Oto trzy teksty, które w ostatnich dniach „wpadły nam w oko” na feksbukowym profilu Tomasza Tokarza:

 

 

25 września godz. 10:00

 

Podczas moich inspirujących lekcji zadałem sobie pytanie: a czy nie jest tak, że po prostu robisz to, co sam uważasz za ważne – bo się na tym dobrze znasz.

 

Dlatego kolejne trzy bloki wybrali sobie uczniowie.

 

Czego chcecie się się dowiedzieć? Padły trzy propozycje:

 

-Chiny: jak to się stało, że stały się potęgą.

-Konflikty na Dalekim Wschodzie: Japonia, Korea, Wietnam

-Kultura nordycka. Wikingowie. Jak nawiązywano do tego w III Rzeszy. I jak do tego się nawiązuje w kulturze popularnej

 

No i teraz już moje zadanie. Jak o tym opowiedzieć, by pokazać główne elementy tematów i zrealizować jak najwięcej punktów podstawy programowej. Ale wcześniej dostali zadanie domowe. Obejrzeć:

 

-Czas Apokalipsy i Pluton

-dwa pierwsze sezony Wikingów

-może jeszcze „Kwiaty wojny”…

 

A Wy? Jakie tematy Wam by podpasowały?

 

 

25 września godz 23:14

 

Dlaczego nie jestem przeciwnikiem egzaminów?

 

Egzamin – to po prostu sprawdzian czyjejś wiedzy lub umiejętności. Celem egzaminu jest sprawdzenie, czy dana osoba osiągnęła kompetencje pozwalające na podjęcie pewnej działalności (np. egzamin na prawo jazdy czy egzamin zawodowy).

 

Egzamin maturalny sprawdza czy absolwent posiada kompetencje pozwalające na studiowanie na poziomie wyższym (zaawansowanym). Weryfikuje, czy posługuje się językiem, który wymagany jest na tych studiach (polskim, angielskim czy językiem matematyki). Jak je dobrze znasz, jeśli się nim posługujesz na co dzień – to dobrze zdasz egzamin.

 

Np. z języka polskiego egzamin sprawdza, czy uczeń rozumie tekst, umie wyszukiwać w nim potrzebne informacje, przetworzyć je i zinterpretować. Jest to absolutnie niezbędne, by rozumieć co się czyta, aby rozumieć teksty analizowane na studiach. To nie jest egzamin ze znajomości danych – one się mogą przydać, ale można sobie poradzić bez nich.

 

Czy egzaminy są potrzebne? Zależy do czego. Zdecydowana większość rzeczy, która stanowi podkład moich szkoleń i działań, nie została przez nikogo weryfikowana przez żaden egzamin. Pisałem wiele egzaminów — ale żaden nie sprawdzał tego, czy poradzę sobie w pracy i życiu. Bo nie po to są egzaminy. One służą mierzeniu rzeczy, które można zmierzyć.

 

Nie oznacza to, że egzaminy nie mają sensu. Są dobrym rozwiązaniem dla niepokornych osób, które np. chcą ominąć tradycyjną ścieżkę kształcenia. Pozwalają na obejście szkolnych wymogów – które nie służą jego rozwojowi. Zamiast systematycznie uczęszczać na lekcje można pójść na skróty – zdajesz egzamin. Dzięki egzaminowi można zneutralizować naciski stawiane przez szkoły, które nie rozumieją swojej zasadniczej misji.

 

Przygotowując się do egzaminu nie wchodzisz w zależności, nie bawisz się w strategie przetrwania. Nie musisz walczyć o stopnie przez podporządkowanie się nastrojom nauczyciela. Nie musisz się mu podlizywać. Uczysz się na własnych warunkach.

 

Są jasne, proste zasady. Zdajesz sprawiedliwy, zalgorytmizowany test – sprawdzany przez zewnętrznego egzaminatora.

 

Zauważmy, że egzamin nie jest obowiązkowy. Nie ma przymusu zdawania – tak jak nie ma przymusu zdawania egzaminu na prawo jazdy. Zdaje, kto chce.

 

Przygotowanie do egzaminu nie wyklucza się z dobrem ucznia. Zasadniczym celem szkoły nie jest oczywiście przygotowanie do egzaminu. Jest nim odpowiadanie na rozwojowe potrzeby i aspiracje ucznia. Natomiast – jeśli okaże się uczeń ma aspiracje, warunkiem realizacji których jest zdanie egzaminu – to zadaniem szkoły jest wspieranie go na tej drodze czyli pomoc w przygotowaniu go do egzaminu.

 

Egzaminów powinno być więcej i bardziej dostępne dla uczniów. Egzamin maturalny powinien wyglądać jak egzamin na prawo jazdy. Tzn. uczeń zdaje wybrany przedmiot w dowolnym terminie (nawet w młodszej klasie), poza szkołą, wtedy kiedy uważa że jest nauczony i przygotowany i kiedy ten egzamin jest mu potrzebny do czegoś (studia). A jak nie zda, może go poprawiać do skutku. Nie widzę także przeszkód, aby uczeń miał mieć prawo przystąpić do egzaminu maturalnego już po ukończeniu szkoły podstawowej.

 

Można potraktować egzamin jako wyzwanie projektowe, z którym mierzy się uczeń, wgryzając się w istotę wyzwania, rozdzielając zadania, planując konkretne etapy i wzajemnie się wspierając pod kierownictwem doświadczonego trenera.

 

Młodzież otrzymuje prosty komunikat: „Chcecie iść na studia, to maturę trzeba dobrze zdać. Zatem działamy. Jest plan, to go realizujemy”. Jest wyzwanie — jak w życiu, nie udawajmy, że go nie ma. I to wpływa mobilizująco. W dobrej atmosferze, przez wyzwania, tutorskie wsparcie uczniowie sprawnie radzą sobie z wyzwaniami.

 

Dlatego – nie bójmy się egzaminów. Potraktujmy je jako szansę, by uchronić się przed przymusem szkolnym.

 

 

27 września

 

Nie wiem, czy wszyscy zauważają jak bardzo indoktrynacyjna jest obecna edukacja historyczna.

 

Ona realnie wrzuca ludziom do głowy gotowe przekonania.

 

I nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy.

 

Np. takie, że państwo polskie jest koniecznie potrzebne.

 

A na przykład śląskie nie jest.

 

Albo, że dobry król to taki, który umacniał władzę centralną, a zły to taki, który osłabiał.

 

Albo że my wszyscy od Mieszka.

 

Albo, że rozbiory były złe. A dlaczego były złe? No bo… Polacy nie mogli żyć w jednym państwie. Anglicy w tym czasie żyli w kilkunastu różnych państwach. W USA na przykład. Mnóstwo Polaków, Włochów i Irlandczyków żyło w USA. Dlaczego mieszkanie w USA było ok, a już mieszkanie w Galicji nie ok?

 

Wkładają nam do głowy różne opowieści jak w „Incepcji”

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE

 



Zostaw odpowiedź