
Kontynuuję wątek „Opinie z niezależnych źródeł o Kompasie Edukacji”, także dzisiaj zamieszczam fragmenty (i link do pełnej wersji) tekstu redaktora naczelnego portalu „EDUNEWS” Marcina Polaka, zamieszczonego wczoraj na tym portalu:
Kompas będzie nam potrzebny
Kompas Jutra to nie jest pierwsza reforma edukacji, którą śledzimy w portalu Edunews.pl. Było już ich całkiem sporo, mniejszych i większych, mniej lub bardziej przemyślanych. Z edukacyjnej ciekawości wybrałem się zatem na konferencję IBE-PIB „Wiem, Umiem, Działam” (19.11), aby posłuchać „na żywo”, co dzieje się aktualnie w tym tzw. „najbardziej oderwanym od polityki” reformowaniu polskiej edukacji. Podzielę się zatem kilkoma refleksjami i komentarzami.
W edukacji już nic nie znaczy! Polska reforma, to dopiero będzie majstersztyk. Tak mniej więcej zrozumiałem początek wypowiedzi dyr. Tomasza Gajderowicza z IBE-PIB. Mówił, że Finowie przyjęli złe założenia dla systemu edukacji i w ostatnim czasie odnotowali spektakularny spadek w badaniach PISA. Szkoła fińska to „szkoła frywolna”, nie uczy konkretu (sic!). Nie szukajmy więc rozwiązań dla polskiej edukacji w mitycznej Finlandii! – trochę mnie to zdziwiło. Ale nie tylko mnie – z tą wypowiedzią mocno kontrastowała wypowiedź prof. Witolda Bobińskiego ze Szkoły Edukacji PAFW i UW: Finowie zrobili mądre posunięcie – uznali, że czasy się zmieniły, że uczniowie w szkole powinni mniej zapychać głowę faktami i informacjami, a mieć więcej czasu, aby uczyć się po prostu żyć. Jak widać mamy różne podejścia do rozumienia jakości systemu edukacji – co jest ważniejsze: miejsce w zestawieniu słupków badań międzynarodowych czy dobrostan własnego społeczeństwa. Zadowolenie polityka/urzędnika ze słupków vs. zadowolenie i szczęście uczestników systemu edukacji.
Szanuję podejście Finów do edukacji. Szacunek mój budzi przede wszystkim to, że w tym kraju największe siły polityczne jeszcze w ubiegłym stuleciu (sic!) umówiły się, że wyłączą edukację narodową ze sporów politycznych i będą ze sobą współpracować. I że trwa to do dziś. Co u nas w Polsce jest nie do pomyślenia (od dwóch dekad trwa polityczna naparzanka – i nie widać końca!)… I druga kwestia – reformy edukacji w Finlandii zaczęły się w latach 70. XX wieku, w zasadzie od podstaw i sukcesywnie zmieniano elementy systemu aż do drugiej dekady XXI wieku. I ciągle coś jeszcze poprawiają (zob. opracowanie Banku Światowego o fińskich reformach). Warto też podkreślić, że u nich zachowana jest dość wysoka ciągłość zmian, a nie co 4 lata w kompletnie inną stronę. Jest też kilka innych fińskich benczmarków, o których warto pamiętać (np. przygotowanie do zawodu i autonomia nauczycieli). Tak więc – może trochę pokory – mamy czego się uczyć od Finów. I nie musimy się wcale wstydzić tego, że uczymy się od innych. Fiński edukacyjny pragmatyzm vs polskie edukacyjne pospolite ruszenie.
Mit (edukacyjny) mitem pogania?
Maciej Jakubowski i Tomasz Gajderowicz – kierownictwo IBE-PIB – za jeden z celów postawili sobie walkę z mitami edukacyjnymi. To dobrze, gdyż trafiają się one w praktyce edukacyjnej i warto przywoływać badania naukowe, które ujawniają niską skuteczność lub wręcz nieskuteczność różnych koncepcji i działań. Ale… Podczas ich wypowiedzi na konferencji „Wiem, Umiem, Działam” odniosłem wrażenie, że jest to jakaś forma insynuacji, że polska szkoła przesiąkła takimi mitami edukacyjnymi, i jednocześnie zarzut do nauczycieli, że poddali się fałszywym teoriom pedagogicznym. Szkoła polska opiera się na mitach? – gruba przesada. Nie sądzę, aby IBE robił badania na ten temat –przytoczone przez duet dyrektorski przykłady „mitycznego” myślenia w edukacji to chyba niemający większego znaczenia wycinek szkolnej edukacji (przytaczany także w wielu książkach i opracowaniach o uczeniu się autorów zagranicznych). Jeśli jest inaczej – chętnie zapoznam się z badaniami IBE na ten temat. Osobiście w publicznym wystąpieniu nie zaryzykowałbym tezy, że nauczanie w polskiej szkole opiera się na mitach, choć działając ponad 20 lat w edukacji i współpracując z tysiącami szkół i nauczycieli – wiele widziałem dziwnych rzeczy. […]
Wiedza jako konkret w edukacji
Spadek Polski w rankingu PISA daje impuls do poszukiwania przyczyn tego spadku, a także wprowadzania zmian w edukacji. Jak przekonuje dyr. Gajderowicz, współczesna szkoła zbyt łatwo ulega iluzji, iż „aktywność” sama w sobie rozwija krytyczne myślenie. Jak podkreśla, bez solidnej wiedzy i kontekstu uczniowie nie są w stanie ani analizować informacji, ani nadawać im sensu. Nie zmienią tego nawet projekty, doświadczenia edukacyjne i eksperymenty. My potrzebujemy wiedzy do tego, żeby myśleć krytycznie i budować na tym fundamencie sposoby myślenia. (…) W edukacji liczy się konkret. (…) Ale nie uważa, że tylko wiedza ma znaczenie. Powinniśmy unikać skrajności: „szkoły pruskiej”, nastawionej wyłącznie na wiedzę oraz szkoły „frywolnej”, pozbawionej konkretów – uważa dyr. Gajderowicz. Ta frywolność tu użyta zaskakuje. Ciekawe, co dyrektor IBE miał na myśli…
Frywolny – mający swobodny i żartobliwy stosunek do spraw erotycznych; też: świadczący o takim stosunku – SJP PWN
Dobrze byłoby jednak ustalić, co dziś rozumiemy pod pojęciem „wiedza”. W panelu WIEM, dylemat ten dobrze ujął prof. Witold Bobiński, który mówił, że wiedza dzieli się na kilka odmian, co stawia pytanie, która jest najistotniejsza? Uczenie się na pamięć wielu faktów nie bardzo ma sens. Trzeba się zastanowić, czego mamy wymagać. Co więcej w wielu dziedzinach nauki wiedza jest niestabilna. Relatywizuje się. Dochodzą nowe badania – i nagle część wiedzy okazuje się błędna. No i znak czasów – dzisiejsza młodzież już nie googluje. Pyta czat, generatywną sztuczną inteligencję, a ta odpowiada. Jesteśmy w fazie pewnego wstrząsu edukacyjnego. I dalej – jeśli wiedza w szkole jest ważna, to po co nam ta wiedza. Żeby myśleć, rozwiązywać problemy? A może w istocie wiedza powinna służyć nam tworzyć wewnętrzny obraz świata, żebyśmy wiedzieli, jak z innymi ludzi żyć – mówił prof. Bobiński.
Nie możemy zatem uciekać od zdefiniowania pojęcia wiedzy w szkole. Ostatnia podstawa programowa to fetyszyzacja informacji – treści jest tyle, że nie ma czasu na refleksję i dyskusję – uważa Bobiński.
Ogólnie jest to poważny mankament reformy Kompas Jutra, że zaczęliśmy myślenie o zmianach gdzieś od końca (profil absolwenta), także fragmentarycznie, od środka (na poziomie propozycji nowych przedmiotów) czy interwencji (brak obowiązkowych prac domowych), nie ustalając najpierw po co mamy robić reformę, jak wyglądać mają cele systemu edukacji (np. po co nam jest szkoła? Co chcemy osiągnąć w dłuższej perspektywie?).
Warto też przypominać, że MEN zignorował gotową Mapę Drogową dla reformy edukacji opracowanej przez kilkadziesiąt organizacji pozarządowych w ruchu SOS dla Edukacji, w której główne założenia reformy edukacji był dobrze opisane (nic z tego nie zostało zrealizowane do dziś). Głos prof. Bobińskiego dotyczący rozumienia wiedzy, może być (kolejnym) sygnałem, że brakuje nam w Polsce szerokiej debaty na temat kierunków reformowania polskiej szkoły w perspektywie najbliższych dekad. Nieudanych reform już mieliśmy kilka w ostatnich latach. „Sztuka dla sztuki” reformowania przez polityków vs realna zmiana, która jest potrzebna polskiej szkole i społeczeństwu. […]
Można oczywiście szkołom proponować w reformach kolejne „przewodniki metodyczne” czy „narzędziowniki”, ale pytanie, czy nauczyciele już realnie nie wiedzą więcej o tym co robią niż twórcy przewodników i narzędziowników w IBE i MEN. W polskich szkołach pracują tysiące zmotywowanych nauczycieli, najważniejszych w Polsce ekspertów od nauczania, którzy rozumieją dość dobrze swoją misję, mają do siebie zaufanie i są świadomi wyzwań, z którymi się mierzą na co dzień. Wykonują swoją pracę najlepiej jak mogą, pomimo takiego ministerstwa edukacji, jakie od dekad mamy. To czego mi brakuje w Kompasie Jutra to głębszego oparcia się na ich eksperckości i zaufania, że oni naprawdę potrafią uczyć, jeśli tylko mają zapewnione warunki i wsparcie dyrekcji. Potwierdzają to choćby wyniki PISA, jeśli chcemy się jakimiś badaniami podeprzeć. Nauczyciele być może potrzebują wsparcia – ale chyba zupełnie innego niż wymyśliło sobie kierownictwo IBE
Kompetencje, czyli ciągłe zamieszanie pojęciowe
W dyskusjach o reformie słowo „kompetencje” odmieniamy przez wszystkie przypadki. Mając na względzie, że organizatorem wydarzenia jest państwowy instytut badawczy, jednostka naukowa, byłoby dobrze, aby zachować pewien elementarny rygor pojęciowy.
Jeśli mówimy o kompetencjach – to rozumiemy przez nie triadę, trzy atrybuty: wiedzę, umiejętności i postawy. Już w podtytule konferencji występują obok siebie „Wiedza” i „Kompetencje”. Wielokrotnie też na konferencji słyszałem zbitki typu „rozwiniemy kompetencje i umiejętności”, dość często też takie buble pojawiają się w oficjalnych treściach reformy Kompas Jutra (np. „Opis efektów uczenia się odnoszących się do wiedzy, umiejętności oraz kompetencji zdobywanych przez ucznia jest zgodny z odpowiednimi poziomami Polskiej Ramy Kwalifikacji”).[1]
Warto to uporządkować, aby nie kompromitować się elementarną niewiedzą o dziedzinie, którą chce się reformować. Ewentualnie mogę przygotować dla IBE odpowiedni Toolkit, jeśli tylko zostanę sowicie opłacony.
Po co nam (zwykły) kompas?
Uważam, że reforma polskiego szkolnictwa jest bardzo potrzebna. Zmiana powinna być dokonana formą umowy społecznej. Do takiej formuły trzeba zaprosić jak najszersze kręgi społeczne, edukacyjne (więcej głosów nauczycieli!) polityczne (także opozycję!), a także gospodarcze. W taki sposób postępowano m.in. w „mitycznej” Finlandii dyrektora Gajderowicza i przyniosło to wyłącznie korzyści. Robienie reform według własnego widzi-mi-się, przy dużych wątpliwościach zgłaszanych przez najróżniejsze środowiska (w tym naukowe – pedagogiczne!) – jest zwyczajnym marnotrawieniem sił i środków. Można sobie ogłaszać patronaty KEN nad różnymi inicjatywami, ale bez zrozumienia, że Komisja Edukacji Narodowej działała wówczas w warunkach szerokiej zgody politycznej na zmiany – będzie to tylko kiepski emblemat nijak nadający rangę przedsięwzięciu.
Reforma Kompas Jutra – w stanie na dziś – jawi mi się jako mgła, która (po raz kolejny) zaczyna wkradać się do szkół. To raczej nie będzie ciemność! Widzę ciemność! Ale zwyczajnie zmylić może. Kompas być może się przyda, żeby każdy jednak wiedział, gdzie jest azymut.
[1] Ten przypis powstał już po opublikowaniu artykułu (dziękuję Witold Kołodziejczyk). Ale jest potrzebny. Niedbałe posługiwanie się językiem i terminologią prowadzi do nieporozumień. Jednym z częstych nieporozumień wiąże się z pojęciem „kompetencji”. W ujęciu teoretycznym i podstawowym definicja kompetencji brzmi jak napisałem w artykule (ang. competence, l.mn. competences). Natomiast w Europejskiej Ramie Kwalifikacji posługujemy się terminem „kompetencji społecznych” – w węższym znaczeniu i nieco odmiennym – jako efektu kształcenia się (Polska Rama Kwalifikacji, s. 8). W tym kontekście również Słownik ERK definiuje kompetencję (liczba pojedyncza) jako udowodnioną (w pracy, nauce oraz w rozwoju osobistym), bazując na kategoriach odpowiedzialności i autonomii, zdolność stosowania posiadanej wiedzy i umiejętności z uwzględnieniem zinterioryzowanego systemu wartości. Najbliższe znaczeniowo byłoby tu słowo ang. competency (l.mn. competencies), ale w dokumentach UE też dość niedbale używa się terminów. Na konferencji nie wiadomo było, co dokładnie autorzy mają na myśli.
Cały tekst „Kompas będzie nam potrzebny” – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
am-potrzeb
Dzisiejszy felieton przeznaczam na wyjaśnienie powodów, dla których 19 listopada materiał, w którym zamieściłem obszerne fragmenty tekstu, zamieszczonego na portalu „Strefa Edukacji”i zatytułowanego „Każda decyzja wywołuje burzę. Wiceminister odpowiada krytykom reformy edukacji” opatrzyłem tytułem: „Choć burza huczy wkoło nas…, … karawana idzie dalej!”.
Nie muszę chyba wyjaśniać, że nie tylko z powodów techniczno-redakcyjnych (tytuł nie może być za długi, bo się nie zmieści) nie cytowałem tych starych przysłów w pełnym brzmieniu. Liczyłem, że czytający sami sobie dopowiedzą i będą wiedzieli na jakie aspekty relacjonowanej tam wypowiedzi wiceministry Katarzyny Lubnauer chciałem zwrócić ich uwagę.
Skojarzenie z tymi właśnie przysłowiami miałem po przeczytaniu tych słów:
„Katarzyna Lubnauer zwróciła uwagę, że edukacja – podobnie jak zdrowie – jest obszarem, z którym wszyscy mają osobiste doświadczenia. Jej zdaniem właśnie stąd bierze się powszechne przekonanie, że każdy wie najlepiej, jak szkoła powinna funkcjonować.”
Rzecz w tym, że to jedynie fragmentaryczny obraz źródeł krytyki projektu ministerialnej reformy edukacji, znanej jako „Kompas Edukacji”. Wszak wszyscy znamy, prezentowane na blogu „Wokół Szkoły” poglądy na ten temat wieloletniego dyrektora zespołu szkół STO na Bemowie – Jarosława Pytlaka, teksty autora bloga „Pedagog”, wieloletniego przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN – profesora Bogusława Śliwerskiego, a także przed kilkoma dniami zamieszczony na fejsbuku tekst prof. Romana Lepperta – którego tutaj przedstawiać nie muszę.
Przywołałem tylko te trzy przykłady opublikowanych, krytycznych, stanowisk wobec tej reformy, gdyż ich autorzy, to osoby z niekłamanym autorytetem i niekwestionowanymi kompetencjami do opiniowania zagadnień dotyczących edukacji. I nie są to owi „każdzi”, którzy „wiedzą najlepiej, jak szkoła powinna funkcjonować.” Ale są niezależnymi ekspertami, którzy nie należą do klakierów ekipy kierującej od prawie dwu lat polską oświatą.
A ta pewność siebie u zarządzających, która każe im – mimo owego „psów szczekania” iść z tą karawaną dalej, bierze się z pozytywnej aury, którą wokół tego projektu roztaczają życzliwe tej ekipie środowiska, uchodzące także za ekspertów.
Najnowszym przykładem tego jest konferencja, która w minioną środę, pod nazwą „WIEM, UMIEM, DZIAŁAM”, odbyła się Warszawie, w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN. Nawiasem mówiąc to ciekawe posunięcie pijarowe, że – choć organizatorem konferencji była „przybudówka” MEN – IBE PIP, a sztandarowymi prelegentami byli: prof. Maciej Jakubowski i dr Tomasz Gajderowicz, to nie odbyła się ona w owym ministerialnym centrum opiniodawczym!
Aby nie poprzestać tylko na tych dwu środowiskach muszę jeszcze przywołać także inne, niezależne od MEN, inicjatywy, które za swój główny cel także stawiają zreformowanie polskiego systemu szkolnego i stosowanych tam metod kształcenia. Przywołam ty jeden przykład –także z ostatnich dni. Bo 14 listopada w Katowicach, odbyła się konferencji „A właśnie, że się da!”, która zgromadziła 540 uczestników. Jest to dowód na to, że odnowa polskiej szkoły nie musi odbywać się w drodze kolejnych, rewolucyjnych, ustaw i rozporządzeń, ale może się stawać oddolnie. Jak tam powiedziano – „bo zmiana zaczyna się od ludzi”.
Kończę ten felieton takim wnioskiem:
W systemach edukacji działa ta sama, stara maksyma: „Nie od razu Kraków zbudowano”. Bo edukacja, to żywy organizm, który potrzebuje lat, aby mogły, stopniowo, zanikać stare nawyki i – bez szkody dla uczniów – być zastępowane nowymi, dostosowanymi do wyzwań przyszłości, sposobami stymulowania i wspomagania rozwoju i kompetencji uczniów.
Bo tu nie do zaakceptowania jest metoda radykalnych urbanistów: „Zburzyć stare zabudowania i na ich gruzach postawić nowoczesne gmachy!”
Włodzisław Kuzitowicz
Zacznę standardowo, jak przed tygodniem – od zakładki <O nas – Struktura> na oficjalnej stronie Centrum. A tam w obsadzie kierowniczych stanowisk nic się nie zmieniło – gdzie brakowało od 1 września obsady, tam nadal brakuje.
A teraz – jak to mam w zwyczaju – zobaczymy czym w minionym tygodniu pochwalili się redagujący fejsbukową stronę Centrum.
Otóż 15 listopada zamieścili zaproszenie (z plakacikiem) „na wyjątkowe spotkanie ‘Fabryka pomysłów – regionalne inspiracje w edukacji!’”. Nie wytrzymałem i w ramach komentarzy napisałem: „Parafrazując dawną, popularną piosenkę: ‚Miasto fabryk i pomysłów, i rewolucyjnych burz…’ Pożyjemy, zobaczymy.. Albo i nie zobaczymy…”
No i do dzisiaj nie ma ani linijki informacji o tym, jakie to tłumy z CAŁEGO REGIONU zwaliły się na owe „wyjątkowe spotkanie”…. A z mojego źródła wiem, że było to naprawdę bardzo dobre (patrz program – TUTAJ) spotkanie. Ale szkoda, że nie było tam frekwencji, na którą to wydarzenie zasługiwało….
Takie są efekty skuteczności marketingu, prowadzonego przez firmę o mało wiarygodnej reputacji…
Są tylko zapowiedzi kolejnych spotkań i jednej konferencji… O, przepraszam – jest jedna relacja, jak to „w ramach Akademii Seniora pojechaliśmy w zeszłym tygodniu do Muzeum Miasta Pabianicna wystawę „Kisling w Pabianicach”. A ja nadal nie wiem co centrum doskonalenia nauczycieli ma do urozmaicania życia seniorom. Chyba, że są to nadal czynni nauczyciele, ale już dawno w wieku senioralnym – dorabiający do skąpej emerytury…..
Na deser zostawiłem „wisienkę na ubogim torciku”. Jest nią, zamieszczona wczoraj na fejsbukowym fanpage informacja:
Czekaliście niecierpliwie? My tak! Ale warto było czekać…
Tuż przed weekendem mamy przyjemność zaprezentować drugi numer naszego czasopisma „Centrum Inspiracji”.
Znajdziecie w nim sporo edukacyjnych pomysłów, historii z różnych szkół i placówek, opowieści o doświadczeniach i wyzwaniach w edukacji. Dziękujemy za współpracę autorkom i autorom artykułów. To dzięki Wam nowy numer mógł powstać.
Zapraszamy do czytania i dzielenia się refleksjami po lekturze!
Czasopismo dostępne jest na naszej stronie internetowej – link do nowego numeru – TUTAJ
Czekanie było faktycznie długie – pierwszy numer owego „Centrum Inspiracji” ukazał się 30 maja b.r. Zobaczcie
– TUTAJ
Osobom czytającym ten tekst, którzy od niedawna zainteresowały się historią i teraźniejszością Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, jestem winny informację, że pod poprzednim kierownictwem Janusza Moosa Łódzkie centrum było wydawcą czasopisma „DOBRE PRAKTYKI. Innowacje w Edukacji” Kiedyś można było znaleźć w Internecie pliki z pełnymi zapisami wszystkich numerów… Niestety, po kolejnych zmianach w kierownictwie Łódzkiego Centrum jest to niemożliwe.
Po długich poszukiwaniach udało mi się odnaleźć (cudem!) kilka numerów:
Dzięki temu mogę tu odesłać do jedynego pliku, takiego „jak za dawnych lat” (+screen okładki) z tekstem numeru nr 32 – wiosna – lato 2021r. – TUTAJ
Poza tym udało mi się – dzięki Przedszkolu Miejskiemu nr 200 w Lodzi – odnaleźć zapisy jeszcze dwu numerów – w tym, prawdopodobnie ostatniego, 40-ego:
Zeszyt nr 27 z 2020 roku – TUTAJ
Zeszyt nr 40 z 2023 roku – TUTAJ
I to dzisiaj byłoby na tyle….
Włodzisław Kuzitowicz
Dzisiaj proponuję lekturę niedługiego, lecz bogatego w treści tekstu Danuty Sterny z jej bloga OK. NAUCZANIE. Wyróżnienie jego fragmentów podkreśleniem lub pogrubioną czcionką – WK”
Ocenianie oczami nauczyciela i ucznia
Prawo oświatowe, określa cele i sposoby ocenienia, są również zapisy w statucie szkolnym, ale czy tak samo o ocenianiu myślą uczniowie? Jakie według nich ma ono cele, po co uczniowie są oceniani?
Sądzę, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy nauczycielem i uczniami w tej sprawie. Prawo wskazuje na rolę oceniania jako pomocy uczniom w uczeniu się, a uczniowie odbierają oceny jako wskazywanie błędów, krytykę i karę. Nauczyciele i uczniowie są zgodni, chcieliby, aby ocenianie było motywujące. Wielu nauczycieli uważa, że jest to jeden ze sposobów motywowania ucznia do nauki, Nauczyciel ustalając dla ucznia słabą ocenę uważa, że uczeń zacznie się uczyć i poprawi swoje wyniki. Niestety tak się nie dzieje. Uczeń nisko oceniany, traci motywację do uczenia się, przestaje wierzyć w swoje możliwości. Jeśli sytuacja się często powtarza, to uczeń traci całkowicie motywację. Jeśli uczeń nie mam żadnych dowodów na to, że jest w stanie osiągnąć sukces, to nie uwierzy, że odniesie sukces w przyszłości.
Za to uczeń oceniany wysoko, nie potrzebuje podlewania swojej motywacji do nauki. Ale czasami wysokie oceny działają paradoksalnie. Uczeń przyzwyczaja się do nich i w razie zdarzającej się porażki, załamuje się. I tak i tak niedobrze.
Ocenianie powinno pomagać się uczyć, czyli pokazywać uczniowi, gdzie jest w procesie uczenia się i jak może się rozwijać. Ocena powinna dawać uczniowi informację co już potrafi, a czego jeszcze nie, jak ma się tego nauczyć, zachęcać go do wykonani wysiłku i gwarantować, że ten wysiłek przyniesie sukces. Takie cele spełnia ocena kształtująca w postaci sformułowanej informacji zwrotnej bez oceny sumującej w postaci stopnia. Jeśli uczeń widzi, że coś potrafi, to jest to zachęta do pracy. Mówi o tym teoria autodeterminacji, która wyszczególnia trzy niezbędne potrzeby osoby uczącej się, a w tym potrzebę kompetencji.
Najlepsze, co można zrobić, to dać uczniom szansę na zwycięstwo, aby uwierzyli, że sukces w ich wykonaniu jest możliwy. Warto, aby ocenianie było szansą dla ucznia, aby przekonywało go, że coś umie i potrafi i może osiągnąć sukces.
Warto wyjaśniać uczniom, że celem oceniania jest dawanie im informacji, a nie wytykanie błędu i krytykowanie. Trzeba myśleć o ocenianiu jako o komunikacji.
Jak sprawić, by uczniowie skupiali się na nauce, a nie na ocenach?
W miarę możliwości warto stworzyć uczniom przestrzeń do nauki bez wystawiania ocen w postaci stopni. Przekazywać uczniom informację zwrotną i pozwalać poprawiać pracę, aż uczeń uzna, że może ją wykonać idealnie.
Próbowanie i poprawianie jest kluczowe. Nie powinno się zostawiać uczenia się na etapie oceny dostatecznej, gdyż to oznacza, że uczeń umie tylko połowę z tego, co powinien. W przyszłości to się odbije na braku zrozumienia i na wynikach osiąganych przez ucznia. Na przykład, jeśli uczeń nie potrafi mnożyć liczb, lub potrafi to robić na ocenę 3, to w przyszłości nie będzie umiał dodawać ułamków i będzie miał trudności wszędzie tam, gdzie będzie występowało mnożenie.
Teoria autodeterminacji podkreśla trzy potrzeby niezbędne w efektywnym uczeniu się, są to : potrzeba kompetencji, autonomii i więzi. O potrzebie kompetencji pisałam już wcześniej, teraz o autonomii. Myśląc, że ocenianie sumujące (stopniami) wpływa pozytywnie na motywację uczniów, zgadzamy się na to, aby motywacja była niezależna od autonomii, a tak nie jest. Znane jest powiedzenie, że: Można konia doprowadzić do wodopoju, ale nie da się go zmusić do picia. Tak samo uczeń musi chcieć się uczyć.
Nauczyciele boją się dać uczniom autonomię – wybór, czy chcą się uczyć, gdyż myślą, że uczniowie wybiorą nic nierobienie. Tak nie jest. Wystarczy przyjrzeć się małemu dziecku, które chce się uczyć, podejmować próby i stale ćwiczy mimo początkowych porażek. Ocenianie sumujące zabija tę chęć do nauki, gdyż udowadnia uczniom, że nie osiągają sukcesu.
Co możemy zrobić z tym trudnym wymogiem oceniania?
1.Określać oczekiwania, czyli kryteria sukcesu, aby uczeń wiedział, jak ma wyglądać wykonana przez niego praca.
2.Oceniać kształtująco tylko to, co zostało zapowiedziane.
3.Doceniać sukcesy, nawet te najmniejsze.
4.Dawać i zachęcać ucznia do poprawy i doskonalenia.
4Pozwalać uczniom na popełnianie błędów, gdy się uczą.
5.Wierzyć w możliwości każdego ucznia i świętować jego sukcesy.
Źródło: www.oknauczanie.pl
Oto fragment artykułu z dzisiejszej „Gazety Wyborczej” o niecodzienny wyniku głosowania nad… poprawkami do Karty Nauczyciela:
Godziny ponadwymiarowe. Nawet PiS zagłosował za projektem popieranym przez premiera Tuska
[…]
Sejm w piątek 21 listopada jednogłośnie przyjął poselski projekt, o tym, że nauczycielowi należy się zapłata za gotowość do pracy. Nawet wtedy, gdy chodzi o godziny ponadwymiarowe (ponad 18-godzinne pensum), które nie odbyły się, bo klasa poszła np. na wagary lub na wycieczkę.
Projekt pod koniec października zapowiedział premier Donald Tusk. Podkreślał, że nauczyciele „powinni mieć płacone za te godziny, bo są w szkole do dyspozycji, są w gotowości”.
Przepisy wejdą w życie od stycznia 2026 roku, ale dzięki poprawce zgłoszonej przez posłów KO, będzie wyrównanie od września do grudnia. Wyrównania mają wpłynąć na konta nauczycieli do 6 lutego 2026. O te pieniądze zabiegali związkowcy.
Wiceszefowa Związku Nauczycielstwa Polskiego Urszula Woźniak podkreślała, że jeśli błąd leży po stronie ustawodawcy, to powinien zadbać o wyrównania „za okres obowiązywania wadliwych przepisów”.
Wszystkie partie zagłosowały za projektem poselskim KO. Nawet Prawo i Sprawiedliwość. Zbigniew Dolata z PiS jeszcze na sejmowej komisji edukacji podkreślał, że koalicja rządowa powinna docenić, iż opozycja wesprze ich w naprawianiu tego, co zepsuli. […]
Cały tekst „Godziny ponadwymiarowe. Nawet PiS zagłosował za projektem popieranym przez premiera Tuska”
– TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl
Wczoraj, 19 listopada, pod nazwą „WIEM, UMIEM, DZIAŁAM” odbyła się Warszawie, w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN, konferencja, której Jej organizatorem był IBN-PIB.
Mówiono tam o praktycznym wykorzystaniu wiedzy i wynikach badań nad edukacją. Prof. Maciej Jakubowski i dr Tomasz Gajderowicz prezentowali wyniki badań, które pomagają rozwijać edukację, a prof. Maciej Karwowski mówi o kreatywności, zaś Elżbieta Strzemieczna z IBE PIB omawia założenia zmian w podstawach programowych szkół ponadpodstawowych. Ewa Radanowicz mówiła o tym jak wspierać nauczycieli w procesie zmiany i Jak wdrażać dobre praktyki edukacyjne.
Na oficjalnej stronie MEN zamieszczono informację o tym wydarzeniu, zawierającą głównie przekaz o wystąpieniu ministra Barbary Nowackiej:
„Wiem, Umiem, Działam” – wiedza, kompetencje i sprawczość w praktyce szkolnej” – TUTAJ
x x x
Więcej o owej konferencji, a konkretnie o treści wystąpienia dra Tomasza Gajderowicza, można dowiedzieć się z tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego także wczoraj na portalu „Strefa Edukacji”. Oto obszerne jego fragmenty:
Szkoła oparła się na mitach. Style uczenia i inne mody to ślepa uliczka
Foto: Piotr Nowak
Dr Tomasz Gajderowicz podczas wystąpienia na Konferencji „Wiem, Umiem, Działam”
Podczas konferencji „Wiem, Umiem, Działam” współautor reformy „Kompas Jutra” i ekspert Instytutu Badań Edukacyjnych dr Tomasz Gajderowicz przedstawił diagnozę polskiej szkoły i założenia podejścia opartego na danych. Podkreślił, że reforma oddziela edukację od polityki bardziej niż jakiekolwiek wcześniejsze zmiany, a jej fundamentem mają być twarde dowody, badania eksperymentalne i metaanalizy. […] … wskazywał, że w kraju podzielonym poglądami, jedyną wspólną płaszczyzną pozostają dane i diagnozy oparte na porównywalnych badaniach międzynarodowych.
– Badania muszą być podstawą do zmian w edukacji, do tego, że w państwie, które jest tak podzielone względem poglądów na różne sprawy, jedyną płaszczyzną, która sprawia, że możemy się dogadać, jest spojrzenie na dane – mówił. – Zaufanie do badań jako podstawy do tego wszystkiego jest chyba czymś, co wyróżnia tę reformę w sposób absolutnie wyjątkowy. Nigdy dotychczas zmiany nie były wprost tak oddzielone od polityki. Jak podkreślił, nowa reforma ma zmieniać język debaty o edukacji, która – jak ocenił – „jest pełna mitów i przeinaczeń”.
W drugiej części wystąpienia Gajderowicz przedstawił diagnozę najsłabszych punktów systemu: od spadków wyników PISA po słabe poczucie przynależności uczniów. – Szkoła ma się zmienić i musi się zmienić w tych obszarach – podkreślił. – Nie można wylać dziecka z kąpielą, pozbywając się wiedzy w procesie pogoni za kreatywnością czy krytycznym uczeniem.
Jako ostrzegawczy przykład wskazał „mityczną Finlandię”, która według niego przez błędnie prowadzoną reformę „zrobiła najbardziej spektakularny spadek wyników, jaki tylko możemy zaobserwować, 60 punktów na skali PISA”.
Gajderowicz zaznaczał, że Polska musi unikać dwóch skrajności: „szkoły pruskiej”, nastawionej wyłącznie na wiedzę, oraz szkoły „frywolnej”, pozbawionej konkretów.
Centralnym motywem wystąpienia była konieczność opierania się na dowodach naukowych, zwłaszcza na badaniach eksperymentalnych i metaanalizach. – To jest podejście, które chcemy, żeby było podstawą myślenia w edukacji.[…]
Gajderowicz wyjaśniał, że indywidualizacja w rozumieniu reformy nie polega na dopasowywaniu metod do rzekomych „typów ucznia”, lecz na czymś znacznie bardziej konkretnym i mierzalnym. Chodzi o takie prowadzenie procesu dydaktycznego, aby tempo nauczania było dostosowane do realnych możliwości uczniów – tak, by nikt nie musiał przyswajać nowych treści bez opanowania poprzednich.
To podejście, określane jako mastery learning, zakłada, że kluczowe jest solidne zrozumienie każdego kolejnego elementu materiału. Uczeń przechodzi dalej dopiero wtedy, gdy faktycznie przyswoi wcześniejsze treści. W praktyce oznacza to mniejsze ryzyko „przeładowania” materiałem, silniejszą bazę kompetencji i bardziej równomierny rozwój całej klasy.
Gajderowicz podkreślał, że właśnie ta forma indywidualizacji – oparta na kontroli tempa i eliminowaniu luk – ma realne potwierdzenie w badaniach i znajduje swoje miejsce w projektowanych podstawach programowych oraz w rekomendacjach dydaktycznych.
Gajderowicz wielokrotnie wracał do tezy, że współczesna szkoła zbyt łatwo ulega iluzji, iż „aktywność” sama w sobie rozwija krytyczne myślenie. Jak podkreślał, bez solidnej wiedzy i kontekstu uczniowie nie są w stanie ani analizować informacji, ani nadawać im sensu. – My potrzebujemy wiedzy do tego, żeby myśleć krytycznie i budować na tym fundamencie sposoby myślenia – mówił.
Wyjaśniał, że nawet najbardziej porywające doświadczenia edukacyjne — debaty, projekty, gry dydaktyczne czy praca metodą eksperymentu — nie przyniosą efektu, jeśli uczeń nie ma podstaw pojęciowych. Dopiero wiedza pozwala mu zauważyć, co jest istotne, rozpoznać zależności, ocenić prawdziwość informacji i odsiać pozorne atrakcyjności od realnych treści.
W tym kontekście tłumaczył, dlaczego wprowadzane do podstaw programowych „doświadczenia edukacyjne” nie są celem same w sobie. Mają służyć wchodzeniu głębiej w materiał, a nie zastępować wiedzę improwizacją. Jak podkreślił, dopiero połączenie atrakcyjnej formy z dobrze zaplanowanym przekazem treści prowadzi do efektów, które widać w badaniach. […]
W dalszej części materiału są jeszcze takie akapity:
Motywacja uczniów zależy od sukcesu edukacyjnego […]
Spadek wyników PISA o 30 punktów. „To wymaga naprawy” […]
Narzędziownik dla nauczycieli i kolejny etap reformy […]
Cały tekst „Szkoła oparła się na mitach. Style uczenia i inne mody to ślepa uliczka” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Konferencja: „Wiem, umiem, działam” – zapis filmowy (7h15’29”) – YouTube – TUTAJ
Oto obszerne fragmenty tekstu, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” , z którego dowiecie się o stanowisku kierownictwa MEN w sprawie mających wejść w życie 1 września 2026 roku zmian podstaw programowych:
Każda decyzja wywołuje burzę. Wiceminister odpowiada krytykom reformy edukacji
[…]
Zapytana o to, dlaczego każda decyzja Ministerstwa Edukacji wywołuje falę komentarzy i krytyki, Katarzyna Lubnauer zwróciła uwagę, że edukacja – podobnie jak zdrowie – jest obszarem, z którym wszyscy mają osobiste doświadczenia. Jej zdaniem właśnie stąd bierze się powszechne przekonanie, że każdy wie najlepiej, jak szkoła powinna funkcjonować.
– Z edukacją i ze zdrowiem jest ten sam problem. Wszyscy się na tym znają. Wszyscy mają dzieci, które chodzą do szkoły i wszyscy kiedyś skończyli szkołę. My staramy się przede wszystkim zdawać sobie sprawę, że bazujemy na ekspertach i bazujemy na realnej wiedzy. Między innymi dzisiaj była mowa o toolkit, czyli narzędziu, które pozwala bazować na sprawdzonych metodach praktycznych – powiedziała Katarzyna Lubnauer w rozmowie ze Strefą Edukacji.
Jak podkreśliła, fundamentem zmian powinny być dane, badania i rozwiązania opracowane przez środowiska naukowe oraz praktyków, a nie emocjonalne oceny czy intuicyjne przekonania dotyczące szkoły.Zdaniem wiceminister stałe konsultowanie projektów z ekspertami, nauczycielami i badaczami ma poprawić jakość nowych podstaw programowych i ograniczyć chaos informacyjny, który pojawia się przy każdej zapowiedzi reform w oświacie.
Zapytana o to, czy nowe podstawy programowe przełożą się na rzeczywiste zmiany w polskiej szkole, Katarzyna Lubnauer podkreśliła, że reforma nie polega jedynie na zastąpieniu jednych treści innymi. Jej zdaniem kluczowe jest wprowadzenie „doświadczenia edukacyjnego” oraz lepsze powiązanie między przedmiotami, tak aby wzajemnie się uzupełniały, zamiast funkcjonować w całkowitej izolacji. […]
Nowe podstawy programowe mają trafić dziś do konsultacji publicznych, a – jak podkreśliła Katarzyna Lubnauer – zgłaszane w ich trakcie uwagi będą później analizowane wspólnie z autorami dokumentu. – Przede wszystkim już wszyscy widzieli te podstawy programowe w wersji, którą przygotowało IBE. My wprowadziliśmy pewne zmiany do jednego dużego, co bardzo jasno komunikujemy. Natomiast w tej chwili, jak już będą pojawiać uwagi, to na pewno będziemy konsultować te uwagi z tymi ekspertami, którzy przygotowali wcześniej podstawy. Po etapie konsultacji MEN nie zamierza pracować nad korektami samodzielnie, lecz ponownie zaangażować ekspertów stojących za projektem
Pytana o możliwe wspólne działania z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego w obszarze przygotowania przyszłych nauczycieli, Katarzyna Lubnauer potwierdziła, że takie rozmowy już trwają. – Tak, nawet dzisiaj jesteśmy w kontakcie w sprawie np. pilotażu uczącego praktyk studenckich dla nauczycieli przyszłych, czyli studentów kierunków pedagogicznych.
Cały tekst „Każda decyzja wywołuje burzę. Wiceminister odpowiada krytykom reformy edukacji” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Wczoraj wieczorem prof. Roman Leppert zamieścił na swoim fejsbukowym profilu ważny post, w którym – w dziesięciu punktach – uzasadnił swój sprzeciw wobec lansowanej przez MEN reformy zwanej „Kompasem Jutra”. Oto ten tekst – bez skrótów:
Dziesięć powodów, dla których jestem przeciwko Kompasowi Jutra, czyli reformie edukacji AD 2026
Niedawno minęła druga rocznica podpisania przez Koalicję Obywatelską, Trzecią Drogę i Nową Lewicę umowy koalicyjnej. Przyznam, że po jej przeczytaniu nie byłem entuzjastą, jeśli chodzi o zapisy dotyczące edukacji, czemu dałem wówczas wyraz w wywiadzie udzielonym Aleksandrze Lewińskiej z Gazety Wyborczej Bydgoszcz (link do tego wywiadu w pierwszym komentarzu).
Rok później – dokładnie 18 listopada 2024 roku – miałem okazję rozmawiać w #akademickiezacisze z Ministrą Edukacji, Barbarą Nowacką (link do zapisu tego spotkania w drugim komentarzu). Trudne to było dla mnie spotkanie, nie tylko dlatego, że odbyło się ono w trybie hybrydowym (stacjonarnie w sali koncertowej Copernicanum bydgoskiego UKW, online było transmitowane na stronie facebookowej i kanale YouTube akademickiego zacisza). Powodem wspomnianej trudności było pozbycie się złudzeń, jeśli chodzi o planowaną przez obecne Ministerstwo Edukacji Narodowej reformę edukacji, która ma się rozpocząć we wrześniu 2026 roku, choć jednocześnie – jak twierdzą władze resortu – rozpoczęła się we wrześniu tego roku wraz z wprowadzeniem do szkół edukacji obywatelskiej, nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej oraz nowej podstawy programowej wychowania fizycznego.
Czas, który upłynął od rozpoczęcia prac nad reformą oraz wspomnienie ubiegłorocznego spotkania z Ministrą Nowacką skłoniły mnie do wyartykułowania powodów, dla których – jako obywatel, pedagog, profesor jestem przeciwko Kompasowi Jutra.
1.Reformatorzy przyjmują założenie, że system edukacyjny jest systemem prostym (czyli takim, który jest uporządkowany i podlega ograniczonej liczbie zmiennych), podczas gdy system edukacyjny jest systemem złożonym, w którym nie ma jednoznacznych powiązań między przyczyną a skutkiem, jest to system żywy, zmienny w czasie, nie poddaje się on w prosty sposób regulacjom.
2.Prace nad reformą edukacji rozpoczęto w ramach dotychczasowego stanu prawnego, który przewiduje inne od proponowanego przez reformatorów rozumienie kluczowych dla reformy kategorii (np. podstawy programowej). Wątpliwe jest przyjęte założenie, że procedowana dopiero teraz nowelizacja prawa oświatowego przejdzie całą drogę legislacyjną i zakończy się podpisem Prezydenta. Co w sytuacji, gdy będzie inaczej?
3.Proponowana reforma jest klasyczną reformą typu top-down, w której władze zachowują kontrolę nad procesem reformy i jej przebiegiem. Dotychczasowe próby reformowania systemu edukacyjnego w taki sposób kończyły się niepowodzeniem, co powodowało, że pojawiała się konieczność wprowadzania kolejnych reform. Skąd przekonanie, że kolejna reforma tego samego typu się powiedzie?
4.Prace nad reformą edukacji rozpoczęto od przygotowania profilu absolwenta, czyli czegoś, co metaforycznie można określić mianem „dymu z komina” – oczekiwanego na wyjściu stanu. Nie jest zadaniem demokratycznego państwa określanie, jacy mają być ludzie po przejściu przez poszczególne etapy procesu kształcenia (w systemie, który jest zmienny takie określanie jest wręcz niemożliwe).
5.Analiza opracowanych dotychczas projektów nie pozwala na określenie, do jakiej koncepcji, do jakiego paradygmatu dydaktycznego (w rozumieniu Doroty Klus-Stańskiej) nawiązują ich autorzy. Dostrzec można swobodne zapożyczenia elementów z wszystkich spotykanych koncepcji, co sprawia, że projekty te są eklektyczne, jeśli chodzi o przyjmowane założenia, brakuje im jednocześnie czytelnej naukowej podstawy.
6.Proponowana reforma koncentruje się na dominującej dotychczas dydaktyce metody z towarzyszącym jej pytaniem: jak to zrobić? Stąd na konferencjach organizowanych w ramach przygotowań do reformy pojawia się m.in. kwestia „poszukiwania skutecznych sposobów przekazywania wiedzy i jej pogłębiania”.
7.Projektowana reforma zachowuje jako podstawę funkcjonowania szkoły system klasowo-lekcyjny, co oznacza, że wprowadzanie w nim zmian (np. tygodnia projektowego) czyni go jeszcze bardziej dysfunkcjonalnym.
8.O ile wcześniejsze reformy programowe koncentrowały się na kwestiach dotyczących wiedzy i umiejętności, jakie uczeń powinien osiągnąć na zakończenie danego etapu edukacyjnego, o tyle proponowana reforma dotyczyć ma również kwestii metodycznych, co odczytywać można jako kolejną (po wprowadzeniu ograniczeń dotyczących zadań domowych) próbę ograniczania nauczycielskiej autonomii.
9.Analizując wytwarzane z myślą o reformie dokumenty oraz towarzyszący jej dyskurs prowadzony przez władze MEN i IBE dochodzę do wniosku, że dyrektorzy szkół i nauczyciele mają stać się (w miejsce dotychczasowych profesjonalistów) menagerami, terapeutami oraz specjalistami od piaru. Nieprzypadkowo wyznaczeni przez kuratorów oświaty dyrektorzy szkół i nauczyciele określeni zostali mianem „Ambasadorów Reformy”, czyli czegoś, czego de facto jeszcze nie ma (możemy dotychczas mówić jedynie o projekcie reformy). W tym samym duchu powołanej przez Dyrektora IBE Radzie ds. monitorowania wdrażania reformy oświaty nadano imię Komisji Edukacji Narodowej, dokonując nieuprawnionego, nieuzasadnionego odwołania do znaczącej (nie tylko dla naszego kraju) tradycji.
10.Poważniejszego namysłu wymagają przygotowane projekty podstaw programowych, już jednak analiza podstawy programowej kształcenia ogólnego pokazuje, że autorzy tego dokumentu swobodnie (żeby nie rzec frywolnie) używają języka, za pomocą którego została ona sformułowana. Upoważniają do takiego stwierdzenia występujące obok siebie zwroty:
„Edukacja kształtuje postawy oparte na dbałości o dobro wspólne (…)”; „Kształcenie ogólne w szkole podstawowej ma na celu: 1) rozwijanie kompetencji fundamentalnych (…)”; „Opis efektów uczenia się odnoszących się do wiedzy, umiejętności oraz kompetencji zdobywanych przez ucznia jest zgodny z odpowiednimi poziomami Polskiej Ramy Kwalifikacji”. Jak łatwo zauważyć, na jednej stronie tego dokumentu o efektach uczenia się autorzy piszą, używając trzech różnych kategorii: kształtowanie postaw, rozwijanie kompetencji, wiedza, umiejętności i kompetencje.
Wymienione argumenty zostały tu jedynie zasygnalizowane, każdy z nich wymaga rozwinięcia oraz uzasadnienia, w tym odwołania się do literatury, co uczynię w najbliższych tygodniach.
Towarzyszący postowi screen pochodzi z wywiadu, który dla Tygodnika Powszechnego przeprowadził ze mną w grudniu ubiegłego roku Przemysław Wilczyński (link do tego wywiadu – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/
zisiaj (18 listopada) Sejm nie tylko wybrał nowego Marszałka Sejmu, ale zajął się kolejną zmianą Prawa Oświatowego I KN. Oto dwie Informacje o tych zmianach:
Jako pierwsze przedstawiam fragmenty tekstu z „Portalu dla Edukacji”:
Sejm bierze się za sprawy nauczycieli. Ważą się losy wynagrodzeń
[…]
Już pierwszego dnia Sejm rozpatrzy projekt zmian Karty Nauczyciela, który przewiduje, że nauczyciele będą mieli zapłacone za niezrealizowane godziny ponadwymiarowe. Projekt przygotowała grupa posłów Koalicji Obywatelskiej.
W planie obrad jest także rządowy projekt nowelizacji Prawa oświatowego, którego celem jest przede wszystkim modyfikacja przepisów, w oparciu o które minister właściwy do spraw oświaty i wychowania, określa podstawę programową wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół.
Sejm rozpatrzy też rządowy projekt deregulacyjny, który ma kompleksowo uregulować wdrożenie w systemie szkolnictwa wyższego i nauki dyplomów w postaci elektronicznej oraz repozytorium.[…]
W projekcie posłowie zaproponowali, by wynagrodzenie za niezrealizowane godziny ponadwymiarowe przysługiwało w każdym przypadku, gdy niezrealizowanie przez nauczyciela przydzielonych mu godzin zajęć dydaktycznych, wychowawczych lub opiekuńczych nastąpiło z przyczyn niedotyczących nauczyciela, a nauczyciel był gotów do realizacji tych zajęć.
Warunkiem zachowania prawa do wynagrodzenia jest pozostawanie nauczyciela w tym czasie w gotowości do realizacji tych zajęć. […]
Ponadto – jak zaznaczono – w celu uniknięcia wątpliwości, czy jest możliwe przydzielenie nauczycielowi pozostającemu w gotowości do pracy realizacji w tym czasie innych zadań, w projekcie zaproponowano doprecyzowanie, że w takim przypadku nauczycielowi można przydzielić do realizacji w czasie, w którym zostały zaplanowane godziny zajęć, które nie odbywają się nie z winny nauczyciela.
Ponadto proponuje się doprecyzowanie brzmienia innego przepisu. Obecnie tygodniowy obowiązkowy wymiar godzin zajęć (pensum) nauczyciela obniża się na potrzeby ustalenia wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe odpowiednio o 1/5 albo 1/4 tego wymiaru, za każdy dzień usprawiedliwionej nieobecności w pracy, dzień ustawowo wolny od pracy, dzień, w którym dla nauczyciela nie zaplanowano zajęć, lub dzień w danym tygodniu, który przypada w innym miesiącu.
Zamiarem ustawodawcy było to, aby ww. obniżenie obejmowało także tygodnie, w których przypadają dni, na które nauczycielowi nie zaplanowano zajęć – podano. Autorzy projektu proponują doprecyzowanie przepisu przez wskazanie, że chodzi o inne zajęcia i czynności wynikające z zadań statutowych szkoły, w tym zajęcia opiekuńcze i wychowawcze uwzględniające potrzeby i zainteresowania uczniów.
Proponuje się również zmianę przepisu dotyczącego doraźnych zastępstw. Obecnie godziny doraźnych zastępstw mogą być realizowane w czasie, w którym zostały zaplanowane do realizacji przez nauczyciela zajęcia w przypadku, gdy z przyczyn dotyczących szkoły w danym dniu nauczyciel nie mógłby zrealizować zajęć wynikających z obowiązującego go tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć.
Proponuje się również zmianę przepisu dotyczącego doraźnych zastępstw. Obecnie godziny doraźnych zastępstw mogą być realizowane w czasie, w którym zostały zaplanowane do realizacji przez nauczyciela zajęcia w przypadku, gdy z przyczyn dotyczących szkoły w danym dniu nauczyciel nie mógłby zrealizować zajęć wynikających z obowiązującego go tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć.[…]
Autorzy projektu proponują, by nowelizacja weszła w życie z dniem 1 stycznia 2026 r. Projektowane przepisy będą miały zastosowanie do ustalania wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe przypadające do realizacji począwszy od dnia wejścia w życie ustawy.
Oznacza to, że nauczyciele nie dostaną wyrównania za okres od 1 września do 31 grudnia 2025 r.
Cały tekst „Sejm bierze się za sprawy nauczycieli. Ważą się losy wynagrodzeń” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
x x x
Z kolei portal „Strefa Edukacji” w teście Magdaleny Konczal informuje o stanowisku WZZ Forum-Oświata wobec zmian zawartych w procedowanym dziś w Sejmie projekcie. Oto fragmenty:
Nowe przepisy skrajnie niekorzystne dla nauczycieli. „Skandal”
[…]
Wolny Związek Zawodowy „Forum-Oświata” w piśmie skierowanym do marszałka Sejmu Szymona Hołowni jednoznacznie ocenia zmiany jako szkodliwe. Jak czytamy w stanowisku:
– Jednoznacznie wskazujemy, że zarówno nowelizacja Karty Nauczyciela z 25 lipca 2025 r., jak i poselski projekt (…) w sposób nieuprawniony zrównują godziny ponadwymiarowe przydzielone nauczycielowi na dany rok szkolny z godzinami doraźnych zastępstw – również w stosunku do nauczycieli specjalistów (bibliotekarze, wychowawcy świetlicy, logopedzi, pedagodzy etc).
W ocenie związku zawodowego może to prowadzić do sytuacji, w której nauczyciel pozbawiony zostanie wynagrodzenia mimo gotowości do pracy. – Nauczyciele, co do zasady, jeśli nie zrealizują przydzielonych na dany rok szkolny godzin ponadwymiarowych i w zamian nie zostaną im przydzielone inne zadania (w tym opiekuńczo-wychowawcze) zostaną pozbawieni wynagrodzenia za pracę. Stanowi to naruszenie zasady ochrony wynagrodzenia za pracę oraz pogwałcenie opiekuńczo-socjalnej funkcji prawa pracy – czytamy w stanowisku związku.
Związek wskazuje też na nierówności wynikające z przyznawania różnych obowiązków nauczycielom w analogicznej sytuacji. – Nauczyciel, któremu dyrektor przydzielił godziny opiekuńczo-wychowawcze w zamian za niezrealizowane godziny dydaktyczne otrzyma wynagrodzenie a inny może wynagrodzenia nie otrzymać. Taka sytuacja doprowadza do dyskryminacji pośredniej – wskazuje WZZ Forum-Oświata.
Forum-Oświata krytykuje także pominięcie uchwały 7 sędziów Sądu Najwyższego z 26 lutego 2025 r., która dotyczyła wynagradzania za godziny nadliczbowe. Nowelizacja z lipca i projekt nie odnoszą się do jej postanowień, co związek uznaje za poważne uchybienie.
Dodatkowo związkowcy alarmują, że wejście w życie nowych regulacji od 1 stycznia 2026 r. odbędzie się bez żadnej rekompensaty za wynagrodzenia utracone przez nauczycieli między wrześniem a grudniem 2025 roku. Ich zdaniem to „całkowite nieporozumienie, a wręcz skandal”. […]
Cały tekst „Nowe przepisy skrajnie niekorzystne dla nauczycieli. „Skandal”” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
x x x
Związek Nauczycielstwa Polskiego wypowiedział się w sprawie tego projektu już 20 października: „Konferencja prasowa ZNP: Wycieczki szkolne i sytuacja po nowelizacji Karty” – TUTAJ
Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowanie NSZZ „Solidarność” ogłosiła swoje stanowisko 6 listopada: „KSOiW NSZZ „Solidarność” negatywnie ocenia poselski projekt zmian dotyczących godzin ponadwymiarowych i zastępstw”
– TUTAJ
„Portal dla Edukacji” zamieścił w miniony piątek aktualne informacje o zamiarach MEN w sprawie Edukacji zdrowotnej. Oto fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:
Edukacja zdrowotna jednak obowiązkowa? MEN chce zmiany przedmiotu jeszcze w tym roku szkolnym
Wiceministra edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz zapowiedziała w piątek, że będzie ewaluacja przedmiotu edukacja zdrowotna. Wyraziła nadzieję, że jeszcze w tym roku szkolnym zapadnie decyzja, by przedmiot był obowiązkowy. Przyznała też, że wolałaby, by frekwencja była wyższa. […]
Wiceszefowa MEN Paulina Piechna-Więckiewicz w piątkowej rozmowie z dziennikarzami przyznała, że „wolałaby, żeby dane były inne. Ten przedmiot jest po prostu potrzebny. W mojej opinii – niezbędny do prowadzenia działań profilaktycznych w szkołach” – dodała.
Zapytana, co dalej z przedmiotem, odparła, że będzie to zapowiadana wcześniej ewaluacja oraz – wyraziła nadzieję – w ciągu tego roku szkolnego „decyzja o tym, że przedmiot nabierze charakteru obowiązkowego. To jest dla mnie, także jako wiceministra odpowiedzialnego za profilaktykę, bardzo istotne” – powiedziała.
Argumentowała, że „jeżeli mielibyśmy do dyspozycji edukację zdrowotną jako przedmiot obowiązkowy, to (…) jest dużo łatwiej, bo do każdego dziecka ona dociera również jako działanie profilaktyczne. Mam nadzieję, że ewaluacja wykaże potrzebę, że edukacja zdrowotna powinna stać się przedmiotem obowiązkowym – dodała.
Zapytana, kiedy zapadnie ostateczna decyzja, czy zmiana nastąpi od przyszłego roku szkolnego, odparła: „Nie umiem tego w tej chwili powiedzieć. Natomiast obowiązuje nas kalendarz legislacyjny (…), więc myślę, że odpowiedź musi się kształtować pod koniec pierwszego kwartału przyszłego roku” – dodała. Zaznaczyła, że decyzja należy do ministra edukacji. […]
Wiceminister, zapytana, czy resort planuje kampanię informacyjną, by rozwiewać wątpliwości wokół edukacji zdrowotnej, odparła: – Planujemy przede wszystkim pozyskanie informacji od rodziców, uczniów i nauczycieli o tym, jak ten przedmiot jest odbierany, co powinno jeszcze się zmienić. Na pytanie, czy po wypisaniu z edukacji zdrowotnej można zmienić zdanie w trakcie roku szkolnego, odpowiedziała, że są pewnie „różne interpretacje„. – Myślę, że jeżeli uczeń zdecyduje się, rodzice będą chcieli, żeby dziecko uczęszczało na te zajęcia – niekoniecznie związane jest to z zapisem – to pewnie część szkół nie będzie miała z tym problemu – oceniła. […]
Cały tekst „Edukacja zdrowotna jednak obowiązkowa? MEN chce zmiany przedmiotu jeszcze w tym roku szkolnym”
– TUTAJ
Źródło: www.portalsamorządowy.pl/edukacja/













