
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.wnow.uni.lodz.pl
Prof. Boguslaw Śliwerski w dniu 22 października 2024 roku – w Pałacu Alfreda Biedermanna w Łodzi – podczas uroczystości z okazji jego 70. rocznicy urodzin oraz 25-lecia profesury.
Oto krótki i treściwy tekst, zamieszczony dzisiaj (5 listopada 2024 r.) przez prof. Boguslawa Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog”. Wyróżnienie jego fragmentów pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Kształcić każdy może
Problem kształcenia nauczycieli jest fundamentalny dla stworzenia dzieciom i młodzieży jak najlepszych warunków do edukacji i wychowania. Niestety, w Polsce przyjęła się formuła, którą najtrafniej można by określić parafrazując piosenkę w wykonaniu Jerzego Stuhra:
Kształcić każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.
W uniwersytetach i akademiach pedagogicznych zniknęły podziały kierunków kształcenia na tzw. akademickie i nauczycielskie, a wraz z tym zlikwidowano większość zakładów dydaktyk szczegółowych. Tym samym niechciane dziecko wyższej edukacji, jakim jest kandydat do zawodu nauczycielskiego, uczestniczy w modułach zajęć, które są realizowane jak najmniejszym kosztem (liczne grupy i dominacja metod podających).
Wprawdzie kandydatom oferuje się studia nauczycielskie w ramach specjalizacji na określonym kierunku studiów, ale obwarowuje się utworzenie takich grup minimalną liczbą osób do ich uruchomienia. Najczęściej więc one nie powstają, a zainteresowani muszą zdobywać minimalne kwalifikacje nauczycielskie na studiach podyplomowych.
Punkt ciężkości przesuwa się do sfery kształcenia podyplomowego, gdyż kształcenie nauczycielskie jest dla uczelni kosztem, ciężarem. Ocena jakości kształcenia, jakiej dokonuje Państwowa Komisja Akredytacyjna, pomija kształcenie podyplomowe, które z formy doskonalenia zawodowego zamieniło się w kształcenie dochodowe.
Alfabetyzować nasze dzieci będą zatem także ci, którzy są przyuczeni do zawodu, wybierając go w wielu przypadkach z konieczności życiowej, gdyż w środowisku zamieszkania praca w szkolnictwie stanowi dla nich jedyną, gwarantowaną formę względnie stałego zatrudnienia.
Jak śpiewał Stuhr:
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi, ooo…
Od większości zawodów w sferze publicznej wymagamy, by ich wykonawcy byli jak najwyższej klasy profesjonalistami, by znali się na swoim fachu i wykonywali go zgodnie z najwyższymi standardami. Te zaś są konstruowane nie tylko w oparciu o specjalistyczną i naukową wiedzę, ale także uwzględniają oczekiwania osób, którym mają pomóc w rozwiązywaniu ich problemów. Dotyczy to takich zawodów zaufania publicznego, jak lekarze, pielęgniarki, prawnicy, sędziowie, psycholodzy, pracownicy administracji publicznej i samorządowej, wojskowi, policjanci i prokuratorzy.
Nauczycielem jednak może być każdy, o ile tylko spełni minimalne, a nie maksymalne wymogi, bo i płace są w tej profesji na minimalnym poziomie. Każdy komentarz na ten temat jest kwitowany w sieci repliką w stylu „przestańcie już tak biadolić, bo koleżanka w Warszawie pracuje na 1,5 etatu w dwóch szkołach i zarabia ponad 7 tys. zł.”
W czasie „Igrzysk Wolności” w Łodzi pytałem, jaka powinna być minimalna płaca nauczyciela? Oburzenie wywołało moje stwierdzenie, że pierwsza płaca w tym zawodzie powinna wynosić co najmniej 10-12 tys.zł., żeby inteligentni, kreatywni, młodzi ludzie chcieli wreszcie zmienić edukację adekwatnie do przemian zachodzących w świecie techniki, gospodarki, ale także do ich ambicji, aspiracji rozwojowych, a nie by podtrzymywać pod „kroplówką” minimalistycznych manipulacji związków nauczycielskich (ZNP i Solidarność) i ideokratycznego politycznie „betonu” szkołę, która zamiast kształcić – zniekształca, zamiast formować uczniów moralnie, to ich demoralizuje itd., itd.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Zamieszczamy fragmenty tekstu z portalu „Prawo.pl”, który proponujemy czytać w kontekście naszych wcześniejszych informacji o kolejnym etapie usiłowania łódzkiego Magistratu usadowienia na stanowisku dyrektora ŁCDNiKP pani Karoliny Poludnikiewicz – tym razem „idąc na całość”, to znaczy powołując ją – z pominięciem trybu konkursowego – na 5-oletnią kadencję na to stanowisko. Oto te informacje:
> 19 września – „Co najmniej dyskusyjna strategia Magistratu postawienia na swoim”
> 22 września – „Felieton nr 536. Zgodnie z deklaracją z czwartku – o kontekstach sytuacji w ŁCDNiK”
Kandydatura dyrektora w trybie pozakonkursowym musi być uzgodniona z kuratorem
Nie można powierzyć stanowiska dyrektora szkoły w trybie pozakonkursowym bez uzgodnienia kandydatury z kuratorem oświaty. Chodzi przy tym o osiągnięcie jednomyślności, a nie tylko przedstawienie propozycji lub konsultację – orzekł niedawno Naczelny Sąd Administracyjny. Gmina, reprezentowana przez sekretarza gminy, w drodze porozumienia powierzyła Barbarze B. funkcję dyrektora tej szkoły na okres do dnia 31 sierpnia 2026 r.
Wojewoda zawiadomiony o tym fakcie stwierdził nieważność tego aktu. Wskazał na szereg uchybień – wadliwą formę aktu powołania, reprezentację gminy oraz brak zgody kuratora na wybranego przez wójta kandydata. Strony porozumienia zaskarżyły rozstrzygnięcie wojewody do sądu administracyjnego.
[NSA] Zgodził się z wojewodą, że powierzenie stanowiska dyrektora szkoły powinno nastąpić w formie zarządzenia wójta, a nie porozumienia zmieniającego umowę o pracę. Jednak fakt wadliwej formy, w szczególności nienazwanie tego aktu zarządzeniem, nie ma natomiast prawnego znaczenia dla objęcia go ingerencją nadzorczą wojewody oraz kontrolą sądu administracyjnego. Podwójny charakter aktu powołania na stanowisko dyrektora placówki samorządowej, który wywołuje jednocześnie skutki w sferze cywilnej i publicznoprawnej, przesądza o jego podleganiu nadzorowi w trybie ustawy o samorządzie gminnym. Zauważył dalej, że wójt miał prawo powierzyć funkcję dyrektora szkoły wybranemu przez siebie kandydatowi na podstawie art. 63 ust. 12 ustawy Prawo oświatowe – przeprowadzony konkurs nie przyniósł bowiem rozstrzygnięcia. Konieczne było jednak porozumienie odnośnie tej kandydatury z kuratorem oświaty oraz zasięgnięcie opinii rady szkoły oraz rady pedagogicznej. Wójt zwrócił się o opinię do rady pedagogicznej, która jakkolwiek negatywna dla Barbary B., z perspektywy dochowania wymogów w/w przepisu nie miała znaczenia. Wobec braku w szkole rady szkoły, pozostawało wyłącznie dojść do porozumienia z kuratorem oświaty. A tego zabrakło. Sąd zgodził się też z wojewodą, że sekretarz gminy nie mógł reprezentować wójta przy podejmowaniu tego typu czynności.
Naczelny Sąd Administracyjny zaaprobował to rozstrzygnięcie. […] Wątpliwości dotyczyły natomiast spełnienia przez niego wymogów formalnych powołania tj. osiągnięcia porozumienia z organem sprawującym nadzór pedagogiczny oraz zasięgnięcia opinii rady szkoły lub placówki i rady pedagogicznej, które to warunki muszą być spełnione łącznie. Mimo zatem, iż powierzenie stanowiska dyrektora szkoły stanowi władczą kompetencję organu gminy, to w tym przypadku, kurator oświaty, jako organ administracji rządowej ma kompetencję, by wstrzymać zaproponowaną kandydaturę. Wymagane współdziałanie organów wymusza bowiem zgodę obu organów na treść projektu zarządzenia powierzającego konkretnej osobie stanowisko dyrektora szkoły. […]
Skoro do dnia wydania zakwestionowanego aktu nie doszło do uzgodnienia kandydatury forsowanej przez wójta, wojewoda prawidłowo uznał, że do porozumienia nie doszło. W tej sytuacji nie miało znaczenia, że drugi warunek (uzyskanie opinii rady pedagogicznej) został spełniony. […]
Cały tekst „Kandydatura dyrektora w trybie pozakonkursowym musi być uzgodniona z kuratorem” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
x x x
A to rzuca nowe światło na nieoczekiwaną decyzję pani Południkiewicz o jej nagłej rezygnacji z zatrudnienia w ŁCDNiKP – parz TUTAJ i w post scriptum do wczorajszego felietonu.
Dzisiejszy tekst Jarosława Pytlaka został zamieszczony na jego blogu 1 listopada. Jest krótki i treściwy – zamieszczamy go bez skrótów. Ale z wyróżnieniami – naszym zdaniem najistotniejszych jego fragmentów – pogrubioną czcionką i podkreśleniami:
Déjà vu
Zapoznałem się właśnie z przedstawionymi oficjalnie do konsultacji społecznych projektami podstaw programowych nowych przedmiotów: edukacji zdrowotnej i edukacji obywatelskiej, które już od września 2025 roku mają być wprowadzone w szkołach. Rok przed zapowiadaną całościową reformą programową. O edukacji obywatelskiej wyraziłem już swoje krytyczne zdanie w jednym z poprzednich artykułów, o zdrowotnej napiszę osobno, natomiast dzisiaj chciałbym podzielić się wrażeniem déjà vu, jakie nieodparcie wywołują we mnie reformatorskie działania resortu Barbary Nowackiej.
To już kiedyś było! I to wcale nie tak dawno, więc pamięć mnie raczej nie zawodzi. Ktoś obiecał nam, że zreformowana strukturalnie i programowo szkoła radykalnie podniesie w Polsce jakość i rangę wykształcenia. Kto to był?! Ciepło, ciepło… tak! Anna Zalewska!
Kto w pięknej prezentacji przedstawił wielkie plany reformy, opartej na ideach zrodzonych w pisowskim zapleczu intelektualnym na podstawie wzorców ze świetlanej narodowej przeszłości, a ubranych w treści zaraz po dojściu Zjednoczonej Prawicy do władzy? Również Anna Zalewska!
Kto przeprowadził „na niespotykaną wcześniej skalę” konsultacje, powołując do udziału w nich ponad 1700 „ekspertów dobrej zmiany”, którzy mogli wnieść wszystkie możliwe poprawki, pod warunkiem, że nie zmieniały one przyjętej już przez władze koncepcji? Anna Zalewska!
Kto uszczęśliwił młode pokolenie Polaków oraz ich nauczycieli rozbudowanymi do monstrualnych rozmiarów podstawami programowymi, tak dobrymi, że listę autorów trzeba było wyciskać z MEN przy pomocy sądu? Anna Zalewska…
Teraz druga seria pytań.
Kto obiecuje, że zreformowana programowo szkoła w perspektywie kilku lat wypuści w świat rzeszę absolwentów promieniejących wiedzą, umiejętnościami, kompetencjami i poczuciem sprawczości, przenikniętych przy tym pięknymi wartościami, z triadą platońską na czele? Barbara Nowacka!
Kto po dojściu do władzy zaprezentował profil absolwenta, zrodzony w branżowym zapleczu intelektualnym, inspirowany wzorcami z różnych stron świata (z drobną różnicą, że w owych stronach reformy edukacji rozkładano na lat dziesięć i więcej, a nie na dwa), za to dla odmiany z liberalnym sznytem? Barbara Nowacka!
Kto przeprowadził konsultacje profilu absolwenta, dostępne absolutnie dla wszystkich chętnych, którzy mogli wnieść dowolne poprawki pod warunkiem, że nie podważały one zasadniczej koncepcji? Barbara Nowacka!
Kto zamierza uszczęśliwić młode pokolenie jeszcze bardziej rozbudowanymi podstawami programowymi, profilaktycznie zachowując w tajemnicy tożsamość ich autorów? Barbara Nowacka!
We wszystkich tych działaniach dzielnie wspierana przez Katarzynę Lubnauer.
Skutki radosnego reformowania systemu edukacji przez Annę Zalewską odczuły na własnej skórze miliony uczniów (w tym te roczniki, które – wg słów prezydenta Dudy – „po prostu miały pecha”), oraz setki tysięcy nauczycieli, których potraktowano jak szkolne meble.
Skutki nadchodzącej reformy, szykowanej kompletnie niezgodnie z międzynarodowymi doświadczeniami – w ogromnym pośpiechu, bez pilotażu i czasu niezbędnego na przygotowanie do niej społeczeństwa, odczują na własnej skórze miliony uczniów i setki tysięcy nauczycieli potraktowanych jak meble.
Głosując na koalicję 15 października miałem nadzieję wyrzucić na śmietnik historii dziedzictwo Anny Zalewskiej i praktykę zarządzania edukacją Przemysława Czarnka. Liczyłem na autentyczną, przemyślaną i długofalową zmianę, której symbolem – być może utopijnym – był pomysł ponadpartyjnej Komisji Edukacji Narodowej. Tymczasem mam wrażenie, że co prawda zmieniła się dekoracja i są inni aktorzy, ale na afiszu jest wciąż to samo przedstawienie.
Źródło: https://www.wokolszkoly.edu.pl/blog/deja-vu.html
Wielu rodziców obawia się tematu śmierci, zastanawia się co i jak powiedzieć, gdy dziecko zapyta. Kiedy powiedzieć, że śmierć to nieodwracalne zjawisko, nie jest snem, ani chwilowym wyjazdem do innego miasta. Jak przekazać dziecku informację o tym, że ten, którego się kochało, który był mu bliski – odszedł bezpowrotnie…
Rozmowy o śmierci jako część codzienności
W naszym codziennym życiu pojawia się wiele okazji do poruszenia z dzieckiem tematu śmierci, odchodzenia, przemijania, cyklu życia. Wielokrotnie dzieci same zapraszają nas do rozmów na ten temat. Bardzo dobrą okazją do podjęcia tematu śmierci czy pamięci o tych, którzy odeszli jest listopadowe Święto Wszystkich Świętych. W zupełnie naturalny sposób możemy, nawet już z najmłodszymi, porozmawiać o odchodzeniu. Dobrym pretekstem do rozmów jest również wizyta na cmentarzu, wystarczy wtedy odpowiadać na zadawane przez dziecko pytania i temat sam się „wprowadza” do naszego życia.
Ważne jest, aby dziecko oswajać z tym temat, nie robić z niego tabu. Odchodzenie jest częścią naszego życia, naszej codzienności, a więc i życia naszych dzieci. Do ogólnych rozmów o przemijaniu możemy wykorzystać również dziecięcą literaturę, która przychodzi nam z pomocą i w bardzo przystępny sposób pokazuje cykl życia i wprowadza temat przemijania. Nie zostawiajmy naszych dzieci samych z tym tematem, rozmawiajmy z nimi i szczerze odpowiadajmy na ich pytania. To pomoże im przygotować się i nieco oswoić z tematem, łatwiej będzie im znieść stratę kogoś bliskiego, jeśli taka się pojawi w ich życiu.
Rozumienie śmierci przez dziecko jest ściśle zależne od jego wieku:
>W wieku 0 – 2 lata dzieci nie rozumieją pojęcia śmierci, zjawisko to dla nich nie istnieje. Są natomiast podatne na emocje opiekuna, szczególnie matki. Współodczuwają emocje prezentowane przez rodzica.
>Pomiędzy 2 a 5 rokiem życia dzieci uznają śmierć za stan przejściowy, sen. Nie rozumieją jeszcze tego, że śmierć jest nieodwracalna. Pięciolatki zaczynają szukać związku przyczynowo – skutkowego pomiędzy ich zachowaniem, myślami a śmiercią bliskiej osoby, np. pytają czy babcia umarła, bo byłem niegrzeczny? Zaczynają odczuwać lęk, złość i niepokój związany ze śmiercią.
>Pomiędzy 5 a 8 rokiem życia dzieci rozumieją śmierć i wszystkie jej aspekty. Pojawia się pojęcie- nieodwracalność śmierci. Dziecko zaczyna też rozumieć, że wszyscy kiedyś umrą. W tym wieku dzieci mogą być także zainteresowane biologicznym aspektem śmierci. […]
Cały tekst ”Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci” – TUTAJ
Źródło: www.psychoterapia.plus
Dzisiaj proponujemy lekturę tekstu, zamieszczonego 29 października 2024 r. na stronie wyborcza.biz. Na początek wybranych fragmentów, ale później poprzez link – pełnej wersji:
Biegle obsługują smartfony, nie znają obsługi komputera.
Smutna prawda o młodzieży
Foto: Shutterstock
Informatyka w szkole bazuje na archaicznych metodach pracy i przestarzałych podręcznikach. – Przywykliśmy do takiego systemu pracy. Czas się otrząsnąć – mówi ekspert.
Konrad Wojciechowski: – Czy nauka informatyki jest nadal potrzebna w szkołach, skoro dzieci i młodzież niemal nie odkładają smartfonów?
Marek Grzywna, trener edukacyjny, nauczyciel informatyki w Szkole Podstawowej nr 23 im. Kawalerów Uśmiechu w Toruniu, wyróżniony w konkursie Nauczyciel Roku 2022: – Informatyka jest kluczowym przedmiotem szkolnym, chociaż często bywa traktowana jak mało ważna pozycja w planie lekcji, zwłaszcza w kontekście pogoni za ocenami z innych zajęć, z których uczniowie zdają egzaminy końcowe. To duży błąd, zważywszy na potrzeby rynku pracy, który promuje znajomość nowych technologii czy sztucznej inteligencji. Prowadzę szkolenia, więc odwiedzam wiele szkół. Dostrzegam potężne deficyty w umiejętnościach cyfrowych uczniów, ale też nauczycieli. A wie pan, co jest najgorsze?
– Co takiego?
– W szkołach nadal króluje archaiczne podejście w przekazywaniu wiedzy. Nauczyciele informatyki korzystają z przestarzałych podręczników i materiałów. Ten sam podręcznik, wykorzystywany przez lata, nie zawiera przecież aktualnych treści. Bazuje natomiast na przebrzmiałych przykładach. A podstawa programowa jasno określa, jakie kompetencje technologiczne powinien nabyć polski uczeń.
– Jakie umiejętności są mu potrzebne?
– Na pewno przyda się znajomość obsługi pakietu biurowego, tworzenia korespondencji seryjnej, czy korzystania z tabel przestawnych. Bo jeżeli spotykamy np. w sekretariacie biura osobę z pokolenia Z, okazuje się, że ma ona duży problem z obsługą komputerowych urządzeń: skanerów, drukarek, a często nawet myszki czy klawiatury. Dzieje się tak, gdyż zetki od dzieciństwa używały wyłącznie ekranów dotykowych.
– Czyli dzieci i młodzież obcujące ze smartfonem albo tabletem nie mają wiedzy o komputerach, bo korzystają z kieszonkowych urządzeń, które nie mają nic wspólnego z edukacją, a jedynie z intuicyjnym użytkowaniem?
– Idealnie pan to ujął. Młodzi ludzie świetnie obsługują narzędzia cyfrowe, tylko że to jest bardzo powierzchowna wiedza. Ich umiejętności sprowadzają się do korzystania z gier czy aplikacji. Co więcej, jeśli młody człowiek zauważa brak kompetencji w danym kierunku, nie szuka rozwiązania np. na YouTubie – odkłada zadanie i wstydzi się przyznać, że nie potrafi poprawnie go wykonać. Dlaczego nie próbuje? Bo nie został tego nauczony. Winę ponosi szkoła i forma prowadzenia zajęć w sposób podawczy. Nauczyciel prowadzi wykład, uczniowie robią notatki, wykonują ćwiczenie i czekają na koniec lekcji. Przywykliśmy do takiego systemu pracy. Czas się otrząsnąć. […]
– Edukacja informatyki ma być podporządkowana? Głównie dostarczaniu młodych ludzi na rynek pracy, do branży IT, która ciągle potrzebuje pracowników?
– Informatyka jest niezbędna do rozwijania kompetencji przydatnych w życiu codziennym. Natomiast edukacja informatyczna powinna być realizowana na wszystkich przedmiotach w szkole. Również na polskim czy matematyce można korzystać z aplikacji, udostępniać uczniom materiały do nauki.
– Ile lekcji informatyki tygodniowo jest w podstawie programowej?
– Niestety, tylko jedna godzina. To przedmiot traktowany po macoszemu, doklejony do planu zajęć. Bo jak planować działania z uczniami, które wymagają pracy przez dłuższy czas niż trwająca czterdzieści pięć minut godzina lekcyjna?
[…]
Cały tekst „Biegle obsługują smartfony, nie znają obsługi komputera. Smutna prawda o młodzieży” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.biz
Na dzień dobry w środowy poranek 30 października proponujemy tekst ze strony Centrum Edukacji Obywatelskiej. Najpierw w skróconej wersji, ale potem KONIECZNIE w pełnej wersji – po kliknięciu linka:
Odpolitycznienie szkół i wyrzucenie z nich działalności propagandowej po 1989 r. było niewątpliwie konieczne. Również dzisiaj większość Polaków myśli o polityce krytycznie, podpisując się pod postulatem separacji jej od szkoły. Paradoksalnie jednak dla skuteczności edukacji obywatelskiej konieczne jest znalezienie w programie nauczania miejsca dla politycznych zagadnień.
Edukacja obywatelska nie cieszy się w ostatnich latach dobrą opinią. Krytyczne słowa na jej temat padają ze wszystkich stron – nauczycieli i dyrektorów, ekspertów edukacyjnych, władz oświatowych, wreszcie polityków różnych opcji, a także opinii publicznej. Krytyka ta jest odbiciem negatywnej oceny tego, co dzieje się w przestrzeni publicznej oraz pokazuje rozczarowanie dorosłych poglądami młodzieży i formami jej (niewielkiego) zaangażowania społecznego. Szczegółowa analiza tej złej sytuacji wykracza poza ramy tego tekstu, warto jednak wskazać na jedną, podstawową przyczynę nieadekwatności obecnego podejścia do edukacji obywatelskiej. Chodzi o jej zupełne odseparowanie od sfery polityki, szczególnie krajowej.
Cztery filary
Na program edukacji obywatelskiej w najbardziej ogólnym ujęciu składać się powinny cztery filary: lokalny, krajowy, europejski i globalny. Jesteśmy bowiem nie tylko obywatelami Polski, ale też swojej miejscowości, Unii Europejskiej, coraz częściej też czujemy się obywatelami świata.
1.Wymiar lokalny. Pierwsze lata po upadku komunizmu to powrót do idei samorządności lokalnej (reforma samorządowa w 1990 r.). W tym kontekście naturalne było, że budowanie edukacji obywatelskiej zaczęło się w wolnej Polsce właśnie od skupienia na poziomie lokalnym, w tym na promocji samorządności i tożsamości lokalnej. Pierwszy kompleksowy program edukacji obywatelskiej nosił tytuł „Kształcenie Obywatelskie w Szkole Samorządowej” i był typowym przykładem koncentracji tej edukacji na poziomie lokalnym.
2.Wymiar europejski. W związku z perspektywą bliskiej akcesji do Unii Europejskiej, pod koniec lat 90. i na początku XXI w. edukację obywatelską uzupełniono o poziom europejski (często niesłusznie redukowany do tematów dotyczących unijnych instytucji i folkloru państw członkowskich). Masowy ruch związany z wejściem Polski do UE doprowadził do trwałego zakorzenienia tego elementu edukacji obywatelskiej w szkołach.
3.Wymiar globalny. Z powodu postępującej globalizacji naszej gospodarki i społeczeństwa (oraz pod wpływem unijnej polityki rozwojowej), od ok. 2005 r. zaczęto do szkół wprowadzać elementy edukacji globalnej, której celem jest wyjaśnienie młodym ludziom, jak funkcjonuje współczesny, zglobalizowany świat, a także przygotowanie ich do życia w nim. Edukacja globalna nie stała się dotychczas tak popularna jak europejska, ale od dekady widzimy powolny proces jej upowszechnienia w polskich szkołach.
4.Wymiar krajowy. Przez cały ten okres edukacja obywatelska związana z poziomem krajowym nie cieszyła się dużym zainteresowaniem ani władz oświatowych, ani organizacji pozarządowych. Była skoncentrowana na sposobie funkcjonowania instytucji publicznych i ich formalnych prerogatywach oraz prawach obywatela, więc stanowiła raczej edukację prawną niż sensu stricto obywatelską. Nieliczne ważne inicjatywy związane były z wyborami powszechnymi, dostrzegano bowiem oczywistą wagę aktu wyborczego i zaskakująco niską w Polsce frekwencję wyborczą. Nigdy jednak nie podjęto próby uzupełnienia edukacji obywatelskiej dotyczącej poziomu krajowego o kwestie polityczne dotyczące sztuki rządzenia krajem, dzielenia ograniczonych zasobów czy dbania o dobro wspólne. Ambitnie prowadzone inicjatywy pojedynczych nauczycieli, którzy starali się z uczniami śledzić politykę i o niej rozmawiać, pozostały raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę.
A dalej tekst ma jeszcze takie części:
Unikanie tematu […]
Rozczarowana młodzież […]
Neutralność polityczna […]
Tekst kończy ten fragment:
Otwarta dyskusja
Jedną z metod, która świetnie realizuje założenia i postulaty edukacji o polityce, jest metoda otwartych dyskusji z uczniami, ponieważ:
a) pokazuje młodzieży, że na wiele pytań dotyczących wspólnoty politycznej nie istnieje jedna prawidłowa odpowiedź;
b) zachęca do analizowania alternatywnych rozwiązań i poszukiwania konsensusu między nimi;
c) przyczynia się do rozwijania tzw. tolerancji politycznej (czyli uznania poglądów innych niż nasze własne za legitymizowane w dyskursie publicznym), która jest kluczowa dla odbudowy wspólnoty – przekraczania istniejących w społeczeństwie podziałów oraz przywracania pierwotnych znaczeń pojęciom takim jak „polityka” i „konflikt”.
Kontrowersyjne tematy dotyczą ważnych i realnych kwestii publicznych, które wzbudzają emocje i wywołują znaczącą niezgodę w społeczeństwie. Przyszłość polityki prorodzinnej i programów społecznych, wiek emerytalny, wysokość podatków, priorytety polityki zagranicznej, kwestie światopoglądowe – każda z tych kwestii nadaje się do dyskusji z uczniami.
Uda się ona, jeśli:
– będzie dotyczyła istotnego dla uczestników zagadnienia, jako części edukacji obywatelskiej oraz podjęcie próby nadrobienia zaległości w tym obszarze wydaje się absolutnie kluczowe, choć przy obecnym stopniu polaryzacji sceny politycznej i opinii publicznej będzie to bardzo trudne. Jest jednak konieczne, jeśli chcemy odbudować głęboko podzieloną wspólnotę.
Cały tekst „Polityka w szkole” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
Zamieszczamy fragmenty, ale polecamy przeczytać cały, tekst Jarosława Pytlaka z jego bloga. Dzieli się on tam swoimi przemyśleniami, wspartymi jego wiedzą i doświadczeniem, o przygotowaniach MEN do kolejnej reformy systemu oświaty:
Trzeba włożyć dużo pracy, żeby nic się nie zmieniło
Konsultacje społeczne projektu profilu absolwenta przedszkola i szkoły podstawowej, kamienia węgielnego planowanej na rok 2026 reformy edukacji, całkowicie zepchnęły w cień zaprezentowany wcześniej roboczy projekt podstawy programowej edukacji obywatelskiej (EO). Szczęśliwie, można z tym dokumentem zapoznać się na stronie internetowej MEN, do czego gorąco namawiam każdego nauczyciela, nawet jeśli reprezentuje dziedzinę bardzo odległą tematycznie. Z enuncjacji ministry Nowackiej wiadomo bowiem, że owa podstawa ma być pilotem reformy, a to ze względu na wprowadzenie w szkołach lekcji EO już od 2025 roku. Ma być też wzorcem dla innych podstaw programowych, co pozwala zaryzykować twierdzenie, że dla nauczyciela dowolnego przedmiotu jej forma będzie miała znacznie większe znaczenie niż ogólnikowy i dość enigmatyczny profil absolwenta.
Wstrzymywałem się dotąd z wyrażeniem opinii o tym dokumencie, czekając na rozpoczęcie oficjalnych konsultacji, ale że nadal o nich nie słychać, a sprawę uważam za pilną, napisałem niniejszy artykuł.
x x x
Jeśli pod pojęciem pilotażu można rozumieć praktyczne sprawdzenie poprawności i przydatności jakiegoś rozwiązania, podstawa EO pilotem reformy na pewno nie będzie. Kalendarza nie da się oszukać. Nawet gdy wszystko przebiegnie zgodnie z planem, to znaczy we wrześniu 2025 roku będziemy dysponować zatwierdzoną podstawą, napisanymi w oparciu o nią programami oraz podręcznikami szkolnymi, to pierwsze praktyczne wnioski z realizacji nowego przedmiotu dostępne będą po roku – dokładnie wtedy, kiedy ruszyć ma już cała reforma. Co oczywiste, podstawy programowe innych przedmiotów muszą powstać wcześniej. Jeśli więc będą one w swojej formie wzorowane na niesprawdzonej w praktyce podstawie EO, a pilotaż wykaże jej wady, to powielimy w kilkudziesięciu wersjach nietrafioną koncepcję. Oczywiście istnieje możliwość, że jest ona genialna i wszystko skończy się dobrze, ale chwilowo na poparcie tego scenariusza mamy głównie optymizm prezentujących we wrześniu roboczy projekt: wiceministry Katarzyny Lubnauer, koordynatora zespołu autorów, dr. Jędrzeja Witkowskiego, oraz zastępcy dyrektora IBE, dr. Tomasza Gajderowicza. Plus niegasnącą w polskiej oświacie wiarę, że jakoś to będzie.
Przyznam, że przy całym szacunku dla wspomnianych wyżej osób, nie ma we mnie spokoju. Nie widzę w wersji roboczej żadnej radykalnej zmiany, raczej wręcz przeciwnie – ugruntowanie dotychczasowego wzorca. A że w karierze dyrektora szkoły wprowadzałem w życie wszystkie podstawy programowe, a pamięcią sięgam nawet „Minimum programowego” z roku 1992, podzielę się tutaj swoimi zastrzeżeniami i wątpliwościami. Wskażę też pożądane kierunki modyfikacji projektu. Co prawda odnoszę wrażenie, że w potwornym pośpiechu, by zdążyć z reformą na wrzesień 2026 roku, zasadnicze decyzje zostały już dawno podjęte, a konsultacje będą dotyczyć jedynie kwestii kosmetycznych, ale może jednak się mylę. Oby! Tak czy inaczej zabieram głos, żeby nie mieć sobie później do zarzucenia grzechu zaniechania. Jestem to winny wnukowi, który równo z początkiem reformy rozpocznie naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej. […]
W tej krótkiej historii ewolucji doskonale widać tendencję do coraz bardziej szczegółowego opisywania zadań nakładanych na szkołę i nauczycieli. W rezultacie w ostatnich latach pojawiły się wręcz żądania, żeby nauczyciele realizowali tylko podstawę programową, albo żeby w podręcznikach wolno było umieszczać jedynie treści zawarte w podstawie. Zaczęto traktować ją jak program nauczania. I nic dziwnego, skoro samych wymagań obowiązkowych w niektórych przedmiotach było (i jest nadal) więcej niż lekcji do dyspozycji przez wszystkie lata nauki
Niestety, w dokładnie tę samą tendencję wpisuje się projekt podstawy programowej EO, pomimo tak podkreślanego jako nowość oparcia na profilu absolwenta. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wkładamy, i jeszcze włożymy, mnóstwo ciężkiej pracy, żeby w ostatecznym rozrachunku niewiele się zmieniło.
x x x
Są dwa powody, dla których tak ciepło wspominam podstawę programową z 1999 roku. Przede wszystkim, była to naprawdę podstawa, czyli zestaw informacji niezbędnych, żeby ułożyć program nauczania. Pomyślano ją jako wspólny rdzeń, wokół którego powstaną różne koncepcje szczegółowe. I tak właśnie się stało. Warto podkreślić, że wiele z nich stworzyli sami nauczyciele, zarówno na własny użytek, jak na zamówienie licznych wtedy wydawnictw edukacyjnych.
Po reformie 2009 roku, ugruntowanej w 2017 roku przez Annę Zalewską, sytuacja uległa zmianie. Podstawa stała się super-programem nauczania, oddanym nauczycielom do skrupulatnej „realizacji”. Symbolicznym wyrazem trwałości tej tendencji jest uznanie w podstawie EO za przejaw autonomii nauczyciela pozostawienie mu części wymagań szczegółowych do wyboru. O jakiekolwiek własnych koncepcjach nie ma w ogóle mowy.
W tym momencie dochodzimy do drugiej przyczyny mojego sentymentu dla podstawy z roku 1999. Otóż dokument ten polegał na założeniu, że nauczyciel jest osobą myślącą, autonomiczną, kreatywną i odpowiedzialną. Że jest zdolny mądrze wykorzystać czas dany mu do dyspozycji, gdy realizacja podstawy programowej wymaga nie więcej niż połowy liczby lekcji przewidzianych w planie nauczania.
W kolejnych koncepcjach, łącznie z najnowszą, nie ma śladu tej wiary w nauczycieli. Ba, w EO pojawiają się niespotykane wcześniej próby dyktowania nawet metodyki pracy oraz zasad oceniania. Nauczyciel zostaje sprowadzony do roli mało inteligentnego realizatora, któremu wszystko trzeba wyłożyć na piśmie i zobowiązać do wiernego odtwarzania podczas lekcji. Są oczywiście deklaracje, jak to będzie on mógł decydować o tym, czy tamtym, ale to tylko fasada, ukrywająca kompletną niewiarę w sens jego… sprawczości.[…]
Powie ktoś, że zbyt optymistycznie oceniam potencjał braci nauczycielskiej. Być może. Ale jeśli komuś na każdym kroku okazuje się brak zaufania, stawia w roli biernego odtwórcy, to on nigdy nikim więcej się nie stanie. Niestety, mam wrażenie, że reforma ‘2026 zmierza dokładnie w tym kierunku.
x x x
Listę szczegółowych uwag do projektu podstawy programowej EO, dostępnego na stronie MEN, wydzielam w postaci osobnego dokumentu. Traktuję ją jako swój głos w zapowiadanych konsultacjach publicznych. Naprawdę bardzo mi zależy, żebyśmy nie poszli dalej ścieżką wydeptaną przez Annę Zalewską.
Uwagi szczegółowe do roboczego projektu podstawy programowej przedmiotu edukacja obywatelska.
Cały tekst „Trzeba włożyć dużo pracy, żeby nic się nie zmieniło” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Przeczytaj także najnowszy tekst Kolegi Pytlaka – „Podzwonne dla sprawczości ucznia” – TUTAJ
Z kilkunastogodzinnym opóźnieniem, z powodów od nas niezależnych, informujemy o wczorajszym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu”. Było spotkanie autorskie z Justyną Suchecką-Jadczak, autorką książki „Cała nadzieja w szkole. Polska edukacja może być wspaniała„.
Justyna Suchecka-Jadczak to dziennikarka zajmująca się tematyką edukacji w Polsce. Związana z tvn24.pl, wcześniej z „Gazetą Wyborczą”. Laureatka m.in. Grand Press, Nagrody im Andrzeja Wojciechowskiego i Nagrody Korczaka, przyznawanej osobom działającym na rzecz praw dzieci oraz równej i przystępnej edukacji. Autorka książek: „Young power. 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat„, „Nie powiem ci, że wszystko będzie dobrze„. „Pokolenie zmiany. Młodzi o sobie i świecie, który nadejdzie„.
Zamiast opowiadać o tej rozmowie Gospodarza „Zacisza” – prof. Romana Leperta z Jego Gościnią zapraszamy do obejrzenia pliku z nagraniem tej rozmowy:
Jak możemy zmienić szkołę? – TUTAJ
Dziś zamieszczamy tekst z fb profilu Tomasza Kosmalskiego, na który natrafiliśmy na profilu Igi Kazimierczyk. Jest to swoisty aneks do zamieszczonego wczoraj wieczorem relacji z panelu „Jak mądrze i trwale reformować system oświaty?”:
Zakończyły się Igrzyska Wolności – ważne społeczno-polityczne wydarzenie. Osoby aktywistyczne i polityczne miały okazję przekonywać się nawzajem do swoich racji.I dobrze.
Jestem zdania, że zarządzanie państwem wychodzi dobrze tylko wtedy, kiedy III sektor czuje się słuchany przez władzę.
W aktywizmie – głównie na rzecz Edukacji – działam opierając się o (1) intuicję i (2) SZCZEGÓLNIE o zdanie osób eksperckich, które swoimi pomysłami sięgają w daleką przyszłość, które myślą systemowo, np. o reformie polskiej Wolna Szkoła. Niewiele jest takich osób. Ja na szczęście mam się z kim konsultować.
Jedną z tych osób jest dr Iga Kazimierczyk, która podsumowała panel „Jak mądrze i trwale reformować system oświaty?” w następujący sposób:
„O zmianach systemowych najwięcej dyskutowaliśmy w czasie debaty prowadzonej przez Anna Schmidt-Fic Zapytała nas o to, co jest grzechem kardynalnym kolejnych prób reform. W mojej ocenie jest ich kilka – brak wiary w ludzi, nadmiarowa wiara w prawo i jego moc, nierówne i niespójne inspiracje badaniami, techniczne myślenie o szkole z pominięciem troski o mikrobiom tej kultury, stosunek do nauczycieli, który nazwę chyba pasywno – agresywnym. Czyli oczekujmy od nauczycieli wysokiego poziomu realizacji zwiększającej się liczby zadań, ale nie dawajmy im w zasadzie nic – ani podwyżek, ani autonomii. I o tym mówiła dużo Renata Czaja-Zajder. Ukłony dla prof. Bogusław Śliwerski, który mocnym i stanowczym tonem powiedział coś, co w innych zawodach wydaje się oczywiste – nauczyciele muszą zarabiać nie tylko godnie, ale dużo, bo ich praca jest jedną z ważniejszych, które jako społeczeństwo mamy do wykonania.
Wychodzę z tego spotkania z wiarą w to, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce ma się lepiej, niż politykom wydaje się, że się ma.”
Pozwolę sobie na wyjęcie CLUE z Igi słów:
1.pomysły polityczne na zmiany w sferze edukacji potrzebują niewybiórczego poparcia naukowego
2.bez wsparcia i wiary w nauczycieli_lki teraźniejsza i przyszła szkoła będzie kulała
3.osoby polityczne muszą ponownie odrobić pracę domową ” jak dobrze i skutecznie reformować system oświaty w oparciu o rozwiązania społeczeństwa obywatelskiego”
Źródło: www.facebook.com/search/top?q=iga%20kazimierczyk&locale=pl_PL
Wczoraj wieczorem Monika Rosa – posłanka KO, przewodnicząca sejmowej Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży, zamieściła na swoim fejsbukowym profilu informację, którą powinni poznać także nasi Czytelnicy:
Jak najszybciej potrzebujemy regulacji w zakresie zwalczania treści ukazujących seksualne krzywdzenie dzieci oraz ograniczających działalność sieci pedofilskich.
Z nadzieją patrzę na tzw. regulacje UE CSAM * przygotowaną na wzór rozwiązań amerykańskich.
O 6 proc. w ciągu zaledwie pół roku wzrosła liczba materiałów związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci, generowanych przez sztuczną inteligencję!
Internet Watch Foundation wskazuje, że materiały związane z wykorzystywaniem seksualnym dzieci generowane przez sztuczną inteligencję są tak realistyczne, że wyglądają jak prawdziwe. Dzisiaj sztuczna inteligencja potrafi * przygotować nie tylko realistyczne fotografie, ale również video, w którym trudno znaleźć zniekształcania czy inne poszlaki wskazujące na generyczność.
Te treści są dostępne nie tylko w darknecie, ale w powszechnym obiegu. Generowane są z „inspiracją” zdjęć dzieci zamieszczanych w sieci. Takie treści powodują silną traumę, wśród tych którzy stali się obiektami przekształcenia przez AI.
Oglądanie takich treści jest równie szkodliwe i niepokojące, jak filmy ukazujące wykorzystywanie dzieci.
Dziś prawo nie nadąża za rozwojem technologii. Wciąż jesteśmy spóźnieni z regulacjami.
Obecnie Ministerstwo Cyfryzacji pracuje nad ustawą, która ma ograniczyć dostęp do pornografii dla osób nieletnich. Jej założenia mamy poznać w grudniu. Za to w listopadzie w Sejmie będziemy poruszać ten temat i dyskutować jak ochronić dzieci przed pornografią i przemocą seksualną w internecie.
Więcej – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/RosaMonikaAnna/
*Podlinkowanie tych fragmentów tekstu – redakcja OE











