Dzisiaj promujemy (za Maciejem Danielukiem, który już w miniony poniedziałek na portalu Superbelfrzy RP zamieścił tekst „EduMoc Online 2018”, w którym zaprosił wszystkich chętnych na bezpłatną konferencję „w sieci”) tę formę doskonalenia, która nie tylko, że nie wymaga ponoszenia kosztów opłat za uczestnictwo, hotele, dojazdy, ale dowodzi także naszych autentycznych motywacji uczestniczenia w niej: nie po zaświadczenie, że tam byliśmy, zgłaszamy się…

 

Organizatorzy poinformowali, że w tym roku „będziemy się zastanawiać, jak skutecznie wprowadzać coś, co nowe oraz jak nie poddawać się, gdy coś nie wyszło„. Konferencja odbędzie się na kanale YouTube Superbelfrów (link będzie podany w dyskusji w dniu konferencji). Hasztag konferencji: #edumoconline

 

Oto fragmenty tekstu Macieja Danielaka i kilka przydatnych linków:

 

Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie uczy nauczyciela uczyć, jak spotkanie z innym nauczycielem. Wymiana doświadczeń, dzielenie się pomysłami czy nawet wspólne narzekanie (ale nie za dużo) dodaje siły, przypomina, że nie jesteśmy sami, otwiera głowy na pomysły. Daje nowy oddech.[…]

 

 

Czytaj dalej »



Foto:www.facebook.com/radamiejskawlodzi/

 

Na dzisiejszej sesji Rady Miejskiej Łodzi radni uchwalili bezpłatne (?) obiady w podstawówkach. Oto fragment informacji, jaką na ten temat znaleźliśmy na stronie Radia łódź:

 

Społeczny projekt uchwały pod którym podpisało się 1700 mieszkańców, trzy tygodnie temu został zablokowany głosami koalicji PO-SLD. Wrócił jednak pod obrady łódzkiej Rady Miejskiej i tym razem poparły go wszystkie kluby. […]

 

Mimo to inicjatorzy projektu są zadowoleni, że udało się osiągnąć kompromis. – Sukcesem jest to, że temat dożywiania dzieci stał się tematem ogólnopolskimprzekonuje jedna z pomysłodawczyń uchwały Agata Kobylińska.

 

Program bezpłatnych obiadów w łódzkich podstawówkach ma zostać opracowany do marca przyszłego roku, a ruszyć od września 2019. Wiadomo już, że nie we wszystkich szkołach uda się go od razu uruchomić. W ponad 30 podstawówkach nie ma odpowiedniej infrastruktury – stołówek, lub kuchni. Program bezpłatnych obiadów objąć ma miejskie szkoły podstawowe.

 

 

Źródło: www.radiolodz.pl

 

 

O „krótkiej historii batalii o darmowe obiady w łódzkiej radzie miejskiej” zobacz także w TV TOYA: „Sesja obiadowa łódzkiego samorządu”    –    TUTAJ



Foto: www.plandaltonski.pl

 

Marek Jankowski

 

Dziś nadrabiamy zaległości i zaglądamy na stronę plandaltoński.pl. Jako pierwszy podkast, nagrany po wakacjach, wczoraj pojawiła się tam rozmowa z z Markiem Jankowskim – przedsiębiorcą mieszkającym w Wielkiej Brytanii. Jest to rozmowa „wirtualna” – przeprowadzona bez fizycznej obecności rozmówcy przed mikrofonem Planu Daltońskiego.

 

Oto jak Robert Sowiński zapowiada to trwające ponad godzinę nagranie, którego tytułem jest pytanie: „Czy w szkole jest miejsce dla przedsiębiorczości?”

 

O rozmowie z Markiem Jankowskim myśleliśmy już od dawna, choć znamy się tylko z tego, że oboje z Anią jesteśmy słuchaczami jego podcastu Mała Wielka Firma.

 

Czy przedsiębiorczość jest dla każdego? Czy każdy potrzebuje tej kompetencji? Jak współczesny nauczyciel może rozwijać swoje kompetencje korzystając z różnych źródeł wiedzy? To tylko kilka pytań, na które wspólnie z Markiem znajdujemy odpowiedzi.

 

Dzisiejszy podcast jest bardzo poradnikowy, można po prostu notować i stosować w praktyce pomysły, jakimi dzieli się z nami nasz rozmówca. Spośród wielu celnych uwag, w podsumowaniu słyszymy, że jedną z ważniejszych współcześnie kompetencji jest umiejętność słuchania – jak spójne z tym co robią nasi słuchacze – bo daje ona możliwość otwierania się na innych, a to pomaga w osiąganiu sukcesów. Marek podkreśla aby patrzeć na innych ludzi z zaciekawieniem i z szacunkiem wobec różnorodności. Ważną we współczesnym świecie jest również komunikacja, a w szczególności umiejętność zaprezentowania swoich myśli. Całą rozmowę można podsumować przesłaniem, jakie daje nam Marek Jankowski: Każdy z nas może skorzystać na tym, że wnosi wartość w życie innych ludzi. […]

 

 

Oto link do, podkastu „Czy w szkole jest miejsce dla przedsiębiorczości? – rozmowa z Markiem Jankowskim”   –   TUTAJ

 

Źródło :www.plandaltonski.pl



Wczoraj, 17 września, wasz „obserwator edukacji” uczestniczył w XVII Poniedziałku z psychoterapią, które o spotkanie, już tradycyjnie, odbyło się w Domu Literatury. Jak należy wnioskować z numeracji – jest to cykliczna, comiesięczna impreza, której inicjatorem jest Polski Instytut Ericksonowski, a gospodarzem i rozmówcą zapraszającym specjalistów Krzysztof Klajs – współzałożyciel i jego dyrektor.

 

 

Wczorajszą rozmówczynią była Dorota Fornalska – socjolog z wykształcenia, która od ponad 20-u lat zajmuje się terapią rodzinną w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dla Młodzieży w Łodzi. Rozmowa toczyła się wokół zapowiedzianego wcześniej tematu – „Indywidualne nauczanie i co dalej?”.

 

Mylił by się tan, kto spodziewał by się, że punktem wyjścia dla tego dialogu stanie się gorący konflikt rodziców uczniów z niepełnosprawnościami,którzy protestują przeciw pozbawieniu ich dzieci możliwości, istniejącej do niedawna, pozwalającej łączyć tę formę realizacji obowiązku szkolnego z możliwością podtrzymywania przez tych uczniów choć szczątkowych więzi społecznych, poprzez prowadzenie tych indywidualnych zajęć na terenie szkoły, z możliwością uczestniczenia wraz z innymi uczniami na wybranych lekcjach.

 

 

Nieliczni uczestnicy tego spotkania wysłuchali relacji pani Doroty Fornalskiej z jej sondażowych badań problemu skuteczności nauczania indywidualnego, trwającego – na poziomie szkoły ponadpodstawowej – dwa lata lub dłużej, polegających na wywiadach z dwudziestoma absolwentami, którzy przed kilkoma laty w tej formule ukończyli szkołę średnią. Rozmówcy, pytani o ocenę tej formy edukacji w przytłaczającej większości (18 osób na 20 badanych)oceniali ją dobrze. Chwilę później dowiedzieliśmy się, że w 80% respondentów przyznawało, że mają kłopoty z funkcjonowaniem społecznym (brak lub częsta zmiana miejsc pracy, zamieszkiwanie u rodziców itp.).

 

Wcześniej pani Fornalska poinformowała, że przyczynami orzeczeń o indywidualnym nauczaniu były stany (lub epizody) depresyjne, fobie szkolne lub rzadziej – trudności adaptacyjne do nowej szkoły.

 

Było jeszcze o „kontekście” rodzinnym (rozbite rodziny, syndrom opuszczenia), o odrzuceniu lub napiętnowaniu przez środowisko rówieśnicze. Jednak – co najbardziej budziło protest w relacjonującym to spotkanie – przez cały czas tego dialogu SPECJALISTÓW o owych uczniach szkół ponadgimnazjalnych (czyli 16 lat i więcej) mówiono „DZIECI”!’

 

Zamiast podsumowania owego XVII Poniedziałku z psychoterapią podam jeszcze informację, że po godzinie rozmowy psychologa klinicznego, psychoterapeuty i superwizora – dyrektora PIE – Krzysztofa Klajsa z socjoterapeutką Dorotą Fornalską z PPPoradni dla Młodzieży tylko jedna osoba z grona słuchaczy czuła potrzebę zadania pytania…

 

 

Tekst i zdjęcia
Włodzisław Kuzitowicz



 

Już od bardzo dawna nie zaglądaliśmy na BELFERBLOGA, prowadzonego od wielu, wielu lat na stronach POLITYKI przez nauczyciela łódzkiego XXI Liceum Ogólnokształcącego – Dariusza Chętkowskiego.

 

 

Z ostatnich jego wpisów wybraliśmy ten sprzed kilku dni, gdyż świadczy on, ze są w naszym systemie szkolnym takie tematy, które co i raz powracają jako „aktualne„, gdyż kolejne władze oświatowa nie potrafiły się z problemami, których one dotyczą, uporać.

 

Tak się składa, że piszący te sowa doskonale pamięta, że w tej właśnie szkole, o to samo walczył jej ówczesny uczeń w 2005 roku, o czym i wtedy informował pan profesor Chętkowski. Oto ten – współczesny – wpis, zatytułowany Pełnoletni uczniowie walczą o swoje prawa”:

 

 

Szkoła wymaga, aby pełnoletni uczniowie prosili rodziców o zgodę na wcześniejsze wyjście z lekcji. Bez kartki z podpisem rodzica nie da się nawet samodzielnie wrócić do domu z kina (nauczyciel odprowadza grupę pod szkołę). Swoich nieobecności także nie mogą usprawiedliwiać uczniowie – nawet jeśli skończyli 18 lat. To rodzi poczucie niesprawiedliwości i prowadzi do buntu.

 

Część uczniów decyduje się na śmiały krok i na piśmie żąda od szkoły respektowania praw, jakie przysługują pełnoletniemu obywatelowi. Gdy to nic nie daje, składają oświadczenie, że nie pozwalają szkole, aby informowała kogokolwiek, także rodziców, o sprawach związanych z ocenami, nieobecnościami itd. Tu w grę wchodzi RODO – człowiek ma prawo do ochrony danych na temat swojej osoby. Gdy chodzi o osobę pełnoletnią, nikt nie musi potwierdzać jej decyzji. Uczniowie proszą więc, aby rodzice nie mieli dostępu do dziennika elektronicznego. Co na to szkoła?

 

Szkoła powołuje się na swoje wewnętrzne przepisy, na statut, w którym nie ma podziału na uczniów niepełnoletnich i pełnoletnich. Wszyscy są traktowani jednakowo. Na pewno to ułatwia rządzenie ludźmi w trudnym wieku, ale czy jest zgodne z prawem? No cóż, drodzy uczniowie, musicie walczyć o swoje – bez walki nawet w państwie demokratycznym nie macie żadnych praw.

 

 

Polecamy także lekturę licznych komentarzy – oto kilka z nich:

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.solidarnosc.org.pl/oswiata/

 

Pod hasłem „Czerwona kartka dla pani ministerokoło pięciu tysięcy związkowców protestowało 15 września przed gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej. Delegacja przedstawicieli Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „S” wręczyła minister Annie Zalewskiej petycję z postulatami oświatowej „Solidarności”.

 

Protestujący mieli na transparentach i wykrzykiwali między innymi hasła: „Dość pozorowanego dialogu”, „Niskie płace dla nauczycieli to wstyd dla polityków”, „Godna płaca za ciężką pracę”, „Nauczyciel to nie wolontariusz”. Na znak protestu wobec polityki MEN wznosili czerwone kartki.

 

Choć poparliśmy reformę systemu edukacji, to nie popieramy degradacji zawodu nauczycielamówił Ryszard Proksa, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

 

Najważniejsze postulaty oświatowej „Solidarności” to podwyższenie płac w wysokości 15 procent od 1 stycznia 2019 r., zmiana systemu wynagradzania i systemu finansowania zadań oświatowych, usunięcie niekorzystnych przepisów dotyczących oceny pracy i awansu zawodowego nauczycieli i likwidacja godzin karcianych.[…]

 

 

Czytaj dalej »



 

Gdyby nie portal „Edukacja, Internet, Dialog”, na którego stronę mamy zwyczaj zaglądać „od czasu do czasu” czy nie zamieszczono tam jakiegoś godnego – użyjemy tu ulubionego przez dyrektora Janusza Moosa słowa – multiplikacji, nigdy nie dowiedzielibyśmy się o najnowszym „osiągnięciu” pewnego, znanego nam już od dawna, wielodzietnego małżeństwa Elbanowskich. Bo nie monitorujemy ich aktywności na bieżąco.

 

A właśnie tam zauważyliśmy, zamieszczony 12 września tekst, zatytułowany „Raport Fundacji Rzecznik Praw Rodzica – ‚Obszary edukacji wymagające zmian'”. To bardzo pouczający materiał, z którym powinni zapoznać się wszyscy, którzy zamierzają zarobić duże pieniądze „odkrywając Amerykę”.

 

Informujemy, że na fanpage Fundacji Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców tekst ten został opublikowany 27 sierpnia 2018 roku – w formie identycznej, jak podał go portal EID, powołując się na – jak się okazuje – nieaktywne źródło: < Rzecznik Praw Rodziców>, która to informacja ma wszelkie cechy linku. Jednak po „kliknięciu” możemy odczytać tylko słowa: „Niestety, nie udało się odnaleźć tej strony”.

 

Postanowiliśmy poszukać owego „źródła” na własną rękę. Zaczniemy od przypomnienia, że fundacja ta została wpisana do rejestru stowarzyszeń 26 stycznia 2010 roku, że jej prezesem jest Karolina Elbanowska, a jednym z trojga członków zarządu jest jej mąż – Tomasz Elbanowski. [Źródło: www.krs-online.com.pl]

 

Nie musimy chyba przypominać roli, jaką odegrało to małżeństwo i ich fundacja w boju pod hasłem „Ratujmy maluchy„, ale może nie wszyscy pamiętają ścisłe związki tej pary z aktualną szefową MEN. W tym celu posłużymy się fragmentami publikacji z tygodnika „Newsweek”:

 

 

Czytaj dalej »



Dziś nie będzie kontynuacji tematu o „sadzeniu róż świadomości obywatelskiej” w umysłach naszych uczniów. Dzisiaj zaryzykuję i wejdę na grunt, może nie grząski, ale bezapelacyjnie „śliski” i podejmę próbę odpowiedzi na pytanie:

 

Czy nauczyciele aktualnie pracujący w polskich szkołach – jako kategoria zawodowa, ale i jako określone tą profesją środowisko społeczne – są gotowi do przeprowadzenia „oddolnej” rewolucji systemu?”

 

A co do tego ma tytuł tego felietonu? Poczytajcie dalej, to się dowiecie!

 

Już na wstępie zastrzegam, że będzie to tylko próba, że mam świadomość iż temat przerasta skromne możliwości emeryta-felietonisty (co prawda z bogatą i różnorodną co do zdobytych doświadczeń przeszłością) i że tak naprawdę robię to nie po to, aby na tak sformułowany „problem badawczy” odpowiedzieć moją „jedynie słuszną” diagnozą (jak to lubią czynić różni utytułowani naukowcy), ale aby sprowokować (optymista ze mnie!) ewentualną dalszą dyskusję…

 

Skąd w ogóle takie pytanie? Bezpośrednim bodźcem stał się post z profilu dr Żylińskiej, który sprowokował mnie wczoraj do zamieszczenia materiału o dwu obliczach tej samej szkoły. Oto fragmenty tego tekstu, które „zasiały” ziarno dzisiejszego felietonu:

 

Nauczyciele mają w społeczeństwie złą opinię. To fakt, nad którym ubolewam, bo sama znam wielu świetnych i oddanych dzieciom /uczniom nauczycieli. Ale jak długo pracują w szkołach nauczyciele, którzy dzieci krzywdzą, i którzy dostarczają niemoralnych wzorców zachowania, tak długo wszyscy przedstawiciele tej grupy zawodowej będą mieli zły PR. Bo jeden nauczyciel, który wymusza podpisy pod takim dyktatem, psuje opinię stu świetnym pedagogom.[…]

 

Łódź to miasto, w którym chyba dzieje się najwięcej, jeśli chodzi o zmiany modelu szkoły. To miasto, w którym wielu nauczycieli stara się tworzyć uczniom przyjazne warunki, ale właśnie z Łodzi dostałam najgorsze regulaminy i „kontrakty.”

 

No właśnie! A już niedługo, bo 29 września, pod hasłem „Razem zmienimy edukację”, odbędzie się spotkanie założycielskie Łódzkiego Regionalnego Klubu Budzących się Szkół.

 

Sądząc po tak sformułowanym haśle, organizatorzy spotkania są przekonani, że taka zmiana jest możliwa. Kluczowy w nim jest jednak desygnat tego małego słowa „razem”. Bo można je interpretować wąsko: „Razem z tymi, którzy wstąpią do tego klubu”, ale można też szeroko: „Wszyscy nauczyciele w łódzkich (i ościennych) szkołach będą w stanie zmienić edukację„.  A my, członkowie tego Klubu, będziemy taką „Pierwszą Kadrową” na tej drodze do niepodległości ucznia w szkole…

 

Jeśli miałbym wyznać tutaj która z tych wersji, według mnie, jest bliższa prawdy, to opowiadam się za tą drugą. A to dlatego, że taka wizja „eduzmieniaczy„, żyjących w przekonaniu o „sprawczej sile własnego przykładu” może prowadzić jedynie do przekształcenie owych „klubowiczów” w oświatową sektę, traktowaną przez pozostałe „masy nauczycielskie” co najwyżej tak, jak Amisze są traktowani w USA, albo ortodoksyjni Żydzi, paradujący w swych chałatach po uliczkach Jerozolimy, będący w tłumie pozostałych obywateli Izraela swoistą „atrakcją turystyczną”.

 

I taka wersja jest wersją optymistyczną. Bo możliwa jest także taka, w której członkowie Regionalnych Klubów Budzących się Szkół zaczną być postrzegani przez pozostałą brać nauczycielską jako zagrożenia dla ich „małej stabilizacji”. A to może wywołać działania „obronne”, przejawiające się w jeszcze mocniejszym „okopaniu się na zajmowanych pozycjach„, a być może także w formie swoistych działań „sanitarnych” – dążeniu do zniszczenia ognisk „zarazy”!

 

Dlatego ja opowiadam się za wersją „Pierwszej Kadrowej”. Byle by nie powtarzać błędów Piłsudskiego, który nie przewidział, że nikt w Kongresówce, a konkretnie w Kielcach, nie będzie ich witał entuzjastycznie. Jak wspominał po latach generał Felicjan Sławoj Składkowski „Ludność przyjęła nas dość obojętnie. Pojedynczy ludzie witali nieśmiało”.

 

 

Czytaj dalej »



Dr Marzena Żylińska zamieściła w piątek,14 września późnym wieczorem, na swoim profilu taki post ze zdjęciem, dokumentującym opresyjny charakter systemu, stosowanego w szkole, z której ten „kontrakt” pochodzi.

 

I to jest jedno oblicze pewnej łódzkiej szkoły. Oto ono:

 

[…] Gdy piszę o tym, że szkoła jest opresyjna, często pojawia się argument, że przesadzam, że dzieci nie są traktowane surowiej niż dorośli. A ja uważam, że są, że wobec dzieci stosujemy metody, których nigdy nie zastosowalibyśmy wobec osób dorosłych i z pewnością, nie życzylibyśmy sobie, żeby stosowano je wobec nas.

 

[Oto przykład]

 

Foto: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

Punkt 3.
Informacja o terminie kartkówki podana będzie przynajmniej dzień wcześniej, chyba, że złe zachowanie klasy sprowokuje mnie do zrobienia na danej lekcji kartkówki „karnej”.

 

Punkt 10.
Każdą Twoją aktywność na lekcji ocenię plusem lub minusem, pięć plusów to ocena bardzo dobra, … .

 

 

Skanów PZO / PSO lub tzw. kontraktów dostałam od początku roku ponad sto. Nie widziałam takiego, który uwzględniałby potrzeby obu stron.W większości regulaminów i „kontraktów” (dla mnie to są dyktaty), które dostałam, jest mowa o karnych kartkówkach i o tym, ze nauczyciel został do ich zrobienie sprowokowany.

 

Co na to psychologowie? Jak to oceniacie? – „Musiałam ich ukarać, bo zostałam do tego sprowokowana.”  W większości przesłanych regulaminów jest też mowa o tym, że uczniowie będą cały czas oceniani. na każdej lekcji.

 

 

Czytaj dalej »



Na portalu „Juniorowo” wytropiliśmy obszerny artykuł autorstwa Wojciecha Musiała – współtwórcy i współwłaściciela „Juniorowa”, pt. „Helikopterowi rodzice – kiedy troska rodziców bardziej szkodzi niż pomaga”.

 

 

Foto: www.25lat.rmf.fm

 

Wojciech Musiał

 

Zdecydowaliśmy się zainteresować naszych czytelników poruszonym tam problemem nadopiekuńczości rodziców, gdyż zjawisko to ma swe bardzo odczuwalne przez nauczycieli konsekwencje – i to nie tylko na płaszczyźnie formalno-prawnej, ale przede wszystkim jako główna przeszkoda w wypracowywaniu nietoksycznych, partnerskich relacji nauczyciel – rodzic.

 

Oto kilka, wybranych z tego obszernego tekstu, fragmentów i – oczywiście – link do całości.

 

 

[…] Skąd się wzięli helikopterowi rodzice

 

Jeszcze w latach siedemdziesiątych zeszłego wieku amerykańscy rodzice nie mieli żadnego problemu z otwarciem drzwi wejściowych do domu i wypuszczeniem dzieci na zewnątrz. A one rozbiegały się po okolicy eksplorując ulice, parki, place zabaw a także miejsca, w których być ich nie powinno: budowy, opuszczone fabryki, niestrzeżone wody itp. Nie było telefonów komórkowych ani lokalizatorów GPS. Rodzice nie wiedzieli, co ich dzieci robią, dopóki nie wróciły do domu na kolację. Rodzice rzadko też angażowali się w pomoc przy zadaniach domowych, bo ówczesna szkoła nie obciążała nimi zanadto. Nie widzieli również nic złego w zapaleniu papierosa czy wypiciu drinka w obecności swoich pociech, czego akurat nie powinniśmy pochwalać, ale co jest doskonałą ilustracją ówczesnego swobodnego podejścia do wychowania.

 

Podobnie w Polsce. Pokolenie obecnych trzydziesto- czterdziestolatków wychowywało się jeszcze z kluczem na szyi. Po szkole wracaliśmy do pustych domów, bo oboje rodzice byli w pracy. Sami odgrzewaliśmy sobie jedzenie, sami odrabialiśmy lekcje (albo i nie), a potem biegliśmy na podwórko, żeby do wieczora grać w piłkę, bawić się w chowanego lub realizować inne pomysły, od których dorosłym ścierpłaby skóra, gdyby tylko wiedzieli. Sam pamiętam ganianie po piętrach nieukończonego bloku na pobliskiej budowie, której stróż nie był w stanie upilnować przed bandą ruchliwych chłopaków.[…]

 

Helikopterowi rodzice – kontrola totalna

 

Zaangażowanie rodziców w wychowanie dzieci szybko przestało ograniczać się do organizowania popołudniowych spotkań. W tej chwili nadopiekuńczy rodzice kontrolują każdy aspekt życia dziecka. Wożą je samochodami do szkoły, ze szkoły na zajęcia dodatkowe, z zajęć do domu. Wieczorami odrabiają z nimi lekcje, a bardzo często je w tym wyręczają, gdy przeciążone nauką dzieci nie dają już rady. Kontrolują ich postępy w nauce (dzienniki elektroniczne zapewniają stały dostęp do ocen), a jeśli dziecko zostanie ocenione za nisko, bez wahania wszczynają dyskusję z nauczycielem.

 

 

Czytaj dalej »