Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Na stronie Centrum Edukacji Obywatelskiej zamieszczony został obszerny tekst Anny Tulczyńskiej – psycholożki i certyfikowanej psychoterapeutki o tym jak wspierać uczniowi zadbać o siebie w sytuacji kryzysowej. Oto jego fragmenty i link do jego pełnej wersji

 

 

[…].

 

W ostatnich dniach w kilku polskich szkołach doszło do napaści z użyciem ostrych narzędzi, których dopuściły się młode osoby. Tym samym zostało złamane pewne tabu. Zawód nauczyciela kojarzony jako trudny, wymagający szybkich decyzji, elastyczności i reagowania na różne sytuacje, w tych okolicznościach został dodatkowo skonfrontowany z realnym zagrożeniem (i to w murach szkoły). Jednocześnie wymagania wobec szkoły i grona pedagogicznego radykalnie wzrosły. Odnosi się to i do sprawnego przeprowadzenia ewakuacji, i do sprowadzenia dzieci do doraźnego schronu, a także zabarykadowania w klasach. A przy tym – od nauczycieli oczekuje się zachowania spokoju, opanowania stresu i paniki wśród podopiecznych. Ponadto tego, że będą rozmawiać z uczniami, wyłapią niepokojące sygnały zagrożenia, będą potrafili uspokoić lęk uczniów i dopasować komunikaty do ich potrzeb. Poprzeczka oczekiwań znów została podniesiona. Co więcej – przez media przetoczyła się fala komentarzy na temat tego, co dyrektorzy i nauczyciele powinni, a co zaniedbali.

 

Jak w tych realiach zadbać o siebie i zachować równowagę? Jak nie ulec fali niepokoju i pozostać przy twardych faktach i danych? Jak rozmawiać z dziećmi w różnym wieku o tych wydarzeniach? Jak ostrzegać, aby nie wzbudzić większego lęku u młodych osób i młodzieży? W reakcji na te pytania przygotowaliśmy dla Państwa zbiór porad.

 

Zasada maski tlenowej – najpierw zadbaj o siebie

 

Bieżące wydarzenia sprawiły, że wielu nauczycieli zastanawia się, czy ich miejsce pracy jest bezpieczne, czy bez obaw mogą prowadzić lekcje i skupić się na zajęciach, a nie na wyłapywaniu niepokojących dźwięków z korytarza. Napięcie często było wzmacniane wskutek publikowania na grupach internetowych nie zawsze sprawdzonych informacji, a nawet pozornie neutralnych wpisów tj. „Uważajcie na siebie!” lub „Czytaliście o krwawym piątku?”. To kolejne puzzle, które rozkręcają spiralę strachu.

 

W trudnej sytuacji powinniśmy najpierw zadbać o swój stan ducha i racjonalne podejście do sprawy. Emocjonalne reakcje są naturalną konsekwencją na niecodzienne wydarzenia. Ważne, by umieć sobie z nimi radzić i kontrolować zachowanie lub wiedzieć, gdzie szukać pomocy.

 

[…]

 

Jak nie dać się wciągnąć w spiralę strachu?

 

Nie skupiajcie całej uwagi na wiadomościach o dramatycznych wydarzeniach. Kiedy programy informacyjne w kółko nadają te informacje, a na social mediach czytamy kolejny post i oglądamy kolejną rolkę, wzrasta w nas poczucie zagrożenia, napięcie, bezradność. Zachęcamy więc do wybrania maksymalnie dwóch sprawdzonych źródeł informacji i korzystania z nich nie więcej niż dwa razy dziennie. Pamiętajmy, że algorytmy portali społecznościowych są nastawione na podkręcanie negatywnych emocji, bo to znacznie zwiększa ich zasięgi.

 

Jeśli sytuacja bardzo was stresuje, czujecie niepokój i napięcie – zadbajcie o siebie i regulację własnych emocji. Znajdźcie chwilę na zrobienie czegoś, co odrywa Was od rzeczywistości, np. spacer, spotkanie ze znajomymi, spokojne wypicie porannej kawy, realizację pasji. W trudnych chwilach takie działania mogą się wydawać bezsensowne, ale to właśnie one ładują nasze baterie. Aktywności zgodne z naturalnym rytmem dnia czy tygodnia przywracają spokój i poczucie bezpieczeństwa. Poszukajcie też kogoś, kto będzie dobrym partnerem do rozmowy.

 

Fundacja Twarze Depresji prowadzi Telefon Zaufania dla Nauczycieli –to bezpłatna linia wsparcia psychologicznego. Jest czynna w poniedziałki w godzinach 13:00–17:00 pod numerem +48 510 338 182.

 

Jak rozmawiać z młodszymi dziećmi o trudnych wydarzeniach? Wskazówki dla klas I–III

 

Zapoznajcie się z wytycznymi, jakie otrzymaliście od dyrektora szkoły lub władz zwierzchnich. Omówcie je w gronie pedagogicznym, oswójcie, zanim przekażecie je uczniom.

 

Wielu nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej zastanawia się, czy poruszać z uczniami tego typu temat, czy mówić im o zagrożeniach.[…]  Rozmowę z uczniami klas I–III na trudne tematy trzeba dostosować do ich potrzeb i możliwości percepcyjnych. Przede wszystkim warto słuchać ich wypowiedzi i pytań oraz udzielać tych informacji, których się domagają, np. „Dlaczego przed szkołą stał dzisiaj radiowóz i byli policjanci?”, wtedy warto opowiedzieć, że w trzech szkołach miały miejsce niebezpieczne sytuacje i dziś policjanci strzegli spokoju w szkołach. Więcej szczegółów podajmy wówczas, gdy jakiś uczeń wprost o to zapyta. Dzieci same najlepiej wiedzą, ile informacji potrzebują, by zaspokoić ciekawość i wyciszyć swój niepokój. A gdy padnie pytanie: „Czy w szkole jest bezpiecznie? Czy nic się nie wydarzy?”,nie obiecujmy tego, czego nie możemy zagwarantować – nie mamy przecież pewności, że nigdy nic złego się nie wydarzy. Powiedzmy raczej, że dorośli robią wszystko, by w szkole każdy był bezpieczny. Możemy przećwiczyć z uczniami sytuację zamknięcia się w sali i zabarykadowania drzwi, ale wcześniej musimy wyjaśnić dzieciom, że są sytuacje, w których trzeba się schować i być cicho jak myszki, a teraz będziemy to trenować.

 

Obserwuj zachowanie uczniów, zauważaj zmiany w ich zachowaniu. Słuchaj uważnie ich pytań, rozmów na przerwach. Reaguj na nie spokojem. Przekazuj tylko te komunikaty, które zaspokajają ich ciekawość

 

[…]

 

Uczniowie klas IV–VIII w obliczu kryzysowych doświadczeń – jak wzmacniać ich odporność psychiczną?

 

Uczniowie klas starszych powoli wchodzą w trudny wiek dorastania. To moment rozwoju, w którym nastolatkowie są szczególnie wrażliwi i labilni emocjonalnie. Potrzebują naszej stabilności, racjonalności i wsparcia. W rozmowie z uczniami w tym wieku możemy już bardziej otwarcie poruszać trudne tematy, ale pilnujmy, by nie zarażać ich naszym niepokojem. Ważne, by tej w rozmowie nadać odpowiednią skalę niepokojącym wydarzeniom, unikać budzących emocje określeń: „masakra” czy „krwawy piątek”. Pomóżmy oddzielić fakty od krążących pogłosek. Stójmy na gruncie rzetelnych informacji, ale jednocześnie nie możemy uspokajać na siłę czy bagatelizować zagrożenia. Jeśli uczeń mówi, że boi się przebywać w szkole, nie zaprzeczajmy jego emocjom. Zapytajmy, co wie o sytuacji, której się boi? Spróbujmy ustalić, co konkretnie budzi jego lęk i odpowiadajmy wyjaśnieniami na te konkretne niepokoje.

 

Gdy zaczynamy rozmowę z uczniami warto zapytać wprost: „Jak się czujecie w tej sytuacji?” i w odpowiedzi normalizować różne emocje. Nie ma bowiem jednej prawidłowej reakcji. Będą osoby przestraszone, inne smutne, a kolejne – poczują złość. Dobrze pytać także o opinie i przemyślenia.

 

Podczas rozmów z klasą zacznijcie od pytań:

 

Co słyszeliście o tym wydarzeniu?

Co wiecie, co myślicie?

Co Was najbardziej zaniepokoiło?

Co najmocniej poruszyło?

 

To pozwali dostosować rozmowę do realnych potrzeb uczniów.

 

 

Nie zapominajmy o najstarszych dzieciach, o tych prawie dorosłych nastolatkach. Uczniowie szkół ponadpodstawowych także wymagają wsparcia dorosłych. Wydaje się, że już nas nie potrzebują, że mają swój świat, swoich przyjaciół, partnerów, z którymi przebywają i rozmawiają. Jednak w sytuacji zagrożenia znowu mogą potrzebować nas, osób dojrzalszych i naszego racjonalnego myślenia i spokoju.

 

[…]

.

Pracuj wspólnie z uczniami nad atmosferą w klasie

 

Poczucie odrzucenia, upokorzenie, wyśmiewanie i wykluczenie mogą sprzyjać agresywnym zachowaniom. Z kolei dobra, wspierająca atmosfera w grupie działa ochronnie. Nie buduje się jej jednak podczas jednej czy dwóch godzin wychowawczych, lecz w codziennych relacjach i drobnych reakcjach.

 

Ważne, by samemu modelować szacunek w komunikacji i konsekwentnie reagować na drwiny czy raniące komentarze.[…]

 

Fake newsy – jak nie siać paniki i dezinformacji?Fake newsy – jak nie siać paniki i dezinformacji?

 

Trudne wydarzenia i ich medialny oddźwięk to okazja, by porozmawiać z uczniami o dezinformacji. Ze starszymi klasami warto wspólnie przeanalizować, jak odróżniać wiarygodne informacje od fałszywych, sprawdzać źródła i nie rozpowszechniać niesprawdzonych doniesień. Przydatne wskazówki i materiały edukacyjne znajdziecie na stronie Ośrodka Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów.

 

Konsekwencje prawne – żart, który może mieć poważne skutki

 

Dura lex sed lex – warto uświadamiać uczniom, że groźby kierowane do rówieśników, przynoszenie do szkoły noży czy przedmiotów przypominających broń lub ładunki wybuchowe, nie są niewinnymi żartami. Takie zachowania mogą prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych. Ważne, by młodzi ludzie rozumieli, że ich działania mogą wywołać strach i poczucie zagrożenia, nawet jeśli sami nie traktują ich poważnie.

 

Codzienna uważność i otwartość mają znaczenie

 

W opinii ekspertów ostatnie wydarzenia w szkołach mogą być sygnałem, że wiele polskich dzieci i nastolatków ma niezaspokojone potrzeby bycia zauważanym, zaakceptowanym, i wspartym w rozpoznawaniu i radzeniu sobie z własnymi emocjami – bezradnością, frustracją czy odrzuceniem. Każdy uczeń powinien wiedzieć, że nawet wtedy, gdy zrobi coś karygodnego, nie traci prawa do wsparcia i pomocy ze strony nauczyciela. Przecież właśnie wtedy może ich najbardziej potrzebować… Starajmy się być mądrymi dorosłymi, którzy towarzyszą swoim podopiecznym nie tylko w rozwoju i nauce, lecz także w stawaniu czoła trudnym sytuacjom i wyzwaniom, jakie ostatnio przynosi nam rzeczywistość. Dbajmy o siebie, dawajmy sobie prawo do wyrażania emocji. Bądźmy razem.

 

 

Autorką artykułu jest Anna Tulczyńska – psycholog i certyfikowana psychoterapeutka poznawczo‑behawioralna specjalizująca się w pracy z młodzieżą i dorosłymi. […]

 

 

 

Cały tekst „Proszę Pani, proszę Pana, czy w naszej szkole jest bezpiecznie?” – komfort psychiczny w szkole. Jak wspierać podopiecznych i zadbać o siebie w sytuacji kryzysowej?   –   TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl

 



Oto fragmenty tekstu Krzysztofa Idziaka (z linkiem do pełnej wersji), zamieszczonego dzisiaj na ogólnopolskim portalu informacyjnym „Goniec”, z którego dowiecie się o najnowszych decyzjach ministry Nowackiej w sprawie nowych zasad bezpieczeństwa w szkołach:

 

 

Nowacka o nowych zasadach bezpieczeństwa. Policja w szkołach i zakaz wstępu dla osób postronnych

 

W polskich szkołach obowiązują dziś zaostrzone zasady bezpieczeństwa. W budynkach pojawili się policjanci, a osoby z zewnątrz w czasie lekcji praktycznie nie mają już wstępu. O nowych rozwiązaniach i o tym, czy uczniowie są bezpieczni, mówiła w Porannej rozmowie w RMF FM ministra edukacji Barbara Nowacka. W rozmowie z Tomaszem Terlikowskim wyjaśniła, kto może wejść do szkoły w trakcie zajęć. Policjanci pojawili się w dwudziestu tysiącach polskich szkół po serii groźnych incydentów i fałszywych alarmów, które rozsiewano w Internecie. […]Obecność policji ma charakter prewencyjny i jest odpowiedzią na dezinformację oraz próby wywołania paniki w mediach społecznościowych. Barbara Nowacka podkreśliła, że patrole mają też działać odstraszająco na tych, którzy chcieliby zakłócać pracę szkół.

 

– Patrole policji symbolicznie przypominają wszystkim, którzy mają pomysły na robienie głupich żartów, że tu nie ma przestrzeni na głupie żarty — mówiła ministra. Minister zaapelowała, by reagować na każde niepokojące zachowanie uczniów i zgłaszać je odpowiednim osobom. Jak podkreśliła, za ostatnimi zdarzeniami nie stoi żaden spisek, a raczej efekt naśladownictwa. […]

 

Najważniejszym elementem nowych zasad jest ograniczenie dostępu do szkół w czasie lekcji. Dyrektorzy wprowadzili zakaz wstępu dla osób postronnych, co ministerstwo w pełni popiera. – Uważam, że nie ma przestrzeni na osoby postronne wchodzące do szkół, bo to też jest niebezpieczne — oświadczyła Nowacka. Jak wyjaśniła, po dzwonku na lekcje w budynku mogą przebywać wyłącznie osoby uprawnione.[…]

 

Resort pracuje też nad przepisami, które dadzą dyrektorom i nauczycielom realne narzędzia do reagowania. Dziś nauczyciel może odebrać uczniowi nóż, ale w przypadku innego niebezpiecznego przedmiotu nie ma już takiego prawa. […]  Minister przyznała, że zdarzały się przypadki, w których nauczyciele interweniowali i spotykali się z karami dyscyplinarnymi za przekroczenie uprawnień. Zmiany, planowane w ustawie o prawach i obowiązkach ucznia, mają dać możliwość odbierania niebezpiecznych przedmiotów, a także reagowania przy podejrzeniu, że uczeń ma w plecaku narkotyki.

 

Nowe obostrzenia dotyczą przede wszystkim czasu trwania zajęć, który resort uznał za najbardziej newralgiczny moment dnia. Pytana o rolę szkół jako lokalnych centrów, w których odbywają się choćby zbiórki harcerskie, Nowacka zaznaczyła, że takie aktywności muszą odbywać się poza planem lekcji. […] Zmiany mają docelowo stworzyć spójny system ochrony, chroniący uczniów zarówno przed zagrożeniami z zewnątrz, jak i wewnątrz szkoły.

 

 

 

Cały tekst „Nowacka o nowych zasadach bezpieczeństwa. Policja w szkołach i zakaz wstępu dla osób postronnych” 

–  TUTAJ

 

 

Źródło: www.goniec.pl

 

 

 

Poranna rozmowa w RMF [Od 9’40”]  –  TUTAJ

 



Nowy tydzień proponuję zaczynam od  zamieszczenia tekstu, który wczoraj zamieszczony zostalł na fb-profilu grupy „Nie dla chaosu w szkole”. Dowiecie się tam o jeszcze jednym punkcie widzenia na przyczyny fali agresji w szkołach:

 

 

W 2025 r. Europol stworzył nową kategorię przestępstwa – Violence-as-a-service (VaaS) – przemoc jako usługa.- pisze Karolina Słowik. Mówił o tym w lutym na łamach „Wyborczej” dr Konrad Ciesiołkiewicz z Uczelni Korczaka, wiceszef państwowej komisji ds. pedofilii.

 

Nazwał to „weaponizacją dzieci. – Mamy bardzo duży wzrost działań, w których dzieci są wykorzystywane przez różne osoby, grupy, ruchy przestępcze. Dzieci otrzymują płatne zlecenia najczęściej na komunikatorach. My to znamy z wojny hybrydowej z Rosją: robienie zdjęć, działania dywersyjne, podpalenia. Na Telegramie, Discordzie ktoś zlecił młodym ludziom takie zadanie za pieniądze – wyjaśniał.

 

Opisywał, jak to przebiega: sprawca nawiązuje kontakt z dzieckiem w grze online lub platformie społecznościowej, potem przechodzi się na komunikator. Najpierw dziecko jest uwodzone, a potem jest szantażowane i zmuszane do przestępstw za pomocą tych materiałów. Chodzi o różne występki: sprzedaż narkotyków, aktów dywersji, samookaleczania się, ataków nożowniczych, nawet zleceń zabójstwa.

 

Szefowa Europolu alarmuje, że skala tych zjawisk jest bardzo duża. Że w ciągu pierwszego pół roku zatrzymali około 270 osób wciąganych w działania przestępcze – mówił Ciesiołkiewicz. – W 2025 r. w całej Europie zatrzymano 63 osoby jako sprawców, 40 koordynatorów, 84 rekruterów. – To brzmi jak scena z filmu, ale o tym mówią dokumenty Europolu, o tym mówi też raport koordynatora UE ds. przeciwdziałania terroryzmowi czy FBI – podkreślał.

 

Według Ciesiołkiewicza najbardziej narażoną grupą są dzieci z defaworyzowanych środowisk albo takie, które mają swoje trudności. Są w spektrum, mają obniżoną samoocenę. Sprawcy wyszukują je na grupach wsparcia i łatwo nimi manipulują. – Ważny jest też wiek podatności, wiek nastoletni jest najbardziej podatny – to grupa 14-16 lat. Charakteryzuje się brakiem refleksyjności i krytycznego podejścia oraz kształtowaniem własnej tożsamości na podstawie grupy rówieśniczej – podkreślał dr Ciesiołkiewicz.

 

Wojtasik  z  Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę”  podkreśla, że szkodliwe wzorce, w tym treści promujące przemoc i skrajne postawy, są łatwo dostępne w internecie. Sprzyjają temu grupy na komunikatorach czy w portalach społecznościowych. – Te treści tam są. A algorytmy mogą dodatkowo wciągać młodych w podobne treści i środowiska. Z czasem stają się one częścią obrazu świata i wartości, które ich otaczają. Stwarza to pozór jakiejś normy. Mogą być tam osoby, które wspierają i wzmacniają zachowania radykalne. I jest to trudne do skontrolowania – mówi Wojtasik.

 

Radykalizacja w sieci może dotyczyć również osób, które na co dzień nie sprawiają żadnych kłopotów i nie przejawiają niepokojących zachowań. Taki proces może rozwijać się stopniowo i przez długi czas pozostawać niezauważony przez otoczenie – dodaje.

 

O ile trudno skontrolować to, co dziecko robi w sieci, rodzice mogą zauważyć wcześniej jakieś sygnały w zachowaniu nastolatka. Na co zwracać uwagę? – To uniwersalna rada. Ale przede wszystkim trzeba być w kontakcie, w relacji. Jeśli dziecko się z niej wycofuje albo zaczyna zachowywać się inaczej niż zwykle, to może być pierwszy sygnał, że dzieje się coś niepokojącego. Nie musi to oznaczać radykalizacji, ale powinno zwrócić naszą uwagę. Niepokojące mogą być również narastająca agresja, fascynacja przemocą czy usprawiedliwianie jej. Jeśli rodzic jest w kontakcie z dzieckiem, rozmawia z nim regularnie, ma szansę coś zauważyć. Ma szansę być przeciwwagą dla treści, które dziecko spotyka w internecie. Wtedy można coś tłumaczyć, prostować czy polemizować, ale też przedstawiać swoje wartości i obraz świata – mówi Wojtasik.

 

– Natomiast jeśli mówimy o dzieciach, które spędzają nawet kilkanaście godzin dziennie w sieci, to wtedy mniej jest czasu na relację z rodzicem, a dużo większe ryzyko zanurzenia w szkodliwych treściach. Uważność rodziców to jeden z kluczowych czynników chroniących dziecko – podkreśla

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

Artykuł w GW „Weaponizacja dzieci to nie sci-fi. Sprawcy wyszukują ofiary w sieci i je szantażują”  –  TUTAJ

 

 



Wczoraj dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fb-profilu tekst, w którym – moim zdaniem – znajduje się bardzo aktualna, merytoryczna, nie polityczna –  wskazówka dla nauczycieli, jak przeciwdziałać narastającej wśród uczniów (ale i uczennic) przemocy

.

 

Dzieci i młodzi ludzie podążają za tymi, z którymi łączy ich więź, dlaczego więc nie chcemy z nimi tej więzi tworzyć?

 

W szkołach jest coraz więcej przemocy. Wszyscy to widzimy, ale czy coś robimy? A jeśli robimy, czy te działania naprawdę coś zmieniają, czy są tylko działaniem pozornym na wypadek, gdyby coś się stało i szkoła zostałaby skontrolowana. Mieliśmy pogadankę, w dokumentach wszystko się zgadza.

 

System edukacji staje się coraz bardziej sformalizowany i zbiurokratyzowany, jego celem nie jest rozwój i dobro dzieci, ale przygotowanie do testów i osiągnięcie jak najlepszego miejsca w rankingu. Nauczyciele są rozliczani właśnie z tego, nikt nie interesuje się tym, jaka atmosfera panuje na lekcjach, czy uczniowie mają poczucie bezpieczeństwa i mają do nauczycieli dość zaufania, by zgłaszać im problemy i u nich szukać pomocy.

 

To logiczne, że wielu podążą drogą, którą wskazuje system. „Rób to, za co będziesz rozliczany. System kieruje więc uwagę dorosłych na wyniki”.

 

W takim opresyjnym, rywalizacyjnie zorientowanym środowisku, jest coraz więcej agresji i przemocy, coraz mniej myślenia wspólnotowego, ciepła i zwykłej ludzkiej życzliwości, czyli tego, czego wszyscy ludzie potrzebują jak tlenu. Efekty wszyscy widzimy. Czy to wystarczy, żebyśmy zaczęli działać?

 

Dzieci i młodzi ludzie podążają za tymi, z którymi łączy ich więź i z którymi mają dobre, wspierające relacje. Te więzi są im do życia niezbędne, jesteśmy gatunkiem ultraspołecznym. Bez więzi nie mamy na młodych wpływu, bez więzi z dorosłymi podążają za tymi, którzy wydają się im atrakcyjni. A zło jest nie tylko atrakcyjniejsze od dobra, ale również łatwiejsze.

 

W czerwcu wstawiłam tutaj rolkę, w której opowiadałam o dziecięcej potrzebie więzi z dorosłymi, również z nauczycielami.

 

Pod tym postem pojawiły się komentarze, w których przerażająco wielu nauczycieli napisało, że ich rolą nie jest wspieranie dzieci, nie będą też tworzyć z nimi więzi, bo uczniów w klasie jest zbyt wielu, a na budowanie dobrych relacji nie mają czasu, bo przygotowują uczniów do egzaminu. Są rozliczani na podstawie tego, jakie wyniki osiągną ich uczniowie. Od wspierania dzieci i tworzenia więzi jest rodzina. Ale bez więzi nie mamy…

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/



Wczoraj na portalu „WP wiadomości” zamieszczono zapis rozmowy z psychologiem sądowym i profilerem dr Maciejem Szaszkiewiczem na temat dramatycznych wydarzeń, do których doszło w tym tygodniu w szkolach na Mazowszu. Oto jego obszerne fragmenty:

 

 

„Ataków w szkołach będzie więcej”. Ekspert nie ma wątpliwości 

 

W ostatnich dwóch dniach w dwóch szkołach doszło do ataków na uczniów i pracowników. Jedna osoba nie żyje. Kilkanaście jest rannych. Psycholog sądowy i profiler dr Maciej Szaszkiewicz jest przekonany o tym, że to nie są jednostkowe historie. – Będą się nasilały. Część to może być naśladownictwo – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską.

 

 

Magda Mieśnik, Wirtualna Polska: W środę doszło do ataku w szkole w Ostrołęce, dzień później w podstawówce pod Wyszkowem na Mazowszu. Czy takie ataki przychodzą falami, przez naśladownictwo?

 

Dr Maciej Szaszkiewicz, psycholog sądowy i profiler: – Sytuacja ogólna, na świecie, w naszym kraju jest taka, że ataków będzie coraz więcej. Obserwujemy coraz mocniejszą radykalizację społeczeństwa, która postępuje. Pewną rolę, choć raczej niewielką, może odgrywać chęć naśladownictwa. Ktoś zobaczy, że inna osoba się na taki atak odważyła i też się na to zdecyduje. Ale nie uważam, żeby to było masowe. Dana osoba decyduje się na taki krok raczej dlatego, że coś się zadziało w jej życiu i już nie widzi innego wyjścia. Drugi powód to zaburzenia psychotyczne. Ktoś ma urojenia. Wierzy, że diabeł każe mu zabijać. To jest objaw choroby. Kolejny wątek, którego wykluczyć nie możemy – dobrze wiemy, że Rosjanie bardzo sprawnie penetrują społeczność internetową, gdzie aktywna jest młodzież. Specjalizują się w podsycaniu negatywnych emocji, poprzez manipulację mogą nakłaniać do takich ataków.

 

M.M. – Dlaczego dzieci, nastolatkowie decydują się na takie ataki?

 

M.Sz. – Jak jest dużo broni, to będzie dużo ataków. Widać to szczególnie w Stanach Zjednoczonych. U nas nie ma tak łatwego dostępu do broni palnej, dlatego sprawcy sięgają po noże czy inne niebezpieczne przedmioty, które łatwo zdobyć. W każdej kuchni jest nóż. Tak naprawdę odpowiedź może nam dać dopiero analiza życia sprawcy. Jakie relacje były w jego domu, jak został wychowany, jakie miał dzieciństwo. Skutek, czyli atak, jest wynikiem tego, co działo się wcześniej. To we wczesnym dzieciństwie, do piątego roku życia, kształtuje się osobowość, postawa życiowa. Dlatego niezwykle ważne jest to, jak rodzice traktują siebie nawzajem i swoje dzieci. Bo one to obserwują i to ma potem na nie ogromny wpływ. Jeśli wychowały się w przemocowym domu, to potem taki zapewne też stworzą. Będą powielać wzorce z dzieciństwa. […]

 

M.M. – Dlaczego do tych ataków dochodzi w szkołach?

 

M.Sz. -Szkoła jest ich codziennym środowiskiem. Spędzają tam bardzo dużo czasu. Tam mają relacje z innymi uczniami, tam są akceptowani lub wykluczani z grona rówieśników, co jest niezwykle bolesne dla dziecka. Niestety często nauczyciele nie są w stanie tego zauważyć, ponieważ jest ich zwyczajnie zbyt mało.

 

M.M. – Czy atmosfera w polityce, mediach społecznościowych sprawi, że takich ataków będzie więcej?

 

M.Sz. – Zdecydowanie. Wystarczy włączyć na chwilę telewizję i od razu są doniesienia o tym, ile osób zginęło w ataku na Ukrainę czy w jakimś zamachu. Życie ludzkie wydaje się być coraz mniej warte. Mamy natężenie informacji o śmierci, a za mało się skupiamy na pojedynczych przypadkach. Nie przeżywamy już śmierci poszczególnych osób. Dla ludzi to już przestało być ciekawe. Ta pogarda dla ludzkiego życia udziela się osobom podatnym na takie rzeczy. […]

 

M.M. -Jakie zmiany w zachowaniu nastolatka powinny zaalarmować?

 

M.Sz. – Rodzice muszą znać otoczenie dziecka – z kim się spotyka, co z nimi robi, jakich słów używa, czy zaczyna sięgać po alkohol i narkotyki, czy z domu znikają pieniądze, ile czasu spędza w internecie, jakie gry lubi, czy zamyka się na długo w pokoju.

 

M.M. – Jak odróżnić nastoletni bunt od sygnałów alarmowych?

 

M.Sz, – To bardzo trudne, bo normalnym etapem dojrzewania są zachowania buntownicze. Ale nie należy lekceważyć takich zachowań. Jeśli jest ich coraz więcej, nasilają się, to trzeba się im bardzo dobrze przyjrzeć. Spróbujmy ustalić, z czego wynikają. A jeśli nie potrafimy, to zawsze można sięgnąć po pomoc specjalistów. Dziecko, nastolatek, musi jednak zawsze wiedzieć, że rodzice go nie zostawią, nie skreślą. Musi czuć, że ma w nich wsparcie. Z drugiej strony, jeśli u nastolatka nie ma w ogóle zachowań buntowniczych, to znaczy, że też jest coś nie w porządku i należy się temu przyjrzeć.

 

M.M. – Co robić, by wśród uczniów, rodziców nie narastała atmosfera strachu, poczucia zagrożenia?

 

M.Sz. – Atmosfera strachu będzie narastać, jeśli nic nie będziemy z tym robić. Dzieci nie mogą żyć w poczuciu, że siedzą jak kury w kurniku; w każdej chwili może wpaść łasica i kogoś zabrać. Każdy taki przypadek powinien zostać omówiony z uczniami, by pomóc im zrozumieć, dlaczego tak się stało. Na początku można zapytać dzieci, dlaczego ich zdaniem dana osoba zaatakowała. Delikatnie naprowadzać je na to, co w życiu tej osoby doprowadziło ją do takiego czynu. Dlaczego myśl o ataku była silniejsza od świadomości jego konsekwencji? Czy ktoś wcześniej coś zauważył? Dzieci same dojdą do tego, jak w przyszłości należy się zachować.

 

M.M. -Jak się zachować w szkole, gdy do klasy wchodzi osoba z nożem czy innym niebezpiecznym narzędziem?

 

M.Sz. – Dzieci muszą być przygotowane na to, jak się chronić. Obowiązkowo powinny wiedzieć, gdzie można uruchomić alarm w szkole, gdzie się schować, którędy uciekać, które drzwi mają zamki. Taką wiedzę powinni im przekazać przede wszystkim nauczyciele, którzy sami do takich ataków powinni być jak najlepiej przygotowani. Czasem się zastanawiam, czy nie powinni mieć jakichś środków do obrony, ale to mogłoby jedynie doprowadzić do eskalacji agresji.

 

 

Cały tekst „’Ataków w szkołach będzie więcej’. Ekspert nie ma wątpliwości”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wiadomosci.wp.pl

 

 

 

 

 

 



Dzisiaj zdecydowałem zamieścić post z baaardzo dawno nie udostępnianego  „Belfer Bloga”   Dariusza Chętkowskiego  – od dawna znanego mi osobiście nauczyciela j. polskiego w XXI Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Prusa w Łodzi. A powodem tej decyzji jest podjętym tam, wkrótce bardzo aktualny, temat:

 

 

Za tydzień 14 października nauczyciele dostaną okolicznościowe nagrody. Chcieliby wszyscy, ale dostaną jedynie nieliczni. Prawo oświatowe nie przewiduje dodatkowego wynagrodzenia dla każdego z powodu Dnia Edukacji Narodowej. A szkoda.

 

Tym, co nie dostaną nic, niełatwo będzie przetrwać ten dzień. Pomógłby gest dyrektora szkoły, np. zaproszenie wszystkich pracowników na obiad. Tak jest od lat w moim liceum. Szef szykuje niespodziankę w postaci suto zastawionego stołu. Spodziewamy się niezłej wyżerki. Mam nadzieję, że podobne zwyczaje są w wielu szkołach.

 

Pomaga też gest koleżanek i kolegów, którzy otrzymali nagrody pieniężne. W ten sposób pokazaliby, że cenią współpracowników. Nienagrodzeni nie mają wybitnych sukcesów, ale na pewno wspierali pracę najlepszych. Gola wprawdzie nie strzelili, ale może zaliczyli asystę? Takich rzeczy raczej nie trzeba tłumaczyć, chociaż co roku trafia się jakiś osobnik, który uważa, że nagroda należała się tylko jemu, więc nie zamierza się nią dzielić. I co z takim egoistą zrobić?

 

 

Źródło: www.blog.polityka.pl/chetkowski/



W minioną niedzielę, na fejsbukowym profilu Leszka Olpińskiego* – dyrektora Niepublicznego Liceum Sztuk Plastycznych „Cosinus” w Poznaniu, ale aktywnego także w roli Personal Coach oraz jako  trener kompetencji społecznych, taki oto tekst, który poniżej zamieszczam bez skrótów:

 

 

„Zastanawiałem się przy okazji, czy tak nie mogłaby wyglądać nasza edukacja: że spotykamy ludzi z pasją, z którymi wspólnie coś robimy. Zamiast tego miałem poczucie, że szkoła działa tak, jak gdyby ostatecznym celem ucznia miał być dobry wynik w teleturnieju Jeden z dziesięciu.”

 

Takie zdania przeczytałem niedawno i także z tego powodu chciałbym podzielić się refleksją.

 

Na początku dwie uwagi porządkujące. Nie jestem i nigdy nie byłem teoretykiem systemu edukacji. Nie mam ambicji pozostawienia po sobie spuścizny dotyczącej nowych, alternatywnych form edukacji. Raczej krytycznie obserwuję własne doświadczenia i do nich się odnoszę. Robię to ze świadomością, że każde doświadczenie jest jednostkowe, bo każda lekcja to spotkanie konkretnych osób w konkretnej sytuacji, jest z natury niepowtarzalna.

 

Po drugie, rozumiem edukację jako system, całość, w której zmiana w jednym miejscu powoduje konsekwencje w innych, nie zawsze spodziewanych i oczekiwanych miejscach. Co więcej, jest to system dotyczący młodych ludzi w kluczowym czasie ich życia, w czasie przekraczania dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość. Dla uczniów nie ma czasu na czekanie na zmiany, ale nie może być też czasu i miejsca na podejmowanie działań niepewnych, których skutki mogą być bardzo negatywne. Warto też przypomnieć, że efekty wprowadzanych dziś zmian zobaczymy dopiero za kilkanaście lat.

 

Zastanowiły mnie niedawno informacje o postulacie wprowadzenia egzaminu przed wejściem do zawodu nauczyciela. I widzę w tym jakąś próbę naprawienia jednego z fragmentów rzeczywistych problemów edukacji. Tylko…

 

W moim doświadczeniu zawodowym spotkałem wielu nauczycieli, choć niezbyt wielu na początku drogi zawodowej. Widzę, jak bardzo niemierzalne jest określenie, czy dany nauczyciel jest dobry. Nie chodzi wyłącznie o wiedzę merytoryczną czy pedagogiczną, o pasję nauczania, znajomość metodyki, umiejętność dostosowania pracy do grupy ani nawet o osobowość. Liczy się realny splot tych czynników oraz dopasowanie do uczniów, z którymi się pracuje. Dlatego nie wierzę, by egzamin był wystarczającym progiem wejścia, dającym gwarancję, że w szkołach będą dobrzy nauczyciele.

 

A jednocześnie trzeba w tym miejscu zastanowić się nad całym systemem przygotowania do zawodu. Nie wspominam o sprawie oczywistej, że bez zaoferowania odpowiednio wysokich zarobków nie będzie realnie kogo egzaminować lub egzamin stanie się progiem fikcyjnym.

 

Tu pojawia się moje najważniejsze pytanie: kogo w szkole potrzebujemy? Czy potrzebujemy specjalistów w dziedzinach nauki, osób z ponadprzeciętną wiedzą przedmiotową, czy raczej nauczycieli z wiedzą i umiejętnościami nauczania? A może czegoś pomiędzy lub połączenia tych cech? A jeśli odpowiemy na takie pytanie, to konsekwencją będzie przyjęcie modelu kształcenia i modelu egzaminu.

 

Z mojego doświadczenia wynika, że ważniejsze jest przygotowanie do bycia nauczycielem. Tym bardziej, im więcej w szkołach uczniów ze specjalnymi potrzebami. Nie oznacza to, że każdy nauczyciel może uczyć każdego przedmiotu. Jednak dobry nauczyciel potrafi łączyć wiedzę z umiejętnością dostosowania jej poziomu do odbiorców. Jak mówią czasem uczniowie: potrafi „wytłumaczyć”. Taki nauczyciel potrafi czerpać nie tylko z wiedzy akademickiej, ale też z doświadczenia życia, potrafi dostosowywać swoje metody do potrzeb grupy, zadba raczej o rozwój uczniów niż o przekazanie odpowiedniej porcji informacji.

 

W tym miejscu pojawia się ponownie zdanie, od którego rozpocząłem. Diagnoza stanu edukacji w Polsce, zawarta w drugiej jego części, wydaje się niestety trafna. Zdecydowanie za wiele w niej podawania faktów do zapamiętania, a zbyt mało uwagi poświęconej wspieraniu rozwoju i rozumienia. Zbyt dużo nacisku na wyniki egzaminów, rankingi i rywalizację.

 

Sprzyja temu system egzaminów zewnętrznych: wprowadzony jako narzędzie diagnostyczne, w praktyce przebudował szkoły w instytucje przygotowujące przede wszystkim do egzaminów. Zmiana dokonuje się nawet na poziomie przepisów tworzących podstawę programową oraz języka, którym opisujemy jej miejsce w szkole. Choć podstawa programowa budowana jest w języku celów, w praktyce mówimy nie o ich osiąganiu, lecz o „realizacji podstawy”. W ten sposób centrum uwagi przesuwa się z rozumienia na treści, warunki i sposoby. Podstawa tak właśnie stała się nie tym, czym być powinna. Wymagamy nie tyle osiągania celów i rozwoju młodego człowieka, ile przyswojenia określonego zasobu informacji. Nie zmieni tego wprowadzenie punktowo, jako warunku realizacji podstawy, zdania o doświadczeniu czy tygodnia projektowego.

 

Pracuję w szkole artystycznej i może dlatego widzę inne możliwości. Edukacja nie może być sprowadzona do uczenia przedmiotów, do zamkniętych kontenerów. Może dlatego w przestrzeniach edukacyjnych pojawił się model  STEM. Może dlatego pojawiła się potrzeba jego rozszerzenia o sztukę – STEAM. Choć wciąż to tylko fragment. Widzę potrzebę włączenia do tego modelu także filozofii, historii, społeczeństwa i komunikacji. A i to pod warunkiem, że zrozumiemy, że literatura jest dziedziną sztuki i dlatego nie powinna być pomijana.

 

Nie chodzi o to, by wszystko „ogarniał” jeden nauczyciel, ale o integrację nauczania, o pracę zespołową, o traktowanie edukacji jako działania podmiotowego.

 

Chodzi o to, byśmy uczyli uczniów, a nie przedmiotów.

 

Co więc powinniśmy zrobić? Przede wszystkim postarać się wyjąć edukację z bieżącej polityki. Może ustanowić Komisję Edukacji, złożoną z fachowców, działaczy edukacyjnych, przedstawicieli grup politycznych, przedstawicieli nauczycielskiego samorządu. Ustanowioną jako ciało niezależne, choć reprezentujące interes obywateli. Dać jej czas i przestrzeń do pracy.

 

Efektów nie zobaczymy od razu, lecz raczej za kilkanaście albo kilkadziesiąt lat.

 

Szkoda, że trudno dziś spodziewać się takiego działania. Od zdecydowanie zbyt długiego czasu edukacja pozostaje istotnym elementem politycznej układanki, zamiast być wspólnym dziełem dla każdego.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/leszek.olpinski/

 

 

 

* 18 paź 2025 r. zamieściłem Jego tekst w materiale zatytułowanym „Diagnoza systemu oświaty autorstwa nauczyciela, rozczarowanego pracą w szkole”.  [W.K.]

 

 

 

 



Dzisiaj krótki i treściwy post z bloga „Profesorskie Gadanie”. I choć prof. Stanisław Czachorowski kieruje go do uczniów szkół średnich, to jestem przekonany, że i nauczyciele tych szkół powinni go przeczytać. Bo to oni mogą  wspierać swoich uczniów z klas maturalnych w dokonywaniu tych decyzji, a także stwarzać im przestrzeń, w której studiowania mogą się uczyć już w ich szkole:

 

 

Od kiedy zaczyna się studiowanie?

 

Pytanie pozornie łatwe, lecz nie ma chyba wyraźnej granicy początku. To proces i kontinuum. Opowiem to na własnym przykładzie. Mamy za sobą uroczyste inauguracje czyli początek nowego roku akademickiego. A od kiedy się studiuje? Ja zacząłem studiować w listopadzie. A było to tak.

 

Pod koniec czwartej klasy w liceum wypełnialiśmy jakieś dokumenty i deklarowaliśmy, czy i gdzie chcemy studiować. Jak chciałem biologię i chciałem gdzieś na Warmii i Mazurach, bo chciałem z Mazowsza powrócić na swoją rodzinną ziemię, do korzeni. Już nie tylko na wakacje, ale na dłużej. Nie chciałem na uczelnię rolniczą (jakieś przedmioty przyrodnicze okołobiologiczne), chciałem na biologię. W tym regionie były tylko dwie uczelnie, obie w Olsztynie. Wybór padł na Wyższa Szkołę Pedagogiczną w Olsztynie, kierunek biologia nauczycielska. Czyli to biologia ukierunkowała mnie na kształcenie pedagogiczne. Niejako przy okazji. To wtedy był początek mojego studiowania? Chyba nie.

 

Potem zdałem maturę, wynik był pozytywny i to otwierało mi drogę na studia. Z przedmiotów do wybory celowo wybrałem biologię i chemię. Czy już wtedy zacząłem studiować, z maturą, uprawniająca do podjęcia studiów? Chyba jeszcze nie. Proces trwał, ale dla mnie nie była to jeszcze wartość graniczna.

 

W lipcu przyjechałem na egzaminy wstępne. Wtedy po raz pierwszy zakwaterowany zostałem w akademiku, kwintesencji życia studenckiego. Tak, w akademiku czuję się wspólnotę akademicką. Niepowtarzalny klimat. W stresach i niepewności zdałem egzaminy wstępne. Potem dostałem urzędowe pismo, o przyjęciu mnie na biologię na WSP w Olsztynie. Dokument potwierdzający początek studiowania. Ale tego momentu także nie uważam za mój początek.

 

Po raz drugi do Olsztyna przyjechałem we wrześniu, by się zakwaterować w akademiku i na krótką adaptację. Wtedy poznałem kolegów z akademikowego pokoju. I spotkałem starsze roczniki. Rozpoczęło się niezwykłe życie w akademiku. W pewnym sensie można by byłoby uznać za początek studiowania. Przynajmniej w sensie społecznym. Ale to nie był jeszcze mój początek.

 

1 października odbyła się uroczysta inauguracja, na auli w budynku przy ul. Żołnierskiej. Tak jak każdy student dostałem papierowy indeks. Złożyłem też ustnie i pisemnie ślubowanie. Miałem już wszystkie atrybuty studenta: miejsce w akademicku i indeks. Rozpoczęły się pierwsze zajęcia, chodzenie w białym fartuchu. Ale to nie był jeszcze mój początek studiowania. tak to przynajmniej widzę retrospektywnie. Kupiłem pierwsze podręczniki do nauki.

 

Były spotkania, rozmowy, nie tylko te na zajęciach. Opiekunem roku był Krzysztof Kukliński. I to on powiedział nam, że jest taki docent Biesiadka, który będzie organizował wyjścia terenowe i że on  pokaże nam dziwne roztocza w mchu. Dobry wstęp i zaciekawienie. Właściwe doradztwo studentom pierwszego roku. Do dzisiaj jestem za to wdzięczny. Potem pojawiło się małe, lakoniczne ogłoszenie na tablicy ogłoszeń, że zainteresowanych studentów zaprasza ów docent na pierwsze wyjście  w poszukiwaniu tajemnic życia. To był listopad, pogoda marna, chyba zaczął już padać śnieg. Na spotkanie przyszło nas dwóch, ja i Andrzej Grudzień. I tak zaczęło się moje prawdziwe studiowanie. Nie było ocen, nie było zajęć w planie zajęć, było bezpośrednie spotkanie z naukowcem i bliski kontakt. teraz nazwalibyśmy to dobrymi relacjami akademickimi. Pierwsze spotkanie trwało krótko, wyszliśmy jedynie do ogrodu dydaktycznego przy uczelni. Było zimno, wiec i wyjście terenowe było krótkie. Cos jeszcze potem obserwowaliśmy pod binokularem. Ale to właśnie wtedy poczułem, że studiuję. Potem z tego wyrosło koło naukowe i własne badania naukowe. Podkreślę, bez ocen, zaliczeń, bez sylabusów, bez programu. Ale z ciekawością i odkrywaniem. niby tylko dodatek do programowych zajęć ale dla mnie była to kwintesencja. I takiego studiowania życzę wszystkim studentom.

 

Zacząć można w każdym momencie, czy to w październiku, listopadzie, wrześniu czy lipcu. To Ty decydujesz czy, kiedy i jak studiujesz. A uczelnia to dobre środowisko do takiego studiowania.

 

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com



Wczoraj na fejsbuku Krytycznego Egzaminatora przeczytałem ten oto post – zamieszczam bez skrótów:

 

 

To jest właśnie ten rodzaj narracji, który najbardziej mnie irytuje, bo pod pozorem „mówienia prawdy” przemyca bardzo prostą tezę: nauczyciel jest podejrzany z definicji, a całe środowisko trzeba traktować jak problem do naprawienia.

 

Można oczywiście dyskutować o jakości kształcenia nauczycieli. Można krytykować nauczycieli, którzy nie wykonują swojej pracy właściwie. Można wskazywać patologie. Ale wrzucanie całej grupy zawodowej do jednego worka, a następnie sugerowanie, że państwo przez swoich nauczycieli „niszczy intelektualne życie młodych ludzi”, to już nie jest żadna odważna diagnoza. To jest publicystyczna pałka zamiast argumentu.

 

 

A szczególnie kuriozalne jest powoływanie się na rzekome „ściąganie przy zdobywaniu tytułu egzaminatora OKE” jako argument przeciwko jakości nauczycieli. Jeżeli ktoś ma konkretne dowody na oszustwo, niech je przedstawi, zgłosi i nazwie konkretną osobę. Jeżeli ich nie ma, to rzucanie takiego zarzutu wobec środowiska jest zwyczajnie niepoważne.

 

Bo wiecie, co jest najłatwiejsze?

 

Powiedzieć: „nauczyciele są problemem”.

 

Trudniej powiedzieć, że nauczyciel pracuje w systemie, który przez lata dokładano obowiązkami, procedurami, dokumentacją, kolejnymi reformami i oczekiwaniami, a jednocześnie coraz chętniej odbierało mu się możliwość realnego działania.

 

Jeszcze trudniej przyznać, że ogromna część nauczycieli każdego dnia wykonuje swoją pracę naprawdę dobrze, mimo warunków, w jakich przyszło im pracować.

 

I jeszcze jedno. Jeżeli naprawdę ktoś uważa, że problemem polskiej szkoły są przede wszystkim „źli nauczyciele”, to proponuję bardzo prosty eksperyment: sześć miesięcy pracy w szkole.

Nie wykład dla nauczycieli. Nie konferencja. Nie rada ekspercka. Nie komentowanie szkoły z zewnątrz.

 

Sześć miesięcy z klasą, rodzicami, dokumentacją, problemami wychowawczymi, presją wyników, odpowiedzialnością za uczniów i wszystkimi „drobiazgami”, których w podobnych publikacjach oczywiście nie widać.

 

A potem możemy porozmawiać o tym, kto jest problemem.

 

Bo naprawdę mam już dość sytuacji, w której człowieka pracującego w szkole codziennie przedstawia się jako część problemu, a osoby, które szkołę głównie opisują, obsadza się w roli tych, którzy wiedzą, jak ją naprawić.

 

I nie, nie twierdzę, że każdy nauczyciel jest świetny. Oczywiście, że nie. Tylko że z faktu istnienia słabych nauczycieli nie wynika, że całe środowisko jest słabe. Tak samo jak z istnienia słabych ekspertów nie wynika, że wszyscy eksperci są niekompetentni. Tylko jakoś tak się składa, że ci co dużo gadają mają mało do powiedzenia.

 

To naprawdę nie jest skomplikowane.

 

Jeżeli chcecie rozliczać nauczycieli – rozliczajcie konkretnych nauczycieli, z konkretnych działań i na podstawie konkretnych dowodów. A nie budujcie sobie wygodnego obrazu całej grupy zawodowej jako nieudaczników, którzy niszczą dzieciom przyszłość.

 

Bo to nie jest troska o edukację.

 

To jest zwyczajnie pogarda ubrana w język troski o dzieci.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story



Wczoraj na stronie „Gazety Wyborczej” wypatrzyłem tekst Karoliny Słowik, z którego dowiedziałem się o publikacji  najnowszego raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę – „O przemocy rówieśniczej”. Poniżej zamieszczam – dla wprowadzenia w temat  –  fragmenty tego tekstu, a później link do pełnego tekstu tego raportu:

 

 

Chłopcy się biją, dziewczęta wyśmiewają. Przemoc to dla dzieci powszechność [raport]

 

Pobicie, napaść przez grupę rówieśników czy kradzież – to doświadczenia chłopców w wieku od 10 do 17 lat. Dziewczęta są wyśmiewane z powodu wyglądu, wykluczane z grup w internecie, czy zmuszane do zrobienia czegoś wbrew własnej woli. Tak wynika z najnowszego raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

 

 „Doświadczenie przemocy rówieśniczej wśród polskich nastolatków jest zjawiskiem powszechnym. Zdecydowana większość badanych uczniów (87 proc.) doświadczyła w ciągu ostatniego roku przynajmniej  jedną z analizowanych form przemocy rówieśniczej: 75 proc. cyberprzemocy, 63 proc. przemocy fizycznej” – czytamy w raporcie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „RÓWIEŚNICY 2026„, przeprowadzonego na próbie ponad 140 tys. uczniów.

 

Chłopcy minimalnie rzadziej niż dziewczęta doświadczają przemocy (85 proc. do 88 proc.), ale to oni częściej stają się ofiarami przemocy fizycznej. Jednocześnie chłopcy rzadziej doświadczają przemocy psychicznej i cyberprzemocy. Krytykowania, wyśmiewania wyglądu, wykluczania z grupy w internecie czy zmuszania do zrobienia czegoś wbrew własnej woli doświadczyło 52 proc. chłopców i 65 proc. dziewcząt.

 

Współautor raportu dr Szymon Wójcik podkreśla, że przyczyna narażenia chłopców na przemoc fizyczną, a dziewcząt na przemoc psychiczną może leżeć w stereotypach płciowych. – Cechą przypisywanym chłopcom jest siła fizyczna, dziewczynom – wygląd, i to one stanowią o ich pozycji w grupie rówieśniczej – komentuje. – Nie należy przy tym zapominać, że mimo tych różnic, skala przemocy fizycznej i psychicznej wśród obu płci jest bardzo wysoka – dodaje. […]

 

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że w przypadku doświadczenia przemocy, dzieci jej nie zgłaszają. A chłopcy reagują rzadziej niż dziewczęta (14 proc. do 17 proc.). Rzadziej informują również o przemocy wobec innych uczniów – to odpowiednio 18 i 20 proc. Z czego to wynika? W raporcie czytamy, że najczęściej wskazywaną przyczynę braku zgłoszenia przemocy było przekonanie, że sytuacja nie jest poważna (44 proc.). Co czwarty badany (25 proc.) zadeklarował, że „nie przyszło mu to do głowy”, a co piąty uczeń (20 proc.) nie zrobił tego z powodu strachu. Dodatkowo 11 proc. respondentów wskazało, że nie wiedziało, komu powinno zgłosić taką sytuację. […]

 

Jak przeciwdziałać przemocy rówieśniczej? Im lepsza, bardziej pozytywna atmosfera w szkole, im wyższy poziom empatii, tym niższy poziom bullyingu oraz cyberbullyingu. Z badań wynika, że uczniowie o niższym poziomie empatii częściej sami stosowali przemoc. „W szkołach, w których uczniowie określają je jako pozytywne, wskaźnik wiktymizacji jest niższy niż w placówkach z mniej przyjazną i sprzyjającą uczniom atmosferą” – czytamy w raporcie.

 

A co składa się na dobry klimat w szkole? To jakość relacji między nauczycielami, dyrektorem, uczniami i rodzicami; poczucie bezpieczeństwa fizycznego i emocjonalnego; poziom rywalizacji; równe traktowanie; zaangażowanie uczniów w życie szkolne. Badacze podkreślają też, że ważna jest profilaktyka oparta na budowaniu bezpiecznych relacji, rozwijaniu kompetencji społecznych i tworzeniu wspierającego środowiska szkolnego.

 

„Kluczową rolę odgrywa także praca nad budowaniem wspierającego środowiska społeczności szkolnej, w której uczniowie nie boją się prosić o pomoc i zgłaszać sytuacji, w których ktoś przekracza ich granice. Kluczową rolę odgrywa także praca nad budowaniem wspierającego środowiska społeczności szkolnej, w której uczniowie nie boją się prosić o pomoc i zgłaszać sytuacji, w których ktoś przekracza ich granice. Ponadto, uczniowie w każdej szkole powinni dokładnie wiedzieć, komu mogą zgłosić sytuację, w której doświadczają lub są świadkami przemocy rówieśniczej” – podkreślają autorzy badania.

 

 

 

Cały tekst „Chłopcy się biją, dziewczęta wyśmiewają. Przemoc to dla dzieci powszechność”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www,wyborcza.pl

 

 

 

Raport prezentuje wyniki największego w Polsce badania dotyczącego zjawiska przemocy rówieśniczej w polskich szkołach. W badaniu wzięli udział uczniowie i uczennice (N=141 911) ze szkół, które uczestniczyły w programie profilaktycznym RÓWIEŚNICY realizowanym przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Wyniki badań pokazały, jakich form przemocy rówieśniczej najczęściej doświadcza młodzież oraz jakie czynniki mogą wpływać na jej występowanie. Zachęcamy do zapoznania się z raportem.

 

         Autorzy raportu: Joanna Kopycka, dr Szymon Wójcik, Piotr Raczyński

 

 

Tekst raportu „O przemocy rówieśniczej”  –  TUTAJ