Już 28 maja na stronie ORE zamieszczono informację: „Ogólnopolski Kongres EDUCATIO PERMANET IN AETERNUM – Wychowanie trwa wiecznie”:

 

 

W dniach 7−9 czerwca 2021 r. odbędzie się Ogólnopolski Kongres EDUCATIO PERMANET IN AETERNUM – WYCHOWANIE TRWA WIECZNIE, organizowany przez Kolegium JagiellońskieRzecznika Praw Dziecka przy współudziale Fundacji Życie. Wydarzenie objęte jest patronatem Ministra Edukacji i Nauki dr. hab. Przemysława Czarnka.

 

Celem Kongresu jest podjęcie debaty w kontekście obecnej sytuacji zachodzących przemian cywilizacyjnych oraz ocena perspektyw skutecznego rozwoju edukacji i wychowania, niezbędnych do odbudowy współczesnego świata.

 

Trzeci dzień Kongresu będzie spotkaniem praktyków, forum wymiany doświadczeń i dyskusją nad referatami. Fundacja Życie będzie moderatorem tej części wydarzenia *.[…]

 

 

Źródło: www.ore.edu.pl

 

 

x           x           x

 

 

4 czerwca na stronie ŁKO także zamieszczono informację – z linkiem do programu tego wydarzenia  –  TUTAJ

 

 

x           x           x

 

 

Niestety – nie udało się nam znaleźć relacji z przebieg pierwszych dni tego kongresu na stronach wolnych mediów. Dziś w południe „Portal Samorządowy” zamieścił informację  „Czarnek: wychowanie chrześcijańskie jest potrzebne, by uratować cywilizację łacińską”  –  TUTAJ

 

Także dziś po południu krótką informację o wystąpieniu min. Czarnka zamieścił na swojej stronie dziennik „Rzeczpospolita”„Minister Czarnek o wolności słowa na uczelniach: Chrześcijanie się boją” TUTAJ

 

Wcześniejszą była ta, zamieszczona minionej nocy na fanpage < NIE dla chaosu w szkole > :

 

Tymczasem w Toruniu trwa trzydniowy kongres „Wychowanie trwa wiecznie”, zorganizowany przez uczelnię Tadeusza Rydzyka (Toruńska Szkoła Wyższa) i biuro RPD, Mikołaja Pawlaka.

 

Wśród kilkudziesięciu prelegentów nie brakuje wierchuszki MEiN.

 

Jutro obrady otworzy minister Czernek – strach się bać, co tym razem może zaproponować.

 

A dziś jesteśmy już po wystąpieniu wiceministra Tomasza Rzymkowskiego. Z mównicy przedstawił on tak apokaliptyczną wizję, że strach się bać:

 

Mamy inwazję złych mocy, trwających od dawna ataków „antycywilizacji i antywartości”, które zagrażają wychowaniu młodego pokolenia. Wojna kulturowa czy też wojna cywilizacyjna toczy się już od dekad, ale przyspieszyła w czasie pandemii. To co się dzieje zatrzymuje, a nawet cofa proces edukacyjny młodych ludzi… Wielokrotnie zastanawiamy się, czy już nie jesteśmy na brzegu przepaści, w którą niewątpliwie za chwileczkę sami niepopychani przez nikogo wpadniemy.

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

x           x           x

 

 

Więcej o wystąpieniu sekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki napisano na portalu PAP < DZIEJE.PL > w materiale pt. „T. Rzymkowski: od dekad cywilizacja Zachodu zmaga się z atakami antywartości”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

 

[…] „Od dekad cywilizacja Zachodu (…) zmaga się z różnymi wyzwaniami, zwłaszcza z atakami, można powiedzieć antycywilizacji, antywartości. Zmaga się z szeregiem problemów dotyczących trwałości i też tożsamości świata Zachodu– powiedział w czasie inauguracji kongresu wiceszef resortu edukacji i nauki Tomasz Rzymkowski.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

Dr Joanna Leek – adiunkt w Zakładzie Teorii Kształcenia i Wychowania Katedry Teorii Wychowania UŁ

 

 

Wczoraj (7 czerwca 2021r.) „Gazeta Wyborcza – Łódź” opublikowała na swej internetowej stronie wywiad, jaki red. Aleksandra Pucułek przeprowadziła z Dr Joanną Leek* – adiunktem w Katedrze Teorii Wychowania (Zakład Teorii Kształcenia i Wychowania) na Wydziale Nauk o Wychowaniu UŁ. Tekst został opatrzony optymistycznym tytułem „W szkołach trwa rewolucja. Już nie wróci system klasowo-lekcyjny wymyślony 400 lat temu”. Oto jego fragmenty i link na stronę GW z pełnym zapisem tej rozmowy”

 

Aleksandra Pucułek: Śniadanie na trawie i omawianie motywu przyrody w literaturze, przygotowywanie wystawy w muzeum i jednoczesne powtarzanie historii, do tego dużo rozmowy, dyskusji. Uczniowie opowiadają mi, jak po powrocie z nauki online wyglądają lekcje i mówią: szkoła może być fajna. No właśnie szkoła może być fajna?

 

Dr Joanna Leek: Pandemia, pomimo negatywnych skutków zdrowotnych i społecznych, przyniosła dwie zmiany w edukacji. Zmianę w myśleniu o edukacji klasycznej, w której mamy ławkę szkolną i tablicę. I nie chodzi tu tylko o narzędzia online, tylko o odmiejscowienie kształcenia, tzn. miejsce nauki szkolnej może być poza szkołą, np. w parkach, muzeach, budynek szkolny nie jest wyznacznikiem szkoły.

 

Druga zmiana dotyczy rozróżnienia, czym jest wiedza szkolna i umiejętności. Jeśli potraktujemy wiedzę szkolną jako informację, to szkoła jest miejscem, w którym ta informacja jest przekazywana. Teraz następuje zmiana myślenia i przechodzenie z poziomu wiedzy, czyli przysłowiowego kucia na pamięć na rzecz nabierania przez uczniów umiejętności, uczenia się ze świata, z otoczenia.

 

Pandemia pokazała, że szkoła ma konkurencję?

 

-Nie nazwałabym tego konkurencją, bo to może kojarzyć się z rywalizacją. Szkoła zobaczyła, że jest druga ścieżka, równoległa i te dwie ścieżki idą w parze. Uczniowie dobrze się w tym odnajdują.

 

 

Uczniowie tak, a nauczyciele?

 

-Nauczyciele szybko przystosowują się do zmian, są kreatywni i też sobie chwalą nowe formy pracy z dziećmi.

 

 

Czyli co można zrobić, żeby po powrocie było wszystkim po prostu dobrze? Żeby nie stracić tego, co zyskaliśmy?

 

Czytaj dalej »



Dziś na stronie MEiN zamieszczono komunikat (skopiowany ze strony CKE), zatytułowany „Egzaminy zawodowe 2021 w sesji letniej”. Oto jego najważniejsze fragmenty:

 

 

Rozpoczyna się letnia sesja egzaminów zawodowych w trzech formułach – Formuła 2012, Formuła 2017, Formuła 2019. Dziś, 7 czerwca br. startuje sesja egzaminu zawodowego w Formule 2019. Z kolei 21 czerwca br. rozpocznie się sesja egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie w Formule 2012 i w Formule 2017. Egzamin składa się z dwóch części – pisemnej i praktycznej. Warunkiem zdania egzaminu jest uzyskanie w części pisemnej co najmniej 50% punktów, a w części praktycznej – 75%.

 

 

Egzamin zawodowy – najważniejsze informacje

 

Egzaminy z części praktycznej są przeprowadzane według szczegółowych harmonogramów ogłoszonych przez okręgowe komisje egzaminacyjne.  Egzamin składa się z dwóch części – części pisemnej (40 zadań zamkniętych, zawierających cztery odpowiedzi do wyboru, z których tylko jedna jest prawidłowa; czas trwania 60 minut) oraz części praktycznej na stanowisku egzaminacyjnym (czas trwania od 120 do 240 minut, w zależności od kwalifikacji).

 

Formuła 2012

W Formule 2012 do części pisemnej egzaminu zostało zgłoszonych ponad 1 500 osób przystępujących do egzaminów w 138 kwalifikacjach, a do części praktycznej ponad 3 800 osób w 141 kwalifikacjach w zawodach, z których do najpopularniejszych należą:

-Technik informatyk

-Technik elektryk

-Technik rolnik

-Technik żywienia i usług gastronomicznych 

 

Formuła 2017

W Formule 2017 do części pisemnej egzaminu zostało zgłoszonych ponad 147 000 osób przystępujących do egzaminu w 223 kwalifikacjach, a do części praktycznej ponad 161 000 osób w 225 kwalifikacjach, […]

 

Formuła 2019

W Formule 2019 do części pisemnej egzaminu zostało zgłoszonych ponad 83 000 osób przystępujących do egzaminu w 123 kwalifikacjach, a do części praktycznej ponad 84 000 osób w 123 kwalifikacjach w zawodach, […]

 

 

Warunki zdania egzaminu

 

Aby zdać egzamin zawodowy, z obu części należy uzyskać określoną liczbę punktów, w tym:  

>z części pisemnej min. 50% punktów możliwych do uzyskania,

>z części praktycznej min. 75% punktów możliwych do uzyskania.

 

Po zdaniu egzaminu (obu części) zdający otrzymuje w Formule 2012 i w Formule 2017 świadectwo potwierdzające kwalifikację w zawodzie, a w Formule 2019 certyfikat kwalifikacji zawodowej.

 

Po zdaniu egzaminów ze wszystkich kwalifikacji wchodzących w skład danego zawodu oraz po uzyskaniu odpowiedniego poziomu wykształcenia wydawany jest w Formule 2012 i w Formule 2017 dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe, a w Formule 2019 dyplom zawodowy.

 

Przekazanie przez okręgową komisję egzaminacyjną świadectw/certyfikatów/dyplomów potwierdzających kwalifikacje w zawodzie/dyplomów zawodowych do szkół nastąpi 8 września 2021 r. […]

 

 

 

Cały komunikat „Egzaminy zawodowe 2021 w sesji letniej”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 



Foto: Mariusz Janik[www.radiolodz.pl]

 

Piątkowy protest przeciwko zwolnieniom pracowników niepedagogicznych w łódzkich szkołach

 

 

Udostępniamy fragmenty informacji, jaką w wydaniu drukowanym redakcja dodatku „Gazety Wyborczej” < Łódź > zamieściła dzisiaj (7 czerwca 2921r.), a w e-wersji już w piątek 4 czerwca pt. „Szkoły w Łodzi zetną prawie 200 etatów. Do końca maja dyrektorzy mieli wręczyć wypowiedzenia”:

 

[…] Dyrektorzy szkół – po negocjacjach i spotkaniach – zadeklarowali redukcje 195 etatów pracowników niepedagogicznych. Przesłane arkusze organizacyjne zostały przyjęte i zatwierdzone – informuje Monika Pawlak z urzędu miasta.

 

Mimo to w piątek 4 czerwca pod UMŁ zorganizowano kolejny już protest, by sprzeciwić się redukcjom. Te prawie 200 etatów, o których teraz mowa, to też duża grupa ludzi, zresztą liczba nie ma tu już znaczenia. Protestujemy, bo nie wiadomo, czy za rok, za pół roku miasto znowu nie będzie chciało zwalniać pracowników szkół lub zmniejszać ich pensjimówił podczas protestu Tomasz Murczenko z Inicjatywy Pracowniczej. […]

 

W internecie przeciwko zwolnieniom kadry niepedagogicznej szkół uruchomiono też petycję. Podpisało się pod nią prawie 2 tys. osób. Stowarzyszenie Tak dla Łodzi, jeden z organizatorów akcji, przekonuje, że takie cięcia w znacznym stopniu wpłyną na funkcjonowanie łódzkiej oświaty, a szkoły „zostaną pozbawione odpowiedniego nadzoru technicznego i konserwacji”. […]

 

 

Cały artykuł „Szkoły w Łodzi zetną prawie 200 etatów. Do końca maja dyrektorzy mieli wręczyć wypowiedzenia

                                                                                                                                                               – TUTAJ

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 



Poniżej upowszechniamy, poznany dzięki zamieszczonemu w sobotę 5 czerwca 2021r. przez portal EDUNEWS, tekst Heleny Krajewskiej, zatytułowany „Zamiast kwiatka”. Jest to informacja o wartej spopularyzowania akcji Polskiej Akcji Humanitarnej , adresowanej do nauczycieli – zwyczajowo będących podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego i wręczania świadectw odbiorcami „dziękczynnych” wiązanek kwiatów, bombonierek i innych prezencików. Przeczytajcie, przemyślcie – bo może ta forma wyrażenia przez Waszych uczniów wdzięczności za trudy poniesione dla ich edukacji ma większy sens, niż szybko więdnące kwiaty:

 

 

DOŁĄCZ DO AKCJI

 

Koniec roku szkolnego to czas podziękowań dla kadry pedagogicznej za ich poświęcenie i trud wychowawczy. W ostatnim czasie poczuliśmy wyjątkowo silnie, że szkoła to nie tylko lekcje, ale przede wszystkim relacje. Dlatego na zakończenie roku szkolnego zapraszamy do wypróbowania nowego sposobu na okazywanie wdzięczności. Zapraszamy do akcji Zamiast Kwiatka Niosę Pomoc. To świetna lekcja pomagania w praktyce!

 

Idea jest prosta. zamiast przyjmować kwiaty lub czekoladki od uczniów i uczennic, zachęć ich do tego, aby zaangażowali/ły się w działania pomocowe na rzecz Somalii. Mieszkańcy i mieszkanki tego afrykańskiego kraju od dłuższego czasu zmagają się z trudnymi warunkami bytowymi. Katastrofa klimatyczna te warunki jeszcze bardziej pogarsza. Długotrwałe susze i gwałtowne powodzie oraz wieloletni konflikt prowadzą do przemieszczania się ludzi i problemami z zaspokojeniem podstawowych potrzeb życiowych, takich jak woda, jedzenie lub schronienie. Razem możemy ich wesprzeć!

 

Na koniec roku szkolnego pokaż młodym ludziom, że można solidarnie pomagać innym i wspólnie nauczcie się czym jest pomoc humanitarna. Razem zorganizujcie zbiórkę pieniężną, a zebraną kwotę przekażcie na działania PAH w Somalii. Możecie też zorganizować zbiórkę online na www.pomagamy.pl.

 

Do akcji zapraszamy szkoły wszystkich typów z całej Polski, ale także biblioteki lub domy kultury. Nie musisz namawiać całej szkoły – możesz zgłosić tylko swoją klasę/grupę. Akcja jest dobrowolna. Jeżeli jesteś rodzicem lub uczniem/uczennicą pamiętaj, aby uzyskać zgodę nauczyciela/ki.

 

Wszystkie osoby, które prześlą nam raport z akcji, otrzymają dyplomy z podziękowaniami.

 

W poprzednich edycjach akcji wzięło udział kilkaset szkół w całej Polsce i udało się m.in. odbudować szkołę w Nepalu:

 

 

Jak zrealizować akcję:

 

Zarejestruj się poprzez formularz: www.bit.ly/formularzZamiastKwiatka. Prześlemy Ci materiały edukacyjne i promocyjne (np. grafikę akcji, film Terra Somalia razem z kartą dyskusji, animację o pomaganiu oraz materiały wizualne o sytuacji w Somalii).

 

Daj znać uczniom, uczennicom i rodzicom, aby zamiast kupować kwiaty i czekoladki, za­angażowali się w pomaganie! Powiadom o akcji, wykorzystując np. filmik, który od nas otrzymasz.

 

Wprowadź klasę w temat pomocy humanitarnej i sytuację w Somalii. Zorganizuj zajęcia na podstawie otrzymanych materiałów.

 

Prześlij nam zebrane pieniądze na poniższe konto PAH lub skorzystaj z platformy www.pomagamy.pl. Zamiast bukietu kwiatów otrzymasz od nas podziękowania.

 

Zebrane pieniądze przelej na konto PAH – 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772 (wpisz w tytule przelewu „Zamiast Kwiatka” oraz nazwę szkoły/placówki).

 

Jeżeli zamiast zbiórki, wolisz zorganizować kiermasz gadżetów – zamów je ze sklepiku PAH. Szczegóły znajdziesz w artykule „Zamów gadżety PAH na szkolny kiermasz”.

 

Tegoroczna akcja odbywa się pod patronatem grupy Superbelfrzy RP.

 

Masz pytania? Pisz do nas: edukacja@pah.org.pl lub dzwoń: 56 65 21 368.

 

Zaangażuj się edukacyjnie – TUTAJ

 

Więcej propozycji programów edukacyjnych – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.pah.org.pl

 



Nie będę ukrywał, że się napracowałem nad przygotowaniem, zredagowaniem i zamieszczeniem na stronie OE zapowiedzianego w poprzednim felietonie eseju, który ostatecznie dostał tytuł „Zlikwidować zawodówki – postulat wcale nie taki absurdalny” i został wczoraj opublikowany. Dlatego ten dzisiejszy felieton od początku nie planowałem bardzo ambitnie – nie będzie w nim nic o którymkolwiek z wydarzeń, odnotowanych w ramach „aktualności”.

 

Jednak, będąc wiernym lejtmotywom moich publikacji, nie mogę nie skomentować tekstu Tomasza Tokarza, który zamieścił na swoim fejsbukowym profilu 1 czerwca, a ja udostępniłem go na stronie OE następnego dnia.

 

Przypomnę, że tekst ten zaczyna się od pytania:

 

Czy mi może ktoś wyjaśnić, czemu jakieś wymysły Czarnka o tym, że do lektur uzupełniających (uzupełniających czyli nieobligatoryjnych – tam już jest pełno różnych rzeczy – ale to nauczyciel sam wybiera, co zrealizuje) chce dodać pozycje JP II (myślę, że on sam nie ogarnia, że takie już tam są) budzą takie dziwaczne reakcje?

 

Przyznam, że trochę mnie zaskoczyło to pytanie, które sformułował – jak by nie było – nie byle kto, bo nie tylko doktor nauk humanistycznych i wykładowca akademicki, ale i – jak sam się przedstawia – „trener kompetencji społecznych, trener kompetencji cyfrowych, nauczyciel, coach”. Jednak gdy doczytałem ten wpis do końca nie miałem wątpliwości: oto kolejny przypadek prowokacji, adresowanej do określonego zbioru fejsbukowych „znajomych” kolegi doktora – w znaczącym procencie – nauczycieli.

 

Bo jak inaczej wytłumaczyć to pytanie: „Czy naprawdę nie można tego olać i zając się ważniejszymi sprawami?”  Tym bardziej, ze on wie, że oni też o tym wiedzą iż „jak ktoś zechce to go (JP II) przerobi jakimś streszczeniem i tyle. Odczyta dwa wiersze i idziemy dalej.

 

Jednak w odróżnieniu od prowokacji Wiesława Mariańskiego z 29 maja – przynajmniej ja tak to odebrałem – w tym przypadku Tomaszowi Tokarzowi chodziło o wywołanie u nauczycieli reakcji: „Co on napisał! Ja tak właśnie robię.” Ale kolega doktor na tym nie poprzestał. Chciał czytających to nauczycieli wkur..zyć – bo w zakończeniu posta napisał:

 

Problemem jest mentalność urzędnicza nauczycieli i przekonanie, że jak władza coś tam sobie powie – to już trzeba bezwględnie robić – kartkówki, karty pracy, odpytywania, zmuszanie do czytania…

 

Czy to mu się udało? Nie wiadomo. Mija piąta doba od tamtego wpisu, a pod postem są tylko trzy komentaże, z tego dwa w tym samym duchu „oskarżycielskim”, a ten trzeci – trochę przewrotnie optymistyczny: „Kojący post. Tego było trzeba.” [Zobacz – TUTAJ]

 

Tak sobie myślę, że szkoda, iż kolega Tokarz nie stosuje wobec środowiska nauczycielskiego takich samych „sposobów” motywowania, jakie lansuje w edukacji swoich uczniów:

 

Kiedy nastolatki mają jakieś trudności z uczeniem się wystarczy powiedzieć jedno z poniższych z zdań. Od razu humor im się poprawia i wraca energia do robienia tego, do czego zostali przeznaczeni. Te magiczne frazy to:

„Weź się w garść. Robota czeka”

„Nie ma się czym martwić/przejmować, nie wymyślaj”

„Przestać sie użalać – nie zachowuj się jak dziecko”

„Nie przesadzaj, ja miałem gorzej i przeżyłem”

„Oj tam. Czy Ty wiesz co to są prawdziwe problemy?”

[Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE]

 

Czy dr Tokarz rzeczywiście wierzy, że zastosowanie „wielkiego kwantyfikatora” i twierdzenie, że „problemem jest mentalność urzędnicza nauczycieli” jest słuszne? Bo to, w domyśle, znaczy, że wszystkich nauczycieli. A przecież to nieprawda! I on o tym dobrze wie. Więc dlaczego tak pisze?

 

Fakt, że i takie nauczycielki i tacy nauczyciele też w szkołach pracują. Ale nawet jeśli podchodzą do swojej pracy według zasady że „jak władza coś tam sobie powie – to już trzeba bezwzględnie robić”, to nie zawsze dlatego, że taką mają „pasywną” naturę. Często dzieje się tak z powodów bardzo zrozumiałych: zależności dyscyplinarnej od przełożonych: nauczycieli od „służalczej(-go”) – czy zawsze? –  dyrektorki(-a), jej/jego – od „organu prowadzącego”, którym wszak bywa także wójt, starosta czy prezydent miasta, wybranych dzięki poparciu aktualnie sprawujących w państwie władzę.

 

A tu zbliża się czas oceny pracy, kończy się kadencja dyrektorowania, a rodzinę utrzymać trzeba, mąż (żona) właśnie stracił(a) pracę, a w miasteczku nie ma alternatywy zatrudnienia…

 

Nie każdy ma ten luksus pracy w niezależnej od nikogo szkole i jeszcze kilka innych możliwości zarabiania pieniędzy….

 

I nie wszyscy są gotowi do takich zachowań, jak pokazują to opozycjonistki i opozycjoniści na Białorusi…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Esej: Dlaczego uważam, że należy na nowo przemyśleć ścieżki dochodzenia do kwalifikacji w zawodach robotniczych a także na poziomie technika – jeśli w ogóle technicy nadal są potrzebni

 

Jest kilka „gorących kartofli” w problemach edukacji, przed którymi od lat stają decydenci i których – jak dotąd – żadna władza nie odważyła się podjąć i definitywnie rozwiązać. Do takich należą: stosowanie tzw. „stopni” (cyfrowych ocen) szkolnych, system klasowo-lekcyjny, czy zadawanie prac domowych. Ale – moim zdaniem – jest nim także system kształcenia zawodowego. Tak jak w przypadku tych wcześniej wymienionych, także i prowadzenie szkół zawodowych uznawane jest za swoistą „oczywistą oczywistość”, za coś, co jest, bo było od zawsze.

 

Otóż to podstawowy błąd, zarówno metodologiczny, jak i historyczny. Metodologiczny – bo wszelki postęp był, jest i bę- dzie możliwy tylko wtedy, gdy jego początkiem jest kwestionowanie „odwieczności” zastanej rzeczywistości i empiryczna analiza jej słabych punktów. A że powoływanie się na wiekową tradycję szkół zawodowych jest zakłamywaniem historii – postaram się za chwilę wykazać, zanim przejdę do innych argumentów, przemawiających za postawioną przeze mnie w ty- tule tezą o potrzebie likwidacji dotychczasowego systemu nabywania kwalifikacji zawodowych i zastąpienia go innymi ścieżkami dochodzenia do tychże, adekwatnymi do współczesnej rzeczywistości technologiczno-zawodowej i tempa jej ewoluowania – najczęściej w nieprzewidywalnych kierunkach.

 

W części historycznej przypomnę tylko, że szkoły zawodowe powstały dopiero w czasach rewolucji przemysłowej, gdy wynalazek maszyny parowej stał się przyczyną zastępowania manufaktur wielkimi fabrykami, zatrudniającymi setki, tysiące robotników, obsługujących bliźniacze maszyny, a więc posiadających te same umiejętności. Wcześniej, przez setki lat – od czasu gdy w wyniku podzialu pracy wykrystalizowały się pierwsze zawody – umiejętności w każdym z nich przekazywane były – w wersji „zakładu rodzinnego” – z ojca na synów, a w przypadku warsztatu zatrudniającego większą ilość pracowników – poprzez „przyuczenie do zawodu”. Z upływem wieków wypracował się system samoorganizacji poszczególnych zawodów rzemieślniczych, ich struktura, hierarchia, zasady. Tak powstały cechy, mistrzowie, czeladnicy   i uczniowie, system egzaminów, pozwalających na wchodzenie na kolejne stopnie wtajemniczenia zawodowego. Kto chce dowiedzieć się więcej o cechach rzemieślniczych w Średniowieczu, także zaskakujących informacji – odsyłam do artykułu Wady i zalety średniowiecznych cechów rzemieślniczych”.

 

Spragnionym informacji z bardziej naukowego źródła proponuję opracowanie prof. Henryka SamsonowiczaCechy rzemieślnicze w średniowiecznej Polsce : mity i rzeczywistość”.

 

A teraz najwyższa pora, aby przypomnieć historię szkolnictwa zawodowego. Jako łodzianin nie mogę nie przywołać tu informacji, że pierwszą taką szkołą, nie tylko w Łodzi, ale na ziemiach Królestwa Kongresowego, a nawet w skali całego Imperium Rosyjskiego, była utworzona w roku 1869 Wyższa Szkoła Rzemieślnicza. Dodam, że kolejna taka szkoła techniczna powstała dopiero w 1880 w Irkucku i że obie wzorowały się na niemieckich szkołach o takim samym profilu, szczególnie na szkole w Chemnitz. Więcej o historii tej pierwszej, najstarszej, łódzkiej szkoły zawodowej – TUTAJ

 

Wracając do łódzkiej szkoły – wbrew nazwie, tak naprawdę była to średnia szkoła techniczna, kształcąca fachowców – co chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem – w dziedzinie włókiennictwa, a – przy okazji – także mechaniki. Przypomnę też, że niemiecki fabrykant Ludwik Geyer zbudował w Łodzi tzw. „Białą Fabrykę” w latach 1835 – 38 i wyposażył ją w pierwszą w tym mieście maszynę parową. Lata 1848–1853 były czasem największego rozkwitu tej fabryki – jedynego w Łodzi całkowicie zmechanizowanego przedsiębiorstwa włókienniczego o pełnym cyklu produkcyjnym. Pracowały tu 3 maszyny parowe, a zatrudnionych było około 655 robotników. Po nim w rozwijały się w tym mieście inne, zatrudniające setki, a póź- niej tysiące – głównie robotnic – kompleksy przemysłowe branży włókienniczej: fabryki Karola Scheiblera, Izraela Poznańskiego, Oskara Kona…

 

Muszę w tym miejscu podkreślić, że była to szkoła, którą dziś nazwalibyśmy technikum, bo kształciła tzw „średnia kadrę techniczną”. Owe tysiące robotnic i robotników przyuczało się do zawodu „przywarsztatowo” – w dosłownym tego słowa znaczeniu: stojąc przy krośnie czy przędzarce, patrząc jak robią to inni, następnie podejmując – pod okiem osoby wykwalifikowanej – próby samodzielnego obsługiwania określonej maszyny.

 

I stan taki trwał aż do pierwszych dziesięcioleci XX wieku. Niewiele jest źródeł historycznych o początkach szkolnictwa zawodowego – w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia – w Polsce. To które udało mi się znaleźć bez wychodzenia z domu, to dostępne w Internecie opracowanie Janusza Żmijskiego, zatytułowane „Podstawowe informacje o systemie szkolnym w II RP w 1926 r.”. Jest tam jednak tylko krótki fragment o szkołach zawodowych, z którego można dowiedzieć się ile takich szkół było w naszym kraju w 1926 roku. Oto ten fragment:

 

Ponadto w 1245 szkołach zawodowych uczyło się 114 035 uczniów. Były to głównie szkoły rzemieślnicze i handlowe, gdyż rozmiary i struktura szkolnictwa zawodowego odzwierciedlały kształt i stan ówczesnej polskiej gospodarki. Dominowały szkoły dokształcające przemysłowe, handlowe, gospodarcze dla kobiet i rolnicze. W zbiorze znajdują podpisy uczniów i nauczycieli m.in. z liceów i szkół handlowych, ogrodniczych, rolniczych, ekonomiczno-handlo- wych, mierniczych, drogowych, rzemieślniczych, przemysłowych, włókienniczych, kołodziejsko-kowalskich czy górniczych.” [Źródło:Janusz Żmijski, Podstawowe informacje o systemie szkolnym w II RP w 1926 r. – TUTAJ]

 

Pierwszą próbą systemowego zorganizowania szkolnictwa zawodowego była tzw. „Reforma jędrzejewiczowska” z 1932 roku, która obok systemu szkół ogólnokształcących (szkół podstawowych, gimnazjów i liceów) zawierała także część poświęconą kształceniu zawodowemu. Zainteresowanych odsyłam do obszernego (385 stron, bez bibliografii) opracowania autorstwa Joanny Sadowskiej – „Jędrzejewiczowska reforma oświaty w latach 1932-1933” TUTAJ, a dysponującym mniejszymi zasobami czasu – do pliku PDF, w którym zawarłem tą część tej publikacji, która odnosi się do kształcenia zawodowego – TUTAJ

 

Na użytek tej narracji zamieszczam jedynie rysunek, obrazujący schemat zakładanego w Reformie Jędrzejewiczowskiej systemu szkolnictwa zawodowego:

 

 

x              x            x

 

 

Potem wybuchła II Wojna światowa, a jej konsekwencją dla Polski było znalezienie się w strefie wpływów ZSRR, czyli funkcjonowania jako formalnie niezależne państwo, ale poddane całkowitej dominacji tego komunistycznego mocarstwa.

 

W pierwszych powojennych latach szkolnictwo w naszym kraju działało, niejako „z rozpędu” w strukturze przedwojennej. Dopiero po wprowadzeniu uchwały Prezydium Rządu PRL z 23 czerwca 1951 roku zaczęły obowiązywać nowe formy organizacyjne: dwuletnie zasadnicze szkoły zawodowe i 3-letnie technika, ponadto technika wieczorowe, koresponden- cyjne, zaoczne dla pracujących i różne specjalistyczne kursy zawodowe. Dotychczasowe szkoły dokształcające przekształcono w 2- i 3-letnie zasadnicze szkoły zawodowe o pełnym wymiarze godzin. Uchwała ta wprowadziła także technika oparte na podbudowie wykształcenia ogólnego w zakresie 9 klas szkoły ogólnokształcącej. Absolwenci zasadniczych szkół zawodowych mogli kształcić się dalej w 3-letnich technikach dziennych, wieczorowych i zaocznych.

 

Wtedy wprowadzono także szkoły przysposobienia zawodowego jako najniższe formy przygotowania do pracy zawodowe. System szkolnictwa zawodowego ukształtowany w 1951 przetrwał do 1961 roku, z tym, że począwszy od 1957 roku powstały nowe rodzaje szkół, takich jak szkoły przysposobienia rolniczego, a następnie zasadnicze szkoły zawodowe przyzakładowe dla młodzieży pracującej. Przygotowywano się również do organizacji szkół zawodowych dla absolwentów liceów ogólnokształcących, tzw. szkoły pomaturalne. [Na podstawie opracowania: Barbara Moraczewska, Szkolnictwo polskie w latach 1945–1975 z uwzględnieniem miasta WłocławkaTUTAJ]

 

System szkolnictwa zawodowego, jaki tak naprawdę obowiązuje (z niewielkimi zmianami) do dzisiaj został wprowadzony w ramach generalnej zmiany systemu oświaty, dokonanej Ustawą z dnia 15 lipca 1961 r. o rozwoju systemu oświaty i wychowania. [TUTAJ]

 

W skrócie – system ten obejmował: 3-letnie zasadnicze szkoły zawodowe (dziś szkoły branżowe I stopnia), także w wersji szkół przyzakładowych, 2-letnie szkoły przysposobienia rolniczego, 4 lub 5-letnie technika zawodowe i licea zawodowe, 2 lub 3- letnie technika i licea dla absolwentów zasadniczych szkół zawodowych i szkół przysposobienia zawodowego (dzisiejsze szkoły branżowe II stopnia). Technika i licea zawodowe mogły być także tworzone w wersji przyzakładowej. [Artykuły od 11. do 19. Ustawy]

 

Z przedstawionego powyżej rysu historycznego wynika prosty wniosek: sposoby przygotowania kandydatów do zawodów od zawsze były pochodną aktualnej „konstrukcji” systemów gospodarczych, w tym ich poziomu technologicznego. Powstanie pierwszych szkół zawodowych był konsekwencją rewolucji przemysłowej, jej okresu „pary   i elektryczności”, powstaniem wielkich zakładów przemysłowych i zapotrzebowaniem na wykwalifikowaną kadrę w ilościach dotąd w historii niewystępujących.

 

Szkoły zawodowe, do których chodzili ojcowie i dziadowie dzisiejszych uczniów, to instytucje, które były dopasowane do potrzeb centralnie planowanej gospodarki systemu socjalistycznego. Powojenna odbudowa kraju, zarówno w aspekcie zasobów mieszkaniowych, jak i odtworzenie zdewastowanych zakładów produkcyjnych, a później faza „wielkich budów socjalizmu” i budowy „drugiej Polski” w tzw, „epoce gierkowskiej” generowały olbrzymie zapotrzebowanie na setki tysięcy wykwalifikowanych robotników i średniej kadry technicznej. W tamtym czasie zakładano, że raz wyuczony zawód można będzie wykonywać aż do emerytury. Wiem co piszę, bo jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy ówczesna władza postawiła mnie na stanowisku dyrektora Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej w Łodzi, miałem możliwość „z autopsji” poznać nie tylko ideę, ale przede wszystkim praktykę ówczesnego systemu poradnictwa     i orientacji zawodowej. Do dziś pamiętam wizytę w analogicznej poradni bratniego miasta Karl Marx Stad (listopad 1988 roku) i informację tamtejszej dyrektorki, jak sprawnie i skutecznie działa ichni systemy selekcji uczniów tamtejszej szkoły podstawowej, (diagnostyka i orzeczenie co dalej, powszechnie wykonywane w ósmej klasie, bez możliwości odwołania się od niego), zapełniające uczniami tamtejsze berufsausbildung – szkoły zawodowe.

 

Ale od tamtej epoki minęło trzydzieści lat. Nie tylko nie ma już RWPG i Układu Warszawskiego, nie ma ZSRR, ale przede wszystkim dokonała się trzecia trzecia rewolucja przemysłowa, która choć zaczęła się jeszcze w latach 70. XX wieku, to naszą gospodarkę tak naprawdę zaczęła radykalnie zmieniać dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych – po owych przemianach politycznych i po okresie przejściowym – dekompozycji dawnej gospodarki, odziedziczonej po PRL.

 

Jako że nie jestem w tych sprawach kompetentny – zacytuję fragment tekstu ze strony portalu Desoutter:

 

Trzecia rewolucja przemysłowa zaczęła się w latach 70. XX wieku wraz z wdrożeniem częściowej automaty- zacji produkcji za pomocą programowalnych sterowników z pamięcią i komputerów. Od kiedy wprowadzono te technologie, zyskaliśmy możliwość automatyzacji całego procesu produkcji, dzięki czemu może odbywać się bez udziału człowieka. Znanymi przykładami zastosowania tego podejścia jest wykorzystanie robotów wykonujących zaprogramowane sekwencje czynności bez ludzkiej interwencji.

 

Obecnie trwa czwarta rewolucja przemysłowa. Charakteryzuje się ona wykorzystaniem technologii informacyj- nych i komunikacyjnych w przemyśle i często jest określana mianem „Przemysł 4.0”. Bazuje ona na osiągnięciach trzeciej rewolucji przemysłowej. Skomputeryzowane systemy produkcji wyposaża się dodatkowo w łącza sieciowe oraz tworzy się ich cyfrowe systemy bliźniacze, jeśli tak można powiedzieć. Umożliwia to komunikację z innymi obiektami oraz przekazywanie informacji o samych urządzeniach. Jest to kolejny krok na drodze ku automatyzacji produkcji. Połączenie w sieć wszystkich systemów prowadzi do powstawania „cyber-fizycznych systemów produk- cji” i inteligentnych fabryk, w których systemy produkcji, komponenty i ludzie porozumiewają się za pośrednictwem sieci, a produkcja odbywa się prawie autonomicznie.

[Źróło: www.desouttertools.pl]

 

I ta kolejna rewolucja będzie, także w naszym kraju (mimo aktualnie konserwatywnego rządu) będzie nabierała tempa. Przemiany w technologiach i organizacji produkcji wszelkich dóbr będą zachodziły tak szybko, że stare myślenie o zdoby- waniu kwalifikacji do zawodów w trybie trzyletnich szkół zawodowych będzie po prostu absurdalne. A co dopiero mówić o pięcioletnich technikach…

 

 

x           x           x

 

 

Nie uzurpuję sobie prawa do posiadania wiedzy o tym, jaki system wchodzenia do zawodów powinien być wdrożony „tu      i teraz”. Ale nie mogę nie podzielić się kilkoma refleksjami, do jakich upoważnia mnie moja biografia i posiadana wiedza –    i to zarówno ta zdobywana w trybie „instytucjonalnym” jak i – przede wszystkim – ta, do której dochodziłem ścieżką samokształcenia, a także w drodze analizy obserwowanej rzeczywistości.

 

Nim jednak napiszę o tych moich postulatach, podejmę jeszcze wątek, zasygnalizowany w zakończeniu felietonu z minionej niedzieli O tym, że nie jestem jak Kononowicz, ale zlikwidowałbym zawodówki:

 

Czytaj dalej »



Na „Portalu Samorządowym” zamieszczono dziś materiał, zatytułowany Nowy ład i „fundusz Czarnka”. Czy obawy samorządów są uzasadnione?, a w nim, obok informacji tekstowej – wideonagranie wypowiedzi Lidii Burzyńskiej – posłanki Prawa i Sprawiedliwości. Pracowała ona jako nauczycielka historii w – zredukowanej dziś do szkoły filialnej – szkole podstawowej w Rzekach Wielkich. W latach 1991–1992 była dyrektorką tamtejszej szkoły podstawowej. W 1992 objęła stanowisko dyrektorki w szkole podstawowej w Skrzydlowie, po reformie oświatowej została dyrektorką zespołu szkół obejmującego również gimnazjum. Oto obszerne fragmenty tego materiału:

 

 

Już we wrześniu może ruszyć nowy fundusz na wsparcie edukacji, przez opozycję określany „funduszem Czarnka” (gdyż to minister edukacji i nauki będzie decydował o przyznaniu środków na dany cel) – Zapewniam, że rząd Zjednoczonej Prawicy jest transparentny w każdej dziedziniebroni funduszu Lidia Burzyńska, posłanka Prawa i Sprawiedliwości. Jak dodaje, w tym roku na fundusz ma trafić 10 mln zł. […]

 

Opozycja już nazywa nowy fundusz mianem „funduszu Czarnka”. Sam minister odpowiedział żartem, że ucieszył się z funduszu swojego imienia mówi Lidia Burzyńska Wszystkie przedsięwzięcia, które będą mogły być finansowane z funduszu, zostaną ogłaszane z Biuletynie Informacji Publicznej. Szkoły będą mogły wnioskować o pieniądze na wycieczki czy wychowanie patriotyczne, bo musimy wiedzieć jak ważne są takie wartości jak pamięć o historii.

 

W maju Sejm przegłosował nowelizację ustaw o systemie oświaty oraz o finansowaniu zadań oświatowych. Główne założenia to właśnie stworzenie dodatkowego funduszu na cele edukacyjne, o których decydował będzie szef resortu. Obawy części opozycji dotyczą transparentności wydawania decyzji o przyznaniu bądź nieprzyznaniu środków. […]

 

Kiedy w maju Zjednoczona Prawica ogłosiła założenia reform, nazwanych Polskim Ładem, wiele samorządów wyraziło zaniepokojenie. Przede wszystkim z tego powodu, że tzw. nowy ład zakłada m.in. zmiany w systemie podatkowym. Związek Miast Polskich już nawet oszacował, że jeżeli zmiany wejdą w życie, samorządy zostaną pozbawione znacznej części dochodów z podatku PIT. […]

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/

 



Foto:www.dopiewo.pl

 

Adrianna Wojciechowska – dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Więckowicach

 

 

Udostępniamy dziś na naszej stronie tekst Adrianny Wojciechowskiej – od 1 września 2019 roku dyrektorki Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Więckowicach, zatytułowany „Plan daltoński lekarstwem na kryzys edukacji?”, który 2 czerwca 2021 roku został zamieszczony na portalu < Plandaltonski.pl >

 

 

Plan daltoński lekarstwem na kryzys edukacji ?

 

Od dawna coraz głośniej mówi się o narastającym kryzysie w edukacji.

 

Zarówno specjaliści, jak i rodzice oraz nauczyciele dostrzegają jej słabe strony. Dzieci coraz trudniej odnajdują się w szkolnych ławkach. Można uznać, iż szkoła, jaką znamy, jest przestarzałą instytucją, a jej idee systemowe i duch dawnych czasów ciągle znajdują swoje odbicie w codziennym życiu wszystkich uczniów i nauczycieli. Dziś wszyscy uczestnicy procesu edukacyjnego funkcjonują w niełatwych warunkach, całymi dniami przebywając w świecie, którego odzwierciedlenia próżno szukać w realnym życiu. Dosadnie wybrzmiało to teraz, gdy nasze szkoły zostały „wrzucone na głęboką wodę” kształcenia na odległość. Wszystkie niedoskonałości zostały mocno wyeksponowane. Czy plan daltoński może być lekarstwem na te bolączki w edukacji?

 

Nauczyciele dostrzegają, iż w dalszym ciągu zbyt mało mówi się o samym dziecku jako podmiocie, który wymaga szczególnej uwagi i troski.

 

Na pierwszym planie nadal pozostaje realizacja podstawy programowej i każdej kartki z podręcznika, a także „uczenie pod klucz”. Dla wielu z nich egzaminy są jedynym celem edukacyjnym, jaki się realizuje z uczniami. Można w tym miejscu zastanowić się w jakim kierunku powinna podążać polska edukacja i gdzie poszukiwać rozwiązań dla tego kryzysu?

 

Wydaje się, iż dzisiaj nadal aktualne jest i nabiera coraz większego znaczenia twierdzenie H.Parkhurst, że dziecko idzie do szkoły, by zaspokoić potrzebę własnego rozwoju, nie zaś otrzymać to, co oferuje mu nauczyciel. Dlatego słuszne wydaje się być realizowanie edukacji według planu daltońskiego *. Coraz wyraźniej nauczyciele dostrzegają, iż dzieci nie potrzebują ciągłych zmian programów nauczania, biernego odbioru przekazywanych treści oraz nauczyciela siedzącego za biurkiem i wypełniającego rosnący stos dokumentów. Na zajęciach edukacyjnych oczekują możliwości samodzielnego wyboru metod i form pracy. Chcą podejmować działania nowoczesne, korzystać z nowinek technologicznych. Jeśli zostanie zaspokojona potrzeba kreatywności oraz samodzielności, to proces uczenia się będzie przyjemniejszy i łatwiejszy w odbiorze.

 

Czytaj dalej »



Niepostrzeżenie powstała w „Obserwatorium Edukacji” taka nowa „świecka, tradycja”, że w dniu, który w kalendarzu jest zaznaczony kolorem czerwonym i nazwany „Boże Ciało” nie są zamieszczane żadne aktualności ani inne teksty, poza pisanym przeze mnie – jego redaktora – materiałem, określanym jako esej, albo felieton nadzwyczajny.

 

Tak było przed dwoma laty, gdy był to Esej na Boże Ciało. O przemożnej sile woli ludu. I jak to się ma do modernizacji edukacji”.Tekst ten zakończyłem takimi zdaniami:

 

Pozostało jeszcze wyjaśnienie, jaki związek mają moje refleksje wokół tekstu prof. Śliwerskiego z początkowymi akapitami tego eseju, dotyczącymi genezy Święta Bożego Ciała?

 

Moim zdaniem mają, bo jakakolwiek teoria i wynikająca z niej strategia reformy polskiej edukacji nie byłaby podjęta, to i tak siła polityczna sprawująca władzę „tu i teraz” postąpi zgodnie z wiekową tradycją: uczyni tak, jak dowie się, że życzy sobie tego jej elektorat!

 

Przed rokiem (prawie, bo było to 11 czerwca) tekst ten nosił już tytuł Felieton nadzwyczajny: „Boże Ciało” w czasach zarazy, a sprawa… systemu edukacji”. Zakończyły go takie zdania:

 

Może to doświadczenie okresu pandemii, które jak u wierzących prawdziwie w Boga (a nie u tych „niewierzących ale praktykujących”) nie spowodowało, że brak procesji zachwiał ich wiarą, tak i w gronie polityków (przynajmniej niektórych), dyrektorów szkół, nauczycieli, ale i rodziców aktualnych i przyszłych uczniów spowoduje gotowość do dokonania (nareszcie !!!) zdecydowanych kroków w kierunku rzeczywistego zreformowania sposobu nabywania przez kolejne pokolenia młodych Polaków kompetencji (a nie wkuwania i rozwiązywania testów), potrzebnych im do efektywnego funkcjonowania w rolach, w jakich przyjdzie im żyć za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat….

Bo coś co było „od zawsze” nie musi być zawsze, tylko dlatego, że było „od zawsze”!

 

Och, jakim ja okazałem się niepoprawnym optymistą!

 

Nawet w najczarniejszych snach nie mogłem przewidzieć, że od 19 października tego (2020) roku nie tylko polską edukacją, ale – jakby tego było mało – także nauką, zarządzać będzie niejaki Przemysław Czarnek – czterdziestotrzy- latek, który szkołę ostatni raz widział, gdy w roku 1996 odbierał świadectwo maturalne w lubelskim II LO im. Hetmana Jana Zamoyskiego, a który swój – tak dziś manifestacyjnie głoszony – światopogląd konserwatywno-katolicki formował ostatecznie podczas studiów prawniczych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

 

Bo nie wiadomo, czy na wywiadówki do szkół, których uczniani były jego dzieci: Julka i młodszy – Mateusz, chodził on, czy raczej jego żona – Katarzyna.

 

Musimy – mam nadzieję, że tylko na jakiś czas – zapomnieć o reformowaniu naszego systemu szkolnego, a w zasadzie – systemu edukacji, a jeszcze głębiej rzecz ujmując – filozofii funkcjonowania tego systemu. Na razie stoimy przed codziennością „znoszenia” kolejnych „pomysłów” pana ministra na zmienianie polskiej szkoły. Ale już wkrótce będziemy musieli zmierzyć się z ich wdrażaniem.

 

x           x           x

 

 

Ale koniec tych reminiscencji sprzed lat. Jaki widzę aktualny temat z naszego, szkolnego podwórka, który z dzisiejszym świętem kościelnym, i „od zawsze” (nawet za „komuny”) świętem państwowym, uznałem za możliwy do powiązania z nim?

 

Tym tematem jest „temat tygodnia”, czyli decyzja rządu o rozpoczęciu, już od 7 czerwca, akcji szczepień dzieci powyżej 12. roku życia szczepionką Pfizer, a nie tą (wg kościelnych ekspertów) wyprodukowaną z abortowanych płodów. Więcej o tym jak tę akcję wyobraża sobie władza powiedział we wtorek 1 czerwca minister Czarnek w Radiu Zet. Potwierdził, że szczepienia dzieci, tak jak wszystkich obywateli, będą dobrowolne. Oczywiście w przypadku niepełnoletnich „pacjentów” owa dobrowolność dotyczy decyzji ich rodziców.

 

Minister powiedział jeszcze: „W czerwcu rozpoczniemy akcję informacyjną w szkołach na temat szczepień. Po wakacjach w drugim tygodniu września będziemy zbierać kwestionariusze medyczne, a w trzecim tygodniu września rozpocznie się akcja szczepień w szkołach.[…] Akcja szczepień w szkołach będzie uzależniona od tego, ilu chętnych będzie w poszczególnych placówkach. To znów dyrektorzy szkół będą decydować o tym, czy chcą, żeby na terenie szkoły zorganizować punkt szczepień, to jest możliwe,[…]


A co do tego ma Boże Ciało?

 

Niestety – niewiele, a nawet wcale. Ale mogłoby mieć, gdyby… Gdyby nasz polski „sojusz tronu z ołtarzem”, czyli ministra edukacji z polskimi biskupami, mógł zaowocować, na przykład „listem pasterskim”, wyrażającym pozytywny stosunek władz kościelnych do akcji szczepień uczniów. Listem, który byłby odczytywany podczas nabożeństw, sprawowanych w ramach tego święta. Bo, być może, w ten sposób rodzice dzieci, które mogłyby we wrześniu zostać zaszczepione, a którzy mają dziś obiekcje, bądź są przeciwni tym szczepieniom, zostaliby do tej akcji przekonani przez to, przez nich uznawane za wiarygodne, źródło.

 

Niestety, według informacji płynących z opublikowanych w maju wyników najnowszego sondażu, przeprowadzonego przez Centrum Badawczo-Rozwojowe BioStat, jedynie niecałe 53 procent rodziców deklaruje, że zamierza swoje dzieci zaszczepić:

 

Źródło: www.medonet.pl

 

 

Niestety – listu takiego nie ma, tu i ówdzie procesje będą chodziły od ołtarza do ołtarza (bo w tym roku nie ma „odgórnego” ich zakazu, ale też i obowiązku ich odbywania), ale ów autorytet z ponad tysiącletnią tradycją nie zostanie zaangażowany w sprawę ze wszech miar mieszczącą się w systemie katolickich wartości: „Miłuj bliźniego swego…” i „Nie zabijaj”…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz