
Screen z relacji[ www.tvn24.pl/polska/ ]
13 grudnia 2023 r – Barbara Nowacka dzisiaj w „Rozmowie Piaseckiego” w TVN24
„Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj informację o rozmowie, jaką z nową minister edukacji Barbarą Nowacką przeprowadził Konrad Piasecki w TN24. Oto obszerne fragmenty tego tekstu”
Wymiana kuratorów i mniej prac domowych. Nowa minister zapowiada zmiany w szkołach
[…]
Nowa minister, zapytana w TVN24, czy jej zdaniem, w procesie „demokratycznego przejmowania władzy, wszystko, co najgroźniejsze i najtrudniejsze, już się wydarzyło”, odpowiedziała: „zasieki i niespodzianki przed nami. Tak naprawdę nie wiemy, w jakim stanie PiS zostawia państwo”. „Widzimy pewne symptomy, mamy sygnały, także od wewnątrz, jak wygląda sytuacja w różnego rodzaju instytucjach, jednostkach, jak traktowali pieniądze publiczne (…) ale dopiero od dzisiaj to zobaczymy” – dodała.Dlatego – jak zaznaczyła – pierwszym działaniem, jakie „każda ministra i każdy minister podejmie, będzie wnikliwy audyt ostatnich działań rządu„. […]
Przyszła minister edukacji została też zapytana, czy polska szkoła pod wodzą Barbary Nowackiej, powinna dokonać „ostrego zwrotu w lewo”. […]
„Polska szkoła w ogóle nie powinna dokonywać ostrych zwrotów” – zaznaczyła. Jak dodała, „problem z ministrem (Przemysławem) Czarnkiem (byłym szefem MEiN – red.) (…) polegał na tym, że swoje osobiste poglądy przenosił na to, w jaki sposób chciał, żeby funkcjonowała szkoła. I to jest niedopuszczalne”.
Dopytywana, czy zadeklaruje, że nie będzie przenosić swoich osobistych poglądów na szkołę, odpowiedziała: „nie chciałabym, żeby szkoła była pod wpływem partyjnym„.
Dlatego – jak zaznaczyła – pierwszym działaniem, jakie „każda ministra i każdy minister podejmie, będzie wnikliwy audyt ostatnich działań rządu„. „To jest wielka szkoda, kiedy ogranicza się wolność dyrektorom szkół, nauczycielom i uczniom – najważniejszym graczom w tej opowieści o szkole (…) nie jest rolą ministra prowadzenie działań indoktrynacyjnych, jak robił pan Czarnek” – powiedziała. „Jestem zwolenniczką dobrego funkcjonowania szkół publicznych, więc przekazywanie dużych dotacji na szkoły niepubliczne, kiedy publiczne potrzebują realnego wsparcia, wydaje mi się błędem i kierowaniem osobistym przekonaniem pana Czarnka o tym, że instytucje publiczne należy osłabiać” – dodała.
Dopytywana, czy do tego stopnia, że chciałaby wycofywać subwencję szkołom prywatnym, odpowiedziała: „ależ oczywiście, że nie (…) jedne i drugie szkoły są w Polsce po prostu niezbędne”. […]
Nowacka wskazała, że polska szkoła mierzy się z dwoma podstawowymi problemami, a pierwszym są wynagrodzenia nauczycieli. Zaznaczyła, że wzrosną one o 30 proc., również w przedszkolach. „Będziemy też pracować wspólnie, z ZNP, mam nadzieję oraz z innymi związakmi zawodowymi, jeśli się zdecydują, nad odbudową prestiżu zawodu nauczyciela”. Dodała, że „szczerze liczy na współpracę„.
Po drugie – jak zaznaczyła – należy „ulżyć uczniom„, tzn. „uwolnić ich od ciężkich plecaków, przeładowanych podstaw programowych i od prac domowych„. […]
Nowacka potwierdziła też, że kuratorzy oświaty mogą się lada chwila spodziewać wymówienia. Dopytywana, czy chodzi o wszystkich, powiedziała, że „kuratorzy oświaty byli wykonawcami politycznej woli ministra Czarnka, zajmowali się ściganiem dyrektorów szkół, nauczycieli – od ekstremum w stylu małopolskiej kurator, do kuratorów prawie niewidocznych.
„Zadeklarowaliśmy, że nie chcemy ludzi partyjnych w szkołach. Chcemy ludzi działających na rzecz szkół, więc tak, będzie wymiana kuratorów oświaty„. Przy czym – jak zaznaczyła – są oni wybierani na drodze konkursu.
Cały tekst „Wymiana kuratorów i mniej prac domowych. Nowa minister zapowiada zmiany w szkołach” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Od kilkudziesięciu minut resort edukacji ma nową minister – Barbarę Nowacką:
Prezydent Andrzej Duda wręcza pani Barbarze Nowackiej akt powołania na urząd Ministra Edukacji
Barbara Nowacka podczas wypowiadania roty ślubowania
Barbara Nowacka podpisuje tekst ślubowania
Dziś po raz kolejny zapraszamy do lektury tekstu Małgorzaty Ostrowskiej, zamieszczonego na stronie CEO’ Jest to kolejny głos w debacie o tym czy prace domowe zadawane uczniom należy zlikwidować, czy tylko je ograniczyć. Tekst ten jest bardzo obszerny, więc my zamieszczamy jedynie jego fragmenty, zachęcając wszystkich których to zainteresowało do zapoznania się z jego pełna wersją:
Dyskusja na temat pracy domowej rozumianej jako samodzielne uczenie się w domu zatacza coraz szersze kręgi i wywołuje wiele emocji. W mediach prezentowane są różne stanowiska wobec zadawania pracy domowej. Przez jednych jest postrzegana jako działanie konieczne, potrzebne lub użyteczne, przez innych jako przeciążające, zbędne, a nawet szkodliwe. Wydaje się, że jest nam potrzebny głębszy namysł nad związkiem pracy domowej i jej jakości z celem, jaki zamierzamy osiągnąć i rzeczywistymi skutkami zadawania prac domowych.
Zacznijmy od celu: po co komu praca domowa?
Duża część nauczycielek i nauczycieli nadaje jej duże znaczenie głównie dlatego, że są przekonani o wartości edukacyjnej pracy domowej. Ich zdaniem wykonywanie zadań domowych między innymi:
-doskonali umiejętności nabywane przez uczennice i uczniów podczas lekcji,
-motywuje uczących się do pogłębienia wiedzy,
-buduje odpowiedzialność za uczenie się,
-rozwija zainteresowania,
-wywołuje refleksje nad tym, czego uczeń się nauczył,
-daje możliwość samodzielnego planowania pracy,
-uczy podejmowania decyzji,
-rozwija samodzielność myślenia,
-pozwala odnaleźć praktyczne zastosowania wiedzy zdobytej podczas lekcji,
-wpływa na utrwalanie relacji z rówieśnikami, gdy praca domowa jest zespołowa,
-jest przygotowaniem do następnej lekcji.
Jaka część prac domowych, które zadajesz (lub które ma do wykonania Twoje dziecko chodzące do szkoły) rzeczywiście pozwala osiągnąć wymienione cele? Z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych w ogólnopolskiej próbie 177 szkół podstawowych (Dolata i in., 2015) wynika, że aż 97% nauczycieli uważało prace domowe za konieczny składnik procesu edukacyjnego.
Perspektywa uczennic i uczniów
Niektóre uczennice i uczniowie lubią prace domowe i traktują je jako okazję do potwierdzenia swoich kompetencji lub możliwość przygotowania się do sprawdzianu wiedzy. Bywa, że zadania domowe realizowane w parze lub w grupie dostarczają pozytywnych wrażeń i wspierają relacje rówieśnicze, są okazją do współpracy i bycia razem. Jednak większość nie lubi odrabiać prac domowych. Są uczennice i uczniowie, dla których praca domowa jest zbyt łatwa i dlatego niczego nie wnosi w ich uczenie się. Są też uczniowie, dla których jest za trudna, więc odpisują ją od innych, kopiują odpowiedź z internetu lub angażują rodziców w odrobienie lekcji. Pewna część uczennic i uczniów wykonuje prace domowe „z obowiązku” lub z obawy przed poniesieniem szkolnych konsekwencji. Większości szkoda na nią czasu, który mógłby być wykorzystany inaczej, przyjemniej.
Według badań PISA z 2012 r. tygodniowa liczba godzin samodzielnej pracy polskich 15-latków nad zadaniami domowymi (wynosząca średnio 6,5 godziny) zbadana wśród 34 krajów OECD jest niższa od tego wskaźnika tylko dla Estonii, Irlandii i Włoch (OECD, 2013).
Co na to rodzice?
Podobną polaryzację poglądów można zaobserwować wśród rodziców. Mimo że zależy im na edukacji dzieci, bywa, że czują się obciążani odpowiedzialnością za naukę swoich pociech przenoszoną ze szkoły do domu. Zwykle popierają ideę prac domowych, o ile realizowana jest na terenie szkoły lub jest dla nich pretekstem dla oderwania dzieci od telefonu lub komputera.
Do jakich wniosków na temat efektywności pracy domowej doszli badacze?
Wydawać by się mogło, że prace domowe przynoszą wiele korzyści uczącym się, zatem powinny mieć silny wpływ na efekty uczenia się. Tymczasem wyniki badań nie potwierdzają tej tezy. Profesor John Hattie wraz z zespołem badaczy poddał analizie wyniki 161 różnych badań nad pracą domową przeprowadzonych na 105 282 uczennicach i uczniach. Wynika z nich, że wśród 150 czynników oddziałujących na osiągnięcia praca domowa zajmuje 94 miejsce i ma równie niski wpływ jak np. wizyty domowe nauczycieli czy wykorzystanie kalkulatorów. Dla porównania dyskusje klasowe znalazły się na 7 miejscu z wpływem prawie trzykrotnie wyższym od pracy domowej, a informacja zwrotna na 10 miejscu z dwuipółkrotnie większym wpływem na osiągnięcia (Hattie, 2012).
Rezultaty badań nie potwierdzają słuszności przekonań o poprawianiu osiągnięć edukacyjnych poprzez prace domowe. Część nauczycielek i nauczycieli nie uwzględnia tego w swojej pracy. Możliwe są 3 powody: nie znają wyników badań edukacyjnych, nie chcą uwierzyć tym badaniom lub nie potrafią ich wykorzystać. […]
Skąd czerpać pomysły na autorskie, rozwijające zadania?
Zewsząd, skąd się da: z życia szkoły, z otoczenia przyrodniczego i z wyobraźni. Inspiracją do tworzenia zadań może być książka, kino, muzyka, artykuł prasowy, pobliskie targowisko, ogłoszenie, wydarzenie dziejące się wokół, historia, dom, rodzina, społeczeństwo, technologia, komunikacja, zabawy dziecięce, podróże, praca. Przecież chodzi nam o to, aby dzieci i młodzież coraz lepiej rozumiały świat i jego funkcjonowanie oraz dobrze sobie radziły w tym świecie. Im silniej osadzimy zadanie w tym, co bliskie dzieciom i młodzieży, tym większa szansa na to, że wzbudzimy chęć zajęcia się takim zadaniem.
Praca domowa do wyboru
Wybór sprawia, że uczennice i uczniowie czują, że mają wpływ na swoje uczenie się i pozwala realizować potrzebę autonomii. Dzięki temu ich motywacja do wykonania zadania osiąga lepszą jakość. Możesz stworzyć w klasie warunki do rozwijania samoregulacji uczących się poprzez zaproponowanie różnych wariantów zadania, które rozwija tę samą umiejętność. […]
O czym pamiętać zadając pracę domową?
Przede wszystkim o tym, aby nie szkodzić uczeniu się uczniów, ich rozwojowi emocjonalnemu i społecznemu.
Szkodliwość pracy domowej może mieć różne przyczyny. Stosowane „jednym frontem”, jednakowe dla całej klasy, często nie są dostosowane do możliwości każdego ucznia i uczennicy lub do ich potrzeb rozwojowych, czasami mogą powodować przeciążenie, monotonię i nudę. Rzadko pomagają, jeśli są przypadkowe, brakuje materiałów lub przyborów do jej wykonania, albo zabierają tyle czasu spędzanego samotnie nad zeszytem, że nie zostaje go na relacje koleżeńskie, hobby czy życie rodzinne.
Możesz temu przeciwdziałać polecając zadania domowe dla chętnych, ambitne, ale zrozumiałe
i dostępne dla uczennic i uczniów na poziomie ich możliwości poznawczych.
Powodzenia!
Cały tekst „Przede wszystkim nie szkodzić, czyli rzecz o pracy domowej” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
W oczekiwaniu na zaprzysiężenie składu nowej Rady Ministrów, kiedy będziemy mogli powitać Barbarę Nowacka jako nową ministrę edukacji, prezentujemy fragmenty materiału, który pierwszy raz został opublikowany 13 grudnia 2022 roku, a teraz przypomniany na oficjalnej stronie ZNP:
Publikujemy konkretne rozwiązania poprawiające sytuację dzieci, wychowanków, uczniów, studentów, nauczycieli oraz pracowników edukacji. To rekomendacje i postulaty uczestników i uczestniczek Miasteczka edukacyjnego, które z inicjatywy ZNP działało od 8 do 14 października 2022 roku w Warszawie pod hasłem „Edukacja jest najważniejsza”. […]
Rekomendacje zostały przyjęte przez Prezydium ZG ZNP 7 listopada 2022 r. Uchwała Prezydium ZG ZNP. […] Rekomendacje zostały także wydane w Głosie Nauczycielskim nr 46 z 16 listopada 2022 r. jako specjalna wkładka do wywieszenia na tablicy szkolnej.[…]
Rekomendacje ogólne Miasteczka Edukacyjnego
Edukacja na miarę XXI, a nie XIX wieku
„Odchudzenie” podstawy programowej, indywidualizacja kształcenia w klasach do 20 uczniów, darmowe podręczniki na wszystkich etapach edukacyjnych, kształcenie kompetencji kluczowych, wsparcie specjalistów – psychologów i pedagogów, lekkie tornistry dla uczniów.
Edukacja dobrze i racjonalnie finansowana
Wzrost i urealnienie nakładów budżetowych na edukację od przedszkoli po uczelnie wyższe, prawne zagwarantowanie procentowego udziału wydatków na oświatę w stosunku do PKB na poziomie nie niższym niż 3 proc., realna poprawa sytuacji materialnej nauczycieli poprzez powiazanie systemu wynagradzania nauczycieli ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce narodowej, finansowanie wynagrodzenia nauczycieli z budżetu państwa, wzrost wynagrodzeń pracowników niebędących nauczycielami.
Edukacja ukierunkowana na kluczowe kompetencje, a nie szczegółowe wiadomości
Kształcenie kompetencji kluczowych, w tym pracy zespołowej, krytycznego i twórczego myślenia, umiejętności rozwiązywania problemów; ograniczenie tradycyjnych metod nauczania na rzecz sposobów pracy, które autentycznie angażują młodych ludzi – takich, które budzą pasje, zachęcają do stawiania pytań, badania i robienia rzeczy ważnych dla siebie i pożytecznych dla świata; mądre korzystanie z nowych mediów i technologii.
Edukacja z profesjonalną i dowartościowaną kadrą
Dowartościowanie i docenienie kadry nauczycielskiej oraz pracowników edukacji, systemowe wspieranie rozwoju profesjonalnego, wprowadzenie radykalnej podwyżki nauczycielskich płac oraz mechanizmu gwarantującego ich regularny wzrost, mniej biurokracji, wyposażenie miejsc pracy nauczycieli, poprawa warunków pracy, modyfikacja systemu oceny pracy nauczycieli.
Edukacja oparta na autonomii i samodzielności szkół, a nie centralnie sterowana
Samodzielność szkoły zamiast centralnego sterowania, więcej decyzji w rękach dyrekcji, nauczycieli i nauczycielek; budowanie takich zespołów nauczycielskich, które wypracowują modele działania szkoły z uwzględnieniem potrzeb swoich uczniów i społeczności lokalnej; przebudowa systemu nadzoru pedagogicznego – więcej doradztwa i wsparcia, mniej arbitralnej kontroli; faktyczna swoboda stosowania przez nauczycieli w realizacji programu nauczania i metod nauczania, współpraca z organizacjami społecznymi – korzystanie z ich wsparcia i zasobów.
Edukacja równych szans
Wsparcie dla dzieci z trudnościami i ze specjalnymi potrzebami, przeciwdziałanie selekcji oraz segregacji uczennic i uczniów, edukacja bez rankingów, szkoła wsparcia i współpracy, a nie rywalizacji; szkoła jako przyjazne miejsce z dobrym klimatem do nauki, dbanie o relacje nauczyciele – uczniowie – rodzice; wsparcie edukacyjne i psychospo- łeczne dzieci we współpracy z rodzicami; ograniczenie rywalizacji i nacisku na indywidualne sukcesy. […]
Broszura informacyjna „Edukacja jest najważniejsza” – TUTAJ
Źródło: https://znp.edu.pl/
Dr Tomasz Tokarz i tym razem nie zawiódł – zamieścił wczoraj na swoim Fb profilu bardzo ciekawą propozycję typologii etapów, przez które przechodzi nauczyciel/ka:
Etapy ewolucji nauczyciela:
PRUSKI – akceptuje odgórne cele (celem edukacji jest przezwyciężenie natury dziecka i wdrożenie go do kultury) oraz tradycyjne narzędzia (system klasowo-lekcyjny, wykłady, oceny i testy). Typowy wytwór uczelni.
LIBERALNY – nagle odkrywa, że to co robił do tej pory nie działa. Jeszcze nie odrzuca celów, ale zaczyna eksperymentować z narzędziami. Odrzuca tradycyjne środki czyli stopnie, testy i tradycyjne lekcje. Dalej realizuje program, ale szuka lepszych motywatorów do realizacji społecznie akceptowanych celów. Nauczyciel budzący się.
DEMOKRATYCZNY – Po doświadczeniach z alternatywnymi sposobami pracy dochodzi do wniosku, że nie wystarczy zmienić narzędzi. Trzeba odrzucić cele. Odrzuca formowanie i wdrażanie do kultury. Idzie w naturalizm – każde dziecko ma rozkwitać własną energią, by realizować własne cele. Zaczyna twierdzić, że edukacja to przemoc. Zamiast edukować – stoi z boku i podlewa. Dorosły w początkującej szkole dem.
PROGRESYWNY – czyli demokratyczny po przejściach. Dalej wierzy w moc emancypacji i prymatu potrzeb dziecka, ale orientuje się, że bez stymulacji zewnętrznej niektórzy nie rosną tak szybko, jakby mogli. Dlatego przywraca część narzędzi z tradycyjnej szkoły (np. testy czy wykłady), ale stosuje je w sposób spersonalizowany -dopasowany do konkretnych dzieci.
SYNKRETYCZNY – idzie jeszcze dalej w personalizację. Dochodzi do wniosku, że niektórzy po prostu bez planowego wdrożenia w kulturę się rozłażą. Że są uczniowie, którzy lubią drogowskazy i strukturę. I że naturalną ekspresję można jednak zrównoważyć przez ukazanie sprawdzonych modeli życia i rozwiązań. Dlatego po prostu dopasowuje cele i narzędzia do konkretnej grupy.
A Ty? w jakim miejscu jesteś?
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
Foto: Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl
Marcin Józefaciuk na sejmowym korytarzu, odpowiada na pytania dziennikarzy
Dziś (11 grudnia 2023 r.) „Gazeta Wyborcza” zamieściła wywiad z „naszym posłem” – Marcinem Józefaciukiem. Oto fragmenty zapisu tej rozmowy i link do całego wywiadu:
Poseł Marcin Józefaciuk: „Jestem lobbystą wyłącznie swoich wyborców”
Bolesław Breczko: Pana zdjęcie z wizyty w biurze Google’a na Twitterze wywołało spore kontrowersje. Został pan nawet oskarżony o to, że jest lobbystą firmy. Jest pan lobbystą Google’a?
Marcin Józefaciuk: Oczywiście, że nie. Jedyna grupa, na rzecz której będę lobbował, to moi wyborcy. Nigdy nie zostanę lobbystą tej czy innej firmy.
Ale na spotkaniu w Google’u pan był. O czym tam rozmawialiście?
Byłem, nie wstydzę się tego i pewnie będę jeszcze nieraz w różnych firmach. W Google’u rozmawialiśmy o tym, jakie są możliwości nowych technologii w obszarze edukacji, jak wygląda szkolnictwo w Polsce i czy jest potrzeba komputeryzacji szkół. To była zwykła, życzliwa rozmowa, bez konkretnego celu i na pewno bez obietnic z mojej strony. Zresztą jako szeregowy poseł nie mam nawet czego obiecać. Wbrew temu, o co mnie oskarżano, nie jestem wysłannikiem rządu.
Zdaje pan sobie jednak sprawę, że dla Google’a to nie było zwykłe towarzyskie spotkanie. W końcu to korporacja, której celem jest zysk, i wszystkie działania są na to nastawione, nawet jeśli nie bezpośrednio.
Oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę. Każde zaproszenie przez jakąkolwiek firmę to działanie, które ma na celu zwiększyć jej zysk, to przecież naturalne. Mało tego, nie wykluczam, że polski rząd w przyszłości może podpisać z Google’em lub z inną korporacją technologiczną umowę o współpracy. Nie byłby to przecież pierwszy przypadek ani od razu coś negatywnego. Przecież np. Chmura Krajowa powstała przy współpracy polskiego rządu Google’a i Microsoftu. Trzeba tylko zadbać, aby takie umowy i współprace były przemyślane, transparentne i z pozytywnym skutkiem dla społeczeństwa.
To jest normalne, że zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy rozmawiają z politykami, żeby zaoferować im swoje usługi i produkty. Możemy udawać, że tak się nie dzieje, albo rozmawiać o tym otwarcie. Chociaż po reakcji na moją wizytę w Google’u nie dziwię się, że bardziej doświadczeni politycy nie informują, co robią na co dzień i z kim się spotykają.[…]
Napisał pan też, że wsparcie biznesu i trzeciego sektora jest kluczowe, aby wprowadzić szkołę w XXI wiek. W odpowiedzi posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska odpowiedziała, że nie jest ono ani potrzebne, ani tym bardziej niezbędne.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Z perspektywy dyrektora szkoły zawodowej mam obowiązek prawny współpracować z biznesem. Jeśli chcę np. otworzyć nowy kierunek, to muszę wykazać, że jest na niego zapotrzebowanie biznesowe. Polska zaczęła stawiać mocno na kształcenie zawodowe, to świetnie, ale musimy współpracować w tym z biznesem, aby miało to sens.
Na przykład Google mógłby pomóc w stworzeniu kierunku technik optyk, do którego mogą opracować niezbędne oprogramowanie. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że w tym zakresie mogłoby dojść do współpracy biznesowej, i nie ma w tym absolutnie nic złego. […]
Cały wywiad „Poseł Marcin Józefaciuk: „Jestem lobbystą wyłącznie swoich wyborców” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.biz
W miniony piątek 8 grudnia 2023 roku Jarosław Pytlak – tak jak to obiecał na fejsbuku, zamieścił tekst, dla którego wyjściowym bodźcem był raport PISA 2022. Ale są tam i inne przemyślenia o systemie oświaty w Polsce weterana na dyrektorskim fotelu w szkołach STO na Bemowie, który przetrzymał tam wszystkich ministrów (i wszystkie ministry) edukacji w III RP.
Choć jest to bardzo obszerny tekst, podjęliśmy decyzję aby go opublikować bez skrótów – każdy jego akapit jest integralną częścią całego wywodu. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubioną czcionką a także podkreśleniem – redakcja OE:
DOE #03 – Nie zapomnijmy o KEN i nie przekreślajmy gimnazjów!
W ogłoszonych na początku grudnia wynikach badań PISA 2022 polscy 15-latkowie zaliczyli wyraźny spadek uzyskanej punktacji w porównaniu do rówieśników sprzed czterech lat. Tendencja zniżkowa okazała się w ogóle powszechna, potwierdzając, że pandemia odcisnęła piętno na edukacji w skali całego świata, jednak ubytek u naszych młodych rodaków był znacząco wyższy niż w przypadku większości innych państw. Nie da się tego wytłumaczyć jedynie wyjątkowo długim w Polsce okresem nauki zdalnej. Wszystko wskazuje, że jest to również skutek likwidacji gimnazjów oraz towarzyszącej temu destrukcji ścieżek kształcenia kilku roczników uczniów.
Tak zwana reforma Zalewskiej zapisała się w historii jako podręcznikowy przykład, jak nie należy wprowadzać zmian w systemie oświaty. Przeprowadzono ją z pełnym lekceważeniem edukacyjnych losów setek tysięcy młodych ludzi, przy okazji niszcząc dorobek wielu nauczycieli. Jej skutki – a wyraźne obniżenie poziomu osiągnięć ujawnione w badaniach PISA jest tylko jednym z fatalnych efektów tego dzieła zniszczenia – stanowią ogromną szkodę wyrządzoną polskiemu społeczeństwu, godną najzagorzalszych wrogów naszego kraju. Trzeba o tym głośno mówić, by pani Zalewska z bezpiecznej pozycji europosłanki nie mogła stroić się w piórka zasłużonej reformatorki, podczas gdy najwłaściwszą odpłatą dla niej powinna być infamia. Trzeba też wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Gimnazja nie miały wielu obrońców. Walec zmian przetoczył się przez nie za aprobatą dużej części opinii publicznej, niesłusznie przeświadczonej, że w tych właśnie szkołach skoncentrowało się wszelkie zło młodego pokolenia, zmieniającego się gwałtownie w epoce internetu. Na podstawie niepopartego badaniami naukowymi przekonania politycznych decydentów zlikwidowano placówki, które w ciągu lat dopracowały się metod pracy ze współczesnymi nastolatkami. Świadomość uczynionej podówczas szkody jest dobrze widoczna z perspektywy czasu. Siódmo- i ósmoklasiści, realizujący obecnie katorżniczy program nauczania, przygnieceni bliską perspektywą zewnętrznych egzaminów, zamiast dojrzewać w dedykowanym dla siebie środowisku, odsiadują nadmiernie przedłużone wczesne dzieciństwo w szkołach podstawowych, mających niewiele im do zaoferowania, zarówno intelektualnie, jak społecznie.
Obecna zmiana władzy rodzi nadzieję na poprawę sytuacji. Cały szereg postulatów, włącznie z zarysowaniem „mapy drogowej” pożądanych działań, przygotowała Sieć Organizacji Społecznych (SOS dla Edukacji). Nie przyznając tej inicjatywie nimbu nieomylności trzeba docenić szeroką reprezentację społeczną wśród osób zaangażowanych, jak również podejmowane próby współpracy z politykami demokratycznej opozycji. Ci ostatni licznie wzięli udział w zorganizowanym przez SOS w listopadzie II Szczycie Edukacyjnym. Podczas tego spotkania wystąpiła, między innymi, Krystyna Szumilas, świeżo wybrana przewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji. Przedstawiła zebranym wiele różnych myśli, w tym jedną, z którą chciałbym tutaj podjąć polemikę. Zadeklarowała mianowicie, że „nie ma powrotu do gimnazjów, bo system tego nie wytrzyma”.
Jest to pogląd bardzo popularny, nawet wśród osób skądinąd bolejących nad likwidacją tych szkół. Z pozoru trudno mu odmówić słuszności – wizja ponownej zmiany struktury systemu po traumie reformy Zalewskiej rzeczywiście wygląda bezsensownie. Ten medal ma jednak drugą stronę. Po prostu zmiana dokonana przez PiS poszła całkowicie pod prąd obecnych realiów społecznych i trwanie przy niej, w założeniu, że nie ma innego wyjścia, odbędzie się kosztem jakości edukacji i zdrowia psychicznego kolejnych roczników młodzieży.
Już w latach 90-tych ubiegłego wieku widoczna była ogromna różnica w sposobie funkcjonowania uczniów klas 4-6 i 7-8 szkoły podstawowej. Ta okoliczność nie tylko nie znikła, ale wręcz uległa wzmocnieniu. Warto zwrócić uwagę, że korzystanie z mediów społecznościowych jest dozwolone od 13. roku życia. To przybliżony wiek, w którym dziecko przemienia się w młodego dorosłego. Przejście do gimnazjum stanowiło ważny i bardzo potrzebny krok rozwojowy. Tymczasem na skutek reformy, zamiast koncentrować w jednym miejscu nauczycieli umiejących pracować ze starszymi uczniami, rozproszono ich po szkołach podstawowych, a że w przeciętnej takiej placówce nie ma zapotrzebowania na pełne etaty nauczycieli chemii czy fizyki, a często także biologii i geografii, mamy uwiąd edukacji przyrodniczej. A przy okazji psychozę przedegzaminacyjną, związaną z rekrutacją do szkół ponadpodstawowych.
Nie proponuję prostego odwrócenia reformy Zalewskiej. Nie sądzę, by pod tym pomysłem podpisali się nauczyciele szkół ponadpodstawowych. Chodzi tylko o to, by pod pozorem nieodwracalności tej zmiany nie zwolnić się od myślenia o możliwych sposobach odwrócenia jej skutków. A takie na pewno istnieją. Na pewno kluczowa jest kwestia podstawy programowej, która powinna ulec dużej zmianie nie tylko ilościowej (tzw. odchudzenie), ale także jakościowej (integracja i korelacja treści nauczania). Warto przywrócić przedmiot przyroda w klasach 5-6, z większym pożytkiem dla kształcenia przyrodniczego, niż pojedyncze w tygodniu lekcje biologii i geografii. Nie od rzeczy byłoby uelastycznienie struktury systemu, aby klasy 7-8 szkoły podstawowej mogły bez ograniczeń powstawać przy tych szkołach ponadpodstawowych, które mają warunki kadrowe i lokalowe. Równolegle, warto by zachęcić do tworzenia najstarszych klas w jednej tylko placówce w gminie, koncentrując w niej bazę materialną (np. laboratoria) i kadrę, zwalniając ją z codziennego podróżowania pomiędzy szkołami.
Od dnia, w którym jesienią 2013 roku rozpocząłem moją działalność redagowania i publikowania w Internecie tego informatora oświatowego – „Obserwatorium Edukacji” minęło już 10 lat, 3 miesiące i 5 dni. W tym czasie polską edukacją kierowali: do listopada tego roku Krystyna Szumilas, po niej – do listopada 2015 roku – Joanna Kluzik-Rostkowska. Po objęciu rządów przez PiS – w gmachu przy ul. Szucha w Warszawie zaczęła rządzić Anna Zalewska. Po niej – od czerwca 2019 do października 2020 – ministrem edukacji i nauki był Dariusz Piontkowski. I od tej daty aż do powołania „czternastodniowego” rządu Mateusza Morawieckiego – Przemysław Czarnek!
Także w Łodzi mogłem obserwować działania kilku kuratorów oświaty. Gdy pisałem ten mój pierwszy felieton, od ponad trzech lat był nim dr Jan Kamiński – były dyrektor I LO w Łodzi. W konsekwencji przejęcia władzy przez rząd tzw. „Zjednoczonej Prawicy” mogłem recenzować (a było co!) aktywność – nie tylko oświatową – Grzegorza Wierzchowskiego, a po jego odwołaniu – od października 2020 roku – starałem się zdobywać informację o jego następcy – Waldemarze Flajszerze.
Te „wypominki” są tłem, które postanowiłem zarysować, abyście także uświadomili sobie, że wszyscy żyjemy „w ciekawych czasach”, i że te moje cotygodniowe felietony pisane były w tak bardzo zróżnicowanych okolicznościach, niestety – nie przyrody, a polityki.
Jak wiadomo – rocznice i jubileusze są zazwyczaj okazją do wspomnień. Pozwólcie, że i ja pójdę dalej tym tropem.
Pierwszą okazją do takiego wspominania był Felieton nr 200. JUBILEUSZ, czyli coś się kończy, coś zaczyna…, który zamieściłem 17 grudnia 2017 roku.
To tam, cofając się do początku mojej felietonowej aktywności, przywołałem tytuły kilku, które uznałem za warte przypomnienia:
23 lutego 2014 – Skąd wzięło się u mnie czarnowidztwo w sprawach przyszłości polskiej edukacji
11 października 2015 – „Demokratura ante portas! Nie siedź w domu, głosuj mądrze”
1 lutego 2016 – Zasłona dymna, czyli ogólnopolska debata o systemie oświaty
17 kwietnia 2016 – Komentarze i didaskalia łódzkiej debaty o edukacji
29 maja 2016 –Polska szkoła miedzy ewaluatorem a rewizorem
30 czerwca 2016 – Felieton nadprogramowy: Koniec złudzeń – PiS rządzi i decyduje!
30 października 2016 – „Moja gorzka satysfakcja: że jest tak, jak to przewidziałem przed rokiem!”
A później już przy każdej kolejnej okazji – co 50 felietonów – kontynuowałem to przywoływanie najbardziej – w mojej ocenie – znaczących tekstów. [Patrz plik pdf „Linki do wyróżnionych felietonów” – TUTAJ]
Teraz wymienię jedynie tytuły owych „jubileuszowych” felietonów (podlinkowane):
30 grudnia 2018 – Felieton nr 250. Tekst, który powstał „z okazji” – na przekór przeciwnościom losu
15 grudnia 2019 – Felieton nr 300. O tym co i jak było, ale też o tym co i jak będzie. W moich felietonach.
6 grudnia 2020 – Felieton nr 350. Po okolicznościowym wstępie – o bankructwie „pamięciowej szkoły”
28 listopada 2021 – Felieton nr 400. Kolejna okazja do małego résumé zamieszczonych dotąd felietonów
4 grudnia 2022 – Felieton nr 450. O potrzebie niepozorowanej reformy w szkolnictwie zawodowym
x x x
Tyle reminiscencji z przeszłości. Pora na bardziej ogólne przemyślenia – o tym co i jak było, ale także o tym jak widzę przyszłość tej mojej formy aktywności.
Kiedy czytałem, choć tylko pobieżnie, owe teksty wspominanych felietonów uświadomiłem sobie jak bardzo przez owe minione 10 lat oddalałem się od codziennej rzeczywistości oświaty, oglądanej z poziomu szkoły. Widać to po tym jak różnią się felietony pisane w pierwszych latach funkcjonowania OE, kiedy minęło dopiero 8 czy nawet 10 lat od mojego przejścia „w stan spoczynku” – po 12-u latach kierowania moją „Budowlanką”, od tych, z ostatnich lat, kiedy nie tylko upływ czasu zacierał obrazy szkolnej rzeczywistości. Przede wszystkim miałem coraz mniej znajomych osób „z pierwszej linii”, których mogłem odwiedzić, lub choćby zadzwonić i porozmawiać, poznać ich zdanie na interesujące mnie tematy. Bo i oni stawali się emerytkami i emerytami… Do tego doszły zmiany kadrowe na kierowniczych stanowiskach, będące nie tylko skutkiem ich kadencyjności, ale także zmianami, do których dochodziło z przyczyn politycznych.
Dziś – z perspektywy tego upływającego czasu – mogę powiedzieć, iż z pozycji „panoramicznego obserwatora”, opisującego i utrwalającego codzienność oświatową w jej różnorodności, stałem się „kibicem” działań fundacji, stowarzyszeń i nieformalnych ruchów nauczycieli i uczniów, którzy są „drożdżami” przemian oświatowych – na miarę wyzwań przyszłości, a na pohybel tzw. „pruskiej szkole”. I nie mam wątpliwości, że tak już zostanie.
Tym bardziej, że w miarę jak staję się z roku na rok coraz starszy, jak przybywa mi kolejnych lekarzy o coraz to innych specjalnościach, których muszą odwiedzać – w praktyce stałem się domatorem, który nie może już sobie pozwolić nie tylko na kilkudniowe wyjazdy „w Polskę”, aby uczestniczyć w kongresach i konferencjach, ale nawet na „zaliczanie” konferencji i szkolnych uroczystości w moim mieście – bo nie daję rady wysiedzieć na krześle dłużej niż 2 godziny, bez możliwości wyprostowania kręgosłupa na leżance.
Dlatego oceniam realistycznie co może być w nadchodzącej przyszłości nie tylko z moimi felietonami, ale z podstawową formą mej aktywności – redagowaniem „Obserwatorium Edukacji”. Będę w coraz to większym stopniu obserwatorem i kibicem wydarzeń edukacyjnych, reagującym na to, co mogę poznać dzięki współczesnej technologii informacyjnej i zapisowi wydarzeń, i bardzo sporadycznie tych wydarzeń naocznym światkiem.
I nie podejmę się prognozowania jak długo to potrwa. Mogę jedynie zadeklarować, że nie zaprzestanę zamieszczania kolejnych nowych materiałów, w tym cotygodniowych felietonów, tak długo, jak długo moje palce będą trafiały we właściwe literki na klawiaturze laptopa, a mój umysł będzie zdolny zrozumieć to co wzrok i słuch mu dostarczył, potrafi to przeanalizować i wytworzyć „produkt końcowy” w postaci zamieszczanych materiałów i – oczywiście – felietonów, opatrywanych kolejnymi numerami, zaczynającymi się na 5.., a może nawet i 6.., O zaliczeniu 700. felietonu boję się marzyć….
Włodzisław Kuzitowicz
Poniżej zamieszczamy screen z fejsbukowego profilu przyjaciela Zmarłego – dr Jana Przybyła:
Źródło: www.facebook.com/people/Jan-Przyby%C5%82/
Na sobotnią lekturę proponujemy obszerny tekst z bloga „Pedagog”, który prof. Śliwerski zamieścił tam wczoraj – 8 grudnia 2023 r. Jest to jego krytyczna analiza metodologii, zastosowanej przy zbieraniu materiału do opracowania „Badania Kompetencji Obywatelskich ICCS 2022”. Jeśli po przeczytaniu zamieszczonych poniżej fragmentów teksu ich treści Was zainteresują – gorąco polecamy zapoznanie się z pełną wersją na stronie bloga. Podkreślenia pod fragmentami przytoczonego tekstu – redakcja OE:
Czy potrzebna jest nam wiedza i opinia nastolatków oraz ich nauczycieli na temat demokracji?
Instytut Badań Edukacyjnych opublikował Wyniki Międzynarodowego Badania Kompetencji Obywatelskich ICCS 2022 jako pracę zbiorową pod redakcją Olgi Wasilewskiej. Autorami tego raportu są: Wioleta Dobosz-Leszczyńska, Paweł Penszko, dr Michał Sitek, Paweł Szymborski – ekspert ds. przetwarzania danych w badaniu ICCS, Olga Wasilewska i dr Jędrzej Witkowski będący krajowym koordynatorem niniejszego badania. Publikację recenzowali: prof. UAM, dr hab. Daria Hejwosz-Gromkowska oraz prof. UW, dr hab. Krzysztof Koseła. Jak podano we wstępie:
„Edukacyjne międzynarodowe badania porównawcze takie jak International Civic and Citizenship Education Study (ICCS) są unikalnym źródłem danych na temat umiejętności i postaw uczniów. Dają one szczególnie cenny kontekst porównawczy – pozwalają zarówno na porównania między krajami, jak i na analizy zmian między edycjami. Badanie ICCS umożliwia pogłębiony wgląd w procesy kształcenia, a także w uwarunkowania wiedzy i rozumienia kwestii obywatelskich oraz postaw i zaangażowania obywatelskiego uczniów. Pozwala także na badanie zależności między tymi wymiarami” (s. 7).
Badanie opinii nie jest pogłębionym wglądem w procesy kształcenia i obywatelskiego zaangażowania, ale jedynie wyrażeniem przez respondentów własnych poglądów na ten temat lub ustosunkowaniem się do sądów, które zostały im przedłożone w narzędziu diagnostycznym. Powinni o tym wiedzieć tak autorzy raportu jak i jego recenzenci. Także to, że tego typu badania były prowadzone wcześniej z udziałem polskiej młodzieży (ICCS 2009) wcale nie umożliwia analizy zmian zachodzących w edukacji obywatelskiej i wśród młodych obywateli, gdyż są to badania poprzeczne a nie longitudinalne.
Jeśli uzasadnieniem takich stwierdzeń ma być fakt finansowania badań przez Ministerstwo Edukacji i Nauki, to jedynie tłumaczy powyższy błąd argumentacji. Dowodzi tego schizoidalne stwierdzenie redagującej raport: „ICCS 2022 daje więc rzetelny materiał do analiz w obszarze, w którym dyskusje często opierają się na przekonaniach, niekoniecznie mających potwierdzenie w danych” (tamże). Po co zatem czytać raport, który zawiera treści niekoniecznie mające „potwierdzenie w danych”? […]
Czemu miało służyć to badanie?
„Badanie ICCS stawia sobie za cel odpowiedź na pytanie, w jakim stopniu młodzi ludzie są przygotowani do pełnienia roli obywatela w demokratycznym społeczeństwie. Młodzi obywatele powinni charakteryzować się określoną wiedzą i rozumieniem kwestii obywatelskich, postawami obywatelskimi, a także zaangażowaniem obywatelskim. ICCS daje wgląd w te trzy komponenty – nie tylko umożliwia porównywanie poziomów wiedzy i rozumienia przez uczniów zagadnień obywatelskich, lecz także dostarcza informacji na temat opinii i postaw młodych ludzi względem wartości obywatelskich i ważnych kwestii społecznych, jak również na temat obecnego i przewidywanego w przyszłości zaangażowania obywatelskiego młodych” (s. 9).
Powyższy akapit zawiera deklaracje, zobowiązania do uzyskania informacji na temat opinii i postaw, które nie są wglądem w komponent wolicjonalny postaw nastolatków. Informacja na temat opinii nie jest badaniem opinii, a pytanie o opinię nie jest dowodem na zaangażowanie kogokolwiek w cokolwiek. Co najwyżej może być sądem uznawanym lub deklarowanym.
[…]
Zastosowanymi narzędziami diagnozy były test (aż 121 zadań) i kwestionariusze ankiet. Rzetelnie podawane są informacje na temat wyłączenia nielicznego odsetka uczniów czy nauczycieli z wylosowanej próby badawczej. „Zbiory z danymi z badania ICCS są publicznie dostępne na stronach głównego organizatora badania” (s.40). […]
Dyskusyjne jest przyjęcie przez organizatorów badania, że postawy to „oceny lub przekonania względem określonych idei, osób, obiektów, wydarzeń i/lub sytuacji” (s. 46). Słusznie zatem komentują to jako rozbieżne z polską tradycją badań postaw, w których to komponent wolicjonalny jest najważniejszy, gdyż świadczy o internalizacji interesujących badaczy wartości. Można mieć bowiem wiedzę, ocenę na temat określonych stanów rzeczy, ale nie świadczyć o jej stosowaniu we własnym działaniu. […]
W związku z tym, że nie znamy narzędzi diagnostycznych, trudno jest wyrokować o prawidłowości poprawnej odpowiedzi na zadane pytania. W podanym przykładzie 2 prawidłową odpowiedzią jest sąd oznaczony nr. 4 (polscy uczniowie wskazali tę odpowiedź w 89 proc., zajmując I miejsce). Tymczasem motywy wstępowania do partii politycznych w różnych krajach mogą być odmienne w zależności od panującej w nich sytuacji politycznej.[…]
Całkowitą science fiction było mierzenie stosunku uczniów do perspektyw ich jako Europejczyków i postrzegania przez nich przyszłości Europy, gdyż nie mamy prawidłowych odpowiedzi. Gdybologia jest w tym przypadku stratą czasu i materii.
Pytanie dyrektorów szkół o edukację obywatelską jest w polskich realiach absurdalne, bowiem od 1999 roku są oni nadzorcami politycznej poprawności a nie kreatywnymi liderami w zakresie jakości kształcenia i wychowywania młodych pokoleń. Podobnie, nie wnosi niczego wartościowego do naszej wiedzy o rzekomo demokratycznej kulturze szkół sondowanie opinii nauczycieli na temat np. zachowań ważnych dla bycia dobrym obywatelem, skoro nie odnosi się to w najmniejszym stopniu do szkoły jako miejsca ich pracy i służby publicznej (zob. s. 183).
Pytanie nauczycieli, w jakim stopniu porusza się w trakcie zajęć z wiedzy o społeczeństwie określone kwestie np. praw człowieka i obywatela, ale już pominięcie kwestii praw ucznia, świadczy o tym, jak niski jest poziom rozumienia przez organizatorów badań istoty partycypacji uczniów w ich środowisku szkolnego życia. Pachnie lipą, chociaż nie jest to czas jej kwitnienia.
Cały tekst „Czy potrzebna jest nam wiedza i opinia nastolatków oraz ich nauczycieli na temat demokracji?”
– TUTAJ
Źródło: www. sliwerski-pedagog.blogspot.com

















