
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Wczoraj Łukasz Szeliga zamieścił na swoim na fbprofilu tekst, który jest kolejnym przyczynkiem do dyskusji o reformatorskich działaniach MEN
Od trzech dni toczy się polemika w edukacyjnych grupach i społecznościowych bańskich na temat artykułu Katarzyny Słowik pt.: „Barbara Nowacka, Joanna Mucha, Katarzyna Lubnauer. Miał być edukacyjny dream team, są wkurzeni nauczyciele”, w którym wypowiadają się nie tylko nauczyciele, ale również osoby współpracujące przy nadchodzącej reformie.
W wypowiedziach wybrzmiewa sporo zawiedzenia dotychczasowymi działaniami MEN-u, bezpośrednie zarzuty o brak dostatecznych kompetencji przez ministerialny zespół i rozczarowanie sposobem wprowadzania reformy.
Należę do osób, które z optymizmem patrzyły na nowy skład Ministerstwa Edukacji Narodowej, lecz przeszacowały jego możliwości. Z czego to wynikało? Na to pytanie pośrednio odpowiem, dzieląc się ważnymi dla mnie refleksjami i opiniami:
> MEN wbrew pozorom ma ograniczony wpływ wdrażania zmian w edukacji systemowej. O ile może wydać rozporządzenie i zaplanować reformę, to na tu i teraz o kształcie szkolnictwa publicznego decydują samorządy. To one zamykają szkoły, tną budżet i wyznaczają kierunek rozwoju edukacji na poziomie lokalnym. Wydaje się, że MEN nie ma póki co skutecznego@ sposobu działania, a widoczne jest to przede wszystkim w temacie liczebności klas. W miastach potrafią one liczyć przeszło 35 osób, a na wsiach zespół klasowy potrafi składać się z 5 osób. Przydałaby się odgórna decyzja w tym temacie, ale tej na razie brak.
> W Polsce mamy przeszło 720 tys. nauczycielek i nauczycieli (dane na czerwiec 2024 roku, Glos Nauczycielski), więc naiwnym jest oczekiwanie, że w tak zróżnicowanej światopoglądowo, kompetencyjnie i z uwagi na wiek osób będzie jedność opinii i poglądów na edukację. To w zarządzaniu zasobami ludzkimi ogromne wyzwanie i wbrew pozorom nie tyle trzeba w nim specjalisty od edukacji, co od zarządzania zmianą i komunikacji masowej.
> Wzrost pensji nauczycielskich był konieczny. Natomiast zakładanie, że przełoży się on na jakość wykonywanej pracy, gotowość do rewizji stosowanych metod i prezentowanego podejścia jest nie tyle naiwne, co nierozsądne. Mamy teorie sprawdzone w praktyce, które udowadniają, że wzrost płac nie musi przełożyć się na jakość wykonywanej pracy. I nie odwołuję tu to Daniela Pinka, którego w pandemii odkryli edukacyjni szkoleniowcy, a chociażby do Dwuczynnikowej Teorii Herzberga. Innymi słowy: wzrost pensji nie musi (powiem dosadniej: nie przełoży się) na jakość wykonywanej pracy przez nauczycieli. Czy nauczycielom należały się podwyżki? Oczywiście, że tak, ale nie stanowią one skutecznego narzędzia w budowaniu nowej jakości edukacji masowej.
> MEN tworzy zespół osób, których wykształcenie i doświadczenie zawodowe w zdecydowanej większości nie jest związane z edukacją na poziomie szkolnictwa od przedszkola do szkół ogólnokształcących. Fakt ten natomiast nie musi być ujmą dla ludzi decydujących dziś o edukacji w Polsce, ale zdecydowanie wiąże się z nim ryzyko, któremu warto przeciwdziałać, a mianowicie ryzyko wpadnięcie w pułapki populizmu i podejmowania decyzji pod wpływem różnych grup wpływu (czy to firm technologicznych czy influencerów). Wydaje się, że scedowanie reformy na IBE było rozsądną decyzją, a nawet taktycznie przemyślaną. W przypadku błędów przy projektowaniu i wdrażaniu reformy (tak, jak miało to miejsce z profilem absolwenta) odpowiedzialność spadnie na IBE, a nie na MEN.
> Pomysł z okrągłym stołem, przy którym zasiada młodzież ze szkół średnich przy udziale Pani Minister był bardzo dobry. Zabrakło w nim niestety, co wybrzmiewa z wypowiedzi niektórych dorosłych (wcale nie tych znanych z Internetu) nauczycieli i rodziców. Dialog z nauczycielami (może tylko medialnie?) ustąpił dialogowi z młodzieżą, którą przedstawiciele MEN uznają w swoich wypowiedziach za ekspertów od edukacji i osoby, które najlepiej wiedzą, jak powinna wyglądać. Mam co do tego duże wątpliwości, bo osoba, która tkwi w pewnej kulturze edukacyjnej i nie liznęła innego podejścia do edukacji może tkwić w okowach swego jednostkowego doświadczenia. Przykładem jest tu chociażby oczekiwanie przez niektóryh uczniów biorących udział w okrągłych stołach, że to nauczyciel będzie tym, który zaprojektuje ścieżkę edukacyjną ucznia. A gdzie współodpowiedzialność za proces uczenia SIĘ wyrażana chociażby w samoocenie uczniowskiej ? Gdzie odpowiedzialność domu za wychowanie dziecka? Zbyt wiele chce się zrzucić na barki szkoły, zapominając, że to dom wychowuje, a szkoła współwychowują; że upodmiotowiony uczeń musi brać odpowiedzialność za proces uczenia SIĘ i ponosić konsekwencje swoich decyzji.
> Rozpoczęcie rządów od wzięcia się za temat szafek w szkołach i wydanie rozporządzenia w sprawie zakazu zadań domowych na poziomie szkół podstawowych nie było moim zdaniem dobrym startem, bo pokazało, że MEN nie do końca rozumiał na czym polega autonomia nauczycieli i zaufanie do dyrektorów szkół, a przede wszystkim sięgnął po narzędzie jakim jest rozporządzenie aby nie tyle regulować coś prawem, bo to już istniało, a zdyscyplinować niereformowalnych nauczycieli. To kłóciło się z wizerunkiem kreaowanym przez MEN w pierwszych tygodniach, jako intytucji otwartej na dialog.
> Generowanie zasięgów na podstawie tego, co negatywne, a nie pozytywne. Odnoszę wrażenie, że cokolwiek zrobi MEN (ten czy inny), to na plan pierwszy medialnie wysuną się błędy i uchybienia, a nie dobre i mądre decyzje. Klikalność, wejścia na stronę i zatrzymanie odbiorcy w mediach społecznościowych (tradycyjnych dziś również) odbywa się poprzez sięganie po to, co negatywne, a nie pozytywne. I nie chodzi mi o pudrowanie MEN-owskiej rzeczywistości, ale o społeczną odpowiedzialność kreatorów opinii publicznej, aby umieć powiedzieć, co jest dobre. Zrobić to, czego nie umiała klasa rządząca i część głosujących na nią osób o kadencjach PiS-u. Bowiem nie wszystkie decyzje poprzedniej ekipy (nawet Ministra Czarnka) były złe.
Cieszę się, że obecne MEN wzięło się za CKE, podejmuje temat edukacji włączającej, a kuratoriami kierują osoby kompetentne.
> Myślenie o edukacji w sposób fragmentaryczny, a nie całościowy i projektowanie reformy bez reformy kształcenia przyszłych nauczycieli jest błędem. Pomijanie roli przedszkoli i edukacji wczesnoszkolnej w rozwoju dziecka i skupianie się na szkolnictwie średnim jest błędem. Deprecjonowanie wczesnych etapów edukacji jest brakiem wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej dziecka i jest błędem. Przymykanie oczu na masowość studiów nauczycielskich i brak bariery wejścia do zawodu to odwracanie głowy od realnych problemów i jest to błąd. Uważam, że MEN na tej płaszczyźnie powiela błędy poprzednich rządów.
> Karta Nauczyciela, która wydaje się być kulą u nogi przy jakiejkolwiek sensownej reformie, a jednocześnie każdy, kto podniesie na nią rękę musi liczyć się z tym, że mu ją odetną. Czy wiecie, że dziś nie da się zwolnić nauczyciela, który stosuje przemoc psychiczną wobec uczniów, jeżeli tylko wywiązuje się ze swoich obowiązków tj. nie przyjdzie pod wpływem alkoholu do miejsca pracy, nie podniesie ręki na ucznia lub nie dopuści się innego czynu zabronionego prawem? Szkoła to autentycznie świetna przestrzeń do otrzymywania comiesięcznego wynagrodzenia, ubezpieczenia społecznego i realizowania potrzeby władzy dla tych, którzy nigdy nie powinni uczyć w placówkach edukacyjnych.
> Nauczycielski dobrostan. Jak chcemy dbać o profilaktykę zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży szkolnej, gdy nie dbamy o nią u nauczycieli? Roczny urlop na poratowanie zdrowia jest świetny, ale gdzie przyspieszony dostęp do lekarzy specjalistów, superwizje i zaspokojenie nauczycielskich czynników higieny (patrz: Dwuczynnikowa Teoria Herzberga)?
> Kontekst. Dziś w szkolnych ławkach siedzą przedstawiciele dwóch generacji: Z i Alfa, a ich rodzicami jest generacja Y, która przychodzi w większości na wywiadówki do generacji X. Elektroniczny dziennik stał się smyczą, Internet wychowuje, a pop edukacja kształci rodziców. Oczywiście niektórych, bo nie większość, prawda? […]
Źródło: www.facebook.com/lukaszszeliga.priv/
Oto fragmenty obszernej informacji, zamieszczonej dzisiaj (3 lutego 2025 r.) przez „Portal dla Edukacji” o rysującej się szansie na poprawę jakości kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela:
MEN zaproponuje zmiany w standardzie kształcenia nauczycieli. Koniec z brakami w szkołach
[…]
>MEN, w porozumieniu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zaproponuje zmiany rozporządzenia w sprawie standardu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela.
>Zmiany ukierunkowane będą na opisanie wymagań dotyczących przygotowania pedagogicznego psychologów.
>Ich wprowadzenie umożliwi uznanie kwalifikacji do pracy w oświacie szerszej grupie absolwentów studiów psychologicznych przy zapewnieniu wysokiej jakości kształcenia – zapowiada MEN.
[…]
Odpowiadając na pismo RPD wiceministra edukacji Piechna-Więckiewicz zapewniła, że MEN „zainicjowało i prowadzi działania, których celem jest poprawa jakości i dostępu do pomocy psychologiczno-pedagogicznej dla dzieci i uczniów”.
Piechna-Więckiewicz poinformowała, że MEN m.in. podjęło prace nad przygotowaniem zmiany przepisów w sprawie kwalifikacji wymaganych od nauczycieli w celu poszerzenia kręgu osób, które ukończą studia magisterskie na kierunku psychologia i posiadają przygotowanie do pracy z dziećmi i młodzieżą, a tym samym mogłyby zostać zatrudnione na stanowisku nauczyciela psychologa.
Ministra zapowiedziała, że w porozumieniu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zaproponowane zostaną również zmiany rozporządzenia w sprawie standardu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela.
Zmiany ukierunkowane będą na opisanie wymagań dotyczących przygotowania pedagogicznego psychologów. Ich wprowadzenie umożliwi uznanie kwalifikacji do pracy w oświacie szerszej grupie absolwentów studiów psychologicznych przy zapewnieniu wysokiej jakości kształcenia – czytamy w odpowiedzi resortu. […]
Piechna-Więckiewicz poinformowała także, że w roku szkolnym 2024/2025 liczba etatów psychologów w szkołach i placówkach objętych standardem zatrudnienia specjalistów wzrosła o blisko 2 tys. etatów w stosunku do roku szkolnego 2023/2024 i wynosi obecnie 12,5 tys.
Równolegle do procesu monitorowania poziomu kwalifikacji zatrudnionych specjalistów, inicjujemy prowadzenie projektów i działań szkoleniowych, których celem jest podnoszenie kompetencji nauczycieli specjalistów, w tym psychologów. Kierujemy się przy tym zasadą upowszechniania praktyk o potwierdzonej skuteczności i opartych na naukowych teoriach (evidence-based practice) – czytamy w odpowiedzi Piechny-Więckiewicz Jako przykład wiceministra podała projekt pod nazwą „Szkoła dostępna dla wszystkich”. W projekcie tym szkolenia oparte są na koncepcji „uczenia się w działaniu”. […]
Poinformowała, że dla absolwentów studiów psychologicznych, którzy nie posiadają przygotowania pedagogicznego, ministerstwo przygotowało ofertę bezpłatnych, finansowanych z budżetu ministerstwa, kwalifikacyjnych studiów podyplomowych na kierunku „Psychologia edukacyjna z przygotowaniem pedagogicznym”. Aktualnie przygotowywana jest III edycja tych studiów podyplomowych przewidziana do realizacji przez 10 uczelni.[…]
Wskazała, że istotnym wsparciem merytorycznym dla nauczycieli specjalistów, w tym psychologów, są wdrażane do praktyki edukacyjnej Specjalistyczne Centra Wspierające Edukację Włączającą (SCWEW).
Działania SCWEW dotyczą poprawy dostępności usług edukacyjnych w szkołach ogólnodostępnych dla uczniów ze zróżnicowanymi potrzebami edukacyjnymi. Obejmują także wsparciem kadrę przedszkoli i szkół ogólnodostępnych, bazując na specjalistycznych zasobach kadry przedszkoli i szkół specjalnych. Jak przekazała z pilotażu SCWEW w latach 2021-2023 wynika, że działania te są pozytywnie ocenione przez szkoły ogólnodostępne jako wspierające w rozwijaniu kompetencji nauczycieli, specjalistów i pracowników niepedagogicznych. „Obecnie wchodzimy w kolejny etap działania dotyczący utworzenia docelowo 285 SCWEW w całym kraju” – podała.
Cały tekst „MEN zaproponuje zmiany w standardzie kształcenia nauczycieli. Koniec z brakami w szkołach” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Niczym nieuzasadnionym naszym zaniedbaniem byłoby niezamieszczenie dzisiejszego ranka, choć fragmentów, najnowszego obszernego tekstu Jarosława Pytlaka, który w minioną sobotę pojawił się na Jego blogu „Wokół Szkoły”. Zalecając lekturę jego pełnej wersji bezpośrednio na blogu – dla rozbudzenia apetytu – zamieszczamy kilka jego, najbardziej „treściwych” fragmentów:
Osiem filarów reformy edukacji (z komentarzem)
Podejrzewam, że większość nauczycieli ma mgliste pojęcie o reformie edukacji, którą na zlecenie MEN szykuje Instytut Badań Edukacyjnych. Koncepcja właśnie się wykuwa, a w środowisku oświatowym nie widać większego zainteresowania, mało dyskutuje się nad kolejnymi pomysłami ujawnianymi przez władze, nie słychać pytań. Brak entuzjazmu wypalonych kadr pedagogicznych nie dziwi, ale nieświadomość może okazać się szkodliwa. Oto bowiem na podstawie już dostępnych informacji należy spodziewać się gruntownej zmiany roli nauczyciela. Warto zatem wiedzieć, co się kroi, żeby za półtora roku nie obudzić się nagle ze zdziwieniem w nowej rzeczywistości.
x x x
Mitem założycielskim reformy przeprowadzonej osiem lat temu przez Annę Zalewską było uznanie gimnazjów za główne źródło negatywnych zjawisk obserwowanych wśród młodych ludzi. Postanowiono zatem zlikwidować te szkoły, bez żadnej naukowej analizy i diagnozy ich funkcjonowania, za to ku uciesze dwóch trzecich elektoratu, który łatwo dał sobie wmówić, że to najlepsza droga, by dzieci były wychowywane i kształcone jak za dawnych dobrych czasów. Okazało się to mrzonką, ale negatywne skutki przeorania systemu bardzo boleśnie odczuło kilka roczników uczniów oraz wiele tysięcy nauczycieli. Fatalne konsekwencje długofalowe, choćby przeładowanie programów nauczania w najstarszych klasach szkoły podstawowej, ponosimy do dzisiaj.
Mitem założycielskim reformy przygotowywanej obecnie jest przeświadczenie, że to nauczyciele odpowiadają za niemal wszystkie negatywne zjawiska, jakie dzieją się w polskiej oświacie; nie są gotowi na wyzwania współczesności i nie radzą sobie z nimi. Że potrzebują przewodnictwa, które wyznaczy nowoczesne kierunki działania i wdroży pedagogiczne szeregi do ich realizacji. Wszystko to dzieje się bez rzetelnej analizy i diagnozy sytuacji tej grupy zawodowej, za to ku uciesze części elektoratu, który nie sięga myślą, że nauczyciele mogą nie stosować najlepszych metod pracy nie dlatego, że ich nie znają, ale dlatego, że pracują w warunkach, które na to po prostu nie pozwalają. Społeczną nieufność podbudowują niektóre działania władz, np. urzędnicza ingerencja w metodykę prac domowych w szkole podstawowej. Pojawia się pełna nieufności retoryka, na przykład w słowach ministra sportu Sławomira Nitrasa, który, zapowiadając opracowanie nowej podstawy programowej wychowania fizycznego wskazał, że musi ona być zrozumiała dla uczniów i rodziców, żeby można było wyegzekwować (sic!) jej właściwą realizację. Obrazu dopełniają zaniechania rządzących, jak choćby odmowa wycofania powszechnie krytykowanych jako pozbawionych sensu tzw. „godzin dostępności”. Nic konkretnego nie dzieje się z postulatem powiązania płac nauczycieli ze średnią krajową, za to pani Nowacka zachwyca się, że są wśród nauczycieli tacy, którzy weszli w drugi próg podatkowy. Opinia publiczna łyka tę rewelację bez świadomości, że dotyczy ona tylko nielicznych nauczycieli dyplomowanych, pracujących na co najmniej półtora etatu, co może pozwala zarobić godziwe pieniądze, ale na pewno nie służy ani efektywności pracy, ani zachowaniu zdrowia.
Reasumując, w założeniach twórców obecnej reformy kadra pedagogiczna stanowi masę upadłościową, którą – wobec braku nowych, nieskażonych adeptów zawodu – trzeba poddać uzdatnieniu, przyuczając do zupełnie innego sposobu funkcjonowania, który zostanie zapisany w dokumentach przygotowanych przez oświeconych reformatorów. O poprawie warunków pracy – cisza.
x x x
W dalszej części tego tekstu przybliżę Czytelnikowi główne założenia (filary) reformy. Oprę się w tym celu na artykule Karoliny Słowik „Osiem filarów reformy edukacji, które po zmianie władzy trudno będzie wyrzucić do kosza”, opublikowanym 16 stycznia br. na wyborcza.pl. Źródłem zawartych w nim informacji jest dr Tomasz Gajderowicz, wicedyrektor IBE, który często opowiada o reformie i firmuje komunikaty adresowane do opinii publicznej. Niewątpliwie osoba doskonale zorientowana.[…]
Przyjrzyjmy się teraz ośmiu filarom, zaprezentowanym czytelnikom wyborcza.pl przez Tomasza Gajderowicza, które opatruję tutaj komentarzem na kanwie cytatów z artykułu, fragmenty pominięte w danym wątku oznaczając znakiem (…).
1.Wiedza, kompetencje, sprawczość uczniów i uczennic. – Chodzi o to, żeby rzeczywiście kompetencje osobiste, społeczne i poznawcze oraz sprawczość – zapisane w profilu absolwenta – były realizowane w szkole: w tym, jak uczymy, i czego dzieci doświadczają. Nie tylko w podstawie programowej – komentuje dr Gajderowicz. […]
2.Wzmocnienie nauczycieli. – Często słyszymy, że sprawczego ucznia może wykształcić tylko sprawczy nauczyciel. A w momencie, w którym mamy najniższą satysfakcję zawodową na świecie według badań międzynarodowych TIMSS, niskie zarobki nauczycieli, trudne warunki pracy, głęboki kryzys demograficzny i emocjonalny, to wypracowanie systemu wsparcia tutaj jest kluczowe – mówi wiceszef IBE. Został już powołany zespół do zmierzenia się z tymi zagadnieniami. Wypracowuje rozwiązania, które będą konsultowane przez nauczycieli w każdym regionie Polski. Jak tłumaczy dr Gajderowicz, kluczowe będzie doskonalenie nauczycieli i powierzenie im narzędzi pracy opartych o efektywne metody kształcenia i najnowszą wiedzę. […]
3.Wspierające ocenianie. – Czyli pokazanie nauczycielom, że można też uczyć, oceniając, a nie tylko oceniać efekty. To oznacza wiadomość zwrotną dla uczniów, co wcale nie jest tożsame z tym, że nauczyciele mają siedzieć po nocach i komentować postępy uczniów na piśmie. Dzisiaj mamy szereg narzędzi, w tym cyfrowych, które pozwalają oceniać wspierająco, kształtująco, zamiast kończyć ocenę na cyfrach od 1 do 6. Jest szereg niewykorzystywanych na co dzień rozwiązań: feedback rówieśniczy, testy, quizy, mikropoświadczenia kwalifikacji i postępu przypominające harcerskie sprawności – wymienia dr Gajderowicz. I zaznacza, że nie chodzi o zmianę prawa, narzucanie czegoś odgórnie, tylko raczej o oddolną rewolucję i dostęp do tych narzędzi. (…)
4.Mądre egzaminy. Czyli dobre pomiarowo. (…)
5.Wspomaganie pracy szkół. Dotyczy to kwestii organizacyjnych, biurokracji, mechanizmów samodoskonalenia i monitorowania wyników edukacyjnych, ale i dobrostanu. – Chcemy każdego roku na każdym etapie pytać uczniów, jak się czują w szkole, jakie mają poczucie przynależności, czy czują, że szkoła im coś daje, a także obserwować postęp edukacyjny. I na podstawie tych wyników proponować szyte na miarę rozwiązania w konkretnych szkołach. Chcemy, żeby zmiany w edukacji opierały się o informację zwrotną, w jakim stopniu uczniowie zrobili postęp w odniesieniu od poprzedniego okresu i miejsca, z którego zaczynali. Mechanizm monitoringu i ewaluacji wyników może pełnić rolę formatywną dla szkoły – tak samo jak ocenianie i wiadomość zwrotna dla ucznia może też być elementem samodoskonalenia. Podkreślam, że w monitoringu nie chodzi o karanie, tylko o stworzenie dobrych warunków – mówi dr Gajderowicz. […]
6.Rola wychowawcza szkoły. – Mamy np. problem z oceną zachowania w tej formie. To woła o pomstę do nieba. Mój „ulubiony” przykład to punkty ujemne za samookaleczenie się. Dzisiaj gromadzimy diagnozy w tym obszarze. Tutaj konkretnych rozwiązań jeszcze nie ma, ale to obszar, któremu poświęcony jest jeden z największych projektów edukacyjnych w Polsce – przyznaje wiceszef IBE. […]
7.Dobre podręczniki. – Chcemy, żeby podręczniki realizowały pryncypia nauczania, które decydują o tym, czy nauczanie jest skuteczne. Dlatego przy zatwierdzaniu podręczników do użytku szkolnego będzie zaangażowany jeszcze jeden rzeczoznawca – metodyczny, który będzie tego pilnował i sprawdzał też, czy podręcznik realizuje wszystkie wymiary profilu absolwenta – mów dr Gajderowicz. […]
8.Redefinicja autonomii – więcej elastyczności i odpowiedzialności. – Uważam, że dobry nauczyciel to nauczyciel autonomiczny, który ma dostęp do pełnego instrumentarium najlepszych na świecie sprawdzonych narzędzi. Chcemy zaproponować inne metody oceniania czy nauczania z potwierdzoną naukowo skutecznością. Jeśli do tego nauczyciel dzięki danym ewaluacyjnym będzie widział realny postęp uczniów, najlepiej będzie potrafił poprawiać swój warsztat – podkreśla dr Gajderowicz.
[…]
Nasz kraj musi być bardzo bogaty, jeśli stać go na zaplanowanie recyklingu zasobów intelektualnych pół miliona nauczycieli, aby wdrożyć nową koncepcję, o zupełnie nieznanej jakości i efektywności, wziętą z wyobrażeń kilku osób, opartą na badaniach statystycznych i porównawczych, bez rzetelnego fundamentu pedagogicznego. Brawo my!
x x x
W kolejnych artykułach zamierzam przybliżyć Czytelnikowi inne aspekty planowanej reformy, nie ukrywając nadziei, że publikacje te wpłyną na zmianę przyjętego obecnie kursu, szczególnie w kierunku zrozumienia przez reformatorów, na czym polega, czemu służy i jaką ma wartość dla systemu edukacji autonomia nauczycieli.
Cały tekst „Osiem filarów reformy edukacji (z komentarzem)” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Dziś postanowiliśmy zainteresować Was wynikami badań sytuacji uczniów i uczennic z Ukrainy w polskich szkołach. A wszystko o tym możecie dowiedzieć się z bloga CEO:
Od trzech lat badamy sytuację uczniów i uczennic z Ukrainy w polskich szkołach. Od tego czasu zmieniło się wiele w oddolnych działaniach szkół i w obrębie rozwiązań systemowych. Wiemy już, które metody i rozwiązania warto wdrażać, a które nie sprawdza się. Dzięki raportowi „Różnorodność kulturowa polskich szkół – perspektywa nauczycieli i nauczycielek” wiemy także, jak różnorodność postrzegają nauczyciele i jakiego wsparcia potrzebują.
Istotnym warunkiem powodzenia integracji edukacyjnej jest stosunek nauczycieli do obecności w szkole uczniów różnych narodowości oraz ich kompetencje w tym zakresie. Światło na te kwestie rzucają najnowsze badania ilościowe, które obejmowały 2869 nauczycieli z 325 szkół z całej Polski.
W projekcie przygotowaliśmy również opracowanie dotyczące kompetencji nauczycieli uczących dzieci z doświadczeniem migracji i uchodźstwa. Zwracamy w nim uwagę między innymi, że powszechna obecność uczniów z Ukrainy w polskiej szkole stwarza nowe wyzwania dla całego systemu edukacji. Skuteczna odpowiedź na te wyzwania wymaga rozwoju kompetencji nauczycieli i nauczycielek, w szczególności nabycia nowej wiedzy i nowych umiejętności. Aby rozwój kadry pedagogicznej był skuteczny, muszą być zapewnione odpowiednie warunki doskonalenia zawodowego.
x x x
Podsumowanie wyników i rekomendacje z badań: „Różnorodność kulturowa polskich szkół – perspektywa nauczycieli i nauczycielek” – TUTAJ
Różnorodność kulturowa polskich szkół – perspektywa nauczycieli i nauczycielek
Raport z badania ilościowego – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl/
Stało się! Nie czas się usprawiedliwiać – najwyższa pora nadrobić tę zaległość!
Wczoraj nie ukazała się na naszej stronie tradycyjna informacja o środowym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu”. Przeto dziś informujemy, ze odbyła się tam ciekawa rozmowa o raporcie przygotowanym przez Teach for Poland, zatytułowanym „Nauczyciel_ka 2040. Odważ się myśleć inaczej”
Na pytania jego dotyczące, zadawane przez prof. Romana Lepperta, odpowiadała Katarzyna Nabrdalik – prezeska Teach for Poland.
Oto fragment ze „Słowa wstępnego”, od którego zaczyna się tekst tego Raportu:
„Dlaczego taki raport jest potrzebny? Zbyt często słyszymy o przemęczonych, niedocenionych, zmagających się z codziennymi wyzwaniami nauczycielach. Jednak my widzimy dużo więcej – profesję pełną pasji, przestrzeń do działania i wychowania przyszłych liderów, innowatorów i twórców. Chcemy pokazać, że nauczyciel to zawód z przyszłością, kluczowy dla kształtowania przyszłości Polski – dynamicznej i pełnej wyzwań, ale przede wszystkim możliwości”.
Czy takie pokazanie zawodu nauczyciela jest możliwe? Czy twórcom raportu to się udało? – sprawdźcie sami – jeżeli dotąd tego nie zrobiliście – w dowolnym czasie oglądając nagranie tego spotkania i czytając ów raport:
Być nauczycielem (w) przyszłości – TUTAJ
Raport „Nauczyciel_ka 2040. Odważ się myśleć inaczej” – TUTAJ
Poniżej udostępniamy tekst, zamieszczony przez Tomasza Pintala na jego fbprofilu 26 stycznia 2025 roku:
No i co ja mam wam kochani tym razem napisać?
Jak napiszę, że matematyki nie ma kto nauczyć… i nie ma w jakich warunkach, to tak jakbym nic nie napisał, prawda? No dobra, to spróbujmy inną drogę wybrać.
Postanowiłem tym razem po prostu pokazać, że można, się da, się zrobi, się napisze, się opublikuje… się podzieli (tutaj jestem pewien, że teraz pochylając się nad tym akapitem Roman Leppert łypie nade mną spode łba i zastanawia się czy ja czasami za długo nie uczestniczyłem w spotkaniu z ministrą edukacji, które było ostatnio w ramach spotkania online, które prowadził Nasz Profesor).
Tłumaczyłem i przekonywałem dziesiątki (a nawet i setki) razy, że matematyka może, a przede wszystkim powinna być tłumaczona dobrze, lepiej, inaczej. Podkreślam wyraźnie, że krytykując nauczanie matematyki NIGDY nie miałem na myśli tego, że nauczyciele sami z siebie źle ją tłumaczą i celowo źle jej uczą. NIGDY także nie byłem za tym, aby nauczyciel stawał na głowie, ubierał strój klauna i wszystkim tym co ma pod ręką (i co wcześniej przygotuje) powodował wybuchy, jakich dzieci często poszukują na TikToku i jakimi strzelają w swój układ dopaminowy, który domaga się ciągle więcej i bardziej intensywnie.
Chodziło (i nadal chodzi) mi zawsze o to, że zwłaszcza w stosunku do możliwości poznawczych obecnych dzieci (i młodzieży) wrzucanie im na głowę tysięcy rzeczy, które nijak się mają do tego, o czym mówią badania w kontekście efektywnej nauki i prawidłowego rozwoju… nie sprawi, że one cokolwiek zrozumieją (nie tylko z matematyki).
A co w takim razie działa? Otóż właśnie to, co promuję i próbuję przekonywać każdego, kto chce uczyć lepiej, inaczej, ciekawiej oraz efektywniej.
Działa to, aby przede wszystkim dawać dzieciom możliwość ODKRYWANIA tego czym jest matematyka za pomocą pracy na KONKRETACH (realnych obiektach). Po prostu chodzi o to, że jak dzieci i młodzież będą miały możliwość odkrywania i sprawdzania, to na bazie tego dalszym etapem jest wyciąganie wniosków oraz ich zapisywanie.
Wrzucanie dzieciom do głowy wiedzy matematycznej na zasadzie „bo tak jest i nie dyskutuj, bo dostaniesz jedynkę” jest zaprzeczeniem nie tylko procesu nauki, ale także tego czym jest podejście do dziecka, które MUSI samodzielnie wykonywać pewną pracę (zarówno fizyczną jak i umysłową), aby właśnie w swojej głowie powodować to, żeby umysł odkrywał kolejne własności i relacje między tym, co dotąd było nieznane.
W szkole średniej zapewne większość z was kochani (ja też) nigdy nie wiedziała dlaczego niektóre czworokąty można wpisać w okrąg a innych się nie da, prawda? Kto z was odkrywał w szkole własności na bazie których doskonale można zrozumieć, dlaczego danych czworokątów nie da się wpisać w okrąg?
No to pokazuje wam kochani czego jeszcze nie wiemy z matematyki, a te kwestie obowiązkowo powinny być odkrywane jeśli chodzi o dzieci i młodzież. Pytanie ilu nauczycieli matematyki o tym wie i tego naucza w szkole? Tego nie wiem, ale wiem, że jeśli znajdą się nauczyciele, którzy będą chcieli skorzystać z mojej pracy, to jest szansa, że tego typu zagadnienia będą tłumaczone po prostu lepiej, inaczej czy też ciekawiej.
Coś tak czuję, że Lidia Bielinis wraz Bernadetta Olender-Jermacz oraz Ika Pawluczuk zapewne będę jednymi z pierwszych, które w wolnej chwili wchłoną ten artykuł. Natomiast Marta Grześko-Nyczka po raz kolejny przekona się, że matematyka dobrze uczona, to coś co naprawdę nie gryzie i może być naprawdę fajne, a nawet ciekawe. Obiecałem bowiem dzisiaj Marcie, że wrzucę kolejną część matematycznych odkryć zamiast pokazywać jej model edukacyjny związany z likwidacją obowiązkowej matury z matematyki, na który mentalnie jeszcze nie jesteśmy gotowi.
Z kolei Wiesia Mitulska zapewne będzie najbardziej zainteresowana ostatnią częścią (ściągawką pytań), natomiast Joanna Mytnik powie, że jej znakomita praca (zwłaszcza myślę o webinarach dostępnych dla wszystkich) związana z promowaniem narzędzi bazujących na AI, jednocześnie pomocnych w pracy edukacyjnej… została nie tylko doceniona, ale i wykorzystana w dobrym celu (dziękuję Asiu!).
No i oczywiście Zofia Zielińska-Kolasińska po raz kolejny stwierdzi, że właśnie tak tę matematykę powinniśmy uczyć nasze dzieci: Zosia po prostu ma znakomite wyczucie matematyki, podobnie jak chociażby Pani Agata Markowicz, która prowadzi profil Matematyka u Sienkiewicza, gdzie stale mnie zachwyca cudami jakie realizuje w szkole i którymi dzieli się na profilu.
Zadałem na początku trudne pytanie, więc spróbuję na nie odpowiedzieć. Mogę napisać, że podziwiam was w tym, że jesteście w stanie kochani dawać z siebie wartościowe rzeczy i nie tylko dzielić się nimi, ale również wspólnie się wspierać. Joanna Waszak i Ika Pawluczuk zapewne wiedzą o czym myślę, bo wy kochani w przeważającej większości wypadków wykonujecie pracę w której ja bym albo usiadł i się rozpłakał… albo po prostu poleciał na inną planetę.
Ja się po prostu niezmiernie cieszę, że mogę przebywać wśród ludzi, którzy robią wspaniałe rzeczy, a jednocześnie dzielić się tym, co uważam za wartościowe. Marzę o tym, aby każde dziecko mogło uczyć się myślenia, odkrywania, wnioskowania oraz mogło testować swoje pomysły za pomocą matematyki czy też szachów (idealnie obu). Jeśli zatem moje pomysły w jakiś sposób będą ku temu pomocne, to moja misja na planecie Ziemia została spełniona!
Poniżej link do artykułu*, którego zagadnienie formalnie realizuje się w klasie 2 lub 3 szkoły średniej, ale ja akurat nie widzę powodu (ani problemu), aby go można było zrealizować z uczniem, który lubi odkrywać matematykę, formalnie będąc jeszcze w szkole podstawowej. Matematyka jest zbyt piękna, aby nie mieć możliwości jej odkrywania i zachwycania się nią, prawda Anna Kędzierska?
*Link do artykułu „Co by było, gdybyś zobaczył matematykę zupełnie inaczej” – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/tomasz.pintal/
„Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj zapis wywiadu z posłem Marcinem Józefaciukiem (KO) – członkiem – m.in. – Komisji Edukacji i Nauki, z którego możemy wiele dowiedzieć się o aktualnej sytuacji projektów, dotyczących szkół i nauczycieli. Ze względu na to, że tekst ten jest bardzo obszerny, zamieszczamy jedynie pięć pierwszych pytań i odpowiedzi, odsyłając na stronę „Portalu dla Edukacji” po odpowiedzi na kolejnych dziewięć:
Posłowie są gotowi na zmiany w szkołach. To rząd musi się pospieszyć
Posłowie są gotowi do wprowadzenia zmian oczekiwanych przez środowiska oświatowe, w tym również tych mających na celu powiązanie wynagrodzeń nauczycielskich ze średnią krajową – ocenia poseł Marcin Józefaciuk. Widzi też możliwość podniesienia dodatku za wychowawstwo.
>Wszystko wskazuje na to, że projekt nowelizacyjny Karty nauczyciela może trafić do Sejmu jeszcze w lutym.
>Posłowie przyjrzą się funkcjonowaniu szkół w chmurze. Ich dotowanie nie może nie mieć związku z kosztami.
>Jest też nadzieja, że skończą się problemy szkół z rodzicami, którzy nie przyjmują do wiadomości, że ich dzieci nie są w normie.
>Tematów jest więcej, m.in. godziny czarnkowe. – Nie ma dla nich uzasadnienia – one po prostu powinny zniknąć, a nie być zmieniane – twierdzi poseł Marcin Józefaciuk.
Red.: – Kilka dni temu media obiegła informacja na temat wznowienia przez podkomisję stałą prac nad projektem nowelizacji Karty nauczyciela, uzależniającej wynagrodzenia nauczycieli od średniej krajowej. Czy coś się w tej kwestii naprawdę ruszyło?
Marcin Józefaciuk, nauczyciel, poseł, szef zespołu parlamentarnego ds. nauczania domowego: – Nie jestem członkiem tej podkomisji. Z tego, co wiem, to na pewno się ruszy, bo są w to zaangażowane zarówno związki zawodowe, jak i ministerstwo, i posłowie. Wiem, że w tej sprawie jest wiele spotkań, wiele rozmów i ta podkomisja pracuje.
Red.: – Wygląda na to, że bardziej poza Sejmem, bo jeśli chodzi o posiedzenia podkomisji, to nie było ich za dużo – ostatnie 20 grudnia. Kiedy jako Komisja Edukacji i Nauki spodziewacie się efektów jej pracy?
M.J.: – Podkomisja jest stworzona do tego, żeby pracować, więc jako komisja czekamy na efekty jej pracy. Jako że uczestniczę w pracach trzech innych komisji, czasami nie bardzo mam okazję szczegółowo rozmawiać z członkami tej podkomisji o postępach tych prac. Ale wiem, że są tam posłowie, którym bardzo zależy na statusie nauczycieli. Przy MEN również pracuje zespół ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli, więc te prace nad zmianami cały czas trwają.
Red.: – Minister Barbara Nowacka chce zlikwidować tzw. godziny czarnkowe. Co pan na to?
M.J.: – Z odpowiedzi na interpelację pani poseł Kłopotek w tej sprawie to nie wynika. Ja też zadałem to pytanie w swojej interpelacji i za kilka dni musi wpłynąć odpowiedź, ale z odpowiedzi na interpelację poseł Kłopotek zrozumiałem, że MEN jest za godzinami czarnkowymi, tylko że realizowanymi trochę inaczej. Nie wykluczam również inicjatywy obywatelskiej lub poselskiej w tej sprawie. […]
Red. – Obecnie bardzo dużo ma się zmienić, jeśli chodzi o pragmatykę zawodową nauczycieli. To nie są fundamentalne zmiany, ale wiele z nich jest uregulowanych w Karcie nauczyciela. Kiedy projekt nowelizacji trafi do komisji?
M.J.: – Kilka dni temu sejmowa Komisja ds. Petycji zastanawiała się nad zmianą przepisów dotyczących ocen dokonywanych przez dyrektorów w przypadku, gdy pracownik zrezygnuje z pracy. Bo obecnie, gdy nauczyciel przygotowujący się do zawodu rezygnuje z pracy, nawet po dwóch tygodniach od rozpoczęcia się roku szkolnego, to dyrektor musi mu wystawić ocenę. To jest oczywiście głupie, bo po tak krótkim czasie trudno ocenić nauczyciela. I jeden z posłów zaproponował, żeby to było dopiero po sześciu miesiącach pracy. Na tej komisji był przedstawiciel MEN, który powiedział:
„Resort jest w trakcie opracowywania zmian w pragmatyce i one już trafiają do uzgodnień międzyresortowych.”
Czyli te prace są dalej niż tylko w fazie przygotowania, co jest uzasadnione, jeśli miałyby one wejść od września. Więc to jest bardziej perspektywa miesiąca niż dwóch, kiedy projekt trafi do Sejmu.
Red.: – Czy jest możliwe, żeby w tych zmianach znalazła się kwestia wzrostu wynagrodzenia za wychowawstwo?
M.J.:- Moim zdaniem może się znaleźć, bo m.in. o to walczą związkowcy. Jeżeli to będzie uregulowane na poziomie ustawy, to zwiększą się potrzeby edukacyjne samorządu, ale nie sądzę, żeby to aż tak bardzo miało go obciążyć.
Red.: – Czyli wsparłby pan ten postulowany wzrost do 500 zł?
M.J.: – Żyjąc już trochę na tym świecie, myślę, że wzrost z 300 zł na 500 zł nie jest możliwy. Ale do 400 zł tak. […]
W dalszej czci rozmowy poseł Józefaciuk odpowiadał jeszcze na poniższe pytania Redakcji:
>Ukazało się rozporządzenie, które gwarantuje, że nauczyciele dostaną laptopy, dlaczego znowu nie ma dla wszystkich?
>Kolejna rzecz ważna – ustawa Kamilka. Kiedy spodziewacie się projektu nowelizacji?
>Zanim rozpocznie się nowy rok szkolny, jeszcze w tym szkoły wyruszą na wycieczki. Nie widzi pan szansy, żeby odbywały się one już pod rządami nowej ustawy?
>Zmieńmy temat. Od kilku lat mamy dziwną sytuację, gdy chodzi o edukację, bo z jednej strony zajmują się nią szkoły w chmurze, z drugiej stacjonarne szkoły publiczne i niepubliczne, których prowadzenie sporo kosztuje. Czy widzi pan potrzebę jakichś zmian w zakresie finansowania edukacji domowej?
>Czyli postulat samorządów, żeby wielkość dotacji była uzależniona od wielkości szkoły, jest pańskim zdaniem zasadny?
>Edukacja włączająca – tu również szykują się zmiany. Póki co jednak towarzyszą im sprzeczne informacje, bo z jednej strony pani minister sygnalizuje, że zmieni się cały system włączania, a w związku z tym nie musi rozmawiać o dodatku za trudne warunki pracy dla nauczycieli pracujących w szkołach ogólnodostępnych, z drugiej zaś strony mówi, że nie ma innego sposobu niż włączanie. W którą stronę idziemy?
>Pytanie jednak brzmi: co ma się zmienić? Czy idziemy w stronę systemu fińskiego, czy też w stronę naszych obecnych szkół integracyjnych, które rządzą się trochę innymi prawami niż szkoły ogólnodostępne.
>Problemem utrudniającym pracę szkół jest to, że to rodzic decyduje, do której szkoły idzie jego dziecko, rodzic decyduje, czy ujawnić orzeczenie o potrzebach specjalnych, a wcześniej, czy pójść z dzieckiem do poradni psychologiczno-pedagogicznej.
>Czyli szykuje się zmiana, która ograniczy to pełne władztwo rodziców wobec dzieci. Dopuścimy specjalistów do głosu?
Odpowiedzi Posła Marcina Józefaciuka na wszystkie powyższe pytania – w pełnej wersji tekstu – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Przeoczyliśmy, zamieszczony w minioną niedzielę na jego fbprofilu, tekst dr Tomasza Tokarza, w którym podzielił się on z czytającymi swoimi obserwacjami i pesymistycznymi refleksjami na temat realnych szans na rzeczywiste zreformowanie polskiej edukacji:
Problem zmiany edukacji jest głównie mentalny. Tomasz Tokarz: 80% procent nauczycieli i rodziców nie chce nic realnie zmieniać- tylko ewentualnie poprawiać to, co już jest. Wciąż remontować rozpadający się budynek, stworzony w zupełnie innych realiach – zamiast spróbować skonstruować coś nowego – bardziej adekwatnego do czasów łatwego dostępu do informacji, do narzędzi AI, do prawdziwych potrzeb obywatelskiego społeczeństwa.
Brakuje wyobraźni, że edukacja może wyglądać inaczej – mimo, że rodzice wysyłając dzieci na lekcje angielskiego, na treningi sportowe – widzą, że edukacja oparta na zainteresowaniach dzieci i pozbawiona ścisłej kontroli – jest skuteczna. Ale już w samej szkole musi być wg nich zupełnie inaczej – wycisk, kontrola i cyferki. Dziwne dwójmyślenie.
W związku z tym zmiany muszą być robione odgórnie – tylko MEN ma odpowiednią siłę, by je przejąć i zrealizować, tylko musiałoby chcieć. A wg mnie nie chce, bo nie ma na tyle wyobrażni i wiedzy. Samo ministerstwo edukacji jest traktowane trzeciorzędnie.
Zmiany muszą mieć poparcie całej klasy politycznej – a przy obecnej polaryzacji, każda nawet drobna zmiana (nawet wycofanie jakiejś lektury) wywołuje straszne oburzenie i szczucie. Ta czy nazwa przedmiotu, obcięcie tego czy owego, gimnazjum czy brak gimnazjum, prace domowe czy nie – to nie ma żadnego większego znaczenia, ale i tak wywołuje opór i rejtanowskie gesty. „Świat się kończy, chcą wynarodowić naród, zniszczyć myślących ludzi”. Potrzebny jest konsensus, porozumienie ponad podziałami – a obecnie to niestety abstrakcja.
Chyba tylko jakaś katastrofa może doprowadzić do otrzeźwienia.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
Na portalu „Edukacja”, prowadzonym przez dziennik „Rzeczpospolita”, wypatrzyliśmy zamieszczony tam dzisiaj tekst Joanny Ćwiek-Świeckiej. Informuje on o wynikach najnowszego raportu „Edukacja cyfrowa”, opracowanego przez Fundację GrowSpace. Rozmówcą red, Ćwiek-Świeckiej był Dominik Kuc z Zarządu Fundacji.
Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów tego tekstu, odsylając do zapoznania się z jego pełną wersją „u źródła” – udostępniając do niego link”
Czy będzie zakaz smartfonów w szkołach? Co trzecia placówka zaostrzyła przepisy
[…]
Do przygotowania raportu fundacja pozyskała informacje z 350 szkół w Polsce. Raport pokazuje, że na zakaz korzystania z telefonów najczęściej decydują się szkoły w województwie lubuskim (80 proc.) i świętokrzyskim (71,43 proc.), a najrzadziej w zachodniopomorskim – zaledwie 37,50 proc. placówek. […]
Szkoły coraz częściej widzą też zagrożenia związane z używaniem smartfonów takie jak problemy z koncentracją czy wykorzystanie do nękania innych uczniów. I tak 32,01 proc. szkół zmieniało regulacje związane z korzystaniem z telefonów komórkowych w ciągu ostatnich trzech lat (2022–2024). Najczęściej w województwie wielkopolskim – 42,86 proc., najrzadziej w zachodniopomorskim – 18,75 proc. W sumie kwestię telefonów ma uregulowane już blisko 90 proc. szkół.
A 92,86 proc. szkół w ciągu ostatniego roku prowadziło działania związane z edukacją cyfrową skierowane do młodzieży. Najmniej zajęć odbyło się w województwie mazowieckim – 76,47 proc. „Najpopularniejszymi tematami były: uzależnienie od telefonów, fake newsy, oszustwa w internecie oraz bezpieczne korzystanie z mediów społecznościowych. Dodatkowo zauważyliśmy, że część szkół z województwa dolnośląskiego zabierała osoby uczniowskie na sztuki teatralne, które bezpośrednio poruszały temat dot. bezpieczeństwa cyfrowego” – piszą autorzy raportu. […]
Coraz częściej mówi się też w Polsce o twórczym wykorzystywaniu. – Każdy z nas nosi w kieszeni urządzenie o mocy obliczeniowej znacznie przewyższającej to, które pozwoliło wystartować rakiecie Apollo i wylądować na Księżycu. Powinniśmy zadać sobie pytanie, co z tym zrobimy – mówi w podcaście „Szkoła na nowo” dr Ilona Iłowiecka-Tańska, dyrektor innowacji w Centrum Nauki Kopernik. – Czy podobałaby nam się szkoła, w której każdy uczeń ma dostęp do mikroskopu tylko dlatego, że wystarczy, że nałoży nakładkę na swój osobisty smartfon? – pyta ekspertka.[…]
Cały tekst „Czy będzie zakaz smartfonów w szkołach? Co trzecia placówka zaostrzyła przepisy” – TUTAJ
Źródło: www.edukacja.rp.pl/oswiata/
Do tradycji należy, ze co kilka dni zamieszczamy kolejny tekst Danuty Sterny z bloga „Oś świata”:
Sala lekcyjna, a proces uczenia się
Motywowanie jest trudnym zadaniem dla nauczyciela, a właściwie niemożliwym do wykonania. Nauczyciel może jednak, tak organizować zajęcia, aby uczniowie się angażowali, a to zwiększa ich motywację.
Środowiska, w którym uczeń się uczy, często wpływa na chęć uczenia się. Jeśli w klasie jest duszno lub panuje bałagan, to nie jest to środowisko sprzyjające uczeniu się. Dobrze jest najpierw zadbać o dobre warunki, a potem organizować lekcje angażujące uczniów.
1.Sala lekcyjna
Warto przed lekcja wywietrzyć salę i zadbać o porządek. Wchodzą do sali uporządkowanej uczniowie mają mniejsza ochotę bałaganienia.
Warto też zadbać o łatwe przestawianie ławek, aby ułatwić organizację pracy uczniów w grupach.
2.Stwarzanie ułatwiających warunków.
W pewnym eksperymencie w misce umieszczono banany i pomarańcze, i pozwolono uczestnikom wybierać owoc, ludzie zdecydowanie wybierali częściej banany — nie ze względu na ich smak, ale dlatego, że łatwiej je obrać.
Analogicznie uczeń nawet w sposób nieświadomy wybiera, to co jest łatwiejsze do wykonania. Dlatego warto zadbać o dostępność materiałów i zmniejszyć bariery w rozpoczęciu i kontynuowaniu przez ucznia pracy. Można np. mieć w klasie szkolnej szufladę z pomocami, które uczeń może używać w czasie lekcji, np. długopisy, linijki, kartki, zakreślacze, karteczki samoprzylepne itp.
Jeśli uczeń o czymś zapomni, nie musi prosić innych o pożyczenie ani tracić czasu na szukanie; po prostu podchodzi do szuflady i bierze to, czego potrzebuje. Szuflada powinna być uzupełniana przez uczniów sukcesywnie. Uczy to wspólnej odpowiedzialności.
3.Angażowanie przy pomocy wskazówek wizualnych
Mózg ludzki reaguje na bodźce wizualne. Sprytnie umieszczona wskazówka wizualna może skuteczniej wywołać działanie niż wiele przypomnień ustnych.
Wskazówki wizualne powinny być zmieniane, aby się nie opatrzyły. Dużo lepiej działają rysunki i obrazy stworzone przez uczniów, niż plansze zakupione i wiszące w sali cały rok.
Dobrym pomysłem może być „Parking pytań”, na którym uczniowie zapisują pytania lub porady podczas nauki. Powoduje to zapamiętywanie pytań i nieprzerywanie w czasie nauki innym uczniom. Pod koniec lekcji trzeba wrócić do pytań i wspólnie poszukać odpowiedzi.
4.Wykorzystanie ciekawości
Ciekawość jest potężnym motywatorem. Można rozpocząć lekcje od pytania kluczowego lub od podania ciekawostki.
Pamiętam, jak moi licealiści na lekcjach matematyki „budzili się” swoje zainteresowanie, gdy opowiadałam im o historii matematyki, lub zadawalam pytania na przewidywania.
Nauczyciele szczególnie edukacji wczesnoszkolnej często rozpoczynają lekcje od przedstawienia uczniom rekwizytu związanego z tematem lekcji, to również zaciekawia uczniów.
6.Świętowanie postępów
Przeważnie doceniamy końcowe sukcesy, zapominamy o świętowaniu w czasie procesu uczenia się. A docenianie jest bardzo ważnym czynnikiem motywującym.
Można w sali lekcyjnej zawiesić plakat i na nim uczniowie mogą zapisywać – czego się nauczyli. Jeśli taki plakat jest sukcesywnie zapełniany, to uczniowie widzą swój postęp w nauce.
Taki plakat może wisieć na zebraniach z rodzicami, wtedy również rodzice mogą zobaczyć, czego dzieci uczą się w szkole.
Innym sposobem na uświadomienie sobie przez uczniów własnego rozwoju są tak zwane wyjściówki. Uczniowie pod koniec lekcji wieszają w ustalonym miejscu na ścianie karteczki samoprzylepne z odpowiedzią na pytanie. Może to być: Czego się dziś nauczyłem? lub „Co jest dla mnie niejasne?” lub „O co chciałbym zapytać”. Uczniowie czytając kartki kolegów i koleżanek uczą się wzajemnie od siebie i motywują do dalszej nauki.
Świętowanie może również opierać się o zeszyt uczniowski. Można zrobić wystawę zeszytów, którą można też pokazać rodzicom na zebraniu. Uczniowie zwykle są dumni ze swoich zeszytów, o ile prowadzone są ze wsparciem nauczyciela.
Inspiracja artykułem Cathleen Beachboard
Źródło: owww.knauczanie.pl












