Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

W Dniu Święta Niepodległości – 11 listopada – portal „Strefa Edukacji” zamieścił tekst Magdaleny Ignaciuk, który jest zapisem rozmowy z byłym ministrem i wiceministrem edukacji Dariuszem Piontkowskim (PiS). Oto jego fragmenty i link do pelnej wersji:

 

 

Likwidacja gimnazjum była dobrym pomysłem. „Było tam wiele elementów, które źle funkcjonowały”

 

 

Foto: Marek Szawdyn/Polska Press

 

Dariusz Piontkowski – od 4 czerwca 2019 r. do do 19 października 2020 r. ( w dwu rządach PiS) był Ministrem Edukacji, a od od stycznia 2021r. do grudnia 2023 r. był sekretarzem stanu w tym ministerstwie, gdy ministrem został Przemyslaw Czarnek.

 

 

Dariusz Piontkowski w rozmowie ze Strefą Edukacji szczerze opowiedział o edukacyjnych reformach PiS – choć wiele z nich miało odmienić polskie szkoły na lepsze, nie wszystkie przyniosły oczekiwane rezultaty. Pod którymi z nich podpisałby się ponownie, a które nie spełniły założeń i wymagają korekty? Likwidacja gimnazjów była dobrym posunięciem? Oto, co były minister edukacji, myśli o dokonanych reformach.

 

[…]

 

Strefa Edukacji: – Uczniowie zaczęli sześcioletnią szkołę podstawową, a skończyli ośmioletnią. Decyzja o likwidacji gimnazjów była słuszna?  Wyniki badania PISA z 2022 roku pokazały, że likwidacja gimnazjów przyniosła straty, a większość uczniów nie osiągnęła poziomu drugiego, czyli podstawowego poziomu kompetencji. Jak pan ocenia decyzję o likwidacji gimnazjów z perspektywy czasu?

 

Dariusz Piontkowski: – Uważam, że likwidacja gimnazjów była potrzebna. Badania PISA to tylko jeden z wielu elementów do oceny systemu edukacji, ale nie powinno być jedynym wyznacznikiem jego efektywności.  Na wyniki wpływało wiele czynników, m.in. pandemia, napływ uczniów z Ukrainy, a także moment testowania – obecnie uczniowie przystępują do PISA jako pierwszoklasiści szkół ponadpodstawowych, bez tak intensywnej powtórki materiału, jaka miała miejsce przed egzaminami gimnazjalnymi. To mogło wpłynąć na niższe wyniki. Zjawiskiem niepokojącym jest fakt, że część uczniów podchodzi do testu z lekceważeniem lub prezentuje niski poziom wiedzy, co wymaga dalszych działań.

 

S E: – Wraz z likwidacją gimnazjów skróciła się jednak ścieżka kształcenia, a duża część materiału, który wcześniej był rozłożony na trzy lata w gimnazjum, teraz mieści się w siódmej i ósmej klasie. Czy to nie jest problem?

 

D P: – Ale to nieprawda. Jedna z poważniejszych wad gimnazjów polegała na przeciążeniu programu – materiału było za dużo, by można go było zrealizować w trzy lata. Wprowadzono więc zmiany, które przesunęły część treści do szkół ponadpodstawowych, np. w historii materiał z historii najnowszego realizowano już w szkołach ponadpodstawowych, a nie w gimnazjach.  Nawet twórcy i entuzjaści gimnazjów zauważyli, że było tam wiele elementów, które źle funkcjonowały.

 

Wielokrotnie wskazywano również na aspekt wychowawczy i skupienie młodzieży w dosyć trudnym momencie ich życia w jednej szkole, co powodowało dosyć duże problemy wychowawcze. No i sam fakt, że ta szkoła trwała tylko trzy lata powodował, że uczniowie często nie byli związani ze swoją szkołą, z grupą rówieśniczą. Największą rolę odgrywała rywalizacja, chęć pokazania się nie zawsze z tej dobrej strony, co wpływało m.in. na te kłopoty wychowawcze. Nadal uważam, że likwidacja gimnazjów była dobrym krokiem.

 

[S E: – Reformy edukacji spowodują zwolnienia nauczycieli? Obaw jest dużo, nie tylko wśród katechetów  Mówi się jeszcze o zmianach w zakresie nauk przyrodniczych, czyli geografia, chemia, biologia. Zamiast tych trzech przedmiotów ma być jeden, przyroda. Ta decyzja budzi niepokój wśród nauczycieli, nie tylko ze względu na ryzyko utraty etatów, lecz także ze względu na obawy, że okrojony materiał wpłynie negatywnie na jakość przygotowania uczniów. Czy te obawy są uzasadnione?

 

D P: – Z dużą częścią tych obaw się zgadzam. Przecież podobne działania były już podejmowane przez Platformę Obywatelską kilkanaście lat temu, kiedy to również wprowadzono przedmiot „przyroda”. Wówczas wielu nauczycieli podchodziło do tego krytycznie, twierdząc, że obniżyło to poziom wiedzy i umiejętności uczniów. Teraz, mimo tamtych negatywnych doświadczeń, obecna ekipa powraca do tych samych rozwiązań. Zmiana ta zmusi nauczycieli do przekwalifikowania się i ukończenia dodatkowych kursów, co jest kolejnym obciążeniem. Moim zdaniem nie jest to dobra decyzja.

[…]

 

S E: – Mówił pan o nauce wartości, moralności, jednak doskonale wiemy, że to nie tylko lekcje religii wprowadzają te zagadnienia, ale tak naprawdę na każdym przedmiocie znajdujemy w podstawie programowej naukę o wartościach. Np. na języku polskim.

 

D P: – Jednocześnie rozmawialiśmy o tym, że bardzo mocno obcięto podstawy programowe z języka polskiego, historii i często wypadły akurat te elementy, które związane były z wychowaniem moralnym i patriotycznym. Likwidacja czy ograniczenie lekcji religii wpisuje się niestety w taki nurt działań, prowadzonych przez obecne ministerstwo, który doprowadzi do ograniczenia zadań wychowawczych, etycznych szkoły.

 

Trzeba do tego dodać wprowadzanie na siłę elementów lewicowej ideologii, Widać to chociażby na przykładzie nowego przedmiotu – edukacja zdrowotna. Chociaż treści dotyczące zdrowego trybu życia, dbania o zdrowie są już w programach kilku innych przedmiotów, to wprowadza się dodatkowe, obowiązkowe zajęcia. W podstawach programowych tego przedmiotu mają pojawić się także treści genderowe i edukacji seksualnej wprowadzone w zbyt wczesnym wieku uczniów i w oderwaniu od aspektów wychowawczych, roli rodziny czy poczucia odpowiedzialności za swoje działania. Wywołuje to mocny opór ze strony wielu rodziców i środowisk.

 

S E: – Pytanie tylko, czy od szkoły wciąż oczekuje się wychowywania? Autorytet nauczycieli jest bardzo mały.

 

D P: – Moim zdaniem szkoła może pomóc rodzicom w wychowaniu dziecka, natomiast nie zastąpi rodziców. Tylko wtedy, gdy szkoła oraz rodzice będą działali w tym samym kierunku, może to przynieść efekty, ale nie musi. Natomiast, jeżeli postawy moralne, etyczne rodziców będą się zdecydowanie rozmijały z tym, co robi szkoła, to efekty mogą być niestety opłakane dla kolejnych pokoleń Polaków. Rodzice powinni współpracować ze szkołą. Sam nauczyciel nie jest w stanie dziecka wychować. Część rodziców niestety o tym zapomina.

 

 

 

 

Cały tekst „Likwidacja gimnazjum była dobrym pomysłem. ‘Było tam wiele elementów, które źle funkcjonowały’”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 



Przekazujemy – w całości – tekst, który wczoraj (13 listopada 2024 r.) znaleźliśmy na stronie bezpłatnej łódzkiej gazety  < ŁÓDŹ.pl > .

 

 

Za dużo, za mocno, za głośno. Przebodźcowanie u dzieci

 

Każdego dnia otaczają nas tysiące bodźców: dzwonek budzika, szum czajnika, ruch uliczny, radio w aucie, powiadomienia z telefonu, krzyki dzieci wchodzących do szkoły… A to dopiero poranek. Nic dziwnego, że coraz częściej spotykamy się ze zjawiskiem przebodźcowania, czyli przeciążenia nadmiarem bodźców zewnętrznych. Dzieci spędzają coraz więcej czasu w otoczeniu ekranów – telewizorów, tabletów, smartfonów – które bombardują ich mózgi nieustannym strumieniem wizualnych informacji i dźwiękowych impulsów. Dotyczy to też mimowolnego kontaktu, np. gdy w domu przez większość dnia jest włączony telewizor, nawet kiedy nikt nie ogląda żadnego programu.

 

Do przebodźcowania często dochodzi podczas wizyt w dużych sklepach i centrach handlowych – ostre światło, mieszanina zapachów, hałas i tłum ludzi bywają trudne do zniesienia dla dorosłych. W przypadku dzieci jest jeszcze gorzej. Po pierwsze ich układ nerwowy nie jest w pełni dojrzały, więc może reagować silniej i mieć problem z wyciszeniem. Po drugie dzieci muszą dostosować się do woli rodziców. Mają więc ograniczony wpływ na to, jak długo będą przebywać w męczącym otoczeniu.

 

Szczególnie wrażliwe na przebodźcowanie są dzieci z ADHD i autyzmem, które mają trudności z filtrowaniem napływających bodźców. To sprawia, że reagują na zewnętrzne impulsy, które mogą wydawać się niewielkie, ale dla nich są intensywne i przytłaczające. Dla dzieci z trudnościami, takimi jak ADHD czy autyzm, istotne jest wsparcie specjalistów. Terapeuci mogą wprowadzić strategie sensoryczne pomagające dziecku lepiej radzić sobie z nadmiarem bodźców. Kluczowe jest wsparcie rodziców, którzy powinni być wrażliwi na potrzeby dziecka i unikać nadmiernej stymulacji w domu.

 

Jak rozpoznać przebodźcowanie?

 

Przebodźcowanie może przypominać atak złości – dziecko krzyczy, płacze, rzuca przedmiotami, a nawet bije opiekunów. Bywa też odwrotnie – wydaje się spokojne, ale tak naprawdę traci kontakt z rzeczywistością, ma nieobecny wzrok, nie odzywa się, czyli odcina się od otoczenia. Ponadto dzieci nie są w stanie się skoncentrować, stają się rozdrażnione i nadpobudliwe, mają trudności z zasypianiem, nadmiernie reagują na zwykłe bodźce (głośne dźwięki, jasne światło), a także mogą wykazywać silne reakcje (płacz, złość, a nawet wybuchy agresji), które wydają się nieadekwatne do sytuacji.

 

Jak pomóc?

 

Aby zapobiec przestymulowaniu, należy stworzyć dziecku spokojne i stabilne środowisko, które pozwala na wypoczynek i regenerację. Ważne jest, aby zachować równowagę między aktywnościami a odpoczynkiem. Zmniejszenie liczby zajęć pozalekcyjnych, ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem oraz codzienna rutyna mogą przynieść ulgę. Warto również zadbać o odpowiednią ilość snu oraz wprowa- dzenie w życie praktyk wyciszających, takich jak słuchanie muzyki relaksacyjnej czy spacery i przebywanie na świeżym powietrzu.

 

a.pe

 

 

Źródło: www.lodz.pl/files/public/

 

 

 

 



Dzisiaj krótko i treściwie –  z fb profilu Krystyny Grzeszkiewicz-Brzęckiej:

 

 

A pod tym taki komentarz:

 

Doceniając starania – wzmacniamy motywację.

Doceniając wysiłek – rozwijamy poczucie własnej wartości.

Doceniając pracę dziecka – wspieramy jego wybory…

 

Słowa MAJĄ MOC!

 

Unikajmy ogólników -„Super”; „Brawo!” „Gratuluje” ; „Zuch chłopak!” ; „Mądra dziewczynka”.

Koncentrujmy się na działaniu, i podkreślajmy rolę zaangażowania dziecka, jego wytrwałości, cierpliwości, wyborów itd.

Okazując zaciekawienie- dajemy przestrzeń na docenienie.

10 ważnych zdań, które pomagają doceniać- działanie-

Ważne zdania i ważne są nasze słowa…

 

Ściskam  –  dr Kamila Olga – psycholog

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/Magda.brzecka/

 



Oto obszerne fragmenty wywiadu z prof.. Zbigniewem Izdebskim, opublikowanego na stronie „Gazety Wyborczej” – i link o jego pełnej wersji:

 

 

W szkołach o zdrowiu i o seksie. Prof. Izdebski: „Nie bądźmy naiwni, dzieci i tak się dowiedzą”

 

Foto: Dawid Żuchowicz

 

Dr hab. Zbigniew Izdebski, prof.Uniwersytetu Warszawskiego na Wydziale Pedagogicznym – Katedra Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii oraz Collegium Medicum w Zielonej Górze –  prorektor, Instytut Nauk o Zdrowiu – Katedra Humanizacji Medycyny i Seksuologii

 

 

 

Edukacja zdrowotna od września ma zastąpić w szkołach wychowanie do życia w rodzinie. – Mnie nie przestraszają środowiska, które mówią o „seksualizacji” – mówi szef zespołu, który przygotował podstawy programowe do tego przedmiotu.

Karolina Słowik [KS]: Edukacja zdrowotna od września zastąpi wychowanie do życia w rodzinie. I będzie to zupełnie inny przedmiot. Jest pan szefem zespołu, który przygotowywał do niego podstawy programowe. Na czym ta odmienność polega?

 

Prof. Zbigniew Izdebski, pedagog, seksuolog, specjalista w zakresie zdrowia publicznego [ZI]:Nie zastępujemy WDŻ-tu edukacją seksualną, choć przez wiele lat o to walczyliśmy. Oczywiście, ten nowy przedmiot zawiera w sobie elementy, które dotyczą edukacji seksualnej, ale ma zupełnie inną formułę, jest zdecydowanie szerszy. Proszę zauważyć, że wchodzimy w różne inne obszary: i zdrowia fizycznego, i psychicznego, mamy kwestie dotyczące odżywiania, zdrowia społecznego. Jest też osobny dział poświęcony dojrzewaniu. Jest o wartościach i o postawach, bo warto uświadomić sobie, że zdrowie jest fundamentalną wartością w naszym życiu na każdym jego etapie. Chcemy, żeby uczniowie zdobyli wiedzę opartą na dowodach naukowych: i tę, która dotyczy szczepionek, i tę o ochronie naszego prozdrowotnego stylu życia. […]

 

KS: – Ta podstawa programowa ma już swoich krytyków. Szczególnie mocno uruchomiła się strona konserwatywna. Boją się modułu „Zdrowie seksualne” i tego, że dzieci będą „seksualizowane”.

 

ZI:Jako społeczeństwo ponosimy konsekwencje zaniedbań w zakresie edukacji seksualnej i zdrowotnej z poprzednich lat. Jest ich wiele u ludzi dorosłych, u rodziców, dziadków.

 

Ludzie utożsamiają często seksualność tylko z naszą aktywnością seksualną. A proszę zauważyć, że my mówimy o zdrowiu seksualnym jako jednej ze składowych naszego zdrowia. Chciałbym, i to podkreślamy w tym programie, prezentować wiedzę opartą na dowodach naukowych. Nasz przedmiot nie ma charakteru światopoglądowego. Ma być neutralny.

 

Od wielu lat byłem i jestem orędownikiem obowiązkowej edukacji seksualnej. Mówiliśmy o tym razem z prof. Andrzejem Jaczewskim, prof. Barbarą Woynarowska – że jest ona potrzebna w szerszym kontekście zrozumienia siebie i swojego funkcjonowania, że człowiek na poszczególnych etapach swojego życia powinien mieć wiedzę dostosowaną do poszczególnych faz rozwoju. I my wiemy, co jest ważne dla dziecka w czwartej klasie, a co będzie istotne, kiedy jego dojrzałość i kontekst funkcjonowania będą inne w szkole ponadpodstawowej. Chcielibyśmy, żeby również rodzice to zrozumieli.

 

W sprawy dotyczące edukacji seksualnej jestem zaangażowany już kilkadziesiąt lat. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że będą protesty w obronie przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie. Prawicowe środowiska od lat go krytykowały, nie chciały, żeby był w szkole.

 

Mnie nie przestraszają środowiska, które mówią o tej „seksualizacji”, przez lata powtarzały to samo. To nic nowego. Ja codziennie dostaję maile z apelami o moje nawrócenie, wiadomości, że różne stowarzyszenia się za mnie modlą. Moja mama zawsze powtarzała, że modlitwy nigdy nie za dużo. Natomiast myślę, że świat się zmienia i nasza dojrzałość rodzicielska, obywatelska powinna ulegać zmianie. Łatwo protestować, ale warto też siebie samego zapytać: jak ja, jako rodzic, wywiązuję się z funkcji wychowawczej związanej również z tym, że mamy naszym dzieciom przekazywać określoną wiedzę i wartości związane z funkcjonowaniem w społeczeństwie. A jednak zdecydowana większość rodziców nie podejmuje ze swoimi dziećmi tematyki dotyczącej rozwoju seksualnego i seksualności człowieka.

 

KS: – A jeśli szkoła nie weźmie na siebie tego obowiązku, to dzieci się nie dowiedzą, albo będą skazane na samotne poszukiwania w sieci.

 

ZI:- Dzieci się dowiedzą. Nie bądźmy naiwni. Dowiedzą się niestety z różnych niepożądanych źródeł. Jeśli szkoła nie da dzieciom odpowiedzi na te pytania w sposób wyważony i właściwy, jeżeli rodzina na to nie odpowie, to przecież jest grupa rówieśnicza. No a podstawowym źródłem informacji o seksualności człowieka jest internet.

 

I dlatego wprowadziliśmy do programu kształcenia internet jako osobny dział, żeby pokazać dzieciom, co jest rozwojowe, a co może być zagrażające. I możemy sobie w domu zakładać różne blokady rodzicielskie, ale rzeczą oczywistą jest to, że dziecko tak czy inaczej samo dotrze np. do materiałów pornograficznych. Które oczywiście nie są odzwierciedleniem rzeczywistego świata związanego z naszą seksualnością, są wulgarne i zagrażające rozwojowi. […]

 

KS: – Kto będzie uczył edukacji zdrowotnej? MEN proponuje ten przedmiot katechetom.

 

ZI:- My w podstawie programowej nie wymieniamy katechetów. Wśród nauczycieli, z którymi można współpracować, są nauczyciele przyrody, biologii, wf, chemii, edukacji dla bezpieczeństwa, etyki.

 

Ostatnio dziennikarze często powtarzają wypowiedź wiceministry edukacji Katarzyny Lubnauer o katechetach, ale na spotkaniach w resorcie nasz zespół nie miał poczucia, że realizatorami tego przedmiotu mają być właśnie oni. Mowa była ogólnie o przekwalifikowaniu.

 

MEN pracuje nad kwestią dotycząca kształcenia nauczycieli i to jest w tej chwili ogromne wyzwanie. Dlatego czeka nas niewątpliwie spotkanie z kuratorami oświaty, dyrektorami szkół, nauczycielami, żeby wspólnie przemyśleć dalszą drogę w okresie przejściowym w realizacji tego przedmiotu.

 

Kiedyś prof. Ewa Syrek na Uniwersytecie Śląskim otworzyła specjalność edukacja zdrowotna – jako kierunek, który miał przygotować do kształcenia nauczycieli. Ale nie było przedmiotu, nie było zainteresowania. Musimy do tego wrócić. To jest niewątpliwie wyzwanie dla nas wszystkich.

 

 

 

Cały tekst „W szkołach o zdrowiu i o seksie. Prof. Izdebski: „Nie bądźmy naiwni, dzieci i tak się dowiedzą”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 



Oto tekst (bez skrótów), zamieszczony 10 listopada 2024 r. na fanpage „Obywatele dla Edukacji”. Podkreślenia fragmentów – redakcja OE:

 

 

 

PRAWA UCZNIOWSKIE CZY SZKOLNA APOKALIPSA? czyli SERIAL W ODCINKACH

 

1.INFORMACJA Z MINISTERSTWA

 

W obecnej kadencji MEN zaczął prace zespół, którego zadaniem jest wprowadzić do prawa oświatowego stanowisko Rzecznika Praw Uczniowskich. Na listopadowym posiedzeniu podkomisji ds. jakości kształcenia i wychowania posłowie i goście wysłuchali informacji Ministerstwa. Kiedy w Polsce zacznie funkcjonować urząd Rzecznika Praw Ucznia?

 

Przedstawiciel MEN, dyrektor Departamentu Komunikacji KACPER LAWERA podkreślił konieczność wprowadzenia przepisów, które będą regulowały umocowanie prawne rzeczników – nie tylko na poziomie krajowym, ale i niżej, samorządy i szkoły. Obecnie w niektórych polskich szkołach funkcjonują tacy rzecznicy, mają też swojego rzecznika, powołanego przez stołeczne Biuro Edukacji, warszawscy uczniowie i uczennice. Ale niemal natychmiast po zmianie władzy, jesienią zeszłego roku, organizacje społeczne zaczęły lobbować na rzecz wprowadzenia przepisów, na podstawie których zostanie definitywnie określony zakres kompetencji uczniowskich rzeczników.

 

W MEN wiosną został powołany zespół, który właśnie zakończył prace wstępne i kieruje projekt do uzgodnień międzyresortowych. Punktem wyjścia prac zespołu stało się określenie czy dookreślenie praw, ale i obowiązków ucznia. Przedstawiono rekomendacje, z których część znalazła się w treści ustawy, inne zostały przekazane do dalszych prac eksperckich.

 

W ramach dotychczasowych prac padła propozycja wprowadzenia do Prawa Oświatowego nowego terminu, „społeczność szkolna”. W projekcie zostaną też zebrane regulacje dotyczące praw dziecka i uczniów/uczennic, dotychczas rozproszone po innych dokumentach prawnych. Przy okazji tych prac być może ulegnie rewitalizacji instytucja Rady Szkoły, która miałaby się stać organem obligatoryjnym – i w ramach swoich kompetencji wybierać szkolnego Rzecznika Praw Uczniowskich.

 

Projekt obejmuje „zestaw minimum” praw ucznia, które szkoły mogą poszerzać adekwatnie do swoich potrzeb i kontekstu w jakim działają. Powstanie również katalog obowiązków uczniowskich, jako zbiór zamknięty. Powstaną też organy ochrony praw uczniowskich. W zamyśle system ma być trzystopniowy: krajowy Rzecznik działa przy MEN, wybierany w otwartym konkursie, dysponujący kompetencjami ustawowymi. Ma być niezależny od resortu edukacji, ale obsługa biura będzie zadaniem struktur resortowych. Rzecznik m.in. będzie mógł „badać sprawy na miejscu” i żądać wyjaśnień, będzie też pełnił rolę łącznika i koordynatora prac rzeczników praw uczniowskich powołanych przy kuratoriach, a więc na poziomie wojewódzkim. Ci rzecznicy również mają być niezależni od kuratorów. Rzecznicy wojewódzcy będą dysponowali narzędziami bezpośredniego wpływu, do ich kompetencji będzie też należało inicjowanie i koordynowanie procesów konsultacyjnych. Na poziomie samorządowym projekt zakłada dowolność decyzji o powołaniu gminnego czy powiatowego rzecznika praw ucznia, natomiast w projekcie ustawy znajdą się propozycje kompetencji takowych, jeśliby mieli być powołani.

 

Szkolny Rzecznik Praw Uczniowskich – stanowisko obligatoryjne w każdej szkole – powinien być maksymalnie związany z uczniami, ponieważ zaś będzie dysponował określonymi kompetencjami (rozeznawanie sprawy itp.), podjęto decyzję, że będzie to nauczyciel. Dlaczego nie osoba uczniowska? Chodzi o to, że w trakcie pełnienia swojej funkcji rzecznik taki może mieć dostęp do danych objętych klauzulą RODO, a tylko osobę zatrudnioną – tu nauczyciela czy nauczycielkę – można prawnie obligować do zachowania tajemnicy w wypadku, gdy pozna je w toku rozeznawania sprawy i wobec której można wyciągać konsekwencje służbowe w razie pogwałcenia tej zasady.

 

W projekcie ustawy znajdą się też zapisy wzmacniające kompetencje samorządu uczniowskiego oraz narzucające obligatoryjność tego organu oraz instytucji rzecznika praw ucznia placówkom niepublicznym.

 

Projekt zakłada dokonanie koniecznych poprawek w zapisach Karty Nauczyciela oraz w ustawie o Rzeczniku Praw Obywatelskich, dotyczących współpracy z rzecznikiem praw uczniowskich. Przewiduje się powołanie pierwszego krajowego RPU nie później niż 1 września, a w ciągu kolejnych miesięcy powoływać rzeczników na szczeblu wojewódzkim oraz w chętnych gminach i powiatach. Projekt powinien wejść pod konsultacje publiczne pod koniec listopada, a okres konsultacji zostanie wydłużony do końca stycznia, ze względu na okres świąteczny.

 

2.”TO WYROK NA SZKOŁĘ”! DRAMATYCZNA REAKCJA POSŁA

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj prezentujemy tekst autora, który także od dawna nie gościł na OE. Jest nim prof. Stanisław Czachorowski  – prowadzący blog „Profesorskie Gadanie”:

 

 

Biologia wokół nas – trzy książki

 

 

 

Lubię czytać literaturę faktu. I często wracam do podstawowych faktów biologicznych. Ukazała się właśnie trzytomowa „Biologia wokół nas”, dostępna także w formie e-booka. Nie jest to pierwsza i nie jedyna całościowa książka, obejmująca podstawowe działy biologii (zobacz też Biologia Campbella).

 

„Biologia wokół nas”*  to typowy, dobry podręcznik do biologii. Przydatny licealistom, studentom i nauczycielom. Oraz wszystkim tym, którzy realizują uczenie się przez całe życie. Bo w biologii ciągle się coś zmienia. Jest to najszybciej rozwijająca się dziedzina nauki w wieku XXI. Pojawiają się nowe odkrycia i nowe ujęcia np. powiązań filogenetycznych. Zatem, jeśli chcesz być na bieżąco z wiedzą biologiczną, to sięgaj do takich podręczników jak „Biologia wokół nas”. By rozumieć otaczający nas świat.

 

W omawianym podręczniku jest wszystko co potrzeba. Może być dobrym uzupełnieniem do szkolnych podręczników do biologii na poziomie liceum. Przyda się także studentom i nauczycielom biologii na każdym etapie (łącznie z przyrodą). Podzielenie na trzy osobne tomy jest wygodne w czytaniu. Da sie utrzymać w ręku i można czytać nawet w łóżku.

 

„Biologia wokół nas” ma układ dobrego podręcznika. Każdy rozdział zaczyna się ciekawym nawiązaniem do współczesnych problemów, np. jak ocieplenie klimatu wpływa na koralowce lub jak szukać życia na Marsie. Na początku każdego podrozdziału zawarte są cele kształcenia. To przydatne będzie zwłaszcza nauczycielom. Cele sformułowane są w formie poleceń np. „Wymień główne cechy charakterystyczne wspólna dla wszystkich organizmów żywych”. Taka forma ułatwi także samodzielne uczenie się z tego podręcznika. Zawartość każdego podrozdziału jest bogato ilustrowana zdjęciami, schematami, porównaniami. Z pewnością ułatwiają one zrozumienie zawartej w podręczniku treści. Na koniec pojawia się „Podsumowanie i ocena” czyli zwięzłe podsumowanie treści podrozdziału i propozycje aktywności w ramach powtórzeń, np. „gdyby odkryto życie na innej planecie, to w jaki sposób można by określić, czy jego pochodzenie różni się od pochodzenia organizmów ziemskich?”. Z pewnością ułatwi to powtarzanie z przetwarzaniem treści. To cechy dobrego podręcznika, zwłaszcza do samodzielnej nauki. Każdy rozdział kończy się wyróżnionym kolorowo podsumowaniem – różowe kartki łatwo wyszukać w książce, bez konieczności długiego kartkowania. W podsumowaniu znajdują się także pytania, ułatwiające samokontrolę zrozumienia treści.

 

W „Biologii” znajdziemy sporo odwołań i przykładów różnorodnych badań naukowych. Ułatwi to rozwój myślenia naukowego i zrozumienie tego, jak nauka poznaje rzeczywistość.

 

Każda z trzech części kończy się takim samymi dodatkami: A. Drzewo życia (z filogenezą i zwięzłym, słownikowym opisanie wszystkich pojawiających się na ilustracji taksonów), B. Analiza danych: podstawy statystyki, C. Niektóre jednostki miar stosowane w biologii. Całość dopełnia słownik terminów biologicznych.

 

Treść, szata graficzna z ilustracjami, powtórzenia itp. są przykładem dobrego podręcznika. A takowy z biologią przyda się w każdym domu. W wersji papierowej lub e-bookowej.

 

 

 

*Biologia wokół nas, H. Craig Heller, Sally D. Hecker, David W. Hall, Marta J. Laskowski, David M. Hillis, David Sadava. Tłumaczenie: Robert Konieczny, Przemysław Malec, Maria Pilarska, Aneta Słomka, Alina Stachurska-Swakoń, Łukasz Czepiński, Paweł Jedynak, Jan Pukalski, Adrian Arendowski, Jakub Baczyński, Agnieszka Adamska, Joanna Śliwowska. Wydanie/Copyright: wyd. I, 2024, Wydawnictwo Naukowe PWN. Duzy format, miękkie okładki.

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com/

 

 

 

 

 

 

 



Wczoraj (7 listopada 2024 r.) na stronie „Dziennika Gazeta Prawna” zamieszczono tekst, informujący najważniejszych wynikach badania, przeprowadzonego rzez pracowników naukowych UW na próbie 828 młodych stażem (do 5 lat w zawodzie) nauczycieli, pracujących w szkołach i przedszkolach w Warszawie . Oto fragmenty tego tekstu i linki do jego pełnej wersji oraz do raportu z tego badania:

 

 

Polska szkoła to szkoła braku. Oto czemu młodzi nauczyciele z niej uciekają

 

Jeszcze do niedawna 90 proc. nauczycieli deklarowało zadowolenie ze swojej pracy, dziś połowa chce opuścić szkołę. Jakie są tego powody zbadały i opisały trzy polskie badaczki: dr Joanna Dobkowska, prof. Anna Zielińska i prof. Małgorzata Żytko.

 

Jak podkreślają w raporcie „Młodzi nauczyciele odchodzą ze szkoły” badaczki, nastroje wśród nauczycieli uległy znaczącej zmianie. Przełomowy był rok 2015. To od tego momentu w dużych miastach widoczna jest tendencja do odchodzenia ze szkół, uwarunkowana ciągłymi i często słabo uzasadnionymi zmianami w systemie edukacji, niskim statusem ekonomicznym oraz trudnymi warunkami pracy. „Ogromne znaczenie ma także spadek prestiżu społecznego nauczycieli, na który wpływ mają media oraz oficjalna narracja dotycząca przedstawicieli tej profesji” – czytamy w raporcie.

 

Wcześniejsze raporty, które poruszały m.in. kwestie związane z zadowoleniem ze swojej pracy, wskazywały na to, że nauczyciele – choć chcieliby więcej zarabia – to ogólnie są zadowoleni z tego zawodu. Badaczki cytują tu badania IBE czy Talis. Z obu wynika, że początkujący nauczyciele w większości odczuwają satysfakcję z pracy w szkole. W badaniu Talis ponad 90 proc. nauczycieli zgadzało się ze stwierdzeniem, że lubi pracę w swojej szkole, wysoko oceniało też jej jakość. Jedynie 17 proc. badanych chciałoby zmienić wykonywany zawód, gdyby miało taką możliwość.

 

Z najnowszego badania wynika, że o zmianie zawodu myśli 49,2 proc. nauczycieli. „Ten wynik jest niepokojący i nasuwa pytanie, jak będzie wyglądała szkoła i edukacja za kilka lat, jeśli młodzi nauczyciele zaczną rezygnować z pracy w zawodzie. Trudności w pracy młodego nauczyciela, brak wystarczającego wsparcia w miejscu zatrudnienia przy nasilaniu się czynników zniechęcających do wykonywania tego zawodu doprowadziły do deprecjacji pracy nauczycieli i skłaniają część z nich do podejmowania radykalnych decyzji o odejściu z zawodu” – czytamy w raporcie.

 

[…]

 

Jak twierdzą badaczki, aby poprawić sytuację w polskiej szkole, status społeczny i ekonomiczny nauczycieli wymaga radykalnych zmian. – Decyzje w tym zakresie muszą być podejmowane na szczeblu centralnym, ponieważ niezbędne jest wzmocnienie prestiżu zawodu, które przełoży się na społeczny wizerunek nauczycieli i ich poczucie uznania, potrzebne są także zmiany prawa. Ewentualna rezygnacja z Karty Nauczyciela wymaga przyjęcia innego aktu prawnego, w którym zostałyby precyzyjnie określone prawa i obowiązki nauczycieli, a także wskazana droga kariery i perspektywy awansu materialnego tej grupy zawodowej. Konieczna jest również kampania społeczna, której celem będzie ukazywanie roli i znaczenia edukacji oraz zawodu nauczyciela dla przyszłości narodu i społeczeństwa. Nauczyciele i ich praca powinni być przedstawiani w mediach częściej oraz w rzetelny sposób. Potrzebne są działania, które wzmocnią rangę zawodu nauczyciela zarówno wśród społeczeństwa, jak i decydentów oświatowych czytamy w raporcie.

 

Ważnym aspektem jest także podnoszenie kwalifikacji nauczycieli w zakresie współpracy z rodzicami oraz ogólnie – zmiany w kształceniu nauczycieli, w tym podniesienie jakości przygotowania praktycznego i „przenikania się” przygotowania teoretycznego z analizą doświadczeń.

 

 

 

Cały tekst: „Polska szkoła to szkoła braku. Oto czemu młodzi nauczyciele z niej uciekają”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/

 

 

 

 

Raport „Młodzi nauczyciele odchodzą ze szkoły”  –  TUTAJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 



W tym roku szkolnym nie zamieszczaliśmy jeszcze żadnego tekstu Danuty Sterny. Dzisiaj postanowiliśmy powrócić do zeszłorocznej tradycji zaglądania na jej blog i publikowania tekstów, które zwróciły naszą uwagę:

 

Ocenianie przy pomocy jednopunktowej tabeli

 

 

Tabele oceniania są bardzo cenionym sposobem oceniania w różnych szkołach na całym świecie. Znane są różne typy tabel, które w USA znane są pod tytułem – Rubriksy. W tym wpisie o tabeli jednopunktowej, której typ jest tym, jaki używamy w szkołach polskich w ocenianiu kształtującym.

 

O innych rodzajach tabel pisałam w innych wpisach. Tym razem o tabeli jednopunktowej. Jest to tabela, jaką do lat proponujemy w ocenianiu kształtującym nauczycielom w Polsce, aby ułatwić im formułowanie informacji zwrotnej do pracy ucznia. Autorka artykułu Danah Hashem, z którego korzystam, zaleca nauczycielom stosowanie właśnie tego typu tabeli.  gdyż ta forma jest jasna i wygodna.

 

Nasza tabela jednopunktowa, składa się z trzech kolumn. W pierwszej są zawarte poszczególne kryteria sukcesu, w drugiej miejsce na wprowadzenie znaków: +, co oznacza w porządku; +/- coś do poprawy; – kryterium nie spełnione. Trzecia zaś kolumna służy do wpisaniu uwag oceniającego w przypadku oznaczenia – lub +/-. Na koniec tabeli pozostawione jest miejsce do wpisania wskazówek dla ucznia do rozwoju.

 

Wszelkie tabele służą ocenie kształtującej, a nie sumującej. Są bardziej pożyteczne dla ucznia niż  stopnie, punkty, procenty i symbole, które stanowią oceną sumującą.

 

Danah Hashem jest zwolenniczką tabeli jednopunktowej w ocenianiu i przywołuje 10 jej zalet:

 

1.Tabela jednopunktowa daje klarowany obraz mocnych i słabych stron pracy ucznia.

 

2.Daje możliwość skomentowania każdego z kryteriów sukcesu i sformułowania wskazówek do poprawy.

 

3.Skupia się na konkretnych, wcześniej określonych wymagań.

 

4.Pozwala na podejście kreatywne ucznia do pracy, gdyż go nie ogranicza.

 

5.Nie zwiera sztywnych wskazówek i tym samym zachęca uczniów do tworzenia własnych pomysłów.

 

6.Działa przeciwko porównywania się wzajemnego uczniów. Każdy uczeń otrzymuje unikalną informację zwrotną, która jest specyficzna dla niego i jego pracy, i nie można tych uwag ze sobą porównywać.

 

7.Odciąga uczniów od skupienia się nad oceną w postaci stopnia. Tabela jest oceną opisową – zindywidualizowaną informację zwrotną bez oceny stopniem.

 

8.Wiersz poniżej tabeli jest miejscem na wskazówki dla ucznia – jak ma się dalej rozwijać. Dzięki temu uczeń otrzymują jasne wyjaśnienia dotyczące poszczególnych kryteriów ocen, ale może też otrzymać uwagi rozwijające.

 

9.Tabela zwiera mało tekst, i znacznie mniej wymaga pracy ze strony nauczyciela niż pisanie wyczerpującego komentarza. Stanowi większą szansę, że ograniczona forma słowna lepiej zostanie przez ucznia zapamiętana.

 

10.Daje szanse na docenienie ucznia i celebrowanie jego sukcesu.

 

Stosowanie tabel oceniania jest tendencją do przywrócenia właściwej roli ocenie: wspierania i pielęgnowania prawdziwej nauki uczniów.

 

Inspiracja artykułem Danah Hashem

 

 

 

 

Źródlo: www.oknauczanie.pl



W kolejnym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu” gościła wczoraj Katarzyna Hall – nauczycielka, działaczka oświatowa i społeczna, urzędniczka samorządowa, od 2007 do 2011 minister edukacji narodowej, posłanka na Sejm VII kadencji. Jest prezeską Stowarzyszenia Dobra Edukacja od początku jego istnienia.

 

W rozmowie, prowadzonej – jak zawsze – przez prof. Romana Lepperta poszukiwano odpowiedzi na pytanie: O jakiej edukacji możemy powiedzieć, że jest dobra?”

 

Wszystkich zainteresowanych tym tematem, którzy nie słuchali wczoraj „na żywo” tej rozmowy, zapraszamy – link poniżej:

 

 

Dobra edukacja – czyli jaka?  –  TUTAJ

 



Dzisiaj proponujemy kolejną wypowiedzią Kolegi Jarosława Pytlaka na temat reformowania oświaty – tym razem jest to podcast „Rzeczpospolitej”:

 

 

 

Podcast „Szkoła na nowo”: Dyrektor szkoły: z zakazu prac domowych trzeba będzie się wycofać

 

Będąc dyrektorem szkoły czuję się tak, jakbym siedział na takiej bombie, która prędzej czy później, ale kiedyś wybuchnie. Choć szkoła, w której pracuję jest bardzo fajnamówi Jarosław Pytlak, nauczyciel, dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie, autorem bloga „Wokół szkoły”.

 

Zmiany dotyczące zakazu zadawania prac domowych oceniam bardzo źle. Brałem udział w konsultacjach tego projektu i nigdy nie ukrywałem swoich poglądów – mówi w podcaście „Szkoła na nowo” Jarosław Pytlak. Jak tłumaczył nauczyciel, jest to urzędnicza ingerencja w metodykę nauczania. – Jeśli ta metodyka na tym etapie jest już właściwa, czy może należy ją zmienić. Takie paznokciowe metody działania nie są dobre, bo zrównują wszystkich nauczycieli – zarówno tych artystów zawodu, i tych rzemieślników i tych, którym należałoby pomóc – zaznaczał Pytlak.

 

Rozmówca podkreślał także, że decyzja o wycofaniu prac domowych, co było jej ogromną wadą, była motywowana politycznie. – 95 proc. opinii, które wpłynęły do ministerstwa o projekcie tego rozporządzenia, było negatywne. Ale zostały zignorowane, bo plan polityczny był taki, że ma nie być prac domowych, ponieważ zostało to obiecane wyborcom – mówił Pytlak.

 

Reforma oświaty jest bardzo trudna do przeprowadzenia

 

Dyrektor szkoły STO na Bemowie zwracał także uwagę na to, że szkoły nie da się zreformować szybko a zapowiadane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmiany nie naprawią systemu oświaty. – Edukacja jest bardzo skomplikowaną dziedziną. Każdy uczeń jest inny a jednocześnie szkoła jest takim miejscem, gdzie uczą się rożni ludzie. Nie sposób jest w klasie każdemu poświęcić indywidualnie naukę. I stoimy w rozkroku, bo nauczyciele widzą, że mogą być jak koń w „Folwarku zwierzęcym” i pracować coraz ciężej, ale i tak nie będzie z tego efektu – mówił Pytlak.

 

W rozmowie podkreślał także, że ogromnym błędem była likwidacja gimnazjów. – Ja nigdy nie daruję Annie Zalewskiej likwidacji gimnazjów – podkreślał Pytlak.

 

 

 

 

Źródło: www.edukacja.rp.pl/nauczyciele/

 

 

 

 

Szkoła na nowo | Dyrektor szkoły: z zakazu prac domowych trzeba będzie się wycofać

Plik na YouTube  –  TUTAJ