Ten piąty już tekst z cyklu esejów wspomnieniowych „Moje lata . . . dziewiąte” będzie pod wieloma względami różny od poprzednich. Przede wszystkim dlatego, że nie będzie koncentrował się na jednym, wiodącym, uznanym przeze mnie za najbardziej godny wspomnienia, wydarzeniu tego roku, jak to było w poprzednich esejach. Tak samo jak wspomnienie z 1989 roku nie będzie dotyczyło pory wakacyjnej – bo i w tym roku nic z tych dwu letnich miesięcy nie utkwiło w mej pamięci.

 

Przedostatni rok XX wieku zapisał się w mojej pamięci jako – chyba jeden z nielicznych w moim życiu zawodowym – rok konsumowania owoców aktywności, przejawianej w latach poprzednich. I choćby dlatego, podobnie jak to już robiłem, nie mogę nie zdać sprawozdania z tego co działo się w owej kolejnej dekadzie jaka minęła od czasu, opisanego w poprzednim eseju „Mój rok 1989, czyli ostatni dzwonek dla samorządności”.

 

A działo się trochę, oj działo…

 

Jak to już opisałem w innym tekście, z 1 września 2018 roku, w „Eseju o tym, że 30 lat temu zostałem dyrektorem WPW-Z i czym to się skończyło31 października 1992 roku przestałem być dyrektorem WPW-Z w Łodzi, i po kilku epizodach pracowniczych [2,5 miesiąca jako kierownik Środowiskowego Ogniska Wychowawczego TPD na Widzewie-Wschodzie oraz 7,5 miesiąca w strukturach Wojewódzkiego Biura Pracy w Łodzi – jako kierownik Wydziału Rynku Pracy (!)] – z dniem 1 września 1993 roku, po wygraniu, ogłoszonego w trybie nagłym konkursu na to stanowisko, zostałem dyrektorem Zespołu Szkół Budowlanych nr 2 w Łodzi. Nie przypadkiem w tytule tego eseju użyłem określenia „moja Budowlanka”. Pełną informację, uzasadniającą ten zaimek, znajdą czytelnicy w tekście mojego autorstwa, zamieszczonym w okolicznościowym wydawnictwie, powstałym z okazji 70-lecia tej szkoły” „Moja Budowlanka – dwa wspomnienia” – od strony 37 do 47 – patrz plik pdf    –   TUTAJ

 

Wspominany dziś rok był szóstym rokiem mojego dyrektorowania w tej szkole, pierwszym rokiem drugiej kadencji, na którą kurator oświaty powołał mnie w trybie „bezkonkursowym” – po pozytywnym zaopiniowaniu mojej pierwszej „pięciolatki” przez radę pedagogiczną i wcześniejszej wyróżniającej ocenie mojej pracy, dokonanej przez wizytatora KO.

 

Był to także pierwszy rok po dwu poprzednich, które obfitowały w stresujące wydarzenia z pogranicza polityki i potencjalnych (kolejnych!) zmian mojej ścieżki kariery zawodowej.

 

Rok 1997 był rokiem kolejnych wyborów do Parlamentu. Muszę w tym miejscu poinformować o mojej aktywności politycznej. Otóż w historycznym 1990 roku, kiedy to Lech Wałęsa ogłosił „wojnę na górze”, kiedy wymuszono na Jaruzelskim rezygnację z urzędu Prezydenta i ogłoszono pierwsze w dziejach Polski bezpośrednie wybory na ten urząd (w II RP prezydentów wybierało Zgromadzenie Narodowe), postanowiłem włączyć się w ruch poparcia dla Tadeusza Mazowieckiego, kandydującego na ten urząd i wstąpiłem do ROAD (Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna). Byłem w dniu pierwszej tury wyborów (25 listopada 1990 r.) mężem zaufania tej partii w jednej z retkińskich komisji wyborczych. Po przegraniu przez Mazowieckiego, już w pierwszej turze (z tajemniczym „spadochroniarzem, niejakim Stanisławem Tymińskim) ROAD przekształcił się w Unię Demokratyczną – oczywiście z Tadeuszem Mazowieckim jako jej przewodniczącym, której „z automatu” zostałem członkiem. Gdy w 1993 roku Unia Demokratyczna połączyła się z Kongresem Liberalno-Demokratycznym i ta nowa partia przyjęła nazwę „Unia Wolności” – w oczywisty sposób kontynuowałem tam moją działalność partyjną. Nie wnikając w szczegóły – byłem członkiem Zarządu Koła Retkinia i członkiem Rady Regionalnej UW. Nie muszę chyba dodawać, że moja działalność ogniskowała się na obszarach oświaty i wychowania.

 

I tak dochodzimy do okresu poprzedzającego kampanię wyborczą przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, wyznaczonymi na 21 września 1997 roku. Na kilka miesięcy przed tą datą, podczas jednego z posiedzeń Łódzkiej Rady Regionalnej UW, ówczesna łódzka posłanka z ramienia UW – Maria Dmochowska zaproponowała, abym został jednym z kandydatów do Sejmu na łódzkiej liście UW. Oczywiście – na dalekim „niebiorącym” miejscu, ale z intencją poszerzenia spektrum ewentualnych wyborców o środowisko oświatowe.

 

Czytaj dalej »



Foto:www.gastrowiedza.pl

 

Młodocianymi pracownikami są nie tylko mechanicy czy ślusarze…

 

 

Niezawodny porttal Prawo.pl trzyma rękę na pulsie. Tym razem w zamieszczonym tam wczoraj tekście pt. „Wyższe wynagrodzenia dla uczniów odbywających przygotowanie zawodowe” można dowiedzieć się jak nasze państwo postanowiło zachęcić młodzież kończącą szkoły podstawowe do wybierania szkół branżowych, a nie ogólnokształcących. Oto fragmenty tego artykułu:

 

[…] Od 1 września 2019 r. o 1 punkt procentowy zostaną zwiększone wynagrodzenia młodocianych pracowników odbywających przygotowanie zawodowe w formie nauki zawodu. Pracodawcy będą mogli ubiegać się o refundację kosztów tej podwyżki. […] Podwyżki otrzymają młodociani pracownicy (co do zasady osoby między 15* a 18 rokiem życia) odbywający przygotowanie zawodowe w formie nauki zawodu. Obowiązkowa podwyżka będzie wynosić 1 punkt procentowy, a wynagrodzenie młodocianego ma być obliczane w stosunku procentowym do przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, tak aby wynosiło ono:

 

w pierwszym roku nauki nie mniej niż 5 proc., tj. 247,55 zł (obecnie to 4 proc., czyli  198,04 zł), czyli wzrost o 25 proc.;

w drugim roku nauki nie mniej niż 6 proc., tj. 297,06 zł (obecnie to 5 proc., czyli 247,55 zł), czyli wzrost o 20 proc.;

w trzecim roku nauki nie mniej niż 7 proc., tj. 346,56 zł (obecnie to 6 proc., czyli 297,06 zł), czyli wzrost o ponad 16 proc.

 

[…] Podwyżki wynagrodzeń dla młodocianych pracowników będzie można refundować pracodawcom z Funduszu Pracy (wyjątkowo w 2019 r. środki wydatkowane przez pracodawców będą refundowane z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). Pracodawca, który będzie chciał skorzystać z takiej refundacji będzie musiał złożyć odpowiedni wniosek do Ochotniczego Hufca Pracy.

 

 

Cały artykuł „Wyższe wynagrodzenia dla uczniów odbywających przygotowanie zawodowe”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl

 

 

*Nowa definicja terminu „młodociany pracownik”   –   TUTAJ



Foto: www.24jgora.pl

 

Jedna z wielu wiejskich szkół, nad którymi wisi groźba likwidacji z powodu zbyt małej liczby uczniów – Szkoła Podstawowa w Sosnówce, gmina Podgórzyn, powiat jeleniogórski.

 

 

Na „Portalu Samorządowym” zamieszczono wczoraj tekst autorstwa Bogdana Bugdalskiego, zatytułowany „Gminy wiejskie nie chcą być premiowane za sztuczne utrzymywanie małych szkół”. Jego pierwsza część dotyczy projektu rozporządzenia MEN, zawierającego sposób podziału dodatkowej subwencji oświatowej na ten rok, który – jak informuje autor – został odrzucony przez wszystkie korporacje samorządowe – w tym Związek Gmin Wiejskich RP. Oto pierwszy fragment tego materiału:

 

[…] W konsultowanym obecnie ministerialnym projekcie rozporządzenia w sprawie sposobu podziału dodatkowej subwencji oświatowej na ten rok sprzeciw samorządowców budzi nie tylko kwota samej subwencji w wysokości 1 mld zł, która nie pokrywa kosztów oszacowanych przez samo ministerstwo na ponad 1,4 mld zł, ale i nowy model podziału subwencji, w którym dodatkowe środki – oczywiście w ramach puli 1 mld zł, miałyby wesprzeć biedniejsze gminy.

 

W związku z powyższym strona samorządowa na kolejnych zespołach KWRiST – ds. edukacji, który zebrał się 6 sierpnia, i zespole ds. systemu finansów (7 sierpnia) zaopiniowały negatywnie ten projekt. Oprotestowały go również wszystkie korporacje samorządowe, w tym Związek Gmin Wiejskich RP, chociaż niewątpliwie propozycja ministra Piontkowskiego, mimo że nieco skąpa, była korzystna dla biedniejszych gmin, zwłaszcza gmin wiejskich. Można było się nawet spodziewać, że te małe gminy ucieszą się, że dostaną jakiś dodatkowy grosz na prowadzone przez siebie małe szkoły, bo to kryterium tak naprawdę ich dotyczyło.[…]

 

A drugiej części autor informuje o stanowisku samorządów wobec, rzekomego ich zdaniem, promowania przez ten projekt małych szkół wiejskich:

 

[…] Można było się nawet spodziewać, że te małe gminy ucieszą się, że dostaną jakiś dodatkowy grosz na prowadzone przez siebie małe szkoły, bo to kryterium tak naprawdę ich dotyczyło.

 

– Nie do końca. Mała liczba uczniów w klasie i istnienie małych szkół często nie wynika z działań samorządu, ale jest efektem oportunizmu kuratorów oświaty, którzy nie zgadzają się na racjonalizację sieci szkół. Jeśli za taką postawę kuratora ma być premia dla gminy, która nie widzi sensu utrzymywania szkoły małolicznej, to nie jest to najlepsze rozwiązaniemówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny ZGW RP.  Dodaje, że związek jest przeciwny sztucznemu utrzymywaniu szkół, bo to za dużo kosztuje i żadna subwencja nie zrównoważy kosztów. Podkreśla też, że od czasu zmiany rządu nieznany jest mu przypadek, aby jakiś kurator oświaty wyraził zgodę na przekształcenie bądź likwidację placówki.[…]

 

 

Cały tekst Gminy wiejskie nie chcą być premiowane za sztuczne utrzymywanie małych szkół”    –    TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

 

Przeczytaj także:

 

Artur Radwan, MEN stawia na komfort uczniów. Ale nie w dużych miastach    –    TUTAJ

 

 

Obronią szkołę w Sosnówce ? Oddaj swój głos w sondzie   –    TUTAJ



 

31 sierpnia 2019 roku – III Spotkanie Grupy FB „Ocenianie Kształtujące” – Dolnośląska Szkoła Wyższa – Wrocław

 

 

Podczas spotkania będzie można uczestniczyć w wielu warsztatach. Jednym z nich jest warsztat, który poprowadzi dobrze nam znana dyrektorka łódzkiej Szkoły Podstawowej nr 137 im. A. Kamińskiego – Ewa Morzyszek-Banaszczyk:

 

Daltońskie inspiracje, czyli dlaczego i jak zacząć w kontekście respektowania praw dziecka”.

 

Będzie to wprowadzenie do strategii pracy planem daltońskim. Strategia planu daltońskiego jest alternatywą wobec transmisyjnego procesu nauczania. Wprowadza w realizację działań w zgodzie z konstruktywizmem rozwojowym i społecznym. Uczestnicy znajdą tam odpowiedzi na następujące pytania:

 

Jak w warunkach szkoły publicznej wspierać w uczniów w rozwoju samodzielności, współpracy i odpowiedzialności za proces uczenia się?

 

-Jak zwiększyć motywację wewnętrzną ucznia i jego zaangażowanie w proces ucznia się?

 

 

Organizatorzy proszą wszystkich, którzy chcieliby uczestniczyć w III Spotkaniu Grupy FB Ocenianie Kształtujące o wypełnienie formularza zgłoszeniowego. Osoba, która zamierza poprowadzić warsztat lub wykład proszona jest o poinformowanie o tym. Po wysłaniu formularza, oczekujcie Państwo na maila od Pauliny Hawrylewicz.

 

Formularz zgłoszeniowy   –   TUTAJ

 

 

Źródło:www.facebook.com/beata.agnieszka.zet?



Ostatni tydzień przyniósł sporo okazji do przeżywania zaskoczeń dla tych z nas, którzy śledzili rozwój afery samolotowej z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim w roli głównej. Po dniach publikowanie kolejnych kłamliwych wersji o liczbie dysponowanych przez niego lotów na stałej trasie Warszawa – Rzeszów, o zbieżności ich terminów z wydarzeniami kampanii wyborczej do Parlamentu UE, o tym kto mu towarzyszył, czy była tam jego rodzina, czy zdarzyło się, że samolotem leciała tylko żona, bez Marszałka… Później był dzień tajnych narad w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej, spekulacje dziennikarzy: „odwoła czy nie odwoła” (prezes Kaczyński Marszałka), a na końcu niespodzianka. Ale nie ta, że odwołał, ale na kogo wskazał „Palec Prezesa”… Nie na wicemarszałka Ryszarda Terleckiego, nie na którąś z funkcjonujących na dziennikarskiej „ giełdzie” posłanek: Małgorzatę Gosiewską, ani Małgorzatę Wassermann.

 

Prezes Kaczyński wybrał Elżbietę Witek, w swoim czasie „panią od historii i WOS” w Szkole Podstawowej nr 2 w Jaworze na Dolnym Śląsku. Po kilku latach została ona jej dyrektorką, a po tym jak – z inicjatywy dyrektor Witek– połączono tę szkołę z powstałym gimnazjum, także dyrektorką utworzonego tam Zespołu Szkół Ogólnokształcących.

 

Zaprawdę, niezbadane są wyroki – nie tylko Opatrzności Bożej, ale także Prezesa z Nowogrodzkiej! Dlaczego tak uważam? Już śpieszę uzasadnić

 

. Czytaj dalej »



Foto: www.gov.pl/web/edukacja/

 

Minister Zalewska na konferencji o szkolnictwie zawodowym w Chełmie 7 lutego 2019 roku chwaliła reformę i rozwój szkół branżowych.

 

 

Miało być tak dobrze, a wyszło jak zawsze! Wbrew wszelkim zapewnieniom pani minister Zalewskiej w tak świetnie przygotowanym i unowocześnionym systemie kształcenia zawodowego, jak to głosiła na licznych konferencjach, kończąca się powoli rekrutacja absolwentów gimnazjów i ośmioklasowych szkół podstawowych do szkół zawodowych, w tym zwłaszcza szkół branżowych, udowodniła, że nie wystarczy mieć wizję.

 

Oto obraz rzeczywistego zainteresowania szkolnictwem zawodowym – w opublikowanym wczoraj na łamach „Gazety Prawnej” artykule Klary Klinger i Patrycji Otto, zatytułowanym „Nie ma chętnych do nauki w zawodówkach. Trwa boom na licea ogólnokształcące”. Poniżej przytaczamy jego fragmenty i zamieszczamy link do jego pełnej wersji:

 

 

[…] Zainteresowanie nowymi zawodówkami jest na poziomie błędu statystycznego – sięga najczęściej 2, 3 proc. Tak wynika z sondy DGP przeprowadzonej w miastach wojewódzkich.

 

Eksperci wskazują kilka przyczyn. Po pierwsze, nie udało się odbudować prestiżu szkoły zawodowej, wręcz odwrotnie – pojawia się tu coraz więcej problemów z zapewnieniem m.in. odpowiedniej kadry. Po drugie, powodem mogą też być coraz bardziej rozbudzone aspiracje bogacącego się społeczeństwa, m.in. dzięki zmniejszającemu się bezrobociu i 500 plus. […]

 

Łódź to przykład miasta, w którym odsetek aplikujących do liceum zwiększył się najbardziej. W 2017 r. do tego rodzaju szkoły chciało pójść 58,5 proc. uczniów; w tym roku już 62,06 proc. Stało się tak pomimo trwającego od pięciu lat programu „Ucz się Łodzi” promującego szkolnictwo zawodowe.

 

Czytaj dalej »



 

Artykuł Patrycji Otto: „Szkoły nie są z gumy. Podwójny rocznik oznacza większe ryzyko wypadków” w „Gazecie Prawnej”

 

 

[…] W ocenie Artura Murgrabi, eksperta Koalicji Bezpieczni w Pracy, choć dyrektorzy są świadomi odpowiedzialności za kadrę oraz uczniów i z pewnością zrobią wszystko, by zagrożenie zminimalizować, to z większą wypadkowością w szkołach należy się liczyć.

 

Przepisy oświatowe bowiem nie określają np., ile osób może przebywać w salach lekcyjnych w liceum czy technikum ani jaka odległość powinna być między ławkami czy krzesłami. A w sytuacji zagrożenia i konieczności szybkiej ewakuacji może to mieć niebagatelne znaczenie. Jeśli nałożymy na to powszechną wiedzę, że w wielu szkołach o bhp się zapomina, bo są ważniejsze problemy, a na konieczne remonty ciągle brakuje pieniędzy, to sytuacja wygląda naprawdę niewesoło. […]

 

Cały artykuł „Szkoły nie są z gumy. Podwójny rocznik oznacza większe ryzyko wypadków”   –   TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 



Dziś proponuję Czytelnikom kolejny odcinek moich wspomnień – tym razem z roku 1989. Nie będzie to jednak, jak miało to miejsce w trzech poprzednich esejach, wspomnienie z wakacji. Tym razem nie wakacje były czasem, w którym rozegrały się wydarzenia, które uznałem za godne wspomnienia, ważne nie tylko dla mnie, ale – mam takie przekonanie – także dla tych, w których interesie były przeze mnie spowodowane.

 

Przypominam, że był to rok, który rozpoczął się obradami „Okrągłego Stołu”, które zaowocowały czerwcowymi wyborami do Sejmu i pierwszymi po II Wojnie Światowej wyborami do Senatu, których konsekwencją było utworzenie pierwszego „niekomunistycznego” rządu z premierem Tadeuszem Mazowieckim, a który to rok zakończył się ustawą przyjętą przez tenże Parlament, która przywróciła naszemu państwu nazwę „Rzeczpospolita Polska” i orła w koronie na Godle Państwowym. I zapis w znowelizowanej, jeszcze starej Konstytucji, że Polska jest „demokratycznym państwem prawnym”.

 

Zanim przejdę do opowieści o tym, co wtedy (dziś tak samo uważam) było dla mnie najważniejszym wydarzeniem roku, muszę – tradycyjnie – poinformować, że także i ta dekada, dzieląca czas studenckiego obozu naukowego w Bieszczadach od „roku przełomu” obfitowała w kilka zwrotów w mojej biografii zawodowej. Zacznę od tego, że po kilku latach mojej pracy w charakterze nauczyciela akademickiego utraciłem zapał do dalszego uprawiania nauki pedagogiki w tej formule, którą miałem czas poznać „od podszewki” i – na własne życzenie, świadomie rezygnując dwa lata wcześniej z pisania pracy doktorskiej – rozstałem się 31 sierpnia 1983 roku z Uniwersytetem Łódzkim. W latach 1983 – 1987 pracowałem jako wychowawca w internacie III Państwowego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Łodzi, kończąc w 1986 roku podyplomowe studia pedagogiki specjalnej w zakresie resocjalizacji w Instytucie Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie (dziś to APS w Warszawie). Od 1 września 1987 do 31 sierpnia 1988 byłem zatrudniony w łódzkim ODN na stanowisku nauczyciela-metodyka przedmiotu „przysposobienie do życia w rodzinie”, z równoległą pracą na pół etatu jako wykładowca przedmiotów pedagogicznych na kursach kwalifikacyjnych dla nauczycieli. 1 Września 1988 roku, niespodziewanie dla mnie, zostałem powołany przez ówczesną kurator oświaty i wychowania – Iwonę Bartosik na stanowisko dyrektora Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej w Łodzi. Okoliczności tego powołania to temat na oddzielne opowiadanie.

 

I właśnie w tej nowej roli przyszło mi działać w tym burzliwym roku. Także dlatego, że tyle ważnych rzeczy wydarzyło się wtedy zupełnie nie pamiętam gdzie i jak spędziłem tamte wakacje. Ale dokładnie pamiętam, że już w pierwszych dniach września zacząłem myśleć o ponownym podjęciu tematu samorządności młodzieży. Tym razem nie jako przedmiotu badań, a jako realnej rzeczywistości – formie wpłynięcia na postrzeganie i realizowanie w szkołach samorządów uczniowskich. Krótko mówiąc – powstał w mojej głowie projekt kilkudniowego seminarium dla nowowybranych przewodniczących samorządów w liceach i szkołach zawodowych ówczesnego województwa łódzkiego, w którego skład, obok Miasta Łodzi, wchodziły także miasta i gminy: Pabianice, Zgierz, Aleksandrów, Konstantynów, ale także Stryków, Ozorków i Głowno.

 

Idea takiego przedsięwzięcia zrodziła się u mnie podczas pełnienia cotygodniowych dyżurów przy Młodzieżowym Telefonie Zaufania, jaki od kilku lat funkcjonował przy poradni wojewódzkiej. Te dyżury to było moje dyrektorskie pensum, i stały się one niezastąpionym źródłem wiedzy o problemach i trudnościach, z jakimi borykali się wówczas młodzi ludzie – uczniowie szkół. To od dzwoniących tam anonimowo rozmówców dowiadywałem się, że obok problemów rodzących się młodzieńczych uczuć i dojrzewania, oraz mających swoje korzenie w ich rodzinach, najczęściej powodem stresów, a czasami nawet stanów depresyjnych, było środowisko szkolne, gdzie uczeń traktowany był przedmiotowo, gdzie w zasadzie miał tylko obowiązki i żadnych praw. Praw, o których, że je ma, nawet nie wiedział…

 

Pomysł był – należało teraz go zrealizować. W tym celu musiałem pozyskać niezbędne środki finansowe (trzy dni pobytu poza Łodzią, a więc noclegi, wyżywienie, dojazdy) i znaleźć odpowiedni obiekt, który będzie gotów w dogodnej porze nas przyjąć.

 

Czytaj dalej »



Na stronie Radia TOK FM zamieszczono informację o tym jak w Ministerstwie Edukacji Narodowej zlekceważono delegację Unii Metropolii Polskich, która przybyła tam na rozmowę z ministrem edukacji Dariuszem Piontkowskim. Oto jej obszerne fragmenty:

 

Spotkanie przedstawicieli Unii Metropolii Polskich z ministrem edukacji się nie odbyło. Miało się rozpocząć w południe. Przedstawiciele władz największych miast wyszli jednak z gmachu, zanim się ono rozpoczęło.

 

Na spotkanie zaprosił samorządowców sam minister Dariusz Piontkowski. Jednak po 20 minutach oczekiwania w holu – zaproszeni goście po prostu wyszli, wsiedli do samochodów i odjechali. Bo szef MEN się nie pojawił..

 

Nikt nas poinformował, że spotkanie się nie odbędzie czy też, że będzie w godzinie późniejszej – nie kryła zaskoczenia wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska. Na spotkaniu przedstawiciele Unii Metropolii liczyli na rozmowę ws. finansowania oświaty – w tym także konsultowanego rozporządzenia ws. podziału subwencji. Jak wyliczyli, obiecany dodatkowy miliard złotych na wrześniowe podwyżki dla nauczycieli nie wystarczy i samorządy znowu będą musiały dołożyć ze swoich.[…]

 

 

Foto: www.twitter.com/horwatk

 

Minister Piontkowski na briefingu stwierdził, że za sytuację odpowiada „błąd sekretariatu”. Przeprosił i wyjaśnił, że samorządowcy byli proszeni o powrót, ale nie chcieli.

 

 

 

Źródło: www. www.tokfm.pl



Foto: www.psbgdansk.pl

 

Czy od nowego roku szkolnego będzie miał kto uczyć zawodu?

 

Dziś wracamy do problemu braków kadrowych w szkołach. Tym razem fragmentami artykułu z „Gazety Prawnej”, autorstwa Klary Klinger i Patrycji Otto, „Nauczyciele uciekają z zawodu. W polskich szkołach brakuje już ponad 7 tys. pedagogów”. Oto jego fragmenty:

 

[…] Jak wynika z sondy DGP, w ośmiu województwach (łódzkim, mazowieckim, małopolskim, zachodniopomorskim, lubelskim, opolskim, wielkopolskim i świętokrzyskim) brakuje ponad 7 tys. nauczycieli. Najwięcej na Mazowszu: niemal 3 tys. pedagogów, z czego 1,3 tys. w samej stolicy. W Małopolsce dyrektorzy przedstawili oferty pracy dla prawie 1,3 tys. nauczycieli, w łódzkim dla ponad pół tysiąca, a w lubelskim dla ponad 400. […]

 

Jednym z powodów jest podwójny rocznik. Jolanta Basaj, dyrektorka technikum TEB w Radomiu, jeszcze w maju zakładała, że będzie miała 100 pierwszoklasistów. To i tak o 30 więcej niż w poprzednich latach. Ale po zakończeniu pierwszego etapu rekrutacji w połowie lipca zdecydowała się na to, żeby otworzyć jeszcze kolejne klasy, co w sumie oznaczało przyjęcie kolejnych 50 uczniów. – Nie chciałam zostawiać uczniów na lodzie. Szczególnie że dla większości moja szkoła była placówką pierwszego wyboru. Uznałam, że warunki lokalowe pozwalają na utworzenie dodatkowych klas, dlatego się na to zdecydowałam. Nie przypuszczałam jednak, że przyjdzie mi się mierzyć z innym problemem. Chodzi o znalezienie nauczycieli – mówi Basaj. W tej chwili szuka ich kilku. […]

 

Przedmiotowcy w cenie

 

Czytaj dalej »