
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dzisiaj proponuję lekturę kolejnego tekstu fachowca-praktyka, w którym zwrócił on uwagę na jeszcze jeden paradoks naszego systemu szkolnego. Jest nim Artur Szymanek – autor fb-profilu „Post OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:
Nie potrafię pogodzić dwóch równoległych procesów, które zachodzą dziś w polskiej edukacji. Sprawiają one wrażenie wzajemnie sprzecznych, a mimo to funkcjonują jednocześnie.
Z jednej strony obserwujemy systematyczne „ułatwianie” szkoły. Programy są odchudzane, wymagania interpretowane coraz łagodniej, a nacisk na rzeczywiste opanowanie materiału bywa rozmywany przez presję, by „nie stresować ucznia”, „nie przeciążać go” i „dostosowywać się do możliwości klasy”. W teorii brzmi to jak troska. W praktyce często prowadzi do obniżania progu wejścia na kolejne etapy edukacji, jakbyśmy bali się powiedzieć uczniowi: „to trzeba po prostu umieć”.
Jednocześnie w tym samym systemie egzaminacyjnym, szczególnie na poziomie rozszerzonym, pojawia się zjawisko odwrotne. Wymagania rosną, zadania stają się coraz bardziej wielopoziomowe i interpretacyjne, wymagają nie tylko wiedzy, lecz także znajomości formuły egzaminu, sposobu konstruowania odpowiedzi oraz specyficznego klucza oceniania. Nie chodzi już wyłącznie o sprawdzenie, czy uczeń coś wie. Sprawdza się również, czy wie, w jaki sposób ta wiedza będzie oceniana.
Właśnie w tym napięciu rodzi się coś, co trudno nazwać inaczej niż systemową niespójnością. Uczeń otrzymuje bowiem dwa sprzeczne komunikaty. W szkole słyszy, że nie musi wymagać od siebie aż tak wiele, natomiast egzamin przekonuje go, że musi umieć znacznie więcej, niż wcześniej zakładał. Pomiędzy tymi przekazami powstaje przestrzeń niepewności, którą bardzo szybko wypełnia rynek korepetycji.
Jeżeli szkoła nie daje już pełnej mapy, a egzamin wymaga precyzyjnej nawigacji, ktoś musi tę lukę zapełnić. Robią to korepetytorzy, nie jako dostawcy luksusowej usługi, lecz jako odpowiedź na systemową potrzebę. Uczeń, który chce osiągnąć wysoki wynik, coraz częściej nie konkuruje wyłącznie wiedzą, ale również dostępem do dodatkowego wsparcia. I tu pojawia się niewygodne pytanie: czy nadal mówimy o wyrównywaniu szans, czy raczej o ich cichym różnicowaniu?
Można odnieść wrażenie, że szkoła i egzamin zaczynają mówić różnymi językami. Szkoła komunikuje: „minimum wystarczy, by zaliczyć”. Egzamin odpowiada: „minimum nie wystarczy, by się przebić”. Uczeń stoi pomiędzy tymi dwoma światami i próbuje odgadnąć, który z nich jest rzeczywistym wyznacznikiem oczekiwań.
Najbardziej problematyczne jest jednak to, że ta rozbieżność nie pozostaje bez konsekwencji. Ma ona wymiar społeczny. Jeżeli system w praktyce premiuje tych, którzy mogą pozwolić sobie na dodatkowe przygotowanie poza szkołą, trudno utrzymywać, że wszyscy rozpoczynają rywalizację z tego samego poziomu. W takiej sytuacji egzamin z wiedzy staje się również egzaminem z posiadanych zasobów.
W tym sensie poczucie niespójności nie wynika z teorii spiskowych ani z czyjejś złej woli. Jest raczej skutkiem działania systemu, który nie do końca pozostaje w zgodzie z własnymi założeniami. Trudno bowiem jednocześnie obniżać wymagania w jednym miejscu i podnosić je w drugim, a następnie oczekiwać, że uczeń samodzielnie i bezbłędnie określi, gdzie naprawdę znajduje się poprzeczka.
Być może problem nie polega na tym, że wymagania są zbyt wysokie albo zbyt niskie. Problem tkwi raczej w tym, że nie tworzą jednego, spójnego ciągu. Edukacja, która nie potrafi jasno odpowiedzieć na pytanie „czego dokładnie się ode mnie oczekuje?”, bardzo łatwo przestaje być systemem nauki, a zaczyna przypominać system domyślania się.
A domyślanie się, jak wiadomo, najczęściej kończy się korepetycjami.
Jako korepetytor nie powinienem na taki stan rzeczy narzekać. To właśnie podobne luki w systemie sprawiają, że moja praca jest potrzebna coraz większej liczbie uczniów. Ale jako pedagog nie potrafię się z tym pogodzić. Szkoła nie powinna tworzyć sytuacji, w której dodatkowe wsparcie staje się warunkiem pełnego wykorzystania własnego potencjału. Korepetycje powinny być wyborem, a nie koniecznością. I chyba właśnie dlatego ten rozdźwięk między szkołą a egzaminem nie daje mi spokoju.
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?
Wczoraj, przeglądając Internet w poszukiwaniu wartościowego tekstu na jutro, zobaczyłem na blogu „Profesorskie Gadanie” najnowszy tekst prof. Stanisława Czachorowskiego, w którym, z typowym dla siebie stylu przekazał swoje przemyślenia o miejscu zawodu „nauczyciel” w dzisiejszym społeczeństwie. Jako że tekst nie jest krótki – poniżej prezentuję jedynie jego, wybrane subiektywnie, fragmenty, odsyłając do oryginału linkiem:
A wiecie, że nauczyciel to najpopularniejszy zawód w Polsce?
Anegdotę o Stańczyku usłyszałem dawno temu. I to zapewne kilka razy przy różnych okazjach. Pamiętałem sens, ale nie szczegóły. Zamiast szukać oryginału wymyśliłem sam potrzebne szczegóły, by oddawały sens opowieści. Jest więc to twórcza halucynacja niczym AI. Tak, ludzie też od wieków to potrafili. Niczym regeneracja utraconego ogona u jaszczurki. Dobudowanie brakujących słów i zdań by „ogon” opowieści urósł do właściwych rozmiarów.
Stańczyk, jak wiadomo, błaznem był tylko z urzędu, bo z rozumu przypominał raczej socjologa, filozofa i felietonistę w jednej osobie. Pewnego razu miał stwierdzić, że najpopularniejszym zawodem w Krakowie jest medyk. Nie wszyscy dali temu wiarę, więc postanowił przeprowadzić doświadczenie terenowe, można by rzec: badanie uczestniczące, choć bez formularza zgody komisji bioetycznej. Udał się na rynek, przewiązał policzek chustą, jęczał i trzymał się za twarz, udając straszliwy ból zęba. Efekt przeszedł oczekiwania. Jeden przechodzień radził płukać usta gorzałką, drugi przykładać rozgrzaną cegłę, trzeci polecał zioła, czwarty modlitwę, piąty wyrwanie zęba sznurkiem, a szósty zapewne dorzuciłby jeszcze, że zna szwagra, któremu pomogło żucie końskiego włosia. Stańczyk wrócił więc z triumfem, skoro tylu ludzi zna się na leczeniu, medyk musi być w Krakowie zawodem najpopularniejszym.
Gdyby dziś Stańczyk przechadzał się po rynku (niekoniecznie krakowskim, może być olsztyński, warszawski albo cyfrowy rynek mediów społecznościowych), prawdopodobnie doszedłby do podobnego wniosku, tyle że zamiast medyków odkryłby nauczycieli. Bo dziś najpopularniejszym zawodem wydaje się nauczyciel. Wszyscy uczą. Wszyscy objaśniają. Wszyscy pouczają. Wszyscy wiedzą, jak należy wychowywać dzieci, jak uczyć matematyki, jak prowadzić lekcje biologii, jak oceniać wypracowania, jak motywować młodzież, jak reformować szkołę i jak naprawić system edukacji, najlepiej od poniedziałku rano, bez kosztów, bez konfliktów i bez zmęczenia. I oczywiście jak korzystać z internetu czy narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji do wszystkich życiowych i zawodowych działań. […]
I nie ma w tym nic dziwnego. Szkołę zna każdy. Prawie każdy był uczniem, wielu jest rodzicami uczniów, część ma wnuki, część wspomina własnych nauczycieli, a część do dziś nosi w sobie traumę po czerwonym długopisie. Szkoła jest jednym z tych doświadczeń wspólnych, które tworzą nasze społeczne imaginarium. O elektrowni atomowej, neurochirurgii albo budowie mostów większość ludzi wypowiada się ostrożniej, choć i tu nie zawsze. Ale o szkole? O szkole każdy coś wie, bo każdy tam był. A skoro był, to znaczy, że się zna. No i jeszcze czytał coś tam w internecie, w social mediach. I że spytał Czata GPT. […]
Jeśli więc nauczyciel jest dziś zawodem najpopularniejszym, to natychmiast pojawia się pytanie w stylu Stańczyka: skoro nauczycieli jest tak wielu, dlaczego brakuje ich w szkołach? Skoro tak wielu zna się na edukacji, to dlaczego brakuje nauczycieli w szkołach? Dlaczego dyrektorzy poszukują polonistów, matematyków, fizyków, nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, pedagogów specjalnych? Dlaczego pojawiają się wakaty? Dlaczego w wielu miejscach coraz trudniej obsadzić lekcje specjalistami? Czyżby ten najpopularniejszy zawód istniał głównie w wersji towarzyskiej, internetowej i komentatorskiej?
Odpowiedź jest dość prosta, choć mało przyjemna. Czym innym jest uczyć bez odpowiedzialności, a czym innym być nauczycielem zawodowo. Pouczanie jest łatwe, bo zwykle nie wymaga sprawdzenia skutków. Można powiedzieć: „Ja bym ich krótko trzymał”, „Wystarczy zainteresować ucznia”, „Dzieci trzeba nauczyć dyscypliny”, „Szkoła powinna rozwijać kreatywność”, „Niech uczą praktycznych rzeczy”. Wszystko to brzmi dobrze, zwłaszcza jeśli wypowiada się zdania ogólne, z bezpiecznej odległości od klasy pełnej trzydziestu żywych, zmęczonych, głodnych, zakochanych, przestraszonych, zbuntowanych, zdolnych, zagubionych i rozgadanych nastolatków. Albo kilkulatków zamęczonych przez rodziców dodatkowymi zajęciami typu hippika, gra na skrzypcach, szachy, taniec, język japoński.
Nauczyciel zawodowy nie pracuje z pojęciem „uczeń” w liczbie pojedynczej i abstrakcyjnej. Pracuje z Kasią, która świetnie pisze, ale boi się odezwać. Z Michałem, który przeszkadza, bo nie rozumie, z Zosią, która wszystko rozumie szybciej niż inni i zaczyna się nudzić. Z Kubą, który w domu ma problemy i przynosi je do szkoły w plecaku razem z zeszytem. Z klasą, która w poniedziałek rano przypomina bardziej organizm meteorologiczny niż grupę edukacyjną. W tej rzeczywistości nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze umieć z tą racją dotrzeć do ludzi.
To jest zasadnicza różnica między pouczaniem a nauczaniem. Pouczanie bywa jednostronne: wiem lepiej, więc mówię. Nauczanie jest relacyjne: wiem coś, ale muszę sprawić, by drugi człowiek mógł to odkryć, zrozumieć, przetworzyć i zastosować. Pouczający często kończy na komunikacie. Nauczyciel zaczyna od komunikatu, a potem obserwuje, koryguje, wraca, tłumaczy inaczej, podaje przykład, zadaje pytanie, milczy, czeka, znów próbuje, czasem ponosi porażkę, czasem odnosi małe zwycięstwo, które z zewnątrz wygląda jak nic szczególnego. Ot, uczeń wreszcie zrozumiał ułamki. Ale kto widział radość dziecka, które nagle mówi „aha!”, ten wie, że to małe święto poznania. […]
Może więc warto odwrócić żart Stańczyka i powiedzieć: tak, nauczyciel jest dziś najpopularniejszym zawodem, ale głównie w wersji amatorskiej. Mamy wielu nauczycieli od cudzych dzieci, od cudzych lekcji, od cudzych metod i cudzych błędów. Mamy mnóstwo korektorów rzeczywistości edukacyjnej, którzy wiedzą, jak powinno być. I dobrze, że edukacja budzi emocje, bo to znaczy, że jest ważna. Źle jednak, gdy z troski o szkołę zostaje tylko łatwe pouczanie tych, którzy codziennie wykonują trudną pracę. […]
Nauczyciel jako zawód najpopularniejszy to zatem piękny paradoks naszych czasów. Wszyscy chcemy uczyć, bo wszyscy chcemy mieć wpływ na świat. Uczenie jest formą uczestnictwa w kulturze, przekazywania wartości, porządkowania doświadczenia. Gdy tłumaczymy dziecku, dlaczego jesienią liście zmieniają kolor, gdy pokazujemy komuś, jak rozpoznać ptaka po śpiewie, gdy wyjaśniamy sąsiadowi, jak działa aplikacja w telefonie, to wtedy stajemy się na chwilę nauczycielami. I to jest dobre, ludzkie, potrzebne. Społeczeństwo, w którym ludzie dzielą się wiedzą, jest bogatsze niż społeczeństwo obojętne i wyizolowane.
Ale nauczyciel zawodowy robi coś więcej. On nie tylko dzieli się wiedzą lecz buduje warunki, w których inni mogą rosnąć. A wzrost, jak wiadomo biologom i ogrodnikom, wymaga czasu. Nie da się przyspieszyć kiełkowania przez krzyczenie na nasiona. Lub przez sprawdzanie listy obecności. Można poprawić glebę, zadbać o światło, podlewać, chronić przed przymrozkiem. Można stworzyć szanse. A i tak nie wszystkie nasiona wykiełkują na czas. W edukacji jest podobnie. Uczeń nie rośnie od samego nakazu: „rośnij!”. Rośnie w relacji, w bezpieczeństwie, w wymaganiu połączonym z życzliwością. Trawa nie rośnie dlatego, że ją się ciągnie za źdźbła do góry.
Na koniec wyobraźmy sobie Stańczyka współczesnego. Siada na ławce, może już nie na krakowskim rynku, lecz w internecie. Pisze krótko: „Boli mnie szkoła”. I natychmiast dostaje tysiące porad. Jedni każą wrócić do dawnych metod, drudzy wszystko zcyfryzować, trzeci zlikwidować oceny, czwarci zaostrzyć wymagania, piąci zmienić lektury, szóści zmienić nauczycieli, siódmi zmienić uczniów, a ósmi najlepiej cały naród. Kolejny radzi wykorzystać w szkole narzędzia AI, a następny żeby zakazać smartfonów i AI. Stańczyk uśmiecha się pod wąsem i mówi: „A nie mówiłem? Najwięcej jest nauczycieli”.
Tyle że potem wstaje, idzie do prawdziwej szkoły i widzi pusty etat z matematyki, zmęczoną polonistkę, młodego nauczyciela zastanawiającego się, czy da radę wytrwać oraz klasę dzieci, które potrzebują nie tylko komentarzy, ale obecności dorosłego człowieka. I jeszcze emerytowanego biologa, który uczy przyrody, fizyki i śpiewu. Wtedy dowcip przestaje być tylko dowcipem. Staje się pytaniem o odpowiedzialność. Bo nauczać chce wielu. Nauczycielem być, tak naprawdę, codziennie, z konsekwencjami, to już zupełnie inna profesja. Bardziej deficytowa. I może właśnie dlatego warto ją bardziej szanować.
Cały tekst „A wiecie, że nauczyciel to najpopularniejszy zawód w Polsce?” – TUTAJ
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Oto obszerne fragmenty tekstu zamieszczonego wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, z którego dowiecie się co myśli dyrektor Liceum Artes Liberales o tym jaka powinna być szkoła przyszłości:
Stary schemat lekcji już się wyczerpuje. Tak szkoła nie wygra z Netfliksem i smart fonami
– Szkoła, która próbuje konkurować z Netfliksem, przegra. Dlatego nowoczesna szkoła musi całkowicie przeformułować rolę uczniów – oni nie mogą być odbiorcami, muszą czynnie uczestniczyć w procesie uczenia się, być zaangażowani – mówi Marcin Szala, dyrektor Liceum Artes Liberales.
Foto: archiwum prywatne
Marcin Szala – współzałożyciel LAL, wcześniej współtwórca Collegium Wratislaviense oraz Akademeia High School. Absolwent fizyki i filozofii na Uniwersytecie Oksfordzkim, stypendysta Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata. Brał udział w programie Leadership Academy for Poland i jest członkiem TrendHouse.
[…] „43 proc. dzieci i młodzieży niechętnie chodzi do szkoły” – podaje Stowarzyszenie Polski Komitet Narodowy UNICEF w raporcie „Prawa dziecka w Polsce 2024„. Dlaczego nastolatki jej nie lubią, a co za tym idzie, tracą zainteresowanie uczeniem się w ogóle? Jak mogą temu przeciwdziałać nauczyciele i rodzice? Jaką rolę w edukacji ponadpodstawowej mogą odegrać mikropoświadczenia?
W początkowych latach życia przy nabywaniu pierwszych umiejętności, takich jak chodzenie czy mówienie, sprzyjają nam neurobiologia i ciekawość świata. Wraz z rozpoczęciem edukacji formalnej zaczynają pojawiać się liczne przeszkody, które sprawiają, że wielu młodych ludzi nie lubi chodzić do szkoły po wiedzę.
Jednym z powodów jest na pewno wyższy poziom skomplikowania stawianych przed nastolatkami zadań. – Konieczne jest wcześniejsze danie młodym ludziom fundamentalnych umiejętności: ciekawości, wytrwałości i sprawczości. To wszystko da się wytrenować. Chęć i ciekawość świata są już niewystarczające – wyjaśnia Marcin Szala, współzałożyciel i jeden z dyrektorów warszawskiego Liceum Artes Liberales
Nie pomaga także duża liczba atrakcyjniejszych i łatwiejszych od zdobywania wiedzy „rozpraszaczy”. – Szkoła, która próbuje konkurować z Netfliksem, przegra. Dlatego nowoczesna szkoła musi całkowicie przeformułować rolę uczniów – oni nie mogą być odbiorcami, muszą czynnie uczestniczyć w procesie uczenia się, być zaangażowani – mówi dyrektor liceum.
[…]
Zdaniem dyrektora jednym z największych wyzwań stojących przed szkołami, nauczycielami i rodzicami, jest pokazanie młodym ludziom, że mogą być sprawczy – aby umieli identyfikować rzeczy, które ich ciekawią i potrafili znajdować zasoby, żeby zdobywać wiedzę. […] Dodaje, że nie jest to możliwe do osiągnięcia, gdy nauczyciele skupiają się tylko na realizacji z góry założonego planu i przygotowaniu młodych ludzi do testu. – Konieczne jest wygospodarowanie przestrzeni na refleksję i doświadczenie: nie umiałem – próbowałem wiele razy, potknąłem się – umię – wskazuje.
Cały tekst „Stary schemat lekcji już się wyczerpuje. Tak szkoła nie wygra z Netfliksem i smart fonami” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Nie po raz pierwszy nowy tydzień zaczynam od zamieszczenia najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka z Jego bloga „Wokół Szkoły”. I tym razem jest to tekst ważki, w którym Autor, mając za sobą kilkudziesięcioletnie doświadczenie w kierowaniu szkołą, dzieli się nami swoimi poglądami na temat roli szkoły w społeczeństwie obywatelskim:
„Po co nam szkoła”? Przepraszam…, jakim „nam”?!
Za sprawą grupy pasjonatów, napędzanej entuzjazmem Małgorzaty Żuber-Zielicz i nieocenionym wsparciem Fundacji Punkt Wiedzy, z Prezeską Katarzyną Werner na czele, udało się ostatnio wskrzesić Warszawskie Forum Oświatowe. Powstałe na początku lat 90-tych XX wieku, stanowiło w owym czasie arenę ożywionych debat na temat stołecznej edukacji, przekładających się także na praktyczne działania w lokalnej polityce.
Muszę przyznać, że pomysł tej reaktywacji po długim okresie niebytu i w zupełnie innych warunkach politycznych i społecznych, wzbudził zrazu moje wątpliwości. Także dlatego, że zaproszone do działania grono weteranów w dużej części jest już poza głównym nurtem życia publicznego. Zresztą, samemu patrząc w lustro, w nim również widzę zaprzeczenie określenia „młody i obiecujący”. Okazało się jednak, że stara gwardia nie zardzewiała tak bardzo, i choć nadal nie jestem pewny, czy w tym gronie posiada jakąś polityczną sprawczość, to z pewnością potrafi jeszcze pobudzić do refleksji. Jest to o tyle cenne, że średnia wieku uczestników kolejnych spotkań maleje, przez co zwiększa się szansa dotarcia inspiracji do aktywnych działaczy oświatowych, w tym także do kręgów decyzyjnych. A zresztą, jeśli nawet jestem w tej kwestii nadmiernym optymistą, to z ostatniego, trzeciego już spotkania odnowionego Forum sam wyniosłem ciekawe przemyślenia, które stały się inspiracją do tego artykułu. Słowem, na pewno nie żałuję dwóch godzin czwartkowego popołudnia, spędzonych w Stołecznym Centrum Edukacji Kulturalnej przy ulicy Jezuickiej.
Jako tło dla prowadzących i dyskutantów przez większość czasu widniała na ekranie skrócona wersja tematu spotkania, która – jak się za chwilę okaże – zainspirowała mnie najbardziej: „Po co nam szkoła?”. Punktem wyjścia do debaty stała się prezentacja wyników pilotażowego badania ankietowego „Po co w Polsce potrzebna jest szkoła?”. Autor, prof. Adam Grzegorczyk, przeanalizował wypowiedzi przedstawicieli ośmiu grup interesariuszy szkoły: uczniów, nauczycieli, rodziców, młodych absolwentów, pracodawców, samorządowców, prawodawców (decydentów) oraz opinii publicznej. Jako swoiste odkrycie wskazał, że głosy niespodziewanie złożyły się w obraz raczej konsensusu niż konfliktu. Respondenci wykazali dużą zgodność co do tego, że celem działania szkoły jest rozwój człowieka, budowanie wspólnoty i przygotowanie do życia. Padły w tym kontekście takie pojęcia jak samodzielność, odpowiedzialność, rozumienie świata, wspólnota, którym odpowiadały stosowne kompetencje indywidualne absolwentów, a wśród nich współpraca. Wszystko pięknie!
Światełko alarmowe zapaliło mi się dopiero przy prezentacji listy największych problemów szkoły, ustalonej na podstawie ankiet. Wymieniono ich pięć: praktyczność, przygotowanie do życia, indywidualizacja, dobrostan psychiczny i rozwój talentów. Jak należy rozumieć – w sposób niedostateczny realizowanych w obecnych działaniach tej instytucji. Zauważyłem od razu, że żaden nie odnosi się bezpośrednio do niedostatków środowiska społecznego, w jakim w szkole powinno wykuwać się poczucie wspólnoty, oraz kształtować uczniowska gotowość, chęć i umiejętność współpracy. Tymczasem ja obserwuję na co dzień, że szkoła staje się w coraz większym stopniu areną realizacji partykularnych interesów i zaspokajania indywidualnych potrzeb, a wymiar wspólnotowy trafia na absolutny margines. Jeśli poświęca się refleksję funkcjonowaniu ucznia w grupie, to niemal wyłącznie w kontekście jego sytuacji, jego rozwoju i jego dobrostanu. Jeśli analizuje się funkcjonowanie szkoły, to głównie pod kątem zaspokajania indywidualnych potrzeb, a nie formacyjnych efektów udziału uczniów w życiu całej społeczności.
Wynikające z badania problemy szkoły rzeczywiście istnieją, choć śmiem twierdzić, że nauczyciele lepiej lub gorzej starają się wychodzić im naprzeciw. Niektóre mają znaleźć rozwiązanie wraz z reformą „Kompas Jutra”, co wydaje mi się mocno wątpliwe, ale trudno odmówić reformatorom przynajmniej słusznej intencji. Część problemów ma charakter systemowy – na przykład, trudno rozwijać talenty nie dysponując czasem ani funduszami na ten cel. Natomiast niedostrzeganie kryzysu szkoły jako wspólnoty, to gorzej niż przeoczenie, to po prostu błąd! Tym większy, że można spokojnie założyć, iż w krótkim czasie pielęgnację talentów, indywidualizację nauczania, a nawet dbanie o indywidualny dobrostan przejmą odpowiednio zaprojektowani agenci AI. Natomiast budowanie poczucia wspólnoty, rozbudzanie gotowości do działania na rzecz środowiska społecznego, wymaga dobrego wzorca, o który – pod nieobecność podwórka i wobec niewielkiego zasięgu organizacji młodzieżowych – mimo wszystko najłatwiej w szkole. Samo się to jednak nie zadzieje.
Refleksje, jakie wzbudziła we mnie zaprezentowana lista problemów, analizowana przez dyskutantów podczas Forum i w zasadzie zaakceptowana, spowodowały, że w swoim wystąpieniu postawiłem pytanie: Czym jest to „nam”? Czy jest to rzeczywiście suma wskazanych grup interesariuszy, nawet jeśli są oni zaskakująco zgodni w swoich poglądach i oczekiwaniach?
Na sobotnie lektury postanowiłem zaproponować dwa teksty z bloga prof. Bogusława Śliwerskiego. Jako pierwszy prezentuję fragmenty (subiektywnie, ale świadomie wybrane), zamieszczonego wczoraj obszernego tekstu, będącego relacją z pewnej konferencji naukowej, ale którego treść jest jak najbardziej ważna nie tylko w środowisku uczonych pedagogów. Do drugiego odsyłam, zachęcając jego początkowym fragmentem, ale już jego tytuł powinien Was zainteresować:
Dostrzec, zatroszczyć się, zaprzyjaźnić. O trzech zapomnianych językach pedagogiki
Są takie pojęcia, które w edukacji brzmią pięknie, ale zarazem podejrzanie. Troska. Wrażliwość. Przyjaźń. W ustach urzędnika mogą stać się pustym hasłem. W szkolnym programie wychowawczo-profilaktycznym — dekoracją. W strategii uczelni — miękkim dodatkiem do twardych wskaźników.
A jednak to właśnie one odsłaniają najgłębszy sens pedagogiki: nie jako technologii zarządzania uczniem, lecz jako sztuki widzenia człowieka tam, gdzie system najczęściej widzi przypadek, numer, wynik, kompetencję, procedurę albo problem do obsłużenia. […]
Wydana przez prof. UWM Pawła Piotrowskiego monografia zbiorowa pt. „Kategorie pedagogiczne dla edukacji w XXI wieku” (Toruń, 2026) jest dedykowana Jubilatowi nawiązując do jednej z kilkudziesięciu rozpraw J. Górniewicza, którą opublikował u progu XX wieku. [….]] Autorzy zaprezentowanego w dniu wczorajszym tomu nawiązują w swoich rozprawach do myśli prof. J. Górniewicza. Konferencyjne spotkanie z Jubilatem nie było streszczaniem poszczególnych rozpraw, ale pogłębioną refleksją o kategoriach pedagogicznych dla edukacji w XXI wieku. Wybrałem tylko trzy, bo nie sposób w tym miejscu zreferować przebieg obrad, które objęły ponad dwadzieścia wystąpień.
Pierwsza kategoria, o której mówiła prof. UWM Dorota Zaworska-Nikoniuk, dotyczyła etyki troski za Carol Gilligan i Nel Noddings a zorientowanej ku pedagogice relacyjnego uwrażliwienia dzieci w toku socjalizacji i wychowania.
Druga z przywołanych kategorii, którą przybliżyła nam dr Monika Maciejewska z UWM w Olsztynie okazała się wrażliwość poznawcza kandydatów do zawodu pedagoga. Uczona uświadomiła nam, że przyszły pedagog powinien uczyć się dostrzegać to, co w codzienności szkoły umyka większości, a więc imponderabilia, czyli zdolność uważnego, refleksyjnego i odpowiedzialnego reagowania na sytuacje wychowawcze.
Trzecią kategorią współczesnej edukacji jest – zdaniem prof. Maria Czerepaniak-Walczak przyjaźń — słowo stare, filozoficznie dostojne, a dziś niemal wypchnięte z języka akademickiej powagi.
Można by powiedzieć: troska jest sercem, wrażliwość poznawcza — okiem, a przyjaźń — przestrzenią oddychania pedagogiki. Bez serca edukacja staje się zimną organizacją oddziaływań. Bez oka — nie widzi tego, co naprawdę dzieje się z dzieckiem, uczniem, studentem czy nauczycielem. Bez przestrzeni przyjaźni — zamienia się w miejsce samotnego konkurowania, w którym każdy ma osiągać, raportować, potwierdzać i awansować, ale coraz rzadziej może po prostu być z drugim człowiekiem.[…]
W patriarchalnym, hierarchicznym i konkurencyjnym świecie ten głos troski bywał marginalizowany, choć wcześniej to właśnie ku niemu socjalizowano kobiety: do opiekuńczości, relacyjności, odpowiedzialności za innych. Paradoks polegał na tym, że cechy najpierw wychowawczo wzmacniane, później społecznie deprecjonowano jako mniej racjonalne, mniej obiektywne, mniej „profesjonalne”. […]
Szkoła zorganizowana wyłącznie wokół przedmiotów, programów, pomiaru i rywalizacji traci zdolność do moralnego widzenia ucznia. Wie, ile punktów zdobył, ale nie wie, czego się boi. Wie, czy spełnił wymaganie, ale nie wie, czy został usłyszany. Wie, jak wypada w rankingu, ale nie wie, czy ma jeszcze poczucie sensu.
Na piątkowe przedpołudnie proponuję krótką, ale treściwą lekturę tekstu Danuty Sterny z Jej bloga „OK. NAUCZANIE” Tytuły proponowanych tekstów są podlinkowane:
Wskazówki do wykorzystania w ostatnich dniach roku szkolnego
Zbliża się ostatni tydzień roku szkolnego. Przeważnie stopnie są już ustalone i trudne wykrzesać energię do uczenia się. Widać wyraźnie w tym czasie, jak stopnie są ważne i bez nich spada motywacja do uczenia się. Inaczej jest w klasach młodszych, gdzie stopni końcowych nie ma i proces uczenia się trwa do końca roku.
Znając sytuację w klasach starszych w czerwcu napisałam kilka artykułów na temat sensownego wykorzystania czasu końca roku szkolnego. Musi to być coś, co naprawdę jest uczniom przydatne i co można ćwiczyć w mniejszym gronie, gdyż frekwencja bywa w tym okresie słaba.
W tym wpisie skieruję Was do kilku wpisów, które może uznacie za możliwe do zrealizowania jeszcze w tym tygodniu przed zakończeniem roku. Niektóre z nich nie wymagają przygotowania, a niektóre może przydadzą się w następnym roku szkolnym.
1.Pomocne hasła w nauce wypowiadania się. Ćwiczenie umiejętności wypowiadania się i dyskusji.
2.Porozmawiajmy o strategiach uczenia się. Rozmowa z uczniami, jak się uczą i jakie strategie uczenia się są efektywne.
Posumowanie nauki w danym roku i świętowanie sukcesów.
4.Codzienna praktyka pisania w wakacje. Przekonywanie uczniów, że warto pisać w wakacje, prowadzić dziennik lub pisać listy.
5.Ankietowanie uczniów.. Przeprowadzanie ankiet wśród uczniów, aby dowiedzieć się więcej na ich temat i wykorzystać wyniki w następnym roku szkolnym.
6.Cenny czerwiec w życiu szkoły. 12 pomysłów: Wycieczki, Dni tematyczne, Prezentacje projektów; Goście; Gry interaktywne; Projekty podsumowujące; Zajęcia na świeżym powietrzu; Projekty międzyprzedmiotowe; Warsztaty prowadzone przez uczniów; Pytania do uczniów; Świętowanie i docenianie; Pisanie listu do siebie.
Z życzeniami owocnego końca roku.
Źródło: www.oknauczanie.pl
Oto fragmenty ciekawego, a przede wszystkim rzucającego nowe światło na klasyczną formę szkolnego wypracowania tekstu Witolda Kołodziejczyka, zamieszczonego w minioną niedziele na portalu „Edunews”. Z całym tekstem możecie zapoznać się klikając w załączony link:
Foto: www.facebook.com/photo/
Dr Witold Kołodziejczyk – prof. Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, Redaktor Naczelny
periodyku „Edukacja i Dialog”
Śmierć szkolnego wypracowania w czasach AI?
Dlaczego szkoła musi uczyć odpowiedzialności poznawczej
Żyjemy w czasach, w których szkoła coraz częściej traci kontakt z prawdziwym procesem uczenia się i zamiast być miejscem pytań, rozmowy, wątpienia, ćwiczenia myślenia i stopniowego dochodzenia do rozumienia, staje się fabryką pozorów. Uczniowie oddają wypracowania, streszczenia lektur, prezentacje, projekty, karty pracy i referaty, które wyglądają poprawnie, ale nie zawsze są śladem ich rzeczywistego myślenia.
Architektura pozorów
Sztuczna inteligencja bardzo mocno obnażyła ten problem. Nie jeden już nauczyciel przekonał się o tym i zastanawia się, jak poradzić sobie z tym, że dziś uczeń może w kilka minut otrzymać streszczenie lektury, charakterystykę postaci, rozprawkę, opis obrazu, interpretację wiersza albo prezentację na zadany temat. Tekst jest płynny, logiczny, poprawny językowo i formalnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy nauczyciel pyta ucznia: Co chciałeś przez to powiedzieć?, Dlaczego tak uważasz?, Które zdanie jest naprawdę twoje?, Z czym się nie zgadzasz?, Jak doszedłeś do tego wniosku?.
Wtedy często okazuje się, że piękny tekst nie ma właściciela. Uczeń nie potrafi obronić argumentu, wyjaśnić sensu użytego pojęcia, wskazać własnego przykładu ani powiedzieć, dlaczego wybrał właśnie taki sposób rozumowania. Nie jest autorem myśli, lecz tylko dostawcą pliku, kurierem. Przenosi do szkoły gładkie frazy, których sam nie przeżył, nie przemyślał i nie potrafi wziąć za nie odpowiedzialności. I właśnie w tym miejscu ujawnia się kryzys edukacji w świecie AI, bo to nie tylko uczeń zawiódł, ale także model szkolnego oceniania, który przez lata zbyt łatwo utożsamiał jakość uczenia się z jakością oddanego produktu. Ocenialiśmy tekst, nie proces, końcowy efekt, poprawność, kompozycję i estetykę, a nie drogę dochodzenia do odpowiedzi. Zbyt rzadko pytaliśmy, czy uczeń naprawdę rozumie to, co napisał.
AI nie stworzyła tej fikcji. Ona ją tylko przyspieszyła, powiększyła i pokazała w ostrym świetle. Tradycyjne wypracowanie, rozumiane jako samotnie oddawany tekst do oceny, przestało być wystarczającym dowodem uczenia się. Słyszę i sam się często zastanawiam, czy pisanie prac w tym formacie ma jeszcze jakikolwiek sens? Szukam więc sposobów, jak rozwiązać ten problem, bo przecież pisanie właśnie dziś ma jeszcze większe znaczenie. Ale musi być powiązane z rozmową, procesem, notatkami, poprawkami, obroną własnego stanowiska i refleksją nad tym, co AI podpowiedziała, a co uczeń świadomie przyjął, odrzucił lub przekształcił.
Kognitywne ćwiczenia oporowe
Czy masowa produkcja wypracowań przez sztuczną inteligencję oznacza koniec samodzielnego myślenia uczniów? Nie musi tak być. Paradoksalnie może to być szansa na odnowienie szkoły. AI zmusza nas do postawienia pytania, którego szkoła długo unikała, a mianowicie, czy naprawdę uczymy myślenia, czy tylko egzekwujemy gotowe odpowiedzi?
Aby zrozumieć to wyzwanie, odwołam się do doświadczeń wielu z nas, kiedy wysiłek fizyczny był częścią codziennego życia. Ludzie nosili wodę, rąbali drewno, pracowali rękami, chodzili pieszo. Dziś technologia zdjęła z nas wiele tego wysiłku. Dlatego musimy świadomie iść na spacer, biegać, ćwiczyć, korzystać z siłowni, żeby nasze ciało nie osłabło. Podobnie dzieje się z umysłem. Dawniej uczeń, chcąc napisać wypracowanie, musiał przeczytać tekst, zrobić notatki, uporządkować argumenty, popełnić błędy, poprawić zdania i samodzielnie przejść przez trud formułowania myśli. Dziś wiele z tych czynności może wykonać za niego AI. Wygoda jest ogromna, ale cena może być wysoka. To osłabienie wytrzymałości poznawczej. Jeśli uczeń zbyt wcześnie dostaje gotową odpowiedź, może przestać ćwiczyć cierpliwość myślenia. Nie uczy się samodzielnie budować argumentacji, nie rozwija własnego stylu. Algorytmy AI streszczają lekturę, uczeń może nigdy nie spotkać się naprawdę z bohaterem, konfliktem, dramatem i pytaniem moralnym obecnym w tekście.
Dlatego szkoła przyszłości nie powinna stać się miejscem zakazu AI, ale miejscem intencjonalnego oporu poznawczego. To właśnie tutaj pojawia się sens modelu IALE (Intentionally AI-Linked Education), czyli edukacji świadomie połączonej z AI, ale nie podporządkowanej AI. Szkoła powinna stać się siłownią poznawczą. Nie chodzi o to, aby ucznia zmęczyć zadaniami, ale aby zaprojektować takie ćwiczenia, które wzmacniają jego myślenie. Tak jak mięśnie rosną dzięki oporowi, tak rozumienie rozwija się dzięki pytaniom, trudnościom, korektom, sporom, błędom i konieczności obrony własnego stanowiska.W takim modelu wypracowanie nie powinno być tylko gotowym tekstem oddanym nauczycielowi. Powinno być śladem procesu, w którym uczeń pokazuje pierwsze notatki, formułuje własne pytanie, zapisuje roboczą tezę, sprawdza odpowiedź AI, wskazuje, co z niej przyjął, wyjaśnia, co odrzucił, poprawia argumentację, a na końcu potrafi ustnie obronić swój tekst. […]
Od wypracowania jako produktu do wypracowania jako procesu
Największym błędem szkoły byłoby dziś udawanie, że nic się nie zmieniło. Nie wystarczy powiedzieć uczniom: Nie wolno korzystać z AI. Taki zakaz może być potrzebny w niektórych sytuacjach, ale nie rozwiąże problemu. Uczniowie i tak będą żyli w świecie, w którym AI będzie obecna w telefonach, wyszukiwarkach, komunikatorach, edytorach tekstu i aplikacjach edukacyjnych.
Dlatego trzeba zmienić samo rozumienie pracy uczniowskiej. Dawniej pytaliśmy: jaki tekst uczeń oddał? Dziś musimy pytać: jak uczeń ten tekst stworzył, co zrozumiał i czy potrafi wziąć odpowiedzialność za własne zdania? Wypracowanie powinno przestać być martwym artefaktem, generującym dług poznawczy, ale stać się dokumentacją myślenia. Nauczyciel nie powinien oceniać wyłącznie efektu końcowego, lecz także drogę, czy uczeń rozumie temat, czy samodzielnie sformułował problem, czy potrafi wyjaśnić użyte argumenty, czy odróżnia własną myśl od podpowiedzi AI, czy umie poprawić tekst po rozmowie, czy potrafi powiedzieć: To zdanie zostawiam, bo wyraża moje stanowisko, albo To zdanie usuwam, bo brzmi dobrze, ale nie jest moje. […]
Suwerenność poznawcza ucznia
W świecie, w którym AI potrafi tworzyć bardzo poprawne teksty, w dodatku bardzo szybko, szczególnego znaczenia nabiera coś, co można nazwać suwerennością poznawczą ucznia. To jeden z filarów modelu IALE. Uczeń zachowuje suwerenność wtedy, gdy rozumie własny tekst. Gdy potrafi powiedzieć, skąd wziął argument, umie obronić tezę, rozpoznaje, że jakieś zdanie brzmi efektownie, ale nie pasuje do jego myślenia. Nie wstydzi się prostszego języka, jeśli jest on uczciwy i naprawdę jego. W czasach AI autentyczność nie polega na tym, że uczeń nigdy nie korzysta z pomocy. Autentyczność polega na tym, że nie oddaje za darmo własnego sądu. Może korzystać z podpowiedzi, pytań, korekt i inspiracji, ale powinien wiedzieć, co robi z tym materiałem. Granica kapitulacji poznawczej przebiega tam, gdzie uczeń nie potrafi już powiedzieć: To jest moja myśl. Albo: Nie rozumiem tego zdania, choć znajduje się w mojej pracy. Albo: AI tak napisała, więc zostawiłem. To jest moment niebezpieczny wychowawczo. Nie dlatego, że uczeń użył technologii, ale dlatego, że przestał być autorem własnego uczenia się. […]
Od szkoły kontroli do szkoły rozmowy
Wielu nauczycieli pyta dziś: jak to wszystko sprawdzać? Jak oceniać prace uczniowskie w świecie AI? Jak odróżnić tekst samodzielny od wygenerowanego? Jak zapobiec oszustwu? To są ważne pytania, ale nie mogą być jedynymi. Jeżeli szkoła skupi się wyłącznie na wykrywaniu AI, zamieni się w instytucję podejrzeń. Nauczyciel stanie się detektywem, uczeń podejrzanym, a praca pisemna dowodem w sprawie. Potrzebujemy innego kierunku. Oczywiście, szkoła musi mieć jasne zasady. Uczeń powinien wiedzieć, kiedy może korzystać z AI, kiedy nie może, jak ma to ujawnić i za co odpowiada. Ale centrum edukacji nie może być kontrola. Powinna tym być być rozmowa. […]
Szkoła jako lokalny hub odpowiedzialnego myślenia
Szkoła przyszłości nie powinna być miejscem licytowania się na najlepsze prompty. Nie chodzi o to, aby jedni uczniowie byli sprytniejsi w obsłudze narzędzi, a inni zostali z tyłu. Nie chodzi też o to, aby AI stała się ukrytym korepetytorem dla tych, którzy potrafią z niej korzystać poza szkołą. Szkoła powinna stać się lokalnym hubem odpowiedzialnego myślenia. Miejscem, w którym uczeń uczy się korzystać z technologii jawnie, krytycznie i etycznie. Miejscem, w którym nauczyciel nie tylko zadaje pracę, ale pomaga uczniowi przejść przez proces: od pytania, przez pierwszą próbę, przez błąd, po świadomie napisany tekst. […]
Po co dziś wypracowanie?
Wypracowanie w czasach AI nadal ma sens, ale tylko wtedy, gdy zmienimy jego funkcję. Nie może być już wyłącznie zadaniem: napisz i oddaj. Powinno stać się ćwiczeniem w samodzielnym rozumieniu świata. Uczeń pisze nie po to, aby zapełnić dwie strony, ale po to, aby zobaczyć, co naprawdę myśli, jak uporządkować własne stanowisko, zmierzyć się z argumentem. Pisze, aby nauczyć się odpowiedzialności za słowo. Dlatego szkoła nie powinna rezygnować z pisania. Powinna ocalić pisanie przed pozorem. Trzeba mniej martwych prac, a więcej żywych procesów. Mniej tekstów bez właściciela, a więcej rozmów o tym, jak tekst powstał i nie udawania samodzielności, a więcej jawnej pracy nad myśleniem. Nie potrzebujemy perfekcyjnych wypracowań, których uczeń nie rozumie, a więcej niedoskonałych, ale własnych prób, które można poprawiać, rozwijać i bronić. Jak to sprawdzić? Najlepiej pytajmy, czy rozumie to, co oddaje jako własne i czy szkoła pomaga mu stawać się autorem własnego myślenia?
W epoce AI szkoła musi stać się siłownią poznawczą, miejscem, w którym uczniowie ćwiczą nie tylko pisanie, lecz także rozumienie, argumentowanie, obronę własnego stanowiska i uczciwe współmyślenie z technologią.
Cały tekst „Śmierć szkolnego wypracowania w czasach AI? Dlaczego szkoła musi uczyć odpowiedzialności poznawczej” – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
Dziś prezentuję zamieszczony w niedzielę wieczorem post z fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej, w której promuje książkę “Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem”, autorstwa prof. dr hab. n. med. Michaela Schulte-Markworta – profesora na Uniwersytecie w Hamburgu, ale przede wszystkim wybitnego niemieckiego psychiatry dziecięcego i młodzieżowego oraz psychoterapeuty. Tytuł mówi sam za siebie co jest jej treścią:
“Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem”
Autorem jest psychiarta dziecięcy Michael Schulte-Markwort. To o dzieciach, które nie dają rady unieść presji, której podobno mają za mało.
Często słyszę, że dzisiejsze dzieci i młodzi ludzie to wydelikacone płatki śniegu, a jedyne, czego im brakuje to ODROBINA wymagań i dyscypliny. No bo kto rozsądny sprzeciwi się temu, żeby od dzieci i młodych ludzi troszeczkę, odrobinkę wymagać?
Ci dorośli nie wierzą, że wiele dzieci i nastolatków całe popołudnia i wieczory spędza nad książkami, przygotowując się do sprawdzianów. Nie wierzą, że trwająca latami rywalizacja, ciągłe kontrole i porówywanie dzieci z sobą tworzy presję, której wielu młodych nie wytrzymuje.
Michael Schulte-Markwort przedstawia przypadki wielu dzieci i nastolatków.
Część z nich ma trudności w nauce, których przyczyną jest neuroróżnorodność, np. dyspraksja, ale PRESJA OSIĄGNIĘĆ NISZCZY RÓWNIEŻ TE NAJZDOLNIEJSZE DZIECI, KTÓRE OSIĄGAJĄ W SZKOLE NAJWYŻSZE OCENY. ONE RÓWNIEŻ PŁACĄ ZA SZKOLNY SUKCES WYPALENIEM, DEPRESJĄ, UTRATĄ CHĘCI DO ŻYCIA.
“Oj tam, oj tam”, – powie taki krytyczny dorosły.
„No chyba odrobina obowiązków nikomu jeszcze nie zaszkodziła?”
To również książka o dorosłych, których przekonania są tak silne, że czynią ich ślepymi i głuchymi na to, co dzieje się z dziećmi.
„Oj tam, oj tam. Próbowała popełnić samobójstwo? Proszę pani, ona chce tylko zwrócić na siebie uwagę.”
Rozmawiałam z prof. Schulte-Markwortem o tym, co czyni tak wielu dorosłych głuchymi i ślepymi na los dzieci, dlaczego nie potrafimy dostrzec skutków presji, jaką na nie wywieramy? Powiedział, że to dobry temat na kolejną książkę. Myślę, że jest bardzo potrzebna, ale czy ci z nas, którzy umieją patrzeć na młodych jedynie krytycznym okiem, by po nią sięgnęli? Szczerze wątpię…
Wobec przekonań fakty są zbyt słabe.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Ta inicjatywa ZNP realizowana została we współpracy z zespołem ekspertek z Uniwersytetu Warszawskiego. Projekt miał na celu dokładną identyfikację źródeł stresu oraz ocenę jego psychologicznych, zdrowotnych i zawodowych konsekwencji w polskiej oświacie.
Celem tego badania było opracowanie na tej podstawie diagnozy obciążeń psychospołecznych, poziomu wypalenia zawodowego i czynników ryzyka, takich jak mobbing czy przeciążenie obowiązkami
Był to sondaż w formie anonimowych ankiet ilościowych oraz jakościowych wśród reprezentatywnej grupy nauczycieli i specjalistów pomocy psychologiczno-pedagogicznej.
Badanie zostało sfinansowanie z Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS) w ramach projektu „Społeczny Inspektor Pracy SIP – gwarancją przestrzegania praw pracowniczych w Twoim miejscu pracy”. (Program Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego, Priorytet FERS.04.00, Działania FERS.04.03).
Oto tekst zawierający syntetyczne informacje o wynikach tego sondażu, zaczerpnięty z oficjalnej strony Związku Nauczycielstwa Polskiego, zamieszczony dzisiaj:
Wyniki ogólnopolskiego badania nt. ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela
[…] 15 czerwca 2026 roku zaprezentowaliśmy wyniki „Ogólnopolskiego badania na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela” przeprowadzonego na zlecenie ZNP przez naukowczynie z Uniwersytetu Warszawskiego.
Badanie objęło blisko 1800 pracowników oświaty z całego kraju. Wyniki są alarmujące:
-50% nauczycieli doświadcza wysokiego lub bardzo wysokiego poziomu skumulowanego stresu.
-Tylko 18% badanych deklaruje niski poziom obciążenia.
-60% nauczycieli cierpi na silne dolegliwości somatyczne (bezsenność, przewlekłe bóle, wyczerpanie).
-72% respondentów nie potrafi jednoznacznie zadeklarować, że pozostanie w zawodzie. Co czwarty nauczyciel podejmuje już aktywne kroki, by odejść z oświaty
Wbrew powszechnym przekonaniom, to nie trudne zachowania dzieci i młodzieży są najbardziej obciążające. W rankingu 20 najbardziej uciążliwych stresorów aż 13 ma charakter systemowy.
Największe bariery dobrostanu:
-niskie wynagrodzenia: nieadekwatne do odpowiedzialności zawodowej i zmuszające do pracy na kilku etatach. chaos legislacyjny: ciągłe zmiany podstaw programowych i przepisów bez czasu na przygotowanie
-przerzucanie odpowiedzialności: wdrażanie reform (np. edukacji włączającej) bez zapewnienia kadr, wsparcia specjalistów i środków
-biurokracja: nadmiarowa „papierologia,” która pożera czas potrzebny na relację z uczniem i odpoczynek
-brak ochrony prawnej: poczucie osamotnienia w starciu z roszczeniowymi postawami i hejtem w mediach społecznościowych.
Przewlekły stres prowadzi do zjawiska „pracy na rezerwach”. Nauczyciele pozostają zaangażowani i widzą sens w pracy z dziećmi, ale robią to kosztem własnego zdrowia i życia rodzinnego. Efektem jest m.in.:
-wyczerpanie emocjonalne: 82% nauczycieli czuje zmęczenie jeszcze przed wyjściem do pracy
-erozja czasu prywatnego: cyfryzacja (e-dzienniki, grupy na komunikatorach) sprawiła, że praca trwa 24h na dobę, również w święta i weekendy
-zniechęcanie najlepszych do pracy w zawodzie: system traci najbardziej doświadczonych ekspertów oraz zniechęca młode talenty na samym starcie
Rekomendacje: Czas na odpowiedzialność systemu
[…]
Rekomendacje dla Ministerstwa Edukacji Narodowej:
1.Stabilizacja i vacatio legis: wprowadzenie i zagwarantowanie prawne co najmniej kilkuletnich cykli edukacyjnych bez gwałtownych zmian w trakcie roku szkolnego.
2.Powiązanie wymagań z zasobami: każdej nowej regulacji powinno towarzyszyć pytanie „jakie zasoby otrzyma szkoła i nauczyciel, aby ją wdrożyć?” Dotyczy to zwłaszcza: edukacji włączającej, nowych przedmiotów i zmian podstawy programowej, obowiązków dokumentacyjnych, prac wychowawczej i profilaktycznej, oczekiwań związanych z indywidualizacją nauczania.
3.Realne odciążenie: systemowy przegląd i redukcja dokumentacji. Przesunięcie zadań administracyjnych na pracowników pomocniczych.
4.Wsparcie edukacji włączającej: jasne limity liczby uczniów z orzeczeniami w klasach masowych i obowiązkowe wsparcie nauczyciela współorganizującego.
5.Urlopy regeneracyjne: przywrócenie i rozszerzenie prawa do płatnych urlopów dla poratowania zdrowia oraz wprowadzenie krótkich „urlopów na oddech” (1-2 dni).
6.Wzmacnianie prestiżu zawodu: centralne kampanie społeczne budujące szacunek do zawodu nauczyciela jako eksperta (zob. wideo)
Dla samorządów (organów prowadzących):
1.Inwestycja w infrastrukturę: stworzenie w szkołach realnych miejsc wyciszenia i odpoczynku dla nauczycieli (pokój nauczycielski to dziś często „biuro i korytarz” w jednym).
2.Realne odciążenie: systemowy przegląd i redukcja dokumentacji, wprowadzenie obowiązku zatrudnienia określonej liczby pracowników administracyjnych wspierających nauczyciela w zależności od liczby uczniów.
3.Lokalne programy wsparcia: finansowanie bezpłatnej opieki psychologicznej, superwizji i poradnictwa prawnego dla kadry.
4.Wzmacnianie prestiżu zawodu: lokalne kampanie społeczne budujące szacunek do zawodu nauczyciela jako eksperta.
Dla dyrektorów szkół:
1.Ochrona czasu wolnego: kultura nieprzesyłania służbowych wiadomości po godzinach pracy i w weekendy.
2.Sprawiedliwość organizacyjna: transparentne zasady przydzielania zastępstw, dyżurów i nagradzania.
3.Wsparcie w konfliktach: dyrektor jako mediator i tarcza dla nauczyciela w trudnych sytuacjach z rodzicami.
4.Budowanie sieci współpracy: wewnątrzszkolnych i międzyszkolnych.
Podsumowanie
Dobrostan nauczyciela nie jest luksusem – jest warunkiem koniecznym efektywnej edukacji. Jeśli system nie przejmie odpowiedzialności za warunki pracy, polskiej szkole grożą nie tylko braki kadrowe, ale głęboka zapaść jakościowa wynikająca z wypalenia tych, którzy w niej pozostali
Badanie na zlecenie ZNP zrealizował zespół badawczy Uniwersytetu Warszawskiego. […]
Tekst tego opracowania – TUTAJ
RAPORT Z OGÓLNOPOLSKIEGO BADANIA NA TEMAT RYZYKA PSYCHOLOGICZNEGO I STRESU W ZAWODZIE NAUCZYCIELA – TUTAJ
Źródło: www.znp.edu.pl
Dwa tygodnie przed zakończeniem roku szkolnego to czas ustalanie ocen rocznych, ale można go także wykorzystać na pozyskanie „informacji zwrotnej” od uczniów. Takim narzędziem jest ankieta. Oto tekst Danuty Sterny, będący wskazówką jak ją przygotować:
Ankietowanie uczniów
Przeprowadzania ankiet wśród uczniów pozwala uzyskać mnóstwo informacji na temat ich celów, wyzwań i codziennego życia. Koniec roku już po wystawieniu ocen końcowych sprzyja przeprowadzaniu ankiet i wywiadów.
Konie roku to czas, gdy uczniowie mogą podsumować rok szkolny, ich odpowiedzi mogą nie być zaburzone, gdyż stopnie końcowe już się nie zmieniają. Jest to dobry czas na refleksję i planowanie następnego roku. Moim zdaniem jest to lepszy czas niż początek roku, gdyż teraz uczniowie mają jeszcze w pamięci doświadczenia minionego roku.
Niektórzy nauczyciele prowadzą ankiety przez cały rok, wtedy mogą wyciągać wnioski na bieżąco i zmieniać nauczanie. Pozwalają one poświęcić czas na to, co najważniejsze: nawiązanie kontaktu z drugim człowiekiem.
Ankiety nie zajmują dużo czasu, a dają nauczycielowi informację, a uczniom sygnał, że nauczyciel liczy się z ich zdaniem.
Mogą dotyczyć najróżniejszych spraw:
Cele i podsumowanie
Ta ankieta służy pogłębionej refleksji uczniów na własny temat.
Pytania:
-Jakie największe przeszkody stanęły Ci na drodze do osiągnięcia sukcesu w tym roku szkolnym?
-W czym potrzebujesz najwięcej pomocy? (Dlaczego?)
-Gdzie odnosisz największe sukcesy szkolne? (Wyjaśnij)
-Co chciałbyś, abym ja, jako twoja nauczycielka, o Tobie wiedziała?
-Jak oceniasz naukę w klasie w tym roku? Jakie masz sugestie dla mnie lub klasy?
-Jaki cel postawiłeś sobie na ten rok? Jak Ci idzie dążenie do jego osiągnięcia?
Samoocena
Samoocena i refleksja nad własnymi mocnymi stronami oraz obszarami do rozwoju. Uczniowie potrafią być dla siebie zbyt surowi, dlatego ta ankieta samooceny może pomóc im spojrzeć na siebie całościowo, a nie tylko z jednej strony.
Pytania:
-Co zrobiłeś Twoim zdaniem dobrze? Z czego jesteś najbardziej dumny? Podaj przynajmniej jeden konkretny przykład.
-Co jest twoim zdaniem twoja mocna stroną?
-Co Twoim zdaniem najbardziej wymaga poprawy w Twoim uczeniu się. Czy dostrzegasz jakieś wzorce w Twoim postępowaniu?
-Jak zamierzasz nad tym pracować? Jakie kroki proponujesz podjąć? (Dlaczego?)
-Jak ja mogę Ci pomóc?
Jak chcesz być nauczany?
Można zadać tylko dwa pytania:
1.Co z tego, co robię, pomaga Ci się uczyć?
2.Co mógłbym robić inaczej?
Te pytanie dają nauczycielowi wspaniałe wskazówki, jak ma nauczać sowich uczniów. Wyniki tej ankiety warto omówić z uczniami.
Po informacji zwrotnej
Ankieta służy doskonaleniu informacji zwrotnej przekazywanej przez nauczyciela do pracy ucznia.
Pytania:
-Czy wiesz, co w swojej pracy zrobiłeś dobrze?
-Czy wiesz, co możesz z pożytkiem poprawić? Czy wiesz, jak to zrobić?
-Czy w mojej informacji zwrotnej znalazłeś wskazówki, jak możesz dalej się rozwijać?
Umiejętność formułowania informacji zwrotnej do pracy ucznia nie jest nauczycielowi dana, powinien ją doskonalić, a temu mogą służyć odpowiedzi na pytania zawarte w ankiecie.
Samopoczucie
Zaznacz w skali od 1 do 10, jak się czujesz w naszej klasie:
1 – Czuje się bardzo dobrze, lubiany i zauważany
10 – Czuje się bardzo źle, atakowany przez innych.
(Wyjaśnij swój wybór).
Dzięki takiej anonimowej ankiecie można wykryć hejt i bullying. We wnioskach i omówieniu tej ankiety nie powinny paść publicznie żadne nazwiska.
Nauka w klasie
Dzięki tej ankiecie nauczyciel może uzyskać informacje, jakie zachowania sprzyjają nauce, a jakie nie.
Pytania:
-Co w czasie lekcji szczególnie pomaga Ci się uczyć?
-Co w czasie lekcji przeszkadza Ci się uczyć?
W omówieniu wyników tej ankiety można zawrzeć wskazówki, co trzeba zmienić w procesie nauczania uczniów.
Dzięki ankietom uczniowie mają możliwość spotkania się z dorosłym, który traktuje ich jak osoby indywidualne. Uczniowie mogą czuć się zauważeni i wysłuchani.
Można razem z uczniami opracować wyniki ankiety, wspólnie wyciągnąć wnioski na przyszłość. Powrót do wyników tej ankiety na początku roku szkolnego może stanowić dobry początek roku.
Inspiracja artykułem Tim Smyth
Źródło: www.oknauczanie.pl












