
Oto obszerne fragmenty (i link do jej pełnej wersji) informacji zamieszczonej dzisiaj na stronie MEN:
Nabór ekspertów do prac nad podstawami programowymi dla szkół ponadpodstawowych
Trwa nabór ekspertów, którzy przygotują projekty podstaw programowych kształcenia ogólnego do szkół ponadpodstawowych: liceów, techników oraz szkół branżowych I i II stopnia. Zgłoszenia trwają do 11 stycznia.
Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut Badawczy na zlecenie MEN przygotowuje założenia zmian w systemie edukacji. Jednym z elementów Reformy26 jest opracowanie nowych podstaw programowych. Do 18 grudnia 2025 r. trwały konsultacje rozporządzenia w sprawie podstaw programowych dla przedszkola i szkoły podstawowej. Teraz czas na kolejny etap: napisanie projektów podstaw programowych dla liceów, techników i szkół branżowych I i II stopnia. Podstawy przygotują eksperci wyłonieni w ogólnopolskim naborze.
Zasady rekrutacji
Należy wypełnić formularz zgłoszeniowy i wykonać zadania rekrutacyjne.
W rekrutacji mogą wziąć udział:
-eksperci dziedzinowi,
-nauczyciele-praktycy,
-eksperci dydaktyki przedmiotowej, dydaktyki ogólnej lub kognitywistyki
-eksperci i metodycy w zakresie formułowania efektów kształcenia i aspektów formalnych podstaw programowych dla liceum, technikum oraz szkoły branżowej I i II stopnia.
Rekrutacja dotyczy ekspertów z następujących dziedzin:
język polski, język obcy nowożytny, język łaciński, język mniejszości narodowej lub etnicznej, język regionalny – język kaszubski, historia, edukacja obywatelska, biznes i zarządzanie, geografia, biologia, chemia, fizyka, matematyka, informatyka, edukacja dla bezpieczeństwa, etyka, plastyka, muzyka, język łaciński i kultura antyczna, filozofia, wiedza o mediach, historia sztuki, wyższa matematyka, analiza i modelowanie danych, astronomia, AI i robotyka, historia muzyki, historia tańca.
Można zgłosić się do pracy przy projektach podstaw programowych kilku przedmiotów.
Szczegółowe wymagania, kryteria oceny ekspertów oraz zakres obowiązków znajdują się w regulaminie. Dodatkowe pytania można przesyłać na adres: eksperci.ponadpodstawowe@ibe.edu.pl.
[…]
Eksperci zatrudnieni przy pracach nad podstawami programowymi będą mieli do wykonania kilka zadań. Zakres ich prac obejmuje:
-opracowanie koncepcji podstawy programowej dla danego przedmiotu,
-przygotowanie pierwszego projektu podstawy,
-nanoszenie odpowiedzi oraz propozycji zmian w ramach recenzji i uwag ekspertów IBE PIB do podstaw programowych,
-przygotowanie drugiego projektu podstawy programowej,
-prezentację projektu podstawy.
Ogłoszenie o naborze – TUTAJ
Cały tekst „Nabór ekspertów do prac nad podstawami programowymi dla szkół ponadpodstawowych” – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
W minioną sobotę na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst, w którym Bogdan Bugdalski przedstawił wartą odnotowania inicjatywę nauczycielskich związków zawodowych w sprawie rozwiązania kryzysu wokół podstawy prawnej wypłacania nauczycielom za ich opieką nad uczniami podczas szkolnych wycieczek, mimo zwlekania z tą sprawą rzez MEN. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Wycieczki szkolne mogą ruszyć wiosną. Ale nauczyciele stawiają warunek
Związkowcy mają pomysł, jak doraźnie rozwiązać problem nadgodzin nauczycielskich. Na początek wystarczy, by organy prowadzące zaczęły płacić nauczycielom za nadgodziny wypracowywane na wycieczkach szkolnych. W przeciwnym razie trudno się spodziewać, by wiosną dzieci i młodzież szkolna tłumnie ruszyły zwiedzać Polskę i zagranicę.
[…]
Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, proponuje, by nie czekać, aż Ministerstwo Edukacji Narodowej znajdzie kompleksowe rozwiązanie w sprawie rozliczania godzin nadliczbowych, tylko zacząć od uregulowania w drodze rozporządzenia sposobu rozliczania pracy nauczyciela w czasie wycieczek szkolnych, bo obecnie tylko w czasie wszelkich wyjść ze szkoły i wycieczek „nauczyciel rzeczywiście może udowodnić, że pracuje ponad wymiar swojego czasu pracy i jest to ewidentne”. – Można na początku nawet rozporządzeniem uregulować ten obszar – stwierdza. – Oczywiście – jak podkreśla – nie w taki sposób, jak mówił wiceminister Kiepura, czyli że trzy dni wycieczki to 72 godziny pracy, ale za godziny, w których nauczyciel przekracza 40-godzinny tydzień pracy.
[…]
Według przedstawicieli nauczycielskich związków zawodowych nic nie wskazuje na to, żeby w jakiejś nieodległej perspektywie ta sprawa miała znaleźć szybkie rozwiązanie, bo dla powołanych w tym celu grup roboczych w ramach Zespołu ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli nie wyznaczono żadnych terminów spotkań. – W sprawie grupy dotyczącej wynagrodzeń zapadła, że tak powiem, krępująca cisza – stwierdza Sławomir Wittkowicz. – Stąd powyższa propozycja, która – jak zauważa przedstawicielka ZNP – idzie w kierunku rozwiązania tylko wycinka problemu.
To jednak wpłynie na uwolnienie wiosennych wycieczek szkolnych, których – jak wiadomo – obecnie jak na lekarstwo. Nauczyciele po prostu nie chcą na nie jeździć, zwłaszcza teraz, kiedy już mają pełną świadomość, że powinni mieć za dodatkowe godziny pracy zapłacone. Oczywiście pomijamy tu kwestie odpowiedzialności za uczniów. Dodatkowo związki zawodowe ich w tej niechęci wspierają.
W sprawie sposobu rozliczenia problemu samych nadgodzin związkowcy też nie widzą większego problemu. Krzysztof Wojciechowski twierdzi, że te rozwiązania można wypracować w ciągu kilku godzin. Jak?
Nauczyciele rozliczają się w cyklu miesięcznym, tygodniowym z pensum. Nic nie stoi na przeszkodzie – ponieważ wiemy, jakie zadania realizuje zgodnie z kartą, prawem oświatowym i wewnętrznymi zapisami statutowymi – do tej tabelki, która ma wykazać, ile godzin zrealizował nauczyciel, dołożyć kilka punktów ogólnych, dotyczących tego, co w ramach czasu pracy realizuje nauczyciel. To naprawdę jest rzecz, którą można zrobić w ciągu kilku godzin – przekonuje. Jednocześnie wyjaśnia, że nie oznacza to biurokratyzowania pracy nauczyciela. To ewidencjonowanie czasu pracy. Poza tym, jak wskazuje Sławomir Wittkowicz, obowiązek ewidencjonowania czasu pracy pracownika spoczywa na pracodawcy, a więc na dyrektorze szkoły, przedszkola, placówki. Potwierdza to Główny Inspektorat Pracy. Co więcej, dyrektor ma wszelkie do tego narzędzia, bo ma tę ewidencję, ale rozproszoną. […]
Sławomir Wittkowicz wskazuje, że dyrektor nie prowadzi ewidencji czasu pracy nauczycieli z dwóch powodów. – Prowadzenie szczegółowej tego typu ewidencji powoduje, że ja z tych 40 godzin muszę się wyliczyć. Nie mogę tym samym w ciągu tych 40 godzin być na przykład w różnych placówkach. Bo to jest niemożliwe i w tle są duże pieniądze – tłumaczy. – Jak słyszę wypowiedzi ministra Kiepury, który podaje ten sławetny przykład, że wycieczka liczy np. 72 godziny i przecież nie będziemy za wszystkie godziny płacić, to informuję, że może nie za 72 godziny, ale za wszystkie powyżej 40, bo taki jest obowiązek. I ministerstwo, które próbuje wymyślić koncepcję, że nie będzie stosowało się do uchwały Sądu Najwyższego, po prostu prosi się o kłopoty. A przy okazji wprowadza na minę dyrektorów szkół i organy prowadzące – dodaje.
Cały tekst „Wycieczki szkolne mogą ruszyć wiosną. Ale nauczyciele stawiają warunek” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
W miniony piątek na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono tekst, informujący o opublikowaniu przez Instytut Badań Edukacyjnych Raportu podsumowującego konsultacje profilu absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej. Oto fragmenty tego tekstu, link do jego pełnej wersji i link do owego Raportu:
IBE opublikował raport z konsultacji Profilu absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej.
Nauczyciele boją się powtórki z przeszłości
[…]
Jakie cechy i umiejętności powinna posiadać osoba kończąca szkołę średnią w dynamicznie zmieniającym się świecie? Odpowiedź na to pytanie przynosi najnowszy raport przygotowany przez ekspertów IBE: Roksanę Pierwieniecką, Macieja Pabiska oraz Katarzynę Pająk-Załęską.
W raporcie opisano założenia, przebieg i rezultaty partycypacyjnego procesu, który odbył się w dniach 10 marca – 30 czerwca 2025 roku. Autorzy szczegółowo opisują w niej drogę, jaką przeszedł projekt – od pierwszych założeń po ostateczną wersję dokumentu.
Kluczowe aspekty raportu na które zwraca IBE to:
>transparentność – publikacja zawiera nie tylko zaakceptowane postulaty, ale także szczegółowe uzasadnienia dla uwag, których nie uwzględniono.
>wielogłosowość – w konsultacjach brały udział różnorodne środowiska interesariuszy, co pozwoliło na wypracowanie szerokiego konsensusu.
>Ewolucja – raport pokazuje, jak kolejne iteracje dokumentu zmieniały się pod wpływem merytorycznej dyskusji na forum ogólnym.
Jak czytamy w części raportu dotyczącej stosunku do samej reformy „Kompas Jutra” „wiele osób zwróciło uwagę na brak szczegółowych informacji związanych z wprowadzaną reformą, zbyt dużą ilość ogólników oraz poczucie, że reforma jest przygotowywana zbyt szybko i bez wystarczających konsultacji z zainteresowanymi środowiskami. Jednocześnie pojawiały się obawy o niedokładne przygotowanie podstaw programowych. Niektórzy uczestnicy konsultacji dostrzegli błędy powielane z wcześniejszych reform. Część interesariuszy uważała, że reforma jest robiona „dla reformy”, a nie z myślą o nauczycielach czy rzeczywistych potrzebach systemu. Wyrażano tęsknotę za stabilizacją w edukacji, a nie kolejnymi zmianami i poprawkami. […] Dodatkowo uczestnicy konsultacji wyrazili obawy o brak konsekwencji we wprowadzanej reformie czy trwałość zmian w obliczu możliwej zmiany władzy. […]
Jednocześnie planowana reforma spotkała się z bardziej ostrożnym formułowaniem ocen, m.in. wyrażano przekonanie, by wstrzymać się z kategorycznymi sądami do czasu pojawienia się pierwszych trwałych zmian. Część wygłoszonych opinii wydaje się być neutralna lub mieszana.
Ale jak wskazuje IBE pojawiło się też wiele głosów wyrażających nadzieje związane z wprowadzaną reformą. Niektórzy uczestnicy konsultacji dostrzegli dobre intencje stojące za reformą i wyrazili wiarę, że zmierza ona w dobrym kierunku. Z bardziej precyzyjnie wyrażonych opinii zwracają uwagę te, w których wyrażono oczekiwanie na większą autonomię pracy szkół.
Osobną kategorię uwag stanowią potrzeby i oczekiwania. Uczestnicy konsultacji wyrazili nadzieję na zmianę tego, co nie funkcjonuje, i pozostawienie tego, co się sprawdza i jest efektywne, tak aby reforma była dopasowana do obecnych czasów i pokolenia. Istotne były dla nich konkrety i czytelność wprowadzonych zmian, a także dopasowanie do określonego typu szkoły. …]
Uczestnicy konsultacji zwrócili uwagę na to, że wprowadzenie Profilu absolwenta i absolwentki wymaga m.in. interdyscyplinarnego podejścia do kształcenia, które oznacza konieczność porzucenia przez nauczycieli i szkoły utartych schematów. Podkreślono, że jeśli reforma ma się powieść, konieczny jest znaczny nakład pracy i czasu ze strony kadry pedagogicznej i wyrażenie przez nią chęci wdrożenia zmian.
Sam Profil absolwenta jest oceniany w raporcie raczej pozytywnie jako spójna i potrzebna rama myślenia o edukacji, ale jednocześnie jako dokument bardzo ambitny, który bez głębokich zmian systemowych może pozostać na poziomie deklaracji. „Intencje są dobre, natomiast droga do celów błotnista i kręta” – autorzy cytują w raporcie jeden z komentarzy.
Jednym z najsilniej wybrzmiewających wątków jest poczucie przeciążenia nauczycieli oraz ich osamotnienia wobec zmian.
Cały raport można pobrać – TUTAJ
Źródło: www.glos.pl
Właśnie sobie przypomniałem
Ile wiary w nie wkładałem,
Jaki procent ich spełnienia
Na konkretne dziś, dlatego
Sobie teraz nie pozwolę.
Tylko – by się nic gorszego
Nie zadziało w Waszej szkole.
A tym z Was, co tylko z dala
Edukacji świat śledzicie,
Życzę: Niech nic nie nawala
Gdzie na co dzień Wy siedzicie!
Włodzisław Kuzitowicz
O krytycznej ocenie fińskiego systemu edukacji przez „polską badaczkę z Helsinek”
Słowo się rzekło – kobyłka u płota. Obiecałem przed tygodniem nowy cykl niedzielnych tekstów, które w miejsce zamieszczanych do owej niedzieli „prawie felietonów”, będą miały charakter esejów, to znaczy takiej formy wypowiedzi, w której autor prezentuje swój punkt widzenia na wybrany temat, problem, wydarzenie, przytaczając je jako punkt wyjścia, podając wiarygodne źródła tych informacji.
A więc – do rzeczy!
Impulsem do napisania tego eseju stal się post, zamieszczony wczoraj na fenpage ”NIE dla chaosu w szkole”. Przytaczam go bez skrótów – wyróżnienie podkreśleniami i pogrubioną czcionką jego fragmentów – WK:
Polecamy! Polska badaczka z Helsinek o kryzysie fińskiej szkoły w kontekście polskich reform… Przeczytajcie niżej, co fińscy nauczyciele uznają dziś za błędne rozwiązania, bo u nas są one właśnie wdrażane jako obiecujące nowinki!
Fińska szkoła została w dużym stopniu sztucznie wypromowana. Dzięki sprawnemu marketingowi i świetnym wynikom sprzed kilkunastu lat uczyniono z rozwiązań na polu edukacji towar eksportowy. Tym czasem w fińskich szkołach od dekady dzieje się źle. Jednym z symptomów narastającego kryzysu jest zdecydowany spadek wyników uczniów w badaniach PISA.
Z fińskich szkół wykruszają się nauczyciele, frustracja i rozczarowanie szkołą sprawiły, że zawód przestał być pożądany i prestiżowy. Nauczyciele tak opisują przyczyny pogorszenia się efektywności ich pracy – warto te punkty przeczytać, bo we wszystkie brnie obecnie polska szkoła:
-edukacja włączająca w imię niewykluczania nikogo z ogólnie dostępnej „standardowej” edukacji, bez względu na ewentualne specjalne potrzeby dziecka;
-błędne założenie, że motywacja do nauki musi wynikać z autonomicznych decyzji uczniów, a nie z zewnętrznych bodźców dostarczanych przez nauczyciela;
-bezkrytyczne zaufanie do tzw. ekspertów edukacyjnych i ich wpływ na sposób pracy w szkołach;
-chaotyczne wprowadzanie nowinek i „projektów” narzucanych szkołom np. przez gminy, które otrzymują zewnętrzne finansowanie na przeprowadzanie „projektów” zajęć szkolnych z różnych tematów; rozbija to spójność, zaburza tok nauczania przedmiotowego;
-wprowadzenie do klas nowych technologii, rozdawanie uczniom laptopów bez przemyślenia, do czego mieliby oni ich używać; zachęcanie przez instytucje kształtujące politykę edukacyjną do używania przez dzieci smartfonów podczas lekcji w imię realizacji ideału „równych szans edukacyjnych”;
-prowadzenie elektronicznych dzienników i kanałów komunikacji z rodzicami, a także obowiązek ciągłego monitorowania wiadomości od rodziców i odpisywania na nie oraz ogólne przeciążenie nauczycieli „papierkową robotą”.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
No, to teraz moja kolej:
Pierwsze co zwróciło moją uwagę to ucieczka zamieszczającej ten tekst osoby od podania kto to ta „polska badaczka z Helsinek”. A przecież zamieścili pod fotką link do cytowanego źródła – „Kryzys fińskiej edukacji. Czy to na pewno model dla Polski?”, a nawet nazwę podmiotu, który ten tekst opublikował – Instytut Spraw Obywatelskich – pozarządowej organizacji społecznej, niezależnej od partii politycznych i korporacji, powstałej w 2004 roku, z siedzibą w Łodzi przy ul. Pomorskiej. Warto poznać skład jej zarządu, rady programowej i ekspertów – TUTAJ
Tam dowiedziałem się, że jego autorką jest Justyna Pierzyńska – owa „polska badaczka z Helsinek
Tak przy okazji – polecam jego lekturę – TUTAJ
x x x
Gdy kolejny raz czytałem jakie to fragmenty z owego obszernego felietonu Pani Doktor nauk społecznych Uniwersytetu w Helsinkach wybrano w inkryminowanym tekście z fanpage „NIE dla chaosu w szkole”, uderzyło mnie w nim skoncentrowanie się na krytyce elementów systemu fińskiego, mających swoje odniesienia w najczęściej krytykowanych pomysłach MEN, zawartych w projekcie „Kompas Jutra” oraz innych, rozwiązaniach, proponowanych w ostatnich miesiącach przez kierownictwo resortu edukacji.
I wtedy postanowiłem przypomnieć kto kryje się pod szyldem „NIE dla chaosu w szkole”.
Otóż grupę „NIE dla chaosu w szkole” tworzy szeroka koalicja organizacji, instytucji, ruchów społecznych, rodziców i nauczycieli, która powstała w 2016 roku – w sprzeciwie wobec reformy edukacji Anny Zalewskiej. Są to m.in.: Obywatele dla Edukacji, Przestrzeń dla Edukacji, Stowarzyszenie Rodzice dla Edukacji, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, Komitet Obrony Demokracji, Społeczny Monitor Edukacji, Evidence Institute i… Związek Nauczycielstwa Polskiego…
Czyżby przy tej okazji było to, bardzo zawoalowany, protest tego nauczycielskiego związku zawodowego wobec projektu MEN, którym wszak kierują osoby, wywodzące się z bardzo bliskich temu związkowi partii politycznych?
Można by ów fejsbukowy tekst analizować z wielu punktów widzenia, ale ja na tym poprzestanę i odsyłam na fb-profil Pawła Lenckiego (bo i on w tekst zauważył i „nie odpuścił mu”), i polecam iczne komentarze, jakie pod tym postem pojawiły się.
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.pedagog.uw.edu.pl
Dr hab. Roman Dolata, prof. Uniwersytetu Warszawskiego
Choć ogłosiłem „świąteczną przerwę redakcyjną”, to zapisu tego wywiadu nie mogłem nie udostępnić na OE, abyście mogli zapoznać się z nim – jeszcze przed Sylwestrem. A jest to tekst długi, bo też i Anna Siedlińska zadała podczas tej rozmowy 24 pytania, a dr hab. Roman Dolata często udzielał bardzo wyczerpujących odpowiedzi. Trafiłem na zapis tego wywiadu na stronie Magazynu Teraz Polska.
Uwzględniając te fakty zamieszczam jedynie pięć pytań – dwa pierwsze i dwa ostatnie, oraz jedno wybrane z pozostałych – wraz odpowiedziami prof. Dolaty, ale zachęcam do kliknięcia w załączony link, aby przeczytać zapis całego wywiadu:
Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników.
Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności
W Polsce o przyszłości dziecka wciąż decyduje… jego kod pocztowy. Nastolatek ze wsi ma od 7 do 10 razy mniejsze szanse na prestiżowe liceum niż jego rówieśnik z dużego miasta, a po ośmiu latach nauki języka angielskiego tylko co trzeci absolwent podstawówki potrafi się w nim porozumieć.
Profesor Roman Dolata w rozmowie z Anną Siedlińską tłumaczy, skąd biorą się te różnice, co naprawdę może zrobić szkoła, dlaczego bez silnego zawodu nauczyciela nie ma mowy o równości szans i jakie decyzje polityczne mogłyby w najbliższych latach naprawdę coś zmienić.
Anna Siedlińska: Panie Profesorze, na ile dziś miejsce urodzenia dziecka determinuje jego edukacyjne możliwości?
Prof. Roman Dolata: Jeśli chcemy precyzyjnie opisać nierówności edukacyjne, warto zacząć od uporządkowania pojęć. W edukacji możemy mówić o dwóch wymiarach nierówności: indywidualnym i międzygrupowym. Z jednej strony mamy różnice między poszczególnymi uczniami, a z drugiej różnice między grupami społecznymi, środowiskami czy typami szkół. Oba wymiary są ze sobą powiązane, ale każdy ma swoją własną logikę.
W wymiarze indywidualnym kluczowym czynnikiem wyjaśniającym zróżnicowanie osiągnięć są po prostu różnice jednostkowe, w tym również – co pokazują badania – różnice genetyczne. To oczywiście nie tłumaczy nierówności międzygrupowych, które wynikają z zupełnie innych mechanizmów: społecznych, kulturowych, ekonomicznych i instytucjonalnych.
Skoro mówimy o nierównościach edukacyjnych, warto pamiętać, że nie powstają one same z siebie. W wymiarze indywidualnym wytwarza je system edukacyjny – od przedszkola po szkolnictwo wyższe. To szkoła jest „maszyną produkującą„ zróżnicowanie osiągnięć. Gdybyśmy chcieli całkowicie wyeliminować nierówności edukacyjne, musielibyśmy… zlikwidować szkołę. I rzeczywiście w latach 60. i 70. XX wieku pojawiały się pomysły „descholaryzacji”.
AS: To radykalna koncepcja. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie nowoczesnego państwa bez systemu szkolnego, który pełni wiele ról – nie tylko edukacyjną, ale też społeczną i opiekuńczą. Skoro więc szkoła musi istnieć, to co właściwie generuje tak duże różnice w osiągnięciach uczniów?
RD: Na poziomie indywidualnym interesuje nas przede wszystkim kwestia minimum kompetencji – analfabetyzmu funkcjonalnego, czyli trudności w czytaniu, rozumowaniu matematycznym czy korzystaniu z nowych technologii. Międzynarodowe badania porównawcze, takie jak PISA, PIRLS czy TIMSS, pozwalają określać odsetek uczniów, którzy znajdują się na najniższych poziomach umiejętności. To deficyty szczególnie ważne, bo dotyczą kompetencji niezbędnych do uczestnictwa we współczesnym świecie.
Polska w tych badaniach zazwyczaj wypada nieźle – na tle Europy jesteśmy zwykle w czołówce. Ale są dwa obszary, które powinny budzić nasz niepokój.
Pierwszy to wyniki badania PIAAC (umiejętności dorosłych). Ostatnia edycja przyniosła duży i dość zaskakujący spadek kompetencji populacji dorosłych Polaków w porównaniu z poprzednią edycją badania. Zespół badaczy z IBE bardzo starannie analizował, na ile to rzeczywisty spadek, a na ile efekt niskiej motywacji respondentów czy ogólnego znużenia nauką i badaniami. Ale nawet jeśli część różnicy da się wyjaśnić czynnikami pozamerytorycznymi, to przecież nie całą. To ważny sygnał ostrzegawczy.
Drugi obszar to nauczanie języka angielskiego w szkołach podstawowych. Tu mamy – mówiąc delikatnie – kryzys efektywności. W 8-letniej szkole podstawowej uczeń ma około 900 godzin angielskiego. To ogromny zasób czasu i pieniędzy publicznych. A mimo to tylko co trzeci absolwent szkoły podstawowej osiąga poziom A2.
[…]
AS: W swoich wcześniejszych odpowiedziach wskazał Pan dwa priorytety: poprawę nauczania języka angielskiego oraz zwiększenie dostępności dobrych szkół średnich dla młodzieży spoza dużych miast. A jeśli mielibyśmy pójść głębiej, do fundamentów systemu, to co należałoby zmienić?
RD: Wskazałem te dwa obszary jako priorytety, bo są realne do wdrożenia, nie wymagają rewolucji ani konfrontacji społecznej. Nauczanie języków i dostęp do liceów to cele możliwe do osiągnięcia krok po kroku, przy rozsądnym planowaniu.
Jeśli jednak sięgnąć głębiej, to dotykamy kwestii znacznie trudniejszych, wręcz „political fiction”.
Po pierwsze: selekcja do zawodu nauczyciela i autonomia tego zawodu. Obecnie wchodzenie do zawodu jest stosunkowo łatwe, a wynagrodzenia niekonkurencyjne. Nie da się myśleć o wysokiej jakości edukacji, jeśli zawód nauczyciela nie będzie przyciągał bardzo dobrych absolwentów. Te dwie rzeczy – wysoka selektywność zawodu i godne wynagrodzenia – są ze sobą sprzężone. Ale to wymaga odwagi politycznej.
Po drugie: ramy organizacyjne pracy szkoły. Nie mówię o „przeładowanym programie”, tylko o rozfragmentowaniu etatów i pensum. To jeden z największych problemów polskiej szkoły. Przykład: nauczyciel geografii ma w szkole jedną godzinę tygodniowo w każdym z kilkunastu oddziałów. To oznacza, że uczy po kilkaset dzieci rocznie. Jak ma je poznać? Jak ma budować relacje, diagnozować potrzeby, prowadzić koło zainteresowań?
Do tego dochodzi niemożność zrealizowania pełnego pensum w jednej szkole. Nauczyciel musi pracować w dwóch, trzech placówkach. Czy wyobraża sobie Pani pracownika firmy, który codziennie zmienia lokalizację? Tego nie da się uznać za efektywne rozwiązanie.
To są sprawy organizacyjne, ale o fundamentalnym znaczeniu. Jeżeli nauczyciel nie może pracować w jednym środowisku, w jednej szkole, z grupą uczniów, którą zna i nad którą ma kontrolę, trudno mówić o wysokiej jakości nauczania.
Po trzecie: brak standardów pracy szkoły. Mamy standardy finansowania, ale nie mamy standardów organizacyjnych: ile oddziałów może obsługiwać nauczyciel, jaka powinna być minimalna liczebność zespołu, ile godzin realnej pracy z uczniem jest potrzebne.
W efekcie w niektórych szkołach nauczyciel ma na dziecko… parę minut rocznie. To nie jest metafora. To jest wynik prostego dzielenia godzin nauczyciela przez liczbę uczniów.
I wreszcie: długoterminowość. Edukacja potrzebuje stabilnych ram na 5–10 lat, a nie corocznych korekt. Tymczasem wiele decyzji jest podejmowanych pod presją polityczną albo bez oglądania się na dowody.
To wszystko wymaga przemyślenia i odwagi, ale bez tego trudno będzie mówić o realnym wyrównywaniu szans.
[…]
AS: Jakie działania – na poziomie państwa, samorządu, ale też uczelni i samej szkoły – mogłyby w najbliższych latach przynieść realną poprawę?
RD: Odpowiedź zależy od tego, gdzie mamy jeszcze jakiekolwiek realne narzędzia wpływu. Z perspektywy systemowej wskazałbym kilka obszarów.
Po pierwsze: elitaryzacja kształcenia nauczycieli. Trzeba ograniczyć liczbę uczelni prowadzących kształcenie nauczycielskie. Można to powiązać z kategoriami naukowymi: prawo do kształcenia nauczycieli miałyby tylko jednostki z najwyższą kategorią A. To oznaczałoby bardziej rygorystyczną rekrutację, ale pamiętajmy: populacja uczniów maleje, to jest dobry moment, by postawić na jakość zamiast na masowość. Takie uczelnie należałoby mocno dofinansować, m.in. poprzez granty.
Po drugie: odbudowa dydaktyk szczegółowych. W Polsce kiedyś mieliśmy porządne dydaktyki przedmiotowe (szczególnie matematyki). Dziś są one w dużej mierze wymarłe. Trzeba je odbudować, i to nie tylko jako jednostki naukowe, ale jako „małe ojczyzny” dla absolwentów–nauczycieli, do których mogą oni wracać po poradę, inspirację, wsparcie. To wymaga inwestycji w ludzi, którzy są jednocześnie dobrzy merytorycznie i gotowi zająć się dydaktyką.
Po trzecie: szkoły ćwiczeń i szkoły eksperymentalne. Potrzebujemy prawdziwych szkół ćwiczeń. Nie tylko z nazwy, ale z realnymi warunkami do obserwacji, eksperymentowania, testowania nowych metod. Praca w takiej szkole mogłaby być ważnym szczeblem kariery zawodowej nauczyciela, realnie docenianym i wynagradzanym. To także naturalne miejsce na tytuł „profesora oświaty” – nie jako pustą etykietę, ale uznanie za realne, innowacyjne działanie w klasie.
Po czwarte: Płace i warunki pracy. Bez godnych płac nic nie zrobimy. Zawód nauczyciela musi być atrakcyjny w porównaniu z innymi zawodami dla absolwentów dobrych liceów i studiów. Równolegle trzeba zmienić ramy organizacyjne: tak, by pełne pensum można było zrealizować w jednej szkole, z rozsądną liczbą oddziałów.
Po piąte: Racjonalizacja szkoleń. Obecny system szkoleń to w dużej mierze mechanizm „utylizacji” środków. Szkolenia, które służą głównie „papierkom”, niewiele zmieniają w praktyce. Największy sens mają projekty obejmujące całą szkołę, a nie pojedynczych nauczycieli, tworzące przestrzeń do zmiany kultury organizacyjnej.
Ale nie przeceniałbym tego narzędzia. Bez zmian w selekcji do zawodu i w płacach szkolenia będą tylko „doklejane” do starych struktur.
To wszystko razem składa się na wizję, w której nauczyciel jest traktowany jak profesjonalista, a nie wykonawca odgórnych instrukcji.
AS: Z tego, co Pan mówi, wynika dość jasno, że nauczyciel jest fundamentem – kluczowym czynnikiem wpływającym zarówno na jakość edukacji, jak i na skalę nierówności.
RD: Myślę, że to bardzo trafne podsumowanie. Możemy mówić o programach, podstawach, strukturach, finansowaniu – i to wszystko jest ważne – ale w ostatecznym rozrachunku to nauczyciel jest tym, kto codziennie spotyka się z dziećmi. Od jego kompetencji merytorycznych, warsztatu dydaktycznego, dojrzałości emocjonalnej, przekonań na temat uczniów i ich potencjału, gotowości do refleksji i zmiany zależy niezwykle dużo.
Dlatego polityka, która nie zaczyna od nauczyciela – od kształcenia, płac, warunków pracy, wsparcia – jest polityką, która będzie zawsze rozmijać się z rzeczywistością szkoły. Można powiedzieć wprost: jeżeli chcemy zmniejszać nierówności edukacyjne, musimy zacząć od tego, żeby najlepsi ludzie chcieli być nauczycielami, a system im na to naprawdę pozwalał.
Cały tekst „Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników. Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności” – TUTAJ
Źródło: www.magazynterazpolska.pl.
W me życzenia gdy spojrzycie
Z lat minionych, Wam składane,
Nie wiem, czy w nie uwierzycie…
Ale były szczerze słane.
Ludzie wierzą, że życzenia
Się spełniają, gdy są szczere.
Więc znów życzę: Niech się zmienia
Sytuacji cały szereg:
W szkole hejtu niech nie będzie,
W ministerstwie – żądzy sławy,
Rozum niechaj rządzi wszędzie,
A „w Pałacu” – człowiek prawy!
W naszym domu, przy wieczerzy,
Czas z bliskimi spędźmy miło.
Czy ktoś wierzy, czy nie wierzy,
Że się Dziecię narodziło…
24 grudnia 2025 roku Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.depositphotos.com/pl/
Nie przypadkowo rano zamieściłem informację o dluuugiej przerwie świątecznej w zajęciach lekcyjnych. To jest moje alibi – ja także ogłaszam – do 5 stycania w nowym roku – przerwę w regularnym zamieszczaniu nowych materiałów. Będą zamieszczane tylko NAPRAWDĘ WAŻNE, lub z innych przyczyn uznane (przeze mnie} za zasługujące na ich upublicznienia.
Włodzisław Kuzitowicz
Już 16 grudnia „Portal dla Edukacji” zamieścił tekst, informujący o tegorocznej świątecznej przerwie w zajęciach szkolnych. Oto jego fragment:
Rekordowo długie wolne w szkołach. A może być jeszcze dłuższe
[…]
W tym roku po raz pierwszy szkoły i przedszkola nie będą musiały organizować dyżurów przed południem w Wigilię dla dzieci. Od tego roku 24 grudnia jest bowiem dniem ustawowo wolnym od pracy.
Zgodnie z kalendarzem roku szkolnego 2025/2026 od 22 grudnia do 1 stycznia w szkołach nie ma zajęć – jest przerwa w nauce w związku ze świętami Bożego Narodzenia. Formalnie przerwa świąteczna trwa do 31 grudnia, ale 1 stycznia – Nowy Rok jest dniem ustawowo wolnym. Dniem ustawowo wolnym jest też 6 styczna – święto Trzech Króli.
Ponieważ 1 stycznia wypada w czwartek, a 6 stycznia we wtorek, dzięki wykorzystaniu dwóch tzw. dni do dyspozycji dyrektora szkoły (2 i 5 stycznia) część uczniów wróci do nauki dopiero 7 stycznia.
Dni do dyspozycji dyrektora szkoły to dni wolne od lekcji. Mogą być one ustalone np. w dni egzaminów zewnętrznych (egzamin ósmoklasisty, matura, egzaminy zawodowe), w dni świąt religijnych niebędących dniami ustawowo wolnymi od pracy lub w inne dni, jeżeli jest to uzasadnione organizacją pracy szkoły lub placówki albo potrzebami społeczności lokalnej.
W szkołach podstawowych w roku szkolnym jest maksymalnie 8 dni do dyspozycji dyrektora szkoły, w szkołach ponadpodstawowych (liceach ogólnokształcących, technikach, branżowych szkołach I i II stopnia, szkołach policealnych i centrach kształcenia zawodowego) – maksymalnie do 10 dni, a w szkołach specjalnych przysposabiających do pracy – maksymalnie do 4 dni.
O terminach wykorzystania tych dni decyduje dyrektor po zasięgnięciu opinii rady szkoły, a w razie jej braku – rady pedagogicznej, rady rodziców i samorządu uczniowskiego. Ustalone terminy dla danego roku szkolnego muszą zostać podane do wiadomości nauczycielom, rodzicom i uczniom do 30 września. […]
Cały tekst „Rekordowo długie wolne w szkołach. A może być jeszcze dłuższe” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Pierwszy felieton, zatytułowany „Felieton na dzień dobry” zamieszczony 4 września 2013 r.– był pierwszym tekstem, jaki opublikowałem na stronie mojego, prywatnego, osobistego „Obserwatorium Edukacji”. Od tamtego dnia do dzisiaj minęło 12 lat, 4 miesiące i 17 dni. W tym czasie napisałem i zamieściłem na OE 598 kolejnych tekstów, opatrzonych tytułem „felieton”. I ten jest 600-nym!
Pierwszym felietonem przed którego tytułem pojawił się jego kolejny numer był felieton z dnia 29 czerwca 2014 roku , zatytułowany „Bilans sukcesów i niepowodzeń”, i był to mój 41 felieton. I już on miał charakter podsumowujący dotychczasowy „dorobek” – ale wszystkich zamieszczonych od początku funkcjonowania „Obserwatorium…” tekstów.
Na kolejny felieton, zawierający takie podsumowanie, ale już tylko zamieszczonych felietonów, trzeba było czekać do felietonu nr. 200, który zatytułowałem „JUBILEUSZ, czyli coś się kończy, coś zaczyna…” Przywołałem tam te felietony: Nr 89, Nr 100, Nr 110, Nr 119, Nr 124 i Nr 129
Dla zrozumienia mającej nastąpić w końcowej części tego felietonu deklaracji, muszą przywołać ten jego fragment:
„Dość tych „Zaduszek”! Teraz o moich planach na przyszłość – jakąkolwiek miała by ona być. Otóż podjąłem właśnie decyzję, że ten dwusetny felieton jest ostatnim w tej formule. W nadchodzącym nowym 2018 roku będę w niedzielę zamieszczał prawdziwie felietonowe felietony, nieprzekraczające 5 tys. znaków! Natomiast dla zaspokojenia moich potrzeb pisania obszerniejszych materiałów problemowych otwieram nową zakładkę < Eseje >.
A dorobkiem tematyczno-problemowym następnych 300-u felietonów pochwaliłem się „syntetycznie” 10 grudnia 2023 r., w 500-nym felietonie, zatytułowanym „Jubileuszowe wspomnienia i o przyszłości marzenia”, zamieszczonym na OE 10 grudnia 2023 roku. Są tam przywołane (z podlinkowaniem) kolejne, „jubileuszowe” felietony:
Felieton nr 250. Tekst, który powstał „z okazji” – na przekór przeciwnościom losu
Felieton nr 300. O tym co i jak było, ale też o tym co i jak będzie. W moich felietonach.
Felieton nr 350. Po okolicznościowym wstępie – o bankructwie „pamięciowej szkoły”
Felieton nr 400. Kolejna okazja do małego résumé zamieszczonych dotąd felietonów
Felieton nr 450. O potrzebie niepozorowanej reformy w szkolnictwie zawodowym
Prosty wniosek płynący z zaprezentowanej powyżej tradycji płynie taki, abym teraz przywołał – moim zdaniem najważniejsze – felietony z tej ostatniej setki. Pierwszych 50 felietonów z tej ostatniej setki podsumowałem w „Felietonie nr 550. Bilans felietonów minionej „pięćdziesiątki” i zwierzenie autora- redaktora”. Przywołałem tam tytuły (też podlinkowane) 9-u felietonów – zainteresowani mogą sami zobaczyć które to były – TUTAJ
Podtrzymując tradycję, także i z okazji 600 felietonu postanowiłem – po przypomnieniu sobie ich treści – przywołać te właśnie, podlinkowując ich tytuły:
Felieton nr 551. Od MEN do łódzkiego podwórka – kilka smutnych refleksji… – TUTAJ
Felieton nr 556. O tym z jakiego powodu PiS żąda dymisji ministry Nowackiej – TUTAJ
Felieton nr 564. O tym, że trzeba ostatecznie odejść od zebrań w formule „wywiadówek” – TUTAJ
Felieton nr 572. O szkole między „urawniłowką”, a „róbta co chceta” – TUTAJ
Felieton nr 573. Czy wzrost liczby uczniów w szkołach niepublicznych powinien cieszyć? – TUTAJ
Felieton nr 576. O „Kompasie Edukacji” i „Dalton Campie” refleksji parę… – TUTAJ
Felieton nr 578. O tym, że lepsza znana nam „siekierka”, od nieprzewidywalnego „kijka”… – TUTAJ
Felieton nr 589. Raczej esej niż felieton o szkołach ćwiczeń i praktykach pedagogicznych – TUTAJ
Felieton nr 591. Moje reminiscencje po Dniu Edukacji Narodowej. Że narodowej… – TUTAJ
Felieton nr 594. Refleksje o projekcie w sprawie Rad Szkół i Rzeczników Praw Ucznia – TUTAJ
Felieton nr 597. Dlaczego szef nauczycielskiej „Solidarności” boi się „nowego” w edukacji – TUTAJ
I jeszcze jedno wspomnienie. Od felietonu nr 507 kolejne felietony zapowiadał taki młodociany gazeciarz:
Kolejna zmiana nastąpiła od numeru 568, kiedy felietony zapowiadał inny, lepiej ubrany gazeciarz, trzymający tablicę z jego numerem przed sobą:
To tyle o tym, czym zapragnąłem pochwalić się z minionego okresu owych ponad 12-u lat pisania tych tekstów, które z uporem nazywałem felietonami. Teraz przyszedł czas na samokrytyczne oświadczenie oraz na podjęcie decyzji w sprawie przyszłości.
Niestety – nie udało mi się wykonać zobowiązania, które złożyłem w felietonie nr 200, że w nadchodzącym 2018 roku będę w niedzielę zamieszczał prawdziwie felietonowe felietony, nieprzekraczające 5 tys. znaków. Nie tylko w owym 2018, ale i w kolejnych latach – aż do dzisiaj. Prawie zawsze nie potrafiłem ograniczyć się do owych 5 tysięcy znaków i prawie nigdy nie były to jedynie teksty, spełniające definicję felietonu:
„Felieton to krótki utwór publicystyczny o lekkiej, swobodnej formie, wyrażający subiektywne opinie i przemyślenia autora na aktualne tematy społeczne, polityczne czy kulturalne, często z użyciem humoru, ironii lub satyry, aby skłonić czytelnika do refleksji. Charakteryzuje się osobistym stylem i nie wymaga obiektywizmu, łącząc elementy dziennikarskie z literackimi, a jego celem jest zaciekawienie i zaangażowanie odbiorcy.”
A oto moja decyzja co do przyszłości – oczywiście nie Świata, Europy, czy Polski, ale przyszłości zamieszczania na OE kolejnych felietonów. Jest ona konsekwencją racjonalnej oceny szansy na spełnienie kryteriów felietonu w dalszych próbach ich zamieszczania. Muszę uznać, że moja – zapewne wrodzona – skłonność do zgłębiania tematów i doszukiwania się źródeł pozyskiwanych informacji zawsze zwycięża, także podczas pisania tekstu, któremu później nadaję tytuł „Felieton nr…” Dlatego zdecydowałem: Ten Felieton nr 600 jest ostatnim felietonem, który został zamieszczony na OE.
Od przyszłej niedzieli wystartuje nowy cykl, który będzie miał stały tytuł „Mój refleksyjny esej nr …” A dopiero w pierwszej linijce tekstu będzie zamieszczany tytuł tego eseju – aby czytająca/y dowiedział/a się na co może liczyć w dalszej lekturze.
Co nie znaczy, że już nigdy nie sięgnę po formułę felietonu. Jednak nie będzie to nic cyklicznego, zamieszczanego zawsze w określonym dniu tygodnia. Po prostu – gdy poczuję potrzebę podzielenia się moimi przemyśleniami o wydarzeniach w świecie edukacji, to po porostu napiszę i zamieszczą. Będzie to taki nieregularnik z cyklu „Muszę, bo inaczej się uduszę„.
I jest to decyzja ostateczna.
Włodzisław Kuzitowicz














