
Dziś (3 listopada w2021 r.) na stronie „Gazety Wyborczej ŁÓDŹ” zamieszczono tekst Sandry Kmieciak i Agnieszki Urazińskiej, zatytułowany „Lawina klas, które przechodzą na zdalne lekcje. Niektóre szkoły wyprzedzają kwarantannę. „Nie ma na co czekać”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
[…] – W tej chwili w 63 placówkach zajęcia są zdalne dla wszystkich albo dla niektórych klas. Najwięcej jest podstawówek, ponad 40, oprócz tego dziewięć przedszkoli, osiem liceów, reszta to zespoły szkół – mówi Urszula Jędrzejczyk, dyrektorka powiatowej stacji sanepidu. – Niestety, z całą pewnością te dane będą aktualizowane, bo przez cały czas napływają do nas zgłoszenia o kolejnych placówkach, w których doszło do zakażeń, gdzie trzeba nakładać kwarantanny i izolacje. Sytuacja epidemiczna systematycznie i zdecydowanie się pogarsza. Opanowanie jej jest niewyobrażalnie trudne. […]
Według danych Urzędu Miasta Łodzi nauka zdalna dla całych placówek obowiązuje w sześciu miejscach w mieście: Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 6, SP nr 206 (do 4 listopada), w SP nr 55, SP nr 149, PM nr 137 oraz PM nr 200 (do 5 listopada). Ale czy aby na pewno, nie są przekonani pracownicy niektórych z nich.
– Mam przed sobą gromadę dzieci, są w budynku szkoły – słyszymy od nauczycielki Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 6 przy ul. Janosika 136. – Po Wszystkich Świętych do nauki w szkole wrócili uczniowie klasy czwartej i siódmej, brakuje nam tylko dwóch klas, które jeszcze do końca tygodnia będą na nauczaniu zdalnym.
Nauczyciele z łódzkich szkół podkreślają, że czują się zagubieni w komunikatach, które do nich docierają. […]
Jak zaznacza nauczycielka [szkoły podstawowej na Widzewie – WK] , w szkole trudno jest zachować pozory normalności. Liczba klasówek i kartkówek robionych na akord, byle zgromadzić jak najwięcej ocen, jest przytłaczająca. Uczniowie są przeładowani obowiązkami, ale nauczyciele też nie mają łatwo, bo muszą gonić z materiałem w obawie przed nauką online, kiedy to wydajność uczniów bardzo spada. Na to nakłada się strach o zdrowie swoje i swoich bliskich.
– Siedzę na lekcjach i zastanawiam się, czy wszyscy w klasie są zdrowi. Jak słyszę kaszel, wzdrygam się i mimowolnie odsuwam. W pokoju nauczycielskim jest ciasno. Gdy wszyscy przyjdą na przerwę, robi się strasznie duszno. Są tam nauczyciele, którzy pracują też w innych szkołach. Zastanawiam się. czy nie przynieśli stamtąd choroby – opowiada. I podsumowuje: – Wiem, że dla dobra uczniów jak najdłużej powinniśmy trzymać się nauki stacjonarnej. Ale z troski o swoje zdrowie chętnie przeszłabym w tryb zdalny.
Cały artykuł „Lawina klas, które przechodzą na zdalne lekcje. Niektóre szkoły wyprzedzają kwarantannę. ‚Nie ma na co czekać’” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
Na tle zamieszczonych na OE informacji o aktualnej sytuacji w jakim trybie funkcjonują szkoły (w dniu 29 października i w dniu 2 listopada) – zapraszamy do lektury obszernych fragmentów (i pełnej wersji „u źródła”) najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka na jego stronie „Wokół Szkoły”:
Tańczący z kwarantannami
„Właśnie dostałam info o kolejnym zachorowaniu. Wykończona jestem!” – napisała moja koleżanka w grupie messengerowej dyrektorów szkół STO. Była sobota wieczorem, długi weekend. Mnie dobry los udzielił amnestii na jeszcze jedną noc i złe wiadomości przyniósł dopiero w niedzielny poranek. Może dlatego, że w sobotę przezornie nie otwierałem e-maili.
Piszę niniejsze w poniedziałek. Już wiem, że na czwartoklasistów, którzy szczęśliwie powracają do szkolnych ławek, czekać będzie dużo wolnej przestrzeni. Do klas piątych, które będą kontynuować kwarantannę jeszcze przez tydzień, dołączyły szóste, siódme, ósme, liceum oraz większość klas najmłodszych. Cały ten Armagedon za sprawą dwojga pozytywnych nauczycieli i kilkorga dzieci. […]
Nadal czuję respekt przed groźnym bakcylem, ale równocześnie zdołałem już rozeznać, jak wiele szkód wyrządził czas zdalnego nauczania. Doskonale rozumiem wszystkich, którzy chcą, żeby szkoły pozostały otwarte. Też jestem za tym, choć oczywiście nie wolno wyłączać rozumu. Niedługo miną dwa lata, odkąd jako dyrektor placówki oświatowej przechodzę intensywny kurs epidemiologii. I choć nadal pozostaję amatorem w tej kwestii, pewne zjawiska potrafię teraz zaobserwować i ocenić.
Wirus przenosi się między dziećmi łatwo, dużo łatwiej niż rok temu. Co oczywiste, najszybciej w klasie, w której spędzają ze sobą większość czasu. Mniej groźne są luźne kontakty, na przykład na korytarzu. Dlatego spośród trzech klas czwartych mamy dużo zakażeń w jednej a w pozostałych tylko pojedyncze, po bliższych spotkaniach w ramach zajęć dodatkowych. Prawdopodobnie gdyby nie szybko wprowadzona kwarantanna, zachorowań w tych dwóch klasach byłoby znacznie więcej. […]
Są przypadki bezobjawowe, wykryte tylko przez przezornych rodziców, którzy zaprowadzili na test dzieci kończące kwarantannę, tak dla wszelkiej pewności, i ku swojemu zdumieniu dowiedzieli się, że wynik jest pozytywny. A ponieważ przezornych rodziców jest mniejszość sądzę, że już teraz mamy w szkole wśród uczniów grupę nieświadomych ozdrowieńców.
Zachorowania zdarzają się także wśród zaszczepionych nauczycieli, ale biorąc pod uwagę liczebność naszego zespołu pedagogicznego i fakt, że na co dzień zanurzeni jesteśmy w zbiorniku z wirusami, jakim jest szkoła, infekcje covidowe są w tej grupie rzadkie i zazwyczaj przechodzą lekko. […]
Podtrzymuję swoją opinię, którą wielokrotnie wyrażałem już na blogu, że szkoła nie ma żadnego wsparcia ze strony władz. Do wszystkiego jednak można się przyzwyczaić. Szkoda jedynie, że jutro pracownicy mojego sekretariatu strawią długie godziny na wprowadzanie do systemu blisko 300 osób.
Co komu by szkodziło, żeby choć raz w życiu przydał nam się ten cholerny System Informacji Oświatowej?! Jest w nim większość potrzebnych informacji, w tym najważniejsza: PESEL, czyli ciąg 11 znaków, które w sanepidowym formularzu musimy wklepać z klawiatury. W naszym przypadku razy 300 i koniecznie bez błędu. Myślę, że naprawdę nie trzeba wielkiego programisty, by ułożyć w SIO procedurę odhaczania tylko uczniów i nauczycieli zgłaszanych do Sanepidu, a następnie eksportować taką listę do stosownego systemu. Ale niestety, praca personelu szkolnego jest niezmiennie w tym kraju traktowana jako jeszcze mniej warta niż chłopów pańszczyźnianych, z których ponoć kulturowo się wywodzimy…
A jeśli już jesteśmy przy władzach, to może ktoś zechciałby rozwiązać następującą zagadkę:
W klasie, na przykład, siódmej, mamy niemal 100% uczniów zaszczepionych. Oczywiście jest to tajne przez poufne, ale wychowawca ma jednak dość dobre rozeznanie. Zakażenie zostaje stwierdzone u nauczyciela. Klasę raportujemy do kwarantanny, całą, bo przecież szczepienie jest tajne przez poufne etc., a poza tym ktoś z rodziców mógłby nas okłamać. Szczepione dzieci nie idą na kwarantannę, więc nie jest spełniony warunek zdalnego nauczania, że ponad połowa klasy przebywa na kwarantannie. Ale wie o tym tylko sztuczna inteligencja rozsyłająca SMS-y z Sanepidu. Bo dla szkoły to jest tajne przez poufne. W Polsce nie będzie segregacji sanitarnej – grzmi minister Czarnek. Więc zaszczepieni będą uczyć się przez Teams razem ze swoimi pojedynczymi koleżankami/kolegami, którzy szczepionki nie przyjęli.
Gdzie w tym jest logika?!
Zacząłem od zacytowania sobotniej wiadomości od mojej koleżanki. Przed chwilą napisała: „Ja jestem już u kresu!”. Jakby ktoś pytał o kondycję psychiczną kadry zarządzającej szkołami, proszę to zdanie śmiało zacytować!
Cały tekst „Tańczący z kwarantannami” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Funkcjonowanie szkół podstawowych i ponadpodstawowych w skali całej Polski
stan na dzień 2 listopada 2021 roku
Źródło: www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/
Ze strony „Budzący się Poloniści” trafiliśmy na stronę „Kreatywny Polonista”, a tam dotarliśmy do tej inicjatywy:
List otwarty
polonistek i polonistów
w sprawie nowej formuły Matury 2023
z języka polskiego
W roku 2019/20 weszła do szkół ponadpodstawowych reforma edukacji zmieniająca znacznie dotychczasową podstawę programową z języka polskiego oraz zapowiadająca zupełnie nową formułę egzaminu maturalnego z tego przedmiotu. W trakcie wprowadzenia reformy edukacja uczniów szkół ponadpodstawowych odbywała się w dużej mierze w formie zdalnej – ze względu na pandemię koronawirusa. Przez pierwsze dwa lata edukacji młodych ludzi, którzy w 2023 roku będą zdawać tę maturę po raz pierwszy, polonistki i poloniści przygotowywali uczniów i uczennice do egzaminu, bazując tylko na własnej intuicji oraz doświadczeniu, ponieważ informatory maturalne pojawiły się dopiero w marcu 2021 roku.
Do dzisiaj na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej nie zostały opublikowane ŻADNE dodatkowe przykładowe arkusze maturalne oraz materiały ćwiczeniowe, które zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, mogliby wykorzystać w pracy dydaktycznej oraz własnej, przygotowując się do – przecież – dużo bardziej wymagającego egzaminu z języka polskiego – zwłaszcza w formule pisemnej.
Od momentu pojawienia się informatorów (marzec 2021) do dzisiaj nauczycielki i nauczyciele nie zostali w ogóle (albo rzetelnie) przeszkoleni i nie otrzymali jakiejkolwiek pomocy, która byłaby dla nich w naszej ocenie wsparciem w procesie przygotowania do egzaminu maturalnego z języka polskiego. Podczas większości szkoleń organizowanych przez niektóre OKE prowadzący ograniczyli się do zapoznania nauczycielek i nauczycieli z informatorem maturalnym, z którym przecież samodzielnie zapoznawaliśmy się już od kilku miesięcy. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi na większość zadanych podczas szkoleń pytań, co rodzi jeszcze więcej wątpliwości. Szukając pomocy, sami organizowaliśmy nieformalne grupy w mediach społecznościowych, w których dzieliliśmy się spostrzeżeniami oraz wypracowanymi w oparciu o informator materiałami dydaktycznymi.
Naszym celem jest sumienne i rzetelne przygotowanie uczniów i uczennic do nowej formuły maturalnej, jednak nie jesteśmy w stanie tego zrobić, ponieważ sami nie otrzymaliśmy niezbędnej wiedzy i fachowej pomocy. Nieprzygotowani odpowiednio nauczyciele nie są przecież w stanie przygotować we właściwy sposób swoich uczniów, a nowy egzamin wymaga zupełnej zmiany metodyki nauczania języka polskiego. W świetle powyższych faktów trudno nam będzie przyjąć współodpowiedzialność za wyniki uzyskane przez abiturientów.
Foto: Karolina Misztal [www.dziennikbaltycki.pl]
Marcin Stiburski – nauczyciel matematyki i fizyki – do niedawn (bo już nie) w Morskiej Szkole Podstawowej w Gdańsku, inicjator idei „Szkoła Minimalna”.
28 października 2021 r. na stronie „POLSKA TIMES” zamieszczono zapis rozmowy, jaki z Marcinem Stiburskim przeprowadziła Magdalena Konczal. Tekst ten został zatytułowany „Mało zarabiamy, bo mało pracujemy”. O pensum nauczycielskim rozmawiamy z Marcinem Stiburskim – fizykiem i twórcą Szkoły minimalnej'”. Oto fragmenty tego wywiadu:
Słynie Pan z niezbyt popularnych, a czasami nawet nieco kontrowersyjnych opinii. Jedną z nich jest ta, dotycząca czasu pracy nauczyciela. Uważa Pan, że nauczyciele pracują za mało?
Przeglądałem raport czasu pracy nauczycieli, który został opracowany w 2014 roku przez Instytut Badań Edukacyjnych. Właśnie tam było pokazane, ile nauczyciele pracują, jak dużo biorą nadgodzin. Głównym mankamentem tego raportu – co też podkreślali badacze – była deklaratywność, a więc raport został oparty na deklaracjach nauczycieli, ponieważ w rzeczywistości nie mamy narzędzi, które pozwoliłyby nam na sprawdzenie realnego czasu pracy nauczyciela.
Kiedy ja obserwuję całą tę sytuację, to widzę ucznia, który siedzi ponad trzydzieści godzin w szkole, bo taki ma plan lekcji i nauczyciela, który w szkole spędza zdecydowanie mniej czasu. Nauczyciele narzekają, że bardzo mało zarabiają, ale też mówią, że pracują więcej, przygotowując się do tych swoich osiemnastu godzin pensum, czyli ponad trzynastu godzin zegarowych, bo, przypomnijmy, że jedna godzina pensum to czterdzieści pięć minut. Uwzględniając czas spędzony na przerwach czy dyżurach, to w dalszym ciągu nie jest to czas pracownika, zatrudnionego na Kodeks Pracy. […]
Nauczyciele będą bronić swojego status quo. To jest trochę tak, jak górnicy bronią swoich deputatów górniczych, a policjanci by bronili swojego wcześniejszego przejścia na emeryturę. Trudno jest nam rezygnować z pewnego układu pracy, który kiedyś wypracowaliśmy. Przewartościowując edukację, musimy mieć wgląd w to, że należy też przewartościować sposób pracy nauczyciela. Nauczyciel dziś nie musi być nauczycielem podawczym, który relacjonuje Wikipedię, ale mentorem, tutorem i przewodnikiem.[…]
Ja nie obserwuję tego, by nauczyciele pracowali po czterdzieści czy pięćdziesiąt godzin, jak to często deklarują. Ci, którzy mają jeden goły etat, najczęściej o godz. 13.00 są już w domu. Ale są też tacy, którzy chcą dorobić więcej, bo oczywiście uposażenie za jeden etat osiemnastogodzinny jest, jakie jest (od 3 200 zł netto w dół), ale wówczas wyrabiają drugi etat i mają 6 200 czy 6 400 zł na rękę. W tym momencie pojawia się pytanie: czy 6 000 zł netto, to jest mało czy dużo? Sądzę, że co najmniej kilkanaście procent nauczycieli pracuje właśnie na dwa etaty.
Myśli Pan, że nauczyciele nie przygotowują się do lekcji?
Nauczyciele deklarują, że się przygotowują. Nawet w sporach, które ze mną prowadzą, mówią, że na jedną godzinę lekcyjną przygotowują się dwie godziny zegarowe i mimo że w danej szkole mają pięć lekcji tego samego typu z pięcioma klasami na tym samym poziomie, to i tak będą deklarować, że do każdej lekcji przygotowują się dwie godziny. Tłumaczą się tym, że są różni uczniowie, ale według mnie to jest naciągana teoria.
Wiadomo, że inaczej trzeba patrzeć na nauczycieli poszczególnych przedmiotów. Inną ilość czasu na obowiązki pozalekcyjne będzie poświęcał matematyk, a inną polonista. Ja uważam jednak, że skoro jest się specjalistą w danej dziedzinie, to jest się też w stanie przeprowadzić zajęcia bez przygotowania. Mechanik nie czyta instrukcji naprawy samochodu przed naprawą samochodu, po prostu to robi.
Oczywiście polonista, gdy zleci uczniom napisanie jakiegoś tekstu, będzie musiał najzwyczajniej w świecie go przeczytać. Gdybym ja chciał zadać dzieciom wiele zadań matematycznych, również musiałbym później je sprawdzić. Ale z drugiej strony ocenianie naprawdę nie musi polegać na sprawdzaniu metodą testu, oceniać można na tysiąc innych sposobów. […]
Chciałabym zapytać o propozycję Ministerstwa Edukacji i Nauki, jaką jest podwyższenie pensum nauczycielskiego o cztery godziny…
Już na początku działalności „Obserwatorium Edukacji”, a konkretnie 1 listopada 2014 roku, powstała tradycja zamieszczania okolicznościowego materiału, poświęconego wspomnieniu „Osoby Znaczącej” – znaczącej dla mnie, ale także dla mojego środowiska społecznego, którym najpierw było harcerstwo, a później oświata. Złożyłem wtedy taką deklarację:
„Obserwatorium Edukacji” pragnie włączyć się w tą sztafetę wspomnień o Tych Którzy Odeszli – Nauczycielkach i Nauczycielach, tych którzy byli naszymi Koleżankami i Kolegami, a także tych, którzy dla nas, uczniów, byli Autorytetami, którym zawdzięczamy w naszym życiu to, kim się staliśmy. Niech każdy, patrząc na płomień tego znicza, wspomni ich takimi, jakimi ich pamięta…
Pierwszą postacią o której wówczas zamieściłem krótkie wspomnienia była Maria Wocalewska – łodzianka, nauczycielka przyrody w łódzkich szkołach, Harcmistrzyni Rzeczpospolitej, pierwsza Naczelniczka Głównej Kwatery Żeńskiej ZHP (w latach 1921-23), która poległa w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego.
[Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
A dalej, każdego 1. listopada zamieszczałem kolejne wspomnienia:
1 listopada 2015 r. – Felieton „Dzień Wspomnień o Tych Którzy Odeszli” poświęciłem wspomnieniu Osoby, która w młodzieńczym etapie mojego życia odegrała ważna, inspirującą rolę – dr Aleksandrze Majewskiej.
1 listopada 2016 r. – „Wspomnienie o rzeczywistej twórczyni gimnazjów – Irenie Dzierzgowskiej”
1 listopada 2017 r. – Wspomnienie o Annie Radziwiłł: „Wspomnienie o nauczycielce, wiceministrze edukacji – arystokratce nie tylko z nazwiska!”
1 listopada w 2018 r. zamieściłem jedynie taki apel:
Odwiedzając dzisiaj cmentarze, na których znajdują się groby naszych bliskich zmarłych: rodziców, krewnych, przyjaciół, wspomnijmy także naszych nauczycieli, tych, którzy byli dla nas przewodnikami w wędrówce od niewiedzy ku wiedzy, od nieodpowiedzialnego dzieciństwa do dojrzałości.
1 listopada 2019 r. – wspomnienie Danuty Falak – wieloletniej dyrektorce XXVI LO w Łodzi: „Dzień Pamięci o Naszych Bliskich i Znajomych, którzy odeszli.”
1 listopada 2020 roku – felieton „Dr Aleksandra Majewska – zapomniana pedagog nie tylko poradnictwa”
x x x
Dziś, podobnie jak uczyniłem to przed siedmioma laty, przywołam osobę nauczycielki i zasłużonej instruktorki ZHP, także łodzianki, nauczycielki szkolnictwa specjalnego i Komendantki Chorągwi Łódzkiej ZHP – Harcmistrzyni Władysławy Matuszewskiej.
Władysława Matuszewska urodziła się w Łodzi 28 listopada 1908.Jej droga do zawodu nauczycielskiego rozpoczęła się od ukończenia Miejskiego Seminarium Nauczycielskiego, a później Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Już w roku szkolnym 1929/30 rozpoczęła pracę nauczycielki w Ostrowiu Kaliskim. Po powrocie do Łodzi podjęła pracę, jako jedna z prekursorek, w szkołach specjalnych.
Już jako młoda dziewczyna wstąpiła do ZHP. Od 1926 roku należała do 4 Łódzkiej Drużyny Harcerek, której dwukrotnie (w latach 1927/28 i 1931/36 była drużynową. W latach 1932 – 1935 pelniła funkcje Komendantki II Hufca Harcerek. W latach 1936 – 1937 była Zastępczynią Komendantki Chorągwi Łódzkiej Harcerek, a podczas urlopu ówczesnej Komendantki – hm. Anny Dylikowej – kierowała pracą tej Chorągwi. W okresie poprzedzającym wybuch II Wojny Światowej została Komendantką Pogotowia Harcerek Chorągwi Łódzkiej.
W chwili wybuchu wojny Władysława Matuszewska miała niespełna 31 lat. Już od początku niemieckiej okupacji podjęła działalność konspiracyjną – kierowała działalnością harcerek, które pomagały więźniom w Radogoszczu, kolportowały prasę, pełniły rolę kurierek. Po aresztowaniu została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Wolfen, gdzie prowadziła tajne nauczanie dla więzionych tam polskich dziewcząt. W latach 1943 – 1945 była więźniarką KL Ravensbrück, gdzie działała w konspiracyjnej drużyny harcerskiej „Mury”.
Po wyzwoleniu obozu została wraz z innymi więźniami ewakuowana do Szwecji, do miejscowości Doverstorp, gdzie utworzyła drużynę harcerską „Wędrowne Ptaki”, składającą się z 40 polskich dziewcząt w wieku od 14 do 20 lat.
Po powrocie do Polski w październiku 1945, już w marcu 1946 została Komendantką Chorągwi Łódzkiej ZHP i pełniła te obowiązki do likwidacji ZHP w 1949 roku.
Po reaktywowaniu na Zjeździe Łódzkim w grudniu 1957 roku Związku Harcerstwa Polskiego została ponownie Komendantką Chorągwi Łódzkiej ZHP i pełniła tą funkcję do 1961 roku.
To w tym okresie, jako młody chłopak, który w tym samym czasie kiedy Ona została ponownie komendantką łódzkich harcerek i harcerzy, wstąpił do ZHP i w czerwcu 1957 roku złożył Przyrzeczenie Harcerskie, a w 1959 roku jeździł na kurs dla zastępowych, zaś od jesieni 1960 roku gdy został drużynowym zuchów – widywałem Ją nie tylko podczas harcerskich uroczystości, co miało miejsce najpierw w ówczesnej siedzibie Komendy Chorągwi Łódzkiej, która tak jak i Komenda Hufca Polesie, mieściła się początkowo w pałacyku przy ul. Piotrkowskiej 262/264, a później, już w nowej siedzibie KCHŁ w dawnej willi Richtera przy ulicy – wówczas Gdańskiej, dziś Stefanowskiego 19.
I to w tym początkowym okresie mojej harcerskiej działalności była ona dla mnie i moich rówieśników symbolem tego odrodzonego, przedwojennego harcerstwa – obok pierwszego komendanta mojego poleskiego hufca – druha harcmistrza Mariana Pietrzyckiego (także nauczyciela) i – już wtedy legendy – Aleksandra Kamińskiego….
Ale nie mogę pominąć w tym wspomnieniu powojennej pracy Władysławy Matuszewskiej w szkolnictwie specjalnym. W latach 1945 – 1968 pracowała – najpierw w Szkole Podstawowej Specjalnej nr 8, a następnie w w Szkole Podstawowej Specjalnej nr 105, której po kilku latach została kierowniczką.
Przez wiele lat kierowała referatem Nieprzetartego szlaku ZHP w Łodzi, skupiającego drużyny harcerzy niepełnosprawnych w szkołach specjalnych.
Władysława Matuszewska była wielokrotnie odznaczana i nagradzana, w tym m.in.: Medalem Zwycięstwa i Wolności, Medalem za Udział w Wojnie Obronnej 1939 roku, Krzyżem Oświęcimskim, a także Krzyżami za zasługi dla ZHP: srebrnym, Złotym oraz z Rozetą i Krzyżami, Złotym i Srebrnym Krzyżem Zasługi, oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Została także wyróżniona Nagrodą Miasta Łodzi „za szczególne osiągnięcia społeczne i w działalności harcerskiej i oświatowej”.
Władysława Matuszewska zmarła 20 lipca 1999 roku i została pochowana na łódzkim cmentarzu na Mani (Św. Antoniego), w pobliżu wejścia na cmentarz od ul. Siewnej – z głównej alei druga alejka w lewo.
Przygotowując tekst tego wspomnienia korzystałem z notatki w Wikipedii oraz z pracy Stanisława Puchały „Poczet harcmistrzyń i harcmistrzów T II” (s. 76)
Włodzisław Kuzitowicz
Dzisiejszy felieton nie jest o żadnym wydarzeniu, które stało się tematem materiału zamieszczonego w ubiegłym tygodniu na OE. Ale i nie jest to jakiś ogólnopolski event albo afera na miarę sejmowej debaty nad podpisanym przez 140 tys. osób – zwolenników Kai Godek i Fundacji „Życie i Rodzina” – projektem ustawy „STOP LGBT”.
Temat, a niektórzy mogą powiedzieć „temacik”, który wyzwolił głębokie pokłady mojego sprzeciwu, to bardzo lokalne wydarzenie, jakim było odwołanie klasowej imprezy w krakowskiej Szkole Podstawowej nr 34 im. Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, wchodzącej w sklad Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 przy ul. Urzędniczej.
Informację o tym znalazłem na stronie portalu dla rodziców i nauczycieli „Miasto pociech”, który 26 października zamieścił tekst zatytułowany „Dzieci miały się bawić na balu halloweenowym, ale w szkole interweniowało kuratorium oświaty”. Podstawową informację zawiera ten akapit:
Bal […] miał trwać tylko godzinę, uczniowie mogli się przebrać, a rodzice z trójki klasowej zorganizowali słodki poczęstunek. Niestety jednemu z rodziców nie spodobał się pomysł wychowawcy klasy i zadzwonił do kuratorium oświaty z prośbą o interwencję. Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty, natychmiast zareagowała na to zgłoszenie i bal odwołano
Więcej informacji znajdziecie czytając cały materiał na stronie „Miasto pociech” – TUTAJ
Zdecydowałem się poczekać z informacją o tym kolejnym przejawie niesłychanej operatywności Małopolskiej Kurator Oświaty – Barbary Nowak do niedzieli, bo nie chciałem pozostawić tego wydarzenia bez komentarza. A mam takowych – komentarzy – kilka:
Pierwszym jest zwrócenie uwagi na – nawet nie niepokojące a wręcz groźne – zjawisko, jakie dało o sobie znać w tej szkole. Otóż nikt nie może mieć już złudzeń, że pod rządami obecnego ministra edukacji i stojących za nim sił politycznych czeka nas dyktatura donosicieli – popleczników władzy, wyznawców histerycznych poglądów „hiperpoprawnych Polaków-katolików”.
Skoro tam, w Krakowskiej szkole, wystarczyła jedna „zgorszona” przygotowywanym przez rodziców i dzieci klasowym balem halloweenowym osoba, aby zareagował najwyższy wojewódzki urzędnik nadzoru w sposób, jakby przygotowywano jakąś obsceniczną imprezę, albo wręcz zabawę ze środkami wybuchowymi, to czy nadal możliwe będzie tworzenie i funkcjonowanie szkolnych społeczności: uczniów, ich rodziców i nauczycieli, którzy potrafią wypracowywać autonomiczne decyzje o tym jak ta szkoła ma funkcjonować?
Druga moje refleksja dotyczy przyczyny tej „afery”, czyli owej halloweenowej tradycji. Nie będę tu opisywał genezy i popularności tej zabawy – możecie, kto nie wie, przeczytać w Wikipedi. Ale dla mnie najważniejsze w tym całym ataku „obrońców polskiej katolickiej tradycji” jest – odważę się to napisać – głupota rządzących, także tych (nie wszystkich – mam nadzieje) ze szczebli kuratorów, którzy uważają, że jak oni czegoś zakażą, będą ścigać i karać, to sprawy nie będzie.
Gdyby tak to działało, to nie tylko w Polsce po 40-u latach, ale przede wszystkim na terenach dawnego ZSRR po ponad 70-u latach, nie byłoby ludzi wyznających jakąkolwiek religię. A czego jesteśmy już od 30 lat świadkami? Owi wierzący nie tylko przetrwali i mają się dobrze, ale nawet – odnoszę takie wrażenie – odreagowują teraz swoje historyczne niedowartościowania i sami stają się prześladowcami nosicieli, innych niż ich własne, poglądów.
Trzecia refleksja dotyczy, mam nadzieję że trochę na zapas, obawy o lekturę szkolną autorstwa naszego Wieszcza Adama pt. „Dziady część II”. Wszak to jawne promowanie prymitywnych guseł o „życiu pozagrobowym” – z tego co wiem, to nie znajdujących potwierdzenia w oficjalnej doktrynie wiary katolickiej – znaczy – polskiej!.
I mógłbym tak jeszcze długo przytaczać absurdy, do których można by sprowadzać zawiłe dzieje tradycji – także świąt katolickich. Bo czymże jest Boże Narodzenie, jeśli nie zaanektowaniem przez przywódców chrześcijaństwa w IV wieku n.e pogańskiego święta Ajona – święta przesilenia słońca, które to świętowano w nocy z 24 na 25 grudnia i około północy spełniano obrzędy, w ramach których wierni uczestniczyli w procesji z miejsca kultu, niosąc statuetkę dziecka – jako symbolu urodzonego Boga-Słońca przez dziewicę nazywaną Dea Caelestis (Tanit)? [Więcej – patrz TUTAJ]
Ale zostawmy te wielkie święta kościelne. Moja wyobraźnia podąża ponownie w kierunku naszych starych, ludowych tradycji i zwyczajów. Czy kuratorzy będą teraz ścigali uczniów i nauczycieli, którzy pójdą wiosna utopić ostatniego dnia zimy Marzannę? Czy będzie wolno przebierać się w ostatki i chodzić od domu do domu, od mieszkania do mieszkania? A co ze śmigusem-dyngusem?
I mam jeszcze jeden donos – koniecznie powinni o tym wiedzieć nasi rodzimi „prawdziwi Polacy”.
Otóż z tego co wiem, to zwyczaj ubierania na Boże Narodzenie choinki Polacy przejęi od…. niemieckich, „protestanckich” zaborców, tak gdzieś na przełomie XVIII i XIX wieku. Początkowo jedynie w miastach, a dopiero później na wsiach przyjął się ten zwyczaj. Pominę już jeszcze wcześniejszą poprzedniczkę choinki – pogańską „podłażniczke”…Ja na ich miejscu, owych strażników prawdziwej polskiej tradycji, zrobiłbym wszystko, aby „już nigdy żadnemu polskiemu dziecku nie strojono drzewka po niemiecku”!
Na zakończenie tego felietonu wrócę jeszcze do nieszczęsnych uczniów i ich rodziców z owej krakowskiej szkoły, których pozbawiono beztroskiej, halloweenowej zabawy. Dla mnie to nie tylko mało znaczący epizod. To pierwsze pomruki nadciągającej burzy. Już widać jak zza widnokręgu nasuwa się wielka, czarna chmura. Już niedługo będziemy powtarzali:
„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?”
Włodzisław Kuzitowicz
Nie mogąc uczestniczyć w IX Kawiarence Metodycznej Budzących się Polonistów – informujemy o niej, czerpiąc materiały z fanpage „Budzących się Polonistów”:
Foto:www.facebook.com/groups/
W piątek 29 października gościłam na KAWIARENKOWYM SPOTKANIU w Zespole Szkół Gastronomicznych niezwykle silną, pełną entuzjazmu i pasji kobietę, Zofię Grudzińską.
Foto: www.facebook.com/groups
Ponad dwie godziny rozmów to stanowczo za mało, by poruszyć wszystkie ważkie tematy dla kwestii budowania edukacji demokratycznej i poznać punkt widzenia Gościa. Z zapałem dyskutowałyśmy o wciąż istotnych dla szkolnictwa problemach, a zatem m.in. o konieczności i sposobach odchodzenia od oceniania, o tak irytującym autorytaryzmie, potrzebie nawiązywania dialogu z uczniem, wpływie ucznia na kryteria sukcesu i wielu, wielu innych…
Oto graficzna rejestracja dyskutowanych problemów:
Foto: www.facebook.com/groups/
Zosiu, składam Ci serdeczny dank za czas, który nam poświęciłaś, za to, że chciało Ci się pokonać szmat drogi do Łodzi.*
Dziękuję też wspaniałym uczestniczkom spotkania, które przedłożyły je nad weekendowe popołudnie w domowych pieleszach.
A w tajemnicy napiszę, że już „knujemy” z Zofią kolejne spotkanie
Źródło: www.facebook.com/groups/
*Autorką przytoczonego tekstu jest twórczyni grupy „Budzących się Polonistów” – Aneta Jamiałkowska-Pabian, nauczycielka j. polskiego w Zespole Szkół Gastronomicznych w Łodzi.
Kontynuując opowieść z Eseju wspomnieniowego cz. V. 1. Cztery lata w III PMOW i rok w IKN ODN w Łodzi, która nosi tytuł „O mojej pracy resocjalizatora „trudnych” dziewcząt” – proponuję drugą zapowiedzianą część:
Kolejne lata działalności w TWP – o profilaktyce narkomanii i problemach dojrzewania
Aby „wejść w temat” muszę odwołać się do opowieści z eseju „O tym, że nie tylko dydaktyką i pracą naukową żyłem”, w którym opisałem początki mojej działalności w Towarzystwie Wiedzy Powszechnej. Tych którzy nie pamiętają opisanej tam historii odsyłam do specjalnie przygotowanego pliku z wybranym fragmentem opisanej tam historii – TUTAJ 1
W tym miejscu przypomnę jedynie, że wspominam tam nie tylko okoliczności zostania członkiem i prelegentem TWP, ale także o tym, jak to „koronnym” tematem moich prelekcji do uczniów w starszych klasach szkół podstawowych i w szkołach ponadpodstawowych stała się problematyka wychowania seksualnego. Ten fragment wspomnień podsumowałem zdaniem: „W okresie dwudziestu kilku lat mojej prelegenckiej aktywności takich spotkań z obszaru wychowania seksualnego odbyłem kilkaset…”
Jako że tamta opowieść kończyła się na roku 1983 przywołaniem faktu, iż „moja działalność w TWP została doceniona poprzez przyznanie mi w 1982 roku Srebrnej Odznaki Honorowej ‚Zasłużony Popularyzator Wiedzy TWP’”, teraz pociągnę ją dalej.
Muszę tu przypomnieć, że to zapotrzebowanie na osoby podejmujące się prowadzenia spotkań z młodzieżą na tematy problematyki seksuologicznej wzięło się stąd, że w 1973 roku Ministerstwo Oświaty i Wychowania wprowadziło do szkół nadobowiązkowy program „Przysposobienie do życia w rodzinie socjalistycznej”. Tylko od osoby prowadzącej zależał sposób przedstawienia tej ważnej dla młodych ludzi w okresie dojrzewania problematyki, a ów przymiotnik pełnił jedynie funkcje „alibi”, umożliwiającego prezentowanie uczniom polskich szkół tej tak ważnej w okresie dojrzewania problematyki.
Przez kolejne lata, także te w których pracowałem jako wychowawca w III PMOW na Drewnowskiej, także nie unikałem podejmowania się tej tematyki. Ale od wakacji 1983 roku, podczas których odbyłem dwutygodniowy staż w monarowskim ośrodku w Głoskowie [Zobacz TUTAJ] pojawił się drugi, równie ważny, a okresami nawet spychający wychowanie seksualne na drugi plan, temat. Była nim profilaktyka narkomanii – również bardzo często zamawiana przez szkoły w TWP.
Już od pierwszych miesięcy po przyjeździe z Głoskowa podjąłem bardzo intensywnie działania dla poszerzenia i ugruntowania mojej wiedzy o mechanizmach uzależnienia od narkotyków i o sposobach zapobiegania narkomanii w środowisku młodzieży. Pierwszym krokiem było sformalizowanie moich więzów z MONAR-em w ten sposób, że zostałem członkiem tego stowarzyszenia. Dzięki temu miałem ułatwiony dostęp do aktualnych materiałów o tym uzależnieniu i częsty kontakt z jego liderami – w tym i z Markiem Kotańskim.
Przy okazji opowiem, że kiedy podczas jednego z pobytów na zajęciach moich studiów podyplomowych na Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie wyrwałem się po południu w odwiedziny do Głoskowa, zastałem tam Kotańskiego z grupą najbliższych współpracowników, gorąco nad czymś debatujących. Gdy wszedłem do pokoju, po chwili gorących powitań, nagle Kotan wykrzyknął: „Z nieba nam spadłeś! Ty będziesz najlepszym kierownikiem w Rybienku!” Na moje pytanie: „O co chodzi, jakie Rybienko, jaki kierownik?” dowiedziałem się, że w eksperymentalnym ośrodku dla młodzieży w Rybienku koło Wyszkowa musieli nagle odwołać jego kierownika i właśnie od kilku godzin nie maja pomysłu kto powinien tą placówkę teraz poprowadzić. I Kotański, z typową dla siebie żywiołowością decyzji, już mnie prawie mianował tym kierownikiem, przekonując pozostałych o moich walorach i kompetencjach.
Wystarczyło abym wtedy powiedział „tak” – i moja biografia wyglądałaby od tamtego dnia zupełnie inaczej. Ja jednak podziękowałem za uznanie i zaufanie, ale odmówiłem, mówiąc, że mam już 42 lata, że mam w Łodzi rodzinę, mam syna trzynastolatka w podstawówce, że nie zostawię wszystkiego i nie przyjadę do Wyszkowa na nieznane, a już na pewno żony i syna tam nie przeprowadzę.
Nie powiem – od tamtego wieczora znacznie ochłodły moje z Kotańskim relacje…
Ale na tym źródle informacji o zjawisku narkomanii nie poprzestałem. Jeszcze w 1984 roku zostałem członkiem Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii i uczestniczyłem w kilku organizowanych przez to stowarzyszenie konferencjach. Nie zachowały się z tych wydarzeń żadne materiały, ale pamiętam, że na jednej z nich, która odbywała się w Pałacu Kultury i Nauki, zawarłem znajomość z jednym z liderów TZN (jego nazwisko także zatarło się w mej pamięci), bardzo aktywnym w działaniach na polu leczenia narkomanów profesorem, który doradził mi kilka dobrych na ten temat lektur.
Także i moje macierzyste TWP potraktowało problematykę narkomanii priorytetowo, organizując w marcu 1984 roku, wspólnie z Ministerstwem Zdrowia i Opieki Społecznej oraz Ministerstwem Oświaty i Wychowania seminarium na ten temat.
Ja także nie zasypiałem przysłowiowych gruszek w popiele – podejmowałem się coraz to bardziej rosnącej ilości prelekcji na te tematy, nie tylko do młodzieży, ale także do rad pedagogicznych szkół, a także do rodziców, które dostarczały mi materiałów do pogłębionych refleksji o metodyce zapobiegania narkomanii, realizowanej w formule pogadanek. Ich zwieńczeniem był poradnik, który napisałem z zamiarem upowszechnienia go wśród prelegentów TWP, chcących także podejmować się takiej działalności. Poradnik został wydany przez Zarząd Główny TWP w formie broszur i rozesłany do wszystkim oddziałów wojewódzkich.
Oto tytuł informacji, zamieszczonej dziś (29 października 2021r.) na „Portalu Samorządowym”: „Już co dziesiąta szkoła pracuje zdalnie”. Zamieszczając tą informacje portal powołuje się na „Rzeczpospolitą”. Udostępniamy fragment tekstu z „P S” :
Z dnia na dzień przybywa uczniów, którzy znów uczą się przez internet. Stacjonarnie pracuje obecnie 90,7 proc. szkół ponadpodstawowych i 90,2 proc. podstawówek – pisze w piątek „Rzeczpospolita”.
„W sumie zdalnie lub hybrydowo działa już 2131 placówek. Większość, bo 2037, działa w trybie mieszanym” – gazeta podaje dane Ministerstwa Edukacji i Nauki*.
„Niepokoi jednak dynamika zmian” – zauważa dziennik. Jak wylicza, codziennie liczba szkół, które przestają pracować stacjonarnie, wzrasta o 2 pkt proc. Kwarantanną obejmowani są również nauczyciele.[…]
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
*Oto dane zaczerpnięte z fanpage MEiN:
Źródło: www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki
x x x
Mamy 9 tys. 387 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem – przekazało (dziś – 29.10.2021 r.) Ministerstwo Zdrowia w najnowszym komunikacie. Z powodu COVID-19 zmarło 12 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 90 osób. [Razem to 102 osoby!] Dzisiejsza liczba nowych przypadków oznacza nowy rekord czwartej fali pandemii.
Aktualny wykaz zachorowań ostatniej doby – w podziale na województwa – TUTAJ


















