Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Z kilkudniowym opóźnieniem udostępniamy obszerne fragmenty wywiadu, jaki redaktorka łódzkiej redakcji „Gazety Wyborczej” – Katarzyna  Stefańska przeprowadziła z Katarzyną Fele, która po 25. latach kierowania łódzkim IV Liceum Ogólnokształcącym, od 1 września powiększyła grono zasłużonych, wieloletnich dyrektorek i dyrektorów łódzkich szkół.

 

 

Szkoła bez kartkówek, zaufanie zamiast testów. Efekt? Oksford i Cambridge

 

Foto: Tomasz Stańczak /Agencja Wyborcza.pl

 

Katarzyna Felde, w okresie  1 IX 1999  –  31 VIII 2025  dyrektorka IV LO im. Emilii Sczanieckiej w Łodzi

 

 

[…]

 

W czasach, gdy dzieci uczą się szybciej niż system zdąży zareagować, a edukacyjne reformy przypominają raczej pudrowanie rzeczywistości, pytanie o „dobrą szkołę” brzmi niemal jak prowokacja. Z jednej strony mamy egzaminy, rankingi, system oparty na presji, porównywaniu, ocenach. Z drugiej – coraz więcej uczniów i nauczycieli mówi: „Chcemy inaczej. Chcemy szkoły, która nie wypluwa z siebie jednakowych absolwentów, ale rozpoznaje różnice i daje przestrzeń do bycia sobą”. Czy taka szkoła istnieje?

 

Rozmawiamy z Katarzyną Felde, wieloletnią dyrektorką IV LO w Łodzi. Z osobą, która nie wierzy w gotowe przepisy, ale wie, że bez odwagi i zmiany podejścia szkoła zostanie w XIX wieku. Z kimś, kto w edukacji przepracował blisko cztery dekady, a wciąż mówi, że najpierw trzeba się samemu nauczyć, by móc uczyć innych.

 

 

Katarzyna Stefańska: – Istnieje przepis na dobrą szkołę?  

 

Katarzyna Felde: – Nie istnieje uniwersalny przepis, bo każda jest dedykowana troszkę innemu uczniowi. Uczniowie przychodzili do mnie z innych liceów, czasem odchodzili po kilku dniach, i to jest ok. To co dobra szkoła powinna robić, to nadążać nad zmianami społecznymi. Świat zmienia się bardzo szybko. 

K.S. – To nie marzenie ściętej głowy? Pruska szkoła odmieniana jest przez wszystkie przypadki, kolejne reformy są raczej zmianami kosmetycznymi.

 

K.F. – Tak, szkoła jest instytucją troszkę zacofaną. Trudno się dziwić, skoro nauczyciele uczyli się 10 czy 20 lat temu. Musimy uczyć się od uczniów, jak się z nimi porozumiewać. Znaleźć metody, żeby uczeń chciał się uczyć i chciał coś zrobić. Każdy z nas lubi narzekać. Ale powtarzałam moim nauczycielom: „Spróbujcie działać z uczniami, tak żeby również mieć satysfakcję”. Przekonałam ich, że wystawianie złych ocen nikogo z nas nie satysfakcjonuje. Zamiast cyferek wprowadziliśmy ocenianie procentowe, znieśliśmy niezapowiedziane kartkówki. Odeszła im presja.

[…]

K.S. – A jak ma się równościowe traktowanie z obowiązkiem indywidualizacji pracy z uczniem. Przecież to się ze sobą kłóci.

 

K.F.- To prawda, wszyscy oczekują, żeby każdy uczeń był traktowany tak samo i każdy ma być traktowany indywidualnie. To dotyczy i tych, mają problem z nauką i tych, którzy odstają w drugą stronę. Są pasjonatami czegoś, takich mamy w szkole jedną trzecią. Przegadaliśmy na radach pedagogicznych wiele godzin na ten temat, że jednak w tej chwili uczniowie uznają za naturalne, że kolega czy koleżanka inaczej reagują. Oni nie oczekują identycznego traktowania. To my, dorośli, mamy z tym większy problem. Musieliśmy się nauczyć rozpoznawać potrzeby każdego, co chwilami jest bardzo trudne, kiedy informatyk ma lekcje z ponad 400 osobami. No, ale próbujemy. I chyba nam się udaje, bo jesteśmy oceniani jako szkoła zaufania.  

K.S. – Od kilku lat znajdujecie się w pierwszej dziesiątce szkół przyjaznych społeczności LGBTQ+. Jednopłciowe pary trzymające się na przerwach to nic wyjątkowego, uczniowie mogą zwrócić się z prośbą, aby nauczyciele na lekcjach zwracali się do niej – lub do niego – imieniem według preferowanej płci, wyrażają się poprzez zmianę, na przykład, koloru włosów. A absolwenci mówią o niepowtarzalnym miejscu, które stawia na relacyjność i buduje przyjaźnie na lata.

 

K.F. – Bo relacje są istotniejsze niż rankingi. Oni są tu przez cztery lata. Spędzają osiem godzin dziennie w tym budynku, z tymi ludźmi. Jeżeli nie będą czuć się dobrze i bezpiecznie, to nie osiągną sukcesów naukowych.  

 

[…]

 

K.S. – Matura międzynarodowa znana jako IB to dwuletni, indywidualny program nauczania, waszym przypadku po angielsku. Jesteście jedynym publicznym liceum w Łodzi, które daje taką możliwość. Ile uczniów podchodzi do takiego egzaminu?

K.F.- Z reguły 50. W tym roku będzie 65. To dzieci, które są inaczej wykształcone. Z doskonałym startem. Mogą później studiować na międzynarodowych uczelniach. Mamy uczniów, którzy skończyli Oksford, Cambridge. Wiem, że w tym roku troje wybiera się do Trinity College. One muszą się pomęczyć, zwłaszcza w początkowej fazie. Nauczyciel jest mentorem, uczeń sam realizuje program, może stworzyć własny. Ma terminy, zadania do wykonania, nauczyciel mu w tym pomaga. Pracuje samodzielnie, niekoniecznie w szkole. Każdy może przystąpić do programu, wymagany jest egzamin z angielskiego, brane są pod uwagę oceny z danego przedmiotu, stworzenie o sobie prezentacji.  

 

[…]

 

 

Cały tekst wywiadu „Szkoła bez kartkówek, zaufanie zamiast testów. Efekt? Oksford i Cambridge”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 



Dzisiaj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono ważny dla uczniów, nauczycieli i rodziców tekst, informujący o przygotowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji programie „”Włącz Szacunek. Wyłącz hejt.”. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Nowe zajęcia dla uczniów i nauczycieli. Minister ogłasza plan działania

 

 

Włącz Szacunek. Wyłącz hejt.” – w roku szkolnym 2025/2026 to hasło będzie towarzyszyło działaniom ukierunkowanym na walkę z przemocą w sieci – ogłosił wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Na spotkaniu z udziałem ekspertów NASK, Ministerstwa Cyfryzacji i ABW zaprezentowano już realizowane i planowane działania.

 

>Ministerstwo Cyfryzacji wraz z NASK konsekwentnie rozwija programy i narzędzia, które wspierają bezpieczeństwo Polaków w internecie.

 

>W tym roku szkolnym ministerstwo, we współpracy z NASK i ABW, będzie realizowało całoroczny program wsparcia szkół, rodziców i uczniów w walce z cyberprzemocą.

 

>Myśląc o bezpieczeństwie w sieci, musimy skupiać się nie tylko na ochronie systemów i danych, ale przede wszystkim ludzi – szczególnie najmłodszych, którzy są najbardziej narażeni na cyberprzemoc – powiedział wicepremier Krzysztof Gawkowski.

[…]

 

Z najnowszego raportu NASK „Agresja i przemoc seksualna w internecie” wynika, że aż trzy czwarte młodych osób, które doświadczyły cyberprzemocy seksualnej, nie powiedziało o tym nikomu. Hejt, nękanie, szantaż, publikowanie intymnych materiałów czy seksualizacja treści mają realne konsekwencje: spadek poczucia bezpieczeństwa, obniżenie samooceny, kryzysy psychiczne.

 

Bezpieczeństwo w sieci to jedno z największych wyzwań naszych czasów. Młodzi nie potrzebują wykładów – potrzebują wsparcia dorosłych, jasnych zasad i szybkiej reakcji. „Włącz Szacunek. Wyłącz hejt.” to zestaw konkretnych działań, które planujemy, aby chronić dzieci i młodzież w internecie – podkreślił wicepremier.

 

Ministerstwo Cyfryzacji wraz z NASK konsekwentnie rozwija programy i narzędzia, które wspierają bezpieczeństwo Polaków w internecie. W tym roku szkolnym ministerstwo, we współpracy z NASK i ABW, będzie realizowało całoroczny program wsparcia szkół, rodziców i uczniów w walce z cyberprzemocą.

 

Działania te obejmą:

 

szkolenia i webinary dla nauczycieli, psychologów, pedagogów,

 

-spotkania z uczniami – na żywo i online,

 

-Cyberlekcje 3.0 – całodniowe zajęcia z cyberprofilaktyki,

 

-promowanie higieny cyfrowej,

 

-konferencje i ogólnopolskie akcje edukacyjne, jak konferencja Safer Internet jeszcze we wrześniu czy Dzień Bezpiecznego Internetu, który odbędzie się na początku 2026 roku.

 

Dzięki Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE) blisko 5 milionów uczniów i nauczycieli ma dostęp do szybkiego, bezpłatnego i bezpiecznego internetu. [… ] Cyberprzemocy nie da się pokonać samą technologią. Kluczowa jest świadomość zagrożeń i wiedza o tym, jak sobie z nimi radzić. Działania informacyjne i edukacyjne mają zapewnić, by ofiary hejtu nie zostały same z problemem agresji w sieci i otrzymały niezbędne wsparcie – od państwa, nauczycieli i rodziców.

 

Właśnie temu służy program cyberprofilaktyki NASK: zestaw warsztatów, scenariuszy lekcji i narzędzi, które pomagają budować kulturę szacunku w szkołach i rodzinach. To dzięki nim uczniowie uczą się reagować na hejt, a dorośli dostają wskazówki, jak zauważyć pierwsze sygnały kryzysu i skutecznie zareagować. […]

 

Dyżurnet.pl – szybka pomoc w razie zagrożeń

 

Dyżurnet.pl to miejsce, gdzie każdego dnia toczy się walka o bezpieczeństwo dzieci w internecie. Eksperci tego ogólnopolskiego punktu kontaktowego NASK zajmują się jednymi z najpoważniejszych problemów sieci – przede wszystkim zwalczaniem nielegalnych treści z udziałem małoletnich. To materiały, które nie powinny nigdy trafić do internetu, a ich usuwanie to sprawa życia i zdrowia najmłodszych.

 

Zgłoszenie do Dyżurnet.pl może wysłać każdy – dziecko, rodzic, nauczyciel – całkowicie anonimowo. Do zespołu trafiają sygnały dotyczące brutalnego hejtu, publikacji intymnych zdjęć bez zgody czy treści ukazujących wykorzystywanie dzieci. Każda sprawa traktowana jest priorytetowo. Eksperci weryfikują zgłoszenia, kontaktują się z administratorami serwisów i organami ścigania, by jak najszybciej zablokować dostęp do szkodliwych materiałów. Wiele z nich znika z sieci w ciągu kilkunastu godzin. […]

 

 

Cały tekst „Nowe zajęcia dla uczniów i nauczycieli. Minister ogłasza plan działania”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



 

Chyba niewielu „znawców tematu” spodziewało się, że dowie się o takim działaniu kierownictwa niektórych szkół – w reakcji na obowiązek realizacji nowego przedmiotu wychowanie zdrowotne. Oto fragmenty tekstu Katarzyny Stefańskiej, zamieszczonego na stronie „Gazety Wyborczej ŁÓDŹ” i link o pełnej wersji::

 

 

„Rodziców lepiej zniechęcić”. Dyrektorzy szkół namawiają do wypisywania się z tych lekcji

 

Podczas rozpoczęcia roku w szkole mojego syna uczniowie usłyszeli od pani dyrektor, że rodzice mają ich wypisywać z edukacji zdrowotnejmówi Tomasz, ojciec nastolatka z podłódzkiego technikum.

 

I nie chodzi tu ideologiczny przechył w prawą stronę i obawę o odmienianą już przez wszystkie przypadki seksualizację i deprawację młodzieży (według Ordo Iuris demoralizacji mają uniknąć tylko ci uczniowie, których rodzice zdążą w porę wypisać ich z zajęć; Kościół krzyczy o upadku tradycyjnych wartości; Grzegorz Braun zapowiada „terenowe akcje” przed szkołami). Nie chodzi też o polityczne motywacje tej konkretnej dyrektor szkoły, ale rzecz prozaiczną –

 

. Dyrektorzy łapią się wszelkich możliwych sposobów, bo „Z pustego i Salomon nie naleje”.

 

– I to powiedziała wprost pani dyrektor. Że lepiej, żeby nie chodzili, bo nie jest w stanie obsadzić wakatu – mówi ojciec nastolatka. […]

 

Ministerstwo nie wyznaczyło dolnej granicy liczebności w grupach, ale wyznaczyło górną. To 24 osoby.

 

Katarzyna Felde, dyrektorka IV LO w Łodzi, która z początkiem września odeszła na emeryturę: – Jeśli w całej szkole będą dwie chętne osoby, trzeba utworzyć grupę. Ale jeśli klasa będzie liczyć 32 osoby i każde z nich zadeklaruje chęć uczestnictwa, trzeba podzielić je na dwie grupy. Tu zaczynają się schody. W IV LO chęć nauczania przedmiotu zadeklarował jeden nauczyciel – biolog.

 

Dyrektorka hipotetyzuje dalej: – Może da się to połączyć, jeśli zgłoszą się tylko chętni z pierwszych klas. Zrobimy grupy łączone z pojedynczymi osobami z klas starszych. Jeśli będzie więcej chętnych, mamy problem. Tego już nie zrobimy, bo nie ustawi się tego w planie, ani nie będzie miał kto tego uczyć. Nie dziwię się dyrektorom, że trochę zniechęcają do uczestnictwa, jeśli są postawieni pod ścianą. […]

 

Dzwonimy do dyrektorów łódzkich podstawówek. Bożena Będzińska-Wosik, dyrektorka SP 81 w Łodzi, : – Sama będę uczyć edukacji zdrowotnej. Na szczęście udało mi się wszystko rozplanować, tak, że nie będzie wakatów. Na razie tylko jedna osoba złożyła rezygnację, wszystkie dzieci są chętne. Ale słyszała od dyrektorów większych placówek, że mogą mieć problem.

 

Tymczasem łódzki magistrat tego nie odnotował.Dyrektorzy łódzkich placówek nie zgłaszali do organu prowadzącego wakatów w zakresie nauczycieli edukacji zdrowotnej„, czytamy w oświadczeniu. W przesłanych do „Wyborczej” statystykach czytamy, że od września zatrudniono nauczycieli w wymiarze 77 etatów: 51 w szkołach podstawowych, 12 w liceach, 10 w technikach i szkołach branżowych, czterech w placówkach kształcenia specjalnego. 

 

 

 

 

Cały tekst „Rodziców lepiej zniechęcić”. Dyrektorzy szkół namawiają do wypisywania się z tych lekcji”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

 

 

 

 

 



Postanowiliśmy, trochę pod prąd głównego nurtu publicystyki o zmianach w szkolnej edukacji, zaprezentować dzisiaj nie kolejny tekst nt. edukacji zdrowotnej, a tekst, w którym Krzysztof Obrębski – nauczyciel wf z 45 letnim stażem  dzieli się swoimi spostrzeżeniami o szkole i młodym pokoleniu. Napisał o tym w swoim liście do redakcji portalu „Strefa Edukacji”. Oto jego fragmenty i link do jego pełnej wersji:

 

Takiej żenady jeszcze nie było. Nauczyciel WF-u o tym jak się dziś pracuje

 

fot. Wojciech Wojtkielewicz

 

[…]

 

Nauczyciel zwraca uwagę na to, że szkoła przestała być miejscem, w którym obowiązują jasne reguły i naturalne autorytety. Coraz częściej – jak pisze – młodzież nie uznaje żadnych granic, kwestionuje wymagania i nie wykazuje gotowości do wysiłku. Brak dyscypliny i konsekwencji, jego zdaniem, podważa fundament wychowania, a bez powrotu do elementarnych zasad trudno będzie mówić o sensownej edukacji.

 

Jestem nauczycielem z 45-letnim stażem i takiej żenady i dmuchania na uczniów nie doświadczyłem. To, co dzisiaj trzeba zrobić, to natychmiast zdefiniować pewne reguły, które obowiązują uczniów, bez jakichkolwiek dyskusji. Zero zasad, zero autorytetów, zero wysiłku. Tak dalej nie może funkcjonować szkoła – pisze.

 

Pedagog zwraca uwagę, że wydolność organizmu młodych ludzi, nawet tych aktywnych w klubach sportowych, jest znacznie niższa niż u ich rodziców czy dziadków. – Nawet trenujące osoby w klubach mają wydolność organizmu 15–20 proc. niższą – podkreśla.

 

Choć szkoła, w której pracuje, dysponuje świetnymi warunkami – halą sportową, szatniami z zapleczem sanitarnym, boiskami zewnętrznymi – nie zawsze przekłada się to na zaangażowanie uczniów. – Zrobienie paznokci kosztuje majątek, makijaże leją się podczas rozgrzewki, kto będzie chciał ryzykować takie straty – zauważa ironicznie. […]

 

Mimo krytycznej diagnozy, nauczyciel dostrzega też drugą stronę obrazu. – Pocieszające jest jednak to, że jeszcze około 65 proc. uczniów dobrze się bawi podczas zajęć lekcyjnych. Mają właściwe podejście do zdrowia, dbają o swoje ciało i umysł – pisze

 

W jego ocenie to właśnie na tych uczniów powinna skupić się większa uwaga, bo – jak sam twierdzą – w przyszłości będą musieli pracować na „zestresowanych, którzy całe życie korzystać będą z opieki pracowników pomocy społecznej”.

 

Odniósł się także do dyskusji o testach sprawnościowych, które budzą dziś lęk i nakładają presję. – Życie jest pełne sytuacji stresujących, nigdy nie unikniemy tego – pisze. – Testy były zawsze w podstawie programowej, jak sięgam pamięcią, nigdy nie były kwestionowane, ponieważ to jest informacja zwrotna dla ucznia, chętnie z tego korzystają. Bywa, że proszą o powtarzanie testów w celu kontrolowania progresu. Mimo, że są to lekcje WF-u to trzeba stać na nogach, nie na głowie, wtedy będzie łatwiej. […]

 

Nauczyciel podkreśla, że zaangażowanie uczniów w lekcje WF nigdy nie jest kwestią przypadku – zawsze wiąże się z właściwą motywacją. A ta z kolei zależy od tego, czy młodzi ludzie rozumieją cel zajęć i potrafią dostrzec w ruchu coś więcej niż tylko obowiązek szkolny. – „Życie to ruch, a ruch to życie” – tak tłumaczę cel lekcji wychowania fizycznego swoim wychowankom.Nauczyciel zaznacza też, że nie chodzi jedynie o sprawność czy wyniki sportowe, ale też o relacje. Podkreśla, że tylko wzajemny szacunek między uczniem a nauczycielem pozwala stworzyć atmosferę, w której można mówić o prawdziwym wychowaniu, wymaganiach i osiąganiu celów.

 

Szanuję wszystkie dzieciaki i większość odwzajemnia szacunek. Kończę karierę zawodową widząc wielu szczęśliwych, wykształconych, zdrowych, wspaniałych uśmiechniętych wychowanków. Kochałem swoją pracę, oddawałem serce, czas, pasję i tego oczekiwałem od zawodników, uczniów, z którymi miałem przyjemność pracować. Mniej gadania, więcej pracy – pisze nauczyciel.

 

 

 

Cały tekst „Takiej żenady jeszcze nie było. Nauczyciel WF-u o tym jak się dziś pracuje”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 



Nie możemy nie odnotować najnowszego posta prof. Boguslawa Śliwerskiego, jaki zamieścił on dzisiaj na swoim blogu „Pedagog” – zwłaszcza w kontekście komentarzy na temat aktualnej  reformy, proponowanej przez resort, kierowany przez ministrę Nowacką   –  TUTAJ   i   TUTAJ:

 

 

O książce, która pyta o sens reform

 

 

Wyobraź sobie: nauczyciela, który co kilka lat słyszy: „od jutra zmiany w programie”; ucznia, który raz ma uczyć się w duchu „kompetencji kluczowych”, innym razem „tradycyjnych podstaw”; samorządowca, który próbuje dostosować szkoły do kolejnych wytycznych. Czy to tylko polska codzienność? Nie – podobne historie dzieją się w wielu krajach.

 

Reformy edukacji wędrują, zmieniają się i napotykają bariery, a my często widzimy tylko ich fragment. Wspólnie z prof. Inettą Nowosad napisaliśmy książkę, która odkrywa kulisy tego procesu. „Strategie, przepływy i bariery reform edukacyjnych. Studia z pedagogiki porównawczej”. To nie jest kolejny suchy opis systemów szkolnych. To opowieść o strategiach i inspiracjach, które przekraczają granice, o globalnych napięciach, które wpływają na lokalne szkoły, i o tym, jak krytycznie patrzeć na sens i bezsens reform.

 

Każda kolejna „wielka reforma” szkoły budzi emocje, spory i nadzieje. Niewielu z nas zastanawia się, skąd te pomysły przychodzą i dlaczego jedne rozwiązania działają, a inne kończą się fiaskiem. Nasza książka odkrywa kulisy tych procesów. Każdy, kto choć raz pracował w szkole, zderzył się z kolejną „wielką zmianą”. Nowe podstawy programowe, inne kryteria egzaminacyjne, kolejne priorytety ministerialne. Nauczyciele i uczniowie stają się częścią procesu, który rzadko mają szansę zrozumieć w pełnej skali. Czy naprawdę jest tak, że reformy zaczynają się i kończą w naszym kraju? Czy to, co dzieje się w Polsce, to jedynie efekt decyzji kolejnych rządów?

 

W naszej książce pokazujemy coś innego: reformy mają swoje życie ponad granicami państw. Idee, modele i rozwiązania „wędrują”, inspirują polityków, bywają kopiowane lub odrzucane, zyskują nowych zwolenników, a czasem stają się narzędziem gry politycznej.

 

Globalizacja sprawia, że edukacja coraz rzadziej bywa wyłącznie „lokalną sprawą”. Trwająca od ponad trzech lat wojna Rosi przeciwko Ukrainie nie tylko zmienia relacje międzynarodowe, ale także wpływa na polityki edukacyjne wielu krajów – od przyjmowania uczniów uchodźców po nowe narracje w programach nauczania. To tylko jeden z przykładów, jak światowe napięcia kształtują szkolną codzienność.

 

Naszym celem nie było jednak proste opisanie, że coś się dzieje.Strategie, przepływy i bariery reform edukacyjnych. Studia z pedagogiki porównawczej i dlaczego w jednych miejscach znajdują podatny grunt, a w innych napotykają bariery.

 

Dlatego książka składa się z dwóch komplementarnych części:

 

-Pierwsza – porządkuje język i kategorie, dzięki którym można mówić o politykach edukacyjnych w globalnym kontekście. To swoiste wprowadzenie do „gramatyki reform”, która pozwala lepiej rozumieć zjawiska po 1990 roku.

 

-Druga – to konkretne analizy porównawcze i historyczno-analityczne. Pokazujemy w niej, jak porównawcza pedagogika może być narzędziem praktycznym: pomagać rozpoznawać orientacje reformatorskie, krytycznie patrzeć na uproszczenia, ostrożnie interpretować dane międzynarodowe i dostrzegać ograniczenia niewidoczne z perspektywy pojedynczej szkoły.

 

Adresujemy tę książkę szeroko – do badaczy polityk oświatowych, psychologów politycznych, socjologów edukacji, pedagogów szkolnych, nauczycieli, samorządowców, działaczy społecznych, rodziców. Do wszystkich, którzy chcą wiedzieć, co tak naprawdę kryje się za kolejną „wielką reformą edukacji”.

 

Reformy edukacyjne dzieją się tu i teraz – dotykają naszych szkół, dzieci, wspólnot lokalnych. Jeśli chcemy je naprawdę zrozumieć, potrzebujemy spojrzenia szerszego niż tylko polska perspektywa. Dlatego oddajemy w ręce czytelników tę książkę i zapraszamy do dyskusjijakiej edukacji potrzebujemy w XXI wieku?

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/

 



„Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj tekst, w którym zaprezentowano – zaczerpnięte z PAP – zaskakujące informacje o sytuacji, dotyczącej zainteresowania rodziców uczęszczaniem ich dzieci na na lekcje nowego przedmiotu „Wychowanie zdrowotne”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Porażka nowego przedmiotu w szkołach. Zainteresowanie jest niemal zerowe

 

 

1 września 2025 r. do szkół wszedł nowy przedmiot – edukacja zdrowotna. Placówki organizują zebrania z rodzicami, sondują zainteresowanie, zbierają deklaracje. Na razie zainteresowanie jest minimalne, a w niektórych miejscach nawet zerowe.

 

[…]

 

W niektórych klasach na edukację zdrowotną zapisał się tylko jeden uczeń

 

Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 7 w Lublinie Mariusz Lisek powiedział, że z pierwszych rozmów z uczniami wynika, że zainteresowanie edukacją zdrowotną jest mniejsze niż wychowaniem do życia w rodzinie w poprzednich latach.

W jednej z klas wychowawczyni ustaliła, że na 14 uczniów na edukację zdrowotną będzie chodziła jedna osoba. Dla porównania, w zeszłym roku szkolnym w wychowaniu do życia w rodzinie w klasach IV-VIII uczestniczyło ok. 20 proc. uczniów. Rezygnację z lekcji rodzice tłumaczyli głównie obciążeniem innymi zajęciami” – stwierdził Lisek. Jak podał dyrektor, zajęcia z edukacji zdrowotnej w Szkole Podstawowej nr 7 poprowadzi ten sam nauczyciel, który przed wakacjami prowadził wychowanie do życia w rodzinie.

 

[…]

 

Zainteresowanie lekcjami edukacji zdrowotnej jest minimalne lub zerowe

 

Według wstępnych deklaracji, które zbierane są w wielu podhalańskich szkołach, zainteresowanie lekcjami edukacji zdrowotnej jest minimalne lub zerowe.

 

Myślę, że wszyscy skupiają się na budzącej kontrowersje kwestii seksualizacji dzieci, bo to tak naprawdę wprowadzanie ideologii. Kwestie biologiczne związane z dojrzewaniem są  dobrze omawiane na lekcjach biologii i nie budzą sprzeciwu powiedziała wiceprzewodnicząca rady powiatu tatrzańskiego i nauczycielka Marta Nędza-Kubiniec.

 

Kolejne kontrowersje, to kwestie wyjaśniania pojęć związanych z tożsamością płciową, mówienie o rodzicach jednopłciowych czy też umiejscawianie współżycia poza małżeństwem – dodała.

 

Zdaniem radnej wątpliwości rodziców dotyczą również tematów takich, jak wprowadzanie nowych diet, a także kwestie ekologiczne związane z odnawialnymi źródłami energii.

 

[…]

Rodzice wolą dodatkową katechezę zamiast edukacji zdrowotnej w szkole

 

W gminie Czarny Dunajec, jak podał burmistrz Marcin Ratułowski, ze wstępnych informacji wynika, że nie ma dużego zainteresowania lekcjami edukacji zdrowotnej, natomiast we wszystkich 16 szkołach podstawowych gminy, zgodnie z decyzją rodziców, wprowadzono dodatkowe lekcje katechezy. Samorząd zabezpieczył na ten cel w budżecie 700 tys. zł.

 

Z dotychczasowych wstępnych informacji wynika, że większość rodziców nie jest zainteresowana uczestnictwem ich dzieci w zajęciach dobrowolnych z edukacji zdrowotnej. Nie mam wiedzy, ilu uczniów będzie uczestniczyło w tych zajęciach, bo termin rezygnacji upłynie 25 września, więc dopiero wtedy będziemy wiedzieć, ile de facto uczniów będzie brało w nich udział wyjaśniła dyrektor Gminnego Zespołu Oświatowego w Czarnym Dunajcu Iwona Wontorczyk.

 

W gminie Ochotnica Dolna, jak poinformował wójt Tadeusz Królczyk, wstępne deklaracje wskazują, że w dwóch z pięciu szkół nie ma żadnego zainteresowania zajęciami edukacji zdrowotnej, a w pozostałych opinie rodziców są podzielone.

 

 

Cały tekstPorażka nowego przedmiotu w szkołach. Zainteresowanie jest niemal zerowe”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/



Na fejsbukowej stronie „Nie dla chaosu w szkole” znaleźliśmy informację o tym jak Dariusz Martynowicz  –  Nauczyciel Roku 2021, który rok później zrezygnował, po piętnastu latach, z pracy w szkole publicznej – ocenia decyzje, podejmowane przez MEN, kierowane przez Barbarę Nowacką. Oto ten tekst:

 

 

Dariusz Martynowicz w rozmowie z Beatą Lubecką mówi o wielkim rozczarowaniu. Swoim i środowiska. Osobiście lubi min. Nowacką i długo bronił jej poczynań, ale po 20 miesiącach bardzo źle ocenia wyniki pracy resortu i pesymistycznie widzi przyszłość. O ile nie dojdzie do jakiegoś przełomu i zmiany stylu pracy, w tym zmiany doradców, bo może i w nich jest problem.

 

> Edukacja zdrowotna powinna bezwzględnie być przedmiotem obowiązkowym, zawiera treści, które są bardzo potrzebne młodym ludziom, bo w domach się o nich nie rozmawia. Polityczna wolta w tej sprawie jest błędem. Przyprawianie rogów EZ jest absurdem.

 

> Zdaniem Martynowicza błędem było też wszczęcie wojny o likwidację drugiej godziny religii, bo to zaostrzyło spór wokół EZ. Zdaniem Martynowicza nauka o wartościach w szkole jest potrzebna, uczeń powinien wybierać między religią bądź etyką.

 

> MEN nauczyło się kręcić rolki, ale nauczyciele i nauczycielki to nie są idioci, którym można mówić półprawdy.

 

> Chaos i brak wizji widać w poczynaniach dotyczących prac domowych. Sama decyzja z marca 2024 była błędem, działaniem godzącym w autonomię nauczycieli. A jeśli teraz min. Nowacka mówi w wywiadzie, że w październiku powie, czy wrócą prace domowe, to to jest ignorancja i brak wiedzy jak zorganizowana jest praca w szkole. Kryteria oceniania podawane są do wiadomości uczniów w pierwszym tygodniu nauki.

 

> To niebywałe, że ten rząd przez tyle miesięcy nie zdołał przygotować mapy drogowej wzrostu uposażeń nauczycielskich. Szkoła jest nieatrakcyjna dla wchodzących do zawodu. W rezultacie reformę nazwaną dumnie „Kompas Jutra” będą wprowadzać ludzie w wieku przedemerytalnym i emeryci. Tylko 5% nauczycieli ma mniej niż 30 lat i ten odsetek systematycznie spada.

 

> Nie ma też mapy drogowej zmian, które mają być wprowadzone w toku zapowiedzianej reformy. A z MEN płyną nieprzemyślane sygnały wobec ekspertów przygotowujących w IBE zmiany – tak było w przypadku lektur, gdy min. Nowacka odcięła się od propozycji zespołu Kingi Białek. To wygląda na komunikat: przygotowujcie sobie propozycje, a ja wprowadzę to, co się będzie opłacało politycznie.

 

> Wielkim problemem, prócz niedofinansowania jest brak wsparcia psychologicznego. Nauczyciele są wypaleni, świetni pedagodzy odchodzą ze szkół, a powinni za wszelką cenę zostać.

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 



Zbliża się nowy rok szkolny – postanowiliśmy wrócić do „starej dobrej tradycji” zamieszczania tekstów (i rysunków)  Danuty Sterny z jej radami dla nauczycieli. Dzisiejszy dotyczy ważnej roli autorefleksji w jakości ich pracy:

 

 

                                                                        Nauczanie z autorefleksją

 

Rys. Danuta Sterna

 

Każdy nauczyciel chce nauczać lepiej, dąży do doskonalenia swojej praktyki. Jednym z najlepszych sposobów, konieczny dla rozwoju zawodowego, to – samoocena. Odpowiednim czasem dla niej jest początek roku szkolnego. Wtedy nauczyciele są wypoczęci i pełni zapału.

 

4 wskazówki dotyczące autorefleksji

 

1.Skupienie się na jednej rzeczy, którą chcemy poprawić w tym roku. 

 

Może nam się wydawać, że jesteśmy w stanie zrobić bardzo wiele, ale planowanie za dużo, może nas przytłoczyć i zniechęcić. Ważne jest aby widzieć sukces we wprowadzaniu zmiany. Po pewnym czasie trzeba sprawdzić, czy plany dają rezultaty, czyli zapytać o opinię uczniów w postaci informacji zwrotnej. Dobrze jest to zrobić pod koniec pewnego etapu nauczania, wtedy uczniowie mogą mieć pełniejszy obraz, a nauczyciel ma czas na zaplanowanie zmian przed następnym etapem lub semestrem.

 

2.Poprosić uczniów o ustną informację zwrotną.

 

Kuszące jest zrobienie ankiety dla uczniów, ale o wiele więcej można się dowiedzieć z ustnej informacji zwrotnej. Aby ustna informacja zwrotna była pomocna, konieczne jest utrzymywanie bardzo szczerych i opartych na zaufaniu relacji z uczniami. Uczniowie musza być przekonani, że nie spotka ich kara, jeśli szczerze powiedzą, co myślą. Jeśli nie mamy tak dobrych relacji, to lepiej zrobić anonimową informację zwrotną.

 

Dzięki pozyskaniu informacji zwrotnej pokazujemy uczniom, że nauczyciel jest osobą, która stale dąży do doskonalenia i jest gotowa do zmian w oparciu o opinię uczniów.

 

Pozyskanie informacji zwrotnej ustnej może odbywać się w małych grupach i powinno być poprzedzone podaniem pytań, na które nauczyciel chce uzyskać odpowiedzi. Rozmowa  może trwać około trzech do czterech minut. Warto zapisać opinie uczniów w specjalnym zeszycie przeznaczonym na planowanie rozwoju zawodowego.

 

Na przykład jeśli chcemy wprowadzić częściej pracę w grupach, to możemy zapytać:

 

-Czy organizowanie pracy w grupach pomaga Wam się uczyć?

 

-Co mógłbym/mogłabym zmienić w organizacji pracy w grupach, aby uczenie się było bardziej efektywne?

 

3.Notatka – co trzeba zmodyfikować

 

Koniecznie trzeba zapisać, co trzeba ewentualnie zmienić. Wskazówek do zmiany nie powinno być za dużo, najlepiej – jedna.

 

Na przykład, jeśli zmiana miał polegać na lepszym omawianiu lektur, a uczniowie stwierdzili, że lektura była zbyt długa lub napisana za trudnym językiem, to można podzielić czas omawiania na części lub zapewnić uczniom wsparcie, gdy zapoznają się z lektura.

 

Sporządzanie notatek jest konieczne, ponieważ nauczyciel uczy na różnych poziomach i różne klasy i opinie uczniów mogą być różne.

 

4.Autorefleksja po pewnym czasie

 

Nie powinno się zmieniać planów z dnia na dzień. Może nam się wydawać, że jedna z lekcji była doskonalą, ale następna prowadzona podobnie może już taka nie być. Może się również zdarzyć, że opinie uczniów są sprzeczne. Na przykład część uczniów może wyrazić opinie, że lubi lekcje, gdy podczas nich mogą sami wypowiadać się ustnie, a inni z kolei nie lubią takiej formy i wolą pisanie.

 

Można wtedy wyjaśnić uczniom dlaczego dbamy o wypowiedzi ustne i poprosić ich o napisanie przez minutę lub dwie, dlaczego ćwiczenie wypowiadania się jest ważne lub jak oni sami mogą na tym skorzystać. Można też dać wybór uczniom: wypowiedź ustna lub pisemna.

 

Kilka przykładowych pytań, na które można odpowiedzieć sobie samemu po lekcji w notatkach:

 

-Czy uczniowie byli zaangażowani?

 

-W jakim stopniu byłam/em usatysfakcjonowana/y z przebiegu lekcji?

 

-Czy jestem pewna/y, że uczniowie nauczyli się tego, co założyłam/em? Skąd to wiem?

 

-Co poszło dobrze i jakie mam na to dowody?

 

-Jakie dwie rzeczy teraz bym zmienił/a?

 

-Którzy uczniowie potrzebowali wsparcia?

 

Autorefleksja może poprawić zdolność nauczycieli do przekazywania wiedzy, zapewnić lepszą interakcję nauczyciel-uczeń i doskonalić umiejętności zarządzania klasą. Jednak znalezienie czasu na autorefleksję nie jest łatwe.

 

Pomocne może być omawianie notatek z innym nauczycielem, spojrzenie z innej strony może dać wiele.

 

Można to robić na spotkaniach np. zespołu przedmiotowego lub poświecić 10 minut czasu na rozmowę w parach podczas rady pedagogicznej.

 

 

Inspiracja  artykułem   Jill Yamasawy

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl

 

 

 



Przeglądając ponownie Internet pod kątem  materiałów, w których można znaleźć warte upowszechnienia na OE wypowiedzi o aktualnej sytuacji w oświacie, odkryliśmy, ze naszej uwadze umknął tekst Katarzyny Mazur, zamieszczony w miniony wtorek na portalu „Strefa Edukacji” w którym jego autorka zawarła najważniejsze fragmenty z wypowiedzi, jakie podczas debaty poświęconej roli szkoły w budowaniu sprawczości uczniów udzielał Marek Pleśniar – dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

 

Oto obszerne fragmenty tekstu Katarzyny Mazur, link do jego pełnej wersji oraz do filmowej relacji z debaty:

 

 

Coś złego zadziało się ostatnio wokół polskiej szkoły

 

Screen z filmowej relacji debaty

 

Marek Pleśniar podczas podczas debaty poświęconej roli szkoły w budowaniu sprawczości uczniów, zorganizowanej 19 sierpnia 2025 r. przez portal „Strefa Edukacji”

 

[…]

 

Podczas debaty poświęconej roli szkoły w budowaniu sprawczości uczniów Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, krytycznie ustosunkował się do działań resortu edukacji. Jego zdaniem obecne reformy i projekty ustaw pokazują wyraźny brak zaufania władzy do nauczycieli, prowadzą do nadmiernej centralizacji i odbierają szkołom realną autonomię.

 

Kryzys zaufania to mało powiedziane. Niemal wszystkie projekty aktów prawnych oraz wszystkie zmiany, których doświadczamy od roku świadczą o braku zaufania władzy do nauczycieli – powiedział podczas debaty Strefy Edukacji „Czy potrafimy zaufać szkole”.

 

Przykładów podał wiele, począwszy od słynnej regulacji prac domowych – która odbyła się bez wysłuchania nauczycieli. Odniósł się też do nowelizacji ustawy Prawo Oświatowe i niektórych innych ustaw z dn. 8 lipca, która wprowadza m.in. jednolite prawa i obowiązki ucznia.

 

Ta ustawa wprowadzi masę zmian w najdrobniejszych przejawach życia szkolnego, wprowadza centralistyczne regulacje dotyczące właściwie wszystkiego, jak mamy karać i nagradzać uczniów w tej a nie innej szkole – mówił jak my mamy na przykład karać i nagradzać uczniów w tej, a nie innej szkole. […]

 

Pleśniar przypomniał, że po 1989 roku polska szkoła miała być miejscem samorządnym, zakorzenionym w lokalnej społeczności.

 

Myśmy się kiedyś umówili na demokrację i na szkołę publiczną, samorządową, która jest tu, na miejscu i jest własnością nas, nauczycieli, uczniów, rodziców. W statucie każda szkoła ma prawo, zgodnie z ogólnymi przepisami, stworzyć swoją szkołę – to jest nasza konstytucja tu, w tej miejscowości, gdzie się znajdujemy. Teraz zachodzi proces centralizacji i usztywniania wszystkich tych rzeczy – podkreślił.

 

W jego ocenie obecne tendencje przypominają czasy PRL, kiedy każda szkoła stosowała identyczny regulamin ustalany w Warszawie.

 

Będzie tak jak w latach 70., gdy na ostatniej stronie dzienniczka drukowano regulamin, bo taki sam był w każdej szkole w Polsce. Jest to przeszkoda tak ogromna, że mówienie o tzw. sprawstwie, mówienie o autonomii, o tym, że my mamy pokazywać, jak być samodzielnymi, jest dla nauczycieli kpiną – ocenił. – Jest dla nas kpiną, że ludzie, którzy są pozbawiani wpływu, mają uczyć wpływu.

 

Sytuacja ta oczywiście rzutuje także na zaufanie nauczycieli i dyrektorów do rządu.Jesteśmy centralizowani i brak zaufania panuje także ze strony nauczycieli i dyrektorów do władzy, która tak i tak nam robi. Stąd mamy naprawdę duży problem z tą kwestią.

 

Marek Pleśniar świadomie dotyka dwóch delikatnych wątków: politycznej trwałości reform oraz fundamentalnych warunków pracy nauczyciela.

 

Pierwszy z nich to kwestia niepewności politycznej. Ekspert zwraca uwagę, że w perspektywie dwóch lat może zmienić się władza, a wraz z nią – kierunek lub nawet sam fakt realizacji zapowiadanych reform. Planowanie głębokich zmian w oświacie bez gwarancji ich ciągłości politycznej może się okazać fiaskiem. Reforma może zostać zatrzymana lub odwrócona, zanim zacznie realnie działać.

 

Drugi wątek, który ekspert nazywa wręcz „punktem zerowym”, dotyczy relacji nauczyciel–uczeń. Podkreśla on, że wszelkie programy kształtowania „umiejętności życiowych” czy „sprawczości” są puste, jeśli nauczyciel nie zna swoich uczniów. To jest argument strukturalny – przy obecnych, często przepełnionych klasach, indywidualne poznanie ucznia staje się nierealne. Pleśniar stawia tu tezę, że bez kontaktu i relacji nie ma edukacji w sensie wychowawczym czy rozwojowym. […]

 

Pleśniar zwrócił uwagę, że w procesie reformowania oświaty brakuje głosu rodziców. Mamy 16 kuratorów, którzy mogą zaprosić przedstawicieli rad rodziców na ogólnopolską konferencję. Oni przyjadą, bo chcą być wysłuchani. A my dziś tego głosu nie znamy – zaznaczył.

 

Mimo tej gorzkiej krytyki, widzi szansę na odwrócenie negatywnych tendencji, wskazując tu na duży udział pracy wykonywanej w Instytucie Badań Edukacyjnych przez wielu ekspertów oświatowych. – To wszystko naprawdę można jeszcze odkręcić. Można sobie powiedzieć: zacznijmy sobie ufać. Dostajecie narzędzia, macie ideę, ale wy macie swoje statuty i swoje grona, z którymi pracujcie i się przygotujcie podsumował.

 

 

 

Cały tekst „Coś złego zadziało się ostatnio wokół polskiej szkoły”  oraz relacja filmowa z  debaty „Czy potrafimy zaufać szkole” [56’20”]  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www. strefaedukacji.pl

.



Od dnia, w którym zamieściliśmy tekst Jarosława Pytlaka z jego bloga „Wokół Szkoły” minęły dwa miesiące i dwa dni. Jedynym wytłumaczeniem tego zaniedbania są trwające nadal wakacje. Ale nie możemy nie zamieścić, choćby fragmentów, jego najnowszego tekstu, który ukazał się wczoraj:

 

 

Dura lex, sed mala lex

 

Jak co roku, w połowie sierpnia znajduję w służbowej skrzynce mailowej kuszące propozycje doszkolenia się w sprawie zmian w prawie oświatowym, które w tym sezonie zachodzą tylko na poziomie rozporządzeń. Ustawy, nawet jeśli przeszły już przez parlament, to oczekują na podpis prezydenta, ale mogą się nie doczekać, bo nowemu lokatorowi Belwederu nie po drodze z ministrą Nowacką. Mimo to, jest o czym się szkolić. Od września kadra zarządzająca w oświacie będzie miała na głowie dwa nowe przedmioty – edukację zdrowotną i edukację obywatelską, błyszczącą od nowości podstawę programową wychowania fizycznego (jako obietnicę rewolucji do wdrożenia), zmniejszenie wymiaru zajęć z religii, z obowiązkiem lokowania tego, co pozostało, na skrajnych lekcjach, oraz nowelizację rozporządzenia o kwalifikacjach nauczycieli. To tylko niektóre wchodzące w życie zmiany, ale już te wystarczą, by zapragnąć zarówno szkolenia, jak i poczytania czegoś napisanego z pasją o prawie oświatowym i prawodawcach z ministerstwa.

 

Szkolić nikogo nie będę, natomiast napiszę coś z pasją. Szewską.

 

Zacznijmy od wychowania fizycznego. Już 22 lipca, a więc na całe 40 dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, ministra Nowacka podpisała rozporządzenie w sprawie nowej podstawy programowej. Projekt znany był wcześniej, ale bez podpisu trudno było się nim zajmować. No więc dostaliśmy go w środku wakacji, a w myśl prawa już na początku września powinny być gotowe programy nauczania i zasady oceniania, które należy podać uczniom i ich rodzicom. Dobrze, że przynajmniej podręczników nie potrzeba. […] Nawet w tak sprzyjających okolicznościach ogłoszenie nowej podstawy programowej, na pięć tygodni przed wdrożeniem, trąci absurdem. Niestety, w naszym systemie edukacji nikogo to już nie dziwi i nie bulwersuje. W rezultacie będziemy mieli do czynienia z radosną improwizacją, o ile w ogóle ktokolwiek się tym przejmie, mając na głowie tysiąc jeden innych kłopotów. Najprędzej można spodziewać się wzmożonego popytu na opracowania programowe, które da się szybko rzucić na żer molochowi oświatowej biurokracji, poprzez wpisanie do zasobów librusa. […]

 

x           x           x

 

Szkoły są bez przerwy na cenzurowanym, jeśli chodzi o przestrzeganie prawa i jakość kodyfikowania swojej działalności w statutach. Z jednej strony nie bez racji, z drugiej jednak materia prawa oświatowego jest nader mętna i często oparta na bardzo idealistycznych i/lub biurokratycznych założeniach. Do takich należy wspomniany już wyżej obowiązek każdego nauczyciela podania uczniom i rodzicom, na początku roku szkolnego, informacji dotyczącej stawianych przez wymagań oraz oceniania. Takie jest prawo. Co zrobiła tymczasem 1 kwietnia 2024 roku ministra Nowacka?! Ano wprowadziła rozporządzenie w sprawie prac domowych, które w klasach 4-8 większości szkół podstawowych podważyło te wrześniowe ustalenia. I co? I nic! Prawo oświatowe sobie, a wola polityczna sobie. Wzburzenie było duże, bo pogwałcono przy okazji ustawową autonomię nauczycieli w zakresie stosowania uznanych narzędzi metodycznych, ale spłynęło to po MEN jak po kaczce, łącznie z całą litanią krytycznych opinii, jakie zgłoszono do ministerstwa na etapie opiniowania projektu tego rozporządzenia. Znowu klasyk: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz”?! [..]

 

x           x           x

 

Prawo oświatowe jest tak złożone i pogmatwane, że czasem przestrzeganie go rodzi zaskakujące skutki. Oto podstawa programowa jest z założenia tożsama w tej chwili z wymaganiami egzaminacyjnymi, choć przez 10 lat od reformy Handkego te ostatnie funkcjonowały osobno. Obecne rozwiązanie pojawiło się w 2009 roku, oczywiście w atmosferze epokowej zmiany. Utrzymała je Anna Zalewska, a teraz ten sam kurs zapowiada Barbara Nowacka. Osobiście uważam, że lepiej było, gdy wymagania egzaminacyjne formułowano osobno, ale jest jak jest i już! Co więcej, podstawa programowa stanowi, w myśl prawa oczywiście, jedyny punkt odniesienia przy formułowaniu w szkole wymagań edukacyjnych i ustalaniu ocen. W ramach działań prouczniowskich ogłoszono, że nauczyciel nie może wymagać więcej niż w podstawie, a treści poza nią wykraczające należy wyraźnie oznaczać w podręcznikach. No i na tym tle powstał ostatnio zonk.

 

Oto bowiem ogłoszona publicznie wstępna wersja nowej podstawy programowej matematyki dla szkoły podstawowej została, również publicznie, skrytykowana przez jedną ze współautorek, jako zbyt uproszczona, zamykająca drogę do edukacji matematycznej uczniów uzdolnionych, na miarę współczesności. I obok wyrazów niekłamanej radości przeciwników tego przedmiotu, podniósł się lament, że odbieramy wyzwania uczniom utalentowanym matematycznie, bo przecież jeśli czegoś nie będzie w podstawie (i na egzaminie), nie będzie tego w ogóle. Cóż, Szanowni Państwo, jeśli się powiedziało „a”, to trzeba powiedzieć „b”! Jeśli wykraczanie poza podstawę programową stanowi tylko hobby nauczyciela i ucznia, co więcej, jest w swoisty sposób piętnowane w prawie i w podręcznikach, to znaczy, że efekty edukacyjne zapisane w tym dokumencie będą coraz mniej ambitne intelektualnie. Nie pokryją tego strzeliste deklaracje o kompetencjach i sprawczości, bo bazą sukcesu w edukacji jest (jednak) pewien poziom wiedzy i mozół związany ze stawianiem sobie wyzwań i pokonywaniem trudności w trakcie nauki. […]

 

Wielokrotnie podnosiłem bardzo ważny zarzut pod adresem planowanej reformy, że powstaje ona zbyt szybko. Jak widać, zabrakło czasu na przygotowanie rzetelnej podstawy prawnej. Rozumiem prace studyjne nad rozwiązaniami programowymi, ale prowadzenie (i finansowanie) zaawansowanych prac w oparciu o rozwiązania pozbawione podstawy ustawowej, to wyraz politycznego woluntaryzmu i braku szacunku dla prawa. Delikatnie mówiąc.

 

Prawo oświatowe może jest twarde (dura lex), ale na pewno jest złe (mala lex). Z tego powodu wszelkie systemowe reformy edukacji należy zacząć od analizy prawa, dostosowania go do zamierzonych zmian, a akty prawne ogłaszać z takim wyprzedzeniem, by szkolenia pod kątem kolejnego roku szkolnego mogły odbywać się w lutym!

 

 

Cały tekst „Dura lex, sed mala lex”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/