Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Oto tekst Barbary Wesołej, zamieszczony dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”:

 

 

 Nowości na maturze 2027. Zmiany dotyczą nie tylko przedmiotów

 

Matura 2027 nie przyniesie drastycznego przewrotu, jednak zdający muszą przygotować się na kilka ważnych zmian. Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez Centralną Komisję Egzaminacyjną, nowości dotyczyć będą oferty przedmiotów do wyboru, sposobu sprawdzania arkuszy oraz spraw organizacyjnych po stronie szkół. Co ważne, nie wszystkie wprowadzane reguły będą miały zastosowanie do każdego maturzysty.

 

Maturalny maraton rozpocznie się 4 maja 2027 roku od pisemnego egzaminu z języka polskiego na poziomie podstawowym. Dzień później maturzyści zmierzą się z matematyką, a 6 maja z językiem obcym. Egzaminy pisemne w terminie głównym potrwają do 24 maja.

 

Część ustna będzie odbywać się od 6 do 31 maja. Szczegółowe terminy poszczególnych egzaminów ustalą szkoły.

 

CKE wyznaczyła również terminy dla osób, które nie będą mogły przystąpić do matury w maju z udokumentowanych przyczyn zdrowotnych lub losowych. Egzaminy w terminie dodatkowym odbędą się od 1 do 16 czerwca, pod warunkiem uzyskania zgody dyrektora OKE. Z kolei termin poprawkowy zaplanowano na 23 sierpnia (część pisemna) i 24 sierpnia (część ustna).

 

Wyniki matury 2027 zostaną ogłoszone 9 lipca. Osoby przystępujące do egzaminu poprawkowego poznają swoje wyniki 10 września.

 

Nie zmieniają się podstawowe zasady zdawania matury w Formule 2023. Aby uzyskać świadectwo dojrzałości, trzeba zdobyć co najmniej 30 proc. punktów z każdego przedmiotu obowiązkowego. Co do zasady trzeba również przystąpić do egzaminu z przynajmniej jednego przedmiotu dodatkowego na poziomie rozszerzonym, ale nadal nie obowiązuje z niego próg zaliczenia.

 

W 2027 roku na maturze pojawią się dwa nowe przedmioty dodatkowe na poziomie rozszerzonym, czyli biznes i zarządzanie oraz historia tańca, a język łaciński będzie można wybrać zamiast obowiązkowego języka obcego nowożytnego. Nie wszystkie możliwości będą jednak dostępne dla każdego zdającego, dlatego    szczegółowe  zasady   przedstawiamy w galerii.

 

Nowości obejmą również arkusze z matematyki, sposób oceniania części prac egzaminacyjnych oraz udostępnianie materiałów szkołom. Osobne rozwiązania przewidziano dla niektórych absolwentów techników oraz osób przystępujących do egzaminu w starszej Formule 2015.

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 



Jacek Suliga – twórca stowarzyszenia i prezes  Stowarzyszenia 2Piny,  mający w swym dorobku zawodowym 13 lat pracy w gimnazjum jako nauczyciel wspomagający, zamieścił w miniony poniedziałek na swoim fejsbukowym profilu wart zapoznania się z nim tekst:

 

 

Jacek Suliga

 

Słowa „a nie mówiłem” aż cisną się na usta, ale w oświacie nie ma miejsca na tanią satysfakcję. Jest za to gorzka rzeczywistość.

 

Likwidacja gimnazjów była jedną z najbardziej bezmyślnych decyzji systemowych ostatnich dekad – i dziś płacimy za niego gigantyczną cenę w postaci zdrowia psychicznego dzieciaków.

 

Kiedy wprowadzano gimnazja, rzeczywiście nie było różowo. Początki były trudne, korytarze bywały poligonem, a media grzały tematykę skandali. Ale system dojrzał. Przez lata wykształciła się tam kadra ludzi, którzy wiedzieli, jak rozmawiać z nastolatkiem w najbardziej burzliwym, hormonalnym okresie życia. Nauczyciele nauczyli się ogarniać ten trudny wiek, a procedury po prostu zaczęły działać. I nagle ktoś uznał, że to wszystko trzeba zaorać pod hasłem nostalgicznego powrotu do „starej, dobrej podstawówki”.

 

Sam kilkukrotnie spotykałem się z groźnymi zapowiedziami z podstawówek: „Ooo, jak do Was przyjdzie Iksiński, to dopiero zobaczycie! Zobaczymy, jak go tam okiełznacie!”I co? I nic.

 

Iksiński może i nie był aniołem, ale kiedy trafił do nowego środowiska i spotkał nauczycieli, którzy od pierwszego dnia wyraźnie ustalili zasady, a potem konsekwentnie je egzekwowali – okazywało się, że chłopak potrafił się dostosować i całkowicie poprawić swoje zachowanie.

 

W gimnazjum nawet nie pokazał ułamka tego, co odwalał w podstawówce! Dlaczego? Bo zrzucił gębę „szkolnego łobuza”, którą przypięto mu w pierwszej klasie, i wreszcie dostał szansę, by zacząć z czystą kartą wśród ludzi, którzy nie patrzyli na niego przez pryzmat starych grzechów.

 

Gimnazjum miało dokładnie tę jedną, absolutnie kluczową zaletę, o której architekci reformy w swojej ignorancji całkowicie zapomnieli: nowe rozdanie.

 

Po sześciu latach w podstawówce – gdzie układ sił w klasie był już dawno zabetonowany, role rozdane, a etykiety przylepione na stałe – trzynastolatek dostawał szansę na reset. Trafiał w nowe środowisko, do nowych klas, między nowych nauczycieli. Jeśli w podstawówce był „tym cichym”, „tym dziwnym”, celem docinków albo – jak Iksiński – wiecznym łobuzem, w gimnazjum mógł to wszystko zresetować. Mógł zbudować siebie na nowo, znaleźć inne grono znajomych i wyrwać się z toksycznej roli, w którą wciśnięto go w wieku siedmiu lat.

 

I była jeszcze jedna, gigantyczna różnica: współpraca z rodzicami.

Wtedy grało się z rodzicami do jednej bramki. Matka czy ojciec nastolatka mieli już świadomość, że ich ukochane dziecko wchodzi w trudny wiek i ma swoje za uszami. Nie łykali bezkrytycznie każdej wersji wydarzeń sprzedanej im przy obiedzie. Gdy przychodziło do trudnej rozmowy, dorośli rozmawiali ze sobą jak dorośli – szukali rozwiązania, stawiali granice, współpracowali ze szkołą. Dziś? Dziś rodzic ósmoklasisty traktuje czternastolatka jak słodkiego, niezdolnego do winy bobasa z pierwszej klasy. Jakby minęło tylko kilka lat, a różnica jest taka, jakby dzieliły nas całe wieki.

 

Wydłużenie podstawówki do ośmiu lat ten mechanizm ratunkowy i relacyjny całkowicie zniszczyło.

 

Dziś, jeśli grupa w trzeciej czy czwartej klasie uwzięła się na jednego słabszego Jasia, to ten Jaś nie ma dokąd uciec. Zamiast nowego otwarcia po szóstej klasie, dostaje wyrok skazujący na kolejne dwa lata w tym samym, osaczającym go środowisku. Dwa lata dodatkowej, codziennej katuszy z tymi samymi oprawcami, pod czujnym okiem tych samych nauczycieli, którzy zdołali już przyzwyczaić się do korytarzowych układów i zrezygnowani rozkładają ręce.

 

To nie są daleko idące wnioski, to jest prosta zależność: ta permanentna, wieloletnia matnia i brak drogi ewakuacji bezpośrednio karmią dzisiejszą falę młodzieńczej depresji, wykluczenia i eskalacji rówieśniczej przemocy.

 

Kiedy dziecko wie, że ma przed sobą jeszcze dwa lata w piekielnej ławce z ludźmi, którzy go nienawidzą, jego psychika po prostu pęka.

 

Zabraliśmy nastolatkom bufor bezpieczeństwa i szansę na zmianę, zlikwidowaliśmy wyspecjalizowane pod nie placówki, a w zamian upchnęliśmy dojrzewające, kipiące hormonami czternastolatki na jednym korytarzu z przerażonymi siedmiolatkami. I udajemy zaskoczonych, że korytarze płoną, psychiatria dziecięca leży na łopatkach, a statystyki hejtu biją rekordy.

 

Gimnazja nie były idealne, ale dawały młodym ludziom to, co w wieku nastoletnim jest najważniejsze: drugą szansę. Dziś tej szansy nie ma. Jest za to ośmioletnia ścieżka zdrowia, której coraz więcej dzieci po prostu nie ma siły ukończyć.

 

 

Źródło: www.facebook.com/jacek.suliga/



Co prawda minęło już kilka dni od Dnia Edukacji Narodowej, ale  przyznam się, że to opóźnienie jest efektem mojego zaniedbania w monitorowaniu bloga Danuty Sterny. Dopiero dzisiaj zamieszczam jej tekst na tę okoliczność napisany:

 

 

Jak dobrzy nauczyciele stają się jeszcze lepsi

 

Rys. Danuta Sterna

 

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej warto spojrzeć na nauczycieli nie tylko jak na osoby, które uczą innych, ale także jak na tych, którzy sami uczą się przez całe życie. Nawet najlepsi nauczyciele mogą rozwijać swoje umiejętności, doskonalić warsztat i lepiej rozumieć uczniów. Co pomaga im stawać się jeszcze lepszymi? Badania wskazują na 6 sposobów, które warto wprowadzić do codziennej praktyki.

 

Podobnie jak wybitni sportowcy i muzycy, nawet wybitni nauczyciele mogą nadal się rozwijać. Oto 6 opartych na badaniach sposobów na ciągłe doskonalenie umiejętności nauczycielskich.

 

Nauczanie jest jedną z najbardziej skomplikowanych prac na świecie. Jacek Strzemieczny porównuje pracę nauczyciela z pilotowaniem myśliwca. Trzeba uwzględniać wiele czynników i być uważnym przez cały czas.

 

Moim zdaniem, czym mniejsze dzieci, tym trudniej opanować sytuację. Gdy po latach uczenia studentów, a później licealistów, zaczęłam uczyć w gimnazjum, to poczułam, jak to jest trudne zajęcie trudne jest to zajęcie. Musiałam mieć wszystko przygotowane wcześniej, bo nie miałam przestrzeni na myślenie w trakcie lekcji. Czułam się, jakbym jechała na rozpędzonym koniu.

 

W trakcie lekcji wiele czynników może zaburzyć jej tok: przeżycia uczniów z poprzedniego dnia, nierozwiązane konflikty, czynniki atmosferyczne, źle zrozumiana wypowiedź i wiele, wiele innych.

 

Nawet po latach pracy nie można powiedzieć, że człowiek wie, jak uczyć i jak sobie radzić z klasą. Nauczycielem staje się człowiek przez całe życie i dobrzy nauczyciele o tym wiedzą.

 

Badania przeprowadzone pod kierunkiem badaczy związanych z Harvardem pokazały, że nauczycielom potrzeba czegoś więcej niż teorii pedagogicznych i modeli mentalnych funkcjonowania klas — potrzebują konkretnych wskazówek, jak postępować, przykładów tego, jak postępują inni nauczyciele, oraz możliwości przećwiczenia różnych działań. Potrzebują też informacji zwrotnej dotyczącej podjętych przez nich działań.

 

Skuteczne nauczanie polega na wypróbowywaniu różnych strategii wraz z ocenianiem ich skuteczności. Dobrą propozycją jest obserwowanie działań innego skutecznego nauczyciela, wypróbowywanie ich we własnej pracy oraz otrzymywanie informacji zwrotnej i konkretnych wskazówek.

 

Na rozwój trzeba patrzeć długoterminowo, angażować się w niego świadomie, a następnie poświęcić czas na refleksję nad podjętymi działaniami.

 

1.Określenie – nad czym trzeba popracować

 

Podobnie jak w sporcie, ważne jest stawianie sobie celów i wybór umiejętności, które chcemy rozwijać. Tak samo nauczyciele uczą się więcej, gdy koncentrują się na doskonaleniu konkretnego aspektu nauczania, zamiast pracować nad ogólną poprawą.

 

Ustalenie kierunku nie jest proste, gdyż od każdego nauczyciela kończącego studia wymaga się już doskonałości w zawodzie. Kluczem jest oparcie się pokusie doskonalenia wszystkiego naraz. Trzeba skupić się na jednej rzeczy, którą chcemy poprawić, i dać sobie na to czas. Może to być zadawanie lepszych pytań, angażowanie uczniów w naukę czy ustalenie dobrego systemu oceniania. Po podjęciu działania trzeba koniecznie monitorować efekty, obserwować ich skutki i udoskonalać swoje podejście na bieżąco. Celem nie jest gruntowna przebudowa nauczania, ale wprowadzanie małych, znaczących zmian.

 

2.Pozyskiwanie opinii

 

Opinie można zbierać od osób obserwujących lekcje, ale przede wszystkim warto pozyskiwać je od uczniów. Mówią o tym badacze w metaanalizie z 2025 roku. Opinie uczniów mogą ujawnić mylące polecenia, trudności w zrozumieniu koncepcji i praktyczne przeszkody, trudne do zauważenia przez nauczyciela prowadzącego lekcję.

 

Jacek Strzemieczny proponuje regularnie zadawać uczniom dwa pytania:

– Co z tego, co robię, pomaga Ci się uczyć?

– Co mógłbym robić inaczej?

 

Odpowiedzi mogą zaskoczyć nauczyciela, ale zwykle są dobrymi wskazówkami do zmiany.

 

3.Obiektywizm

 

Zgodnie z badaniem z 2025 roku warto od razu po lekcji analizować ją i planować zmiany. Można nagrać lekcję na wideo i obejrzeć ją ponownie, z możliwością zatrzymując nagranie i przewijając je w razie potrzeby. To pomaga skupić lepiej skupić się na kluczowych momentach dydaktycznych i reakcjach uczniów. Samo wspominanie lekcji (bez filmu) lub nawet sporządzenie notatek często nie pozwala na równie obiektywną ocenę.

 

Obserwowanie siebie z perspektywy ucznia może również obnażyć klątwę wiedzy – przekonanie, że lekcje są udane, ponieważ nauczyciel dobrze zna materiał.

 

4.Przećwiczenie trudnych momentów

 

Nauczanie wymaga podejmowania dziesiątek decyzji na bieżąco — nie można ich przewidzieć na etapie planowania. Można jednak starać się opracować strategie postępowania w trudnych sytuacjach, aby móc z nich skorzystać, gdy zajdzie taka potrzeba. Takie sytuacje można omówić z innymi nauczycielami i poznać alternatywne sposoby postępowania, a następnie wypróbować je w praktyce.

 

5.Nauczanie to nie tylko uczenie

 

Można mieć idealnie opracowany plan lekcji, który niestety nie zadziała. Uczniowie mogą nie być zainteresowani, a inne sprawy mogą być dla nich ważniejsze. Nauczyciel jest specjalistą od swojego przedmiotu i często może nie rozumieć, że uczniów nie interesuje temat lekcji. Uczniowie przychodzą do klasy z własnymi myślami, lękami, zainteresowaniami i nastawieniem, które kształtują ich zaangażowanie i chęć wytrwania w nauce. Zrozumienie, co motywuje ucznia, to jeden z najtrudniejszych aspektów nauczania, a opanowanie tej umiejętności może zająć lata.

 

Co więcej, niewłaściwe zachowanie często nie jest tym, czym się wydaje. W badaniu z 2018 roku naukowcy przeanalizowali przyczyny niewłaściwego zachowania uczniów i odkryli, że aż 15% przypadków takiego zachowania przypisuje się dezorientacji w temacie. Uczniowie nie rozumieją polecenia, nie znają oczekiwań nauczyciela, nie wiedzą, jaki jest cel uczenia się, i nie widzą sensu nauki. Innym częstym powodem niewłaściwego zachowania jest brak wiary ucznia we własne możliwości, często wynikający z otrzymania kiepskich ocen za swoją pracę.

 

Głębokie zrozumienie psychologicznych podstaw uczenia się pomaga nauczycielom „czytać” swoich uczniów i odejść od systemu upomnień i kar. Taktyki karania mogą działać w krótkiej perspektywie, ale często prowadzą do dalszych niewłaściwych zachowań w przyszłości (badanie z 2025 roku).

 

6.Nauczyciel uczy się przez cale całe życie

 

Kształcenie zawodowe nie powinno być postrzegane jako wymóg, ale raczej jako ciągły proces wpisany w codzienną pracę nauczycieli. Formalny rozwój zawodowy powinien być uzupełniony o rozwój nieformalny: rozmowy z kolegami, wspólne planowanie lekcji, refleksję, eksperymentowanie z nowymi strategiami i wykorzystywanie informacji zwrotnej.

 

Warto korzystać z obserwacji koleżeńskiej połączonej z informacją zwrotną lub ze spacerów edukacyjnych. Obserwacja daje dodatkowe „oczy”, które nie są dostępne, gdy nauczyciel prowadzi lekcję. Dzięki temu nawet najlepsi nauczyciele mogą próbować nowych strategii nauczania i omawiać wspólnie efekty ich stosowania.

 

Podsumowując, rozwój nauczyciela wymaga:

 

1.Określenia, nad czym nauczyciel chce pracować.

 

2.Pozyskiwania opinii uczniów na temat nauczania.

 

3.Samooceny własnego nauczania (np. poprzez nagrywanie i analizę lekcji).

 

4.Przewidywania trudnych sytuacji i opracowywania strategii działania: „Co będzie, jeśli…?”.

 

5.Przyglądania się uczniom i ich potrzebom.

 

6.Gotowości do uczenia się przez całe życie.

 

 

Inspiracja artykułem Youki Terady

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl/8214-2



Gdy tylko zobaczyłem dzisiaj rano na fejsbuku zobaczyłem ten materiał – natychmiast postanowiłem go zamieścić na OE. Bo to niezwykła, mądra, dawka wiedzy o tym co w szkole jest najważniejsze, wiedzy opartej na wieloletnim doświadczeniu osoby, która udziela tam wywiadu. A tą osobą jest prof.dr.hab. Edyta Gruszczyk-Kołczyńska.  A ów wywiad powstał w Kołobrzegu, z okazji wizyty Pani Profesor na obchodach 20-lecia  prywatnego Zespołu Placówek Oświatowych „Morska Kraina”.

 

Proszę obejrzeć i  wysłuchać do końca to nagranie  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.youtube.com/watch?v=djFCNwcRKvs

 



Po 20 dniach doczekaliśmy się wczoraj nowego tekstu Jarosława Pytlaka. Wyjaśnił w nim związki między interesami przedwyborczymi polityków a ciągle beznadziejną sytuacją nauczycieli w kwestii podwyżki ich wynagrodzeń. I jakie z tego wnioski powinni wyciągnąć rodzice polskich uczniów, gdy będą musieli stanąć przed decyzją: iść czy nie iść na wybory, a jeśli pójdą (a powinni) – na kogo oddać głos:

 

 

Przedwyborcze technikalia dla nauczycieli (i rodziców!)

 

Jeden ze stałych czytelników bloga „Wokół szkoły”, zainteresowany edukacją jako rodzic, w rozmowie o zasięgu mojej publicystyki zwrócił uwagę, że spora jej część dotyczy oświatowych technikaliów, które niespecjalnie interesują odbiorców takich jak on. Chodziło konkretnie o zagadnienia związane z pracą i sytuacją zawodową nauczycieli, odległe od kwestii pedagogicznych.

 

Istotnie, owe „technikalia” mogą rodzicom wydawać się niezrozumiałe albo nieciekawe, zdecydowanie jednak powinny ich interesować. Z jednej prostej przyczyny – stanowią fundament, na którym stoi polska edukacja. Jeśli jest on zmurszały, a o tym właśnie ostatnio często piszę, to najpiękniejsze nawet koncepcje pedagogiczne stają się tylko zbiorem baśni z tysiąca i jednej nocy. Łatwo (i jakże miło) uwierzyć ich złotoustym głosicielom, a jeśli nie zmaterializują się w praktyce, nabrać mylnego przekonania, że to nauczyciele „nie dowieźli” świetnej przecież koncepcji. Tymczasem w naszej oświacie doskonale sprawdza się ludowa mądrość, że tak krawiec kraje, jak materii staje. Brak tej materii objawia się, między innymi, w postaci licznych bolączek zawodu nauczyciela.

   

Niskie wynagrodzenia frustrują i skłaniają do brania na siebie nadmiernych obciążeń, albo rozważania odejścia z zawodu. Zbyt liczne klasy, w połączeniu z rosnącą lawinowo liczbą uczniów wymagających indywidualnego wsparcia, uniemożliwiają poświęcenie każdemu wystarczająco dużo czasu. Brak materiałów niezbędnych do prowadzenia lekcji i funduszy na zajęcia rozwijające zainteresowania dodatkowo utrudniają indywidualizację nauczania. Ciągłe zmiany programowe i organizacyjne, wywołują wrażenie chaosu i odciągają uwagę od pracy z uczniami. Wzmocniona do trzeciej potęgi narzędziami elektronicznymi biurokracja pożera czas i utwierdza w przekonaniu, że liczy się tylko dokumentacja, a nie realne działania i ich efekty. Tak właśnie wygląda ów kruchy fundament, na którym coraz słabiej wygląda też reszta oświatowej budowli. Targają nią wichry ludzkich emocji, wynikające z niezaspokojonych oczekiwań społecznych oraz powszechnego braku zaufania. To ostatnie władze sumiennie utwierdzają kolejnymi posunięciami, typu ingerencji w czysto metodyczną kwestię prac domowych, albo wskazywaniem konieczności dodatkowej ochrony praw uczniów, bez realnej możliwości egzekwowania ich (i rodziców) obowiązków.

 

W efekcie mamy to, co mamy: wciąż rosnące niezadowolenie ze stanu narodowej edukacji praktycznie wszystkich jej interesariuszy. A że jest to ogromna rzesza ludzi, trudno się dziwić, że ministra Nowacka bywa wskazywana jako jedno z najsłabszych ogniw rządu. Niewiele to jednak zmienia, bowiem problem nie jest personalny, ale systemowy.

 

Jeśli ktoś miał jeszcze nadzieję na to, że dobry car Donald Tusk wpłynie na złych bojarów: Domańskiego, Nowacką, czy Lubnauer, i spowoduje radykalną poprawę warunków pracy nauczycieli, to po wystąpieniu premiera z okazji Dnia Edukacji Narodowej powinien ją ostatecznie porzucić. Usłyszeliśmy bowiem, że wydajemy na obronność aż 7% budżetu państwa, bo taka jest potrzeba chwili. Oczywiście nie oznacza to lekceważenie potrzeb edukacji, ale, no, jednak oznacza. Lepiej będzie w przyszłości, nie wcześniej niż za dwa lata. Proponuję nie zastanawiać się, dlaczego akurat za dwa, a nie trzy czy pięć, tylko przyjąć do wiadomości rzeczowy komunikat, że realnych podwyżek dla nauczycieli nie będzie.

 

Boleśnie szczera wypowiedź premiera Tuska wywołała standardowy zestaw reakcji w bańce nauczycielskiej – od wyrazów głębokiego zawodu działaniem obecnej koalicji, którą z nadzieją, trzy lata temu, poparła duża grupa wyborców-nauczycieli, po głosy wskazujące, że przecież i tak jest lepiej niż za Czarnka, i chyba nie o to chodzi, by do władzy powróciła prawica.

 

W tym miejscu pozwolę sobie na omówienie technikaliów wyborczych, ważnych z punktu widzenia nauczycieli. Może kogoś zdziwi, że nie nawiążę przy tym do polityki oświatowej obecnej koalicji, ale zwrócę uwagę na fakt, który przeżył w przestrzeni medialnej bodaj tylko jeden albo dwa dni, wywołując zresztą bardziej rozbawienie niż rzetelną analizę. Oto 3 października, podczas kongresu programowego zorganizowanego przez PiS pod hasłem „Gospodarka – nasz plan na uzdrowienie sytuacji w finansach publicznych”, Mariusz Andrzejewski, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i były wiceminister finansów, zaproponował dobrowolne zwiększenie pensum nauczycieli z 18 do 22 godzin tygodniowo w zamian za wzrost wynagrodzenia zasadniczego.

 

Mniejsza o zaproponowane kwoty, choć wielu komentatorów wyliczyło, że nie byłaby to podwyżka, a jedynie niepełne wyrównanie zwiększonej liczby obowiązkowych zajęć. To co najważniejsze, wskazał w tej samej wypowiedzi sam projektodawca – zmiana miałaby być bezkosztowa dla budżetu.

 

Sporo mówi się dzisiaj o perspektywie przyszłorocznych wyborów. Sam snułem dywagacje, że kierownictwo MEN czyni wszystko, by zniechęcić nauczycieli do głosowania na obecnie rządzących. Niestety, akcentująca bezkosztowość propozycja, dobiegająca z kręgów największej partii opozycyjnej, jednoznacznie świadczy, że na żadną przedwyborczą ofertę poprawy sytuacji ekonomicznej nauczyciele liczyć nie mogą. Nie ma tu sporu pomiędzy politykami. Możemy więc obrazić się na nich i po prostu pozostać w domach podczas wyborów, albo jednak zagłosować, kierując się przesłankami innymi niż swój własny interes ekonomiczny, nawet jeśli jest on – jak sam uważam – tożsamy z interesem narodowej edukacji. Niestety, tego ostatniego w butiku z obietnicami wyborczymi po prostu nie ma i raczej nie będzie.

 

Wybór należy do każdego z nas.

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/



Na dzisiejszą sobotę proponuję lekturę w trzech częściach. Tematem przewodnim jest „Kto powinien być ‘właścicielem’ szkoły”. Zaczynamy od stanowiska w tej sprawie, zaprezentowanego przez prof. Bogusława Śliwerskiego:

 

 

Państwo jako właściciel szkoły

 

Najgłębszy problem polskiej polityki oświatowej polega na tym, że każda kolejna władza traktuje system edukacyjny jak własny obszar zarządzania.

 

Ministerstwo nie zachowuje się wyłącznie jak instytucja gwarantująca obywatelom prawo do dobrej edukacji. Określa także cele, treści, priorytety, rytm zmian oraz granice dopuszczalnej samodzielności. Wolność pedagogiczna staje się wówczas przywilejem udzielanym przez państwo, który może zostać zwiększony albo ograniczony w drodze kolejnego rozporządzenia.

 

Zmieniają się ministrowie, ideologie i deklarowane wartości, ale nie zmienia się przekonanie, że centralna administracja ma prawo na nowo urządzać szkołę.

 

Jedna władza wpisuje do niej własny kanon historyczny. Druga redefiniuje edukację obywatelską. Kolejna zmienia listę lektur, przedmioty, liczbę godzin, wymagania i priorytety wychowawcze. Każda deklaruje przy tym, że działa w interesie dzieci.

 

W takim ustroju nauczyciel nie jest autonomicznym profesjonalistą, lecz wykonawcą politycznie definiowanego programu. Dyrektor nie jest przede wszystkim liderem wspólnoty szkolnej, lecz pośrednikiem między administracją, organem prowadzącym, nauczycielami i rodzicami. Uczniowie pozostają adresatami decyzji podejmowanych poza szkołą.

 

Państwo demokratyczne nie powinno być dysponentem edukacji. Powinno być jej gwarantem. Różnica jest zasadnicza. Państwo-dysponent rozstrzyga, jaka ma być szkoła.

 

Państwo-gwarant określa standardy bezpieczeństwa, dostępności, jakości i ochrony praw, ale pozostawia wspólnotom szkolnym przestrzeń do tworzenia własnego profilu pedagogicznego. Tak jest w Konstytucji III RP, ale nie w polityce oświatowej państwa.

 

Państwo-dysponent żąda zgodności. Państwo-gwarant oczekuje odpowiedzialności. Państwo-dysponent produkuje jednolitość. Państwo-gwarant chroni dzieci  i młodzież zgodnie z oczekiwaniami rodziców, nie rezygnując z troski o dobro wspólne, którego granice powinny być uzgadniane lokalnie, w radach szkolnych, a nie w MEN.

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

x           x           x

 

Kontynuując temat, podjęty w tym krótkim poście przez prof. Śliwerskiego proponują poszerzyć punkt widzenia uczonego pedagoga o dziennikarskie spostrzeżenia tej samej rzeczywistości szkolnej lekturą fragmentów artykułu Kornela Wawrzyniaka, zamieszczonego 8 września ub. roku na stronie tygodnika „Przegląd”. Oczywiście w zakończeniu odsyłam do jego pełnej wersji:

 

 

Kto rządzi szkołą?

 

[…]

 

– Na pytanie, kto rządzi w polskich szkołach, trudno odpowiedzieć jednoznacznie, bo to zawsze zależy od poziomu, na który spojrzymy. Formalnie – rządzi prawo oświatowe i kolejne rozporządzenia ministra. To system decyduje, jakie egzaminy przeprowadzamy, jakie są podstawy programowe, jak wyglądają ramowe plany nauczania. A ponieważ każda kolejna partia polityczna chce się odznaczyć w systemie edukacji i zostawić po sobie ślad, szkoła staje się areną nieustannych eksperymentów i chaotycznych decyzji. Widać to dobrze w dyskusjach wokół prac domowych – ich całkowity zakaz brzmi efektownie, ale w praktyce jest dużo bardziej skomplikowany. Zadania mechaniczne czy odtwórcze faktycznie są zbędne, natomiast trudno sobie wyobrazić rozwój umiejętności matematycznych albo pisarskich bez ćwiczeń i powtarzania poza szkołą. Jak w życiu – żeby coś osiągnąć, trzeba się spocić. To dotyczy zarówno treningu na siłowni, jak i nauki – komentuje nauczycielka Aneta Korycińska, znana jako „Baba od polskiego”.

 

Szkołą nie rządzą jednak tylko politycy na szczeblu centralnym. Ci przede wszystkim robią bałagan. Im dalej od gabinetów znajdujących się w budynku przy alei Szucha, a bliżej szkolnych korytarzy – tym wyraźniej widać tego konsekwencje.

 

– Obecnie polską szkołą rządzi PRZYPADEK. Ma ona dwóch głównych władców – organ prowadzący (samorząd) i kuratorium podległe wojewodzie – często związanych z różnymi opcjami politycznymi. Nie tak miało być – kuratorium od „reformy” Handkego (wcześniej kuratorium było jedynym zwierzchnikiem szkoły i jej „sponsorem”) miało być wsparciem dla szkół. Nawet w tej „reformie” zniknęła z kuratoriów postać MERYTORYCZNEGO wizytatora przedmiotowego i do dziś nie wróciła, więc kuratoryjni urzędnicy kontrolują w placówkach wyłącznie perfekcyjność produkcji papierów. Od czasów ministry Łybackiej kuratoryjna biurokracja zyskuje stopniowo coraz większą władzę nad szkołami – wskazuje Małgorzata Żuber-Zielicz, była dyrektorka warszawskich liceów im. Mikołaja Kopernika oraz im. Stefana Batorego, w latach 2014-2018 przewodnicząca Komisji Edukacji i Rodziny w Radzie Warszawy. […]

 

 

Cały tekst „Kto rządzi szkołą”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.tygodnikprzeglad.pl

 

x           x           x

 

Postanowiłem, jako trzecią część mojej dzisiejszej oferty, umożliwić przypomnienie sobie jak ten problem rozstrzyga Ustawa – Prawo oświatowe:

 

 

 

Rozdział  3

Zarządzanie szkołami i placówkami publicznymi

 

 

Art.  43. 

Minister właściwy do spraw oświaty i wychowania koordynuje i realizuje politykę oświatową państwa i współdziała w tym zakresie z wojewodami oraz z innymi organami i jednostkami organizacyjnymi właściwymi w sprawach funkcjonowania systemu oświaty. […]

 

 

Cały tekst Rozdziału 3.  Ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe  –  TUTAJ

 

 

 

 

 

 



„Gazeta Wyborcza” zamieściła na swojej stronie internetowej informację o dzisiejszej odprawie u ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego, w której uczestniczyli: wiceministra edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz i Komendant Główny Policji gen. insp. Marek Boroń. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:

 

 

Nie tylko kontrole i zatrzymania. Policja zapowiada nowy etap w szkołach

 

 […]

 

Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński wziął w piątek (16 października) udział w odprawie z udziałem wiceministerki edukacji Pauliny Piechny-Więckiewicz i Komendanta Głównego Policji gen. insp. Marka Boronia.

 

Foto: www.gov.pl/web/mswia/

 

 

Według Kierwińskiego sytuacja w szkołach stabilizuje się, zarówno jeśli chodzi o emocje społeczne, jak i sytuację w sieci. – Powoli będziemy zmieniać charakter naszej obecności w szkołach (…). Siły i środki policji będą utrzymywane, aby zapewnić bezpieczeństwo (…). Natomiast powoli będziemy przechodzić na ogólnopolską akcję profilaktyczną i edukacyjną. Chodzi o szkolenia dotyczące kwestii bezpieczeństwa i rozmowy w szkołach przeprowadzone przez policjantów – przekazał szef MSWiA.

 

Zajęcia prowadzone przez policjantów mają obejmować: rozpoznanie i zgłaszanie zagrożeń, współpracę z policją, tematykę przemocy rówieśniczej, cyberprzemocy, dezinformacji, odpowiedzialności prawnej oraz zasad postępowania w sytuacji zagrożenia w szkołach.

 

Kierwiński podkreślił, że po tygodniu intensywnej pracy służb nie ma żadnych sygnałów, aby te wydarzenia były w jakiś sposób ze sobą powiązane i miały ze sobą coś wspólnego. – Nie ma żadnego potwierdzenia, jakoby istniałby jakiś ogólnopolski challenge, a już na pewno nie challenge inspirowany przez jakieś określone grupy zewnętrzne – zapewnił.

 

 

Wiceministerka edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz ogłosiła, że wkrótce opublikowane zostaną propozycje zmian w przepisach. Dodała, że w piątek do konsultacji zostanie skierowany zapowiadany projekt rozporządzenia w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy. Ma ono m.in. zobowiązać dyrektorów szkół, we współpracy ze służbami, do przeprowadzenia co najmniej dwa razy w roku „praktycznych ćwiczeń związanych z różnymi sytuacjami kryzysowymi”.

 

Z kolei w przyszłym tygodniu do wykazu prac legislacyjnych zostanie wpisany projekt nowelizacji Prawa oświatowego. Jego głównymi wątkami, przekazała wiceminister, będą m.in. „zwiększone uprawnienia dyrektorów szkół do sprawdzania rzeczy osobistych, zabezpieczania niebezpiecznych przedmiotów, jasne zasady reagowania na zagrożenia oraz jasne zasady współpracy”.[…]

 

Komendant główny policji gen. insp. Marek Boroń przekazał, że od początku akcji policjanci dokonali ponad 187 tys. kontroli placówek oświatowych i zatrzymali 192 osób. Do tych działań skierowano łącznie od początku akcji ponad 102 tysiące policjantów. Zabezpieczono 155 niebezpiecznych przedmiotów.

 

Boroń dodał, że służby wszczęły 106 postępowań karnych. W większości dotyczyły one gróźb karalnych, publicznego nawoływania do popełniania przestępstw, fałszywych alarmów, zawiadamiania o zagrożeniach i narażenia na niebezpieczeństwo.

 

68 materiałów zostało przekazanych do sądów rodzinnych, służby odnotowały 56 przypadków zastosowania środków zapobiegawczych i opiekuńczych. Boroń podkreślił, że policja nadal będzie działać szkołach. – Oczywiście to się musi też zmienić – podkreślił. Policja ma teraz przede wszystkim prowadzić działania edukacyjne. Zaproponowany samorządom i dyrektorom szkół podstawowych i ponadpodstawowych zostanie program „Życie to nie gra, masz je tylko jedno„.

 

 

Cały tekst „Nie tylko kontrole i zatrzymania. Policja zapowiada nowy etap w szkołach”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

x           x           x

 

 

Informacja „z pierwszego źródła” o tej odprawie ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – oto jej pierwszy fragment i link do pełnej wersji:

 

Nie tylko kontrole i zatrzymania. Policja zapowiada nowy etap w szkołach

 

 

Ponad 90 tys. policjantów skierowanych do ochrony szkół, 160 tys. przeprowadzonych kontroli oraz 192 zatrzymane osoby. Wszczęto 106 postępowań karnych. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, podczas wspólnej odprawy z kierownictwem Policji i Ministerstwem Edukacji Narodowej, podsumował zdecydowane działania służb w związku z ostatnimi zdarzeniami w szkołach. Szef MSWiA uspokaja, że fala przemocy została powstrzymana, a sytuacja znajduje się pod kontrolą. Apeluje również do rodziców i internautów o rozsądek oraz opanowanie emocji. […]

 

 

 

Cały tekst „Nie tylko kontrole i zatrzymania. Policja zapowiada nowy etap w szkołach”  =  TUTAJ

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/mswia/

 

 



Zaczęło się wszystko od krótkiego posta, zamieszczonego wczoraj na fejsbuku przez „Nie dla chaosu w szkole”:

 

 

Mamy 701 000 nauczycieli, przy czym niespełna 16% to mężczyźni. (Te proporcje kontrastują z listą nagrodzonych podczas konkursu Nauczyciel Roku i Nauczyciel Jutr@, gdzie panowie uczący w szkołach zdecydowanie dominowali na listach wyróżnionych.)

Płci męskiej są też polscy rekordziści pod względem wieku. Najstarszy ma 90 lat, najmłodszy 18. Obaj uczą gry na fortepianie.

 

 

W ciągu 14 lat średnia wieku wzrosła o pięć lat – średnia sięga w tej chwili 47 lat.

 

Bardzo mało mamy najmłodszych nauczycieli poniżej 30 urodzin – zaledwie 4%. W UE gorsze dane są tylko na Cyprze i w Portugalii.

 

Zaskakujące, zestawienie pokazuje, że obsadzonych etatów jest niewiele więcej niż nauczycieli (raptem 10 000). Nie zgadza się to z naszą intuicyjna wiedzą, że ludzi podwajających godziny „tablicowe” jest tak wielu

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

x           x           x

 

 

To zainspirowało mnie do poszukiwań „w sieci” obszerniejszych materiałów na ten temat, będących danymi źródłowo udokumentowanymi. Oto fragmenty dwu takich tekstów:

 

 

Obszerny tekst, zawierający także informacje statystyczne o zbiorowości osób zatrudnionych na stanowisku „nauczyciel”, zamieszczono 14 października na portalu „Serwis Samorządowy PAP”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

MEN: w Polsce jest 701,1 tys. nauczycieli, 84,2 proc. z nich to kobiety

 

W polskim systemie oświaty pracuje 701,1 tys. nauczycieli. Zdecydowana większość z nich – 84,2 proc. wszystkich polskich nauczycieli — to kobiety. Średnia wieku polskiej nauczycielki to 46,5 lat — wynika z danych udostępnionych PAP przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. […]

 

Nauczycielek jest 590 648, nauczycieli 110 472, co oznacza, że zawód nauczycielski należy do zawodów sfeminizowanych – 84,2 proc. pracujących w tym zawodzie to kobiety, blisko 15,8 proc. to mężczyźni.

 

Odsetek nauczycielek w przedszkolach wynosi 98 proc., w szkołach podstawowych – 86,3 proc., w liceach ogólnokształcących – 72,8 proc., a w technikach – 65,6 proc.

 

Średnia wieku polskiego nauczyciela to blisko 47 lat: kobiet – 46,5 lat, mężczyzn — blisko 48,6 lat. Porównując te dane z danymi z lat ubiegłych wynika, że średnia wieku nauczycieli systematycznie rośnie. W 2012 r. średni wiek polskiej nauczycielki wynosił 41,5 roku, a nauczyciela – 43 lata.

 

Obecnie najmłodszy polski nauczyciel ma 18 lat i uczy fortepianu w szkole muzycznej I stopnia. Najstarszy ma 90 lat i też uczy fortepianu w szkole muzycznej I stopnia. Zarówno najmłodszy polski nauczyciel, jak i najstarszy to mężczyźni. […]

 

W 2024 roku Polska była na trzecim miejscu od końca, jeśli chodzi o odsetek nauczycieli poniżej 30. roku — wynosił on 4 proc. Niższe odsetki odnotowano tylko w Portugalii – 3,3 proc. i na Cyprze – 3,1 proc. […]

Zgodnie z informacjami zamieszczonymi na stronach kuratoriów oświaty, na 6 października 2026 r. opublikowanych było łącznie 3 860 ogłoszeń o wolnych miejscach pracy dla nauczycieli, które łącznie wykazują 2 488,28 wolnych etatów we wszystkich szkołach i placówkach.

 

Nieobsadzone etaty stanowią ok. 0,3 proc. łącznego zatrudnienia w systemie oświaty w bieżącym roku szkolnym. […]

 

 

Cały tekst ” MEN: w Polsce jest 701,1 tys. nauczycieli, 84,2 proc. z nich to kobiety”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.samorzad.pap.pl

 

x           x           x

 

 

 

Nauczyciele (w osobach i etatach)

 

Dostawca: Ministerstwo Edukacji Narodowej.  Data aktualizacji: 16 lutego 2026, 14:19

 

 

 

 

 

 

 

Wszystkie te dane statystyczne  dostępne są po kliknięciu  TUTAJ

 

 

 

 



Wczoraj Jarosław Pytlak zamieścił na swoim prywatnym fb-profilu taki post:

 

 

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej życzę Narodowi, żeby docenił ludzi, którzy współtworzą jego edukację. Żeby dał sobie i im szansę bycia takimi, jakich by chciał mieć. Emanacji Narodu, zgrupowanej we władzach wszelkiego rodzaju, życzę zrozumienia, że Edukację tworzą konkretni ludzie, którzy potrzebują wsparcia i docenienia.

 

Dla wzmocnienia tych życzeń przypominam artykuł z bloga „Wokół szkoły” pt. „Jaki powinien być dobry nauczyciel?!”:

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_



Na portalu „EDUNEWS” jego twórca i redaktor Marcin Polak zamieścił dzisiaj bardzo tekst, w kto tym zaproponował nietypowe spojrzenie na dzisiejsze święto – Dzień Edukacji Narodowej:

 

 

 

Święto ministerstwa edukacji

 

 

Pół żartem, pół serio. Dziś nie jest Dzień Nauczyciela. Ten był niedawno (5 października), kiedy to obchodzimy Światowy Dzień Nauczyciela – prawdziwe święto tych, którzy wykonują trudną misję kształcenia dzieci i młodzieży na całym świecie. A co dziś? 14 października, obchodzimy w Polsce z pompą pamiątkę założenia pierwszego ministerstwa edukacji na świecie (na pewno w Europie). Choć zwie się Dniem Edukacji Narodowej, w rzeczywistości jest to jest święto, w którym ministerstwo edukacji chce uczcić przede wszystkim samo siebie – a przy okazji udowodnić, że jest najważniejsze, niezastąpione i absolutnie potrzebne w polskim systemie szkolnym. No bo kto by wręczał medale i wyróżnienia, gdyby go nie było…

 

Inaczej ujmując, 14 października to w sumie takie urodziny MENu, fundowane pracownikom oświaty przez polityków miłościwie rządzących w danym roku.

 

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam…

 

W swojej nieprzebranej łasce politycy przyznali w Dniu Edukacji Narodowej uczniom dzień wolny od zajęć dydaktycznych, ale już nauczycielom nakazuje się obecność w pracy. Nieco pokręcone, ale w sumie logiczne – gdyby tego dnia nie było nauczycieli w pracy, to jak minister edukacji mógłby składać życzenia z okazji założenia ministerstwa edukacji – przy pustych salach? Dziś to wyjątkowo słabo by wyglądało na „słitfociach” w social mediach…

 

A może MEN wcale nie jest potrzebne ani szkołom, ani nauczycielom, ani uczniom?

 

Ostatnie dwie dekady z kawałkiem, to w gruncie rzeczy pasmo niepowodzeń polityków majstrujących przy systemie oświaty. Reforma Handkego z 1999 roku była ostatnim spójnym, całościowym i głęboko przemyślanym planem przebudowy polskiej edukacji. Nie znaczy, że nie pozbawionym kontrowersji, ale świadomość rzeczywistych konsekwencji zmiany przyszła dopiero po pewnym czasie. Niemniej jednak na tle działań ministerstwa edukacji w następnych dekadach reforma Handkego jawi się jako dzieło fundamentalne i merytorycznie dopracowane.

 

Dla uproszczenia – tamtą reformę wyobraźmy sobie jako nową kołdrę. Czysta, elegancka, nieźle uszyta, merytorycznie dopracowana i uzasadniona. Anno Domini 1999 – 27 lat temu. I co było dalej? W ciągu ćwierćwiecza z kawałkiem ta kołdra zmieniła się w prawdziwy, różnokolorowy patchwork. Łata na łacie. Przypomnijmy w skrócie co zdarzyło się po drodze (wybór):

 

– poważne zmiany w finansowaniu oświaty,

 

– powolne ograniczanie autonomii szkół,

 

– eksperyment (fatalnie przeprowadzony) z posłaniem sześciolatków do szkół,

 

– likwidacja gimnazjów i powrót do struktury 8+4,

 

– kilka/naście mniejszych lub większych zmian w podstawie programowej,

 

– podręczniki stale przybierające na wadze,

 

– dodawanie i odejmowanie przedmiotów,

 

– wprowadzanie lub wyprowadzanie projektów edukacyjnych,

 

– zapraszanie do współpracy lub reglamentowanie współpracy organizacji pozarządowych ze szkołami,

 

– wille dla zasłużonych przyjaciół ministra,

 

– zwiększanie odpowiedzialności dyrektorów za wszystko,

 

– i oczywiście tony sprzętów wpychanych do szkół (tzw. modernizacja nauczania), etc.

 

 

Dużo tego. Większość tych zmian – była zupełnie nie chciana przez szkoły i nauczycieli. Wciśnięta na siłę. Ostatnio doklejono na patchworkowej kołdrze nową łatkę – z wielkim Kompasem. Ma wskazywać kierunek podążania z kagankiem MENu ku świetlistej przyszłości polskiej szkoły…

 

Piękna i kolorowa ta nasza patchworkowa kołdra oświatowa…

 

Z okazji dzisiejszego święta niech żyje, żyje nam… Sto lat i dużo nowych łatek życzymy… 

 

To prawdziwy cud, że mimo tak wielkiego majstrowania przez polskich polityków w XXI wiecznej polskiej oświacie mamy w Polsce ciągle dobre szkoły, mamy dobrych nauczycieli, a uczniowie wypadają całkiem nieźle w badaniach międzynarodowych PISA. Jestem jednak pewien, że gdyby mniej było polityki w „edukacji narodowej” – bylibyśmy daleko dalej w rozwoju systemu oświaty. Im mniej polityki w szkołach, tym lepiej dla szkół, nauczycieli i uczniów.

 

Najwspanialszy prezent, jaki MEN mógłby zrobić dla polskiej edukacji to doprowadzenie do zgody politycznej pomiędzy wszystkimi partiami politycznymi i wyłączenie edukacji narodowej z obszaru walki politycznej. A drugi – nie mniej istotny – w konsekwencji pierwszego – powołanie eksperckiej, merytorycznej Komisji Edukacji Narodowej i odsunięcie polityków od decyzji dotyczących rozwoju polskiej edukacji – przekazanie odpowiedzialności za edukację do KEN.

 

Ale do tego pewnie droga daleka. Bo, parafrazując Wyspiańskiego – w MEN polityki trzymają się mocno… (stołków).

 

 

 

Źródło: hwww.edunews.pl/edytoriale/