



Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Na „Portalu dla Edukacji” znaleźliśmy tekst, wart upublicznienia, którego fragmenty i link do pełnej wersji zamieszczamy poniżej
Dyrektorzy szkół niepublicznych źle oceniają sytuację w oświacie. Optymizm znów spada
Zdaniem dyrektorów szkół niepublicznych sytuacja w oświacie nie budzi entuzjazmu. Wprowadzane przez resort oświaty zmiany są chaotyczne, a wyzwania kadrowe coraz większe. Nie poprawia się też sytuacja uczniów. Tylko co jedenasty z badanych w „Barometrze Edukacji Niepublicznej” spodziewa się zmian na lepsze. […]
Coraz mniej dyrektorów szkół niepublicznych liczy na korzystne zmiany w oświacie
W pierwszym kwartale 2025 r. wartość Indeksu Optymizmu w barometrze STO wyniosła 9,4 – co oznacza, że tylko co jedenasty respondent spodziewa się poprawy sytuacji w oświacie w kolejnych miesiącach.
Jest to drugi z rzędu tak słaby wynik po okresie względnego optymizmu, który nastąpił wyborach parlamentarnych z 2023 r. Jeszcze w czerwcu indeks sięgał 13 proc. a we wrześniu przekraczał 14 proc. W grudniu indeks wyraźnie spadł do wartości 8,4 proc. i ten poziom się utrzymuje.
Jak podkreślono w badaniu, wśród ankietowanych przeważają zwolennicy poglądu, że w najbliższych miesiącach sytuacja w oświacie się nie zmieni (52,1 proc.). Natomiast pogorszenia sytuacji spodziewa się z kolei 27,2 proc. respondentów.
– W kolejnych edycjach naszego badania dyrektorzy szkół niepublicznych artykułują podobne zastrzeżenia do kierunku, w jakim rozwija się sytuacja w polskiej oświacie. Tym razem do wspomnianych zastrzeżeń dołączyła obawa wynikająca z ostatnich propozycji strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Pomysł, by to samorządy decydowały o tym, która szkoła niepubliczna otrzymywała dotację wzbudza uzasadniony niepokój. Społeczne Towarzystwo Oświatowe i Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej przekazały już samorządowcom jednoznacznie negatywne stanowisko w tej sprawie – mówi Zygmunt Puchalski, prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego. […]
Tym razem w badaniu pt. „Barometr Edukacji Niepublicznej” uczestniczyło 213 dyrektorów niepublicznych szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Zostało zrealizowane w dniach 11-14 marca 2025 r. I było to 15. badanie.
Cały tekst „Dyrektorzy szkół niepublicznych źle oceniają sytuację w oświacie. Optymizm znów spada” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Na fanpage Koalicji NIE dla chaosu w szkole zamieszczono wczoraj post informujący o tekście Justyny Sucheckiej, zatytułowanym „Szkoła w kawałkach. Wrócą gimnazja?”, dostępnym na stronie TVN24. Uznaliśmy, ze należy go upowszechnić także wśród naszych czytelników – oto ów post, w którym wyróżniliśmy istotne fragmenty podkreśleniami lub pogrubioną czcionką:
Anna Zalewska twierdziła, że przywraca ośmioletnie podstawówki, by walczyć z niekorzystnymi trendami demograficznymi. Ośmioletnie szkoły – szczególnie na wsiach – miały być jej zdaniem bardziej optymalne niż sześcioletnie również finansowo. Dlaczego? Mniej więcej ta sama grupa nauczycieli uczyłaby nieco większą liczbę uczniów.
6 lat po ostatecznej likwidacji gimnazjów w MEN – teraz kierowanym przez Barbarę Nowacką – w walce z demografią rozważają obranie odwrotnego kierunku. W grze jest możliwość znacznego ułatwienia zmniejszania wiejskich podstawówek tylko dla klas 1-3.
To właśnie taki manewr – niejako wyprzedzając ogólnokrajowe tendencje – próbowały w styczniu przeprowadzić władze Opoczna, próbując przekształcić 5 wiejskich podstawówek w „placówki edukacyjno-integracyjno-kulturalne”…
Rozwiązanie z Opoczna jest podobne do tego, które przez krótką chwilę rozważała A. Zalewska. Przez chwilę miała plan, by wydłużyć edukację wczesnoszkolną o klasę czwartą. I zgodnie z tym założeniem samorządowcy mogliby dzielić szkoły nie na dotychczasowe podstawówki z klasami 1-6 i gimnazja z klasami 7-9, a na dwa typy szkół podstawowych: maluchy z klas 1-4 i starszaki z klas 5-8.
Kluczem tamtej reformy było jednak nie kombinowanie z podstawówkami, a przywrócenie czteroletnich liceów. To do nich wielki sentyment mieli politycy prawicy z Jarosławem Kaczyńskim na czele.
Skoro więc podstawówki nie były tak ważne, to dlaczego Zalewska jednak nie pozwoliła na ich swobodne dzielenie? Szybko okazało się, że nie da się mówić, jak „złe są gimnazja”, bo „segregują dzieci”, „młodzież musi dojeżdżać”, „kumulowane są nastolatki w trudnym wieku”, gdy proponowany model edukacji może odtworzyć to samo… tylko bardziej.
W pomyśle, by uelastycznić znowu strukturę kryje się nie tylko element rentowności, ale i o optymalizacja kadry – wiejskie szkoły borykają się też z brakami kadrowymi. W takiej małej placówce na przykład fizyk potrzebny jest na zaledwie cztery godziny tygodniowo. A to oznacza, że albo musi objechać nawet pięć szkół, by zdobyć etat, albo że uczy kilku różnych – niekiedy niepowiązanych ze sobą przedmiotów – nierzadko bez uprawnień.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
Zazwyczaj posty z bloga Jarosława Pytlaka zamieszczamy w poniedziałki, ale ten z minionej niedzieli dopiero dzisiaj. Ale nie jest to tekst, który z powodu tego „poślizgu” czasowego stracił na aktualności. Zapraszamy do lektury – prezentujemy go bez skrótów – z naszymi wyróżnieniami jego fragmentów pogrubioną czcionką:
Wszystko przez ten pośpiech!
Wypowiadając się z pozycji krytyka na temat założeń oraz zwrotnego tempa reformy edukacji, ryzykuję, że mimowolnie urażę osoby, które w najlepszej wierze zaangażowały się w to przedsięwzięcie. W szczególności mam tu na myśli specjalistów, których IBE wybrało do zespołów piszących podstawy programowe. Świadoma krytyka personalna z mojej strony nie wchodzi w grę, bo jest wśród nich spore grono zacnych ludzi, których znam, i co do których fachowości oraz dobrej woli nie mam najmniejszych wątpliwości; nie ma też żadnego powodu, by osoby mi nieznane były inne. Jestem pewien, że wszystkie zespoły dołożą starań, by jak najlepiej wykonać swoje zadanie.
Czy to znaczy, że jestem wolny od niepokoju o efekty ich pracy? No nie, tak pięknie nie jest. Obawiam się, że zderzenie różnych optyk przedmiotowych, przy równoczesnym nakazie odnoszenia wszystkich pomysłów do profilu absolwenta, może być źródłem nieporozumień i frustracji, jeśli nie podczas prac poszczególnych zespołów, to już na pewno na etapie konsultacji społecznych, kiedy krytyków będzie milion, a ich retoryka zgodna z brutalnymi standardami internetu. Piszę o tym, bo pewne miny zagrażające specjalistom od podstaw programowych, będące następstwem pośpiechu i może też trochę braku wyobraźni decydentów, są już uzbrojone i wybuchną, raczej prędzej niż później. Podam tu dwa przykłady, na użytek ewentualnych saperów.
Zatwierdzono właśnie podstawę programową edukacji zdrowotnej. Stanowi ona kompilację treści oryginalnych oraz takich, które od zawsze stanowiły domenę innych przedmiotów, w tym przypadku szczególnie przyrody, biologii, wychowania fizycznego. Gdyby nowy przedmiot był obowiązkowy, sprawa wymagałaby tylko uzgodnienia jego wymagań z innymi przedmiotami, aby niektóre powtórzyć celem wzmocnienia, inne pozostawić tylko w jednej podstawie programowej, a w całości zadbać o sensowną kolejność wprowadzania i korelacje. Niełatwe, ale wykonalne. Niestety, edukacja zdrowotna będzie nieobowiązkowa, a to oznacza, że wszystkie ważne treści muszą znaleźć się w innych przedmiotach. Czyli, chętni na EZ będą się pewnych rzeczy uczyć dwukrotnie i to raczej bez zachowania korelacji. Może drobiazg, ale ciekawe jak specjaliści układający podstawy przyrody, biologii i wychowania fizycznego sobie z tym poradzą?! Ups, przepraszam…, podstawa wychowania fizycznego ma być gotowa już na dniach. Ona ma szansę być skorelowana z edukacją zdrowotną, tylko… no właśnie, będzie ona nieobowiązkowa. A wszystko przez ten pośpiech!
Przykład drugi, który w fejsbukowym dialogu podsunął mi Bartosz Lisowski, na marginesie gorącej dyskusji o zapowiedzianym przywróceniu przedmiotu przyroda i równoczesnym okrojeniu liczby godzin fizyki i chemii w klasach 7-8. Wg kalkulacji godzin przyroda ma przejąć część ciężaru nauczania tych dyscyplin, a także biologii i geografii. Tymczasem wizja nowego/przywróconego po latach przedmiotu chwilowo rysuje się mgliście. Oczywiście, powołani do zespołu specjaliści na pewno coś zaproponują. Pytanie tylko, kiedy? O tyle istotne, że dla zespołów biologii, geografii, fizyki i chemii świadomość tego, co zaplanowano w przyrodzie, to w zasadzie punkt wyjścia. Wcześniej szkoda brać się do roboty. Podobnie zresztą matematycy powinni poznać najpierw propozycję podstawy programowej kształcenia zintegrowanego, no ale w tym przypadku mogą oprzeć się na dotychczasowych rozwiązaniach (choć w zasadzie oczekuje się, że będą nowe). Ale w przyrodzie takiej możliwości nie ma. Nie zastąpi jej też próba koordynacji pracy zespołów, bo… i na nią nie ma czasu. Nie pomoże nawet swoista unia personalna, gdy część członków zespołu przyrody należy także do zespołu jednej z dyscyplin akademickich. Mimo wszystko, koniecznej sekwencji czasowej ustaleń raczej nie da się ominąć. Jedyną sensowną metodą byłoby przygotowanie podstawy przyrody najpierw. To jednak przedłużyłoby pracę, a przecież niedotrzymanie terminu czerwcowego zawaliłoby całą misterną konstrukcję reformy.
Współczuję więc specjalistom z zespołów przedmiotowych, bo ich zadanie jest bardziej złożone niż to się może wydawać. A wszystko przez ten pośpiech…
Źródło:www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Dzisiaj, zamiast zwyczajowo zamieszczanego w soboty dłuższego tekstu o problemach edukacyjnych, proponujemy multimedialną relację z XXI Konferencji OSKKO w Krakowie. Jest to wystąpienie pani dr Gabrieli Olszowskiej – Małopolskiej Kurator Oświaty:
Sto praktyk naruszających przepisy o ocenianiu [1h36’56”] – TUTAJ
Źródło: www.oskko.edu.pl/konferencjaoskko2025/
minioną środę na fejsbukowym profilu Roberta Sowińskiego zobaczyliśmy informację, zapraszającą na stronę „EDUKOSMOS”, gdzie można obejrzeć i wysłuchać rozmowę na takie tematy, o jakich napisał (patrz poniżej), ale i na wiele, wiele innych:
Czy nauczyciele są niedoceniani? A co z edukacją obywatelską?
Czy zawód nauczyciela przechodzi kryzys, czy to tylko chwilowe turbulencje? Czy edukacja obywatelska w szkołach to fikcja? W najnowszym odcinku podcastu EduKSOMOS przyglądamy się realiom polskiego systemu edukacji i pytamy: czy nauczyciele otrzymują wystarczające wsparcie i uznanie?
O czym rozmawiamy?
>Konferencje dla nauczycieli – czy odpowiadają na realne potrzeby pedagogów, czy to tylko urzędnicza formalność?
>Motywacja i wypalenie zawodowe – dlaczego tak wielu nauczycieli odczuwa frustrację i brak sensu?
>Edukacja obywatelska – czy w szkołach w ogóle uczymy odpowiedzialności społecznej?
>Pośpiech w reformach – czy zmiany wprowadzane z dnia na dzień mają sens?
>Relacje na linii rodzice – nauczyciele – jak budować współpracę zamiast konfliktu?
>Co dalej?
Podsumowujemy najważniejsze wnioski i zastanawiamy się, czy realna zmiana w edukacji jest możliwa. Bo bez nauczycieli nie ma przyszłości!
Posłuchaj i podziel się swoją opinią!
EDUKOSMOS – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/edukosmos.podcast/
Podczas wczorajszej rozmowy w „Akademickim Zaciszu” – dzięki Rozmówczyni – mieliśmy szansę w naszych rozmyślaniach o edukacji wyjść poza nasze „polskie podwórko”. A tą rozmówczynią prof. Romana Lepperta była pani Marzena Rafalska, która od 20 lat koordynuje międzynarodowe projekty rozwojowe o charakterze edukacyjny – przede wszystkim w krajach postsowieckich. Od 2001 roku pracuje jako trener i ekspert, dla organizacji międzynarodowych: OBWE, CoE, EWC, UNICEF – w dwóch sferach: szeroko rozumianej edukacji obywatelskiej i Human Rights Education, a także organizacji wczesnej edukacji Od roku 2020 pracuje wyłącznie poza Polską.
W rozmowie poruszano takie tematy jak
– reformowanie edukacji w takich krajach, jak Gruzja, Ukraina, Uzbekistan;
– międzynarodowe projekty rozwojowe o charakterze edukacyjnym;
– szeroko rozumiana edukacja obywatelska i Human Rights Education.
Ale pani Rafalska odpowiadała także na pytania i problemy zgłaszane przez zdalnych uczestników spotkania. Wszystkich zainteresowanych, którym wczoraj to wydarzenie umknęło zapraszamy o dowolnej porze do jego obejrzenia i wysłuchania:
O reformowaniu edukacji w innych krajach (i innych kwestiach) – TUTAJ
Prezentujemy najnowszy tekst Danuty Sterny z jej bloga „OK. NAUCZANIE”:
5 sposobów na budowanie poczucia kompetencji uczniów
Wiele osób podkreśla znaczenia pewności siebie i poczucia kompetencji uczniów.Potrzebę poczucia kompetencji podkreśla teoria autodeterminacji. Kompetencja jest jedną z trzech potrzeb, którą ma każda ucząca się osoba. Pozostałe to: poczucie autonomii i więzi. W tym artykule kilka sposobów, aby zwiększyć u uczniów poczucie kompetencji, do wykorzystania przez nauczyciela.
Dla mnie poczucie kompetencji jest podstawą procesu uczenia się, gdyż trudno korzystać z autonomii i więzi bez zaspokojenia potrzeby kompetencji.
Na poczucie kompetencji składa się przeświadczenie, że człowiek się uczy, że jest w stanie się nauczyć i robić postępy. Skutkuje to wytrwałością, odpornością na porażki, samosterownością, skutecznością i sprawczością.
Co może zrobić nauczyciel, aby uczniowie mieli poczucie własnej kompetencji?
Przede wszystkim nauczyciel może dostarczać uczniom dowody na to, że się uczą skutecznie. W szkole mamy raczej odwrotną tendencję – sprawdziany i klasówki mają pokazać uczniowi, czego jeszcze nie umie. Króluje ocena. Dlatego w ocenie kształtującej proponuje się przekazywanie więcej uwag pozytywnych niż wskazówek do poprawy. Na docenieniach uczeń buduje poczucie własnej kompetencji.
Docenianie powinny być autentyczne. Fałszywe pochwały, są szybko „rozszyfrowywane” przez ucznia i nie mają mocy tworzenia poczucia kompetencji. Zatem docenianie powinno być związane z ustalonymi wcześniej karierami i poparte faktami.
Budowanie poczucia kompetencji powinno następować na bieżąco, nie wystarczy docenić końcowego wyniku uczenia się ucznia.
Autor artykułu z którego korzystam Tyler Rablin proponuje kilka sposobów, które uzupełniłam własnymi propozycjami:
1.Unikać wczesnej porażki
Na początku uczenia się uczniowie dokonują prób i często nie są one sukcesem, to powoduje, że się zniechęcają i uważają, że nie dadzą rady. Oceniając pracę ucznia na początku poznawania tematu (obojętnie czy sumująco, czy kształtująco) dajemy mu przeważnie informację, że jeszcze mało wie na dany temat i daleka droga przed mim.
Dlatego zadania do wykonania powinny być dostosowane do poznawanego tematu. Pamiętam, jak wiele lat temu nauczyciel języka polskiego w pierwszej klasie liceum na pierwszej lekcji robił uczniom dyktando, które wypadało słabo. Sądził, że w ten sposób zmobilizuje uczniów do nauki, a efekt był wprost przeciwny.
Pierwsze sprawdziany powinny dotyczyć tylko tego, co już zostało poznane z założeniem, aby uczniowie mogli poczuć, że opanowali dany materiał. To zapewnia, że uczniowie będą mieli nadzieję na następne sukcesy.
2.Uszeregowanie pytań w teście
Kolejność pytań w sprawdzianie ma znaczenie. Istnieją dowody sugerujące, że uporządkowanie pytań od najłatwiejszych do najtrudniejszych może zwiększyć wydajność testów , wiąże się to również ze zwiększoną motywacją i wytrwałością w trudnych egzaminach .
Dzieje się tak dlatego, że początkowe pytania pomagają aktywować wiedzę wcześniejszą uczniów, przygotować uczniów na trudniejsze pytania. Dzięki wykonaniu łatwiejszego zadania, uczniowie przypominają sobie podstawowe zagadnienia. Jeśli udało się wykonać zadanie dobrze, to wzrasta nadzieja na dobrze wykonanie następnego.
Przy układaniu sprawdzianu można posłużyć się taksonomią Blooma, rozpocząć od poziomu „pamiętaj”, wtedy uczniowie łatwiej będą mogli osiągnąć początkowy sukces. Potem w następnych poleceniach związanych z Taksonomia Blooma, mogą wykazać się głębszym zrozumieniem. Pierwsze pytanie może być związane z poprzednią lekcją, która uczniowie dobrze pamiętają.
3.Korzystanie z informacji zwrotnej nauczyciela
Z informacja zwrotną – oceną kształtującą wiąże się problem, polegający na tym, że uczniowie z niej nie korzystają.
Nauczyciele radzą sobie z tym problemem w różny sposób:
-Opóźniają wystawienie oceny sumującej do momentu, gdy uczeń nie zapozna się z informacją zwrotna
-Organizują sprawdziany próbne oceniane tylko oceną kształtującą, Drugi zasadniczy sprawdzian wykorzystuje polecenia ze sprawdzianu próbnego.
-Pozostawiają czas podczas lekcji na zapoznanie się uczniów z informacja
-Pytają uczniów, czy informacja zwrotna daje im informację, o tym, co zrobili źle i jak maja prace poprawić.
-Rezerwują czas na przyjrzenie się informacji zwrotnej w parach uczniowskich.
-Organizują sprawdziany poprawkowe wykorzystujące uwagi z informacji zwrotnych
-Polecają uczniom prowadzić portfolia sprawdzianów, w których uczniowie zamieszczają swoje prace i informacje zwrotne oraz prace poprawione. Jeśli uczeń prowadzi takie portfolio (np. Mój zeszyt pomagający się uczyć) to widzi własny rozwój, a to zwiększa jego własne poczucie kompetencji.
4.Zbieranie dowodów
Zapisywanie i dokumentowanie tego, co uczeń zrobił dobrze, co już umie i potrafi.
-Można poprosić uczniów, aby na koniec zapoznawania się z tematem zapisali czego się nauczyli i co opanowali dobrze. Jest to samoocena, która pomaga zauważyć, że uczeń się uczy. Najlepiej, gdy refleksja i samoocena zostanie zapisana w zeszycie ucznia, aby mógł do niej sięgnąć.
-W sali lekcyjnej można wywiesić plakat, na którym uczniowie zapisują, czego się nauczyli. Dzięki zapisom uczniowie uczą się wzajemnie od siebie i uświadamiają sobie, że się nauczyli. Plakat może zostać do spotkania z rodzicami i wtedy jest tez informacją dla rodziców, jak ich dzieci się uczą.
5.Wybór przez ucznia prac do oceny
Można poprosić uczniów, aby zbierali swoje prace i oddali nauczycielowi do oceny te prace, które uznają za najlepiej wykonane. Pomaga to uczniom w refleksji nad tym jak się uczą.
6.Świętowanie
Po zakończeniu tematu można wspólnie świętować jego opanowanie przez uczniów. To również podnosi poczucie kompetencji.
Źródło: www.oknauczanie.pl
W poniedziałek 10 marca 2025 r. prof. Bogusław Śliwerski na swoim „osobistym blogu poświeconym pedagogice” zamieścił tekst, którego inspiracją był komentarz Włodzimierza Zielicza do sobotniego posta Jarosława Pytlaka „Brakujące filary reformy edukacji”:
Mini-sterka
Ministra Barbara Nowacka już zdradziła się w rozgłośni radiowej, że nie nadaje się na to stanowisko, gdyż ma je pełnić tylko do wyniku wyborów prezydenta RP, aby – jak jest przekonana – po wygranej Rafała Trzaskowskiego mieć posadę w jego kancelarii (zapewne bardziej lukratywną i mniej wymagającą). Tak napisał o tym w komentarzu do artykułu dyrektora szkoły niepublicznej Jarosława Pytlaka wieloletni szkoleniowiec nauczycieli:
Włodzimierz Zielicz 2025-03-08:
„Jak już pisałem, ale powtórzę, to jest czysto PR-owskie tworzenie POZORÓW reformowania do wyborów prezydenckich. Bo przecież po tych wyborach, w SIERPNIU 2025(!), ministra Nowacka, jak SAMA powiedziała w TOK FM, przeniesie się na ciepły stołek szefowej kancelarii Rafała Trzaskowskiego jako już prezydenta RP. Czyli nie ona poniesie konsekwencje wszystkich tych, tak mistrzowsko i celnie tu opisanych absurdów, nie ona będzie się z nimi zmagać, więc i odpowiednio działa – musi ze swoimi POZORAMI dotrwać do WYBORÓW prezydenckich, a pozory muszą ładnie WYGLĄDAĆ … Tu min. Nowacka o swoich planach: https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,31205435,barbara-nowacka-odejdzie-z-rzadu-wiaze-ja-umowa-z-rafalem-trzaskowskim.html” .
Współczuję pani minister, że musi męczyć się w tym resorcie. Już w ub. roku mówiła, że nie zna się na oświacie, toteż usiłuje się jej nauczyć. No cóż, właśnie tak traktują politycy ten resort i związaną z nim sferę publiczną. Z powyższego wpisu wynika, że B. Nowacka musi się czymś wykazać, by zasłużyć na inne, korzystniejsze dla niej stanowisko, bo przecież nie o oświatę tu chodzi.
Pan W. Zielicz ma w tej sytuacji rację. Gra pozorów trwa a kolejną deformę będą kontynuować następni nominaci. Co obecna władza zaproponuje im za to poświęcenie czasu i ustawiczne narażanie się na krytykę? Zapewne też „biorące miejsca” w kolejnych wyborach, bo do tego sprowadzają się polityczne zobowiązania?
Podobnie było za rządów w MEN Anny Zalewskiej, ale ta nie zdradziła się tak szybko jak B. Nowacka. Dopiero po wygraniu stanowiska europosłanki pochwaliła się w wywiadzie dla mediów, że obiecano jej w PiS „biorące miejsce” w wyborach do PE, jeśli szybko zniszczy poprzedni ustrój szkolny. Czego nie robi się dla tak atrakcyjnej misji? Wystarczyło zlikwidować gimnazja i przywrócić poprzednią strukturę szkolnictwa bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za zmarnotrawione w ten sposób środki publiczne na wieloletni rozwój nowego ustroju szkolnego i jego kadr. Dzisiaj A. Zalewska zajmuje się problemami polskich kopalni węglowych.
A czym zajmie się B. Nowacka, jeśli jej kandydat wygra wybory? A jeśli nie zostanie prezydentem? Poda się do dymisji? W ogóle nie powinna podejmować się tej funkcji, bo straciła jako polityk na wiarygodności. Nawet GW opublikowała wyniki sondażu (4058 odpowiedzi na pytanie „Czy Barbara Nowacka sprawdza się w roli ministerki edukacji narodowej?
> Tak 43.49% (1765 odpowiedzi)
> Nie 49.29% (2000 odpowiedzi)
> Nie wiem 7.22% ( 293 odpowiedzi)
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/
Oto zamieszczony także dzisiaj, ale po południu, na portalu „Strefa Edukacji” tekst Magdaleny Konczal, który w oryginalny sposób pokazuje prawdę o działaniach obecnego kierownictwa MEN w sprawie budowania prestiżu zawodu nauczyciela. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Te liczby mówią o zarobkach nauczycieli więcej niż zapewnienia ministerstwa
Ministerstwo Edukacji Narodowej powinno zapoznać się z tymi trzema liczbami. 242, 149 i 20. Każda z nich pokazuje, jak w rzeczywistości wygląda w Polsce budowanie prestiżu zawodu nauczyciela. Każda mówi więcej niż zapewnienia, zapowiedzi zmian i wielkie słowa o lepszej szkole. […]
242 zł, czyli dlaczego nauczyciele zarabiają minimum?
I tak naszym oczom ukazuje się pierwsza liczba, a więc 242 zł. Taka jest różnica między pensją nauczyciela a płacą minimalną. Na tyle więcej wyceniana jest praca nauczyciela, często wykonywana nawet za darmo (wycieczki), w nienormowanych godzinach (odpisywanie rodzicom w Librusie w niedzielę o 22.00) i wymagająca ogromnych nakładów emocjonalnych.
„Osiem lat podstawówki i cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą” – cytując klasyka. I choć od czasu gdy Adaś Miauczyński skarżył się na swoją pensję minęło przeszło 20 lat, to w zasadzie nie zmieniło się wiele.
Czy warto robić awans za 149 zł więcej?
Kiedyś awans zawodowy nauczyciela oznaczał coś więcej – prestiż, realny skok zarobków, poczucie docenienia. Dziś? Przechodzenie przez kolejne szczeble kariery nauczycielskiej jest równie satysfakcjonujące co znalezienie 2 zł na chodniku. Bo czym się różni pensja nauczyciela początkującego od nauczyciela mianowanego? I tak właśnie przechodzimy do liczby numer dwa, czyli 149 zł. To tyle, co pół zakupów dla trzyosobowej rodziny w dyskoncie. Może obiad w restauracji – ale raczej dla jednej osoby.
A po waloryzacji (jeśli w końcu doczekamy się podpisu minister Nowackiej)? 156 zł. Tak, to nie są żarty, mowa o 7 zł więcej. Co można kupić za 7 zł? Batonik? Bilet komunikacji miejskiej? Na kawę w kawiarni już nie starczy. Po co dodatkowe obowiązki, lata pracy, kolejne papiery, jeśli finansowo różnica jest żadna?
Podpisać czy nie podpisać? 20 dni oczekiwania
Trzecia liczba to 20. Minęło 20 dni. W zeszłym roku 19 lutego podpisano rozporządzenie płacowe nauczycieli. Dziś mamy marzec i nauczyciele wciąż czekają. Czekają na ten symboliczny wzrost o 5 proc. – wzrost, który nie poprawi ich sytuacji, ale przynajmniej sprawi, że zyskają kilka złotych więcej. […]
Cały tekst „Te liczby mówią o zarobkach nauczycieli więcej niż zapewnienia ministerstwa” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
W niedzielę 9 marca, przypadkiem, natrafiliśmy podczas naszego przeszukiwania Internetu na post nieznanego nam – prowadzącego własną działalność gospodarczą – pana Jarosława Pery Prejsa, męża nauczycielki, w którym przekazał on syntezę swoich poglądów na temat edukacji. Oto ów tekst:
Szkoła
Nie jestem nauczycielem, nie pracuję w edukacji, ale mam swoje zdanie na jej temat. Dlaczego czasem piszę o szkole i nauczycielach, skoro nie jestem ze szkołą bezpośrednio związany? Z co najmniej trzech powodów:
1) Edukacja jest niezwykle ważna, żeby nie powiedzieć najważniejsza. Z niej wynika wszystko – w tym nasza szeroko rozumiana przyszłość. To od niej zależy jacy będą lekarze, policjanci, strażacy, sędziowie, murarze, rodzice.. Niestety – również politycy.
2) Mimo jej wagi, przez całe dziesięciolecia niemal wszyscy mają ją w dupie. Przede wszystkim rządzący – i to bez względu na barwy polityczne. Cały czas jest niedoszacowana i taktowana jak „piąte koło u wozu” i „zło konieczne”.
3) Piszę, bo mogę, a jako obywatel „Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” nawet powinienem, skoro jest kluczowa, a ja nie jestem ślepcem i widzę, co się z nią dzieje.
Skąd czerpię informacje na jej temat? Słucham, czytam i patrzę.
Przez ponad trzydzieści lat małżeństwa z nauczycielką słucham o szkole. Nie tylko mojej żony, również jej przyjaciół i znajomych, którzy z czasem stali się moimi znajomymi i przyjaciółmi. Wierzcie mi – w swoim gronie nie strzępią języka i nie „sadzą” oklepanych komunałów, tylko mówią jak jest. Przez lata udało mi się nawiązać relacje z tym środowiskiem również na swój rachunek. W tym z nauczycielami, który są ekspertami, których słowa na temat szkoły mają naprawdę dużą wagę i którzy w sieci obserwowani i czytani są przez dziesiątki (jeśli nie setki) tysięcy użytkowników. Jedna z tych relacji, to prawdziwa przyjaźń..
To, co myślę o polskiej szkole jest smutne. Mój ogląd szkoły, zapewne bardzo niekompletny i boleśnie uproszczony, też opiszę punktach, aby było możliwie przejrzyście i krótko.
1) Kolejne rządy poza smutnym, zatroskanym kiwaniem głową niewiele robią, by polską szkołę uzdrowić. Nikomu się nie chce zająć nią na serio, zaś na kluczowych stanowiskach – w tym ministerialnych, lokowani są ludzie niewiele wiedzący o szkole, nie rozumiejący jej specyfiki i nie potrafiący realizować istotnych dla jej jakości zmian systemowych,
2) Kolejne pospieszne reformy raczej pogarszają niż poprawiają sytuację, zaś ich częstotliwość sprawia, że polska szkoła żyje w oparach absurdu i staje się trudnym do zniesienia dla uczniów, rodziców, a przede wszystkim dla nauczycieli domem wariatów. Każda nowa, niekoniecznie kompetentna, posadowiona „na szczycie” hierarchii „miotła”, ma ambicję by się jak najszybciej wykazać. Dlatego w miejsce rozpisanych na lata rozwiązań systemowych, dociska swoich „doradców” oczekując szybkich, spektakularnych działań i w rezultacie robione są chaotyczne ruchy, które zmieniają niewiele. Niewiele zmieniają, ale za to są uciążliwe dla tych, którzy w szkole pracują, bo nakładają nowe obowiązki, implikują nowe, absurdalne zadania, rozszerzając zakres odpowiedzialności, czy potęgując „papierologię” Znów grzebie się w podstawach programowych, kanonach lektur szkolnych czy tworzy się za grubą kasę „profile absolwenta” (autorstwa IBE).
Często w związku z tymi zmianami, nauczyciele zmuszeni są do podejmowania działań, do których nikt ich nie przygotował. Przykład? Na fali niedawnych zmian, muszą oni na lekcjach podejmować zadania psychologów, czy nawet psychiatrów, diagnozując u uczniów symptomy wskazujące na myśli samobójcze.. Rzecz jasna mają im przeciwdziałać.
3) Zainicjowana przez rząd PIS akcja „hejterska” skierowana przeciwko nauczycielom, okazała się skuteczna, choć tak naprawdę tylko spotęgowała trwający od lat proces deprecjacji statusu nauczyciela, rangi zawodu oraz jego roli w szkole. Za taki stan odpowiedzialny jest nie tylko PIS. Pauperyzacja nauczycieli trwa od lat. Winę poza rządzącymi ponoszą również bujający w obłokach (żeby nie powiedzieć „w chmurze”), oderwani od realiów edukacyjni aktywiści, krzyczący nieustannie wyłącznie o prawach, wrażliwości i dobrostanie uczniów, odbierając tym samym podmiotowość i instrumentarium pracy nauczycielom.
Dziś każdy – instytucje, uczniowie, rodzice – poza nauczycielami oczywiście, może wszystko. Nauczyciel nie może nic, za to wszystko musi. Reasumując, gawiedź chętnie się do Pisowskiego hejtowania nauczycieli przyłączyła i efekt jest taki, że dziś każdy – w tym najbardziej tępy nieuk i prostak, za to silnie w swojej roszczeniowości przez Pis umocniony, może nauczycieli pouczać, a nawet drzeć na nich mordę.
Upokarzające wynagradzanie nauczycieli przez kolejne rządy oraz fakt, iż dla prostaków miarą wartości są pieniądze, jedynie taki stan pogłębia.Osobiście uważam, że takie traktowanie nauczycieli upokarza nie ich, lecz rządzących.
4) Szkoła stale jest osłabiana przez odchodzenie nauczycieli. Najczęściej znikają ci „z powołania”, czyli tacy, którzy się przejmują, związani są ze szkołą emocjonalnie i poważnie traktują swój zawód. Słowo „zawód” jest paradoksalnie w procesie znikania nauczycieli kluczowe. Średnia wieku nauczycieli przeraża. Młodzi się nie garną, bo fajnie w tym zawodzie nie jest. Nauczyciele masowo cierpią na depresję i wypalenie zawodowe. Wciąż atakowani, pozbawiani szacunku, podmiotowości i poczucia sprawczości, w końcu się poddają.
O ile dobrze, że uczniowie są w centrum uwagi i ich problemy (depresje, narażenie na agresję słowną i fizyczną itp.) się dostrzega, o tyle szkoda, że niewidzialni w tym samym spektrum problemów są nauczyciele.
Nikt na górze nie potrafi dostrzec, że dobrostan nauczycieli, bezpośrednio przekłada się na dobrostan uczniów.
Rokowania na pozytywne zmiany są marne.
Na tym poprzestanę, powiem jedynie, że o ile ktoś chce poczytać fachowców, to o problematyce szkoły od lat piszą choćby pan Paweł Lęcki – świetny nauczyciel języka polskiego – i pan Jarosław Pytlak – Dyrektor Zespołu Szkół STO w Warszawie.
Polecam lekturę treści o szkole dostępnych na ich profilach.
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_
