Oto obszerne fragmenty tekstu, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” w którym podjęty został ważny a przemilczany dotąd problem archaicznego systemu postępowania dyscyplinarnego wobec nauczycieli. Warto przeczytać jego pełną wersję – patrz zamieszczony link:

 

 

Dyscyplinowanie nauczycieli w Polsce przypomina średniowiecze. System zawiera poważne luki

 

W polskich szkołach obowiązuje model odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli, który od lat budzi zastrzeżenia prawników, organizacji społecznych i Rzecznika Praw Obywatelskich. Pokrzywdzony uczeń i jego rodzic nie mają w nim żadnych praw procesowych, a osoby prowadzące postępowania są powoływane przez władzę wykonawczą. Zdarza się, że ten układ chroni nauczyciela przed konsekwencjami. Bywa też odwrotnie. Radca prawny Tomasz Kuśmierek mówi wprost: „W postępowaniu dyscyplinarnym nauczycieli czas zdaje się stać w miejscu, a nawet cofać do średniowiecznych realiów prawnych.

 

Postępowanie dyscyplinarne wobec nauczycieli – jak przypomina Tomasz Kuśmierek – nie jest zwykłą procedurą wewnętrzną szkoły, lecz mechanizmem o charakterze quasi-karnym. – Postępowanie dyscyplinarne wobec nauczycieli, uregulowane w Karcie Nauczyciela, jest w swojej istocie postępowaniem represyjnym, quasi-karnym. Jego celem jest ustalenie, czy nauczyciel uchybił godności zawodu lub obowiązkom, a jeśli tak – wymierzenie mu stosownej kary, od nagany z ostrzeżeniem aż po wydalenie z zawodu. Taki zakres kompetencji pokazuje, że nie mamy do czynienia z „wewnętrzną sprawą nauczycieli”, lecz z procesem, którego skutki realnie wpływają na bezpieczeństwo i prawa uczniów, a także nauczycieli.

 

Kuśmierek zwraca jednocześnie uwagę, że mimo tak poważnych konsekwencji system pozostaje zamkniętym, wewnętrznym mechanizmem środowiska oświatowego, pozbawionym zewnętrznej kontroli i – jak ocenia – wadliwym w swojej konstrukcji. […]

 

Dla osób, które nie miały kontaktu z systemem dyscyplinarnym w edukacji, największym zaskoczeniem jest to, że rodzic i uczeń nie mają formalnie żadnych praw w toku postępowania. Jeśli składają zawiadomienie o niewłaściwym zachowaniu nauczyciela, mogą później jedynie: zostać przesłuchani jako świadkowie, czekać na decyzję. Przede wszystkim jednak – nie mają prawa zaskarżyć rozstrzygnięcia, nawet jeśli uważają je za niesprawiedliwe.

 

W praktyce oznacza to, że pokrzywdzony nie może: ani zajrzeć do akt, ani złożyć wniosków dowodowych, ani uczestniczyć w przesłuchaniach, ani odwołać się od orzeczenia. W wielu przypadkach rodzic nie wie nawet, co ustalił rzecznik dyscyplinarny – bo nie ma dostępu do dokumentów. – Dziecko, którego dobra zostały naruszone – czy to poprzez przemoc psychiczną, zaniedbanie, czy inne uchybienia – jest traktowane w tej procedurze nie jak strona sporu, lecz jak przedmiot, ewentualnie źródło dowodowe, niemy świadek własnej krzywdypodkreśla Kuśmierek.

 

Wykluczenie pokrzywdzonych z postępowania „czyni z konstytucyjnego prawa do sądu fikcję.” […]

 

Rzecznik Praw Obywatelskich i organizacje społeczne zgłaszają ten problem od lat. W żadnej innej grupie zawodowej – lekarzy, adwokatów, radców prawnych – model nie wygląda w ten sposób. Tam pokrzywdzony zawsze jest stroną. W oświacie nie jest. – W przypadku lekarzy czy prawników, ustawodawca dawno zrozumiał, że pokrzywdzony pacjent czy klient musi być stroną postępowania dyscyplinarnego. Dlaczego więc uczeń, podmiot szczególnie wrażliwy i wymagający szczególnej troski, ma być traktowany gorzej? Czy dobro dziecka jest mniej warte niż dobro klienta kancelarii prawnej? – pyta retorycznie.

 

Na problem braku praw procesowych pokrzywdzonych w postępowaniach dyscyplinarnych Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę co najmniej od 2023 roku. W piśmie skierowanym do ówczesnego ministra edukacji z 3 sierpnia 2023 r. Marcin Wiącek podkreślał, że zgłaszaną przez środowisko akademickie i Stowarzyszenie Umarłych Statutów wadą systemu jest nieprzyznanie pokrzywdzonemu statusu strony, także w sprawach toczących się na podstawie Karty Nauczyciela.

 

RPO pisał wprost, że problem ten dotyczy również szkół: Stowarzyszenie Umarłych Statutów alarmowało w swoim piśmie, iż „analogiczny problem dotyczący nieprzysługiwania pokrzywdzonemu statusu strony dotyczy postępowań dyscyplinarnych prowadzonych na podstawie ustawy (…) Karta Nauczyciela”. Zwracano uwagę, że uczeń „pozostaje w stosunku zależności zakładowej, co osłabia jego już i tak słabą pozycję”, a jego sytuacja jest nawet gorsza niż w szkolnictwie wyższym, bo „nie ma statusu strony (ani żadnych uprawnień) nawet w postępowaniu wyjaśniającym”.

 

Rzecznik podkreślił również, że brak statusu strony uniemożliwia pokrzywdzonemu korzystanie z podstawowych instrumentów ochrony, a poprawa sytuacji wymaga zmian legislacyjnych, o które zwrócił się do ówczesnego ministra edukacji. Mimo upływu czasu wadliwe przepisy pozostają w mocy, a pokrzywdzeni uczniowie i ich rodzice wciąż pozostają poza postępowaniem, które bezpośrednio ich dotyczy.[…]

 

System, który w założeniu miał chronić godność zawodu nauczyciela i bezpieczeństwo uczniów, w praktyce potrafi więc skrzywdzić jednych i drugich. To dlatego – zdaniem Kuśmierka – obecny system nie tylko jest archaiczny, ale wręcz stoi w sprzeczności z zasadami, które Polska już raz została zobowiązana respektować.

 

 

Cały tekst „Dyscyplinowanie nauczycieli w Polsce przypomina średniowiecze. System zawiera poważne luki” 

–  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 



 

O „Kompasie Jutra” tylu już kompetentnych, doświadczonych i rozsądnych ludzi powiedziało, a jeszcze więcej napisało co o tym myśli , że ja– emeryt oświatowy z ponad dwudziestoletnim stażem –  nie podejmę się zabierać na ten temat głosu. Powiem tylko, że podzielam poglądy wszystkich autorów, które prezentowałem w minionym tygodniu na OE.

 

Nie dziwię się także decyzji prof. dr hab. Zbigniewa Marciniaka, który zrezygnował z kierowania oraz członkostwa w Radzie ds. monitorowania reformy oświaty przy IBN. Może tylko trochę dziwię się, że uczynił to dopiero teraz!

 

Natomiast z treści informacji o stanowisku KSOiW NSZZ „Solidarność” w sprawie decyzjo MEN nie moglem nie zauważyć, a teraz nie chcieć skomentować, tego fragmentu:

 

Solidarność oczekuje „zachowania sprawdzonego modelu edukacji”. Wyraża „sprzeciw wobec narzucanych Polsce rozwiązań ideologicznych, w tym praktykowanych pod hasłem uniwersalnego projektowania i obecnie realizowanej edukacji włączającej, które prowadzą do obniżenia jakości nauczania oraz przeciążenia nauczycieli”

 

W tych kilku linijkach zamieszczono przynajmniej dwa , zasługujące nie tylko na uwagę, ale także krytyczne potraktowanie, problemy. Tego drugiego – o edukacji włączającej, jako skutku narzuconych Polsce rozwiązań ideologicznych, nie podejmę – nie bardzo mam prawo występować „w tym temacie” w roli eksperta, Ale nie odpuszczę  tego apelu o „zachowanie sprawdzonego modelu edukacyjnego”.

 

Postanowiłem nie dociekać „co poeta miał na myśli” pisząc o owym sprawdzonym modelu – czy ten  tzw. „pruski”, czy ten w ramach którego mnie próbowano wyedukować – w czasach PRL, czy – co wydaje się najbardziej prawdopodobne – ten, który zaczęła tworzyć ówczesna ministra Zalewska, a po niej przejęli pałeczkę panowie: Dariusz Piontkowaki (przez 14 miesięcy) i przede wszystkim, przez kolejne  3 lata – Przemysław Czarnek…

 

Dzisiaj spróbuję „rozkminić” inną tajemnicę. A jest nią – z czego sobie wcześniej nie zdawałem sprawy – ujawnienie, kto podpisał się pod ową „Petycją Rady Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” do Ministra Edukacji Narodowej”,  której 7 punkt ma właśnie taki tytuł: „Zachowanie sprawdzonego modelu edukacji”. I nie mam na myśli personaliów i pełnionego przez tą osobę  stanowiska – bo to wiadomo, iż pod ową petycją podpisał się Przewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”  – dr Waldemar Jakubowski.

 

Bo okazało się, że nie tak łatwo, choć owym przewodniczącym został  4 lipca 2023 roku, dowiedzieć się gdzie i w jakiej roli w oświacie pracował, jakie są jego kompetencje, z czego, w jakiej uczelni i kiedy zrobił doktorat. Nie wierzycie? Wpiszcie w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko i zobaczcie co się Wam pokaże,,,

 

Ja mam to doświadczenie już za sobą. Ale, jako że jestem spod znaku barana, to mnie jedynie wzmocniło w woli dotarcia do poszukiwanych informacji.

 

Pierwsze, co udało mi się znaleźć, to informacja w której szkole był – i nadal jest –  nauczycielem i czego tam uczy.

 

Nigdy byście nie zgadli. To Szkoła Podstawowa im. Ks. Jana TwardowskiegoChodlu – liczącej ponad 1300 mieszkańców wsi, położonej w województwie lubelskim, w powiecie opolskim. Jest on tam nadal na wykazie 38-ga  nauczycielek i nauczycieli,  jako  nauczyciel  języka  polskiego.

 

Nie udało mi się ustalić w jakiej uczelni został magistrem filologii polskie, ale za to odnalazłem informacje o jego doktoracie:

 

Źródło: www.pracownik.kul.pl

 

 

Powtarzam temat pracy doktorskiej:  „Tragiczność ‚nowego świata’ w prozie powieściowej Józefa Mackiewicza”.  Warto w tym miejscu słabiej zorientowanych w wykazie i dorobku polskich pisarzy XX wieku czytelników poinformować, kim był ów „bohater” tej rozprawy:

 

Józef Mackiewicz (ur. 19 marca?/1 kwietnia 1902 w Sankt Petersburgu, zm. 31 stycznia 1985 w Monachium) – polski dziennikarz, pisarz i publicysta. Jest znany przede wszystkim jako autor 6 wydanych na emigracji powieści, w większości osadzonych w realiach Wileńszczyzny okresu obu wojen światowych; […]  Mackiewicz był w PRL objęty zakazem cenzorskim i niemal do końca życia pozostawał całkowicie nieznany.[…] Głosy krytyczne wskazują na stronnicze przedstawienie rzeczywistości historycznej, chaotyczną konstrukcję powieści oraz na ich bardziej publicystyczny niż literacki charakter. […]

 

Więcej informacji o Józefie Mackiewiczu  –  TUTAJ

 

 

Zakończę ten felieton – nie kryję – ironicznym komentarzem:

 

Zdobywszy choć tych kilka informacji o Waldemarze Jakubowskim, kiedy już wiem, że na co dzień i z autopsji zna on Polskę nie tylko powiatową, ale i gminną, że doktoryzował się na KUL, że tam dogłębnie poznał z książek Józefa Mackiewicza „tragiczność ‘nowego świata’”, zaczynam rozumieć skąd u niego taka tęsknota  za „sprawdzonym modelem edukacji”…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Oto fragmenty tekstu (i link do pełnej wersji), który na swoim blogu „Wokół Szkoły” zamieścił wczoraj niezawodny kolega Jarosław Pytlak. Polecam przeczytać, bo jest to głos doświadczonego dyrektora szkoły  na temat kolejnej fazy decyzyjnych przymiarek decydentów:

 

 

Prace domowe de novo ab ovo*

 

Kilka dni temu rozpoczął się kolejny akt spektaklu pod tytułem „Prace domowe w szkole podstawowej”. Komisja ekspertów, powołana w celu wypracowania rekomendacji w tej kwestii, podjęła działalność przerwaną miesiąc wcześniej w atmosferze skandalu, teraz już pod osobistym nadzorem dyrektora Instytutu Badań Edukacyjnych, pana Macieja Jakubowskiego. Warto wiedzieć, czego można się spodziewać w sprawie dotyczącej ogromnej rzeszy uczniów, nauczycieli i rodziców.

 

Tytułem wprowadzenia przypomnę przebieg poprzednich odsłon tego przedstawienia.

 

Od kwietnia 2024 roku, na mocy rozporządzenia MEN, mocno ograniczono możliwość zadawania prac domowych w klasach 1-3, natomiast w klasach 4-8 dozwolono takie prace wyłącznie na zasadach dobrowolności, zakazując równocześnie oceniania ich na stopień. Posunięcie to umotywowano potrzebą odciążenia uczniów od nawału zadań domowych, by stworzyć przestrzeń dla ich życia rodzinnego i rozwijania pasji. […]

 

Podczas wakacji Instytut Badań Edukacyjnych przeprowadził sondaż wśród nauczycieli i dyrektorów. Nieco ponad połowa respondentów stwierdziła, że uczniowie mają teraz więcej czasu, a wprowadzone zmiany odciążyły ich od obowiązków związanych z nauką. Równocześnie jednak miażdżąca większość wskazała skutki negatywne: trudność z utrwalaniem materiału, spadek motywacji, samodzielności i poczucia odpowiedzialności. Nauczyciele zasygnalizowali też, że zyskany czas wolny wielu uczniów spędza głównie przed ekranami urządzeń elektronicznych. Niestety, tego ostatniego nie można potwierdzić z bardziej miarodajnego źródła, ponieważ wbrew obietnicy ministry Nowackiej Instytut nie przeprowadził sondażu wśród rodziców i uczniów.

 

Komisja ekspertów podjęła działalność we wrześniu. Jak się później okazało, podczas trzech spotkań online przygotowała projekt swojej rekomendacji, próbując m.in. ściśle zdefiniować pracę domową i wskazać warunki, jakie powinna ona spełniać. Wypracowany materiał przesłano zleceniodawcy, zaznaczając w nim wyraźnie liczne kwestie, w których członkowie komisji nie zdołali uzyskać konsensusu. Ów projekt, po starannym wyczyszczeniu z adnotacji o rozbieżnościach, został opublikowany przez IBE, podpisany nazwiskami członków komisji, którzy bardzo zdziwili się, że firmują nieuzgodnioną wersję roboczą jako oficjalną. Wybuchł skandal, w wyniku którego dyrektor Jakubowski poczuł się w obowiązku przeprosić wszystkich zainteresowanych za „niedochowanie standardów”. Zapowiedział też, że komisja będzie pracować dalej, teraz już pod jego osobistym nadzorem.

 

x           x           x

 

Dwa miesiące później wiemy na pewno tylko tyle, że sprawa prac domowych w szkołach podstawowych nadal pozostaje w zawieszeniu, cały czas generując negatywne skutki wskazywane przez nauczycieli. Zwłoka raczej nie martwi pani minister, bowiem w międzyczasie wielokrotnie zdążyła ona dobitnie oznajmić krytykom, że nie ma mowy o powrocie do stanu sprzed kwietnia 2024. Nawiasem mówiąc, te enuncjacje są niewątpliwie znane również ekspertom, co musi ożywczo wpływać na ich poczucie wolności intelektualnej.

 

Rąbka tajemnicy, czego możemy spodziewać się, uchylił 19 listopada dyrektor Jakubowski, zapowiadając, że zespół ekspertów ponownie przyjrzy się swoim rekomendacjom. Określił termin – do końca roku kalendarzowego, zastrzegając jednak, że zależy to od tego, jak będzie się pracowało z ekspertami. […]

 

Osobiście dostrzegam jeszcze kilka „problematycznych” kwestii w wycofanej rekomendacji. Jedną z nich jest dookreślenie w niej, językiem rozporządzenia, warunków, jakie powinna spełnić praca domowa. Eksperci wskazali oto, że praca domowa w szkole podstawowej musi mieć jasno określony, zrozumiały dla ucznia cel edukacyjny. Musi być powiązana z treścią realizowanej lekcji, dawać możliwość wyboru poziomu trudności i sposobu wykonania, uwzględniać indywidualne potrzeby, poziom umiejętności i zainteresowania ucznia, dawać satysfakcję z osiąganych celów – to tylko niektóre zaproponowane cechy. Każda z nich z osobna jest słuszna, ale w zestawie stanowią wyraz edukacyjnego chciejstwa, zupełnie oderwanego nie tylko od realiów życia, ale też potrzeb – naprawdę nie każdy ideał musi być zadekretowany w rozporządzeniu. […]

 

Muszę jeszcze w tym miejscu przypomnieć ekspertom, dyrektorowi Jakubowskiemu oraz szefostwu MEN, że nie ma ustawowej delegacji dla ministerstwa do regulowania zasad metodyki nauczania. Jest, co prawda, delegacja do ustalania zasad oceniania, czyli można uznać, że zakaz oceniania czegoś mieści się w niej, ale nawet wtedy urzędowa ingerencja w metodykę łamie postanowienia art. 12 ust. 2 Karty Nauczyciela, w myśl którego nauczyciel w realizacji programu nauczania ma prawo do swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne. Proponuję więc nie silić się na tworzenie w rozporządzeniu definicji pracy domowej (i czegokolwiek innego z zakresu metodyki nauczania), bo będzie to pozbawione podstawy prawnej.

 

A ekspertów nadzorowanych przez dyrektora Jakubowskiego, który nie wie, jak będzie się z nimi pracowało, serdecznie pozdrawiam i życzę, żeby nie mierzyli się powtórnie z wysokimi standardami działania Instytutu Badań Edukacyjnych.

 

 

 

Cały tekst „Prace domowe de novo ab ovo”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

* De novo ab ovo (łac.) – od nowa, od jajka.



Zacznę – jak przed tygodniem – standardowo, od zakładki <O nas – Struktura> na oficjalnej stronie Centrum. A tam w obsadzie kierowniczych stanowisk nic się nie zmieniło – gdzie brakowało od 1 września obsady, tam nadal brakuje.

 

W minioną sobotę (22 listopada) w materiale Ciąg dalszy obserwacji źródeł, dostępnych w Internecie, dotyczących ŁCDNiKP taki tekst:

 

„Otóż 15 listopada zamieścili zaproszenie (z plakacikiem)na wyjątkowe spotkanie ‘Fabryka pomysłów regionalne inspiracje w edukacji!’”. Nie wytrzymałem i w ramach komentarzy napisałem: „Parafrazując dawną, popularną piosenkę: ‚Miasto fabryk i pomysłów, i rewolucyjnych burz…’ Pożyjemy, zobaczymy.. Albo i nie zobaczymy…”

No i do dzisiaj nie ma ani linijki informacji o tym, jakie to tłumy z CAŁEGO REGIONU zwaliły się na owe „wyjątkowe spotkanie”…. A z mojego źródła wiem, że było to naprawdę bardzo dobre (patrz program  – TUTAJ) spotkanie. Ale szkoda, że nie było tam frekwencji, na którą to wydarzenie zasługiwało….”

 

I już następnego dnia na fanpage Centrum pojawiła się taka, bogato ilustrowana 25-oma zdjęciami (na których widać także liczbę uczestników)  informacja:

 

 

Za nami seminarium „Fabryka pomysłów – regionalne inspiracje w edukacji”!

 

Po tym wydarzeniu stało się jasne, że w edukacji warto czerpać z tego, co lokalne. Prelegentki uzmysłowiły uczestnikom spotkania, że inspiracji do edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej można szukać w naszym mieście, w jego historii, kulturze, literaturze, architekturze…

 

Czasem warto wybrać się do jednej z licznych instytucji kulturalnych w Łodzi, czasem sięgnąć po wiersze łódzkich poetów. Innym razem inspiracje dosłownie leżą na ulicy i odkrywać je można podczas spaceru z przedszkolakami i uczniami. A przecież to tylko wybrane z licznych możliwości.

 

Dziękujemy wszystkim prelegentkom za podzielenie się swoją wiedzą i pomysłami na wykorzystanie regionalnych motywów w działaniach edukacyjnych.

 

Seminarium zorganizowała nasza Pracownia Wychowania Przedszkolnego i Edukacji Wczesnoszkolnej

 

 

Nie mogłem powstrzymać się od zamieszczenia komentarza:

 

 

[Źródło: www.facebook.com/lcdnikp/

 

x             x           x

 

Dzień później zamieszczono kolejną, równie bogato ilustrowaną,relację, zaczynającą się od tej informacji:

 

Już po raz drugi razem z Instytut Filologii Polskiej i Logopedii UŁ zorganizowaliśmy seminarium „Polonistyka ku przyszłości”.

 

W miniony piątek na Uniwersytet Łódzki – Wydział Filologiczny przybyła liczna grupa nauczycielek i nauczycieli języka polskiego z Łodzi i regionu, aby wspólnie zastanawiać się nad przyszłością polonistyki, pojawiającymi się nowymi perspektywami, ale także trudnościami i zagrożeniami  […]

 

Zobacz całą relację  –  TUTAJ

 

 

Jedyne czym mogę skwitować tę wiadomość to stare polskie powiedzenie: „Konia kują, a żaba nogę podstawia„…

 

A po tej dacie były już tylko zapowiedzi kolejnych konferencji  –  ZOBACZ

 

A tak przy okazji: Może dowiemy się, czy choć jedna osoba z ŁCDNiKP uczestniczyła w zorganizowanym 26 listopada przez ORE sympozjum pt. „Od edukacji do kariery. Tranzycja na rynek pracy uczniów z niepełnosprawnością”, które było adresowane – m. in. – do doradców metodycznych, doradców zawodowych, psychologów i pedagogów.

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Oto fragmenty „jeszcze ciepłego” tekstu, zamieszczonego już z dzisiejszą datą przez prof. Bogusława Śliwerskiego na jego blogu, z którego dowiecie się, jak ten uczony-teoretyk pedagogiki widzi architekturę szkoły w epoce komunikacji sieciowej i przemian cywilizacyjnych:

 

 

ARCHITEKTURA ZAUFANIA

 

Organizatorzy debaty panelowej na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego na temat hejtu, fake, deepfake i socjalizacji nastolatków prosili, żebym wypowiedział się na temat szkoły jako środowiska edukacji przyszłości. Odstąpiłem zatem od deformy projektowanej przez ekonomistów z IBE pod pozorem partycypowania w niej przez ekspertów, skoro zdaniem Katarzyny Lubnauer wszyscy znają się na szkole, więc mogą ją krytykować. Władza i tak zrobi to, co chce, bez względu na to, czy ma to sens, czy ma to racjonalne naukowo podstawy, a nie akceptację jakiegoś gremium. W końcu pieniądze publiczne trzeba na coś wydać i ogłosić sukces.

 

Dzisiejszy wpis będzie zatem upomnieniem się o nowym kształcie szkoły w epoce komunikacji sieciowej i przemian cywilizacyjnych w trójprzestrzeni (Pachura, 2021 – ?).

 

Szkoła między światem przemysłowym a światem sieci

 

Polska szkoła wciąż przypomina dziecko epoki industrialnej. Zrodzona z logiki więzienia (M. Foucault), z jej rytmem dzwonka, porządkiem klas (cel) i korytarzy (spacerniaków), wciąż organizuje życie ucznia wokół zasad posłuszeństwa, pomiaru i przewidywalności. Tymczasem świat, w którym dorastają młodzi ludzie, nie przypomina już fabryki, skoro jest trójprzestrzenią relacji międzyludzkich i międzyprzedmiotowych. To świat otwartej komunikacji lub zagłuszania, współpracy lub rywalizacji, projektowania lub inspirowania, szybkiej wymiany wiedzy i nieustannej reinterpretacji znaczeń.

 

Politycy oświatowi nie dostrzegają tej przemiany, mimo iż szkoła nie jest już miejscem przygotowania do życia, lecz przestrzenią reprodukcji przeszłości i zapewnienia trwania urzędnikom „nadzoru pedagogicznego”. Jeżeli chcemy, by edukacja była przyszłością, a nie anachronizmem, musi zmienić się także architektura, bo to właśnie ona pośrednio kształtuje kulturę uczenia się.[…]

 

 

Oto podtytuły następnych akapitów tego tekstu:

 

 

Architektura nie jest neutralna […]

 

Od architektury kontroli do architektury zaufania  […]

 

Architektura komunikacji  […]

 

Architektura wiedzy rozproszonej  […]

 

Architektura, która uczy przez bycie  […]

 

 

I na zakończenie dwa ostatnie akapity tego tekstu:

 

 

Szkoła jako agora

 

Hanah Arendt pisała, że edukacja to wprowadzanie młodych w świat wspólny. Jeśli więc szkoła ma przygotowywać do życia w demokracji, musi sama być jej miniaturą: otwartą, dialogiczną, różnorodną. To oznacza odejście od modelu „szkoły-twierdzy” ku modelowi „szkoły-forum”, miejsca, które łączy pokolenia i role.

 

Architektura ma tworzyć przestrzenie współistnienia, nie dominacji: miejsca spotkań, debat, koncertów, wspólnie spożywanych posiłków. W erze polaryzacji, chaosu informacyjnego i napięć kulturowych, szkoła może być ostatnim realnym miejscem, w którym uczy się wspólnego świata.

 

Przestrzeń jako pedagogika

 

Nie wystarczy nauczyć dzieci programowania, jeśli uczymy je w przestrzeni, która promuje milczenie i posłuszeństwo. Nie wystarczy mówić o innowacji, jeśli ściany nie pozwalają się przemieszczać. Nie wystarczy cyfryzować lekcji, jeśli fizyczne otoczenie nie uczy otwartości, współpracy i zaufania.

 

Architektura jest milczącym nauczycielem, toteż to, co sobą wyraża i co determinuje, jest często silniejsze niż słowa nauczyciela. Dlatego przyszłość polskiej szkoły zależy od odwagi, by zaprojektować nie tylko nowy budynek, ale nową kulturę przestrzeni, w której uczenie się nie jest przygotowywaniem do pracy w korporacjach, do ustawicznego testowania.

 

Nie chodzi o modę, lecz o zmianę cywilizacyjną. Świat, który łączy globalną komunikację z lokalną odpowiedzialnością, potrzebuje szkół, które będą miejscem spotkania, a nie sortowania. Architektura zaufania nie jest utopią, gdyż od lat 70.XX wieku zmieniła się architektura, dzięki której przestrzeń i człowiek wzajemnie się dopełniają. Dlatego szkoła XXI wieku powinna być przestrzenią odmiejscowienia procesu uczenia się, gdzie technologia spotyka człowieka, a architektura wspiera indywidualny rozwój każdej osoby – uczniów, nauczycieli i rodziców korzystających z partycypacji lub doradztwa.

 

 

 

Cały tekst „Architektura zaufania” –  TUTAJ

 

 

Źródło:  www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



Oto tekst, zamieszczony dzisiaj na stronie MEN, z którego dowiecie czym postanowiono pochwalić się „w sieci”:

 

Od edukacji do kariery. Tranzycja* na rynek pracy uczniów z niepełnosprawnością

 

 

 

Podsekretarz Stanu w MEN Izabela Ziętka wzięła udział w sympozjum pt. „Od edukacji do kariery. Tranzycja na rynek pracy uczniów z niepełnosprawnością”. Wydarzenie zorganizowane w Ośrodku Rozwoju Edukacji stało się ważną przestrzenią do refleksji, wymiany doświadczeń oraz poszukiwania nowych rozwiązań wspomagających młodych ludzi w przejściu z edukacji na rynek pracy.

 

Celem spotkania było nie tylko pogłębienie wiedzy i refleksji nad wyzwaniami, jakie stoją przed młodzieżą z niepełnosprawnościami, lecz także zainspirowanie do wspólnych działań budujących przyszłość, w której aktywność zawodowa stanie się naturalną i dostępną częścią ich dorosłego życia.

 

Wydarzenie zostało zaadresowane do nauczycieli konsultantów, doradców metodycznych, doradców zawodowych, psychologów, pedagogów oraz nauczycieli i specjalistów wspierających uczniów z niepełnosprawnościami w ich rozwoju i przygotowaniu do dorosłego życia.

 

Uczestnicy mieli okazję wysłuchać wystąpień ekspertów, w tym m.in. wiceminister edukacji Izabeli Ziętki, która podkreśliła znaczenie wsparcia dla uczniów z niepełnosprawnościami w aktywizacji zawodowej.

 

W programie znalazły się także warsztaty, panel dyskusyjny dotyczący m.in. roli szkoły i rodziny, wyzwań związanych z aktywizacją zawodową oraz inspirujące przykłady działań wspierających młodzież w drodze do samodzielności.

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 

*Naukawy – silący się na naukowość

 

**Tranzycja (od łac. transitio „przejście”) – proces lub okres przechodzenia od jednego stanu do drugiego

 

 

O tym sympozjum zamieszczono także informację na stronie ORE:

 

Podsumowanie sympozjum „Od edukacji do kariery. Tranzycja na rynek pracy uczniów z niepełnosprawnością”  

–   TUTAJ

 

 

 



Najczęściej  odwiedzany przez redakcję OE portal „Strefa Edukacji” zamieścił dzisiaj tekst Katarzyny Mazur, w którym autorka podjęła trochę pomijany problem z obszaru kontaktów rodziców z nauczycielami, jakim są wywiadówki. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Zebranioza w polskich szkołach. Rodzice mają dość przestarzałego zwyczaju

 

Trwa sezon „zebraniozy” – ciągu spotkań, konsultacji i wywiadówek, które coraz częściej traktowane są jako uciążliwy obowiązek oraz relikt dawnych praktyk. Wiele osób ocenia, że uczestnictwo w tych spotkaniach wiąże się ze stratą czasu i rozmowami o kwestiach nieistotnych lub dotyczących wyłącznie pojedynczych uczniów, podczas gdy wszystkie najważniejsze informacje dostępne są w e-dzienniku. […]

 

W listopadzie szkoły intensyfikują działania, próbując zamknąć bieżące sprawy przed świąteczną przerwą, co skutkuje spiętrzeniem zebrań i wywiadówek. Ich częstotliwość i charakter coraz częściej wzbudzają irytację, a także poczucie, że szkoła próbuje przerzucić na rodziców odpowiedzialność za realizację własnych obowiązków.

 

Rodzice posiadający kilkoro dzieci często muszą podejmować niemożliwe decyzje organizacyjne. Pani Agata, mama trójki, opisuje sytuację, w której zebrania wszystkich dzieci wypadają jednego dnia:[…]

 

Cyfryzacja i stały dostęp do informacji sprawiają, że rodzice postrzegają tradycyjne wywiadówki jako formę nieadekwatną do współczesnych możliwości komunikacyjnych. Wskazują, że większość spraw można załatwić online – za pośrednictwem e-dziennika, poczty elektronicznej czy klasowych grup społecznościowych.

 

Krytyka pojawia się również w środowisku nauczycielskim. Na profilu ZNP pedagodzy otwarcie podważają konieczność wywiadówek w dotychczasowej formule. Pan Andrzej ocenia, że w realiach e-dziennika i RODO ogólne wywiadówki przestają mieć sens. Pan Grzegorz proponuje, aby zastąpić je spotkaniami indywidualnymi rodzica z dzieckiem, organizowanymi w miarę potrzeby. […]

 

Pani Bogusława nazywa wywiadówki „komunistycznym tworem” i postuluje dwa indywidualne spotkania rocznie, umawiane na konkretną godzinę. Z kolei nauczycielka z liceum podkreśla: „Mam 3 wywiadówki w roku, o 3 za dużo,” wskazując, że traci czas swój i rodziców.

 

Pedagodzy zauważają także, że problem narasta latami:Od lat tak jest, że na wywiadówki nie przychodzą ci rodzice, którzy powinni przyjść!”. […]

 

Obecna koncepcja zebrań i wywiadówek w szkołach wydaje się nie przystawać do współczesnych realiów informacyjnych. Skoro niemal wszystkie dane są dostępne w czasie rzeczywistym, to tradycyjny model spotkań traci swoją pierwotną funkcję.

 

Jeśli szkoła chce odbudować zaufanie i przywrócić sens tych wydarzeń, powinna przejść z formuły sprawozdawczej na partnerską – nastawioną na relację, współpracę i realne wsparcie dziecka. […]

 

 

Cały tekst „Zebranioza w polskich szkołach. Rodzice mają dość przestarzałego zwyczaju”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www,strefaedukacji.pl

 

 

 

 

 



Oto obszerne fragmenty tekstu, zamieszczonego wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, informującego o stanowisku KSOiW NSZZ „Solidarność” oraz o rozpoczętej wczoraj przez ten nauczycielski związek zawodowy akcji protestacyjnej:

 

Nauczyciel dyplomowany ma zarabiać 150 proc. średniej krajowej.

Solidarność zaczyna serię wystąpień

 

 

Wtorkową demonstracją w Katowicach przedstawiciele nauczycielskiej Solidarności rozpoczęli zapowiadaną serię podobnych wystąpień w całym kraju. Związkowcy w petycji do ministra edukacji narodowej oczekują m.in. podwyżek, reformy finansowania oświaty i wstrzymania zmian programowych. […]

 

Podczas katowickiej demonstracji przewodniczący regionalnej sekcji oświaty i wychowania Solidarności w Katowicach i rzecznik prasowy krajowego sekretariatu oświaty i nauki Solidarności Lesław Ordon przekazał petycję śląskiej wicekurator oświaty Elżbiecie Modrzewskiej.

 

Występując przed Kuratorium Oświaty w Katowicach, przewodniczący wskazał, że początkujący nauczyciel ma wynagrodzenie zasadnicze 5154 zł, czyli na rękę 3845 zł. Nauczyciel mianowany z 10-letnim stażem pracy i dodatkiem za wychowawstwo ma wynagrodzenie brutto 6141 zł, a nauczyciel dyplomowany – ze stażem co najmniej 20 lat – 7753 zł, czyli na rękę ok. 5615 zł.

 

-I taki mniej więcej jest obraz dzisiejszej polskiej edukacji. Nauczyciel dyplomowany z 20-letnim stażem pracy na rękę ma około 5,6 tys. zł w kieszeni. Chcemy to zmienić. Wniosek Solidarności poparty już trzy lata temu i przez inne centrale związkowe mówi, żeby wynagrodzenie było powiązane ze średnią w krajową w Polsce zaznaczył Ordon.

 

Przedstawił wyliczenie, że w razie powiązania wynagrodzenia nauczyciela ze średnią,

 

-nauczyciel stażysta otrzymałby na rękę 6370 zł,

 

-mianowany 8600 zł,

 

-dyplomowany 11200 zł.

[…]

 

W petycji adresowanej do ministra edukacji narodowej oświatowa Solidarność wyraża zaniepokojenie pogarszającą się sytuacją pracowników oświaty i brakiem – w ocenie związkurealnego dialogu społecznego ze strony MEN. W tej sytuacji związkowcy sformułowali postulaty, których realizacja jest według nich niezbędna do zapewnienia stabilności systemu edukacji i poszanowania praw jego pracowników.

 

Kluczowy postulat to systemowy wzrost wynagrodzeń. Solidarność domaga się wprowadzenia od 2027 r. mechanizmu powiązania wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w sektorze przedsiębiorstw, w odniesieniu do płacy zasadniczej, w wysokości:

 

-100 proc. dla nauczyciela początkującego,

 

-125 proc. dla mianowanego,

 

-150 proc. dla dyplomowanego.

 

Związek akcentuje, że rozwiązanie to uzyskało poparcie większości posłów w podkomisji ds. zmiany systemu wynagrodzeń i jest jedyną realną drogą do odbudowy prestiżu zawodu nauczyciela.

 

Solidarność żąda też reformy systemu finansowania zadań oświatowych, w tym:

 

-zwiększenia nakładów na edukację,

 

-gwarancji funkcjonowania małych szkół,

 

-zapewnienia terminowości wypłat wynagrodzeń.

 

 

Związkowcy wskazują, że obecny model grozi dalszą degradacją usług edukacyjnych i destabilizacją pracy szkół.

 

Związek chciałby też „wstrzymania chaotycznych reform programowych”.

 

[…]

 

Seria postulatów, nazwana „Poszanowanie praw pracowników oświaty”, obejmuje: wprowadzenie rzeczywistej ochrony przedemerytalnej i przywrócenia wcześniejszych zasad przyznawania urlopu dla poratowania zdrowia,  reformę „systemu odpowiedzialności zawodowej, który obecnie ma charakter represyjny”  oraz rzeczywistą ochronę godności i bezpieczeństwa nauczycieli.

W zakresie ochrony zatrudnienia i praw rodziców związek sprzeciwia się ograniczaniu zatrudnienia katechetów „i działaniom naruszającym konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”.

 

Solidarność oczekuje „zachowania sprawdzonego modelu edukacji”. Wyraża „sprzeciw wobec narzucanych Polsce rozwiązań ideologicznych, w tym praktykowanych pod hasłem uniwersalnego projektowania i obecnie realizowanej edukacji włączającej, które prowadzą do obniżenia jakości nauczania oraz przeciążenia nauczycieli”. […]

 

Związek wzywa szefową MEN do dialogu i wdrożenia przedstawionych postulatów ostrzegając, że brak reakcji będzie skutkował zintensyfikowaniem działań protestacyjnych na poziomie regionalnym i ogólnopolskim.

12 listopada Solidarność rozpoczęła akcję oflagowania szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowych w całym kraju, w sprzeciwie „wobec lekceważenia przez rząd zasad dialogu społecznego i wobec braku systemowych rozwiązań dotyczących wynagrodzeń w tym sektorze”. Akcja protestacyjna w tej formie ma potrwać do 20 grudnia.

 

 

 

Cały tekst „Nauczyciel dyplomowany ma zarabiać 150 proc. średniej krajowej. Solidarność zaczyna serię wystąpień

–  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



Do zamieszczonej już informacji o tym, że prof. Zbigniew Marciniak zrezygnował z funkcji przewodniczącego Rady ds. monitorowania wdrażania reformy oświaty, dołączam swoisty komentarz prof. Romana Lepperta, zaczerpnięty z Jego fejsbukowego profilu:

 

 

Podana dziś do publicznej wiadomości (m.in. przez gazetaprawna.pl i Strefa Edukacji) informacja o rezygnacji Profesora Zbigniewa Marciniaka z funkcji przewodniczącego Rady ds. monitorowania wdrażania reformy oświaty im. Komisji Edukacji Narodowej, powołanej przez Dyrektora IBE PIB – Instytut Badań Edukacyjnych oraz ujawniony powód tej rezygnacji skłoniły mnie do sięgnięcia po „Profil absolwenta i absolwentki. Droga do zmian. Etap II: szkoły ponadpodstawowe” (brak konsultacji tego dokumentu z wspomnianą Radą wskazał jako powód rezygnacji Profesor Z. Marciniak). Dla porządku przypomnę, że wcześniejszego profilu absolwenta przedszkoli i szkół podstawowych też z nikim nie konsultowano, Rady – z przewodniczenia której Profesor Z. Marciniak zrezygnował – wówczas nie było.

 

 Przegląd spisu treści wspomnianego „Profilu…” mnie ucieszył.

 

Część I zatytułowana jest „Założenia teoretyczne…”, a w niej punkt 1 to „Profil absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej na tle obecnych paradygmatów dydaktycznych„. Pomyślałem sobie: mamy progres w stosunku do wcześniejszego profilu. Pamiętam, jak sam przed rokiem zwracałem uwagę na brak odwołania się do wiedzy, jaką w zakresie współczesnych koncepcji dydaktycznych dysponujemy. Wskazywałem wówczas m.in. na książkę Doroty Klus-Stańskiej „Paradygmaty dydaktyki. Myśleć teorią o praktyce” (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2018).

 

Radość moja była jednak przedwczesna. Wystarczyła lektura kilku stron tego opracowania, żeby przekonać się, że autorzy „Profilu…” z lektury, do której się odwołują zrozumieli niewiele (żeby nie napisać nic).

 

Zacytuję trzy krótkie fragmenty z rozdziału, o którym wspominam wyżej: – na s. 12 można przeczytać:Z punktu widzenia paradygmatu obiektywistycznego Profil absolwenta i absolwentki można interpretować jako ramę, która określa, jakie umiejętności, wiedzę czy postawy powinien posiadać każdy uczeń i uczennica kończący dany etap edukacji. W tym ujęciu będzie to swoista mapa kompetencji, pozwalająca dostosować określony program nauczania do jasno wytyczonych celów i ocenić skuteczność systemu edukacyjnego„;

 

dwie strony dalej (s. 14) napisano: „Z punktu widzenia paradygmatu konstruktywistyczno-interpretatywnego Profil absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej pełni rolę drogowskazu, który wskazuje kierunki rozwoju oraz pozostawia przestrzeń na indywidualizację procesu edukacyjnego. Dzięki wpisanym w paradygmat konstruktywistyczny ideom autonomii nauczyciela i ucznia kompetencje określone w Profilu mogą być wdrażane elastycznie, uwzględniając różnorodne ścieżki uczenia się i osobiste zainteresowania ucznia w szeregu interakcji pomiędzy nim a nauczycielem, a także pomiędzy samymi uczniami. W tym ujęciu ostateczny obszar wykształconych kompetencji jest za każdym razem jednostkowym i indywidualnym rezultatem sprawczych działań dydaktycznych”; – wreszcie na tej samej stronie czytamy:Z punktu widzenia paradygmatu transformatywnego Profil absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej można postrzegać jako wizję, która nie tylko określa kompetencje, ale także inspiruje do szeregu proaktywnych działań kognitywnych czy też na rzecz społeczeństwa i rozwijania poczucia sprawczości. W tym kontekście Profil można odczytać jako dokument, który pomaga przygotować ucznia zarówno do wyzwań stawianych przez rynek pracy, jak i do aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym, w tym publicznym oraz do kształtowania własnej przyszłości, a zarazem przyszłości wspólnot, których jest częścią„.

 

Mógłby ktoś pomyśleć: „Profil absolwenta…” stworzyli geniusze. Pasuje on do każdego paradygmatu dydaktycznego (raz jako rama, innym razem jako drogowskaz, wreszcie jako wizja). Problem w tym, że wspomniane paradygmaty nie dają się ze sobą pogodzić, choćby dlatego, że przyjmują odmienne założenia dotyczące koncepcji człowieka i świata oraz istoty tego, czym jest uczenie się, o czym wprost pisze Autorka opracowania „Paradygmaty dydaktyki”. Nie trzeba nawet elementarnego wykształcenia pedagogicznego żeby dostrzec, że np. dydaktyka instrukcyjna nie ma nic wspólnego z dydaktyką libertariańską.

 

Po lekturze tej części „Profilu absolwenta…” przypominają mi się słowa wybitnego polskiego socjologa Stanisława Ossowskiego, który – za Alexandrem Leightonem – stwierdził, że niektórzy używają nauki tak, jak pijany używa latarni: nie po to, żeby się oświecić, lecz żeby się podeprzeć. Myślę, że lepszym rozwiązaniem było to, które wybrano w przypadku profilu absolwenta i absolwentki przedszkola i szkoły podstawowej, tam tego typu akrobatyki intelektualnej nie uprawiano.

 

Profesor Dorota Klus-Stańska, gdy dowiedziała się o sposobie wykorzystania Jej publikacji zareagowała następująco:

 

Najbardziej podoba mi się takie zdanie: ‚Omówienie poszczególnych paradygmatów uwidacznia funkcję Profilu absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej’„. Zaiste uwidacznia…

 

Nie dziwię się zatem rezygnacji Profesora Z. Marciniaka z funkcji przewodniczącego Rady, którą opatrzono zaszczytnym imieniem Komisji Edukacji Narodowej. Trudno czytać takie „wygibasy”, cóż dopiero je firmować swoim nazwiskiem.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/



Foto: www.facebook.com/Delta.czasopismo/

 

Prof. dr hab. Zbigniew Marciniak zrezygnował z kierowania i z członkostwa  w Radzie ds. monitorowania reformy oświaty przy IBN

 

 

 

Oto obszerny fragment tekstu Magdaleny Ignaciuk, który zamieszczono dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”:

 

 

 

Kryzys w pracach nad reformą. Przewodniczący Rady zrezygnował z funkcji

 

 

Jak dowiedziała się Strefa Edukacji, Zbigniew Marciniak zrezygnował z funkcji przewodniczącego oraz z członkostwa w Radzie ds. monitorowania reformy oświaty im. Komisji Edukacji Narodowej, działającej przy Instytucie Badań Edukacyjnych. Decyzję przekazał członkom gremium.

 

Rezygnacja przewodniczącego kończy jego udział w pracach gremium, które od początku miało nadzorować sposób wdrażania zmian w systemie oświaty. Z korespondencji, do której dotarła Strefa Edukacji, wynika, że rezygnacja jest konsekwencją sytuacji związanej z publikacją jednego z kluczowych dokumentów programowych reformy – „Profilu absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej”. Dokument miał pojawić się na stronie Instytutu Badań Edukacyjnych bez wcześniejszego zaopiniowania przez Radę, której pracami Zbigniew Marciniak kierował od początku jej działania.

 

Brak takiej opinii może być – jak wskazuje były przewodniczący – interpretowany przez opinię publiczną jako milcząca akceptacja treści materiału. Uznał on, że dopuszczenie do tej sytuacji narusza zaufanie, na którym opierała się współpraca w Radzie.

 

Marciniak podkreślił, że decyzja o rezygnacji jest ostateczna. […]

 

 

Cały tekst „Kryzys w pracach nad reformą. Przewodniczący Rady zrezygnował z funkcji”  –  TUTAJ

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

https://strefaedukacji.pl/kryzys-w-pracach-nad-reforma-przewodniczacy-rady-zrezygnowal-z-funkcji/ar/c5p2-28207513