Oto obszerne fragmenty tekstu Bogdana Bugdalskiego, zamieszczonego wczoraj na Portalu dla Edukacji, i link do jego pełnej wersji:

 

 

Oświata potrzebuje twardych decyzji. Rok 2026 powinien być decydujący

 

Według Marka Wójcika jest kilka obszarów, których poprawienie pozwoli na zmniejszenie wydatków na oświatę, a jednocześnie na poprawę jakości usług edukacyjnych. Przedstawiciel samorządu twierdzi, że one wszystkie są możliwe do spełnienia, wystarczy chcieć. […]

 

Zgodnie z porozumieniem, jakie w 2024 roku – przy okazji opiniowania prac, a potem opiniowania nowej ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego – strona samorządowa zawarła z rządem rok 2026 zapowiada się jako czas istotnych korekt w reformie systemu finansowania samorządu, w tym w sposobie finansowania zadań oświatowych.

 

Stąd Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich i jednocześnie współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, na pytanie Portalu Samorządowego o zmiany, których oczekiwałby w tym roku w obszarze zadań oświatowych, bez większego namysłu odpowiada:

 

 

Po pierwsze, podejdźmy poważnie do uzgodnień przyjętych z Ministerstwem Finansów w trakcie dyskusji nad ustawą o dochodach, to znaczy do nowego systemu finansowania zadaniowego. W skrócie to zadanie można opisać jednym zdaniem – każde zadanie zlecone musi mieć zapewnione adekwatne finansowanie.

 

W przypadku edukacji sprawa nie jest jednak taka oczywista. Zadania oświatowe to zadania własne samorządu, ale jednostki samorządu terytorialnego nie zatrudniają nauczycieli, a więc liczącej ponad 725 tys. osób grupy zawodowej, za własne pieniądze. W zakresie ich wynagrodzeń samorząd jest wyłącznie pośrednikiem, który przelewa pieniądze z budżetu państwa na ich konta.

 

Na wynagrodzenia przez lata była przeznaczona część oświatowa subwencji ogólnej, a obecnie środki wyliczone przez MF i przekazywane samorządom jako środki na zaspokojenie potrzeb oświatowych. Dopiero pozostałe wydatki związane z funkcjonowaniem oświaty są tak naprawdę zadaniem własnym samorządu, a mówiąc wprost – zadaniem finansowanym ze środków samorządu. […]

 

Stąd bierze się powtarzany od kilku lat postulat: „niech rząd przejmie wynagrodzenia nauczycieli (na których wysokość samorząd nie ma większego wpływu, żeby nie powiedzieć żadnego), a wtedy z resztą my samorządowcy sobie poradzimy”. Stąd też nadzieja, że po roku funkcjonowania nowego systemu zasilania finansowego jednostek samorządu terytorialnego ta sprawa zostanie rozwiązana.

 

Jest ku temu znakomita okazja, bo to ten nowy system, zgodnie z zapisami ustawy, ma być ewaluowany w połowie 2026 roku, a w konsekwencji udoskonalany. Istotną częścią tych zmian ma być ustalenie, jak tak naprawdę ta edukacja ma być finansowana, bo właśnie ta kwestia została w trakcie prac nad nową ustawą odłożona na ten rok. […]

 

 

Po drugie: poprawmy prawo tam, gdzie jest to niezbędne, a nic nie kosztuje

 

To jednak zadanie na długie miesiące, jeśli nie lata. Dlatego przedstawiciel strony samorządowej apeluje: „Zmieńmy prawo tam, gdzie można na efektywność edukacji wpłynąć bez pieniędzy. Ot chociażby oddając samorządom możliwość dostosowania sieci szkół do zmian demograficznych.”

 

Jego zdaniem obawy strony rządowej, że gdy tylko samorządom przywróci się takie kompetencje, to od razu zaczną zamykać szkoły, są przesadzone. Jak twierdzi, tego nikt nie będzie robił, bo to ostania rzecz, jaką wójt, burmistrz, prezydent czy starosta chciałby zrobić, zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów.

 

Marek Wójcik podkreśla, że w tym obszarze samorządowcy chcieliby mieć możliwość wykorzystywania obiektów szkolnych na świadczenie innych usług dla mieszkańców – od miejsca spotkań dla osób starszych począwszy, przez punkt apteczny, bibliotekę, przedszkole itd. Tak żeby ten obiekt był wykorzystany, żeby nie generował nadmiernych kosztów. […]

 

 

Po trzecie: konieczne jest uregulowanie na nowo relacji samorządu z podmiotami niepublicznymi

 

Zdaniem Marka Wójcika uregulowanie relacji samorządu z niepublicznymi podmiotami prowadzącymi placówki oświatowe to kolejna rzecz, która wymaga pilnej decyzji. Projekt poselski, który w tej chwili jest procedowany, tego nie rozwiązuje, bo jest tylko namiastką tego, czego chcą samorządy. […]

 

 

Po czwarte: samorządy muszą się zacząć rozliczać z wydatków na uczniów

 

Kolejna rzecz do poprawienia to stworzenie norm pozwalających na rozliczanie usług edukacyjnych między samorządami. – My się w tej chwili rozliczamy, jeżeli chodzi o przedszkola, ale nie rozliczamy się, jeżeli chodzi o szkoły. I to też wymaga decyzji, zwłaszcza że w tym zakresie po stronie samorządowej nie ma zgody – wyjaśnia. – Nie można jednak być obojętnym na sytuację, w której mieszkańcy określonych wspólnot samorządowych dopłacają do edukacji mieszkańców innych wspólnot i to czasem bardzo dużo. Wobec tego to trzeba uregulować – przekonuje nasz rozmówca.

 

 

Po piąte: edukacja dzieci ze specjalnymi potrzebami powinna odbywać się w klasach integracyjnych

 

Jest też narastający problem edukacji dzieci ze specjalnymi potrzebami, którego nie da się sprowadzić do problemu nadaktywności poradni psychologiczno-pedagogicznych w zakresie wydawania orzeczeń.

Dzieci z potrzebami specjalnymi jest coraz więcej i ich liczba będzie rosła. Z powodów obiektywnych, bo mamy inny model rodziny, inne relacje rówieśnicze, inny klimat, zmiany cywilizacyjne, więcej problemów natury psychicznej – twierdzi Marek Wójcik. – Znalezienie sposobu na zapewnienie optymalnych warunków edukacji dla tych dzieci staje się koniecznością. I też trzeba o tym mówić odważnie, bo to wymaga przede wszystkim budowy świadomości u rodziców – stwierdza. […]

 

 

Cały tekst „Oświata potrzebuje twardych decyzji. Rok 2026 powinien być decydujący”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



Dzisiejszą propozycją –  najpierw lektury, a później nagrania na YoyTube – jest zamieszczony na portalu EDUNEWS materiał, w którym Lechoslaw Chojnacki –  konsultant w  Regionalnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli „WOM” w Bielsku-Białej prezentuje swoje poglądy na temat przyszłości szkolnej edukacji w epoce sztucznej inteligencji:

 

 

Nauczyciel w epoce współpracy człowieka i sztucznej inteligencji

 

Myśląc o przyszłości szkoły coraz rzadziej stawiamy pytanie, czy sztuczna inteligencja wejdzie do edukacji, a coraz częściej – jaką rolę w niej odegra. Zrobię zatem odważne, lecz realistycznego założenie: w najbliższej przyszłości ustawodawca uzna asystentów AI za pełnoprawnych partnerów pracy dyrektora i nauczyciela. Nie jest to jednak wizja futurologiczna, lecz eksperyment myślowy mający sprawdzić, jakie konsekwencje organizacyjne, kompetencyjne i etyczne niesie taki model oraz czy polska szkoła byłaby w stanie go udźwignąć.

 

W zaproponowanym systemie szkoła funkcjonuje jako struktura hybrydowa, oparta na partnerskiej współpracy człowieka i AI, przy zachowaniu nadrzędnej roli człowieka w sytuacjach konfliktowych oraz w podejmowaniu decyzji ostatecznych. Asystenci AI przejmują znaczną część zadań rutynowych i skalowalnych: analizują dane w czasie rzeczywistym, monitorują postępy uczniów, prognozują zagrożenia, wychwytują wczesne sygnały kryzysów oraz symulują skutki decyzji. Dzięki temu dostarczają danych, które dotąd były poza zasięgiem pojedynczego nauczyciela czy dyrektora.

 

Analiza takiego modelu prowadzi do kluczowej tezy wystąpienia: AI nie konkuruje z nauczycielem; wraz z wejściem AI do szkoły znaczenie nauczyciela nie maleje; przeciwnie, rośnie, choć zarazem ulega głębokiej transformacji. Kompetencje psychologiczno-emocjonalne, komunikacyjne i etyczne przestają być dodatkiem do pracy dydaktycznej, a stają się jej rdzeniem. Równocześnie nauczyciel musi “rozumieć AI”: umieć ją zadaniować, interpretować jej rekomendacje, oceniać ich wiarygodność, rozpoznawać ewentualne błędy oraz świadomie brać odpowiedzialność za decyzje podejmowane w oparciu o lepsze i pełniejsze dane. Nowy profil zawodowy nauczyciela to zatem nie “przedmiotowiec”, nie technokrata ani „operator systemu”, lecz refleksyjny profesjonalista – człowiek, który łączy kompetencje humanistyczne z umiejętnością współpracy z inteligentnym narzędziem.

 

Choć model odnosi się do przyszłości prawnej, chciałbym podkreślić: „technicznie – dałoby się już dziś”. Przy obecnych realiach polskiej szkoły oraz możliwościach najnowszych Dużych Modeli Językowych (LLM), każda placówka może już teraz rozpocząć pracę z dobrze zaprojektowanymi asystentami AI.

 

Moje wystąpienie nie jest zatem manifestem technologicznym, lecz propozycją racjonalnej adaptacji szkoły do świata, który już istnieje. Skoro AI już dziś nieformalnie wpływa na edukację – poprzez uczniów, rodziców i nauczycieli korzystających z niej na własną rękę, to tym bardziej powinna zostać włączona do systemu w sposób jawny, odpowiedzialny i … partnerski. Szkoła przyszłości, jak pokazuje autor, nie polega na zastąpieniu nauczyciela “sztucznym inteligentem”, lecz na stworzeniu warunków, w których nauczyciel wreszcie może w pełni skupić się na tym, co naprawdę ludzkie.

 

Zapraszam do obejrzenia mojego wystąpienia na INSPIR@CJACH 2025  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl



Oto obszerne fragmenty (i link do jej pełnej wersji) informacji zamieszczonej dzisiaj na stronie MEN:

 

 

Nabór ekspertów do prac nad podstawami programowymi dla szkół ponadpodstawowych

 

Trwa nabór ekspertów, którzy przygotują projekty podstaw programowych kształcenia ogólnego do szkół ponadpodstawowych: liceów, techników oraz szkół branżowych I i II stopnia. Zgłoszenia trwają do 11 stycznia.

 

Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut Badawczy na zlecenie MEN przygotowuje założenia zmian w systemie edukacji. Jednym z elementów Reformy26 jest opracowanie nowych podstaw programowych. Do 18 grudnia 2025 r. trwały konsultacje rozporządzenia w sprawie podstaw programowych dla przedszkola i szkoły podstawowej. Teraz czas na kolejny etap: napisanie projektów podstaw programowych dla liceów, techników i szkół branżowych I i II stopnia. Podstawy przygotują eksperci wyłonieni w ogólnopolskim naborze.

Zasady rekrutacji

 

Należy wypełnić formularz zgłoszeniowy i wykonać zadania rekrutacyjne.

 

W rekrutacji mogą wziąć udział:

 

-eksperci dziedzinowi,

 

-nauczyciele-praktycy,

 

-eksperci dydaktyki przedmiotowej, dydaktyki ogólnej lub kognitywistyki

 

-eksperci i metodycy w zakresie formułowania efektów kształcenia i aspektów formalnych podstaw programowych dla liceum, technikum oraz szkoły branżowej I i II stopnia.

 

 

Rekrutacja dotyczy ekspertów z następujących dziedzin: 

 

język polski, język obcy nowożytny, język łaciński, język mniejszości narodowej lub etnicznej, język regionalny – język kaszubski, historia, edukacja obywatelska, biznes i zarządzanie, geografia, biologia, chemia, fizyka, matematyka, informatyka, edukacja dla bezpieczeństwa, etyka, plastyka, muzyka, język łaciński i kultura antyczna, filozofia, wiedza o mediach, historia sztuki, wyższa matematyka, analiza i modelowanie danych, astronomia, AI i robotyka, historia muzyki, historia tańca.

 

Można zgłosić się do pracy przy projektach podstaw programowych kilku przedmiotów.

 

Szczegółowe wymagania, kryteria oceny ekspertów oraz zakres obowiązków znajdują się w regulaminie. Dodatkowe pytania można przesyłać na adres: eksperci.ponadpodstawowe@ibe.edu.pl.

 

[…]

 

Eksperci zatrudnieni przy pracach nad podstawami programowymi będą mieli do wykonania kilka zadań. Zakres ich prac obejmuje:

 

-opracowanie koncepcji podstawy programowej dla danego przedmiotu,

 

-przygotowanie pierwszego projektu podstawy,

 

-nanoszenie odpowiedzi oraz propozycji zmian w ramach recenzji i uwag ekspertów IBE PIB do podstaw programowych,

 

-przygotowanie drugiego projektu podstawy programowej,

 

-prezentację projektu podstawy.

 

 

 

Ogłoszenie o naborze  –  TUTAJ

 

 

 

 

Cały tekst „Nabór ekspertów do prac nad podstawami programowymi dla szkół ponadpodstawowych”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 



W minioną sobotę na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst, w którym Bogdan Bugdalski przedstawił wartą odnotowania inicjatywę nauczycielskich związków zawodowych w sprawie rozwiązania kryzysu wokół podstawy prawnej wypłacania nauczycielom za ich opieką nad uczniami podczas szkolnych wycieczek, mimo zwlekania z tą sprawą rzez MEN. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Wycieczki szkolne mogą ruszyć wiosną. Ale nauczyciele stawiają warunek

 

Związkowcy mają pomysł, jak doraźnie rozwiązać problem nadgodzin nauczycielskich. Na początek wystarczy, by organy prowadzące zaczęły płacić nauczycielom za nadgodziny wypracowywane na wycieczkach szkolnych. W przeciwnym razie trudno się spodziewać, by wiosną dzieci i młodzież szkolna tłumnie ruszyły zwiedzać Polskę i zagranicę.

 

[…]

 

Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, proponuje, by nie czekać, aż Ministerstwo Edukacji Narodowej znajdzie kompleksowe rozwiązanie w sprawie rozliczania godzin nadliczbowych, tylko zacząć od uregulowania w drodze rozporządzenia sposobu rozliczania pracy nauczyciela w czasie wycieczek szkolnych, bo obecnie tylko w czasie wszelkich wyjść ze szkoły i wycieczeknauczyciel rzeczywiście może udowodnić, że pracuje ponad wymiar swojego czasu pracy i jest to ewidentne”. – Można na początku nawet rozporządzeniem uregulować ten obszar – stwierdza. – Oczywiście – jak podkreśla – nie w taki sposób, jak mówił wiceminister Kiepura, czyli że trzy dni wycieczki to 72 godziny pracy, ale za godziny, w których nauczyciel przekracza 40-godzinny tydzień pracy.

 

[…]

 

Według przedstawicieli nauczycielskich związków zawodowych nic nie wskazuje na to, żeby w jakiejś nieodległej perspektywie ta sprawa miała znaleźć szybkie rozwiązanie, bo dla powołanych w tym celu grup roboczych w ramach Zespołu ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli nie wyznaczono żadnych terminów spotkań.  – W sprawie grupy dotyczącej wynagrodzeń zapadła, że tak powiem, krępująca ciszastwierdza Sławomir Wittkowicz.Stąd powyższa propozycja, która – jak zauważa przedstawicielka ZNP – idzie w kierunku rozwiązania tylko wycinka problemu.

 

To jednak wpłynie na uwolnienie wiosennych wycieczek szkolnych, których – jak wiadomo – obecnie jak na lekarstwo. Nauczyciele po prostu nie chcą na nie jeździć, zwłaszcza teraz, kiedy już mają pełną świadomość, że powinni mieć za dodatkowe godziny pracy zapłacone. Oczywiście pomijamy tu kwestie odpowiedzialności za uczniów. Dodatkowo związki zawodowe ich w tej niechęci wspierają.

 

W sprawie sposobu rozliczenia problemu samych nadgodzin związkowcy też nie widzą większego problemu. Krzysztof Wojciechowski twierdzi, że te rozwiązania można wypracować w ciągu kilku godzin. Jak?

 

Nauczyciele rozliczają się w cyklu miesięcznym, tygodniowym z pensum. Nic nie stoi na przeszkodzie – ponieważ wiemy, jakie zadania realizuje zgodnie z kartą, prawem oświatowym i wewnętrznymi zapisami statutowymi – do tej tabelki, która ma wykazać, ile godzin zrealizował nauczyciel, dołożyć kilka punktów ogólnych, dotyczących tego, co w ramach czasu pracy realizuje nauczyciel. To naprawdę jest rzecz, którą można zrobić w ciągu kilku godzin – przekonuje. Jednocześnie wyjaśnia, że nie oznacza to biurokratyzowania pracy nauczyciela. To ewidencjonowanie czasu pracy. Poza tym, jak wskazuje Sławomir Wittkowicz, obowiązek ewidencjonowania czasu pracy pracownika spoczywa na pracodawcy, a więc na dyrektorze szkoły, przedszkola, placówki. Potwierdza to Główny Inspektorat Pracy. Co więcej, dyrektor ma wszelkie do tego narzędzia, bo ma tę ewidencję, ale rozproszoną. […]

 

Sławomir Wittkowicz wskazuje, że dyrektor nie prowadzi ewidencji czasu pracy nauczycieli z dwóch powodów. – Prowadzenie szczegółowej tego typu ewidencji powoduje, że ja z tych 40 godzin muszę się wyliczyć. Nie mogę tym samym w ciągu tych 40 godzin być na przykład w różnych placówkach. Bo to jest niemożliwe i w tle są duże pieniądze – tłumaczy. – Jak słyszę wypowiedzi ministra Kiepury, który podaje ten sławetny przykład, że wycieczka liczy np. 72 godziny i przecież nie będziemy za wszystkie godziny płacić, to informuję, że może nie za 72 godziny, ale za wszystkie powyżej 40, bo taki jest obowiązek. I ministerstwo, które próbuje wymyślić koncepcję, że nie będzie stosowało się do uchwały Sądu Najwyższego, po prostu prosi się o kłopoty. A przy okazji wprowadza na minę dyrektorów szkół i organy prowadzące – dodaje.

 

 

Cały tekst „Wycieczki szkolne mogą ruszyć wiosną. Ale nauczyciele stawiają warunek”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



W miniony piątek na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono tekst, informujący o opublikowaniu przez Instytut Badań Edukacyjnych Raportu podsumowującego konsultacje profilu absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej.  Oto fragmenty tego tekstu, link do jego pełnej wersji i link do owego Raportu:

 

 

IBE opublikował raport z konsultacji Profilu absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej.

Nauczyciele boją się powtórki z przeszłości 

 

[…]

 

Jakie cechy i umiejętności powinna posiadać osoba kończąca szkołę średnią w dynamicznie zmieniającym się świecie? Odpowiedź na to pytanie przynosi najnowszy raport przygotowany przez ekspertów IBE: Roksanę Pierwieniecką, Macieja Pabiska oraz Katarzynę Pająk-Załęską.

 

W raporcie opisano założenia, przebieg i rezultaty partycypacyjnego procesu, który odbył się w dniach 10 marca – 30 czerwca 2025 roku. Autorzy szczegółowo opisują w niej drogę, jaką przeszedł projekt – od pierwszych założeń po ostateczną wersję dokumentu.

 

Kluczowe aspekty raportu na które zwraca IBE to:

 

>transparentność – publikacja zawiera nie tylko zaakceptowane postulaty, ale także szczegółowe uzasadnienia dla uwag, których nie uwzględniono.

 

>wielogłosowość – w konsultacjach brały udział różnorodne środowiska interesariuszy, co pozwoliło na wypracowanie szerokiego konsensusu.

 

>Ewolucja – raport pokazuje, jak kolejne iteracje dokumentu zmieniały się pod wpływem merytorycznej dyskusji na forum ogólnym.

 

 

Jak czytamy w części raportu dotyczącej stosunku do samej reformy „Kompas Jutra”wiele osób zwróciło uwagę na brak szczegółowych informacji związanych z wprowadzaną reformą, zbyt dużą ilość ogólników oraz poczucie, że reforma jest przygotowywana zbyt szybko i bez wystarczających konsultacji z zainteresowanymi środowiskami. Jednocześnie pojawiały się obawy o niedokładne przygotowanie podstaw programowych. Niektórzy uczestnicy konsultacji dostrzegli błędy powielane z wcześniejszych reform. Część interesariuszy uważała, że reforma jest robiona „dla reformy”, a nie z myślą o nauczycielach czy rzeczywistych potrzebach systemu. Wyrażano tęsknotę za stabilizacją w edukacji, a nie kolejnymi zmianami i poprawkami. […] Dodatkowo uczestnicy konsultacji wyrazili obawy o brak konsekwencji we wprowadzanej reformie czy trwałość zmian w obliczu możliwej zmiany władzy. […]

 

Jednocześnie planowana reforma spotkała się z bardziej ostrożnym formułowaniem ocen, m.in. wyrażano przekonanie, by wstrzymać się z kategorycznymi sądami do czasu pojawienia się pierwszych trwałych zmian. Część wygłoszonych opinii wydaje się być neutralna lub mieszana.

 

Ale jak wskazuje IBE pojawiło się też wiele głosów wyrażających nadzieje związane z wprowadzaną reformą. Niektórzy uczestnicy konsultacji dostrzegli dobre intencje stojące za reformą i wyrazili wiarę, że zmierza ona w dobrym kierunku. Z bardziej precyzyjnie wyrażonych opinii zwracają uwagę te, w których wyrażono oczekiwanie na większą autonomię pracy szkół.

 

Osobną kategorię uwag stanowią potrzeby i oczekiwania. Uczestnicy konsultacji wyrazili nadzieję na zmianę tego, co nie funkcjonuje, i pozostawienie tego, co się sprawdza i jest efektywne, tak aby reforma była dopasowana do obecnych czasów i pokolenia. Istotne były dla nich konkrety i czytelność wprowadzonych zmian, a także dopasowanie do określonego typu szkoły. …]

 

Uczestnicy konsultacji zwrócili uwagę na to, że wprowadzenie Profilu absolwenta i absolwentki wymaga m.in. interdyscyplinarnego podejścia do kształcenia, które oznacza konieczność porzucenia przez nauczycieli i szkoły utartych schematów. Podkreślono, że jeśli reforma ma się powieść, konieczny jest znaczny nakład pracy i czasu ze strony kadry pedagogicznej i wyrażenie przez nią chęci wdrożenia zmian.

 

Sam Profil absolwenta jest oceniany w raporcie raczej pozytywnie jako spójna i potrzebna rama myślenia o edukacji, ale jednocześnie jako dokument bardzo ambitny, który bez głębokich zmian systemowych może pozostać na poziomie deklaracji. „Intencje są dobre, natomiast droga do celów błotnista i kręta” – autorzy cytują w raporcie jeden z komentarzy.

 

Jednym z najsilniej wybrzmiewających wątków jest poczucie przeciążenia nauczycieli oraz ich osamotnienia wobec zmian. 

 

 

 

 

Cały raport można pobrać  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.glos.pl

 

 

 

 

 

 



 

 

Właśnie sobie przypomniałem

Zeszłoroczne me życzenia,

Ile wiary w nie wkładałem,

Jaki procent ich spełnienia

 

Na konkretne dziś, dlatego

Sobie teraz nie pozwolę.

Tylko – by się nic gorszego

Nie zadziało w Waszej szkole.

 

A tym z Was, co tylko z dala

Edukacji świat śledzicie,

Życzę: Niech nic nie nawala

Gdzie na co dzień Wy siedzicie!

 

                                             Włodzisław Kuzitowicz

 



 

O krytycznej ocenie fińskiego systemu edukacji przez „polską badaczkę z Helsinek”

 

Słowo się rzekło – kobyłka u płota. Obiecałem przed tygodniem nowy cykl niedzielnych tekstów, które w miejsce zamieszczanych do owej niedzieli „prawie felietonów”, będą miały charakter esejów, to znaczy takiej formy wypowiedzi, w której autor  prezentuje swój punkt widzenia na wybrany temat, problem, wydarzenie, przytaczając je  jako punkt wyjścia, podając wiarygodne źródła tych informacji.

 

A więc – do rzeczy!

 

Impulsem do napisania tego eseju stal się post, zamieszczony wczoraj na fenpage ”NIE dla chaosu w szkole”. Przytaczam go bez skrótów – wyróżnienie  podkreśleniami i pogrubioną czcionką jego fragmentów – WK:

 

 

Polecamy! Polska badaczka z Helsinek o kryzysie fińskiej szkoły w kontekście polskich reform… Przeczytajcie niżej, co fińscy nauczyciele uznają dziś za błędne rozwiązania, bo u nas są one właśnie wdrażane jako obiecujące nowinki!

 

Fińska szkoła została w dużym stopniu sztucznie wypromowana. Dzięki sprawnemu marketingowi i świetnym wynikom sprzed kilkunastu lat uczyniono z rozwiązań na polu edukacji towar eksportowy. Tym czasem w fińskich szkołach od dekady dzieje się źle. Jednym z symptomów narastającego kryzysu jest zdecydowany spadek wyników uczniów w badaniach PISA.

 

Z fińskich szkół wykruszają się nauczyciele, frustracja i rozczarowanie szkołą sprawiły, że zawód przestał być pożądany i prestiżowy. Nauczyciele tak opisują przyczyny pogorszenia się efektywności ich pracy – warto te punkty przeczytać, bo we wszystkie brnie obecnie polska szkoła:

 

-edukacja włączająca w imię niewykluczania nikogo z ogólnie dostępnej „standardowej” edukacji, bez względu na ewentualne specjalne potrzeby dziecka;

 

-błędne założenie, że motywacja do nauki musi wynikać z autonomicznych decyzji uczniów, a nie z zewnętrznych bodźców dostarczanych przez nauczyciela;

 

-bezkrytyczne zaufanie do tzw. ekspertów edukacyjnych i ich wpływ na sposób pracy w szkołach;

 

-chaotyczne wprowadzanie nowinek i „projektów” narzucanych szkołom np. przez gminy, które otrzymują zewnętrzne finansowanie na przeprowadzanie „projektów” zajęć szkolnych z różnych tematów; rozbija to spójność, zaburza tok nauczania przedmiotowego;

 

-wprowadzenie do klas nowych technologii, rozdawanie uczniom laptopów bez przemyślenia, do czego mieliby oni ich używać; zachęcanie przez instytucje kształtujące politykę edukacyjną do używania przez dzieci smartfonów podczas lekcji w imię realizacji ideału „równych szans edukacyjnych”;

 

-prowadzenie elektronicznych dzienników i kanałów komunikacji z rodzicami, a także obowiązek ciągłego monitorowania wiadomości od rodziców i odpisywania na nie oraz ogólne przeciążenie nauczycieli „papierkową robotą”.

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

No, to teraz moja kolej:

 

Pierwsze co zwróciło moją uwagę to ucieczka zamieszczającej ten tekst osoby od podania kto to ta „polska badaczka z Helsinek”. A przecież zamieścili  pod fotką link do cytowanego źródła – „Kryzys fińskiej edukacji. Czy to na pewno model dla Polski?”, a nawet  nazwę podmiotu, który ten tekst opublikował – Instytut Spraw Obywatelskich – pozarządowej organizacji społecznej, niezależnej od partii politycznych i korporacji, powstałej w 2004 roku, z siedzibą w Łodzi przy ul. Pomorskiej. Warto poznać  skład jej zarządu, rady programowej i ekspertów  –  TUTAJ

 

Tam dowiedziałem się, że jego autorką jest Justyna Pierzyńska – owa „polska badaczka z Helsinek

 

Tak przy okazji – polecam jego lekturę  –  TUTAJ

 

x          x          x

 

Gdy kolejny raz czytałem jakie to fragmenty z owego obszernego felietonu Pani Doktor nauk społecznych Uniwersytetu w Helsinkach wybrano w inkryminowanym tekście z fanpage „NIE dla chaosu w szkole”, uderzyło mnie w nim skoncentrowanie się na  krytyce elementów systemu fińskiego, mających swoje odniesienia w najczęściej krytykowanych pomysłach MEN, zawartych w projekcie  „Kompas Jutra” oraz innych, rozwiązaniach, proponowanych w ostatnich miesiącach przez kierownictwo resortu edukacji.

 

I wtedy postanowiłem przypomnieć kto kryje się pod szyldem „NIE dla chaosu w szkole”.

 

Otóż grupę „NIE dla chaosu w szkole” tworzy szeroka koalicja  organizacji, instytucji, ruchów społecznych, rodziców i nauczycieli, która powstała w 2016 roku – w sprzeciwie wobec reformy edukacji Anny Zalewskiej. Są to m.in.: Obywatele dla Edukacji, Przestrzeń dla Edukacji, Stowarzyszenie Rodzice dla Edukacji, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, Komitet Obrony Demokracji, Społeczny Monitor Edukacji, Evidence Institute  i…  Związek Nauczycielstwa Polskiego

 

Czyżby przy tej okazji było to, bardzo zawoalowany, protest tego nauczycielskiego związku zawodowego wobec projektu MEN, którym wszak  kierują osoby, wywodzące się z bardzo bliskich temu związkowi partii politycznych?

 

Można by ów fejsbukowy  tekst analizować z wielu punktów widzenia, ale ja na tym poprzestanę i odsyłam na fb-profil Pawła Lenckiego (bo i on w tekst zauważył i „nie odpuścił mu”), i polecam iczne komentarze, jakie pod tym postem pojawiły się.

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



 Foto: www.pedagog.uw.edu.pl

 

Dr hab. Roman Dolata, prof. Uniwersytetu Warszawskiego

 

Choć ogłosiłem „świąteczną przerwę redakcyjną”, to  zapisu tego wywiadu nie mogłem nie udostępnić na OE, abyście mogli zapoznać się z nim – jeszcze przed Sylwestrem.  A jest to tekst długi, bo też i Anna Siedlińska zadała podczas tej rozmowy 24 pytania, a dr hab. Roman Dolata często udzielał bardzo wyczerpujących odpowiedzi. Trafiłem na zapis tego wywiadu na stronie Magazynu Teraz Polska.

 

 

Uwzględniając te fakty zamieszczam jedynie pięć pytań – dwa pierwsze i dwa ostatnie, oraz jedno wybrane z pozostałych – wraz odpowiedziami  prof. Dolaty, ale zachęcam do kliknięcia w załączony link, aby przeczytać zapis całego wywiadu:

 

 

Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników.

Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności

  

 

W Polsce o przyszłości dziecka wciąż decyduje… jego kod pocztowy. Nastolatek ze wsi ma od 7 do 10 razy mniejsze szanse na prestiżowe liceum niż jego rówieśnik z dużego miasta, a po ośmiu latach nauki języka angielskiego tylko co trzeci absolwent podstawówki potrafi się w nim porozumieć.

 

Profesor Roman Dolata w rozmowie z Anną Siedlińską tłumaczy, skąd biorą się te różnice, co naprawdę może zrobić szkoła, dlaczego bez silnego zawodu nauczyciela nie ma mowy o równości szans i jakie decyzje polityczne mogłyby w najbliższych latach naprawdę coś zmienić.

 

 

Anna Siedlińska: Panie Profesorze, na ile dziś miejsce urodzenia dziecka determinuje jego edukacyjne możliwości?

 

Prof. Roman Dolata: Jeśli chcemy precyzyjnie opisać nierówności edukacyjne, warto zacząć od uporządkowania pojęć. W edukacji możemy mówić o dwóch wymiarach nierówności: indywidualnym i międzygrupowym. Z jednej strony mamy różnice między poszczególnymi uczniami, a z drugiej różnice między grupami społecznymi, środowiskami czy typami szkół. Oba wymiary są ze sobą powiązane, ale każdy ma swoją własną logikę.

 

W wymiarze indywidualnym kluczowym czynnikiem wyjaśniającym zróżnicowanie osiągnięć są po prostu różnice jednostkowe, w tym również – co pokazują badania – różnice genetyczne. To oczywiście nie tłumaczy nierówności międzygrupowych, które wynikają z zupełnie innych mechanizmów: społecznych, kulturowych, ekonomicznych i instytucjonalnych.

 

Skoro mówimy o nierównościach edukacyjnych, warto pamiętać, że nie powstają one same z siebie. W wymiarze indywidualnym wytwarza je system edukacyjny – od przedszkola po szkolnictwo wyższe. To szkoła jest „maszyną produkującą„ zróżnicowanie osiągnięć. Gdybyśmy chcieli całkowicie wyeliminować nierówności edukacyjne, musielibyśmy… zlikwidować szkołę. I rzeczywiście w latach 60. i 70. XX wieku pojawiały się pomysły „descholaryzacji”. 

 

AS: To radykalna koncepcja. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie nowoczesnego państwa bez systemu szkolnego, który pełni wiele ról – nie tylko edukacyjną, ale też społeczną i opiekuńczą. Skoro więc szkoła musi istnieć, to co właściwie generuje tak duże różnice w osiągnięciach uczniów?

 

RD: Na poziomie indywidualnym interesuje nas przede wszystkim kwestia minimum kompetencji – analfabetyzmu funkcjonalnego, czyli trudności w czytaniu, rozumowaniu matematycznym czy korzystaniu z nowych technologii. Międzynarodowe badania porównawcze, takie jak PISA, PIRLS czy TIMSS, pozwalają określać odsetek uczniów, którzy znajdują się na najniższych poziomach umiejętności. To deficyty szczególnie ważne, bo dotyczą kompetencji niezbędnych do uczestnictwa we współczesnym świecie.

 

Polska w tych badaniach zazwyczaj wypada nieźle – na tle Europy jesteśmy zwykle w czołówce. Ale są dwa obszary, które powinny budzić nasz niepokój.

 

Pierwszy to wyniki badania PIAAC (umiejętności dorosłych). Ostatnia edycja przyniosła duży i dość zaskakujący spadek kompetencji populacji dorosłych Polaków w porównaniu z poprzednią edycją badania. Zespół badaczy z IBE bardzo starannie analizował, na ile to rzeczywisty spadek, a na ile efekt niskiej motywacji respondentów czy ogólnego znużenia nauką i badaniami. Ale nawet jeśli część różnicy da się wyjaśnić czynnikami pozamerytorycznymi, to przecież nie całą. To ważny sygnał ostrzegawczy.

 

Drugi obszar to nauczanie języka angielskiego w szkołach podstawowych. Tu mamy – mówiąc delikatnie – kryzys efektywności. W 8-letniej szkole podstawowej uczeń ma około 900 godzin angielskiego. To ogromny zasób czasu i pieniędzy publicznych. A mimo to tylko co trzeci absolwent szkoły podstawowej osiąga poziom A2.

[…]

 

AS: W swoich wcześniejszych odpowiedziach wskazał Pan dwa priorytety: poprawę nauczania języka angielskiego oraz zwiększenie dostępności dobrych szkół średnich dla młodzieży spoza dużych miast. A jeśli mielibyśmy pójść głębiej, do fundamentów systemu, to co należałoby zmienić?

 

RD: Wskazałem te dwa obszary jako priorytety, bo są realne do wdrożenia, nie wymagają rewolucji ani konfrontacji społecznej. Nauczanie języków i dostęp do liceów to cele możliwe do osiągnięcia krok po kroku, przy rozsądnym planowaniu.

 

Jeśli jednak sięgnąć głębiej, to dotykamy kwestii znacznie trudniejszych, wręcz „political fiction”.

 

Po pierwsze: selekcja do zawodu nauczyciela i autonomia tego zawodu. Obecnie wchodzenie do zawodu jest stosunkowo łatwe, a wynagrodzenia niekonkurencyjne. Nie da się myśleć o wysokiej jakości edukacji, jeśli zawód nauczyciela nie będzie przyciągał bardzo dobrych absolwentów. Te dwie rzeczy – wysoka selektywność zawodu i godne wynagrodzenia – są ze sobą sprzężone. Ale to wymaga odwagi politycznej.

 

Po drugie: ramy organizacyjne pracy szkoły. Nie mówię o „przeładowanym programie”, tylko o rozfragmentowaniu etatów i pensum. To jeden z największych problemów polskiej szkoły. Przykład: nauczyciel geografii ma w szkole jedną godzinę tygodniowo w każdym z kilkunastu oddziałów. To oznacza, że uczy po kilkaset dzieci rocznie. Jak ma je poznać? Jak ma budować relacje, diagnozować potrzeby, prowadzić koło zainteresowań?

 

Do tego dochodzi niemożność zrealizowania pełnego pensum w jednej szkole. Nauczyciel musi pracować w dwóch, trzech placówkach. Czy wyobraża sobie Pani pracownika firmy, który codziennie zmienia lokalizację? Tego nie da się uznać za efektywne rozwiązanie.

 

To są sprawy organizacyjne, ale o fundamentalnym znaczeniu. Jeżeli nauczyciel nie może pracować w jednym środowisku, w jednej szkole, z grupą uczniów, którą zna i nad którą ma kontrolę, trudno mówić o wysokiej jakości nauczania.

 

Po trzecie: brak standardów pracy szkoły.  Mamy standardy finansowania, ale nie mamy standardów organizacyjnych: ile oddziałów może obsługiwać nauczyciel, jaka powinna być minimalna liczebność zespołu, ile godzin realnej pracy z uczniem jest potrzebne.

 

W efekcie w niektórych szkołach nauczyciel ma na dziecko… parę minut rocznie. To nie jest metafora. To jest wynik prostego dzielenia godzin nauczyciela przez liczbę uczniów.

 

I wreszcie: długoterminowość. Edukacja potrzebuje stabilnych ram na 5–10 lat, a nie corocznych korekt. Tymczasem wiele decyzji jest podejmowanych pod presją polityczną albo bez oglądania się na dowody.

 

To wszystko wymaga przemyślenia i odwagi, ale bez tego trudno będzie mówić o realnym wyrównywaniu szans.

 

[…]

 

AS: Jakie działania – na poziomie państwa, samorządu, ale też uczelni i samej szkoły – mogłyby w najbliższych latach przynieść realną poprawę?

 

RD: Odpowiedź zależy od tego, gdzie mamy jeszcze jakiekolwiek realne narzędzia wpływu. Z perspektywy systemowej wskazałbym kilka obszarów.

 

Po pierwsze: elitaryzacja kształcenia nauczycieli. Trzeba ograniczyć liczbę uczelni prowadzących kształcenie nauczycielskie. Można to powiązać z kategoriami naukowymi: prawo do kształcenia nauczycieli miałyby tylko jednostki z najwyższą kategorią A. To oznaczałoby bardziej rygorystyczną rekrutację, ale pamiętajmy: populacja uczniów maleje, to jest dobry moment, by postawić na jakość zamiast na masowość. Takie uczelnie należałoby mocno dofinansować, m.in. poprzez granty.

 

Po drugie: odbudowa dydaktyk szczegółowych. W Polsce kiedyś mieliśmy porządne dydaktyki przedmiotowe (szczególnie matematyki). Dziś są one w dużej mierze wymarłe. Trzeba je odbudować, i to nie tylko jako jednostki naukowe, ale jako „małe ojczyzny” dla absolwentów–nauczycieli, do których mogą oni wracać po poradę, inspirację, wsparcie. To wymaga inwestycji w ludzi, którzy są jednocześnie dobrzy merytorycznie i gotowi zająć się dydaktyką.

 

Po trzecie: szkoły ćwiczeń i szkoły eksperymentalne. Potrzebujemy prawdziwych szkół ćwiczeń. Nie tylko z nazwy, ale z realnymi warunkami do obserwacji, eksperymentowania, testowania nowych metod. Praca w takiej szkole mogłaby być ważnym szczeblem kariery zawodowej nauczyciela, realnie docenianym i wynagradzanym. To także naturalne miejsce na tytuł „profesora oświaty” – nie jako pustą etykietę, ale uznanie za realne, innowacyjne działanie w klasie.

 

Po czwarte: Płace i warunki pracy. Bez godnych płac nic nie zrobimy. Zawód nauczyciela musi być atrakcyjny w porównaniu z innymi zawodami dla absolwentów dobrych liceów i studiów. Równolegle trzeba zmienić ramy organizacyjne: tak, by pełne pensum można było zrealizować w jednej szkole, z rozsądną liczbą oddziałów.

 

Po piąte: Racjonalizacja szkoleń. Obecny system szkoleń to w dużej mierze mechanizm „utylizacji” środków. Szkolenia, które służą głównie „papierkom”, niewiele zmieniają w praktyce. Największy sens mają projekty obejmujące całą szkołę, a nie pojedynczych nauczycieli, tworzące przestrzeń do zmiany kultury organizacyjnej.

 

Ale nie przeceniałbym tego narzędzia. Bez zmian w selekcji do zawodu i w płacach szkolenia będą tylko „doklejane” do starych struktur.

 

To wszystko razem składa się na wizję, w której nauczyciel jest traktowany jak profesjonalista, a nie wykonawca odgórnych instrukcji.

 

 

AS: Z tego, co Pan mówi, wynika dość jasno, że nauczyciel jest fundamentem – kluczowym czynnikiem wpływającym zarówno na jakość edukacji, jak i na skalę nierówności.

 

RD: Myślę, że to bardzo trafne podsumowanie. Możemy mówić o programach, podstawach, strukturach, finansowaniu – i to wszystko jest ważne – ale w ostatecznym rozrachunku to nauczyciel jest tym, kto codziennie spotyka się z dziećmi. Od jego kompetencji merytorycznych, warsztatu dydaktycznego, dojrzałości emocjonalnej, przekonań na temat uczniów i ich potencjału, gotowości do refleksji i zmiany zależy niezwykle dużo.

 

Dlatego polityka, która nie zaczyna od nauczyciela – od kształcenia, płac, warunków pracy, wsparcia – jest polityką, która będzie zawsze rozmijać się z rzeczywistością szkoły. Można powiedzieć wprost: jeżeli chcemy zmniejszać nierówności edukacyjne, musimy zacząć od tego, żeby najlepsi ludzie chcieli być nauczycielami, a system im na to naprawdę pozwalał.

 

 

 

Cały tekst „Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników. Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.magazynterazpolska.pl.

 

 



 

W me życzenia gdy spojrzycie

Z lat minionych, Wam składane,

Nie wiem, czy w nie uwierzycie…

Ale były szczerze słane.

 

Ludzie wierzą, że życzenia

Się spełniają, gdy są szczere.

Więc znów życzę: Niech się zmienia

Sytuacji cały szereg:

 

W szkole hejtu niech nie będzie,

W ministerstwie – żądzy sławy,

Rozum niechaj rządzi wszędzie,

A „w Pałacu” – człowiek prawy!

 

W naszym domu, przy wieczerzy,

Czas z bliskimi spędźmy miło.

Czy ktoś wierzy, czy nie wierzy,

Że się Dziecię narodziło…

 

                           

                                             24  grudnia 2025 roku                     Włodzisław Kuzitowicz



Foto: www.depositphotos.com/pl/

 

Nie przypadkowo rano  zamieściłem informację o dluuugiej przerwie świątecznej w zajęciach lekcyjnych. To jest moje alibi – ja także ogłaszam – do 5 stycania w nowym roku – przerwę w regularnym zamieszczaniu nowych materiałów. Będą zamieszczane tylko NAPRAWDĘ WAŻNE, lub z innych przyczyn uznane (przeze mnie} za zasługujące na ich upublicznienia.

 

 

Włodzisław Kuzitowicz