Rysunek: Danuta Sterna

 

 

W minionym tygodniu na swoim blogu < Oś świata > Danuta Sterna zamieściła bardzo przydatny wszystkim, którzy chcą zmienić polską szkołę tekst, będący omówieniem badań kanadyjskich i australijskich naukowców nad sposobami motywowania uczniów do uczenia się. Zamieszczamy ten tekst bez skrótów:

 

 

Badania nad motywacją do uczenia się

 

Zacznę od anegdoty z września tego roku. Pewna młoda osoba zdała egzamin do liceum plastycznego. Wcześniej uczyła się w domu w edukacji domowej. Pierwsze dni w liceum spowodowały, że dziewczyna odmówiła chodzenia do szkoły, mimo, że bardzo chciała rozwijać się artystycznie. Za dużo sprawdzianów, za dużo krzyku, za dużo wymagań i straszenia. Mama dziewczyny poszła na rozmowę z dyrektorem i zaproponowała, że córka będzie uczyć się samodzielnie w domu, uczęszczać będzie tylko na zajęcia artystyczne i pod koniec semestru zda egzaminy. Dyrektor odpowiedział: „Nie mogę się na to zgodzić, każdy uczeń tak by chciał”. Czyli my nauczyciele jesteśmy świadomi tego co motywuje do nauki, ale nie chcemy/nie możemy się na to zgodzić!

 

Ponieważ niezmotywowany uczeń raczej nie nauczy się wiele, dlatego warto pracować nad motywacją. Niektórzy nauczyciele uważają, że  mogą zmotywować karami i nagrodami, inni cenią tylko chwalenie i docenianie.

 

 

Co mówią badania edukacyjne?

 

Zespół kanadyjskich i australijskich naukowców postanowił przyjrzeć się sposobom motywowania. Znaleźli 144 badań na ten temat, obejmujących prawie 80 000 uczniów, od szkoły podstawowej po uniwersytet.

 

Doszli do dwóch wniosków:

 

1.Po pierwsze, nauczyciele mają znacznie większy niż rodzice wpływ na motywowanie uczniów do nauki, choć rola rodziców ma też znaczenie.

 

2.Drugi wniosek dotyczy tego, jak rozwijać wewnętrzną motywację, która naprawdę pomaga dzieciom i młodym osobom odnosić sukcesy w szkole. Burea wskazuje na zaspokojenie trzech potrzeb psychologicznych uczącego się: kompetencja, przynależność i autonomia. Przy czym, poczucie kompetencji nie oznacza, że ​​uczniowie już wiedzą, jak coś zrobić, ale że mają pewność, że są w stanie się tego nauczyć [Źródło: www. journals.sagepub.com]

 

Joshua L.Howard, Julien i Frederic Guay wyszczególniają dwa rodzaje motywacji wewnętrznej najsilniej związane są z sukcesem w szkole. Dą to: wytrwałość i dobre samopoczucie. Natomiast motywacja kierowana chęcią zdobycia nagrody lub uniknięcia kary była w ich badaniach najmniej korzystna i wiązała się z gorszym samopoczuciem.

 

Motywacja jest rzeczą niezwykle trudną do zmierzenia i zbadania. Wnioski naukowców opierają się na tym, co uczniowie deklarują w ankietach. Naukowcy nie zdołali przeprowadzić eksperymentów z grupami kontrolnymi i stwierdzić, czy niektóre podejścia rzeczywiście powodują wzrost motywacji. Zamiast tego koncentrują się na tym, w jaki sposób pewne zgłaszane uczucia powiązane są  osiągnięciami akademickimi uczniów.

 

 

Co może zatem robić nauczyciel?

 

Nauczyciele mogą słuchać uczniów i pytać ich o uczucia, których doznają oraz przede wszystkim kierować się w stosunku do uczniów empatią.

 

Wyjaśniać zasady i określać wymagania, tak, aby uczniowie wiedzieli po co i dlaczego się uczą.

 

Dawać uczniom wybór i pozwalać im personalizować zadania. Na przykład nauczyciele mogą pozwolić uczniom wymyślić własne tematy do opracowania lub opracować i wykonać własne eksperymenty naukowe.

 

 

Jak jest w szkołach z motywacją?

 

 

Czytaj dalej »



Miniony tydzień przyniósł wiele wydarzeń w obszarze zainteresowań redaktora „Obserwatorium Edukacji” Jednak uznałem, że tylko jedna sprawa stanie się przedmiotem tego felietonu. Pozostałe nie są mniej ważne – zapewne nietrudno uzasadnić, że niektóre z nich są nawet ważniejsze. Jak choćby przebieg najnowszego spotkania nauczycielskich związków zawodowych z kierownictwem MEiN. Jednak nie wydaje mi się, aby potwierdzanie że białe jest białe, a czarne – czarne, mogło kogoś zainteresować.

 

Za to poddanie bliższemu oglądowi sytuacji, w naszym medialnym świecie niezwykle rzadkiej, jaką były: artykuł Lidii Makowskiej z „Gazety Wyborczej TRÓJMIASTO” zatytułowany „W szkołach prewencyjnie stosuje się „cnoty niewieście”, by nie było skarg do kuratorium” i upublicznione niezwłocznie po nim oświadczenia, zaprzeczające opisanym w tej publikacji faktom [Patrz: Czy Lidia Makowska z trójmiejskiego dodatku „GW” nie napisała prawdy?] może okazać się pomocne w przypadku, gdyby Czytelniczki i Czytelnicy tego felietonu byli zainteresowani próbą obiektywnego podejścia do tej niecodziennej sytuacji.

 

Bo że jest ona niecodzienną, to nie mam wątpliwości. Wszak bez przerwy jesteśmy bombardowani informacjami o kłamstwach i „półprawdach”, jakimi karmią swoich odbiorców media kontrolowane przez aktualną władzę (patrz TVP, PR, „Gazeta Polska”, „Sieci”, „DoRzeczy” i inne) Ale także codziennie jesteśmy zapewniani, że tylko WOLNE MEDIA są źródłem prawdziwych informacji. A jedną z bardziej „oczywistych oczywistości” jest twierdzenie, że pierwszym w Polsce wolnym medium, z ponad trzydziestodwuletnią tradycją (od 8 maja 1989) jest „Gazeta Wyborcza”, z jej redaktorem naczelnym Adamem Michnikiem, jako gwarantem tej wolności i niezależności.

 

I nagle taki publiczny zarzut postawiony przez poważny portal na:Temat. Pierwsze co kazało mi zatrzymać się nad tą sytuacją to pytanie: „Kto odważył się zarzucić „Gazecie Wyborczej” publikowanie nieprawdziwych informacji?” Oczywistym działaniem było znalezienie odpowiedzi na pytanie: „Czyj jest ten portal, czy jak wolą go określać wydawcy – platforma wymiany poglądów, opinii i informacji?” Bez trudności znalazłem informacje, że właścicielem całej Grupy na Temat, do której należą, obok portalu <na:Temat> także magazyn <MamaDu> oraz <ASZdziennik> jest Glob360 sp. z o.o, że krajem pochodzenia kapitału tej firmy jest Polska, a właścicielami. . . Tomasz Lis i Tomasz Machała.

 

Bardzo mnie ta informacja zaskoczyła i zastanowiła. Zaskoczyła jako słuchacza piątkowego porannego programu Radia TOK FM, prowadzonego przez Jacka Żakowskiego, w której najczęściej występuje „trzódka” komentatorów: Tomasz Lis, Tomasz Wołek i Wiesław Władyka. A przecież nie jest dla nikogo tajemnicą, że Radio TOK FM ma swoją siedzibę w biurowcu „Agory” przy ul. Czerskiej w Warszawie, a od 2005 roku jego właścicielami są Agora SA (66% udziałów) i Polityka – Spółdzielnia Pracy (34% udziałów). Gdyby ktoś zapomniał – przypominam – właścicielem „Gazety Wyborczej” jest „Agora S A”. [Źródło: www.wspieramrozwoj.pl]

 

Jak należy interpretować sytuację, w której publikacji, za którą odpowiada redakcja wydawanej przez „Agorę” „Gazety Wyborczej”, zarzuca podawanie nieprawdziwych informacji portal, którego właścicielem jest Tomasz Lis – stały komentator audycji, nadawanej przez radio, będące własnością „Agory”? Na pierwszy rzut oka wygląda to na małą „wojenkę” w rodzinie wolnych mediów. Ale może jest to jeszcze inna sytuacja?

 

Postanowiłem przyjrzeć się bliżej obu tym tekstom. Na początek sprawdziłem na czym oparła swoją tytułową tezę że „w szkołach prewencyjnie stosuje się „cnoty niewieście”, by nie było skarg do kuratorium” autorka tego artykułu – Lidia Makowska? Po dokładnym przeczytaniu tego tekstu nie mam wątpliwości: jej źródłem informacji była słynna „agencja JPP” (Jedna Pani Powiedziała”:

 

Niestety, tresowanie dziewczynek jest częstą praktyką w szkołach publicznych w Trójmieście. Od kilku lat coraz więcej rodziców tych uczennic albo one same kontaktują się z nami w Trójmiejskiej Akcji Kobiecej.

 

Bo pani Lidia Makowska nie jest dziennikarką i nie pracuje w redakcji „Gazety Wyborczej” w Trójmieście:

 

 

Lidia Makowska jest prezeską Stowarzyszenia Kultura Miejska w Gdańsku, działa w powstałej w ubiegłym roku Trójmiejskiej Akcji Kobiecej. Co nie znaczy, że nie ma w swoim dorobku wielu innych artykułów, zamieszczanych przez „Gazetę Wyborczą TRÓJMIASTO” – zobacz TUTAJ

 

Zacytuję jeszcze jeden – moim zdaniem charakterystyczny dla narracji aktywistek ruchów społecznych – fragment artykułu pani Makowskiej:

 

Jednak prawnie niewiele możemy zrobić, bo te „zakazy” nauczycielek i dyrekcji najczęściej są przekazywane ustnie, i gdy już znajdzie się odważny rodzic, który interweniuje w szkole, to na ogół nie ma dowodów na piśmie i dyrekcje szkół wypierają się, że taka uwaga nauczycielki do uczennicy padła. – Córka wyolbrzymia, coś nie tak zrozumiała – słyszą rodzice. I to jest okropne, gdy szkoła podważa wiarygodność młodej dziewczyny. Tresuje się ją, że ma być potulna w szkole, bo dorośli jej nie uwierzą, mimo, że w klasie inne uczennice potwierdzają to, co mówi.

 

Gdy się tak złoży wszystkie zawarte w tym artykule zarzuty skierowane wobec nauczycielek i nauczycieli oraz dyrekcji trójmiejskich szkół, to można dojść do wniosku, że placówki te są opanowane przez posłusznych wykonawców polityki ministra Czarnka i stojącej za jego plecami Kai Godek.

 

A jaki obraz sytuacji maluje się po lekturze artykułu Wiolety Wasylów z <na:Temat>? Otóż dowiadujemy się, że SP nr 16 w Gdańsku do której zadzwoniła dziennikarka w tej sprawie odesłała ją do wiceprezydent Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania – pani Moniki Chabior. A ta w zdecydowanej formie zaprzeczyła, jakoby opisana w GW sytuacja miała miejsce.

 

Monika Chabior dodała, że nie otrzymała żadnej skargi od rodziców czy uczniów. Tłumaczyła, że każda szkoła ma własny regulamin, który określa, jak może wyglądać strój uczniów, ale te zapisy „w żaden sposób nie mogą nikogo dyskryminować„.

 

Więcej o stanowisku władz miasta w sprawie opisanej w artykule Lidii Makowskiej można dowiedzieć się z tekstu, zamieszczonego na Portalu Miasta Gdańsk:„Efekt Czarnka” w szkole podstawowej? Oświadczenie Moniki Chabior, zastępczyni prezydenta Gdańska”. Z tego tekstu warty zacytowania jest jego ostatni akapit:

 

Autorka nie wspomina, by kontaktowała się z dyrekcją SP nr 16. Nie podaje też od kogo uczennica miała usłyszeć, że nie nosi się tęczowych toreb. Z tekstu nie wynika ponadto, kto w czasie apelu miał pouczać uczennice na temat dopuszczalnego stroju. Anonimowo wypowiada się jedynie matka 12-latki. […]”

 

Pora na konkluzję moich refleksji o prawdziwości informacji przekazywanych przez „Wolne Media”. Rozpoznając opisana sytuację odniosłem wrażenie, że czasami, mam nadzieją że w dobrej wierze, niektórzy autorzy dają się ponieść swoim „ideowo” formułowanym wyobrażeniom o opisywanej sytuacji i nie troszczą się o jej rzetelną, dziennikarską weryfikację.

 

I tylko szkoda, że redaktorzy odpowiedzialni za dopuszczanie do publikacji tekstów w „wolnych mediach” nie dokładają starań, aby nie wychodziły takie „buble”…

 

Co nie wyklucza, że nawet plotce może tkwić ziarno prawdy….

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Jutro, czyli w niedzielę 24 października 2021 roku, od godziny 20:00 Anna i Robert Sowińscy zapraszają na spotkanie z profesorem Romanem Leppertem. Najlepiej dołączyć do stałych oglądaczy na „Plan Daltoński” już na pół godziny przed wyznaczoną godziną startu.

 

 



Przygotowując się do pisania kolejnego niedzielnego felietonu przeglądałem wydarzenia mijającego tygodnia. I nie mogłem nie zarejestrować tego, które miało miejsce w środę wieczorem w „Akademickim zaciszu”. Stało się ono źródłem moich wyrzutów sumienia. Że nie zostało przez „Obserwatorium Edukacji” zauważone i upublicznione.

 

Przeto dzisiaj, dla tych wszystkich, którzy o spotkaniu z profesorem Ryszardem Łukaszewiczem nie wiedzieli, albo którzy nie dysponowali wówczas czasem, tworzymy możliwość wysłuchania rozmowy z owym twórcą Wrocławskiej Szkoły Przyszłości, zamieszczając link do Yoy Tube, gdzie będą mogli wysłuchać w jakie to obszary życiowych doświadczeń zaprowadził swojego rozmówcę gospodarz tego wydarzenia – profesor Roman Leppert.

 

Redaktor „Obserwatorium Edukacji”

 

 

 

 

O Wrocławskiej Szkole Przyszłości (i nie tylko) z Profesorem Ryszardem Łukaszewiczem – TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/roman.leppert

 



Foto: www.wartowiedziec.pl

 

Marcin Stiburski – ilustracja do wywiadu z nim pt. „Wyobrażam sobie szkołę całkowicie pozbawioną ocen”

 

 

Dziś postanowiliśmy zaprezentować kilka, wybranych, refleksyjnych postów z fejsbukowego profilu Marcina Stiburskiego:

 

 

12 września

 

Dlaczego nie naśladujemy wzorców, które się sprawdzają i które uznajemy za wartościowe?

 

100 lat temu została założona pierwsza demokratyczna szkoła Summerhill, przez wizjonera Alexandera Sutherland Neill’a.

 

To od przeczytania jego książki na początku lat 90-tych, wywróciłem do góry nogami cały swój świat edukacyjny.

 

Ale nie była to rewolucja narzucająca nowe idee, a energia, która usystematyzowała we mnie to co idealnie dopasowało się do myśli przestawianych przez Alexandra.

 

Uczeń jest podmiotem w procesie edukacji.

 

Niby wyświechtany slogan, ale na ile pozwalamy uczniowi być podmiotem, a na ile twierdzimy że wiemy lepiej.

 

To „lepiej” powoduje, że narzucamy uczniowi, dziecku, młodzieży, metody, sposoby, treści, nie uwzględniając komunikatów które to nas ta młoda osoba wysyła.

 

My wiemy lepiej. A młody, młoda jak dorośnie to zrozumie nasze metody łamania mu karku. I jeszcze do doceni…

 

Wielu ma złudne wrażenie, że docenia starania swoich nauczycieli, którzy poprzez narzucanie metod i sposobów spowodowali, że wyrośli na takich a nie innych ludzi.

 

Ala pamiętajmy, że to bardzo prosty mechanizm Efektu Utopionych Kosztów. W prostych słowach to mechanizm racjonalizowania rzeczywistości, w taki sposób aby uwiarygadniał sensowność naszego życia.

 

W tej racjonalizacji nie dostrzegamy mniejszych lub większych traum, skrzywień, które doznaliśmy, a które cały czas pracują w naszych ciałach i umysłach. Doświadczeni psychologowie widzą je już po przekroczeniu progu poradni przez klienta, który zgłasza się z problemami w życiu.

 

A wystarczyłoby nie przeszkadzać w naturalnym nieskrępowanym wzroście, dostarczając niezbędnych do wzrostu elementów.

 

Gdy apeluję o uwolnienie edukacji, gdy apeluję o dobrowolność nauki, to nigdy nie wnoszę o likwidację swobodnego dostępu do tejże nauki.

 

A osoby straumatyzowane edukacją, tego nie dostrzegają. One widzą swoją drogę edukacyjną, która w ich racjonalizacji spowodowała to, że są jacy są. I uznają ten stan za dobry.

 

W Polsce mamy także piękne osobistości edukacyjne, ale prócz zachwycania się nad znanym zdaniem Jana Zamojskiego lub postawą Janusza Korczaka, nie staramy się uchwycić myśli jakie te osoby nam przekazują.

 

Pierwsza dotyczy państwa.

 

Jeżeli chcemy mieć państwo DEMOKRATYCZNE składające się z WOLNYCH obywateli, to musimy mieć szkołę DEMOKRATYCZNĄ składającą się z WOLNYCH uczniów.

 

Nasze społeczeństwo nie tworzy się w próżni. Ono powstaje w szkole. I jaką będziemy mieć szkołę takie później będziemy mieć państwo.

 

Druga myśl dotyczy człowieka.

 

„Nie ma dzieci – są ludzie.” – to jedno zdanie wystarczy aby uświadomić sobie czym powinna być szkoła. I jaką relację powinniśmy budować pomiędzy dziećmi-ludźmi, dorosłymi-ludźmi.

Rozwiązanie jest.

 

To krzewienie idei szkoły Summerhill Alexandera Sutherland Neill’a. Tylko tyle i aż tyle.

 

W 100-lecie powstania tej pięknej idei:

 

https://www.100yearsofsummerhill.co.uk/

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Alexander_Sutherland_Neill

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Summerhill_(ksi%C4%85%C5%BCka)

 

 

 

15 października (przed południem)

 

Szukam i szukam na rynku edukacyjnym przystani. Intuicyjnie czuję, że ważny jest aspekt bezpłatności usług edukacyjnych. Aby nie było czynnika płacę-żądam.

 

Wiem, że są szkoły niepubliczne, które dopinają swoje budżety wyłącznie w oparciu o gołą subwencję.

 

Żyją skromniej, ale są uwolnieni od zabiegania o względy. W tym zabieganiu jest ryzyko fałszu.

 

Pojawia się nieszczerość w intencjach.

 

Dlatego jestem zwolennikiem bonu edukacyjnego, który w przejrzysty sposób przekazywałby pewną kwotę pieniędzy dla szkoły, która wybraliby rodzice. Bez podziału na szkoły publiczne, niepubliczne.

 

Spotkanie w Poznaniu zaowocowało rozmową, poznaniem z osobami zaangażowanymi w budowanie sieci szkół niepublicznych, które są bezpłatne.

 

To dla mnie ważny kierunek, z którym jestem wewnętrznie spójny.

 

 

 

15 października (po południu)

 

Czytaj dalej »



Dziś po południu (22 października 2021r.) na fanpage MEiN zamieszczono taką oto informację:

 

Foto: www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/

 

Po posiedzeniu Zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty odbyła się konferencja prasowa z udziałem Ministra Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek i Sekretarza Stanu w MEiN Dariusz Piontkowski.

 

Umówiliśmy się ze związkowymi partnerami na spotkanie 18 listopada. W ciągu 2 tygodni związki przedstawią swoje postulaty, na bazie tego, co pokazaliśmy. Tydzień później będziemy rozmawiać ze stroną samorządową, która wyraziła w dużej mierze poparcie dla naszych postulatów.

 

Wyjaśniliśmy związkowcom i samorządowcom, że to są decyzje, które zapadają zdecydowanie wyżej niż w MEiN, bo dotyczą nie samej woli, bo wola jest, ale reguł budżetowych, wydatkowych i pewnych rozwiązań prawa budżetowego – również na szczeblu unijnym.

 

Jesteśmy zadowoleni z dzisiejszego posiedzenia Zespołu. Jesteśmy po bardzo trudnych rozmowach, które posuwają nas nieco do przodu. Dziękujemy za to spotkanie i samorządowcom i związkowcom. […]

 

 

Źródło:www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/

 

 

x           x           x

 

 

Na oficjalnej stronie Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”zamieszczono 4 pliki filmowe z You Tube, zawierające aktualne opinie przedstawicieli centrali związkowych o dopiero co zakończonych rozmowach z kierownictwem MEiN.

 

Screen z pliku filmowego z Yoy Tube

 

Czytaj dalej »



 

Dziś, po bardzo długiej przerwie, zapraszamy do wysłuchania i obejrzenia wywiadu, przeprowadzonego w minioną niedzielę (17 października 2921r.), w którym rozmówczynią Anny i Roberta Sowińskich jest Ewa Madanowska – dyrektorka Szkoły Podstawowej w Wierzonce, a wcześniej nauczycielka matematyki w Gimnazjum nr 2 w Swarzędzu. Na początek proponujemy lekturę tekstu, którym państwo Sowińscy zapowiedzieli nagranie tej rozmowy:

 

 

Jak dobrze uczyć się matematyki?

 

Matematyka, królowa nauk. Można lubić, można nie lubić, jednak jedno jest pewne- zdać ją trzeba. Dla części uczniów, którzy są uzdolnieni w humanistycznym kierunku, zazwyczaj przysparza wiele trudu i negatywnych emocji. Czy dla takich osób, każda lekcja musi być wcieleniem największego zła, a zaliczenia stresującym wydarzeniem? Otóż nie! Matematyka, tak jak każdy inny przedmiot wymaga zrozumienia oraz oswojenia się z materiałem. Ewa Madanowska – dyrektorka i nauczycielka matematyki z pasji i zamiłowania na co dzień udowadnia swoim uczniom, że nie taki diabeł straszny jak go malują i można przeprowadzić lekcje w kreatywny oraz przystępny dla wszystkich sposób. Matematyka wbrew pozorom jest bardzo wdzięcznym materiałem do pracy. Jedno zadanie, jedno rozwiązanie, a dróg może być tysiące. Dlatego Ewa stara się angażować swoich podopiecznych poprzez edukację praktyczną i usadzanie zadań bliskim uczniom, dzięki temu są bardziej zmotywowani oraz szybciej przyswajają wiedzę.

 

Ewa poza byciem nauczycielem jest również czynnie działającą dyrektorką.

 

Od samego początku wiedziała, że chce inaczej prowadzić szkołę i od nauczycieli oczekuje innego nauczania. Postawiła na autonomię, aby uczniowie mieli coraz więcej swobody, a nauczyciele mogli sami wybierać sposób, w jaki chcą prowadzić lekcję. Dodatkowo ograniczyła wystawianie ocen cząstkowych do minimum.

 

Zmiana to etap i musi przebiegać stopniowo, oswajając zarówno dzieci, nauczycieli, jak i rodziców. Trzeba mieć na uwadze, że nie każdy jest gotowy na nowe ruchy. Tutaj kluczowa będzie refleksja. Najpierw należy się zatrzymać, zobaczyć, czy to jest dobre, czy działa i dopiero wtedy zacząć wprowadzać zmiany. Najtrudniej zawsze jest przekonać rodziców, dla których miarą znajomości materiału jest ocena. Dlatego trzeba być z nimi uczciwym i rozmawiać, o tym, co dzieje się w szkole. W końcu wszystkim chodzi o to samo- dobro uczniów.

 

Edukacyjni wariaci” nie mają łatwo.

 

Wychodzenie przed szereg wymaga ogromnej odwagi i determinacji w dążeniu do określonych celów. Czy warto? Na przykładzie Ewy i wielu innych dyrektorów oraz nauczycieli możemy śmiało powiedzieć, że tak. Co więcej, zmiany w polskiej edukacji są potrzebne, dlatego, jeśli chcesz pracować inaczej, to działaj, a wysiłek i poświęcony czas się opłaci. Na koniec zaznaczymy, że jest nas coraz więcej, rośniemy w sile i razem dokonamy cudów.  

Serdecznie zapraszamy na niezwykle inspirującą rozmowę z Ewą Madanowską, która pokazuje, że jeśli się chce, to można! Całość znajdziecie jak zawsze na naszym kanale. 

 

 

 

Plik na You Tube „Jak dobrze uczyć matematyki” (67 min.) – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.plandaltonski.pl

 



 

 

Portal < na:Temat > zamieścił dziś artykuł „W podstawówkach na Pomorzu pojawił się „efekt Czarnka”? Sprawdziliśmy, jak jest naprawdę”, w którym red. Wioleta Wasylów podjęła się zadania sprawdzenia „u źródeł” na ile wczorajsze informacje „Gazety Wyborczej Trójmiasto”, podane w artykule W szkołach prewencyjnie stosuje się „cnoty niewieście”, by nie było skarg do kuratorium” znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Oto fragmenty publikacji z portalu < na:Temat > :

 

W ostatnim czasie ciągle mówi się o kontrowersyjnych zmianach w szkołach, jakie chce wprowadzać minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. „Gazeta Wyborcza” donosiła, że do szkół podstawowych w Gdańsku, Gdyni i Pszczółkach zawitały już słynne „cnoty niewieście”. Zapytaliśmy dyrektorów tych placówek, jak naprawdę wygląda sytuacja. […]

 

Gdy zadzwoniliśmy do SP nr 16 w Gdańsku, odesłano nas do oświadczenia wiceprezydent Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania Moniki Chabior. Stwierdziła, że doniesienia „GW” nie mają pokrycia w rzeczywistości.

 

Z informacji przekazanych mi przez dyrekcję szkoły, podczas wrześniowego spotkania z osobami uczęszczającymi do szkoły ustalono, że strój szkolny chłopców i dziewcząt może być kolorowy. Nie było mowy o zakazie noszenia koszulek na ramiączkach, kolorowych torebek i krótkich spodenek. Nauczyciele WF-u zachęcają, aby dzieci podczas lekcji zrezygnowały z długich spodni i dresów na rzecz krótkich spodenek” – można przeczytać w oświadczeniu. […]

 

O komentarz poprosiliśmy też dyrektorkę SP w Pszczółkach Patrycję Lindę-Górkę. – Regulamin dotyczący ubioru został wcześniej skonsultowany z uczniami i rodzicami – powiedziała naTemat. Zakłada on m.in., że „góra stroju musi zakrywać ramiona, dekolt, brzuch i biodra”, zaś spodnie muszą być „przynajmniej do kolan„.

 

Ani ja, ani wychowawcy nie wydawaliśmy nakazu, że uczennice mają mieć zakryte ręce do dłoni, a nogi do kostek – stwierdziła dyrektorka. Zdementowała też doniesienia „GW” o tym, że wychowawcy zakazali dziewczynkom ubierać się do szkoły w krótkie spodenki i koszulki na ramiączkach, „dlatego by nie kusić chłopców„.

 

Przyznała jedynie, że jedna z wychowawczyń podczas dyskusji z uczniami wyraziła swoje osobiste stanowisko, w którym stwierdziła, że zbyt skąpe stroje zarówno u dziewczyn, jak i u chłopców mogą wywoływać „niewłaściwe komentarze i zachowania„. To samo stanowisko nauczycielka miała przedstawić w odpowiedzi ojcu 14-letniej uczennicy.

 

 

 

Cały artykuł „W podstawówkach na Pomorzu pojawił się „efekt Czarnka”? Sprawdziliśmy, jak jest naprawdę”

TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.natemat.pl

 

 

x            x            x

 

 

Swoje materiały na ten sam temat zamieściły także:

 

 

Portal Miata Gdańsk – „Efekt Czarnka” w szkole podstawowej? Oświadczenie Moniki Chabior, zastępczyni prezydenta Gdańska – TUTAJ

 

W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami dotyczącymi sytuacji w Szkole Podstawowej nr 16 im. Władysława Broniewskiego w Gdańsku, poniżej publikujemy oświadczenie Moniki Chabior, zastępczyni prezydent Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania. To reakcja na artykuł „Efekt Czarnka. Dziewczynki mają się ubierać tak, żeby >>nie kusić chłopców<<„, który ukazał się w środę 20 października w Gazecie Wyborczej Trójmiasto.

 

 

 

Fakt” – Dziewczynki mają się zakrywać w szkole od stóp do głów, żeby nie kusić chłopców? NOWE FAKTY o skandalu w Gdańsku – TUTAJ

 

 

 

Radio VOX – „Cnoty niewieście” w pomorskich szkołach. Dziewczynki mają „nie kusić” chłopców. Jest reakcja władz! – TUTAJ

 



27 września zamieściliśmy kolejną część Poradnika Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasistami” – cz. III. Dziś kontynuujemy tą serię:

 

 

27 września

 

 

Sekrety pamięci – kolejne doświadczenia

 

To już tydzień, gdy pracujemy w projekcie „Umiem się uczyć”. Wszystkie strategie i tajniki uczenia się, które dzieci poznają już od pierwszej klasy, teraz staramy się zweryfikować doświadczalnie.

 

W czwartek uczniowie pracowali z trudnymi wyrazami i sprawdzali, co można zrobić, by zapamiętać ich pisownię. Powstały wtedy ilustrowane słowniczki z tymi wyrazami. Jeszcze tego samego dnia powtórzyliśmy cały materiał.

 

Wtedy poszło nieźle, a dziś?

 

Nie było powtórek, więc część materiału została zapomniana, tylko nieliczni napisali wszystkie wyrazy bezbłędnie. Za to liczenie po 7, które utrwalamy codziennie, u prawie wszystkich dzieci jest już w pamięci długotrwałej. Potrafią wymienić liczby w przód i w tył.

 

Zrobiliśmy jeszcze krótki eksperyment pozwalający każdemu dziecku sprawdzić jaką pojemność ma jego pamięć robocza. Lista 5 wyrazów, które trzeba zapamiętać, potem zapisać na kartce okazała się dla niektórych zbyt obszerna, a dla niektórych w sam raz.

 

Każdy jest inny, więc i pamięć może mieć różnie pojemności.

 

Jeszcze tylko przypomnienie, że w uczeniu ważne są przerwy i zdrowy sen i już można było zrobić stronę do naszej książeczki – poradnika o uczeniu się.

 

 

29 września

 

 

Jak oceniasz swoje umiejętności uczenia się?

 

Od tego pytania zaczęłam dziś zajęcia o uczeniu się dla ósmoklasistów. W skali 0-10 uczniowie najczęściej pokazywali 5 i 6, a wyjątkiem była dziesiątka u jednego ucznia.

 

Umiejętność uczenia się to kompetencja wciąż zaniedbywana w naszych szkołach.

 

Szkoła jako instytucja, której jednym z zadań jest uczenie, nie uczy jak to robić. Wielu uczniów powiela najmniej skuteczną strategię, czyli wielokrotne czytanie i ewentualnie powtarzanie, by zapamiętać to co w podręczniku lub notatkach.Podczas rozmowy z ósmoklasistami usłyszałam, że chcieliby dowiedzieć się jak robić notatki pomagające się uczyć. Będziemy trenować tę umiejętność, inne strategie uczenia się również.

 

Tymczasem trzecioklasiści kontynuują pracę nad poradnikiem o uczeniu się.

 

Jak czytać ze zrozumieniem, co to w ogóle jest czytanie ze zrozumieniem, jak się tego nauczyć – sprawdzaliśmy w działaniu. Powstała również kolejna kartka poradnika.

 

Umiejętność planowania ruchu i kodowania symbolami trenowaliśmy kodując wymyślone przez dzieci kroki do piosenki Happy Colina Farrella.

 

Może ktoś zatańczy według naszego kodu?

 

 

 

1 października

 

 

Czy wiesz, jak lubi się uczyć Twój mózg?

 

O tym dziś rozmawiałam z trzecioklasistami. Dzieci już wiedzą, że w zabawie, w dobrym nastroju, po rozgrzewce, czasem w ruchu, czasem w spokoju i w skupieniu, a dziś przyjrzeliśmy się uczeniu z użyciem wyobraźni.

 

Mózg lubi historie, barwne opowieści, obrazy i kolory. Używanie wyobraźni podczas uczenia pomaga porządkować poznawany materiał, a przede wszystkim pomaga zrozumieć.

 

Podczas projektu „Umiem się uczyć” wszystko sprawdzamy doświadczalnie, dlatego dziś w ten sposób opracowywaliśmy pisownię wyrazów z rz.

 

Najpierw zgromadziliśmy potrzebne wyrazy, potem dzieci wymyślały z nimi historyjki i wzajemnie sobie je opowiadały. Namalowanie pięknych, kolorowych obrazów było już tylko dopełnieniem całego procesu. Dzieci doskonale wiedziały, co mają malować, bo wcześniej wszystko sobie wyobraziły.

 

W poniedziałek napiszemy dyktando z tymi wyrazami, by każdy mógł sprawdzić, skuteczność takiej strategii uczenia się.

 

Nasz projekt trwa już prawie dwa tygodnie. W tym czasie uporządkowaliśmy i sprawdziliśmy w praktyce wszystko, czego uczniowie wcześniej dowiedzieli się na temat skutecznego uczenia. Już widzę rezultaty projektu, bo dzieci coraz bardziej świadomie uczestniczą w całym procesie. Bardzo mi na tym zależy, dlatego często robimy stopklatki na refleksje i czasami słyszę: – U mnie liczenie po 7 jest już w pamięci długotrwałej, albo – Ja już zrobiłam notatkę, teraz tylko utrwalam.

 

Ponieważ liczenie po 7 jest już dobrze ulokowane w pamięci długotrwałej, to teraz czas na liczenie po 8. Do zabaw, ćwiczeń i gier wykorzystaliśmy kasztany z oznaczonymi kolejnymi wielokrotnościami liczby 8.

 

Kilka dni wcześniej chciałam sprawdzić, jak dzieci sobie z tym radzą, dlatego rzuciłam im wyzwanie: „Zbuduj wieżę z kubeczków. Każdy kubek ma wartość 8. Możesz tak długo dokładać kubeczki, jak długo będziesz umiał/ umiała podać wartość całej wieży”.

 

No… i zabrakło kubeczków.

 

Zobaczyłam rozmaite strategie obliczania wartości wieży. Cieszę się, że trzecioklasiści potrafią znajdować rozwiązania problemu. Choć początkowo widziałam trudności, to w rezultacie całe wyzwanie wywołało u dzieci refleksję o błędzie, o konieczności zaczynania wszystkiego od początku i niepoddawaniu się, gdy coś nie udaje się od pierwszego razu.

 

 

 

7 października

 

 

 

Chwytając okazję, czyli miniprojekcik kasztanowy.

 

Jeden z chłopców przyniósł do klasy worek kasztanów, które zadziałały na dzieci jak magnes. W każdej wolnej chwili podbierały kasztany, by się nimi pobawić. Takiej okazji nie mogłam zmarnować. Wymyśliłam kasztanowy dzień, w którym różne aktywności miały wspólny mianownik – kasztany. Żałowałam tylko, że nie zdążyliśmy zrobić nawet połowy działań, na które miałam pomysł.

 

Kasztanowa rozgrzewka.

 

Każdy dzień rozpoczynamy rozgrzewką. Dziś wykorzystaliśmy do niej kasztanową ścieżkę sensoryczną. Ciekawe, że przejście po niej dla niektórych dzieci było przyjemnym, a dla innych bolesnym doświadczeniem. Było również turlanie kasztanów stopą i chwytanie ich palcami.

 

Sposób na liczenie.

 

Dzieci chciały wiedzieć ile mamy kasztanów i proponowały różne sposoby na ich szybkie policzenie. Najpierw szacowaliśmy ile ich może być, a potem każdy wziął po 10 kasztanów. Wspólnie policzyliśmy po 10, potem po 20, a resztę z małej kupki po 4.

 

Wspólnymi siłami policzyliśmy, że jest ich w sumie 432.

 

Kasztan Bank* nazwa wymyślona i zastrzeżona przez drugoklasistów.

 

Nasze pudło z kasztanami awansowało do roli banku, a kasztany stały się środkiem płatniczym (kryptowalutą, jak określił jeden z chłopców). Krótka rozmowa uświadomiła mi, jak różny jest poziom wiedzy dzieci na temat banku i finansów. Niektórzy twierdzili, że banki rozdają pieniądze albo, że w każdym banku są skrytki ze złotem, na które złodzieje organizują napady.

 

Wspólnymi siłami zebraliśmy słownictwo związane z bankiem, a potem potrenowaliśmy pisanie wyrazów z pamięci.

 

Gwoździem dzisiejszego programu była zabawa w bank i prowadzenie rachunku własnego konta.

 

Każde dziecko dostało wpłatę na konto w wysokości 20 kasztanów i możliwość wybierania ich z banku. O tym, ile kasztanów można wybrać jednorazowo decydował rzut kostką. Dzieci samodzielnie zapisywały te czynności na swoich rachunkach do momentu, gdy musiały zacząć pożyczać pieniądze. Tutaj musieliśmy wyjaśnić sobie, na czym polega kredyt i co to jest saldo.

 

Kiedy zrobiliśmy stop klatkę, by dzieci pokazały na placach w skali 0-10 na ile zrozumiały pojecie długu i zapisywania go na koncie, to większość dzieci pokazała 9 lub 10, ale były też takie, które pokazały 1, 2, 3. To jest okazja do tego, by wykorzystać wzajemne uczenie się od siebie. Kto rozumie, tłumaczy temu, który nie rozumie. A jaka jest moja rola?

 

Jestem koordynatorem „tłumaczy”.

 

Na koniec dnia trzeba było oddać zaciągnięty kredyt, a ponieważ kredyt kosztuje, to „płaciliśmy” odpowiedziami na pytania, oczywiście na pytania związane z bankiem.

 

To był szybki sposób na utrwalenie nowych pojęć.

 

W naszym banku wciąż są kasztany, więc może wkrótce wykorzystam pozostałe pomysły na ciekawe zadania.

 

 

11 października

 

 

Kiedy wydaje ci się, że wszystko dobrze przemyślałaś, rozplątałaś wszystkie supły, rozwiązałaś problemy i teraz to już możesz wspinać się ze swoją klasą na edukacyjne szczyty, życie pisze swój scenariusz i musisz się zatrzymać.

 

Wszystkie zajęcia poświęciliśmy dziś empatii.

 

Czytaj dalej »



Ze strony < Radia Łódź > dowiedzieliśmy się, że w Radomsku powstała Młodzieżowa Akademia Liderów Klimatu. Niezwłocznie poszukaliśmy bardziej źródłowych informacji o tej interesującej inicjatywie. Tym miejscem okazała się strona <radomsko.naszemiasto.pl> :

 

 

Młodzieżowa Akademia Liderów Klimatu w Radomsku. Debata w MDK

 

Fundacja WiseEuropa, inicjator projektu Młodzieżowej Akademii Liderów Klimatu (MALK) w Radomsku, wraz z Miastem Radomsko, w środę (20 października) zaprosili uczniów i nauczycieli z radomszczańskich szkół do udziału w debacie prezentującej założenia #MALK. Debata z udziałem m.in. prezydenta Jarosława Ferenca [doktorat z nauk o ziemi na UŁ – WK] oraz ekspertów od lat zajmujących się tematyką związaną z ochroną klimatu, od godziny 9 trwa w Miejskim Domu Kultury w Radomsku.

 

 

Jak podkreślają organizatorzy, spotkanie stworzy szansę rozmowy młodych ludzi z zaproszonymi ekspertami i władzami miasta na temat aktualnych wyzwań związanych z ochroną środowiska, a po jego zakończeniu będzie można zgłosić chęć dołączenia do projektu #MALK.

 

-Dzisiejsze spotkanie ma na celu inaugurację projektu. Chcemy zachęcić młodych ludzi, żeby zgłosili się na nasz kurs. Będzie to trzymiesięczny program wsparcia dla młodzieży informujący o tym, jak globalne zmiany klimatyczne wpływają na to, co dzieje się u nas lokalnie. Będziemy dostarczali wiedzę i narzędzia, w jaki sposób lokalnie wpływać na władze samorządowe, ale i szkołę, otoczenie, aby w jak największym stopniu adaptować się do tego, jak zmienia się klimat tłumaczy Iwona Ciećwierz z WiseEuropa. […]

 

 

Źródło: www.radomsko.naszemiasto.pl

 

x           x            x

 

 

Więcej o tym projekcie informowano na stronie „Radomsko Nasze Miasto” już 28 września 2021:

 

Czytaj dalej »