Archiwum kategorii 'Felietony'

Dzisiaj będzie o tym, co „zalega mi” od ubiegłej niedzieli. Napisałem wtedy w początkowym akapicie felietonu nr 114:

 

Gdy 9 marca zamieszczałem news’a o tym, że MEN uruchomiło specjalny serwis przeznaczony do obsługi debat, jakie pod hasłem „Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana” „przetoczą” się przez Polskę, i gdy zamieszczono tam harmonogram wojewódzkich debat, w których nie tylko samorządowcy, uczniowie i rodzice – jak to wcześniej podawano, lecz także nauczyciele i wszyscy (?) zainteresowani będą mogli uczestniczyć – byłem nieomal pewien, że właśnie o tym podzielę się z Wami moimi refleksjami.

 

Jako że tak się wtedy nie stało – wracam dziś do tego tematu, to znaczy do debat, organizowanych przez MEN – w dwu formułach: 16 debat zespołu ekspertów i 16 debat tzw. wojewódzkich. Mamy już za sobą premiery obu tych wersji „dialogu władzy ze społeczeństwem”. ”Obserwatorium Edukacji” informowało o jednym i drugim tym wydarzeniu. Choć obie debaty odbyły się 14 marca: spotkanie ekspertów – w siedzibie MEN w Warszawie, a debata wojewódzka, zgodnie z har- monogramem, o finansowaniu oświaty – we Wrocławiu, przywołuję je dziś, gdyż przed tygodniem pierwszeństwo dałem konkursowi na łódzkiego kuratora. Dwa dni później podobne wydarzenie, tyle że z wiodącym tematem „kształcenie zawodowe” odbyło się w Lublinie. Jako że nic jeszcze w OE o tym nie było, zacytuję fragment oficjalnego komunikatu, jaki na ten temat zamieszczono na stronie ministerstwa:

 

Czytaj dalej »



Kończący się właśnie tydzień był okresem, podczas którego pojawiło się w edukacyjnym światku kilka informacji, z których każda mogłaby stać się tematem felietonu. Gdy 9 marca zamieszczałem news’a o tym, że MEN uruchomiło specjalny serwis przeznaczony do obsługi debat, jakie pod hasłem „Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana” „przetoczą” się przez Polskę, i gdy zamieszczono tam harmonogram wojewódzkich debat, w których nie tylko samorządowcy, uczniowie i rodzice – jak to wcześniej podawano, lecz także nauczyciele i wszyscy (?) zainteresowani będą mogli uczestniczyć – byłem nieomal pewien, że właśnie o tym podzielę się z Wami moimi refleksjami. Wcześniej takie same zamiary miałem, gdy informowałem PT Czytelników o wylocie Jolanty Okuniewskiej do Dubaju, gdzie, w gronie pięćdziesięciu najlepszych nauczycieli świata będzie – jak te statki wodowane w polskich stoczniach, które miały „pływać po morzach i oceanach świata i sławić imię polskiego stoczniowca i marynarza” – rozsławia imię Polskiego Nauczyciela”! Także gdy zamieszczałem link do video relacji z wystąpienia minister Zalewskiej na XIII Konferencji OSKKO w Krakowie myślałem, że je zrecenzuję w felietonie.

 

Jednak zadziałała stara reguła, że „bliższa koszula ciału niż marynarka” i felieton będzie o rozstrzygnięciu konkursu na Łódzkiego Kuratora Oświaty, o czym pierwsze informacje pojawiły się w miniony piątek.

 

Jestem to Wam winien, gdyż przez nikogo nie przymuszany, z własnej inicjatywy, wyrwałem się przed szereg i jeszcze      20 grudnia ub. roku, w 104 felietonie, zatytułowanym „Skoro rządzi PiS, to nic w tym dziwnego, że powoła swoich kuratorów” zaprezentowałem krótką historię nominowania łódzkich kuratorów oświaty w III RP, którą zwieńczyłem takim oto zakończeniem:

 

Kto będzie wkrótce kuratorem oświaty w Łodzi? Powinienem napisać: kto wygra kolejny konkurs na to stanowisko? Nie grywam w żadne totalizatory, ani sportowe, ani na wyścigach konnych. Ale tym razem zaryzykuję: postawię w tej gonitwie na kandydatką sprawdzoną i od każdej strony spełniającą „ostre” kryteria, stawiane przez tą władzę – na Teresę Łęcką – od września 2009 roku dyrektorkę ZSP Nr 19 w Łodzi. Okaże się, czy mam zdolności profetyczne…

 

No i żaden ze mnie prorok! P o m y l i ł e m s i ę !

 

Czytaj dalej »



Wczoraj minęły 63 lata od dnia śmierci niedoszłego popa z Gruzji, który pod nazwiskiem Stalin przeszedł do historii jako najokrutniejszy dyktator nowożytnego świata.Piszę o tym w dzisiejszym felietonie nie bez powodu: choć od tamtego dnia minęło już tyle lat, choć jego ciało usunięto z Mauzoleum Lenina już po ośmiu latach od uroczystego tam pochowania, choć jego następcy realizowali politykę „destalinizacji”, to mam takie wrażenie, że „Stalin wiecznie żywy!” I to nie tylko w putinowskiej Rosji, ale także w mentalności i sposobie realizowania swych celów przez wielu naszych polskich polityków, w tym sprawujących obecnie władzę – niekoniecznie na formalnie ważnych, konstytucyjnie umocowanych w polskim systemie politycznym, stanowiskach.

 

Wiem, wiem – „znaj proporcją mocium panie”! Oczywiście – nikt w Polsce (jak dotąd) nie wysyła przeciwników politycznych do łagrów ani „psychuszek”, nie morduje ich w kaźniach „organów bezpieczeństwa”! Ale stalinizm – to także „kult jednostki”, to narzucanie społeczeństwu „jedynie słusznego” interpretowania historii i obrazu współczesnego świata, to podporządkowanie „trzymającym władzę” wszystkich przejawów aktywności obywatelskiej, mediów, instytucji kultury, a nade wszystko – systemu oświaty!

 

Czytaj dalej »



Od chwili, gdy w ubiegłą sobotę przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” wywiad z dr hab. Andrzejem Waśko, zatytułowany: „Reforma edukacyjna 2016. Co w nowej szkole uczeń powinien”, dręczyła mnie jedna myśl: Musisz usiąść i napisać komentarz do tego steku bzdur i uproszczeń, które na temat polskiej szkoły wygłosił ów przepytywany przez dziennikarki „Gazety Wyborczej” „ jeden z mózgów oświatowej reformy PiS-u” – jak go określiła prof. Magdalena Środa w opublikowanym wczoraj w tejże gazecie artykule pt. „Szkoła kodu i kujawiaka”. I to lektura tego właśnie tekstu sprawiła, że poczułem się zwolniony z obowiązku recenzowania poglądów na temat polskiego systemu edukacji tego polonisty, specjalizującego się w literaturze polskiego romantyzmu.

 

I nie idzie tu o to, że odmawiam, jak by nie było – doktorowi habilitowanemu, prawa do wygłaszania jego przemyśleń, nie tylko na temat szkolnictwa, ale na każdy inny, który mu przyjdzie do głowy… Rzecz w tym, że wystąpił on w owym wywiadzie nie jako osoba prywatna, a w roli lidera zmian w oświacie, przygotowywanych przez rząd PiS, a także jako koordynator sekcji edukacji w powołanej przez prezydenta Dudę Narodowej Radzie Rozwoju. A to już nie to samo. W takim przypadku nie wolno dyletantowi stroić się w pióra mentora-specjalisty w nieswojej dziedzinie!

 

Szanownych Czytelników odsyłam do tekstu prof. Środy  –  TUTAJ. Większość jej opinii o wypowiedziach dr Waśko i w ogóle o pomysłach ludzi PiS na temat ich zamiarów reformowania polskiego systemu szkolnego pokrywa się z moimi poglądami. Dla zaostrzenia ciekawości przytoczę taki oto jego fragment:

 

Prof. Waśko żywi wielki sentyment do szkoły epoki gierkowskiej, do której chodziło jego pokolenie, bo dała ona wykształcenie, które pozwoliło obalić komunizm. Spełniała też formalne cele PiS-u: miała jeden program, jedną listę lektur, jeden ideologiczny nadzór, a i XIX-wieczne wzorce wiedzy były jej bliskie. Pamiętam też, że szkoła miała wtedy wielkie ambicje patriotyczne. Wszyscy mieli kochać naszą ojczyznę w jej socjalistycznym kształcie oraz towarzysza I sekretarza i towarzysza ministra. Historia, której było dużo, przykrojona była do potrzeb i wiecznych prawd partii rządzącej.

 

Te podobieństwa bardzo mnie niepokoją. Nadzieją jest może to, że tak jak w komunizmie udało się wykształcić ludzi, którzy obalili system, tak w szkole PiS-u przechowa się pamięć o demokracji, państwie prawa, wolności czy różnorodności. A kod* zmieni się w KOD.

 

*To aluzja do przytoczonej w artykule wypowiedzi innego pisowskiego profesora – Piotra Glińskiego:
Dobra szkoła przekazuje wiedzę i umiejętności, kształtuje formację umysłową, wprowadza młodych ludzi w kod kultury, jaki naród polski wytworzył w swoich dziejach, wychowuje do życia we wspólnocie, krzewi odpowiednie zachowania moralne i obywatelskie, daje intelektualne i duchowe instrumenty do głębszego zrozumienia świata”. I dalej pisze M. Środa: : „Co to jest kod kultury? Nie chodzi wcale o kulturę ogólną, uniwersalną, europejską, a nawet chrześcijańską, tylko o naszą rodzimą, polską. Chodzi w istocie o mity (najważniejszym będzie pewnie Smoleńsk) i tzw. tradycyjne role. Kod to „znajomość wspólnych symboli, odwołań, wyobrażeń stanowiących o polskiej tożsamości”. Ma budować narodową dumę, indywidualistów przekształcać w członków narodowej wspólnoty i „wdrażać w nawyki niezbędne do bycia dobrym Polakiem”. [Źródło: www.wyborcza.pl/magazyn/]

 

 

Zostawmy już ten temat, wszak – jak to zauważył już w połowie XVIII wieku Benedykt Chmielowski – „koń jaki jest każdy widzi”… Dla mnie o wiele bardziej inspirującą okazała się inna rozmowa, jaką wysłuchałem podczas dzisiejszego porannego spaceru z moją goldenką. Jest to pora, kiedy (dzięki mojemu smatfonowi) tradycyjnie słucham stacji TOK FM, a konkretnie audycję „Weekendowy poranek”. Dziś redaktor Paweł Sulik rozmawiał z doktorem Łukaszem Pawłowskim z „Krytyki Politycznej” o książce Marthy Nussbaum pt. „Nie dla zysku. Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów?”. Polecam odsłuchanie tego programu (audycja dostępna na stronie TOK FM – TUTAJ), bo są tam przytaczane odpowiedzi autorki omawianej książki na wiodące pytanie, zawarte w tytule: „Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów?”

 

 

Zanim jednak posłużycie się Sz. Czytelnicy swym zmysłem słuchu, proponuję jeszcze kilka informacji pisanych o tej książce:

 

Książka Nussbaum

 

Czytaj dalej »



Kończący się właśnie tydzień wypełniony miałem głównie walką z gorączką, z męczącym kaszlem, minimalizowaniem wyczerpujących organizm skutków terapii antybiotykowej… To, że każdego dnia udawało mi się zamieścić, myślę wart przeczytania, materiał, jest dowodem przede wszystkim mojej postawy odpowiedzialności wobec – dobrowolnie – przyjętych na siebie obowiązków, ale też potraktowania tej pracy jako swoistej psychoterapii, chroniącej mnie przed dopadającą chorych apatią i czarnowidztwem…

 

Z powodu unieruchomienia na łożu choroby skazany byłem na swoisty secondhand informacyjny. Nie mam sobie jednak nic do zarzucenia: za każdym razem towarzyszyło mi przekonanie, że moim wkładem jest przede wszystkim wyszukanie tego tematu, a następnie „oprawienie go” w komentarz lub pogłębienie o dodatkowe informacje.

 

Przeglądając dziś te materiały zwróciłem uwagę, że należą one do dwu odmiennych światów: pierwszy z nich to świat „wielkiej polityki edukacyjnej” , a drugi – to „realny świat szkolnej praktyki”, czyli materiały, powstałe w nowatorsko pracujących szkołach i środowiskach, skupiających „podmiotowo działających, twórczych nauczycieli”.

 

Do pierwszego z nich należą teksty, zamieszczane od poniedziałku do czwartku. Zaczęło się od informacji o artykule , który opublikował „Dziennik Gazeta Prawna” – „MEN chce reformować zawodówki. Weto kuratora dla klas nierokujących i lista profesji przyszłości”, który poprzedzony został takim moim wprowadzeniem: „Okazuje się, że zanim jeszcze ruszyła, zapowiadana szumnie przez panią minister Annę Zalewską ogólnopolska debata, w ministerstwie już mają pomysł jak zreformować kształcenie zawodowe.

 

Następnego dnia odesłałem Czytelników na stronę IBE, który 10 lutego zamieścił tam przypomnienie o opublikowanym już z 4 grudnia 2015 r. raporcie zatytułowanym „Wychowanie fizyczne w opiniach dyrektorów i nauczycieli. Organizacja kształcenia, podstawa programowa i ocenianie uczniów w szkołach podstawowych”. Moim wkładem w poszerzenie wiedzy Czytelników było połączenie tego z faktem, iż tego samego dnia w Centralnym Ośrodku Sportu odbywała się debata z udziałem Witolda Bańki – Ministra Sportu i Turystyki oraz Anny Zalewskiej – Minister Edukacji Narodowej – właśnie na temat kształcenia dzieci i młodzieży w ramach zajęć wychowania fizycznego, gdzie jednym z trzech jej wiodących nurtów był problem „Kształcenie wczesnoszkolne w ramach lekcji wychowania fizycznego prowadzone przez nauczycieli”. Pytałem tam: „Ciekawe, czy to przypadkowy zbieg okoliczności?” Mój komentarz kończyłem także pytaniem: „Czyżby autorzy tego raportu, lub choćby reprezentujący ich pracownicy IBN, nie zostali tam zaproszeni?”

 

Okazało się, że moje przypuszczenie znalazło potwierdzenie „w dobrze poinformowanych źródłach”: nikt z IBE w tamtej debacie nie uczestniczył…

 

 

Czytaj dalej »



No i „przyszła kryska na Matyska” ! Od piątku leżę złożony grypą. Nie mam wątpliwości – to nie przeziębienie: silne bóle mięśni stawów, ogólne poczucie wyczerpania, wysoka temperatura, suchy kaszel i brak kataru! Wybaczcie więc, Drodzy Czytelnicy, że dziś nie mam jeszcze kondycji, także intelektualnej, do napisania kolejnego, poruszającego istotne problemy polskiej edukacji, felietonu.

 

Zwrócę jedynie Waszą uwagę na godną odnotowania prawidłowość, pojawiającą się w licznych ostatnio konkursach, adresowanych do gimnazjalistów. Namawiam do przypomnienia sobie zamieszczonych w minionym tygodniu na stronie OE w ramach <Aktualności> informacji o wynikach trzech takich, zakończonych właśnie, konkursów: „Uroczysty finał 6. Edycji Wojewódzkiego Konkursu „Zawodowiec” (6 lutego), „W ZSP nr 9 wyłoniono finalistów konkursu „AVATAREK” (10 lutego) ) oraz „Finał Wojewódzkiego Konkursu Geograficznego dla gimnazjalistów” (13 lutego”).

 

We wszystkich kategoriach konkursu „Zawodowiec” laureatami zostali przede wszystkim uczniowie gimnazjów z Wielunia, Łowicza, Lutomierska Topoli Królewskiej, Drzewicy, Rawy Mazowieckiej, Pabianic i Kurowic. Łodzianie zajęli jedynie 3. miejsce za plakat, 3. miejsce w kategorii „Fotografia” i 3. miejsce za „Prezentację multimedialną”. Powie ktoś – „łódzcy gimnazjaliści nie mają problemu z wyborem kierunku kształcenia zawodowego, w przeciwieństwie do absolwentów gimnazjów „z terenu”. To nie może być wytłumaczenie, gdyż w tym konkursie o zwycięstwie decydowała umiejętność przekazania treści zawodoznawczych w wybranej technice.

 

Podobne zjawisko wystąpiło w Konkursie z technologii komunikacyjno-informacyjnej dla uczniów szkół gimnazjalnych „AVATAREK”. Prawo do reprezentowania okręgu łódzkiego w finałach zdobyły:
I miejsce – Gimnazjum im. Jana Pawała II w Aleksandrowie Łódzkim
II miejsce – Gimnazjum im. Jana Karskiego w Wiśniowej Górze
III miejsce – Publiczne Gimnazjum nr 3 im. F. Chopina w Łodzi

 

 

Nie inaczej było w konkursie geograficznym: najlepiej wypadli: Julia Ławniczak z Gimnazjum nr 1 w Bełchatowie, Bartłomiej Kuś z Gimnazjum nr 1 w Sieradzu oraz Błażej Makowski z Gimnazjum nr 3 w Zgierzu. Tuż obok podium znaleźli się Szymon Śmigielski z Gimnazjum w Rasach i dopiera Julia Gruszczyńska z Gimnazjum nr 29 w Łodzi.

 

 

Dziś nie mam zdrowia, aby pogłębić ten temat, ale na pewno w bliskiej przyszłości do niego powrócę. Stwierdzę jedynie, że jest to kolejny dowód na to jak ważną rolę w stymulowaniu rozwoju uczniów ze środowisk – nazwijmy je – niewielkomiejskich pełnią działające tam gimnazja, jaką wielką „pracę u podstaw” wykonują pracujący tam nauczyciele. I jaką stratą – nie tyko pracy dla nich, ale przede wszystkim dla tych środowisk lokalnych będzie, zapowiadana przez aktualnie rządzących, likwidacja gimnazjów!

 

 

Młodzież wielkomiejska w okresie adolescencji jakoś sobie da radę, ale co następnymi pokoleniami nastolatków z Lutomierska, Topoli Królewskiej, Drzewicy, Kurowic i jeszcze bardzo wielu, oddalonych od dużych ośrodków miejscowości?

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Dzisiejszy felieton w całości poświęcam diabelskiemu pomysłowi MEN na „ogólnopolską debatę o systemie oświaty. Trzeba przyznać, że temu – ogłoszonemu przez panią minister Zalewską podczas zorganizowanej 2 lutego konferencji prasowej – sposobowi prowadzenia tzw. „konsultacji społecznych” projektów reform, zapowiadanych już w okresie kampanii wyborczej i przygotowywanych, nie tyle przez jej resort, co przez „ośrodek decyzyjny” partii Prawo i Sprawiedliwość – z formalnego punktu widzenia – niewiele można zarzucić.

 

Dowiedzieliśmy się, że powołano już 1840 ekspertów, którzy będą debatować w 16 grupach tematycznych, lecz aby nikt władzy nie zarzucił, że do wymiany poglądów dopuściła tylko wyselekcjonowanych ekspertów, niezależnie od tego, ma odbyć się 16 debat wojewódzkich z udziałem rodziców, uczniów i samorządowców. Nie są jednak znane mechanizmy kompletowania uczestników tych debat wojewódzkich.

 

Przyjrzyjmy się jednak tym pomysłom bliżej. Po pierwsze: opierając się na danych, udostępnionych na portalu wPolityce.pl wiadomo, że na apel pani minister o zgłaszanie się do grupy „ekspertów Dobrej Zmiany” zgłosiło się ponad 2,5 tys. osób! Muszę przyznać, że gdy w felietonie nr 105  z  3 stycznia apelowałem „Zgłaszajmy swój akces do grupy ekspertów dobrej zmiany!” nie przyszło mi do głowy, że zrobi to aż tylu zdecydowanych na podjęcie dialogu z Władzą nauczycieli i – jak ich określa pani minister – „teoretyków”. Pomijam w tym miejscu brak jasno sprecyzowanych kryteriów, w oparciu o które dokonano selekcji, w wyniku której z owych 2500 kandydatów pozostawiono „tylko” 1840 ekspertów.

 

Nawiasem mówiąc, chyba nikt nie spodziewał się, że nasze (edukacyjne) środowisko dysponuje takim konsyliacyjnym potencjałem intelektualnym!!!

 

Czytaj dalej »



Relacjonując najważniejsze wydarzenia końcowych dni ubiegłego tygodnia (oczywiście – w subiektywnej ocenie redagującego <Aktualności>) nie znalazłem miejsca na informację o wystąpieniu wiceminister Teresy Wargockiej, która      28 stycznia, podczas 9. posiedzenia Sejmu odpowiadała na pytanie swego partyjnego kolegi Dariusza Piontkowskiego o zamierzenia resortu w sprawie szkolnictwa zawodowego.

 

 

Przyznam się, że gdy ponad dwa miesiące temu, w „Aktualnościach” z 17 listopada ub.r. zatytułowanych „Kadrowe decyzje w centralnych władzach edukacji” informowałem o nominacji na stanowisko sekretarza stanu w MEN pani posłanki Teresy Wargockiej (PiS), nie do końca wierzyłem w to, co o swej pierwszej zastępczyni powiedziała wówczas, także niedawno powołana, minister edukacji Anna Zalewska : „To osoba, która o szkolnictwie zawodowym wie wszystko”.

 

 

Tym razem nie tylko przeczytałem dokładnie cały zapis sejmowego wystąpienia pani wiceminister, ale znalazłem także plik video z tym wystąpieniem, który z wielką uwagą obejrzałem. Muszą powiedzieć, że jestem pod wrażeniem: przede wszystkim pod wrażeniem zaprezentowanych przez nią kompetencji, ale  i spokoju z jakim przedstawiała ona obecnym na sali posłom podstawowe informacje o rzeczywistym stanie problemów szkolnictwa zawodowego, z jakimi od dawna boryka się nasz system szkolny, i że mówiła w ten sposób mimo klimatu „sensacyjności”, jaki próbował wywołać zadający pytania poseł Piontkowski :

 

Czytaj dalej »



Minął tydzień, w którym wydarzenia przeplatały się: raz działo się coś wartego uwagi w Łodzi, innego dnia nie można było pominąć tego, co zadziało się w Warszawie! W tej ostatniej „nasza pani od edukacji” w Radzie Ministrów złożyła tam swej szefowej obszerne sprawozdanie o tym co już dokonała i jakie ma zamierzenia na najbliższą przyszłość. Jakby niezależnie od tej ministerialnej polityki nadal robią swoje podległe ministerstwu agendy: eksperci Instytutu Badań Edukacyjnych przedstawili wyniki badania „Kompetencje trzecioklasistów 2015 (K3)” (i plan dalszej kontynuacji tych badań), a ORE ogłosił zwycięzców zakończonego właśnie konkursu na najciekawsze zajęcia z wykorzystaniem e-podręczników „Szkoła na czasie, e-podręczniki w klasie!”. Ciekawe, jak długo te instytucje będą mogły realizować swoje misje „po dawnemu”?

 

 

A w Łodzi oświatowej Solidarności nie spodobała się kampania pod hasłem „Miasto szkół dla maluchów”. Poinformował o tym „Dziennik Łódzki”, pisząc, że – zdaniem związkowców z Międzyregionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania Ziemi Łódzkiej NSZZ „Solidarność” – „prezydent Łodzi powinna informować rodziców o możliwości wyboru szkoły lub przedszkola.” OE odnotowało także – pozornie błahe – wydarzenie, jakim było podpisanie umowy patronackiej pomiędzy ZSP nr 9 a BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego Sp. z o.o. na prowadzenie klasy w zawodzie monter mechatronik. Jest to pierwszy patronat (w skali miasta), którym pracodawca objął naukę zawodu robotniczego; do tej pory w firmy były zainteresowane jedynie zawodami na poziomie technika. A mnie zastanawia w tej procedurze zawierania umowy patronackiej rola, jaką odegrał tam Pierwszy Wiceprezydent Miasta – Tomasz Trela. O ile mi wiadomo – dotąd szkoły radziły sobie bez takiego pośrednika. Czyżby ten szef łódzkiego SLD , wczoraj wybrany na kongresie swej partii zastępcą Włodzimierza Czarzastego, już rozpoczął swą kampanię wyborczą do przyszłych wyborów samorządowych?

 

 

Jednak nie to zamierzam uczynić głównym motywem tego felietonu. Miniony czwartek przyniósł czytelnikom „Dużego Formatu” nie lada kąsek: obszerny wywiad, jakiego redaktorowi Tomaszowi Kwaśniewskiemu udzielił nie kto inny, jak Sam Przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, profesor dwu wyższych uczelni: Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie i Uniwersytetu Łódzkiego – prof. zw. dr hab. Bogusław Śliwerski! Wszystkich czytelników odsyłam do źródła: w wersji papierowej – „Nie bójcie się rad”, w elektronicznej – „Szkoła powinna być laboratorium demokracji. Rozmowa z prof. Bogusławem Śliwerskim”. Rozmowa obu panów toczy się głównie wokół żon, a właściwie pierwszej żony profesora, tego, że ją zaszczuto bo chciała pracować nowatorsko, o profesorskiej wizji usamorządowionej szkoły, dotknięto także tematu sześciolatków i pisowskiego pomysłu zlikwidowania w Polsce gimnazjów, wynagradzania nauczycieli i darmowego elementarza, a nawet społecznej funkcji tzw. „godzin karcianych”. Nie będę się tutaj odnosił do tych treści – może zrobią to inni, lepiej ode mnie do tego przygotowani, zwłaszcza ci, którzy naprawdę wiedzą jak to było z tymi klasami autorskimi w Szkole Podstawowej Nr 37 w Łodzi i roli, jaką ówczesny doktor Śliwerski, nauczający w tej szkole języka niemieckiego (?!) tam pełnił. Na użytek tego felietonu podejmę jedynie dwa tematy. Pierwszy – czy pan profesor zgłosił się, czy nie, do grupy „Ekspertów Dobrych Zmian w Edukacji”.

 
Odpowiadając na pytanie redaktora: „To może teraz będzie pan miał okazję to zmienić, bo ponoć został pan konsultantem PiS do spraw edukacji”,  prof. Śliwerski powiedział:

 

 

Czytaj dalej »



Zasiadając do pisania tego felietonu jednego byłem pewny: nie będę w nim komentował sejmowej konferencji (sejmowej, bo wystąpił w niej jeden poseł – formalnie – niezrzeszony, czyli nie będący członkiem żadnego klubu poselskiego, ale wszak bardzo zrzeszony w konkretnej partii politycznej – o wszystko mówiącej nazwie „Prawica Rzeczpospolitej”), o której Szanowni Czytelnicy OE zostali poinformowani przed dwoma dniami. Nie będę, bo to nie tylko byłoby całkowicie szkodliwym dodawaniem wagi temu wydarzeniu, ale także dlatego, że uwłaczałoby inteligencji Moich Czytelniczek i Czytelników.

 

 

Za to nie odmówię sobie odrobiny przyjemności i podzielę się kilkoma refleksjami, jakie zrodziły się podczas relacjono- wania dwu, odbywających się nieomal równocześnie, spotkań osób, zajmujących się i/lub interesujących pracą z uczniem o specjalnych potrzebach edukacyjnych, jakie odbyły się w Łodzi w pierwszych dniach mijającego tygodnia.

 

 

Pierwszym z nich był III Kongres Edukacyjny Łódzkiego Towarzystwa Pedagogicznego, który to – lokalne – stowarzyszenie zorganizowało przy udziale Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Łodzi i pod honorowym patronatem pani prezydent Hanny Zdanowskiej – prezydenta Łodzi. ŁTP istnieje dopiero kilka lat – założone zostało 1 marca 2010 roku przez 21 osób, zebranych w gościnnych pomieszczeniach Instytutu Edukacji Ustawicznej, założonym i kierowanym przez dr Beatę Owczarską, która – to chyba nie będzie niespodzianką – już wkrótce (10 listopada 2010r.) została przewodniczącą Zarządu ŁTP. Pełni tą funkcje nadal, tyle, że pod zmienionym nazwiskiem – od ponad dwu lat jako dr Beata Matyjas. Na tym samym posiedzeniu podjęto decyzję, że zarząd na I. Walnym Zebraniu Członków ŁTP postawi wniosek o nadanie profesorowi Bogusławowi Śliwerskiemu tytułu Honorowego Przewodniczącego ŁTP. Jak postanowiono – tak się stało: 7 grudnia 2010r. uchwałą Nr 1 Walne Zebranie Członków ŁTP poparło wniosek Zarządu o nadanie godności Honorowego Przewodniczącego ŁTP „w uznaniu Jego zasług dla wspierania rozwoju zawodowego, naukowego i społecznego środowiska pedagogów i nauczycieli.” Profesor jest owym Honorowym Przewodniczącym do dzisiaj, zaś III Kongres ŁTP odbywał się także pod jego patronatem – jakże by inaczej – także honorowym. Bo fizycznie był on na Kongresie nieobecny.

 

 

Czemu tak rozpisałem się o genezie i personaliach ŁTP? Bo nie mogę sobie odmówić wytknięcia panu profesorowi Śliwerskiemu niekonsekwencji w jego stosunku do posługiwania się nazwą „kongres” przez różne podmioty, organizujące spotkania o takiej nazwie.

 

 

Czytaj dalej »