Dzisiaj, na fanpage MEiN, pod informacją o transmisji debaty organizowanej przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej pt. „Różne aspekty praw rodzin. Jakie działania należy podjąć, by wzmocnić pozycję rodzin?”, w której zapowiedziano udział ministra Czarnka, pojawił się taki oto, ilustrowany, komentarz:

 

 

Dominika Gała

Burki dla kobiet i dziewczynek, dodatkowe 500+ na rodziców, co by ich skołatane nerwy trochę podreperować, 8h religii tygodniowo, co tydzień wyjście na msze w ramach godzin lekcyjnych. Zgadłam propozycje od naszego Ministranta?

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki

 



Foto: www.facebook.com/jaroslawkordzinski/

 

Jarosław Kordziński

 

 

Na portalu EDYNEWS zamieszczono dziś (19 października 2021r) tekst znanego trenera i coacha, od 2006 roku prowadzącego własną działalność pod szyldem „Centrum Komunikacji i Mediacji AKADEMIA DIALOGU”Jarosławem Kordzińskim. Publikacja którą przytaczamy bez skrótów, przewrotnie zatytułowana pytaniem retorycznym „Czy trzeba organizować proces uczenia się uczniów?” jest godnym zauważenia głosem w debacie o wyższości uczenia uczenia się nad strategią „trzech Z”: „Zakuć – Zdać – Zapomnieć”:

 

Pracując w szkole poszukujemy na ogół rozwiązań, które pozwoliłyby nam zwiększyć skuteczność naszej pracy. Myśląc o skutecznym nauczaniu, często zastanawiamy się nad optymalnymi sposobami organizacji procesu uczenia się uczniów. I choć sformułowanie „nauczanie” to w gruncie rzeczy edukacyjna zaprzeszłość, w języku potocznym służy jednak do powszechnego uwiarygodnienia podstaw funkcjonowania nie tylko całych systemów oświaty, ale wręcz podstawowych powodów, dla którego posyłamy dzieci do szkoły. Bywa też źródłem wiary uczących w spełnianie przez nich ich dziejowej misji oraz pretekstem do organizacji szkoleń na temat efektywnego wymuszania (?) na uczniach poznawania i zapamiętywania określonych treści czy ćwiczenia i utrwalania uznanych za właściwe dla poszczególnych przedmiotów umiejętności. By tak się jednak stało, uczeń musi poddać się skutecznemu nauczaniu, a nauczyciel powinien pozyskać i umiejętnie dysponować wybranymi strategiami, narzędziami oraz technikami pracy, które pozwolą zdominować podopiecznych i wymusić (?) na nich najpierw określone zaangażowanie a następnie ściśle określone efekty.

 

Dwa razy w poprzednim akapicie przy sformułowaniu „wymusić” pojawił się znak zapytania. Czy bowiem wspomniane przesłanie oraz oczekiwana procedura działania ma rzeczywiście tak wyraźny charakter przemocowy? W szkole przecież skupiamy się głównie na podejmowaniu działań, które mają służyć dobru dziecka. Przemoc i żadne wymuszanie nie mają z tym nic wspólnego. Z drugiej strony, kiedy słyszymy sformułowanie typu: „Musisz coś z tym zrobić, inaczej grozi ci jedynka czy wręcz pozostanie na drugi rok w tej samej klasie”… to jednak coś z przemocy (groźby, szantażu, próby wymuszenia) w tego typu sekwencji wyrazów narzuca się w sposób oczywisty. Zwłaszcza kiedy powiązać je z zachowaniami dorosłych. Najpierw uwagi, informacje i wreszcie oceny stosowane przez nauczyciela. Później prośby i groźby wyrażane przez rodziców (niekiedy dziadków, ciotki i inne dorosłe autorytety). Równolegle, być może, rozmowa z wychowawcą, dyrekcją szkoły, niekiedy specjalistami – pedagogiem czy psychologiem. Ktoś mógłby powiedzieć „siła złego na jednego”! Wszystko dla dobra dziecka?!

 

I do tego jeszcze ów zbiór dobrych porad. „Ucz się, powtarzaj wiele razy to samo, zapamiętuj…”. W bardzo ciekawy sposób ów zbiór „dobrych rad” skwitowali autorzy „Harvardzkiego poradnika skutecznego uczenia się”: „Wielokrotna lektura tekstu i skomasowany ćwiczenia, czyli strategie nabywania nowej wiedzy i umiejętności najczęściej wybierane przez uczących się wszelkiego autoramentu, należą zarazem do strategii najmniej skutecznych. (…) Wielokrotna lektura i skomasowane ćwiczenia dają poczucie płynności, które bierzemy za dowód opanowania materiału, ale z punktu widzenia prawdziwego mistrzostwa strategie te są w znacznym stopniu stratą czasu. (…) Ćwiczenie w przywoływaniu – czyli przypominanie sobie faktów bądź pojęć czy też zdarzeń – stanowią dużo bardziej skuteczne strategię uczenia się niż powtarzanie materiału przez jego wielokrotną lekturę. (…) Jeden prosty quiz po przeczytaniu tekstu bądź wysłuchaniu wykładu prowadzi do lepszych efektów uczenia się i do lepszego zapamiętania niż wielokrotna lektura tekstu czy przeglądanie notatek. (…) Jeśli ćwiczenia dotyczące określonego materiału rozkładamy w czasie, a między kolejnymi sesjami w pewnym stopniu tracimy naszą sprawność albo gdy wykonujemy ćwiczenia przemieszane dotyczące dwóch lub więcej przedmiotów, przywołanie właściwych treści z pamięci okazuje się trudniejsze i odnosimy wrażenia, że jest ono mniej efektywne, ale wysiłek z nim związany prowadzi do ich trwalszego zapamiętania i umożliwia bardziej różnorodne ich zastosowanie w okolicznościach, które mogą pojawić się w przyszłości ”.

 

Czytaj dalej »



Dziś (19 października 2021r) na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono tekst „Rok z Czarnkiem. Według nauczycieli szef MEiN zasłużył na czerwoną kartkę”. Oto jego fragmenty:

 

We wtorek 19 października br. mija rok, odkąd Przemysław Czarnek został ministrem edukacji i nauki. Symbolem jego rządów w MEiN i jego podejścia do edukacji stały się projekty lex Czarnek (zwiększenie politycznej kontroli nad szkołami) oraz radykalnych zmian w karcie Nauczyciela (zwiększenie pensum, nowe karcianki, cięcia w dodatkach w zfśs i urlopach) […]

 

Błędów nie widzę żadnych. Nie ma punktów, które nie byłyby zrealizowane lub w trakcie realizacji. Porażek też nie widzę” — tak sam  Czarnek ocenił swój pierwszy rok urzędowania na stanowisku ministra edukacji nauki. – Wszystkie punkty, które zostały założone tuż przed objęciem urzędu i uzgodnione z panem premierem Mateuszem Morawieckim oraz z kierownictwem naszego ugrupowania, są zrealizowanechwali się  Czarnek.

 

Zdecydowana większość Polaków nie zgadza się z samochwalstwem ministra. Pracę ministra Czarnka dwa razy więcej osób ocenia źle (57 proc.) niż dobrze (30 proc.). Jeszcze gorzej wypadła ocena edukacji, którą forsuje PiS – wynika z niedawnego sondażu Ipsos dla Oko.Press.[…]

 

 

Źródło: www.glos.pl

 

x          x          x

 

Źróło: www.rp.pl/edukacja/

 

 

Już ponad miesiąc temu, 5 września 2021, portal FORSAL zamieścił informacje o wynikach sondzarzu SW Research dla „Rzeczpospolitej”, zatytułowaną „Większość Polaków uważa, że reformy ministra Czarnka zmieniają szkołę na gorsze”. Oto jej fragmenty:

 

 

57 proc. uczestników sondażu SW Research dla rp.pl uważa, że reformy ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka zmieniają szkołę na gorsze. Przeciwnego zdania jest 13,2 proc. […]

 

57 proc. respondentów uznało, że zmienia się ona na gorsze. Zdaniem 13,2 proc. ankietowanych minister Czarnek zmienia szkołę na lepsze. 16,6 proc. badanych uważa, że Czarnek nie zmienia szkoły ani na lepsze, ani na gorsze. 13,2 proc. nie ma zdania w tej sprawie” – informuje rp.pl w komunikacie z badań.

 

Z sondażu wynika, że w sukces reform Czarnka nieco częściej wątpią kobiety (59 proc.) niż mężczyźni (55 proc.). Negatywny wpływ działań podjętych przez szefa MEiN przewidują 2 na 3 osoby do 24. roku życia (65,7 proc.) i nieco mniejszy odsetek respondentów z wykształceniem wyższym (63 proc.).

 

W sondażu częściej niż ogół respondentów pogorszenia stanu oświaty na skutek działań szefa MEiN spodziewają się respondenci posiadający dochody w granicach 3001 – 5000 zł (63 proc.) oraz ci z miast liczących od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców (67 proc.).[…]

 

 

Źródło: www.forsal.pl

 

,



 

19 października 2020 roku. Prezydent Andrzej Duda wręcza Przemysławowi Czarnkowi akt powołania na urząd Ministra Edukacji i Nauki

 

 

Dzisiaj, w pierwszą rocznicę sprawowania swojego urzędu, Przemysław Czarnek pochwalił się ile to dobrego zrobił w tym czasie dla polskiej edukacji:

 

 

Program Laboratoria Przyszłości z budżetem 1 mld zł na zakup drukarek 3D, mikrokontrolerów, i robotów, dofinansowanie wycieczek szkolnych w ramach przedsięwzięcia „Poznaj Polskę”, Narodowy Program Wsparcia Uczniów po Pandemii, dodatkowe wsparcie finansowe 500 zł dla nauczycieli zaangażowanych w pracę zdalną z uczniami to tylko niektóre z działań związanych z oświatą i wychowaniem, które zrealizował minister Przemysław Czarnek w pierwszym roku swojego urzędowania.

 

W tym czasie Ministerstwo Edukacji i Nauki przygotowało także zmiany w nadzorze pedagogicznym oraz propozycje zmian w zakresie pragmatyki dla nauczycieli, które przełożą się na wzrost wynagrodzeń od 1 września 2022 r.”

 

 

Więcej na temat „Działania związane z oświatą i wychowaniem w pierwszym roku urzędowania Ministra Edukacji i Nauki”TUTAJ

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 

 



 

Dzisiaj (19 października 2021r.) „Dziennik Łódzki” opublikował artykuł Macieja Kałacha, zatytułowany „Licea ogólnokształcące w Łodzi, które dają największy przyrost wiedzy. Badanie EWD 2021”. Oto jego najważniejsze fragmenty:

 

I Liceum Ogólnokształcące daje największy w Łodzi przyrost wiedzy matematyczno-przyrodniczej. Dla wiedzy humanistycznej są to LO nr: II i XV. Badacze pracujący dla ministerstwa edukacji właśnie opublikowali najnowszą edycję swoich badań o nazwie EWD (skrót od Edukacyjnej Wartości Dodanej).

 

Eksperci EWD co roku porównują wiedzę, z którą uczeń przychodzi do danej szkoły (w przypadku aktualnego badania był to jeszcze wynik egzaminu gimnazjalnego), z wynikiem „na wyjściu” (czyli z matury). Ten sposób fachowcy EWD uważają za najbardziej obiektywny przy ocenie pracy szkoły. Według nich, upraszczając, ogólniak z wysoką EWD, ma większą szansę na wypełnienie głowy kandydata wiedzą – niezależnie od zawartości tej głowy na początku nauki w LO – niż liceum z niską EWD.

 

EWD prezentowana jest za okresy 3-letnie: dla wiedzy humanistycznej oraz matematyczno-przyrodniczej (ścisłej). W najnowszym badaniu licea zawdzięczają swoją ocenę maturzystom z lat 2019, 2020 i 2021. Zatem do aktualnej bazy danych EWD właśnie dołączył rocznik ogromnie dotknięty nauką zdalną. […]

 

Większość polskich LO ma EWD nie wyższą niż „5” i nie niższą niż „- 5” (EWD może być także ujemne). Jeśli liceum mieści się nad tymi wartościami – w kategorii humanistycznej albo ścisłej – należy do przypadków pozytywnie wyjątkowych na tle ogólnokrajowym.

 

W Łodzi (wśród uwzględnianych przez nas szkół) taka wyjątkowość przytrafiła się czterokrotnie – w przypadku EWD ścisłej dla: I LO (6,8), Publicznego LO Politechniki Łódzkiej (6,6), XII LO (6,5) oraz XXVI LO (5,4).

 

Natomiast w przypadku EWD humanistycznej do znalezienia się na czele wystarczyła wartość osiągnięta przez II LO oraz XV LO (2,1).

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 

 

x          x          x

 

 

I tylko dziwne, że więcej informacji o tegorocznych wynikach EWD nie można zobaczyć ani na głównej stronie Instytutu Badań edukacyjnych, ani na podstronie „Edukacyjna Wartość Dodana”. Nie znaleźliśmy ich także na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. [WK]

 



Screen z pliku na You Tube [www.youtube.com]

 

Agnieszka Jankowiak-Maik podczas wystąpienia na Targach Edukacyjnych w Poznaniu w maju 2021 roku.

 

 

W niedzielę 17 października 2021 r. portal OKO.PRESS zamieścił zapis rozmowy redaktora Piotra Pacewicza z Agnieszką Jankowiak-Maik, znaną szerzej jako „ Babka od histy”. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji:

 

 

 

Piotr Pacewicz, OKO.press: Co to będzie ze szkołami, jeśli wejdzie Lex Czarnek? Nadzór kuratorski z groźbą niemal natychmiastowego odwołania niepokornej dyrektorki. Szlaban na zajęcia dodatkowe dla organizacji społecznych. Dacie się zdyscyplinować?

 

Agnieszka Jankowiak-Maik (Babka od histy)*: Wiele nauczycielek i nauczycieli się nie podda, będziemy robić swoje, choć oczywiście pojawi się także strach i zniechęcenie, już zresztą tak się dzieje. Mam nadzieję, że ludzie nie podkulą ogonów i będą dalej jak najlepiej się da pracować dla dzieciaków. Czasem zapominamy, że właśnie dobro dzieciaków jest sednem edukacji.

 

Władza stawia sprawę jasno. Pan minister ma wizję konserwatywno-martyrologiczno-nacjonalistycznego programu, co ma sprawić, że młodzież zostanie uformowana na prawicową modłę. Marszałek Terlecki jasno to wyraził: chodzi o to, by wychować sobie wyborców.

 

Nastroje podtrzymuje kampania Wolna Szkoła, której jestem jedną z promotorek. Tak szerokiej koalicji organizacji społecznych, samorządów i nauczycielskich związków zawodowych jeszcze nie było. Wreszcie rozumiemy, że to naprawdę wspólna sprawa, edukacja dotyczy dosłownie nas wszystkich, a skutki tej kolejnej „deformy” dotkną każdego i każdą z nas. Ale to się nie uda, młodzież jest za mądra, poza tym w czasach internetu nie da się zamknąć młodych w szkolnej bańce. W smartfonach mają inne przekazy, w każdej chwili można zerknąć. Jedno, co może wyjść z Lex Czarnek, to smutek. […]

 

 

Trochę się gubię. Czy nauczyciele i nauczycielki są gotowi na opór, czy też byli i są pogrążeni w konformizmie? Są zaangażowani, czy jest im wszystko jedno?

 

Oczywiście są tacy i tacy, rzeczywistość jest zawsze czarno-szaro-biała, szkołę tworzą ludzie. Płyną do nas sygnały zagrożenia, ale jeśli działa wspólnota szkolna rodziców, nauczycieli i uczniów, to są szanse, że szkoła przeżyje każdy nacisk.

 

Wiele zależy od kultury szkoły. W naszym liceum dużo się zawsze działo. Dodatkowe zajęcia, świetne projekty. Ja sama prowadziłam zajęcia antydyskryminacyjne, co nawet skończyło się prywatnym donosem do kuratorium, musiałam „złożyć wyjaśnienia”. Zobaczymy, co będzie dalej, jak w styczniu wrócę z urlopu macierzyńskiego.

 

Ale zdaję sobie sprawę, że takim osobom jak ja, w dużym mieście, jest łatwiej się przeciwstawiać. Mam niezłą sytuację materialną, mieszkanie, wspaniałą rodzinę. W małych miejscowościach, jak stracisz pracę w szkole, to może być trudno. Trzeba uważać, zwłaszcza jak masz kredyt.

 

To nie jest sztuka protestować w Poznaniu. Bohaterstwem jest protestować tam, gdzie nie ma wsparcia, klimatu wolnościowego.

 

 

Kto napisał na ciebie donos?

 

Nie wiadomo. W zajęciach antydyskryminacyjnych rozmawiamy zawsze o tzw. piramidzie nienawiści – od braku akceptacji aż do eksterminacji – m.in. wobec osób LGBT, ale po donosie mailowym i telefonach do szkoły zajęcia się nie odbyły. Zapraszałam edukatorkę ze stowarzyszenia Stonewall (wielkopolska organizacja LGBT+ zrzeszająca osoby, które popierają postulaty równouprawnienia par tej samej płci oraz walczą z dyskryminacją i przemocą – red.) i to był ten punkt zapalny.

 

Temat nie zniknął, bo o homofobii i akceptacji różnorodności rozmawiam z uczniami i uczennicami także na innych lekcjach. Ludzie się boją tego, czego nie znają, dlatego trzeba ich z tym oswajać.[…] Myśli samobójcze ma w Polsce 80 proc. osób LGBT. To straszne, prawda? Młodzi, wrażliwi ludzie, kompletnie samotni. Opinie prezydenta, liderów partii, biskupów odbierają im poczucie bezpieczeństwa, izolują, podważają godność. Kiedy posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówiła o takich skutkach kampanii typu „Strefa wolna od ideologii LGBT”, minister Czarnek się śmiał, a posłowie i posłanki PiS klaskali. Jak tak można?

 

 

To było samobójstwo w twojej szkole?

 

Czytaj dalej »



 

Z kilkudniowym opóźnieniem (tekst ten na portalu OKO.PRESS ukazał się15 października 2021r.) zamieszczamy fragmenty materiału „Dyrektor ma się bać, wtedy boi się cała szkoła”, w którym znajdziecie list organizatorek i organizatorów kampaniiWolna Szkoła” do dyrektorek i dyrektorów szkół:

 

Szkoła stanie się instytucją pod specjalnym nadzorem. Stojąc w obliczu kar za działania nie po myśli ministra, także wy będziecie zmuszeni krępować inicjatywę nauczycieli i cenzurować propozycje uczniów” – takie ostrzeżenie dostały dyrektorki i dyrektorzy wszystkich szkół. Wolna Szkoła wzywa do sprzeciwu wobec Lex Czarnek […]

 

 

Do dyrektorów i dyrektorek. Wyraźcie swój sprzeciw!

Polska szkoła potrzebuje dziś spokoju i współpracy, a nie kontroli kuratora. Zamiast wsparcia, resort edukacji planuje centralizację oświaty – decyzje dotyczące szkół będą podejmowane w kuratoriach i w ministerstwie, a nie w szkołach.

 

14 października obchodzimy Dzień Edukacji Narodowej. Chcielibyśmy, aby w tym roku wyrazem naszego wsparcia dla dobrej włączającej edukacji była czerwona ekierka – symbol społecznej kampanii “Wolna Szkoła”. Ekierka zamiast kwiatów to wyraz naszej solidarności z nauczycielkami i nauczycielami, którzy domagają się godnych warunków pracy i płacy.

 

Szkoła poddawana jest coraz silniejszym naciskom politycznym. Jeśli nowe prawo oświatowe – LexCzarnek – wejdzie w życie, polska edukacja zmieni swoje oblicze. Przestanie być neutralna światopoglądowo, będzie zależna od kuratora i jego decyzji, a sam kurator – od wytycznych ministra.

 

W szkole, gdzie próbuje się zastraszyć dyrektora, boją się też nauczyciele i uczniowie.

 

Braki kadrowe i centralne sterowanie szkołą nie będą także ułatwiały organizacji edukacji zdalnej, jeśli przyjdzie czas kolejnych ograniczeń. Ministerialny projekt zmian w oświacie znajduje się tu: https://legislacja.gov.pl/projekt/12349251. […]

 

 

Dlaczego do Was piszemy?

 

Kampania „Wolna szkoła” to ponad 100 organizacji oraz nauczycielskie związki zawodowe. Do kampanii przyłączyły się także samorządy – Unia Metropolii Polskich i Związek Miast Polskich. Stajemy razem w obronie polskiej szkoły, stawką jest tu los naszych dzieci. Bo szkoła ma respektować prawa dziecka, a nie prawa kuratora lub ministra edukacji. Nasza kampania dotarła już do 23 mln osób! Nie jesteście sami!

 

W obliczu planowanych zmian prawa oświatowego możecie liczyć na wsparcie społeczności szkolnych – nauczycielek i nauczycieli, uczniów i uczennic oraz ich rodziców, o ile otrzymają informację o realnych konsekwencjach nowych przepisów. Także samorządy lokalne jako organy prowadzące szkoły są przeciwne zmianom, które ograniczają ich kompetencje i naruszają samodzielność polskiej oświaty, placówek i ich dyrektorów. Podobne jest stanowisko nauczycielskich związków zawodowych oraz licznych organizacji społecznych, w tym stowarzyszenia dyrektorów szkół i placówek oświatowych.

 

Zapraszamy do włączenia się w działania, do wyrażenia sprzeciwu wobec planowanych zmian. […]

 

Czytaj dalej »



Foto:www.eduopticum.wordpress.com

 

Robert Raczyński

 

 

Śpieszymy donieść, że w sobotę Robert Raczyński zamieścił na stronie swojego bloga, jak zwykle obszerny (18 935 znaków), tekst, zatytułowany „Dużo wywiadów, mało pytań, zero odpowiedzi”. Jest to krytyczna (bardzo!) analiza poglądów innego naszego znajomego „z sieci” – Mikołaja Marceli. Oto fragmenty tego posta i link do całości na stronę „Eduopticum”:

 

Przyznaję, że z Mikołajem Marcelą mam kłopot i nie wiem, czy jest to kwestia mojej percepcji jego przekonań, czy też przekazu medialnego, którego jest bohaterem. Z jednej strony wyraża on w stosunku do dominującego modelu oświaty zastrzeżenia te same, lub podobne do moich, z drugiej, rozmijamy się niemal zupełnie w kwestii wniosków z nich płynących. To znaczy właśnie jego wniosków nie jestem pewien, bo jeśli opierać się na jego wypowiedziach prasowych, to zdają się one sprowadzać do jednego słowa: Zaorać.

 

Nie to, żebym miał się rzucać pod pług, w obronie swego miejsca pracy – bardziej mnie interesuje konstrukcja lemiesza, osoba ewentualnego oracza oraz pod co ta orka ma być przeprowadzona. Kiedy sięgałem po kolejny już w ostatnich tygodniach wywiad, w którym Marcela roztacza swe odkrywcze diagnozy, spodziewałem się, że tym razem wyniosę z niego krzepiącą świadomość, że na polu nowego paradygmatu dokonano już przynajmniej wstępnej podorywki. Tymczasem dziennikarze „przesłuchujący” Marcelę na okoliczność sugerowanych prac polowych wykazują się w tej kwestii wręcz anielską cierpliwością i we wszystkich trzech wymienionych kwestiach zdają się w ogóle odpowiedzi nie oczekiwać. Ewa Raczyńska odbyła z nim jedynie kolejną rozmowę kurtuazyjną, będącą pretekstem do  promocji nowej książki autora, ale i Jacek Żakowski, po którym spodziewałem się więcej werwy, zdobył się tylko na nieśmiałe „i co z tym zrobić?” w swej ostatniej kwestii, podczas gdy każdy zainteresowany czytelnik chętnie wykrzyczałby to pytanie po każdej padającej enuncjacji.

 

Nie wiem, czemu przypisać taką powściągliwość – być może obawie, że żadnej konkretnej odpowiedzi, która podniosłaby poczytność numeru, nie da się otrzymać, a „przesłuchiwany” nie ma do powiedzenia nic, czego nie powiedział już ładnych parę razy w innych mediach. Ogólnik rzucony na koniec naprawdę trudno uznać za jakąkolwiek wskazówkę, wartą dziennikarskiego zachodu. Podejrzewam również, że zdecydowana większość czytelników Polityki nie z tego wywiadu dowiedziała się, że od dawna istnieją już „modele demokratycznej szkoły”, szkoły walfdorskie i oparte na idei montessoriańskiej. Moim zdaniem, „w demokratycznym społeczeństwie” istnieje całe mnóstwo pomysłów na kształt dobrej, nowoczesnej oświaty publicznej, jest za to wyraźny deficyt świadomości dróg do niej prowadzących. Poza tym, zakładając, że ewentualne drogowskazy miałyby zostać postawione w myśl założeń ideologicznych Mikołaja Marceli (w odróżnieniu od merytorycznych, których nie przedstawia), to nowa rzeczywistość oświatowa już u swego zarania skażona zostałaby błędem założycielskim, niemniejszym niż „bismarckowska fabryka”.

 

Jak już wspomniałem, niemal w całości podzielam obserwacje Marceli. Nie są one obce chyba nikomu zaangażowanemu w działanie edukacji. Te same i podobne kwestie były już wielokrotnie dyskutowane w środowisku. Doskonale pamiętam rozmowy, w których sam brałem udział, gorące dyskusje i polemiki na Osi Świata z Danusią Sterną, Pawłem Kasprzakiem i Ksawerym Stojdą, który do dziś jest uważnym recenzentem moich wypowiedzi publicznych, i jestem przekonany, że przyczyną zarówno kontrowersji wokół zmian w edukacji, jak i żółwiego tempa ich introdukcji nie jest brak pomysłów (często zresztą realizowanych na poziomie indywidualnym), a właśnie kurczowe trzymanie się wyobrażenia o jakimś mającym powszechnie obowiązywać, choć póki co zupełnie abstrakcyjnym „modelu”. Jak się zdaje, zdecydowana mniejszość zainteresowanych rozumie, że jeśli jakiś kolejny, współcześnie politycznie poprawny model stanie się obowiązkiem, nie oznacza to jeszcze, że w dzisiejszych realiach spotka się z powszechną akceptacją. Tymczasem Marcela jako aksjomaty traktuje zjawiska będące jedynie ewentualnością (adekwatne zdolności intelektualne, ciekawość, motywacja, chęć poszerzania horyzontów, stałość w dążeniach), a które (martwą) regułą stać się mogą jedynie w przypadku siłą narzuconego dekretu, czyli dokładnie tak samo, jak w przypadku systemu będącego przedmiotem krytyki.

 

Zacznijmy od wysokiego C, podstawowego „rozwiązania”, które „autor bestsellerowych poradników” jakby mimochodem sugeruje na koniec wspomnianego wywiadu, a mianowicie idei „greckiej schole”.

 

Czytaj dalej »



4 marca 2019 roku zamieściłem na „Obserwatorium Edukacji” wywiad z dyrektorem Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi – Marcinem Józefaciukiem: Wywiad z młodym dyrektorem, który nie lubi garniturów, ale lubi biegać…

 

Był to już drugi rok pełnienia przez niego tej funkcji, co znaczy, że dyrektorem został w dniu 1 września 2017 roku. Z tego prosty wniosek, że rok szkolny 2021/22 jest piątym, ostatnim rokiem jego kadencji. Piszę o tym dlatego, że w zamieszczonym niedawno w „Głosie Nauczycielskim” wywiadzie: „Łatanie” planu lekcji w szkole. Dyrektor Marcin Józefaciuk: Uczniowie zamiast lekcji fizyki mają geografię” wkradła się pewna niekonsekwencja. Najpierw na pytanie : „Ilu nauczycieli realizuje ponadwymiarówki w Waszej szkole?” dyrektor Józefackiuk odpowiada:

 

Czwarty rok jestem dyrektorem i mogę powiedzieć, że ten temat wywołuje różne komentarze”.

 

Jednak później w kolejnej wypowiedzi padają takie jego słowa:

 

W następnym roku szkolnym fizyk będzie potrzebny na cały etat, nie wiem, jak poradzi sobie z tym wszystkim nowy dyrektor szkoły”. Na pytanie prowadzącej rozmowę: „Jak to nowy dyrektor?” – dyrektor odpowiada: „Kończę kadencję.”

 

Przypomnę, że fragmenty tego wywiadu zamieściłem na OE opatrując ten materiał tytułem: „Dopiero piąty rok kieruje szkołą i już ma dość. Czy pozwolą mu odejść?”. Jako że wszystko co zamieszczam na OE niezwłocznie znajduje się na moim fejsbukowym profilu, także i ten tekst tam się znalazł i pojawił się pod nim komentarz kolegi Józefaciuka:

 

Ja bym powiedział że cztery lata i miesiąc. Hmmm czy pozwolą? Nie mają wyjścia. Nikt nie zmusi tym bardziej, że są chętni na przejęcie. Dyrektor to funkcja czasowa, powierzenie. Najważniejsze aby być w zgodzie ze sobą.”

 

Zacząłem ten felieton od uporządkowania podstawowych faktów, bo później chcę, już bez obawy o pomyłki, podjąć temat po stokroć ważniejszy:

 

Czy przypadek młodego (wiekiem i stażem dyrektorskim) dyrektora z łódzkiego „Rzemieślnika”, który na rok przed końcem kadencji publicznie oświadcza, że nie chce już dłużej niż to jest konieczne kierować szkołą, to jednostkowy przypadek człowieka, który ma bardziej interesujący program na życie, czy też jest to konkretny przykład skutków polityki oświatowej kolejnych ministrów edukacji w rządach Prawa i Sprawiedliwości?

 

Nie uzurpuję sobie cechy wszystkowiedzącego jasnowidza, ale coś niecoś o funkcjonowaniu Marcina Józefaciuka w ZSR wiem. Wiem, że od pierwszych dni po objęciu obowiązków dyrektorskich wniósł do tej szkoły powiew „nowego”, że nie jest dyrektorem „urzędującym”, ani „zarządzającym”. Tak jak miałem okazję to obserwować – to typ klasycznego lidera, obdarzanego sympatią i autorytetem. Sprawy szkoły, jej uczniów i nauczycieli, są jego sprawami, w które angażuje się „na pełny gwizdek”. Z resztą – co ja będę pisał. Zobaczcie komentarze na jego profilu pod tą zapowiedzią o zamiarze nieprzedłużania kadencji – TUTAJ.

 

I to dlatego napisałem: „Czy pozwolą mu odejść?”

 

Bo jak ja, obserwujący tą szkołę od lat, to widzę, to po latach „uśpienia” i „dryfowania z rozpędu” pod poprzednim kierownictwem, Zespół Szkół Rzemiosła wszedł pod jego kierunkiem w nowy rozdział swej działalności. I nie mam tu na myśli tylko remontu budynku, ale przede wszystkim inicjatywy związane ze współpracą zagraniczną, umowy patronackie czy nowe kierunki kształcenia. I niejednokrotnie widziałem jego zaangażowanie emocjonalne w sprawy uczniów…

 

Z tego co wiem, to Marcin Józefaciuk nie planuje zmiany zawodu, podjęcia pracy w jakiejś bardzo dobrze płacącej firmie. On jest typem „nauczyciela z powołania” (napisałem to na moją odpowiedzialność – wszak pozna swój swego) i – jak to napisał w jednym z komentarzy – „nie zamierza nigdzie odchodzić”. On chce pozostać w „swojej” szkole jako nauczyciel. On tylko nie chce być dyrektorem…

 

Co się takiego stało przez te dwa i pół roku od mojego z nim wywiadu, kiedy to rozmawiałem z bardzo zmotywowanym, pełnym pomysłów, młodym dyrektorem? Przez te nieco ponad 4 lata od jego powołania na tą funkcję przyszło mu pracować w systemie oświaty, zarządzanym przez trzech ministrów. Zaczął jeszcze za rządów Anny Zalewskiej (do czerwca 2019 roku), następnie pracował gdy na Szucha rządził Dariusz Piontkowski (do października 2020 r), a ostatni już prawie rok przyszło mu funkcjonować w klimacie prawno-ideowym, tworzonym przez Przemysława Czarnka. I to w tym ostatnim roku kolega Józefaciuk „dojrzał” do tej decyzji o nie ubieganiu się o kolejną kadencję dyrektorską.

 

Dziś, już nie „na gorąco” komentując ten problem – bo to jest PROBLEM, nie przelotna zachcianka – muszę przeprosić kolegę dyrektora ZSR za mój komentarz pod jego, przytoczonymi na początku felietonu słowami. Napisałem tam sentencjonalnie: „Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy…” Że taki jest „twardy”, że za nic ma opinie uczniów… I nieświadomie sam sobie podsunąłem kierunek spokojnej, wyważonej oceny decyzji kolegi Marcina.

 

Bo ów cytat z „Ody do młodości”, na przekór mojej ówczesnej intencji, naprowadził mnie na właściwe tory analizy sytuacji, która przejawiła się w oświadczeniu o zamiarze „odpuszczenia sobie” kolejnych lat w roli „chłopca do bicia”, choć z tytułem dyrektora, pieczątką i gabinetem… Nie mam już wątpliwości – to dojrzała, racjonalna decyzja człowieka, który nie planuje swojego życia według romantycznych haseł: „Młodości, dodaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem w rajską dziedzinę ułudy, kędy zapał tworzy cudy...”

 

I tylko szkoda, że ktoś tak zaangażowany w swoją pracę, tak emocjonalnie związany – z celami którym zdecydował się służyć i z ludźmi, z którymi razem ku tym celom dążył, nie będzie już tego czynił.

 

A winę za to ponoszą te siły, te osoby, które uczyniły wysiłki takich osób jak Marcin Józefaciuk walką z wiatrakami, inwestycją bez szans na jej owoce…

 

A tym co mnie smuci jeszcze bardziej, to wizja rodzącej się fali decyzji, takich jak ta, kolegi dyrektora Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi. Fali, która jest jeszcze tylko potencjalną możliwością, ale która już pobrzmiewa w wypowiedziach wielu, wspaniałych, twórczych i lubianych przez ich środowiska dyrektorek i dyrektorów szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowych.

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Od wychowawcy dziewcząt z problemami do propagatora wychowania seksualnego

 

Realizując zapowiedź, daną w zakończeniu poprzedniej części moich wspomnień Esej wspomnieniowy cz. IV.7. Jak szukałem nowej pracyw zdaniu: „O kolejnych latach mojej pedagogicznej pracy, aż do „epokowego” przełomu w 1988 roku, opowiem w kolejnym, już V rozdziale moich wspomnieniowych esejów, który będzie nosił tytuł „Od wychowawcy dziewcząt z problemami do propagatora wychowania seksualnego”, przystępuję do kolejnej części mojej opowieści. Tym razem będzie to materiał trzyczęściowy:

 

1.O mojej pracy resocjalizatora „trudnych” dziewcząt.

 

2.Kolejne lata działalności w TWP – o profilaktyce narkomanii i problemach dojrzewania

 

3.Ponowna zmiana pracodawcy na IKN ODN i XXIII LO w Łodzi.

 

 

x           x           x

 

 

O mojej pracy resocjalizatora „trudnych” dziewcząt

 

O tym jak doszło do tego, że od 1 września 1983 roku moim nowym miejscem pracy stał się III Państwowy Młodzieżowy Ośrodka Wychowawczy w Łodzi opowiedziałem już w poprzednim odcinku moich wspomnień – TUTAJ

 

Foto: www.facebook.com/mow3lodz

 

Budynek, który w początku lat osiemdziesiątych XX wieku stał się siedzibą III Państwowego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego (III PMOW) – od 1986 roku noszącego imię Marii Grzegorzewskiej. Ośrodek ten funkcjonuje tam nadal pod nazwą Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy nr 3 im. Marii Grzegorzewskiej. [Zdjęcie współczesne.]

 

 

Na początek kilka informacji organizacyjnych. III PMOW był ośrodkiem dla dziewcząt, w którym przebywało – w pięciu grupach – ok. 60 wychowanek w wieku od 13 lat do pełnoletniości lub do ukończenia zasadniczej szkoły zawodowej, nauczającej w zawodzie krawcowej. W ośrodku działały dwie szkoły specjalne dla niedostosowanych społecznie: szkoła podstawowa z klasami V – VIII i Zasadnicza Szkoła Odzieżowa. Nie licząc nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących i zawodowych – na etacie wychowawcy pracowało tam kilkanaście osób – kobiet i mężczyzn. O ile szkoły funkcjonowały tylko w dni robocze, to wychowawczynie i wychowawcy pracowali we wszystkie dni tygodnia, w których dziewczyny były w szkole – od godziny kiedy kończyły one zajęcia szkolne – teoretyczne lub praktyczne, do godziny 22-ej, a także w niedziele i święta. Ponadto jedna/jeden wychowawczyni/wychowawca dyżurował(-a) w godzinach nocnych – od 22-ej do 8-ej dnia następnego. W dalszej części opowieści o pracy w III PMOW, dla ułatwienia relacji, będę używał wyłącznie formy „wychowawcy” – zawsze w znaczeniu „kobiety i mężczyźni”.

 

Grupy wychowawcze kompletowane były według zasady, że wychowanki były uczennicami tej samej lub „sąsiedniej” klasy szkoły podstawowej lub szkoły zawodowej.Ta zasada wynikała z potrzeb organizacji pracy wychowawców – dzięki temu że dziewczyny kończyły lekcje w szkole o tej samej porze i można było dopasować godziny rozpoczęcia dyżuru wychowawcy. Ja zostałem przydzielony do grupy drugiej, w której były dziewczyny uczące się w Zasadniczej Szkole Odzieżowej, w której pracowałem w parze z Bożeną Kwasiborską, pracującą tam w tej roli już od wielu lat. Ale dyżury wychowawcze z naszą grupą miała także… Lili Madalińska. Bo III PMOW był jej placówką „bazową” – jako wizytatora-metodyka ds. profilaktyki i resocjalizacji.

 

 

Na zdjęciu wychowanki grupy II w towarzystwie dyrektora Zbigniewa Gaberkowicza (siedzi w pierwszym rzędzie w środku) oraz wychowawców: Bożeny Kwasiborskiej (po lewej stronie) i piszącego te wspomnienia (po stronie prawej). Zdjęcie zrobiono prawdopodobnie w dniu nadania Ośrodkowi imienia Marii Grzegorzewskiej.

 

 

I jeszcze jedna informacja z kategorii prawno-organizacyjnycj, która wszak jest ważna dla kontekstu obrazu tej mojej nowej pracy. Otóż może nie wszyscy czytający te wspomnienia wiedzą, że wychowawca w placówce typu młodzieżowy ośrodek wychowawczy podlegał Ministerstwu Edukacji Narodowej i obowiązywała tam także Karta Nauczyciela. Co za tym idzie – to ta ustawa regulowała czas pracy i zasady wynagradzania. W latach osiemdziesiątych etat wychowawcy w tego typu placówce to 24 godziny zegarowe w tygodniu. Natomiast wynagrodzenie było określane według tych samych zasad jak dla nauczycieli szkolnych, to znaczy w zależności od poziomu wykształcenia i stażu pracy, ale z powodu „trudnych warunków pracy” zwiększone o 60%. Także Karta Nauczyciela regulowała liczbę dni urlopu – jak dla placówek nieferyjnych, czyli 42 dni.

 

Nie wchodząc w szczegóły: z powodu potrzeby zapewnienia opieki wychowawczej nad dziewczynami przez wszystkie dni tygodnia, także w niedziele i święta oraz ferie szkolne, a także co kilka tygodni pełnienie nocnego dyżuru, opłacanego z dodatkiem za pracę w nocy – do podstawowej pensji, obok owego dodatku za trudne warunki pracy dochodziła spora kwota za godziny ponadwymiarowe, co w sumie czyniło miesięczną wypłatę znacząco wyższą od tej, którą mógłbym dostawać, gdybym zrobiwszy doktorat, pracował jako adiunkt na UŁ. Także o wiele, wiele wyższą, niż miałbym w wojewódzkiej poradni. Można więc powiedzieć, iż sprawdziło się powiedzenie, że „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...

 

Ale nic darmo…

 

Pierwszą „ceną” były godziny pracy. Średnio 4 razy w tygodniu wychodziłem z domu około 13-ej i wracałem dobrze po 22-ej. O pracy – co prawda tylko „od czasu do czasu” – w niedziele, oraz o owych „nockach” już informowałem. Ale były to także dyżury w dni świąteczne.

 

Drugą „specyficzną” cechą tej pracy było jej „twórcze improwizowanie”, czyli w odróżnieniu od pracy nauczyciela, który ma obowiązek realizowania ministerialnego programu nauczania, wychowawca tak naprawdę realizował swój autorski program działań wychowawczo-resocjalizacyjnych, w znacznym procencie powstający jako reakcja na zaistniałą „tu i teraz” sytuację. Bo niezależnie od tego co sobie zaplanował na dany tydzień, na ten konkretny dzień – i tak o tym co będzie z dziewczynami robił zawsze zależało od nieprzewidywalnych, przypadkowych zdarzeń, od zachowań konkretnych dziewczyn, albo od aktualnej sytuacji w grupie, będącej wypadkową zupełnie nieprzewidywalnych czynników.

 

 

x          x          x

 

 

Nie bójcie się, nie będę tu opisywał wszystkich moich dni spędzonych w Ośrodku przy Drewnowskiej. Na całe szczęście, nawet gdybym chciał, to czas zrobił swoje i niewiele już z tamtego okresu pamiętam. Ale, tak dla ilustracji, o kilku zdarzeniach opowiem. Lecz zanim o tym – dla uspokojenia purystów prawa oświatowego, najpierw o moich pierwszych studiach podyplomowych.

 

Jak wiadomo – podejmując pracę w ośrodku wychowawczym powinienem mieć kwalifikacje z obszaru pedagogiki resocjalizacyjnej. Jako że takich nie miałem – zostałem zatrudniony warunkowo: że w najbliższym możliwym terminie uzupełnię moje wykształcenie. A możliwe to było wyłącznie w trybie zaocznych studiów podyplomowych w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Na rozpoczęcie nauki w roku akademickim 1983/84 szans już nie miałem, dlatego studentem owej szacownej uczelni zostałem dopiero w październiku 1984 roku. Studia te trwały trzy semestry. Realizowałem program studiów w zakresie pedagogika specjalna – resocjalizacja. Niestety nie pamiętam żadnych konkretnych szczegółów, nazw przedmiotów i nazwisk wykładowców. Zaginął gdzieś indeks. Nie wiem co spowodowało, że jedyną osobą, której personalia mogę dziś podać, to psycholog – profesor Kazimierz Pospiszyl. Być morze to pod jego kierunkiem pisałem pracę dyplomową. Bezsprzecznie miałem z nim zajęcia, zapamiętałem je nie tylko jako ciekawe, ale bardzo wartościowe – w znaczeniu przydatne w mojej codziennej pracy z dziewczynami.

 

A jedynym materialnym „świadkiem” tych studiów jest znaleziony w domowym archiwum rękopis pisanej wtedy pracy (być może była to nawet praca dyplomowa), której tytuł jest kolejnym dowodem jak bardzo właśnie ten temat stał się moim „prelegenckim” hobby prowadzonej w tym czasie działalności w TWP: „Analiza porównawcza systemów resocjalizacji narkomanów: „SYNANON” w USA i „MONAR” w Polsce”.

 

Studia ukończyłem 27 kwietnia 1986 roku – inny by się chwalił, ja jedynie poinformuję: „z wynikiem bardzo dobrym”. Od tej pory byłem już w pełni wykwalifikowanym nauczycielem-wychowawcą w III PMOW w Łodzi.

 

 

x          x          x

 

 

A teraz kilka „fleszy pamięci” o mojej tam pracy. Z oczywistych powodów (w pamięci najsilniej utrwalają się wydarzenia niestandardowe)  nie będą to opowieści o codziennych dyżurach wychowawczych. Bo one były – z jednej strony – zrutynizowane porządkiem dnia (posiłki, odrabiane lekcji, przygotowania do snu), zaś z drugiej strony – nieprzewidywalne, bo zależne od indywidualnych problemów i stanów psychicznych dziewczyn i przez to szybko zacierające się w pamięci, bo po nich następowały wciąż nowe i nowe, każdego kolejnego dnia…

 

Oto co z owych niecodziennych wydarzeń pamiętam do dziś, choć upłynęło od tamtych dni ponad trzydzieści lat.

 

Czytaj dalej »