
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Aby ciągle nie przypominać jakie to nowe przepisy i obowiązki mają przed sobą w nowym roku szkolnym nauczyciele, postanowiłem już w pierwszym tygodniu zaprezentować tekst Danuty Sterny, o bardzo optymistycznym tytule i ubogacającej treści:
Radość z uczenia się
Rys. Danuta Sterna
Szkoła postrzegana jest przez większość uczniów jako obowiązek, a nie możliwość doznawania radości z uczenia się. Polscy uczniowie w większości nie są zadowoleni z tego, że muszą uczęszczać do szkoły. Ci, którzy są zadowoleni, podkreślają korzyść w postaci spotkania w szkole znajomych. Nie widzą korzyści i tym bardziej radości w uczeniu się i poznawaniu czegoś nowego.
Radość jest jednym z podstawowych warunków sensownej nauki. Radość z nauki rodzi się poprzez łączenie wyzwań z ciekawością, celem, poczuciem przynależności i świętowaniem. Dzięki niej uczniowie czują się bezpiecznie, podejmując ryzyko, mają okazję do nawiązywania kontaktów z innymi i otrzymują wsparcie niezbędne do osiągania odpowiednio wysokich oczekiwań. To trudne zadanie dla nauczyciela, aby projektować lekcje, uwzględniając radość uczniów. W tym artykule przedstawiam, co może wpływać na radość uczniów: budowanie więzi, kultywowanie ciekawości i autonomii, poczucie kompetencji, radosne środowisko nauki, poczucie sensu i celu oraz świętowanie.
1.Budowanie więzi
Relacje w klasie i społeczności szkolnej, w których uczniowie czują się częścią wspólnoty, sprzyjają doznawaniu radości. Aby budować więzi w całej społeczności szkolnej, warto organizować wydarzenia obejmujące całą społeczność, takie, w których uczniowie pragną uczestniczyć. Ważne jest pozyskiwanie opinii uczniów w różnych sprawach szkolnych i świadomość, że uczniowie mają wpływ na to, co dzieje się w szkole.
Tak samo w klasie szkolnej pożądany jest wpływ uczniów na zasady i oczekiwania. Nie oznacza to oddania zarządzania szkołą w ręce uczniów, ale wysłuchanie ich głosu i, w miarę możliwości, wzięcie wskazówek pod uwagę. Podstawą bezpieczeństwa jest wzajemny szacunek uczniów i nauczyciela oraz uczniów względem siebie.
Ważne są również zwyczaje klasowe, które są wspólnie zaplanowane. Takie rutyny powodują, że uczniowie czują się w szkole bezpieczni.
Na radość uczenia się wpływa organizowanie współpracy i dyskusji uczniów. Praca w zespołach nad wyzwaniem, projektem, a nawet grą sprzyja poczuciu zadowolenia. Ponadto możliwości łączenia nauki z osobistymi doświadczeniami, kulturą, zainteresowaniami i tożsamością pomagają pielęgnować poczucie przynależności i radość.
Na poczucie więzi zwraca uwagę teoria autodeterminacji, która wskazuje na potrzebę przynależności jako niezbędną w procesie uczenia się.
-Współpraca zamiast rywalizacji
-Docenienie zamiast oceniania
-Zaufanie zamiast kontroli
-Szacunek zamiast krytyki
2.Kultywowanie ciekawości
Radosna klasa to miejsce, w którym uczniowie są zachęcani do zadawania pytań, badania, dokonywania odkryć i, gdy to możliwe, podejmowania decyzji dotyczących swojej nauki.
Nauczanie powinno promować zadawanie przez uczniów pytań i zachęcać uczniów do odkrywania informacji. Zamiast udzielania gotowych odpowiedzi warto zachęcać uczniów do własnych poszukiwań, przy równoczesnej akceptacji popełniania błędu.
Łączy się to również z proponowanym przez teorię autodeterminacji poczuciem autonomii. Uczeń powinien mieć świadomość, że się uczy, a nie – że jest nauczany. Samodzielność i samosterowność ucznia są bardzo potrzebne w uczeniu się. Mówi o tym piąta strategia oceniania kształtującego: „Wspomaganie uczniów, by stali się autorami procesu swojego uczenia się”.
Warto dawać uczniom możliwość podejmowania decyzji. Nawet drobne decyzje zwiększają poczucie współodpowiedzialności i zaangażowania w naukę.
3.Poczucie kompetencji
Jeszcze jedna potrzeba, na którą wskazuje teoria autodeterminacji, to poczucie kompetencji. Uczeń powinien być przekonany o tym, że da radę. Jeśli stale otrzymuje złe oceny i jest narażony na krytykę, to traci poczucie kompetencji i nauka nie jest efektywna. Zamiast oceniać i krytykować, warto budować nauczanie na mocnych stronach ucznia, pokazywać mu jego już osiągnięte sukcesy i świętować razem z nim wszelkie jego sukcesy.
Podawanie uczniom informacji zwrotnej opartej na wcześniej skonstruowanych kryteriach sukcesu, z której uczeń przede wszystkim dowiaduje się, co zrobił dobrze, buduje poczucie kompetencji. Bardzo ważna jest umiejętność samooceny, dzięki której sam uczeń może ocenić, co zrobił dobrze, a nad czym musi jeszcze popracować. Przy czym ważny nie jest sam rezultat, ale sposób dochodzenia do niego, z czym znowu związana jest możliwość popełniania błędu.
4.Radosne środowisko nauki
Składa się na nie nie tylko wspólne urządzenie estetycznej i użytecznej sali lekcyjnej, ale także włączenie w proces nauczania przerw na odpoczynek, naukę na świeżym powietrzu i ruch.
Nie można pominąć również humoru, który wprowadza radość i zabawę. Trzeba tylko rozróżnić humor od sarkazmu, bo ten drugi może być bardzo raniący.
Muzyka również wpływa na klimat w klasie, wprowadza przyjazną, radosną i zintegrowaną atmosferę.
5.Poczucie sensu i celu
Bez poczucia celu i sensu tego, czego się uczymy, nie możemy odczuwać radości. Uczniowie odczuwają radość, gdy rozumieją, dlaczego ich nauka ma znaczenie i gdy postrzegają siebie jako osoby wnoszące swój wkład. Szukanie zastosowania dla poznawanej wiedzy, angażowanie uczniów w projekty, kultywowanie wdzięczności, wzajemna pomoc, prezentowanie własnych osiągnięć – to niektóre ze sposobów nadania sensu programu szkolnego w oczach uczniów.
Bardzo ważne, choć też trudne, jest podchodzenie interdyscyplinarne do nauki szkolnej. Tu pomaga współpraca nauczycieli różnych przedmiotów, planowanie wspólnych projektów i lekcji.
6.Świętowanie
Świętować można wiele spraw w szkole. Nie musi to być nic wyjątkowego: osiągnięcie małego sukcesu, opanowanie części materiału, zakończenie projektu, skuteczna wzajemna pomoc – wszystko nadaje się do świętowania.
Planując lekcję lub zastanawiając się nad przebiegiem zajęć w klasie, warto wziąć pod uwagę poniższe pytania:
-Czy uczniowie będą mieli możliwość nawiązywania kontaktów między sobą?
-Czy będzie miejsce na zadawanie pytań?
-Czy temat zainteresuje uczniów?
-Czy uczniowie zrozumieją, dlaczego się tego uczą i dlaczego jest to ważne?
-Co już uczniowie na dany temat wiedzą i jak będzie to wykorzystane w czasie lekcji?
-Czy zaplanowany jest czas na uczniowską refleksję?
-Jak będziemy świętować?
-Jak sprawić, by wszyscy uczniowie wiedzieli, że są ważni?
Celem odpowiedzi na te pytania jest sprawdzenie, czy każda lekcja stwarza uczniom okazje do nawiązywania kontaktów, zastanawiania się, wnoszenia wkładu i doświadczania satysfakcji płynącej ze znaczącej nauki.
Inspiracja artykułem Kasey Short
Źródło: www.oknauczanie.pl
Oto fragmenty tekstu Barbary Wesołej, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, wraz z linkiem do pełnej wersji:
Rusza gorący sezon na korepetycje. Za te lekcje zapłacisz najwięcej
[…]
Wraz z początkiem roku szkolnego rusza również sezon na korepetycje. Rodzice i uczniowie szukają dodatkowego wsparcia nie tylko przed egzaminami, ale także po to, by nadrobić zaległości, poradzić sobie z trudniejszym materiałem czy pracować we własnym tempie.
Zainteresowanie dodatkowymi lekcjami pozostaje wysokie. Frazy dotyczące kosztów korepetycji generują w Polsce około 4350 wyszukiwań miesięcznie. Najpopularniejsze zapytanie, „korepetycje z angielskiego cena”, notuje około 1300 wyszukiwań miesięcznie. To pokazuje, że wraz ze startem roku szkolnego wielu rodziców zastanawia się nie tylko nad wyborem formy nauki, ale również nad kosztami.
Według nowego Obserwatorium Cen Korepetycji, obejmującego analizę 9598 aktualnych ogłoszeń z platformy Twojekorepetycje.pl, mediana ceny korepetycji w Polsce wynosi 70 zł za godzinę. Tyle samo kosztują przeciętnie zajęcia stacjonarne i online. […]
Największą popularnością niezmiennie cieszą się przedmioty obowiązkowe na maturze. Matematyka odpowiada za około 25-33 proc. wszystkich zapytań i ogłoszeń. Podobny udział ma język angielski, choć jego popularność nieznacznie spada wraz z rozwojem narzędzi AI do nauki języków.
Trzecim najpopularniejszym przedmiotem jest język polski, który w 2026 r. zanotował największy wzrost zainteresowania, sięgający 22 proc. rok do roku. Rosnącą popularnością cieszą się także fizyka, chemia i biologia, szczególnie wśród uczniów planujących studia medyczne lub techniczne. Informatyka i programowanie odpowiadają za mniej niż 6 proc. rynku, ale należą do najdroższych przedmiotów. […]
Powody takiej hierarchii są proste. Matematyka, język polski i język angielski są obowiązkowymi przedmiotami zarówno na egzaminie ósmoklasisty, jak i na maturze. Ponadto matematyka i przedmioty ścisłe wymagają systematycznej pracy oraz indywidualnego tempa nauki, którego szkoła nie zawsze jest w stanie zapewnić. Chemia, biologia, fizyka oraz informatyka są natomiast kluczowe podczas rekrutacji na popularne kierunki studiów, takie jak medycyna czy politechniki.
AI coraz częściej pomaga w nauce
Jednocześnie na rynku edukacyjnym coraz mocniej zaznacza swoją obecność sztuczna inteligencja. Według raportu NASK „Nastolatki” już 70 proc. młodych ludzi korzysta z programów opartych na AI. Wśród użytkowników takich narzędzi 48 proc. wykorzystuje je do nauki, a 40 proc. do odrabiania prac domowych.
Uczniowie mają dziś do dyspozycji powszechnie dostępne rozwiązania, takie jak ChatGPT, Gemini czy Copilot, a także platformy edukacyjne wykorzystujące AI do personalizacji nauki. Ich popularność nie dziwi. Działają przez całą dobę, są łatwo dostępne i często kosztują mniej niż regularne zajęcia indywidualne.
Badania pokazują, że w niektórych obszarach sztuczna inteligencja może być równie skuteczna jak człowiek. Metaanaliza 41 badań obejmujących 4813 uczniów nie wykazała istotnej różnicy między informacją zwrotną generowaną przez AI a tą przygotowaną przez nauczyciela. Szczególnie dobre wyniki AI osiąga w matematyce, przedmiotach ścisłych oraz podczas przygotowań do testów.
Tu niezbędny jest człowiek
Choć sztuczna inteligencja świetnie sprawdza się przy rozwiązywaniu zadań czy wyjaśnianiu zagadnień, nie zastępuje całkowicie relacji z nauczycielem. Dobry korepetytor potrafi zauważyć niepewność ucznia, dostrzec luki wynikające z wcześniejszych tematów i odpowiednio dostosować sposób tłumaczenia materiału.
Przewaga człowieka-korepetytora jest szczególnie potrzebna podczas pracy nad wypracowaniami i esejami, przy budowaniu motywacji do nauki czy planowaniu długoterminowej strategii przygotowań do egzaminów. To również nauczyciel może skuteczniej wspierać ucznia emocjonalnie i pomagać mu utrzymać regularność pracy. […]
Najlepsze efekty daje połączenie AI i nauczyciela
Coraz więcej danych wskazuje, że najskuteczniejszym rozwiązaniem jest model hybrydowy. W takim podejściu sztuczna inteligencja pomaga diagnozować błędy, przygotowywać dodatkowe ćwiczenia i wyjaśniać zagadnienia, natomiast człowiek odpowiada za motywację, indywidualne prowadzenie ucznia i rozwijanie bardziej złożonych kompetencji.
Dla rodziców kluczowe pytanie nie powinno więc brzmieć: „AI czy korepetytor?”. Znacznie ważniejsze jest to, czy wybrane narzędzie rzeczywiście pomaga uczniowi się uczyć, a nie tylko szybciej odrabiać zadania. W nowym roku szkolnym tradycyjne korepetycje i sztuczna inteligencja coraz częściej stają się nie konkurentami, lecz partnerami we wspieraniu edukacji.
Cały tekst „Rusza gorący sezon na korepetycje. Za te lekcje zapłacisz najwięcej” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Dzięki prof. Romanowi Leppertowi, który napisał o tym na swoim fb-profilu, dowiedziałem się o tym tekście, który Profesor ocenił jako świetny, a kory jest bardzo a’propos jutrzejszej inauguracji kolejnych 10-u miesięcy „chodzenia” uczniów do szkół:
W ostatnim Magazynie Gazeta Wyborcza, który ukazał się w ubiegły piątek, Artur Nowak opublikował świetny (nie przesadzam) artykuł o szkolnych doświadczeniach pokoleń: Baby Boomers, X i może częściowo Y, zatytułowany „Naoglądałem się sporo ludzi, którzy znakomicie odrobili lekcję szkolnego upokarzania. Są dziś liderami, sędziami”. To z niego pochodzi cytowane zdanie. Link do artykułu w komentarzu.
Pytanie, które po lekturze tego artykułu (na dzień przed rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego) sobie zadaję jest następujące: jak zapamięta szkołę ciało Zetek i Alf? Dowiemy się za kilkanaście, kilkadziesiąt lat.
[Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/posts/
x x x
To ja pójdę krok dalej i zamieszczę poniżej fragmenty tego tekstu, i – oczywiście – link do jego pełnej wersji na stronie GW:
Naoglądałem się sporo ludzi, którzy znakomicie odrobili lekcję szkolnego upokarzania.
Są dziś liderami, sędziami
[…] Nie pamiętam budowy pantofelka. Pamiętam za to ruch palca nauczyciela przesuwającego się po dzienniku. Zamiast dat, które wkuwałem na historię, zapamiętałem ulgę, kiedy ten palec zatrzymywał się na innym nazwisku niż Nowak.
Zadziwiające, jak niewiele pamiętam dziś z tego, czego szkoła kazała mi się nauczyć.
I jak dobrze pamiętam to, czego nigdy nie było w programie. [….]
Człowiek ledwo zdążył się umyć, nakrzyczeć na kota, który zaplątał się pod nogami, coś przegryzł albo demonstracyjnie nie zjadł niczego. Wpadał do klasy wściekły jak osa, zanim usiadł w ławce, odbazgrał od kogoś, co tam było zadane.
I zaczynała się ta jazda po epokach, wzorach i mapach: fotosynteza, treny Kochanowskiego, wielka epopeja słowiańskiego narodu, który jechał jak ten „Rudy 102″ na Berlin i wygrywał wojny, a nawet konklawe.
Swoją drogą zadziwiające jest, że świat niezmiennie, pokolenie za pokoleniem, nie daje dzieciakom pospać. A analizy obejmujące duże grupy młodych ludzi pokazują, że późniejsze rozpoczynanie lekcji oznacza lepszą koncentrację i samopoczucie. W jednym z eksperymentów po przesunięciu pierwszej lekcji o godzinę poprawiły się wyniki testów uwagi nastolatków.
Dekady mijają, Nowacka z Czarnkiem walczą o to, kto ma rację, Kościół z państwem o to, jak wychowywać Polaków, i jakoś nikomu do głowy nie przychodzi, że młody Polak po siódmej rano nadal nie jest gotowy na fotosyntezę.
Tablica
Ciało pamięta szkołę znacznie lepiej niż głowa.
Z wiekiem można się z tego śmiać, ale wtedy to był prawdziwy ścisk w brzuchu. Noszę ciągle pod językiem smak kropli, które brałem na ten zapieczony skurcz. Przynosiły ulgę.
Wywołanie do tablicy nie zawsze było sprawdzaniem wiedzy. Stałeś twarzą do klasy i nagle się okazywało, że nie wystarczy czegoś nie wiedzieć. Trzeba było jeszcze nie wiedzieć tego publicznie.[…]
W jednym z badań osób, które chodziły do podstawówek w latach 1952-1989, aż 42,1 procent najgorszych wspomnień wiązało się ze strachem lub upokorzeniem, a 37,9 procent z poczuciem niesprawiedliwości.
Jedna z kobiet wspominała nauczycielkę, która biła linijką biedniejszych chłopców ze wsi, ale córki dentystki już nie. Po kilkudziesięciu latach spotykała tę nauczycielkę na ulicy i nadal nie potrafiła powiedzieć jej „dzień dobry”.
Zadziwiające, jak długo trwa lekcja, która formalnie skończyła się 40 lat temu.
[…]
Porządek
Szkoła uwielbiała porządkować świat. Oświecenie. Romantyzm. Pozytywizm. Dwudziestolecie. Jakby ludzie naprawdę żyli od kreski do kreski.
Szkoda mi tych wszystkich pisarzy, myślicieli i poetów. Zbierano ich wszystkich do kupy, wyfiletowano ich z życia, odcięto wszystko, co nie pasowało do podstawy programowej, a resztę zwinięto jak rolmopsa i wsadzono do słoika z nazwą „romantyk”, „pozytywista”, „Młoda Polska”, „barok”.
A potem siedział przed tym słoikiem piętnastolatek o ósmej rano, miał wymienić trzy cechy romantyzmu i nieważne, co ten poeta czuł albo przeżył.
Dopiero potem, już bez dzienników i sprawdzianów, poczułem te wszystkie dreszcze i błogość na sercu, o które im chodziło.
[…]
Czas
Kończą się wakacje, a mnie się wydaje, że tak niedawno je planowałem. Dzisiaj dwa miesiące mijają człowiekowi, zanim zdąży odpowiedzieć na zaległe maile.
Wtedy dwa miesiące były prawie wiecznością. Tacy byliśmy głupi, marząc o dorosłości. O paleniu fajek, łażeniu do późnej nocy po dworze, robieniu wszystkiego bez pytania kogokolwiek o zgodę.
Nie wiedzieliśmy jeszcze, że największym luksusem dzieciństwa nie jest wolność robienia wszystkiego.
Cały tekst „Naoglądałem się sporo ludzi, którzy znakomicie odrobili lekcję szkolnego upokarzania. Są dziś liderami, sędziami” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl/magazyn/
W ostatnią sobotę wakacji proponuję lekturę taktu Jarosława Pytaka, zamieszczonego 26 sierpnia na blogu „Wokół Szkoły”, a także obszerniejszej informacji o badaniu „„Ogólnopolskie badanie na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela”:
Zmieniajmy szkołę, a nie nauczycieli!
Przeprowadzone ostatnio przez zespół uczonych z Uniwersytetu Warszawskiego „Ogólnopolskie badanie na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela”* wykazało, że 50% badanych doświadcza wysokiego lub bardzo wysokiego poziomu stresu, a tylko mniej niż jedna piąta uznaje poziom obciążenia za niski. W efekcie, 72% respondentów nie wyklucza odejścia z zawodu, z czego jedna trzecia aktywnie się do tego szykuje. Podobnie niepokojące wyniki przyniosły międzynarodowe badania TALIS 2024, zgodnie z którymi zaledwie 20% polskich nauczycieli jest zadowolonych z wynagrodzenia, a jedynie 10% ma poczucie, że społeczeństwo ceni ich pracę. O dziwo jednak, w tym samym badaniu TALIS aż 92% badanych zadeklarowało, że lubi szkołę, w której pracuje, a niewiele mniej wskazało pracę z dziećmi i młodzieżą jako bardzo ważną w swoim życiu.
Sprzeczność? Niekoniecznie. Na pewno dobra kanwa dla refleksji.
Jeśli pomimo fatalnych warunków pracy, w tym stresu, przeciążenia i mizerii materialnej, zdecydowana większość nauczycieli deklaruje pozytywne nastawienie do szkoły i do młodych ludzi, znamionuje to potencjał do dokonania oddolnej zmiany. Tym bardziej, że w półmilionowej rzeszy dobrze wykształconych ludzi, którzy w ostatnich dziesięcioleciach postawili polską edukację na wysokim poziomie (czym czasem chwalą się nawet nasze władze), większość prezentuje wystarczająco wysoki poziom, by nie trzeba było ich systemowo reedukować i programować do działania.
Niestety, niezależnie od treści propagandowych sloganów powtarzanych przez prominentów z MEN i IBE, reforma „Kompas Jutra” jest zmianą narzuconą (top-down), opracowaną w zaciszu gabinetów. Sprzedaje się ją opinii publicznej jako wiekopomne dzieło, które zrewolucjonizuje polską szkołę, choć w istocie nie ma ona rzetelnych podstaw naukowych, uczciwego pilotażu, ani finansowania.
Również droga do sukcesu wyznaczona jest odgórnie, poprzez przebudowę świadomości nauczycieli. Jej kamienie milowe, to podana ex cathedra koncepcja profilu absolwenta, sążnista, drobiazgowa instrukcja pracy, nazwana podstawą programową, oraz bogate w mądre słowa komentarze metodyczne, które jednak trudno skojarzyć ze wskaźnikami możliwymi do zweryfikowania w codziennej praktyce. Dodając do tego szkolenia, które mają nauczycielom otworzyć oczy na nowe idee, uzyskujemy pełny obraz zmiany lekceważącej potencjał, jaki kryje się w autonomicznym działaniu twórczych pedagogów. Potencjał, który można uwolnić zapewniając im dobre warunki pracy. Na przykład, godziwe wynagrodzenia bez konieczności pracy ponad siły, właściwe wyposażenie stanowisk, realne wsparcie wobec rosnącej liczby uczniów wymagających rozmaitych dostosowań, ograniczenie biurokratycznych obowiązków, deregulację, stabilność i przewidywalność przepisów. Niekoniecznie wszystko naraz, ale od czegoś trzeba zacząć, tu i teraz. Czegoś konkretnego, wykraczającego poza propagandowe pustosłowie i deklaracje bez pokrycia.
Nauczyciele nie potrzebują powszechnej reedukacji za pomocą milionów słów przeczytanych w rozporządzeniach i instrukcjach metodycznych, oraz wysłuchanych podczas szkoleń. Potrzebują realnej poprawy warunków pracy, która uwolni ich potencjał twórczy, na bazie wciąż obecnego w tej grupie zawodowej zamiłowania do pracy z dziećmi i młodzieżą.
Nie trzeba zmienić nauczycieli, żeby szkoła funkcjonowała lepiej, z większym pożytkiem dla uczniów. Trzeba zmienić warunki pracy w szkole, żeby nauczyciele mogli funkcjonować lepiej, z większym pożytkiem dla uczniów
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
x x x
*”Stres nauczycieli przestał być sprawą jednostki. Nowe badanie pokazuje skalę przeciążenia w szkołach”
Tekst z portalu „Mockingbird” – TUTAJ
Oto obszerne fragmenty tekstu Bogdana Bugdalskiego, zamieszczone wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, informujące o jeszcze jednym, słabo nagłośnionym problemie, z którym zmagają się nauczyciele. Oczywiście – załączam także link do pełnej wersji tej publikacji:
300 zł za wychowawstwo to za mało. Nauczyciele chcą nawet pięć razy więcej
[…]
Ile powinien wynosić dodatek za wychowawstwo w szkole? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, komu je zadamy. Bo jeśli związkowcom, to będzie to kwota nawet 1500 zł. Natomiast jeśli zapytać samorządowców, to dokładnie taka, jaka jest – czyli 300 zł.
– Uważamy, że minimalna stawka za tę funkcję powinna wynosić 10 proc. wynagrodzenia nauczyciela dyplomowanego, ale jeżeli wychowawca dostawałby dodatek w wysokości 1000 czy nawet 1500 zł, to też nie byłaby kwota wygórowana, bo wtedy zaangażowanie nauczyciela do konkretnych zadań miałoby swoją rzeczywistą wartość – mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”.
Podobnie widzi tę kwestię „Solidarność” oświatowa. – Od dawna mówimy, że dodatek za wychowawstwo powinien być określony na poziomie ustawowym i wynikać z jakiegoś wskaźnika – wskazuje Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Ile konkretnie? – 15 proc. wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela mianowanego, tj. około 1000 zł – stwierdza. […]
Związek Nauczycielstwa Polskiego jeszcze niedawno postulował podniesienie kwoty dodatku do 500 zł, teraz Urszula Woźniak, wiceprezes ZNP, mówi już o kwocie minimum 700 zł. I jednocześnie wskazuje, że samorządy tworząc regulaminy wynagradzania, do czego zobowiązują ich aktualnie przepisy, powinny to uwzględniać.
Bo obecnie nauczyciel wychowawca ma naprawdę z tym wychowawstwem mnóstwo pracy. Potwierdzają to sami dyrektorzy. – Wychowawstwo powinno być doceniane. To bardzo ważna rola, która sprawia, że nauczyciel staje się w pełni nauczycielem. To powinno być częścią doświadczenia nauczycielskiego, normalną i powszechną – wyjaśnia Marek Pleśniar, dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
Szkopuł w tym, że nauczyciele są w tym zakresie niedoceniani. Dodatek za wychowawstwo wynosi 300 zł i właśnie tyle większość samorządów wypłaca nauczycielom pełniącym tę funkcję, ponieważ zgodnie z ustawą jest to minimalna wysokość dodatku. W efekcie nauczyciele coraz mniej chętnie obejmują wychowawstwo w klasach, bo wiąże się ono z dużą liczbą obowiązków i dużą odpowiedzialnością, a gratyfikacja finansowa jest niewielka. Mimo to podejmują się tej funkcji, ponieważ każda klasa musi mieć wychowawcę, a dyrektorzy muszą tego dopilnować. […]
Przedstawiciele jednostek samorządu terytorialnego zdają się nie podzielać tego zdania. Zdaniem Grzegorza Cichego, przewodniczącego Unii Miasteczek Polskich, w małych miejscowościach dodatek za wychowawstwo jest w sam raz, bo bardzo często uczą w mało licznych klasach, mają bardzo dobre warunki lokalowe, a przysługuje im dodatek wiejski (w wysokości 10 proc. wynagrodzenia zasadniczego, jeśli szkoła jest zlokalizowana w miejscowości poniżej 5 tys. mieszkańców. […]
Z przytoczonych wyżej argumentów wynika, że nawet dodatki za wychowawstwo, które według obecnie obowiązujących przepisów są uchwalane przez rady gmin, miast i powiatów, są zależne od decyzji rządu. A konkretnie od wysokości środków, które w budżecie zostaną przeznaczone na potrzeby oświatowe, a zwłaszcza ich adekwatności do wydatków. Bo mimo zmiany systemu finansowania dochodów jednostek samorządu terytorialnego pieniędzy na oświatę jak brakowało, tak brakuje.
Obecnie najwyższa stawka, jaka z tego tytułu przysługuje nauczycielom, obowiązuje w Warszawie, gdzie wynosi 530 zł brutto. Tuż za nią plasuje się kilka miast z kwotą 500 zł, reszta gmin, miast na prawach powiatów i powiatów mieści się w przedziale 300-400 zł. I wszystko wskazuje na to, że szansy na poprawę tego stanu rzeczy nie ma.
Cały tekst „300 zł za wychowawstwo to za mało. Nauczyciele chcą nawet pięć razy więcej” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Czytającym ten tekst którzy nie są nauczycielami, polecam lekturę posta z fb-profilu „Protest z Wykrzyknikiem”
[…]
Za około 300 zł brutto miesięcznie, przy stawkach różniących się w zależności od samorządu, wychowawca bierze na siebie odpowiedzialność, której zakres nie jest jednolity oraz zależy od szkoły, dyrekcji i samego nauczyciela. Lista obowiązków, którą tworzę na podstawie własnych doświadczeń i rozmów z nauczycielami z różnych miejscowości, pokazuje skalę tej roli, choć i tak nie oddaje wszystkiego.
Wychowawca organizuje codzienne funkcjonowanie klasy: na początku roku drukuje plany lekcji, informuje o każdej zmianie, tłumaczy i porządkuje chaos, który w szkolnej rzeczywistości pojawia się częściej, niż chcielibyśmy przyznać. Przygotowuje i prowadzi zebrania klasowe rodziców, zgodnie z harmonogramem szkoły, dbając zarówno o treść, jak i o przebieg spotkań.
Zbiera zgody i rezygnacje dotyczące religii, etyki, dodatkowych języków i zajęć. Opracowuje plan godzin wychowawczych, uwzględniając kierunki polityki oświatowej, rekomendacje instytucji zewnętrznych oraz realne potrzeby uczniów.
Usprawiedliwia nieobecności w dzienniku elektronicznym, kontroluje frekwencję i reaguje na jej spadki. Zwalnia uczniów z lekcji na prośbę rodziców. Dokonuje pomiarów wzrostu uczniów do wysokości ławek. Współtworzy dokumentację IPET i WOPFU do orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego, organizuje zebrania zespołów uczących ucznia z udziałem rodziców minimum dwa razy w roku.
Bierze udział w komisjach wychowawczych, prowadzi rozmowy w sytuacjach trudnych, konfliktowych i wymagających decyzji. Dokonuje oceny zachowania uczniów, zbierając informacje od innych nauczycieli, czasem uwzględniając samoocenę ucznia lub ocenę koleżeńską. Wypełnia klasyfikację semestralną i roczną klasy.
Uczestniczy w pracach zespołu wychowawców, współtworzy jego plan i bierze udział w zebraniach. Pozostaje w stałym kontakcie z rodzicami, bezpośrednio, przez dziennik elektroniczny i telefonicznie.
Pisze opinie o uczniach dla poradni psychologiczno-pedagogicznych, kuratorów sądowych i innych instytucji, kontaktuje się z kuratorami. Odpowiada za integrację zespołu klasowego, inicjuje działania budujące relacje, reaguje na konflikty między uczniami i próbuje je rozwiązywać. Jest pierwszym kontaktem dla uczniów i rodziców w sytuacjach napięć z innym nauczycielem, często pełniąc rolę pośrednika. Uczestniczy w egzaminach klasyfikacyjnych i poprawkowych. Przygotowuje świadectwa.
Organizuje wyjścia klasowe i wycieczki, wraz z pełną dokumentacją: zgody, regulaminy, harmonogramy, listy uczestników, zaświadczenia o niekaralności dorosłych opiekunów. Bierze udział z klasą w dniach tematycznych i imprezach szkolnych.
Do tego dochodzi codzienność, której nie da się wpisać w żaden regulamin. Rozmowy z uczniami w przerwie, po lekcjach, czasem w drzwiach klasy. Wiadomości wysyłane wieczorem. Reagowanie na kryzysy, które pojawiają się nagle i wymagają natychmiastowej obecności. Bycie punktem odniesienia w świecie, który dla wielu dzieci bywa chaotyczny i nieprzewidywalny.
Na pewno nie wymieniłam wszystkiego.
[…]
Cały post – TUTAJ
Dzisiaj nie mogę nie podzielić się z Wami informacją o zamieszczonym wczoraj przez prof. Boguslaw Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog” tekście, w którym poinformował o zaskakującym wydarzeniu, które miało miejsce 8 sierpnia 2026 r. w Chocieszowie koło Polanicy-Zdroju, a którym była uroczystość nadania imienia tamtejszej Galerii Witraży. Jej twórcą i właścicielem jest pan Zbigniew Muziewicz, z którego inicjatyw nadano jej imię Janusza Moosa. Udostępniam ten tekst na OE nie tylko z powodu tej zaskakującej – z powodu dystansu jaki dzieli Łódź od Chocieszowa – ale także ze względu na zawarte tam tezy Profesora, na temat „czego potrzebuje polska szkoła”. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:
Nie podcinać skrzydeł nauczycielom. Lekcja Janusza Moosa
Są w oświacie ludzie, którzy pełnią funkcje, zarządzają placówkami, realizują kolejne programy i reformy. Są jednak także tacy, którzy tworzą wokół siebie przestrzeń wolności, dzięki której inni mogą przekraczać rutynę, próbować, eksperymentować, popełniać błędy, poprawiać własne rozwiązania i odkrywać w sobie nauczyciela-twórcę. Do tej drugiej, jakże nielicznej kategorii należy mgr inż. Janusz Moos – pedagog, innowator, animator ruchu postępu pedagogicznego, a przede wszystkim człowiek, który przez dziesięciolecia potrafił uskrzydlać innych.
Przez 27 lat kierował Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, doprowadzając wraz ze współpracownikami tę placówkę do standardów rozpoznawalnych nie tylko w Polsce. Nie był przy tym dyrektorem administrującym cudzymi pomysłami. Był liderem tworzącym warunki do rodzenia się pomysłów własnych – nauczycielskich, zespołowych, środowiskowych.
I właśnie ten aspekt jego działalności wydaje mi się dzisiaj szczególnie ważny. […]
To nie jest historia jednego dyrektora. To jest historia pewnego sposobu rozumienia nauczycielstwa. Dyrektor, który nie odbierał nauczycielom i ich uczniom skrzydeł, ale je im wręczał w postaci statuetki w ramach corocznego Podsumowania Ruchu Innowacyjnego.
W administracyjnie zarządzanej szkole dyrektor może stać się strażnikiem zgodności. Może jednak stać się także strażnikiem przestrzeni wolności. Janusz Moos należał do tych drugich. […]
Wolność bez kompetencji prowadzi do przypadkowości. Kompetencje bez wolności – do wykonawstwa. Dopiero połączenie jednego z drugim otwiera przestrzeń twórczości. […]
Są ludzie-instytucje, a Janusz Moos niewątpliwie do nich należy. Łączył rolę promotora reform, eksperta, edukatora, nauczyciela, doradcy, społecznika i organizatora środowiska. Przekraczał tradycyjny podział między teorią a praktyką, pokazując, że prawdziwa innowacja edukacyjna rodzi się właśnie na ich styku.
Nie wystarczy bowiem przeczytać teorię konstruktywistycznego uczenia się. Trzeba stworzyć nauczycielowi warunki, aby mógł ją przełożyć na działanie.
Nie wystarczy mówić o podmiotowości ucznia. Trzeba pozostawić podmiotowość także nauczycielowi. Nie sposób bowiem budować autonomii ucznia za pomocą zniewolonego nauczyciela.
Pamięć instytucjonalna i pamięć ludzi
Dlatego ze smutkiem trzeba odnotować, że po odejściu Janusza Moosa na emeryturę zmieniono nie tylko kierownictwo Centrum – co jest naturalne – lecz także jego logo, a z publicznej pamięci instytucji zniknęła znaczna część historii dokonań zespołu, który przez lata budował jej rangę. Usunięto wszystko, co wiązało się z sukcesami całego Zespołu psychologiczno-pedagogicznego i administracyjnego. Wystarczy zajrzeć na web-strone ŁCDNiKP, by zobaczyć, że jest to placówka bez historii, bez przeszłości, bez czyichkolwiek dokonań.
Instytucje mają oczywiście prawo się zmieniać. Nie powinny jednak zaczynać swojej historii od każdej kolejnej kadencji.
Usuwanie pamięci poprzedników jest jednym z bardziej niepokojących objawów polskiej kultury instytucjonalnej. Zmiana kierownictwa zbyt często oznacza zmianę narracji o przeszłości, jak gdyby sukces poprzedników pomniejszał znaczenie następców.
A przecież jest odwrotnie.
Dojrzała instytucja potrafi budować swoją tożsamość na ciągłości dokonań wielu pokoleń.
Dojrzała instytucja potrafi budować swoją tożsamość na ciągłości dokonań wielu pokoleń.
Tym większego znaczenia nabiera więc wydarzenie, które miało miejsce 17 sierpnia* 2026 roku w Chocieszowie koło Polanicy-Zdroju. Tamtejsza Galeria Witraży otrzymała imię Janusza Moosa – jako wyraz wdzięczności za jego wieloletnią służbę dzieciom, młodzieży, nauczycielom i przyszłym profesjonalistom, dla których innowacyjność oraz wolność pracy twórczej pozostają znakiem rozpoznawczym. Laudację wygłosił prof. Maciej Sysło.
Jakże symboliczne jest to miejsce.
Założyciel Galerii Zbigniew Muziewicz mówi o niej jako o przestrzeni, „w której sztuka spotyka się z naturą, talent z pasją, a piękno z ludzką wrażliwością”.
Czyż można znaleźć trafniejszą metaforę edukacji?
Talent potrzebuje pasji. Pasja potrzebuje wolności. Wolność potrzebuje odpowiedzialności. A wszystko to potrzebuje człowieka, który potrafi stworzyć przestrzeń spotkania.
Janusz Moos taką przestrzeń tworzył przez dziesięciolecia. Jestem wdzięczny Senatowi Uniwersytetu Łódzkiego za uhonorowanie Janusza Moosa w 2019 roku najwyższym wyróżnieniem dla Przyjaciół Uczelni – Medalem „Universitatis Lodziensis Amico”.
Uskrzydlający pasjonatów
Przed laty wspólnie z profesorami Iwoną Chrzanowską, Stanisławem Dylakiem, Beatą Jachimczak, Jackiem Pyżalskim i Sławomirem Wiakiem przyznaliśmy Januszowi Moosowi szczególny tytuł:
„USKRZYDLAJĄCY PASJONATÓW NAUKI I EDUKACJI”.
Nie był to kurtuazyjny gest. Była to próba nazwania fenomenu niezwykle rzadkiego w oświacie: człowieka, który sam będąc pasjonatem, nie monopolizuje przestrzeni dla własnej pasji, lecz otwiera ją dla innych.
Największym osiągnięciem lidera nie jest bowiem liczba wydanych zarządzeń.
Nie jest nią liczba projektów, certyfikatów ani konferencji. Jest nią liczba ludzi, którzy dzięki niemu uwierzyli, że mogą zrobić coś, czego wcześniej nie robili.
Janusz Moos potrafił odkrywać i „szlifować” ludzkie talenty, dostrzegać innych, doceniać ich i jednocześnie upominać się o wysoką jakość pedagogicznego działania. W kierowanej przez niego placówce przez lata rozwijano konkursy innowacji nauczycielskich, projekty wynalazcze, inicjatywy uczniowskie i przedsięwzięcia stymulujące nowatorstwo pedagogiczne.
Była to pedagogika sprawstwa, zanim słowo „sprawstwo” stało się modne. Była to kultura innowacji, zanim zaczęto produkować strategie innowacyjności. Była to szkoła wolności twórczej, zanim administracja edukacyjna nauczyła się posługiwać językiem kreatywności.
Najtrudniej być prorokiem we własnym domu
Można więc powtórzyć: najtrudniej być prorokiem we własnym domu.
Być może jeszcze trudniej jest zachować pamięć o tych, którzy pokazali, że inna edukacja jest możliwa nie dlatego, że ktoś ją zadekretuje, lecz dlatego, że ktoś odważy się ją tworzyć.
Janusz Moos należy do pedagogów, którzy swoją działalnością pokazali, że reforma edukacji nie rozpoczyna się w ministerialnym gabinecie. Rozpoczyna się w umyśle nauczyciela, w jego niezgodzie na rutynę, w pytaniu: czy można inaczej? w odwadze podjęcia próby, w spotkaniu z drugim nauczycielem, w pracy zespołowej, w szkole, która nie karze za wyobraźnię, i w liderze, który zamiast mówić ludziom, co mają robić, potrafi stworzyć warunki, żeby zechcieli zrobić coś więcej, niż się od nich wymaga.
Dlatego nadanie Galerii Witraży imienia Janusza Moosa ma wymiar znacznie szerszy niż uhonorowanie jednej wybitnej postaci łódzkiej oświaty. Jest przypomnieniem wartości, których polska szkoła potrzebuje dzisiaj szczególnie mocno:
wolności , myślenia, autonomii profesjonalnej, odwagi tworzenia, prawa do pedagogicznego eksperymentowania i przywództwa, które zamiast podcinać skrzydła – pomaga je rozwijać.
Szkoła bowiem pozbawiona nauczycieli-pasjonatów może jeszcze przez długi czas poprawnie funkcjonować. Może realizować programy, wypełniać dokumentację, zdawać sprawozdania, osiągać wskaźniki, tylko że coraz mniej będzie w niej tego, co stanowi o istocie edukacji: spotkania człowieka z człowiekiem, odkrywania możliwości, przekraczania tego, co zastane, i odwagi tworzenia świata, którego jeszcze nie ma.
Janusz Moos przez całe swoje zawodowe życie przypominał nam, że właśnie po to potrzebujemy wolnych nauczycieli. Życzę Drogiemu i Wybitnemu Pedagogowi dużo sił i zdrowia oraz satysfakcji z dokonań, które zostały zapisane w pamięci, doświadczeniu i ludzkich sercach.
Cały tekst „Nie podcinać skrzydeł nauczycielom. Lekcja Janusza Moosa” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
*Naprawdę uroczystość nadania Galerii Witraży imienia Janusza Moosa nie odbyła się 17 sierpnia, a 8 sierpnia. Oto źródło prawdziwej informacji:
ZOBACZ TUTAJ
P.s.
W najbliższą niedzielę zamieszczę kolejny refleksyjny esej, w którym nie tylko podzielę się informacją zdobytą od Janusza Moosa o tym jaka historia stoi za tym, że tworca witraży z Chocieszowa wiedział jakie zasługi, nie tylko dla łódzkiej oświat,y miał patron jego galerii. Ale przy okazji rozwinę także kilka tematów, poruszonych przez prof, Śliwerskiego… [W.K.]
Wczoraj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst Bogdana Bugdalskiego, informujący o kolejnej inicjatywie prawodawczej MEN i opinii o tym projekcie nauczycielskich związków zawodowych. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Wraca monitoring szkół. Nauczyciele obawiają się lawiny papierów i dodatkowej pracy
Projekt rozporządzenia MEN zmieniającego rozporządzenie w sprawie nadzoru pedagogicznego nie budzi zastrzeżeń środowiska oświatowego, co do sensowności nadzorowania pracy szkół i, co oczywiste, nauczycieli. Jego przedstawiciele obawiają się jednak, że bez dodatkowych unormowań wdrożenie nowych przepisów spowoduje zwiększenie biurokracji w szkołach.
Kończy się czas opiniowania projektu rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie nadzoru pedagogicznego, którego celem jest „dostosowanie nadzoru pedagogicznego do aktualnych potrzeb organów sprawujących nadzór pedagogiczny”.
Jak wskazano w uzasadnieniu do projektu, którego przepisy mają zacząć obowiązywać od 1 września, efekt ten ma być uzyskany poprzez:
-uzupełnienie obecnie obowiązujących form nadzoru pedagogicznego, czyli kontroli i wspomagania, o monitorowanie, a więc formę, która funkcjonowała do końca roku szkolnego 2020/2021;
-wprowadzenie możliwości podpisania protokołu kontroli przez kontrolującego i dyrektora szkoły lub placówki z użyciem podpisu elektronicznego, co przyspieszy postępowanie kontrolne;
-dodanie stanowiska głównego wizytatora do wykazu stanowisk w kuratoriach oświaty, których zajmowanie wymaga kwalifikacji pedagogicznych.
[…]
Projektowana regulacja ma to zmienić. Monitorowanie umożliwi systematyczne pozyskiwanie danych o funkcjonowaniu szkół i placówek, w tym o wypadkach i zdarzeniach nadzwyczajnych, co pozwoli sprawniej identyfikować i eliminować zagrożenia w prawidłowej realizacji zadań szkoły lub placówki. […]
I generalnie jest na to pełna zgoda środowiska oświatowego, reprezentowanego przez Krajową Sekcję Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”, Związek Nauczycielstwa Polskiego czy Wolny Związek Zawodowy „Forum – Oświata”. Żadna z tych organizacji nie kwestionuje potrzeby prowadzenia nadzoru pedagogicznego ani możliwości wykorzystywania monitorowania jako narzędzia diagnozowania szkół i placówek.
„Monitorowanie może być rozwiązaniem przydatnym, jeżeli będzie służyło rozpoznawaniu problemów, identyfikowaniu potrzeb szkół oraz wspieraniu jakości pracy dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej” – czytamy w opinii KNiO NSZZ „Solidarność” na ten temat. „Warunkiem akceptacji tego kierunku jest jednak takie ukształtowanie przepisów, aby monitorowanie nie stało się kolejnym narzędziem zwiększania biurokracji i obowiązków sprawozdawczych dyrektorów oraz nauczycieli”. – Obawiamy się też, że monitorowanie będzie służyło do rozliczania dyrektorów szkół z priorytetów, które ministerstwo przyjęło na ten rok szkolny, a więc z realizacji Kompasu Jutra, a nie do poprawy jakości pracy szkoły – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący KNiO NSZZ „Solidarność”. […]
Sprzeciw związkowców z „Solidarności” budzi też brak wskazania jednolitych narzędzi do monitorowania, co może prowadzić do sytuacji, że będzie się ono odbywało „od Sasa do lasa”
[…]
Podobne argumenty zostały przytoczone w opinii Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Monitorowanie pracy szkoły nie jest nową formą nadzoru, tylko powrotem do tego, co już było. Jako związek nie sprzeciwiamy się też poprawianiu form nadzoru pedagogicznego, ale zgłosiliśmy pewne uwagi do proponowanych regulacji po to, żeby nie skutkowały one nałożeniem dodatkowych obowiązków administracyjnych na nauczycieli – wyjaśnia Urszula Woźniak, wiceprezes ZNP. […]
„Definicja monitorowania ma charakter bardzo szeroki, obejmuje zarówno działalność dydaktyczną, wychowawczą, opiekuńczą, jak i informacje o wypadkach oraz innych zdarzeniach nadzwyczajnych. Tak ukształtowany zakres może prowadzić do rozszerzającej interpretacji uprawnień organów sprawujących nadzór pedagogiczny. Szczególne wątpliwości budzi projektowany obowiązek przekazywania informacji o wypadkach i innych zdarzeniach nadzwyczajnych” – czytamy w opinii ZNP. Poza tym, „dane te są już obecnie przekazywane organom prowadzącym oraz organom sprawującym nadzór pedagogiczny, na podstawie odrębnych przepisów„.
ZNP wskazał także, iż z uzasadnienia do projektu nie wynika, dlaczego istniejące rozwiązania są niewystarczające, natomiast z projektu, jakie nowe informacje mają być pozyskiwane. A to może prowadzić do dublowania obowiązków sprawozdawczych szkół. […]
Jak widać, generalnie związkowcy są w swych opiniach zgodni. Są też przekonani, iż jakkolwiek monitoring ma prowadzić kuratorium oświaty, to główne obowiązki z tym związane spadną na dyrektorów, a – co za tym idzie – na nauczycieli.
„Nie jesteśmy przeciwnikami monitorowania, ale wszystko zależy od tego, jak te przepisy będą stosowane i jaki ma być ich prawdziwy cel. Bo jeżeli to ma polegać wyłącznie na zobowiązaniu dyrektora szkoły, czyli także nauczycieli (bo tu działa mechanizm „poziom niżej”) do tworzenia kolejnej dokumentacji, to nie widzimy w tym większego sensu – mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”. Dlatego podkreśla, że wprowadzenie ww. zmian powinno być poprzedzone rozmowami MEN z kuratorami oświaty o konkretach, czyli na temat tego, jak to monitorowanie ma wyglądać i że ma ono służyć wspieraniu szkół, a nie kontrolowaniu ich.
– Zwłaszcza, iż obecnie to wspieranie przez nadzór pedagogiczny jest czysto teoretyczne. Jak patrzę na działania co poniektórych wizytatorów kuratoryjnych, to wszystko mógłbym o nich powiedzieć, tylko nie to, że są w stanie udzielić komukolwiek jakiegokolwiek wsparcia, w jakimkolwiek zakresie – stwierdza. […]
Cały tekst „Wraca monitoring szkół. Nauczyciele obawiają się lawiny papierów i dodatkowej pracy” – TUTAJ
Źródło:www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Wczoraj na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono bardzo aktualny w okresie przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego tekst Katarzyny Mazur, który powinni przeczytać zwłaszcza ci, którzy na co dzień nie śledzą wszystkich informacji o nieuchronnie nadchodzącym starcie reformy „Kompas Edukacji”:
Nauczyciele dostaną dodatkowy obowiązek.
Przez lata będą pracować w dwóch systemach
Kompas Jutra nie wejdzie we wrześniu do całej szkoły podstawowej. Nowe podstawy programowe obejmą uczniów klas I i IV, podczas gdy pozostałe roczniki będą kontynuowały naukę według dotychczasowych zasad. Przez kilka lat w jednym budynku będą więc działały dwa porządki programowe, a ten sam nauczyciel może przechodzić między nimi z lekcji na lekcję. Stopniowe wdrażanie reformy jest koniecznością. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy kulturę pracy całej szkoły da się zmieniać rocznikami. […]
Od 1 września 2026 roku nowa podstawa programowa zacznie obowiązywać w klasach I i IV szkoły podstawowej. W kolejnych latach będą do niej dołączać następne roczniki. Pierwszoklasista rozpocznie zatem edukację w Kompasie Jutra, ale uczniowie klas II i III pozostaną jeszcze w dotychczasowym systemie. Czwartoklasista będzie uczył się według nowych zasad, a jego kolega z klasy V – według starych.
Nie chodzi wyłącznie o inne podręczniki. Nowa podstawa została zbudowana wokół kompetencji fundamentalnych i przekrojowych, sprawczości, doświadczeń edukacyjnych oraz interdyscyplinarnych modułów. Zmieniają się również ramowe plany nauczania. […]
W praktyce jedna placówka będzie pracowała równolegle na dwóch zestawach programów, materiałów i planów. Nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej prowadzący pierwszą klasę zacznie realizować nową podstawę, ale szkolny zespół edukacji wczesnoszkolnej nadal będzie odpowiadał również za klasy II i III działające według starej.
Jeszcze wyraźniej dualność odczują nauczyciele przedmiotowi. Biolog lub geograf może w klasie IV prowadzić nową, łączącą kilka dyscyplin przyrodę, a godzinę później wejść do klasy V i wrócić do kształcenia podzielonego na biologię i geografię. Polonista czy matematyk również będzie musiał przygotowywać zajęcia według dwóch różnych podstaw.
To więcej niż zwykłe zróżnicowanie materiału między klasami. Reforma ma bowiem wprowadzać nową logikę uczenia: więcej praktyki, współpracy, rozwiązywania problemów i samodzielności ucznia. Jeżeli te założenia mają być czymś więcej niż opisem treści, nauczyciel powinien w jednej klasie pracować zgodnie z nowym modelem, choć za chwilę spotka się z rocznikiem formalnie jeszcze do niego nienależącym.
Prof. Roman Leppert, pedagog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, w rozmowie ze Strefą Edukacji zwraca uwagę, że łączenie tych logik może być trudne.
– Sytuacja, w której najpierw idę do klasy czwartej i pracuję zgodnie z założeniami reformy, a następnie prowadzę lekcję w klasie piątej, realizując starą podstawę i inny sposób nauczania, jest rzeczywiście bardzo trudna – mówi profesor.
Nie oznacza to, że nauczyciel ma obowiązek prowadzić w piątej klasie lekcję mniej nowocześnie. Stara podstawa nie zabrania pracy projektowej, doświadczeń, współpracy ani oddawania uczniom części odpowiedzialności.
Formalny podział dotyczy treści, programów i organizacji kształcenia, a nie nakazu stosowania dwóch przeciwstawnych metod. W praktyce jednak reforma jest przedstawiana jako zmiana sposobu uczenia. Stąd wątpliwość: jak nauczyciel ma tworzyć nową kulturę pracy tylko w wybranych rocznikach? […]
Możliwe są dwa kierunki. Nowe sposoby pracy mogą zacząć przenikać także do starszych klas, mimo że te nadal realizują starą podstawę. Wtedy formalnie szkoła pozostanie podzielona, ale jej kultura będzie zmieniała się szerzej, niż przewiduje harmonogram. Możliwy jest również wariant odwrotny: nauczyciel będzie prowadził wszystkie klasy w podobny sposób, a różnica ograniczy się do treści, podręczników i dokumentacji. W takim przypadku Kompas Jutra zostanie wdrożony rocznikami jako nowy program, lecz niekoniecznie jako nowy model szkoły.
Nie da się wprowadzić nowych podstaw jednocześnie we wszystkich klasach. Uczniowie rozpoczęli już określony cykl kształcenia, korzystają z konkretnych podręczników i przygotowują się do egzaminu opartego na znanych wymaganiach. Stopniowe wejście reformy chroni ciągłość ich nauki i daje czas na przygotowanie materiałów oraz kadr.
MEN wskazuje również, że rozłożenie zmian w czasie pozwoli monitorować ich efekty i wprowadzać korekty. Z tego punktu widzenia klasy I i IV mogłyby stać się pierwszym etapem, na którym szkoły sprawdzają nowe rozwiązania przed objęciem nimi kolejnych roczników.
Cały tekst „Nauczyciele dostaną dodatkowy obowiązek. Przez lata będą pracować w dwóch systemach” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Wczoraj na portalu „Edunews” zamieszczono tekst Danuty Sterny, w którym ta dobrze nam znana autorka setek porad dla nauczycielek i nauczycieli zawarła dla nich 10 wskazówek przed ich nieuchronnym powrotem do szkolnych obowiązków. Oto ten tekst be skrótów:
Dziesięć wskazówek na powrót do szkoły
Trudno w czasie wakacji myśleć o powrocie do szkoły. Lepiej cieszyć się odpoczynkiem i korzystać z urlopu. Solidna przerwa od ciężkiej pracy jest niezbędna z punktu widzenia zdrowia psychicznego, dlatego nie zalecam spędzania zbyt dużo czasu na rozmyślaniu o nadchodzącym roku szkolnym.
Jednak od czasu do czasu wraca myśl o szkole. W tym wpisie 10 wskazówek, o czym warto pomyśleć zawczasu.
Małe kroki
Można pomyśleć o tym, co warto zmienić. Ale nie powinny to być radykalne zmiany, bo one są trudne do utrzymania. Lepiej zaplanować małe stopniowe kroki i cieszyć się sukcesem z ich realizacji. Najlepiej jest zacząć od czegoś, co już daje pozytywne efekty i do tego dodać coś nowego.
Wspomnienie minionego roku
Wspomnienie roku szkolnego, który właśnie się skończył może być przywołać przyjemne wspomnienia, ale też trudne. Te trudne mogą wzmóc chęć niepowtarzania sytuacji trudnych. Jeśli chcemy dokonać zmiany, to powinniśmy wyobrazić sobie, jak może ona wyglądać. O trudnych sytuacjach nie warto myśleć stale, najlepiej wyznaczyć sobie czas, na przykład 15 minut na przemyślenia i potem przejść do cieszenia się odpoczynkiem.
Warto zacząć od zastanowienia się: Jak wygląda dla mnie udany rok szkolny? Zastanowić się nad tym jak równoważyć życie prywatne i zawodowe, co jest możliwe do zmiany.
Wytchnienie
Każdy potrzebuje chwili, która pozwoli mu utrzymać równowagę, może to być potrzeba krótkiego spaceru, wypicie kawy w samotności, rozmowy z przyjacielem itp. Jeśli się o taki czas nie zadba, to zmęczenie narasta. Jeśli uda się zidentyfikować na czym polegają te chwile wytchnienia, to można się zastanowić, jak o nie zadbać w nadchodzącym roku szkolnym.
Przed rozpoczęciem roku szkolnego, warto wyznaczyć jeden lub dwie takie chwile wytchnienia, i przemyśleć, jak je realizować w nadchodzącym roku szkolnym. Więcej może być trudne do utrzymania, dlatego najlepiej zacząć od małych konkretnych rzeczy.
Jeden cel
Często kończymy rok szkolny z listą postanowień na następny rok. Jeśli spróbujemy osiągnąć wszystko, to nam się to nie uda. Z tej listy warto wybrać tylko kilka najważniejszych.
Może to być na przykład oddawanie uczniom prac w terminie, zmiana systemu oceniania, znalezienie czasu na rozmowę z uczniami itp. Co z tego jest priorytetowe?
Przyjaciel nauczyciel
Nauczyciel jest często samotny w swojej pracy. Można to zmienić, poszukać kogoś, z kim można się dzielić przeżyciami, kto wysłucha, kto ma realistyczny punkt widzenia, bez tendencji do myślenia negatywnego. Warto się z taką osobą już teraz umówić i podzielić się niepokojami związanymi z pracą i przygotować do nowego roku szkolnego.
Zauważanie dobrych rzeczy
Nastawienie optymistyczne pomaga. Warto przypominać sobie o aspektach życia, które idą dobrze i być za nie wdzięcznymi. Można te aspekty, które idą dobrze zanotować, aby w chwili zwątpienia do nich sięgnąć. Takie notatki warto mieć stale przy sobie.
Można systematycznie do zapisów zaglądać, to dodaje energii.
Nie za dużo planowania
Kiedy nadchodzi sierpień, większość nauczycieli zaczyna odczuwać presję, by zacząć planować kolejny rok szkolny. Niektórzy planują lekcje na przyszłość.
Jest to kuszący pomysł, ale przeważnie nie sprawdza się, gdyż plany musza być realizowane na bieżąco. Nauczanie jest nieprzewidywalne, zarówno pod względem przerw w danym dniu, jak i dokładnego tempa postępów uczniów. Można zaplanować kilka pierwszych lekcji, ale nie cały cykl nauczania.
Nauczenie się imion uczniów
Jeśli przybywają nam nowi uczniowie i nowe klasy do nauczenia, to warto jest zaplanować zapamiętywanie imion uczniów. Dla wielu nauczycieli jest to trudne, szczególnie, gdy mają wielu nowych uczniów. Z drugiej strony jest to niezwykle korzystne, gdy zwracamy się do uczniów po imieniu. Można zaplanować sposób zapamiętywania imion, na przykład można poprosić uczniów (na pierwszych zajęciach szkolnych), aby zrobili wizytówki na ławkach lub można samemu zrobić zdjęcie klasy i dopisać na nich imiona uczniów. Chodzi o to, aby zaplanować najlepszy na to sposób.
Trudne sytuacje
Każdy z nauczycieli spotyka się z trudnymi sytuacjami. Może to być trudność z utrzymaniem dyscypliny, problemy z uczniem o specjalnych potrzebach, atakujący rodzic itp. Sierpień, to dobry czas, aby przemyśleć takie sytuacje i poczynić plany, jak sobie z nimi radzić. Może to być np. plan ustalenia znaku z uczniami na koncentrację na nauce, decyzja o losowaniu uczniów do ławek lub podjęcie próby organizowania wywiadówek trójstronnych. Można te propozycje przedyskutować z zaprzyjaźnionym nauczycielem, może on podpowie dobre rozwiązania.
Docenianie siebie samego/samej
Krytyka wobec siebie leży w ludzkiej naturze, a warto podchodzić do siebie samego z życzliwością. Dobrą zasada jest traktowanie siebie tak, jak traktowalibyśmy innych.
Wymaga to akceptacji błędów jako niezbędnego kroku na drodze do rozwoju. Bez próbowania nowych rzeczy i zachowania elastyczności, nie można stać się lepszym nauczycielem.
Warto wprowadzić wewnętrzny zwyczaj i codziennie odpowiadać sobie na pytanie:
Z czego jestem dziś zadowolona/y?
A teraz podsumowanie. Myśl o:
-szkole planując małe kroki zmiany,
-udanym przyszłym roku szkolnym,
-tym co daje Ci wytchnienie,
-jednym tylko celu,
-wsparciu ze strony innego nauczyciela,
-dobrych rzeczach, miej optymistyczne nastawienie,
-ograniczonej liczbie postanowień,
-sposobie na zapamiętywanie imion uczniów,
-tym jak radzić sobie w trudnych sytuacjach,
-docenianiu samego siebie.
Źródło: www.edunews.pl
Ci którzy znają mnie od dawna wiedzą, że temat samorządów młodzieży jest mi bliski nie tylko od dni, kiedy przeczytałem książkę Aleksandra Kamińskiego „Samorząd młodzieży jako metoda wychowawcza”
Dlatego nie mogę nie udostępnić, choć fragmentów, tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego na portalu „Strefa Edukacji” 31 lipca, z którego dowiadujemy się, że IBN opublikował poradnik „Sprawczość w szkole”:
Szkoła ma oddać uczniom część władzy. To ryzyko, które trzeba ponieść
Zbiórka ciast, poczta walentynkowa, szkolna dyskoteka i dekorowanie sali na uroczystość – samorządy uczniowskie często mają dużo zajęć, ale niewielki wpływ na życie szkoły. Autorzy poradnika IBE ostrzegają, że samorząd sterowany przez dyrektora lub opiekuna nie tylko nie uczy demokracji, lecz także może osłabiać zaufanie uczniów do instytucji i przekonanie, że ich głos ma znaczenie. […]
Sprawczość jest jednym z ważnych pojęć wprowadzanych do szkoły wraz z reformą Kompas Jutra. W poradniku „Sprawczość w szkole” Instytut Badań Edukacyjnych wyjaśnia, że oznacza ona podejmowanie autonomicznych działań, które mają pozytywny wpływ na siebie i otoczenie, oraz branie za nie odpowiedzialności. Samorząd uczniowski wydaje się więc naturalnym miejscem do jej rozwijania. Pod warunkiem, że uczniowie rzeczywiście mogą w nim o czymś decydować. […]
W praktyce samorząd bywa utożsamiany z jego przewodniczącym, zastępcą i kilkorgiem najbardziej aktywnych uczniów. Pozostali raz w roku biorą udział w wyborach, a później nie mają już większego kontaktu z działalnością swoich przedstawicieli.
Autorzy poradnika proponują, aby dyrektorzy i rady pedagogiczne sprawdzili, czy każdy uczeń może głosować i kandydować – niezależnie od średniej ocen, oceny zachowania oraz opinii nauczycieli. Pytają również, czy uczniowie znają regulamin samorządu, wiedzą, czym zajmują się jego władze, mogą poznać programy kandydatów i… samodzielnie wybrać opiekuna.
Samo przeprowadzenie wyborów nie wystarczy bowiem do stworzenia demokratycznego samorządu. Uczniowie muszą jeszcze wiedzieć, kogo i po co wybierają, mieć możliwość zgłaszania własnych pomysłów oraz rozliczania swoich przedstawicieli z ich realizacji.[…]
Zdaniem autorów samorząd powinien zajmować się problemami wynikającymi z codziennych doświadczeń młodych ludzi. Może konsultować organizację przestrzeni szkolnej, ofertę zajęć dodatkowych, zakup książek do biblioteki czy jedzenie podawane w stołówce. Uczniowie mogą również wypowiadać się na temat statutu, zasad oceniania, szkolnych uroczystości i sposobów rozwiązywania konfliktów.Nie każda decyzja musi oczywiście należeć do uczniów.
Autorzy poradnika rozróżniają informowanie, konsultowanie i współdecydowanie. Już rzetelna konsultacja może dawać poczucie wpływu, ale tylko wtedy, gdy głos młodych ludzi zostanie poważnie potraktowany. Jeżeli ich propozycja nie może zostać przyjęta, szkoła powinna wyjaśnić dlaczego. Ankieta, której wyników nikt nie analizuje, uczy przede wszystkim tego, że pytanie uczniów o zdanie jest formalnością.Autorzy zastrzegają przy tym, że pozorna samorządność zwykle nie wynika ze złej woli nauczycieli czy dyrekcji. Częściej jest skutkiem szkolnych przyzwyczajeń, utrwalonych tradycji, obawy przed oddaniem części kontroli albo braku pomysłu na inne rozwiązanie. […]
Prawdziwa samorządność wymaga też zgody na niedoskonałość. Uczniowie mogą początkowo pozostać bierni, podjąć nietrafioną decyzję albo zorganizować wydarzenie gorzej, niż zrobiliby to dorośli. Właśnie wtedy uczą się planowania, przewidywania konsekwencji, poprawiania błędów i odpowiedzialności za wspólną przestrzeń.
Autorzy poradnika zachęcają wręcz, aby w większym stopniu oddawać młodzieży prowadzenie wydarzeń, akademii i szkolnych kanałów informacyjnych – nawet kosztem obniżenia ich „jakości”. […]
Cały tekst „Szkoła ma oddać uczniom część władzy. To ryzyko, które trzeba ponieść” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Plik z tekstem powyższej publikacji – TUTAJ












