji przez ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego. Informację potwierdziła rzecznika prasowa MEN Anna Ostrowska. Wnioskował o to wojewoda łódzki Tobiasz Bocheński, który dementuje pogłoski sugerujące, by powodem dymisji była niedawna medialna wypowiedź Wierzchowskiego.

 

Ostrowska poinformowała, że na początku ubiegłego tygodniu resort otrzymał wniosek od wojewody łódzkiego o odwołanie tamtejszego kuratora oświaty.Minister edukacji odniósł się do tego wniosku pozytywnie po dogłębnej analizie dotychczasowej działalności łódzkiego kuratora oświaty – przekazała.

 

Nie podała powodów odwołania Wierzchowskiego odsyłając do wojewody łódzkiego, który – jak podkreśliła – „jest odpowiedzialny za kwestie kadrowe związane z kuratorium oświaty w Łodzi”. […] [Źródło: www.tvp.info]

 

 

Natomiast dzisiaj o godz. 9:04, na tej samej stronie TVP INFO, pod tytułem „Okoliczności odwołania łódzkiego kuratora oświaty wyjaśni wojewoda” można już było przeczytać o wiele bogatszą w treści w informację:

 

Łódzki kurator oświaty został odwołany przez ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego na wniosek wojewody łódzkiego Tobiasza Bocheńskiego. Wniosek o odwołanie Wierzchowskiego skierował do szefa MEN również poseł Lewicy Tomasz Trela. Miała być to reakcja na wypowiedzi kuratora w TV Trwam z czwartku. […]

 

Wojewoda zapewnił, że decyzja o odwołaniu kuratora nie miała żadnego związku z jego wypowiedziami na antenie TV Trwam.

 

Wiceprzewodniczący Solidarnej Polski i wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik zapowiedział, że ugrupowanie zwróci się do ministra edukacji o wyjaśnienie, czy odwołanie łódzkiego kuratora oświaty miało związek z jego wypowiedzią na temat ideologii LGBT.

 

Solidarna Polska zamieściła na swoim profilu w mediach społecznościowych wpis, w którym wskazuje, że decyzja o odwołaniu Wierzchowskiego wzbudziła niepokój wśród jej wyborców.

 

 

 

Szefernaker [od 2018 sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji] w Polsat News mówił, że okoliczności związane z odejściem kuratora oświaty w województwie łódzkim są nieporozumieniem.

 

Pan kurator od dawna był oceniany w taki sposób, że miało dojść do dymisji w sierpniu, przed rozpoczęciem roku szkolnego, tak żeby nowy kurator od września już funkcjonował – powiedział.[…]

 

Poseł Rafał Bochenek (PiS) zaapelował do wojewody łódzkiego o przywrócenie kuratora.Panie wojewodo, proszę rozważyć przywrócenie Pana kuratora Grzegorza Wierzchowskiego. Podjęta decyzja uderza w wartości, o jakie walczymy, zwłaszcza w kontekście wielkiej nagonki LGBT na naszą kulturę, tradycję i porządek społeczny. Nie ulegajmy! Nie tędy droga!– napisał na Twitterze. [Źródło: www.tvo.info]

 

 

X              X            X

 

 

Aby panorama komentarzy i informacji była pełna, zamieszczam jeszcze fragmenty informacji na temat przyczyn odwołania ze stanowiska łódzkiego kuratora Grzegorza Wierzchowskiego, pochodzące z dwu, bezsprzecznie polskich, narodowych mediów:

 

Czytaj dalej »



Dzisiejszy felieton będzie miał jednego „bohatera” – dr Grzegorza Wierzchowskiego. I to nie tylko z jednego powodu…

 

Myśl, aby w formule felietonowej skomentować informację, podaną w <Aktualnościach> w czwartek 20 sierpnia Lista szkół ponadpodstawowych w woj. łódzkim z wolnymi miejscami w I klasach”, w której podałem link na stronę ŁKO, gdzie urząd ten zamieścił Listę wolnych miejsc w szkołach ponadpodstawowych województwa łódzkiego wg stanu rekrutacji na dzień 19.08.2020, godz. 12:00” przyszła mi już w trakcie redagowania tamtego materiału.

 

Każdy kto zapoznał się z tym plikiem, zawierającym wykaz liceów, techników i szkół branżowych z całego województwa łódzkiego, w których były tego dnia wolne miejsca do klas I., miał zapewne podobną do mnie refleksję.

 

 

 

Powyższy obraz zamieściłem, aby każdy, bez obowiązku otwierania całego pliku, zorientował się jakie mam zarzuty do tej informacji, przydatnej, ale tylko pozornie, absolwentom szkół podstawowych, którzy do tego dnia nie zostali jeszcze przyjęci do żadnej szkoły ponadpodstawowej.

 

Uzasadnię ten zarzut na jednym tylko przykładzie:

 

Z tabeli można dowiedzieć się jedynie tego, że do Technikum nr 5 w Łodzi przy ul. Drewnowskiej (pozycja nr 134) są 32 wolne miejsca. I tylko tyle! Ale już nie poinformowano do klas w jakich zawodach, a ten zespół szkół prowadzi nauczanie w 5-u zawodach na poziomie technika: technik handlowiec, technik ekonomista,technik rachunkowości, technik transportu kolejowego, technik budownictwa kolejowego.

 

A przecież potencjalnemu kandydatowi nie będzie obojętne, czy są to miejsca – po kilka – do klas każdego z tych zawodów, czy tylko do tych, uczacych do zawodów technik transportu kolejowego i technik budownictwa kolejowego. Bo on byłby zainteresowany wyłącznie zawodem ekonomisty, ewentualnie handlowca…

 

Powyższe zastrzeżenia dotyczą wszystkich 457 pozycji zamieszczonych w prezentowanym pliku arkusza kalkulacyjnego.

 

Zamieszczając 20. sierpnia informację o tej kuratoryjnej inicjatywie, z premedytacją zaprezentowałem listę wolnych miejsc do kilku wybranych łódzkich liceów, techników i szkół branżowych w takiej samej „ubogiej” formule, aby wywołać analogiczną reakcję czytelników, także u tych, którzy nie zapoznali się z kuratoryjną Listą wolnych miejsc w szkołach ponadpodstawowych…”

 

Dręczyły mnie wtedy pytania: Czy owa lista powstała za wiedzą i akceptacją kuratora Wierzchowskiego? Jeśli tak – dlaczego na to przyzwolił? Jeśli nie – to… to czym on się w tym czasie zajmował, że na zapoznanie się z tym „pomysłem” nie znalazł czasu?

 

X           X           X

 

I tu pojawił się drugi nurt moich dzisiejszych felietonowych refleksji. Asumpt do tego dał sam dr Grzegorz Wierzchowski, występując w miniony czwartek, już po raz kolejny, w TV TRWAM. Jeśli Czytelniczko/Czytelniku jeszcze o tym nie czytałaś/łeś – odsyłam do wczorajszego materiału Łódzki kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski znowu wystąpił w Telewizji TRWAM”.

 

Bo właśnie to okazało się dobrym dobrym tropem, który prowadzi do odpowiedzi na ostatnie z zadanych powyżej pytań: „Czym on się w tym czasie zajmował, że na zapoznanie się z tym „pomysłem” nie znalazł czasu?”

 

Czytaj dalej »



Niewątpliwie problemem numer jeden ostatnich dni, tak jak i w minionych tygodniach, nie tylko dla dyrektorów szkół, są obawy o to co niepokoi wszystkich, zarówno tych, którzy – niezaleznie od pełnionej tam roli – pracują w szkołach, jak i tych, którzy do tych szkół pójdą (albo nie pójdą) 1 września, a także dla ich rodzin. Tym problemem jest bezpieczeństwo epidemiczne w sytuacji – zalecanej przez MEN jako podstawowa forma edukacji – wznowienia zajęć dydaktycznych w systemie stacjonarnym.

 

Jednak nie to będzie motywem przewodnim tego felietonu, gdyż znam swoje miejsce „w szeregu” i zdaję sobie sprawę, że nie mam do tego żadnego prawa – jako osoba, która od 15-u lat zna szkoły tylko „ze słyszenia”, a czasami w roli gościa – „z widzenia”.

 

Tym bardziej, że o wiele lepiej, bo „z pierwszej linii frontu” uczynił to już dyrektor szkół STO na Bemowie – kolega Jarosław Pytlak. Odsyłam tych, którzy tekstów tych jeszcze nie przeczytali na stronę „Wokół Szkoły”, gdzie dzień po dniu, 14 i 15 sierpnia zamieścił on dwa teksty na ten temat:

 

W piątek 14 sierpnia – „Polacy, jakoś to będzie”. Oto ostatnie dwa akapity tego tekstu:

 

[…] Moje obawy biorą się z poczucia, że udzielona dyrektorowi szkoły autonomia w obliczu COVID-19 ma na celu jedynie zdjęcie odpowiedzialności z władz, które wcześniej zdemolowały polską edukację, a teraz nie mają pomysłu na konstruktywne działania w kryzysowej sytuacji.

 

Zachodząc w głowę, jak na własnym podwórku zapewnić uczniom możliwie bezpieczny powrót do szkoły, mam przemożne wrażenie, że naczelnym hasłem polskiej oświaty stało się już na dobre „Jakoś to będzie!”.

 

I dzień później, 15 sierpnia, dyrektor Pytlak podzielił się swoim pomysłem na organizację pracy szkoły, aby wilk (uczeń) był syty (wiedzy), i owca (bezpieczeństwo epidemiczne) była cała (niezagrożone). Oto ten najnowszy post z bloga „Wokół Szkoły”: „Pomysł na pat, czyli „bańki” w STO na Bemowie”. Oto dwa fragmenty tego tekstu:

 

[…] Myślę, że nie ma dyrektora szkoły, który nie odczuwałby bólu głowy na myśl o nadchodzącym wrześniu. […] Nawet pełne zastosowanie zaleceń sanitarnych MEN i GIS nie daje gwarancji bezpieczeństwa zdrowotnego uczniom i nauczycielom. Z punktu widzenia osoby odpowiedzialnej za pracę szkoły sytuacja wydaje się patowa. […]

Pomysł, z jakiego chcę skorzystać w STO na Bemowie, opiera się na koncepcji „baniek społecznych”, czyli skoncentrowania bezpośrednich kontaktów między ludźmi w możliwie niewielkich, stałych grupach, co w razie pojawienia się zakażenia ogranicza liczbę zarażonych lub zmuszonych poddać się kwarantannie. […]

 

I to tyle o problemie, bezdyskusyjnie dziś najważniejszym dla wszystkich mających cokolwiek współnego ze szkołą, ale którego ja – nawet komentować – nie podejmę się.

 

 

x         x         x

 

 

Natomiast mam swoje przemyślenia i potrzebę skomentowania, która zrodziła się po lekturze tekstu innego blogera, przedstawionego Czytelniczkom i Czytelnikom OE w piątek w materiale „Profesora od teorii wychowania post „ku pokrzepieniu serc”. Tych z „oblaną” maturą.” Tym tekstem jest post prof. Bogusława Śliwerskiego, któremu jego autor nadał językowo twórczy tytuł „Maturonienormatywni”.

 

Czytaj dalej »



Taka ładna liczba: złożona z trzech trójek… Nie mogłem sobie tego dzisiejszego felietonu „odpuścić”, choć trwają wakacje i w zasadzie jakichś „gorących” tematów, proszących się o skomentowania, w minionym tygodniu zasadzie nie było. Ale niech tam – coś zawsze znajdę, a felieton o takim numerze kolejnym muszę zamieścić

 

Według numerologii liczby składające się z powtarzających się cyfr to „liczby anielskie”:

 

 

Cyfra „333” – To komunikat od Aniołów, aby właśnie teraz mieć wiarę w ludzkość. Wniebowstąpieni Mistrzowie pracują nad Tobą na wszystkich poziomach. Kochają Cię, prowadzą Cię i chronią – ZAWSZE! Kiedy pojawia się cyfra 333, to znak, aby wezwać i poprosić ich o pomoc, miłość i żeby byli obecni właśnie w tym czasie. Otrzymasz od nich wskazówki, którą ścieżką życia podążać, aby nie popełnić błędu, aby łatwiej dojść do celu życia – swojego powołania.” [Źródło: www.lastomine.com]

 

Trójki przypominają ci, że w życiu nie chodzi tylko o osiągnięcia czy zdobywanie kolejnych szczebli. Życie to radość.

 

Twórz z radością. Manifestuj z radością. Rób to, co kochasz.

 

Jeżeli czegoś „nie czujesz” lub coś ci „nie leży” zostaw to. Skup się wyłącznie na tym, co lubisz robić, co daje ci satysfakcję, co powoduje, że czas przestaje istnieć. Nie ma znaczenia, ile masz lat i na jakim etapie życia jesteś. Dopóki żyjesz tworzysz. Każdy dzień to nowy początek.

 

Twórcze działanie z pasją, wyrażanie siebie to prawdziwy sens istnienia. Zawsze jest dobry moment, żeby zacząć robić, to czego naprawdę pragniesz.

 

333 to sygnał – teraz jest idealny czas i pora. Nie zwlekaj dłużej      [Źródło: www.lifeinharmony.pl]

 

 

Nie muszę tu chyba informować, że nie tylko w numerologię, ale także w astrologię i jej horoskopy, podobnie jak w „ręce które leczą” (czyli bioenergoterapię) i wiele innych „nadprzyrodzonych” zjawisk, procedur i liturgii nie wierzę. Zamieściłem te dwa cytaty, aby od czegoś ten felieton zacząć – a akurat w dzisiejszym felietonie, o takiej jego kolejnej numeracji, wydało mi się to „zgrabne”.

 

No jeszcze z jednego, najważniejszego powodu: wszystkie te tezy, zaznaczone przeze mnie wytłuszczonymi literami we fragmentach cytowanego tekstu, w pełni podzielam i od bardzo dawna, jeśli tylko nic „niepokonanego” nie stawało mi na przeszkodzie, starałem się w swoim życiu realizować.*

 

Od 2005 roku (rok przejścia na emeryturę), już bez żadnego „bo musisz”, skupiam się wyłącznie na tym, co lubię robić, co daje mi satysfakcję. Żyję i na moim „Obserwatorium Edukacji” codziennie tworzę nowe materiały, od czasu do czasu zamieszczam pisane wcześniej eseje, co niedziela – felietony. Mam nadzieję, że podzielacie tę opinię iż działam z pasją, że w ten sposób wyrażam siebie.

 

Tak, to prawda! To wszystko co dnia nadaje sens mojemu życiu, istnieniu…

 

STOP ! Nie zagalopuj się Włodek w tym medialnym ekshibicjonizmie….

 

 

x         x         x

 

 

Wracając do wypracowanej przez mnie, liczącej już prawie 7 lat, tradycji – postaram się teraz połączyć ten inspirowany numerologią wstęp z wydarzeniami minionego tygodnia – oczywiście tymi z naszej „edukacyjnej łączki”. Nie mam wątpliwości, że takim wydarzeniem numer jeden była wcześniej nie zapowiadana konferencja prasowa ministra Piontkowskiego, podczas której przekazał on główne wytyczne, mające – zdaniem władz – zapewnić, od 1 września, bezpieczny powrót uczniów do szkół.

 

Czytaj dalej »