Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Oto fragmenty (i link do pełnej treści) z bloga Jarosława Pytlaka, który zamieścił on w minioną sobotę:

 

 

 

Naprawa polskiej szkoły – koncert życzeń z komentarzami

 

23 września zaliczyłem epizod w programie telewizji śniadaniowej „Dzień dobry TVN”. Posadzono mnie na kanapie obok Lesława Dzika, młodego influencera edukacyjnego, autora świeżo wydanego książkowego poradnika dla uczniów „Szkolne life hacki”. W założeniu mieliśmy przez 13 minut rozmawiać z prowadzącymi o polskiej szkole i możliwościach jej zmiany na lepsze. Najwyraźniej liczba okazała się pechowa, bo przyjęta z góry przez dziennikarzy teza, zobrazowana napisem na ekranie „Absurdy w polskich szkołach”, skutecznie wykluczyła możliwość konstruktywnej dyskusji. Najlepiej wyszło to, co wyjść musiało, czyli zapowiedziane na początku „lokowanie produktu”, niezależnie od tego, czy był nim mój sąsiad z kanapy, czy może jego książka. Nie żałuję tego młodemu autorowi, który okazał się sympatycznym i rzeczowym rozmówcą, także w kuluarach, najwyraźniej pełnym wiary w swoją misję. Z mojego punktu widzenia jednak program był niewypałem.

 

 

Nie da się zaprzeczyć istnieniu w polskiej szkole rozmaitych absurdów. Uważam jednak, że to określenie jest mocno nadużywane. Z ogromną dezynwolturą stosuje się je w odniesieniu do wielu zjawisk i problemów, które tylko wydają się oczywiste i łatwe do rozwiązania, choć wcale takie nie są. Nic dziwnego więc, że rozmowa w studiu nie doprowadziła do konstruktywnych wniosków. Ponieważ jednak nie chciałbym uznać poświęconego czasu za stracony, postanowiłem zaprezentować zgromadzoną przy tej okazji kolekcję modnych dzisiaj pomysłów na zmiany w polskiej szkole. Wiele z nich pojawiło się w poprzedzającej program rozmowie z redaktorem prowadzącym, oraz w „Postulatach dzieciaków, żeby chętniej chodziły do szkoły”, rozdanych nam już w trakcie emisji. Na omówienie większości z nich na antenie oczywiście nie starczyło czasu. I choć strata to niewielka, bo w dużej mierze były to pobożne życzenia, które świetnie prezentują się w teorii, a dużo gorzej w praktyce, postanowiłem pokazać je tutaj w świetle realiów, ku pożytkowi tych wszystkich, którzy w przyszłości chcieliby podjąć w mediach tematykę szkolną w sposób nieco bardziej rzeczowy.

 

 

Aby dzieci chciały chodzić do szkoły należy skrócić lekcje,…

 

 

Postulat godny poparcia, szczególnie jeśli odnieść go do liczby lekcji, a nie długości trwania pojedynczych zajęć. Grubo ponad trzydzieści godzin tygodniowo, jakie polska szkoła funduje nastolatkom, to naprawdę dużo. Nie zmieni się to jednak, dopóki będziemy starali się zaspokoić wszystkie potrzeby deklarowane przez specjalistów tradycyjnych dyscyplin akademickich, równocześnie mierząc się z wyzwaniami społecznymi głównie poprzez dodawanie kolejnych lekcji, np. edukacji zdrowotnej czy obywatelskiej. […]

 

   …wydłużyć przerwy,…

 

Są kraje, gdzie w środku dnia szkolnego jest godzinna przerwa obiadowa. W „Postulatach dzieciaków” pojawiło się nieco mniej ambitne oczekiwanie przerw po prostu trochę dłuższych niż obecnie, żeby „dało się odpocząć”. To sensowne życzenie, co mogę potwierdzić na podstawie doświadczeń z STO na Bemowie. W klasach 1-6 „od zawsze” mamy codziennie taką godzinną przerwę, a w klasach starszych – dwa razy w tygodniu; na dokładkę wszystkie pozostałe przerwy trwają po piętnaście minut. To nie tylko okazja do odpoczynku, ale również kontaktów społecznych. Jednak coś za coś – ten dodatkowy czas powoduje… przedłużenie dnia szkolnego, co nie wszystkim się podoba. Ponadto przerwowy luksus kosztuje, bo w polskiej szkole uczniowie muszą przecież bez – nomen omen – przerwy znajdować się pod nadzorem nauczycieli, a więcej godzin nadzoru, to potrzeba większych funduszy. Skądinąd zdroworozsądkowy postulat nie ma zatem większej szansy realizacji, chyba że w jakiejś kolejnej reformie ktoś słusznie uzna przestrzeń i czas na kontakty społeczne za równie ważne, co lekcje spędzone przez uczniów na nauce.

 

   …zaczynać zajęcia szkolne później

 

Prowadzący program stwierdził, że ogromnym problemem polskiej szkoły są lekcje zaczynające się o 7.15. W istocie, zdarza się to, gdy budynek jest zbyt ciasny albo brakuje nauczycieli, ale na pewno nie na skalę masową. Często słychać jednak, że nawet uświęcona tradycją godzina 8. jest stanowczo zbyt wczesna dla młodego organizmu, którego mózg o tej porze – jak dosadnie wyraził się Lesław Dzik – nie żyje. To popularna teza, podobno podparta naukowymi świadectwami. Mnie trochę dziwi, bo biologicznie jesteśmy organizmami dziennymi, od tysiącleci aktywnymi między wschodem i zachodem słońca. Być może jednak dwa wieki sztucznego oświetlenia coś namieszały, a może uczyniły to dwie dekady kontaktów społecznych przez internet, które, jak wiadomo, najlepiej wychodzą w nocy, poza zasięgiem rodzicielskiej kontroli. Przyjmijmy więc za dobrą monetę, że bliżej południa nauka jest bardziej efektywna, niż o godzinie 8. Szkopuł w tym, że rodzice często zaczynają pracę z samego rana, więc ich małe dzieci już o tak wczesnej porze muszą trafić pod skrzydła nauczycieli. Prościej wygląda sprawa ze starszymi, choć znalazłoby się zapewne niemało pracujących rodziców, chętnych upewnić się, że progenitura poszła do szkoły, a nie przedłużyła sobie leżakowania w łóżku. […]

 

 Statuty szkolne to źródło bezprawia

 

Taki właśnie komunikat wybrzmiał w wypowiedzi prowadzącego program i doskonale oddaje powszechnie panującą opinię. Za tą z kolei idzie przeświadczenie, że wystarczy ograniczyć zawartość statutów do spraw jasno zdefiniowanych w prawie oświatowym, a wszystko ulegnie zmianie na lepsze. Niestety, kluczowe jest tu słowo „jasno”. Prawo oświatowe jest nader mętne, przepisy porozrzucane po wielu różnych dokumentach, a rzesza kilkudziesięciu tysięcy dyrektorów i setek tysięcy nauczycieli często porusza się w tym po omacku, pozbawiona realnego wsparcia prawnego, szczególnie gdy życie przynosi nowe wyzwania, jakim ostatnio stało się uzależnienie młodych ludzi od smartfonów. Ponadto, statuty placówek są najczęściej produktem rękodzieła, bo na pomoc prawną przy ich formułowaniu nie ma funduszy, a nawet jeśli są, to sami prawnicy nie są zgodni w kwestii proponowanych zapisów. Przerobiliśmy to ostatnio w STO na Bemowie, dwa lata z rzędu nowelizując statut szkoły podstawowej, korzystając z usług dwóch różnych kancelarii. W jednym podejściu zasugerowano nam jak bardziej drobiazgowe kodyfikowanie różnych sytuacji, bazując na doświadczeniach ze sposobu rozstrzygania spraw konfliktowych w kuratoriach. W drugim, dla odmiany, pojawiła się sugestia, że statut jest zbyt rozbudowany i niepotrzebnie reguluje wiele spraw, które powinny być rozstrzygane po prostu na bazie zwyczaju, dobrej woli i zaufania. Niestety, tych ostatnich cech w społecznościach szkolnych już nie ma, więc statuty będą je zastępować, zawsze ku czyjemuś niezadowoleniu. […]

 

 

Tutaj dygresja. Lekcję, że w atmosferze ogólnej nieufności, a przy braku wsparcia prawnego dla placówek oświatowych, może być tylko gorzej, przerabiamy na bieżąco przy okazji tak zwanych Standardów Ochrony Małoletnich. Państwo mogło odegrać rolę moderującą, bowiem oficjalnie obiecano publikację wytycznych opracowanych pod egidą Ministerstwa Sprawiedliwości. Miały one ujrzeć światło dzienne w połowie lutego, pół roku przed obowiązującym terminem opracowania takich dokumentów w placówkach. Ostatecznie pojawiły się tuż przed wakacjami, kiedy wszyscy mieli już własne wersje, najczęściej wzorowane na publikowanych w sieci gotowcach, zazwyczaj wzbogacone o zapisy stanowiące wyraz usprawiedliwionej skądinąd ignorancji prawnej, a równocześnie lęków swoich lokalnych twórców. Wyłania się z nich obraz niekompetentnej, potencjalnie wręcz przestępczej grupy niebezpiecznych dla dzieci dorosłych, zwanych dla niepoznaki nauczycielami. Teraz mamy koniec września i krzyk w mediach, że zapisy w Standardach krążą w oparach absurdu. Oczywiście nikt nie jest winny i trwa wielkie narodowe czekanie, aż sytuacja się uklepie. […]

 

Oceny szkolne są złe, bo motywacja ucznia powinna być wewnętrzna

 

Najkrócej mówiąc, powinna być, ale nie jest. Psychologia uczenia się jest bardzo złożoną dziedziną. Jej odkrycia doskonale stosują się do jednostkowych przypadków, daleko trudniej jednak do masowej edukacji. Z tego, że ludzie najszybciej uczą się wtedy, kiedy chcą wcale nie wynika, że można na tym oprzeć całą organizację nauczania tego, czego w myśl zapisów prawnych nauczyć się powinni. A już kardynalnym błędem jest założenie istnienia w wieku szkolnym samoświadomości, skutecznie od wewnątrz kierującej postępowaniem młodego człowieka. Dlatego wiara w sens zastąpienia ocen cyfrowych opisowymi jest przejawem ogromnego optymizmu. W STO na Bemowie od trzech lat nie ustalamy na co dzień ocen w klasach 4-6 z większości przedmiotów. Nie mamy jednak odwagi, by odejść od bieżącego oceniania w zakresie dla edukacji fundamentalnym – nauce języka polskiego, matematyki i języka obcego, bo tu systematyczność nauki i sekwencja zdobywanej wiedzy wymaga – w świetle naszych doświadczeń – regularnej informacji zwrotnej. Tam gdzie ocen nie ma, wiedza jest bardziej przypadkowa. […]

 

 W szkole należy uczyć rzeczy przydatnych w życiu

 

Powszechny krzyk o uczeniu w szkole rzeczy niepotrzebnych ma dość luźny związek z rzeczywistością. W istocie, żeby myśleć, trzeba mieć o czym, czyli posiadać jakąś bazę wiedzy, zarówno ogólnej, jak szczegółowej. Mózg ludzki nie jest procesorem, który będzie świetnie funkcjonował na bazie informacji uzyskiwanych na bieżąco ze smartfona. Jest procesorem połączonym z pamięcią, a zatem musi być ćwiczony nie tylko w przetwarzaniu danych, ale również w ich gromadzeniu. […]

 

 30% problemów edukacji leży w systemie, 70% w samej szkole

 

Jak zrozumiałem, „w szkole” ma oznaczać, że zależy od ludzi, którzy ją tworzą, w domyśle nauczycieli i kadry zarządzającej. Osobiście nie zaryzykowałbym określenia jakichkolwiek proporcji. Zwrócę jednak uwagę, że system kształtuje ludzi, może wzmacniać ich sprawczość lub ją dusić. W polskiej szkole mamy zdecydowanie do czynienia z tym drugim, więc proszę się nie dziwić, że ludzie wybierają ostrożny pragmatyzm, a nie odważne nowatorstwo. Przekonali się po wielokroć, że tak jest bezpieczniej. W podanej powyżej proporcji brakuje jednak na pewno niezwykle ważnego elementu, którym są rodzice. Mają oni dzisiaj ogromny wpływ na funkcjonowanie placówek oświatowych. Dobry czy zły? Odpowiem dyplomatycznie – szkoła jest taka, jak społeczeństwo. Jeśli nie jesteśmy z niej zadowoleni, co nam to mówi o społeczeństwie?! […]

 

 Polska szkoła powinna wzorować się na fińskiej, o wysokiej jakość edukacji i przyjaznej dla uczniów

 

Podstawą tego co uważamy za sukces fińskiej szkoły jest ogromne zaufanie społeczne. Polityczny konsensus wobec systemu edukacji, ograniczona liczba wytycznych programowych, pozostawiająca swobodę nauczycielom, oraz niemal całkowita nieobecność rodziców w życiu szkoły, odróżniają ją w sposób zasadniczy od tego, co mamy w Polsce. Jeśli dodać bardzo dobre warunki lokalowe i materialne – wynikające z zamożności społeczeństwa, a także jego wiejskiego charakteru, widać wyraźnie, że naśladownictwo możemy włożyć między bajki. Lepiej chyba poszukać mocnych stron na własnym podwórku i zainwestować w ich rozwój. Tym bardziej, że Finowie mają także swoje kłopoty, do których zalicza się stały zjazd w wynikach kolejnych badań PISA. Na tym polu rezultaty polskich uczniów wypadają całkiem nieźle. Nie jest to idealny sposób wartościowania systemu edukacyjnego, ale nie jest tajemnicą, że Finowie mocno przejmują się swoją tendencją zniżkową. […]

 

* * *

 

Wymienione wyżej postulaty, a to tylko wierzchołek góry lodowej, adresowane są w domyśle do nauczycieli, bo to oni, ze wszystkimi swoimi słabościami, stanowią twarz systemu edukacji. Tymczasem nie jest to jedyny ważny adresat. Nauczyciele lepiej lub gorzej wykonują usługę, którą zamawia państwo, na warunkach, które państwo określa. Należy zatem wywierać presję na rządzących, na swoich przedstawicieli w parlamencie, samorządach lokalnych, na tych wszystkich, którzy decydują o prawie i o sposobach wydatkowania pieniędzy. Nie sztuką jest formułowanie postulatów, ale poszukiwanie metod ich realizacji. Ponieważ jednak nawet tak specyficzną i wymagającą mądrości sferą życia, jak edukacja, rządzą dzisiaj politycy, a nimi sondaże, to chociaż zmiana polskiej szkoły na lepsze jest możliwa, w obecnych realiach społecznych wydaje się mało prawdopodobna. […]

 

W powyższym artykule najczęściej mowa była o pieniądzach i zaufaniu. To ostatnie jest odrębną, specyficzną walutą. Bez odbudowy zaufania społecznego polska szkoła nie stanie się lepsza, nawet jeśli zainwestujemy w nią pieniądze równie wielkie, jak w zbrojenia.

 

 

 

Cały tekst „Naprawa polskiej szkoły – koncert życzeń z komentarzami”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

 

 

 



 

Dzisiaj proponujemy aż trzy posty z bloga „Pedagog”, którego przeglądanie w ostatnich tygodniach zaniedbaliśmy. Oto fragmenty trzech postów, które uznaliśmy za warte upowszechnienia, i posty do ich pełnych wersji:

 

 

22 września 2024

 

Ekspert Krajowej Izby Gospodarcze zwraca uwagę na kwestię kształcenia zawodowego

 

Nie jest dyskutowana w środowisku badaczy oświaty zawodowej i odpowiedzialnych za nią w MEN debata na temat aktualnych problemów kształcenia zawodowego w związku z kolejną zmianą polityki w naszym państwie. Fatalnie było przez minionych nie tylko osiem lat, toteż nic dziwnego, że eksperci Krajowej Izby Gospodarczej (KIG) kierują do nas swoje uwagi i rekomendacje. Jedną z nich jest opinia dr Krzysztof Bondyry – eksperta KIG, który trafnie niepokoi się o brak w kraju publicznej dyskusji na temat dostosowania edukacji do potrzeb gospodarki.

 

Nie ma w III RP ośrodka analitycznego w tym obszarze, a tym samym nie ma także w mediach debaty, w toku której odwoływano by się do usystematyzowanej wiedzy na powyższy temat. Komitet Edukacji Zawodowej KIG usiłuje to zmienić, bowiem szkolnictwo zawodowe doświadcza dramatu kadrowego nie tylko wśród nauczycieli zawodu, ale przede wszystkim w gospodarce, co potwierdza poniższy rapor  –  [Zobacz  TUTAJ]

 

Dr K. Bondyra słusznie apeluje o to, by do dyskusji na temat dostosowania edukacji do potrzeb polskiej gospodarki włączyli się posłowie. Jednym z nich jest łódzki b. nauczyciel szkolnictwa branżowego, ze strony którego nie spotykamy się z konieczną reakcją. Może zatem ktoś zainteresuje się interpelacją nr 9, 10, 11 oraz odpowiedziami na nie: [Zobacz  TUTAJ]

 

 

Cały post  –  TUTAJ

 

 

x          x          x

 

 

23 września 2024

 

Odszkolnić możnowładztwo i partyjniactwo szkoły wobec uczniów i ich rodziców

 

Trzy lata temu udzieliłem Tygodnikowi Spraw Obywatelskich wywiadu, któremu nadano tytuł: Odszkolnić szkoły!

 

Powodem dla którego przypominam rozmowę z redaktorem jest fakt otrzymania listu od jednego z rodziców, którzy mają trudność w pozyskaniu kompleksowej informacji na temat możliwości powołania Rady Szkoły oraz stworzenia dla jej potrzeb porządnego Statutu. Ów rodzic pyta: Czy byłby Pan na tyle uprzejmy i wskazał mi organizacje lub inne podmioty, które są dobre w tym temacie?

 

Na pytanie, po co jemu taka wiedza? napisał: „Mój najstarszy syn rozpoczął edukację w pierwszej klasie szkoły podstawowej w Gdyni, a z rozmów z innymi rodzicami odniosłem wrażenie, że dyrekcja jego szkoły traktuje placówkę jako udzielne księstwo. Uważa, że jedyną rolą rodziców jest to, by działali w ramach podporządkowanej dyrekcji radzie rodziców, finansując potrzeby placówki. To sprawia, że dyrekcja szkoły nie zawsze jest skłonna rozpatrywać pomysły lub wnioski tych 5 proc. rodziców, którzy są najbardziej aktywni spośród całej społeczności rodziców„.

 

Proszę zauważyć, że jeszcze nie upłynął miesiąc wrzesień, a już niektórzy rodzice mają poczucie lekceważenia ich potrzeb, oczekiwań, skoro powierzyli swoje dzieci szkole publicznej. Słusznie rodzice najbardziej zaangażowani w proces wychowawczy niepokoją się o losy dziecka w szkole, skoro jako placówka publiczna (w tym infrastruktura i kad- ra nauczycielska oraz administracyjno techniczna) jest finansowana, a zatem utrzymywana z pieniędzy podatników.[…]

 

Od 35 lat upominam się o to, by zerwać w polskim ustroju szkolnictwa publicznego z praktyką i mentalnością władztwa, w świetle których nauczycielom i dyrekcji szkoły wolno postępować niezgodnie z etyką, prawem oświatowym czy kulturą pedagogiczną. Po to 10 milionów Polaków zawierzyło w latach 1980-1989 ruchowi „Solidarność”, by już nigdy więcej nie było w naszym kraju możnowładztwa, partyjniactwa, nieetycznych praktyk, niekompetencji i ubóstwa kulturowego. […]

 

Jednak wygodniej jest rządzić, podejmować niewłaściwe decyzje, ukrywać niegodne postawy niektórych dyrektorów szkół, części ich nauczycieli, kiedy nikt się tym nie interesuje, nie docieka powodów pseudoedukacji, pseudowychowania, a więc także niszczenia szans rozwojowych i wychowania społeczno-moralnego dzieci i młodzieży. Łatwiej jest przerzucać się odpowiedzialnością na innych (rodziców, władze oświatowe, media) za rozwój patologii zachowań, kiedy samemu jest się zwolennikiem jej unikania, pozorowania poprawnych oddziaływań. […]

 

 

Cały post  –  TUTAJ

 

 

x           x          x

 

 

24 września 2024

 

Jak powołać w szkole radę szkoły

 

 

Nie ma potrzeby powoływania jeszcze jednego rzecznika –  tym razem Rzecznika Praw Ucznia. To jest kolejna patologia demokracji proceduralnej. Szkoły powinny być środowiskiem do demokracji partycypacyjnej, a nie przedstawicielskiej. Żaden rzecznik z Warszawy nie będzie rozwiązywał spraw uczniów w Białej Podlaskiej, Zgierzu, Łagowie  czy Gdańsku. Od tego jest ustawowy zapis, który umożliwia powoływanie w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych – jeśli chcą naprawdę być szkołami publicznymi, a nie pozorującymi tę cechę – organów społecznych szkół, a tymi są:

 

– psuedodemokratyczna rada pedagogiczna,

– pseudosamorządny samorząd uczniowski,

– manipulowana przez dyrekcję rada rodziców i jedyny, ale wciąż nieobecny w 98, 1 proc. polskich szkół pseudopublicznych organ – RADA SZKOŁY.

 

Rada szkoły jest jedynym organem społecznym, który posiada uprawnienia do egzekwowania przestrzegania praw uczniów przez uczniów, ich rodziców i nauczycieli, także przez dyrekcję szkoły i organ prowadzący oraz nadzór pedagogiczny. […]

 

W szkołach konieczne jest rzeczywiste przeciwdziałanie przemocy i bezpośrednie egzekwowanie od sprawców odpowiedzialności moralnej, społecznej czy zawodowej, bez względu na to, kim są, jaką mają funkcję, rolę społeczną. Właśnie dlatego w ok. 2 proc. szkół publicznych zostały takie rady powołane, by skończyć z pozoranctwem i włączać uczniów, ich rodziców i nauczycieli do demokracji a nie jedynie opowiadać o niej i rzekomo edukować do niej.

 

Nawet prawnik, autor poradnika pod dość bezczelnym tytułem „Prawo Marcina”, bo to nie jest jego prawo, nie zadał sobie trudu, by nie tylko sprawdzić czy istnieją publikacje poświęcone prawom ucznia i uspołecznieniu szkolnictwa w Polsce, ale nie dokonał też analizy krytycznej jego realnego stanu prawnego. Szkoda, bo wówczas by zrozumiał, że częściowo pisze o czymś, co ma demagogiczny charakter. […]

 

 

Cały post  –  TUTAJ

 

 



Tradycyjnie w środę, ale o nietypowej porze, bo o 18:00 – prof. Roman Leppert zainaugurował w swoim „Akademickim Zaciszu” kolejny rok cotygodniowych rozmów o pedagogice i rzeczywistości oświatowej w naszym kraju.

 

Pierwsze w roku akademickim 2024/2025 spotkanie poświęcone było książce Dyscyplina naukowa i tożsamość naukowca„, (Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2024), której autorem jest Prof. dr hab. Zbyszko Melosik – prorektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

 

Najlepiej będzie, jeśli Ci z Was, którzy wczoraj nie byli zdalnymi uczestniczkami/kami tego wydarzenia, a których ta tematyka zainteresowała, o dogodnej dla siebie porze zrobili to, klikając zamieszczony poniżej link:

 

 

Profesor Zbyszko Melosik: tożsamość naukowca  –  TUTAJ



 

Zyta Czechowska – Nauczyciel Roku 2019, współautorka książki Jak nie zgubić dziecka w sieci?” zamieściła w ub. tygodniu na swoim fb profilu tekst, który postanowiliśmy zamieścić dzisiejszego ranka (9 września 2024 r.) na OE – bez skrótów. NAPRAWDĘ WARTO!!!

 

 

 

JAK ROZMAWIAĆ Z UCZNIAMI O TRUDNYCH ZACHOWANIACH ICH KOLEGÓW I KOLEŻANEK Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI, ZABURZENIAMI ROZWOJU CZY SZCZEGÓLNYMI POTRZEBAMI?

 

 

 

 

Do naszych klas z początkiem roku dołączyło wielu uczniów ze szczególnymi, ale też zróżnicowanymi potrzebami.

 

Jedni z nich mają trudności z adaptacją, akceptacją zasad i reguł klasowych, inni przejawiają zachowania trudne, jeszcze inne dzieci mają problem z koncentracją uwagi, ale także z komunikacją i relacjami.

 

Nie zawsze pozostali uczniowie rozumieją ich zachowanie i nie akceptują go.

 

Nauczyciele nie zawsze potrafią wytłumaczyć skąd biorą się takie zachowania, a rozmowa o różnicach w funkcjonowaniu uczniów w klasie jest kluczowa.

 

Jak zatem rozmawiać z dziećmi o różnicach w funkcjonowaniu i zachowaniu, ale też o różnych niepełnosprawnościach ich kolegów?

 

Nie ma jednego złotego i skutecznego rozwiązania, ale jest kilka możliwości, które mogą pomóc nam nauczycielom.

 

 

Kilka wskazówek, które pomagają stworzyć środowisko zrozumienia i akceptacji, co sprzyja budowaniu empatii oraz wzajemnej akceptacji wśród uczniów.

 

>Edukacja w duchu empatii i szacunku.

Rozpocznij od wyjaśnienia, że każdy człowiek jest inny, i wszyscy zasługują na szacunek. Niepełnosprawność to tylko jeden z elementów różnorodności.

 

>Używaj prostego i zrozumiałego języka.

Dostosuj treści do poziomu wiekowego uczniów. Wytłumacz, czym jest niepełnosprawność różnorodność, unikając skomplikowanych terminów medycznych.

 

>Podkreślaj indywidualność.

Wyjaśnij, że każda osoba z niepełnosprawnością ma różne potrzeby i możliwości. Niepełnosprawność nie definiuje człowieka, a różnice między ludźmi są czymś normalnym.

 

>Tłumacz trudne zachowania w sposób neutralny.

Powiedz uczniom, że niektóre zachowania (np. wybuchy emocji, trudności z koncentracją) mogą wynikać z trudności, z jakimi zmaga się ich kolega/koleżanka. Poinformuj, że to nie jest „złe” zachowanie, ale reakcja na pewne wyzwania.

 

>Udzielaj wskazówek dotyczących reagowania na trudne sytuacje.

Ucz uczniów, jak wspierać swoich rówieśników, np. poprzez cierpliwość, pomoc lub zrozumienie. Zachęcaj do zgłaszania trudnych sytuacji nauczycielowi, zamiast reagowania impulsywnie.

 

>Buduj atmosferę włączania i współpracy.

Angażuj uczniów w działania integracyjne, które promują współpracę, np. poprzez wspólne projekty, zabawy czy zadania grupowe.

 

>Odpowiadaj na pytania otwarcie i z cierpliwością

Pozwól uczniom zadawać pytania i rozwiewaj ich wątpliwości. Staraj się odpowiadać w sposób naturalny, nie ignorując ani nie bagatelizując ich pytań.

>Unikaj stygmatyzacji

Zadbaj, aby niepełnosprawność czy zaburzenie rozwoju nie była powodem do poczucia wykluczenia. Podkreślaj, że różnice są czymś naturalnym, a każdy w klasie ma coś wartościowego do zaoferowania.

 

>Wspieraj relacje między uczniami.

Promuj działania, które pomagają budować pozytywne relacje między wszystkimi uczniami, niezależnie od ich zdolności. Zachęcaj do współpracy i wzajemnej pomocy.

 

>Modeluj pozytywne zachowania.

Daj uczniom przykład, jak w codziennych sytuacjach wspierać rówieśników z niepełnosprawnościami. Twoje własne podejście będzie dla nich wzorem do naśladowania.

 

>Skorzystaj z pomocy specjalistów

Jeśli masz wątpliwości, jak podejść do trudnych zachowań lub rozmów na temat niepełnosprawności, skonsultuj się z psychologiem szkolnym lub pedagogiem specjalnym.

 

 

Inne wskazówki na stronie ośrodka  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/zyta.czechowska/posts/

 



 

Po raz pierwszy po wakacjach proponujemy, ale za to od razu trzy, ostatnie teksty Kolegi Jaroslawa Pytlaka z Jgo bloga „Wokół Szkoły”. Pierwszy, zamieszczony w minioną sobotę (7 września 2024 r.) – bez skrótów, a drugi, który pojawi się tam dwa dni wcześniej jedynie w formule dwu pierwszych akapitów i linku do niego, zaś ten trzeci – zamieszczając jedynie jego podlinkowany tytuł – bo on sam wystarczy za całą reklamę tego tekstu:

 

 

O wartości szacunku dla nauczycieli

 

Podczas zakupów w lokalnej hali targowej spotkałem dawno niewidzianą znajomą, ongiś pracującą na stanowisku administracyjnym w jednej z bemowskich placówek, obecnie emerytkę. – Co tam słychać w szkole? – zagaiła pomiędzy sklepowymi regałami. Odpowiedziałem „Stara bida”, by po chwili poprawić się, że nie, bieda jest całkiem nowa, bo z roku na rok trudniej się pracuje. Rodzice są coraz częściej nieusatysfakcjonowani, zalęknieni o swoje dzieci, nauczyciele, choć w większości wciąż chętni i z pomysłami, to jednak pełni obaw o społeczny odbiór swojej pracy, o przyszłość, o to, by nie zrobić jakiegoś błędu… Z dziećmi na tym tle jest chyba najlepiej, choć na fali ogólnego niepokoju wisi w powietrzu, niczym miecz Damoklesa, pytanie gdzie, kiedy i w jaki sposób może coś tąpnąć.

 

Tak opisałem obecną sytuację. Dodałem jeszcze, że ten ponury obraz stanowi w jakiś sposób refleks mrocznego stanu mojego własnego ducha, bo jednak mnóstwo dzieciaków jest miłych i radosnych, konfliktów w szkole nie ma aż tak wiele, a i nauczyciele starają się na medal. Niestety, mnożące się jak króliki problemy i problemiki skutecznie przesłaniają dostępne źródła satysfakcji.

 

Znajoma wysłuchała, pokiwała głową i stwierdziła, że wieści jakie do niej dochodzą od koleżanek także są niewesołe. Wyraziła szczerą radość ze swojego statusu emerytki, dzięki któremu nie musi pracować w dzisiejszej szkole. Dalej przeszliśmy płynnie do wnuków i tu padło coś, o czym postanowiłem napisać w tym artykule: relacja mojej znajomej z rozmowy z jej własną córką, matką dziecka w wieku szkolnym. Otóż dziecię przyniosło jakieś zadanie domowe do zrobienia. Zgodne z nową modą, czyli nieobowiązkowe i nie na stopień, no ale jednak chciało je wykonać i w tym celu czegoś potrzebowało. Słysząc to mama wzniosła oczy do nieba i skwitowała głośno nauczycielkę „Co ona znowu wymyśliła?!”. Na to moja znajoma wzięła swoją córkę na bok i powiedziała jej po cichu, acz dobitnie, żeby nigdy więcej przy dziecku nie ważyła się mówić o nauczycielce per „ona”! Dziecko ma słyszeć w jej słowach szacunek dla tej osoby, dla dobra własnego i całej rodziny!

 

Przyznam, że nie spodziewałem się spotkać jeszcze kogoś, kto zwraca uwagę na to, by z szacunkiem mówić o nauczycielach. Ba, gotowego wejść w zwarcie w rodzinie, by wytłumaczyć jak jest to ważne. Świadomego, że (cytuję dokładnie słowa znajomej): „Przecież uczenie szacunku dla nauczyciela jest w interesie i dziecka, i całej naszej rodziny!”.

 

Uściskaliśmy się na pożegnanie, ja z podziękowaniem za iskierkę nadziei, że potrzeba szacunku dla nauczycieli ma jeszcze miejsce w czyjejś świadomości. Że ktoś uważa szacunek dla innych w ogóle za kanon w wychowaniu młodego człowieka. Niestety, obawiam się, że to ginący gatunek, głównie w wieku emerytalnym…

 

Z perspektywy nauczyciela w codziennych kontaktach z dziećmi w szkole na różne sposoby widać, że wielu rodziców nie dba o wpojenie własnym dzieciom tego szacunku. Uczniowie powtarzają kwestie, które pojawiają się między rodzicami, choć nie powinny być przeznaczone dla ich uszu. Są traktowane „po partnersku”, co często oznacza brak refleksji nad tym, co się do nich mówi i czego są świadkami. Zwrócenie uwagi przez nauczyciela na niewłaściwe zachowanie dziecka coraz częściej jest odbierane niemal jako agresja, a nie informacja, którą warto wziąć pod uwagę w swoich rodzicielskich działaniach.

 

Krytycy moich poglądów chętnie obsadzają mnie w roli smętnego dziadersa, na którego widok gasną dziecięce uśmiechy. Cóż, być może, ale uważam, że pośród ogólnej fascynacji swobodą, ekspresją, „mam wolność słowa”, bez baczenia do kogo i w jakiej sytuacji, należy zwracać na to uwagę, choćby wołając na puszczy.

 

Jak powszechnie wiadomo, wprowadzono ostatnio w szkołach Standardy Ochrony Małoletnich. Przejrzałem kilka takich dokumentów i zauważyłem, że nie odnotowano w nich skierowanego do nauczycieli zakazu lekceważącego czy obraźliwego mówienia do ucznia o jego rodzicach. To jest albo poważne przeoczenie, albo świadectwo, że takie zjawisko stanowi absolutny margines. Zdarzało się kiedyś, podobnie jak bicie uczniów w szkole, dzisiaj jednak należy do przeszłości. Nauczyciel, który by obraźliwie odniósł się wobec dziecka do jego rodzica, zupełnie słusznie miałby sprawę dyscyplinarną. Może więc dałoby się to zorganizować w jakiś sposób symetrycznie?!

 

Standardy Ochrony Małoletnich w domu, stanowiące, między innymi, zakaz lekceważącego i/lub obraźliwego mówienia do swojego dziecka o innych ludziach?! Nawet tak mało dzisiaj poważanych nauczycielach…

 

 

x            x           x

 

 

Mania polityczna

 

Córka Marszałka Sejmu, Szymona Hołowni, nie została przyjęta do katolickiej szkoły społecznej. To zdarzenie, chyba dość przypadkowo ujawnione przez tatę na Instagramie, poruszyło komentariat na całe dwie, a może nawet trzy doby. Inkryminowana szkoła wydała dość oczywiste oświadczenie, że jako placówka niepubliczna ma zagwarantowane prawo kierowania się własnymi zasadami nawiązywania relacji z rodzicami i ich dziećmi. I tak jest w istocie. Proponuję jednak pochylić się przez chwilę nad tematem, bo po raz kolejny pokazuje wykorzystywanie dzieci w walce politycznej.

 

Wiele szkół niepublicznych bierze w procesie rekrutacji pod uwagę poglądy manifestowane przez rodziców kandydatów oraz ich obserwowaną postawę. W niektórych placówkach toczą się wręcz wielogodzinne rozmowy, mające na celu ustalenie, czy rodzice akceptują idee ważne w danej placówce. W praktyce, coś w rodzaju nieformalnego castingu. To zjawisko tak stare, jak szkoły niepubliczne, a pozwolę sobie na proroctwo, że będzie się ono jeszcze nasilać, odwrotnie proporcjonalnie do jakości relacji pomiędzy dorosłymi w społecznościach szkolnych. Nie twierdzę, że jest godne i sprawiedliwe, ale stanowi przywilej tego typu placówek. A szkoły katolickie zawsze były w awangardzie formułowania oczekiwań pod adresem rodziców i rodzin. […]

 

 

Cały tekst „Mania polityczna”  –  TUTAJ

 

 

x           x          x

 

 

Po chwili zastanowienia  uznaliśmy, że poinformujemy także i zamieścimy link do tekstu, jaki został tam przez Kolegę Dyrektora zamieszczony w ostatni piątej wakacji – o bardzo aktualnym tytule „Szkoła w stanie traumy”.

 

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog.html

 



 

Oto fragmenty artykułu zamieszczonego dzisiaj (6 wrześni 2024 r.) na stronie „Głosu Nauczycielskiego”, link do jego pełnej wersji, a także odeslanie do materiału z portalu „Nowy Marketing” z maja 2024 r.:

 

„Rozwój kompetencji w czasach sztucznej inteligencji”.

Małgorzata Kowalewska o nowych wyzwaniach dla edukacji

 

 

Małgorzata Kowalewska członkini Zarządu Fundacji Orange ds. programowych

 

 

[…]

 

AI w edukacji

 

Żyjemy w czasach o dużej dynamice, w których koncepcja uczenia się przez całe życie daje szansę nadążania za tą dynamiką. Dotyczy to także nauczycielek i nauczycieli, którzy pracując z młodzieżą, tym bardziej potrzebują „być na bieżąco”. Cieszy zatem, że dołączają do szkoleń, rozwijają swoje kompetencje, także w zakresie umiejętności cyfrowych. Są otwarci na nowości, co pokazali nie tylko w okresie edukacji zdalnej. Ponad 80 tys. z nich wzięło udział w szkoleniach programu Lekcja:Enter realizowanego ze środków unijnych, ucząc się nowych metod prowadzenia lekcji, także z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych.[…]

 

Potencjałem dla tego mogą być nowe projekty realizowane ze środków unijnych, które przygotowuje m.in. Ministerstwo Edukacji Narodowej, aby wspierać nauczycieli i nauczycielki w rozwoju kompetencji w tym obszarze. To właśnie projekty zakrojone na szeroką skalę mają szansę w odpowiedni sposób podejmować wyzwania powodowane rozwojem cyfrowym, przed którymi stoi sektor edukacji.

 

 

 

 

Cały tekst: „Rozwój kompetencji w czasach sztucznej inteligencji”. Małgorzata Kowalewska o nowych wyzwaniach dla edukacji  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.glos.pl

 

 

 

x            x            x

 

 

Oto fragment tekstu wraz z krótkim filmikiem z portalu „Nowy Marketing” z maja b.r.:

 

 

Robot zasilony AI zdał maturę z języka polskiego w 30 minut

 

[…]

 

263 000 maturzystów zdawało w zeszłym tygodniu maturę z języka polskiego. Jeden z nich był wyjątkowy. To Prymus, czyli model AI, który przygotowywał się do matury na podstawie tej samej wiedzy, co tegoroczni abiturienci. Robot wyposażony został w podstawę programową oraz system oceny matur.  Przystąpił do matury z języka polskiego i już wiadomo, że ją zdał. Zajęło mu to około 30 minut. Pracę przygotowaną przez Prymusa oceniło niezależnie od siebie trzech nauczycieli, z których dwóch to egzaminatorzy maturalni. Chociaż opinie na jej temat różniły się w detalach to końcowy wniosek był spójny – praca została oceniona pozytywnie. Przebieg eksperymentu rejestrowały kamery, a ich zapis wykorzystany został w spocie. […]

 

 

[…]

 

Po co Prymus?

 

Eksperyment z udziałem Prymusa pokazuje, jak rozwój sztucznej inteligencji potęguje rozdźwięk między szkołą a rzeczywistością. Dzisiaj model nauki w szkole opiera się głównie o zapamiętywanie treści. My zaś widzimy potrzebę, aby polska szkoła zmierzała do zrównoważenia wiedzy teoretycznej i praktycznej. Osiągnięcie tego celu wymaga holistycznego podejścia do edukacji, a tym samym znalezienia w niej czasu na rozwijanie kompetencji przyszłości, takich jak współpraca, sprawczość, empatia. W umiejętnościach miękkich technologia jeszcze długo nie zastąpi człowiekamówi Paula Bruszewska, Prezeska Fundacji Zwolnieni z Teorii. […]

 

 

Zobacz  –  TUTAJ



Tekst, który powinni przeczytać nie tylko pedagodzy i psycholodzy szkolni, ale przed wszystkim wychowawcy klas, zamiesił w środę  4 września 2024 r. „Dziennik Gazeta Prawna”.  Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Rekordowa liczba dzieci w kryzysie bezdomności. Tak źle jeszcze nie było

 

Foto: Shutterstock

 

[…]

 

Poprzednia edycja badania liczby osób w kryzysie bezdomności została przeprowadzona w 2019 roku. Najnowsze dane zostały zebrane w lutym 2024 roku. W sumie pozwoliły na zidentyfikowanie 31 042 osób w kryzysie bezdomności: 80 proc. z nich stanowią mężczyźni, a 20 proc. – kobiety. Liczba dzieci dotkniętych kryzysem bezdomności wynosiła 1524.

 

Jak podkreśla przedstawicielka zespołu prasowego Rzeczniczki Praw Dziecka, Paulina Nowosielska, trzeba mieć świadomość, że Ogólnopolskie Badanie Osób Bezdomnych jest oparte na metodzie tzw. „punktu w czasie” (point-in-time count), czyli bada liczebność osób w kryzysie bezdomności w danym momencie (konkretnej nocy) na określonym obszarze geograficznym w celu oszacowania ogólnej liczby osób doświadczających bezdomności w kraju. – W momencie realizacji badania w 2024 r. zdiagnozowano, że osoby poniżej 18. roku życia stanowią 5 proc. (1 524) ogólnej liczby osób w kryzysie bezdomności (według badania przeprowadzonego w 2019 r. osób małoletnich w kryzysie bezdomności było 992). Są to dane zaewidencjonowane podczas jednorazowego badania, dlatego nie można na ich podstawie wnioskować o rzeczywistej liczbie dzieci pozostających w kryzysie bezdomności – mówi Paulina Nowosielska.

 

To raczej nie są dzieci przebywające na ulicach, chociaż streetworkerzy również tam identyfikują dzieci, ale dzieci przebywające w domach samotnych matek, które są główną instytucją w Polsce dającą schronienie dzieciommówi prof. Ryszard Szarfenberg.

 

Częściowo mówią o tym również liczby zaprezentowane przez ministerstwo. Większość osób w kryzysie bezdomności (76 proc.) przebywa w placówkach instytucjonalnych, a 21 proc. poza nimi – w przestrzeni publicznej i miejscach niemieszkalnych.

 

Jak dodaje Paulina Nowosielska wyniki Ogólnopolskiego Badania Osób Bezdomnych – Edycja 2024 r. odnoszące się do problematyki kryzysu bezdomności wśród dzieci będą przedmiotem analizy w Biurze Rzeczniczki.Ponieważ w szacunkach uwzględnia się zarówno osoby przebywające w przestrzeni publicznej i miejscach niemieszkalnych, jak i osoby korzystające ze schronienia w instytucjach udzielających tego typu wsparcia, Rzeczniczka Praw Dziecka liczy, że wyższa liczba dzieci zdiagnozowana w badaniu w 2024 r. wynika z objęcia większej liczby dzieci (i ich rodziców) pomocą instytucjonalną. Chociaż jak wskazuje Sprawozdanie z realizacji działań na rzecz osób bezdomnych w województwach w roku 2022 w Polsce w ciągu ostatnich lat nastąpił wzrost liczby osób w kryzysie bezdomności mówi Nowosielska

 

 

[…] Trzeba również zaznaczyć, że badaniem nie zostały objęte rodziny uchodźcze, które nadal przebywają w miejscach typu hale targowe. Gdyby tak się stało, ta liczba byłaby jeszcze większa – mówi prof. Ryszard Szarfenberg. […]

 

 

Cały tekst „Rekordowa liczba dzieci w kryzysie bezdomności. Tak źle jeszcze nie było”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.gazetaprawna.pl

 

 



Foto: www.facebook.com

 

Antoni Macierewicz, uczestniczący w rozpoczęciu nowego roku szkolnego w ZSP nr 1  im. T. Kościuszki w Tomaszowie Mazowieckim

[Więcej zdjęć z tego wydarzenia  –  TUTAJ]

 

 

Oto informacja, zamieszczona dzisiaj (5 września 2024 r.) na stronie Radia Łódź:

 

 

Antoni Macierewicz  miał mówić o „zbrodni smoleńskiej”  na rozpoczęciu roku szkolnego. Kurator reaguje.

 

[…]

 

Były Minister Obrony Narodowej, Antoni Macierewicz podczas inauguracji roku szkolnego miał mówić do uczniów o “zbrodni smoleńskiej, w której zamordowano całą polską elitę”. Jak powiedział w rozmowie z Radiem Łódź kurator – szkoła nie jest miejscem na jakiekolwiek agitacje polityczne.

 

Sytuacja, która miała miejsce w Szkole Ponadpodstawowej nr 1 w Tomaszowie Mazowieckim podczas rozpoczęcia roku szkolnego, jest absolutnie nie do zaakceptowania. Nie ma miejsca w szkole na prowadzenie jakiejkolwiek agitacji politycznej czy przekazywanie kontrowersyjnych treści. W tej chwili Kuratorium Oświaty w Łodzi podjęło czynności kontrolne, między innymi będziemy sprawdzać, czy do podobnych sytuacji nie dochodziło w tej szkole wcześniej – powiedział kurator Janusz Brzozowski.

 

Na razie Brzozowski nie chce mówić o konsekwencjach – te natomiast mogą wyniknąć po przeprowadzonej kontroli.

 

 

 

Źródło: www.radiolodz.pl/

 

 



Foto: Artur Szczepański/REPORTER[www.wyborcza.pl/]

 

Jędrzej Witkowski – prezes Zarządu Fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej

 

 

Zamieszczamy fragmenty obszernego tekstu autorstwa Jędrzeja Witkowskiego – prezesa Centrum Edukacji Obywatelskiej, z którego można wiele dowiedzieć, jak widzi realizację przedwyborczych obietnic, składanych dla obszaru edukacji przez partie obecnej koalicji rządzącej, lider zespołu pozarządowej, apolitycznej organizacji. Tekst ten w wydaniu gazetowym ukazał się 3 września opatrzony tytułem „Sześć wyzwań dla edukacji”, zaś na stronie internetowej został zamieszczony już 1 września pod tytułem – jak poniżej:

 

 

Już dziś musimy myśleć o latach 40. XXI w. Sześć wyzwań dla polityki edukacyjnej

 

Wśród wyzwań jest m.in. zmiana technologiczna. Powinna być projektowana przez ekspertów edukacyjnych z wykorzystaniem aktualnej wiedzy o uczeniu się i wpływie urządzeń ekranowych na ten proces, a nie przez przedstawicieli technologicznych gigantów.

 

Pierwszego września minie 263 dzień urzędowania nowego kierownictwa systemu edukacji. Spróbujmy przygotować się do nowego roku szkolnego i podsumować to, co przez ten czas wydarzyło się w obszarze polityki edukacyjnej i to, co rysuje się jako wyzwanie dla obecnej ekipy w przyszłości. […]

 

Kilka miesięcy to jednak za mało, by skierować system o takiej skali (przypomnijmy, prawie 5 mln uczniów i ponad 500 tys. nauczycieli) na nowe tory. Tym bardziej za mało, by rozwiązać problemy z którymi polska edukacja boryka się od lat (jeśli nie dekad).

 

Publikowane w ostatnim roku badania pokazują nam obraz systemu, który dobrze (mimo spadków) radzi sobie z kształceniem u uczniów podstawowych kompetencji przedmiotowych.

Przy czym niestety równolegle dramatycznie zawodzi uczniów w zakresie rozwijania ich kompetencji społecznych i emocjonalnych (istotnych choćby dla ograniczenia skali kryzysu zdrowia psychicznego), czy budowania poczucia przynależności i pewności siebie.

 

Przed resortem edukacji i jego kierownictwem stoi więc nadal wiele wyzwań. Spróbujmy wymienić te, które wydają się najważniejsze i najpilniejsze.

 

 

Po pierwsze: duża reforma programowa 

 

Podczas uszczuplania podstaw programów Barbara Nowacka zapowiedziała stworzenie nowej podstawy programowej, która do szkół podstawowych ma wejść już w 2026 r. To ważna rzecz. Reforma programowa (o charakterze głębokim, nie kosmetycznym) ma znaczenie fundamentalne. […]

 

 

Po drugie: przyciągnięcie nowych osób do zawodu nauczyciela 

 

Istotnym wyzwaniem, które pozostanie z resortem przez kolejne lata jest zapewnienie dostępności wykwalifikowanych i godnie wynagradzanych nauczycieli. Wprowadzone w pierwszym kwartale roku podwyżki były krokiem koniecznym, ale trudno się było spodziewać, że okażą się krokiem wystarczającym. Nauczycieli w szkołach nadal brakuje, wakaty łatane są emerytami i godzinami nadliczbowymi.[…]

 

 

Po trzecie: wsparcie integracji uczniów ukraińskich 

 

Decyzją resortu edukacji w rozpoczynającym się roku szkolnym wszyscy uczniowie uchodźczy z Ukrainy będą uczyli się w polskim systemie edukacji. Wcześniej mogli uczyć się online w systemie ukraińskim, ale w praktyce nie wiedzieliśmy, czy w ogóle się uczą. To bardzo ważny krok w dobrą stronę. [..]

 

 

Po czwarte: nowe podejście do cyfryzacji edukacji  

 

Wiosną resorty edukacji i cyfryzacji ogłosiły wstrzymanie zainicjowanego przez poprzednią ekipę programu laptopowego polegającego na rozdawaniu komputerów uczniom czwartych klas szkół podstawowych. Padły wtedy zapowiedzi nowego, bardziej przemyślanego otwarcia dla cyfryzacji w edukacji. […]

 

 

Po piąte: nowe przedmioty – edukacja zdrowotna i edukacja obywatelska – jako jaskółki zmiany 

 

Kończą się zainicjowane przez MEN prace nad podstawami programowymi dwóch nowych przedmiotów. Edukacja zdrowotna będzie przedmiotem nauki w szkole podstawowej i średniej (zamiast wychowania do życia w rodzinie). Edukacja obywatelska w szkole średniej (zamiast historii i teraźniejszości). Oba przedmioty były przedstawiane jako jaskółki zapowiadające duże zmiany – mające zbliżyć szkołę do życia, odpowiedzieć na potrzeby uczniów, zaproponować praktyczne podejście, ale nie przytłoczyć ilością materiału. […]

 

 

Po szóste: Polska Polityka Edukacyjna do 2040 r.

 

Sprostanie wyzwaniom, o których tu mowa to praca na lata. Najlepsze systemy edukacyjne świata zmieniają się ewolucyjnie w cyklach 10-15 letnich. Jeśli chcemy zbudować w Polsce system edukacji odpowiadający na aspiracje polskiego społeczeństwa, prześcignąć mityczny Zachód lub pójść inną drogą w poszukiwaniu dobrobytu i stabilności, musimy przyjąć tę optykę patrzenia na system właśnie w horyzoncie 10-15 lat.

 

Czy to możliwe? Skoro potrafimy jako społeczeństwo myśleć długofalowo o wzmacnianiu bezpieczeństwa kraju czy transformacji energetycznej, dlaczego nie mielibyśmy w podobny sposób rozmawiać o edukacji. […]

 

 

 

Cały tekst „Już dziś musimy myśleć o latach 40. XXI w. Sześć wyzwań dla polityki edukacyjnej”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

Dzisiaj przedstawimy kolejną porcję informacji, pozyskanych od Pana Posła Marcina Józefaciuka podczas Jego wtorkowego dyżuru poselskiego. Tym razem będą to odpowiedzi Urzędu Miasta na Jego dodatkowe pytania, dotyczące utworzenia etatu zastępcy dyrektora ŁCDNiKP. Już raz  padlo ono w pierwszym piśmie – interwencji poselskiej z dn, 16 lipca: „15. Czy w ŁCDNiKP jest utworzone stanowisko wicedyrektora?”. W odpowiedzi na nie Pani Wiceprezydentki Malgorzaty Moskwa-Wodnickiej Pan Posl otrzymał krotką odpowiedź: „Ad. 15 W Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w Łodzi jest utworzone stanowisko wicedyrektora.”

 

W oparciu o wyjaśnienia w tym temacie Biura Ekspertyz Kancelarii Sejmu Pan Poseł zapytał ile stanowisk wicedyrektora utworzono w Centrum, ile stanowisk zastępcy dyrektora utworzono tam oraz oraz od kiedy, a także jaka jest różnica pomiędzy wicedyrektorem a zastępcą dyrektora i w której części składowej placówki są oni zatrudnieni?

 

Tu nasze przypomnienie, że ŁCDNiKP powstało z `połączenia w jedną placówkę istniejącego wcześniej Centrum Kształcenia Praktycznego z później utworzonym Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Ta pierwsza placówka działa na podobnych zasadach jak szkoły – ma radę pedagogiczna, a ta druga – oczywiście – nie.

 

Podobnie jak w poprzednim materiale, także i teraz – dzięki uprzejmości Pana Posła, na naszą prośbę, możemy zacytować odpowiedzi, jakie na te pytania nadeszli z UMŁ –  z podpisem Pana Wiceprezydenta dra Adama Wieczorka:

 

„…w zakresie odpowiedzi nr 15 – w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego utworzone są trzy stanowiska wicedyrektora. Ponadto jest jedno stanowisko zastępcy dyrektora utworzone od dnia 1 grudnia 2023 r. Zgodnie z definicją językową (Wielki Słownik Języka Polskiego) wicedyrektor oznacza zastępcę dyrektora (to synonimy). Są to stanowiska kierownicze, każde z nich posiada określony zakres obowiązków, zadań i upoważnień opracowany przez dyrektora placówki. W ustawie z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe określono nazwę stanowiska – wicedyrektor lub inne stanowisko kierownicze, natomiast w Ponadzakładowym Układzie Zbiorowym Pracy dla Pracowników Niebędących Nauczycielami Zatrudnionych w Szkołach (…) określono nazwę stanowiska – zastępca dyrektora. Podsumowując, używając słowa wicedyrektor odnosimy się do nauczyciela, któremu powierzono to stanowisko, natomiast używając słów , słów zastępca dyrektora odnosimy się do pracownika samorządowego, któremu powierzono to stanowisko. Wszyscy wyżej wskazani pracownicy są zatrudnieni w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego. Statut Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego zawiera wymagane prawem elementy wynikające z art. 98 ustawy – Prawo oświatowe.”

 

Po przeczytaniu tego testu nie wiedzieliśmy – śmiać się czy płakać!  To powołanie się na Wielki Słownik Języka Polskiego, jako „podparcie” swojej odpowiedzi na formalno-prawne zapytanie – przynajmniej w naszym odbiorze –zabrzmiało jak kpina z pytającego! Dalsza treść tego „wyjaśnienia” (z jednym wyjątkiem) to – cytując „klasyka” – oczywista oczywistość. Przeto zajmiemy się tym wyjątkiem, którym jest stwierdzenie, że „używając słów zastępca dyrektora odnosimy się do pracownika samorządowego, któremu powierzono to stanowisko”.

 

Aby dalszy komentarz był jeszcze bardziej osadzony w „klimacie” owej odpowiedzi zacytujemy – oddzielnie – jeszcze ten jej fragment: Statut Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego zawiera wymagane prawem elementy wynikające z art. 98 ustawy – Prawo oświatowe.”

 

No więc, po kolei: Oto treść tego art. 98 ustawy – Prawo oświatowe – przytaczamy tylko tę jego część, która nie odnosi się jednoznacznie do specyfiki szkoły, pomijając tek które nie mają żadnego zastosowania do placówki typu ŁCDNiKP:

 

„Art. 98. 1. Statut szkoły zawiera w szczególności:

1) nazwę i typ szkoły oraz jej siedzibę, a w przypadku gdy szkoła wchodzi w skład

zespołu szkół – także nazwę tego zespołu;

2) imię szkoły, o ile zostało nadane;

3) nazwę i siedzibę organu prowadzącego szkołę;

4) cele i zadania szkoły wynikające z przepisów prawa oraz sposób ich

wykonywania, […]

5) organy szkoły oraz ich szczegółowe kompetencje, a także szczegółowe warunki

współdziałania organów szkoły oraz sposób rozwiązywania sporów między nimi. […]

 

Źródło: Prawo%20O%C5%9Bwiatowe%20%20USTAWA.pdf

 

 

Przypominamy, że jedynie jedna część składająca się na ŁCDNiKP – Centrum Kształcenia Praktycznego – może być opisywana w oparciu o ten artykuł. Ale jeśli nawet to właśnie ma stanowić alibi dla sensu tej odpowiedzi, to pozwalamy sobie zacytować fragment – nie zmienionego wszak w okresie zarządzania Łódzkim Centrum przez panią Południkiewicz – jego Statutu:

 

Źródło: www.lcdnikp.edu.pl

 

 

Czy z jego zapisu wynika, że utworzenie stanowiska wicedyrektora – jako „pracownika samorządowego” jest tam przewidziane?

 

Czy w ogóle te wszystkie machinacje kadrowe, jakie od roku obserwujemy w LCDNiKP w wykonaniu „tajemnych sił lansujących panią Południkiewicz” mają nie tylko podstawy prawne, ale także jakiekolwiek ukierunkowanie na kontynuowanie i udoskonalenie działalności Łódzkiego Centrum na rzecz pracowników oświaty naszego miasta?

 

Do tego tematu będziemy jeszcze powracali – bo nie możemy biernie obserwować upadku znanej w całym kraju placówki!

 

 

         Włodzisław Kuzitowicz

Redaktor Obserwatorium Edukacji”