Foto: www.radio.lublin.pl

 

Prof. dr hab. Sławomir Żurek z KUL podczas rozmowy w Radiu Lublin 5 marca 2024 r.

 

 

Dzisiaj (13 maja 2024 r.) Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił zapis kolejnej rozmowy o projekcie MEN zmian w podstawach programowych – tym razem rozmówcą był profesor KUL – filolog i literaturoznawca. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:

 

 

Nowa podstawa programowa jest nierealna do zrealizowania. Nadaje się do kosza

 

Proponowana podstawa programowa jest nadal nierealna do zrealizowania na lekcji, ale za to bardzo wygodna do egzaminowania. Dokument niczemu nie służy – powiedział prof. Sławomir Jacek Żurek. Uważa też, że ministerstwo powinno opracować strategię rozwoju czytelnictwa.

 

[…]

 

Poniedziałek (13 maja) to ostatni dzień konsultacji publicznych ws. dwóch projektów nowelizacji rozporządzeń ministra edukacji dotyczących podstawy programowej. Zgodnie z nimi zakres treści, jakie powinien znać uczeń, ma być „uszczuplony”. Nowa podstawa ma obowiązywać od nowego roku szkolnego. W międzyczasie eksperci będą pracować nad zupełnie nową podstawą programową, która ma obowiązywać od 2026 r.[…]

 

Zdaniem współtwórcy podstawy programowej z języka polskiego z 2009 r., filologa i literaturoznawcy prof. Sławomira Jacka Żurka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, z treści projektów wynika, że przez dwa najbliższe lata podstawa programowa ma służyć tylko systemowi egzaminacyjnemu. Tymczasem – zauważył ekspert – podstawa programowa powinna być dokumentem, który normalizuje trzy obszary: przygotowywanie programów nauczania i używanych w tym programie podręczników, proces dydaktyczny i system egzaminacyjny.

 

W ocenie prof. Żurka pisanie nowych podręczników na dwa lata jest niemożliwe. Żeby wpłynąć na sposób nauczania, potrzebny byłby z kolei systemu szkoleń na temat podstawy programowej, ale – jak powiedział – „ministerstwo tego też nie zrobi”. Zatem – podsumował – propozycja spełnia jedną funkcję, tzn. „ma to być dokument, który pozwoli przygotować egzamin”.

 

To dokument nadal nierealny do zrealizowania na lekcji, ale za to bardzo wygodny do egzaminowania” – dodał. „Tak naprawdę niczemu on nie służy. Można z niego ewentualnie zrobić samolocik i pchnąć go w stronę najbliższego kosza na śmieci” – powiedział prof. Żurek. Pytany, czy kwietniowa propozycja resortu edukacji jest dokumentem, na którym da się pracować nad przyszłą podstawą programową, udzielił jednoznacznie negatywnej odpowiedzi. […]

 

Ekspert zaznaczył, że utwory z zakresu literatury staropolskiej należy czytać, ale wymagają one uwspółcześnienia. „W Wielkiej Brytanii nie czyta się dzieł Szekspira w oryginale, bo on jest niezrozumiały dla współczesnych odbiorców. Brytyjczycy rozwiązują ten problem, chcąc by młodzież mogła czytać teksty Szekspira, poprzez remiksy, czyli tłumaczenia jego tekstów na język bardziej współczesny” – wyjaśnił. „Analogicznie, gdybyśmy dzisiaj dali młodzieży do czytania Biblię w przekładzie ks. Jakuba Wujka albo Biblię gdańską, odebrałaby ten tekst niemal tak, jakby był napisany po łacinie” – powiedział prof. Żurek. „Jeśli w ogóle chce się je proponować młodzieży, to najpierw należałoby je uwspółcześnić językowo” – podkreślił.

 

Podobnie – zdaniem rozmówcy – jest z „Potopem” Henryka Sienkiewicza, którego eksperci wpisali na listę lektur obowiązkowych w zakresie podstawowym w szkole ponadpodstawowej. „To jest tekst absolutnie nieczytany przez młodzież, jego domniemana absorpcja przez ucznia to przykład postawy życzeniowej twórców podstawy; młodzież nawet już nie chce oglądać ekranizacji tej powieści” – powiedział prof. Żurek.[…]

 

Prof. Żurek ocenił bardzo dobrze to, że w zakresie rozszerzonym jest więcej tekstów współczesnych. „Pytanie, czy poloniści rzeczywiście je wybiorą? Nauczyciele w Polsce uczą dobrze, ale bardzo schematycznie, tzn. przez lata posługują się pewnymi wyrobionymi ścieżkami przekazywania wiedzy, a ta propozycja zakłada, że przeciętny polonista pracujący w szkole podstawowej ma świadomość nowości wydawniczych w zakresie współczesnej literatury dziecięcej i młodzieżowej. Bardzo w to wątpię, czy w ogóle nauczyciele czytają najnowsze teksty z tego zakresu i się nimi fascynują. Może być tak, że o niektórych tytułach dowiedzą się dopiero z tego dokumentu” -powiedział.[…]

 

W ocenie rozmówcy potrzeba przede wszystkim zmiany sposobu myślenia o edukacji. „Na egzaminie należałoby sprawdzać umiejętności z zakresu komunikacji oraz przyswajania i interpretowania tekstów kultury, a to jest słabo sprawdzane, bo to jest po prostu trudniejsze. Wymaga głębokiego namysłu, stworzenia nowych narzędzi pomiarowania tego rodzaju umiejętności. Zamiast każdego roku proponować uczniom pisanie wypracowań i rozprawek na sztampowe i nudne tematy, należałoby dać im możliwość bardziej nowoczesnego wykazania się swoją wiedzą i kompetencjami” – powiedział prof. Żurek.

 

Zaznaczył, że jednak przede wszystkim ministerstwo powinno opracować strategię rozwoju czytelnictwa. „Jeżeli obecnie cała szkoła podstawowa w zakresie języka polskiego skupia się na zniechęcaniu uczniów do czytania, to jak później można oczekiwać, że uczniowie będą sięgać po trudne, głębokie i bardzo ważne teksty literackie?” – zapytał.

 

Tragedia systemu edukacyjnego polega na tym, że nie wypracowano w Polsce mody na czytelnictwo. Badania Instytutu Książki przy Bibliotece Narodowej pokazują, że tylko siedem procent Polaków czyta więcej niż siedem książek rocznie, więc z czytelnictwem jest słabo. I sytuacja ta pokazuje prawdę o polskim systemie edukacji” – zaznaczył.[…]

 

 

 

Cały tekst „Nowa podstawa programowa jest nierealna do zrealizowania. Nadaje się do kosza”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 

 



My także dostrzegliśmy bardzo poszerzający nauczycielską wiedzę tekst Danuty Sterny, zamieszczony na jej stronie OK ZESZYT. Udostępniamy go bez skrótów:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Dlaczego uczniowie odmawiają i co można z tym zrobić?

 

Każdy z nauczycieli spotkał się z sytuacją, gdy część uczniów odmówiło wykonania zadania. Może być to jawna odmowa, ale częściej jest to cichy bojkot. Bojkot może wyrażać się oddaniem pracy byle jak wykonanej lub niedokończonej.

 

Jest to dla nauczycieli w ich pracy trudny problem.

 

Warto przede wszystkim zastanowić się nad przyczynami, którymi kierują się odmawiający współpracy uczniowie. Może to być: pragnienie większej autonomii, obawa przed porażką lub oceną, brak wiary w siebie i brak poczucie sensu wykonywania pracy, ale też wiele indywidulanych powodów.

 

Glenna Billingsley, badaczka z Texas State University przeprowadziła badania na temat odmowy ze strony uczniów. Wynika z nich kilka kluczowych czynników wpływających na odmowę wykonania zadania.

 

Omówię je za chwilę, ale wcześniej chciałam zaznaczyć, że te powody są zgodne z brakiem zaspokojenia trzech potrzeb, o których mówi teoria samostanowienia. Są to potrzeby: autonomii, kompetencji i więzi. Badania wykonane przez Billingsley upatrują przyczyny odmowy właśnie w braku zaspokojenia tych potrzeb.

 

 

1.Pragnienie autonomii

 

Brak poczucia autonomii może objawiać się odmową współpracy. Szczególnie, gdy uczniowie uznają zadanie za mało intersujące lub nieistotne. Według badań Billingsley ​​odmowa pracy występuje najczęściej wtedy, gdy nauczyciel prosi uczniów o wykonanie zadania mniej przyjemnego lub intersującego niż poprzednie.

 

-W tej sprawie może pomóc dawanie uczniom zadań do wyboru. Wtedy mogą sami wybierać zadanie im odpowiadające i ich potrzeba autonomii jest w części zaspokojona.

 

Badanie przeprowadzone w 2012 roku wykazało, że uczniowie klas drugich i trzecich, od których wymagano wypełniania obowiązkowych dzienników czytania, zaobserwowali wyraźny spadek zainteresowania czytaniem w porównaniu z uczniami, którzy dobrowolnie rejestrowali swoje postępy w czytaniu. Podobnie uczniowie ósmych klas wykształcili lepsze nawyki czytania, gdy program nauczania pozwalał im wybierać, co czytają.

 

>Pomaga również stosowanie głosowanie i podejmowanie decyzji na podstawie jego wyników.

 

>Na pewno pomocne jest pytanie uczniów o zdanie i pozwolenie im na podejmowanie decyzji.

 

>Wielu edukatorów zaleca tworzenie norm klasowych razem z uczniami, pozwolenie na wybór miejsca i formy pracy, a w szczególności też wyboru lektur, które uczniowie maja czytać.

 

 

2.Strach przed niepowodzeniem

 

Związane jest z postrzeganiem proponowanego zadania jako zbyt trudnego. Uczniowie, którzy w przeszłości ponieśli w szkole porażkę (a prawie każdy ją ponosi) boją się, że zadanie stwarza tylko kolejną okazję do niepowodzenia.

 

Jest to związane z poczuciem braku kompetencji.

 

Badanie z 2018 roku wykazało, że deficyty w nauce odpowiadają za aż 20 procent niewłaściwych zachowań w klasie. Jeśli uczniowie uznają zadanie za trudne, to  niewłaściwe zachowanie i odmowa może być ujściem ich frustracji.

 

Tak samo działa strach przed krytyką i złą oceną. Badanie z2018r. wykazało, że oceny stopniem zwiększają niepokój uczniów, a w konsekwencji unikanie trudnych sytuacji i wyzwań. Przegląd badań z 2019 r. pokazuje, że uczniowie wolą otrzymywać informację zwrotną od nauczyciela lub nie otrzymywać żadnej oceny niż być ocenianym stopniami.

 

Jak sobie poradzić ze strachem przed porażką?

 

-Badanie przeprowadzone w 2021 r.pokazało, że głównym pomocnym czynnikiem jest docenianie pracy ucznia. Badacze z Uniwersytetu Vanderbilt zalecają mniej więcej sześć docenieni dawnych co 15 minut. Uczniowie doceniani osiągają lesze wyniki i poprawia się też ich zachowanie.

 

Docenienie jest pochwałą za konkret, w odróżnieniu od chwalenia ogólnego. Więcej na ten temat można przeczytać w bardzo dobrej książce Daniela Pinka – Drive (przetłumaczonej na język polski).

 

>Warto również wprowadzić do nauczanie odpowiedni stosunek do popełniania błędów. Błąd powinien być uznany jako element towarzyszący nauce i być wykorzystywany w procesie uczenia się. Jeśli błąd uzyska takie miejsce w kulturze klasy, to uczniowie nie będą się bali go popełnić i chętniej przestąpią do wykonywania zadania.

 

>Blokujące dla uczniów jest również ocenianie i obawa przed złym stopniem. Dlatego warto stosować ocenianie kształtujące i informację zwrotną zamiast oceniania stopniami.

 

>Warto również wprowadzać: ocenę koleżeńską (oczywiście w formie informacji zwrotnej), samoocenę w postaci przekazywanie sobie samemu informacji do wykonanej pracy.

 

 

Ocenianie powinno pomagać uczniom się uczyć, a nie być straszakiem. W ocenianiu stopniami mogą pomoc następujące sposoby:

 

>Wprowadzenie zasady eliminowania najsłabszego stopnia, jaki otrzymał uczeń np. w semestrze

 

>Umożliwienie uczniom poprawy pracy i pozostawienie stopnia lepszego.

 

>Ograniczenie sprawdzianów ocenianych sumująco.

 

>Ocenianie przy pomocy informacji zwrotnej, a po pewnym czasie wystawianie stopnia.

 

Jedno z interesujących badań wykazało, że wstrzymywanie ocen na kilka dni po przekazaniu informacji zwrotnej w formie komentarza może zwiększyć wyniki uczniów z następnych sprawdzianów nawet o dwie trzecie.

 

 

3.Brak poczucia więzi

 

Czytaj dalej »



 

Przeglądając materiały, które zamieściłem w minionym tygodniu na OE, w dwu przypadkach poczułem potrzebę wyrażenia swoich poglądów na tematy, będące ich treścią. I nie był to post z bloga „PEDAGOG” – zawarte tam tezy są z kategorii „oczywistych oczywistości” – przynajmniej środowisku edukacyjnym „bańki” z którą i ja się identyfikuję. Bo co mogę mieć do recenzowania z takiego akapitu jak ten – moim zdaniem najbardziej reprezentatywny dla tego tekstu:

 

„Czas wejść w tę chmurę, by maksymalizować dzieciom i młodzieży dostęp do osiągnięć ponowoczesnej cywilizacji, ale zarazem trzeba umieć „zejść z tej chmury“, by radykalnie zmienić funkcję przestrzeni szkolnej na rzecz przede wszystkim animowania aktywności uczniów w zakresie także odkrywania i wzmacniania ich człowieczeństwa, a więc na pełnienie funkcji inkulturacyjnej, uspołeczniania młodych pokoleń i włączania ich w świat ziemskiej, a więc bezpośrednio doświadczalnej kultury i stosunków międzyludzkich.”

 

Ale tego samego dnia wieczorem zamieściłem informację o inicjatywie Fundacji „Stocznia” i  Centrum Nauki Kopernik zorganizowania publicznego wysłuchania obywatelskiego w sprawie przygotowywanych w MEN zmian w podstawie programowej języka polskiego. Chęć podzielenia się z Wami moimi refleksjami nie wynika z krytycznej opinii o motywach, które kierowały organizatorami tego wydarzenia, bo w pełni je podzielam:

 

Zaproponowane przez nas działanie, mimo że wyrasta w pewnej mierze z krytycznego osądu aktualnej praktyki Ministerstwo Edukacji Narodowej, nie jest jednak skierowane przeciwko MEN. Ma za zadanie wzbogacić proces (liczymy, że wnioski z tego procesu będą wykorzystane przez Ministerstwo)…[…]

 

Podstawy programowe to trzon, na którym osadza się polska edukacja. […] Dyskusja o podstawach programowych to również rozmowa o wartościach, celach, zadaniach i przyszłości polskiej edukacji, przed którą stoją nowe wyzwania, w tym kryzys klimatyczny, migracja, wyzwania demografii, rozwój sztucznej inteligencji, bezpieczeństwo w sieci. […] Powinniśmy wspólnie szukać możliwe trwałej, wykraczającej poza partyjny spór i poza horyzont pojedynczych kadencji, szerokiej umowy społecznej w sprawie edukacji.

 

Organizatorzy w opublikowanym materiale informacyjnym wyrazili swą ufność, że wnioski z tego publicznego wysłuchania będą wykorzystane przez Ministerstwo.

 

I  w tym miejscu pojawiły się moje refleksje…  Pierwsza zrodziła się w czasie obserwacji tzw. prekonsultacji, które trwały do 19 lutego i zaowocowały 50 262 nadesłanymi opiniami. To wtedy miałem spostrzeżenia, które potwierdził w swoim najnowszym tekście kolega Pytlak:

 

„Władza popełniła błąd  (…) organizując prekonsultacje, czyli stawiając głosy przypadkowych ludzi ponad zdaniem powołanych przez siebie ekspertów. Trudno znaleźć dobre usprawiedliwienie dla tego działania. Najgorsze jest to, że w efekcie ucierpiała sama idea powierzania misji ludziom znającym się na rzeczy. W tej chwili, jaki by nie przyjąć klucz doboru specjalistów, będą oni z założenia obarczeni brakiem zaufania.”

 

Nie przypadkowo ten zamieszczony 4 maja br. na OE materiał zatytułowałem „MEN popełniło błąd, stawiając głosy przypadkowych ludzi ponad zdaniem ekspertów”

 

A  ów bardzo ogólnikowy materiał informacyjny, zamieszczony 23 kwietnia na stronie MEN, z którego można dowiedzieć się jedynie, że „Konsultacje rozporządzenia potrwają do 13 maja br. Uwagi i opinie można przesyłać na adres sekretariat.dkotc@men.gov.pl”, nastawił mnie bardzo sceptycznie do jakości uzyskanych tą drogą informacji i opinii w owej „gorącej” sprawie.

 

I teraz jeszcze owa inicjatywa społeczna publicznego wysłuchania obywatelskiego, organizowana w dniu 18  maja –  5 dni po terminie wyznaczonym przez MEN!

 

Dla kogoś, tak jak ja obserwującego z zewnątrz to co wokół owej idei odchudzenia podstaw programowych się dzieje, sytuacja ta jest efektem braku apolitycznych kanałów komunikowania się władzy ze społeczeństwem. I nie jest moją rolą wyjaśnianie, czy ów termin wysłuchania obywatelskiego to wina jego inicjatorów, którzy za późno obudzili się  z projektem, czy może trudności w dostaniu się do ucha którejś z pań wiceministerek, aby z odpowiednim wyprzedzeniem ów termin uzgodnić.

 

Jakkolwiek by było – wiem jedno: Cokolwiek podczas owego wysłuchania zostanie odnotowane, czy będzie to głęboko uzasadnione i kompatybilne z perspektywiczną wizją reformy całego systemu szkolnego w kierunku jego dostosowania do wyzwań przyszłości, czy wyrastające z tęsknoty do „starych dobrych czasów” – władza będzie mogła – według swojego uznania – nie uwzględnić tych głosów w ostatecznym kształcie rozporządzenia, bo zaistniały one po terminie!

 

x            x           x

 

I jeszcze kilka zdań refleksji po zapoznaniu się z felietonem Belferbloga, zatytułowanym Czyja to zasługa, że matura z angielskiego wypada najlepiej?”. Dariusz Chętkowski  wymienił tam aż 5 powodów tego stanu rzeczy. Jednak ja, po dłuższym zastanowieniu,  doszedłem do wniosku, że najważniejsze są dwa z nich – pierwszy i piąty:  Uczniowie chcą się uczyć angielskiego, bo wiedzą, że nie jest  to nauka typu „3 Z” (Zakuć – Zdać – Zapomnieć). Ta ich motywacja wewnętrzna wynika właśnie z owej świadomości, że tak naprawdę to jest to zdobywanie niezbędnej i potrzebnej w życiu kompetencji, a nie zapamiętywanie faktów, wzorów i formułek w celu pochwalenia się tą wiedzą na sprawdzianie, a później na egzaminie.

 

Pora, aby ten oczywisty fakt stał się wzorcem dla reformatorów systemu edukacji w naszych szkołach.

 

Właśnie sobie przypomniałem koncepcję zreformowanego liceum, którą zaprezentował 3 maja na swoim Fb profili dr Tomasz Tokarz. Tak jak ja to odczytałem, to pomysł ten idzie właśnie w tym kierunku:

 

 

Więcej  –  TUTAJ

 

 

Tylko czy w aktualnym realiach zasad polityki kadrowej oraz partyjno-przedwyborczych uwarunkowań podejmowanych decyzji jest na to szansa?

 

 

 

Wodzisław Kuzitowicz

 



Przy okazji niedawnej matury z matematyki,  proponujemy na dzisiejszą lekturę tekst, autorstwa Tomasza Pintala, znanego z mediów społecznościowych jako pasjonata szachów.

 

 

Od kilkunastu lat próbuję zrozumieć w jaki sposób nauczanie matematyki pomaga lub przeszkadza w rozwoju człowieka. I to najpierw tego najmniejszego, potem nieco starszego, potem zwanego młodzieżą, a potem już dorosłego, który idzie na studia lub wybiera pracę zarobkową, bez dalszego kształcenia.

 

Z kolei od kilku lat analizuję w jaki sposób nauka matematyki jest realizowana w systemie szkoły publicznej i z jakimi wyzwaniami zmagają się z dzieci, nauczyciele i rodzice.

 

Pomimo, że mam swoje zdanie, to jednak cały czas staram się czytywać to, czym się dzielą inni – zwłaszcza nauczyciele, którzy rozumieją co, po i w jaki sposób robią.

 

I jak tak analizuję, to teraz już nie widzę w jaki realny sposób współczesne dzieci mają ogarnąć matematykę. I od razu dodam, że nie chodzi mi o obiektywną matematykę jako naukę, tylko jako naukę matematyki w kontekście szkolnym. Mało bowiem jest dzieci, które mają możliwość i wytrwałość, aby zajmować się matematyką codziennie po szkole przez co najmniej 1,5-2 godziny.

 

Spróbuję nieco trudniej tym razem, pomimo tego, że część osób może mi zarzucić czarnowidztwo lub nadmierny pesymizm czy też oderwanie od rzeczywistości. Czy tak rzeczywiście jest, to już niechaj każdy z czytelników samodzielnie zdecyduje.

 

Oto wyzwania, które sprawiają, że matematyka dziś będzie (jest) czymś co coraz większa część dzieci (i młodzieży) nie będzie w stanie ogarnąć.

 

1) Uzależnieni niewolnicy mediów społecznościowych.

Jeśli dziecko jest sterowane przez owe media i jego mózg już tak funkcjonuje, że nie jest w stanie skupić uwagi na dłużej niż 1-2 minuty, to nauczyciel w szkole choćby był czarodziejem, to nie będzie w stanie 20 razy w ciągu lekcji robić 30-45 sekundowe przerwy, aby takim uczniom „zresetować” brak połączenia ze światem (skupieniem). Nawet matematycznie to szybko widać: Robiąc 20 razy przerwy po 30 sekund, to już mamy 10 minut, a jeśli dodatkowe 10 minut schodzi na czynności niezwiązane z matematyką, to wychodzi zaledwie jakieś 20 minut REALNEJ (jak kto woli sensownej lub efektywnej?) lekcji matematyki szkolnej… każdego (?!) dnia nauki szkolnej.

 

2) Za dużo matematyki, nie będzie z czego łączyć w mózgu neuronowe styki.

Gdy analizuję liczbę godzin matematyki w każdej klasie SP, a potem w szkole średniej, to dochodzę do wniosku, że chyba coś nam poszło nie w tę stronę. Jeśli średnio uczniowie mają 4 godziny lekcyjne (czyli „dwudziestominutówki”, które wyliczyłem w punkcie pierwszym) matematyki tygodniowo, to wychodzi nam całe 80 minut REALNEJ nauki w tygodniu, zaś w miesiącu jest to niebotyczne 5, 5 godziny (!). Jeśli do tego dodamy pełne 5 miesięcy nauki (odliczam wszystkie święta, wolne, choroby, apele, wycieczki, etc.) to wyjdzie nam niemalże „całe 30 godzin”. Tyle w kwestii matematyki szkolnej jeśli chodzi o liczbę godzin przeznaczonych na edukację matematyczną. Podkreślam, że mówię i liczę REALNY czas, a nie teoretyczny. Chyba większość nauczycieli rozumie, że dziś skupienie uwagi ucznia na pełne 5 minut to jak przebiegnięcie dystansu 1 kilometra w czasie krótszym niż 5 minut!

 

3) Nie muszę pracować nad rozwijaniem umiejętności, bo prace domowe są już zakazane, bo obdzierają człowieka z jego wielkości.

Tak, tutaj posłużyłem się mam nadzieję widoczną ironią, ale to jest celowe działanie. Jak bowiem dzieci mają mieć dobry poziom jeśli chodzi o umiejętności matematyczne, jeśli w szkole w całym roku szkolnym spędzą „całe 30 godzin” na edukacji matematycznej? Przecież widać gołym okiem, że rocznie, aby ogarnąć matematykę na tak zwanym przyzwoitym poziomie, to trzeba na nią przeznaczyć od 150 do 300 godzin. Od czego zależy ta liczba? Od tego jak szybko ktoś wyłapuje istotne kwestie, jak szybko zauważa relacje między elementami i na ile potrafi łączyć odpowiednie kropki. Czyli jeśli mamy 30 godzin (zegarowych) matematyki szkolnej, to trzeba dopracować jeszcze od 120 do 270 godzin, aby osiągnąć poziom, który pozwoli sprawnie poruszać się na kolejnych etapach podróży matematycznej.

 

4) Jak się matematycznym geniuszem nie urodzisz, to bez pracy własnej sukcesu z matematyki nie pogodzisz.

5% dzieci, które mają najwyższy iloraz inteligencji oraz odpowiednie warunki rozwoju… nie musi pracować nad szkolną matematyką, bo raz że dla nich jest ona zbyt prosta, a dwa, że one są w stanie dostrzegać niewidoczne kropki i je łączyć ze sobą, powiedzmy 5 do 10 razy skuteczniej (i szybciej). Ich pomijamy w rozważaniach. Każde inne dziecko, zwłaszcza to, które wymaga dużego wsparcia, musi pracować (długotrwale) na to, aby odnosić sukcesy matematyczne. Osobiście, aby stworzyć miejsce w którym będą pokazane sposoby w jakie można nauczać matematyki ciekawie oraz poprawnie – mam na myśli mojego bloga matematycznego na którym umieściłem 100 artykułów – musiałem poświęcić co najmniej 4 lata pracy i szacunkowo około 1500-2000 godzin, aby najpierw dane koncepcje dobrze zrozumieć, potem je dobrze wyjaśnić, a na koniec przelać je z moich notatników na cyfrowe miejsce (czyli bloga).

 

To weźmy teraz drobne porównanie. Jeśli dziecko uczy się w szkole 30 godzin matematyki rocznie, do tego poza szkołą (w domu) poświęca kolejne „całe 20 godzin” na matematykę, to mamy już 50 godzin. Jeśli od klasy 4 do 8 takich pakietów matematycznych mamy 5, to wychodzi nam całe 250 godzin. I teraz coś za co wiele osób może mnie odsądzić od czci i wiary. Przepraszam, ale bez tego nie zajedziemy daleko. Jeśli w ciągu 5 lat nauki dziecko przepracuje nad matematyką dokładnie tyle ile powinno przepracować w ciągu jednego roku, to o jakim matematycznym sukcesie oraz zrozumieniu my mówimy? Czy jeśli kupimy działkę i wylejemy fundamenty oraz ogrodzimy je siatką, to mówimy o domie w którym można zamieszkać, jeśli zrobimy w nim drobny porządek? Czy też może mówimy, że to śmiech na sali i przecież widać, że domu nie widać? Z matematyką i umiejętnościami jest o tyle trudniej, że „gołym okiem nie widać, tego czego dziecko nie wie, nie rozumie i nie ogarnia”. To nie jest tak, że dziecko nie ma ręki lub nogi i każdy natychmiast zobaczy, że nie jest w pełni sprawne. W przypadku matematyki będzie to dopiero widoczne, gdy będzie trzeba coś wyjaśnić, zrozumieć, obliczyć, rozwiązać problem, uzasadnić, wyciągnąć wnioski czy też oszacować.

 

Czytaj dalej »



 

 

Dawno nie informowaliśmy o stanowisku KSOiW NSZZ „Solidarność” w sprawie zmian w edukacji, proponowanych przez nowe kierownictwo MEN. Oto komunikat, zamieszczony 110 maja 2024 r. na oficjalnej stronie Krajowej Sekcji Oświata i Wychowanie NSZZ „Solidarność”:

 

 

 

 

 

 

Źródło: www.oswiata-solidarnosc.pl

 

 

 



Oto zamieszczony wczoraj (9 maja 2024 r.) w „Polityce” felieton znanego polonisty z łódzkiego XXI LO:

 

 

Czyja to zasługa, że matura z angielskiego wypada najlepiej?

 

Od lat matura z języka angielskiego wypada najlepiej. Dzisiaj też było łatwo i przyjemnie. Angliści i anglistki znowu będą zasypywani pochwałami przez dyrekcję i stawiani za wzór innym nauczycielom. Jeżeli z angielskiego osiąga się tak wysokie wyniki, to znaczy – rozumuje dyrektor szkoły – że z innych przedmiotów też można. Dlaczego więc sukces udaje się osiągnąć tylko anglistom?

 

Po pierwsze, działa motywacja wewnętrzna. Uczniowie chcą się uczyć angielskiego. Żaden inny przedmiot nie cieszy się podobnym zainteresowaniem. Nawet wychowanie fizyczne jest daleko w tyle.

 

Po drugie, nauka angielskiego odbywa się nie tylko w szkole. Często lekcje to tylko dodatek do samokształcenia, konwersacji z korepetytorem, kursów i innych zajęć. Żaden inny przedmiot nie jest nauczany przez tak wiele podmiotów. Nauczyciele szkolni nie są jedyni w tym procesie.

 

Po trzecie, nauka angielskiego zaczyna się bardzo wcześnie. Jak dziecko zaczyna w przedszkolu, to jest to dość późno. Odpowiedzialni rodzice oswajają dziecko z melodią języka obcego już od niemowlęctwa. W ambitnych rodzinach dzieci wręcz stają się dwujęzyczne.

 

Po czwarte, angliści i anglistki są często najlepszymi fachowcami w dydaktyce i metodyce. Szkolą się na potęgę. Pod tym względem nauczyciele innych przedmiotów do pięt im nie dorastają. Nauczyciele angielskiego często też są bardzo młodzi, więc łatwo nawiązują kontakt z uczniami. Gdy się trochę zestarzeją, odchodzą do innej pracy. Rotacja wśród anglistów jest największa.

 

Po piąte, jest to najbardziej potrzebny przedmiot w życiu. Bez matematyki, chemii, biologii, geografii da się żyć. A bez angielskiego nie. Każda wycieczka zagraniczna, każda wymiana z uczniami z innych krajów przekonują, że trzeba się uczyć angielskiego. Moda na ten język też robi swoje.

 

 

 

Źródło:www.chetkowski.blog.polityka.pl



Nie chcąc pozostać poza głównym nurtem zainteresowania aktualnymi problemami polskiej oświaty – przekazujemy najnowszą informację o inicjatywie Fundacji „Stocznia” i  Centrum Nauki Kopernik:

 

 

 

[…]

 

Zdecydowaliśmy się więc na organizację wysłuchania obywatelskiego. Zaproponowane przez nas działanie, mimo że wyrasta w pewnej mierze z krytycznego osądu aktualnej praktyki Ministerstwo Edukacji Narodowej, nie jest jednak skierowane przeciwko MEN. Ma za zadanie wzbogacić proces (liczymy, że wnioski z tego procesu będą wykorzystane przez Ministerstwo), ale także zachęcić też resort, żeby tworząc przyszłe polityki publiczne (a zapowiedzi Ministerstwa sięgają daleko) zdecydowało się sięgnąć po analogiczne rozwiązania i wiele innych (w tym np. takie, które służą zbliżaniu stanowisk).

 

Podstawy programowe to trzon, na którym osadza się polska edukacja. Są one tematem, który jest istotny dla nauczycieli(ek), jak również dla uczniów i uczennic oraz ich rodziców. To od kształtu podstawy zależy na przykład to, ile i jakich prac domowych będzie planowane. Dyskusja o podstawach programowych to również rozmowa o wartościach, celach, zadaniach i przyszłości polskiej edukacji, przed którą stoją nowe wyzwania, w tym kryzys klimatyczny, migracja, wyzwania demografii, rozwój sztucznej inteligencji, bezpieczeństwo w sieci. To wszystko oznacza, że o kształcie polskiej szkoły powinniśmy rozmawiać najszerzej jak się da, w sposób nieupolityczniony, wykorzystując wszelkie dostępne mechanizmy poszukiwania konsensusu społecznego – w edukacji jest on szczególnie ważny.

 

Powinniśmy wspólnie szukać możliwe trwałej, wykraczającej poza partyjny spór i poza horyzont pojedynczych kadencji, szerokiej umowy społecznej w sprawie edukacji. Edukacja to dobro publiczne, a uspołecznienie jej tworzenia leży we wspólnym, dobrze rozumianym interesie.

 

Do czego zapraszamy?

 

Z olbrzymiego obszaru edukacji zdecydowaliśmy się przedmiotem wysłuchania (które realnie trwać może tylko kilka godzin), uczynić tylko jeden z przedmiotów – język polski. W tzw. prekonsultacjach w tej sprawie zgłoszono ok. 11 tys. uwag (ok. 20% wszystkich).

 

Przedmiot ten budzi wiele emocji i bynajmniej nie sprowadza się (nie powinien się sprowadzać) do kwestii zawartości listy lektur obowiązkowych. Sprawa ma wiele innych wymiarów. Wiele zależy od sposobu postrzegania sensu ewentualnych zmian i uznania w dyskusji racji wielu stron – urzędników(czek), metodyków(czek), nauczycieli(ek), rodziców, uczniów(nic). W czasie wysłuchania spróbujemy stworzyć przestrzeń na ich wyrażenie.

 

Decydując się na ograniczenie zakresu konsultacji do podstawy programowej jednego przedmiotu zdecydowanie nie twierdzimy, że inne przedmioty nie są ważne. Prawdopodobnie w innych sprawach konieczne będą także pogłębione formy konsultacji – może nawet wysłuchania. W naszym działaniu chcemy uczynić ważny precedens i pokazać, że ambitniejsze formy konsultacji są możliwe i pożyteczne.

 

Wysłuchanie prowadzone będzie 18 maja, a zatem kilka dni po wyznaczonym przez MEN terminie pisemnie zgłaszanych uwag. Wierzymy jednak, że to nie unieważnia procesu i nie zwalnia decydentów z potraktowania z odpowiednią powagą jego wyników.[…]

 

 

 

Więcej informacji, w tym formularz zgłoszeniowy – na stronie organizatorów:

 

 

 

Obywatelskie wysłuchanie publiczne  –  TUTAJ

 

 

 

 



Dziś proponujemy obszerne fragmenty (i link do pełnej wersji) tekstu prof. Bogusława Śliwerskiego, zaczerpniętego z jego bloga „PEDAGOG”. Jest to kolejny głos w sprawie niezbędnych zmian w systemach edukacji – nie tylko polskiej:

 

 

O konieczności reform szkolnych i nauczycielskich innowacjach pedagogicznych

 

Wczoraj odbyła się interesująca konferencja naukowa, jaka zorganizowało studenckie Koło Naukowe Instytutu Pedagogii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Najczęściej debaty naukowe organizują nauczyciele akademiccy, a tu studentki pedagogiki wczesnej edukacji postanowiły zorganizować z pomocą kadry akademickiej międzynarodową konferencję z udziałem naukowców i nauczycieli-nowatorów z Ukrainy, Niemiec i Polski. Temat konferencji dotyczył innowacji pedagogicznych w edukacji wczesnoszkolnej jako szansy rozwoju szkoły i jej podmiotów. […]

 

Megadynamiczny postęp technologiczny wywołuje zachwyt i frustrację zarazem, bowiem z jednej strony na co dzień część z nas już wie, zna, doświadcza ograniczonych jedynie czasem a otwartych możliwości dostępu do różnych (także potocznych, fałszywych, zniekształcających dane) źródeł informacji, wiedzy i teorii świata, kultur, ekonomii, filozofii, medycyny, techniki, sztuki itp., z drugiej zaś tkwimy w oświacie strukturalnie – prawnie, instytucjonalnie oraz  symbolicznie – mentalnie, aksjologicznie  jeszcze w XIX-XX wiecznym systemie nadzoru i nadkontroli państwa oraz środowisk wychowawczych. Polskie społeczeństwo zostało poddane przekształceniom gospodarczym i technologicznym, zaś w wyniku globalizacji także szokowi kulturowemu i światopoglądowemu. […]

 

Świat nam ucieka i nie pomoże nam w tym nawet zdobycie najwyższych miejsc w badaniach PISA, TIMSS czy in., gdyż systemy edukacyjne państw zachodnich mają za sobą dziesiątki lat rozwoju w zdecentralizowanych społeczeństwach i kulturach, podczas gdy Polacy są utrzymywani w ryzach centralistycznego nadzoru pozorującego samorządność, demokratyzację, elastyczność czy otwartość na pluralizm świata. Polska nie wyszła jeszcze w systemie edukacyjnym  z pozostałości socjalizmu. Nadal panuje kult centrum, hierarchii, także regionalnego a pseudoobywatelskiego władztwa. Zburzyliśmy pomniki komunistycznych i socjalistycznych dyktatorów, zmieniliśmy nazwy ulic, częściowo nawet bohaterów w nazwach szkół, ale nadal tkwimy w minionej epoce.

 

Edukacja w świecie globalnym musi być lokalna, demokratyczna (kooperacyjna, prospołeczna, solidarnościowa) a nie scentralizowana, hierarchiczna, pełna buty i arogancji ludzi zamkniętych na świat i konieczność zmian. Nie wytworzymy kapitału społecznego w środowiskach zawiści, podtrzymywanych przez rządzących i opozycję podziałów światopoglądowych, w przestrzeniach szkół budowanych w latach 60. („Tysiąc szkół na Tysiąclecie“) dla placówek nieufności, podziałów i permanentnego nadzoru w dobie, która świat informacji, wiedzy i nauki   umieściła  już w wirtualnej chmurze.

 

Czas wejść w tę chmurę, by maksymalizować dzieciom i młodzieży dostęp do osiągnięć ponowoczesnej cywilizacji, ale zarazem trzeba umieć „zejść z tej chmury“, by radykalnie zmienić funkcję przestrzeni szkolnej na rzecz przede wszystkim animowania aktywności uczniów w zakresie także odkrywania i wzmacniania ich człowieczeństwa, a więc na pełnienie funkcji inkulturacyjnej, uspołeczniania młodych pokoleń i włączania ich w świat ziemskiej, a więc bezpośrednio doświadczalnej kultury i stosunków międzyludzkich.

 

Profesor Krystyna Chałas omówiła trzy typy nauczycielskiej tożsamości ze względu na postawy wobec innowacji w edukacji szkolnej: tożsamość przedkonwencjonalną, konwencjonalną i postkonwencjonalną, z których tylko ta ostatnia stanowi przejaw rzeczywistego zaangażowania w myślenie i działanie innowacyjne.  Przypomniała początkowe lata transformacji ustrojowej po 1989 roku, w toku której resort edukacji stworzył prawne postawy do wprowadzania w szkołach państwowych, a stających się z biegiem lat publicznymi, programów autorskich, innowacji przedmiotowych, wychowawczych czy dydaktycznych.

 

Na Ukrainie toczy się wojna, tymczasem referat studentki studiów magisterskich kierunku „zarządzanie szkołą” Ludmiły Antosievy z Uniwersytetu Zarządzania Oświatą w Kijowie przy Narodowej Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy dotyczył tego, czego nie ma w Polsce, a mianowicie wyzwań wynikających z procesów cyfrowej transformacji społeczeństwa, w tym szczególnie edukacji, która musi stworzyć dostęp młodzieży do wysokiej jakości uczenia się, a tym samym wymaga odstąpienia od przestarzałych metod kształcenia. Młode pokolenie odrzuca w coraz bardziej widocznym stopniu tradycyjne podejście do uczenia się. Interesująco mówiła o korzystaniu przez szkoły w Kijowie z oprogramowania multimedialnego.

 

Do 2026 roku ma zatem zostać stworzone na Ukrainie zintegrowane środowisko cyfrowe, które będzie łączyć wszystkie podmioty prowadzące edukację i badania naukowe oraz zapewni im przestrzeń do komunikacji i wymiany danych. Zmniejszy się dzięki temu obciążenie biurokratyczne systemu edukacji i szkolnictwa wyższego co także ułatwi procesy autonomicznego zarządzania nimi. Poznaliśmy przykłady zajęć w edukacji wczesnoszkolnej z zastosowaniem mediów cyfrowych.

 

 

Cały tekst O konieczności reform szkolnych i nauczycielskich innowacjach pedagogicznych   –  TUTAJ

 

 

Źródło:www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



Pierwsze majowe spotkanie w „Akademickim Zaciszu” odbyło się, jak zawsze, w minioną środę i poświęcone było rozmowie na temat edukacyjnego procesu nacjonalizacji. Tym razem rozmówczynią prof. Romana Lepperta była dr Monika Popow – badaczka społeczną zajmująca się kwestiami edukacji, rozwoju społecznego oraz kultury. W swej pracy naukowej dr. Popow podejmuje kwestie związane z procesem uczenia się, jego współczesnymi uwarunkowaniami oraz krytyczną analizą dyskursu.

 

Wszystkich zainteresowanych tą tematyką, którzy wczoraj nie dysponowali czasem, aby towarzyszyć tej rozmowie, zapraszamy w dogodnym dla siebie czasie:

 

 

 

Co łączy naród, patriotyzm i edukację?   –   TUTAJ

 

 



Karol Pietrzyk – nauczyciel j. angielskiego w IV Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Prusa w Szczecinie, doradca metodyczny w zakresie  j. angielskiego w Zachodniopomorskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli, zamieścił we wtorek, 7 maja 2024 r., bardzo interesujący tekst, w którym zawarł swoją ocenę matury:

 

 

 

                                                  MATURALNA I ŻYCIOWA NERWICA LĘKOWA

 

No więc wchodzisz do tej sali gimnastycznej – dowodzik, podpisik i numerek. Trochę uwiera cię krawat, serce bije mocniej, oddech nieco płytszy. Siadasz, czujesz, jak opinają cię spodnie i uwierają buty. Ubrałeś się stosownie do okazji, bo tak mówili – garnitur ze studniówki, krawat, wszystko na tip-top. Po czterech godzinach siedzenia w tym stroju dojdzie do ciebie, że to niezbyt wygodne ubranie na zmagania egzaminacyjne. Twoja koleżanka z klasy ogarnęła to szybciej. Ubrana w dosyć eleganckie dresy, szeroką bluzkę i trampki wydaje się być mniej usztywniona. Co prawda dostała ochrzan od dyrektora, ale za kilka lat odpali z powodzeniem innowacyjny start-up. Na sali setka osób i dosyć gwarno. Przed wręczeniem arkuszy maturzyści dostają gadulca. Chcąc jakoś rozładować to rosnące napięcie, śmieją się z czego tylko mogą. A ty patrzysz tępo na przewodniczącą zespołu, która jest bardziej zestresowana niż wielu uczniów. Żeby jej się tylko procedurki nie pomyliły.

 

Wreszcie dostajesz swój arkusz egzaminacyjny, ten bilet do niezbyt dokładnie przemyślanej przyszłości i z łomoczącym sercem zabierasz się do realizowania początkowych procedur. Na oko wygląda, że nie jest źle, więc bierzesz się do roboty. W końcu przez cztery lata przygotowywałeś się głównie do tego. Teraz będziesz przez cztery godziny w tym wszystkim sam. Tylko ty, twoja głowa i zeszyt z zadaniami, które choć znajome w formacie, to jednak atmosfera ich wykonywania różni się od tego, jak robiłeś to do tej pory. Jesteś zdany tylko na siebie. Nie możesz tego z nikim przedyskutować, poprosić o wskazówkę czy radę. Do tego jeszcze ten ciężar oczekiwań. Tym większy, im lepsze miałeś oceny w liceum. Tata mówi: „dasz spokojnie radę”, a mama to już w ogóle nic nie mówi, bo przyzwyczaiła się do tego, że zawsze musi być dobrze. Jednak egzamin to co innego. To wcale nie takie łatwe. W końcu tylko ty wiesz, co się dzieje w twojej głowie i szczerze mówiąc ten rodzaj samotności w tym wszystkim nie za bardzo ci się podoba. To pojedyncze zdarzenie, jeden dzień i to taki, w którym możesz się czuć niekoniecznie dobrze. I jeszcze atmosfera tego eventu – trochę przytłaczająca.

 

Ale bierzesz byka za rogi, czytasz kolejne polecenia, robisz zadanie po zadaniu. Odhaczasz te odtwórcze zadanka grubo poniżej twojego potencjału. Jednak fakt, że tak dużo od nich zależy trochę cię usztywnia. Idzie raczej dobrze aż do pewnego momentu, który zupełnie odbiera ci pewność siebie. Jak robić zadanka – nauczyli, jak radzić sobie z sytuacją kryzysową mentalnie – to już niekoniecznie. Trafiasz w swoim arkusz na problem, który powoduje, że oblewa cię zimny pot. Zaczyna się blokada, nie możesz myśleć, nie jesteś w stanie ruszyć do przodu, panikujesz. Do tego wszystkiego rozbolał cię brzuch. Ponad pół godziny walczysz ze sobą tylko po to, żeby pchnąć to jedno zadanie do przodu. W głowie pojawia się widmo słabego wyniku, może nawet oblanego egzaminu i zaprzepaszczonej szansy.

 

W tej jednej chwili czujesz, że chyba nie dasz rady. Tkwisz w tym stanie, mijają kolejne minuty, a ty nie jesteś w stanie nic konstruktywnego zrobić. Teraz mści się słabo przespana noc i niezjedzone śniadanie. No, ale jak to? To nie może się tak skończyć. Cztery lata wkuwania, pierdyliard zaliczonych testów, zarwane nocki i teraz takie coś? Wywalić się na pojedynczym wydarzeniu? Nachodzą cię czarne wizje – super oceny na koniec, połowie klasy pomagał – zdolny, ambitny, obowiązkowy, a matury w pierwszym terminie nie zdał? Jak dziś na polskim nie za bardzo pójdzie, to kolejna słaba nocka gwarantowana, a następnego dnia przeciwnik jeszcze bardziej wymagający.

 

Łapiesz się na tym, że niekoniecznie umiesz zarządzać stresem; masz przecież dopiero 19 lat. Pamiętasz, że coś tam anglista mówił na lekcji ‘How to manage stress’ o oddychaniu przeponowym i piciu wody małymi łykami, żeby odwrócić uwagę od stresorów. Pijesz więc tę opisaną w procedurkach wodę w niewielkiej butelce. Po kilku takich akcjach zauważasz jednak: „butelka taka mała, a stresu tak wiele”.

 

Po dłuższej przerwie jednak ruszasz do przodu. Ciężar gatunkowy tego wydarzenia i chwilowe niepowodzenie powodują, że nie jesteś w stanie myśleć i pisać równie swobodnie, jak w domu czy na lekcjach. I do tego z tą charakterystyczną dla ciebie swadą, za którą zbierałeś pochwały od polonisty. Zapewne na równie przychylne podejście egzaminatora nie masz co liczyć. I żeby tylko nie walnąć „kardynała”.

 

Wreszcie jakoś doczołgałeś się do końca. Niby wszystko zrobione, ale czujesz, że trochę poniżej tego, na co cię stać. Stres ci dużo odebrał. Nie było takiego ‚flow’, jak na niejednej pracy klasowej, gdy podpasował ci temat. Sprawdzasz wszystko z dziesięć razy, bo po tej akcji z brzuchem już sobie nie ufasz. I ta myśl pod koniec: „nie był to może arkusz marzeń, przepięknie raczej nie będzie, ale może chociaż będzie dobrze”.

 

Po dwóch miesiącach są wyniki. Liczby się zgadzają, będą dobre studia. Czyli chyba OK. Jednak po 20 latach okazuje się, że twoi trójkowi koledzy, którzy słabiej zdali maturę – pozakładali firmy, rozwinęli biznesy, a ty zostałeś korpoludkiem średniego szczebla, pracownikiem administracji, „profesorem” w liceum albo HR-owcem. Ale chociaż wygrałeś odcinek „Jednego z dziesięciu” – bo do tego akurat polska szkoła idealnie przygotowuje. Zawsze byłeś ułożony, obowiązkowy, usztywniony, miałeś wzorowe zachowanie i zależało ci na sprostaniu oczekiwań innych. Realny produkt polskiej szkoły. Koniec końców jednak okazało się, że nie o to w życiu chodzi.

 

Czy rzeczywiście tak wiele od tego egzaminu zależało? Myślisz o swoich kolegach i koleżankach z klasy, którym pomagałeś w nauce, którzy dowieźli w końcowym rozrachunku słabsze egzaminacyjne liczby, ale w prawdziwym życiu prześcignęli cię o kilka długości i myślisz, że jednak – niekoniecznie.

 

Czytaj dalej »