Wszystko zaczęło się od wywiadu Katarzyny Pawłowskiej z Mikołajem Marcelą, zatytułowanego Koronawirus zabije szkołę, jaką znamy. I dobrze.To on dał mi impuls do napisania zeszłotygodniowego felietonu, w którym wyłożyłem mój pogląd na jedną z wypowiedzi, wygłoszonych przez pana Marcela, w której na pytanie co by zrobił, gdyby został ministrem edukacji i mógł podjąć tylko jedną decyzję naprawiającą polską edukację, powiedział: „Zniósłbym podstawę programową”.

 

Ten mój pogląd podsumowałem w ostatnim akapicie tamtego felietonu takimi słowami:

 

Reasumując: po głębszej analizie futurologicznej, popartej wiedzą o realiach praktyki szkolnej, jawi mi się obraz systemu kształcenia bez podstaw programowych w ogóle, jako coś, co w praktyce nie tylko że nie zadziałałoby tak, jak to sobie wyobrażają idealizujący edukacyjną rzeczywistość marzyciele, ale który byłby źródłem XXI-wiecznego społeczeństwa kastowego, w którym owa kastowość byłaby dziedziczona nie tyle miejscem urodzenia, co miejscem edukowania…”

 

Dwa dni później umożliwiłem Czytelnikom OE zapoznanie się z komentarzem Mikołaja Marceli do moich poglądów w sprawie całkowitej rezygnacji z podstaw programowych, jako „mapy drogowej” w codziennej pracy dydaktycznej polskich nauczycieli na wszystkich poziomach edukacji i w ramach wszystkich przedmiotów.

 

Podjąłem dziś decyzję, że jestem winien – tak czytelnikom OE, jak i panu Mikołajowi Marceli – podjęcie tego „dialogu na odległośc” i skomentowanie zaprezentowanych w tej replice poglądów.

 

Zacznę od tego fragmentu:

 

Dziś ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje młody człowiek, jest jeszcze większa ilość informacji narzucanych odgórnie przez podstawę programową, a podstawa programowa jest właśnie potrzebna, by zapewnić nam spokój ducha, że wszyscy dostają to samo i mogą liczyć na podobne wykształcenie w ramach systemu edukacji.

 

Wszyscy, którzy od lat śledzą treści, które upowszechniam na stronie OE, a także w pisanych przeze mnie felietonach wiedzą, że nie tylko nie jestem obrońcą podstaw programowych w ich obecnej formule, ale wielokrotnie dawałem dowody moich przekonań o pilnej potrzebie ich znacznego ograniczenia i sprowadzenia do niezbędnego minimum, bedącego „wspólnym mianownikiem” wiedzy, którą posiadłby każdy młody Polak – bez względu na to której szkoły był uczniem. Ten wspólny mianownik jest niezbędny nie tylko z powodów prktyczno-formalnych: np. w przypadku konieczności zmiany szkoły, ale przede wszystkim jako podstawowa baza rozumienia przez młodych ludzi świata który ich otacza, w którym przyjdzie im żyć: świata przyrody, kultury, świata społecznego…

 

Ale takie zawężone podstawy programowe, będące wspólnym pniem wiedzy, którą każdy uczeń powinien mieć, nie wwykluczają możliwości tworzenia w szkołach szerokiej przestrzeni dla indywidualnego rozwoju, samokreacji, samorealizacji…

 

X           X           X

 

 

Kolejny fragment poglądów Mikołaja Marceli i mój do nich komentarz:

 

Co do skrajnych wersji: myślę, że skrajną – i pożądaną – byłaby sytuacja, w której mielibyśmy tyle uczniowskich ścieżek edukacyjnych, ilu uczniów. Bo ja nie sądzę, że nauczyciel jest od nauczania – według mnie jest on od wspierania procesu uczenia i celów wyznaczanych przez samego ucznia. Jestem też zdania, że obecne myślenie o wieńczeniu poszczególnych etapów edukacji egzaminami jest zupełnie anachroniczne.”

 

Popłynął Pan Mikołaj w marzenia: tyle uczniowskich ścieżek edukacyjnych, ilu uczniów. Już kiedyś tak w Polsce było – kiedy w domach arystokracji i bogatej szlachty, w każdym pałacu i dworku, pracowali zatrudniani tam: guwernantki lub guwernerzy, najczęściej obcego – francuskiego bądź włoskiego pochodzenia. I to oni, w warunkach całkowitej indywidualizacji procesu edukacyjnego, mieli wszelkie warunki do wspierania indywidualnych ścieżek rozwoju ich uczniów – rzadziej – uczennic. Tyle tylko, że – jak uczy nas historia – i wówczas nie uczniowie byli podmiotami takiej edukacji domowej. Decydowali rodzice i po części owi guwernerzy.

 

Lecz czy w XXI wieku, w naszym kraju, możliwe jest zrealizowanie takiego modelu „ tyle ścieżek edukacyjnych, ilu uczniów”? W polskich warunkach oddziałów dwudziestokilkoro – trzydziestokilkoro uczniów liczących?

 

I oczywiście w pełni zgadzam się, że nauczyciel nie jest od nauczania a od wspierania procesu uczenia się ucznia. W zasadzie mógłbym także poprzeć myśl, że wieńczenie poszczególnych etapów edukacji egzaminami jest zupełnie anachroniczne.”

 

Gdyby nie pamięć czasów, gdy egzaminy, zwane wówczas egzaminami dojrzałości, organizowane były absolutnie autonomicznie przez każdą szkołę średnią. Kiedy to nauczyciele, którzy uczyli poszczególnych przedmiotów, przygotowywali tematy egzaminów pisemnych i zestawy pytań na egzaminy ustne, a później zasiadali w komisjach egzaminacyjnych. Pomijam już patologiczne sytuacje, w których nauczyciel potrafił zrobić wszystko (z podrzucaniem ściagi włącznie), aby uczeni przez niego abiturienci dostawali jak najlepsze oceny, bo co pomyśli o nim dyrektor, gdy okaże się, że ich niczego nie nauczył? Oceny uzyskiwane przez uczniów na tak organizowanych egzaminach były całkowicie nieporównywalne i w niewielkim stopniu mogły służyć jako wskaźnik poziomu wiedzy absolwenta przy rekrutacji do szkół wyższych. I stąd wziął  się pomysł, jaki realizowała wówczas np. Politechnika Łódzka, że na takie egzaminy maturalne do partnerskich szkół przysyłała swojego obserwatora, który był – choć w niewielkim stopniu – takim „bespiecznikiem” prawidlowości przebiegu owego egzaminu.

 

Przy okazji przypomnę, że idea zewnętrznych egzaminów nie narodziła się w Polsce, lecz w krajach „demokratycznego świata”, że ich wprowadzenie w naszym kraju było podyktowane właśnie potrzebą wyrównywania standardów edukacyjnych szkół, niezależnie od miejsca ich funkcjonowania, i że reforma ta była gorąco popierana właśnie przez szkoły wyższe…

 

Czy dzisiaj sytuacja dojrzała już do rezygnacji z ”urawniłowki” egzaminów zewnętrznych (tak po szkole podstawowej, jaki średniej) i ponownego powrotu do egzaminów wstępnych, organizowanych przez placówki edukacyjne „wyższego szczebla”? Oto jest pytanie. Dziś nie mam na ten temat wyrobionego zdania.

 

Czytaj dalej »



W dniu 3. kwietnia Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do MEN w sprawie odwołania kwietniowych i majowych terminów egzaminów. Oto obszerne fragmenty informacji, jaka na ten temat została zamieszczona na stronie biura Rzecznika:

 

 

Na mocy rozporządzenia MEN z 20 marca 2020 r. przedłużono do 10 kwietnia czas ograniczenia funkcjonowania szkół. Pandemia nie pozwala jednak uznać, że sytuacja szybko się poprawi, a szkoły i inne placówki oświatowe wznowią pracę po świętach wielkanocnych.* Organizacja egzaminów w istniejących warunkach wiązałaby się z zagrożeniem zdrowia i życia uczniów, nauczycieli oraz wszystkich innych osób zaangażowanych w przygotowania.

 

W trosce o dobro uczniów odwołano już tegoroczną sesję egzaminów pisemnych matury międzynarodowej 30 kwietnia-22 maja.[…]

 

Rozwiązania zastosowane w odpowiedzi na kryzys nie pozwalają na zachowanie równego dostępu do edukacji. Wielu uczniów nie ma w domu dobrych warunków do nauki lub obarczonych jest dodatkowymi obowiązkami; niektórzy wychowują się w rodzinach dysfunkcyjnych lub zmagają się z innymi poważnymi problemami, potęgowanymi przez wymuszoną izolację. Stres odczuwany zwykle przed egzaminami przez uczniów jest obecnie dużo większy, gdyż towarzyszą mu lęk i niepokój o zdrowie swoje i swoich bliskich. Przedłużanie niepewności co do przebiegu egzaminów może dodatkowo wpłynąć na stan psychiczny dzieci i młodzieży.

 

Czytaj dalej »



Dopiero dziś, w sobotę, zaisnianiały sprzyjające okoliczności, aby zaprezentować naszym Czytelnikom najnowszy podcast, zamieszczony 31 marca na stronie „Plandaltonski.pl”. Tym razem jest to rozmowa Anny i Roberta Sowińskich z Anetą Jamiałkowską-Pabian. Została ona przeprowadzona wokół problemów, sugerowanych przez jej tytuł: „Dlaczego trzeba łączyć a nie dzielić?”

 

Screen z pliku filmowego na Yoy Tube [www.youtube.com

 

 

Oto jak Robert Sowiński zapowiedział to nagranie:

 

Naszym gościem jest Aneta Jamiałkowska-Pabian – znana w sieci jako Aneta Ja-Pa – absolwentka UŁ, nauczycielka m.in. języka polskiego, filozofii i etyki, z 31-letnim doświadczeniem zawodowym zdobytym na Uniwersytecie Łódzkim, w PWSZ we Włocławku, w licznych szkołach średnich (licea i technika), a nawet krótkotrwale w gimnazjum, w Łodzi i w Pabianicach. Obecnie jest belferką w Zespole Szkół Gastronomicznych w Łodzi.

 

Aneta to autorka licznych prac naukowych dotyczących recepcji literatury polskiej w Niemczech, a także tekstów metodycznych. Jest pasjonatką pracy z młodzieżą we wszystkich jej przejawach (szkolne gazety, koła zainteresowań, nowoczesne metody pracy i mnóstwo innych).

 

Wciąż poszukująca, doskonaląca się i ucząca się na niezliczonych kursach i szkoleniach. Odchodząca od kultury nauczania, a dążąca do kultury uczenia się.

 

Założycielka i administratorka nieformalnej grupy BUDZĄCYCH SIĘ POLONISTÓW inspirowanej Budzącą się Szkołą. Jest organizatorką cyklicznej Kawiarenki Metodycznej BsP, a także założycielka koła literackiego przy Klubie Nauczyciela w Łodzi, Qoolturalnych Literatów, pomysłodawczyni i organizatorka I Konferencji Budzących się Polonistów pod nazwą „Lekcja jest teatrem”(wkrótce II). […]

 

 

Podcast – rozmowa z Anetą Jamiałkowską-Pabian: „Dlaczego trzeba łączyć a nie dzielić? – rozmowa z Anetą Jamiałkowską-Pabian” [1h 21’24”] TUTAJ

 

 

Źródło: www.plandaltonski.pl

 

 



Zaczynamy od zamieszczonego 2 kwietnia na stronie ZG ZNP tekstu, adresowanego do ministra Piontkowskiego, zatytułowanego „Kształcenie zdalne. 5 zaniechań MEN”. Następnie zaprosimy do lektury tekstu Przemysława Sadury pt. „Szkoła z TVP, czyli jak się kończy oszczędzanie na działaniach edukacyjnych” na stronie „Krytyki Politycznej” a później na stronę „Portalu Samorządowego”, gdzie znaleźliśmy informację, zatytułowana Dyrektor CKE pytany o przełożenie egzaminów: czekamy na rekomendacje resortu zdrowia i GIS”. Na zakończenie – artykuł Justyny Sucheckiej ze strony TVN24n: Maturzyści szykują stroje na egzamin: gogle narciarskie, rękawice do zmywania naczyń. ‚Jesteśmy wkurzeni'”:

:

 

 

 

Kształcenie zdalne. 5 zaniechań MEN

 

 

Panie Ministrze, oczekujemy poważnego traktowania nauczycieli, uczniów i rodziców oraz zarządzania adekwatnego do trudnej sytuacji związanej ze zdalnym kształceniem w czasie epidemii!

 

 

5 zaniedbań MEN

 

1.Brak sprzętu i warunków do prowadzenia obowiązkowego kształcenia

Wprowadzając obowiązkową realizację podstawy programowej rząd przerzucił na nauczycieli i rodziców nowe obowiązki i zadania, nie wyposażając ich w odpowiedni sprzęt, dostęp do bezpłatnego internetu, komunikatorów i platform edukacyjnych. Cały ciężar kształcenia online spoczął na barkach rodziców i nauczycieli, którzy nie otrzymali żadnego wsparcia.

 

2.Brak profesjonalizmu instytucji rządowych

Instytucje rządowe nie sprostały nowym zadaniom: pierwszego dnia próbnych egzaminów zawiesiły się serwery Centralnej Komisji Egzaminacyjnej z arkuszami egzaminacyjnymi, a próbna matura 2020 okazała się kopią zadań z 2015 roku. Natomiast oferta edukacyjna MEN przygotowana we współpracy z TVP nie spełnia standardów merytorycznych, nie wykorzystuje też możliwości, jakie dają nowe technologie, a emitowane tam materiały stają się tylko pretekstem do nieuzasadnionej krytyki całej naszej grupy zawodowej.

 

3.Brak decyzji o odwołaniu egzaminów

Brak decyzji o odwołaniu egzaminu ósmoklasisty, do którego pozostało już kilkanaście dni wywołuje stres i niepotrzebne napięcie wśród uczniów i ich rodzin. Dla wszystkich rozsądnych ludzi wiadomym jest, że przeprowadzenie tego egzaminu w dotychczasowej formule, czyli w szkołach, byłoby narażeniem zdrowia i życia 350 tysięcy ósmoklasistów, nauczycieli, pracowników oświaty i ich rodzin. Analogiczna sytuacja dotyczy tegorocznych matur i około 250 tysięcy maturzystów. Dlatego oczekujemy jasnego komunikatu o odwołaniu egzaminów zewnętrznych w zaplanowanych terminach i podjęcia decyzji o ich przełożeniu bądź wprowadzeniu innej formy rekrutacji do szkół ponadpodstawowych i na studia.

 

4.Brak decyzji o odchudzeniu podstawy programowej

Nową przeładowaną podstawę programową, wprowadzoną w ramach reformy Anny Zalewskiej, trudno było zrealizować w szkolnych warunkach, o czym środowisko nauczycieli alarmuje od kilku lat. Teraz wydaje się to niemożliwe w warunkach domowych.

 

5.Brak wsparcia

Minister nie wspiera ani nauczycieli, ani uczniów i ich rodzin. Nie dostrzega trudnych warunków, w jakich wszyscy się znaleźliśmy, narzuca jedynie nowe obowiązki, w tym także te biurokratyczne.

 

 

Źródło: www.znp.edu.pl

 

 

X           X           X

 

 

Także 2 kwietnia, na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono artykuł Przemysława Sadury pt. „Szkoła z TVP, czyli jak się kończy oszczędzanie na działaniach edukacyjnych”. Poniżej przytoczyliśmy kilka fragmentów, odsyłając linkiem do źródła:

 

Czytaj dalej »




Foto: Screen z filmiku na You Tube „Lekcje z TVP – kompilacja wpadek” [www.youtube.com]

 

Lekcja 6. Temat: Pierwiastki

 

Wczoraj na portalu OKO.press zamieszczono artykuł Justyny Drath, zatytułowany „Upiorna groteska lekcji z TVP. Tak władza widzi szkołę i nauczycieli”. Oto kilka wybranych fragmentów i link do pełnej wersji tego tekstu – zachęcamy do lektury całości:

 

TVP uraczyła nas koszmarną fuszerką*. Ale reakcja na lekcje w telewizji jest dziś rządzącym na rękę jak nigdy. Internauci, którzy jeszcze rok temu wspierali strajkujących pedagogów, teraz rzucają się do gardeł „niedouczonym nauczycielkom”. PiS może powiedzieć: „nie mamy tym okropnym ludziom za co płacić”. Dlaczego nikt nie pyta o cel tego spektaklu? […]

 

Bez reżyserii, bez uczniów, bez sensu

 

Lekcje” TVP zostały wrzucone – dosłownie 1:1 – do telewizji bez żadnej reżyserii i montażu, bez scenografii, która przypominałaby szkołę chociaż trochę inną niż tę z XIX wieku. Bez żadnych elementów, które stanowią sedno zdalnej edukacji – chociażby prezentacji multimedialnej, klipu, animacji. Wreszcie – bez najważniejszego elementu w szkole – uczniów. To tak jakby wrzucić w przestrzeń telewizyjną jakieś inne nieprzekładalne na to medium zjawisko: teatr, demonstrację czy performans, który wymaga cielesnej i namacalnej obecności wszystkich uczestników.[…]

 

Tymczasem: tablica umieszczona gdzieś w rogu studia, przemieszczająca się niepewnie pedagożka przyklejająca magnesem kartki, mówiące do koszmarnych ścian. Trudno uświadczyć tu jakiegokolwiek elementu z porządku lekcyjnego. […]

 

Żenada na korzyść rządzących

 

Czytaj dalej »



Redaktor Maciej Kalach poinformował na stronie „Dziennika Łódzkiego” o ciekawostce z dzisiejszej operacji zdalna, próbna matura z polskiego”. Oto fragmenty tego tekstu:

 

 

[…] Od rana zainteresowani tym egzaminem uczniowie bez problemu mogli ściągnąć z rządowych witryn internetowych arkusz z języka polskiego na poziomie podstawowym (rozwiązywali go np. w edytorze tekstu i odsyłali nauczycielowi na adres jego poczty elektronicznej, ewentualnie pisali na kartce i przesyłali jej fotografię). Jednak entuzjazm wielu zdających opadł, gdy stwierdzali, że znają już ściągnięte zadania…

 

Czwartkowy arkusz był już wykorzystany jako matura 2015 w czerwcowym terminie rezerwowym (jest wyznaczany co roku dla absolwentów, którzy nie napisali egzaminu w maju – np. z powodu choroby albo awarii autobusu mającego zawieźć ich na sprawdzian).

 

Z dalszej części artykułu możemy dowiedzieć się jak to mogło się stać, że przygotowany, ale niewykożystany arkusz , który CKE miala przygotowany na termin rezerwowy w 2015 roku mógł stać się „tajemnicą Poliszynela”; „dyrektorzy ogólniaków i techników z całego kraju mają do nich dostęp. I dzielą się czerwcowymi zestawami do to tego stopnia, że trafiają one na prywatne witryny gromadzące arkusze z różnych egzaminów państwowych – z których korzystają kolejne roczniki przygotowujące się do matury”

 

Czytaj dalej »



Screen z filmu informacyjnego kampanii „Autyzm. 400 000”[www.youtube.com]

 

Dziś w „Dzienniku Łódzkim” zamieszczono artykuł Matyldy Witkowskiej, zatytułowany „Dzieciom z autyzmem trudniej jest zrozumieć dzisiejsze ograniczenia. 2 kwietnia przypada Światowy Dzień Świadomości Autyzmu”. Niechaj nam redakcja DŁ wybaczy, ale przytoczymy go w całości:

 

Dzieciom z autyzmem obecne zakazy jest trudniej znieść niż dzieciom zdrowym. Dziś obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Będzie inny niż poprzednie.

 

Wszystkie dzieci źle znoszą kwarantannę i oddzielenie od kolegów z klasy. Ale dzieciom z autyzmem takie zmiany jest szczególnie trudno zrozumieć.

 

Syn kocha szkołę, wycieczki, zakupy, jazdę samochodem, wodę, piasek i huśtawki – wylicza mama Oskara, podopiecznego łódzkiej Fundacji JiM. Ale teraz mama Oskara codziennie wyjaśnia mu, że nie ubierają się i nie wychodzą do szkoły. Oskar, który oprócz autyzmu ma też upośledzenie w stopniu znacznym, nie rozumie tego. Buntuje się. – Dlaczego znowu nie pozwalasz mi być szczęśliwym? Dlaczego mi to robisz? – pyta mamę.

 

Młodzi i dorośli podopieczni Fundacji JiM mogą teraz skorzystać z terapii przez internet. Ale w przypadku bardzo małych dzieci jest to trudne lub niemożliwe. Dlatego rodzice muszą z nimi pracować w domach

 

Terapeuci udostępniają rodzicom potrzebne materiały oraz podpowiadają, w jaki sposób z nich skorzystać – wyjaśnia Aleksandra Kalisiak, psycholog i terapeuta.

 

2 kwietnia obchodzony jest Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. W poprzednich latach tego dnia wiele obiektów oświetlano na niebiesko, by przypomnieć klientom i przechodniom o autyzmie. W tym roku większości takich akcji nie będzie.

 

Za to Fundacja JiM wypuściła z tej okazji spot z aktorem Wojciechem Mecwaldowskim, który wcielił się w postać autystycznego Tomka w filmie pt. „Dziewczyna z szafy”. Spot jest elementem kampanii „Autyzm. 400 000” przypominającej o liczbie chorych w Polsce, którą przygotowała łódzka agencja Heroes.

 

 

Źródło: www. dzienniklodzki.pl

 



Foto: www.glos.pl

 

W najnowszym numerze Tygodnika „Gos Nauczycielski” zamieszczono wywiad z dr Adamem Królem, nauczycielem fizyki w trzech łódzkich szkołach, w tym w Publicznym Liceum Ogólnokształcącym Uniwersytetu Łódzkiego. Rozmawiała z nim Katarzyna Piotrowiak, wypytując o jego doświadczenia i opinie na temat zdalnego nauczania. Oto fragmenty zapisu tej – także zdalnej – rozmowy:

 

[…] Zdalne nauczanie to wyzwanie. W pierwszych dniach obowiązywania rozporządzenia obligującego nauczycieli do organizowania zdalnego nauczania w niektórych regionach kraju pojawiły się problemy techniczne. Jak Pan ocenia możliwości tego rozwiązania?

 

Zdalne nauczanie to fikcja, choćby ze względu na brak kontaktu bezpośredniego z uczniami. Nie ma możliwości wytłumaczenia uczniom nowych zagadnień z fizyki. Nowe tematy są dość trudne w przypadku mojego przedmiotu, na co dzień w szkole pojawiają się kłopoty z ich zrozumieniem przez uczniów, a co dopiero zdalnie, kiedy nie mają kontaktu online z nauczycielem.

 

Próbowałem więc sprawdzić, jak wygląda ta zdalna platforma epodreczniki.pl proponowana przez MEN. Czy mógłbym ją jakoś wykorzystać w tym uczeniu. Ale jak już udało się wejść, zrozumiałem, że nie będę z tego korzystał. […]

 

 

To jak Pan chce egzekwować wiedzę, wystawiać oceny?

 

Zanim rozpoczął się ten okres obowiązkowego realizowania podstawy programowej, otrzymałem z różnych szkół, w których pracuję, takie sugestie lub życzenia między wierszami, żeby oceny, które będziemy wystawiać, były raczej łagodne, żebyśmy się kilka razy zastanowili, zanim wystawimy cząstkową ocenę niedostateczną.

 

Czytaj dalej »



Grafika: www.centrumcyfrowe.pl

 

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono tekst, zatytułowany „Wpływ wykluczenia cyfrowego na edukację zdalną w Polsce – analiza”. Jest on promocją powstałego w Centrum Cyfrowym, będącym częścią ruchu „Creative Commons” opracowania „Problemy wykluczenia cyfrowego w edukacji zdalnej”. Oto fragmenty tego tekstu i link do promowanego opracowania:

 

Zorganizowany w poniedziałek próbny egzamin ósmoklasisty był dobrym testem tego, jak system edukacji może działać zdalnie. Początkowy plan był równie ambitny co nierealistyczny: egzamin miał być obowiązkowy. A to nie jest możliwe w przypadku, gdy nie wszyscy uczniowie mają dostęp do internetu lub komputera.

 

Dobrze więc, że ostatecznie egzamin był dobrowolny. Ale i tak strona CKE zablokowała się, gdy próbowało na nią wejść 105 tys. ósmoklasistów. Nie wiadomo też, na ile udało się zapewnić dostęp do egzaminu osobom wykluczonym cyfrowo. Obowiązek zadbania o wersje papierowe przerzucono na szkoły. Dobrze, że odbył się egzamin próbny – bo pokazał, jak trudno jest systemowi edukacji działać zdalnie w formalny sposób. […]

 

Wprowadzenie zdalnej edukacji stało się w czasach pandemii koniecznością. Musimy jednak pamiętać, że nie kilka, a kilkadziesiąt procent uczniów z różnych powodów ma utrudniony dostęp do kształcenia online.

 

W analizie „Wpływ wykluczenia cyfrowego na edukację zdalną w Polsce” przedstawiamy pierwszy szacunkowy obraz sytuacji, prezentujemy także rekomendacje, jak zapobiec wykluczeniu uczniów.

 

Czytaj dalej »



 

Oto post z profilu Joanny Berdzik – b. prezes OSKKO (2002 – 2010), b. dyrektor ORE (2010 – 2012) b. wiceminister edukacji (2012 – 2015)

 

Na początku była telewizja edukacyjna. Potem pojawiła się krytyka telewizji edukacyjnej, a potem pojawiała się krytyka krytyki telewizji edukacyjnej.

 

Więc ja chciałabym skrytykować krytyków krytyków „telewizji edukacyjnej” Uważam, że krytyka się temu dziełu po prostu należy. Absolutnie!

 

Jak zazwyczaj staram się bronić nauczycieli i szkoły w wielu sytuacjach (nic mnie bardziej nie wkurza niż krytyka działań nauczycieli w ramach „zdalnej szkoły”, gdzie postawiono przed wszystkimi nauczycielami zadanie nie do zrealizowania), tak tu nie ma słów na usprawiedliwienie.

 

Błędy merytoryczne, akademicki wykład w sytuacji, gdy np. jest to edukacja wczesnoszkolna matematyczna i uprasza się o pracę na konkretach, nieczytelność i niejednoznaczność wypowiedzi, i nuda, Panie, nuda.

 

Oczywiście dramatem jeszcze większym może być to, ze tak naprawdę uczymy w polskiej w szkole. Ale w to nie chcę wierzyć. Jeśli jednak tak jest, to tym bardziej nawołuję do krytyki.

 

Czytaj dalej »