
Foto: www.olsztyn.wm.pl
Wojciech Cybulski – warmińsko-mazurski wicekurator oświaty podczas spotkania, poświęconego sytuacji oświatowej mniejszości narodowych i etnicznych – kwiecień 2017
Czy taka jedna „wicejaskółka” sprawi, że wiosna w tej sprawie przyjdzie nie tylko na Warmii i Mazurach? Przeczytajcie sami i przekonajcie się, że są i tacy urzędnicy „Dobrej Zmiany”:
Komunikat Warmińsko-Mazurskiego Wicekuratora Oświaty do Dyrektorów Szkół i Nauczycieli
[Fragmenty]
Szanowni Państwo
Dyrektorzy Szkół,
Nauczyciele
Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na jedną z aktualnych kwestii, jaką jest konieczność zweryfikowania stosowanych strategii dotyczących obciążania uczniów pracami domowymi. Niewątpliwie odrabianie zadań w domu może przyczyniać się do poprawy osiągnięć edukacyjnych dzieci, kształcenia samodyscypliny oraz większej niezależności w rozwiązywaniu problemów. Czas poświęcany na rozwiązywanie zadań, wzmacnia również nawyk uczenia się oraz przekonanie uczniów o zyskach płynących z wysiłku wkładanego w naukę własną.
Należy jednak zauważyć, że często czas przeznaczony na realizację pracy domowej w wymiarze tygodniowym jest znacznie większy, niż optymalna efektywna jego wartość szacowana dla ucznia. Skutkuje to w wielu przypadkach fizycznym i psychicznym przeciążeniem dzieci i młodzieży. Ogranicza także czas, który uczniowie powinni poświęcić na odpoczynek, rozwijanie własnych zainteresowań czy spotkania z rodziną. Cel zadawania uczniom prac domowych, jakim jest wspomaganie pracy dydaktycznej nauczyciela, realizowany jest pod warunkiem, że uczeń opanował treści nauczania w wyniku przeprowadzonych w szkole zajęć i jest w stanie samodzielnie wykonać zadania domowe. Spełnienie tego warunku nakłada na nauczyciela obowiązek zadawania takich prac domowych, do których, w wyniku realizacji zajęć lekcyjnych, uczeń został przygotowany. Podejmując decyzję dotyczącą liczby oraz jakości zadawanych prac nauczyciel powinien brać również pod uwagę inne obciążenia uczniów. […]
Z nadmiernym obciążeniem dzieci pracami domowymi bezpośrednio związana jest także kwestia ciężkich tornistrów. Stwierdzić należy, że niejednokrotnie organizacja procesu dydaktycznego uniemożliwia dzieciom pozostawianie w szkole części przyborów i podręczników.
Wobec powyższego zwracam się do Państwa z prośbą o wdrożenie w szkołach nowych rozwiązań i podjęcie stosownych działań, które mogłyby zniwelować negatywne skutki nadmiernego obciążania uczniów pracami domowymi. Istotne jest zwrócenie uwagi na prawo dziecka do odpoczynku, szczególnie w dni wolne od zajęć lekcyjnych oraz odejście od przeważającej klasycznej formy zadawania prac domowych na rzecz ich indywidualizowania, odpowiednio do potrzeb i możliwości dzieci.[…]
Warmińsko-Mazurski Wicekurator Oświaty
Wojciech Cybulski
Załączniki:
Szkolne pytania. Wyniki badań nad efektywnością nauczania w klasach IV–VI
NIK Bezpieczeństwo i higiena nauczania w szkołach publicznych
Pełna treść „Komunikatu…” – TUTAJ
Źródło: www.ko.olsztyn.pl
Dzisiejsza propozycje „lektur z zaprzyjaźnionych stron” jest nietypowa, gdyż prezentowane treści nie odnoszą się do metodyki pracy ani nie są relacją z wdrażanych innowacji, a jest to swoisty przewodnik po zawiłościach pisowskiej legislacji oświatowej, opracowany przez nauczyciela-praktyka.
Prezentowany na stronie Superbelfrzy RP, pod zakładką <Edu-reflerksje> artykuł, Zyty Czechowskiej, zatytułowany „Nowa wydłużona ścieżka awansu nauczyciela…”.jest takim właśnie wyciągiem z kilkudziesięciostronicowej ustawy, która zmiany te wprowadziła, a do której link załączamy w zakończeniu naszego materiału Oto wybrane fragmenty i link do całego tekstu Zyty Czechowskiej:
Od 1 września 2018 roku każdy nauczyciel, który jest na ścieżce awansu zawodowego, lub planuje w najbliższym czasie wystąpić z wnioskiem do dyrektora szkoły o wyrażenie zgody na rozpoczęcie stażu, powinien zapoznać się ze zmianami, których jest nie mało. A jakie zmiany nastąpiły?
Powiązanie oceny pracy ze ścieżką awansu zawodowego:
>zastąpienie oceny dorobku zawodowego nauczyciela za okres stażu oceną pracy uwzględniającą m.in. dorobek zawodowy za okres stażu,
>jednym z warunków nadania kolejnego stopnia awansu zawodowego jest odbycie stażu zakończonego co najmniej dobrą oceną pracy,
>ocena ma wpływ na długość ścieżki awansu zawodowego.[…]
Kolejną zmianą jest wydłużenie stażu na kolejny stopień awansu zawodowego:
>z 2 do 3 lat pracy przed rozpoczęciem stażu na stopień nauczyciela mianowanego,
>z 1 roku do 4 lat pracy przed rozpoczęciem stażu na stopień nauczyciela dyplomowanego.
Wprowadzenie możliwości skracania ścieżki awansu zawodowego w zależności od oceny pracy – nauczyciel kontraktowy i nauczyciel mianowany, legitymujący się wyróżniającą oceną pracy,[…]
Największe zmiany naszym zdaniem dotknęły młodych, nowo zatrudnionych nauczycieli stażystów, ponieważ nastąpiło:
>wydłużenie stażu na stopień nauczyciela kontraktowego z 9 miesięcy do roku i 9 miesięcy,
>egzamin przed komisją egzaminacyjną na stopień nauczyciela kontraktowego zamiast rozmowy przeprowadzanej przez komisję kwalifikacyjną. […]
Zmiany dotyczące awansu zawodowego wchodzą w życie od 1 września 2018r., natomiast przepisy przejściowe dotyczą:
W lutowym numerze miesięcznika „Dyrektor Szkoły” zamieszczono artykuł Stanisława Szelewy „Subwencja oświatowa w 2018 roku”. Można się tam dowiedzieć o ciekawej nowości, jaką aktualne władze MEN wprowadziły (podpisanym 15 grudnia 2017 roku rozporządzeniem ) do wzoru, którym naliczana jest w tym roku subwencja oświatowa, przekazywana przez budżet państwa samorządom, prowadzącym szkoły.
Jako że nauczyciele i dyrektorzy szkół nieczęsto wnikają w treść tego typu oświatowych aktów prawnych – zamieszczamy wybrane fragmenty artykułu: „Uczeń zda egzamin, szkoła dostanie więcej pieniędzy”, ze strony oswiata.abc.com:
Warto pochwalić autorów rozporządzenia ws. subwencji oświatowej za wprowadzenie nowej wagi z tytułu zdanej matury czy też egzaminów zawodowych. […] Wyniesie ona ok. 890 zł na ucznia (0,165 standardu „A”). Do wyliczeń posłużą wyniki uzyskane w poprzednim roku szkolnym.
Dotyczy to wszystkich szkół, więc środki te samorząd będzie musiał uwzględniać także w dotacji dla placówki niepublicznej.
Ta nowość godna jest podkreślenia, bo przynajmniej w pewnej części uzależnia finansowanie od efektów pracy szkoły. Jak przekonują autorzy zmian, jest to też efekt badania sprawności nauczania – w szkołach policealnych i liceach ogólnokształcących dla dorosłych często egzaminy zawodowe i maturalne zdaje raptem kilka procent tych, którzy kończą daną placówkę. […]
Dalej autor informuje o kolejnej zmianie, polegającej na innym niż dotychczas skategoryzowaniu szkół policealnych. Nie będą już one traktowane na równi z młodzieżowymi szkołami ponadpodstawowymi, a znajdą się w kategorii szkół, w których nie jest realizowany obowiązek szkolny:
Dlatego w nowej ustawie wprowadzono zapis, że przez szkołę, w której nie jest realizowany obowiązek szkolny lub obowiązek nauki, należy rozumieć m.in. każdą szkołę policealną.
Stąd też zdecydowane obniżenie subwencji na słuchacza niepublicznej szkoły policealnej dla młodzieży, co odzwierciedla.
Szkoda tylko, że nie ma jednoznaczności odnośnie do wymagania 50 proc. obecności dla dotowania słuchacza w danym miesiącu – przynajmniej przez domniemanie powinno się traktować tę szkołę jak dla dorosłych. […]
Cały artykuł : „Uczeń zda egzamin, szkoła dostanie więcej pieniędzy” – TUTAJ
Źródło: www.oswiata.abc.com.pl
Rozporządzenie MEN z dn. 15 grudnia 2017 r. w sprawie sposobu podziału części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego w roku 2018 (z załącznikiem) – TUTAJ
Foto: www.google.pl
Jarosław Pytlak
W piątek, Jarosław Pytlak zamieścił na swym blogu post „Szkoło, Ty ponad poziomy wylatuj!”. Zwrócił tam uwagę na niezdefiniowane określenie „wysoki poziom szkoły”, którym lubimy bardzo szafować, nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo jest ono wieloznaczne. Oto, tradycyjnie, fragmenty tekstu i link do źródła:
Pochłonięty szykowaniem do druku 12. numeru kwartalnika „Wokół szkoły” zaniedbałem na czas jakiś prowadzenie bloga. Niestety, multitasking czyli wielofunkcyjność jest być może cechą pokolenia cyfrowych tubylców, ale tacy cyfrowi imigranci jak ja nie bardzo potrafią się rozpięcioić. Tak więc blog (chwilowo) leżał i poleżałby jeszcze trochę, gdyby moja koleżanka Dorota Lisowska, wicedyrektorka szkoły Edulab ze Starych Babic nie była uprzejma dostarczyć mi zapiski z ostatniego seminarium „Wokół szkoły”, podczas którego w miłym i kameralnym gronie rozmawialiśmy m.in. o znaczeniu pojęcia „poziom szkoły”. W pierwszej chwili zarówno Dorota, jak i ja chętnie dopisalibyśmy je do listy „balonów” edukacyjnych, zainicjowanej przez Danutę Sternę, o której (zarówno liście, jak Danucie) wspomniałem w poprzednim felietonie.
Bo w istocie, chociaż wszyscy mniej więcej wiedzą, co oznacza stwierdzenie, że szkoła ma wysoki poziom, to każdy może rozumieć je po swojemu. Wynika z niego niewiele informacji, którymi warto by kierować się, decydując o wyborze tej nie innej placówki.
Jednak po dyskusji postanowiliśmy wlać po prostu w to pojęcie nieco treści. I w tym miejscu z należnym szacunkiem i wdzięcznością oddaję głos Dorocie. […]
Postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej tematowi podczas ostatniego seminarium pedagogicznego „Wokół Szkoły”. Z dyskusji wynikło, że wysoki poziom szkoły, to połączenie kilku elementów: wysokich wyników edukacyjnych uczniów, kompetencji i zaangażowania kadry oraz jej stabilności, umiejętności współpracy, dobierania adekwatnych metod i narzędzi pedagogicznych oraz dodatkowo, odpowiedniej infrastruktury.[…]
Podczas seminarium stwierdziliśmy natomiast inną, ważną dla nas rzecz. Otóż poza efektywnością edukacyjną o poziomie szkoły w znakomitej mierze decyduje jej „pion” moralny – stabilność i przewidywalność zasad, dbałość o rozwój ludzi tworzących szkołę – uczniów, nauczycieli, rodziców; szczere zaangażowanie, budowanie atmosfery otwartości, szacunku i zaufania. Na poziom szkoły olbrzymi wpływ ma również jakość przywództwa lidera, dyrektora szkoły – jego charyzma, umiejętność integrowania ludzi wokół idei lub celu, chęć współpracy z uczniami, kadrą i rodzicami oraz gotowość do podejmowania decyzji związanych ze szkołą i branie za te decyzje odpowiedzialności. […]
Cały post „Szkoło, Ty ponad poziomy wylatuj!”, zamieszczony w piątek na blogu Jarosława Pytlaka – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Tydzień zaczął się od dobrej wiadomości: Anna Zalewska będzie startowała z „jedynki” we Wrocławiu do Parlamentu Europejskiego! I pomyśleć, że w czasach generalnie określanych jako „słusznie minione” sprzedawaliśmy za granicę tylko towar najwyższej jakości; dla krajowych konsumentów pozostawały jedynie „odrzuty z eksportu”!
Ale to, że teraz dzieje się odwrotnie, to jeden z przykładów nagłaśnianego przez rządową propagandę toksycznego wpływu zdegenerowanej moralnie Europy. Wszak to „oni” pierwsi zaczęli wysyłać do nas i do naszych sąsiadów, podobnie jak my skolonizowanych przez „brukselskie elity”, produkty, które opatrują takimi samymi metkami jak te, sprzedawane u siebie, ale produkowane z gorszych komponentów!
Europosłanka! Jak to szacownie brzmi! I jak to nobilituje człowieka, który znajdzie się w tym ekskluzywnym gronie reprezentantów naszego państwa do Parlamentu Europejskiego. Klub to najbardziej ekskluzywny, gdyż o wiele łatwiej zostać jednym z 360 posłów, jednym ze 100 senatorów, niż (jak dotąd*) jednym z 51 posłów do PE! Nie mówiąc o tak przyziemnych walorach, jak wynagrodzenia… [Aktualnie: 7665,31 euro brutto miesięcznie + diety za każdy dzień posiedzenia parlamentu, komisji lub frakcji politycznej (298 euro) + zwroty kosztów podróży. Nie wliczając w to dofinansowania działalności biur poselskich: w Brukseli – 17,5 tys. euro, biura krajowego – 4 tys. euro miesięcznie]
Zastanawiam się, jak należałoby oceniać tę decyzję owej polonistki z Liceum ogólnokształcącego w Świebodzicach, którą dotychczasowa kariera doprowadziła do stanowiska ministra edukacji, a „niezłomny” charakter pozwolił w niespełna dwa lata zburzyć dotychczasowy system polskiej oświaty? Inny polonista – z XXI LO w Łodzi, Dariusz Chętkowski, tak ocenił to na swoim blogu:
Anna Zalewska dobrze robi, że ucieka. Stara się uniknąć odpowiedzialności.. Ciekawe, kto będzie na tyle głupi, że zechce wziąć na siebie cudzą winę. Albo na tyle mądry, że wymyśli szwindel, który pozwoli wszystkim zdać świetnie egzaminy, dostać się do wymarzonych liceów i na studia – i to wszystko bez specjalnego wysiłku. Czy PiS ma takiego cudotwórcę, który z obecnego g… w oświacie ukręci coś sensownego? W każdym razie Anna Zalewska w cuda nie wierzy.
Czy to namaszczenie przez Prezesa Zalewskiej do Parlamentu UE, to nagroda za jej zasługi, czy kolejny „chwyt marketingowy”, polegający (jak to już ćwiczono) na ukryciu źle kojarzących się twarzy przed zbliżającymi się nieuchronnie wyborami do parlamentu? A może jedno i drugie? Wszak demiurg polskiej sceny politycznej nie takie potrafił spreparować „ruchy” na tej szachownicy!
Felieton rozpocząłem od zdania: „Tydzień zaczął się od dobrej wiadomości.” Ale czy to naprawdę dobra wiadomość? Kolega Chętkowski napisał wszak: „Czy PiS ma takiego cudotwórcę, który z obecnego g… w oświacie ukręci coś sensownego? No właśnie – czy znajdzie się taka osoba, która przyjmie na siebie to zadanie kontynuacji „dzieła Zalewskiej”? Przecież to w roku szkolnym 2019/2020 spotkają się w naszych szkołach ponadpodstawowych dwa roczniki: ostatnich absolwentów gimnazjów i pierwszych absolwentów ośmioletniej podstawówki! To wówczas okaże się jak będą ci ostatni zdawali egzamin ósmoklasisty, od którego wyników będą zależały ich dalsze ścieżki edukacyjne, To wtedy zaczną funkcjonować nowe podstawy programowe w 4-letnicj liceach i 5-letnivh technikach…
O tym, kto – ewentualnie – mógłby zostać ministrem edukacji, napisałem już w poprzednim eseju „Po co zamieniać siekierkę na kijek? I tak ważne w czyim to jest ręku!”. Aktualna pani sekretarz stanu Marzena Machałek? Bo mało prawdopodobne, że Andrzej Waśko, albo Elżbieta Witek… I czy to zmieniłoby coś na lepsze?
To może niech już zostanie tak jak jest? Może należałoby rozwinąć we Wrocławiu i regionie kampanię „antywyborczą”? Niechby dotychczasowa minister nie została wybrana na europosłankę? Nie od dziś wiadomo, że „lepszy wróg znany, niż nieznany”, a zasada „szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego” od pokoleń sprawdzała się niejednokrotnie!
Włodzisław Kuztowicz
*W dniu, w którym piszę ten felieton nie jest jeszcze znany nowy podział miejsc w parlamencie UE – po opuszczeniu jej przez Wielką Brytanię. Do tej pory miała ona 73 miejsca – tyle jest więc do rozdzielenia między pozostałe państwa członkowskie.
Wszystko co dalej napiszę nie będzie miało żadnych aspiracji formułowania jakiejś „teorii Kuzitowicza”, a będzie jedynie zapisem myśli „starego praktyka” polskiego systemu edukacji, który w całym okresie swej zawodowej aktywności, prowadzonej w różnych tego systemu miejscach, starał się zachować postawę „refleksyjnego praktyka”, o humanistycz- nym punkcie patrzenia na użytkowników owego systemu.
Tym tematem, który pojawia się co i raz, nie tylko w fejsbukowych postach dr Żylińskiej, ale także u wielu innych liderek i liderów ruchu, który jako swój główny cel głosi zastąpienie pruskiego modelu szkoły jej nową, dostosowaną do potrzeb współczesności, formułą, jest dychotomia: przymus – wolność, występująca także w wersji obowiązek – dobrowolność, spotykana także w przeciwstawieniu „szkół demokratycznych” „szkołom tradycyjnym” (systemowym).
W powszechnym odbiorze uczestników i zwolenników tego reformatorskiego ruchu – wolność, dobrowolność, jako zasady organizowani społeczności szkolnych przyjmowane są jako niepodlegające dyskusji oczywistości. Ja także nie zamierzam tutaj głosić tezy o ich szkodliwości dla procesu wspierania możliwie wszechstronnego rozwoju podlegających tym oddziaływaniom młodych ludzi. Mam jednak kilka zastrzeżeń szczegółowych co do praktyki ich stosowania.
Na początek posłużę się metaforą, która – mam nadzieję – najlepiej zilustruje fundament moich obaw. Jeśli dominujący w szkołach styl „pruskiego dziedzictwa” to choroba, a wszelkie inicjatywy ich reformowania to lekarstwa na tę chorobę, to aż się prosi przypomnieć, że nieomal wszystkie farmaceutyki opatrywane są ulotkami, zawierającymi wskazówki jak ów specyfik stosować, a także w informację „Możliwe działania niepożądane”. Jednak najczęściej można tam przeczytać ostrzeżenie przed zgubnymi skutkami przedawkowania leku.
Zacznę te moje uwagi i niepokoje od cytatu poglądu Marianny Kłosińskiej, przytoczonego przez dr Żylińską: „Co zrobić, żeby dzieci chciały chodzić do szkoły? Trzeba przestać je do tego zmuszać.”
Nie wątpię, że jest tak w szkole Bullerbyn! Jest tylko jedno „ale”: Ale jest to instytucja bardzo ograniczona co do swego społecznego zasięgu, rzekłbym – elitarna:
Nasze dzieci zamiast chodzić do szkoły spotykają się razem, by uczyć się w sposób wolny i demokratyczny w podwarszawskiej wsi Świętochów. […]Wszystkie rachunki podzielimy pomiędzy siebie. Musimy opłacić przede wszystkim koszty eksploatacji domu, w którym będziemy się uczyć, wynagrodzenie pracowników (jednego lub dwóch), transport, a być może również dodatkowe zajęcia i warsztaty. Zapowiada się świetnie ruszamy już od września. [Źródło: www. bullerbyn.org.pl]
Nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której Sejm przyjmuje ustawę znoszącą obowiązek szkolny i już nikt nic w sprawie chodzenia do szkoły nie musi… Co dalej? Dzieci same będą decydowały gdzie i z kim będą się uczyły? Czy w ogóle chcą się uczyć? A może ta wolność będzie dopiero od pełnoletności, albo choć powyżej wieku „ograniczonych zdolności prawnych”? (Ukończone 13 lat życia.)
Foto: www.sp32lublin.blogspot.com
SP nr 32 w Lublinie. Kwiaty wręczane na ręce dyrekcji przez przedstawicieli Rady Rodziców
Narastają kontrowersje wokół przygotowywanego przez MEN rozporządzenia w sprawie oceny pracy nauczycieli.. Poniżej prezentujemy (fragmenty i link do całości) „List ZNP do MEN dot. oceny pracy nauczyciela”, a także linki do innych tekstów, wiążących się z problemem relacji MEN – związki zawodowe:
List ZNP do MEN dot. oceny pracy nauczyciela
W odpowiedzi na wniosek Ministerstwa w sprawie udziału w pracach nad projektem rozporządzenia dot. oceny pracy nauczyciela Związek Nauczycielstwa Polskiego przedkłada poniższe uwagi:
>topień zaawansowania prac Ministerstwa nad projektem rozporządzenia jest dalece niezadowalający;
Nowelizacja ustawy Karta Nauczyciela – zakładająca całkowite przemodelowanie systemu oceny pracy nauczyciela – nie stanowi wyczerpującego źródła informacji na temat ostatecznego kształtu tego modelu. Ustawa nie reguluje tak kluczowych zagadnień, jak mierniki oceny pracy oraz zasady odwołania się nauczyciela od wystawionej mu oceny. W tym zakresie zawiera ona wyłącznie delegacje dla regulacji podustawowych (rozporządzenia i regulaminu). Należy pamiętać, że ocena pracy nauczyciela, zwłaszcza w swoim nowym kształcie, połączona z awansem zawodowym i dodatkową gratyfikacją finansową, stanie się niezwykle istotnym czynnikiem wpływającym na warunki pracy w szkole.[…]
W obecnej sytuacji istnieje poważne niebezpieczeństwo, że kluczowe dla interesu nauczycieli akty regulujące ocenę ich pracy powstawać będą pod presją czasu i bez starannego namysłu, a oceniani nauczyciele będą ponosić konsekwencje błędów i niedociągnięć przyjętych rozwiązań.
>praca nad stworzeniem katalogu kryteriów oceny pracy odbywać się powinna w oparciu o ściśle sprecyzowane zasady wynikające z zapisów ustawowych i uzgodnione ze środowiskiem nauczycielskim;
Zgodnie z zapisami ustawy, kryteria oceny pracy nauczyciela, choć obejmują wszystkie obszary działalności szkoły odpowiednio do posiadanego stopnia awansu zawodowego, w całości muszą dotyczyć stopnia realizacji obowiązków określonych w art. 6 i art. 7 Karty Nauczyciela oraz art. 5 ustawy – Prawo oświatowe. W pierwszej kolejności należy więc zwrócić uwagę, że katalog kryteriów nie może być tworzony w sposób dowolny i arbitralny, a punktem wyjścia dla niego nie może być sama intencja zachęcenia nauczycieli do większej aktywności na rzecz szkoły czy placówki. […]
Zgodnie z założeniem ustawodawcy, to nie kryteria, lecz dopiero wskaźniki oceny powinny być dostosowane do specyfiki pracy w danej szkole. Zgodnie z tą zasadą za niewłaściwe uznać należy takie kryteria, jak właściwe realizowanie powierzonych funkcji, w tym w szczególności wychowawcy klasy i opiekuna samorządu uczniowskiego czy prowadzenie zajęć otwartych dla innych nauczycieli i dla rodziców oraz omawianie tych zajęć. […] Rzeczywisty, a nie pozorowany, wpływ na nią powinni też mieć przedstawiciele środowiska nauczycielskiego.
>kryteria i wskaźniki oceny pracy nauczycieli powinny stanowić spójną całość i gwarantować sprawiedliwą diagnozę jakości pracy nauczyciela;
Dzisiaj proponujemy zapoznanie się z mającą swoją premierę na stronie „Obserwatorium Edukacji” autorką jednego z blogów prowadzonych na stronie „Budząca Się Szkoła” – Zofią Wrześniewską. To nietypowa w tym środowisku, zdominowanym przez dyrektorki i nauczycielki ze szkół podstawowych, osoba – nauczycielka pracująca od lat w szkole ponadgimnazjalnej – łódzkim „Gastronomiku” – Zespole Szkół Gastronomicznych.
Foto: www.budzacasieszkola.pl
Zofia Wrześniewska
Proponujemy tekst zamieszczony 19 stycznia, zatytułowany „Nie powinno się narzucać formy nauki”
Minął kolejny semestr, pora więc na kolejne podsumowanie, jak moi uczniowie oceniają moje lekcje, co im dają i czy odpowiada im taki sposób pracy.
Sama też postanowiłam ocenić, co udało mi się zrobić: zebrałam wszystkie opracowane przeze mnie materiały, podzieliłam na przedmioty i jak się okazało, 50 % tematów na WOS moi uczniowie opracowują całkowicie samodzielnie (w postaci edukatoriów), – 15 godzin z 30, pozostałe to inne formy pracy samodzielnej: lapbooki, mapy myśli, debaty. Podobnie z historii i społeczeństwa i rozszerzenia z WOS. Oznacza to, że praktycznie odeszłam już od tzw. lekcji tradycyjnych i w przypadku wiedzy o społeczeństwie moje lekcje odbywają się w całości w kulturze uczenia się a nie nauczania. Co na to moi uczniowie? Oczywiście zapytałam ich o to. Wśród kilkudziesięciu „przepytanych” z 4 klas, przeważały odpowiedzi pozytywne, które wskazywały na to, że taka forma im odpowiada. 80 % oceniło edukatoria, prace samodzielne, prace w grupach jako lepszą formę uczenia się (rok temu było to 69,5%). Wśród argumentów „za” przeważały opinie: „tak więcej zapamiętujemy”, „w ten sposób uczymy się samodzielnej pracy”, „możemy nauczyć się współpracy”, „rozwija umiejętność pracy w grupach”. Cieszy mnie fakt, że uczniowie dostrzegli też głębszy sens tej formy edukacji i mają świadomość potrzeby zindywidualizowania procesu dydaktycznego, pojawiły się bowiem argumenty takie jak: „każdy ma własny sposób na szybką i skuteczną naukę, nie powinno się narzucać formy nauki, ewentualnie sugerować, podpowiadać”, czy „wiedza nie jest wciskana na siłę i można się uczyć we własnym zakresie”.
10,5% opowiedziało się za tradycyjną formą, doceniając mój wykład, choć też aktywizujący, bo jednocześnie stwierdzili, że cenią mnie za możliwość swobodnego dialogu i dyskusji na lekcjach. 9,5 % uznało, że odpowiada im zarówno forma wykładu, lekcji tradycyjnej, jak i praca samodzielna.
Szukając złotego środka, warto skorzystać z rady jednego z moich uczniów, który napisał: „wolę wstęp tradycyjny a potem praca samodzielna”. Zgadzam się, że to jest dobra metoda i na razie moi uczniowie oczekują wskazówek, krótkiego wprowadzenia zanim zaczną pracować sami.
Dzisiejszy news, jak wiele poprzednich informacji o przejawach aktywności pani minister Zalewskiej, także nie pochodzi ze strony MEN. O tym, że uczestniczyła ona dzisiaj w pierwszym posiedzeniu Zespołu do Spraw Rozwoju Szkolnictwa Zawodowego, powołanego przy Świętokrzyskim Kuratorze Oświaty, które odbyło się w sali Beta Gama Targów Kielce dowiedzieliśmy się z innych źródeł.
Foto: www.echodnia.eu/swietokrzyskie/wiadomosci/kielce/
Na początek przytoczymy fragment artykułu Pawła Więcka ze Świętokrzyskiego „Echa Dnia”, zatytułowanego „Minister Zalewska w Kielcach: – Darmowy internet, symulatory w „zawodówkach”
W czwartek w Targach Kielce odbyło się pierwsze posiedzenie Zespołu do spraw Rozwoju Szkolnictwa Zawodowego powołanego przy świętokrzyskim kuratorze oświaty. Z tej okazji do stolicy regionu przyjechała minister edukacji narodowej Anna Zalewska. W spotkaniu wzięli także udział wojewoda świętokrzyski Agata Wojtyszek, dyrektorzy szkół, przedstawiciele pracodawców oraz izb rzemieślniczych.
Rozmawiano o reformie szkolnictwa zawodowego. O celach, jakie stawia przed sobą rząd Prawa i Sprawiedliwości, mówiła Anna Zalewska. Minister edukacji narodowej zapowiedziała utworzenie szkół branżowych na wzór tych działających w Niemczech i Austrii. – Taka szkoła ma być razem z pracodawcą, bo gospodarka tego potrzebuje. Chcemy, by pracodawca był na egzaminie, gdyż sam egzamin przestaje być teoretyczny. W 90 procentach będzie to egzamin techniczny. Nie interesuje nas, czy ktoś ładnie opisze, jak funkcjonuje obrabiarka – on ma umieć ją obsługiwać – podkreśliła Anna Zalewska.[…]
Źródło: www.echodnia.eu
O dzisiejszym wystąpieniu minister Zalewskiej w Kielcach poinformował także niezawodny portal oswiata.abc.com, w materiale, zatytułowanym „Zalewska: szkoła branżowa musi być elastyczną”. Oto jego fragmenty:
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć,co będzie za pięć lat, prawdopodobnie nie znamy 40 proc. zawodów, które będą potrzebne, bo jesteśmy w rewolucji 4.0, dlatego szkoła branżowa musi być szkołą absolutnie elastyczną – oceniła w czwartek minister edukacji Anna Zalewska.[…]
Zalewska mówiła o działaniach, jakie do tej pory podjęto w związku z tworzeniem szkół branżowych i nowym modelem szkolnictwa zawodowego w Polsce. „Szkoła branżowa ma być szkołą na wzór niemieckiej, austriackiej i szwajcarskiej. Jesteśmy w stałym kontakcie z przedstawicielami instytucji szkół i ministerstw w tych krajach. Technikum, szkoła branżowa ma być razem z pracodawcą. Celowo rozpoczęliśmy w 2017 r. pracę nad szkołą branżową, bo gospodarka tej szkoły potrzebuje, nie mogliśmy czekać – tak jak z liceum – do 2019 r.” – podkreśliła Zalewska. […]
Cały tekst Katarzyny Bańcer, opracowany na podstawie materiału PAP: „Zalewska: szkoła branżowa musi być elastyczną” – TUTAJ
Źródło: www.oswiata.abc.com.pl
Foto: /www.google.pl
Luiza Kalinowska-Skutnik
Wczoraj, na portalu „Budząca Się Szkoła. pod zakładką <BLOGOSFERA> znaleźliśmy najnowszy post blogującej tam Luizy Skutnik, zatytułowany „Uczniowie twórcami w szkole – nowy model lekcji”.
Wszystko o czym napisała tam owa blogerka nie pochodzi z jej oderwanej od realiów wyobraźni, ale ma swe odniesienie w edukacyjnej codzienności szkoły „Cogito” której pani Luiza Kalinowska-Skutnik jest dyrektorką. Oto wybrane fragmenty tego tekstu i link do źródła:
Uczniowie twórcami w szkole – nowy model lekcji
Odejść od systemu transmisyjnego
Nowy model szkoły jest dostosowany do nowego modelu społeczeństwa. Odejście od szkoły, której głównym zadaniem jest przekazanie gotowej wiedzy uczniowi, spowodowane jest koniecznością nabycia przez ucznia nowych kompetencji, pozwalające odnaleźć się w społeczeństwie i na rynku pracy. Uczeń nabywa kompetencji tylko w grupie społecznej, której głównym źródłem jest szkoła. Należy zatem wykorzystać potencjał szkoły i zacząć inaczej planować przestrzeń do uczenia się.
Jak można zmienić lekcję, by uczeń się uczył na lekcji?
Przede wszystkim to uczeń ma być aktywny na lekcji. To uczeń ma się zmęczyć intelektualnie: ma rozmawiać, chodzić, planować, odkrywać, decydować, tworzyć, doświadczać. Im więcej aktywnych zmysłów, tym lepiej! […] Aby mogło to zaistnieć, musi zmienić się rola nauczyciela. Praca nauczyciela na nowej lekcji: to stworzenie sytuacji dydaktycznej dla ucznia, pozwolenie na działanie, pomoc, jeśli uczeń będzie jej potrzebował, uporządkowanie zdobytej wiedzy przy podsumowaniu. Nie chodzi tu o incydentalne lekcje, na których uczniowie przeprowadzają doświadczenia, czy pracują w grupach, czy też pracują metodą projektu, ale o codzienną możliwość uczenia się poprzez aktywne działanie, które uczy samodzielności, podejmowania decyzji, odkrywania wiedzy.
Można to robić na wiele sposobów, w szkole Cogito w Płocku uczniowie miedzy innymi są aktywni poprzez:








