
Dziś prezentujemy tekst z dawno nie odwiedzanego fejsbukowego profilu Marzeny Żylińskiej:
Czy umiemy wyobrazić sobie szkoły, w których wszyscy uczniowie czerpią radość ze swojego rozwoju? Również ci, którzy rozwijają się nieco wolniej lub mają z czymś trudności? Nie chodzi o to, żeby oszukiwać uczniów, że są świetni, gdy w rzeczywistości mają jakieś problemy, chodzi o to, żeby wiedzieli, że:
>można mieć z czymś trudności i to jest OK,
>można czegoś nie rozumieć,
>można być w czymś wolniejszym,
>można czegoś (jeszcze) nie umieć.
Te wszystkie trudności nie są problemem, gdy człowiek ma motywację do podejmowania kolejnych prób. Bo dziecko ma wiele lat na to, żeby się pewnych rzeczy nauczyć. Chodzi więc o to, by na początku nie straciło motywacji do nauki, zainteresowania światem i wiary w siebie.
Dlatego jedną z najważniejszych kompetencji w zawodzie nauczyciela jest umiejętność podtrzymywania motywacji do pracy wtedy, gdy dzieci / młodzi ludzie ją tracą, bo coś im nie wychodzi.
Nauczyciel, który potrafi przywrócić chęć do pracy zdemotywowanemu dziecku, który rozumie, że coś może sprawiać trudności i potrafi wytłumaczyć, że sukces w życiu odnoszą ci, którzy potrafią realizować własne cele mimo pojawiających się trudności.
Sukces dzieci zależy od tego, czy trafią na dorosłych, którzy rozumieją, że one mają prawo (jeszcze) czegoś nie umieć i nie rozumieć, potrafią je wspierać i zachęcać do kolejnych prób i wciąż im powtarzać, że problemy i trudności są w procesie uczenia się czymś normalnym. O to właśnie chodzi, gdy w podstawach programowych czytamy o dostosowaniu wymagań do możliwości uczniów.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Wczoraj (27 października 2021r.) Zespół Szkół Gastronomicznych w Łodzi, znany także jako „Gastronomik” był gospodarzem finałowych zmagań, ogłoszonego wcześniej I Ogólnopolskiego Konkursu Gastronomicznego im. Zbigniewa Kopyckiego.
Patron konkursu – Zbigniew Kopycki – to absolwent tej szkoły, znany, ceniony i lubiany mistrz kuchni, który w wyniku urazów odniesionych podczas wypadku komunikacyjnego zmarł w grudniu 2020 roku.
Po ogłoszeniu konkursu do udziału w nim zgłosiło się – w rywalizacji kulinarnej 96 dwuosobowych drużyn, a w kategorii w kategorii carvingu, który był konkursem indywidualnym i polegał na wykonaniu rzeźby w warzywach – 16 osób. Wykaz szkół z których wpłynęły zgłoszenia – TUTAJ
Do finału zakwalifikowanych zostało 12 drużyn (plus 4 rezerwowe) oraz 9 osób w indywidualnej kategorii i carvingu.
Finał obył się w środę 27 października. Relację z tych rywalizacji zamieściła TV TOYA – TUTAJ
Oto kilka screenów z tej relacji:
W kuchni
Rzeźbienie w dyni
Po degustacji wszystkich przygotowanych potraw i obejrzeniu dzieł plastycznych jury dokonało wyboru zwycięzców:
Kategoria Carving:
I miejsce: Monika Konieczny z Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Opolu, opiekun: Piotr Wasik
II miejsce: Iga Kubicka z Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi, opiekun: Emilia Kaźmierczak
III miejsce: Bartosz Michalak z Zespołu Szkół Ekonomiczno – Usługowych w Żychlinie, opiekun: Katarzyna Hryciuk
Wyróżnienie: Katarzyna Ciesielczyk z Zespołu Szkół Ekonomiczno – Usługowych w Żychlinie, opiekun: Katarzyna Hryciuk
Kategoria Kuchnia Wegetariańska:
I miejsce: Marta Szcześniak, Krzysztof Krawczyk z Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi, opiekun: Dorota Andrzejewska
II miejsce: Adam Łodej, Michał Żak z Zespołu Szkół Przemysłu Spożywczego w Kielcach, opiekun: Michał Markowicz
III miejsce: Elżbieta Wróblewska, Zuzanna Kwiatkowska z Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Ustawicznego w Gronowie, opiekun: Dawid Jaroszewski
Wyróżnienie: Mateusz Pluciński, Kacper Gustowski z Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi, opiekun: Marcin Kolasiński
Na podstawie dostępnych źródeł
zredagował i zamieścil
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.olsztyn.com.pl
Dr hab. Stanisław Czachorowski, profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
Wczoraj (27 października 2021r.) portal EDUNEWS zamieścił tekst dra hab.Stanisława Czachorowskiego, zatytułowany „Szkoła a Ministerstwo Edukacji Narodowej”. W trosce o właściwy przekaz zamieszczamy go bez skrótów:
W szkolnych murach spędzamy bardzo dużo czasu, co najmniej kilkanaście lat. Podobno uzbiera się tego około 14 tys. godzin. Kawał życia. A po opuszczeniu murów szkolnych, z dyplomem, uczymy się dalej, na studiach, kursach, szkoleniach, indywidualnie, stacjonarnie i coraz bardziej online. Jednym słowem kształcenie (się) ustawiczne. A potem nawet w uniwersytetach trzeciego wieku. Uczymy się tak dużo a i tak odczuwamy braki, luki w swojej wiedzy, umiejętnościach i kompetencjach. Społecznie dostrzegamy powszechny wtórny analfabetyzm. Coś z tym kształceniem jest nie tak?
Szkoła to epizod w historii ludzkości, uczyliśmy się, uczymy i będziemy uczyli się nie tylko w szkole. A teraz jesteśmy w trakcie ogromnej rewolucji technologicznej. Tempo zmian jest ogromne i instytucjonalne nadążanie za potrzebami jest permanentnie zapóźnione. To tak, jakby pieszo gonić jadący autobus. Dlatego czeka nas spora transformacja systemu edukacji. To się nie rozejdzie po kościach ani nie da się „przeczekać”.
Edukacja to duży i ważny fragment naszego życia, a tak mało przykładamy wagi do należytego zorganizowania tego procesu i sfery życia. W praktyce mamy Ministerstwo Szkoły Narodowej na poziomie podstawowym, średnim i wyższym. W nazwie naszego ministerstwa jest edukacja i nauka a nie szkoła jako miejsce: Ministerstwo Edukacji i Nauki (dawniej Ministerstwo Edukacji Narodowej). To dlaczego zajmuje się tylko szkolnictwem, szkołami a nie całym procesem edukacji? Ewidentne zapóźnienie koncepcyjne.
Środowisko edukacyjne jakoś się rozwija. Samo z siebie. Obiektywne procesy społeczne i cywilizacyjne. Czasem zachodzą chaotycznie. Rozwijają się prywatne korepetycje (jako plaster na niewydolność edukacji szkolnej), niedoinwestowani nauczyciele, przeciążeni papierologią i nieproduktywną ideologizacją odchodzą z zawodu, w Polsce powstają coraz liczniej szkoły prywatne i intensywnie rozwijają się różnorodne formy edukacji online. To tylko nieliczne symptomy poważnego kryzysu i zachodzącej dużej transformacji. Kto nie wyda na kucharza, wyda na lekarza. Żałujemy wydatków na edukację (np. na pensje nauczycieli i stworzenie dobrych lokalowo i sprzętowo warunków do pracy w szkołach). Zawsze są inne, pilniejsze i potrzebniejsze inwestycje. Szkoła ma się tylko jakoś zaopiekować uczniami. Zająć się nimi. Niewiele oczekujemy w zakresie dobrej edukacji. Bo ci, którym zależy, to poślą swoje dzieci na korepetycje, płatne kursy, szkolenia online itp. Czyli i tak wydamy i to więcej na „leczenie” skutków słabej edukacji państwowej.
To oczywiście tylko jeden problem. Od dekady intensywnie rozwijają się centra nauki jako pozaszkolne obszary edukacji, rozwija się rozproszona edukacja online, pojawił się crowdlearning. Na uniwersytetach coraz liczniejsze są różnorodne festiwale nauki i zajęcia dla młodzieży szkolnej. To już nie są jakieś małe epizody, ale trwały i ważny element. Ale jeszcze systemowo nie zauważony i nie zintegrowany z edukacją szkolną. Ferment i chaos tak jak w każdej rewolucji technologicznej. Coś się z tego w końcu wykluje. Bo podobnie dzieje się na całym świecie. Społeczeństwa poszukują nowego modelu edukacji, tworzą nowe, współczesne środowisko edukacyjne, w którym szkoły będą w pełni zintegrowane ze środowiskiem pozaszkolnym.
Foto: www.google.com
Siedziba Szkoły Podstawowej nr 45 im. Jana Matejki w Łodzi
Maciej Kałach jest autorem tekstu zamieszczonego dziś w „Dzienniku Łódzkim”, którego tytuł wprowadza w problematykę jego zawartości: „Uczennice szkoły z Łodzi nie mogą nosić spodni jako stroju galowego. Łódzkie kuratorium zbadało, czy to dyskryminacja”. Oto jego fragmenty:
[…] W statucie SP nr 45 galowy strój u dziewcząt to spódnica lub sukienka. A spodnie? Na szkolnych akademiach w podstawówce w Łodzi tylko dla chłopców
–Strój dziewczęcy składa się z: białej bluzki oraz ciemnej spódnicy/sukienki – ten zapis w statucie SP nr 45 na Bałutach w Łodzi, odnoszący się do uczniowskiego ubioru galowego, uznało za nielegalny oraz dyskryminujący Stowarzyszenie Umarłych Statutów (SUS).
To organizacja (z siedzibą w Gródku na Podlasiu), która nagłaśnia przypadki zapisów w szkolnych dokumentach, jej zdaniem, sprzecznych z polskim prawem. […]
Co na to Małgorzata Zwolińska, dyrektor SP nr 45 w Łodzi? W środę (27 października), w odpowiedzi na nasze pytanie o sprawę spodni, stwierdziła, że zasady ubierania się uczniów zostały wprowadzone zgodnie z odnoszącym się do tej kwestii artykułem ustawy Prawo oświatowe.
-Zasady dotyczące codziennego stroju są bardzo liberalne. Dziewczynki mogą chodzić, i oczywiście chodzą do szkoły, także w spodniach. Wymogi dotyczące stroju, w tym rodzaju i kolorystyki stroju galowego, zostały ustalone w trybie uzgodnień całej społeczności szkolnej: nauczycieli, uczniów, rodziców. W podobnym trybie mogą zostać wprowadzone ewentualne zmiany – stwierdziła dyrektor.
Łódzkie kuratorium w swoim środowym stanowisku potwierdziło legalność wprowadzenia zapisu w statucie SP nr 45. […]
Cały artykuł „Uczennice szkoły z Łodzi nie mogą nosić spodni jako stroju galowego. Łódzkie kuratorium zbadało, czy to dyskryminacja” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
I Liceum Ogólnokształcące w Zduńskiej Woli gościło w dniach 25-26 października 2021r. kolegów z Klubu Aktywnego Dyrektora W-M ODN w Olsztynie. Oto ilustrowana informacja o tej wizycie z fanpage tego klubu:
Klub Aktywnego Dyrektora W-M ODN w Olsztynie jest w I Liceum Ogólnokształcące w Zduńskiej Woli.
„Efektywne i innowacyjne nauczanie matematyki. Nadzór pedagogiczny dyrektora szkoły nad kształceniem kompetencji matematycznych – doskonalenie jakości nauczania” 25-26 października 2021r.
Wracamy z wizyty studyjnej w I Liceum Ogólnokształcącym w Zduńskiej Woli. Dwa bardzo intensywne dni, podczas których Dyrektorzy – członkowie KAD i uczący w szkołach, którymi zarządzają, Nauczyciele matematyki, spotkali się z Anną Szulc – nauczycielką matematyki, autorką i realizatorką innowacji w zakresie metodyki nauczania oraz oceniania. Razem uczestniczyliśmy jako obserwatorzy w sześciu lekcjach.
Dyrektorzy spotkali się również z Dyrektorem I LO, Panem Tomaszem Siemienkowiczem. Połączyliśmy się online z Panią Pedagog Alicją Piątkowską (interesowało nas funkcjonowanie uczniów z klas objętych innowacją), a z Panią Anną Szulc spotkaliśmy się wczoraj i dziś, omawiając prezentowane metody, sposoby oceniania i warsztat pracy.
Każdy wiezie ze sobą własne refleksje i przemyślenia, brzmią nam też słowa Anny „nie jestem w szkole po to, żeby przygotować do matury, moim zadaniem jest uczenie matematyki w taki sposób, żeby uczniowie chcieli się jej uczyć„. I słowa Dyrektora: „stosowanie metody innowacyjnej i tradycyjnej przynosi porównywalne zyski w wynikach matury. Ale tylko innowacja Anny przynosi dodatkowy zysk w postaci nabycia kompetencji, których egzamin maturalny nie sprawdzi, a bez których dobre życie jest nieosiągalne – to umiejętność uczenia się, współpracy, poszanowania potrzeb i talentów drugiej osoby, słuchania się nawzajem i brania odpowiedzialności przez ucznia za własne efekty uczenia się„.
Przed nami jeszcze długa droga do domów i przed nami różne odległości do rozumienia i stosowania tego, co widzieliśmy. Ale UCZYMY SIĘ.
Dziękuję Wam Dyrektorzy i Nauczyciele za wspólny wyjazd.
Źródło: www.facebook.com/KADWMODN/
Foto: Andrzej Cylwik[www.cen.gda.pl]
Małgorzata Bukowska-Ulatowska podczas jednego z warsztatów, prowadzonych przez nią w Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku.
Wczoraj na portalu EDUNEWS, pod zakładką < Szkoły > zamieszczono tekst Małgorzaty Bukowskiej-Ulatowskiej pt. „Fastfoodyzacja doskonalenia zawodowego nauczycieli?”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji – wyróżnienie fragmentów przytoczonego tekstu podkreśleniami i pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Miałam przyjemność poprowadzić stacjonarne warsztaty dla nauczycieli języka angielskiego na temat wykorzystania potencjału pytań w edukacji językowej. Na zajęcia dotarły… 3 osoby. W ten sposób dołączyłam do sporego grona trenerów, którzy w ostatnich tygodniach przygotowali szkolenia stacjonarne i albo odwołali je ze względu na niewielkie zainteresowanie, albo zdecydowali się poprowadzić zajęcia – dla bardzo kameralnych grup. […]
Przed pandemią zdarzało mi się spotkać z opinią, że praca w grupach czy wymiana doświadczeń uczestników podczas warsztatów to elementy zbędne: nie przychodzę na szkolenie, żeby słuchać koleżanek, tylko eksperta; szkoda czasu na dyskusję w grupach, lepiej, żeby pani prowadząca podała w tym czasie kilka dodatkowych pomysłów na ćwiczenia dla uczniów (cytaty z ankiet ewaluacyjnych). Jednak zdecydowanie częściej nauczyciele podkreślali wartość uczenia się od siebie nawzajem, dzielenia się opiniami oraz propozycjami rozwiązań, a także możliwość bezpośredniej interakcji z prowadzącym i wyjaśniania pojawiających się wątpliwości na bieżąco. Część odbiorców preferowała wykłady, jednak warsztaty również gromadziły wielu uczestników. Czyżby czas pandemii zmienił sposób myślenia nauczycieli o tym, czym jest efektywne doskonalenie zawodowe? Nie znajduję przesłanek, które wskazywałyby na taką zmianę. […]
A może odwykliśmy od długich dojazdów na szkolenia? Do tego jesienna aura za oknem nie zachęca do wychodzenia z domu…. Może też daje o sobie znać ogólne zmęczenie, kumulacja trudnych doświadczeń z ostatnich miesięcy czy nawet lat oraz nadal niepewna sytuacja epidemiczna? Może za kilka miesięcy wszystko wróci do normy? Obawiam się, że mamy do czynienia z poważniejszą zmianą. Wydaje mi się, iż doświadczamy kryzysu doskonalenia zawodowego nauczycieli.
Szkoleniowy fast food?
Rozwój nowoczesnych technologii oraz inicjatywy związane z dzieleniem się wiedzą znacząco zwiększyły dostępność informacji, również z zakresu dydaktyki. Przeniesienie szkoleń do sieci stworzyło nowe możliwości – np. uwolniło nas od dylematów, którą z konferencyjnych sesji równoległych wybrać; dzięki dostępowi do nagrań możemy zapoznać się ze wszystkimi. Na fali solidarnościowej w pierwszych miesiącach lockdownu powstało wiele tutoriali i innych materiałów szkoleniowych udostępnianych nieodpłatnie. Często miały one charakter zestawu prostych, gotowych rozwiązań – niekoniecznie sprzyjały pogłębionej refleksji nad przebiegiem procesu edukacyjnego, ale odpowiadały na potrzeby chwili i były przydatne w sytuacji kryzysowej. Sama przygotowałam kilka cykli nagrań szkoleniowych w rodzaju 3 pomysły na… (np. pisanie na lekcjach online). Jednak postrzegałam te działania jako doraźne. […]
Jeszcze kilka lat temu skarżyłam się, że ze względu na ograniczenia finansowe nie mogę uczestniczyć w wielu interesujących mnie formach doskonalenia. Teraz brakuje mi czasu na obejrzenie czy przeczytanie wszystkiego, do czego mam dostęp (często nieodpłatnie oraz bez konieczności ponoszenia kosztów podróży, noclegu itp.) i z czym chciałbym się zapoznać. Myślę, że znaczna część nauczycieli jest w podobnej sytuacji – dzięki ogromnym zasobom edukacyjnym online może poznawać nowe treści bez wstawania z kanapy. Jednak doskonalenie zawodowe to nie tyle czytanie opracowań z interesującej nas dziedziny czy oglądanie webinariów, ile refleksja nad własnym warsztatem pracy i wprowadzanie stosownych modyfikacji. […]
Co dalej?
Jakie formy doskonalenia zawodowego dla nauczycieli będą z jednej strony przyciągały uczestników, a z drugiej – tworzyły warunki sprzyjające rzeczywistemu rozwojowi zawodowemu? Nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. Może ktoś z Państwa ma jakiś pomysł?
Cały tekst „Fastfoodyzacja doskonalenia zawodowego nauczycieli?” – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
https://www.edunews.pl/system-edukacji
Foto: Maciej Kaczanowski [www.dziennikwschodni.pl]
Przemysław Czarnek
Na „Portalu Samorządowym” zamieszczono dziś (26 października w2021r.) tekst zatytułowany „Nowy przedmiot „Historia i teraźniejszość”. Kto będzie go uczyć?”. Oto jego obszerny fragment
[…] Szef MEiN pytany był we wtorek w Polskim Radiu 24 o nowy przedmiot „Historia i teraźniejszość”, kto będzie uczył tego przedmiotu i od kiedy będzie on realizowany w szkołach podkreślił, że „na pewno nie będą to nowi nauczyciele, tylko ci, którzy już teraz w szkołach są„. „Mamy wielu historyków zatrudnionych w szkołach i oni będą tego przedmiotu uczyć” – odpowiedział Czarnek.
Jak zaznaczył, „zespół ekspertów, który pracuje intensywnie nad podstawami programowymi tego przedmiotu” spotkał się w poniedziałek z wiceministrem edukacji i nauki Dariuszem Piontkowskim.
„Chcemy, aby od 1 września 2022 r., czyli od przyszłego roku szkolnego wszedł on do siatki godzin w szkołach ponadpodstawowych, od klasy I szkoły ponadpodstawowej” – mówił szef MEiN.
Pytany, czy można już mówić o zrębach programowych tego przedmiotu, czy jest jeszcze na to za wcześnie odparł: „Od tego są eksperci. Nie jestem historykiem i nie wtrącam się w prace ekspertów, jak będą gotowe podstawy programowe przedstawimy je publicznie. Wszyscy muszą się z nimi zapoznać, zwłaszcza nauczyciele, po to by nie budził najmniejszych wątpliwości„.
Minister podał, że jednocześnie inne zespoły programowe pracują nad tym, żeby ograniczyć materiał w innych przedmiotach, również w historii w zakresie nauczania o Starożytności czy Średniowieczu. „Nie wyciąć całkowicie, bo jest nam potrzebna również wiedza na temat Starożytności i Średniowiecza, ale nieco ograniczyć, tak, aby nowy przedmiot – tu pragnę uspokoić – nie spowodował wydłużenia czasu przebywania uczniów w szkołach” – zaznaczył Czarnek. […]
Cały tekst „Nowy przedmiot „Historia i teraźniejszość„. Kto będzie go uczyć?” – TUTAJ
Źróło: www.portalsamorzadowy.pl
Foto: wvww.pl.dreamstime.com/
Wczoraj (25 października 2021r.) portal < mama:Du > zamieścił artykuł Agnieszki Miastowskiej pt. „Twoje dziecko dostało jedynkę z pracy domowej? To nie tylko bez sensu, ale też niezgodne z prawem!”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
[…] Prace domowe są tematem budzącym kontrowersje. Z jednej strony wielu nauczycieli i rodziców powtarza, że bez ćwiczeń w domu uczniowie nie są w stanie przyswoić wszystkiego, czego dowiedzą się na lekcji. Szczególnie jeśli chodzi np. o naukę pisania wypracowań, na co na lekcji zwyczajnie nie ma czasu.
Z drugiej strony czas dziecka w domu powinien być przeznaczony na odpoczynek, a wystarczy, że kilka nauczycielek jednego dnia zada „dwa ćwiczonka dla powtórki materiału”, by dzieci nad książkami ślęczały od powrotu do domu do późnej nocy. Kto z nas nie zna tego z własnego dzieciństwa?
Kto nie zna też obawy o to, że praca domowa została wykonana źle i czytając ją przed klasą, ośmieszymy się albo dostaniemy słabszą ocenę? Albo jedynkę za brak pracy domowej, jeśli akurat o niej zapomnieliśmy, a przerwa nie będzie wystarczająco długa, by ją od kogoś spisać.
Okazuje się jednak, że praca domowa w ogóle nie powinna podlegać ocenie. Nauczyciele, którzy wystawiają jedynkę za nieodpowiednie wykonanie pracy domowej lub jej brak zwyczajnie łamią prawo. Jakie prawo? […]
Pedagodzy, którzy są zwolennikami nieoceniania pracy domowej powołują się na artykuł 44 ustawy o systemie oświaty. Zgodnie z nim „ocenianiu podlegają (m.in.) osiągnięcia edukacyjne ucznia”, a praca domowa nie zalicza się do osiągnięć edukacyjnych. […]
Za brak/nieprawidłowe wykonanie pracy domowej nauczyciel nie ma więc prawa postawić niedostatecznej oceny z pracy na lekcji, ponieważ nie zalicza się ona do „osiągnięć edukacyjnych”. Czy jednak faktycznie może wystawić negatywną ocenę z zachowania?
Tak jakby brak zadania do wykonania w czasie wolnym od szkoły, był przejawem nieodpowiedniego zachowania ucznia? I po raz kolejny – ani nauczyciele, ani rodzice nie są zgodni i nie do końca zdają sobie sprawę z litery prawa lub po prostu interpretują je inaczej.[…]
Kolejni nowocześni edukatorzy rokrocznie przypominają, że w Ustawie o systemie oświaty nie ma jednej informacji o tym, że praca domowa jest obowiązkiem ucznia. Za to w Konwencji o prawach dziecka znajdziemy zapis na temat tego, że „dziecko ma prawo do odpoczynku i wolnego czasu. […] Nikt też nie może go zmuszać do pracy ponad siły ani wykorzystywać zarobkowo w inny sposób„.
Jak więc rozwiązać spór o prace domowe? Nauczyciele są raczej zgodni w tym, że niewłaściwie wykonana praca domowa świadczy o tym, że uczeń nie opanował materiału, więc należy mu się zdecydowanie pomoc nauczyciela, a nie nagana z jego strony.
Notoryczny brak pracy domowej będzie jednak przez większość nauczycieli traktowany jako niewywiązanie się z obowiązku szkolnego lub powód do odnotowania tego w kategoriach niewłaściwego zachowania.
Cały artykuł „Twoje dziecko dostało jedynkę z pracy domowej? To nie tylko bez sensu, ale też niezgodne z prawem!” – TUTAJ
Źródło:www.mamadu.pl
Foto: www.fakty.lca.pl
Dzisiaj (25 października 2021r.) „Dziennik Łódzki” zamieścił artykuł Magdaleny Jach pt. „Z papierosami i e-papierosami do szkoły – „rozpalone” łódzkie nastolatki. Dlaczego dzieci sięgają po ‚fajki’?”. Oto jego obszerne fragmenty:
Nastolatki palące o poranku, na osiedlowym skwerze w pobliżu szkoły, na przystankach tramwajowych czy idące przez park z papierosami w dłoniach przed lub po lekcjach – nie sposób nie zauważyć ich każdego dnia. Te obrazki wróciły wraz z powrotem młodzieży do szkół tej jesieni.
Eksperci alarmują: 50% uczniów próbowało palić papierosy, a co czwarta osoba w wieku 15–18 lat robi to codziennie – podaje ministerstwo zdrowia. Palenie zaczyna się już od szkoły podstawowej.[…]
Dyrektorzy i nauczyciele łódzkich szkół bardzo dobrze znają temat. Nie ukrywają, że walka z młodocianymi palaczami w tym roku jest chyba jeszcze trudniejsza niż kiedyś.
–Uczniowie po okresie lockdownu znów są razem, a w grupie chcą zaistnieć – zwracają uwagę wychowawcy. – Chcą się zintegrować, a wspólne „wychodzenie na fajkę”, „na macha” czy „na bucha” temu sprzyja. Poza tym manifestują swoją „dorosłość” – papieros zawsze był jej atrybutem.
Łódzcy nauczyciele obserwują, że najbardziej „rozpaloną” grupą są uczniowie klas pierwszych szkół ponadpodstawowych. Sięgają po tradycyjne papierosy, ale także po bardzo modne „elektryki”. Te mniej śmierdzą, łatwiej je schować i uchodzą za „zdrowsze”… […]
Lekarze zauważają też, że czas pandemii zdecydowanie pogorszył ogólną kondycję młodzieży. Wiele osób też chorowało na COVID-19, co może mieć nadal wpływ na ich rozwój i stan zdrowia. […]
–Tak jak co roku temat palenia poruszyłam z rodzicami uczniów klas pierwszych podczas zebrań – mówi Elżbieta Nowicka, dyrektor XX Liceum Ogólnokształcącego. – Przyznaję, że walczymy z tym problemem jak Don Kichot z wiatrakami. Z młodzieżą rozmawiają wychowawcy, biolodzy, tłumacząc, jakie skutki może przynieść palenie dla młodego, rozwijającego się organizmu. Ja sama często zwracam uwagę, jak palenie niszczy i zdrowie, i urodę, i głos. Ale to też nie robi wrażenia nawet na dziewczynach. Im bliżej matury tym – wydaje mi się – młodzież dojrzewa i bardziej świadomie już podchodzi do tematu. Wśród starszych uczniów jest mniej palących.
W szkołach, które są instytucjami użyteczności publicznej, palenie papierosów jest zabronione. Palarni tam nie ma, nawet dla nauczycieli. Wśród nich palących jest też na szczęście coraz mniej. W pracy są często zobowiązani do „gonienia uczniów – palaczy” – choć np. kontrola toalet czy zakamarków szkolnych bywa dla nich krępująca. W placówkach są też montowane kamery czy czujniki dymu.
Co grozi delikwentowi przyłapanemu? Punkty ujemne z zachowania, obniżona ocena? To nie robi na nikim raczej wrażenia. W Zespole Szkół Rzemiosła „za karę” trzeba przygotować prezentację o szkodliwości palenia, a „w nagrodę” potem taka prezentacja jest wyświetlana dla wszystkich na dużym ekranie.
–Jedyne, co jeszcze działa na niektórych to wezwanie rodziców do szkoły – mówi Marcin Józefaciuk, dyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła. – Informacja o tym, że syn czy córka palili w szkole lub przebywali w towarzystwie osób palących to jest coś, czego dzieciaki wolałyby uniknąć. Niektórzy uczniowie twierdzą też, że muszą palić, bo są uzależnieni. W takiej sytuacji ja zawsze mówię: idź do specjalisty, niech wystawi ci zaświadczenie o uzależnieniu i wtedy będziemy myśleć, jak ci pomóc. Ale pozytywne jest też to, że część młodzieży przeciwstawia się paleniu i preferuje zdrowy tryb życia. […]
Nastolatki często zaczynają palić, bo:
-uważają, że to oznaka ich dorosłości,
-myślą, że z papierosem są bardziej atrakcyjne,
-naśladują przyjaciół, którzy palą,
-buntują się i w ten sposób okazują swoją niechęć wobec otoczenia i dorosłych,
-wierzą, że papierosy uspokajają,
-chcą schudnąć i mają przekonanie, że papieros im w tym pomoże,
-ulegają reklamom, modom, próbują czegoś nowego.
Cały artykuł „Z papierosami i e-papierosami do szkoły – „rozpalone” łódzkie nastolatki. Dlaczego dzieci sięgają po „fajki”?” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl

















