
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Wczoraj wieczorem „Portal dla Edukacji” zamieścił informację o rozmowie Rzecznika Rządu Adama Szłapki z ministrą edukacji Barbarą Nowacką, której lekturę polecam:
Polska szkoła wykona skok. Największy od kilkudziesięciu lat
Ministerstwo Edukacji Narodowej udostępniło ( ? ) rozmowę Adama Szłapki z ministrą edukacji Barbarą Nowacką w serii „Na pierwszej linii„. W wywiadzie przedstawiono założenia reformy „Kompas Jutra”, inwestycje w cyfryzację szkół oraz działania dotyczące pozycji nauczycieli i edukacji w kontekście bezpieczeństwa.
W rozmowie zapowiedziano, że „Kompas Jutra” ma zmienić model nauczania z encyklopedycznego na oparty na sprawczości, współpracy i komunikacji. Nowe podstawy programowe powstają przy udziale nauczycieli nazywanych „ambasadorami reformy”, a pierwsze wdrożenie ma objąć klasy 1. i 4. szkoły podstawowej od 1 września 2026 roku.
–To będzie największy skok, jaki wykona polska szkoła od kilkudziesięciu lat – powiedziała ministra Barbara Nowacka. Jednocześnie uspokoiła nauczycieli:– Chciałam do wszystkich nauczycieli powiedzieć: nie denerwujcie się, to będzie szło etapami – dodała.
W wywiadzie ministra odniosła się także do sposobu przygotowania reformy:– Siłą naszej reformy jest to, że to nie jest tak, że usiadła grupa ekspertów i wymyśliła, co by chciała. Ale wzięliśmy dwie rzeczy: informacje, co się na świecie sprawdza, a co nie i najlepsze praktyki.
W rozmowie omówiono również plany cyfryzacji edukacji. Resort informuje o prawie 5 mld zł przeznaczonych na ten cel, 16 tysiącach nowych pracowni – w tym 12 tysiącach mobilnych laboratoriów AI i 4 tysiącach pracowni STEM – oraz modernizacji sieci szkolnych. Sztuczna inteligencja ma wspierać m.in. naukę języków i indywidualizację pracy z uczniem.
Adam Szłapka zaznaczył, że „nie ma żadnych wątpliwości, że edukacja jest podstawą rozwoju gospodarczego”.
W rozmowie pojawiły się także zapowiedzi dotyczące nauczycieli: podwyżki rzędu 30–33 procent, stała waloryzacja, zmiany w Karcie Nauczyciela oraz rozwiązania dotyczące tzw. godzin za gotowość.
W rozmowie poświęcono także uwagę programowi „Edukacja z wojskiem”. Jak podkreślono, jego założeniem jest przygotowanie uczniów do reagowania w sytuacjach kryzysowych, rozpoznawania alarmów i udzielania pomocy. – Dobrze wyedukowane społeczeństwo jest bezpieczniejsze, bardziej odporne – powiedziała ministra Nowacka
Całość rozmowy można zobaczyć […] w serwisie YouTube – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
11 listopada dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fb-profilu tekst listu, jaki otrzymała. Zamieszczam go bez skrótów i sugeruję – choć nie jest krotki – przeczytanie go do końca. Podkreślenia i wyróżnienie fragmentów pogrubioną czcionką – WK:
Syn jest w 1 klasie technikum, profil informatyczny. Od ponad dwóch lat chodzi na dodatkowe zajęcia z programowania, jest w tym świetny i tym żyje. Ogląda różne filmiki i tworzy własne programy. Często pokazuje mnie i mężowi swoje dzieła. My wtedy kiwamy z uznaniem głowami, bo tak naprawdę nic z tego nie rozumiemy. Ale bardzo nas cieszy, że nasze dziecko odkryło swoją pasję i z programowania czerpie ogromną satysfakcję.
Gdy syn we wrześniu poszedł do nowej szkoły, do wymarzonego technikum, był szczęśliwy, podekscytowany, pełen chęci do nauki. Po tej motywacji nie ma dziś ani śladu, rzeczywistość okazała się brutalna. O ile z programowania ma świetnych nauczycieli, to z niektórymi przedmiotami jest gorzej, a nawet bardzo źle.
Matematyka – Syn ma dwie jedynki, w tym jedna za zeszyt. Nie to jest jednak największym problemem. Najgorsze są komunikaty, jakie nauczycielka kieruje do całej klasy:
„Zrobię wszystko, żeby Was w tej klasie zostało mniej.”
„Zapamiętacie mnie na zawsze, zobaczycie, ilu z was będzie miało komis„.
Od początku roku szkolnego minęły dwa miesiące, a uczniowie tej klasy dostali z matematyki już ponad 80 jedynek. Skrupulatnie je liczą.
Warto dodać, że mój syn z matematyką dotychczas nieźle sobie radził. Teraz nie wierzy, że jego praca ma sens. Całkowicie stracił wiarę w siebie, jest przekonany, że wszelkie starania i tak nie zmienią sytuacji. Słowa nauczycielki i to, co dzieje się na lekcjach matematyki, kompletnie podcięło mu skrzydła.
Język polski – Nauczycielka bierze do ręki zeszyt ucznia i głośno, tak, żeby wszyscy słyszeli, mówi:
– Na takie coś to ja sobie nie pozwolę! Ktoś, kto tak bazgrze, nie ma u mnie czego szukać i tak skończy z jedynką.
Kolejny przykład traktowania uczniów.
Edukacja dla bezpieczeństwa – Syn dostał jedynkę za to, że podczas musztry obrócił głowę w lewo, a powinien w prawo. W domu powiedział, że przestał myśleć, bo był bardzo zestresowany tonem, w jakim nauczyciel zwracał się do klasy. A jak się mocno zdenerwuje, to … przestaje myśleć, a właściwie myśli tylko o tym, żeby uciec, żeby się chronić.
Z językiem niemieckim jest też źle, z innymi przedmiotami jako tako.
Syn jest przewlekle chory. Choroba ostatnio się nieco wyciszyła, ale skutki terapii i leków odczuwa do dziś. Jednak w jego szkole to nikogo nie interesuje. Liczą się wyniki, przez wszystkie przypadki odmieniane jest słowo „matura”. „Tam nikt nie będzie miał żadnych dostosowań.”
Dla nas rodziców matura nie jest problemem, zależy nam przede wszystkim na zdrowiu, w tym również na zdrowiu psychicznym syna. Oboje z mężem nie rozpaczalibyśmy, gdyby do matury nie podszedł. Ma swoją pasję, coś, co lubi, w czym jest świetny. Jeśli chodzi o programowanie, to liczą się kompetencje, a nie papierki. On da sobie w życiu radę, problem w tym, czy przetrwa szkołę.
Gdy słucham tego, co moje dziecko opowiada o swoim technikum, jest mi bardzo ciężko, bo … sama jestem nauczycielką. Bardzo się staram, żeby moi uczniowie lubili matematykę, żeby się jej nie bali, bo od tego przecież zależy, czy będą mieli motywację do pracy. Staram się ich wspierać, pomagać, gdy pojawiają się trudności, pokazywać, że jeśli będziemy razem pracować, to dadzą radę. Po to są przecież nauczyciele, żeby pomagać uczniom, żeby ich wspierać. Z tego powodu wybrałam ten piękny zawód. Bardzo bym chciała, żeby moje dziecko to samo dostało od swoich nauczycieli. Niestety, w swojej szkole na wielu przedmiotach żadnego wsparcia nie dostaje, a niektórzy nauczyciele mówią takie rzeczy, które niszczą u uczniów wiarę w sens ich pracy. Jako nauczycielka wiem, że to nieetyczne, nieludzkie.
W szkole, w której uczę, takie traktowanie uczniów nie byłoby możliwe. Gdyby ktoś z nauczycieli odnosił się do nich w taki sposób, dyrekcja bardzo szybko by zareagowała. Bo o takich sprawach przecież wszyscy wiedzą…, a za to, co dzieje się w szkole odpowiada dyrektor. Na nasze nieszczęście, moje dziecko trafiło do szkoły, w której takie zachowanie nauczycieli dyrekcja akceptuje.
Syn jest załamany, chce zmienić szkołę, gdy wychodzi z domu, mówi „Oby przetrwać ten dzień.”. Wiemy z mężem, że można go przenieść do Chmury, ale to dla nas ostateczność, bo w nowej klasie znalazł kolegów, nawiązał dobre relacje. A to w przypadku nastolatków też jest bardzo ważne.
Napisałam ten długi list, bo chcę prosić o radę. Co mamy zrobić? Czy naprawdę jedynym rozwiązaniem jest danie mu dyktafonu i nagranie słów nauczycieli, albo pójście z problemem do prasy?
Sama jestem nauczycielką i naprawdę tego nie chcę. Ale co można jeszcze zrobić? Jako mama muszę chronić moje dziecko, które jeszcze niedawno bardzo cieszyło się na nową szkołę, lubiło się uczyć. Dziś jest w rozsypce, my z mężem też jesteśmy w rozsypce.
Najgorsza jest bezradność, z jaką przyglądamy się, jak nasze dziecko gaśnie. Każdego dnia widzimy, jak traci motywację do nauki i radość życia. A do tego wiem jeszcze, że nauczyciele, którzy w opisany tu sposób odnoszą się do uczniów, niszczą nie tylko ich, ale również opinię tysiącom oddanych swojej pracy nauczycieli, w tym również mnie. Gdy słyszę pytanie, co zrobić, żeby nauczyciele cieszyli się większym uznaniem, to chciałabym krzyczeć, że najpierw musimy zadbać o to, żeby pewnych zachowań w naszym środowisku nie było, żeby znaleźć systemowe rozwiązanie dla nieetyczne zachowań niektórych z nas. Dziś to temat tabu.
A przecież to my dorośli powinniśmy nauczyć dzieci i nastolatki, że szacunek to podstawa, że każdego człowieka trzeba traktować z szacunkiem.
Co byście zrobili na moim miejscu? Poradźcie proszę.
Mama ucznia technikum.
Nauczycielka matematyki
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Nie mogę nie odnotować na OE tego, niewielkiego, ale wartego nagłośnienia, fragmentu przemówienia Prezydenta Karola Nawrockiego, wygłoszonego podczas wczorajszych obchodów 107 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Ot te słowa:
Foto:RafaL Guz, X/PAP
„… gdzie jest nasze jestestwo, nasze wartości chrześcijańskie, które budowały fundamenty Rzeczpospolitej i czemu musimy być świadkami i odpierać presję protezy wartości chrześcijańskich, jaką mają być obce nam ideologie w polskich szkołach i w polskim systemie edukacji”
[Źródło: wwwtvn24.pl/polska/]
Dzień wcześniej – 10 listopada – na nowej stronie internetowej KSOiW NSZZ „Solidarność” – nauczycielskiego związku zawodowego związanego z opozycyjnymi wobec aktualnie rządzącej Koalicji 15 października siłami politycznymi – zamieszczony został LIST OTWARTY Prezydium Rady Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Oto jego fragmenty:
[…] Domagamy się wprowadzenia systemowego mechanizmu powiązania wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w sektorze przedsiębiorstw tak, aby od 2027 roku wynosiły one:
-100% przeciętnego wynagrodzenia dla nauczyciela początkującego,
-125% dla mianowanego,
-150% dla dyplomowanego.
[…]
Sprzeciwiamy się dalszym chaotycznym reformom programowym – w tym likwidacji przedmiotów, arbitralnym zmianom podstaw programowych, redukcji godzin i treści wychowawczych, które obniżają jakość kształcenia i destabilizują pracę szkół. Zmiany te wprowadzane są bez konsultacji z nauczycielami, ekspertami i rodzicami, w trakcie roku szkolnego i bez oceny skutków. […]
Wobec braku reakcji rządu na nasze wielokrotne apele i propozycje legislacyjne, Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” podjęła decyzję o rozpoczęciu akcji protestacyjnej. […]
Źródło: www.oswiata-solidarnosc.pl/index.php/
Rozpoczęty dziś protest polega na oflagowaniu szkół i przedszkoli i potrwa do 20 grudnia – z możliwością przedłużenia tego okresu. Podobnego protestu nie zapowiada ZNP – nauczycielski związek zawodowy o powszechnie znanych powiązaniach z lewicowymi partiami politycznymi, będącymi członkami rządzącej koalicji.
Na tle tych wydarzeń uznałem, że powinienem udostępnić na OE tekst, który wczoraj prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu „Pedagog”. Wyróżnienia podkreśleniami i pogrubioną czcionką w zamieszczonych poniżej fragmentach teksu prof. Śliwerskiego – WK
Partiokracja czy edukacja w/dla Rzeczpospolitej?
[..] Od trzech dekad tocząca się w Polsce debata o edukacji wszystkich poziomów i o sytuacji w nauce coraz wyraźniej odsłania ich istotę: to nie spór o lektury, religię/etykę, państwowe egzaminy, wychowanie obywatelskie czy zdrowotne, lecz spór o władzę nad polityką publiczną, polityką Rzeczypospolitej. W centrum dyskursów nie stoi dziecko, nauczyciel ani nauka, lecz partyjna kontrola nad tym, jak Polacy mają myśleć, czuć i rozumieć świat, dokąd mają zmierzać i jak mają realizować swoje wykształcenie, aspiracje itp. Tymczasem edukacja i nauka, jeśli mają służyć Rzeczpospolitej, powinny być sferą realizacji wspólnego dobra, a nie łupem partyjnych strategii.
Państwo zdominowane przez partie – czyli republika bez obywateli
Polska edukacja od ponad trzech dekad tkwi w cyklu naprzemiennych reform, które więcej burzą niż budują. Każda nowa władza ogłasza własny „kompas”, „strategię” czy „nowy ład”, traktując szkołę jak poligon ideologiczny. W efekcie kolejne pokolenia nauczycieli i uczniów uczą się nie stabilności i krytycznego myślenia, lecz podejrzliwości wobec instytucji i tymczasowości prawa.
To nie jest już kwestia programów, lecz ustroju. Oświata i nauka w Polsce nie są ani publiczne, ani społeczne, ale subpartyjne. Ich struktura zależy od cyklu wyborczego, a nie od namysłu nad dobrem wspólnym. Ministrowie, niezależnie od barw politycznych, traktują resort edukacji czy nauki jak laboratorium ideologiczne, w którym testuje się lojalność społeczną i komunikaty propagandowe. W ten sposób partiokracja zastąpiła republikański ład, w którym to obywatele, poprzez instytucje nauki i szkoły, powinni współdecydować o kierunku rozwoju wspólnoty.
Fiński przykład – profesjonalizm uczonych zamiast populizmu partiokratów […]
Nie wystarczy decentralizacja bez kultury odpowiedzialności
Decentralizacja, choć byłaby tu konieczna, czego dowodem są raje Europy Zachodniej, to jednak nie musi być magicznym rozwiązaniem. Może prowadzić do chaosu, samorządowego upartyjnienia władz lokalnych, jeśli nie towarzyszy jej profesjonalna kultura zarządzania wiedzą i poczucie wspólnotowej odpowiedzialności za szkołę i naukę.
Nie wystarczy przekazanie kompetencji z ministerstwa na samorządy, jeśli nadal brakuje prawdziwego współdecydowania rodziców, nauczycieli i uczonych.
Właśnie dlatego potrzebna jest ustrojowa reforma edukacji: nie kosmetyczna, lecz systemowa, oparta na odpartyjnieniu mechanizmów decyzyjnych. Tylko wtedy można mówić o pluralizmie rzeczywistym, a nie dekoracyjnym.
Krajowa Rada Edukacji i Nauki w/dla Rzeczpospolitej
Kluczowym krokiem mogłoby być powołanie Narodowej Rady Edukacji i Nauki dla Rzeczpospolitej jako niezależnego, eksperckiego organu, który:
-opiniowałoby i współtworzył długofalowe strategie rozwoju edukacji i nauki,
-reprezentowałby różne środowiska: naukowców, nauczycieli, rodziców, uczniów i samorządy,
-miał ustawową gwarancję niezależności od władzy wykonawczej (może pod patronatem Prezydenta RP czy Marszałka Sejmu?).
Taka Rada nie byłaby kolejnym biurem przy MEN, lecz organem profesjonalnego i samorządnego nadzoru nad polityką edukacyjną oraz naukową państwa. Wzmocniłaby zasadę pomocniczości i odbudowała zaufanie między społeczeństwem a instytucjami sfery publicznej, które dziś jest niemal całkowicie zerwane.
Edukacja i nauka jako dobro wspólne, a nie narzędzie ideologiczne czy „kasa dla swoich”
Każda ideologia, konserwatywna, liberalna, lewicowa, orientacja świecka czy wyznaniowa, gdy uzyskuje monopol w przestrzeni edukacyjnej, naukowej lub kulturowej, prowadzi do deformacji, patoedukacji, patonauki i patokultury. Szkoła, uczelnia i instytucje kultury powinny być miejscem spotkania różnych tradycji, wartości i języków, bez przymusu i bez wykluczania. Państwo ma obowiązek chronić tę przestrzeń, nie zawłaszczać jej.
Dlatego edukacja w Rzeczpospolitej nie powinna być własnością partii władzy, ale służyć Rzeczpospolitej, wspólnocie obywateli, którzy różnią się (świato-)poglądami, postawą wobec wiary, transcendencji, ale są zgodni w jednym: że przyszłość dzieci i młodzieży, osób wczesnej i późnej dorosłości, a zatem i przyszłych pokoleń, nie może być zakładnikiem doraźnych interesów politycznych.
Konkluzja
Partiokracja w edukacji i nauce generuje hidden curriculum partii rządzącej i opozycyjnych wobec niej środowisk politycznych. Dzieląc społeczeństwo sprzyja rozwojowi form przemocy symbolicznej, subtelnej, lecz głęboko destrukcyjnej. Niszczy zaufanie, atomizuje środowiska, rozbija więzi między pokoleniami.
Przeciwieństwem partiokracji nie jest neutralność aksjologiczna, lecz republikański ład kulturowy, w którym wiedza, edukacja i wychowanie służą dobru wspólnemu, a nie władzy. Odpartyjnienie szkolnictwa, uniwersytetów nie jest luksusem, ale warunkiem przetrwania Rzeczpospolitej jako wspólnoty wolnych obywateli, bo edukacja i nauka w służbie partii kończy się zawsze formowaniem osób zewnątrzsterownych i poddanych.
Cały tekst – TUTAJ
Oto zamieszczony w miniony czwartek na portalu „Edunews” tekst, informujący o wartym zapoznanie się z nim raporcie o wynikach sondażu, przeprowadzonego przez Wydawnictw Nowa Era, we współpracy z Pracownią Badań Społecznych Synergion. Badanie przeprowadzono metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interviewing), czyli ankiety internetowej wypełnianej samodzielnie przez nauczycieli, w dniach 18 czerwca – 30 lipca 2025 r. Ankietę wypełniło i odesłało 10 396 nauczycielek i nauczycieli szkół podstawowych z całej Polski.
Szkoła podstawowa w oczach jej nauczycieli
Nie trzeba być instytutem badań edukacyjnych finansowanym ze środków publicznych, aby przeprowadzić rzetelne badania poświęcone nauczycielom i szkołom w Polsce. Dobrze, że takie raporty są publikowane, gdyż prawdopodobnie przynoszą bardziej prawdziwy obraz polskiej szkoły i entuzjastów edukacji w nich pracujących. Taki bez ministerialnego filtra… Wydawnictwo Nowa Era opublikowało raport „Szkoła podstawowa okiem nauczycieli” – opracowanie oparte na głosach ponad 10 tysięcy nauczycieli szkół z całej Polski.
To prawdopodobnie największe w Polsce badanie poświęcone codzienności nauczycieli, ich wyzwaniom, emocjom i potrzebom. Publikacja odsłania obraz szkoły widzianej oczami tych, którzy tworzą ją każdego dnia.
Za każdą lekcją stoi człowiek – z pasją, cierpliwością i codziennym wysiłkiem. Ten raport pokazuje szkołę prawdziwą: pełną wyzwań, ale też wiary, że to, co robią nauczyciele, ma sens – mówi Joanna Szulc, psycholożka, dziennikarka i redaktorka raportu.
Szkoła bez filtra – oczami tych, którzy ją tworzą
Raport przedstawia nauczycieli jako grupę niezwykle doświadczoną i oddaną swojej pracy, ale jednocześnie coraz bardziej obciążoną obowiązkami. Większość badanych deklaruje, że pracuje znacznie więcej niż standardowy etat – często ponad 50 godzin tygodniowo. To nie tylko czas spędzony przy tablicy, ale także godziny przygotowań, sprawdzania prac, rozmów z rodzicami i realizacji zadań administracyjnych. Nauczyciele szkół podstawowych to w większości osoby z dużym doświadczeniem zawodowym – 88% z nich stanowią kobiety, a największa grupa wiekowa to nauczyciele między 41. a 60. rokiem życia. W klasach I–III częściej pracują pedagodzy, którzy dopiero rozwijają swój warsztat, natomiast w klasach IV–VIII dominują nauczyciele z wieloletnią praktyką.
Bogate doświadczenie i codzienny kontakt z uczniami sprawiają, że aż 96% badanych podkreśla sens i wartość swojej pracy. Największą satysfakcję czerpią z postępów uczniów, relacji i poczucia wpływu na rozwój młodych ludzi. To właśnie ten sens i zaangażowanie – obok ogromnej odpowiedzialności – tworzą prawdziwy portret współczesnego nauczyciela.
Dobrostan i przyszłość szkoły
Raport jasno pokazuje, że dobrostan nauczycieli to kluczowy temat, którego nie można dłużej odkładać. Ponad 80% badanych deklaruje przeciążenie, a co trzeci przyznaje, że współpraca z rodzicami bywa dla nich silnym źródłem stresu. Najczęściej wskazywanym problemem jest niewspółmierne do wysiłku wynagrodzenie – uważa tak 7 na 10 nauczycieli. Mimo to towarzyszy jej niezwykła pasja – aż dwie trzecie nauczycieli deklaruje, że traktuje swój zawód jak powołanie, a największą nagrodą są dla nich postępy uczniów i ich wdzięczność.
Pokazujemy edukację bez filtra – oczami tych, którzy znają ją najlepiej. Ich głos to drogowskaz, który powinien wyznaczać kierunek zmian w polskiej szkole – podkreśla Magdalena Lisewska, ekspertka ds. edukacji w Nowej Erze.
Nauczyciele nie mają wątpliwości, że szkoła wymaga zmian. Aż 76% wskazuje na nadmiar biurokracji, a połowa na potrzebę wsparcia psychologicznego oraz wychowawczego. Chcieliby mieć więcej swobody w pracy, mniejsze klasy i lepsze wyposażenie. W swoich wypowiedziach wyraźnie podkreślają, że przyszłość edukacji zależy od stworzenia im warunków, które pozwolą skoncentrować się na tym, co najważniejsze – relacji z uczniem i rozwijaniu jego potencjału.
Uczeń 2025 – wyzwania nowego pokolenia
Współczesny uczeń różni się od tego sprzed kilku lat – jest bardziej biegły technologicznie, co potwierdza ponad 75% nauczycieli, ale jednocześnie aż 8 na 10 zauważa większe trudności z koncentracją i spadek umiejętności czytania ze zrozumieniem. Utrzymanie uwagi w klasie staje się coraz większym wyzwaniem – tylko około jedna trzecia uczniów potrafi skupić się przez całą lekcję, kolejne 30% utrzymuje uwagę przez większość zajęć, a co piąty uczeń nie koncentruje się na lekcjach wcale. Nauczyciele coraz częściej sygnalizują też wzrost problemów emocjonalnych i wychowawczych wśród dzieci, co zmienia charakter codziennej pracy w szkole.
Równocześnie rośnie znaczenie technologii w edukacji. Blisko 60% nauczycieli widzi w sztucznej inteligencji szansę na tworzenie bardziej angażujących materiałów dydaktycznych, a prawie połowa liczy, że dzięki cyfrowym narzędziom uda się ograniczyć biurokrację. AI postrzegana jest przede wszystkim jako wsparcie, które może pomóc nauczycielom skuteczniej reagować na potrzeby uczniów nowego pokolenia.
O badaniu
Badanie zostało zrealizowane we współpracy z Pracownią Badań Społecznych Synergion. Przeprowadzono je metodą CAWI (ankieta online) w dniach 18 czerwca – 30 lipca 2025 roku. Wzięło w nim udział 10 396 nauczycieli z całej Polski. Analizie poddano takie obszary jak dobrostan i obciążenie pracą, relacje z uczniami, rola technologii i AI w edukacji, a także potrzeby i oczekiwania nauczycieli wobec systemu. […]
Źródło: www.edunews.pl
Szkoła podstawowa okiem nauczycieli. Raport 2025 – TUTAJ
Zgodnie z poranną deklaracją – teraz pora na przyjemność. A jest nią możliwość zaprezentowania tekstu (i rysunku) Danuty Sterny, w którym znajdziecie szereg wartościowych wskazówek o tym jak organizować proces dydaktyczny nie tylko pod egzaminy:
Zachęcanie uczniów do przedstawiania własnego myślenia
Rys. Danuta Sterna
Dla wielu uczniów i nauczycieli najważniejsze są poprawne odpowiedzi uczniów. Wynika to z przywiązywania wagi do egzaminów i sprawdzianów. Oceniany jest wynik, a nie droga do osiągnięcia wyniku.
Egzaminy zachęcają uczniów do zgadywania prawidłowej odpowiedzi, trafiania losowego lub eliminacji, a nie myślenia.
Miałam kiedyś ucznia, który po zadaniu uczniom zadania matematycznego do rozwiązania, od razu podawał wynik, i to był dobry wynik. Na pytanie – Jak do niego doszedł, odpowiadał – Tak po prostu jest. Długo pracowałam z uczniem, aby chciał i potrafił uzasadnić tok swego rozumowania. Ostatecznie przekonała go jego własna chęć przystąpienie do olimpiady matematycznej, gdzie wymagane jest przedstawienie rozumowania, a nie samego wyniku.
Konieczna jest zmiana kultury uczenia się. Trzeba przestać myśleć o rozwiązywaniu problemu jako przedstawieniu wyniku, ale zacząć traktować drogę dojścia do wyniku jako sedno uczenia się. Dobrze to widać w matematyce, gdzie najważniejsze jest przedstawienie dowodu twierdzenia, a nie tylko samej tezy. Na innych przedmiotach też kluczowe jest przedstawienie myślenia, a nie tylko jego efektu.
Kiedyś w szkole zaproponowalam uczniom konkurs polegający na przedstawieniu „eleganckiego” rozwiązania problemu. Nie liczyło się podanie prawidlowego wyniku, ale sposób dojścia do niego. Doceniany był wybor szybkiej drogi, użycie znanych twierdzeń i klarowność rozumowania. Konkurs był zaskoczeniem dla uczniow, gdyż wcześniej konkursy polegały na szybkości i efekcie.
W tym wpisie przestawię strategie uczące uczniow innego podjeścia do rozwiązywania problemów. Przyklady dotyczyć będą matematyki, ale można je zastosować też na lekcjach innych przedmiotów.
1.Podział problemu na części
Kiedy uczniowie napotykają złożony problem, to ich ambicją jest, jak najszybsze ukończenie pracy. Wyjaśnienie rozumowania staje się irytującym progiem zwalniającym. Wyjściem z sytuacji jest podział zadania na części, z których każda powinna być po kolei wyjaśniona.
Uczniowie wyjaśniają, bronią i korygują swoje rozumowanie – zmieniając priorytet z poprawnych odpowiedzi na proces rozumienia i rozwiązywania problemów.
2.Zmiana punktu ciężkości
Nie można uznawać, że prawidłowe odpowiedzi nie są ważne. Meta w wyścigu jest ważna, ale nauka odbywa się zanim osiągniemy metę.
Jednym ze sposobów może być wcześniejsze przedstawienie odpowiedzi do zadania, aby uczniowie nie skupiali się na wyniku. Wtedy dla uczniów staje się ważna droga dojścia, bo odpowiedź jest już znana.
3.Widoczne rozumowanie
Peter Liljedahl proponuje prace metodą „Myśląca klasa”. Polega ona na tym, że uczniowie stojąc w małych grupach wspólnie rozwiązują problem na plakatach zawieszonych na ścianach. Każdy członek grupy może mieć wkład w rozumowanie i zapisać swój pomysł na plakacie. Przy czym grupy mogą korzystać z plakatów innych grup i inspirować się w rozwiązywaniu problemu.
Nauczyciel ma wgląd w to, jak uczniowie radzą sobie z pokonywaniem problemu. Nie podpowiada rozwiązań, ale może dawać wskazówki w postaci zadawania pytań uczniom.
Ten sposób rozwiązywania problemów oswaja uczniów z popełnianiem błędów, i pozwala inspirować się wzajemnie.
4.Wykorzystanie i docenienie popełnianych błędów
Często na błędach odbywa się prawdziwa nauka, dlatego nie powinno się uczniów karać za popełniane błędy, ale starać się je wykorzystać w procesie uczenia się. Można wykorzystać szukanie błędu dla uczenia się. Na przykład grupy mogą wymienić się swoimi pracami i poszukać popełnionych omyłek.
Taka aktywność pomaga uczniom spojrzeć z wielu perspektyw, pogłębić zrozumienie, a jednocześnie uznać popełnianie błędów jako czynnik pomagający w uczeniu się. Nauczyciel może sam przedstawić uczniom błędne rozumowania i poprosić ich o szukanie błędów.
Ta aktywność jest nie tylko zabawna dla uczniów, ale także hamuje ich wrodzoną potrzebę dotarcia do jedynej prawidłowej odpowiedzi.
5.Zrozumienie problemu
Ta strategia polega na analizie problemu, zanim przystąpi się do jego rozwiązania.
Uczniowie najpierw uważnie czytają polecenie do zadania – często więcej niż raz – a następnie piszą własnymi słowami na czym polega problem. Mogą zacząć od dokończenia zdania: Muszę… . Następnie zastanawiają się i zapisują, jak sobie poradzą z rozwiązaniem problemu.
Wzmacnia to zarówno zrozumienie, jak i umiejętność przekazywanie wiedzy.
6.Zadawanie uczniom pytań
Uczniowie często zanim zabiorą się za rozwiązanie problemu zadają pytania. Jeśli nauczyciel jest dostępny, to od razu zadają pytania, aby nauczyciel naprowadził ich na rozwiązanie, nie podejmują wysiłku myślenia lub chcą sprawdzić poprawność swojego rozumowania na każdym kroku.
-Czy może mi Pan powiedzieć, jak zacząć?
-Poproszę o wskazówkę, nic mi nie przychodzi do głowy.
-Czy prawidłowo myślę?
Itp.
Rolą nauczyciela jest powstrzymać się od udzielania natychmiastowych odpowiedzi.
Zamiast tego nauczyciel może nakierować uczniów poprzez zadawanie im pytań. Na przykład:
-Co już do tej pory zrobiłeś?
-Skąd wziąłeś tę liczbę?
-Jaki krok przychodzi Ci do głowy?
7.Dowolność w przedstawieniu rozumowania
Można uczniom pozostawić wybór sposobu przedstawienia rozumowania. Może to być prezentacja ustna lub na slajdach, uczeń może też nagrać film. W ten sposób widać, że nauczyciel przywiązuje wagę do przedstawienia sposobu myślenia, a nie tylko do podania wyniku.
Inspiracja artykułem Andre Boryga
Wczoraj na (nowej) stronie Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania nszz „Solidarność” zamieszczono tekst opinii yego nauczycielskiego związku zawodowego w sprawie w sprawie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Karta Nauczyciela. Oto fragmenty tego testu i link do jego pełnej wersji:
Opinia Prezydium Rady Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”
w sprawie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Karta Nauczyciela
w przedmiocie godzin ponadwymiarowych oraz zastępstw
Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” negatywnie ocenia projekt ustawy przewidujący zmianę treści art. 35 ust. 3e i 3f oraz 42 ust. 2cb. Głównym mankamentem projektu jest to, że prawo do wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe jest warunkowane realizacją zadań z art. 42 ust. 2 pkt 2 KN i niewiele ma to wspólnego z instytucją gotowości do pracy.
Uważamy, że jeżeli nauczyciel w dniu przeprowadzenia zajęć był gotowy do ich przeprowadzenia – ma bezwarunkowe prawo do wynagrodzenia z tytułu godzin ponadwymiarowych! […]
Projekt nie rozwiązuje ważnego problemu udziału nauczycieli m.in. w szkoleniach, albowiem podstawą prawną takich zadań pracowników jest art. 42 ust. 2 pkt 3 KN. W ramach tygodnia pracy nauczyciel nie tylko realizuje zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, lecz także przygotowuje się do prowadzenia zajęć, dokształca we własnym zakresie i doskonali zawodowo, albo uczestniczy w egzaminach, w tym zawodowych. W tej materii ustawa milczy i może stanowić w przyszłości istotną lukę prawną. […]
Nowe brzmienie art. 35 ust. 3e, choć pozornie zachowuje zasadę wypłaty wynagrodzenia w przypadku gotowości do pracy, wprowadza klauzulę, że w takim przypadku nauczycielowi można przydzielić inne zajęcia wynikające ze statutu szkoły.Tak sformułowany przepis zmienia charakter prawa do wynagrodzenia – z bezwarunkowego na warunkowe. Projekt ustawy uzależnia wypłatę wynagrodzenia od wykonania innych czynności przydzielonych przez dyrektora szkoły. W praktyce oznacza to, że nauczyciel nie otrzyma wynagrodzenia tylko za samą gotowość do pracy, musi wykonać inne zadania wskazane przez dyrektora (np. zajęcia opiekuńcze, dokumentację, prace organizacyjne), a brak takich zadań lub ich niewykonanie może oznaczać brak wynagrodzenia. […]
Abstrahując od wyżej przedstawionych racji, należy zauważyć, że propozycja zmian wprowadza leksykalny bałagan i nowy porządek prawny w zakresie definicji dotyczących instytucji „godzin ponadwymiarowych” i „doraźnych zastępstw”. Skutków kolejnych „nowatorskich” interpretacji prawnych, zarówno dyrektorów szkół jak i organów prowadzących szkoły nie da się jednoznacznie przewidzieć. Przykładów dotyczących ewidentnego łamania prawa i naruszenia praw nauczycieli do wynagrodzenia można w skali kraju wskazać bardzo wiele. […]
Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” ocenia poselski projekt negatywnie i postuluje przyjęcie zaproponowanych poprawek dających gwarancje płacowe i jasne zasady rozliczania czasu pracy nauczycieli. Dodatkowo zauważamy, że projekt nie ma przepisów przejściowych, na podstawie których należy wypłacić nauczycielom wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe w okresie od 1 września do 31 grudnia 2025 r. Jednocześnie wskazujemy, że dyrektorzy szkół i placówek oczekują od ustawodawcy precyzyjnych przepisów, aby nie mieli wątpliwości w jaki sposób wypłacać nauczycielom wynagrodzenie np. za dni, w których są tzw. „dni dyrektorskie”, rekolekcje lub w tygodniach, w których mamy egzaminy oraz pierwszy i ostatni dzień zajęć dydaktycznych. […]
Opinia Prezydium Rady Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w sprawie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Karta Nauczyciela w przedmiocie godzin ponadwymiarowych oraz zastępstw – TUTAJ
Źródło: www.oswiata-solidarnosc.pl
x x x
Jedyna informacja o stanowisku Związku Nauczycielstwa Polskiego w sprawie projektu nowelizacji tej ustawy pochodzi z dnia 29 października, kiedy zamieszczono informację o konferencji prasowej, w której wystąpili: Sławomir Broniarz – prezes ZNP oraz dwie wiceprezeski:Urszula Woźniak i Jadwiga Aleksandra Rezler. Oto początkowy fragment tego tekstu:
Konferencja prasowa ZNP: Wycieczki szkolne i sytuacja po nowelizacji Karty Nauczyciela
Apelujemy o szybką nowelizację Karty Nauczyciela dotyczącą wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe. Związek opowiada się za powrotem zapisu, który obowiązywał do 1992 roku, zgodnie z którym nauczyciel ma prawo do wynagrodzenia z tytułu godzin ponadwymiarowych również w wypadku usprawiedliwionego nieodbycia zajęć.
– Oświadczam, że jedyną instytucją odpowiedzialną za chaos, za ten niepokój i wzburzenie nauczycieli związane z niekorzystnymi rozwiązaniami dotyczącymi godzin ponadwymiarowych i wynagrodzenia z tego tytułu, jest Ministerstwo Edukacji Narodowej – mówił prezes ZNP Sławomir Broniarz. Sprzeciwił się próbom obarczania związków zawodowych winą za chaos, jaki powstał po wejściu w życie nowelizacji Karty. – To Ministerstwo Edukacji Narodowej – zgodnie z konstytucyjnymi uprawnieniami – jest odpowiedzialne za kształtowanie prawa. Obarczanie jakichkolwiek związków zawodowych, w tym także Związku Nauczycielstwa Polskiego, za współudział w negatywnych rozwiązaniach jest dla nas niedopuszczalne – mówił Sławomir Broniarz. […]
Cały tekst „Konferencja prasowa ZNP: Wycieczki szkolne i sytuacja po nowelizacji Karty” – TUTAJ
Źródło: www.znp.edu.pl
x x x
Zwracamy uwagę, że oba te stanowiska odnoszą się jedynie do problemy godzin ponadwymiarowych, ale nie do projektu nowelizacji ustawy Prawo oświatowe umożliwiającej m.in. wdrożenie w szkołach kompleksowej reformy programowej, zwanej „Kompasem Jutra”.
Dzisiejszy dzień proponujemy (tym, którzy tego jeszcze nie czytali), aby rozpocząć od lektury bardzo aktualnego w swej treści, i krótkiego, tekstu Jarosława Pytlaka z jego bloga „Wokół Szkoły”:
Spojrzenie na reformę z perspektywy politycznej
Awantura wokół płatności za ponadwymiarowe godziny pracy nauczycieli (nie mylić z nadliczbowymi – ta na razie pozostaje w uśpieniu) oraz wokół haniebnie zmanipulowanej przez IBE rekomendacji ekspertów w sprawie dalszych losów prac domowych (pat – rozumny minister wycofałby się z błędnego rozwiązania, obecne władze MEN zdają się iść w zaparte), przykryła chwilowo temat reformy „Kompas jutra”. IBE wydaje w najlepsze 10 milionów otrzymane ostatnio od MEN, rekrutując szkoły do pilotażu rozwiązań reformy (cokolwiek mogłoby kryć się pod tym pojęciem na pół roku przed wejściem jej w życie) i kompletując owej reformy ambasadorów, o czym świadczą radosne posty szczęśliwych wybrańców na fejsbuku. Słowem, business is going on.
Ja czekam cierpliwie, szykując powoli swoje „Wyznanie niewiary w reformę”, żeby raz jeszcze wskazać dlaczego w nią nie wierzę, i żeby nie było, że nie ostrzegałem. Jedną refleksją w tej materii podzielę się wszakże już dzisiaj. Otóż reforma jest ponoć bardzo pilna. Ministra Nowacka w zwrotnym tempie jej wprowadzenia upatruje szansę, że nie da się jej wycofać. To bzdura, da się bez trudu. Wspiera ją w tym wielu dyskutantów, częściej rodziców, choć są też nauczyciele, podkreślających, że obecni uczniowie nie mają czasu, by czekać na długofalowe zmiany. Tym odpowiem, że podobnej argumentacji używała minister Zalewska rozwalając gimnazja, a przy okazji uderzając w kilka roczników uczniów, o których nawet prezydent Duda powiedział potem, że „po prostu mieli pecha”. Jeśli wybawieniem dla nieszczęśników obecnie uczących się w szkołach ma być przygotowana na kolanie, oparta o zamierzenie zbiorowej reedukacji setek tysięcy nauczycieli za pomocą szkoleń, a przy tym zupełnie „bezkosztowa” reforma, to znaczy, że ktoś wierzy w cuda.
Popatrzmy wszakże na problem z perspektywy politycznej arytmetyki. Kontynuacja epokowego dzieła IBEMEN gwarantuje frustrację pokaźnej grupy wyborców-nauczycieli, a także rodziców obecnych uczniów szkół podstawowych z pokolenia 30-40-latków, którzy nie doczekają się obiecywanych cudów. A wśród jednych i drugich jest relatywnie duży odsetek wyborców obecnej Koalicji. Tych wyborców brakuje natomiast w młodszym przedziale wiekowym. Już nawet nie wiedza pedagogiczna, który nie każdemu musi być dana, ale zwykła kalkulacja powinna podpowiedzieć, że lepiej byłoby w ciągu najbliższych dwóch lat poprzestać na korekcie podstaw programowych w obecnych ramach prawnych, a przygotować w tym czasie założenia do prawdziwej reformy, która mogłaby wejść w życie za lat, powiedzmy, pięć. Z taką ofertą byłaby większa szansa dotrzeć do najmłodszych wyborców, dla których perspektywa, że ich dzieci – gdy przyjdzie na nie czas – będą miały szansę na lepszą edukację, zaprojektowaną przez ludzi znających się na rzeczy. I nie pod egidą skompromitowanego Instytutu Badań Edukacyjnych, ale jakiegoś ciała autentycznie eksperckiego.
Reforma „Kompas jutra”, jeśli uda się ją przepchnąć przez Pałac Prezydencki, odbije się obecnej władzy potężną czkawką w wyborach 2027. Naprawdę lepiej zainwestować w lepszą perspektywę dla najmłodszych wyborców, z których wielu w przyszłości będzie rodzicami.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Dzięki „Portalowi dla Edukacji”, a nie ze strony MEN, dowiedzieliśmy się o aktualnej wersji ustawy o zmianie Ustawy o prawie oświatowym Poniżej zamieszczamy fragment tego tekstu i link do jego pełnej wersji:
MEN odracza nowy obowiązek dla szkół. Zacznie się dopiero 1 września 2028 r.
Resort edukacji wprowadził zmiany do projektu noweli prawa oświatowego. Jedną z modyfikacji jest odroczenie wejścia w życie obowiązku tworzenia rad szkół i placówek o dwa lata – do 1 września 2028 r.
>Ministerstwo Edukacji Narodowej zmieniło projekt noweli prawa oświatowego i m.in. odroczyło do 2028 r. wejście w życie obowiązku tworzenia rad szkół i placówek.
>Planowana nowela przewiduje też m.in. surowsze zasady dotyczące nieusprawiedliwionych nieobecności i zmiany dotyczące rzeczników praw uczniowskich.
>Projekt skierowano do Stałego Komitetu Rady Ministrów, ale środowisko szkolne będzie mogło zgłosić uwagi w ankiecie, przed rozpoczęciem procedury legislacyjnej w Sejmie.
>MEN przedstawi taką ankietę w najbliższych tygodniach.
[…]
Resort zmodyfikował projekt noweli. Poinformował jednocześnie, że w ciągu najbliższych kilku tygodni przedstawi ankietę, która pozwoli środowisku szkolnemu zgłosić dodatkowe spostrzeżenia i opinie na temat projektu ustawy, do wykorzystania i przedstawienia przed rozpoczęciem procedury legislacyjnej w Sejmie.
Jedną z modyfikacji jest odroczenie wejścia w życie obowiązku tworzenia rad szkół i placówek o 2 lata – do 1 września 2028 r. – w związku z „szeregiem uwag od różnych podmiotów”. Resort edukacji argumentuje, że „ten czas pozwoli ministerstwu sprawdzić, w jaki sposób będą działać rady szkół i placówek, które zostały powołane dobrowolnie„. Zmiany „pomogą MEN ocenić ich funkcjonowanie w roku szkolnym 2027/2028 i poddać decyzję o obowiązkowości rad szkół i placówek oświatowych ewentualnej korekcie„.
W dalszej części tego tekstu są jeszcze fragmenty, opatrzone takimi podtytułami:
Zmiany w ustawie dotyczą też rzeczników praw uczniowskich […]
Resort zrezygnował z przyznania nauczycielom statusu funkcjonariuszy publicznych […]
Wejdą bardziej surowe zasady dotyczące nieusprawiedliwionych nieobecności […]
Cały tekst „MEN odracza nowy obowiązek dla szkół. Zacznie się dopiero 1 września 2028 r.” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Na internetowej stronie grupy „Ja Nauczeciek’ka” w dniu 2 listopada zamieszczono tekst dra hab. Maksymiliana Chutorańskiego, profesora Uniwersytetu Szczecińskiego, o tym czym jest, a czym nie jest edukacja. Oto ten tekst bez skrótów:
Czym (nie) jest edukacja?
W moim tekście stawiam zasadnicze pytanie o to, czym (nie) jest edukacja. „Nie” w tytule pełni istotną rolę. Chodzi bowiem o to – podkreślam – że pytanie o edukację zawsze jest pytaniem podwójnym: o to, czym edukacja jest, ale też o to, czym nie jest. Najprostsza, konwencjonalna odpowiedź mogłaby odwoływać się do porównań. Edukacja – powiemy – różni się od manipulacji, bo ma na celu rozwój, nie kontrolę. Różni się od treningu, bo nie ogranicza się do doskonalenia sprawności. Różni się od instruktażu, bo nie polega na przekazywaniu gotowych wzorców działania. Można by rzec, że w edukacji chodzi o wolność i „piękne ryzyko” – jak pisał Gert Biesta.
Tego rodzaju odpowiedzi i rozróżnienia są użyteczne. Porządkują językowe wypowiedzi, komunikację, dyskusje. Pomagają rozumieć, czym zajmuje się szkoła, wychowawca, nauczyciel. Pozwalają rozpoznać zamiary i próby instrumentalizowania procesu nauczania. Ale ten tekst nie zmierza w stronę systematyzowania pojęć. Nie o definicję mi chodzi. Chodzi o coś innego: o zatrzymanie się przy samym pytaniu. Bo to właśnie pytanie o edukację – o jej sens, granice i cel – stanowi gest najbardziej pedagogiczny z możliwych. To pytanie, które trzeba sobie stawiać nieustannie; właśnie dlatego, że edukacja zawsze wydarza się w relacji człowieka ze światem, a ten świat nieustannie się zmienia.
O książce, która boli
Rozwijając tę myśl, chcę rozpocząć od podzielenia się ważnym doświadczeniem. Dawno temu, jako student pedagogiki, trafiłem na książkę Alice Miller „Zniewolone dzieciństwo”. Do dziś pamiętam wstrząs, jaki we mnie wywołała. Miller, powołując się na wcześniejszą pracę Kathariny Rutschky, przytacza fragmenty dawnych poradników wychowawczych z XVIII i XIX wieku. To dokumenty, w których ówcześni pedagodzy radzili, jak wychowywać dzieci – z troską, jak sądzili, i z najlepszymi intencjami. Czytamy więc o tym, jak użyteczne bywa zawstydzanie, jak skuteczna jest przemoc fizyczna, jak potrzebne są strach i upokorzenie. Dla autorów tamtych poradników były to narzędzia wychowawcze, nie okrucieństwo. Być może, jednym z najbardziej przejmujących przykładów jest przytoczony fragment z pism Johanna Friedricha Oesta, niemieckiego nauczyciela z końca XVIII wieku. Pisał on, że aby uchronić młodzież przed grzechem „rozpusty”, warto pokazać wychowankom… ciała zmarłych. Widok zwłok, jako sposób poznania ludzkiego ciała – twierdził – „napawa powagą” i pomaga zachować czystość.
Dziś czytamy to z niedowierzaniem. Taka, budząca grozę, „pedagogika” spotkałaby się obecnie z odpowiednimi konsekwencjami prawnymi. Ale warto też zauważyć: Oest pisał to wówczas w dobrej wierze. Wierzył, że ratuje dusze swoich wychowanków. Wierzył, że oglądanie martwego ciała to niewielka cena za ocalenie przed piekłem. W jego świecie była w tym logika.
To doświadczenie lektury Miller uczy pokory. Uświadamia, że każda epoka ma swoje ślepe punkty. Oest był przekonany, że działa w imię dobra. Postawmy więc zasadnicze pytanie: czy współcześnie postępujemy podobnie, gdy powołujemy się na „najlepsze praktyki”, „dowody naukowe” czy „efektywność kształcenia”? Czy naprawdę jesteśmy tak daleko od niego, jak
Ślepe punkty współczesności
Lubimy myśleć, że jesteśmy mądrzejsi. Że dziś już wiemy, jak wychowywać „bez przemocy”, jak wspierać „rozwój emocjonalny”, jak budować „kompetencje XXI wieku”. Lubimy mówić, że jesteśmy bardziej cywilizowani, przecież mamy prawa dziecka, psychologię rozwoju i empatyczne metody.
Ale historia pedagogiki jest również historią zapominania. Lubimy odwoływać się do wielkich filozofów: Sokratesa, Platona, Arystotelesa – jako źródła mądrości, namysłu nad dobrem, edukacją, cnotą. Ale rzadko dodajemy, że ich wizja edukacji nie była edukacją dla wszystkich. Kobiety, czy niewolnicy nie byli jej adresatami. Nie byli uznawani za zdolnych do życia życiem polis. Relacje między starszymi mężczyznami a młodymi chłopcami, traktowane wówczas jako formy inicjacji, dziś zostałyby uznane za przemoc seksualną wobec nieletnich.
To nie są wyjątki. Ellen Key, autorka „Stulecia dziecka”, była przecież jedną z pedagożek, która uważała eugenikę za dobre rozwiązanie. Byli również tacy pedagodzy, którzy nie zaprzątali sobie głowy wychowywaniem swoich dzieci (J.-J. Rousseau), albo tacy, którzy mówili o wolności i liberalizmie, inwestując jednocześnie w niewolnictwo (J. Locke). Nie chodzi mi o tropienie sensacji, ale o to, że warto odczytywać te poglądy, koncepcje w kontekście czasów, w których powstawały. Edukacja dokonuje się w tym szerszym – społecznym, politycznym – kontekście, a każda epoka ma swoje ślepe punkty.
Nie chodzi też tylko o potępienie, ale o to, by pamiętać, że nasze własne przekonania i praktyki również mogą się źle zestarzeć. Za dwieście lat ktoś może otworzyć nasze współczesne podręczniki pedagogiczne – pełne opisów progresywnych idei, empatii i inkluzywności – i zapytać: Jak mogliście tak uczyć? Jak mogliście wierzyć, że to było dobre?
Bo może dla przyszłych pokoleń to my będziemy autorami „czarnej pedagogiki” XXI wieku – nie przez (zamierzone) okrucieństwo, ale przez ślepotę na coś, czego dziś nie potrafimy dostrzec, albo co lekceważymy. Być może tym ślepym punktem okaże się nasz antropocentryzm: przekonanie, że to człowiek jest miarą wszystkiego. Tymczasem świat, w którym żyjemy, coraz wyraźniej pokazuje, że to za mało. Edukacja, która ignoruje inne byty: zwierzęta, środowisko, technologię i rzeczy, które współtworzą nasze życie, jest edukacją niepełną. Być może tym ślepym punktem będzie coś innego…
Dlatego warto wciąż wracać do tytułowego pytania o edukację. Nie tylko po to, by szukać jej precyzyjnych definicji, ale żeby uchronić ją przed pychą pewności. Edukacja dzieje się tylko tam, gdzie wciąż chcemy się uczyć – również tego, czym (nie) jest sama edukacja. Dlatego pytajmy.
Źródło: www.ja-nauczyciel.pl/news/
Dzisiaj, na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst, informujący o przesłaniu przez IBE do MEN rekomendacji w sprawie prac domowych. Dla dobra sprawy – zamieszczamy ten tekst bez skrótów:
Ocen nie będzie, ale informacje już tak. Prace domowe po nowemu
Instytut Badań Edukacyjnych rekomenduje uznanie prac domowych za nieobowiązkowe, z naciskiem na informację zwrotną zamiast ocen. Propozycje te zostały przekazane Ministerstwu Edukacji Narodowej.
Na prośbę minister edukacji Barbary Nowackiej Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut Badawczy (IBE) zbadał, jak sprawdziły się nowe przepisy dotyczące zadawania prac domowych. Od czerwca w Instytucie działał zespół ekspertów. Przygotował raport na podstawie opinii nauczycieli i dyrektorów szkół.
Podsumowanie pierwszych efektów zmian w zadawaniu prac domowych trafiło do resortu edukacji na początku października. Efektem prac w IBE są opublikowane na stronie Instytutu rekomendacje zmian w rozporządzeniu w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych opracowane przez Zespół Ekspertów ds. Prac Domowych. Zostały one przekazane do MEN.
W rekomendacjach IBE zaproponował wprowadzenie do ustawy Prawo oświatowe definicji pojęcia „pracy własnej uczennicy lub ucznia” jako nowej kategorii dydaktycznej.
„Przez pracę własną uczennicy lub ucznia rozumie się zadania pisemne, praktyczno-techniczne lub inne o charakterze poznawczym, zlecone przez nauczycielkę lub nauczyciela i wykonywane przez uczennicę lub ucznia po zakończeniu zajęć dydaktycznych, we własnym tempie i wybranymi przez siebie metodami, służące utrwalaniu, rozwijaniu lub praktycznemu zastosowaniu treści realizowanych na lekcji„ – czytamy.
Prace własne nie obejmowałyby materiału, który nie został zrealizowany na zajęciach. Zadania miałyby być projektowane w sposób ograniczający konieczność udziału osób trzecich, umożliwiający samodzielne wykonanie oraz dopuszczający wykorzystanie narzędzi cyfrowych, w tym sztucznej inteligencji, jako wsparcia, a nie zastępstwa pracy uczennicy lub ucznia.
Zgodnie z rekomendacjami do prac własnych nie zaliczałoby się niezadawanych przez nauczycielkę lub nauczyciela form samodzielnego uczenia się podejmowanych z własnej inicjatywy, w tym aktywności służących przygotowaniu do zajęć lub rozwijaniu indywidualnych zainteresowań edukacyjnych. Prace powinny mieć charakter twórczy i rozwojowy oraz wspierać kształtowanie etycznych postaw związanych z samodzielnym pozyskiwaniem i wykorzystywaniem wiedzy.
Prace własne miałyby podlegać wyłącznie ocenie w formie informacji zwrotnej, a nie w formie oceny bieżącej. Informacja ta obejmowałaby w szczególności: wskazanie mocnych stron pracy, obszarów wymagających poprawy i propozycję sposobów dalszego uczenia się lub ćwiczenia danej umiejętności.
W rekomendacjach dla klas I-III szkoły podstawowej IBE zaproponował, aby nauczyciele co do zasady nie zadawali prac własnych. W wyjątkowych przypadkach dopuszczalne byłyby jedynie krótkie ćwiczenia usprawniające „motorykę małą”, pod warunkiem że mają charakter twórczy lub praktyczny i nie ograniczają się do powtarzalnych, schematycznych czynności”.
Zgodnie z rekomendacjami wykonanie zleconej pracy własnej powinno zajmować krótki czas, odpowiedni do wieku i możliwości rozwojowych, a także służyć utrwalaniu lub rozwijaniu treści realizowanych na lekcji. Polecenia powinny być formułowane jasno, zrozumiale i umożliwiać samodzielne podjęcie działania.
Zadania powinny sprzyjać zabawie i naturalnej aktywności poznawczej, być dostosowane do możliwości rozwojowych uczennic i uczniów, wspierać ich poczucie sprawstwa i motywację wewnętrzną – czytamy w materiałach IBE.
Prace własne nie mogłyby być jednolite dla wszystkich i powinny oferować uczniom możliwość wyboru między zadaniami łatwiejszymi i trudniejszymi oraz różnymi sposobami prezentacji efektów.
W klasach IV-VIII zadawane prace własne nadal byłyby nieobowiązkowe i nie podlegałyby ocenie bieżącej. Miałyby one w szczególności służyć utrwalaniu, rozwijaniu i praktycznemu zastosowaniu treści realizowanych na lekcji. Czas na ich wykonanie miałby być dostosowany do wieku i możliwości ucznia. Nie powinny być również zadawane na czas wolny od zajęć dydaktycznych, w szczególności w okresie świąt i ferii. Zadania powinny uwzględniać cykliczność uczenia się, promować strategie długofalowego zapamiętywania, rozwijać autonomię uczennicy lub ucznia oraz ograniczać konieczność ingerencji rodziców lub opiekunów w proces ich wykonywania – zaproponował IBE.
IBE chce również, aby każda wykonana praca własna w klasach IV-VIII podlegała informacji zwrotnej.













