
Na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono dzisiaj tekst, zwierający aktualne informacje o perspektywie wprowadzenia w polskich szkołach zakazu posługiwania się przez uczniów telefonami. Oto jego obszerne fragmenty:
Zakaz telefonów na lekcjach w szkołach? Barbara Nowacka zapowiada nowe przepisy
Ministra edukacji Barbara Nowacka zapowiada przygotowanie przepisów ograniczających używanie telefonów na lekcjach w szkołach podstawowych. Równolegle KO pracuje nad ustawą o dostępie do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia. […]
Ministra edukacji była pytana w RMF FM m.in. o to, czy w szkołach powinno być zakazane używanie telefonów komórkowych, a także o zapowiedziane ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15. roku życia.
Mówiąc o ograniczeniu korzystania z mediów społecznościowych, Barbara Nowacka poinformowała, że klub Koalicji Obywatelskiej jest gotowy do „pokazania takich kierunkowych rozwiązań i projektu ustawy później”. – Na razie kierunkowe rozwiązania – zaznaczyła. – Po rozmowach z nauczycielami w ramach spotkań „Kompas Jutra” uważam, że powinniśmy ograniczyć użycie telefonu w szkołach i tak, takie zapisy również przygotujemy – powiedziała szefowa MEN.[…]
Dopytywana, kiedy ten zakaz miałby zacząć obowiązywać, odpowiedziała, że to zależy od tego, „jak będziemy procedować ustawę i czy powiążemy ją z projektem Koalicji Obywatelskiej, czy pójdziemy odrębną ścieżką„. […]
Klub Koalicji Obywatelskiej ma przygotować poselski projekt ustawy ograniczającej możliwość korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież do ukończenia 15. roku życia. Jest to inicjatywa ministry edukacji, posłanki KO Barbary Nowackiej i posła KO Romana Giertycha. Zielone światło do opracowania projektu dało już kolegium klubu KO.
Cały tekst „Zakaz telefonów na lekcjach w szkołach? Barbara Nowacka zapowiada nowe przepisy” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Po tym jak wczoraj zamieściłem informację „O interpelacji posłanki PiS w sprawie oceny funkcjonalnej ucznia”, w której pani poseł Magdalena Filipek-Sobczak wyraziła obawy, że wprowadzenie obowiązkowej oceny funkcjonalnej ucznia mogłoby prowadzić do gromadzenia szerokiego zakresu danych wrażliwych dotyczących sytuacji rodzinnej, emocjonalnej i społecznej dziecka, co – w jej ocenie – rodzi ryzyko naruszenia prywatności, postanowiłem umożliwić głębsze rozeznanie opinii publikowanych na „Polskim Forum Rodziców”, których punkt widzenia reprezentowała w swej interpelacjo Pani Posłanka. Będą to fragmenty dwu tekstów (z linkami do ich pełnych wersji), a w zakończeniu tego materiału zamieszczę fragmenty informacji z 17 lutego b.r., zaczerpnięte ze strony PAP, zatytułowanej „MEN o ocenie funkcjonalnej: informacje o kontrolach w domach uczniów są nieprawdziwe” i link do całego tekstu:
10.luty 2026
Ocena funkcjonalna – pomysły MEN na pomoc dzieciom i uczniom czy inwigilację rodzin? cz. 1
[Autor – Hubert Jach]
Od pierwszych dni urzędowania minister edukacji Barbary Nowackiej polska szkoła przechodzi przeobrażenie. Najpierw usunięto obowiązkowe zadania domowe, okrojono podstawy programowe z wielu przedmiotów i wprowadzono nowy kontrowersyjny przedmiot – edukacja zdrowotna. Dalsze zmiany zatrzymał Prezydent Karol Nawrocki wetując ustawę, będącą fundamentem pod wielki ideologiczny projekt Nowackiej „Reforma 26. Kompas Jutra”. Resort edukacji próbuje jednak przełamać legislacyjną niemoc i wprowadzić założenia zmian rozporządzeniami. Z wypowiedzi kierownictwa ministerstwa edukacji dowiadujemy się, że już od 1 kwietnia 2026 r. do polskiej klasy ma zostać wprowadzony obowiązek poddania każdego ucznia oceną funkcjonalną. […]
W teorii ma to być proces, w którym pedagog, nauczyciel obserwuje ucznia w różnych sytuacjach, by znaleźć rozwiązania mające odpowiadać na potrzeby ucznia. Celem oceny funkcjonalnej, według MEN, nie jest zastąpienie ocen szkolnych, będących częścią systemu oceniania i klasyfikacji ucznia, a wspieranie go.
Resort kierowany przez Barbarę Nowacką podkreśla, że nowy system oceniania służy lepszemu zrozumieniu sytuacji dzieci, by szybciej reagować na potrzeby ucznia, gdyby pojawiły się problemy i trudności. Mają nią być uczniowie, którzy nie tylko zmagają się z chorobami, czy zaburzeniami, ale też ci ze spektrum autyzmu czy mający różnego rodzaju niepełnosprawności czy trudności z mówieniem po polsku. Najwięcej kontrowersji budzi objęcie nową oceną funkcjonalną dzieci, które nie mają żadnych problemów.
Wielu ekspertów, pedagogów i psychologów krytykuje ten model prowadzenia oceny w szkole dla wszystkich dzieci. Główne zarzuty dotyczą zbyt głębokiego ingerowania szkoły w życie rodzinne uczniów, adaptowanie treści narzędzi diagnostycznych z nauczania specjalnego do dzieci w normie rozwojowej, a na przeładowaniu nauczycieli pracą, która nie będzie wynagradzana kończąc.
Agnieszka Pawlik-Regulska ze Stowarzyszenia „Nauczyciele dla Wolności”, Koordynatorka Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, podnosi w rozmowie z Polskim Forum Rodziców, że dotychczas z tego narzędzia korzysta się na wniosek rodzica lub nauczyciela, by zdecydować, czy dzieci potrzebują pogłębionej diagnostyki w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Duże zastrzeżenia zgłasza do objęcia diagnozą funkcjonalną wszystkich uczniów z uwagi na badanie środowiska domowego ucznia. […]
Przeprowadzaniu takiej oceny ma towarzyszyć „obserwacja funkcjonalna”, która opiera się nie tylko o spojrzenie na jednostkowe zachowanie ucznia, ale próbę zaobserwowania tego, co jest powodem danego zachowania, a także jakie ono niesie konsekwencje. Dr hab. Ewa Domagała-Zyśk, prof. KUL, która jest ekspertem Instytutu Badań Edukacyjnych przy MEN, w nagranym w serwisie YouTube filmie podkreśla, że tego typu obserwacja funkcjonalna jest niewielkim rozszerzeniem obowiązków nauczyciela, która obserwacje zachowań uczniów i tak musi prowadzić.
– Obserwacja funkcjonalna jest takim procesem, który odbywa się w naturalnym ekosystemie ucznia. Nie w gabinecie, nie przy biurku […] tylko w czasie takich zwykłych codziennych sytuacji, w szatni, w klasie, na przerwie, kiedy podchodzi do tablicy, odpowiada, kiedy pracuje w grupie […] dotyczy też różnych elementów funkcjonowania ucznia i tej fizycznej sfery, i psychicznej, i emocjonalnej, i społecznej, i duchowej, i poznawczej, i językowej – mówi dr hab. Ewa Domagała Zyśk, prof. KUL, potwierdzając, że szkoła zamierza badać to, do czego do tej pory za bardzo nie zaglądała – dom każdego dziecka i ucznia.
Jeden z rodziców, z którym rozmawialiśmy na ten temat uważa, że to zbyt daleko idąca ingerencja w środowisko domowe. Nową ocenę funkcjonalną w szkole porównuj do świata antyutopii. – Rozumiem, że należy sprawdzić, czy w domu wszystko jest w porządku, kiedy są do tego jakieś podstawy – dziecko przychodzi do szkoły pobite, jest nadzwyczaj agresywne, albo samo zgłosi akty agresji ze strony rodziców, czy opiekunów. Jednak takie wchodzenie z butami do domu każdego z nas brzydko pachnie światem z powieści „1984” Orwella – mówi pani Maria z Krakowa (imię i miasto zmienione na prośbę rozmówcy). […]
Przeciwko wprowadzeniu oceny funkcjonalnej jako powszechnej protestują nauczyciele
Na ekonomiczną stronę wprowadzenia oceny funkcjonalnej, będącej elementem edukacji włączającej, zwracają przedstawiciele Fundacji Ja, nauczyciel na swoim profilu w mediach społecznościowych. „To nie jest reforma – to logistyczna, finansowa i ekologiczna katastrofa, której koszt poniosą nauczycielki, nauczyciele, uczennice i uczniowie.” – piszą pedagodzy.
Wyliczają, że procedura oceny funkcjonalnej zajmuje od 60 do 12 minut dodatkowej pracy potrzebnej na opracowanie dokumentacji dla każdego ucznia, co daje około 11 milionów godzin rocznie pracy wszystkich nauczycieli. Przekłada się to na 663 miliony złotych darmowej, nieopłaconej, a dodatkowej pracy. Przedstawiciele fundacji nazywają to wprost haraczem nałożonym na nauczycieli przez państwo w postaci darmowej pracy. (Cały wpis fundacji Ja, Nauczyciel dostępny jest TUTAJ).
Cały tekst „Ocena funkcjonalna – pomysły MEN na pomoc dzieciom i uczniom czy inwigilację rodzin? cz. 1”
– TUTAJ
x x x
12 luty 2026
Wg MEN „ocena funkcjonalna nie jest nową procedurą ani nową ‚oceną’ w rozumieniu szkolnym i
nie stanowi nowego obowiązku dla nauczycieli” Cz. 3 [Autor – Hubert Jach]
Edukacja włączająca przyspiesza, ale MEN podaje sprzeczne informacje o ocenie funkcjonalnej ucznia. Jak resort chce wdrażać inkluzyjne kształcenie przy sprzeciwie społecznym? Czy nauczanie zejdzie na dalszy plan wobec edukacyjnej integracji?
Medialna burza wokół wprowadzenia do polskich szkół oceny funkcjonalnej wynika z komunikacyjnej amatorki. Fakt, wchodzi ona do szkół, ale nie obejmie wszystkich dzieci, a jedynie te, które wymagają wystawienie opinii lub orzeczenia w poradni psychologiczno-pedagogicznej, mają niepełnosprawność lub znajdują się w spektrum autyzmu. Nie będzie też obowiązkowa, przynajmniej na razie. Takie stanowisko dotarło do redakcji Polskiego Forum Rodziców z Ministerstwa Edukacji Narodowej
Ocena funkcjonalna nie jest elementem szkolnego systemu oceniania ucznia, który dotyczy weryfikacji wiedzy. Jest to holistyczne spojrzenia na ucznia, przejawiającego trudności w uczniu się lub relacji społecznych. W komunikacie Ministerstwa Edukacji Narodowej z 2.07.2025 r. czytamy, że w resorcie trwają prace nad wdrożeniem oceny funkcjonalnej jako metody wspierającej realizację edukacji włączającej w szkołach. Nauczanie w szkołach przestaje być zatem ich głównym zadaniem, a będzie się działo niejako obok włączania. Eksperci Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oraz Ordo Iuris podnoszą, że jest to narzędzie pochodzące z diagnostyki w edukacji specjalnej, oparte o tzw. Modl biopsychospołeczny oraz Międzynarodową Klasyfikację Funkcjonowania, które wiąże się z diagnozowaniem, monitorowaniem oraz profilowaniem ucznia przy użyciu wystandaryzowanych narzędzi, w tym specjalnego kwestionariusza. Mowa o Kwestionariuszu Szkolnej Oceny Funkcjonalnej, opublikowanym przy finansowym wsparciu Unii Europejskiej na rządowej stronie – Portalu Wsparcia Edukacyjno-Specjalistycznego
Mec. Marek Puzio z Ordo Iuris przyznaje, że na chwilę obecną MEN nie przedstawił projektu rozporządzenia lub innego aktu prawnego, który zobowiązywałby nauczycieli do powszechnego stosowania systemu oceny funkcjonalnej wobec wszystkich uczniów. Poddaje jednak w wątpliwość deklarację ministerstwa o nie planowaniu rozszerzenia tej formy obserwacji dzieci w szkołach. Przytacza fragment ebooka, który możemy znaleźć na rządowej stronie, na której znajdują się narzędzia do prowadzenia oceny funkcjonalnej. […]
Przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” dr Waldemar Jakubowski dobrowolność korzystania z tych narzędzi nazywa iluzoryczną.- Istnieje istotna rozbieżność między „dobrowolnością” a praktyką szkolną, choć narzędzia są określane jako dobrowolne, w realiach szkoły „dobrowolność” bywa pozorna ze względu na: presję dyrekcji, oczekiwania poradni psychologiczno-pedagogicznych oraz tzw. „dobrych praktyk”, które szybko staje się wymaganym standardem. Nauczyciele mogą czuć się zobligowani do korzystania z narzędzi, mimo braku formalnego obowiązku– mówi Polskiemu Forum Rodziców dr Jakubowski.[…]
Pomysł wdrożenie do szkół oceny funkcjonalnej krytykowany jest też od strony ekonomicznej. Choć Rzecznik Prasowy MEN zapewnia, że udostępnione narzędzia są tylko pomocą do wypełnienia obowiązku, który i tak już nauczyciele mają, czyli obserwacji ucznia, to przedstawiciele związków zawodowych, czy fundacji zrzeszających nauczycieli nie zostawiają na ocenie funkcjonalnej suchej nitki.
Przewodniczący oświatowej „Solidarności” wskazuje, że wieloletnie doświadczenie współpracy związkowców z resortem edukacji wskazuje, że obciążenie nauczycieli nastąpi wbrew deklaracjom ministerstwa. Zapewnienie, że nie będzie dodatkowej dokumentacji, a system spowoduje „oszczędzanie czasu” jest często sprzeczne z doświadczeniem nauczycieli z innymi systemami cyfrowymi. W konsekwencji narzędzie, które miało upraszczać, stanie się kolejnym obowiązkiem „do odhaczenia”. […]
Wysłaliśmy też pytania do Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz kilku szkół, jednak do dnia publikacji artykułu nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Cały tekst: „Wg MEN ocena funkcjonalna nie jest nową procedurą ani nową ‘oceną’ w rozumieniu szkolnym i nie stanowi nowego obowiązku dla nauczycieli” Cz. 3” – TUTAJ
Źródło:www.polskieforumrodzicow.pl
x x x
Polska Agencja Prasowa
17 luty 2026
MEN o ocenie funkcjonalnej: informacje o kontrolach w domach uczniów są nieprawdziwe
Informacje o rzekomych kontrolach w domach uczniów czy ocenianiu kompetencji wychowawczych rodziców są nieprawdziwe – zapewniła PAP rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca, komentując pojawiające się w sieci doniesienia na temat tzw. oceny funkcjonalnej uczniów. [..]
Z doniesień powielanych m.in. przez Instytut Ordo Iuris wynika, że przy okazji tworzenia oceny funkcjonalnej może grozić inwigilacja, a system ma gromadzić bardzo wrażliwe dane dotyczące relacji rodzinnych, warunków życia czy sytuacji emocjonalnej rodziny. Niektóre publikacje sugerują, że szkoła wejdzie z „wywiadem” do domu. Według tych doniesień ocena funkcjonalna ma obowiązywać od 1 kwietnia br.
Rzeczniczka prasowa MEN Ewelina Gorczyca przekazała PAP, że ocena funkcjonalna nie jest nową procedurą ani nową oceną w rozumieniu szkolnym i nie stanowi nowego obowiązku dla nauczycieli. Nie jest również nowym systemem oceniania uczniów. – W praktyce jest to nazwanie i uporządkowanie działań, które nauczyciele wykonują od lat – obserwowania funkcjonowania ucznia w szkole, jego relacji rówieśniczych, zachowania czy trudności edukacyjnych. Dotychczas odbywało się to w mniej ustandaryzowanej formie, często w postaci notatek i rozmów zespołów nauczycielskich – podkreśliła rzeczniczka.
Jak dodała, korzystanie z narzędzi oceny funkcjonalnej jest całkowicie dobrowolne i nieobowiązkowe. Rzeczniczka MEN wyjaśniła, że kwestionariusze obserwacyjne mogą uwzględniać wyłącznie informacje mające realny wpływ na funkcjonowanie dziecka w szkole np. długotrwałą nieobecność rodzica czy trudną sytuację losową. – Nie obejmują diagnozowania rodziny, ingerowania w życie prywatne ani pytań o poglądy czy światopogląd. Pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o rzekomych kontrolach w domach rodziców czy ocenianiu kompetencji wychowawczych są nieprawdziwe. […]
O strukturze sporządzania oceny funkcjonalności mówiła wiceministra edukacji Izabela Ziętka w styczniowym wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna”. – Pytania dotyczą bardzo podstawowych, codziennych obserwacji – np. czy dziecko nawiązuje relacje z rówieśnikami, jak radzi sobie z emocjami, czy jest aktywne na lekcjach. Nauczyciele już dziś to widzą i opisują. Różnica polega na tym, że teraz mogą zrobić to szybciej, w uporządkowany sposób i bez tworzenia dodatkowych dokumentów. To naprawdę nie jest czasochłonne ani wymagające – stwierdziła wiceszefowa MEN
Cały tekst „MEN o ocenie funkcjonalnej: informacje o kontrolach w domach uczniów są nieprawdziwe” – TUTAJ
Źródło: www.pap.pl
Oto obszerny fragment tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, z którego możemy dowiedzieć się jakie zarzutu kierownictwu MEN postawiła posłanka PiS Magdalena Filipek-Sobczak, twierdząc, że ocena funkcjonalna ucznia mogłoby prowadzić do gromadzenia szerokiego zakresu danych wrażliwych dotyczących sytuacji rodzinnej, emocjonalnej i społecznej dziecka:
Nowy obowiązek dla nauczycieli? MEN odpowiada jednym zdaniem
[…]
Interpelację w sprawie „wprowadzenia obowiązkowej oceny funkcjonalnej ucznia (OFU)” złożyła 28 stycznia 2026 r. poseł Magdalena Filipek-Sobczak. W piśmie skierowanym do minister edukacji wskazała, że wejście w życie nowych rozwiązań zapowiedziano na 1 kwietnia 2026 r.
Posłanka pisała m.in.:
– Zgodnie z informacjami przedstawianymi przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, ocena funkcjonalna ucznia ma stać się podstawowym narzędziem diagnozowania potrzeb edukacyjnych dzieci i młodzieży oraz planowania form wsparcia w ramach tzw. edukacji włączającej.
Posłanka wyraziła obawy, że wprowadzenie obowiązkowej oceny funkcjonalnej ucznia mogłoby prowadzić do gromadzenia szerokiego zakresu danych wrażliwych dotyczących sytuacji rodzinnej, emocjonalnej i społecznej dziecka, co – w jej ocenie – rodzi ryzyko naruszenia prywatności.
Wskazała również na możliwość zwiększenia obciążeń biurokratycznych po stronie szkół i nauczycieli oraz przekształcenia szkoły w instytucję o charakterze nadzorczym. Podniosła ponadto argument, że uwzględnianie czynników środowiskowych w diagnozie edukacyjnej może skutkować etykietowaniem uczniów i pogłębianiem nierówności społecznych.
Odpowiedzi na interpelację udzieliła 20 lutego 2026 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej Izabela Ziętka. Stanowisko resortu w kwestii obowiązkowości oceny funkcjonalnej ucznia zostało sformułowane jednoznacznie: – Ocena funkcjonalna ucznia nie będzie obowiązkowa od 1 kwietnia 2026 roku.
Odpowiedź ministerstwa ogranicza się do tej kwestii i nie rozwija szczegółowo pozostałych zagadnień poruszonych w interpelacji.
Z przekazanych informacji wynika zatem, że planowane na wiosnę 2026 r. rozwiązania nie wprowadzają powszechnego obowiązku stosowania oceny funkcjonalnej ucznia. Wyjaśnienie resortu zamyka tym samym wątpliwości dotyczące obligatoryjnego charakteru OFU, które pojawiły się w debacie publicznej.[…]
Cały tekst „Nowy obowiązek dla nauczycieli? MEN odpowiada jednym zdaniem” – TUTAJ
Źródło:www.strefaedukacji.pl
Treść interpelacji nr 14 937 do ministra edukacji w sprawie wprowadzenia obowiązkowej oceny funkcjonalnej ucznia
– TUTAJ
W minioną niedzielę na blogu „Wokół Szkoły” Jaroslaw Pytlak zamieścił tekst, który jest jego reakcją na artykuł z „Gazety Wyborczej” p.t„Zabójstwo 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry. Kuratorium zarzuca szkole zaniedbania”. Zamieszczam ten post bez skrótów:
Nauczyciele pomagają, a czasem nawet ratują życie!
Jeśli tytuł tego artykułu przyciągnął Twoją uwagę, Czytelniku, to znak, że clickbait, który tu zastosowałem spełnił swoje zadanie. Uczyniłem to nie dla żartu bynajmniej. Liczę, że jeśli już tu jesteś, przeczytasz do ostatniego akapitu, który jest w tym tekście najważniejszy.
Kilka dni temu „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł poświęcony wnioskom z kontroli przeprowadzonej w szkole w Jeleniej Górze po zabójstwie 11-letniej uczennicy. W tytule napisano, że kuratorium zarzuca szkole zaniedbania.
Nic dziwnego, że po tak tragicznym wydarzeniu zbadano jego okoliczności. Także w trybie nadzoru pedagogicznego. Wnikliwa kontrola wskazała dwa zaniedbania. Pierwsze, to niewykorzystanie innowacyjnego narzędzia, „Karty samooceny ucznia”, jakie sama placówka opracowała i starała się wdrożyć. Zwrócono uwagę na brak dokumentacji działań podejmowanych w wyniku samooceny uczniów. Drugim zaniedbaniem okazało się łączenie przez jedną osobę funkcji wychowawcy klasy, pedagoga szkolnego i pedagoga specjalnego.
Nie sposób ocenić, czy lepsze wykorzystanie „Karty samooceny”, albo rozdzielenie funkcji, zapobiegłoby tragedii. Nie stwierdzono niczyjej winy. Zalecono wzmocnienie nadzoru pedagogicznego, systematyczne dokumentowanie i ewaluację działań wychowawczych oraz właściwą organizację wsparcia dla uczniów. Podobne zestawy zaleceń powstają, jak Polska długa i szeroka, w sprawach o rozmaitym ciężarze gatunkowym. W zasadzie każdy dyrektor wie, że dokumentowanie i ewaluowanie to podstawa w przypadku kontroli, choć mało kto uważa, że to najwłaściwsza metoda pomagania dzieciom w kryzysie.
Sytuacji trudnych wychowawczo jest w szkołach coraz więcej. Niestety, mimo że staramy się coraz bardziej zwracać uwagę na dobrostan uczniów, ich samopoczucie wcale się nie poprawia. Można założyć, że nie tylko szkoła jest za to odpowiedzialna, ale to szkoła najczęściej trafia pod pręgierz. Każdy, kto przeczyta tytuł artykułu o stwierdzonych zaniedbaniach, pozostaje z przekonaniem, że leżą one u źródeł tragedii. Nawet ktoś, kto wczyta się w treść publikacji, ale nie zna metod działania nadzoru pedagogicznego, również zobaczy głównie odpowiedzialność nauczycieli. W ten sposób kształtuje się społeczne przekonanie, że szkoła co do zasady jest instytucją opresyjną i obojętną na dobro uczniów. A to nieprawda.
Starałem się przyciągnąć uwagę tytułem, aby na kanwie wydarzeń z Jeleniej Góry przekazać Czytelnikowi myśli, których nie znajdzie w oceanie medialnych doniesień. Otóż wielu nauczycieli na różne sposoby pomaga swoim uczniom. Wspierają ich rozwój, troszczą, interesują się ich losem, często bardziej, niż wynikałoby to z zawodowego obowiązku. Czasem swoją uwagą, rozmową, interwencją zapobiegają prawdziwym tragediom. Nie słychać o tym w mediach. Skuteczne działanie wychowawcze trudno wychwycić na co dzień i zazwyczaj nie nadaje się do oświetlenia błyskiem fleszy. Docenienie – jeśli w ogóle – przychodzi najczęściej po latach. Warto jednak mieć świadomość, że nawet dzisiaj, w czasach kryzysu społeczeństwa i kryzysu edukacji, w placówkach oświatowych pracuje ogromna rzesza ludzi, którzy pomagają dzieciom. Dlatego proszę, by wśród tysięcy clikbaitowych tytułów, eksponujących mroczną stronę edukacji szkolnej, mieć to w pamięci. I doceniać dobrym słowem w każdym indywidualnym przypadku, gdy tylko jest okazja!
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Oto pierwsza informacja o nowatorskiej inicjatywie władz Łodzi, zamieszczona na internetowej stronie „lodz.pl”
Future Up! Fest w Łodzi. Innowacyjny festiwal edukacyjny, który trzeba odwiedzić!
Future Up! Fest – kierunek: przyszłość, którego pierwsza edycja odbędzie się w dniach 5–7 marca 2026 roku w hali Expo Łódź, to innowacyjny festiwal edukacyjny skierowany do młodzieży w wieku 13–19 lat, w szczególności do uczniów klas VII i VIII szkół podstawowych oraz szkół ponadpodstawowych. […]
Future Up! Fest odchodzi od klasycznej formuły targów edukacyjnych. Zamiast tradycyjnych prezentacji oferuje warsztaty, hackathony, ideatony, spotkania z inspirującymi gośćmi i influencerami oraz rozbudowane strefy interaktywne i nowych technologii. To przestrzeń, w której młodzi ludzie mogą sprawdzić siebie, swoje umiejętności i swoje marzenia. Celem jest, by uczestnicy wyszli z festiwalu z poczuciem sprawczości i świadomością, że mogą aktywnie projektować swoją przyszłość.
Future Up! Fest w Łodzi to coś więcej niż prezentacja oferty szkół i uczelni. To zaproszenie do odkrywania własnego potencjału i świadomego kształtowania swojej drogi życiowej. Podczas trzech dni wydarzenia młodzież będzie mogła spotkać się m.in. z psychologami i mediatorami, doradcami zawodowymi, adwokatami i radcami prawnymi, a także specjalistami nowych technologii i sztucznej inteligencji.
Hasłem przewodnim festiwalu jest „Kierunek: przyszłość”, które podkreśla zarówno wyzwania stojące przed młodymi ludźmi, jak i ich kreatywne, odważne podejście do świata. […]
Źródło: www.lodz.pl
x x x
Więcej informacji tym wydarzeniu – z Facebooka:
Już 5–7 marca 2026 w hali Expo Łódź odbędzie się pierwsza edycja innowacyjnego festiwalu edukacyjnego Future Up! Fest – wyjątkowego wydarzenia łączącego edukację, nowe technologie i sztuczną inteligencję.
To przestrzeń dla:
-dzieci i młodzieży (13–19 lat)
-rodziców
-nauczycieli
-środowiska akademickiego
gdzie inspiracja spotyka się z praktyką, a przyszłość zaczyna się tu i teraz.
Co na Ciebie czeka?
-warsztaty i zajęcia praktyczne
-hackathony i ideatony
-strefy nowych technologii i AI
-spotkania z ekspertami, naukowcami i praktykami
-prezentacje uczelni z całej Polski
-realne doświadczenia pomagające zaplanować ścieżkę edukacyjną i zawodową
Sprawdźcie godziny zwiedzania i zaplanujcie swoją wizytę:
Czwartek – Dzień Inspiracji – 10:00–16:00
Piątek – Dzień Reakcji – 10:00–16:00
Sobota – Przyprowadź mamę, przyprowadź tatę – 11:00–17:00
Informacje organizacyjne:
Miejsce: Expo Łódź
Data: 5–7 marca 2026
Wstęp: bezpłatny
Zapisz się na wydarzenie, zaproś znajomych i śledź aktualności — wkrótce więcej szczegółów!
Źródło: www.facebook.com
Ostatni raz zamieściłem tekst z bloga CEO 13 grudnia 2025 roku. I dopiero dzisiaj odkryłem tam nowy tekst. Po jego przeczytaniu zorientowałem się, że ta fundacja, jako organizacja pozarządowa posiadająca status organizacji pożytku publicznego, do której niezależności od zawsze miałem zaufanie, tym razem włączyła się nie tyle w promowanie, co w metodyczne wspieranie rządowego programu „Przyjazna Szkoła”.
Postanowiłem cały ten tekst zamieścić na OE, ufając, że przysłużę się w ten sposób idei, która prawdopodobnie stoi za taką decyzją redagujących ten blog, którą ja odczytałem tak: „Nie wszystkie programy ogłaszane przez MEN zasługują na totalną krytykę – warto znajdować w nich pozytywne elementy i z korzyścią dla uczniów i nauczycieli, skutecznie, wdrażać”
Anna, nauczycielka z wieloletnim stażem, kocha swoją pracę i wkłada w nią całe serce. Czasami jednak ma wrażenie, że złożoność wymagań edukacyjnych ją przytłacza. Tania, która w 2022 r. przyjechała do Polski z Ukrainy, lubi swoją nową klasę, ale czasami ma wrażenie, że odstaje od reszty grupy. Darek, ojciec Janka, martwi się, że jego syn ostatnio niechętnie angażuje się w szkolne zajęcia. Iga, uczennica liceum, świetnie sprawdza się w szkolnej drużynie piłkarskiej, ale przez to ma mniej czasu na naukę, co sprawia, że trudno jej radzić sobie ze stresem.
Wymienieni bohaterowie są fikcyjni. Opisane doświadczenia – również. Niemniej, z łatwością można sobie wyobrazić, że takie historie mają miejsce. Co je łączy? Zasadniczym powodem może być potrzeba zadbania o swój dobrostan (ang. well-being). Słowo w ostatnim czasie modne, odmieniane przez przypadki, używane w wielu kontekstach. Są ku temu przesłanki.
Czym jest dobrostan?
Martin Seligman opracował definicję dobrostanu psychicznego PERMA1. Zgodnie z jego założeniami ta koncepcja obejmuje:
-pozytywne emocje (ang. Positive emotions) – doświadczanie radości, uznania, spokoju, nadziei;
-zaangażowanie (ang. Engagement) – na przykład w naukę i życie szkolne;
-relacje (ang. Relationships) – z rówieśnikami i nauczycielami oraz odczuwanie przynależności do wspólnoty klasowej i szkolnej;
-poczucie sensu (ang. Meaning) – przekonanie o celowości działań;
-osiągnięcia (ang. Accomplishment) – dążenie do osiągnięcia sukcesu.
Na tej bazie możemy mówić o dobrostanie społeczności szkolnej, który traktujemy jako stan, w którym doświadczenie szkolne wzmacnia poczucie dobrostanu zarówno uczniów i uczennic, jak i całej kadry szkolnej oraz rodziców i opiekunów. W placówkach, w których uczą się uczniowie z doświadczeniem migracji, szczególny nacisk w budowaniu dobrostanu całej społeczności szkolnej warto kłaść na:
-integrację pomiędzy uczniami, budowanie wspólnoty i poczucia przynależności;
-kompetencje społeczno-emocjonalne (w tym zarządzanie emocjami);
-rozwiązywanie konfliktów, zapobieganie przemocy;
-budowanie przekonania o własnej skuteczności i możliwości odniesienia sukcesu szkolnego.
Program „Przyjazna szkoła” – o dobrostanie w praktyce
Rządowy program „Przyjazna szkoła” (2025-2027) ma na celu systemowe wzmocnienie jakości życia społeczności szkolnej poprzez budowanie bezpiecznego, inkluzywnego i wspierającego środowiska nauki. Program skierowany jest do uczniów ze szczególnym uwzględnieniem tych z doświadczeniem migracyjnym i uchodźczym, ale nie tylko. Swoimi działaniami obejmuje również nauczycieli, pedagogów, psychologów, asystentów międzykulturowych oraz rodziców i opiekunów prawnych. Wszyscy oni mogą skorzystać bezpłatnie z szerokiego i kompleksowego wachlarza usług, takich jak:
-konsultacje specjalistyczne;
-indywidualna pomoc psychologiczna i psychiatryczna;
-interwencje kryzysowe;
-warsztaty integracyjne;
-zajęcia dotyczące redukcji stresu;
-warsztaty antybullyingowe (przeciw przemocy rówieśniczej);
-materiały edukacyjne;
-webinaria i spotkania tematyczne;
-superwizje indywidualne i grupowe;
-doradztwo zawodowe.
Na Mazowszu Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) jest liderem programu, gdzie działa w konsorcjum z Polskim Forum Migracyjnym oraz Fundacją Ukraiński Dom. Zaś na Dolnym Śląsku takie miejsce zajmuje Fundacja Ukraina, a CEO jest partnerem wraz z Fundacją Dom Pokoju.
Zachęcamy szkoły i wspomagamy je w działaniach, których celem jest wzmacnianie dobrostanu szkolnej społeczności. Oferujemy przy tym wsparcie mentorów, którzy towarzyszą szkołom w realizacji takich przedsięwzięć. Jeśli twoja szkoła znajduje się na Mazowszu lub na Dolnym Śląsku – zapisz się do programu. Wystarczy, że w Waszej placówce obowiązek nauki realizuje przynajmniej jeden uczeń lub uczennica z Ukrainy.
Dobrostan w szkole – dlaczego to ważne?
Jak wspomniano wcześniej – to słuszne, że o dobrostanie dużo się rozmawia, a w przestrzeni publicznej coraz częściej temat jest obecny w dyskusjach. Natomiast w obszarze edukacji wydaje się, że zagadnienie nieśmiało dopiero zaczyna wkraczać na salony. Choć może to stanowić pewne uogólnienie, dotychczas edukacja była postrzegana głównie przez pryzmat przekazywania i pogłębiania wiedzy. Podstawa programowa wyznacza ramy pracy nauczycieli, a egzaminy i sprawdziany służą weryfikacji poziomu wiedzy. W zachodnim świecie często doceniamy indywidualność, sprawczość, efektywność i wyniki. Można to również zaobserwować w środowiskach szkolnych.
A co z emocjami, relacjami w klasie, co ze zdrowiem psychicznym i fizycznym uczniów i nauczycieli, z poczuciem sensu i z różnorodnością? Z tym wszystkim, co jest trudniej mierzalne i na pierwszy rzut oka – nienamacalne. Czyżby zatem nieistotne? Bynajmniej. Szereg badań przeprowadzonych wśród uczniów i uczennic oraz kadry szkolnej jasno wskazuje na silną korelację między poczuciem dobrostanu a wynikami szkolnymi, a także rozwojem funkcji poznawczych. Zadbanie o dobrostan to realna inwestycja w kompetencje przyszłości, takie jak krytyczne myślenie czy zdolności interpersonalne, które na współczesnym rynku pracy są niezbędne.
Przykładowo, według raportu OECD „PISA i zadowolenie z życia”2 (ang. Programme for International Student Assessment) uczniowie, którzy deklarują silne poczucie przynależności do szkoły i dobre relacje z nauczycielami, osiągają wyższe wyniki w testach z matematyki i czytania niż ich rówieśnicy o niskim poziomie odczuwania dobrostanu. Z kolei teoria Barbary Fredrickson „Broaden-And-Build”3 wskazuje, że pozytywne emocje (np. zaciekawienie, radość) poszerzają zasoby poznawcze. Uczeń w dobrym stanie emocjonalnym widzi więcej rozwiązań, jest bardziej kreatywny i lepiej zapamiętuje.
Szczególną uwagą należy objąć uczniów z doświadczeniem migracji oraz uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ponieważ badania pokazują, że ich dobrostan w szkole jest niższy niż rówieśników4.
W szkołach, które świadomie dbają o jakość życia swojej społeczności, uczniowie oraz nauczyciele na co dzień odczuwają więcej pozytywnych emocji, czują się bezpiecznie, angażują się w życie szkolne (w tym w naukę), pozostają ze sobą w zdrowych, bliskich relacjach, mają poczucie sensu oraz są przekonani, że mogą odnieść sukces.
Małe kroki, konkretne zmiany
W tym miejscu wiele osób zaczyna się zastanawiać… Jeśli nawet ten well-being jest tak istotny, to w jaki sposób wprowadzić go do szkoły? Jaką strategię obrać, jak ją rozpisać i co zrobić, aby zmieścić w harmonogramie dodatkowe obowiązki? No i kto się tym wszystkim zajmie? Tymczasem wydaje się, że każde z tych pytań jest źle postawione. Nie chodzi o to, aby w klasach i na szkolnych korytarzach wdrażać rewolucję. Ani o to, aby dokładać obowiązków i teczek z dokumentacją. Dbanie o dobrostan najlepiej zacząć od małych kroków! Możliwe, że od zatrzymania się i spojrzenia krytycznie na to, co w szkole już działa i się sprawdza, a co wymaga poprawy.
Nawyki sprzyjające odczuwaniu dobrostanu warto projektować świadomie i zacząć je wdrażać krok po kroku. Raz na jakiś czas należy zrobić stop-klatkę i weryfikować, co i jak funkcjonuje. Dobrze przy tym być wyrozumiałym i łagodnym – dla siebie, dla uczniów i uczennic oraz dla kolegów i koleżanek z pokoju nauczycielskiego. Jak każdy proces uczenia się – ten także będzie długofalowy i złożą się na niego próby i błędy. Potrzeba czasu i zaangażowania, aby praktyki wspierające dobrostan stały się rutynowe. To też praca z ogółem społeczności szkolnej, zatem musi potrwać.
Przykładowe narzędzia
O Juliuszu Cyperingu, Człowieku z Krainy Łagodności – w 20. rocznicę Jego śmierci
Dzisiaj także nie będę pisał o sytuacji w oświacie, bo mam potrzebę podzielenie się z Wami bardzo osobistymi wspomnieniami o Człowieku, którego droga życiowa dwukrotnie przecięła się z moją, i którego przedwczesna śmierć stała się okolicznością, która sprawił, iż teraz mogę redagować „Obserwatorium Edukacji” i pisać ten esej. A przyczyną napisania tego wspomnienia właśnie dzisiaj jest 20. rocznica Jego śmierci, o której powinienem pamiętać w poprzedni piątek – 13 lutego, a o której moja starcza głowa zapomniała. Także data 18 lutego, kiedy minęła 20. rocznica Jego pogrzebu, także wyleciała z mojej pamięci. Tym Człowiekiem był Juliusz Cyperling.
I stała się rzecz nieprawdopodobna. W środę rano obudziłem się ze wspomnieniem snu, w którym występował . . . Julek. Szanowni Czytający – ja sam nie potrafię uznać tego za sygnał z „tamtego świata”, ale nic tu nie zmyślam: Julek NAPRAWDĘ przyśnił mi się w środowy poranek , tuż przed tym jak obudzeniem się. I to właśnie wtedy przypomniałem sobie, że przecież minęła 20 rocznica Jego Śmierci!
Dlatego dzisiaj MUSZĘ opowiedzieć najważniejsze fakty z dwu okresów naszej znajomości, a w zakończeniu oświadczyć, że stałem się internetowym publicystą, reporterem i redaktorem, bo… bo Julka zabrakło, i uznano, że mam kontynuować Jego rolę – jako redaktora „Gazety Edukacyjnej”. W tych wspomnieniach będę wykorzystywał fragmenty wspomnień, ktore już wcześniej zamieszczałem przy innych okazjach, a przede wszystkim z okazji 15. rocznicy Jego śmierci.
Zacznę od przywołania mojego felietonu nr 360, zatytułowanego „Przed piętnastoma laty zmarł Julek Cyperling. Ale pamięć o nim żyje!”. I tam moje wspomnienie rozpocząłem od odesłania do wcześniejszego tekstu, zatytułowanego „Mój rok 1969, czyli lato w Poddąbiu z Leokadią”. Dla potrzeb dzisiejszego eseju przytoczę fragmenty tamtego wspomnienia o moim pierwszym, samodzielnie prowadzonym obozie harcerskim – kursie drużynowych, który poprowadziłem w piątym miesiącu po objęciu funkcji zastępcy komendanta Hufca ZHP Łódź-Polesie.:
„… muszę cofnąć się do okresu przygotowań do obozu, a konkretnie do rekrutacji kadry. W zasadzie nie ulegało wątpliwości, że osobą numer dwa będzie na nim szef referatu drużyn harcerskich Komendy Hufca Łódź-Polesie dh. Andrzej Gawart. Ale to właśnie on przeforsował, że koniecznie powinien znaleźć się w kadrze tego kursu jego dobry znajomy, wtedy mi zupełnie nieznany Julek Cyperling – dziewiętnastolatek, który właśnie zaliczył drugi rok studiów na filologii polskiej Łódzkiego Uniwersytetu. Na obozie miał pełnić funkcję „instruktora k-o” (kulturalno-oświatowego).
Była to typowa propozycja „nie do odrzucenia”, więc Julek na obóz przyjechał. Ze względów praktycznych został on zakwaterowany w jedynym dużym namiocie – siedzibie komendy obozu, (tzw. „dziesiątka”), który był nie tylko miejscem odpraw komendy obozu, ale także „sypialnią” komendanta i… instruktora k-o. […]
Julek przywiózł ze sobą kilka książek. Z oczywistych powodów (przypomnę, że i ja, choć tylko jeden rok -1962/63 – studiowałem na UŁ filologię polską) wieczorami, nim zasnęliśmy, rozmawialiśmy o łódzkiej polonistyce, o znanych nam obu profesorach i adiunktach, o literaturze… I tak pewnego dnia, zaraz na początku obozu, Julek zaczął opowiadać o jednej z przywiezionych przez niego książek, którą gorąco mi polecił, twierdząc, że koniecznie powinienem ją przeczytać, bo jest niesamowita. To była książka autorstwa Joanny Kulmowej p.t. „Wio Leokadio”.
Już następnego dnia, gdy uczestnicy kursu działali gdzieś w terenie, przeczytałem kilka pierwszych opowiastek z tej książki i… i byłem oczarowany. I racjonalnie, zwłaszcza tradycyjną metodyką harcerską, nie da się wytłumaczyć decyzji: „Będą każdego dnia wieczorem w namiocie obozowej „świetlicy” czytał kursantom jeden rozdział tej książki, jedną opowiastkę z Leokadią w roli głównej”. I już od najbliższego wieczora, bez względu na to czym danego dnia żyli kursanci, czytałem im jeden rozdział tej książki. […] Dalej – w pewnym sensie – sytuacja wymknęła się spod kontroli. Uczestnicy kursu zostali Leokadią (lub, jak kto woli, Kulmową) oczarowani i od wysłuchania kolejnej wieczornej porcji jej tekstu uzależnieni.[…]
[Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl/]
A teraz fragment felietonu nr 360.:
…po powrocie do Łodzi Julek pełnił w Komendzie Hufca Polesie tę sama jak na obozie funkcję – instruktora k-o. To przede wszystkim z jego inspiracji budynek Komendy był nie tylko bazą centrali organizującej i koordynującej działalność wszystkich drużyn i szczepów, miejscem odpraw i szkoleń kadry instruktorskiej, ale również – w pewnym stopniu – także ośrodkiem kultury. Obok tradycyjnych konkursów piosenki harcerskiej i przeglądu małych form scenicznych, Julek wprowadził zwyczaj wieczorów poezji – w tym najbardziej pamiętnym był ten poświęcony poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego – zorganizowany w roku, gdy harcerzom kazano świętować stulecie urodzin Lenina (sławna kampania „Iskra 70”), a książek z poezją tego „ideowo obcego” poety w zasadzie nie było. To także Julek stał za pomysłem zorganizowania projekcji filmów oświatowych o tematyce wychowawczej, autorstwa Wojciecha Fiwka z łódzkiej WFO, na której był ich twórca, z którym mogliśmy o jego pracy porozmawiać. Gdy w 1971 r. zrezygnowałem z pracy w ZHP, nasze drogi rozeszły się. […]
[Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
W 1972 roku Julek skończył studia na filologii polskiej UŁ i od razy został zatrudniony w „Dzienniku Łódzkim” jako dziennikarz-publicysta, a po kilku latach także w roli recenzenta teatralnego. Pracował tam aż do 1990 roku. Nie wdając się w szczegóły okoliczności które Go do tego doprowadziły – odszedł z pracy w łódzkiej prasie i rozpoczął nowy etap swej aktywności. W 1991 roku podjął próbę działalności na rynku wydawców i założył Wydawnictwo dla Młodzieży „Cypniew”. Jednak – po wydaniu zaledwie dwu książek – musiał zrezygnować z dalszej walki o obecność na tym rynku. Już wcześniej podjął pracę jako dyrektor regionalny Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych w Łodzi. Kolejnym zbiegiem okoliczności był fakt, że siedzibą jego biura było nieduże pomieszczenie na terenie Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, którego dyrektorem był Janusz Moos, wcześniej działający w kierowanym przeze mnie od 1993 roku Zespole Szkół Budowlanych nr 2. Adresy tych dwu placówek dzieliło zaledwie kilkaset metrów…
I to dzięki Januszowi Moosowi, od którego dowiedział się kto jest dyrektorem tej pobliskiej szkoły, po 28 latach braku kontaktów, jesienią 2000 roku, Julek zawitał do mojego gabinetu z wizytę. Skracając tę opowieść – po wstępnym etapie wspomnień Julek przedstawił mi, w imieniu swojej żony Małgorzaty, propozycję przyjęcia pod nasz dach Centrum Szkoleniowo-Promocyjnego „EDUKACJA”, które, jako pierwszy w Łodzi niepubliczny ośrodek doskonalenia nauczycieli, zamierzała ona utworzyć i poprowadzić. Nie miałem żadnych oporów i ofertę przyjąłem, Tak zaczął się ów drugi etap naszych częstych kontaktów, a później współpracy. Ośrodek „Edukacja” nie tylko rozpoczął swoją działalność, ale bardzo szybko się rozwijał. Pomocnym w jego promocji okazała się, założona i redagowana przez Julka „Gazeta Edukacyjna”, na której łamach nie tylko informowano o kolejnych kursach kwalifikacyjnych dla nauczycieli, ale zamieszczane były artykuły pedagogów i relacje z łódzkich szkół i placówek oświatowych. Gazeta ta była, za pośrednictwem skrytek w Wydziale Edukacji, bezpłatnie kolportowana do wszystkich łódzkich szkół.
I to wtedy Julek zaproponował mi, abym i ja napisał kilka tekstów, które zostały tam zamieszczone. Był to także czas, kiedy Julek zaczął , regularnie przed każdym skierowaniem nowego numeru do druku, konsultować ze mną przygotowane teksty.
Bardzo szybko, bo już w roku 2003, Centrum Szkoleniowo-Promocyjne „EDUKACJA” zostało przekształcone w Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Łodzi, której właścicielami byli Cyperlingowie, a której kanclerzem – oczywiście – była Julka żona – Małgorzata.
Ale „Gazeta Edukacyjna”, na dotychczasowych zasadach, wychodziła nadal. Aż do jesieni 2005 roku, kiedy Julek zachorowało – jak się okazało – na nieuleczalną chorobę tętniaka mózgu. Mimo wielomiesięcznego pobytu w szpitalu, dwóch operacji, Julek zmarł, I właśnie minęła 20 rocznica tej tragedii…
Jego śmierć stała się okolicznością, która spowodowała decyzję Jego żony, aby kontynuować Julka dzieło i nadal wydawać „Gazetę Edukacyjną”, ale już w e-wersji, jako portal internetowy. I w czerwcu 2006 roku zaproponowała mi, wraz z ówczesnym rektorem WSP – prof. Bogusławem Śliwerskim – abym został jego redaktorem naczelnym. I tak we wrześniu tego roku pojawiła się internetowa wersja „Gazety Edukacyjnej”, a potem wszyto potoczyło się tak, że zostałem także publicystą „Gazety Szkolnej”, „Głosu Pedagogicznego”, dwumiesięcznika „Kształcenie Zawodowe”, a po zamknięciu (z przyczyn finansowych” strony „Gazety Edukacyjnej” do mojej decyzji o założeniu – w 2013 roku – własnego „Obserwatorium Edukacji”.
Ale – takie mam przekonanie – za tą moją nową formą aktywności zawsze stał Julek Cyperling.
I dlatego mam potrzebę podtrzymywania pamięci o Nim, jako Nieprzeciętnym Człowieku.
Zakończę ten okolicznościowy esej przytoczeniem fragmentów wspomnień o Nim (wraz ze zdjęciem), jakie zamieszczałem jeszcze na stronie „Gazety Edukacyjnej”:
[…] W rok po tym, jak nas zostawił, składałem deklarację w felietonie, zatytułowanym By nie zaprzepaścić dzieła, pisząc: „Idea kontynuacji dzieła Juliusza, jakim była „Gazeta Edukacyjna” legła u źródeł inicjatywy stworzenia Portalu Wiedzy o Edukacji. Po kilku miesiącach przygotowań Portal ruszył […] Na miarę naszych umiejętności, redagujemy dzień po dniu, tydzień po tygodniu, już pół roku, Gazetę Edukacyjną w jej nowej, elektronicznej formule.[…] Dziś zaświadczamy, że to w co wierzył, co tworzył – nie zostało zaprzepaszczone!”
Rok później przywołałem obraz Julka – „Jasnego Człowieka”. Pisałem: Straciliśmy radość obcowania z „Jasnym Człowiekiem”. Bo Juliusz w każdej sytuacji, prywatnej czy oficjalnej, był zawsze po prostu Julkiem – pogodnie uśmiechającym się do każdego, życzliwym światu i ludziom człowiekiem! To prawda. Życie toczy się dalej. Nawet głębokie rany się zabliźniają. Ale świat bez Juliusza to nie ten sam…”
Przed rokiem wspominałem Juliusza – „Człowieka z krainy łagodności”: „Dzisiaj stanął mi przed oczyma obraz Juliusza – niestrudzonego mediatora, człowieka kompromisu, niezdolnego do jakiejkolwiek formy agresji. […] Warto, trzeba, nie tylko kontynuować Jego testament „pedagogiki uśmiechu”, ale także uczyć się od Niego owej łagodności i „miękkiej stanowczości” w osiąganiu swych celów. Bez tak typowych dla otaczającego nas świata: arogancji, dominacji, agresji…” […]
Wiem, bo takim Go pamiętam, że Julek był człowiekiem niezastąpionym! Człowiekiem, którego brak, zapewne nie tylko ja, dotkliwie dzisiaj odczuwam. Bo był On „katalizatorem relacji międzyludzkich”, kimś, kto samą swą obecnością wprowadzał klimat życzliwości, którego słynny uśmiech rozbrajał najbardziej bojowo nastawionych oponentów, a jego niezapomniane „rozumiesz-wiesz” sprawiało, że ludzie czuli się dowartościowani. Wierzę, że świat jaki mnie otacza, zdarzenia, których jestem świadkiem, także te których jestem uczestnikiem, wszystko to mogłoby być inne, lepsze… Gdyby Juliusz był nadal z nami…
Włodzisław Kuzitowicz
Dzięki tekstowi zamieszczonemu na portalu „Superbelfrzy” dowiedziałem się o Justynie Gajdziszewskiej, nauczycielce języka polskiego, informatyki, a także bibliotekarce w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Olkuszu, a także o tym, że prowadzi ona swojego bloga „Polonistka się znalazła”. Oto jej tekst, zaczerpnięty z portau „Superbelfrzy”, ale wcześniej zamieszczony na jej blogu:
Foto: www.facebook.com
Justyna Gajdziszewska
Tak było zawsze – po co coś zmieniać?
Zanim przejdę do właściwego tematu, postanowiłam podzielić się z Wami listą pytań, które od kilku lat towarzyszą mi podczas mojej szkolnej podróży i szukania swojego sposobu na edukację. Któregoś dnia dotarło do mnie, że prawdziwa zmiana nie zaczyna się od reformy czy nowego programu, lecz refleksji nauczyciela nad własną praktyką i uważnego przyjrzenia się temu, jak i dlaczego działamy w klasie.
Na wstępie muszę Was poinformować (zmartwić? pocieszyć?), że poniższe pytania nie mają jednych dobrych odpowiedzi. Ich wartość polega na tym, że uruchamiają myślenie i wewnętrzny dialog, a na dodatek można do nich wracać wielokrotnie na różnych etapach pracy zawodowej, do czego Was zachęcam. Jakie to pytania?
Oto moja lista:
1.Sens i cel mojej pracy
–
-Po czym poznaję, że moja lekcja była wartościowa dla uczniów, a nie tylko „zrealizowana”, „odhaczona” na liście w dzienniku elektronicznym?
-Co jest dla mnie ważniejsze: realizacja treści czy rozwój ucznia?
-Jak często pytam siebie: po co uczniom to, czego dziś uczę?
-Gdyby uczeń zapytał mnie, dlaczego warto się tego uczyć – co bym odpowiedziała?
2.Relacje z uczniami
-Jak czują się uczniowie w mojej klasie: bezpiecznie, swobodnie, czy raczej pod presją?
-Czy znam swoich uczniów poza ocenami i wynikami?
-Jak reaguję na błędy: to dla mnie problem czy naturalny element uczenia się?
-Czy potrafię słuchać uczniów bez natychmiastowego oceniania i poprawiania?
3.Moja rola jako nauczyciela
–
Kim jestem częściej: kontrolerem czy towarzyszem w uczeniu się?
-Jak rozumiem swój autorytet – jako władzę czy jako odpowiedzialność?
-W jakich sytuacjach pozwalam uczniom decydować, a kiedy przejmuję pełną kontrolę?
-Czy daję sobie prawo do niewiedzy, zmiany zdania, uczenia się razem z uczniami?
4.Wychowanie i codzienność szkolna
-Jak reaguję na trudne zachowania uczniów – emocjonalnie czy z poziomu refleksji?
-Czy moje działania wychowawcze budują relację, czy tylko doraźnie rozwiązują problemy?
-Jak stawiam granice: spokojnie i jasno czy impulsywnie?
-Jakim wychowawcą zapamiętają mnie moi uczniowie za kilka lat?
5.Zmiana – małe kroki, realne możliwości
-Co w mojej pracy już działa dobrze i warto to wzmacniać?
-Jaką jedną, drobną rzecz mogłabym zmienić w najbliższym czasie?
-Kogo mogę zaprosić do współpracy – uczniów, nauczycieli, rodziców?
-Co mnie najbardziej powstrzymuje przed zmianą: brak czasu, lęk, przyzwyczajenie?
6.Ja jako nauczyciel, ale przede wszystkim człowiek
-Co daje mi dziś największą satysfakcję w pracy?
-Kiedy ostatnio poczułam, że moja praca ma sens?
-Jak dbam o własne granice, energię i dobrostan?
-Czy potrafię być dla siebie tak samo wyrozumiała, jak staram się być dla uczniów?
Moje odpowiedzi nie zawsze mnie zadowalały, ale dzisiaj myślę, że to dobrze. Ta autorefleksja zachęciła mnie do poszukiwania dobrych praktyk i ludzi, którzy stali się dla mnie inspiracją. Tak natrafiłam na książki, artykuły i blogi, przy lekturze których wielokrotnie myślałam:
Znam to uczucie!
Mam tak samo!
Dokładnie tak jest!
O, ja też tak chcę!
Świetny pomysł – muszę go wypróbować.
To tak można?
Nikt mi o tym wcześniej nie powiedział!
Te publikacje były dla mnie jak podmuch świeżego powietrza: przypomniały, dlaczego wybrałam ten zawód i utwierdziły w przekonaniu, że zmiana jest możliwa – nawet w realiach „zwykłej” szkoły. Pewnie dla wielu z Was moje wybory nie będą zaskoczeniem, ale nie zniechęca mnie to do podzielenia się nimi.
„Projekt zmiana”
Jako pierwszą postanowiłam opisać książkę Oktawii Grzeńskiej „Projekt zmiana”, która zajmuje ważne miejsce na mojej półce. Dlaczego? Bo dla mnie to nie była kolejna teoretyczna pozycja o zmianie w edukacji, lecz taka, która powstała z doświadczenia codziennej pracy w szkole, a więc prób, błędów, sukcesów i momentów zwątpienia. To publikacja napisana przez praktyka dla praktyków, a nie akademicki wykład o tym, „jak powinno być”.
Autorka nie buduje w niej dystansu, nie pokazuje swojej wyższości, nie operuje językiem teorii pedagogicznych ani nie zasłania się przypisami. Zamiast tego zaprasza czytelnika do warsztatu – dosłownie i w przenośni. Każdy rozdział to połączenie osobistej historii, refleksji i konkretnych zadań, które skłaniają do zatrzymania się i zadania sobie pytań:
Jak jest u mnie?, oraz Co naprawdę chcę zmienić?
Choć „Projekt zmiana” to nie pozycja akademicka, w mojej opinii powinna znaleźć się na liście lektur dla studentów kierunków pedagogicznych właśnie dlatego, że pokazuje edukację „od środka”. Dla przyszłych nauczycieli byłaby cennym uzupełnieniem teorii: realnym obrazem szkoły, pracy z ludźmi, emocji, odpowiedzialności i procesu zmiany, który rzadko bywa prosty i wbrew pozorom nie zaczyna się od reform, dokumentów czy rzucanych haseł, ale od człowieka – jego przekonań, gotowości do refleksji i odwagi do działania. Podoba mi się szczerość autorki, która nie daje gotowych recept, prostych rozwiązań i nie obiecuje szybkich efektów. Chciałoby się Ozempicu dla edukacji, ale skoro takiego nie ma, pozostaje uczciwy proces, który choć jest wymagający to jednak możliwy do realizacji (coś jak zdrowa dieta i zalecenie regularnego ruchu kilka razy w tygodniu).
Pamiętam moje pierwsze zderzenie z tą publikacją i szeroko otwarte oczy już podczas czytania prologu. Doświadczenia i spostrzeżenia autorki były bardzo podobne do moich, a gdy napisała o zmianie opartej na pozytywistycznej pracy u podstaw, pomyślałam: masz mnie! Idę w to! Szczególną uwagę poświęciła roli nauczyciela jako lidera zmiany, znaczeniu współpracy oraz potrzebie budowania kultury szkoły opartej na relacjach i zaufaniu, a to wszystko, w co wierzę w edukacji, dlatego wiele razy miałam ochotę przybić autorce piątkę.
„Projekt zmiana” to dla mnie książka motywująca, a przy tym bardzo realistyczna. Pokazuje, że zmiana nie zawsze przynosi fajerwerki. Czasem zaczyna się od jednej rozmowy, jednego zespołu nauczycieli, jednego nowego pomysłu na lekcję. Ogromnym atutem są dodatki w formie „Inspiracji z sieci” i „List ważnych książek”, dzięki którym kontynuowałam swoją podróż, sięgając po kolejne pozycje, czytając blogi, czy oglądając wystąpienia nauczycieli z INSPIR@CJI.
W ostatniej części książki znajdują się historie praktyków, w których również znalazłam cząstki siebie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, abyście sami mogli doświadczyć przyjemności spotkania z tą lekturą, którą bez wątpienia mogę uznać za praktyczną, autentyczną i inspirującą zarazem. Dla nauczycieli może być wsparciem i impulsem do refleksji, zaś dla studentów mostem między teorią a rzeczywistością szkolną.
Notka o autorce:
Justyna Gajdziszewska jest nauczycielką języka polskiego, informatyki, bibliotekarka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Olkuszu. Teacher Canvassador. W pracy wykorzystuje myślenie wizualne, myślenie krytyczne, ocenianie kształtujące, klocki i narzędzia TIK. W kręgu jej zainteresowań znajduje się praca z błędem. Kładzie duży nacisk na interdyscyplinarność swoich lekcji, chętnie wprowadza innowacje pedagogiczne. Uważa, że najtrudniejszą pracę wykonuje się, pełniąc funkcję wychowawcy klasy. Stawia na relacje w edukacji, integrację zespołu klasowego i pozytywne wzmocnienie. Prowadzi profil „Polonistka się znalazła”. Post ukazał się w blogu Superbelfrów. Licencja CC-BY-SA.
Źródło: superbelfrzy.edu.pl
Oto post z fb-profilu Posła Marcina Józefaciuka, który powinniście przeczytać i – jeśli Mozie – upowszechniać go wśród swoich znajomych, którym jakość zarządzania olska edukacją leży na sercu:
Kontrola poselska w MEN. Dokumentów brak. Zamiast nich – newsletter i Facebook.
19 lutego przeprowadziłem kontrolę poselską w Ministerstwo Edukacji Narodowej w sprawie dokumentów dotyczących zmian w zakresie prac domowych (bardzo wysoko oceniane w nowym Przewodniku po strategiach edukacyjnych).
Poprosiłem o:
-pełny raport IBE,
-metodologię badań i dane źródłowe,
-analizy „przed/po”,
-korespondencję MEN–IBE,
-projekty rekomendacji i opinie prawne,
-analizy wpływu na egzaminy, autonomię nauczyciela i jakość kształcenia,
-dokumenty finansowe,
-wersje robocze odpowiedzi na interpelacje.
Nie pokazano ani jednego dokumentu .
Zamiast tego otrzymałem na miejscu pismo, w którym ministerstwo:
-twierdzi, że „kompleksowe informacje” już przekazano,
-odsyła mnie do mediów społecznościowych,
-poleca czytać newsletter „Kompas Jutra”,
-sugeruje zaglądanie na stronę NIK.
To nie jest żart.
Kontrola poselska to nie przegląd Facebooka. To ustawowe prawo wynikające z art. 20 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz z konstytucyjnej funkcji kontrolnej Sejmu (art. 95 ust. 2 Konstytucji).
Interpelacja to jedno. Kontrola poselska to drugie.
Tych trybów nie wolno łączyć, zastępować ani ignorować.
Jeżeli dokumenty istnieją – powinny zostać okazane.
Jeżeli ich nie ma – to mamy do czynienia z poważnym problemem jakości stanowienia prawa.
Bo to oznaczałoby, że zmiany wprowadzone w całym systemie edukacji mogły powstać bez pełnych analiz, bez rzetelnej dokumentacji, bez oceny ryzyk.
Najbardziej kuriozalne jest sugerowanie, że poseł ma „poszukać sobie” informacji w mediach społecznościowych.
Nie !
To ministerstwo ma obowiązek przedstawić dokumenty.
Próba zastąpienia dokumentacji urzędowej komunikacją marketingową jest nie tylko niepoważna – jest niebezpieczna dla standardów państwa prawa.
Nie odpuszczę tej sprawy. A na dniach kolejne kontrole – między innymi w sprawie MORE, czy też budżetu trasy Kompas Jutra.
Funkcja kontrolna Sejmu nie jest uprzejmą prośbą. Jest obowiązkiem.
A transparentność w edukacji to nie hasło – to fundament zaufania publicznego.
Źródło: ww.facebook.com/permalink.php?story_
Otp kolejny tekst Danuty Sternu, promujący samoocenę uczniów, jako element motywujący uczniw do uczenia się:
Samoocena po raz kolejny
Rys. Danuta Sterna
John Hattie w swoje książce „Widoczne uczenie się dla nauczycieli” zachęca nauczycieli do uwidoczniania uczenia się i nauczania. Takie podejście do nauczania zmienia rolę nauczyciela z wykładającego eksperta na współpracującego z uczniami opiekuna. Dużą pomocą w tym może być samoocena uczniowska.
Cele uczenia się i kryteria sukcesu
Czasami nauczyciele nie przykładają wagi do informowania uczniów o celach lekcji. Warto wtedy zadać pytanie: Czy możemy oczekiwać od uczniów, aby się czegoś nauczyli, jeśli nie mówimy im czego mają się nauczyć?
Aby uczniowie uwidaczniali swoje uczenie się, powinni potrafić dokonać samooceny swojego uczenia się. Naukę samooceny powinniśmy zacząć od uświadamiania uczniom celów lekcji i oczekiwań w stosunku do uczniów. Musimy zadbać, aby uczniowie wiedzieli: czego mają się nauczyć, jak mają to zrobić i jakich efektów będziemy się spodziewać.
Podstawowym powodem, dla którego warto to robić, jest umożliwienie uczniom śledzenie ich własnych postępów. Dyskusja nad celami i kryteriami umożliwia uczniom poznanie znaczenie i sensu tego, czym się będą zajmować. Warto też pokazać uczniom, gdzie mieszą się cele poszczególnych lekcji w stosunku do celów całego tematu, wtedy uczniowie mają szansę obejrzeć szerszy obraz.
Kryteria sukcesu i samoocena
Samoocena powinna być powiązana z wcześniej ustalonymi kryteriami, wtedy pozwala uczniom śledzić własny proces uczenia się. Ale głównym celem samooceny jest przejmowanie przez uczniów kontroli nad swoja nauką.
Kiedy przychodzi czas na monitorowanie lub podsumowanie uczenia się uczniów, nauczyciel może zapytać uczniów o zakres spełnienie przez nich kryteriów sukcesu. Jest to moment, w którym uczniowie uświadamiają sobie, czy mogą przejść dalej, czy potrzebują jeszcze dodatkowego tłumaczenia. Nauczyciel dzięki analizie samoocen uczniowskich również może podjąć decyzje, czy zatrzymać się, czy przejść do następnego tematu.
Można posługiwać się różnymi technikami samooceny. Najprostsze to – technika świateł, kciuków, bardziej skomplikowane to np. zdania niedokończone, a jeszcze bardziej ambitne to np. pisanie listu do siebie oceniającego własne postępy.
Co zrobić, gdy samoocena nie wypada w całej klasie jednakowo?
Często bywa tak, że część uczniów ocenia swoje postępy dobrze, a część nie.
Co ma z tym zrobić nauczyciel? Wymienię kilka ze sposobów.
-Można postarać się wytłumaczyć zagadnienie w inny sposób, który umożliwi uczniom, którzy nie nadążają, zrozumienie materiału, a uczniom, którzy już zrozumieli spojrzenie z innej strony. Ten sposób wymaga wcześniejszego przygotowania przez nauczyciela różnych podejść do jednego tematu.
-Polecić uczniom wzajemne nauczanie. Uczniowie, którzy opanowali materiał tłumaczą innym ich wątpliwości. Korzyści są po obu stronach. Korzysta ten, któremu tłumaczy coś rówieśnik, który właśnie się tego nauczył, a tłumaczący korzysta, gdyż ma okazję wypowiedzieć się i coś wytłumaczyć, a to bardzo efektywny sposób uczenia się.
-Zadając pracę domową lub zadanie podsumowujące na koniec lekcji można połączyć uczniów w pary (które dokonały różnej samooceny) i polecić wykonanie zadania w parach. W trakcie wykonywania zadania pewne kwestie mogą być przez rówieśników uzupełnione i wyjaśnione.
-Zaprosić uczniów lub grupę uczniów na zajęcia po lekcjach i w indywidualnej rozmowie pochylić się nad problemami uczniów i nad błędami, które popełniają.
Wykorzystanie Mojego zeszytu pomagającego się uczyć
Samoocenę towarzyszącą podsumowaniu można zamieścić w zeszycie ucznia. Uczeń dzięki zapisowi może do niej wracać, a nauczyciel może zebrać zeszyty i zapoznać się z samooceną uczniów.
Jednym ze sposobów posumowania tematu, może być sporządzenie notatki. Można polecić, aby notatka złożona była z kilku części. Nauczyciel matematyki Michaela Giardi proponuje, aby były to następujące części:
1.Wykonanie przez ucznia kilku zadań, pokazujących, że uczeń poznał i rozumie dane zagadnienie. Zadania powinny być przez ucznia, tak wykonane, aby było widać przeprowadzone przez niego rozumowanie. Nauczyciel przygotowuje zadania do wykonania.
2.Uczeń wskazuje, która z prac/zadań wykonywanych w czasie poznawania tematu pomogły mu w zrozumieniu materiału lub zainspirowały go do dyskusji na poznawany temat. To wymaga od ucznia przejrzenia wykonanych zadań i zdecydowania, które najbardziej pomogły mu w opanowaniu materiału.
3.Uczeń zapisuje pomysł na zastosowanie poznanej wiedzy, jak mógłby ją wykorzystać w rzeczywistym świecie lub w jaki sposób łączy się ona ze znanymi już uczniowi pojęciami i zagadnieniami.
Nauczyciel po przejrzeniu samooceny pisze każdemu uczniowi informację zwrotną. Konstrukcja trzech punktów podsumowania, może być inna, w zależności od potrzeb nauczyciela, uczniów i tematu. Takie postępowanie daje uczniom wgląd w swoje uczenie się, a nauczycielowi informację, czy może przejść z nauczaniem.
Korzystałam z artykułu Michaela Giardi – Self-Assessment in Middle School, z 6 sierpnia 2018,
Polecam jeszcze dwa z kilku moich artykułów zamieszonych na stronie: www.oknauczanie.pl – TUTAJ i TUTAJ
Źródło: www.oknauczanie.pl












