Gdyby nie to, że od czasu do czasu odwiedzamy fejsbukowy profil Koleżanki Dyrektor Ewy Morzyszek-Banaszczyk, nie wiedzielibyśmy o istnieniu w Łodzi Instytutu Spraw Obywatelskich, nie dowiedzielibyśmy się, że jest on wydawcą internetowego „Tygodnika Spraw Obywatelskich”, ani nie mielibyśmy szansy zapoznania się z jego kolejnym Nr 66/(14) 2021 z 6 kwietnia tego roku, w którym opublikowano tekst, tak oto zapowiedziany:

 

Z prof. Bogusławem Śliwerskim rozmawiamy o społeczeństwie bez szkoły, postulatach Ivana Illicha i edukacji domowej.

 

Rozmówcą Profesora był Max Fojtuch – absolwent filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Gdańskim, a także kierunku wschodoznawstwo na UAM w Poznaniu oraz rozwoju międzynarodowego na University of Birmingham (Wielka Brytania).

 

Poniżej publikujemy tylko kilka początkowych fragmentów zapisu tej rozmowy, zachęcając Czytelniczki i Czytelników OE, którzy tego tekstu jeszcze nie poznali (dzięki Fecebook’owi), aby kliknęli zamieszczony link i przeczytali cały wywiad. Naprawdę warto:

 

 

 

Panie Profesorze, jakie były główne założenia przez Ivana Illicha kontrowersyjnej koncepcji „odszkolnienia szkół”?

 

Prof. Bogusław Śliwerski: Illich już 60 lat temu stwierdził, że szkoły na Zachodzie muszą zostać wymyślone na nowo – szkoła nie może być taką, jaką była wtedy i jaką jest dzisiaj. Istniały trzy przesłanki takiego myślenia.

 

Pierwsza przesłanka to zapewnienie wszystkim, którzy chcą się uczyć, prawa do korzystania z dostępnych zasobów edukacyjnych w każdym momencie ich życia. […]

 

Drugi postulat to upoważnienie i stworzenie narzędzi dla wszystkich, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą i umiejętnościami, by wyszukiwali tych, którzy chcą się od nich uczyć. […]

 

Trzeci postulat zakładał, żeby ci, którzy chcą przedstawić jakąś kwestię społeczeństwu, mogli ją w prosty sposób podać do publicznej wiadomości. Ta arcyutopijna w czasach Illicha wizja zrealizowała się na naszych oczach, wymiana wiedzy trwa dziś mikrosekundy. Zatem również ten postulat doczekał się realizacji. […]

 

 

A jaki to ma związek z edukacją w Polsce?

 

Nieprawdopodobnie bliski, gdyż wizja Illicha dotyczyła osób, które mogą i chcą dzięki „odszkolnieniu szkoły” uczyć się lepiej i lepiej funkcjonować w otaczającym świecie, być zwyczajnie szczęśliwymi ludźmi, osiągającymi sukcesy na miarę swoich potrzeb, zainteresowań i możliwości. […]

 

Proszę sobie wyobrazić, że w latach 1989 -1991, kiedy Polska wchodziła w okres transformacji gospodarczo-polityczno-kulturalno-społecznej, trwała debata w środowiskach nauczycielskich i akademickich o potrzebie odrzucenia indoktrynacyjnego systemu edukacyjnego z czasów PRL i jego owocu w postaci tzw. homo sovieticusa.

 

W Lublinie na początku 1990 r. odbył się nauczycielski zjazd „Solidarności”, w którym uczestniczyli akademiccy eksperci wraz z nauczycielami zajmujący się innowacjami w oświacie, podczas którego podkreślano potrzebę usunięcia z ustawy oświatowej obowiązku szkolnego, by zastąpić go obowiązkiem państwa zapewnienia dzieciom i młodzieży jak najlepszej edukacji.[…]

 

30 lat temu ja i moi młodzi koledzy chcieliśmy zmienić sposób myślenia o edukacji. Wspierał nas przewodniczący Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego prof. Zbigniew Kwieciński z UMK w Toruniu, który relacjonował nam dyskusje polityków przygotowujących nową ustawę o systemie oświaty, w której nie występowałby przymus szkolny. To była radykalna zmiana myślenia. Mimo, iż nie udało się dokonać zmiany w tym kierunku, to jednak minister Henryk Samsonowicz ułatwiał nowatorom tworzenie w ówczesnych szkołach państwowych wysp wolnej, alternatywnej edukacji.

 

Dzięki temu powstało w Łodzi w latach 90. pierwsze tego typu liceum, do którego nie trzeba było zdawać egzaminów wstępnych, a przymus szkolny został zastąpiony m.in. zawieraniem indywidualnych kontraktów poszczególnych uczniów z nauczycielami obowiązujących w programie przedmiotów, by mogli uczyć się w dowolnym tempie, korzystając z nauczycielskich konsultacji lub zajęć. W 2021 r. świętują 25-lecie działania Autorskie Licea Artystyczne, w których ten model elastycznej, otwartej na młodego ucznia edukacji doskonale się sprawdza, gdyż został wzbogacony o tutoring, czyli objęcie opieką w realizacji planu własnego rozwoju przez nauczyciela tych uczniów, którzy sami go wybiorą do tej roli.

 

 

Co ta zmiana oznacza w praktyce?

 

Oznacza to, że system musi być tak zorganizowany, by ludzie bez względu na wiek, zawód, płeć, chcieli z przyjemnością z niego korzystać, by z chęcią chodzili do szkoły, by droga przez edukację nie była drogą bólu, stresu, cierpienia, lęku… a o to muszą zadbać ci, którzy są odpowiedzialni za edukację.

 

W 2020 r. Ewa Radanowicz, dyrektorka szkoły w Radowie Małym w woj. Zachodniopomorskim, wydała książkę pt. „W szkole wcale nie chodzi o szkołę”, w której opisuje, jak można uczynić obowiązkową szkołę atrakcyjną dla dzieci, jak ją odszkolnić, a to jest tak naprawdę hasło Ivana Illicha! Założeniem jest, że szkoła nie powinna być dla szkoły, dla administracji, dla rządzących ekip na poziomie gminy, powiatu, województwa i rządu. Co więcej, szkoła nie powinna być dla nauczycieli, ani być konstruowana pod kątem nauczycieli, ich wykształcenia, możliwego czasu pracy. Szkoła powinna być dla uczniów. Podobnie w Łodzi mamy w Szkole Podstawowej nr 81 (szkoła mojej edukacji) znakomicie rozwijany ruch „budzącej się szkoły”, a więc edukacji zorientowanej na ucznia, a nie na nauczyciela czy nadzór pedagogiczny. Takich wysp edukacyjnego postępu jest wiele w naszym kraju, tylko działają w rozproszeniu. […]

 

 

Czy zatem postulaty Illicha są nadal aktualne we współczesnym polskim szkolnictwie mimo upływu kilkudziesięciu lat od wydania jego książki?

 

Ivan Illich krytycznie upominał się o wyzwalanie spod jarzma obcych kapitalistów skolonizowanych społeczeństw. Reformy nurtu emancypacyjnego są wdrażane w oświacie w wielu państwach, które chcą wyzwolić się z systemu postkolonialnego, autorytarnego, totalitarnego. W krajach, w których bardzo silnie eksponowane jest podejście merytokratyczne, zakładające, że im większy wysiłek uczeń włoży w podwyższenie swoich kompetencji, tym lepiej będzie w stanie przekraczać wszelkie bariery klasowe, społeczne etc. edukacja jest najlepszym narzędziem wyzwolenia i zapewnienia indywidualnego awansu w społeczeństwie.

 

Wyznacznikiem tego podejścia jest wielki nacisk na podgrzewanie wśród obywateli ambicji.

 

Doświadczaliśmy tego w Polsce w pierwszych dekadach transformacji, kiedy to kolejne wzmacniały warunki formalnoprawne do studiowania w szkołach wyższych, by dać młodym możliwość przekroczenia pewnego progu, bariery społecznej, nawet gdyby mieli trafić do szkół wyższych o kiepskim poziomie nauczania. Pierwszą postsocjalistyczną ustawą edukacyjną nie była ustawa oświatowa dotycząca powszechnego i obowiązkowego szkolnictwa, ale ustawa w 1990 r. o szkolnictwie wyższym i nauce. Pozbawione władzy elity pezetpeerowskie zapewniły „swojej” nomenklaturze możliwość schowania się w prywatnych szkołach, które dość łatwo można było założyć*, a okazywały się najbardziej rentownym przedsiębiorstwem na kapitalistycznym rynku. Wzrastający w latach 90. boom na studiowanie sprawił, że najbardziej popularnym kierunkiem studiów był marketing i zarządzanie oraz prawo i ekonomia. Pod koniec lat 90. największym popytem zaczęły cieszyć się kierunki studiów, w które właściciele nie musieli szczególnie inwestować, gdyż wystarczyła przysłowiowa „kreda i tablica”, a dotyczyło to socjologii, pedagogiki, psychologii, czy nauk o polityce lub stosunkach międzynarodowych. […]

 

 

 

Cały zapis wywiadu z prof. Bogusławem Śliwerskim o społeczeństwie bez szkoły, postulatach Ivana Illicha i edukacji domowej – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.instytutsprawobywatelskich.pl

 

 

Komentarz redakcji:

 

Jest wiele wątków w tym wywiadzie, które proszą się o szersze skomentowanie. Jednak ich zakres przekracza formułę tego komentarza, dlatego obiecujemy, że w najbliższym niedzielnym felietonie redaktor OE podejmie ten problem.



Zostaw odpowiedź