
Do dzisiaj umykał naszej uwadze zamieszczony na stronie „Gazety Prawnej” w minioną środę wywiad Artura Radwana z przewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży: „Stachowiak-Różecka: 8 tys. zł za wyższe pensum to bardzo dobra propozycja dla nauczycieli, do której warto powrócić”. Dziś to karygodne zaniedbanie naprawiamy i zamieszczamy fragment zapisu tej rozmowy oraz link do jej pełnej wersji:
Foto:Maciej Kulczyński[www.polskieradio.pl]
[…]
Artur Radwan: – Z wykształcenia jest pani nauczycielem pedagogiki specjalnej. Czy będąc przewodniczącą, a może w przyszłości ministrem, jest pani w stanie pogodzić interesy związków, nauczycieli, samorządów, uczniów i rodziców?
Mirosława Stachowiak-Różecka: – Na pewno jestem w stanie zrozumieć interesy i potrzeby wymienionych grup, dobrze je znam, bo sama byłam nauczycielem, samorządowcem, rodzicem, z wykształcenia jestem pedagogiem, a dzięki studiom doktoranckim mam kontakt ze środowiskiem naukowym.* Jako polityk zatem deklaruję, że – jak się pan wyraził – „pogodzenie interesów” tych wszystkich grup traktuję jako swój obowiązek.
AR: – Czyli nie miałaby pani problemu z likwidacją Karty nauczyciela i zastąpieniem jej nowoczesnym dokumentem?
M S-R: – Wszyscy wiemy, kiedy powstał ten dokument, był to okres stanu wojennego – styczeń 1982 r. Wprowadzenie go w tym czasie miało swoje cele. A dziś Karta nauczyciela jest instrumentem, który politycy wykorzystują przy okazji kampanii wyborczych, jedni postulują jej zniesienie, inni utrzymanie. A przecież nie w tym tkwi problem.
AR: – A pani po której stronie się opowiada?
M S-R: – Najważniejsze jest, by nauczyciele sami zrozumieli, że jest to ustawa, która wcale im nie służy ani ich nie chroni. Ale wyraźnie podkreślam: inicjatywa zmiany bądź likwidacji tego aktu prawnego leży po stronie nauczycieli. Nie warto jednak umierać za kartę. […]
Cały zapis rozmowy Artura Radwana z przewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży: „Stachowiak-Różecka: 8 tys. zł za wyższe pensum to bardzo dobra propozycja dla nauczycieli, do której warto powrócić” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/
*O meandrach wykształcenia pani poseł Stachowiak-Różeckiej „Gazeta Wrocławska” pisała już przed trzema laty: „Stachowiak-Różecka myślała, że ma wyższe wykształcenie. A to tylko ogólniak” – TUTAJ
Foto: screen z filmiku na fb [www.facebook.com/pawel.lecki]
Paweł Łęcki
W niedzielę 15 grudnia Paweł Łęcki – nauczyciel j. polskiego w II LO im. Bolesława Chrobrego w Sopocie, zamieścił na swym profilu fb tekst, który uznaliśmy za wart upowszechnienia – nie tylko wśród jego fejsbukowych znajomych. Oto ów post – bez skrótów:
Młodzi ludzie potrafią latać. Potrafią kochać, robić niesamowite rzeczy, angażować się społecznie, pomagać, osiągać, zdobywać.
Czasem też najebią się do nieprzytomności. Wezmą lek na kaszel bez kaszlu, bo ma właściwości odurzające. Wezmą leki psychotropowe rodzica. Zaryzykują seks.
Bo tak naprawdę młodzi ludzie niewiele różnią się od tak zwanych dorosłych. Trudno zrozumieć, dlaczego oczekujemy od nich czegoś innego niż od samych siebie, ludzi po trzydziestce, czterdziestce, pięćdziesiątce, a często i po setce czystej.
Biorąc pod uwagę, że dzieciaki z ósmej klasy spędzają w szkole więcej czasu niż ich rodzice w pracy, to w ogóle jest śmiesznie. Rodzice nie zawsze przynoszą pracę do domu, a uczniowie zawsze przynoszą pracę domową.
Rodzice i uczniowie uczą się elastyczności czasu. Doba zaczyna się rozciągać jak guma do żucia, a pierwsze fajki zaczynają się dość wcześnie. Papieros łagodzi niepokój. Nie każdy dorosły pali, nie każde dziecko zacznie. Ale rozwiązania są gotowe i podane na tacy. Nic, tylko brać.
Rodzice chcą zadowolić szefa, uczniowie egzaminatora. Po podstawówce muszą dostać się do dobrego liceum, rodzice muszą awansować. W liceum to w ogóle presja, bo matura i studia. Rzadko mówi się o tym, że egzaminy pisze nie tylko uczeń, ale i egzaminator. To tak jak w pracy. Narobisz się, ale menadżer wyższego szczebla uzna, że jednak nie wystarczająco.
Zaczniemy od fragmentów informacji z 22 listopada 2019 r.„10-letni szkolny „terrorysta”. Rodzice przestali posyłać dzieci do szkoły”, zamieszczonej na stronie Polsat News:
Sprawa dotyczy Szkoły Podstawowej nr 4 w Kołobrzegu. 10-latek bije, zastrasza i obmacuje inne dzieci. Problem z chłopcem mają także nauczyciele. […] Problemy z chłopcem były od czterech lat. Dotychczasowe spotkania wychowawcze nie dały efektów. Troje dzieci zmieniło szkołę.
Rodzice żądają przeniesienia agresywnego 10-latka do innej placówki. W obawie o bezpieczeństwo swoich dzieci, od wtorku nie posyłają ich do szkoły. Wcześniej uczniowie próbowali radzić sobie sami.[…]
Foto:screen z nagrania wypowiedzi[www.polsatnews.pl/wiadomosc/]
Bogusław Ogorzałek – Zachodniopomorski Wicekurator Oświaty.
Według kuratorium oświaty całościowo problem może rozwiązać tylko orzeczenie z poradni psychologicznej, które może dać podstawę do wprowadzenia indywidualnego kształcenia.
–O taki dokument występują rodzice i oni mają wyłączne prawo w kontaktach z poradnią – tłumaczy Bogusław Ogorzałek, zachodniopomorski wicekurator oświaty.[…]
Cała informacja „10-letni szkolny „terrorysta”. Rodzice przestali posyłać dzieci do szkoły” (w tym wideo: relacja reportera Polsat News ze Szkoły Podstawowej w Kołobrzegu) – TUTAJ
Źródło:www.polsatnews.pl
Okazuje się, ze Zachodniopomorski Wicekurator nie znał obowiązującego w takich przypadkach prawa. Można się o tym dowiedzieć na stronie portalu PRAWO.PL z artykułu, zatytułowanego „Można wystąpić do sądu, gdy rodzic odmawia zdiagnozowania dziecka”. Oto jego fragmenty – pogrubienia i podkreślenia w tekście – redakcja OE:
W sobotę wieczorem, po prawie miesięcznej przerwie, Kolega Jarosław Pytlak zamieścił na swym blogu nowy tekst. Nie da się ukryć, że jego tytuł jest adekwatny do treści tego obszernego posta, a zwłaszcza do zakładanej przez Autora reakcji środowiska – „Kij w mrowisku”.
Jak zwykle poniżej zamieściliśmy jedynie wybrane, subiektywnie, fragmenty tego tekstu, ingerując w jego graficzną postać naszymi podkreśleniami i pogrubieniami.
Kij w mrowisku
Od pewnego już czasu słychać było o planie wykorzystania potencjału fejsbukowej grupy „Ja,Nauczyciel’ka” do stworzenia nowego ruchu społecznego w oświacie, najpierw fundacji, a docelowo związku zawodowego. Ów materializujący się obecnie zamiar zyskał ostatnio szczególny rozgłos za sprawą wywiadu z Marcinem Korczycem, jednym z liderów przedsięwzięcia, jaki opublikowała w „Rzeczpospolitej” Anna Szulc. Nie chodzi bynajmniej o to, że zaistnienie na łamach „Rzepy” stanowi wyraz wejścia do informacyjnego mainstreamu, ale o konkretne stwierdzenie, które padło w tej rozmowie, że „nowa organizacja nie zamierza także zbyt mocno koncentrować się na obronie Karty Nauczyciela i pensum”.
W internecie zawrzało. Dość miękkie w gruncie rzeczy „nie zamierza (….) zbyt mocno” zostało powszechnie odebrane jako ogłoszenie na sztandarze zgody na likwidację Karty Nauczyciela, będącej bodaj największą świętością stanu nauczycielskiego. […]
Wypowiedź Marcina Korczyca została natychmiast powiązana ze słowami szefowej sejmowej komisji edukacji, posłanki PiS Mirosławy Stachowiak-Różeckiej, która stwierdziła, że „inicjatywa zmiany bądź likwidacji tego aktu prawnego leży po stronie nauczycieli. Nie warto jednak umierać za Kartę„. […]
Wszystkie zjawiska, które towarzyszą się wykluwaniu nowego związku zawodowego pracowników oświaty, budzą ogromne emocje. Jak zresztą wszystko w dzisiejszych czasach. Może warto jednak powściągnąć je na chwilę, sięgając po wsparcie ze strony rozumu.
Uważam, że powstanie nowej organizacji związkowej w oświacie jest zjawiskiem pozytywnym. Związek Nauczycielstwa Polskiego nie zdołał doprowadzić do zwycięskiego końca walki nauczycieli o poprawę ich sytuacji zawodowej. Oświatowa „Solidarność’ wręcz zhańbiła się pomocą udzieloną rządowi w pacyfikacji nauczycielskiego protestu. Oba te związki nie rokują obecnie żadnej nadziei na udział w jakimkolwiek przełomie. Być może nowa inicjatywa też nie, ale dlaczego nie spróbować?! […]
W dziedzinie edukacji władza od czterech lat działa jak taran, gwałcąc wszelkie standardy przyzwoitości. Jeśli potrzebuje listka figowego dla symulowania pozorów liczenia się ze środowiskiem nauczycielskim, ma pod ręką oświatową „Solidarność”, gotową podżyrować wszystko, czego Partia w danym momencie potrzebuje. Nie wierzę więc w spisek, w którym rząd wspiera nowy związek, aby pod pretekstem pochylenia się nad jego postulatami, dokonać korekt kursu, które mogłyby odwrócić dziejącą się już katastrofę oświatową. Nie ten rząd i nie ci ludzie, choć oczywiście skorzystają oni z okazji, by namieszać wśród nauczycieli. Czynią to jednak wystarczająco skutecznie nawet bez tej nowej inicjatywy, korzystając z niemocy społeczności nauczycielskiej, ich związków zawodowych oraz partii opozycyjnych, które wciąż jeszcze nie do końca pojmują, jakie znaczenie ma edukacja dla społeczeństwa.
Nie mam pretensji, że nowa organizacja jest gotowa rozmawiać z politykami, także z partii rządzącej. Nie podzielam poglądu „Wykrzyknika”, że należy czekać aż sytuacja w oświacie znormalnieje. Bo ta normalność sama nie przyjdzie. Próbujemy o nią walczyć różnymi metodami (sam brałem udział w dwóch think tankach edukacyjnych), a chwilowy brak efektów nie oznacza bezsensu takiej działalności.
Proponuję zatem nie osądzać „Ja, Nauczyciel’ki” za rzekomą czy nawet rzeczywistą postawę prorządową. ZNP i „Solidarność” miały już swoje szanse. Jeśli chcemy mieć szansę my, jako społeczeństwo, musimy wierzyć w sens aktywności obywatelskiej. Wliczając w to taką, która nie w całości mieści się w bańce naszych poglądów.
Ze swej strony muszę w tym miejscu zadeklarować, że nie podzielam części postulatów nowego ruchu. Szczególnie nie podoba mi się zamiar objęcia wszystkich nauczycieli, także szkół niepublicznych, dobrodziejstwami jednolitej regulacji zasad zatrudniania. Nie jestem też przekonany do idei samorządu zawodowego nauczycieli, choć z drugiej strony może to dobry pomysł, ale w pakiecie z przebudową całego systemu. A tego nie da się osiągnąć bez strącenia z piedestału Karty Nauczyciela. W tej szczególnej kwestii mój pogląd jest jeszcze bardziej radykalny niż ten, który zaprezentował Marcin Korczyc w wywiadzie dla „Rzepy”. Karta Nauczyciela w obecnej postaci jest kulą u nogi systemu oświaty. Co postaram się uzasadnić. […]
O tym, jak skutecznie Karta chroni na co dzień interesy nauczycieli mogą coś powiedzieć wychowawczynie przedszkoli, którym władza pożałowała dodatku za wychowawstwo, i żadna Karta Nauczyciela w tym nie przeszkodziła. Większość parlamentarna może uchwalić dzisiaj niemal dowolną zmianę w statusie nauczycieli, albo nowelizując samą Kartę, albo przemycając taką regulację w innej ustawie oświatowej. Historia ostatnich czterech lat dostarcza wielu przykładów. […]
Wg ZNP Karta „określa warunki pracy nauczycieli, ich obowiązki, prawa oraz precyzuje stopnie awansu zawodowego i wysokość wynagrodzenia nauczycieli”.
Cóż, na ile skutecznie to czyni, nauczyciele odczuwają na własnej skórze, w postaci mnożących się kontrowersji dotyczących czasu ich pracy i zakresu obowiązków, głodowej wysokości wynagrodzeń. Jeśli ustawa jest taka świetna, to dlaczego jest tak źle?! […]
„Dzisiejszą Kartę, od tej uchwalonej w 1982 r., dzielą lata świetlne – w ciągu 30 lat dokument był zmieniany ponad 60 razy”.
Dzięki temu zamiast 102 artykułów jest w niej 138, wiele z podpunktami sięgającymi granic alfabetu, a objętość tekstu zwiększyła się dwuipółkrotnie. Zamiast konstytucji zawodowej nauczycieli mamy ustawę-monstrum, nowelizowaną zawsze w interesie władzy, a nie pracowników.[…]
Nie jest misją związku zawodowego nauczycieli tworzenie wizji systemu oświaty. Nie dziwię się więc i nie mam pretensji do ZNP, że nie wnosi oryginalnych pomysłów w tej dziedzinie. Zresztą czasy autentycznie nie sprzyjają. Ale wielki związek zawodowy mógłby pokusić się o opracowanie i prowadzenie do debaty publicznej, tak obecnie ożywionej, jakiegoś nowego pomysłu zasad zatrudniania i wynagradzania nauczycieli, zamiast bronić archaicznej Karty niczym niepodległości. […]
Zanim ktoś zechce mnie zlinczować za zamach do nauczycielską świętość, proszę, niech przeczyta jeszcze raz to, co napisałem. Nie agituję za „Ja,Nauczyciel’ka” tylko uważam, że trzeba wystudzić emocje. Tym bardziej nie namawiam do wspierania obecnej władzy. Obecnym szefom resortu edukacji nie powierzyłbym nawet portmonetki z pieniędzmi na codzienne zakupy, a co dopiero losu milionów polskich uczniów i setek tysięcy nauczycieli. Ale nadzieję na odnowę upatruję, m.in. w poszukiwaniu nowych rozwiązań, a nie w uporczywej obronie starych, które z ducha pochodzą z zupełnie innej epoki!
Cały tekst „Kij w mrowisku” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Poprzedni „jubileusz” z okazji 250. felietonu obchodziłem 30 grudnia ubiegłego roku. Pisałem go wówczas w warunkach „kryzysu technicznego”, to znaczy w sytuacji, gdy mój „oswojony” od lat laptop marki Dell ostatecznie i definitywnie odmówił posłuszeństwa, i kiedy to – w okresie przed zakupem nowego – pracowałem na nieznanym mi, tymczasowym sprzęcie (i oprogramowaniu) zastępczym.
Oto – dla przypomnienia – fragment tamtego tekstu: „Felieton nr 250. Tekst, który powstał „z okazji” – na przekór przeciwnościom losu”:
Takie „okrągłe jubileusze” stają się zazwyczaj okazją do podsumowań dotychczasowego „dorobku” – w tym przypadku owych 250. felietonów mojego autorstwa. Przygotowując się do tego zadania szybko uznałem, że pójdę na „łatwiznę” i nie będę powracał do reasumpcji pierwszych dwustu felietonów, gdyż uczyniłem to już przy okazji fetowania Felietonu nr 200, którego publikacja wypadła także w grudniu, ale ub. roku. Zatytułowałem go „Jubileusz, czyli coś się kończy, coś się zaczyna”. Kto nie czytał, lub już zapomniał jego treść – zachęcam do lektury. [Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
W dalszej części przypomniałem, wybrane z następnych 49-u, dziesięć felietonów, które uznałem za warte przywołania – zobacz TUTAJ
A jakie felietony z ich ostatniej „czterdziestkidziewiątki” uważam za warte przywołania z okazji tej kolejnej już ich „okrągłej” liczby?
Analizując w porządku chronologicznym, wybrałem te oto:
1.Felieton nr 255. Jak próbowałem pozytywnie myśleć. I czy to się udało (3 lutego 2019)
2.Felieton nr 262. O szkolnych inkubatorach dobrych relacji – prawie esej (24 marca 2019)
3.Felieton nr 271. Celem powinna być sytuacja, w której rpd będzie każdy nauczyciel (26 maja 2019)
4.Felieton nr 280. Kto uzdrowi edukację? Politycy, teoretycy, czy jednak praktycy? (4 sierpnia 2019)
5.Felieton nr 283. Wielka klapa projektu tworzenia szkół branżowych. Przynajmniej w Łodzi {25 sierpnia 2019)
6.Felieton nr 297. O zaściankowej edukacji w pisowskim „państwie dobrobytu” (24 listopada 2019)
Niezależnie od tych „laureatów” minionego roku nie mogę nie przypomnieć felietonu nr 275 z 23 czerwca 2019 – „W 13-ą rocznicę „poczęcia” mojego nowego wcielenia”: Oto jego najbardziej dla mnie istotny fragment:
W gabinecie siedziało już Kierownictwo WSP in corpore, t. zn. Pani Kanclerz Cyperling i Pan Rektor Śliwerski. Oboje z poważnymi minami… Rozmowę rozpoczęła Kanclerz Cyperling, informując, że „zdecydowaliśmy, iż gazeta.edu.pl ruszy jeszcze przed początkiem nowego roku szkolnego, a tobie proponujemy, abyś był jej redaktorem naczelnym. I jest to propozycja nie do odrzucenia.”
Moje zaskoczenie było totalne! Po chwili oszołomienia odzyskałem mowę i zacząłem przedstawiać argumenty, przemawiające za tym, że nie mogę przyjąć tej zaszczytnej propozycji: że nigdy nie byłem nie tylko redaktorem czegokolwiek, ale w ogóle dziennikarzem, a poza trym (miałem nadzieję, że będzie to argument rozstrzygający) – nie mam zielonego pojęcia o cyfrowej technologii internetowego redagowania gazety! W odpowiedzi na to usłyszałem od rektora Śliwerskiego, że nie będą nikogo innego szukać do tej roli, bo jest to gazeta o edukacji, a ja jestem pedagogiem i byłym wieloletnim nauczycielem i dyrektorem szkoły, że mam dobre pióro, bo przecież pisałem wiele tekstów, które były zamieszczane w papierowej „Gazecie Edukacyjnej”. Ostateczne zdania, obalające moje zastrzeżenia wygłosiła Małgorzata Cyperling, która powiedziała, że wie doskonale, iż Julek przed zamknięciem kolejnego numeru GE zawsze konsultował się ze mną, że On, gdyby mógł teraz zabrać głos, to także powiedziałby, że tylko ty powinieneś kontynuować jego dzieło… A poza tym we wszystkich sprawach „technicznych” w pierwszym okresie będzie cię wspierał Piotr Sobczak (był dyrektorem działu PR w WSP). I oczekuję, że się zgodzisz. [Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
Przywołałem dziś fragment tamtego felietonu, gdyż właśnie to wydarzenie stało się początkiem nowej formy mojej edukacyjnej aktywności. Gdybym wtedy nie zdecydował się na podjecie tego wyzwania, gdybym systematycznie przez kolejnych 7 lat nie nie redagował „Gazety Edukacyjnej”, gdybym w konsekwencji tego nie został dostrzeżony przez inne, „papierowe” redakcje, które zaoferowały mi swe łamy (przede wszystkim była to „Gazeta Szkolna”, w której m. in. pisywałem cotygodniowe felietony, ale także „Głos Pedagogiczny”, „Kształcenie Zawodowe”), to latem 2013 roku (kiedy zmierzająca do upadku WSP zaprzestała wydawania GE) nie wpadłbym na pomysł aby wykupić domenę, nie zainwestowałbym w usługę hostingowa, i nie byłoby w Internecie od września 2013 roku „Obserwatorium Edukacji”. I nie byłoby dzisiaj trzechsetnego felietonu.
No właśnie! Pierwszy felieton, zamieszczony 4 września 2013 roku był pierwszym tekstem, którym zainaugurowałem zaistnienie w „sieci” OE. Po raz kolejny przypomnę złożoną tam deklarację:
Moją ambicją jest także dostarczenie czytelnikom ciekawych artykułów i interesujących felietonów, w których będzie można skonfrontować swoje refleksje i poglądy z ich autorami. „Obserwatorium Edukacji” będzie otwarte dla wszystkich, którzy zechcą podzielić się z innymi nie tylko swymi sukcesami w codziennej pracy w szkole, przedszkolu czy placówce oświatowo-wychowawczej, ale także refleksjami i opiniami na aktualne tematy z obszaru edukacji, którymi żyją nie tylko politycy i publicyści, ale przede wszystkim nauczyciele i wychowawcy praktycy.[Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl]
I to jest główny powód mojej niepełnej satysfakcji z minionych ponad sześciu lat redagowania tego informatora edukacyjnego – jak to co robię nazwano w Google. Tak niewiele było przez ten czas takich nauczycielek i nauczycieli, którzy chcieli podzielić się na stronie OE swoimi doświadczeniami, zrelacjonować co ciekawego dzieje się w ich przedszkolu czy szkole, napisać o swoich przemyśleniach, niepokojach i sukcesach.
Może jeszcze muszę popracować nad poszerzeniem informacji o istnieniu „Obserwatorium Edukacji”? Może nie zdobyłem jeszcze zaufania w środowisku eduzmieniaczy?
x x x
Pozostało mi jeszcze złożenie oświadczenia w sprawie formy tych felietonów – z myślą o przyszłości. Otóż nie po raz pierwszy oświadczam, że znam definicję felietonu: „Gatunek publicystyczny, krótki utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający punkt widzenia autora.”
Jednak nie jestem w stanie w pełni podporządkować się tej definicji. Zwłaszcza w tym aspekcie, że to „krótki utwór dziennikarski”. Trudno, ale będziecie musieli Szanowni Czytelnicy zaakceptować moją skłonność do rozwijania i pogłębiania tematów, do posługiwania się w wielu przypadkach techniką hipertekstu, do odchodzenia od formy felietonu w stronę eseju…
W zamian za to zobowiązuję się do podejmowania tematów ważnych, aktualnych, może nawet czasem kontrowersyjnych, „niepolitycznych”…
Bo jestem redaktorem i publicystą niezależnym. Bo najbardziej cenie sobie moją wolność wypowiedzi!
Włodzisław Kuzitowicz
Wczoraj w łódzkim „Gastronomiku” odbyła się kolejna, już piąta, Kawiarenka Metodyczna Budzących się Polonistów. Jak widać na zdjęciu – uczestniczyły głównie polonistki, polonista był jeden.
Tym razem „daniem dnia” była oferta koleżanki Joanna Heftowicz (po lewej stronie za biurkiem) – nauczycielki j. polskiego w Szkole Podstawowej im. Jana Kochanowskiego w Grabowie k. Łęczycy, która podzieliła się swymi pomysłami na wykorzystywanie technologii informacyjno-komunikacyjnej (TIK) w lekcjach języka polskiego.
Nie przypadkiem to właśnie ona była mentorką tego spotkania. Od dawna znana jest w środowisku nauczycieli, nie tylko j. polskiego, jako pasjonatka gamifikacji w nauczaniu, przede wszystkim jako autorka bloga „Polonistka przy tablicy”, na którym prezentuje nietuzinkowe pomysły na przeprowadzenie lekcji języka polskiego. Można także korzystać z jej propozycji metodycznych na stronie „Polonistyka”, na której prowadzi „Praktyczny Przewodnik Nauczyciela”.
Szkoda, że tak niewiele osób uczących w łódzkich (i nie tylko) szkołach języka polskiego zdecydowało się uczestniczyć w tym spotkaniu.
Na podstawie materiałów
dostępnych w Internecie
zredagował Włodzisław Kuzitowicz
10 grudnia 2019 r. Marta Jermaczek-Sitak udostępniła na fanpage „Szkoła Minimalna” link do nagrania 1. części wykładu Marshalla Rosenberga – Podstawy NVC, poprzedzając to takim tekstem:
Screen z filmy na YoyTube [www.youtube.com]
Marshall Rosenberg podczas wykładu „Podstawy NVC”
Oglądałam wczoraj ze znajomymi pierwszą część wprowadzenia do Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga. Bardzo zresztą polecam – link poniżej, są polskie napisy.
Ale zwróciłam uwagę na jedną rzecz.
W pewnym momencie Marshall wspomina tam nazistowskiego zbrodniarza, Adolfa Eichmanna, który zapytany, czy łatwo było mu wysyłać setki tysięcy ludzi na śmierć, odpowiedział, że łatwo, a umożliwiał mu to szczególny język – Ammtsprache, język urzędowy. Język, który zdejmuje z nas odpowiedzialność i przerzuca ją na NICH. Gdzieś tam są ONI, którzy nie dają nam wyboru.
Piszę o tym, bo szczególnie w dyskusji o szkole bardzo często posługujemy się tym językiem.
Musiałem.
Takie były rozkazy.
Wykonywałem rozkazy przełożonych.
Nie miałem wyboru.
Tak mówi prawo.
Tak mówi statut szkoły.
Przecież muszą zdać egzamin.
Dyrektor tego ode mnie wymaga.
Jeśli się nie podporządkuję, stracę premię.
Jeśli będę robić po swojemu, nie awansuję.
Jeśli tego nie zrobię, będę miał nieprzyjemności.
Muszę tak robić, bo taki mamy system.
Wszystko przez podstawę programową.
Muszę stawiać oceny, bo tego ode mnie wymagają rodzice.
Muszę to robić, bo tak jest w rozporządzeniu.
Źródło:www.facebook.com/groups/
Część 1. wykładu Marshalla Rosenberga – Podstawy NVC (Porozumienie Bez Przemocy) (16’44”) – YouTube – TUTAJ
Dziś na „Portalu Samorządowym” zamieszczono wywiad z Ryszardem Proksą – przewodniczącym KSAOiW NSZZ „Solidarność”. Oto fragmenty tej rozmowy, prowadzonej przez Bogdana Bugdalskiego:
Foto: Tysol.pl[www.radiomaryja.pl]
Ryszard Proksa – przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”
Bogdan Bugdalski” – W najnowszych wypowiedziach medialnych minister Dariusz Piontkowski stwierdził, że dochodzenie wynagrodzeń do średniego wynagrodzenia w kraju to proces, który może potrwać kilka lat. Czy jako związek jesteście w stanie to zaakceptować?
Ryszard Proksa: – […] Żądamy realizacji porozumienia z rządem z 7 kwietnia 2019 r., mimo tych politycznych zawirowań, które towarzyszyły minionym miesiącom. Chcemy, żeby najpierw powstał system, a potem dyskutujmy o tym, czy ma być on wdrożony od razu, czy sukcesywnie. To musi być plan, do którego dążymy. Musimy zrobić tzw. mapę drogową, czyli ustalić, w jakim czasie widzimy możliwość realizacji w 100 proc. wszystkich postulatów.[…]
To jaka ma być ta perspektywa? Chcecie, żeby nowy system wynagradzania był już wdrożony w 2021 roku?
Jest z tym problem i to duży, bo straciliśmy pół roku. Stąd nasze niezadowolenie. Powinniśmy powiedzieć: co nas to obchodzi, że były wybory i zmiana ministra, ale chcieliśmy to jakoś logicznie poustawiać, nie naciskać. […] Minister deklaruje, że będzie chciał zrealizować porozumienie, dlatego musimy mu dać trochę czasu. Ale nie możemy tego czasu wyciągać w nieskończoność. To nie jest guma do żucia.
Ostatnio minister Piontkowski podał ten harmonogram: do końca 2020 r. zespół dokona uzgodnień, wiosną 2021 r. przedłoży zaś kompleksową propozycję zmian Sejmowi. Czy to oznacza, że zgodzicie się na perspektywę podwyżek od 2022 r.?
Co to, to nie! Jeżeli to tak długo ma trwać, to ja rozumiem, że już budżet 2021 uwzględni te zmiany. Inaczej, to następny rok mamy w plecy. We wrześniu i październiku 2020 r. powinniśmy już finalizować poglądy, jak ten system ma wyglądać. Po to, żeby w budżecie na 2021 r. pokazały się pieniądze na nasze pomysły.
Cały wywiad „Nie chcą czekać na podwyżki do 2022 roku. ‚Będziemy się awanturować’” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
28 listopada odbyło się, zorganizowane przez fundację Centrum Edukacji Obywatelskiej, webinarium „SZKOŁA DLA INNOWATORA”. Polecamy plik z nagraniem:
Screen z nagrania [www.youtube.com]
Uczestnicy webinarium
Rozmawiamy o: – szkole rozwijającej kompetencje proinnowacyjne, – projektach i działaniach, – jak projekt może zmienić szkołę, – doświadczeniu ekspertek: jak w mojej szkole kształcę kompetencje proinnowacyjne – korzyściach i wyzwaniach związanych z udziałem w projekcie – o rekrutacji
Prowadzący i ekspertki:
Jędrzej Witkowski – prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej, z CEO związany od 2005 roku. Przygodę z fundacją zaczynał jako wolontariusz i animator w programie Młodzi obywatele działają. Koordynował projekty z zakresu edukacji obywatelskiej i wyborczej, samorządności uczniowskiej oraz edukacji globalnej. Przez kilka lat kierował działem programów młodzieżowych, od 2013 członek zarządu CEO, od 2018 roku prezes zarządu. Autor lub współautor materiałów edukacyjnych, kursów e-coachingowych, scenariuszy zajęć i podręczników (m.in. Kształcenie obywatelskie w szkole samorządowej, Edukacja globalna w szkole, Cały świat w klasie, Przewodnik dla opiekunów samorządów uczniowskich, Młody obywatel). Jako trener pracuje z nauczycielami, doradcami metodycznymi, wydawcami podręczników i przedstawicielami organizacji pozarządowych. Autor lub współautor kilku opracowań naukowych na temat edukacji globalnej i edukacji obywatelskiej. Chce, aby CEO wspierało szkoły w tłumaczeniu młodym ludziom, jak funkcjonuje otaczający ich świat i jak zwykli ludzie mogą go zmieniać.
Sylwia Żmijewska-Kwiręg – członkini zarządu Centrum Edukacji Obywatelskiej, autorka, trenerka, pracowniczka i działaczka środowiska NGO. W CEO pracuje od 2001 roku (początkowo na stanowisku koordynatorki, później szefowej działu programów edukacji obywatelskiej i ekonomicznej). Współautorka i redaktorka programu nauczania i podręcznika do wiedzy o społeczeństwie (seria KOSS), programu nauczania do ekonomii w praktyce, publikacji metodycznych dla nauczycieli realizujących projekty edukacyjne, scenariuszy zajęć, programów warsztatów i artykułów o tematyce obywatelskiej. Inicjatorka i dyrektorka merytoryczna programu „Nauczycielka I klasa” kierowanego do nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, realizowanego we współpracy przez CEO i Fundację Szkoła z klasą.
Oktawia Gorzeńska – Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 8 w Gdyni. Członkini rady programu Szkoła dla innowatora; dyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 8 w Gdyni – Pomorskiej Szkoły Ćwiczeń i Flagowej Szkoły Microsoft. Współinicjatorka oddolnego ruchu #wiosnaedukacji wspierającego polskie szkoły i nauczycieli we wdrażaniu zmian w swoich placówkach. Autorka bloga edukacyjnego promującego wartość zmiany metod i form pracy, a także budowania nowatorskiej kultury działania placówek edukacyjnych.
Ewa Radanowicz – Szkoła Podstawowa w Radowie Małym. Członkini rady programu Szkoła dla innowatora; Dyrektor Szkoły Podstawowej w Radowie Małym, zarządzanej wg autorskiego programu, która w 2016 r. została członkiem międzynarodowej sieci Ashoka Changemaker Schools. Opracowała model szkoły, w której praca w pracowniach tematycznych pozwala na codzienne kształtowanie u uczniów i nauczycieli postaw i kompetencji przyszłości, w tym również proinnowacyjnych. Przyjeżdżają do niej ludzie z całej Polski, by zobaczyć, uczyć się i uwierzyć, że można.
Plik z rejestracją webinarium – YouTube (1h24’37”) – TUTAJ
Źródło: www.youtube.com
Foto: Monika Pawlak[www.uml.lodz.pl]
Spotkanie z uczniami XVIII LO w Łodzi na temat zatrudnienia
O lokalnych formach wsparcia dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy rozmawiali z uczniami XVIII Liceum Ogólnokształcącego wiceprezydent Małgorzata Moskwa-Wodnicka oraz dyrektorzy: Piotr Bors z Biura Promocji Zatrudnienia i Krzysztof Barański z Powiatowego Urzędu Pracy. Spotkanie zorganizowano w ramach Unijnego Dialogu Młodzieżowego odbywającego się w ramach projektu Erasmus+.
-Łódzki samorząd od dawna wspiera młodych ludzi poczynając od stypendiów dla wyróżniających się uczniów aż po stypendia, staże, praktyki i wiele innych ciekawych form wsparcia organizowanych w ramach programu Młodzi w Łodzi- – mówiła wiceprezydent Małgorzata Moskwa-Wodnicka, tłumacząc: – Program jest dedykowany studentom, a ma zachęcać do studiowania, a później pozostania w naszym mieście. Zachęcam też do zapoznania się z ofertami Urzędu Pracy, który realizuje szereg projektów aktywizacyjnych i aktywnie wspiera młodych ludzi.
Płatne staże wakacyjne u 450 pracodawców, praktyki w ponad 600 firmach, stypendia dla wyróżniających się studentów i doktorantów, szkolenia podnoszące kwalifikacji to najważniejsze, ale nie jedyne działania oferowane w ramach programu Młodzi w Łodzi.










