
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Na portalu „EDUNEWS” wypatrzyłem, zamieszczony przed kilkoma dniami tekst autorstwa Katarzyny Tomaszek – nauczycielki edukacji wczesnoszkolnej oraz przyrody w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Krzeptowie, zamieszczenie którego na „Obserwatorium Edukacji” uznałem za mój obowiązek:
ADHD w Twojej klasie – jak skutecznie wspierać dziecko w rozwoju?
Coraz częściej w szkolnych klasach spotykamy dzieci, które mają trudności z koncentracją uwagi, kontrolowaniem emocji, organizacją pracy czy przestrzeganiem ustalonych zasad. Często słyszą, że powinny bardziej się postarać, uspokoić lub po prostu skupić na zadaniu. Tymczasem w przypadku uczniów z ADHD nie zawsze jest to takie proste. Zachowania, które bywają odbierane jako niegrzeczność, brak wychowania czy lenistwo, mogą wynikać z trudności związanych z funkcjonowaniem układu nerwowego.
Podczas konferencji miałam okazję przybliżyć uczestnikom temat ADHD oraz pokazać, jak ważne jest zrozumienie potrzeb uczniów z tym zaburzeniem. W swoim wystąpieniu „ADHD w Twojej klasie – jak skutecznie wspierać dziecko w rozwoju?” omówiłam charakterystyczne objawy ADHD i to, jak mogą zmieniać się wraz z wiekiem dziecka. Zwróciłam uwagę na codzienne trudności, z jakimi uczniowie mierzą się w szkole, zarówno podczas lekcji, jak i w relacjach z rówieśnikami.
Szczególnie ważne było dla mnie podkreślenie, że za zachowaniem dziecka, które często uznajemy za trudne, może kryć się problem, z którym ono samo nie potrafi sobie poradzić.
Dużą część wystąpienia poświęciłam praktycznym sposobom pracy z uczniem z ADHD. Przedstawiłam proste ćwiczenia i rozwiązania, które nauczyciele mogą wykorzystać podczas codziennych zajęć, między innymi pracę z minutnikiem, dzielenie zadań na krótsze etapy, przerwy ruchowe czy ćwiczenia pomagające w kontrolowaniu impulsywnych reakcji. Nie zawsze potrzebujemy specjalistycznych pomocy czy całkowitej zmiany sposobu prowadzenia lekcji. Czasem wystarczy krótsze polecenie, dodatkowa chwila na wykonanie zadania albo możliwość ruchu, aby dziecku łatwiej było odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości. Poruszyłam również temat organizacji pracy i rozwijania samodzielności, ponieważ dla wielu uczniów z ADHD samo zaplanowanie kolejnych działań bywa większym wyzwaniem niż wykonanie zadania.
Ważnym tematem była także samoocena uczniów z ADHD. Dzieci te często słyszą, co zrobiły źle, czego nie dopilnowały i nad czym powinny jeszcze popracować. Znacznie rzadziej zwracamy uwagę na ich pomysłowość, kreatywność, zaangażowanie czy nawet drobne sukcesy. A przecież sposób, w jaki mówimy do dziecka i o dziecku, ma ogromny wpływ na to, jak zaczyna ono postrzegać samo siebie.
Nie zabrakło również tematu współpracy szkoły z rodzicami. Bez wzajemnego zrozumienia, rozmowy i wspólnie ustalonych zasad trudno o skuteczne wsparcie.
Zależało mi przede wszystkim na tym, aby pokazać, że dziecko z ADHD to nie tylko trudności, z którymi mierzymy się podczas lekcji. To młody człowiek, który ma swoje zainteresowania, mocne strony i potrzebę bycia zauważonym oraz docenionym. W codziennej pracy łatwo skupić się na tym, co przeszkadza w prowadzeniu zajęć, a znacznie trudniej dostrzec, dlaczego dziecko zachowuje się w określony sposób i czego w danym momencie potrzebuje.
Nie chodzi o to, aby za wszelką cenę dopasować dziecko do szkolnych schematów. Warto czasem zastanowić się, co my, jako nauczyciele, możemy zmienić w swoim podejściu, aby ułatwić mu codzienne funkcjonowanie. Bo nawet niewielkie zmiany mogą mieć dla dziecka naprawdę duże znaczenie.
Zapraszam do obejrzenia mojego wystąpienia na INSPIR@CJACH WCZESNOSZKOLNYCH 2026:
Plik na YouTube z nagraniem wystąpienia Katarzyny Tomaszek – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
Na portalu dziennika „Rzeczpospolita” został dzisiaj zamieszczony tekst informujący o tym, że do szkół trafia poradnik – także w cyfrowej wersji – zatytułowany „Hejt, radykalizacja i ekstremizm. O wpływie środowiska cyfrowego na postawy młodych ludzi”. Oto fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Jak uchronić młodzież przed przemocą i radykalizacją? Niepokojący rekord w sieci
Do szkół trafia poradnik, jak reagować, gdy w sieci pojawią się niebezpieczne treści. Tylko w tym miesiącu platforma Dyżurnet.pl otrzymała 3 tys. niebezpiecznych informacji skierowanych do młodzieży. – To rekord – mówi Radosław Nielek, dyrektor NASK.
Poradnik „został przygotowany przez Annę Borkowską, ekspertkę NASK. Jego cyfrowa wersja zostanie przekazana do wszystkich szkół. W placówkach pojawią się także plakaty promujące kampanię społeczną, której celem jest zwalczanie niebezpiecznych treści skierowanych do uczniów, które są obecne w sieci. Będzie je promował Związek Nauczycielstwa Polskiego.
[…]
– Bezpieczeństwo w sieci powinno być standardem. Celem kampanii skierowanej do nauczycieli jest reagowanie w sytuacjach kryzysowych – mówił w czwartek wicepremier Krzysztof Gawkowski, minister cyfryzacji. – Zanim coś się wydarzy w realu, należy reagować, gdy niepokojąca informacja pojawia się w sieci. Nauczyciele dostają do ręki narzędzie, które może im w tym pomóc – dodał. Poradnik został przygotowany wprawdzie przez NASK, ale jednocześnie organizowane są szkolenia dla nauczycieli z udziałem ekspertów ABW.
Gawkowski wskazał, że 93 proc. uczniów do 15. roku życia uważa, że hejt jest problemem społecznym, a 77 proc. spotkało się z hejtem w internecie.
Zaapelował do zgłaszania poprzez platformę Dyżurnet.pl niebezpiecznych treści. – Tylko w 2025 r. platforma otrzymała 10 tys. zgłoszeń, a w pierwszych 10 miesiącach tego roku było ich już 14 tys., czyli o 40 proc. więcej – podkreślał minister cyfryzacji. […] Martyna Różycka, kierowniczka Dyżurnet.pl, mówi, że zgłoszenia można składać poprzez formularz na stronie platformy, albo np. przez aplikację mObywatel. Najbardziej niepokojące zgłoszenia są przekazywane do Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, czyli do policji.
[…]
W ostatnich tygodniach do Dyżurnet.pl napływa zwiększona liczba zgłoszeń dotyczących profili typu „ship”, których celem jest łączenie młodych osób w pary. Równolegle – wskazują eksperci NASK, funkcjonują konta określane jako „spotted”, „szony” czy „babiarze”. […]
Cały tekst „Jak uchronić młodzież przed przemocą i radykalizacją? Niepokojący rekord w sieci” – TUTAJ
Źródło: www.rp.pl/edukacja/
Oto wyjątkowo długi tekst, jaki znalazłem na fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej:
W badaniu PISA w pewnej kategorii Polska zajęła ostatnie miejsce. Czy wiecie w jakiej?
Na XII Sympozjum Neurodydaktyki na UŚ w Katowicach Elżbieta Więcław, nauczyciela z Gliwic, mówiła o nastawieniu na rozwój i na trwanie.
W czasie wykładu zwróciła uwagę na to, co pokazują najnowsze wyniki badania Pisa. Polska zajęła w nim ostatnie miejsce w kategorii wsparcie ze strony nauczyciela.
Nasze dzieci nie czują tego wsparcia, nie mają też poczucia szkolnej wspólnoty.
Po wykładzie rozmawiałyśmy o tym, jak wyglądają reakcje na te wyniki. Nie chodzi tu o krytykowanie kogokolwiek, ale o zmianę. Są szkoły, które widząc ten brak, starają się zmienić podejście, nie kłaść ciągłego nacisku na testy i końcowe egzaminy (bo to wbrew pozorom nie motywuje do nauki), uwzględnić potrzeby dzieci, tworzyć szkolną wspólnotę, bo ta jest najlepszą ochroną przed przemocą.
Nasz polski model szkoły jest coraz bardziej sformalizowany i zbiurokratyzowany, coraz mniej w nim miejsca na potrzeby człowieka (dzieci i nauczycieli). Wielu dorosłych otwarcie deklaruje, że w szkole nie ma miejsca na dobrostan dzieci, bo życie to ciągła walka (to oczywiście subiektywna opinia, a nie fakt), więc trzeba je do tego przygotować. Skutki wszyscy widzimy.
Dlatego to takie ważne, jak zareagujemy na te dane. Czy będziemy się oburzać, że ktoś ośmiela się mówić, że w naszych szkołach coś nie działa, czy podejdziemy do danych z badania Pisa refleksyjnie i zadamy sobie pytania:
1.Czy to dobry stan rzeczy?
2.Czy chcemy, czy powinniśmy to zmieniać?
Co zrobić, żeby nasze dzieci dostawały od nauczycieli wsparcie, jakiego potrzebują?
Jeśli tego wsparcia w szkołach nie dostają, to tracą i dzieci i nauczyciele. Pierwsze jest oczywiste, drugie mniej. Warto zadać sobie pytanie, jak traktują nauczycieli uczniowie i ich rodzice, którzy są przekonaniu, że nauczyciel nie daje wsparcia, więc mają do niego ogromny żal.
Jako była nauczycielka rozumiem, że być może w rzeczywistości nauczyciele uczniów z całych sił wspierają, ale duża liczba sprawdzianów tworzy wrażenie, że wsparcia jest za mało, a kontroli i wymagań za dużo. Warto to zmienić! Uczniowie uczą się przecież na lekcjach, a nie w czasie sprawdzianu, im więcej w szkole testowania, tym mniej nauki. S wtedy uczyć trzeba się w domu i na korepetycjach. To punkt widzenia uczniów. Ale warto to zrobić również dla siebie. Jeśli nauczyciel będzie postrzegany jako życzliwa osoba, która daje dzieciom wsparcie i jest po ich stronie, to u rodziców nie będą odpalać się mechanizmy obronne. Przyjazne nastawienie, to lepsza atmosfera, lepsza jakość komunikacji i ogólnie łatwiejsze życie nauczycieli. Słyszę to w każdej szkole, w której pracuje się nad radiacjami i tworzy szkolną wspólnotę.
Jaka będzie reakcja na te wyniki badania Pisa? Oto jest pytanie!
Prawda jest taka, że szkołę mogą zmienić tylko nauczyciele i wielu już to robi. Jestem im za to bezgranicznie wdzięczna. Pytanie, co zrobić, żeby wszystkie szkoły zobaczyły problem. Bo nie uda się go rozwiązać, jeśli nie będziemy chcieli go dostrzec. A problem jest.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Wczoraj zamieszczono na portalu „Strefa Edukacji” obszerny tekst Katarzyny Mazur, informujący aktualnym stanie realizacji uchwały Sądu Najwyższego z dn. 26 lutego 2025 roku o prawie nauczycieli do wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych – w rozumieniu Kodeksu pracy. Oto fragmenty tego tekstu, ale zachęcam do przeczytania całego tekstu – w zakończeniu tego materiału załączam link:
Nauczyciele chcą, by liczono nie tylko lekcje. Czas na nowe zasady rozliczania pracy
Nauczyciele mają prawo do wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, co potwierdził Sąd Najwyższy. Problem polega na tym, że znaczna część ich obowiązków nie jest ewidencjonowana. Jak więc ustalić, kiedy kończy się zwykły czas pracy, a zaczynają nadgodziny? Poseł i nauczyciel Marcin Józefaciuk przekonuje, że bez zmiany zasad rozliczania czasu pracy pedagodzy nadal będą musieli dochodzić swoich praw przed sądami.
>Nauczyciel pracuje, ale godzin nie ma w dokumentacji
>Wycieczka szkolna pokazuje, jak skomplikowane są rozliczenia
>Czy nauczyciele powinni zapisywać, ile pracują?
>Karta Nauczyciela wymaga uporządkowania
Pierwsze odnoszą się do pensum, czyli obowiązkowego tygodniowego wymiaru zajęć dydaktycznych, wychowawczych lub opiekuńczych. W przypadku większości nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących wynosi ono 18 godzin. Jeżeli nauczyciel otrzymuje w planie 22 godziny zajęć, cztery z nich stanowią godziny ponadwymiarowe, za które przysługuje dodatkowe wynagrodzenie.
Nie oznacza to jednak, że nauczyciel pracuje tylko 18 czy 22 godziny tygodniowo. Zgodnie z art. 42 Karty Nauczyciela czas pracy osoby zatrudnionej w pełnym wymiarze zajęć nie może przekraczać 40 godzin tygodniowo. Obejmuje nie tylko lekcje, ale również przygotowywanie materiałów, sprawdzanie prac uczniów, prowadzenie dokumentacji, doskonalenie zawodowe oraz inne zadania statutowe szkoły. Dopiero przekroczenie ustawowej normy czasu pracy rodzi problem godzin nadliczbowych.
[…]
Przez lata problem stanowiło nie tylko dokumentowanie dodatkowej pracy, ale również ustalenie, czy do nauczycieli w ogóle można stosować kodeksowe przepisy o godzinach nadliczbowych. Przełom nastąpił 26 lutego 2025 roku. Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów podjął uchwałę o sygnaturze III PZP 3/24, stwierdzając, że praca nauczyciela przekraczająca normy określone w Karcie Nauczyciela jest pracą w godzinach nadliczbowych w rozumieniu Kodeksu pracy. Rozstrzygnięcie ma zasadnicze znaczenie. Potwierdza, że wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe nie zastępuje rekompensaty za pracę wykonywaną ponad ustawowy limit czasu pracy.
Samo orzeczenie nie rozwiązało jednak problemów organizacyjnych. Nadal trzeba ustalić, kiedy nauczyciel rzeczywiście przekracza normę i w jaki sposób udokumentować wykonywaną pracę. – Problem zaczyna się wtedy, gdy dostaje kolejne zadania: prowadzi projekty, pełni dodatkowe dyżury, uczestniczy w dniach otwartych, jedzie na wycieczkę. Uważam, że praca przekraczająca normę powinna być rozliczana jako nadliczbowa. Można dochodzić roszczeń, ale nauczyciel musi często występować przeciw swojemu pracodawcy. Nikt nie chce pozywać szkoły, w której na co dzień pracuje – zauważa Józefaciuk.
[…]
Karta Nauczyciela nakazuje rejestrowanie i rozliczanie zajęć prowadzonych bezpośrednio z uczniami lub na ich rzecz w dziennikach lekcyjnych albo dziennikach zajęć. Nie przewiduje jednak analogicznej, szczegółowej rejestracji wszystkich czynności wykonywanych w ramach pozostałych obowiązków.
O ile więc można łatwo ustalić, ile lekcji przeprowadził nauczyciel, znacznie trudniej określić, ile czasu poświęcił na przygotowanie projektu edukacyjnego, opracowanie dokumentacji czy zorganizowanie szkolnego wydarzenia.
Co istotne, na brak takich danych wskazywało również Ministerstwo Edukacji Narodowej. W sierpniu 2026 roku resort przyznał w odpowiedzi na interpelację poselską, że nie dysponuje informacjami pozwalającymi określić, ile czasu nauczyciele i dyrektorzy przeznaczają na prowadzenie dokumentacji. Oznacza to, że system, który wyznacza nauczycielowi maksymalny tygodniowy czas pracy, nie ma jednocześnie pełnej informacji o jego wykorzystaniu.
[…]
Szczególnie wyraźnie problem ujawnia się podczas szkolnych wycieczek. Nauczyciele sprawujący opiekę nad uczniami często rozpoczynają pracę wcześnie rano i kończą ją późnym wieczorem. Podczas wielodniowych wyjazdów odpowiadają za bezpieczeństwo podopiecznych nie tylko poza godzinami zaplanowanych zajęć, ale także w nocy. […] W przypadku wycieczek nakładają się na siebie dwa różne problemy. Pierwszy dotyczy wynagrodzenia za zaplanowane godziny ponadwymiarowe, których nauczyciel nie mógł zrealizować, wykonując inne obowiązki. Drugi – rekompensaty za faktyczną pracę wykraczającą poza ustawową normę czasu pracy.
Pierwszą z tych kwestii MEN próbowało rozwiązać nowelizacją Karty Nauczyciela obowiązującą od 1 stycznia 2026 roku. Obecnie nauczyciel zachowuje prawo do wynagrodzenia za niezrealizowane godziny ponadwymiarowe, jeżeli przyczyny niezrealizowania zajęć były od niego niezależne, a on pozostawał gotowy do pracy. Nie rozwiązuje to jednak kwestii wynagradzania za dodatkowe godziny przepracowane podczas wyjazdów.
[…]
Zdaniem przedstawicieli związków zawodowych problemy z rozliczaniem czasu pracy są częścią szerszego zjawiska – niespójności przepisów regulujących zatrudnienie nauczycieli. […] W ocenie związkowca kolejne fragmentaryczne nowelizacje nie rozwiązują problemów wynikających z konstrukcji całego systemu. Jego zdaniem Karta Nauczyciela wymaga gruntownego przemyślenia, ponieważ łączy regulacje dotyczące statusu zawodowego nauczycieli z rozwiązaniami właściwymi dla zbiorowego prawa pracy. […] Spór o nadgodziny dobrze pokazuje konsekwencje tej sytuacji. Karta Nauczyciela określa maksymalny czas pracy i szczegółowo reguluje wynagrodzenie za dodatkowe lekcje, ale nie tworzy kompletnego mechanizmu rozliczania pracy wykonywanej ponad 40 godzin tygodniowo, nawet jeśli jest ona łatwa do zauważenia. […] Tymczasem problem dotyczy nie tylko nauczycieli, ale również dyrektorów, którzy odpowiadają za organizację pracy w szkołach. Bez jasnych zasad trudno im ustalić, ile dodatkowych obowiązków można powierzyć pracownikowi i kiedy należy wypłacić wynagrodzenie za nadgodziny.
Cały tekst „Nauczyciele chcą, by liczono nie tylko lekcje. Czas na nowe zasady rozliczania pracy” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Postanowiłem zamieścić dzisiaj tekst, którego temat jest kontynuacją debaty panelowej, w której uczestniczyła ministra Barbara Nowacka – patrz poprzedni materiał na OE. Oto ten obszerny tekst (bez skrótów) autorstwa Witolda Kołodziejczyka, który zamieszczony został w niedzielę na portalu „EDUNEWS”:
Kiedy AI organizuje pracę, czego powinien uczyć się człowiek?
Jeżeli sztuczna inteligencja coraz sprawniej planuje i wykonuje zadania, edukacja musi uważniej przyglądać się temu, co w tej współpracy dzieje się z człowiekiem. Dotyczy to zarówno szkoły, jak i uczelni. Nowy tekst Ethana Mollicka skłania do ponownego namysłu nad partnerstwem Human+AI.
W opublikowanym 1 października 2026 roku artykule The Dot and the Swarm Ethan Mollick przyznaje, że pomylił się w jednej ze swoich wcześniejszych ocen. Przewidywał, że skuteczna współpraca zespołów agentów AI będzie wymagała starannie zaprojektowanych przez człowieka struktur zarządzania. Teraz dostrzega, że organizowanie pracy również staje się zadaniem, z którym AI potrafi sobie radzić.
To istotna korekta. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy przede wszystkim o umiejętności zadawania pytań. Później o delegowaniu zadań i zarządzaniu agentami. Dziś Mollick sugeruje, że nawet część tej organizacyjnej pracy może przejmować technologia.
Czy zatem człowiek będzie miał coraz mniej do zrobienia? W edukacji postawiłbym inne pytanie: jakie działania musi podejmować osoba ucząca się, aby współpraca z AI rzeczywiście służyła jej rozwojowi?
Pytanie to łączy nauczycieli szkolnych i akademickich, choć odpowiedzi wymagają uwzględnienia wieku, doświadczenia, posiadanej wiedzy oraz samodzielności uczniów i studentów. Wspólna troska o rozwój człowieka nie oznacza jednakowego sposobu prowadzenia zajęć.
Wykonane zadanie i rozwój człowieka
Wyobraźmy sobie ucznia, który przygotowuje projekt dotyczący ograniczenia zużycia wody w szkole, albo studenta opracowującego program edukacyjny. AI może pomóc rozpoznać problem, zaproponować cele, uporządkować działania i przygotować sposób oceny rezultatów. Powstaje spójny projekt, być może lepszy od tego, który osoba ucząca się przygotowałaby samodzielnie.
Jednak jako nauczyciel potrzebuję wiedzieć coś więcej. Czy uczeń lub student rozumie przyjęte założenia? Czy potrafi wyjaśnić, dlaczego wybrał określone rozwiązanie? Czy rozpoznaje jego ograniczenia? Czy zmieniłby plan, gdyby pojawiły się nowe informacje?
Sposób sprawdzania tego rozumienia powinien odpowiadać możliwościom osoby uczącej się. Zarówno uczeń, jak i student mogą wyjaśniać rozwiązania własnymi słowami, sprawdzać źródła i uzasadniać przyjęte metody. Zakres i trudność tych działań powinny zależeć od ich przygotowania oraz celu zajęć. W obu przypadkach chcemy zobaczyć własne myślenie.
Jakość produktu nie wystarcza do oceny jakości uczenia się. Możemy otrzymać bardzo dobry rezultat, a jednocześnie niewiele dowiedzieć się o rozwoju osoby, która go przedstawia.
Zadanie zostało wykonane. Pozostaje sprawdzić, czego nauczył się człowiek.
IALE wobec coraz samodzielniejszej AI
Czytam nowy tekst Mollicka jako wyzwanie dla modelu IALE. Partnerstwa poznawczego Human+AI nie można opierać na założeniu, że człowiek zawsze będzie musiał szczegółowo kierować każdym etapem pracy technologii. Takie założenie może szybko się zdezaktualizować.
Potrzebujemy wyraźniej określać, kiedy udział człowieka służy wykonaniu zadania, a kiedy jest konieczny ze względu na cel edukacyjny, relację z drugim człowiekiem lub odpowiedzialność za konsekwencje.
AI może zaproponować również cele, kryteria jakości i argumenty etyczne. Samo wygenerowanie tych propozycji nie oznacza jednak, że człowiek je rozumie, świadomie przyjmuje i jest gotowy odpowiadać za ich zastosowanie.
W tym widzę znaczenie suwerenności relacyjnej: zdolności do korzystania ze wsparcia AI przy zachowaniu możliwości zakwestionowania jej propozycji, zmiany kierunku i podjęcia własnej decyzji.
Rozwijanie tej zdolności jest zadaniem zarówno szkoły, jak i uczelni. Nauczyciel musi przy tym rozpoznać, kiedy osoba ucząca się potrzebuje wskazówki, wspólnej analizy lub demonstracji, a kiedy można pozostawić jej większą samodzielność. Nie wystarczy udostępnić narzędzia i oczekiwać, że umiejętność odpowiedzialnego korzystania z niego powstanie sama.
Cztery filary jako pytania o uczenie się
Nowy artykuł zachęca mnie do odczytania filarów IALE poprzez konkretne pytania. Można wykorzystywać je w szkole i na uczelni, dostosowując język oraz stopień trudności do osób uczących się.
– Architektura wiedzy: czy potrafię połączyć otrzymane informacje, sprawdzić ich podstawy i wyjaśnić własnymi słowami, co z nich wynika?
– Hybrydowa kreatywność: czy współpraca z AI pomaga mi rozwijać pomysły i dostrzegać nowe możliwości? Jaki jest mój udział w wyborze i przekształcaniu propozycji?
– Odporność i suwerenność relacyjna: czy umiem zatrzymać proces, odmówić przyjęcia odpowiedzi i rozpoznać sytuację, w której wygoda zaczyna zastępować mój osąd?
– Odpowiedzialność etyczna: czy potrafię uzasadnić działanie wobec osób, których ono dotyczy, oraz przewidzieć i rozważyć jego konsekwencje?
Te pytania pozwalają oceniać partnerstwo także wtedy, gdy technologia przejmuje coraz większą część wykonania.
Trzy kompetencje wymagające naszego udziału
Moja dzisiejsza propozycja lektury na początek tygodnia pochodzi z bloga „OK. NAUCZANIE” i jest kolejnym odcinkiem praktycznych porad Danuty Sterny, do których inspiracje czepie z lektur, najczęściej amerykańskich, autorów:
Zaskoczyć uczniów
Rys. Danuta Sterna
Jak zaskoczyć uczniów i obudzić ich ciekawość? Czasem wystarczy nieoczekiwane pytanie, zagadka, błąd do odkrycia lub odrobina ruchu. Poznaj sześć prostych sposobów, które pomagają zaangażować uczniów, pobudzają ich do myślenia i sprawiają, że nauka staje się bardziej aktywna, angażująca i bliższa codziennemu doświadczeniu.
Zadanie zaskakującego pytania, ujawnienie tajemnicy, polecenie znalezienia błędu w rozumowaniu, zarządzenie krótkiej przerwy lub zaproponowanie zabawy – takie działania mogą pomóc uczniom skupić się na nauce.
1.Zagadka
Zamiast wprowadzać nowe zagadnienie i mówić uczniom, czego się za chwilę nauczą, można przedstawić im zagadkę. Można również zachęcić uczniów do wyrażenia opinii na dany temat, zadając im na przykład następujące pytania:
– Dlaczego doszło do upadku powstania?
– Dlaczego skała wietrzeje i od czego zależy tempo tego procesu?
– Która z przedstawionych figur ma najmniejsze pole?
– Czy mrówki śpią?
– Jakie zwierzę wydaje ten dźwięk?
2.Nieoczekiwane pytanie
Warto zadawać pytania, które pobudzają uczniów do myślenia i skłaniają ich do spojrzenia na problem z innej perspektywy.
Na przykład:
– Gdybyś musiał przetrwać zimę bez płaszcza, domu i ogrzewania, czego byś potrzebował?
– Gdybyś żył w czasie wojny, czy zaangażowałbyś się w działalność konspiracyjną?
– Gdzie powinni spotkać się trzej koledzy mieszkający w różnych domach, aby każdy z nich miał do pokonania taką samą odległość?
– Co by się stało, gdyby grawitacja zniknęła?
– Czego mógłbyś użyć do zmierzenia czegoś, gdybyś nie miał linijki?
Pytanie nie musi być błyskotliwe. Wystarczy, że skłoni uczniów do zatrzymania się i spojrzenia na znany temat z nieoczekiwanej perspektywy. Zmiana sposobu myślenia pomaga im lepiej zrozumieć omawiane zagadnienie i nawiązać z nim głębszą relację.
3.Uczeń detektyw
Ta metoda polega na powierzaniu uczniom zadań wymagających samodzielnego poszukiwania informacji i rozwiązywania problemów, zamiast podawania im gotowych odpowiedzi.
Na przykład:
– Znajdźcie błąd w rozumowaniu!
– Skróćcie tekst do 10 zdań.
-Wykreślcie z tekstu zbędne informacje, czyli tak zwane „chwasty”.
– Znajdźcie w tekście przyczyny danego zjawiska.
Kiedy uczniowie samodzielnie odkrywają informacje, łatwiej im je zrozumieć, powiązać z posiadaną wiedzą i zapamiętać.
4.Ruch
Ruch nie musi być przerwą w nauce – może stać się integralną częścią procesu uczenia się. Można na przykład:
– Przedstawiać ruchem procesy zachodzące w przyrodzie, takie jak obieg wody lub działanie układu pokarmowego.
– Odgrywać scenki przedstawiające wydarzenia historyczne lub sytuacje opisane w tekście.
– Tworzyć i prezentować historyczną oś czasu.
– Budować modele ilustrujące przebieg reakcji chemicznych.
Kiedy uczniowie wykorzystują swoje ciała do przedstawiania różnych idei, abstrakcyjne pojęcia stają się bardziej konkretne i łatwiejsze do zrozumienia. Zaangażowanie różnych zmysłów może również wspierać zapamiętywanie nowych informacji.
5.Zdziwienie
Można przedstawić uczniom zaskakujący scenariusz lub problem bezpośrednio związany z omawianym zagadnieniem.
Na przykład:
– Czy żyrafa zmieściłaby się w drzwiach naszej klasy?
– Co zabrałbyś ze sobą, gdybyś jutro musiał opuścić dom i mógł zabrać tylko pięć rzeczy?
– Czy muzyka przeszkadza w nauce?
Chodzi o to, by wzbudzić ciekawość uczniów, zachęcić ich do zaangażowania i sprawić, aby nauka była przyjemna, a zarazem wartościowa.
6.Pytania kluczowe
W ocenianiu kształtującym ważną rolę odgrywają tak zwane pytania kluczowe. Ich celem jest rozbudzanie ciekawości uczniów i motywowanie ich do poszukiwania odpowiedzi. Dobrze sprawdzają się pytania odnoszące się do codziennych doświadczeń i otaczającej rzeczywistości.
Przykładem może być pytanie: „W jaki sposób panele słoneczne, które widzicie na pobliskich budynkach, wytwarzają energię elektryczną?”
Może się wówczas okazać, że udzielenie odpowiedzi wymaga zdobycia nowych informacji. Nauczyciel może przedstawić uczniom cztery możliwe odpowiedzi i poprosić ich o wybranie tej, którą uważają za prawidłową. Następnie uczniowie przechodzą do jednego z czterech rogów sali, w zależności od dokonanego wyboru, i wspólnie omawiają oraz uzasadniają swoje stanowisko.
Takie działanie pozwala uczniom skonfrontować własne pomysły z opiniami innych, argumentować i pogłębiać rozumienie omawianego zagadnienia.
Inspiracja artykułem Donna Paul
Źródło: www.oknauczanie.pl
x x x
A na deser proponuję tekst z tego samego źródła:
9 pomysłów na radzenie sobie z odmową ucznia – TUTAJ
Oto co wyłowiłem na dzisiaj podczas moich ostatnich połowów internetowych: To tekst, zamieszczony w środę na fb-profilu Artura Szymanka, występującego na fejsbuku pod szyldem „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:
Czasami mam wrażenie, że ten świat naprawdę zwariował.
Ostatnio dowiedziałem się o skardze rodzica na nauczyciela wychowania fizycznego. Powód był tak absurdalny, że początkowo trudno mi było uwierzyć, że ktoś potraktował sprawę poważnie. Otóż nauczyciel dał uczniom do gry w siatkówkę zbyt twardą piłkę.
Pracuję w szkole prawie trzydzieści lat i wydawało mi się, że słyszałem już niemal wszystko. A jednak okazuje się, że rodzice nadal potrafią mnie zaskoczyć.
Najbardziej interesuje mnie jednak to, co wydarzyło się w domu tego dziecka. Wyobrażam sobie, że wróciło ze szkoły i podczas rozmowy z rodzicem wspomniało, że na WF-ie piłka była za twarda. Być może bolały je ręce podczas odbijania. I teraz chciałbym wiedzieć, w którym momencie taka zwyczajna informacja staje się dla dorosłego człowieka powodem do składania skargi na nauczyciela.
Gdzie w tym wszystkim podział się zwykły zdrowy rozsądek?
Jestem ojcem trojga dzieci i przez lata słyszałem od nich najróżniejsze historie ze szkoły. O trudnych sprawdzianach, wymagających nauczycielach, niesprawiedliwych ich zdaniem ocenach czy sytuacjach, które im się zwyczajnie nie podobały. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że każda taka opowieść wymaga mojej interwencji. Najpierw trzeba przecież ustalić, co właściwie się wydarzyło, a później zastanowić się, czy w ogóle istnieje jakiś problem.
Mam wrażenie, że część rodziców zupełnie straciła tę umiejętność. Przyjmują każdą relację dziecka jako wystarczającą podstawę do pretensji wobec szkoły. Nie próbują nawet zastanowić się, czy ich reakcja jest adekwatna do sytuacji. Dziecko jest niezadowolone, więc nauczyciel musiał zrobić coś niewłaściwego.
Zastanawiam się również, czego taki rodzic właściwie oczekuje od szkoły. Że nauczyciel wychowania fizycznego będzie przed każdą lekcją konsultował z rodzicami twardość piłek? Że jeżeli uczeń uzna ćwiczenie za zbyt wymagające, to należy natychmiast z niego zrezygnować? A może najlepiej ograniczyć wychowanie fizyczne do spacerów, chociaż i tutaj pewnie znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzało zbyt szybkie tempo.
Najgorsze jest jednak to, że takie zachowanie rodziców ma swoje konsekwencje. Dziecko otrzymuje bardzo wyraźny sygnał, że nawet w najbardziej błahych sprawach nie musi sobie radzić samodzielnie, ponieważ zawsze może liczyć na interwencję mamy lub taty. Trudno później oczekiwać od niego samodzielności, odporności na niepowodzenia czy umiejętności radzenia sobie z trudnościami.
Od lat słyszę, że nauczyciele powinni lepiej rozumieć potrzeby uczniów, bardziej indywidualizować nauczanie, wykazywać się większą empatią i cierpliwością. Zgoda, ale może wreszcie warto zacząć mówić również o oczekiwaniach wobec rodziców? O ich odpowiedzialności za wychowanie dzieci, o konieczności uczenia ich samodzielności i o zwykłej umiejętności oceny sytuacji.
Bo naprawdę trudno mówić o partnerskiej współpracy szkoły z domem, kiedy nauczyciel musi tłumaczyć się z tego, że na lekcji siatkówki uczniowie grali piłką, która jednemu z nich wydała się zbyt twarda.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że zanim zaczniemy po raz kolejny reformować szkołę i pouczać nauczycieli, jak powinni pracować, należałoby poważnie porozmawiać o postawach części współczesnych rodziców.
Bo szkoła nie jest w stanie nauczyć dziecka samodzielności, jeżeli w domu każda najmniejsza niedogodność urasta do rangi problemu wymagającego interwencji dorosłych.
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story
Wierzę, że redaktorzy portalu Prawo.pl nie pozwą mnie do sądu za zamieszczenie całego tekstu, informującego o wynikach kontroli, jaką na początku tego roku szkolnego przeprowadziła Państwowa Inspekcja Pracy. Ale nie tylko czynię to podając źródło, ale odsyłam linkiem do oryginału na Wasz portal:
Niewiele nieprawidłowości w szkołach po kontrolach sanepidu
[…]
Państwowa Inspekcja Sanitarna (PIS) w ramach działalności w obszarze higieny dzieci i młodzieży na bieżąco kontroluje prawidłowość warunków i odpowiedniej organizacji pracy ucznia w szkole. PIS nadzoruje 18 614 szkół na terenie całego kraju, a w związku z przygotowaniami do nowego roku szkolnego oceną objęto 5359 z nich, co stanowi 28,8 proc. placówek (w roku szkolnym 2025/2026 skontrolowano 23,1 proc. z nich).
– Tegoroczne wyniki kontroli pokazują, że zdecydowana większość szkół została odpowiednio przygotowana do roku szkolnego 2026/2027. Dane wskazują nie tylko na dobry stan infrastruktury i zaplecza sanitarnego, ale także na rosnącą dostępność opieki zdrowotnej, miejsc do przechowywania podręczników oraz rozwiązań poprawiających komfort codziennego funkcjonowania uczniów. Dzięki przeprowadzonym w czasie wakacji pracom i modernizacjom nowy rok szkolny rozpoczął się w warunkach sprzyjających nauce, bezpieczeństwu i zdrowiu dzieci oraz młodzieży – podsumowała Inspekcja w opublikowanym komunikacie.
Jeśli chodzi o warunki panujące w salach lekcyjnych, kontrole wykazały, że niemal wszystkie ocenione szkoły zapewniają właściwą wentylację. Równie dobrze wygląda sytuacja w zakresie obsługi systemów wentylacyjnych i klimatyzacyjnych. Duże znaczenie dla zdrowia uczniów ma także odpowiednie oświetlenie.
Pomimo braku regulacji prawnych określających minimalną powierzchnię sali lekcyjnej przypadającą na jednego ucznia, organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej prowadzą działania monitorujące w tym zakresie.
Jak informuje Inspekcja przed rozpoczęciem roku szkolnego 2026/2027:
>w 68,4 proc. skontrolowanych szkół wszystkie sale lekcyjne zapewnią 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia (w ubiegłym roku szkolnym było to 69,4 proc.);
>w 19,9 proc. skontrolowanych szkół ponad 50 proc. wszystkich sal lekcyjnych zapewni 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia (18,4 proc. w ubiegłym roku szkolnym);
>w 5,7 proc. skontrolowanych szkół 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia zapewni 25-50 proc. wszystkich sal lekcyjnych (ok. 5,4 proc. w ubiegłym roku szkolnym);
>w 6 proc. skontrolowanych szkół – 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia zapewni do 25 proc. wszystkich sal lekcyjnych (ok. 6,8 proc. w ubiegłym roku szkolnym).
>Kontrole wykazały również bardzo dobry stan infrastruktury higieniczno-sanitarnej. Wymagania spełnia blisko 98 proc. ocenionych szkół.
Obowiązkiem szkoły jest zapewnienie uczniom w czasie długotrwałego pobytu w szkole spożycia gorącego posiłku. W bieżącym roku szkolnym w 4564 szkołach (85,2 proc. wszystkich szkół poddanych ocenie) jest prowadzone dożywiane dzieci i młodzieży (w roku szkolnym 2025/2026 – 87,3 proc.). Drugie śniadanie jest zapewniane w 380 szkołach, jednodaniowy obiad ze stołówki szkolnej zapewniają 652 szkoły, a dwudaniowy – 1547 szkół. Natomiast catering zapewnia łącznie 1903 szkół (jednodaniowy zapewniony w 901 szkołach, dwudaniowy zapewniony w 1002 szkołach. 4017 szkół zapewnia uczniom dostęp do wody pitnej poprzez różne formy jej udostępniania (poidełka, woda w dzbankach, dystrybutor z wodą).
PIS informuje, że gabinety profilaktyki zdrowotnej lub pomocy przedlekarskiej będą dostępne w 78,6 proc. kontrolowanych szkół. W większości przypadków działają one bezpośrednio na terenie placówek, natomiast część szkół korzysta ze wspólnych gabinetów obsługujących kilka jednostek. W 4214 szkołach jest zapewniony gabinet profilaktyki zdrowotnej i pomocy przedlekarskiej. Systematycznie poprawia się również dostęp do opieki stomatologicznej. W 3310 szkołach, co stanowi 61,8 proc. szkół poddanych ocenie uczniowie mogą korzystać z opieki stomatologicznej (w gabinecie stomatologicznym w szkole, poza terenem placówki czy też w dentobusie).
Inspekcja zwraca dużą uwagę na ograniczanie ciężaru noszonych przez uczniów plecaków. Szkoły mają obowiązek zapewnić miejsca do przechowywania podręczników i pomocy naukowych. W roku szkolnym 2026/2027 takie rozwiązanie będzie dostępne w 99 proc. skontrolowanych szkół, a dodatkowo 52,9 proc. skontrolowanych szkół zapewni uczniom indywidualne szafki, 32,5 proc. zapewni uczniom szafy w salach lekcyjnych, a 19,1 proc. szkół zapewni inne miejsca na przechowywanie podręczników i przyborów szkolnych, przykładowo parapety.\
Państwowa Inspekcja Sanitarna informuje, że zdecydowana większość szkół dysponuje własnym zapleczem sportowym. W aktualnym roku szkolnym zajęcia z wychowania fizycznego prowadzone będą na terenie szkoły w sali gimnastycznej (w 4242 szkołach), w sali rekreacyjno-zastępczej (w 1891 szkołach), na boisku szkolnym (w 4373 szkołach), na korytarzu szkolnym – w 251 szkołach, a także w innych miejscach, na siłowni czy sali fitness (w 1195 szkołach).
W 1744 szkołach uczniowie w ramach zajęć z wychowania fizycznego będą korzystali dodatkowo z obiektów poza placówką. Natomiast w 152 szkołach zajęcia z wychowania fizycznego prowadzone będą wyłącznie poza placówką z uwagi na brak własnej infrastruktury. W 82 szkołach spośród skontrolowanych placówek funkcjonują pływalnie.
Źródło: www.prawo.pl/szkoly-i-uczelnie/
Postanowiłem kontynuować wątek problemu, o którym było w materiale, zamieszczonym 12 października na OE: „Czyżby było to zlekceważone przez organizatora i innych uczestników spotkanie?” Dlatego dziś udostępniam tekst, który wypatrzyłem wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole””
Mimo pozytywnych opinii na temat przebiegu spotkania kierownictwa MEN z organizacjami zrzeszającymi nauczycieli i pracowników oświaty, związkowcy mają poczucie, że wiele rzeczy nie zostało poruszonych i że nie wszystkie sygnalizowane rozwiązania zostaną skutecznie wprowadzone w życie.
Z aprobatą spotkały się zapowiedzi dotyczące:
– rozszerzenia uprawnień dyrektorów szkół i placówek oświatowych w zakresie zapobiegania zagrożeniom, np. poprzez umożliwienie im przeszukiwania plecaków uczniów;
– wzmocnienia kontroli dostępu do budynków oraz zwiększenie bezpieczeństwa podczas zajęć poprzez wdrożenie szybkiej łączności z policją i służbami ratowniczymi, a także wprowadzenia procedur i ćwiczeń na wypadek ataku wewnętrznego;
– zwiększenia odpowiedzialności dzieci i ich rodziców za to, co dzieci robią.
Jednocześnie jednak wywołały wiele obaw dotyczących stosowania tych zmian w praktyce. Bo to – jak zauważają przedstawiciele organizacji pracowniczych nauczycieli – były tylko słowa, które teraz mają zostać przekute w konkretne rozwiązania. I tu zaczynają się schody, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach.
Pani minister mówiła, że zwiększy kompetencje dyrektora i nauczycieli tak, żeby mogli oni przeszukać plecak ucznia, gdy uznają, że istnieje taka potrzeba, ale jednocześnie wskazała, że taka możliwość ma być uregulowana w statutach szkolnych – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”. – Tymczasem praktyka pokazuje, że takie regulacje, jeśli nie mają oparcia w ustawie, jest stosunkowo łatwo obalić, co już obecnie nagminnie robią np. łowcy ze Stowarzyszenia Umarłych Statutów.
Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”, wskazuje, że to właśnie w tym tkwi zasadnicza rozbieżność między przedstawicielami związków zawodowych a resortem edukacji. – Kluczem do wzmocnienia pozycji nauczyciela i dyrektora w szkole jest wpisanie konkretnych rozwiązań do ustawy. Tylko to da nam narzędzia do przeszukiwania rzeczy uczniów, odbierania im niebezpiecznych przedmiotów i egzekwowania ich obowiązków – podkreśla.
Wskazuje przy tym na kolejny problem, którego rozwiązanie nie zostało nawet zasygnalizowane, a mianowicie, co dyrektor czy nauczyciel mają zrobić w sytuacji, gdy w wyniku takiego przeszukania odbiorą dziecku nóż czy inny przedmiot niebezpieczny – powiadomić służby, czy tylko pogrozić uczniowi palcem.
Wątpliwości związkowców budzi także brak procedur postępowania z agresywnym uczniem, które znajdowałyby oparcie w przepisach ustawowych. – Nauczyciel obezwładniający agresywnego ucznia nie może się zastanawiać, czy będzie miał sprawę w prokuraturze, czy tylko u rzecznika dyscyplinarnego.
Kolejne postulaty związkowców, wskazujące na konieczność wprowadzenia rzeczywistych kar dla uczniów za działania, które mogą zagrażać ich zdrowiu lub życiu innych osób, lub być dla nich niebezpieczne.
– W takich sytuacjach uczeń powinien być odsunięty od środowiska, w którym funkcjonuje. Sankcja musi być dotkliwa. Musimy skończyć wreszcie z tym opowiadaniem o dobrostanie. Nie da się pogodzić z jednej strony dobrostanu, a z drugiej strony odbudować tak autorytetu szkoły i nauczyciela, aby ci, którzy są uczestnikami tego życia, w pełni przyjęli zasady – twierdzi Krzysztof Wojciechowski.
Związkowcy zwracają też uwagę na środki finansowe, które państwo musi zarezerwować na wzmocnienie bezpieczeństwa szkół, w celu np. zakupu dodatkowych urządzeń alarmowych, zapewniających szybkie powiadamianie służb ratunkowych o powstaniu zagrożenia, bramek czy urządzeń do wykrywania metalu, a nawet zatrudnienie firm ochroniarskich bądź dodatkowych pracowników do ochrony. Jeśli bowiem związkowcy są zgodni co do konieczności wyposażenia nauczycieli i dyrektorów w dodatkowe kompetencje do kontrolowania uczniów, to nie ma ich zgody na to, by był to dla nich dodatkowy obowiązek.
Zdaniem Sławomira Broniarza, prezesaZNP, bezpieczeństwo powinno być zapewniane przez niezależne służby lub rozwiązania techniczne, a nie stawać się częścią obowiązków pedagogów. – To ochrona, a nie nauczyciele, powinna dbać o bezpieczeństwo placówki, tak by kadra pedagogiczna mogła skupić się na swoich głównych zadaniach edukacyjnych – stwierdza. Zaznacza przy tym, że jeżeli szkoła czy konkretny samorząd mogą pozwolić sobie np. na bramkę wejściową, to powinni ją kupić.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
P.s.
Już po zredagowaniu tego tekstu, zacząłem mieć wątpliwości czy to aby na pewno jest tekst stworzony przez osoby piszące na fanpage „Nie dla chaosu w szkole”. I w wyniku mojego internetowego śledztwa odkryłem prawdę:
Są to fragmenty zaczerpnięte z „Portalu dla Edukacji”, gdzie 21 października pojawił się tekst Bogdana Bugdalskiego, zatytułowany „Nowe uprawnienia nauczycieli. Związkowcy ostrzegają przed luką w przepisach”. Możecie zapoznać się z nim – TUTAJ
Oto krótki lecz treściwy post, zamieszczony w miniony wtorek na fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej:
Uczniowie narzekają na nauczycieli, nauczyciele na uczniów i ich rodziców, rodzice spędzają z dziećmi długie godziny, ucząc je w domu, albo wydają krocie na korepetycje. Z systemowych szkół ucieka dziś, kto może: uczniowie i nauczyciele. Spośród tych ostatnich połowa marzy o zmianie pracy.
? A może nie są winne dzieci, które nie chcą uczyć się przez siedzenie i słuchanie, może winni nie są również nauczyciele, którzy robią pierdylion klasówek, ani rodzice, którzy po pracy chcieliby odpocząć i mieć czas na normalne, rodzinne życie? Może winę za tę katastrofę ponosi system edukacji?
Opresyjny system oparty na ciągłej, wyniszczającej wszystkich rywalizacji, system, który chce, żeby wyniki były ważniejsze od człowieka, od małego człowieka? Można się dalej nawzajem oskarżać, obrzucać oskarżeniami, ale nietrudno dostrzec, że w tym coraz bardziej sformalizowanym, zbiurokratyzowany i odczłowieczonym systemie coraz większa grupa dzieci traci nie tylko chęć do nauki, wiarę w siebie, ale również wiarę w sens swojej pracy.
Ten system konsekwentnie wszystkich niszczy, bo ciągła presja jest niszcząca. Warto zatem zadać sobie pytanie, dla kogo obecny model szkoły jest dobry? Komu służy?
Filmik z wypowiedzią dr Marzeny Żylińskiej (2’52”) – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska?locale=pl_PL












