
29 grudnia na swym fejsbukowm profilu Tomasz Tokarz zamieścił metaforyczną refleksje o naszym systemie szkolnym, którą uznaliśmy za bardzo dobrą „kropkę nad i” naszych „tekstów o edukacji z innych źródeł”. Zamieszczamy ten post bez żadnych skrótów:
Foto: www.pl.depositphotos.com
Myśląc o szkole nasuwa mi się metafora drogi…
Myśląc o szkole nasuwa mi się metafora drogi. Dobrze jeśli rzeczywiście służy jej użytkownikom, jeśli prowadzi do miejsc, do których chcą dotrzeć, pomaga osiągać cele, jakie sobie założyli. Jeśli pozwala na szybkie i wygodne podróżowanie.
Mam jednak wrażenie, że w Polsce od wielu lat trwa remontowanie starej drogi, zbudowanej jeszcze w XIX w. Kiedyś była nowoczesna i funkcjonalna. Doskonale nadawała się dla wozów drabiniastych.
Urzędnicy wyznaczeni do kontroli drogi są przeciążeni – muszą wypełniać wciąż nowe papiery, rejestrujące szybkość i efektywność poruszania się po drodze. Ponieważ ogromnie dużo środków idzie na wytyczanie nowych odcinków i wymyślanie kryteriów pomiaru brakuje pieniędzy na odpowiednie wynagradzanie samych mierniczych. Ci są zmęczeni narzekaniami kierowców, którzy swój gniew kierują w stronę osób, z którymi mają bezpośredni kontakt.
Nic dziwnego, że wśród nadzorców ruchu pojawiają się opinie typu: „trzeba zwiększyć dyscyplinę, by kierowcy mniej narzekali na drogę i bardziej szanowali strażników”. Ci mniej autorytarnie nastawieni odpowiadają: „a może zamiast kar za zbaczanie, dawać nagrody za cierpliwe jeżdżenie!”, „może wprowadzić jakieś elementy gier, by zachęcić kierowców do bardziej posłusznego poruszania się”.
To ostatnia w tym 2019. roku niedziela, ostatni tegoroczny felieton. Tradycja nakazuje, abym pokusił się o moje refleksyjne podsumowanie tego – dla mnie jubileuszowego, bo obchodziłem 75. urodziny – roku. Ale nie to było na tyle ważnym wydarzeniem, aby o nim teraz pisać. Pamiętając o tym, że czytać to będą osoby, które zaglądają na tę stronę z powodów podejmowanej tu problematyki – będzie to moja wersja rocznego résumé wydarzeń, które miały jakiś (mniejszy lub większy) wpływ na nasze edukacyjne podwórko.
Jeszcze przed dokonaniem chronologicznego przeglądu wydarzeń wiedziałem jedno: zacznę od oświatowych skutków wyboru nowych europosłów. Nomen omen – w Dzień Matki – 26 maja odbyły się, już po raz czwarty, wybory do Parlamentu Europejskiego. To, że najwięcej głosów oddano w nich na kandydatów PiS nie jest tu najważniejszą informacją. Najbardziej istotną, przynajmniej w dniu ogłoszenia oficjalnych wyników głosowania, była informacja, że jedną z nowowybranych europosłanek została dotychczasowa minister edukacji Anna Zalewska. W okręgu 12. (woj, dolnośląskie i opolskie) oddano na nią 168 337 głosów.
Od tego momentu zaczęły się, już nie hipotetyczne jak przedtem, zgadywanki kto ją zastąpi w gmachu przy al. Szucha 25. Było sporo „przecieków z dobrze poinformowanych źródeł”, aż wszystko stało się jasne 4 czerwca, kiedy to Prezydent RP powołał Dariusza Piontkowskiego na urząd Ministra Edukacji Narodowej. Dziś mogę to skomentować jednym zdaniem: Jeśli ktoś miał nadzieje na zmiany, to się srodze zawiódł; ta zmiana personalna nie pociągnęła za sobą zmian merytorycznych, czy zwłaszcza systemowych, na lepsze. W mojej ocenie – w wielu aspektach raczej na gorsze. I do dziś nie żałuje, że informację o powołaniu nowego ministra edukacji zatytułowałem „Zamienił stryjek siekierę na kijek”.
O jesiennych wyborach do polskiego parlamentu nie ma powodu wspominać – dla polskich nauczycieli, uczniów i ich rodziców nie przyniosły one nic nowego.
Dzięki „Portalowi Samorządowemu”, na którym 27 grudnia zamieszczono informację: „System egzaminów zewnętrznych wciąż szwankuje. NIK najgorzej ocenił banki zadań i e-ocenianie” trafiliśmy do jej źródła, czyli na stronę Najwyższej Izby Kontroli i odnaleźliśmy tam komunikat, zatytułowany „NIK o systemie egzaminów zewnętrznych: jest lepiej, ale konieczne są dalsze usprawnienia”. Oto jego początkowe fragmenty (Podkreślenia i pogrubienia w tekście – redakcja OE):
W odpowiedzi na wyniki kontroli NIK z 2014 r. Centralna Komisja Egzaminacyjna podjęła działania, które przyczyniły się do usprawnienia systemu egzaminów zewnętrznych. Od 2015 r. wdrożono jednolitą procedurę wglądu do arkuszy egzaminacyjnych i weryfikacji prac uczniów, a od 2016 r. wprowadzany jest nowy sposób przygotowania arkuszy egzaminacyjnych. Jednak nadal nie funkcjonuje mechanizm pozwalający na porównywanie wyników egzaminów, brakuje też zasady weryfikacji wszystkich arkuszy egzaminacyjnych sprawdzonych w danej sesji przez egzaminatora, który błędnie sprawdził pracę. Fiaskiem okazały się dwa projekty, na które wydatkowano z budżetu państwa ponad 57 mln zł: e-ocenianie i banki zadań. […]
Źródło: www.nik.gov.pl
System egzaminów zewnętrznych w oświacie w 2014 r. był już przedmiotem kontroli NIK, której główne ustalenia wskazywały na liczne słabości systemu. Po kontroli NIK w 2014 r. Centralna Komisja Egzaminacyjna podjęła działania na rzecz poprawy działania systemu egzaminów zewnętrznych. Np. w 2015 r. wdrożono jednolitą procedurę wglądu do arkuszy egzaminacyjnych i weryfikacji prac uczniów, a rok później wprowadzono trzyletni cykl przygotowania arkuszy egzaminacyjnych z przedmiotów ogólnokształcących z podwójnym próbnym zastosowaniem zadań (standaryzacją). Ponadto w ocenianiu zadań otwartych Komisja zrezygnowała z podejścia analitycznego (opartego o ściśle określone kryteria) na rzecz holistycznego (bardziej elastycznego oceniania przez egzaminatora, uwzględniającego możliwość różnych podejść do rozwiązania zadania przez ucznia). Ponadto rozszerzono zakres dostosowania arkuszy do potrzeb uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Uregulowano też prawnie kwestię wglądu zdających w ocenione arkusze, m.in. umożliwiając zdającemu robienie notatek i zdjęć swojej pracy podczas wglądu. Poza tym w sytuacji wystąpienia przez zdającego z wnioskiem o weryfikację wyniku egzaminu, dyrektor okręgowej komisji egzaminacyjnej (oke) został zobowiązany do wyznaczenia do weryfikacji pracy innego egzaminatora niż ten, który sprawdzał i oceniał pracę. Wprowadzono też możliwość odwołania się osób przystępujących do egzaminu maturalnego oraz egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie od ustalonego przez dyrektora oke wyniku weryfikacji sumy punktów z egzaminu do Komisji Arbitrażu Egzaminacyjnego.
NIK docenia skuteczność działań Komisji związanych z przygotowaniem koncepcji egzaminu ósmoklasisty, informatorów i arkuszy egzaminu próbnego, tym bardziej, że były one podejmowane w okresie dynamicznych zmian w oświacie.
Jednak system egzaminów zewnętrznych nie jest nadal w pełni sprawny.
Przykro nam, ale musimy brutalnie przerwać świąteczną idyllę „kochajmy się”. Oto informacja, która nie mogła być niezauważona przez „Obserwatorium Edukacji”:
„Pensje w Polsce różnią się bardzo w zależności od branży. Co ciekawe nie dotyczy to wyłącznie doświadczonych pracowników, ale również osób bez żadnego stażu. Już wysokość pierwszej pensji może różnić się ponad dwukrotnie. Dzięki uprzejmości firmy Sedlak & Sedlak oraz portalu Wynagrodzenia.pl porównaliśmy dane o pensjach na początku pracy na kilkunastu popularnych stanowiskach. Zobacz, kto zarabia najlepiej:”
Źródło:www.fakt.pl
Powyższe informacje pochodzą z portalu FAKT24 i zostały tam zamieszczone 26 grudnia 2019 roku w materiale, zatytułowanym „Nauczyciel ma gorzej od kasjera! Mamy najnowsze dane o zarobkach Polaków”.
Źródło:www.fakt.pl
Komentarz redakcji:
Już tow. Władimir Iljicz Uljanow (Lenin) stwierdził, że „państwo policyjne to państwo, w którym policjant zarabia więcej od nauczyciela.” [WK]
„Niebo – ziemi, niebu – ziemia,
Wszyscy – wszystkim ślą życzenia...” *
Swojej „pani” życzą dzieci…
Zewsząd „miód” tych życzeń leci.
Więc dziś już najwyższa pora
Na życzenia redaktora:
Mając w pamięci me życzenia
Przed rokiem tutaj zamieszczone,
Życzę, bo Świat się wszak nie zmienia,
By teraz były też spełnione:
„Niech polityka nie przeszkodzi
W składaniu życzeń przy Wieczerzy.
Ci „z lewa”, „z prawa”, starzy, młodzi
Niech w swych życzeniach będą szczerzy!
Niech wszyscy wspólnie zaśpiewają
Że „Bóg się rodzi, moc truchleje…”
Nawet gdy przy tym poudają…
Że tak się stanie – mam nadzieję!”
Włodzisław Kuzitowicz
*Czerwone Gitary, „Dzień jeden w roku” – video clip – TUTAJ
Niechaj Czytelnicy wybaczą, ze jako pierwszy przykład organizowania szkolnych jasełek zamieścimy ten z Zespołu Szkół Budowlano-Technicznych im. Stefana Kopcińskiego w Łodzi. A powodem jest fakt, że to w tej szkole redaktor OE był w czwartek 19 grudnia gościem, zaproszony tam na spotkanie, jako były dyrektor tej szkoły. Oto jak wyglądało przedstawienie jasełkowe w wykonaniu uczniów szkoły technicznej:
Zdjęcia: Włodzisław Kuzitowicz
X X X
Ale to, zapewne, nie jedyny łódzki zespół szkół zawodowych, w którym uczniowie przygotowali jasełka. Odbyły się one, także 19 grudnia, w Zespole Szkół Rzemiosła im. J. Kilińskiego w Łodzi:
Foto: screen’y z filmu [www.youtube.com]
Jasełka Bożonarodzeniowe: ,,Wszelkie stworzenie śpiewaj Panu swemu!” – plik na YouTube – TUTAJ
Dzisiaj: w Łodzi (współrzędne geograficzne: 51.75 N 19.47 E) słońce wzeszło o 7:46, a zaszło o 15:33. Jeśli zwyciężą zwolennicy wprowadzenia po roku 2021, na stałe, tzw. „czasu letniego”, to za trzy lata 22 grudnia słońce wzejdzie w Łodzi, gdy na zegarach będzie godzina 8:46 (!), a zajdzie o 16:33 – ewentualnie obowiązującego wówczas czasu.
Już raz w moim felietonie (Nr 293 z 27 października) podjąłem ten problem, pisząc wówczas te słowa:
Kochani! Apeluje do Was – jeśli zastanowicie się nad konsekwencjami decyzji pozostawienia na zimę czasu letniego, że spowoduje to, iż w okolicach 20 grudnia słońce będzie wschodziło ok. godziny 8:45, (praktycznie dwie pierwsze lekcje w szkole przy sztucznym świetle!) – umocnijcie się w przekonaniu, że należy pozostawić czas zgodny z czasem astronomicznym, t.zn. że godzina 12-a będzie mniej więcej wtedy, gdy słońce jest najwyżej nad horyzontem, a wschód i zachód – symetrycznie, przed i po dwunastej. I starajcie się przekonać innych do pozostawienia czasu naturalnego, astronomicznego, czyli dziś określanego nazwą „zimowego” – już na zawsze….
Zaczynam także dzisiejszy felieton od tego tematu, gdyż piszę go w najkrótszym dniu roku i każdy może przetestować „organoleptycznie” jak by to było, gdyby przyszło nam żyć według czasu narzuconego przez urzędników, pozbawionych wyobraźni i wiedzy astronomicznej. Pomijam taki drobiazg, jak kilkuminutowe różnice, wynikające z położenia konkretnej miejscowości na globie (długość geograficzna). W przypadku Łodzi tak naprawdę astronomiczne południe, czyli moment, gdy słońce jest najwyżej nad horyzontem było dziś ok. godziny 11:40.
Dość o wschodach i zachodach słońca – nie mogę być posądzonym o to, że pod tym pretekstem robię uniki przed podjęciem tradycyjnego tematu z „oświatowej łączki”. A – szczerze pisząc – nie byłoby to bez powodu. Bo tak naprawdę to, obserwując prze ostatnie dwa tygodnie to nasze edukacyjne podwórko, nic tak mocno mnie nie poruszyło, żebym nie miał wątpliwości o czym mam napisać.
Nie znalazłem w sobie dość motywacji, aby komentować V kongres ŁTP (zamieszczone zdjęcie sali posiedzeń RMŁ mówi samo za siebie), także komentowanie zapowiedzi rejestracji kolejnego nauczycielskiego związku zawodowego „Ja, Nauczyciel’ka” byłoby nie na miejscu – po tym, co już na ten temat napisał Jarosław Pytlak w swym tekście „Kij w mrowisku”.
Z obszaru „wielkiej polityki” był wywiad z wywiad Artura Radwana z przewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, zatytułowany: „Stachowiak-Różecka: 8 tys. zł za wyższe pensum to bardzo dobra propozycja dla nauczycieli, do której warto powrócić”, ale uznałem, że to byłoby poniżej poziomu, do którego zobowiązałem się przed tygodniem.
Po takiej selekcji pozostał mi jeden temat, który pojawił się w tym czasie dwukrotnie, a który – w odniesieniu do jeszcze innych faktów, „chodzi” za mną już od 6 listopada, kiedy to przypadła druga rocznica rejestracji Fundacji „OSNOWA”. Tym tematem są inicjatywy młodych ludzi, którzy mają ambicje (aspiracje?) zaistnienia w szerszej niż szkolna, lokalna, skali.
Bezpośrednim bodźcem, który pobudził mnie do tych refleksji była informacja o zarejestrowaniu Fundacji na Rzecz Praw Ucznia, której założycielem i prezesem jest Mikołaj Wolanin. Przypomnę, że to jeden z trojga marszałków XXIII sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży (1 czerwca 2017 roku), którym został w wieku 15-u lat, kiedy był uczniem gimnazjum w Nowym Tomyślu. Zakładając fundację jest nadal osobą niepełnoletnią – przeto do czasu osiągnięcia przez niego pełnoletniości reprezentują go we wszystkich sprawach urzędowych jego „przedstawiciele ustawowi”.
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Zamieszczony, za „Dziennikiem Łódzkim”, kalendarz informuje o dniach bez zajęć lekcyjnych w szkołach, działających nie tylko w Łodzi i województwie, ale także w województwach: lubelskim, podkarpackim, pomorskim i śląskim.
Uwzględniając tę sytuacje, także i „Obserwatorium Edukacji” będzie w tych dniach redagowane w wersji „na pół gwizdka”. Oznacza to, że zamieszczany będzie co najwyżej jeden materiał dziennie, chyba, że nic godnego uwagi w tym czasie w obszarze edukacji się nie wydarzy. [WK]
Rys.Ireneusz Szuniewicz [www.warszawa.wyborcza.pl]
W czwartek 19 grudnia Jarosław Pytlak na swym blogu postem „X = 175” zareagował na tragiczne wydarzenie sprzed kilku dni – samobójstwo 11-letniego ucznia SP nr 175 w Warszawie. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:
Chciałbym, żeby przeprowadzono niezwykle staranne dochodzenie. Aby tragedia młodocianego samobójcy, ucznia Szkoły Podstawowej nr 175 w Warszawie, została dogłębnie wyjaśniona. Marzę, by problemem zajęła się powołana specjalnie w tym celu Komisja Badania Tragedii Szkolnych (KBTS), utworzona na wzór Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Gromadząca wybitnych specjalistów z zakresu pedagogiki, psychologii, socjologii, prawa i innych dziedzin, pomocnych w analizie sytuacji, która doprowadziła dziecko do targnięcia na własne życie.
Nie chodzi mi po prostu o wskazanie i ewentualne ukaranie winnych. Do tego posłuży śledztwo prokuratorskie, które być może znajdzie swój finał przed sądem. Marzę o postępowaniu prowadzącym – podobnie jak to ma miejsce w przypadku katastrof lotniczych – do wskazania słabości i błędów systemu, procedur i wyszkolenia ludzi, które w sumie doprowadziły do tragedii. Chciałbym, aby powstały wnioski i zalecenia, obligujące cały system szkolny do podjęcia określonych działań lub zaniechania istniejących praktyk, w celu ograniczenia niebezpieczeństwa powtórzenia się podobnej tragedii.
Chwilowo o sprawie wiadomo z obszernego artykułu Kacpra Sulowskiego, opublikowanego 18 grudnia w „Gazecie Wyborczej”. To jego lektura sprowokowała mnie do tych przemyśleń, a przytoczone poniżej w cudzysłowach tezy pochodzą z treści tej publikacji.
Chciałbym, żeby KBTS zbadała wszystkich świadków, którzy mogą coś wnieść do rozeznania przebiegu wydarzeń i przyczyn tragedii. Także dzieci, choć oczywiście w obecności rodziców i psychologa. Jeżeli potwierdzi się, że „wychowawczyni w klasach 1-3 motywowała ich [uczniów] do donoszenia na innych”, liczę, że KBTS ogłosi we wnioskach i zaleceniach, że takie metody pedagogiczne są niewłaściwe i nie mogą mieć miejsca w żadnej szkole. Zaproponuje też w jaki sposób uczniowie powinni zgłaszać swoje problemy nauczycielom – co może przecież być również uznane za formę donosu – biorąc pod uwagę, że nie mają dzisiaj niemal żadnej możliwości rozwiązywania swoich problemów między sobą, a co za tym idzie nabycia niezbędnej w życiu praktyki w tej dziedzinie. Jeżeli KBTS uzna za potrzebne napiętnowanie donoszenia na innych jako sposobu organizowania życia społecznego, potępi zapewne również praktykę rozmieszczania w szkołach „skrzynek dla sygnalistów” i prawo bezwarunkowo nakazujące dyrektorom donosić na nauczycieli do komisji dyscyplinarnych. W hierarchicznej strukturze systemu oświaty modele zachowań łatwo bowiem upowszechniają się z góry do dołu.
Kadr z klipu „Patointeligencja” rapera Maty – Michała Matczaka
Jeśli jeszcze tego nie widzieliście i nie słuchaliście – zróbcie to teraz – TUTAJ
Teraz jesteście już przygotowani do lektury fragmentów dwu materiałów, zaczerpniętych ze strony „Głosu Nauczycielskiego:
16 grudnia 2019
„Ten klip to krzyk rozpaczy”. Tak szkoła i środowisko oświatowe reaguje na „Patointeligencję” Maty
[…] Klip zaczyna się na dziedzińcu prestiżowego warszawskiego Liceum Batorego. Grupa chłopaków bluzach z logo liceum, kilku to świeżo upieczeni absolwenci tej szkoły. Sam Mata to ubiegłoroczny absolwent II LO im. Stefana Batorego. Chłopak spędził w tej szkole aż 6 lat, bo chodził tam i do gimnazjum. […]
Część środowiska związanego ze szkołą protestuje przeciw użyciu wizerunku gmachu przy ulicy Rozbrat i szkolnych bluz. Wicedyrektor II LO im Stefana Batorego Krzysztof Ściechowski (zastrzegając, że mówi we własnym imieniu) powiedział w „Gazecie Wyborczej”, że sam jestem „batorakiem” i jest oburzony.
„Gdybym oglądał klip od drugiej minuty, wszystko byłoby w porządku. Tekst jest krytyczny, owszem, ale to wyraz artystyczny. Natomiast zestawienie tego tekstu z wizerunkiem szkoły jest oburzające. Nikt nie został w Batorym złapany pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Nie spotkałem się z pozytywnym komentarzem ze strony absolwentów liceum. Chłopak, który występuje, jest dorosły, może robić, co chce, ale składał przyrzeczenie zobowiązujące do przestrzegania pewnych wartości” – stwierdził.
Innego zdania jest Dorota Jabłońska, psycholog: „Szkoła wymaga. Rodzice naciskają, uważają, że szkoła musi być >>dobra<< stawiają bardzo duże wymagania. Pytają, jakie studia, czy Oxfrod, czy Amsterdam. Są te piękne rzeczy, są wyjazdy, masa zajęć dodatkowych. Nie ma relacji. Młodzi ludzie są bardzo samotni. Ten klip to krzyk rozpaczy, ale też myślę, że to głos wielu młodych ludzi, zwłaszcza z rodzin, które są w tzw. wyższej klasie średniej. Świetna, bardzo smutna diagnoza sytuacji młodzieży”. […]
Źródło: www. glos.pl
x x x
19 grudnia 2019, także na stronie „Głosu Nauczycielskiego”, zamieszczono wywiad, jaki z Jarosławem Szulskim, byłym nauczycielem geografii w VI LO im. Tadeusza Reytana oraz II LO im. Stefana Batorego w Warszawie, który przeprowadził Jarosław Karpiński – ostatnio dziennikarz na:Temat. Materiał ten zatytułowano “‚Może to my jesteśmy chorzy, a nie oni’. Jarosław Szulski, b. nauczyciel w II LO im. Stefana Batorego o pokoleniu Maty”. Oto jego fragmenty:










