
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dzisiaj proponujemy lekturę kolejnego tekstu Danuty Sterny z jej bloga „OK NAUCZANIE”. Wybraliśmy z wielu zamieszczonych tam właśnie ten, mając cały czas w pamięci wydarzenia, jakie niedawno miały miejsce na Sali Obrad Sejmu RP. I dlatego– naszym zdaniem – zamieszczone tam wskazówki mogą mieć zastosowanie nie tylko wobec uczniów:
Mówienie i słuchanie
Jedne z najważniejszych umiejętności, które powinien zdobyć człowiek to słuchanie i wypowiadanie się. Trzeba zacząć wcześnie. W obecnych czasach, gdy dziecko spędza dużo czasu patrząc w ekran i nie komunikując się, te umiejętności są słabo kształcone. Owocuje to w życiu dorosłym bałaganem w dyskusjach, przerywaniem wypowiedzi i przekrzykiwaniem się.W tym wpisie, jak może nauczyciel pomóc uczniom zdobywać umiejętności słuchania i mówienia? Cztery propozycje technik:
1.Partnerzy do rozmowy
Małe dzieci często mają problem z czekaniem na swoją kolej wypowiedzi. Nie dotyczy to tylko dzieci, dorośli też, jak wiemy, mają z tym problem.
Można w rozmowach w parach przydzielić osobom role A i B. Następnie polecić postepowanie według wskazówek:
1.Postępowanie według wskazówek:
-Stańcie naprzeciwko siebie
-Osoba A mówi pierwsza, a B tylko słucha.
-Po upływie wyznaczonego czasu zaczyna mówić B, a A słucha.
Ta technika uczy uważnego słuchania.
2.Rekwizyt
Ta technika przydaje się do rozmowy w grupie. Osoba, które jako pierwsza wypowiada się, trzyma wyznaczony przedmiot w ręce. Tylko osoba, która ma przedmiot może mówić, reszta osób słucha.
Przedmiot jest przekazywany następnej osobie (w ustalonej kolejność lub według wskazania osoby, która zakończyła wypowiedź).
3.Komentatorzy
Technika ważna, gdy trzeba przedyskutować w klasie ważny temat.
Polega na wprowadzenie rytuału dyskusji. Uczniowie na dany sygnał zmieniają miejsca, np. siadają w kręgu. Nauczyciel losuje osobę do wypowiedzi. Osoba wstaje i mówi, a reszta słucha. Wszyscy patrzą na osobę mówiącą. Po minięciu wyznaczonego czasu, osoby, które chciałyby skomentować wypowiedź, dają sygnał, np. podnoszą rękę. Nauczyciel ustala kolejność wypowiedzi komentatorów, może to znowu zrobić przez losowanie.
Technika dobra, aby zacząć dyskusję od opinii jednej osoby.
4.Argumentacja
Inna forma poprzedniej techniki, to używanie dwóch patyczków z napisami:
1.Zgadzam się z przedmówcą, gdyż….
2.Nie zgadam się z przedmówca, gdyż ….
Po wypowiedzi pierwszej osoby, nauczyciel losuje następną osobę i również losuje patyczek A i B. Osoba zaczyna wypowiedź od wylosowanego zdania A lub B.
Ta forma uczy uczniów wyszukiwania argumentów za przedstawiona opinią innej osoby.
Podobnie jak w debacie oksfordzkiej.
5.Dyskusja w trójkach
Uczniowie podzieleni są na trójki. Jedna osoba ma rolę obserwatora. Dwie pozostałe stosują technikę partnerów do rozmowy, a obserwator na koniec podsumowuje dyskusję. Obserwator nie wypowiada swojego zdania i stara się być tylko sprawozdawcą.
Ta technika uczy uważnego słuchania i przedstawienia opinii innych.
Nauczanie umiejętności mówienia i słuchania jest jedną z najbardziej wpływowych rzeczy, jakie może zrobić nauczyciel dla uczniów.
Inspiracja artykułem Rachel Scheer
Źródło: www.oknauczanie.pl
Dziś – jak bywało to wielokrotnie w poniedziałki – udostępniam najnowszy tekst Jarosława Pytlaka, który zamieścił on na swoim blogu w minioną sobotę:
O metodach egzekwowania dobrowolności w szkole
W wywiadzie, jakiego 31 marca Barbara Nowacka udzieliła w studiu RMF24 redaktorowi Tomaszowi Terlikowskiemu, pojawił się niezwykle dla mnie interesujący wątek. Oto z okazji rocznicy zarządzenia „dobrowolnych prac domowych w klasach 4-8” dziennikarz zadał ministrze pytanie: „Coś się zmieni?!”. Usłyszał, że „jako ministerstwo musimy poprawić komunikację i wsparcie dla nauczycieli, żeby wiedzieli, że prace domowe nie są zabronione, tylko są nieobowiązkowe”. Czyli – tak to odebrałem – nie zmieni się nic, bo poza brakiem właściwej świadomości nauczycieli, wszystko jest w najlepszym porządku. Co więcej, w dalszej części rozmowy ministra poinformowała słuchaczy, że „w klasach 1-3 prace domowe jak są, tak były” (sic!). Czepianie się lapsusów językowych można uznać za małostkowe, bo przecież już dobrze wiemy, że się zdarzają. Niestety, pani Nowacka brnęła dalej, roztaczając wizję pracy domowej, jaką w klasach 1-3 jest czytanie lektur. Zbyt dociekliwe pytanie red. Terlikowskiego w tym miejscu o matematykę ominęła, zręcznie zmieniając temat.
Co do klas 4-8, ministra wskazała, że dobrowolne prace domowe nie mogą być oceniane, ale „mogą być inne narzędzia, a nauczyciel ma ich mnóstwo. Nauczyciel, który ma prestiż, który ma siłę, a my do tego dążymy, żeby miał siłę, ma inne narzędzie egzekwowania…”. Mnie osobiście wizja egzekucji wykonania czegoś dobrowolnego wydaje się karkołomną ekwilibrystyką umysłową, ale i tu nie czepiajmy się za bardzo. Ciekawe były przykłady tych narzędzi:
[Nauczyciele] Na przykład inspirują uczniów, na przykład pokazują rywalizację na dobrze zrozumiane zadania, na przykład, później, mają inne narzędzia nagradzania i wyróżniania uczniów, którzy dobrze zrobią pracę domową. Namawiałabym, żeby nauczyciele porozmawiali z rodzicami ucznia, który (…) ma dosyć niechętny stosunek do nauki.
Propozycje ministry Nowackiej pozostawiły we mnie poczucie niedosytu, a najwyraźniej nie tylko we mnie, bo Paweł Lęcki poprosił sztuczną inteligencję o ekspertyzę, w jaki sposób polski nauczyciel może motywować uczniów do wykonywania dobrowolnych prac domowych. Uzyskał odpowiedź, którą za jego zgodą (Pawła oczywiście) przytaczam tu w całości (wytłuszczenia pochodzą ode mnie):
Na podstawie wypowiedzi ministry Barbary Nowackiej można zinterpretować, że polski nauczyciel, dążąc do budowania swojego autorytetu i prestiżu, może stosować różnorodne metody motywowania uczniów do nauki w domu i sprawdzania efektów tej pracy, które nie opierają się wyłącznie na wystawianiu oceny cyfrowej.
Oto niektóre z możliwych narzędzi i podejść, które nauczyciel może wykorzystać w obecnej sytuacji społecznej w Polsce, zwłaszcza w kontekście dyskusji o roli prac domowych:
Informacja zwrotna (Feedback) zamiast oceny
Komentarz merytoryczny: Nauczyciel może sprawdzić pracę domową i zamiast oceny liczbowej, napisać komentarz wskazujący mocne strony, obszary do poprawy, czy konkretne błędy i sposoby ich uniknięcia w przyszłości. Taki feedback jest bardziej wartościowy dla procesu uczenia się.
Rozmowa indywidualna: Krótka rozmowa z uczniem na temat jego pracy domowej, omówienie trudności, pochwalenie za wysiłek.
Wskazówki do dalszej pracy: Zamiast oceny, nauczyciel może dać uczniowi konkretne wskazówki, co powinien przećwiczyć lub na co zwrócić uwagę.
Wykorzystanie pracy domowej na lekcji:
Punkt wyjścia do dyskusji: Praca domowa może stanowić podstawę do dyskusji w klasie, wymiany poglądów, czy wspólnego rozwiązywania problemów. Uczniowie widzą wtedy praktyczne zastosowanie wykonanego zadania.
Materiał do pracy w grupach: Uczniowie mogą w grupach porównywać swoje rozwiązania, uczyć się od siebie nawzajem, analizować różne podejścia do zadania.
Krótkie sprawdziany (Quizy): Nauczyciel może przeprowadzić krótki, niezapowiedziany quiz oparty na materiale z pracy domowej, aby sprawdzić zrozumienie tematu, ale niekoniecznie musi on być oceniany sumująco (stopniem). Może to być forma sprawdzenia „na plusa” lub dla informacji nauczyciela.
Sprawdzanie wykonania (bez oceniania jakości):
Nauczyciel może jedynie odnotować fakt wykonania (lub niewykonania) pracy domowej, np. poprzez postawienie plusa, pieczątki, czy innego symbolu. To pokazuje uczniowi, że jego praca jest zauważana, ale nie kładzie nacisku na ocenę.
Budowanie motywacji wewnętrznej:
Ciekawe i angażujące zadania: Projektowanie prac domowych, które są interesujące, powiązane z zainteresowaniami uczniów, kreatywne lub mające praktyczne zastosowanie, może sprawić, że uczniowie chętniej je wykonają dla własnej satysfakcji.
Podkreślanie celu pracy domowej: Wyjaśnienie uczniom, dlaczego dane zadanie jest ważne, co dzięki niemu przećwiczą i jak im się to przyda w dalszej nauce lub życiu.
Autorytet i relacja z uczniem:
Wspomniany przez minister „prestiż” nauczyciela wiąże się z budowaniem pozytywnej relacji z uczniami. Nauczyciel, który jest szanowany i lubiany, może liczyć na większe zaangażowanie uczniów, którzy będą wykonywać zadania również z chęci sprostania jego oczekiwaniom lub z szacunku.
Pochwały i docenianie wysiłku: Publiczne lub indywidualne docenienie starań ucznia może być silnym motywatorem.
Komunikacja z rodzicami:
W przypadku systematycznego niewykonywania prac domowych, nauczyciel może skontaktować się z rodzicami, aby wspólnie zastanowić się nad przyczynami i znaleźć rozwiązanie, skupiając się na wsparciu ucznia, a nie tylko na karaniu go złą oceną.
Wypowiedź ministry Nowackiej sugeruje przesunięcie akcentu z oceniania (jako formy kontroli i egzekwowania) na rzecz wspierania procesu uczenia się, motywowania i budowania odpowiedzialności ucznia za własną naukę, w czym kluczową rolę odgrywa autorytet nauczyciela i stosowane przez niego metody pedagogiczne. Warto pamiętać, że kontekstem tych słów są również zmiany w prawie oświatowym dotyczące ograniczenia zadawania i oceniania prac domowych, zwłaszcza w młodszych klasach szkoły podstawowej.
Niezłe, prawda?! Zanim jednak zaoferujemy Gemini objęcie teki w resorcie edukacji, albo co najmniej funkcji rzecznika prasowego, zastanówmy się nad tą wypowiedzią. „Przesunięcie akcentu”, o którym mowa w ostatnim akapicie, jest absolutnie zgodne z obecnymi trendami. Również zgodne z trendami, choć już nie z szarą rzeczywistością społeczną, jest odwołanie się do autorytetu nauczyciela i metod pedagogicznych. A co do metod, które proponuje Gemini…
Komentarz merytoryczny czy wskazówki do dalszej pracy pisze już dzisiaj wielu nauczycieli, starając się uzupełnić informację zawartą w wystawionej ocenie. Jest to proste i osiągalne, o ile prac domowych nie jest zbyt dużo. Przy dwóch czy trzech setkach uczniów pisanie nawet tylko dla 10% pilnych i obowiązkowych może być problemem. Podobnie jak prowadzenie rozmów indywidualnych. Podczas lekcji nie będzie to rozmowa indywidualna; w czasie przerw zazwyczaj nie ma czasu, bo a to dyżur, a to konieczność skorzystania z toalety, z kolei pozostanie po lekcjach z różnych względów będzie trudne do przyjęcia albo dla nauczyciela, albo dla ucznia, a zazwyczaj dla jednego i drugiego. Dodajmy do tego, że skuteczna rozmowa wymaga choćby kilku minut, więc ta metoda w obecnych warunkach polskiej szkoły znajdzie zastosowanie tylko wyjątkowo.
Co do wykorzystania pracy domowej podczas lekcji, to pojawia się problem, gdy przygotowana jest tylko niewielka część uczniów. Planowanie takiego działania przez nauczyciela, to loteria. Ten sam problem dotyczy działania w grupach na bazie pracy domowej, możliwego jedynie wtedy, gdy tylu uczniów jest przygotowanych, żeby w każdej grupie znalazł się choć jeden. Również loteria. Pomysł krótkiego niezapowiedzianego quizu to z kolei dowód zupełnego braku zrozumienia pojęcia dobrowolności. Zdarza się, jak widać, nie tylko naturalnej, ale i sztucznej inteligencji.
Sprawdzenie wykonania, czyli postawienie pieczątki, plusa lub innego symbolu, to oczywiście dobry, pozytywny pomysł. Wiem, że okażę się malkontentem nierozumiejącym idei nauki dla siebie (dodajmy, przymusowej nauki w szkole), ale może on dodać zapału jedynie niewielkiej grupie, skądinąd i tak pilnych uczniów. Tak gdzieś do poziomu klasy piątej.
Nauczyciel szanowany i lubiany może liczyć na większe zaangażowanie uczniów. Proszę mi jednak uwierzyć, że dzisiaj tacy nauczyciele cieszą się, gdy uczeń dotrzyma danego słowa w czymkolwiek. To nie są czasy wykształconego w domu poczucia obowiązku i wewnętrznej potrzeby sprawienia radości nauczycielowi (czy komukolwiek).
Pochwała i docenianie wysiłku działa zawsze, choć dzisiaj nauczyciel dwa razy się zastanowi, zanim coś takiego powie publicznie. Wiem, że to absurd, ale tak właśnie jest. Z kolei propozycja komunikowania się z rodzicami w przypadku systematycznego nieodrabiania prac domowych po raz kolejny pokazuje brak zrozumienia pojęcia dobrowolności. W tym przypadku pojawia się też problem braku niezbędnego czasu, dodatkowo wykluczający tę metodę jako rozwiązanie systemowe.
x x x
Komentując krytycznie wypowiedź sztucznej inteligencji, zdradzającą zresztą niezłą „znajomość” tematu, chciałem jednak podkreślić, że wszystkie zaproponowane metody można stosować i są stosowane. Ze wskazanych wyżej przyczyn trudno jednak opierać na nich działanie systemu. Powinny też dawać do myślenia powszechne dzisiaj sygnały od nauczycieli, że uczniowie obecnie gremialnie prac domowych nie robią. Łatwo zwalić na to winę na „lukę wdrożeniową”, czyli brak belferskiej świadomości istnienia tych wspaniałych narzędzi, o których mówi Geministra, ale zakładać, że większość nauczycieli jest nieudacznikami o złej woli, to jednak przejaw daleko idącej dezynwoltury myślowej. Oczywiście można mieć nadzieję, że czas zrobi swoje – nauczyciele uwierzą, że dzieci będą uczyły się pod szkolnym przymusem z radosnym zapałem wolnych entuzjastów, a dzieci uwierzą, że mogą się uczyć tego co muszą z samego poczucia wewnętrznej potrzeby. No ale to chwilowo sfera fantasy.
Pozytywny scenariusz na przyszłość? Uczymy się tylko w szkole, każdy uczeń w zakresie takim, jaki mu pasuje. Nauczyciele osiągają wyżyny mistrzostwa w dziedzinie perswazji, uroku osobistego, nawiązywania relacji z podopiecznymi, kompetencji. Będą to nauczyciele z rodziny, na przykład, Gemini. AI już teraz może wyręczyć w wywiadzie ministrę, jak zdobędzie jeszcze trochę kompetencji, spokojnie zastąpi nauczyciela.
A scenariusz na już?! Korepetycje dla każdego. Tam jest motywacja, a prace domowe nie budzą oporu. No i dalszy exodus do szkół niepublicznych, czego perspektywa – o dziwo – mnie, dyrektora takiej placówki, wcale nie cieszy. Czuję się przede wszystkim obywatelem i nie mam poczucia, że umawialiśmy się z dawną opozycją na stomatologizację oświaty.
PS. Zapyta ktoś, czy naprawdę wierzę, że przywrócenie systemu obowiązkowych i ocenianych prac domowych uzdrowi sytuację? Na pewno nie uzdrowi, ale wierzę, że poprawi. Oczywiście jestem tylko opresyjnym nauczycielem, który w szkole niepublicznej uczniom pytającym, dlaczego u nas są prace domowe, odpowiada bez zmrużenia oka – Bo wasi rodzice chcą dla was dobrej edukacji.
PPS. Ciekawe, jaka byłaby odpowiedź Gemini na pytanie: może jednak warto zaufać nauczycielom?
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Dzięki informacji zamieszczonej na portalu „Edunews” trafiliśmy na stronę Uniwersytetu SWPS, gdzie zamieszczono informację o wartościowej publikacji (w formule e-book), której obszerne fragmenty udostępniamy poniżej – wraz z linkiem do jej pełnej wersji:
„Podręcznik o dobrym życiu” – proste ćwiczenia wzmacniające dobrostan w szkole
Jako nauczyciele i edukatorzy mamy szansę pokazywać młodym ludziom szerszą perspektywę dobrostanu. Pomoc w odkrywaniu wartości, takich jak sens, relacje czy wewnętrzna harmonia – może być kluczowa dla ich rozwoju. Zachęcamy do lektury e-booka dla nauczycieli, zawierającego praktyczne i inspirujące ćwiczenia wspierające dobre życie uczniów w szkołach. Ta wyjątkowa publikacja powstała dzięki pracy warsztatowej nauczycieli z sześciu szkół – podstawowych i średnich – z różnych regionów Polski.
Jak uczyć o szczęściu?
„Podręcznik o dobrym życiu” powstał w ramach realizacji międzynarodowego projektu „Nauka & Społeczeństwo bilateralna inicjatywa w zakresie nauk społecznych, sztuki i nauk humanistycznych”. Badaczki z Uniwersytetu SWPS przeprowadziły warsztaty z nauczycielami z całej Polski, podczas których przedstawiły wnioski z badań dotyczących definiowania dobrostanu psychologicznego w 50 krajach (badania te zostały zrealizowane w ramach pierwszej części tego samego projektu). Efektem warsztatów z udziałem ponad 80 nauczycieli i nauczycielek jest niniejsza publikacja, która pomoże skutecznie wesprzeć młode osoby w budowaniu zdrowego poczucia własnej wartości oraz spełnionego życia. W e-booku znaleźć można wyłącznie materiały oparte na rzetelnych badaniach oraz wspólnej pracy nauczycieli i naukowców.
Współczesna kultura często utożsamia dobre życie z nieustannym dążeniem do szczęścia, definiowanego jako stan ciągłej radości i zadowolenia. Bez wątpienia ma to wpływ na dzieci oraz młodzież, którzy dorastają w otoczeniu mediów społecznościowych, reklam i narracji promujących wizję szczęścia jako nieprzerwanej euforii i sukcesu. Młodzi ludzie często porównują się do rówieśników, celebrytów czy influencerów, co może wpłynąć na ich samoocenę i poziom satysfakcji z życia
Czy warto więc uczyć o szczęściu? Oczywiście. Ale jeszcze ważniejsze jest, by uczyć o różnych wymiarach dobrostanu i pokazywać młodym ludziom, że ich droga do dobrego życia może wyglądać inaczej niż powszechnie przyjęte wzorce.
Co znajdziesz w e-booku?
> Omówienie najnowszych badań dotyczących koncepcji dobrego życia, ze szczególnym uwzględnieniem holistycznego podejścia do edukacji;
> Zestaw kreatywnych ćwiczeń dla uczniów podzielone na następujące kategorie: zasoby osobiste, różnorodność, relacje i odpowiedzialność, poczucie sensu, edukacja ekologiczna i outdoorowa oraz uważność. Te ćwiczenia można wykorzystywać zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej. Ćwiczenia dla młodszych dzieci (edukacja wczesnoszkolna) zostały zebrane w osobną kategorię;
> Inspiracje z innych krajów: dbałość o dobrostan w różnych kulturach; jakie praktyki mogą być inspirujące i możliwe do wdrożenia w polskich szkołach?
> Opowieści uczniów z Kambodży oraz Norwegii: jak młodzi ludzie z różnych kultur postrzegają dobre, dorosłe życie i jakie wartości są dla nich kluczowe?
> Informacje o dostępnych formach wsparcia psychologicznego dla uczniów i pedagogów; dodatkowe zasoby i rekomendacje do pogłębiania wiedzy na temat dobrostanu w edukacji.
[…]
Niniejsza publikacja jest dowodem na to, że wprowadzanie inspiracji z innych kultur do szkół może znacząco wpłynąć na dobrostan uczniów, pomagając im lepiej dbać o swoje zdrowie psychiczne i emocjonalne. Różne kraje oferują unikalne podejścia do budowania równowagi między nauką a życiem, wspierania relacji międzyludzkich oraz radzenia sobie ze stresem. Autorki i autorzy e-booka proponują praktyczne rozwiązania zaczerpnięte głównie z dwóch bardzo różnych kultur (skandynawskiej i japońskiej). Postulują m.in. zapoznanie uczniów z dalekowschodnią koncepcją ikigai (z japońskiego – znalezienie i kultywowanie życiowej pasji), a także ze skandynawskim modelem dugnat – (z norweskiego: tradycją dobrowolnej, wspólnej pracy na rzecz lokalnej społeczności).
W publikacji można znaleźć mnóstwo kreatywnych pomysłów na ćwiczenia oraz lekcje dotyczące dobrostanu i tego, jak zdefiniować go według różnych wzorców kulturowych. Wspólne sadzenie drzew przez uczniów i nauczycieli, akcje sąsiedzkiej pomocy, tablice wdzięczności, rozpiski mocnych i słabych stron uczniów, nauka krytycznego myślenia podczas moderowanych debat – to tylko niektóre z propozycji przedstawionych przez autorów i autorki „Podręcznika o dobrym życiu”.
Cały tekst „Podręcznik o dobrym życiu” – proste ćwiczenia wzmacniające dobrostan w szkole”, wraz z możliwością pobrania e-booka tej publikacji – TUTAJ
Źródło: www.swps.pl
W nawiązaniu do zamieszczonego dziś materiału zatytułowanego „O tym, że uczniowie są bardziej agresywni, a rodzice są coraz bardziej roszczeniowi.”, zamieszczamy tekst Witolda Kołodziejczyka, który jest nauczycielem akademickim, twórcą innowacyjnego modelu szkoły Collegium Futurum oraz koordynatorem miejskiego projektu Edukacja Nowej Generacji w Słupsku. Przewodniczący Rady Edukacyjnej przy Prezydencie Miasta Słupsk, zamieszczony wczoraj na jego blogu „Edukacja Przyszłości”.
Gdzie tkwi błąd? O kompetencjach społecznych i presji rodziców na nauczycieli
Jako nauczyciel wielokrotnie doświadczyłem sytuacji, które wymagały nie tylko mojej interwencji dydaktycznej, ale także wychowawczej. Ostatnio, podczas drobnego konfliktu wśród uczniów, spotkałem się z reakcją rodziców, która skłoniła mnie do głębszych refleksji nad naszą wspólną rolą w kształtowaniu kompetencji społecznych młodych ludzi.
Sytuacja była pozornie prosta: uczniowie pokłócili się, ktoś rzucił dmuchaną piłką, ktoś poczuł się urażony. Jednak reakcja rodziców, którzy natychmiast wystąpili ze skargą, kwestionując nasze kompetencje wychowawczo-dydaktyczne, uwidoczniła pewien głębszy problem. Zadałem sobie pytanie: czy aby na pewno tak szybko powinniśmy zastępować dzieci w rozwiązywaniu ich problemów?
Rodzice, działając w dobrej wierze i z troski o bezpieczeństwo emocjonalne swoich dzieci, często nieświadomie osłabiają ich rozwój społeczny. Interweniując za każdym razem, gdy pojawia się konflikt, rodzice odbierają swoim dzieciom okazję do samodzielnego radzenia sobie z emocjami, uczenia się negocjacji i budowania odporności na stres. Dzieci, przyzwyczajone do tego, że dorośli zawsze rozwiążą ich problemy, tracą motywację do samodzielnego działania.
Ten problem dotyczy także innych aspektów szkolnego życia, takich jak wymuszanie ocen, komentowanie wyników sprawdzianów czy kwestionowanie metod dydaktycznych. W takich sytuacjach uczniowie często, zamiast samodzielnie mierzyć się z trudnościami, wysługują się rodzicami, którzy reagują za nich. W efekcie uczniowie tracą szansę na rozwój umiejętności odpowiedzialności i samodzielności.
Z drugiej strony, presja wywierana na nauczycieli jest ogromna. Często czują się oni jak strażnicy, od których oczekuje się jedynie zapewnienia porządku, zamiast pedagogów, którzy świadomie wykorzystują takie sytuacje konfliktowe do rozwijania inteligencji emocjonalnej oraz kompetencji społecznych swoich uczniów. W efekcie czujemy się niezrozumiani, a nasze działania, choć profesjonalne i przemyślane, bywają kwestionowane.
Jak temu zaradzić?
Rozwiązanie tkwi w zmianie podejścia do współpracy pomiędzy nauczycielami a rodzicami. Ważne jest, abyśmy wspólnie uznali, że drobne konflikty czy niepowodzenia to nie porażki wychowawcze, lecz okazje do kształtowania cennych umiejętności społecznych i emocjonalnych. Rodzice powinni dać dzieciom przestrzeń do samodzielnego działania, a nauczyciele powinni jasno komunikować cel i wartość podejmowanych przez siebie działań pedagogicznych.
Kluczem jest dialog i wzajemne zaufanie. Wspólny cel mamy przecież jeden – wszechstronny rozwój dzieci, które dzięki takim doświadczeniom będą gotowe zmierzyć się z trudnościami, jakie przyniesie im dorosłe życie.
Jak to zrobić?
W ramach współpracy z rodzicami i nauczycielami warto podjąć działania sprzyjające budowaniu wspólnej odpowiedzialności za rozwój dzieci oraz umacnianiu wzajemnego zaufania. Można rozważyć organizację warsztatów, seminariów i spotkań dyskusyjnych, które umożliwiają refleksję nad codziennymi wyborami wychowawczymi oraz wspólne poszukiwanie skutecznych rozwiązań. Przykładem może być warsztat, który pozwoli doświadczyć wartości i korzyści wynikających z powierzania dzieciom odpowiedzialności i pozwalania im na samodzielne rozwiązywanie problemów. A może zaproponować rodzicom wspólne seminarium na temat inteligencji emocjonalnej, poświęcone praktycznym technikom wspierania kompetencji społecznych uczniów oraz budowania wspólnego języka wychowawczego – np. w formie treningu dotyczącego skutecznej i świadomej komunikacji?
Myślą przewodnią tych działań pozostaje pytanie: czy jako dorośli rzeczywiście wspieramy dzieci w budowaniu autonomii i odporności, czy – często nieświadomie – ograniczamy ich rozwój?
Źródło: www.edukacjaprzyszlosci.blogspot.com/
Oto tekst zamieszczony wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole”:
…żadna szkoła nie wychowa dziecka za rodziców…
…ciężar odpowiedzialności spoczywa na nauczycielu, który najczęściej musi działać sam, do tego jego autorytet przez minione lata był niszczony…
Kiedy rozmawiam z dyrektorami szkół, słyszę, że z roku na rok jest coraz gorzej, że dzieci są o wiele bardziej agresywne w porównaniu z rówieśnikami sprzed lat, a rodzice są coraz bardziej roszczeniowi.
Troskę o dziecko wielu rodziców rozumie dzisiaj inaczej niż kiedyś, np. wypełniają mu cały dzień zajęciami dodatkowymi, a potem słyszą, że ono nie lubi wszystkiego, co wiąże się z edukacją. Rodzic to odbiera w ten sposób, że wszystkiemu winna jest szkoła. Na tym tle rodzi się większość konfliktów szkolnych.
…wychowawcy mają ograniczony zasób narzędzi, którymi mogliby się posługiwać w rozwiązywaniu sporów. To widać szczególnie w sytuacji konfliktowej, gdy rodzic ucznia nękającego rówieśników, w szkole lub poza nią, nie chce współpracować. Żeby rozwiązać sytuację typu nękanie rówieśnicze, absolutnie konieczna jest współpraca wszystkich, z naciskiem na rodzinę młodego „agresora”, którego nikt nie nauczył myśleć o skutkach swoich działań…
Czasami ma się wrażenie, że musi dojść do prawdziwej tragedii, żeby szkoła w ogóle mogła zadziałać „ostrzej”. Żeby mogła przenieść ucznia, pomóc atakowanemu nauczycielowi wezwać policję itd. Nawet mediacja nie jest możliwa, gdy jeden z rodziców nie ma zamiaru współpracować
.
…wiem, że atakowanie nauczyciela to teraz norma… Cyberprzemoc to szerokie zjawisko w szkołach. Dotyczy wszystkich – uczniów, nauczycieli, dyrektorów szkół oraz samych rodziców, którzy hejtują się wzajemnie. Społeczeństwo staje się coraz bardziej agresywne. Tak się dzieje, bo brakuje zrozumienia, czym jest agresja psychiczna, szczególnie w cyberprzestrzeni. Nie zdajemy sobie sprawy, że obrażanie kogoś w internecie jest tak samo szkodliwe jak publiczne spoliczkowanie.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
x x x
A to naprowadziło nas na wywiad z Kasią Matyjewicz, aktywistką antymobbingową, terapeutką, szkoleniowcem, HR-owcem, zamieszczony 31 marca b.r. na stronie „Głosu Nauczycielskiego”:
Kasia Matyjewicz, aktywistka antymobbingowa:
Nauczyciel nie powinien być sam, gdy przychodzi roszczeniowy rodzic
Roszczeniowość, krzyki, wulgaryzmy, nawet rękoczyny. Do tego zorganizowana cyberprzemoc w zamkniętych grupach socialmediowych. Dyrektorzy szkół podają liczne przykłady zachowań wskazujących na brak szacunku wobec szkoły i nauczycieli. Co się dzieje?
– Kiedy rozmawiam z dyrektorami szkół, słyszę, że z roku na rok jest coraz gorzej, że dzieci są o wiele bardziej agresywne w porównaniu z rówieśnikami sprzed lat, a rodzice są coraz bardziej roszczeniowi. Ale to jest, niestety, skutek. Przyczyn należy szukać w braku kompetencji i umiejętności społecznych. To wynosi się z domu, w którym nie pokazuje się perspektywy innego człowieka, nie uczy empatii, nie tłumaczy, jak rozwiązuje się konflikty.
Troskę o dziecko wielu rodziców rozumie dzisiaj inaczej niż kiedyś, np. wypełniają mu cały dzień zajęciami dodatkowymi, a potem słyszą, że ono nie lubi wszystkiego, co wiąże się z edukacją. Rodzic to odbiera w ten sposób, że wszystkiemu winna jest szkoła. Na tym tle rodzi się większość konfliktów szkolnych.
Rozmaite badania od lat ukazują szkołę jako „głównego winowajcę” pogarszającego się dobrostanu dzieci. Taki jest odbiór społeczny. Czy rzeczywiście za wszystko można obwiniać szkołę?
– Żaden system edukacji, żadna szkoła nie wychowa dziecka za rodziców. To może dziwić, ale społeczeństwo naprawdę nie jest tego świadome. Szkoła oczywiście ma pewne narzędzia wychowawcze, ale ja bym powiedziała, że są one wtórne i niewystarczające. Nie zawsze zadziałają.
Na najlepsze efekty przy rozwiązywaniu konfliktów szkolnych można liczyć tylko wtedy, kiedy te narzędzia są ze sobą połączone bardzo dobrą współpracą z rodzicami, kiedy to, co jest w domu, koresponduje z tym, co jest w szkole. Najczęściej tak nie jest. […]
Cały tekst „Kasia Matyjewicz, aktywistka antymobbingowa: Nauczyciel nie powinien być sam, gdy przychodzi roszczeniowy rodzic” – TUTAJ
Pierwsze kwietniowe spotkanie w Akademickim Zaciszu” było poświęcone pedagogii Marii Montessori. Do rozmowy na temat tego sposobu organizowania procesu nauczania prof. Roman Leppet zaprosił Ewę Nikołajew-Wieczorowską,
Zaproszona tak pisała o sobie: „Gdy miałam 9 lat, rozpoczęłam naukę gry na pianinie, a potem trafiłam do szkoły muzycznej. Ukończyłam rytmikę na Akademii Muzycznej w Poznaniu i pewnie byłabym rytmiczką do końca zawodowego życia, gdybym nie zobaczyła na przystanku tramwajowym dziewczynki z zespołem Downa. To był ułamek sekundy; tramwaj, którym jechałam, ruszył a ja nie mogłam o niej zapomnieć. Kilka miesięcy później zostałam nauczycielką muzyki w szkole specjalnej, a stamtąd ruszyłam do Monachium na studia podyplomowe z pedagogiki Montessori, organizowane przez Association Montessori Internationale – Międzynarodowe Stowarzyszenie Montessori, znane wszystkim montessorianom na całym świecie.”
Jak zwykle zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby wysłuchać i obejrzeć zapis tej rozmowy do uczynienia tego o dogodnej dla siebie porze, klikając poniżej załączony link:
Montessori jako edukacja powszechna? – TUTAJ
Dziś proponujemy tekst z fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej, który zamieściła tam, wraz z krótkim plikiem wideo, 1 kwietnia. Promuje tam książkę „Odporność psychiczna. Jak wzmacniać dzieci i nastolatki w radzeniu sobie z przemocą”.
Pogadanki raczej nie pomogą, ale z historiami jest inaczej.
Co proponuję? Wspólne czytanie i przedyskutowanie na jednej godzinie wychowawczej jednego rozdziału – każdy rozdział to historia dziecka albo nastolatka, który doświadczył jakiejś formy przemocy rówieśniczej. Każda z tych historii kończy się dobrze, a czytelnik dowiaduje się, jakie metody się nie sprawdziły, a co pomogło.
Ważne, by wnioski wyciągali sami uczniowie, by mówili, co mogą zrobić osoby obserwujące przypadki przemocy rówieśniczej. Ale to nie oznacza, że dorośli mogą się wycofać. W każdej szkole powinna być osoba, do której doświadczający przemocy rówieśniczej uczniowie mogą się zgłosić i od której uzyskają prawdziwą pomoc.
Ja zwróciłabym uwagę uczniów na sprawców przemocy. To osoby SŁABE, pewny siebie człowiek, który jest z siebie zadowolony, nie musi w chory sposób podnosić swojego poczucia wartości. Na tę słabość osób gnębiących innych warto zwracać uwagę, bo to osoby, które chcą uchodzić w oczach innych za silne i pewne siebie, ale to, co robią pokazuje, że tej pewności i bardzo brakuje. Trzeba mówić o tym, że sprawcy przemocy potrzebują pomocy i że to co robią, to oznaka słabości i poważnych problemów.
Plik filmowy z wypowiedzią dr Marzeny Żylińskiej na ten sam temat – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono tekst Katarzyny Mazur, w którym opisała słabo przebijający się do powszechnej świadomości problem, jakim jest – według zawartych tam informacji – opór rodziców uczniów nie mających żadnych deficytów rozwojowych, z którymi uczą się lub mieliby się uczyć uczniowie z orzeczeniami. Zamieszczamy obszerne fragmenty tj publikacji i link do jej pełnej wersji. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubeniem czcionki – redakcja OE:
Rodzice nie chcą edukacji włączającej. Do integracji nie wystarczą dobrze przygotowani nauczyciele
Coraz więcej mówi się o edukacji włączającej jako standardzie przyszłości. Jej założenia – równość szans, pełne uczestnictwo i wspólna nauka dzieci o zróżnicowanych potrzebach – są słuszne i nowoczesne. Ale rzeczywistość szkolna pokazuje, że sama idea nie wystarczy. Wśród wielu barier, na które napotyka integracja, zaskakująco często pojawia się jeden, wciąż mało omawiany czynnik: opór rodziców. […]
Rodzice walczą z tymi, którzy mają być „włączani”
– Współpracując z placówkami ogólnodostępnymi, mam poczucie, że rodzice są jednym z czynników bardzo niekorzystnie wpływających na włączanie dzieci ze specjalnymi potrzebami do grup ogólnodostępnych. Często walczą z tymi dziećmi i ich rodzicami – mówi Emilia Owczarek, dyrektorka niepublicznego przedszkola specjalnego podczas XXI Konferencji OSKKO.
Ten głos nie jest odosobniony. W szkołach i przedszkolach coraz częściej obserwuje się niechęć rodziców dzieci neurotypowych wobec idei wspólnej nauki. Obawy są różne – od tych dotyczących zakłóceń w nauczaniu po lęk o bezpieczeństwo i jakość edukacji własnego dziecka.
Niekiedy przybierają formę cichego bojkotu: dzieci są przenoszone do innych klas, a nawet szkół, by uniknąć kontaktu z dziećmi z orzeczeniami. Z drugiej strony, także rodzice dzieci z niepełnosprawnościami wyrażają niepokój – o to, czy szkoła ogólnodostępna rzeczywiście zapewni ich dzieciom odpowiednie wsparcie.
Ten konflikt – rodzice przeciwko rodzicom – rzadko przebija się do publicznej debaty. A przecież ma realny wpływ na funkcjonowanie klas integracyjnych. […]
Edukacja włączająca nie powinna odbywać się kosztem szkół specjalnych
W tle toczy się jeszcze inna, coraz bardziej napięta dyskusja – o roli szkolnictwa specjalnego. W narracji o nowoczesnej edukacji często traktuje się je jako relikt przeszłości. A przecież to właśnie szkoły specjalne wciąż niosą na swoich barkach edukację dzieci z najcięższymi zaburzeniami.
– Chciałabym, żeby szkolnictwo specjalne było zauważane, tak jak każdy inny element edukacyjny – mówiła podczas konferencji Iwona Pasznicka-Longa z Zespołu Szkół Specjalnych nr 4 w Krakowie. – Ostatnimi czasy szkolnictwo specjalne jest taką kulą u nogi, bo jeszcze „dychamy”, ale już coraz mniej. I nie ma, jak to usłyszałam już parę razy, woli politycznej, aby rozwijać to szkolnictwo.
Dyrektorka wyraziła uznanie dla idei edukacji włączającej, ale zwróciła też uwagę na pewien istotny problem, jakim jest przeciążenie nauczycieli szkół ogólnodostępnych.– Idziemy pełną parą w kierunku edukacji włączającej i nie mam nic przeciwko idei, ale dobrze wiemy, ile problemów mają szkoły w dzisiejszych czasach. Ile jest dzieci z opiniami, z różnymi zaburzeniami rozwojowymi – zauważyła. – I nie dlatego o tym mówię, że nauczyciele w szkołach ogólnodostępnych są „kiepscy” – bo są świetni – ale mają tak wiele problemów, że nie mają możliwości bardzo dobrego zajęcia się dzieckiem z niepełnosprawnościami na takim poziomie, jaki oferują szkoły specjalne.[…]
„Integracja tak, ale z głową”. Głosy praktyków, rodziców, nauczycieli
Pod oficjalnymi wystąpieniami i dokumentami promującymi edukację włączającą toczy się inna, mniej oficjalna debata – w komentarzach, na forach nauczycielskich i w zamkniętych grupach w mediach społecznościowych. To tam wybrzmiewają głosy frustracji, ale też trzeźwej oceny rzeczywistości. Łączy je jedno: integracja nie może być fikcją, opartą wyłącznie na założeniach ideowych, ignorujących codzienne realia pracy w szkole.
– Popieram integrację, ale z głową – pisze jedna z nauczycielek. – W klasie mam dzieci z orzeczeniami, dla których przygotowuję osobne materiały, sprawozdania, programy naprawcze, i uczniów zdolnych, których szykuję do olimpiad. A co z tymi przeciętnymi? Nikt nas z pracy z nimi nie rozlicza, a oni po prostu giną w trzydziestopięcioosobowej klasie.
W podobnym tonie wypowiada się nauczycielka, która podkreśla: – Nie mamy żadnych dodatków finansowych za pracę z uczniami z orzeczeniami, w przeciwieństwie do szkół specjalnych. Wszystko robimy w ramach obowiązków – dodatkowe lekcje, wydruki materiałów, pisanie opinii. A zdrowe dzieci są coraz bardziej przeciążone, pomijane, niezauważane.[…]
Pojawiają się też jednak głosy, które zwracają uwagę na to, co najistotniejsze w idei edukacji włączającej – zorientowanie na drugiego człowieka, nie zaś równanie do jednego poziomu.– Ludzie są różni, to trzeba zaakceptować. Włączanie nie jest po to, żeby udawać, że wszyscy są tacy sami, tylko żeby każdy miał swoje miejsce. Ale żeby to działało, trzeba mieć realne możliwości – nie tylko piękne idee.
I wreszcie refleksja, która pojawia się w wielu wariantach: – Czy ktokolwiek naprawdę przeliczył, ile różnych potrzeb da się pogodzić w jednej klasie? Jeden uczeń z niepełnosprawnością ruchową, drugi z wadą słuchu, trzeci z ADHD, czwarty z niepełnosprawnością intelektualną… Nawet z pomocą specjalistów to nie jest zadanie, które da się zrealizować bez strat – i dla tych dzieci, i dla nauczyciela, i dla reszty klasy – takie pytania padają często,
Słowa te nie są wyrazem sprzeciwu wobec integracji. To raczej apel o realizm. O uznanie, że edukacja włączająca wymaga ogromnych nakładów: nie tylko finansowych, ale też społecznych – zaufania, współpracy, zrozumienia.
Cały tekst „Rodzice nie chcą edukacji włączającej. Do integracji nie wystarczą dobrze przygotowani nauczyciele”
– TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
W miniony poniedziałek (3. 1 marca 2025 r.) Łukasz Szeliga zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, w który zwraca uwagę na pewien mało nagłaśniany problem, z którym spotykamy się także w naszych szkołach. Zamieszczamy go poniżej, bo należy go upowszechnić.Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubioną czcionką lub podkreśleniem – redakcja OE:
W tym roku minie przeszło 13 lat odkąd zawodowo zajmuję się edukacją międzykulturową, nauczaniem polskiego jako drugiego i obcego, a przede wszystkim regularną pracą z obcokrajowcami (głównie z dziećmi i młodzieżą, ale też osobami dorosłymi). Od wybuchu wojny totalnej w Ukrainie intensywnie spotykam się z nauczycielami i dyrektorami z różnych szkół (wiejskie, miejskie, podstawowe i średnie), współpracuję z instytucjami z sektora biznesu i NGO w obszarze wsparcia językowego i kulturowego obcokrajowców ze wschodu, uczestniczę w konferencjach i kongresach dot. osób z doświadczeniem migracji, na co dzień pracuję na styku różnych kultur i mam coraz większe obawy, patrząc w niedaleką przyszłość.
Z coraz większym niepokojem patrzę na brak systemowych rozwiązań, które mają na celu integrowanie przedstawicieli mniejszości kulturowych ze społeczeństwem polskim. Edukacja ku międzykulturowości nie istnieje w polskim systemie szkolnictwa, a tę wyrwę próbują zasypać NGO-sy pięknymi projektami, ale z określonym czasem trwania i ograniczoną grupą odbiorców. Coraz częściej słyszę od ludzi (od lewa do prawa), że nie powiedzą tego głośno, bo dziś nie wypada, ale obawiają się tego, co będzie za kilka lat, obawiają się, jak będzie wyglądać Polska.
Jesteśmy w momencie największych przeobrażeń społecznych osadzonych w przynależności kulturowej w Polsce od zakończenia II Wojny Światowej, a przynajmniej od lat 70’ XX wieku. Bez systemowych, wspólnych działań na poziomie Ministerstwa Edukacji,
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Szkolnicrwa Wyższego, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ministerstwa Obrony Narodowej nie jesteśmy w stanie jako społeczeństwo, moim zdaniem, ŻYĆ RAZEM z przedstawicielami innych kultur. Przy dobrych wiatrach będziemy w stanie ŻYĆ OBOK SIEBIE, ale nie razem!
Skala uprzedzenia do osób z Ukrainy jest coraz większa. Dla sporej liczby Polaków Ukraińcy nie są naszymi braćmi, bo choć jesteśmy sąsiednimi narodami to różnice są na tyle widoczne, że rodzą nieporozumienia i wzmacniają uprzedzenia. Głosy o postawie roszczeniowej, braku kultury w przestrzeni społecznej i szacunku do innych ze strony osób ze wschodu nie są wytworem rosyjskich trolli. To głosy konkretnych ludzi, których spotykam na warsztatach, szkoleniach i konferencjach. Ludzi pracujących także w strukturach samorządowych i ministerialnych.
Od wczoraj polski Internet zalewają nagrania z Gdańska i innych miast, w których Ramadan świętują wyznawcy Allaha. Wydźwięk tych video jest jednoznacznie negatywny. W tym zalewie video z soboty dostrzegam działanie o charakterze sabotażującym- wykorzystanie social media do siania paniki wśród Polaków. Jest to skuteczny zabieg, a co więcej nie trzeba dużo by odpalić u Polaków i Polek zapłon wykluczenia, przemocy fizycznej i dyskryminacji.
Potrzeba na TU i TERAZ systemowych rozwiązań i społecznych programów o charakterze edukacyjnym skierowanych zarówno do Polaków i Obcokrajowców, aby zminimalizować ryzyko napięć społecznych, które przerodzą się w prześladowanie, przemoc i dyskryminację. Tłumaczenie, że to dopiero początek rządów koalicji; że PiS dojechał praworządność; że nie ma żadnego problemu, to tworzeniu iluzji, której skutki będą opłakane, bo w najlepszym wypadku nauczymy się żyć obok siebie! W to niestety nie wierzę, obserwując nastroje społeczne w kraju i międzynarodowe polityczne przetasowania.
Źródło: www.facebook.com/lukaszszeliga.priv/
Oto obszerne fragmenty dwu tekstów ,opublikowanych na „Portalu dla Edukacji” – oba dotyczące rozporządzenia o zakazie prac domowych:
29 marca 2025 r.
Ministra zapowiada ewaluację przepisów i nowy mechanizm. Nauczyciele będą zadawać prace domowe
[…]
>To, że praca domowa jest nieoceniana, nie oznacza, że ma jej nie być, że nauczyciel nie może namawiać uczniów, żeby młodzież jak najlepiej się uczyła – wskazała Barbara Nowacka.
>Będzie ewaluacja tego, w jaki sposób działa nieobowiązkowość prac domowych i jaki przynosi efekt edukacyjny – zapowiedziała.
>To, w jaki sposób nauczyciele pracują, to kawałek autonomii zawodu nauczyciela. Będziemy współpracować z nauczycielami, by mieli poczucie, że prace domowe nadal mogą być zadawane – dodała.
[…]
Podsumowując rok obowiązywania tych zmian szefowa MEN powiedziała, że prace domowe stały się nieobowiązkowe i nie są oceniane, natomiast prace domowe są i będą zadawane. Zaznaczyła jednocześnie, że to, w jaki sposób nauczyciele pracują, to jest kawałek autonomii zawodu nauczyciela. – Mam świadomość, że danie im autonomii i wypracowania dobrych metod jest podstawą – powiedziała Nowacka. – Mamy poczucie, że jeszcze więcej pracy, również ze strony ministerstwa, będzie wymagało przekazanie wszystkim nauczycielom tego, jak ten mechanizm można wykorzystywać, by dobrze egzekwować wiedzę – dodała. Zapowiedziała też ewaluację tego, w jaki sposób nieobowiązkowość działa, jaki przynosi efekt edukacyjny, jak wpływa na dobrostan dzieci. […]
Cały tekst „Ministra zapowiada ewaluację przepisów i nowy mechanizm. Nauczyciele będą zadawać prace domowe”
1 kwietnia 2025 r.
Prace domowe obowiązkowe dla uczniów. Przepisy wskazują, co mogą zadać nauczyciele
[…]
>Od 1 kwietnia 2024 r. obowiązują przepisy ograniczające zadawanie prac domowych. Nie oznacza to jednak, że nauczyciele nie mogą w ogóle zadawać prac domowych.
>Wyjątkiem w klasach I-III szkoły podstawowej są ćwiczenia usprawniające motorykę małą. Ministerstwo zdecydowało o pozostawieniu możliwości zadawania ćwiczeń również w ramach pracy domowej.
>W klasach IV-VIII szkoły podstawowej nauczyciel może zadać uczniowi pisemną lub praktyczno-techniczną pracę domową, ale nie wystawia się za nią oceny.
Od 1 kwietnia 2024 r. obowiązują przepisy ograniczające zadawanie prac domowych w podstawówkach. Zgodnie z nimi w klasach I-III szkół podstawowych nie zadaje się prac domowych. W klasach IV-VIII prace domowe nie są obowiązkowe, a zamiast oceny uczeń ma otrzymać informację, co zrobił dobrze, a co wymaga poprawy. Wyjątkiem w klasach I-III szkoły podstawowej są ćwiczenia usprawniające motorykę małą. – Ze względu na istotność rozwoju motoryki małej na etapie edukacji wczesnoszkolnej zadecydowano o pozostawieniu możliwości tego rodzaju ćwiczeń również w ramach pracy domowej w klasach I-III szkoły podstawowej – poinformowało Ministerstwo Edukacji Narodowej w uzasadnieniu projektu nowelizacji.
Ministerstwo zaznaczyło, że zdolność do pisania wyraźnych liter i cyfr jest zależna od precyzyjnych ruchów ręki. – Dzięki rozwiniętej motoryce małej dziecko może bardziej efektywnie ćwiczyć i rozwijać te umiejętności – zaznaczyło.
Z kolei w klasach IV-VIII szkoły podstawowej nauczyciel może zadać uczniowi pisemną lub praktyczno-techniczną pracę domową, ale nie wystawia się za nią oceny. Nauczyciel ma natomiast przekazać uczniowi informację, co zrobił dobrze, a co wymaga poprawy i jak powinien się dalej uczyć. […]
Inne zasady stosowane są w przypadku uczniów szkół ponadpodstawowych. W ich przypadku nie obowiązuje zasada pracy domowej dla chętnych. Odrabianie lekcji w domu jest dla nich nadal obowiązkowe. Rozporządzenie o ograniczeniu prac domowych dotyczy tylko szkół podstawowych i nie będzie rozszerzane na szkoły ponadpodstawowe. […]
Cały tekst „Prace domowe obowiązkowe dla uczniów. Przepisy wskazują, co mogą zadać nauczyciele” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/













