Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Wczoraj prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu „Pedagog” bardzo ważny tekst, w którym podzielił się z informacją, jaka napłynęła do niego od Janusza Moosa – twórcy i długoletniego dyrektora Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Oto ten tekst bez skrótów. Pogrubienia i podkreślenia fragmentów – WK. Poniższe zdjęcie zamieściłem z materiału  „Janusz Moos: 80 lat życia, w tym: 53 – w zawodzie, 46 – w doskonaleniu nauczycieli”, którego jestem autorem , a zamieszczony został z okazji 80. urodzin Janusza Moosa 10 lipca 2019 roku:

 

 

 Foto: screen z obrazu wideo

 

                                                                Mgr inż. Janusz Moos w swoim gabinecie  

 

 

Polityka wymazywania historii placówki oświatowej

 

Będący już na emeryturze były dyrektor Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w Łodzi pan mgr. inż. Janusz Moos przekazał mi informacje o aktualnej sytuacji tej placówki w odniesieniu do wcześniejszej jego działalności.  Przeczytajmy najpierw, na co zwraca uwagę jeden z najwybitniejszych przedstawicieli kadr kierowniczych w polskiej oświacie, kiedy obserwuje już z daleka, by zastanowić się nad procesami marnotrawstwa kapitału oświatowego w edukacji.

 

Zapewne opinia b. dyrektora została napisana na podstawie informacji udostępnionych w portalu ŁCDNiKP i w wyniku spotkań czy rozmów z także byłymi lub być może jeszcze zatrudnionymi jej pracownikami. Spójrzmy na to w kategorii case study:

 

W ciągu ostatnich dwóch i pół roku z Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego odeszło 45 pracowników. Obecnie odczuwalny jest brak konsultantów, doradców metodycznych, specjalistów oraz nauczycieli kształcenia praktycznego dla wielu obszarów edukacyjnych i przedmiotów występujących w planach kształcenia.

 

Zlikwidowano doroczne Podsumowania Ruchu Innowacyjnego w Edukacji, Nauczycielski Zespół Postępu Pedagogicznego, zespoły nauczycieli innowatorów oraz inne zespoły nauczycielskie, które pod kierunkiem konsultantów i doradców metodycznych pracowały nad rozwiązywaniem problemów związanych z wytwarzaniem wiedzy przez uczących się oraz wdrażaniem do praktyki szkolnej innowacji organizacyjnych i metodycznych.

 

Zlikwidowano również Studium Aktywności Dzieci i Nauczycieli oraz znacząco ograniczono działalność ukierunkowaną na prezentowanie nowych modeli edukacyjnych poprzez lekcje modelowe. Lekcje te odgrywały bardzo ważną rolę w praktyce edukacyjnej, ponieważ były ukierunkowane na aktywność uczniów oraz wytwarzanie wiedzy przez uczących się pod kierunkiem nauczycieli – architektów procesu edukacyjnego.

 

Zlikwidowano Akademię Młodych Twórców, której absolwenci zajmują obecnie odpowiedzialne stanowiska w firmach informatycznych, na uczelniach wyższych oraz w innych instytucjach życia społecznego i gospodarczego.

 

Zlikwidowano również Akademię Twórczego Dyrektora Szkoły oraz Akademię Wicedyrektora Szkoły.

 

Usunięto setki materiałów dydaktycznych wytworzonych przez pracowników Centrum, w tym książki publikowane w ramach serii „Przemiany w edukacji zawodowej w kontekście relacji szkoła–rynek pracy”, materiały kształcenia modułowego dla zawodów występujących w szkolnictwie zawodowym i policealnym, zeszyty metodyczne, katalogi innowacji pedagogicznych oraz liczne opracowania dotyczące wdrażania do praktyki szkolnej rozwiązań stymulujących aktywność uczniów, rozwój umiejętności poznawczych i praktycznych oraz samodzielne konstruowanie wiedzy.

 

Zlikwidowano również kilkaset plakatów i materiałów dokumentujących osiągnięcia Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, w tym certyfikaty potwierdzające zdobycie pierwszych  miejsc w kategorii średnich przedsiębiorstw w ogólnopolskich konkursach „Lider Zarządzania Zasobami Ludzkimi’. 

 

Zlikwidowano plakaty informujące o udziale Centrum w ważnych przedsięwzięciach edukacyjnych o zasięgu krajowym. Zlikwidowano także plakaty eksponowane wewnątrz i na zewnątrz budynku, informujące o wieloletniej współpracy z przedsiębiorstwami i instytucjami wdrażającymi nowe technologie do praktyki edukacyjnej.

 

Zlikwidowano system  zarządzania jakością ISO,   który przez wiele lat był wysoko oceniany podczas audytów.  Zlikwidowano Radę Programową instytucji.

 

Zlikwidowano procesy służące prezentowaniu dorobku edukacyjnego konsultantów i doradców metodycznych poprzez regularne sesje plenarne, podczas których wszystkie ośrodki i pracownie przedstawiały efekty swojej działalności.

 

Zlikwidowano wiele pracowni edukacyjnych i różnych ośrodków funkcjonujących w strukturze Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, między innymi Obserwatorium Rynku Pracy dla Edukacji oraz inne jednostki odnoszące sukcesy we wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań edukacyjnych.

 

Ograniczono działalność związaną z kształtowaniem umiejętności planowania kariery edukacyjnej i zawodowej uczniów. Zlikwidowano udział studia telewizyjnego Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w organizowaniu procesu doradztwa zawodowego, mimo że wcześniej stanowiło ono ważne i skuteczne narzędzie wspierania młodzieży w wyborze dalszych kierunków kształcenia i rozwoju zawodowego.

 

Zlikwidowano liczne konkursy umiejętnościowe oraz przykłady rozwiązań konkursowych wykorzystywane w procesie kształcenia. Ograniczono również współpracę z przedsiębiorstwami, która przez wiele lat służyła wdrażaniu nowych technologii do praktyki szkolnej.

 

Systematycznie eliminowane są wartości organizacyjne i rozwiązania, które przez lata stanowiły o dorobku Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego. W wielu obszarach edukacyjnych likwidowany jest dotychczasowy model pracy wypracowany przez pokolenia pracowników tej instytucji. KONIEC.

 

 

Zajrzałem na web-stronę tego Centrum * i … doświadczyłem poznawczego dysonansu. Nie mnie jest oceniać, weryfikować to, o czym pisze J. Moos, który jest dla mnie wiarygodnym nauczycielem-nauczycieli, menedżerem oświaty publicznej. To z nim współpracowały największe firmy globalne na świecie, m.in. Siemens, Microsoft. 

 

Nie chodzi o to, że powołana nowa kadra kierownicza zmieniła logo tej placówki, ale także strukturę strony internetowej. Jeszcze tak niedawno można było – mimo tych zmian – znaleźć katalog zatytułowany „Archiwum” a w nim np. czasopismo wydawane przez J. Moosa wraz z zespołem znakomitych współpracowników.

 

Nie ma już nie tylko historii tej placówki, ale także danych archiwalnych o jej działalności w ub. latach, dokonaniach, osiągnięciach, laurach i wyróżnieniach. To nie jest tylko lokalna historia jednej placówki, lecz przykład szerszego zjawiska: administracyjnego zarządzania pamięcią edukacji finansowanej ze środków samorządu łódzkiego!

 

W samorządowej polityce oświatowej coraz częściej ujawnia się mechanizm znany z polityki państwowej a podporządkowanej interesom partii władzy: każda nowa władza nie tylko zmienia kierunek działania instytucji, lecz także przejmuje prawo do interpretowania jej przeszłości. Najprostszym sposobem tej interpretacji jest milczenie — usunięcie archiwum, wygaszenie nazw, zamknięcie dokumentacji, zatarcie śladów nagród, publikacji, zespołów, seminariów, laboratoriów praktyki, spotkań z twórcami alternatyw edukacyjnych. W ten sposób nie trzeba polemizować z dorobkiem poprzedników, bo można sprawić, że przestaje on być publicznie dostępny.

 

To jest szczególnie bolesne w przypadku takiej placówki jak ŁCDNiKP, ponieważ jej statutowa konstrukcja nie sprowadzała jej do roli usługowego organizatora szkoleń. Statut przewidywał ośrodki, pracownie, Obserwatorium Rynku Pracy dla Edukacji, Zespół Wydawniczy, zespoły problemowo-zadaniowe, Radę Programową, system jakości i wielowymiarową współpracę ze szkołami, uczelniami, przedsiębiorstwami oraz innymi podmiotami. Była to więc instytucja pamięci, projektowania i wdrażania zmiany, a nie tylko kalendarz wydarzeń edukacyjnych.

 

Najbardziej poruszające jest to, że wraz z archiwum znika nie tylko „dokumentacja”, ale ślad pracy konkretnych ludzi: nauczycieli, doradców, metodyków, dyrektorów szkół, twórców innowacji, partnerów społecznych. A przecież edukacja rozwija się nie przez same strategie i hasła, lecz przez ciągłość doświadczenia, rozpoznanie dorobku poprzedników i uczciwe pytanie, co z tego dziedzictwa warto kontynuować, a co zmienić.

 

To, co było wspólnym kapitałem i dumą środowiska łódzkiej oświaty, zostało potraktowane jak własność administracyjnej zmiany. Tam zaś, gdzie usuwa się pamięć instytucji, tam nie zaczyna się nowa jakość, lecz zanika możliwość odpowiedzialnego porównania.

 

Polityka wymazywania historii placówki samorządu łódzkiego jest polityką wygodną dla każdej nowej władzy, ale niszczącą dla edukacji. Szkoła, nauczyciele i instytucje wspierające oświatę nie rozwijają się od zarządzenia do zarządzenia, od dyrektora do dyrektora, od ministra do ministra. Rozwijają się przez pamięć, kontynuację, krytyczne dziedziczenie i zdolność uczenia się z własnej historii. Tam, gdzie usuwa się archiwum, nie tworzy się przyszłości. Tworzy się jedynie teraźniejszość bez świadków.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/

 

 

*Więcej autopromocyjnych tekstów znajduje się na fanpafe LCDNiKP  –  TUTAJ

 

 

x           x           x

 

Korzystając z tego, że zamieściłem powyższy tekst prof. Śliwerskiego, udostępniam plik zawierający zestawienie wszystkich tekstów, jakie na temat sytuacji w LCDNiKP po odejściu z funkcji dyrektora Janusza Moosa:

 

Czytaj dalej »



Na portalu „Edunews” zamieszczono w poniedziałek 8 czerwca artykuł promujący bardzo wartościową wspólną inicjatywę  Centrum Nauki Kopernik i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego o nazwie „Strefy Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności” (SOWA). Uznałem, że należy je promować także  na „Obserwatorium Edukacji”:

 

 

Aktywności wsparciem dla nauczyciela

 

Wielu nauczycieli zadaje sobie pytanie, jak przekazać swoim uczniom teorię zamkniętą w podręczniku w formie realnego, rozbudzającego ciekawość doświadczenia w ciągu lekcyjnych zaledwie 45-minut. Jak sprawić, by młody człowiek nie tylko odważył się na  samodzielne eksperymentowanie i odkrywanie nauki w życiu codziennym, ale by w ogóle zechciał doświadczać świata w sposób bezpośredni i angażujący? Dla wielu edukatorów w ciągu kilku ostatnich lat odpowiedzią stały się Strefy Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności (w skrócie SOWA). To właśnie tam wraz ze swoimi podopiecznymi przekonują się, że nauka nie polega na gotowych odpowiedziach, lecz na procesie odkrywania i ciągłego udoskonalania.

 

 

Strefy SOWA tworzone od 2021 roku przez Centrum Nauki Kopernik i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego we współpracy z lokalnymi instytucjami w całej Polsce stały się miejscami, w których za sprawą nowoczesnych, interaktywnych eksponatów nauka przestaje być teorią zamkniętą w podręczniku czy Internecie, a staje się realnym doświadczeniem, rozbudzającym ciekawość. W Polsce działa już 50 Stref SOWA. Mieszczą się one w mniejszych miejscowościach, dzięki czemu nauka oparta na eksperymentowaniu, testowaniu i badaniu staje się dostępna dla mieszkańców miejsc oddalonych od dużych centrów nauki. Co warto zaznaczyć Strefy SOWA nie są miejscami wyłącznie dla dzieci. Eksponaty są uniwersalne – zaprojektowane tak, aby angażować użytkowników w różnym wieku i zachęcać do samodzielnego poznawania i zgłębiania różnych zjawisk, bez odgórnie wyznaczonej ścieżki zwiedzania, za to w swoim tempie, kierując się własną ciekawością. Każdemu stwarzają okazję do treningu ważnych w życiu umiejętności: wyobraźni przestrzennej, kojarzenia faktów i abstrakcyjnego myślenia. Ponadto Strefy SOWA są wyposażone w Majsternię – przestrzeń do podejmowania wyzwań konstruktorskich.

 

 

Celem Stref SOWA jest wzmacnianie kapitału naukowego lokalnej młodzieży oraz pomoc jej w rozwijaniu poczucia sprawczości i budowaniu kompetencji XXI w. Czynią to także poprzez organizację wydarzeń promujących naukę, realizację autorskich projektów, wspieranie działań edukacyjnych w szkołach ze swoich regionów. Spotkania z edukatorami i oryginalnymi eksponatami, udowadniają, że nauka zachwyca, budzi ciekawość, wciąga i bawi. Uczniowie odwiedzający Strefy SOWA wraz z nauczycielami potrafią spędzić w nich długie godziny, całkowicie pochłonięci eksploracją. Dzieci i młodzież z entuzjazmem tworzą własne animacje poklatkowe, badają ruch kroczącej sprężyny czy testują refleks. Nauczyciele szukają inspiracji i podejmują wyzwania logiczne w Majsterni. Od kilku miesięcy w Strefach pojawiają się nowe stacje badawcze i stanowiska doświadczalne – Przetestuj pamięć, Rysowanie z opóźnieniem, Śmigiełko, Złap mnie, jeśli potrafisz, Łoże Fakira oraz Spacer z funkcją, których działanie wymaga jeszcze większego zaangażowania odbiorcy.

 

Tylko w ubiegłym roku Strefy SOWA w całej Polsce odwiedziło ponad 290 tys. osób. Cześć z nich stanowili nauczyciele. Liczba gości wciąż rośnie, a rozwój sieci SOWA pokazuje, że równie ważne jak nowe technologie są doświadczenie i możliwość samodzielnego odkrywania praw rządzących światem.

 

 

 

Źródło: www.edunews.pl



Dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” znalazłem tekst Barbary Wesołej, informujący o interpelacji poselskiej czterech posłanek z  Klubu KO, skierowanej 11 maja do MEN, oraz odpowiedzi z dn. 3 czerwca, której w imieniu MEN udzieliła wiceministra Paulina Piechna-Więckiewicz. Oto fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji. Ja wzbogaciłem te fragmenty o linki do oryginałów interpelacji i odpowiedzi ministra:

 

 

Szkoła bije na alarm, ministerstwo nie widzi problemu

 

[…]

 

Do Ministerstwa Edukacji Narodowej trafiła  interpelacja w sprawie systemowych barier w organizacji staży uczniowskich i praktycznej nauki zawodu w szkolnictwie zawodowym.  Posłanki zwróciły uwagę, że skuteczność kształcenia zawodowego zależy nie tylko od programów nauczania, ale też od realnej możliwości zdobywania doświadczenia u pracodawców, w instytucjach publicznych, laboratoriach, zakładach pracy czy spółkach komunalnych.

W interpelacji wskazano, że szkoły prowadzące kształcenie zawodowe mogą napotykać coraz poważniejsze trudności w organizacji staży. Problem ma dotyczyć szczególnie kierunków specjalistycznych, w których liczba potencjalnych miejsc stażowych jest ograniczona, a wymagania formalne, organizacyjne i dotyczące bezpieczeństwa są wyższe niż w zawodach o szerokiej bazie pracodawców.

 

Jeżeli szkoła posiada projekt, środki, uczniów i program kształcenia, ale nie jest w stanie znaleźć wystarczającej liczby podmiotów gotowych do przyjęcia młodzieży na staże, oznacza to istnienie luki pomiędzy założeniami systemu edukacji zawodowej a praktycznymi możliwościami jego realizacji – napisano w interpelacji.

[…]

 

W odpowiedzi na interpelację  Ministerstwo Edukacji Narodowej przekazało,  że nie otrzymuje sygnałów dotyczących takich problemów szkół zawodowych. – Ministerstwo Edukacji Narodowej nie otrzymuje sygnałów, które dotyczyłyby problemów szkół zawodowych prowadzących kształcenie zawodowe w organizacji praktycznej nauki zawodu czy staży uczniowskich w projektach współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej – przekazała Paulina Piechna-Więckiewicz, podsekretarz stanu w MEN.

 

Interpelacja została oparta na konkretnym przypadku szkoły, która miała projekt i uczniów, ale napotkała trudności w znalezieniu miejsc stażowych, jednak resort nie wskazał, aby prowadził odrębne analizy pokazujące skalę podobnych problemów w kraju.

Doświadczenia uczniów w całym kraju jest jednak na to bezsprzecznym dowodem.

 

Problem miejsc na praktyki dotyczy już kandydatów do branżowych szkół oraz do techników. Uczniowie kończą szkołę podstawową, czekają jeszcze na wyniki egzaminu ósmoklasisty, a rodziny już słyszą, że na wybranym kierunku trzeba jak najszybciej znaleźć zakład pracy i podpisać umowę o praktyczną naukę zawodu.

 

W praktyce oznacza to, że o miejscu w zawodzie może decydować nie tylko wynik rekrutacji, ale także dostępność pracodawcy. Rodzice zwracają uwagę, że w części branż miejsc jest mniej niż chętnych, a zakłady współpracujące ze szkołami bywają zajęte już w maju albo nawet wcześniej. To szczególnie trudne dla uczniów, którzy dopiero wybierają szkołę i nie mają jeszcze pewności, czy zostaną przyjęci.

 

W mediach społecznościowych rodzice opisują sytuacje, w których uczniowie odwiedzają kolejne zakłady, ale słyszą odmowy. Powody są różne: część firm w ogóle nie przyjmuje uczniów, część ma już komplet, a część nie chce brać odpowiedzialności za osobę niepełnoletnią.

[…]

 

Rodzice zwracają też uwagę na konkurencję między uczniami różnych typów szkół. W tych samych zakładach praktyki mogą odbywać uczniowie szkół branżowych i techników, a liczba miejsc jest ograniczona. W efekcie nie dla wszystkich wystarcza pracodawców. – Zauważyłam, że brakuje miejsc dla uczniów szkół branżowych w tym samym zawodzie, ale to uczeń technikum zajmuje miejsce i trzeba szukać dalej. Nie starcza miejsc dla wszystkich dzieci – komentuje jedna z matek.

 

Warto tu przypomnieć, że w technikum uczniowie odbywają praktyki zawodowe w wymiarze co najmniej 280 godzin w ciągu 5 lat nauki, choć konkretna liczba godzin zależy od kierunku. Natomiast w szkole branżowej I stopnia praktyczna nauka zawodu jest mocniej wpisana w codzienność ucznia, bo zajęcia praktyczne odbywają się zwykle przez 2–3 dni w tygodniu przez cały trzyletni cykl kształcenia.

 

W komentarzach rodziców powtarza się obawa, że uczeń będzie musiał zrezygnować z wymarzonego kierunku nie dlatego, że zabraknie mu punktów, ale dlatego, że nie znajdzie praktyk.  Szkoła dała nam ofertę do dwóch zakładów pracy, ale już w maju nie było tam miejscapisze rodzic. – U nas trzeba było załatwiać praktyki przed rekrutacją, żeby w ogóle dopuścili do rekrutacji. Trudniej dostać się do branżówki niż do technikum przez tokomentuje kolejna osoba.

 

Ten wątek dobrze pokazuje lukę, o której mowa w interpelacji. System zachęca uczniów do wyboru kształcenia zawodowego, ale w części branż i miejscowości realna dostępność praktyk nie nadąża za ofertą szkół.

 

 

Cały tekst: „Szkoła bije na alarm, ministerstwo nie widzi problemu”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

 

 

 



Na Portalu CEO zamieszczono tekst adresowany do dyrektorów szkół, który jest zachętą i ofertą uczestniczenia w wakacyjnym szkoleniu im dedykowanym. Oto ten tekst:

 

 

 

O przywództwie, relacjach i roli dyrekcji we współczesnej edukacji

 

Szkoła wygląda dziś inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Dyrektor nie tylko zajmuje się organizacją pracy i dokumentami, lecz także coraz więcej czasu poświęca ludziom. Czyli rozmowom z nauczycielami, spotkaniom z rodzicami, rozwiązywaniu napięć i szukaniu kierunku dla całej społeczności. W praktyce oznacza to codzienne decyzje, które rzadko mają jakiś oczywisty scenariusz.

 

Dyrektor mierzy się z sytuacjami, w których trzeba reagować szybko i uważnie. W jednej klasie pojawia się konflikt, w innej – nauczyciel potrzebuje wsparcia, a rodzic przychodzi z konkretnymi oczekiwaniami wobec szkoły. Każda z tych okoliczności wymaga rozmowy i znalezienia rozwiązania akceptowalnego przez różne strony. Doświadczenie administracyjne to za mało. Liczy się sposób prowadzenia rozmowy i gotowość do szukania wyjścia – nawet jeśli nie jest ono oczywiste.

 

Czy zdarzyło Ci się, że jedna rozmowa z rodzicem zmieniła bieg całego tygodnia pracy?

 

Partnerstwo, które naprawdę działa

 

W wielu szkołach kontakt z rodzicami kończy się na zebraniach i suchym przekazywaniu informacji. Ale tam, gdzie współpraca wygląda inaczej, zmienia się codzienne funkcjonowanie szkoły. Rodzice chętnie włączają się w organizację wydarzeń, asystują w działaniach wychowawczych, dzielą się swoimi umiejętnościami. W jednej szkole aktywnie organizują pikniki szkolne, w innej – prowadzą warsztaty albo angażują się w aktywności fundacji, które wspierają placówkę.

 

Taka współpraca nie pojawia się sama. Wymaga decyzji dyrektora, żeby otworzyć szkołę na obecność rodziców i potraktować ich jak partnerów. Oznacza to także zgodę na to, że nie wszystko da się zaplanować z góry, i że pojawią się różne (odmienne) pomysły, które trzeba będzie wspólnie omówić.

 

Szkoła jako miejsce spotkań

 

Coraz częściej szkoła przestaje być instytucją zamkniętą. Staje się miejscem, w którym spotykają się uczniowie, rodzice i mieszkańcy okolicy. Pojawiają się wydarzenia, inicjatywy i działania, które wykraczają poza lekcje. Dla uczniów to namacalne doświadczenie – widzą, że mogą mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nich.

Natomiast z perspektywy dyrektora oznacza to dodatkowe wyzwania. Trzeba znaleźć sposób na zagospodarowanie zaangażowania rodziców, na wsparcie nauczycieli pracujących z różnorodnymi klasami i na zadbanie o to, żeby wszystkie działania były spójne. Wiele rozwiązań powstaje w praktyce, często metodą prób i błędów.

 

Rozmowa z innymi (dyrektorami/dyrektorkami) robi różnicę

 

W takiej sytuacji pomocne są spotkania z kolegami/koleżankami po fachu. Porozmawianie z osobą, która mierzy się z podobnymi wyzwaniami, pozwala zobaczyć własną sytuację z innej perspektywy. Nie chodzi o gotowe odpowiedzi, a o wymianę doświadczeń i sprawdzenie, co działa w innych szkołach.

 

Na Letniej Szkole Dyrektorów organizowanej przez Centrum Edukacji Obywatelskiej uczestnicy pracują na konkretnych przykładach ze swoich szkół. Analizują sytuacje, które wydarzyły się naprawdę, wspólnie szukają możliwych rozwiązań. Spotykają się osoby z różnym doświadczeniem, dzięki czemu rozmowy są osadzone w praktyce, a nie w teorii.

Rola dyrektora w codzienności szkół

 

Można też spojrzeć na rolę dyrektora jako na budowniczego mostów: pomiędzy różnymi potrzebami, oczekiwaniami i sposobami patrzenia na szkołę. Wszystkie grupy – nauczyciele, uczniowie, rodzice, organy prowadzące – wnoszą własną perspektywę. Zadaniem dyrektora nie jest ich ujednolicenie, lecz stworzenie przestrzeni, w której mogą się spotkać i zostać wysłuchane. Oznacza to często prowadzenie rozmów, które nie są łatwe, a także podejmowanie decyzji wymagających odwagi i odpowiedzialności.

 

Ważnym elementem tej pracy jest także wzmacnianie nauczycieli. To oni na co dzień są najbliżej uczniów i mają realny wpływ na atmosferę, jaka panuje w klasie. Dyrektor, który potrafi wspierać ich rozwój, dawać konstruktywną informację zwrotną i tworzyć warunki do współpracy, buduje szkołę opartą o zaufanie. W takich zespołach łatwiej dzielić się doświadczeniem, na bieżąco szukać nowych rozwiązań i reagować na zmieniające się potrzeby uczniów.

 

Nie bez znaczenia jest również sposób komunikacji. Jasność, uważność i gotowość do słuchania często decydują o tym, czy trudna sytuacja przerodzi się w konflikt, czy stanie się początkiem zmiany. Dyrektorzy podkreślają, że wiele napięć można rozładować na wczesnym etapie, jeśli znajdzie się czas na rozmowę i nazwanie problemu. To nie wymaga skomplikowanych narzędzi, tylko konsekwencji i otwartości.

 

Coraz częściej mówi się też o dobrostanie całej społeczności szkolnej. Przeciążenie, stres i szybkie tempo zmian dotykają zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Dyrektor, który dostrzega te wyzwania, może wprowadzać rozwiązania wspierające równowagę – od drobnych zmian organizacyjnych po większe decyzje dotyczące kultury pracy szkoły. To proces, który nie kończy się na jednej decyzji, on wymaga stałej atencji.

 

Właśnie dlatego tak cenne są przestrzenie, w których można na chwilę wyjść z codziennego rytmu i spojrzeć na swoją pracę z dystansu. Spotkanie z innymi dyrektorami pozwala nie tylko znaleźć inspiracje, lecz także upewnić się, że wiele wyzwań jest wspólnych. To daje poczucie, że nie trzeba działać w pojedynkę i że zmiana jest możliwa – krok po kroku, w realiach konkretnej szkoły.

Chwila na zatrzymanie

 

Codzienna praca dyrektora rzadko daje przestrzeń na refleksję. Teraz to moment, którego często brakuje w kalendarzu, choć MA realny wpływ na jakość podejmowanych decyzji.

 

Łatwo działać z rozpędu, przechodząc od jednej sprawy do kolejnej. Natomiast takie spotkania pozwalają się zatrzymać i przyjrzeć temu, co działa, a co wymaga zmiany. Nie chodzi o znalezienie jednego uniwersalnego sposobu prowadzenia szkoły. Ważniejsze jest zrozumienie własnych decyzji i ich konsekwencji. To właśnie w takich momentach pojawia się szansa na wprowadzenie zmian, które mają znaczenie w codziennej pracy szkoły.

 

Letnia Szkoła Dyrektorów odbędzie się w dniach 17-18 sierpnia 2026.


Miejsce: Warlity Wielkie, koło Ostródy.

 

Szczegóły programu i zapisy  –  TUTAJ  

 

 

Zarezerwuj sobie czas na refleksję, której brakuje w codziennym biegu. Dołącz do grona dyrektorów, którzy świadomie rozwijają swoją rolę.

 

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl

 

 



Wczoraj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst, który jest syntezą informacji o fali sprzeciwu ustawie o wprowadzeniu Rzeczników Praw Ucznia i obowiązkowych Rad Szkół. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Oświata przeciw ustawie o prawach ucznia. ZNP, dyrektorzy i Solidarność chcą weta prezydenta

 

[…]

 

W piątek, 29 maja, Sejm przyjął kolejną nowelizację prawa oświatowego, tym razem zwaną ustawą o prawach i obowiązkach ucznia, która wprowadza kilka istotnych zmian w funkcjonowaniu szkół. Teraz ustawą ma się zająć Senat. Ale nawet jeśli wprowadzi on jakieś zmiany, nie należy się spodziewać, by Sejm miał je przegłosować. Wszystko wskazuje więc na to, że wyrok na tej ustawie wykona dopiero Prezydent RP. I tym razem zrobi to przy niemal powszechnym poparciu środowiska oświatowego, w tym nauczycieli oraz rodziców.

 

Przyjęta przez Sejm ustawa obok zgromadzenia w jednym miejscu i uporządkowania przepisów dotyczących praw i obowiązków ucznia, które były rozproszone w wielu aktach prawnych, wprowadza instytucję rzecznika praw uczniowskich oraz obligatoryjność powoływania rad szkół.

 

Te dwie kwestie od wielu miesięcy są mocno krytykowane przez środowiska oświatowe, które po prostu nie chcą się na to zgodzić. I chociaż Ministerstwo Edukacji Narodowej na tę krytykę w dużym stopniu odpowiedziało, ograniczając znacznie kompetencje rzeczników na poszczególnych szczeblach w zakresie dyscyplinowania nauczycieli oraz przesuwając o rok – na 1 stycznia 2028 roku – red. – start całej instytucji (podobnie zresztą jak w przypadku obligatoryjności powoływania rady szkoły), to jednak się z tych pomysłów nie wycofało.

 

A szkoda, bo obecnie, przede wszystkim za sprawą tych dwóch kwestii, cała praca nad prawami i obowiązkami ucznia może pójść do kosza. Prezydenckiego weta domagają się bowiem nie tylko organizacje katolickie, prawicowe, ale przede wszystkim wszystkie nauczycielskie organizacje związkowe oraz dyrektorzy zrzeszani w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Kadry Kierowniczej Oświaty.

 

[…]

 

Dlaczego środowisko daje tak silny opór?

 

Mamy nadzieję, że prezydent tego nie podpisze – mówi Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Dlaczego? Bo zawsze uważaliśmy, że instytucja rzecznika jest zbędna, od tego są inne instytucje: Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Obywatelskich – uzasadnia. Nie do przyjęcia jest też koncepcja, że takim rzecznikiem w szkole miałby być nauczyciel, który jest opiekunem samorządu, bo on już z tego powodu ma co robić – stwierdza.

 

Nauczycielom z ZNP nie podoba się również przepis o obligatoryjnym powoływaniu rad szkół.

 

[…]

 

O niewprowadzanie do obiegu prawnego omawianej tu ustawy wystąpili także dyrektorzy szkół skupieni w OSKKO. W ich opinii największa wada ustawy to szkolny rzecznik praw uczniowskich.

 

[…]

 

Solidarność oświatowa nie ma wątpliwości. Prezydent powinien ustawę zawetować

 

– Mamy nadzieję, że prezydent zawetuje tę ustawę w całości – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”. Dlaczego? To w szczegółach wyjaśniono m.in. w stanowisku z 9 maja, przyjętym przez KSNiO. Czytamy w nim, że projekt: […] Krajowy Sekretariat Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” za szczególnie niebezpieczne uznał przepisy dopuszczające anonimowe zgłoszenia do szkolnego rzecznika praw uczniowskich. W realiach współczesnej szkoły oznacza to otwarcie furtki do masowego składania niezweryfikowanych donosów, których szkoła nie będzie w stanie rzetelnie sprawdzić.

[…]

 

Wątpliwości co do weta prezydenckiego nie ma Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”. – Ta ustawa nie ma szans na wdrożenie. Mamy sprzeciw de facto wszystkich central związkowych, sprzeciw organizacji pozarządowych i to z różnych stron, sprzeciw stowarzyszenia dyrektorów – wylicza. Podkreśla, że całkowicie zgadza się z opiniami, według których proponowane w projekcie zmiany chcą zmienić szkołę w quasiurząd z procedurami, z karami, z odwołaniami. – Dla mnie to jest naprawdę chore myślenie. Jeżeli ta ustawa przejdzie przez parlament, to będziemy składali wniosek do prezydenta o weto. I na pewno nie będziemy jedynymi – podkreśla.

 […]

 

Na pewno za wetem i zapewne takim spotkaniem będą optowały organizacje zrzeszone w Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, które zamierzają manifestować m.in. w tej sprawie 14 czerwca w Warszawie. Jak poinformowano na stronie www.ratujmyszkole.pl, do omawianego tu projektu ustawy odniósł się Marek Puzio z Instytutu Ordo Iuris, który powiedział:W Sejmie procedowany jest projekt ustawy, który wprowadza centralnie ustalony katalog praw i obowiązków ucznia. To spowoduje, że szkoły będą mieć ograniczone możliwości ustalania podstawowych zasad, dotyczących na przykład stroju ucznia. Na poziom ustawy ma być wpisane prawo ucznia do kształtowania własnego wyglądu, czyli na przykład do przychodzenia do szkoły w kolorowych włosach, z kolczykami w różnych częściach twarzy czy z tatuażami. Ma to dotyczyć zarówno szkół publicznych, jak i prywatnych – w tym szkół katolickich.

 

Ma też pojawić się rzecznik praw uczniowskich, do którego uczniowie będą mogli złożyć skargę na nauczyciela w związku z naruszeniem ich praw i wolności, a rzecznik będzie mógł zbadać sprawę na miejscu, nawet bez zapowiedzi. – Wszystko to jest niezgodne z konstytucyjną zasadą pomocniczości. Państwo wkracza tam, gdzie szkoła i rodzice są w stanie samodzielnie zrealizować swoje cele – zaznaczył.

 

 

 

Cały tekst „Oświata przeciw ustawie o prawach ucznia. ZNP, dyrektorzy i Solidarność chcą weta prezydenta” 

–  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

 

 

 



Oto zamieszczony wczoraj na blogu „Profesorskie Gadanie” tekst prof. Stanisława Czachorowskiego, w którym podjął ważny problem stojący przed współczesnymi szkołami i uczelniami: jak i co należy sprawdzać u uczniów i studentów w epoce, gdy wiedzą zarządza IA:

 

 

O poszukiwaniu nowej formuły oceniania i egzaminowania

 

Czy angażować się w odwieczną szkolną zabawę w policjantów i złodziei? Zadać uczniom/studentom zadania i uniemożliwiać im ściąganie a raczej śledzenie ich i przyłapywanie ich na ściąganiu lub w drodze na skróty? Co jest istotą tego, że chcą ściągać? Lub czy sprawdzać na wykładzie listę obecności i jak weryfikować czy nie zostały dopisane martwe dusze? Czy wymagać obecności na wykładzie, na ćwiczeniach czy też może wymagać wykonania zadania, opanowania wiedzy i udokumentowania swojego postępu? Bez względu czy ktoś był na wykładzie czy nie? Jaki powinien być egzamin? Ustny, pisemny, testowy? A może projektowy? I jak rzeczywiście sprawdzić przyrost wiedzy a utrudnić ściąganie, podpowiadanie, pisanie gotowców? Różne sposoby ściągania wpisane są w cała historię szkoły i edukacji. To oczywiście temat na inną opowieść. Teraz chcę poświęcić uwagę zmianom, jakie przyniosła sztuczna inteligencja. Czy są to tylko nowe sposoby ściągania? A może coś więcej? Jak wspomniał  Jacek Dukaj: nieunikniona jest sytuacja, gdy nie będzie się dało opowiedzieć czy dany tekst jest autorstwa człowieka czy AI. Co zatem czynić ma wykładowca-policjant uniemożliwiający ściąganie studentowi? Może trzeba uznać zmiany cywilizacyjne i symbiozę kulturową człowieka ze sztuczna inteligencją?

 

Żyjemy w epoce, w której tradycyjna definicja erudycji spektakularnie dokonała żywota. Przez stulecia mędrzec czy uczony był chodzącą biblioteką, był rezerwuarem faktów, dat, definicji i schematów. W takim świecie wyrastałem. Dziś ten model runął, przynajmniej częściowo. Smartfon podłączony do internetu, ukryty w kieszeni i algorytmy sztucznej inteligencji, gotowe w ułamku sekundy wygenerować syntezę dowolnego zagadnienia, odebrały ludzkiej pamięci biologicznej monopol na wiedzę. Wcześniej naszą biologiczną pamięć, zmagazynowaną w mózgowych neuronach zastąpiły biblioteczne karty z zadrukowanymi stronami. W dobie AI informacja jeszcze bardziej stała się towarem permanentnie dostępnym, niemal darmowym i wszechobecnym. Ta technologiczna rewolucja postawiła na głowie nie tylko uniwersytecką dydaktykę, ale przede wszystkim zmusiła nas do postawienia fundamentalnego, filozoficznego pytania: kim jest myślący człowiek w świecie, w którym maszyna wie lepiej i szybciej? 

 

Współczesne narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji ostatecznie obnażyły anachronizm dotychczasowych metod weryfikacji wiedzy. Pierwszym podważeniem była pamięć zewnętrzna w postaci zadrukowanych książek. W szkole uczyłem się jeszcze wierszy na pamięć. Ale już wtedy rodziło się pytanie, po co uczyć się na pamięć, kiedy łatwo znaleźć wierny zapis w książce lub zeszycie? Egzaminy oparte na odtworzeniu materiału, testy wyboru czy nawet klasyczne eseje pisane na zadany temat straciły swoją dawną efektywność i przydatność. Stały się polem potyczek między antyplagiatowymi algorytmami a coraz doskonalszymi modelami językowymi. Próba ścigania się z AI na zapamiętywanie lub mechaniczne kompilowanie faktów jest z góry skazana na porażkę. A przynajmniej na dużo mniejszą efektywność. Dlatego zamiast pytać studenta: „Co wiesz?”, musimy zacząć pytać go: „Jak potrafisz zarządzać wiedzą, którą masz pod ręką?”. Ważne jest więc pytanie jak zarządza wiedzą (dostępną konektywnie) i jak tworzy wypowiedzi. Jak rozumuje w symbiozie nie tylko z książkami ale i ze sztuczną inteligencją. Już dawniej wiele prac tworzonych było zespołowo. Kto jest więc autorem pracy zespołowej? Tu też autorstwo jest z płynną i niewyraźną granicą. Tak teraz powstaje się współautorskie dzieło, tworzone w mutualistycznej symbiozie człowieka z AI.

Ta zmiana optyki głęboko osadza się w koncepcji konektywizmu – teorii uczenia się na miarę ery cyfrowej. Choć konektywni byliśmy od samego początku życia społecznego, na długo przed epoką pisma. W tym ujęciu wiedza nie jest już monolitem zamkniętym w ludzkim, pojedynczym mózgu, lecz dynamiczną siecią połączeń między ludźmi, papierowymi i cyfrowymi bazami danych i technologiami. Kluczową kompetencją nie jest posiadanie informacji, ale umiejętność jej odszukania, zweryfikowania, przesiania przez sito krytycznego myślenia i zsyntetyzowania. Przecież nie tylko gorliwe AI halucynuje, ale i ludzie od samego swojego zarania. Prawdziwym wyzwaniem dydaktycznym i egzystencjalnym staje się odpowiedź na pytanie: „czy potrafisz dotrzeć do właściwych węzłów tej globalnej sieci i czy potrafisz zrobić z nich realny użytek?” A jeśli tak, to jaki sens i wartość potrafisz z tego wydobyć? I jak to sprawdzić na egzaminie? Testem wielokrotnego wyboru? Pracą pisemną, esejem? Rozmową czy może raczej projektem? Od jakiegoś czasu zadaję sobie takie pytania i próbuję odpowiedzi wcielać w życie. Wiedząc, że są to próby czynione po omacku i że są narażone na różnorodne porażki. Powolne uczenie się na błędach i sukcesach z rozmyślaniem o sensie i celu. Bo przecież dopiero odkrywamy ten nowy świat.

 

W moich poszukiwaniach nowej formy akademickiego spotkania odrzucam zatem schemat odpytywania z gotowych odpowiedzi. Przenoszę ciężar z rezultatu na proces. I jest to poruszanie się na nieznanym lub mało znanym lądzie. Skoro wiedza jest łatwo dostępna, student musi stać się jej architektem, a nie tylko konsumentem. Sprawdzanie umiejętności konektywnego korzystania z zasobów świata najlepiej realizuje się w formach, które wymagają osobistego zaangażowania i śladu autentycznej obecności. Może to być systematycznie prowadzony dziennik refleksji – zapis intelektualnego dojrzewania i potyczek z chaosem informacyjnym, gdzie widać nie tylko to, co znaleziono, ale jak ewoluował sposób myślenia autora. Mogą to być autorskie e-booki czy interdyscyplinarne projekty, w których luźne fakty zostają spięte w nową, użyteczną całość. Egzamin w formie dziennika refleksji trwa cały semestr a nie tylko w ciągu jednej godziny w czasie sesji egzaminacyjnej. Jest zachęceniem do poszukiwań a nie jedynie sprawdzeniem, co się znalazło.

 

Co więcej, wkraczamy śmiało w erę nowej mówioności i form postpiśmiennych. Tekst drukowany przestaje być jedynym prawomocnym nośnikiem akademickiego dyskursu. Zdaję sobie z tego sprawę, choć trudno mi otworzyć się na nowe formy komunikacji i społecznego przekazu. Współczesny student może syntetyzować wiedzę w formie wideo opowieści, podcastu, cyfrowego eseju wizualnego czy dynamicznej narracji, która angażuje zmysły i intelekt odbiorcy w zupełnie nowy sposób. To powrót do korzeni ludzkiej kultury, do snucia opowieści, choć innymi formami. Ale jest to powrót wzbogacony o potężne cyfrowe instrumentarium. I to instrumentarium dopiero odkrywamy. Trzeba odwagi by odejść choć na trochę od utrwalonych schematów i własnych przyzwyczajeń. Może ta nowa postpiśmienna mówioność też ma swoje mocne i dobre strony? Trzeba ją odkryć, gdy ona dopiero powstaje. Gdy same siebie odkrywa i poznaje. Ale czyż to właśnie uniwersytet nie powinien być miejscem odkrywania nowości i eksperymentowania ze światem, który dopiero się rodzi? Gdzież jak nie na uniwersytecie powinniśmy ten świat wspólnie ze studentami odkrywać?

 

Czytaj dalej »



Kiedy przeczytałem wczoraj ten post na fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej nie miałem wątpliwości, że muszę go zamieścić na „Obserwatorium Edukacji”:

 

 

Ta książka zaprasza do spojrzenia na dorobek reformatorów edukacji przez pryzmat neuronauk i aktualnej wiedzy o procesach uczenia się. Jakie wnioski można wyciągnąć z badań nad mózgiem, czy badania neurobiologów, neuropsychologów czy kognitywistów przynoszą coś, o czym dotychczas nie wiedzieliśmy?

 

Odpowiedź na to pytanie może być dla wielu osób zaskakująca, ale to, co dziś wiemy o procesach uczenia się, jedynie potwierdza intuicje reformatorów edukacji i dostarcza naukowych wyjaśnień, dlaczego mieli rację.

 

Niestety edukacyjny główny nurt idzie dziś dokładnie w przeciwnym kierunku. Odrzucając z jednej strony dorobek takich ludzi jak Rudolf Steiner, Maria Montessori, Friedrich Froebel czy Celestyn Freinet, a z drugiej wiedzę płynącą z neuronauk, czynimy system edukacji coraz trudniejszym i mniej przyjaznym.

 

Nasze mózgi zostały stworzone do tego, żeby się uczyć i niczego nie robią lepiej, twierdzi Manfred Spitzer, autor książki Jak uczy się mózg, ale w naturalny sposób uczą się inaczej, niż wymaga tego obecna szkoła. A jak wygląda naturalny sposób uczenia się, wiemy już od dawna. My dorośli mamy wybór, możemy kazać uczniom płynąć pod prąd, co jest męczące i mało efektywne, ale czy nie lepiej pozwolić im płynąć z prądem? Ta książka właśnie po to powstała, żeby dostarczyć argumentów na rzecz zmiany.

 

Autorami tej książki są osoby stosujące w swojej praktyce określone nurty:

 

-pedagogika Friedricha Froebla – Sylwia Kustosz,

 

-pedagogika waldorfska  Maria Borzęcka,

 

-pedagogika Marii Montessori – Ewa Nikołajew-Wieczorowska,

 

-pedagogika Celestyna Freineta  – Marzena Kędra,

 

-plan daltoński – Anna i Robert Sowińscy,

 

-unschooling i edukacja demokratyczna  – Marianna Kłosińska,

 

A z drugiej takie osoby jak:

 

 –prof. Marek Kaczmarzyk  – biolog, neurodydaktyk, ewolucjonista),

 

  -prof. Marcin Jaracz  – neuropsycholog

 

 i ja, b  która złożyłam całość z perspektywy metodycznej.

 

Mój rozdział, który zamyka cały tom, poświęcony jest metodyce kultury uczenia się, która niemal w każdym aspekcie różni się od tradycyjnej metodyki typowej dla kultury nauczania.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 

 

Więcej informacji o tej książce –  ze strony „Edukatorium”  –  TUTAJ

 

 

 

 



Oto obszerne fragmenty, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” tekstu Barbary Wesołej, z  którego dowiadujemy się o  reakcji środowiska uczniowskiego, reprezentowanego przez „Akcję Uczniowską” – w tym przypadku w osobie jej założyciela Pawła Mrozka. I – oczywiście – zamieściłem link do pełnej wersji tego tekstu:

 

 

Edukacyjna groteska w Polsce. Uczniowie bezlitośnie podsumowali spór o darmowe lody

 

[…]

 

Uczniowie krytykują spór o lody za czerwony pasek

 

Akcja Uczniowska, ogólnopolska inicjatywa reprezentująca uczniów i uczennice, odniosła się do sprawy lodziarni w Pszczynie, która przez 25 lat nagradzała darmowymi lodami uczniów ze świadectwem z czerwonym paskiem. Po interwencji Rzeczniczki Praw Dziecka akcja została zakończona.

 

W otrzymanym przez media, w tym redakcję Strefy Edukacji stanowisku, organizacja pisze o „politycznym spektaklu” i zwraca uwagę, że publiczna debata skupiła się na lokalnej akcji, zamiast na poważniejszych problemach szkoły.

 

Ta sytuacja jest podręcznikowym przykładem edukacyjnej groteski. Poziom debaty publicznej wokół polskiej szkoły sięgnął dna. Instytucja powołana do ochrony dzieci angażuje się w spór o darmową gałkę lodów, podczas gdy każdego dnia tysiące młodych ludzi zmagają się z kryzysem psychicznym, przeciążeniem i presją systemu edukacjikomentuje Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej. Organizacja sprzeciwia się uderzaniu w mały, prywatny biznes i podkreśla, że drobni przedsiębiorcy nie odpowiadają za konstrukcję systemu edukacji ani za presję, której doświadczają uczniowie.

[…]

 

Zdaniem Akcji Uczniowskiej problemem nie są same lody, ale to, jak duże znaczenie w polskiej szkole nadal przypisuje się średnim ocen, czerwonym paskom i rankingom.

 

To porażające, że w państwie, które niemal codziennie alarmuje o kryzysie zdrowia psychicznego młodzieży i destrukcyjnym wyścigu szczurów, relikt w postaci czerwonego paska nadal traktowany jest jak symbol najwyższego sukcesu. Rodzice mówią dzieciom, że pasek nie definiuje ich wartości, a następnie wspólnie z nimi spędzają kolejne wieczory nad elektronicznym dziennikiem, gorączkowo licząc, czy średnia wyniesie 4,74 czy 4,75. Ta sprzeczność niszczy młodych ludzi. Jeśli Rzeczniczka Praw Dziecka chce realnie walczyć z kulturą presji i nieustannego porównywania, powinna wykorzystać swoje ustawowe kompetencje do inicjowania zmian systemowych i legislacyjnych, a nie kierować miękkie upomnienia do przypadkowych przedsiębiorcówpodkreśla lider Akcji Uczniowskiej.

 

Do sprawy odniósł się także Paweł Lęcki, nauczyciel języka polskiego. W cytowanej przez Akcję Uczniowską wypowiedzi zwrócił uwagę, że inne problemy szkoły nie wywołują tak silnego publicznego poruszenia. – Czy ktoś wyobraża sobie takie potężne wzmożenie narodowe – jak w przypadku lodów i tego (…) paska – odnośnie mobbingu w szkołach, przemocy, agresji wobec uczniów i nauczycieli, samotności młodych i dorosłych, koszmarnego spadku motywacji wśród ludzi młodych, klęski kształcenia kompetencji związanych z posługiwaniem się w miarę poprawnym językiem polskim, znikania nauczycieli, braku systemowego tutoringu, braku systemowego wsparcia ciała pedagogicznego, potężnych problemów kształcenia zawodowego i technicznego, braku docenienia roli nauczycieli przedszkoli? Nie? Szok i niedowierzanie napisał Paweł Lęcki.

 

[…]

 

W stanowisku Akcja Uczniowska wskazuje, że system wyliczania średnich ocen jest symbolem niesprawiedliwości i uznaniowości. Organizacja zwraca uwagę, że uczniowie rozliczani są z liczb, które mogą zależeć od różnych standardów oceniania w szkołach, a nawet u różnych nauczycieli tego samego przedmiotu. Szczególnie krytycznie organizacja odnosi się do wliczania do czerwonego paska oceny z zachowania, którą określa jako kategorię często subiektywną, niejednolitą i wykorzystywaną jako narzędzie dyscyplinowania uczniów.

 

[…]

 

Akcja Uczniowska postuluje całkowitą likwidację czerwonych pasków

oraz stopniowe zastępowanie tradycyjnych ocen ocenami opisowymi.

 

Zdaniem organizacji taki model pozwalałby szerzej opisywać mocne strony ucznia, obszary wymagające wsparcia oraz rzeczywisty postęp osiągnięty w danym przedmiocie. W ocenie Akcji Uczniowskiej szkoła powinna odchodzić od porównywania uczniów między sobą na rzecz informacji zwrotnej dotyczącej indywidualnego rozwoju. – Już teraz słyszymy zarzuty, że chcemy szkoły łatwej, niewymagającej i pozbawionej standardów. To całkowite niezrozumienie naszej propozycji. Nie chcemy unikać pracy. Chcemy po prostu przeżyć w rzeczywistości, która dla młodych ludzi staje się coraz bardziej wymagająca i coraz mniej przewidywalna. Oceny opisowe wymagają od ucznia znacznie większej samoświadomości i zaangażowania niż mechaniczne zaliczenie testu według zasady „zakuj, zdaj, zapomnij”. Chcemy szkoły, która stawia ambitne, życiowe wymagania, rozwija odporność psychiczną i uczy krytycznego myślenia, a nie pruskiej dyscypliny przygotowującej do roli posłusznego wykonawcy poleceńwskazuje Paweł Mrozek.

 

[…]

 

Akcja Uczniowska kieruje otwarte zaproszenie do Ministry Edukacji Barbary Nowackiej, Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horna-Cieślak oraz polityków opozycji. Usiądźmy przy jednym stole. Przestańmy rozmawiać o darmowych lodach. Zacznijmy rozmawiać o systemowej zapaści polskiej edukacji, kryzysie zdrowia psychicznego młodzieży, nierównościach społecznych generowanych przez szkołę oraz o tym, jak stworzyć godny system na który zasługuje każde dziecko.

 

W ostatnim zdaniu apelu organizacja zwraca się bezpośrednio do polityków: – Politycy, pokażcie, czy naprawdę chcecie rozwiązywać problemy młodych ludzi, czy interesuje was wyłącznie kolejna medialna szopka. Dość!!!

 

 

 

Cały tekst „Edukacyjna groteska w Polsce. Uczniowie bezlitośnie podsumowali spór o darmowe lody”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 



Dzisiaj zamieszczam fragment obszernego materiału zatytułowanego „Ocena funkcjonalna ‚w pigułce’” (i link do oryginalnej wersji), zaczerpniętego ze strony Niepublicznego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli „Zyta Czechowska specjalni.pl”, ale o którym dowidziałem się z fb-profilu Zyty Czechowskiej. Czynię to dlatego, aby „oswoić” temat oceny funkcjonalnej, której wprowadzenie do systemu szkolnego MEN odsunęło na „niewiadomo kiedy”.

 

 

 

W ostatnich latach coraz częściej słyszymy o ocenie funkcjonalnej ucznia. Dla wielu nauczycieli nadal brzmi to jednak jak kolejny trudny dokument albo dodatkowy obowiązek. Tymczasem dobrze przeprowadzona ocena funkcjonalna może naprawdę ułatwić codzienną pracę nauczyciela, pomóc szybciej rozumieć potrzeby ucznia i trafniej planować wsparcie.

Czym jest ocena funkcjonalna?

 

Ocena funkcjonalna to wielowymiarowy proces rozpoznawania i opisywania funkcjonowania ucznia w jego naturalnym środowisku – w klasie, podczas przerw, zajęć dodatkowych, relacji społecznych czy codziennych sytuacji szkolnych. Nie skupia się wyłącznie na trudnościach i diagnozie medycznej, ale również na mocnych stronach, możliwościach i potencjale ucznia.

 

Ocena funkcjonalna opiera się na modelu ICF (Międzynarodowej Klasyfikacji Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia). Oznacza to, że patrzymy nie tylko na trudności ucznia, ale przede wszystkim na jego codzienne funkcjonowanie, możliwości, relacje oraz wpływ środowiska szkolnego i rodzinnego na jego rozwój.

 

To bardzo ważna zmiana myślenia. Tradycyjna diagnoza często odpowiada na pytanie:
„Co jest problemem?”

 

Ocena funkcjonalna pyta: „Jak funkcjonuje uczeń i czego potrzebuje, żeby lepiej sobie radzić?”

 

Dlatego mówi się, że ocena funkcjonalna jest przeciwieństwem „oceny gabinetowej”. Nie odbywa się tylko w pokoju specjalisty, ale wszędzie tam, gdzie

 

Na czym skupia się ocena funkcjonalna?

 

Ocena funkcjonalna nie koncentruje się na jednostce chorobowej, ale przede wszystkim na codziennym funkcjonowaniu ucznia. Obejmuje między innymi:

-aktywność i uczestnictwo ucznia,

-bariery i ułatwienia w środowisku,

-struktury i funkcje ciała,

-efektywność dotychczasowej pomocy psychologiczno-pedagogicznej.

 

Nauczyciel nie analizuje więc wyłącznie tego, czy uczeń „potrafi”, ale także:

-jak wykonuje zadania,

-co mu pomaga,

-co utrudnia funkcjonowanie,

-jak reaguje na wsparcie,

-jak funkcjonuje społecznie i emocjonalnie.

 

Dlaczego ocena funkcjonalna jest dziś tak ważna?

 

Szkoły coraz częściej pracują z uczniami o bardzo zróżnicowanych potrzebach. Wzrasta liczba dzieci wymagających wsparcia psychologiczno-pedagogicznego, uczniów ze spektrum autyzmu, trudnościami emocjonalnymi czy problemami zdrowia psychicznego.

 

Jednocześnie szkoła potrzebuje:

-szybszego reagowania,

-trafniejszego planowania wsparcia,

-lepszej współpracy nauczycieli i specjalistów,

-bardziej praktycznych narzędzi.

 

Ocena funkcjonalna pomaga uporządkować obserwacje i zamienić je na konkretne działania wspierające ucznia.

 

[…]

 

W dalszej części tego materiału dowiesz się o tym:

 

 

Kiedy warto przeprowadzić ocenę funkcjonalną?  […]

 

Kto przeprowadza ocenę funkcjonalną?   […]

 

Jak wygląda ocena funkcjonalna w praktyce?   […]

 

KSzOF* – praktyczne narzędzie dla szkół   […]

 

Model biopsychospołeczny – czyli patrzymy szerzej   […]

 

Opinia o funkcjonowaniu ucznia – krótko i praktycznie   […]

 

Ocena funkcjonalna to nie dokument – to sposób myślenia   […]

 

*Kwestionariusza Szkolnej Oceny Funkcjonalnej.

x           x           x

 

 

W końcowej części polecono szkolenie plus kompleksowe materiały dotyczące oceny funkcjonalnej i opinii o funkcjonowaniu ucznia.

 

 

 

Cały materiał „Ocena funkcjonalna ‘w pigulce’”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.nodnzytaczechowska.pl

 

 



Mając świadomość, że to początek długiego weekendu, postanowiłem jednak zaproponować lekturę zamieszczonego wczoraj na blogu „Pedagog” interesującego tekstu, autorstwa jego gospodarza – prof. Bogusława Śliwerskiego. Zachęcam do zapoznania się z nim, bo jest to interesujący i jednocześnie wartościowy punkt widzenia uczonego pedagoga na narastający rozdźwięk miedzy wzrastającym poziomem wyposażania polskich szkół w sprzęt cyfrowy, a poziomem merytorycznego przygotowania jego użytkowników – nauczycieli do jego właściwego wykorzystywania w procesie edukacji:

 

 

O potrzebie paktu na rzecz pedagogiki cyfrowej w polskiej oświacie

 

Polska szkoła znalazła się w osobliwej sytuacji. Z jednej strony otrzymała ogromną ilość sprzętu: laptopy, tablety, pracownie AI, pracownie STEM, zestawy do edukacji zdalnej, sieci LAN, platformy i cyfrowe zasoby. Z drugiej strony w debatach publicznych coraz mocniej wybrzmiewa lęk przed ekranami, social mediami, smartfonami, chatbotami i uzależnieniami dzieci oraz młodzieży od cybermediów. Między jednym a drugim, między dostępem do sprzętu a językiem zakazu, zieje jednak pedagogiczna luka.

 

Nie jest nią brak urządzeń, bo z tymi uczniowie przychodzą do szkoły. Nie jest nią nawet brak pieniędzy, skoro coraz więcej NGO i samorządów wspiera konkretne inicjatywy w tym zakresie. Jest nią brak wspólnej odpowiedzi na pytanie: po co i jak media cyfrowe mają służyć rozwojowi ucznia?

 

Obrady sejmowej Komisji Edukacji i Nauki pokazują ten problem z całą ostrością. W jednej debacie dyskutowano o programach „Laptop dla ucznia” i „Laptop dla nauczyciela”, o finansowaniu, przetargach, zobowiązaniach, kontroli i odpowiedzialności poprzedniej lub obecnej władzy. W innej zaś mówiono o cyfrowej transformacji edukacji, pracowniach AI, kompetencjach nauczycieli i narzędziach opartych na sztucznej inteligencji. Jeszcze w kolejnych obradach tej Komisji debatowano o zagrożeniach wynikających z mediów społecznościowych, o dezinformacji, chatbotach i zaburzeniach relacji społecznych. Każdy z tych wątków jest ważny. Problem polega na tym, że zbyt rzadko tworzą one sensowną całość.

 

Władze państwowe potrafią zainwestować w sprzęt dla placówek oświatowych, ogłoszą program, przetarg na granty, ale też potrafią przestraszyć się skutków własnej cyfryzacji i zaczynają mówić o ograniczeniach. Państwo wciąż nie potrafi konsekwentnie powiedzieć, jaka pedagogika cyfrowa ma z tego wynikać, bo MEN trzyma się z dala od nauki. Nic dziwnego, że młodzież z Cyfrowej Szkoły udała się na rozmowę do Prezydenta RP, by podzielić się własnymi problemami.

 

Program „Laptop dla nauczyciela” był w znacznej mierze zobowiązaniem odziedziczonym po poprzedniej władzy. Nie można go więc sprowadzać wyłącznie do prostego zarzutu „rozdawnictwa”. W warunkach ciągłości państwa wiele działań trzeba było domknąć, rozliczyć, włączyć w nowe ramy. Jednak właśnie tu zaczyna się zasadniczy problem: zakupione laptopy zostały potraktowane jako fakt administracyjny, a może dodatek do pensji, a nie jako początek poważnej rozmowy o zmianie procesu uczenia się.

 

W sejmowej debacie padały pytania o to, czy laptopy są używane w szkole, czy w domu, czy korzystają z nich uczniowie, czy rodzice, czy są wyposażone w oprogramowanie, czy szkoły mają infrastrukturę, by realnie włączyć je w lekcje. Nie były to pytania techniczne, ale o sens edukacyjnej polityki publicznej, która jest traktowana przez władze obecnego resortu nieracjonalnie. Dla ministry B. Nowackiej ważniejsze są wyniki sondaży publicznych, które już w swoich założeniach mają wspomagać politykę rządu.

 

Jeszcze wyraźniej widać to w debacie o AI. Z jednej strony ministerstwo mówi o sztucznej inteligencji jako narzędziu przyszłej pracy uczniów, o konieczności rozwijania krytycznego myślenia, o szkoleniach nauczycieli, koordynatorach cyfrowych, projektach badawczych, materiałach na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej. Z drugiej strony niemal natychmiast pojawia się wzbudzanie lęku: social media dewastują dzieci, chatboty mogą zastępować przyjaciół, sztuczna inteligencja może pozbawiać młodych ludzi osobistych relacji, więzi, samodzielności a nawet człowieczeństwa. Zapewne częściowo te obawy nie są bezpodstawne, ale jeśli stają się główną osią polityki edukacyjnej, to szkoła zostanie wciśnięta między dwie skrajności: fascynację sprzętem i administracyjny zakaz.

 

Chyba nie o to chodzi.

 

Dziecko nie staje się mądrzejsze dlatego, że otrzyma laptop. Nie staje się też bardziej bezpieczne dlatego, że odbierze mu się telefon komórkowy. Nauczyciel nie staje się nowoczesny dlatego, że przeszedł szkolenie z obsługi aplikacji. Szkoła nie staje się cyfrowa dlatego, że ma szybki internet. Cyfrowość edukacji zaczyna się dopiero tam, gdzie technologia zostaje podporządkowana celom rozwojowym, poznawczym, społecznym i moralnym.

 

Dlatego polska oświata potrzebuje paktu na rzecz pedagogiki cyfrowej.

 

Czytaj dalej »