
Dziś proponujemy lekturę fragmentu większej całości – raportu, opracowanego przez „Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość” oraz „Koalicję NIE dla Chaosu w Szkole”, który na podstawie diagnozy skutków wprowadzonej przez PiS reformy zawiera propozycję przyszłego systemu edukacji:
[…]
10.1.Jakim celom służyć powinna szkoła w XXI wieku?
Aby odpowiedzieć na pytanie jak powinien funkcjonować w przyszłości system polskiego szkolnictwa, musimy przede wszystkim określić cele, którym w XXI wieku służyć powinna edukacja szkolna, przedstawić projekt struktury całokształtu polskiego szkolnictwa najbardziej korzystny dla realizacji tych celów, wskazać zasady, zgodnie z którymi powinny być konstruowane programy nauczania dla poszczególnych etapów kształcenia, a także określić sposób zarządzania systemem edukacji – najbardziej skuteczny dla realizacji celów, którym służyć powinny szkoły.
W roku 1981 z ramienia Zespołu Edukacji „Solidarności” w negocjacjach z ówczesnym ministerstwem Oświaty i Wychowania w sprawie koniecznych zmian w polskim szkolnictwie,przygotowaliśmy dokument zatytułowany „Szkoła jako środowisko wychowawcze”. Pierwsze zdanie tego dokumentu brzmiało: „Szkoła służyć ma dziecku”. Tak formułując podstawowy cel edukacji szkolnej chcieliśmy przed laty przeciwstawić się całkowitemu podporządkowaniu w PRL-u systemu edukacji interesom rządzącej partii i traktowaniu indoktrynacji ideologicznej młodego pokolenia jako podstawowego zadania szkoły.
To stwierdzenie sprzed lat jest znowu aktualne. Odpowiadając na pytanie: „jakim celom służyć ma szkoła?” powinniśmy znowu powtórzyć: „szkoła służyć ma dziecku”, a nie dążącym do utrzymania władzy politykom, nie określonym grupom interesu, nie wyznawcom takiej czy innej ideologii, którzy próbują indoktrynować poprzez edukację szkolną młode pokolenie.
Szkoła będzie dobrze służyć uczęszczającym do niej uczniom, jeśli na wszystkich etapach kształcenia stworzy warunki korzystne dla ich wszechstronnego rozwoju. Powinna więc przekazywać wiedzę niezbędną do opanowania ważnych w życiu umiejętności, pomagać w rozumieniu otaczającego świata w jego różnorodnych aspektach, pogłębiać rozumienie samego siebie i rozwijać empatię niezbędną dla rozumienia innych. Bardzo ważnym celem szkolnej edukacji jest skuteczna pomoc w odnajdywaniu przez każdego ucznia jego autentycznych zainteresowań, przy jednoczesnym stworzeniu szans na twórcze pogłębianie tych zainteresowań. Sprawą zasadniczą jest rozwijanie samodzielnego i krytycznego myślenia uczniów, uczenie prowadzenia dialogu, umiejętności uzasadniania własnych przekonań iprowadzenia pozbawionej agresji rzeczowej polemiki z osobami o innych poglądach.
Foto: www.pbs.twimg.com
Mikołaj Wolanin
18 listopada 2019 r. w Krajowym Rejestrze Sądowym zarejestrowana została Fundacja na Rzecz Praw Ucznia. Jej założycielem i prezesem jest Mikołaj Wolanin, którego do czasu osiągnięcia przez niego pełnoletniości reprezentują we wszystkich sprawach urzędowych jego „przedstawiciele ustawowi”.
Celami fundacji są:
1) upowszechnianie wiedzy o prawach ucznia (będących częścią praw dziecka), prawie oświatowym i innych ważnych dziedzinach prawa związanych z edukacją oraz oświatą,
2) wspieranie oraz współtworzenie inicjatyw i projektów osób fizycznych (w szczególności młodzieży), prawnych, partnerstw publiczno-prywatnych i publiczno-społecznych,
3) inicjowanie oraz wspieranie innowacyjnych projektów edukacyjnych, diagnostycznych, analitycznych I naukowych,
4) popularyzowanie wiedzy o organach stojących na straży praw ucznia,
5) podejmowanie działań na rzecz wprowadzenia regulacji prawnych traktujących o prawach ucznia oraz organach stojących na ich straży,
6) przeprowadzanie badań naukowych na temat praw ucznia I organów stojących na ich straży,
7) prowadzenie wszelkiej działalności społecznie użytecznej w zakresie:
a.Udzielania nieodpłatnej pomocy prawnej oraz zwiększenia świadomości prawnej społeczeństwa.
b.Podtrzymywania I upowszechniania tradycji narodowej, pielęgnowania polskości oraz rozwoju świadomości narodowej, obywatelskiej I kulturowej.
c.Działalności na rzecz mniejszości narodowych I etnicznych oraz języka narodowego.
d.Ochrony i promocji zdrowia.
e.Działalności na rzecz osób niepełnosprawnych.
f.Nauki, szkolnictwa wyższego, edukacji, oświaty i wychowania.
g.Działalności na rzecz dzieci i młodzieży.
h.Upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich.
i.Udzielania nieodpłatnego poradnictwa obywatelskiego.
j.Promocji i organizacji wolontariatu.
k.Promocji rzeczypospolitej polskiej za granicą.
l.Działalności na rzecz rodziny, macierzyństwa, rodzicielstwa, upowszechniania i ochrony praw dziecka.
Źródło: www. rejestr.io/krs
Statut Fundacji na Rzecz Praw Ucznia – TUTAJ
A oto pierwszy komunikat ze strony nowopowstałej Fundacji:
Foto: www.mdkkolbuszowa.pl
Na portalu „mama:Du” zamieszczono w miniony wtorek artykuł Katarzyny Chudzik, zatytułowany „Są 2 szkolne przedmioty, które wpływają na inteligencję dzieci. Traktowane są jak zbędny balast”. Jako że nie jest on długi – zamieszczamy go w całości:
–Olbrzymim defektem polskiego systemu edukacji jest to, że zajęć związanych ze sztuką jest bardzo mało – powiedział jeden z najchętniej cytowanych w Polsce neurobiologów, prof. Jerzy Vetulani. I rację miał – muzyka i plastyka uchodzą za przedmioty, które zapychają i tak już przeładowany plan lekcji, a dziecko, które „po godzinach” uczy się grać na fortepianie, uchodzi za zadręczone XIX-wiecznymi wymaganiami snobistycznych rodziców.
Sztuka a umiejętność uczenia się
Zdaniem neurologów kontakt ze sztuką (a zwłaszcza uprawianie jej dziedzin związanych z występowaniem na scenie), pobudza mózg do pracy i kształtuje uwagę poznawczą. Oglądanie sztuk wizualnych aktywuje korę potyliczną, słuchanie muzyki pobudza płat skroniowy, a neurony w płatach czołowych stymulowane są przez doświadczanie literatury. Przyjemność, którą zyskujemy dzięki sztuce, wprawia nas w dobry nastrój, który również zwiększa elastyczność poznawczą i ułatwia twórcze rozwiązywanie problemów.
Źródło: www.kuratorium.lodz.pl
Dziś na stronie Radia Łódź znaleźliśmy poniższą informację:
Błędy w konkursie z j. angielskiego. Kurator zakwalifikował wszystkich do kolejnego etapu
Po serii skarg od rodziców uczniów oraz opinii ekspertów dotyczących błędów w etapie rejonowym konkursu z języka angielskiego dla szkół podstawowych, kurator postanowił zakwalifikować wszystkich uczestników do etapu wojewódzkiego.
Sprawa konkursu z języka angielskiego na poziomie rejonowym okazała się bulwersująca dla wielu rodziców uczniów szkół podstawowych. Nie tylko dlatego, że dopatrzono się wielu błędów w poleceniach testowych, co potwierdzili również eksperci z Instytutu Anglistyki Uniwersytetu Łódzkiego, ale ze względu na lukę w regulaminie. Wynika z niej, że gdy żaden z uczniów nie osiągnie wymaganego progu punktowego, do etapu wojewódzkiego nie awansuje nikt.
Teraz na jednej z podstron kuratorium pojawił się komunikat*, że kurator po zapoznaniu się z opinią niezależnych ekspertów postanowił dopuścić uczestników do etapu wojewódzkiego. Oznacza to, że w styczniu kolejną część konkursu napiszą wszyscy uczniowie, którzy przystąpili do etapu rejonowego.
Tymczasem podobne uwagi, jak w przypadku testu z języka angielskiego, rodzice zgłaszają odnośnie konkursów z historii i języka niemieckiego.
Źródło: www.radiolodz.pl
*Informację przekazaną przez „Radio Łódź” wzięliśmy za dobrą monetę i zaczęliśmy szukać rzeczonego komunikatu na stronie ŁKO:
Pod zakładką <Aktualności> – nie ma
Pod zakładka <Ewszystkie komunikaty> – nie ma
Pod zakładką <Konkursy, olimpiady, turnieje> – nie ma.
Może Szanowni Czytelnicy lepiej znają strukturę kuratoryjnej strony i odnajdą ten komunikat – będziemy wdzięczni za informację! [Redakcja OE]
Przed miesiącem Fundacja Centrum Edukacji Obywatelskiej zamieściła na YouTube film, będący zapisem webinarium, które odbyło się 30 października 2019 r. na temat „Dobry samorząd uczniowski”. Jego moderatorem był Michał Tragarz, a ekspertami: Agnieszka Wenda – Niepubliczna Szkoła Podstawowa im. J. Verne’a w Warszawie, Waldemar Howil – Szkoła Podstawowa nr 3 im. Noblistów Polskich w Gryfinie i Andrzej Wyrozemski – I LO z Oddziałami Integracyjnymi im. B. Limanowskiego w Warszawie.
Foto:screen z filmu na YoyTube[ www.youtube.com]
Uczestnicy webinarium. Siedzą, od lewej: Michał Tragarz, Agnieszka Wenda, Waldemar Howil i Andrzej Wyrozemski.
Oto informacja ze strony YouTube o treściach prezentowanych na tym filmie:
Jeśli chcielibyście wiedzieć – co to znaczy dobry samorząd uczniowski, czym powinien zajmować się samorząd uczniowski, z jakimi trudnościami stykają się osoby chcące rozbudzić uczniowską samorządność i jak można sobie z nimi radzić, od czego zacząć pracę nad szkolną demokracją i jakie małe kroki są w stanie ją rozbudzić, jak przekonać dyrekcję i grono pedagogiczne do dawania uczniom przestrzeni do działania oraz poznać przykłady dobrych praktyk ze szkół biorących udział w programie „Szkoła Demokracji”, to warto obejrzeć to webinarium. […]
Webinarium realizowane w ramach projektu „Zapewnienie dyrektorom i innym osobom pełniącym funkcje kierownicze w mazowieckich szkołach i przedszkolach wsparcia szkoleniowo-doradczego w zakresie przywództwa edukacyjnego w kształceniu kompetencji kluczowych uczniów poprzez system placówek doskonalenia nauczycieli” realizowany jest w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020 współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach działania 2.10 – Wysoka jakość systemu oświaty.” Projekt nr POWR.02.10.00-00-3010/17″
Plik z filmem „Samorząd uczniowski” (1h32’01„) – TUTAJ
‚
Źródło: www.youtube.com
Do dzisiaj umykał naszej uwadze zamieszczony na stronie „Gazety Prawnej” w minioną środę wywiad Artura Radwana z przewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży: „Stachowiak-Różecka: 8 tys. zł za wyższe pensum to bardzo dobra propozycja dla nauczycieli, do której warto powrócić”. Dziś to karygodne zaniedbanie naprawiamy i zamieszczamy fragment zapisu tej rozmowy oraz link do jej pełnej wersji:
Foto:Maciej Kulczyński[www.polskieradio.pl]
[…]
Artur Radwan: – Z wykształcenia jest pani nauczycielem pedagogiki specjalnej. Czy będąc przewodniczącą, a może w przyszłości ministrem, jest pani w stanie pogodzić interesy związków, nauczycieli, samorządów, uczniów i rodziców?
Mirosława Stachowiak-Różecka: – Na pewno jestem w stanie zrozumieć interesy i potrzeby wymienionych grup, dobrze je znam, bo sama byłam nauczycielem, samorządowcem, rodzicem, z wykształcenia jestem pedagogiem, a dzięki studiom doktoranckim mam kontakt ze środowiskiem naukowym.* Jako polityk zatem deklaruję, że – jak się pan wyraził – „pogodzenie interesów” tych wszystkich grup traktuję jako swój obowiązek.
AR: – Czyli nie miałaby pani problemu z likwidacją Karty nauczyciela i zastąpieniem jej nowoczesnym dokumentem?
M S-R: – Wszyscy wiemy, kiedy powstał ten dokument, był to okres stanu wojennego – styczeń 1982 r. Wprowadzenie go w tym czasie miało swoje cele. A dziś Karta nauczyciela jest instrumentem, który politycy wykorzystują przy okazji kampanii wyborczych, jedni postulują jej zniesienie, inni utrzymanie. A przecież nie w tym tkwi problem.
AR: – A pani po której stronie się opowiada?
M S-R: – Najważniejsze jest, by nauczyciele sami zrozumieli, że jest to ustawa, która wcale im nie służy ani ich nie chroni. Ale wyraźnie podkreślam: inicjatywa zmiany bądź likwidacji tego aktu prawnego leży po stronie nauczycieli. Nie warto jednak umierać za kartę. […]
Cały zapis rozmowy Artura Radwana z przewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży: „Stachowiak-Różecka: 8 tys. zł za wyższe pensum to bardzo dobra propozycja dla nauczycieli, do której warto powrócić” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/
*O meandrach wykształcenia pani poseł Stachowiak-Różeckiej „Gazeta Wrocławska” pisała już przed trzema laty: „Stachowiak-Różecka myślała, że ma wyższe wykształcenie. A to tylko ogólniak” – TUTAJ
Foto: screen z filmiku na fb [www.facebook.com/pawel.lecki]
Paweł Łęcki
W niedzielę 15 grudnia Paweł Łęcki – nauczyciel j. polskiego w II LO im. Bolesława Chrobrego w Sopocie, zamieścił na swym profilu fb tekst, który uznaliśmy za wart upowszechnienia – nie tylko wśród jego fejsbukowych znajomych. Oto ów post – bez skrótów:
Młodzi ludzie potrafią latać. Potrafią kochać, robić niesamowite rzeczy, angażować się społecznie, pomagać, osiągać, zdobywać.
Czasem też najebią się do nieprzytomności. Wezmą lek na kaszel bez kaszlu, bo ma właściwości odurzające. Wezmą leki psychotropowe rodzica. Zaryzykują seks.
Bo tak naprawdę młodzi ludzie niewiele różnią się od tak zwanych dorosłych. Trudno zrozumieć, dlaczego oczekujemy od nich czegoś innego niż od samych siebie, ludzi po trzydziestce, czterdziestce, pięćdziesiątce, a często i po setce czystej.
Biorąc pod uwagę, że dzieciaki z ósmej klasy spędzają w szkole więcej czasu niż ich rodzice w pracy, to w ogóle jest śmiesznie. Rodzice nie zawsze przynoszą pracę do domu, a uczniowie zawsze przynoszą pracę domową.
Rodzice i uczniowie uczą się elastyczności czasu. Doba zaczyna się rozciągać jak guma do żucia, a pierwsze fajki zaczynają się dość wcześnie. Papieros łagodzi niepokój. Nie każdy dorosły pali, nie każde dziecko zacznie. Ale rozwiązania są gotowe i podane na tacy. Nic, tylko brać.
Rodzice chcą zadowolić szefa, uczniowie egzaminatora. Po podstawówce muszą dostać się do dobrego liceum, rodzice muszą awansować. W liceum to w ogóle presja, bo matura i studia. Rzadko mówi się o tym, że egzaminy pisze nie tylko uczeń, ale i egzaminator. To tak jak w pracy. Narobisz się, ale menadżer wyższego szczebla uzna, że jednak nie wystarczająco.
Zaczniemy od fragmentów informacji z 22 listopada 2019 r.„10-letni szkolny „terrorysta”. Rodzice przestali posyłać dzieci do szkoły”, zamieszczonej na stronie Polsat News:
Sprawa dotyczy Szkoły Podstawowej nr 4 w Kołobrzegu. 10-latek bije, zastrasza i obmacuje inne dzieci. Problem z chłopcem mają także nauczyciele. […] Problemy z chłopcem były od czterech lat. Dotychczasowe spotkania wychowawcze nie dały efektów. Troje dzieci zmieniło szkołę.
Rodzice żądają przeniesienia agresywnego 10-latka do innej placówki. W obawie o bezpieczeństwo swoich dzieci, od wtorku nie posyłają ich do szkoły. Wcześniej uczniowie próbowali radzić sobie sami.[…]
Foto:screen z nagrania wypowiedzi[www.polsatnews.pl/wiadomosc/]
Bogusław Ogorzałek – Zachodniopomorski Wicekurator Oświaty.
Według kuratorium oświaty całościowo problem może rozwiązać tylko orzeczenie z poradni psychologicznej, które może dać podstawę do wprowadzenia indywidualnego kształcenia.
–O taki dokument występują rodzice i oni mają wyłączne prawo w kontaktach z poradnią – tłumaczy Bogusław Ogorzałek, zachodniopomorski wicekurator oświaty.[…]
Cała informacja „10-letni szkolny „terrorysta”. Rodzice przestali posyłać dzieci do szkoły” (w tym wideo: relacja reportera Polsat News ze Szkoły Podstawowej w Kołobrzegu) – TUTAJ
Źródło:www.polsatnews.pl
Okazuje się, ze Zachodniopomorski Wicekurator nie znał obowiązującego w takich przypadkach prawa. Można się o tym dowiedzieć na stronie portalu PRAWO.PL z artykułu, zatytułowanego „Można wystąpić do sądu, gdy rodzic odmawia zdiagnozowania dziecka”. Oto jego fragmenty – pogrubienia i podkreślenia w tekście – redakcja OE:
W sobotę wieczorem, po prawie miesięcznej przerwie, Kolega Jarosław Pytlak zamieścił na swym blogu nowy tekst. Nie da się ukryć, że jego tytuł jest adekwatny do treści tego obszernego posta, a zwłaszcza do zakładanej przez Autora reakcji środowiska – „Kij w mrowisku”.
Jak zwykle poniżej zamieściliśmy jedynie wybrane, subiektywnie, fragmenty tego tekstu, ingerując w jego graficzną postać naszymi podkreśleniami i pogrubieniami.
Kij w mrowisku
Od pewnego już czasu słychać było o planie wykorzystania potencjału fejsbukowej grupy „Ja,Nauczyciel’ka” do stworzenia nowego ruchu społecznego w oświacie, najpierw fundacji, a docelowo związku zawodowego. Ów materializujący się obecnie zamiar zyskał ostatnio szczególny rozgłos za sprawą wywiadu z Marcinem Korczycem, jednym z liderów przedsięwzięcia, jaki opublikowała w „Rzeczpospolitej” Anna Szulc. Nie chodzi bynajmniej o to, że zaistnienie na łamach „Rzepy” stanowi wyraz wejścia do informacyjnego mainstreamu, ale o konkretne stwierdzenie, które padło w tej rozmowie, że „nowa organizacja nie zamierza także zbyt mocno koncentrować się na obronie Karty Nauczyciela i pensum”.
W internecie zawrzało. Dość miękkie w gruncie rzeczy „nie zamierza (….) zbyt mocno” zostało powszechnie odebrane jako ogłoszenie na sztandarze zgody na likwidację Karty Nauczyciela, będącej bodaj największą świętością stanu nauczycielskiego. […]
Wypowiedź Marcina Korczyca została natychmiast powiązana ze słowami szefowej sejmowej komisji edukacji, posłanki PiS Mirosławy Stachowiak-Różeckiej, która stwierdziła, że „inicjatywa zmiany bądź likwidacji tego aktu prawnego leży po stronie nauczycieli. Nie warto jednak umierać za Kartę„. […]
Wszystkie zjawiska, które towarzyszą się wykluwaniu nowego związku zawodowego pracowników oświaty, budzą ogromne emocje. Jak zresztą wszystko w dzisiejszych czasach. Może warto jednak powściągnąć je na chwilę, sięgając po wsparcie ze strony rozumu.
Uważam, że powstanie nowej organizacji związkowej w oświacie jest zjawiskiem pozytywnym. Związek Nauczycielstwa Polskiego nie zdołał doprowadzić do zwycięskiego końca walki nauczycieli o poprawę ich sytuacji zawodowej. Oświatowa „Solidarność’ wręcz zhańbiła się pomocą udzieloną rządowi w pacyfikacji nauczycielskiego protestu. Oba te związki nie rokują obecnie żadnej nadziei na udział w jakimkolwiek przełomie. Być może nowa inicjatywa też nie, ale dlaczego nie spróbować?! […]
W dziedzinie edukacji władza od czterech lat działa jak taran, gwałcąc wszelkie standardy przyzwoitości. Jeśli potrzebuje listka figowego dla symulowania pozorów liczenia się ze środowiskiem nauczycielskim, ma pod ręką oświatową „Solidarność”, gotową podżyrować wszystko, czego Partia w danym momencie potrzebuje. Nie wierzę więc w spisek, w którym rząd wspiera nowy związek, aby pod pretekstem pochylenia się nad jego postulatami, dokonać korekt kursu, które mogłyby odwrócić dziejącą się już katastrofę oświatową. Nie ten rząd i nie ci ludzie, choć oczywiście skorzystają oni z okazji, by namieszać wśród nauczycieli. Czynią to jednak wystarczająco skutecznie nawet bez tej nowej inicjatywy, korzystając z niemocy społeczności nauczycielskiej, ich związków zawodowych oraz partii opozycyjnych, które wciąż jeszcze nie do końca pojmują, jakie znaczenie ma edukacja dla społeczeństwa.
Nie mam pretensji, że nowa organizacja jest gotowa rozmawiać z politykami, także z partii rządzącej. Nie podzielam poglądu „Wykrzyknika”, że należy czekać aż sytuacja w oświacie znormalnieje. Bo ta normalność sama nie przyjdzie. Próbujemy o nią walczyć różnymi metodami (sam brałem udział w dwóch think tankach edukacyjnych), a chwilowy brak efektów nie oznacza bezsensu takiej działalności.
Proponuję zatem nie osądzać „Ja, Nauczyciel’ki” za rzekomą czy nawet rzeczywistą postawę prorządową. ZNP i „Solidarność” miały już swoje szanse. Jeśli chcemy mieć szansę my, jako społeczeństwo, musimy wierzyć w sens aktywności obywatelskiej. Wliczając w to taką, która nie w całości mieści się w bańce naszych poglądów.
Ze swej strony muszę w tym miejscu zadeklarować, że nie podzielam części postulatów nowego ruchu. Szczególnie nie podoba mi się zamiar objęcia wszystkich nauczycieli, także szkół niepublicznych, dobrodziejstwami jednolitej regulacji zasad zatrudniania. Nie jestem też przekonany do idei samorządu zawodowego nauczycieli, choć z drugiej strony może to dobry pomysł, ale w pakiecie z przebudową całego systemu. A tego nie da się osiągnąć bez strącenia z piedestału Karty Nauczyciela. W tej szczególnej kwestii mój pogląd jest jeszcze bardziej radykalny niż ten, który zaprezentował Marcin Korczyc w wywiadzie dla „Rzepy”. Karta Nauczyciela w obecnej postaci jest kulą u nogi systemu oświaty. Co postaram się uzasadnić. […]
O tym, jak skutecznie Karta chroni na co dzień interesy nauczycieli mogą coś powiedzieć wychowawczynie przedszkoli, którym władza pożałowała dodatku za wychowawstwo, i żadna Karta Nauczyciela w tym nie przeszkodziła. Większość parlamentarna może uchwalić dzisiaj niemal dowolną zmianę w statusie nauczycieli, albo nowelizując samą Kartę, albo przemycając taką regulację w innej ustawie oświatowej. Historia ostatnich czterech lat dostarcza wielu przykładów. […]
Wg ZNP Karta „określa warunki pracy nauczycieli, ich obowiązki, prawa oraz precyzuje stopnie awansu zawodowego i wysokość wynagrodzenia nauczycieli”.
Cóż, na ile skutecznie to czyni, nauczyciele odczuwają na własnej skórze, w postaci mnożących się kontrowersji dotyczących czasu ich pracy i zakresu obowiązków, głodowej wysokości wynagrodzeń. Jeśli ustawa jest taka świetna, to dlaczego jest tak źle?! […]
„Dzisiejszą Kartę, od tej uchwalonej w 1982 r., dzielą lata świetlne – w ciągu 30 lat dokument był zmieniany ponad 60 razy”.
Dzięki temu zamiast 102 artykułów jest w niej 138, wiele z podpunktami sięgającymi granic alfabetu, a objętość tekstu zwiększyła się dwuipółkrotnie. Zamiast konstytucji zawodowej nauczycieli mamy ustawę-monstrum, nowelizowaną zawsze w interesie władzy, a nie pracowników.[…]
Nie jest misją związku zawodowego nauczycieli tworzenie wizji systemu oświaty. Nie dziwię się więc i nie mam pretensji do ZNP, że nie wnosi oryginalnych pomysłów w tej dziedzinie. Zresztą czasy autentycznie nie sprzyjają. Ale wielki związek zawodowy mógłby pokusić się o opracowanie i prowadzenie do debaty publicznej, tak obecnie ożywionej, jakiegoś nowego pomysłu zasad zatrudniania i wynagradzania nauczycieli, zamiast bronić archaicznej Karty niczym niepodległości. […]
Zanim ktoś zechce mnie zlinczować za zamach do nauczycielską świętość, proszę, niech przeczyta jeszcze raz to, co napisałem. Nie agituję za „Ja,Nauczyciel’ka” tylko uważam, że trzeba wystudzić emocje. Tym bardziej nie namawiam do wspierania obecnej władzy. Obecnym szefom resortu edukacji nie powierzyłbym nawet portmonetki z pieniędzmi na codzienne zakupy, a co dopiero losu milionów polskich uczniów i setek tysięcy nauczycieli. Ale nadzieję na odnowę upatruję, m.in. w poszukiwaniu nowych rozwiązań, a nie w uporczywej obronie starych, które z ducha pochodzą z zupełnie innej epoki!
Cały tekst „Kij w mrowisku” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Poprzedni „jubileusz” z okazji 250. felietonu obchodziłem 30 grudnia ubiegłego roku. Pisałem go wówczas w warunkach „kryzysu technicznego”, to znaczy w sytuacji, gdy mój „oswojony” od lat laptop marki Dell ostatecznie i definitywnie odmówił posłuszeństwa, i kiedy to – w okresie przed zakupem nowego – pracowałem na nieznanym mi, tymczasowym sprzęcie (i oprogramowaniu) zastępczym.
Oto – dla przypomnienia – fragment tamtego tekstu: „Felieton nr 250. Tekst, który powstał „z okazji” – na przekór przeciwnościom losu”:
Takie „okrągłe jubileusze” stają się zazwyczaj okazją do podsumowań dotychczasowego „dorobku” – w tym przypadku owych 250. felietonów mojego autorstwa. Przygotowując się do tego zadania szybko uznałem, że pójdę na „łatwiznę” i nie będę powracał do reasumpcji pierwszych dwustu felietonów, gdyż uczyniłem to już przy okazji fetowania Felietonu nr 200, którego publikacja wypadła także w grudniu, ale ub. roku. Zatytułowałem go „Jubileusz, czyli coś się kończy, coś się zaczyna”. Kto nie czytał, lub już zapomniał jego treść – zachęcam do lektury. [Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
W dalszej części przypomniałem, wybrane z następnych 49-u, dziesięć felietonów, które uznałem za warte przywołania – zobacz TUTAJ
A jakie felietony z ich ostatniej „czterdziestkidziewiątki” uważam za warte przywołania z okazji tej kolejnej już ich „okrągłej” liczby?
Analizując w porządku chronologicznym, wybrałem te oto:
1.Felieton nr 255. Jak próbowałem pozytywnie myśleć. I czy to się udało (3 lutego 2019)
2.Felieton nr 262. O szkolnych inkubatorach dobrych relacji – prawie esej (24 marca 2019)
3.Felieton nr 271. Celem powinna być sytuacja, w której rpd będzie każdy nauczyciel (26 maja 2019)
4.Felieton nr 280. Kto uzdrowi edukację? Politycy, teoretycy, czy jednak praktycy? (4 sierpnia 2019)
5.Felieton nr 283. Wielka klapa projektu tworzenia szkół branżowych. Przynajmniej w Łodzi {25 sierpnia 2019)
6.Felieton nr 297. O zaściankowej edukacji w pisowskim „państwie dobrobytu” (24 listopada 2019)
Niezależnie od tych „laureatów” minionego roku nie mogę nie przypomnieć felietonu nr 275 z 23 czerwca 2019 – „W 13-ą rocznicę „poczęcia” mojego nowego wcielenia”: Oto jego najbardziej dla mnie istotny fragment:
W gabinecie siedziało już Kierownictwo WSP in corpore, t. zn. Pani Kanclerz Cyperling i Pan Rektor Śliwerski. Oboje z poważnymi minami… Rozmowę rozpoczęła Kanclerz Cyperling, informując, że „zdecydowaliśmy, iż gazeta.edu.pl ruszy jeszcze przed początkiem nowego roku szkolnego, a tobie proponujemy, abyś był jej redaktorem naczelnym. I jest to propozycja nie do odrzucenia.”
Moje zaskoczenie było totalne! Po chwili oszołomienia odzyskałem mowę i zacząłem przedstawiać argumenty, przemawiające za tym, że nie mogę przyjąć tej zaszczytnej propozycji: że nigdy nie byłem nie tylko redaktorem czegokolwiek, ale w ogóle dziennikarzem, a poza trym (miałem nadzieję, że będzie to argument rozstrzygający) – nie mam zielonego pojęcia o cyfrowej technologii internetowego redagowania gazety! W odpowiedzi na to usłyszałem od rektora Śliwerskiego, że nie będą nikogo innego szukać do tej roli, bo jest to gazeta o edukacji, a ja jestem pedagogiem i byłym wieloletnim nauczycielem i dyrektorem szkoły, że mam dobre pióro, bo przecież pisałem wiele tekstów, które były zamieszczane w papierowej „Gazecie Edukacyjnej”. Ostateczne zdania, obalające moje zastrzeżenia wygłosiła Małgorzata Cyperling, która powiedziała, że wie doskonale, iż Julek przed zamknięciem kolejnego numeru GE zawsze konsultował się ze mną, że On, gdyby mógł teraz zabrać głos, to także powiedziałby, że tylko ty powinieneś kontynuować jego dzieło… A poza tym we wszystkich sprawach „technicznych” w pierwszym okresie będzie cię wspierał Piotr Sobczak (był dyrektorem działu PR w WSP). I oczekuję, że się zgodzisz. [Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
Przywołałem dziś fragment tamtego felietonu, gdyż właśnie to wydarzenie stało się początkiem nowej formy mojej edukacyjnej aktywności. Gdybym wtedy nie zdecydował się na podjecie tego wyzwania, gdybym systematycznie przez kolejnych 7 lat nie nie redagował „Gazety Edukacyjnej”, gdybym w konsekwencji tego nie został dostrzeżony przez inne, „papierowe” redakcje, które zaoferowały mi swe łamy (przede wszystkim była to „Gazeta Szkolna”, w której m. in. pisywałem cotygodniowe felietony, ale także „Głos Pedagogiczny”, „Kształcenie Zawodowe”), to latem 2013 roku (kiedy zmierzająca do upadku WSP zaprzestała wydawania GE) nie wpadłbym na pomysł aby wykupić domenę, nie zainwestowałbym w usługę hostingowa, i nie byłoby w Internecie od września 2013 roku „Obserwatorium Edukacji”. I nie byłoby dzisiaj trzechsetnego felietonu.
No właśnie! Pierwszy felieton, zamieszczony 4 września 2013 roku był pierwszym tekstem, którym zainaugurowałem zaistnienie w „sieci” OE. Po raz kolejny przypomnę złożoną tam deklarację:
Moją ambicją jest także dostarczenie czytelnikom ciekawych artykułów i interesujących felietonów, w których będzie można skonfrontować swoje refleksje i poglądy z ich autorami. „Obserwatorium Edukacji” będzie otwarte dla wszystkich, którzy zechcą podzielić się z innymi nie tylko swymi sukcesami w codziennej pracy w szkole, przedszkolu czy placówce oświatowo-wychowawczej, ale także refleksjami i opiniami na aktualne tematy z obszaru edukacji, którymi żyją nie tylko politycy i publicyści, ale przede wszystkim nauczyciele i wychowawcy praktycy.[Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
I to jest główny powód mojej niepełnej satysfakcji z minionych ponad sześciu lat redagowania tego informatora edukacyjnego – jak to co robię nazwano w Google. Tak niewiele było przez ten czas takich nauczycielek i nauczycieli, którzy chcieli podzielić się na stronie OE swoimi doświadczeniami, zrelacjonować co ciekawego dzieje się w ich przedszkolu czy szkole, napisać o swoich przemyśleniach, niepokojach i sukcesach.
Może jeszcze muszę popracować nad poszerzeniem informacji o istnieniu „Obserwatorium Edukacji”? Może nie zdobyłem jeszcze zaufania w środowisku eduzmieniaczy?
x x x
Pozostało mi jeszcze złożenie oświadczenia w sprawie formy tych felietonów – z myślą o przyszłości. Otóż nie po raz pierwszy oświadczam, że znam definicję felietonu: „Gatunek publicystyczny, krótki utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający punkt widzenia autora.”
Jednak nie jestem w stanie w pełni podporządkować się tej definicji. Zwłaszcza w tym aspekcie, że to „krótki utwór dziennikarski”. Trudno, ale będziecie musieli Szanowni Czytelnicy zaakceptować moją skłonność do rozwijania i pogłębiania tematów, do posługiwania się w wielu przypadkach techniką hipertekstu, do odchodzenia od formy felietonu w stronę eseju…
W zamian za to zobowiązuję się do podejmowania tematów ważnych, aktualnych, może nawet czasem kontrowersyjnych, „niepolitycznych”…
Bo jestem redaktorem i publicystą niezależnym. Bo najbardziej cenie sobie moją wolność wypowiedzi!
Włodzisław Kuzitowicz









