Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

Dziś wracamy do wydarzenia sprzed kilku dni, które, nie wiadomo dlaczego, nie odnotowaliśmy w odpowiednim czasie. Otóż w dniach 21 – 22 marca , w ramach projektu „Szczęście w Szkole: inspiracje-badania-praktyki”,  odbyła się w Społecznej Szkoły Podstawowej im. Astrid Lindgren   w Miliczu   konferencjaDbamy o odporność psychiczną nauczycieli„.

 

Pierwszą relację o jej przebiegu można było przeczytać już następnego dnia po jej zakończeniu na fb-proflilu prof. Romana Lepperta. Zaś 26 marca Profesor zamieścił tam kolejną informację, której fragment podajemy poniżej:

 

[…] Robert Sowiński opublikowanym dziś podcastem ustanowił nowy standard relacjonowania tego typu konferencji. Biorąc udział w ostatni piątek i sobotę w konferencji „Odporność psychiczna nauczycieli”, która odbyła się w Miliczu (pisałem o niej w poście w niedzielę) nagrał serię rozmów nie tylko z występującymi i prowadzącymi warsztaty, ale również z uczestni(cz)kami tego wydarzenia, następnie zmontował całość w postaci podcastu i udostępnił. W ten sposób każda zainteresowana osoba, która w Miliczu nie była, może poznać różne punkty widzenia, może posłuchać, jak to samo wydarzenie widzą organizatorzy oraz uczestnicy (w tym Anna Sowińska i Robert), o czym mówili występujący itd. Ponieważ uczestniczyłem w wydarzeniu i wysłuchałem podcastu mogę odpowiedzialnie stwierdzić, że Robert – dzięki wykonanej pracy – rzetelnie oddał nie tylko merytoryczną zawartość konferencji, ale również jej atmosferę.[…]

 

 

Jak to mówią – „lepiej późno niż wcale”. Udostępniamy dzisiaj ów podcast – dowiecie się z niego o tej konferencji najwięcej:

 

 

Odporność psychiczna nauczycieli: Jak o nią zadbać?

 

Zapraszamy do wysłuchania 274. odcinka podcastu EduKOSMOS! Zabieramy Cię do kuluarów nietypowej i poruszającej konferencji zorganizowanej w Miliczu przez doktor Annę Hildebrand-Mrozek, doktor Annę Przybyło i profesora Romana Lepperta pod hasłem „Odporność psychiczna nauczycieli” .

 

W tym odcinku usłyszymy bezpośrednie relacje i wywiady z uczestnikami konferencji – nauczycielami z różnych typów szkół (podstawowej, liceum, szkoły szpitalnej), dyrektorami, przedstawicielką uniwersytetu, psychologiem oraz organizatorami. Podzielą się oni swoimi refleksjami pokonferencyjnymi1 , wrażeniami z atmosfery i programu, który koncentrował się na wartościach i potrzebach, a nie na komercyjnych stoiskach.

 

Odkrywamy, co zainspirowało uczestników, jakie wyzwania w pracy nauczyciela zostały poruszone, w tym kwestie dobrostanu, stresu i relacji z rodzicami i uczniami. Poznamy wyniki badań dotyczących dobrostanu nauczycieli przeprowadzonych przez Uniwersytet Jagielloński.

 

Usłyszymy o szkole przyszłości pani doktor Anny Przybyło w Miliczu, o potrzebie budowania relacji i wzajemnego wsparcia, o znaczeniu dawania przykładu, odpowiedzialności i prawa do porażki. Dowiemy się, jak nauczyciele radzą sobie ze stresem i jak wspierają swoich uczniów.

 

Profesor Roman Leppert podzieli się swoimi przemyśleniami na temat presji w edukacji. Dyrektor szkoły szpitalnej opowie o specyficznej roli edukacji w życiu dzieci przewlekle chorych. Organizatorki konferencji zdradzą sekrety organizacji wydarzenia skoncentrowanego na ludziach, a nie na komercji.

 

Ten odcinek to wgląd w świat edukacji z perspektywy tych, którzy ją tworzą – pełen zaangażowania, refleksji i inspiracji do budowania lepszego środowiska dla nauczycieli i uczniów.

 

Posłuchaj, zainspiruj się i poczuj klimat tego wyjątkowego spotkania!

 

 

Jak zadbać o odporność psychiczną nauczycieli  – podcast  –  TUTAJ



Nowy tydzień zaczynamy – jak to już bywało wielokrotnie – od udostępnienia wczorajszego posta z bloga „Wokół Szkoły”, prowadzonego od wielu lat przez Jarosława Pytlaka. „Na deser” zamieszczamy link do wywiadu z Nim, zamieszczonego także wczoraj na portalu „Strefa Edukacji”. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubionymi czcionkami lub podkreśleniem  – redakcja OE:

 

 

Kłopoty z przyrodą w szkole

 

Trudno powiedzieć co przesądziło, że czeka nas powrót do rozwiązania obowiązującego za sprawą reformy Handkego w dwudziestoleciu 1999-2019, kiedy to w klasach 4-6 szkoły podstawowej były po 3 lekcje przyrody tygodniowo. Na pewno nie entuzjazm nauczycieli, bo biolodzy i geografowie na wieść o planowanej zmianie jęli głośno protestować, a kiedy okazało się, że jej skutkiem ma być ujęcie po jednej godzinie fizyki i chemii w klasie siódmej, niezadowolenie rozlało się jeszcze szerzej. Decyzja ministerstwa nie znajduje też uzasadnienia w jakiejkolwiek spójnej koncepcji nauczania przyrody, bo takowa ani nie pozostała po wspomnianym dwudziestoleciu; ani nie było jej w wyjściowych zasobach obecnych reformatorów. Dopiero teraz trwa pilne poszukiwanie pomysłu, który potwierdzi sens projektowanej zmiany, a także przekona sceptyków, że nowy/stary przedmiot jest w stanie przejąć część treści z zakresu fizyki i chemii.

 

   Być może jakiś niewielki wpływ na decyzję miała rekomendacja grupy ekspertów, w której przygotowaniu dla IBE uczestniczyłem, ale my zaproponowaliśmy trzy godziny w każdej klasie łącznie z edukacją zdrowotną, a ta już na pewno pozostanie bytem osobnym. Najprawdopodobniej więc główną siłą sprawczą przywrócenia lekcji przyrody stało się po prostu osobiste przekonanie i determinacja wiceministry Lubnauer, która zapowiadała to posunięcie już w grudniu 2023 roku i postawiła na swoim, konsekwentnie dając odpór nauczycielskiej niechęci.

 

Przyznam, że moje uczucia są ambiwalentne. Z jednej strony cieszę się z tej zmiany, bo uważam, że uczniowie w wieku 10-12 lat powinni uczyć się o świecie w sposób całościowy, a nie zgłębiać – tak jak to dzieje się obecnie – akademickie tajniki biologii i geografii. Z drugiej strony czuję niepokój, który ogniskuje się wokół dwóch zasadniczych problemów: braku koncepcji przyrody jako przedmiotu zupełnie innego niż kompilacja czterech nauk przyrodniczych, oraz niedostatku nauczycieli gotowych zrozumieć i zaakceptować tę odrębność, zdolnych oderwać się od domeny swojego kierunkowego wykształcenia.

 

Trudno oczekiwać, że nauczyciele będą rozumieć i realizować koncepcję, której nie ma. Istnieje więc poważne ryzyko, że przyroda stanie się areną rywalizacji biologów, geografów, chemików i fizyków, chcących umieścić w niej (i wtłoczyć do uczniowskich głów) jak najwięcej ważnych dla siebie treści nauczania. Na szczęście jest jeszcze nadzieja, że zespół powołany przez IBE wypracuje interdyscyplinarną, a zarazem autonomiczną koncepcję tego przedmiotu, choć czasu dramatycznie brakuje. Ze swej strony, zgodnie z misją odpowiedzialnego realisty, w następnym artykule podzielę się własnym pomysłem w tej kwestii. Może okaże się pomocny. Póki co, w tym miejscu pozostanę przy temacie nauczycieli.

 

Wspierając decyzję ogłoszoną przez panią Lubnauer dr Tomasz Gajderowicz, wicedyrektor IBE, wskazał, że wynik polskich uczniów w ostatniej edycji międzynarodowych badań PISA, w zakresie rozumowania przyrodniczego uległ pogorszeniu, gdy tymczasem w krajach, w których wprowadzono do szkół interdyscyplinarny przedmiot „science” (w Singapurze, Australii i Irlandii) odnotowano wyraźny postęp. Aby jednak obraz ten był pełny, należało dodać, że zajęcia „science” prowadzą specjalnie wykształceni w tym celu nauczyciele. W Polsce ich nie ma i na pewno przed nastaniem reformy nie będzie.

 

Minęło już lat bodaj trzydzieści od czasu, gdy zawodowe studia pedagogiczne ograniczono do wychowania przedszkolnego, kształcenia zintegrowanego i pedagogiki specjalnej. Od klasy czwartej szkoły podstawowej nauczanie jest domeną absolwentów studiów kierunkowych, dodatkowo wyedukowanych, a często tylko przyuczonych w zakresie kwalifikacji pedagogicznych. Ten brak solidnej podbudowy pedagogicznej wykształcenia nauczycieli przedmiotowych staje się z roku na rok coraz bardziej dotkliwy, wobec mnożących się problemów psychologicznych, wychowawczych i egzystencjalnych młodych ludzi. A dodatkowy kłopot powstanie przy wprowadzeniu przyrody jako przedmiotu, który nie ma „swojej” dyscypliny akademickiej. Napisałem „powstanie”, ale trafniej byłoby „powróci”, bowiem taką samą sytuację przerabialiśmy już po reformie Handkego. Wielu ówczesnych uczniów wspomina do dzisiaj, że nauczyciele przyrody nader często eksponowali przede wszystkim treści najbliższe im z racji bazowego wykształcenia, pozostałe traktując po macoszemu. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że w środowisku pedagogicznym zabrakło wtedy zrozumienia dla specyfiki przedmiotu, który ze swojej natury bliższy jest kształceniu zintegrowanemu niż biologii, geografii, chemii lub fizyce. Teraz grozi nam popełnienie tego samego błędu.

 

Doraźnie możemy próbować zaradzić temu tworząc dobrze przemyślaną i spójną podstawę programową, a na tej bazie przekonując nauczycieli do holistycznego traktowania przedmiotu poznania, jakim jest świat przyrody. Na pewno nie obejdzie się bez zgrzytów, ale jest to zadanie całkiem realne. Patrząc długofalowo natomiast, przywrócenie lekcji przyrody w szkole podstawowej stanowi doskonałą okazję, by poszerzyć ofertę studiów zawodowych dla nauczycieli, na początek o ten przedmiot właśnie. Zamiast roztaczać przed przyszłymi biologami, geografami, fizykami i chemikami upiorną wizję nauczania dzieci 10-12-letnich czegoś, co przekracza ich (dzieci) możliwości kognitywne, kształćmy nauczycieli przyrody na uniwersyteckich studiach pedagogicznych! Może być absolwent(ka) pedagogiki ze specjalnością wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej, równie dobrze może to być specjalist(k)a od nauczania przyrody! Studia pedagogiczne dają obecnie przyszłym nauczyciel(k)om różne dodatkowe kompetencje, np. do wczesnego nauczania języka angielskiego albo prowadzenia terapii pedagogicznej. Kształćmy więc także specjalistów od przyrody, wyposażając ich dodatkowo w kompetencje pedagogiczne potrzebne współczesnemu nauczycielowi.

 

Nie znam się na zasadach tworzenia programów studiów wyższych, ale na zdrowy rozum, jeśli jest zapotrzebowanie na określonych specjalistów, to można wyjść mu naprzeciw. Uniwersytety mają dobrze opanowane know-how, jeśli chodzi o kształcenie pedagogiczne. Wystarczy tylko opracować tę część programu, która dotyczyć będzie zagadnień przyrodniczych, zarówno w aspekcie merytorycznym, jak i metodycznym. Nie jest to zadanie ponad siły. Wymagać będzie oczywiście kooperacji z wydziałami biologii, chemii, geografii i fizyki, ale koordynacja wg przyjętej koncepcji tego przedmiotu pozostanie u pedagogów.

 

Jeśli któryś wydział pedagogiczny byłby zainteresowany podjęciem takiego wyzwania, służę pomocą w opracowaniu programu kształcenia merytorycznego. Oczywiście, zakładając optymistycznie, że koncepcja tego przedmiotu, którą naszkicuję w następnym artykule, znajdzie jakieś odbicie w tym, co powstanie w IBE w ramach przygotowań do reformy…

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

 

Oto obiecany link do zapisu rozmowy Magdaleny Konczal z Jarosławem Pytlakiem”

 

 

Jarosław Pytlak – od 1990 roku dyrektor Zespołu Szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego

na warszawskim Bemowie

 

Nie zaczyna się budować domu od komina. A tak wygląda obecna reforma oświaty –  TUTAJ

 



Dwa dni po tym, jak w „Akademickim Zaciszu” prof. Roman Leppert rozmawiał z dr hab. Aleksandrą Tłuściak-Deliowską o tym co tworzy kulturę i klimat szkoły, jak można je zmieniać, prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu obszerny tekst, w którym podjął pokrewny temat przestrzeni szkolnych i ich konsekwencji dla metodyki pracy nauczycieli. Zamieszczamy go bez skrótów:

 

 

                                                  O potrzebie zmian toksycznej przestrzeni szkół

 

 

W 1981 roku ukazała się w Niemczech monografia Martina Raucha p.t. „Przestrzenie szkoły. Planowanie i zmiany miejsc wolności w szkole”, w której autor opublikował wyniki interdyscyplinarnych badań naukowych. Prawie pół wieku temu architekci, psycholodzy środowiskowi, socjolodzy edukacji i dydaktycy zrozumieli, że dynamika zmian społeczno-kulturowych, gospodarczych, ale i akceleracja rozwoju dzieci i młodzieży ostatnich dekad XX wieku wymaga zupełnie nowej przestrzeni do uczenia się, a tym samym także do organizacji i animacji tego procesu przez inaczej wykształconych nauczycieli.

 

W krajach Europy Zachodniej, w USA, ale i w Azji zabrali się do badań i analiz architekci, którzy zostali przekonani przez pedagogów i psychologów o konieczności odejścia od budowania przedszkoli i szkół – jak trafnie to opisał Michel Foucault – w strukturze panoptykonu, więzienia, chociaż mającego uczynić cele więzienne (klasy szkolne) i korytarze (spacerniaki) przestrzenią przyjazną uczniom.

 

Kończący się XX wiek zapowiadał głęboki kryzys w edukacji, jeśli ta będzie kontynuowana w klatkach systemu klasowo-lekcyjnego. Korzyść z tak patologicznego ustroju szkolnych przestrzeni mają tylko i wyłącznie nauczyciele, bowiem ma na służyć względnemu dyscyplinowaniu uczniów, a nie ustawicznemu aktualizowaniu, doskonaleniu przez nauczycieli wiedzy i umiejętności kształcenia.

 

Dominująca w 99 proc. w Polsce struktura szkolnych budynków, bo są już pierwsze architektoniczne „krokusy zmian”, ma się całkiem nieźle, toteż sprzyja u zdecydowanej większości nauczycieli reprodukowaniu roli „dydaktycznego klawisza”, a więc nadzorcy uczniów i egzekutora wyników ich pracy.

 

O tym, że polska „szkoła-więzienie” nie spełnia swojej statutowej i konstytucyjnej funkcji wiemy od lat 90. XX wieku, kiedy to prof. Zbigniew Kwieciński wykazał w prowadzonych przez swój zespół badaniach, że mamy do czynienia z socjopatologią edukacji, której jednym z przejawów z perspektywy uczniów (bo szkoła jest dla uczniów a nie dla nauczycieli) jest permanentna STARTA CZASU, marnotrawstwo przebywania w szkole przez uczniów ostatnich klas szkoły podstawowej w czasie 45 minutowych lekcji. Odsyłam zainteresowanych do lektury prac Z. Kwiecińskiego oraz moich prac o nieprzystawalności w XXI wieku architektury szkolnej do rewolucji w komunikacji globalnej i koniecznej zmiany w dydaktyce „inno-szkolnej”.

 

Powrócę jednak do badań M. Raucha, bo są w ogóle nieznane w Polsce, także pedagogom (w tym dydaktykom) szkolnym. Poszukujący odmiejscowienia edukacji w jej dotychczasowym a penitencjarnym kontekście uciekają albo w chmury, albo do lasu, podczas gdy proces uczenia się powinien być integralny, środowiskowo, technologicznie i kulturowo synergiczny, a przy tym służący schole otium a nie schole negotium.

 

Raucha niepokoił stan zachowań agresywnych wśród uczniów w czasie przerw międzylekcyjnych, które stawały się dla nich okazją do odreagowania nauczycielskiej przemocy strukturalnej i fizycznej wobec nich w czasie lekcji. Współcześnie agresja fizyczna między uczniami w przestrzeni szkolnej, międzylekcyjnej czy po zajęciach szkolnych przeniesiona została w większym zakresie do cyberprzestrzeni (fejki, szykanowanie, manipulacja obrazowa, wyszydzanie itp.).

 

Z prowadzonej przez dwanaście dni obserwacji przez M. Raucha zachowań uczniów wynikało, że zdecydowanie przeważały wśród 240 uczniów agresywne formy aktywności fizycznej (ok. 97 proc.!). Były to przede wszystkim bezpośrednie akty fizycznej przemocy  wobec innego/innych uczniów (870 łącznie zarejestrowanych aktów: bicia (10 proc.), boksowania (6 proc.), ciągnięcia za uszy (2,5 proc.), szturchania (4 proc.), szczypania (3 proc.), duszenia (3 proc.), deptania (3 proc.), popychania, przytrzymywania (7,5 proc.), zamykania w WC (3 proc.),  ścigania się (10 proc.), atakowania od tyłu (3 proc.), przewracania (16,5 proc.), przepychania (10 proc.), itp. Na drugim miejscu (13 przypadków) były akty przemocy werbalnej – obrażania (5 proc.), wyzywania (5 proc.), grillowania (6,5 proc.), zaś na trzecim miejscu odnotowano przejawy eksternalizacji emocji typu wściekłość (1,5 proc), opór, nienawiść, współczucie, płacz (1 proc.). Były też takie zachowania, jak ucieczka czy skarżenie. Odnotowano także autoagresję oraz destrukcję, depresję (0,5 proc.).[s.19-22]

 

Uczony przeprowadził zarazem wywiady z uczniami szkoły podstawowej (badania jakościowe) dociekając, jak oni postrzegają przestrzeń szkolną, jakie przypisują jej znaczenie. Wyróżnił na tej podstawie następujące kategorie uczniowskiej świadomości w tym zakresie:

 

1.szkoła jako przestrzeń więzienna  (nadzór, zamknięcie, zakaz opuszczania pomieszczeń)

 

2.szkoła jako przestrzeń uliczna (spacer na korytarzu, możliwość do flirtowania, kontaktów cielesnych, fizycznych, gier , dokuczania dziewczętom),

 

3.szkoła jako miejsce spotkań z rówieśnikami (na szczęście nie do zdobywania narkotyków),

 

4.korytarz, boisko szkolne jako miejsce do rywalizacji, zabaw.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj proponujemy lekturę kolejnego tekstu Danuty Sterny z jej bloga „OK. NAUCZANIE” :

 

 

Regulowanie emocji uczniów

 

 

Każdy ma emocje i najważniejsze jest to, jak sobie z nimi radzimy. Panując nad swoimi emocjami lepiej radzimy sobie ze stresem, wzmacniamy odporność, empatię i samoświadomość.

 

Jak uczyć tej umiejętności naszych uczniów? Kilka przykładów, w jaki sposób nauczyciel może pokazywać uczniom – jak opanować emocje.

 

Bycie osobą wrażliwą jest w porządku

 

Dzielenie się własnymi emocjami wzmacnia zaufanie. Warto przyznawać się do tego, że jest się zdenerwowanym, lub smutnym.

 

Nauczyciel może zamodelować określanie głośne swoich uczuć i emocji, może np. powiedzieć: „Jestem sfrustrowany, bo mój długopis przestał działać, ale wezmę głęboki oddech i poszukam innego” lub „Nie spałem dobrze, ale postaram się, abyśmy mogli mieć dobrą lekcję”.

 

 

Radzenie sobie z emocjami

 

Nauczyciel może pokazać uczniom, jak radzi sobie z emocjami. Może zacząć głęboko oddychać, zrobić przerwę, przeformułować wyzwanie, pokazać jak sam radzi sobie z reakcjami emocjonalnymi.

 

Może powiedzieć: „To nie działa — pozwólcie, że się zatrzymam i to poprawię” lub „Kiedy czuję się przytłoczony zadaniami, skupiam się na raz jednym kroku

 

 

Historie nauczycielskie

 

Nauczyciel może podzielić się osobistymi historiami, ale takimi, które są dostosowane do wieku uczniów. Może opowiedzieć, jak pokonał wyzwanie lub wyszedł z trudnej sytuacji.

 

Na przykład:

 

– „Byłem zdenerwowany pierwszego dnia szkoły, ale głębokie oddechy pomogły mi poczuć się lepiej”.

 

– „Kiedyś frustrowało mnie, gdy nie mogłam czegoś opanować, ale nauczyłam się, że proszenie o pomoc czyni mnie silniejszym”.

– „Miałem problemy z wystąpieniami publicznymi, ale przygotowanie do nich pomogło mi”.

 

 

Pozytywny przykład

 

Nauczyciel może pokazać uczniom, że pozytywne myślenie się opłaca. Może powiedzieć:

 

– „Popełniłem błąd, ale błędy pomagają nam się uczyć!”

 

– „To nie działa, spróbuje inaczej”

 

– „To nie było idealne, ale wyciągnę z tego wnioski i poprawię”.

 

 

Pomaga poczucie bezpieczeństwa

 

Nauczyciel może zachęcać uczniów do wyrażania emocji i radzenia sobie z nimi. Może powiedzieć:

 

– „Pokażcie mi na palcach, jak się dzisiaj czujecie?”

 

– „Co pomaga ci się zrelaksować, gdy czujesz się przytłoczony?”

 

– „Pomyśl o sytuacji, w której udało ci się sprostać wyzwaniu — co się sprawdziło?”

 

 

 

Inspiracja   artykułem    Matt Pitman

 

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl

 

 

 

 

 



Wczorajsze – ostatnie marcowe spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było zagadnieniom kultury szkoły i jej klimatu. O tych zagadnieniach prof. Roman Leppert rozmawial z  dr hab. Aleksandrą Tłuściak-Deliowską, prof. Akademii Pedagogiki Specjalnej, pracującą w Katedrze Dydaktyki i Pedagogiki Medialnei tej Uczeni.

 

Tradycyjnie – wszystkich zainteresowanych tymi tematami, którzy wczoraj nie śledzili tej rozmowy, zapraszamy do uczynienia tego o dowolnej porze, klikając w podany link:

 

 

O kulturze i klimacie szkoły  –  TUTAJ

 

 

 



W miniony wtorek na fanpage Państwowej  Komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15  zamieszczony został post, zawierający kilka wartych upowszechnienia informacji:

 

 

Z dużym zdziwieniem i brakiem zrozumienia patrzymy na dzieci, mające problemy z krytycznym podejściem do świata cyfrowego. Tymczasem dorośli, zarówno rodzice, jak i wychowawcy, udostępniając wizerunek dzieci, wykazują podobną bezrefleksyjność komentuje Marcin Bednarczyk. Członek Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15 odniósł się do sprawy opisywanej przez dziennikarkę „Wysokie Obcasy” GW, dotyczącej umieszczenia na profilu przedszkola w mediach społecznościowych nagrania przedszkolnej zabawy. Filmik z udziałem dzieci został wykorzystany w internecie i był szeroko komentowany – spotkał się również z dziesiątkami komentarzy o treściach pedofilskich, seksualizujących zachowania dzieci.

 

Motywacja do publikowania takich materiałów z udziałem dzieci jest zazwyczaj podobna: akcent kreatywności, zwrócenie uwagi, czy wywołanie uśmiechu – niestety, bez właściwego przewidywania skutków swojego postępowania oraz poważnych konsekwencji takich działań, w tym możliwości stosowania nadużyć i wykorzystywania dzieci – podkreśla Marcin Bednarczyk.

 

Psycholog i seksuolog zwraca uwagę, że profesjonalni opiekunowie powinni być szczególnie wrażliwi na takie zjawiska jak sharenting (regularne zamieszczanie w sieci zdjęć, filmów i informacji z życia dziecka), czy deep fake (tworzenie fałszywych materiałów multimedialnych).

 

To tylko i aż ochrona dzieci, również przed przemocą sek.ualną. Materiały z obszaru tzw. por.ografii dziecięcej pełne są właśnie takich przypadkowych filmików, okraszonych komentarzami o treściach pedofilskich. Opisana przez dziennikarkę sytuacja stanowi kolejny przykład tego, jak bardzo potrzebna jest profesjonalna edukacja – nie tylko dzieci, ale również dorosłych w tym zakresie – dodaje członek Państwowej Komisji.

 

Więcej o profilaktyce wykorzystania sek.ualnego dzieci i młodzieży w Internecie, a także o tym, jak nauczyciele, pedagodzy i psychologowie szkolni mogą realnie zapobiec krzywdzeniu sek.ualnemu dzieci w sieci można przeczytać w artykule Marcina Bednarczyka na stronie Państwowej Komisji – link w komentarzu.

 

x          x          x

 

Eksperci i ekspertki, zajmujący się tematyką bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w Internecie, nie mają wątpliwości – zmiana podejścia instytucji, w tym placówek oświatowych i innych, do bezpieczeństwa osób małoletnich w środowisku cyfrowym jest konieczna.

 

Nieustannie pracują nad nią m.in. specjalistki i specjaliści w ramach inicjatywy społeczno-parlamentarnej „35 lat Konwencji – wyzwania przyszłości”, którą wraz z Państwową Komisją, tworzą Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę i Fundacja Instytut Cyfrowego Obywatelstwa oraz członkowie grupy roboczej koordynowanej przez Katarzyna Staciwa.

 

Podczas ostatniego posiedzenia sejmowej Komisji ds. Dzieci i Młodzieży – w ramach inicjatywy – dyskutowano na temat zapobiegania i zwalczania krzywdzenia sek.ualnego małoletnich w cyberprzestrzeni. Eksperci podkreślali, że jednym z najbardziej palących wyzwań jest stworzenie skuteczniejszego systemu ochrony dzieci i młodzieży w sieci, w tym zbudowanie unijnego systemu zwalczania wytwarzania i dystrybucji treści ukazujących seksualne wykorzystywanie małoletnich (tzw. CSAM).

 

O dalszych inicjatywach, które wraz z innymi instytucjami oraz sejmową Komisją ds. Dzieci i Młodzieży, opracowuje Państwowa Komisja, będziemy informować na bieżąco.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story

 

 

X              X             X

 

 

Dzień później pojawił się tam kolejny tekst, także zasługujący na jego upowszechnienie:

 

 

W ubiegły weekend rozpoczął się pierwszy w Polsce Panel Obywatelski Dzieci i Młodzieży, zorganizowany przez Fundacja Pole Dialogu we współpracy z Ministerstwo Cyfryzacji. Celem inicjatywy jest opracowanie przez grupę 31 młodych ludzi w wieku 15-18 lat rekomendacji dotyczących bezpieczeństwa w Internecie oraz ochrony przed szkodliwymi treściami online.

 

Podczas otwarcia wydarzenia młodzież wysłuchała wystąpień ekspertów, w tym przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji, którzy odnieśli się do kwestii:

 

>zagrożeń w sieci dla młodych użytkowników,

 

>obszarów wymagających zmian w obecnych przepisach,

 

>działań państwa na rzecz bezpiecznej przestrzeni cyfrowej dla dzieci i młodzieży.

 

W kolejnych tygodniach młodzi organizatorzy będą pracować nad konkretnymi propozycjami zmian. Ich rekomendacje zostaną przeanalizowane przez Ministerstwo Cyfryzacji pod kątem włączenia ich do projektu ustawy o ochronie małoletnich przed treściami szkodliwymi w Internecie. Finałem działań Panelu będzie publikacja raportu końcowego 2025 r.

 

W pracach biorą udział również ekspertki i eksperci oraz przedstawiciele instytucji i organizacji, zajmujący się bezpieczeństwem cyfrowym, edukacją oraz ochroną praw dzieci i młodzieży. Pierwszymi stronami biorącymi udział w dyskusji byli Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15, reprezentowana przez wiceprzewodniczącą Justynę Kotowską oraz przedstawiciel NASKKamil Oleszkiewicz.

 

Bezpieczeństwo dzieci w sieci wymaga aktywnego, spójnego działania. Inicjatywa Fundacja Pole Dialogu zaangażowała młodzież i wiele organizacji, aby skuteczniej przeciwdziałać przemocy w sieci, która wciąż narasta. Podczas dyskusji wspólnie omawialiśmy konkretne zagadnienia dotyczące profilaktyki i prewencji, w tym jak reagować, gdy ktoś publikuje wizerunek niekompletnie ubranego dziecka, jak dbać o bezpieczeństwo w sieci i co robić, gdy mimo wszystko udostępnimy komuś swoje zdjęcie. To pokazuje ogromne zainteresowanie i zaangażowanie młodych ludzi w ochronę i zapewnienie bezpieczeństwa w sieciocenia Justyna Kotowska.

 

W kolejnych spotkaniach z młodzieżą udział wezmą Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak, przedstawiciel GoogleFundacja Dajemy Dzieciom Siłę,  Fundacja Impuls oraz Instytut Spraw Obywatelskich. Współorganizatorem Panelu Obywatelskiego Dzieci i Młodzieży jest UNICEF Poland. Partnerem merytorycznym oraz patronem honorowym jest Ministerstwo Cyfryzacji.

 

Raz jeszcze gratulujemy młodym organizatorom za rozpoczęcie tak ważnej inicjatywy oraz wszystkim specjalistom i specjalistkom, biorącym udział w działaniu, za zaangażowanie i eksperckie dyskusje! Z niecierpliwością czekamy na rekomendacje młodzieży – ich rola w budowaniu bezpieczeństwa cyfrowego jest kluczowa. […]

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_



 

 

Portal Prawo.pl zamieścił wczoraj tekst Moniki Sewastianowicz, w którym podjęła ona rzadko podnoszony element planowanej w szkołach reformy. Poniżej zamieszczamy ego  obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

AI i roboty? W szkole raczej wciąż Paint i formatowanie tekstu

 

Cyfryzacja edukacji to jeden z kamieni milowych, które ma zrealizować Polska w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Na razie jednak para raczej poszła w gwizdek – po niezbyt udanym programie rozdawania laptopów uczniom, na lekcjach informatyki niewiele się zmieniło. Choć dużo mówi się o sztucznej inteligencji, rozwijaniu kompetencji cyfrowych, codziennością jest raczej formatowanie dokumentu tekstowego i to nawet niekoniecznie w Wordzie.

 

W trakcie lekcji informatyki w szkole podstawowej uczniowie borykają się z problemem przestarzałego oprogramowania, które w normalnej, codziennej pracy nie jest już używane – zwracają uwagę posłowie. Podkreślają, że jedynym edytorem tekstu używanym w szkołach jest bezpłatny Open Office (czasem też Microsoft Office), a realizacja podstawy programowej – pomimo różnych zadań do zrealizowania – odbywa się tylko w programie Word. Jako programu graficznego wciąż – według posłów – używa się Painta zamiast Canvy, Adobe, czy Corela.

 

Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer tłumaczy, że ministerstwo nie otrzymywało dotychczas zgłoszeń o konieczności doposażenia szkół w konkretne programy edytorskie i graficzne, niemniej, dzięki współpracy ministerstwa z firmą Canva, za pośrednictwem udostępnianej przez ministra edukacji – Zintegrowanej Platformy Edukacyjnej (dostępnej pod adresem www.zpe.gov.pl), szkoły otrzymały dostęp do bezpłatnej, zaawansowanej wersji narzędzia Canva, służącego do tworzenia różnorodnych grafik m.in. plakatów, logo, filmów, prezentacji i wielu innych utworów. Należy podkreślić, że Canva oferuje ogromną gamę szablonów i elementów graficznych, które ułatwiają i uatrakcyjniają pracę. Możliwość korzystania z oprogramowania otrzymali uczniowie od czwartej klasy szkoły podstawowej i starsi oraz wszyscy nauczyciele, których dane zostały przekazane przez dyrektora szkoły do SIO .[…]

 

Ministra zapewnia, że część szkół dostanie lepsze programy. – Wraz z dostarczanymi w 2025 r., w ramach KPO, 12 tys. pracowni AI i 4 tys. pracowni STEM, do szkół trafi również oprogramowanie, które będzie mogło wykorzystywane także na zajęciach informatyki. Ponadto, w ramach planowanego do uruchomienia w 2025 r. programu rządowego „Cyfrowy uczeń” rząd umożliwi szkołom, które otrzymają dofinasowanie, zakup oprogramowania (nowego, licencji, subskrypcji) do posiadanego już lub planowanego do zakupu sprzętu, cyfrowych materiałów edukacyjnych, przestrzeni chmurowej, usług do zdalnego zarządzania szkołą i zakupionym sprzętem, a także innego specjalistycznego oprogramowanie dla szkół prowadzących kształcenie w zawodach – podkreśla Lubnauer. […]

 

Zmianie ulec ma też sposób pracy z uczniami. Ma być w większym stopniu nastawiony na pracę projektową. Jak wskazano w dokumencie, system klasowo-lekcyjny, jako dominująca obecnie organizacja zajęć w szkole, stanowi jedną z przeszkód na drodze do pełnego wykorzystania potencjału technologii. – Postuluje się znaczące pogłębienie uzupełnienia tradycyjnego systemu klasowo-lekcyjnego innymi modelami organizacji zajęć w szkole, zwłaszcza metodą projektów, o której mówi wielokrotnie podstawa programowa kształcenia ogólnego – ogólnie w preambule oraz w odniesieniu do poszczególnych przedmiotów. Technologie cyfrowe mogą znacznie uatrakcyjnić tę metodę nauczania – podkreślono w założeniach. Aby pomóc we wdrażaniu nowych technologii w szkole ma powstać nowe stanowisko – szkolny koordynator cyfrowej edukacji. Jego rolą będzie wspieranie nauczycieli w posługiwaniu się technologią cyfrową w różnych aktywnościach. […]

 

Sam sprzęt i programy niewiele dadzą, jeżeli nie będą z nich umieli korzystać sami nauczyciele. Rząd planuje, by nauczyciele zdobywali kompetencje cyfrowe już na etapie studiów – nowe standardy kształcenia uwzględniają zarówno przygotowanie merytoryczne z informatyki, jak i metodykę prowadzenia zajęć z edukacji informatycznej, zwłaszcza dla nauczycieli przedszkoli i klas I–III. W planie transformacji wskazano, że niezbędne jest również systematyczne doskonalenie zawodowe, prowadzone zarówno przez uczelnie, jak i placówki doskonalenia nauczycieli. Państwo ma wspierać ten proces organizacyjnie, merytorycznie i finansowo. Jak jest w praktyce? W drugiej połowie zeszłego roku MEN pytano, jak idzie szkolenie pedagogów w kwestiach związanych z najnowszymi technologiami. Resort odpowiadał, że publikował listę szkoleń, z których mogą korzystać nauczyciele.

 

Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, wskazywał, że na tym etapie trudno powiedzieć, w jakim kierunku pójdą zmiany w edukacji. – Dyrektorzy szkół już jednak starają się szkolić i przygotowywać do zmian, organizowane są warsztaty z wykorzystania sztucznej inteligencji i opartego na niej oprogramowania, wykłady z metod pracy z uczniami. Potrzebne są jednak zorganizowane działania i dobrze, że rząd próbuje stworzyć taką strategię, oby jednak nie skończyło się tak, że w dokumencie znajdą się piękne hasła, a dyrektorzy i nauczyciele zostaną pozostawieni sami sobie – tłumaczył. – Tym bardziej, że już widać, że niektóre działania MEN nie przystają do założeń wskazanych w tej strategii, bo nie wiem na przykład, jak powiązać nacisk na pracę projektową z planowanym zwiększeniem liczebności klas – mówił. Podkreślał, że postawienie na realizację projektów przez uczniów wymaga też elastyczniejszego podejścia do oceniania.

 

 

 

Cały tekst „AIi roboty? W szkole raczej wciąż Paint i formatowanie tekstu”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 



W miniony poniedziałek (24 marca) Zyta Czechowska –  Nauczycielka Roku 2019, dyrektorka niepublicznego ośrodka doskonalenia nauczycieli – zamieściła na swoim fejsbukowym profilu post, promujący – warte upowszechnienia – nagranie jej prelekcji, utrwalonej na YouTube:

 

 

 

Technologia w klasie – rewolucja czy moda?

 

Nowe technologie w szkole – czy to realne wsparcie dla uczniów? W najnowszym odcinku  Liczymy się dla edukacji  Katarzyna Wolniak rozmawia z Zytą Czechowska, […] Dowiedz się:

 

>Jak w praktyce korzystać z darmowych platform i aplikacji?

 

>Dlaczego w edukacji specjalnej technologia może zdziałać cuda?

 

>Co zrobić, by dzieci nie „gubiły się” w sieci, lecz rozwijały pasje i umiejętności?

 

 

 

Zachęcamy do obejrzenia i wysłuchania tego nagrania:

 

 

Technologia w klasie – rewolucja czy moda?  –  YouTube  –  TUTAJ

 

 

 

 



Foto: www.pl.freepik.com/darmowe-zdjecie

 

 

W poniedziałek 24 marca na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono tekst Magdaleny Ignaciu o tym, że  przekazywana na studiach nauczycielskich teoria nie uczy jak prowadzić lekcje. Przyszli nauczyciele chcą więcej praktyki. Oto obszerne fragmenty tej publikacji i link do jego pełnej wersji:

 

 

Początek pracy w szkole to survival. Studia nie uczą tego, co najważniejsze

 

Młodzi nauczyciele rzuceni na głęboką wodę. Na studiach nie nauczono ich, jak prowadzić zebrania, radzić sobie z trudnymi uczniami i dbać o własny dobrostan. „Uważam, że nauczyciel dopiero w pracy naprawdę się uczy” – mówi Strefie Edukacji Sabina Piłat. Czego brakuje w kształceniu pedagogów? […]

 

Rozpoczęłam pracę w 2017 roku. Pierwsze zebranie, na którym byłam w życiu, musiałam poprowadzić sama. Nie wiedziałam, o czym mam mówić, jakie pytania mogą zadać mi rodzice. Do dziś pocą mi się ręce, gdy sobie to przypominam mówi pani Magda, nauczycielka matematyki.

 

To doświadczenie nie jest odosobnione. Wielu młodych nauczycieli przyznaje, że na studiach nikt nie przygotował ich do pracy wychowawczej. Brakuje zajęć o tym, jak rozmawiać z rodzicami, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach czy jak organizować przestrzeń klasy.

 

Kontakt z rodzicami? Koszmar! Bałam się każdej wiadomości. Dopiero po kilku latach trafiłam na koleżankę, która mi podpowiedziała „napisz do rodziców pierwsza i przedstaw się, powiedz, kim jesteś i co będziesz robić z ich dziećmi”. To zadziałało, ale wcześniej byłam po prostu przerażona każdym zetknięciem z rodzicami moich uczniów dodaje matematyczka.

 

Tymczasem to właśnie współpraca z rodzicami często decyduje o powodzeniu nauczyciela w pracy wychowawczej. Rodzice oczekują od nauczyciela nie tylko przekazywania wiedzy, ale i wsparcia w problemach ich dzieci. Jeśli pedagog nie potrafi odpowiednio prowadzić rozmów, może szybko stać się celem frustracji i rosnących pretensji.

 

Na studiach nie mieliśmy ani jednej godziny zajęć poświęconych temu, jak prowadzić zebranie. Co mówić, jak reagować na roszczeniowych rodziców, jak nie dać się zdominować, ale też jak zbudować dobrą relację? Nic. A potem wchodzisz do sali i wszyscy na ciebie patrzą, czekając, aż zacznieszopowiada inny nauczyciel, pan Tomasz.

 

Doświadczeni pedagodzy podkreślają, że studia powinny kłaść większy nacisk na praktyczne umiejętności, takie jak techniki komunikacji czy sposoby radzenia sobie w trudnych sytuacjach wychowawczych. Tymczasem młodzi nauczyciele muszą uczyć się tych rzeczy metodą prób i błędów, często kosztem własnych nerwów i pewności siebie.

 

– Młodzi nauczyciele, którzy trafiają do szkół, często doświadczają trudności, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje z rodzicami. Na zajęciach dydaktycznych studenci czasami dzielą się swoimi doświadczeniami, a my staramy się pomóc im w radzeniu sobie w kryzysowych sytuacjachpodkreślała w rozmowie ze Strefą Edukacji dr hab. Barbara Marcinkowska, rektorka Akademii Pedagogiki Specjalnej. […]

 

Studia pedagogiczne wciąż opierają się na teorii, zostawiając młodych nauczycieli z brakiem realnych umiejętności potrzebnych w codziennej pracy. Zamiast praktycznych zajęć z prowadzenia lekcji, rozwiązywania konfliktów czy współpracy z rodzicami, przyszli pedagodzy uczą się historii pedagogiki i analizują kolejne teoretyczne koncepcje dydaktyczne.

 

Dydaktykę prowadzili teoretycy, którzy nigdy nie pracowali w szkole. Najważniejsze były konspekty i to, co na papierze. A jak radzić sobie z uczniem w kryzysie? Jak reagować na trudne sytuacje? Tego nie było” – przyznaje jedna z nauczycielek.

 

Podobnego zdania jest Sabina Piłat, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, a obecnie edukatorka, trenerka, youtuberka i podróżniczka.

 

Uważam, że nauczyciel dopiero w pracy naprawdę się uczy. Oczywiście, czasem trafi się na wykładowców, którzy mają doświadczenie zawodowe i przekażą coś praktycznego. Ja na studiach miałam jednak ćwiczenia prowadzone przez osoby, które nigdy nie pracowały w szkoleopowiadała w rozmowie ze Strefą Edukacji. Potrafili pracować z dorosłymi, studentami, ale nie miało to wiele wspólnego z tym, co widziałam później w klasie. Kiedy trafiłam na wykładowców, którzy naprawdę pracowali z dziećmi przez lata, to od razu było widać różnicę. […]

 

Zdaniem ekspertów, studia pedagogiczne powinny kłaść większy nacisk na praktyczne aspekty nauczania. Gabriela Olszowska, Małopolska Kurator Oświaty, proponowała wprowadzenie semestralnego przedmiotu „Diagnostyka edukacyjna”, który obejmowałby ocenianie pracy uczniów, konstruowanie sprawdzianów oraz wykorzystywanie nowoczesnych metod oceniania. […]

 

Współczesna szkoła wymaga od nauczycieli coraz więcej, ale nie daje im narzędzi do radzenia sobie ze stresem. W efekcie wielu odchodzi z zawodu już po kilku latach.

 

 

 

Cały tekst „Początek pracy w szkole to survival. Studia nie uczą tego, co najważniejsze”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 



W minioną niedzielę wczesnym rankiem, na fanpage Publicznego Przedszkola Frenetowskiego  „Kameleon” w Pabianicach pojawiła się informacja o przemilczanym medialnie, zakończonym w sobotę wydarzeniu, o którym należy poinformować także czytających nasze „Obserwatorium Edukacji”:

 

 

Ale się działo! Ogólnopolska Konferencja Freinetowska w naszym przedszkolu. Zjechało się 149 nauczycieli aby doskonalić swoje umiejętności zawodowe. 20 z nich dzieliło się swoim doświadczeniem na warsztatach pełnych dialogu, dyskusji i refleksji. Towarzyszyła nam wspaniała atmosfera pełna otwartości i życzliwości. nawet drobne zmiany w przebiegu konferencji nie popsuły tego klimatu. To przecież normalne, że nauczyciel nigdy nie wie co zastanie w klasie na lekcji. jakie będą wydarzenia , które wpływają na zmianę jego planu. Ważne aby dostrzec potrzebę zmiany i umieć się dostosować. To co dla nas jest wartością to zaufanie, którym się obdarzamy. Freinet pisał „Zaufajmy dzieciom , bo One są kreatorami przyszłości”. Ja dziś piszę „Zaufajmy młodym nauczycielom, bo Oni będą współtworzyć przyszłość wraz z dziećmi”.

 

Dziękuję jeszcze raz wykładowcom Marzenie Kędrze i Tomaszowi Bilickiemu oraz współorganizatorom: Szkoła Podstawowa nr 1 w Pabianicach i dyrektor Annie Leśniak, Ogólnopolski Operator Oświaty, Polskie Stowarzyszenie Animatorów pedagogiki Celestyna Freineta, Szkole Podstawowej nr 81 w Łodzi, nauczycielom i pracownikom z Publicznego Przedszkola Kameleon w Pabianicach oraz za życzliwość i Patronat Prezydentowi Miasta Pabianic Grzegorzowi Mackiewiczowi i Posłowi na Sejm Marcinowi Józefaciukowi. Dziękuję gorąco Panu Naczelnikowi Wydziału Edukacji Waldemarowi Boruniowi za obecność i wsparcie naszych działań.

 

Ewa Morzyszek-Banaszczyk

  (dyrektorka przedszkola)

 

 

Źródło: www.facebook.com

 

 

x          x          x

Dziwnym zbiegiem okoliczności, wczoraj prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu post, zatytułowany:

 

Freinetowcy nowoczesnej szkoły

 

 

W 1992 roku przyjechali do Dobieszkowa koło Łodzi na zorganizowaną przeze mnie i moich współpracowników z Uniwersytetu Łódzkiego Międzynarodową Konferencję „Edukacja alternatywna – dylematy teorii i praktyki” nauczyciele – Freinetowcy. Od 1982 roku, co dwa lata odbywają się w różnych krajach świata m.in. Międzynarodowe Spotkania Nauczycieli Freinetowców, ale nasza konferencja wykraczała poza ten jeden model alternatywnej edukacji.

 

Dla naszego środowiska w czasach PRL pedagogika Celestyna Freineta nie była właściwie alternatywą, a tym bardziej w 1992 roku, gdyż praktykowali ją w minionym ustroju, w niektórych szkołach państwowych, głównie w ramach lekcji języka polskiego, nauczyciele, którzy doceniali nowatorski charakter dydaktyki jednego z klasyków pedagogiki reform. Dla reżimowej władzy miała ona prawo do zaistnienia pod warunkiem, że zostanie zredukowana do technik nauczania. Tolerowano te pedagogię, gdyż C. Freinet był członkiem komunistycznego ruchu Francji, zachwycał się pobytem w Związku Radzieckim u Nadieżdy Krupskiej.

 

Pominięto zatem powody socjokulturowe, w tym założenia pedagogiczne, które opracował nauczyciel klasy w wiejskiej szkole w Bar-Sur-Loup, by stworzyć dzieciom alternatywną kulturę kształcenia i wychowania dla pokoju.

 

Przypomniała tę fundamentalną ideę Zofia Napiórkowska w Biuletynie  Polskiego Stowarzyszenia Animatorów Pedagogiki C. Freineta (6/1992, s. 5), bowiem też w 1992 odbyło się w Poitiers we Francji Międzynarodowe Spotkanie Nauczycieli Freinetowców  z 20 krajów, w trakcie którego zwrócono uwagę na „(…) nowe zagrożenia dla pokoju, które stawały się wyzwaniem dla ruchów nowoczesnej szkoły. Już w Turynie (w 1982 roku – dop. BŚ) i wcześniej uznano, że ruch freinetowski nie może być obojętny wobec zagrożeń militaryzacji świata, niszczenia środowiska naturalnego, nędzy ludzkiej (np. Brazylia), brutalnej przemocy (np. Kolumbia),a także przemocy ukrytej w społeczeństwach wysoko stechnizowanych (zwracali na to uwagę Japończycy)”. […]

 

Mamy rok 2025, a w pamięci Europejczyków są skutki wojny w latach 90. XX wieku na Bałkanach i po dwóch dekadach od jej zakończenia, kolejnej, dramatycznej w przebiegu i następstwach dla naszych wschodnich sąsiadów, przyjaciół wojny w Ukrainie, którą wszczął w 2014 roku rosyjski imperialista a od trzech lat kontynuuje ludobójczą inwazję w tym kraju.

 

Polscy nauczyciele, pedagodzy, naukowcy  utrzymują bezpośrednie kontakty z francuskimi koleżankami i kolegami ruchu freinetowskiego, który w Polsce zaistniał dzięki dr Halinie Semenowicz, translatorce dzieł C. Freineta, nauczycielki nauczycieli oraz wspierających zaangażowanie na rzecz rozwijania tej pedagogii w polskich warunkach m.in.:  Aleksandra Lewina, Mieczysława Łobockiego, Teresy Śliwińskiej, Zofii Napiórkowskiej, Wandy Frankiewicz, Grażyny Maszczyńskiej- Góry, Haliny Smolińskiej, Reginy Chorn, Bogumiły Kollek, Beaty Oelszlaeger, Marii Kościuszko, Krystyny Michejdy, Beaty Hebody, Agaty Holinko, Jolanty Phan, Jolanty Kowalskiej, Marzeny Kędry, Małgorzaty Kaliszewskiej   i in.

 

Zainteresowanie pedagogiką C. Freineta nie gaśnie, ale musi uwzględniać zmiany w komunikacji, w otwartym dostępie do źródeł wiedzy i jej autorów. Jak trafnie pisała w 1992 roku Regina Chorn: „Jeżeli szanuje się pamięć Celestyna Freineta, nie wystarczy „pozostawać freinetowcem”, trzeba iść dalej. Niejednokrotnie  poddajemy się mechanicznemu stosowaniu kilku wybranych technik. Prezentuje się je jako eksperyment bądź innowację bez żadnego związku z ideą koncepcji pedagogicznej Freineta”(Recontre Internationale Des Educateurs Freinet, tamże, s. 10-11).

 

Niestety, nadal szkoła  publiczna w Polsce jest krępującą rozwój dzieci i młodzieży „klatką”, „kurzą grzędą”, „koszarami” lub „świątynią”. Francuski pedagog nigdy tego nie ukrywał, że nie jest oryginalnym twórcą i teoretykiem kształcenia. Jak pisał: „To, co jest dobre, biorę tam, gdzie to znalazłem. Uważam to za normalne, gdyż każdy tak ziała” (1988). Poniżej zestawiam w tabeli zapożyczenia francuskiego nowatora edukacji:

 

 

Początki polskiej transformacji ustrojowej po 1989 roku, także w szkolnictwie ogólnodostępnym, nastawione były na wspieranie tych nauczycieli placówek państwowych, którzy potrafili – tak jak C. Freinet – tworzyć autorskie klasy, autorskie szkoły, autorskie programy kształcenia oraz środki dydaktyczne. Niestety, wraz z powrotem w 1993 roku do władz w MEN ideokratów, którzy po dzień dzisiejszy zmieniają jedynie ideologiczne przesłanki kształcenia w curriculum, obowiązuje lekceważenie nauczycieli, fatalna polityka w zakresie ich kształcenia i zatrudniania oraz dewastująca reorganizacja edukacji w szkolnictwie publicznym.

 

Freinetowcy mogą jednak realizować swoje parcjalne rozwiązania w zakresie: planowania i organizowania indywidualnej oraz grupowej pracy w klasie freientowskiej, stosowania metod naturalnych w matematyce, edukacji języka obcego, rozwijania swobodnej – pisemnej i werbalnej ekspresji uczniów, orientacji na ekologię życia codziennego i w środowisku, animowania doświadczeń poszukujących, swobodnego malowania, tworzenia filmów, podcastów czy uczestniczenia w wymianie międzynarodowej. Edukacja nie jest bowiem podróżą od przystanku do przystanku, ale ustawiczną podróżą w czasie i przestrzeni.

 

Warto  mówić o tym, czy i jak radykalnie zmieniać szkolną edukację, przestrzeń i miejsca uczenia się dzięki zupełnie nowym a globalnym warunkom do uczenia się, samokształcenia i samorozwoju, z zapewnieniem młodym pokoleniom kultury pokojowego współżycia. Kolejna bowiem deforma edukacji publicznej i niepublicznej w Polsce zmusza ambitnych nauczycieli do kontynuowania lub wprowadzania rozwiązań wyspowych, pozytywnie kontestacyjnych.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com