Archiwum kategorii 'Felietony'

W dzisiejszym felietonie zaryzykuję i wejdę na nie swoje podwórko. A konkretnie w rejony ”wiedzy dla wielu tajemnej”, czyli etyki. Nie czuję się na tym gruncie nie tylko ekspertem, ale nawet adeptem. Co nie znaczy, że nie mam o tej dziedzinie zielonego pojęcia. Co prawda było to dawno, bo  w lutym 1972 roku, ale mam w indeksie wpis zaliczający wykład z etyki (nie było to egzamin, ale krótka rozmowa „na temat” z Panią Profesor) z podpisem samej prof. Iji Lazari-Pawłowskiej. A ona – uprzedzając tropicieli wychowanków komunistycznych uczelni – to ostatnia osoba, która w tamtych czasach mogłaby swym studentom „wciskać”  – jakkolwiek to zabrzmi, poniekąd jak oksymoron – etyką socjalistyczną!

 

Postanowiłem podjęć dziś temat wywołany przez autorów ustawy o finansowaniu zadań oświatowych, której projekt „ni  z gruszki ni z pietruszki”  zawiera zapis,  że  prezentowanie postawy moralnej i etyczne postępowanie nauczyciela będzie przedmiotem stałej oceny przez dyrektora szkoły. Jak podały media – rządowy projekt ustawy w tej sprawie został 3 października przyjęty przez sejmową podkomisję nadzwyczajną. Trudno powiedzieć, że informacja o tym rozpętała wielką burzę medialną, ot, przez pierwszych kilka dni pojawiały się wypowiedzi – przede wszystkim przedstawicieli partii opozycyjnych i  liderów ZNP, a później, jak to zwykle bywa, przyszły inne news’y i temat prawie że popadł w zapomnienie.

 

Prawdopodobnie w wyniku tych głosów krytycznych ministerstwo edukacji wypuściło komunikat, że projekt rozporządzenia MEN w sprawie szczegółowych kryteriów i trybu dokonywania oceny pracy nauczyciela, dołączony został do projektu ustawy o finansowaniu zadań oświatowych jako materiał informacyjny.  Jak podano, prace nad projektem rozporządzenia zostaną wznowione w terminie późniejszym, a  wtedy projekt  ten  będzie przedmiotem uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych, także ze związkami zawodowymi.

 

A tak à propos związków zawodowych, to muszę się przyznać, że w stronę  etycznych rozważań o zawodzie nauczyciela nakierował mnie pewien tekst, który niedawno pojawił się na jednej ze stron administrowanych przez ZNP i który bardzo szybko z tej strony zniknął. Tym tekstem był Kodeks_Etyki Nauczycielskiej, który powstał przed dwudziestoma laty, w środowisku nieistniejącego już Polskiego Towarzystwa Nauczycieli Apostolicum. Przypuszczam, że osoba, która zamieściła ów tekst, działała na zasadzie szybkich skojarzeń: rząd chce oceniać nauczycielską moralność, a przecież my mamy już swój kodeks. Dopiero  przeczytanie całości i dotarcie do projektu tekstu nauczycielskiego ślubowania – z formułą potwierdzającą „Tak mi dopomóż Bóg” oraz drobnym druczkiem napisanej informacji gdzie powstał ów tekst, spowodowało jego nagłe zdjęcie ze strony.

 

Dlatego ja postanowiłem podjąć ten temat, to znaczy ideę wypracowania neutralnego światopoglądowo Kodeksu Etyki Nauczyciela. Nazwa podobna, ale z istotną różnicą, mającą swoją konsekwencję nie tyle w nazewnictwie, co przede wszystkim w semantyce.

 

Ale sięgnijmy do korzeni, czyli wiedzy elementarnej. Etyka definiowana jest najczęściej jako „dział filozofii, zajmujący się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne”.

 

Przypomnijmy sobie teraz co kryje się za słowem „moralne”. Najkrótsza definicja mówi, że jest to „zbiór zasad (norm), które określają, co jest dobre, a co złe”. Mówiąc bardziej prostym językiem można przyjąć, że etyka tworzy systemy zasad, dzięki którym człowiek może oceniać swoje postępowanie w dychotomii dobre – złe. Pominę tu bardziej subtelne rozważania o związkach i zależnościach etyki i moralności z religią i światopoglądem. Przejdę od razu do sedna sprawy, do pojęcia etyki zawodowej. W Wikipedii czytamy, ze są to „spisane normy odpowiadające na pytanie, jak – ze względów moralnych – przedstawiciele danego zawodu powinni, a jak nie powinni postępować”. I dalej – jako przykład – podano: Pojęcie etyki zawodowej odnosi się przede wszystkim do norm postępowania danej grupy zawodowej (np. nauczycieli). W tym sensie etyka zawodowa jest etyką normatywną, starającą się opisać wzór osobowy pedagoga, cele etyczne zawodu, normy postępowania w praktyce pedagogicznej i typowe konflikty etyczne mogące się pojawić w praktyce zawodowej.

 

Czytaj dalej »



Już od czwartku przemyśliwałem o temacie niedzielnego felietonu. Miałem różne pomysły: od popodśmiewywania się z wyników badań, ogłoszonych w raporcie Brainly, że to, czy uczniowie lubią nauczyciela czy nie, ma ogromne przełożenie na ich stosunek do zajęć”, poprzez „poczepianie się” trochę pani Marii Lorek za jej  rolę w strategii „jedynego darmowego elementarza” –  realizowanej za czasów  Joanny  Kluzik-Rostkowskiej, aż do podjęcia rękawicy i „dania odporu” pewnemu internetowemu trollowi o ksywce „trumann”, który  tak oto skomentował  mój zeszłotygodniowy felieton  o spotkaniu Rady Społeczno-Doradczej Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego:

 

…”poziom niewiedzy”… w każdym tekście tym się Pan popisuje. Czy przystoi staremu człowiekowi machać swoją krótką szabelką na lewo i prawo? ….moralny dramat. Ubogość z gruntu rzeczy.

 

 

Musisz jeszcze poczekać na moją obszerniejszą odpowiedź, ty tchórzu, któremu brak odwagi, aby podjąć rzeczową polemikę z moimi tekstami pod swoim nazwiskiem i wykazać ten poziom mej  niewiedzy oraz ów moralny dramat. Ciekawe, że używasz nick’a który takim staruszkom jak ja kojarzy się ze znienawidzonym przez propagandystów PRL-u Harry Trumanem – w latach 1945–1953 prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Ale może – skoro są tam  dwa „n” –  to ksywka ta pochodzi  od  siedmiotysięcznego miasteczka Trumann w stanie Arkansas?

 

Dzisiaj jeszcze ci odpuszczę, bo  MUSZĘ ustosunkować się do pisma, jakie w piątek przyszło pocztą elektroniczną na adres „Obserwatorium Edukacji”, Ale imiennie na mnie i podpisane przez samego Łódzkiego Kuratora Oświaty! Oto link do pliku PDF z jego treścią  –  << Pismo podpisane przez kuratora Wierzchowskiego >>

 

Lecz zacznijmy od początku tej „sprawy”.

 

Czytaj dalej »



W środę, 11 października, po raz kolejny, spotkała się Rada Społeczno-Doradcza Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, by – jak czytamy w poście blogera, członka tego gremium w randze wiceprzewodniczącego, czyli prof. Śliwerskiego podjąć kwestie związane z postnowoczesną edukacją i doradztwem edukacyjno-zawodowym. Jak informuje to jedyne dostępne źródło, informacji o tym wydarzeniu, czyli  blog PEDAGOG – dokonano tam  podsumowania wyjątkowych osiągnięć pedagogów w zakresie mechatronizacji techniki, która już jest faktem. Trzeba jedynie nadać tej edukacji wymiar transdyscyplinarny.

 

Nie mogę odmówić sobie i Wam, Czytelnicy, jeszcze jednego cytatu:

 

[…] Otwierający posiedzenie dyr. Janusz Moos mówił o tym, jak to wiele lat temu wnioskowano o włączenie nowych przedmiotów oraz specjalności mechatronicznych do szkolnictwa zawodowego,i to się udało. Zainteresowano tym szkoły i dyrektorów w całym kraju. Implementacja do praktyki edukacyjnej modeli edukacji mechatronicznej j jest zatem zakorzeniona w różnych formach kształcenia zawodowego.[…]

 

Wszystkie cytaty pochodzą z tekstu, jaki przedwczoraj (13 października) zamieścił na swym blogu prof. Bogusław Śliwerski, opatrując ten post tytułem Edukacja mechatroniczna w Łodzi na światowym poziomie, tylko woda w szkole leci uczniom na głowę”. Do tej wody jeszcze powrócę, a teraz muszę podzielić się z Wami kilkoma refleksjami, jakie zrodziła lektura tego tekstu:

 

Przede wszystkim nie mogę nie skomentować samego wiodącego tematu tego posiedzenia Rady Społeczno-Doradczej tej jedynej w naszym mieście instytucji, która w § 7 swego statutu ma zapisane:

 

Do zadań Centrum w zakresie funkcjonowania placówki doskonalenia, należy w szczególności:

1)organizowanie i prowadzenie doskonalenia zawodowego nauczycieli w zakresie:

a)wynikającym z kierunków polityki oświatowej oraz wprowadzonych zmian w systemie oświaty,

b)wymagań stawianych wobec szkół i placówek, których wypełnianie jest badane przez organy sprawujące nadzór pedagogiczny w procesie ewaluacji zewnętrznej, zgodnie z przepisami w sprawie nadzoru pedagogicznego,

c)realizacji podstaw programowych, w tym opracowywania programów nauczania,[…]

 

Szkoły, zwłaszcza podstawowe, od ponad miesiąca są miejscem, w którym dyrektorzy i nauczyciele muszą mierzyć się z efektami polityki oświatowej oraz wprowadzonymi w konsekwencji jej realizacji zmianami w systemie oświaty, wkrótce trafią do nich kuratoryjni rewizorzy, realizujący zadania nadzoru pedagogicznego w ramach ewaluacji zewnętrznej, a przede wszystkim w klasach; pierwszej, czwartej i siódmej są zmuszeni pracować według nowych, przez wiele środowisk eksperckich bardzo krytykowanych, podstaw programowych

 

A Rada Społeczno-Doradcza jedynego w mieście ośrodka powołanego do wspierania nauczycieli kompletnie to wszystko ignoruje i zajmuje się… kształceniem w obszarze mechatroniki, czyli tematem – po pierwsze od lat w tej placówce nie tylko znanym, ale z powodzeniem i wieloma sukcesami wdrażanym do praktyki szkolnej, a po drugie – aktualnym przecież nie w szkołach podstawowych, nie w gimnazjach czy liceach… A to nauczyciele tych właśnie szkół potrzebują teraz najbardziej wsparcia.

 

Ale jak tu podjąć, na przykład taki temat: „Reforma systemowa i programowa oraz jej wpływ na w codzienną pracę łódzkich szkół  –  sposoby minimalizowania szkód”, w takim składzie personalnym owej rady?

 

Czytaj dalej »



I tym razem nie będzie podsumowania XII Kongresu Zarządzania Oświatą. Od jego organizatorów uzyskałem informację, że cały czas trwają prace redakcyjne nad ostatecznym zapisem stanowiska kongresu w sprawie zmian systemowych w oświacie.

 

W tej sytuacji mogę poświęcić ten felieton temu, co w kończącym się tygodniu wywołało moją najbardziej emocjonalną reakcję, niestety – było to oburzenie, przechodzące w stan depresyjny…

 

Pewnie was zaskoczę: tym wydarzeniem było sobotnie przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na partyjnej konwencji „Solidarnej Polski”. Jednak nie zostało to spowodowane jawną manifestacją wzajemnego poparcia i sympatii obu prezesów: Kaczyńskiego i Ziobry, przebijającym z przemówień obu panów sojuszem w działaniach wobec prezydenta Dudy, nawet nie zarysowaniem przez lidera PiS jego wizji państwa, które chce nam, wspólnie z partią Ziobry, urządzić  i „za jakiś czas, w sensie historycznym, nieodległym, powiedzieć: uzyskaliśmy to, o czym marzyły pokolenia Polaków i co niektórzy uważali za niemożliwe”.

 

Zdołowało mnie to co Kaczyński mówił o planach budowy „nowego, lepszego, bardziej sprawiedliwego kształtu polskiego społeczeństwa – takiego, które byłoby kształtem pozwalającym na pełne swobody. – Polska musi być i jest dzisiaj wyspą wolności w Europie – dodał.  Równie groźnie zabrzmiały jeszcze inne wypowiedziane tam słowa: „Demokracja ma służyć temu, by to wszystko zostało skoordynowane i żeby ten zwykły obywatel miał na to wpływ. Żeby te skonsolidowane siły były pod kontrolą”.

 

I to jest dla mnie po stokroć gorsza wizja, niż wszystkie jego zapowiedzi budowy „silnego, skomprymowanego* co do funkcji, ale sprawnego państwa”.

 

Jak przypominam to od czasu do czasu – mój PESEL zaczyna się od liczby 44. I nie jest to mickiewiczowska liczba tajemna, a informacja, z której nie trudno wyprowadzić wniosek, że na własnej biografii przetestowałem już jeden taki system, który postawił sobie za cel stworzenie „nowego, lepszego, bardziej sprawiedliwego kształtu polskiego społeczeństwa”.

 

Nie będę tu przypominał jak ów system „demokracji ludowej”  realizował  swe rzeczywiste cele, o mistrzowskich rozwiązaniach „demokracji kierowanej”, o „surowej ręce sprawiedliwości społecznej” i o milionach ludzi maszerujących co roku w pierwszomajowych pochodach  – częściowo zaczadzonych hasłami partyjnych agitatorów, częściowo „aparatczyków”skorumpowanych stanowiskami i przywilejami, ale w znakomitej większości – obywateli zastraszonych realną groźbą prześladowań, pozbawienia możliwości realizacji swych aspiracji: zawodowych, naukowych, artystycznych, prześladowań, mających nierzadko swój finał w pozbawieniu wolności.

 

Czytaj dalej »



Nadal nie został spełniony podstawowy warunek, który dałby mi możliwość podsumowania XII Kongresu Zarządzania Oświatą, jaki odbył się w Krakowie w dniach 16 – 18 września. OSKKO do dzisiaj  nie zamieściło na swej stronie stanowiska kongresu w sprawie zmian systemowych w oświacie. Poczekam więc kolejny tydzień, a dzisiaj podzielę się z Wami moimi refleksjami wokół najnowszej mody ministerialnej, czyli uczniowskiego wolontariatu.

 

Zaczęło się wszystko od redakcji art. 85 nowej Ustawy prawo oświatowe, w którym znalazły się wszystkie zapisy dawnego art. 55 Ustawy o systemie oświaty, wzbogacone o dwa nowe punkty:

 

>Samorząd w porozumieniu z dyrektorem szkoły lub placówki może podejmować działania z zakresu wolontariatu.

>Samorząd może ze swojego składu wyłonić radę wolontariatu.

 

Gdy szedłem w środę na Dni Otwarte łódzkiego WODN wiedziałem, że pierwszą ofertą, adresowaną do dyrektorów szkół był warsztat, nazwany Prowadzenie szkolnego wolontariatu zgodnie z ustawą Prawo Oświatowe”. Nie byłbym sobą, gdybym, choć na krótko, tam nie zajrzał. Zastanowiły mnie w tej propozycji dwa aspekty: pierwszy – to  wybór właśnie tego tematu na inaugurację Dni Otwartych (Czyżby chęć „zasłużenia się” władzy ministerialno-kuratoryjnej?), drugi – to owo uściślenie merytorycznego zakresu oferty: zgodnie z ustawą Prawo Oświatowe. Pominę tu problem braku w ofercie choćby drobnego akcentu metodycznego, nierozerwalnie związanego ze specyfiką zajęć warsztatowych, czyli – na przykład – „Jak motywować uczniów do podejmowania aktywności wolontaryjnej, aby nie zatraciła ona swej istoty – dobrowolności?”

 

Nie mam zamiaru dokonywania oceny owego wydarzenia, gdyż byłem tam zaledwie kilkanaście minut, i „czepiania się”, że to co zobaczyłem (rzutnik i prezentacja slajdów, na których były fragmenty tekstów ustaw i inne „wytyczne”) najmniej przypominało zajęcia o charakterze warsztatowym, gdyż może to być krzywdzące dla osoby prowadzącej, jako że – być może – takowe były prowadzone w drugiej  części spotkania, czego już świadkiem nie byłem. Ale nie mogę powstrzymać się przed sformułowaniem uwagi, dotyczącej tej samej sprawy, którą zarzucałem w moim „Liście otwartym” Łódzkiemu Kuratorowi Oświaty:  Czy nie szkoda czasu na pokazywanie na slajdach tekstów prawa oświatowego, które są ogólnodostępne na stronach internetowych? Czy aż tak nisko oceniani dyrektorzy szkół i nauczyciela, jako użytkownicy „sieci”?

 

A teraz zajmę się samą ideą uczniowskiego wolontariatu, tym bardziej, że jest ona wyraźnym „konikiem” pani minister Zalewskiej.

 

Czytaj dalej »



W ubiegłotygodniowym felietonie zapowiedziałem, że „moimi refleksjami o kongresie podzielę się za tydzień”. Oczywiście – miałem na myśli XII Kongres Zarządzania Oświata, który w poniedziałek zakończył się w Krakowie.Niestety! Nie wywiążę się ze złożonej obietnicy, gdyż jak dotąd organizatorzy nie opublikowali na stronie OSKKO materiałów pokongresowych na które liczyłem, a szczególnie – stanowiska kongresu w sprawie zmian systemowych w oświacie. Przeto odkładam ten temat na kolejną niedziele, a dziś zajmę Waszą uwagę moimi refleksjami wokół narastającego konfliktu miedzy dwiema największymi nauczycielskimi centralami związków zawodowych, który został bez żadnego owijania w dyplomatyczną bawełnę ujawniony 20 września w oświadczeniu Prezydium Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania [NSZZ „SOLIDATNOŚĆ”] dotyczącym – jak to nazwano – oszczerstw ZNP.

 

Zanim cokolwiek dalej napiszą na ten „śliski temat” (Karta nauczyciela – bronić jej „jak niepodległości”, czy zastąpić ją innymi, przystającymi do współczesnych warunków obowiązujących na polskim i europejskim rynku pracy, przepisami pragmatyki zawodowej) muszę złożyć oświadczenie, że od 1994 roku nie należałem i nie należę do żadnego związku zawodowego. Wcześniej – od 1972 roku (gdy rozpocząłem pracę wychowawcy w domu dziecka) zostałem członkiem ZNP. Ale wówczas nikogo nie pytając, odciągano z pensji składkę, a szef komórki związkowej na najbliższym spotkaniu rady pedagogicznej podsunął mi do podpisu deklarację. Przynależność ta „szła” za mną, niejako zwyczajowo, przez kolejne miejsca pracy w branży edukacyjnej – także gdy byłem nauczycielem akademickim na UŁ. To wówczas byłem najbardziej aktywnym związkowcem – po odpowiednim kursie zostałem wybrany przez koleżanki i kolegów społecznym inspektorem pracy [SIP] w Instytucie Pedagogiki i Psychologii UŁ

 

Nigdy nie byłem członkiem NSZZ „Solidarność”.

 

Z ZNP wystąpiłem kiedy objąłem obowiązki dyrektora szkoły – pracodawcy, który musiał rozmawiać, na równych zasadach, z szefostwem szkolnych struktur obu związków zawodowych. Dodam, że wówczas nauczyciel zajęć praktycznych w tej szkole był przewodniczącym międzyszkolnej struktury Sekcji Oświata i Wychowanie „Solidarności”.

 

Musiałem to wszystko opowiedzieć, aby żadna ze stron nie zarzuciła mi brak obiektywizmu w przedstawionej poniżej opinii o wzajemnych oskarżeniach obu central, oskarżeniach o zdradę interesów nauczycieli.

 

Zacznę od owych oszczerstw, zarzucanych Związkowi Nauczycielstwa Polskiego. Jeszcze 4 września na stronie tej centrali zamieszczono, przez nikogo nie podpisany, komunikat, w którym można przeczytać, że „za cenę wzrostu wynagrodzeń o 15 proc. związek ten [Solidarność] zgadza się na likwidację „przywilejów” nauczycielskich. Związek Nauczycielstwa Polskiego stanowczo stwierdza, że w Karcie Nauczyciela zapisane są obowiązki i uprawnienia nauczycieli, a nie przywileje.”

 

Czytaj dalej »



Gdyby nie problemy zdrowotne moich domowych podopiecznych (żony i goldenki Sendi) byłbym teraz na kongresie OSKKO w Krakowie i – najprawdopodobniej – nie pisałbym tego felietonu. Ale nie mogłem zostawić moich cierpiących domowniczek i XII Kongres Zarządzania Oświatą śledzę z oddali, skazany na fotki i informacje „z drugiej ręki”. Za to mam (w wolnych od domowych obowiązków chwilach) warunki do pisania kolejnego felietonu.

 

Moimi refleksjami o kongresie podzielę się za tydzień. Dzisiaj zajmę się tematem, którego próżno szukać w harmonogramie krakowskiego kongresu OSKKO – edukacją zawodową. Od dawna obiecuję, że napiszę obszerny, pogłębiony artykuł na ten temat, obnażający dyletanctwo aktualnego kierownictwa MEN w tym, co nazywają radykalną zmianą w tej edukacji. Jak dotąd  jeszcze nie jestem do tego gotowy – nie tyle mentalnie (bo emocje narastają), co  – nazwę to – logistycznie.

 

Przeto zdecydowałem, że choć w formule felietonowej dam upust tej krwi, która mnie zalała, gdy czytałem, zamieszczony 8 września w „Gazecie Prawnej” artykuł, zatytułowany Anna Zalewska zdradziła szczegóły reformy szkół branżowych: Pracodawca sam założy szkołę, a uczeń podpisze lojalkę. Bez dalszych wstępów – skomentuję stwierdzenia szefowej i wiceszefowej MEN, jakie podły podczas ich występu w ramach panelu „Pracodawca – kluczowy partner w kształceniu zawodowym”, zorganizowanego podczas Forum Gospodarczego w Krynicy:

 

 

Zacznę od rozreklamowanej zmiany terminologicznej.Minister Zalewska powiedziała tam, iż zmiana szkół zawodowych na branżowe „ choć kosmetyczna była niezbędna, aby odczarować dotychczasowe mity wokół tych szkół. – Moje pokolenie przez całe lata słyszało od rodziców: „Ucz się, bo pójdziesz do zawodówki”, albo jeszcze gorzej: „Do zawodówy”.

 

Jako były uczeń trzyletniej Szkoły Rzemiosł Budowlanych (tytuł murarza uzyskałem w czerwcu 1961 roku) oświadczam, że nie w nazwie tkwi sedno problemu.

 

Czytaj dalej »



Od poprzedniego felietonu minęło kolejnych 6 dni, wypełnionych przekazywanymi codziennie przez media licznymi wydarzeniami w kraju i na świecie. Nawiasem mówiąc – najprawdopodobniej szybciej będę wiedział o czym rozmawiali w piątek Prezydent RP i prezes rządzącej partii, niż to, czy pan kurator Wierzchowski przeczytał mój list otwarty, adresowany do niego

 

A w ogóle mam takie demobilizujące myśli, że z moimi niszowymi tematami z poletka edukacyjnego mam niewielkie szanse przebicia się do świadomości czytelników, atakowanych dzień i noc news’ami o huraganach nad Karaibami, trzęsieniu ziemi w Meksyku, ewentualnie groźnych skutkach  kolejnych demonstracji atomowo-rakietowych możliwości reżimu z Pjongjangu, czy nowymi odcinkami „Ucha prezesa”…

 

Racjonalna strona mojej osobowości podpowiada mi, że mogę postąpić według jednej z dwu, skrajnych, strategii: zaakceptować „prawa rynku medialnego”, czyli pisać o bulwersujących t.zw. opinię publiczną sprawach – skandalach z udziałem nauczycieli (najlepiej obyczajowych), wybrykach „zwyrodniałych” uczniów, o super roszczeniowych rodzicach, reprezentujących skrajne poglądy religijne lub polityczne, albo… albo nadal pozostać wiernym swej deklaracji, złożonej przed czterema laty w pierwszym Felietonie na dzień dobry”, inaugurującym 4 września 2013 roku działalność „Obserwatorium Edukacji”:

 

Nie obiecują jednak całkowitego równouprawnienia wszystkim publikacjom. Już teraz informuję, że nie znajdzie tu miejsca tania sensacja, także skrajnie fanatyczne i pozbawione racjonalnych podstaw poglądy nie mogą liczyć na ich upowszechnianie.

 

Inaczej rzecz określając – iść, jak dotąd, swoją drogą, nie zabiegać o „wyniki oglądalności” i  pisać nadal te felietony, adresowane do czytelników ”którzy znają Józefa”*.

 

Świadom tej alternatywy postanawiam nie dać się uwieść błogiej wizji popularności i pozostać nadal redaktorem i felietonistą  niszowego „informatora edukacyjnego” – jak skategoryzował to co redaguję „Wielki Brat” Google. I dlatego napiszę dziś o pozornie małoznaczącej w skali wielkiego systemu edukacji sprawie, jaką jest obsada na stanowiskach dyrektorów w przeznaczonych do likwidacji za dwa lata łódzkich gimnazjach.

 

Czytaj dalej »



Jeszcze zanim zasiadłem przed klawiaturą mojego kompa, długo  zastanawiałem się jak mam zacząć ten kolejny list otwarty do Łódzkiego Kuratora Oświaty – Pana Grzegorza Wierzchowskiego, doktora nauk humanistycznych w zakresie historii. Już na wstępie oświadczam, że to co dalej mam zamiar napisać nie wynika z mojej chęci „przypięcia  kolejnej łatki” do jego wizerunku przedstawiciela MEN na teren województwa łódzkiego, a wypływa z pokładów mojej humanistycznej wiary w człowieka i wrodzonego (?) optymizmu pedagogicznego. Krótko mówiąc – pragnę udzielić mu porady w zakresie skutecznego wspierania tego, o czym 30 sierpnia mówił podczas swego wystąpienia prof. dr hab. Grzegorz Bąk – prorektor d.s. kształcenia Politechniki Łódzkiej. A informacje, które pan kurator wtedy usłyszał, tak bardzo go zafrapowały, że od tego zaczął swoje wystąpienie przed dyrektorami szkół ponadgimnazjalnych: „… to co pan rektor powiedział, to jest fundamentalne dla reformy edukacji. […] Zobaczcie Państwo czego wymaga się od absolwenta: kreatywności, kreatywnego myślenia, stwarzania sobie problemów i ich rozwiązywania.”

 

Spróbuję więc zastosować zwrot, jaki użył pewien poseł zwracając się do Marszałka Sejmu:

 

 

Panie Kuratorze Kochany!

 

Piszę do Pana już po raz drugi w formule listu otwartego. Po raz pierwszy miało to miejsce po Pana wystąpieniu podczas łódzkiej edycji debaty Radia TOK FM „Usłysz Swoją Szkołę” – w ramach mojego (nr 171) felietonu, zamieszczonego na stronie „Obserwatorium Edukacji” 21 maja tego toku.

 

Nie będę dziś dalej drążył wiodącego wówczas tematu – twierdził Pan wtedy arbitralnie, że „Szkoła nie wychowuje”choć i w środę nie ustrzegł się Pan zasugerowania obecnym na sali dyrektorom szkół, że nie przywiązywali dotąd należytej wagi do funkcji wychowawczej szkoły, mówiąc: „w momencie kiedy cała praca wychowawcza szkoły zostanie zaniedbana, no to wtedy problemy wychowawcze narastają i często skutkują sytuacjami skrajnymi. […] Dlatego moja prośba, mój apel do Państwa: Przyjrzyjcie się pracy wychowawczej waszych szkół, waszych nauczycieli. Podkreślam – NAUCZYCIELI, a nie tylko wychowawców klas. Każdy nauczyciel również pracę wychowawczą jest zobowiązany realizować.”

 

Ja będę dzisiaj pisał o tym, że i Pan może wykonać rewolucyjny ruch w kierunku budowania NAPRAWDĘ DOBREJ SZKOŁY – odchodząc od formuły organizowania pseudonarad, które tak naprawdę są  hybrydą postpeerelowskich „operatywek” i wielkopostnych rekolekcji.

 

Po raz pierwszy na ten mankament zwróciłem Panu uwagę już przed rokiem, pisząc w zamieszczonej wówczas na „OE” relacji z ówczesnych – zorganizowanych w auli Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 19 w Łodzi – „narad”:

 

Obserwatorium Edukacji” na godzinę zawitało na to drugie zebranie, które było klasyczną formułą odprawy szefostwa z podwładnymi i nie maiło żadnej cechy narady, czyli jak określają to słowo słowniki – „uzgadniania poglądów w jakiejś sprawie przez większą liczbę osób”.

 

Jak widać – ta moja ówczesna uwaga albo do Pana nie dotarła, albo ją Pan zlekceważył…

 

Więc może to co dzisiaj napiszę dotrze do Pana i przyjmie Pan ten tekst, pisany w dobrej wierze, jako projekt nowej formuły spotkań Urzędu Kuratora Oświaty z „solą edukacyjnej ziemi”, jaką są i zawsze będą dyrektorzy szkół.

 

Czytaj dalej »



Pewien znajomy, który czytał moje wakacyjne felietony, będący człowiekiem w żaden sposób nie związanym ze szkołą  – nawet niemający dzieci (bo na wnuki za młody) w wieku szkolnym, zarzucił mi w trakcie odbytej niedawno rozmowy, że – jego zdaniem – lansowanie przeze mnie tej idei „róbmy swoje” –  nawet w ramach pisowskiej reformy, to bardzo szkodliwa działalność, gdyż w ostatecznym rachunku  prowadzi to do propagowania postawy zaniechania oporu wobec tej destrukcyjnej zmiany i – w konsekwencji – działanie na korzyść władzy ją wprowadzającej.

 

W pierwszym odruchu wyraziłem swoje oburzenia takim posądzeniem i nagadałem mu coś w stylu „nie wypowiadaj się w sprawach, o których nie masz pojęcia”. Ale po pewnym czasie, gdy emocje opadły, już „sam ze sobą na sam”, zacząłem  całą sprawę analizować… A może rzeczywiście, mój znajomy ma rację?

 

I właśnie zapisem owych przemyśleń jest ten felieton.

 

Zacznę od przypomnienia  słów, którymi przed dwoma tygodniami uzasadniałem motywy, którymi kierowałem się, pisząc ten cykl felietonów:

 

Ale, jak mój Mistrz (prof. Aleksander Kamiński) przed sześćdziesięcioma laty, dziś uważam, że skoro zło już się stało, skoro nie uda się powstrzymać wdrażania uchwalonych przez parlament i podpisanych przez prezydenta  ustaw, nie mają sensu zachowania fiksacyjne – bicie głową w nie do rozbicia mur! Trzeba się „zebrać w kupę” ( bo – jak mawiali starożytni Polacy – „w kupie jest siła, kupy nikt nie ruszy”) i czynić dobro, na ile to jest możliwe, także w granicach, jakie określiła aktualna władza.

 

Będę bronił tej tezy także i dzisiaj, zdając sobie sprawę z sytuacji setek nauczycieli, tracących pracę w konsekwencji  wykreślenia z polskiego systemu szkolnego gimnazjów i powrotu do 8-klasowej szkoły podstawowej. Mam świadomość tego, że  jeszcze liczniejsza ich rzesza  będzie musiała pracować w niepełnym wymiarze, lub realizować swe pensum w więcej niż jednej szkole. Ale przecież nie zapobiegniemy temu kolejnymi manifestacjami przed ministerstwem, ani ewentualnymi strajkami. Nie twierdzę, że nie należy organizować protestów – jednak nie z wiarą, że mogą one cofnąć deformę edukacji, a jedynie po to, aby rządzący wiedzieli, że nie jest prawdą, co tak lubi powtarzać pani minister Zalewska i jej przedstawiciele w terenie, że „reforma edukacji została bardzo dobrze przygotowana, że już wkrótce „Dobra szkoła” stanie się faktem.”

 

Uświadomiono sobie tę prawdę także w centrali ZNP. Dowodem  tego jest opublikowany 26 lipca list prezesa ZNP do nauczycieli, w którego tytule zawarte jest jego główne przesłanie: „My, nauczyciele musimy podjąć obywatelski wysiłek minimalizowania negatywnych skutków reformy edukacji!”   List ten był głównym tematem  felietonu z poprzedniej niedzieli,  ale i dziś – jako argument za słusznością moich postulatów – ponownie przytoczę jego końcowe frazy:

 

Mamy uczyć prawdy i wychowywać w duchu uniwersalnych wartości, a nie ideologicznego nacisku Poszanowanie drugiego człowieka, jego odmienności kulturowej, religijnej, narodowościowej powinny być podstawą wychowania i nauczania. Podobnie jak zachowanie prawdy historycznej, ważniejszej niż wizja polityki historycznej lansowana przez rządzących polityków.

 

To właśnie nauczyciele mają być tymi, którzy w burzliwych czasach będą dla uczniów gwarantem stabilności, przestrzegania podstawowych zasad życia społecznego i etycznym drogowskazem. Jeśli nie sprostamy tym wyzwaniom, poniesiemy porażkę, tracąc to, co najważniejsze w naszym zawodzie – wiarygodność i autorytet.”

 

Jestem przekonany, że bardzo z tym apelem prezesa Broniarza współgra moje przesłanie, adresowane do dziesiątków tysięcy nauczycieli, którzy pracując nadal w swych szkołach – dziś głownie podstawowych, ale w niedalekiej przyszłości, jestem pewien, także w liceach,  technikach i szkołach uczących zawodu – postanowią włączyć się w, na razie raczkujący, nurt „Szkół w Drodze” i „tu i teraz”, w swojej szkole, razem z pracującymi tam koleżankami i kolegami, podejmą to przełomowe dla dalszych losów młodego pokolenia Polaków dzieło zastąpienia szkoły nauczającego nauczyciela szkołą uczących się uczniów.

 

Czytaj dalej »