Archiwum kategorii 'Aktualności'

Dzisiaj tekst, zamieszczony wczoraj na fanpage grupy „Nie dla chaosu w szkole”:

 

Dziennikarka „Wysokich Obcasów” podjęła niełatwy temat. Chodzi o dzieci z potwierdzonymi trudnościami w funkcjonowaniu, które – tak się rodzicom wydawało – mogłyby trafić do szkół prywatnych oferujących przyjazne warunki, sprzyjające indywidualizacji. To są często dzieci już pokiereszowane, np. po wielu zmianach przedszkoli. Okazuje się, że prywatne szkoły robią uniki, zasłaniając się brakiem warunków. Dzieje się to wszystko w sferze niedomówień. Wysoka subwencja nie jest argumentem za, gdy szkoła kalkuluje, że może stracić innych uczniów, jeśli przyjmie dzieci z problematycznymi zachowaniami. Natomiast wypowiadający się w artykule prawnik przekonuje, że prywatne szkoły absolutnie nie mają prawa odrzucać podań dzieci z orzeczeniami, bo to godzi w konstytucyjne zapisy. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej skomplikowana.

 

E-mail do rodziców w sprawie rekrutacji, prywatna szkoła w Warszawie, z dobrymi opiniami. Gruby druk, na czerwono: UWAGA: W ROKU SZKOLNYM 2024/2025 NIE PLANUJEMY PRZYJĘĆ UCZNIÓW Z ORZECZENIEM O POTRZEBIE KSZTAŁCENIA SPECJALNEGO.

 

Mama Kuby, 7-latka (spektrum autyzmu i ADHD):

Byłam z Kubą na dniu próbnym. Był pod uważną obserwacją. Dyrektor później poinformował mnie, że niestety, wygląda na to, że Kuba się nie odnajdzie, więc – dla jego dobra – nie może go przyjąć. Odpowiedź wysłał e-mailem

 

Rodzice są w pułapce: chcieli dla dziecka jak najlepiej, małych klas, wspierających nauczycieli, a na to szkoły publiczne zwykle nie mają czasu i pieniędzy, myślą więc: może szkoła prywatna. A tam słyszą: nie przyjmujemy. Rozwiązaniem nie jest szkoła specjalna, bo dzieci w spektrum są bardzo często w normie intelektualnej lub ją przewyższają. Nigdzie nie pasują.

 

System nie działa, choć subwencje nie są małe. Nauczyciele, którzy mają w klasie kilkoro dzieci z orzeczeniami, mierzą się z wieloma wyzwaniami, a wsparcia mają mało. W szkołach, zarówno publicznych, jak i prywatnych, rodzice naciskają, by ich dzieci – te bez orzeczeń – uczyły się w klasach, w których dzieci z orzeczeniami nie ma, bo „utrudniają lekcje” oraz „zaniżają poziom”.

 

Dyrektorka prywatnej szkoły:

Wie pani, zapraszamy, zrobimy weryfikację, nasz zespół oceni dziecko, bo jeśli jest wysokofunkcjonujące, to możemy przyjąć. Orzeczenie orzeczeniu nierówne.

 

Maria Kowalewska, nauczycielka:

Znam przypadki dzieci, które trafiały do szkół publicznych po tym, jak szkoła prywatna rozwiązała umowę albo wydaliła dziecko. Były też przypadki, że dziecko było przyjmowane do szkoły prywatnej na „okres próbny”, co samo w sobie jest absurdem – przyjmowano je na trzy miesiące, a jeśli się „nie sprawdziło”, zostawało bez szkoły.

 

Żaneta Hertz, pedagożka specjalna:

Teoretycznie szkoły nie powinny odmawiać przyjęcia dziecka ze względu na specyficzne potrzeby wynikające z realizacji wskazań w orzeczeniu. Jednak przyjęcie takiego dziecka nakłada na placówkę konieczność realizacji zaleceń: szkoła musi zapewnić uczniowi wszelkie terapie i konkretne wsparcie wynikające ze specyficznych potrzeb dziecka. Placówka powinna więc zatrudniać specjalistów z poszczególnych dziedzin z uprawnieniami do realizacji wymienionych terapii, w rzeczywistości jednak nie jest w stanie sprostać tym wymogom, a dotacje należne dziecku z tytułu posiadania orzeczenie niestety nie pokrywają autentycznych potrzeb finansowych.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/



Oto zamieszczona dzisiaj na stronie MEN informacja o konsultacjach publicznych projektu ustawy o zakazie korzystania z telefonów w publicznych szkołach podstawowych

 

 

Projekt ustawy dotyczący telefonów komórkowych w szkołach skierowany do konsultacji publicznych

 

Minister Edukacji Barbara Nowacka skierowała do 30-dniowych konsultacji publicznych projekt ustawy o zakazie korzystania z telefonów w publicznych szkołach podstawowych. Każdy zainteresowany może wyrazić swoją opinię do 23 kwietnia 2026 roku.

 

Obecnie w szkołach nie obowiązywał jednolity, formalny zakaz korzystania z telefonów komórkowych. Projektowana zmiana ma na celu uporządkowanie tej sytuacji i zapewnienie szkołom jasnego umocowania prawnego.

 

W oparciu o badania naukowe wykazujące pozytywny wpływ zakazu korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych na uczniów, ich zdrowie psychiczne, relacje społeczne oraz wyniki edukacyjne, w projekcie ustawy zaproponowano:

 

1.Zakaz korzystania przez uczniów z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających porozumiewanie się na odległość lub rejestrowanie obrazu lub dźwięku w publicznych szkołach podstawowych podczas pobytu na ich terenie (czyli podczas lekcji i podczas przerw).

 

2.Możliwość wprowadzenia takiego zakazu albo określenia innych warunków korzystania z ww. urządzeń elektronicznych przez publiczne szkoły ponadpodstawowe i wszystkie szkoły niepubliczne w ich statucie.

 

3.Jasne wyjątki od zakazu w postaci:

1.zgody nauczyciela (zarówno prowadzącego zajęcia, jak i np. dyżurującego na korytarzu podczas przerwy) uzasadnionej celami dydaktyczno-wychowawczymi (np. nauka bezpiecznego korzystania z Internetu, przeprowadzenie quizu z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, konieczność skontaktowania się z rodzicem);

2.sytuacji zdrowotnych w dwóch przypadkach:

-pisemnej zgody dyrektora szkoły, aby uczeń ze względu na chorobę, niepełnosprawność lub inne szczególne potrzeby mógł korzystać z telefonu komórkowego lub innego urządzenia elektronicznego,

-wystąpienia bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia lub życia osób przebywających na terenie szkoły.

 

4.Wskazanie wprost, że w razie naruszenia zakazu szkoła stosuje:

-działania wychowawcze (np. upomnienia ustne, kontrakt wychowawczy);

-kary statutowe;

-obniżenie oceny zachowania (w związku z nieprzestrzeganiem zasad obowiązujących w szkole).

 

Szczegółowe zasady egzekwowania zakazu nie będą narzucane odgórnie. Każda szkoła będzie mogła wybrać rozwiązania najlepiej dopasowane do własnych potrzeb (np. półki, kieszonki na telefony czy inne rozwiązania przyjęte w szkole).

 

Planuje się, aby projekt ustawy wszedł w życie 1 września 2026 roku.

 

Projektowane rozwiązania są częścią spójnej polityki edukacyjnej. Równolegle w szkołach uczniowie poznają więcej zagadnień dotyczących higieny cyfrowej i edukacji medialnej. Działania te wzajemnie uzupełniają się oraz mają na celu wspieranie bezpiecznego oraz odpowiedzialnego rozwoju uczniów w świecie nowych technologii.

Projekt ustawy wraz z uzasadnieniem i oceną skutków regulacji jest dostępny w Rządowym Portalu Legislacyjnym.

 

Każdy zainteresowany może wyrazić swoje zdanie na temat tego projektu ustawy w terminie 30 dni (do 23 kwietnia 2026 roku) poprzez wysłanie ich pocztą elektroniczną na adres: konsultacje.dk@men.gov.pl

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/



Wczoraj „Portal dla Edukacji” poinformował o wywiadzie, jakiego w TVN udzieliła Ministra Barbara Nowacka, gdzie była pytana także o przyszłość przedmiotu wychowanie zdrowotne. Oto obszerny fragment tego tekstu:

 

 

 

MEN myśli o wprowadzeniu obowiązkowego przedmiotu w szkole. Ta lekcja może uratować życie

 

[…]

 

Ministra edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała w TVN24, że do końca marca ogłosi decyzję, czy w następnym roku szkolnym edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym. – Przedstawię swoją decyzję za dni dosłownie kilka. Do końca marca. Obiecałam to też nauczycielom i dyrektorom, bo to jest też dla nich ważne, jak układają ramówki – powiedziała Nowacka.

 

 

Pytana, dlaczego w tym roku szkolnym przedmiot nie jest obowiązkowy, odparła: – jeżeli jest decyzja najwyższych władz w Koalicji Obywatelskiej, żeby jednak zrobić nieobowiązkowo, to minister tutaj niewiele może zrobić. Ale rok przekonywania mam nadzieję zadziałał – dodała szefowa MEN.

 

Zaznaczyła, że ważne jest wprowadzenie mądrego, dobrze przygotowanego przedmiotu. – Moje przekonanie jest oczywiste. Nie bez powodu też pokazywałam Radzie Ministrów diagnozę młodzieży, czyli raport wykonany na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, żeby zobaczyli, jak wiele problemów młodego pokolenia wiąże się ze zdrowiem – zaznaczyła

 

Tak wiem, że młodzież będzie narzekała – dodatkowa godzina. Ale to może być ta godzina, która komuś uratuje życie i to naprawdę nie ma ceny – podkreśliła Barbara Nowacka. […]

 

Cały tekst „MEN myśli o wprowadzeniu obowiązkowego przedmiotu w szkole. Ta lekcja może uratować życie” 

–  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



Oto zamieszczona dzisiaj (3 marca) na stronie MEN informacja o kolejnym projekcie zmian  podstaw programowych kształcenia ogólnego – tym razem dla branżowej szkoły I stopnia, szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz szkoły policealnej oraz o tym, że jego opiniowanie i konsultowanie zakończy się 10 kwietnia, czyli potrwa  19 dni – w tym  7 dni wiosennej przerwy świątecznej oraz jeden dwudniowy weekend:

 

 

20 marca br. został skierowany do uzgodnień, konsultacji publicznych i opiniowania projekt rozporządzenia Ministra Edukacji w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz szkoły policealnej. Konsultacje potrwają do 10 kwietnia br.

 

Projektowane rozporządzenie jest konieczne ze względu na nowe rozporządzenie Ministra Edukacji z dnia 11 marca 2026 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym (oczekujące na publikację w Dzienniku Ustaw) i  zastąpi rozporządzenie MEN z dnia 14 lutego 2017 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, kształcenia ogólnego dla szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz kształcenia ogólnego dla szkoły policealnej (Dz. U. poz. 356, z późn. zm.), w zakresie dotyczącym podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym.

 

W pozostałym zakresie (branżowa szkoła I stopnia, szkoła specjalna przysposabiająca do pracy oraz szkoła policealna) rozporządzenie z 2017 r.  zastąpi projektowane. W efekcie całość utraci moc 1 września 2026 r.

 

Dlatego konieczne jest wydanie osobnego rozporządzenia z dotychczasową podstawą programową kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz szkoły policealnej – obowiązujące od 1 września 2026 r.

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 

Te informacje udostępnił redaktor OE:

 

>PROJEKT Rozporządzenia Ministra Edukacji w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz szkoły policealnej

 

 

>Uzasadnienie do projektu

  –  TUTAJ

 

 

Swój komentarz do powyższego projektu możesz wysłać  wypełniają formularzu na stronie Rządowego

Centrum Legislacji  –  TUTAJ

 

 



Foto: Shutterstock/Anatoliy Karlyuk

 

 

Oto obszerne fragmenty z tekstu zamieszczonego dzisiaj na „Portalu dla Edukacji”:

 

 

 

MEN bierze się za normy ubioru w szkołach. Zasady muszą być zapisane w statucie

 

– Uczeń ma ubierać się zgodnie z ogólnie przyjętymi normami społecznymi. Szkoła nie będzie mogła narzucać m.in. fryzur i kolorów ubrań – o ile nie naruszą jasno określonych zasad – poinformowała ministra edukacji Barbara Nowacka. Zaznaczyła, że nowelizacja ma na celu uregulowanie luki w przepisach o ubiorze uczniów.

 

>MEN nie planuje w żaden sposób centralnie ustalać tego, jak uczniowie mają wyglądać i jak się ubierać. Projekt precyzuje konkretne granice swobody – mówi Barbara Nowacka.

 

>Zgodnie z projektem o prawach i obowiązkach ucznia, szkoła nie będzie mogła narzucać m.in. fryzur i kolorów ubrań – o ile nie naruszą jasno określonych zasad – wskazuje.

 

>Niedozwolone jest noszenie stroju nawołującego do nienawiści, dyskryminującego, sprzecznego z przepisami prawa lub stwarzającego zagrożenie dla bezpieczeństwa – wyjaśnia.

 

Interpelację w sprawie przygotowywanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe, ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw złożyły posłanki Prawa i Sprawiedliwości.

 

Oceniły w niej, że planowane zmiany legislacyjne dotyczące wyglądu i stroju uczniów, choć przedstawiane jako próba uporządkowania szkolnego życia, budzą poważne kontrowersje społeczne i mają szersze implikacje historyczne i kulturowe.

 

Z proponowanej regulacji wynika, że uczeń szkoły podstawowej, ponadpodstawowej, artystycznej lub określonej w przepisach placówce ma prawo w szczególności do:

 

-kształtowania własnego stroju

 

-kształtowania własnego wyglądu.

 

Przysługuje mu wolność od dyskryminacji z jakiegokolwiek powodu, a w szczególności ze względu m.in. na wygląd.

 

MEN zaznaczyło jednak, że uczeń ma ubierać się zgodnie z ogólnie przyjętymi normami społecznymi. Niedozwolone jest noszenie stroju:

 

-nawołującego do nienawiści,

 

-dyskryminującego,

 

-sprzecznego z przepisami prawa,

 

-stwarzającego zagrożenie dla bezpieczeństwa innych osób przebywających w szkole lub placówce lub samego ucznia.

 

Posłanki PiS zapytały m.in. jakie kryteria autorytatywnie określają ogólnie przyjęte normy społeczne, jaka jest podstawa ich zastosowania w praktyce szkolnej oraz kto będzie odpowiedzialny za ich definiowanie i egzekwowanie, a także – czy doświadczenia z prób wprowadzenia obowiązkowych mundurków szkolnych w przeszłości – zarówno w kontekście rządów Romana Giertycha, jak i epoki PRL – nie uczą, że narzucanie wyglądu z zewnątrz może prowadzić do społecznego niezrozumienia i oporu.

 

W odpowiedzi Nowacka zaznaczyła, że Ministerstwo Edukacji Narodowej nie planuje w żaden sposób centralnie ustalać tego, jak uczniowie mają wyglądać i jak się ubierać. Podkreśliła, że projektowane rozwiązania zakładają bowiem autonomię każdej społeczności szkolnej w tym zakresie. […]

 

Projekt, wyjaśniła ministra, jasno wskazuje, że uczeń ma prawo do swobodnego kształtowania stroju i wyglądu, ale jednocześnie precyzuje konkretne granice tej swobody, wprowadzając dwa obowiązki dla uczniów w zakresie stroju i wyglądu zgodnego z ogólnie przyjętymi normami społecznymi, który jednocześnie nie zagraża bezpieczeństwu, nie nawołuje do nienawiści czy dyskryminacji, ani nie narusza obowiązującego prawa.[…]

 

Jak czytamy w odpowiedzi szefowej MEN, ustawa celowo posługuje się przy tym pojęciem ogólnie przyjętych norm społecznych, bo system oświaty w Polsce jest bardzo zróżnicowany – inne realia ma szkoła branżowa, inne liceum, inne szkoła artystyczna. […]

 

Oznacza to, wyjaśniła, że żadna szkoła nie będzie mogła samodzielnie wymyślać norm.

 

Ich interpretacja będzie podlegała ocenie zewnętrznej i jednolitym standardom konstytucyjnym, w tym zasadzie poszanowania godności ucznia. Tak czy inaczej jednak zachowana zostanie szkolna autonomia w tym wymiarze – podkreśliła.[…]

 

 

Cały tekst „MEN bierze się za normy ubioru w szkołach. Zasady muszą być zapisane w statucie”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



Od czasu do czasu zaglądam (z ciekawości) co dzieło się w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego – tak na jego oficjalną stronę (gdzie są zapowiedzi wydarzeń), jak i na jego fanpage – gdzie można dowiedzieć się, czym – z tego co się odbyło –  uznano, że należy się pochwalić. Dzięki temu zobaczyłem tam taką informację, którą postanowiłem upowszechnić na OE:

 

 

Wielu uczniów i uczennic ósmych klas szkół podstawowych, ich rodziców oraz nauczycieli i nauczycielek nie wie, że istnieje Łódzka Baza Edukacyjna. Dlatego chcemy polecić Wam tę stronę, która może okazać się istotnym wsparciem dla osób stojących przed wyborem szkoły ponadpodstawowej.

 

Oto ona! Poznajcie Łódzką Bazę Edukacyjną:

 

1.Czym jest Łódzka Baza Edukacyjna?

 

To innowacyjne na skalę Polski informacyjne narzędzie cyfrowe wspierające uczniów i rodziców w poszukiwaniu ofert szkół ponadpodstawowych oraz przydatnych informacji na temat placówek.

 

2.Co można w niej znaleźć?

 

W ŁBE najdziecie pełną ofertę liceów, techników i szkół branżowych na rok szkolny 2026/2027, lokalizację placówek na mapie Łodzi, linki do stron internetowych oraz terminy Dni Otwartych.

 

Ponadto odnajdziecie tam:

-test temperamentu umożliwiający poznanie siebie i swoich preferencji edukacyjnych,

-listę zawodów z opisem kwalifikacji zawodowych w łódzkich technikach i szkołach branżowych,

-informacje o przebiegu rekrutacji z obowiązującymi terminami.

 

3.Komu i gdzie się to przyda?

 

ŁBE przyda się zarówno uczniom, rodzicom, jak i nauczycielom doradztwa zawodowego.

-W domu – do przeanalizowania ofert na nowy rok szkolny i stworzenia listy preferencji wymarzonych szkół.

-W szkole – na lekcjach doradztwa zawodowego jako atrakcyjne narzędzie wspierające odpowiadanie na pytania ósmoklasistów.

 

4.W czym może pomóc ŁBE?

 

Baza pomoże szybko – na miarę dzisiejszych czasów – dotrzeć do informacji. Klikasz w pinezkę i gotowe!

 

ŁBE ułatwi sprawdzenie oferty liceów, techników i szkół branżowych w Łodzi oraz ich porównanie. Pomoże zorientować się, jakie rozszerzone przedmioty do matury oferuje dana szkoła i klasa oraz dopasować swój wybór do zainteresowań lub planów zawodowych,

 

5.Co wyróżnia ŁBE?

 

Szybka i rzetelna informacja, przejrzystość, pomysłowość, dostępność…

 

 

Źródło: www.facebook.com/lcdnikp/

 

 

 

Oto link na stronę Łódzkiej Bazy Edukacyjnej  –  TUTAJ

 

 



Oto fragmenty zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” tekstu, z którego dowiecie się o niespodziewanie nagłej decyzji MEN w sprawie zakazu używania przez uczniów szkół podstawowych telefonów na lekcjach:

 

 

Od 1 września zakaz używania telefonów w szkołach. Nowacka podaje szczegóły

 

Ministerstwo kończy prace nad przepisami, które spowodują, że od 1 września 2026 r. w szkołach podstawowych wprowadzimy zakaz używania telefonów komórkowych – poinformowała w środę w Olsztynie szefowa MEN Barbara Nowacka. Dodała, że jest to „decyzja przyspieszona”, po jej rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem.

 

[…]

 

Podczas konferencji prasowej w Olsztynie ministra Nowacka mówiła m.in. o toczących się w MEN pracach nad Krajową Strategią Młodzieżową, w której zostaną wykorzystane wnioski i rekomendacje zawarte w „Diagnozie Młodzieży 2026”. Wskazała, że strategia ma powstać do końca jesieni, ale – jak podkreśliła – niektóre działania muszą być podjęte pilnie.- W ministerstwie właśnie kończymy prace nad dużą zmianą legislacyjną, bardzo istotną dla szkół, która spowoduje, że od 1 września 2026 r. w szkołach podstawowych wprowadzimy zakaz używania telefonów komórkowych. Jest to decyzja przyspieszona w tej chwili, decyzja przyspieszona też po mojej rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem – powiedziała ministra.Dodała, że takie przepisy spowodują, że dzieci nie będą mogły korzystać z telefonów na lekcjach. – Wyjątkiem może być proces dydaktyczny i decyzja nauczyciela, ale nie może być to norma, bo widzimy jak bardzo uzależnione są dzieci od internetu – zaznaczyła. Wskazała, że higiena cyfrowa wchodzi do szkół razem ze zmianami w podstawach programowych, ale – jak powtórzyła – pewne działania trzeba podjąć już.

 

I tym działaniem jest zakaz telefonów komórkowych w szkołach podstawowych od 1 września 2026 r – powiedziała szefowa MEN.

 

Jak przypomniała, z – opracowanej na zlecenie MEN – diagnozy wynika, że 71 proc. nastolatek i nastolatków uważa, iż są uzależnieni od telefonów, a 60 proc. odczuwa chroniczne zmęczenie. Wskazała też, że 73 proc. dzieci w wieku 12-14 lat wie, gdzie znaleźć pornografię w internecie, a 26 proc. dzieci pomiędzy 7 a 12 rokiem życia miała kontakt z pornografią. Mówiła również, że 44 proc. osób w wieku 13-16 lat nie wie jak rozróżnić prawdę od fałszu w internecie, a 47 proc. osób w wieku 13-16 lat natknęło się na szkodliwe treści w mediach społecznościowych. […]

 

Nowacka przypomniała, że w tej chwili szkoły mają możliwość ograniczenia użytkowania przez swoich uczniów telefonów komórkowych i ponad 50 proc. szkół takie ograniczenia w ostatnich latach wprowadziło.

 

Ministra była pytana przez dziennikarzy o to, jak szkoły miałyby egzekwować zakaz używania komórek. Odpowiedziała, że ministerstwo nie będzie narzucało, co mają szkoły robić z telefonami, bo to jest ich autonomiczna decyzja. Natomiast telefony nie mogą być używane na lekcjach i również w czasie przerw. Tak, mogą być wnoszone. Mogą być też wyjątki, np. przyczyny zdrowotne; rodzice chcą być w kontakcie z dziećmi, ale czy to będzie szafka przed każdą salą lekcyjną, czy to będą „bezpieczne woreczki”, które też wprowadzają szkoły, czy to będzie jeden koszyk u nauczyciela wystawiony na stole, to są decyzje szkoły – wyjaśniła.

 

Oceniła, że zakaz, który ma zamiar wprowadzić ministerstwo, będzie realnym narzędziem dla nauczycieli. – Dzisiaj nauczyciele borykają się z tym i bardzo często o tym mówią (…), że jeżeli zabraniają, to młodzież mówi: „nie ma żadnego zakazu”. A tak będą mogli spokojnie powiedzieć: jest zakaz, jest prawo, są to przepisy wprowadzone odgórnie przez ministerstwo i macie obowiązek ich przestrzegać – stwierdziła. […]

 

 

Cały tekst „Od 1 września zakaz używania telefonów w szkołach. Nowacka podaje szczegóły”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl



Na fanpage grupy „Nie dla chaosu w szkole” zamieszczono dzisiaj tekst, dzięki któremu dotarłem do bardzo wartościowego artykułu Radosława Leniarskiego i  Dariusza Wołowskiego, zatytułowanego Polska bezradnych rodziców. Jak zmusić dziecko do ruchu nie robiąc mu krzywdy”, opublikowanego dzisiaj na portalu „SPORT.PL”:

 

 

Jeśli ponad 50% badanych dzieci ze szkół podstawowych nie potrafi przeskoczyć przez skakankę nawet jeden raz, to znaczy, że sytuacja staje się dramatyczna. A problemy na poziomie 1/3 badanych dotyczą także prób rzutu i chwytu piłki, co może sygnalizować rozwojowe zaburzenia koordynacyjne.

 

Badania w 2023 r. pokazały, że 94% polskich uczniów ma niewystarczający poziom kompetencji ruchowych. Co gorsza, pojawiła się kolejna dramatyczna informacja: odsetek uczniów prezentujących niewystarczający poziom kompetencji ruchowych nawet w szkołach sportowych wyniósł 83%.

 

Większość rodziców była świadoma potrzeby aktywności fizycznej ich dzieci. Mówili: sam uprawiałem sport, grałem w tenisa, miałem lekcje szermierki… Ale wie pan, problem jest taki, że mój syn tego nie chce robić. No więc ankieterka dopytuje, dlaczego nie chce? Jemu się to nie podoba, trochę sobie nie radzi. Podawali też inne wytłumaczenia odmowy dzieci.

 

Żyjemy w świecie dzieci wrażliwych, płatków śniegu. Jeżeli nauczyciel raz i drugi, publicznie, przy grupie, skomentuje negatywnie ruchowe występy na WF, dziecko zaczyna unikać takiej aktywności fizycznej.

 

Dzieci, które badaliśmy, to są dzieci wycofane. Nie rozwijają nie tylko sprawności fizycznej i nie zdobywają kolejnych stopni ruchowej alfabetyzacji, ale brakuje im także kompetencji społecznych.

 

Bo przecież sport to nie tylko ćwiczenia, ale też przestrzeń aktywności społecznej. Również przez sport rozwija się społeczeństwo obywatelskie. To znaczy teraz nie powstaje, karłowacieje.

 

Warto przeczytać całą rozmowę –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

x           x           x

 

Ten sam problem, w odniesieniu do uczniów klas I – III, stal się tematem tekstu Magdaleny Ignaciuk, zamieszczonego także dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”. Oto – dla zachęty – jego początek i link do całego tekstu:

 

 

Polska bezradnych rodziców. Jak zmusić dziecko do ruchu nie robiąc mu krzywdy

 

 

Rektor Akademii Wychowania Fizycznego prof. dr hab. Bartosz Molik podczas konferencji prasowej podsumowującej wyniki ogólnopolskich badań realizowanych w ramach projektu „WF z AWF – Aktywny dzisiaj dla zdrowia w przyszłości” *  za rok 2025.

 

 

Ponad 90 proc. dzieci nie ma podstawowych umiejętności ruchowych – przekazał we wtorek wiceszef MSiT Piotr Borys. Umiejętności te pozwalają np. bezpiecznie zeskoczyć ze schodów. Według autorów raportu po 5. edycji projektu „WF z AWF”, w klasach I-III zajęcia ruchowe powinni prowadzić nauczyciele WF.

 

>Sprawność dzieci pod znakiem zapytania. Raport i resort wskazują na skalę problemu

 

>89 proc. dzieci nie radzi sobie z podstawami. Ekspert: potrzebni nauczyciele WF od początku

 

>Czy nauczyciele WF wejdą do najmłodszych klas? MEN: trwają prace i rozmowy

 

 

[…]

 

 

Cały tekst „Polska bezradnych rodziców. Jak zmusić dziecko do ruchu nie robiąc mu krzywdy”  –  TUTAJ

 

 

 

* Raport merytoryczny projektu „WF z AWF – Aktywny dzisiaj dla zdrowia w przyszłości”  –  TUTAJ

 



 

Dopiero dzisiaj „wpadła mi w oko” informacja o ciekawej konferencji, która odbyła się 12 marca we Wrocławiu. Ale dzisiaj, na stronie Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, została zamieszczona informacja i jej przebiegu. Zdecydowałem się zamieścić informację o niej, choć nie dotyczyła ona edukacji. Jednak jej tematyka jest istotna także w placówkach edukacyjnych – nie tylko w odniesieniu do zatrudnionych tam pracowników. Oto  fragmenty tej publikacji i link do pełnej wersji tego tekstu:

 

 

We Wrocławiu odbyła się ogólnopolska konferencja OPZZ „Fakty zamiast mitów – jak wiedza i dialog budują społeczeństwo równości”

 

OPZZ zorganizowało w dniu 12 marca 2026 r. we Wrocławiu ogólnopolską konferencję pt. „Fakty zamiast mitów – jak wiedza i dialog budują społeczeństwo równości?”. Wydarzenie miało miejsce na Politechnice Wrocławskiej.

 

Celem konferencji była pogłębiona debata nad kluczowymi wyzwaniami stojącymi przed rynkiem pracy w obszarze równego traktowania. Podjęliśmy tematykę równego wynagradzania za tą samą pracę, w kontekście dyrektywy dotyczącej mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń, która wprowadza nowe obowiązki w zakresie monitorowania i raportowania różnic płacowych. Dyskutowaliśmy na temat przeciwdziałania wszelkim formom dyskryminacji: ramami prawnymi i praktyką w tym zakresie – z szczególnym uwzględnieniem roli dialogu społecznego na poziomie zakładów pracy. Konferencja była również przestrzenią do refleksji nad jednym z najpoważniejszych wyzwań współczesnego rynku pracy – transformacją klimatyczną i społecznym wymiarem tego procesu. Debaty miały na celu oprzeć się na faktach i przeciwdziałać dezinformacji, która coraz częściej towarzyszy debatom na temat równości, polityk społecznych i klimatycznych.

 

W konferencji wzięło udział około 200 uczestników, w tym związkowczyń i związkowców z OPZZ, administracji publicznej, organizacji pozarządowej, przedstawicieli sektora nauki oraz zaproszeni goście.

 

Konferencja odbyła się pod Patronatem Honorowym: Ministry Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, Minister Klimatu i Środowiska, Państwowej Inspekcji Pracy, Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Marszałka Województwa Dolnośląskiego oraz Prezydenta Wrocławia. […]

 

Uczestników konferencji powitała Barbara Popielarz, Wiceprzewodnicząca OPZZ oraz Jakub Mazur, Wiceprezydent Wrocławia. Z uwagi na trwające w Sejmie prace nad zmianą ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy nie mógł być z nami Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy, który mimo to przesłał do uczestników konferencji kilka słów w formie elektronicznej. Uczestników konferencji powitał również przewodniczący OPZZ, Piotr Ostrowski – w formie nagrania również z uwagi na reprezentowanie OPZZ w pracach parlamentarnych nad kluczową dla pracowników zmianą ustawy o PIP.[…]

 

Pierwszy panel konferencji zatytułowano Równość w miejscu pracy – różne perspektywy. Dyskusję poprowadził Norbert Kusiak, Dyrektor Wydziału Polityki Gospodarczej w OPZZ, Sekretarz RDS z ramienia OPZZ. Swoim punktem widzenia na to zagadnienie równego traktowania podzielili się: dr Izabela Hasińska, Pełnomocniczka Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w Poznaniu; dr Krzysztof Śmiszek, Poseł Parlamentu Europejskiego, Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim; Bartosz Kotecki, Dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy we Wrocławiu; Aneta Trojanowska, Prezeska Rady Uczelnianej ZNP w Uniwersytecie Śląskim oraz prof. dr hab. Anna Pacześniak, Profesorka Uniwersytetu Wrocławskiego.

 

Drugi panel konferencji pt. „Edukacja na rzecz równości” moderowała dr Barbara Kutrowska, Przewodnicząca Zespołu OPZZ ds. równości i członkini Związku Nauczycielstwa Polskiego. Uczestnikami panelu byli Róża Lewandowska, Wiceprezydentka Miasta Grudziądza; Katarzyna Juraszek, Zastępczyni Komendanta Głównego OHP ds. współpracy, IT i komunikacji elektronicznej; dr hab. Karolina Jaklewicz, Prorektorka ds. Rozwoju i Integracji Wspólnoty na Politechnice Wrocławskiej; Alina Szeptycka, Pełnomocniczka Prezydenta Wrocławia ds. równego traktowania; dr Damian Wąsik, Pełnomocnik Rektora ds. osób z niepełnosprawnościami w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego; Małgorzata Piórkowska, Pełnomocniczka Rektora ds. równego traktowania w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego oraz Zygmunt Rzucidło, Wiceprezes Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej.

 

Trzecia część konferencji była prowadzona przez dr Błażeja Mądrzyckiego, Wiceprzewodniczącego OPZZ i Wiceprezesa Rady Uczelnianej ZNP w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. W panelu pt. „Bezpieczeństwo pracy i egzekwowanie prawa – teoria i praktyka” wzięli udział Andrzej Pogórski, Okręgowy Inspektor Pracy we Wrocławiu; Andrzej Otręba, Przewodniczący Rady Wojewódzkiej OPZZ Województwa Dolnośląskiego i Członek Rady OPZZ; Artur Wilk, Wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Kontra i Przewodniczący Zespołu OPZZ ds. sprawiedliwej transformacji a także Dorota Seweryn-Stawarz, Radczyni prawna i Członkini Zarządu Fundacji na rzecz równości. […]

 

Cały tekst „We Wrocławiu odbyła się ogólnopolska konferencja OPZZ ‘Fakty zamiast mitów – jak wiedza i dialog budują społeczeństwo równości’”  –  TUTAJ

 

 

Źródło:www.opzz.org.pl/aktualnosci/kraj/

 

 

P.s.

 

Szkoda, że autorzy tego tekstu skupili się głównie na nazwiskach osób występujących, a pominęli informacje o treściach ich wystąpień.

 

Szczegółowy program Konferencji Fakty zamiast mitów – jak wiedza i dialog budują społeczeństwo równości” został opublikowany  10 marca na stronie ZNP  –  TUTAJ

 

 

 



Jeszcze o ocenie funkcjonalnej – tym razem Kolega Dyrektor Jarosław Pytlak przekazuje swoje opinie w rozmowie z Katarzyną Stefańską – dziennikarką „Gazety Wyborczej Łódź”. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do jego pełenej wersji:

 

 

 

MEN chce analizować każde dziecko. Dyrektor szkoły: Skala absurdu mnie poraża

 

 

Wychowanie to nie hodowla brojlerów – tak ekspert edukacyjny komentuje pomysł MEN.

 

Rzecz dotyczy oceny funkcjonalnej ucznia, która ma być dodatkowym opisem tego, jak dziecko funkcjonuje w szkole. Nie tylko czego się nauczyło, ale także jak radzi sobie emocjonalnie, społecznie czy zdrowotnie. Nauczyciele mieliby przy pomocy specjalnego kwestionariusza diagnozować mocne strony dziecka, jego trudności oraz bariery, które utrudniają mu naukę. MEN przekonuje, że to narzędzie pomoże szybciej zauważać problemy i reagować bez czekania na formalną diagnozę z poradni psychologiczno-pedagogicznej. […].

 

O tym, dlaczego pomysł budzi tak duży opór w środowisku i co mówi o kondycji polskiej szkoły, rozmawiam z Jarosławem Pytlakiem – pedagogiem i dyrektorem szkoły, od lat zaangażowanym w publiczną debatę na temat polskiej edukacji jako ekspert i publicysta, m.in. autor bloga „Wokół szkoły”.

 

 

Katarzyna Stefańska: – Od kilku miesięcy przetacza się dyskusja o najnowszym pomyśle resortu edukacji, czyli tworzeniu oceny funkcjonalnej ucznia, która skupiać się ma na kompleksowym opisaniu funkcjonowania każdego dziecka. Jest elementem edukacji włączającej.

 

Jarosław Pytlak: – Która budzi ogromny opór w środowisku. I słusznie. Jest wokół niej masa znaków zapytania i wątpliwości. A podstawowa jest taka – czy ta piękna idea jest możliwa do realizacji?

 

Nawiasem mówiąc, to nie jest najnowszy pomysł resortu, bo pojawił się już za minister Anny Zalewskiej. Już wtedy były na to pieniądze unijne. Nie mówiono o ocenie funkcjonalnej, ale o diagnozie funkcjonalnej ucznia. Tylko mało kto zwraca uwagę, że problem specjalnych potrzeb edukacyjnych uczniów jest dzisiaj dużo bardziej nasilony niż dekadę temu. Dzieci z realnymi deficytami to stanowią obecnie znaczący procent populacji. W jednej klasie bywa dzisiaj po kilkoro uczniów z orzeczeniami i opiniami psychologiczno-pedagogicznymi, którym należy zapewnić dostosowanie warunków nauki. Edukacja włączająca jest więc ogromnym wyzwaniem, o jakim nie śniło się choćby te dziesięć lat temu. Tymczasem jest wokół niej tworzona narracja, że jest to możliwe, bo dobrzy nauczyciele sobie poradzą. Na tym podłożu rodzą się zrozumiałe skądinąd oczekiwania, zarówno rodziców uczniów, jak i nadzoru pedagogicznego.

 

Problem polega na tym, że system absolutnie nie jest zdolny tego zrobić. Brakuje czasu i środków. Nauczyciel nie ma takich kompetencji jak specjalista uczący w szkole specjalnej. I nie nabędzie ich, jeśli ktoś przyjdzie i poprowadzi dla niego szkolenie. Nauczyciel ma być teraz psychologiem, terapeutą, pedagogiem specjalnym, a jeszcze powinien realizować podstawę programową. To często przekracza ludzkie możliwości. A ministerstwo mówi, że mamy pochylać się nad każdym uczniem, bo każdego można i trzeba wesprzeć.

 

Narzędziem służącym do identyfikacji możliwych obszarów wsparcia ma być ocena funkcjonalna. A że wydano na ten cel wiele milionów złotych z funduszy unijnych, trzeba się teraz rozliczyć z ich efektywnego wykorzystania. Mamy więc zapowiedź wdrożenia nowego narzędzia, niestety, pod tradycyjnym w polskiej edukacji hasłem „Jakoś to będzie”.

 

– W tej idei nie ma nic sensownego?

 

– Sens w idei jest, ale co z tego, jeśli trudno go dostrzec w praktyce. Jeśli mam do wbicia gwóźdź, najlepszym narzędziem jest do tego jest młotek. Ale oczywiście mogę wykorzystać coś bardziej nowoczesnego, na przykład laptop.

 

– ???

 

– Nie nazwę narzędzia sensownym, jeśli jest nieoperacyjne. Pomysł powstał w głowie osób, które współczesną polską szkołę znają z opowiadań. Moi znajomi nauczyciele, którzy byli już na szkoleniach, nie zostali przekonani, że to nowe narzędzie będzie pożyteczne i łatwe w praktycznym wykorzystaniu. Sam wysłuchałem kilku internetowych wykładów współtwórców całej koncepcji. Zrobiłem transkrypcję każdej wypowiedzi, by dokładnie to zrozumieć. No i widzę jedno: nie ma w tym spójności szlachetnych intencji z użytecznością zaoferowanego narzędzia.

 

– Nie gryzie się pan w język.

 

– Bo jako dyrektor będę ofiarą kolejnego pomysłu, który przyjdzie mi wdrożyć w szkole. Jednym z głównych założeń oceny funkcjonalnej jest „częściowe odciążenie poradni psychologicznych przez przeniesienie wstępnej i jednocześnie poszerzonej diagnostyki do szkoły”. Jako nauczyciel odczytuję to tak: odciążą poradnie, dociążą mnie.

 

W dodatku ta „poszerzona diagnostyka”. Nie zatrudniałem się jako diagnosta, nie mam takich kwalifikacji. Ale lećmy dalej: „ocena funkcjonalna jest procesem”. Jak to słyszę, to skala absurdu mnie poraża. Bo my robimy w szkole setki innych rzeczy. W międzyczasie mamy w ciągu pięciu czy sześciu tygodni prowadzić ukierunkowaną obserwację dziecka. A jak dalej poczytać, to tylko wierzchołek góry lodowej, bo w założeniu ma to być proces nieustający. Przypominam, ocena ma w założeniu dotyczyć wszystkich dzieci, bo każde dziecko potrzebuje wsparcia, jeśli nie w przezwyciężaniu swoich problemów, to w rozwijaniu mocnych stron.

 

– Ktoś policzył, że wypełnienie formularza dla dwustu uczniów to 170 godzin, czyli miesiąc pracy poświęconej tylko temu.

 

– Niekoniecznie. Wypełnienie jednego arkusza zajmie może zająć zaledwie kilka minut. Wystarczy strzelać na chybił trafił. Dlaczego? Bo nauczyciele nie będą znali odpowiedzi na część pytań.

 

Podam pani przykład z arkusza dla uczniów siódmych i ósmych klas. Jeden z punktów: „Właściwie gospodaruje czasem, wykonując przewidziane planem dnia czynności„. Skąd mam wiedzieć? Znam tylko pewien wycinek jego życia. Zaznaczę więc na chybił trafił, bo ocena nie przewiduje odpowiedzi „nie wiem”. „Dba o higienę osobistą„. Grząski grunt. Znam przypadek, który oparł się o kuratorium, bo nauczyciel napisał w opinii, że dziecko przychodzi brudne do szkoły. W kolejnych punktach mam ocenić, czy potrafi uzyskać informacje od nieznajomej osoby, […]

 

– To do niego posłowie opozycji zgłaszają zastrzeżenia, twierdząc, że to nieuzasadniona ingerencja w sprawy rodzinne.

 

Głos po tamtej stronie zabierają ludzie, którzy mają większe pojęcie o pedagogice, niż ci, którzy kierują resortem. Mówię to z przykrością, bo ani wyborcą, ani sympatykiem opozycji nie jestem. I wcale nie tęsknię za powrotem tamtej opcji. Po prostu boleję, że obecna tak ewidentnie wystawia się na strzał.

 

Konflikty na linii szkoła-dom już teraz są na porządku dziennym. Proszę sobie wyobrazić, do jakich sytuacji może dochodzić. W ocenie funkcjonalnej mamy arkusz przesiewowy dla nauczyciela i rodzica. Są identyczne. Co będzie, jak nauczyciel napisze, że dziecko się nie komunikuje, a rodzic, że się komunikuje? Dwie skrajne opinie. Kto rozsądzi konflikt?

– Chce mi pan powiedzieć, że nauczyciele będą przeklikiwać formularz, w taki sposób, by uzyskać odpowiedni efekt?

 

– Tego się spodziewam. Nauczą się, które odpowiedzi dają jaki efekt. Niby to ma nie być diagnoza „gabinetowa”, ale w efekcie powstaje punktacja i oparta o nią interpretacja wyniku. Ten sam wynik łączny może oznaczać „harmonijne funkcjonowanie osoby uczącej się”, ale może też oznaczać, że w niektórych obszarach jej funkcjonowanie jest na niskim poziomie. Jeśli nauczycielowi będzie bardzo zależało, żeby rodzice zdiagnozowali dziecko, to zaznaczy takie odpowiedzi, które będą o świadczyły o takiej potrzebie.

 

Mówimy o systemie, gdzie jest 500 tysięcy nauczycieli i pięć milionów uczniów. Będzie masa różnych strategii, ale wszystkie ukierunkowane na to, żeby przejść to suchą stopą. Mówię to z obawą, bo całe przedsięwzięcie odbywa się w otoczce szantażu moralnego. Jeśli wskazuję problemy, to znaczy, że nie chcę pomóc dzieciom. A to nieprawda. Chcę im pomóc i pomagam na co dzień, ale mam też wypływającą z doświadczenia świadomość ograniczeń możliwości szkoły.

– MEN wycofało się z wprowadzenia oceny od 1 kwietnia, wcześniej miała wejść od września. Dodatkowo przekonuje, że nie będzie obowiązkowa.

– Rozporządzenie jest, więc wejdzie do szkół. Jeśli chodzi o nieobowiązkowość oceny funkcjonalnej, to faktycznie, z rozporządzenia podpisanego 2 marca wynika tylko, że będzie obowiązkowa w przypadku postępowania w sprawie orzeczenia. Ale jest tam też napisane, że szkoła ma obowiązek dokonać oceny funkcjonalnej w ciągu tygodnia od momentu otrzymania wniosku. A w definicji oceny jest to, że wymaga pogłębionego, co najmniej 5–6-tygodniowego okresu obserwacji. Tego się nie da zrobić. To wewnętrzna sprzeczność.

 

Mnie przeraża jeszcze jeden aspekt. Państwo wychodzi z założenia, że każde dziecko ma potrzeby i szkoła musi im wyjść naprzeciw. A to nie tylko jest możliwe, ale wręcz szkodliwe. Próbujemy tworzyć system, gdzie państwo totalnie zaopiekuje się każdym dzieckiem. Uczeń ma być od dziecka systemowo analizowany i umieszczony w trybikach machiny wspierającej jego dobrostan. Tymczasem wychowanie to nie jest hodowla brojlerów. […]

– MEN mówi przecież o szerokich konsultacjach ze środowiskiem nauczycielskim, zmiany mają nie być wprowadzane odgórnie, ale w konsultacji z wami.

 

– To tak jak z reformą. Pani minister Barbara Nowacka jeździ po Polsce z Kompasem Jutra i wszędzie powtarza to samo. Brałem udział w początkowym procesie przygotowań do reformy. W momencie, kiedy to, co wypracował zespół, bez porozumienia z nami zostało zmienione i ogłoszone jako efekt naszej pracy, dałem sobie spokój. Te całe konsultacje są jednym wielkim zabiegiem marketingowym.

 

Dobrze pokazuje to konsultacja z nauczycielami dotycząca zniesienia prac domowych. To była zwykła ankieta internetowa zrobiona w wakacje. Wyszło, że nauczyciele są za poprzednimi rozwiązaniami. Usłyszeliśmy, że powrotu nie ma, bo tak uważa komisja ekspertów.

 

Nie odmawiam pani Nowackiej zręczności politycznej. Ale odmawiam jej kompetencji pedagogicznych. W to, że potrafi stworzyć wrażenie szerokiego konsultowania, wierzę. Ale to wioska potiomkinowska, która jest budowana, żeby na ludziach nieznających się na rzeczy zrobić wrażenie działania.

 

Fundamentalnym problemem polskiej edukacji jest brak zasobów w stosunku do oczekiwań. Ministerstwo chwali się opanowaniem problemu braku nauczycieli. A opanowaliśmy go w ten sposób, że nauczyciele pracują więcej, niż powinni. Kwestii telefonów w szkołach państwo nie potrafi uregulować od dwóch lat. Za to potrafi przerzucać odpowiedzialność na szkoły, żeby to regulowały, bo szkoła przecież załatwi, szkoła może. Szkoła nic nie może.

– Jest przecież całkiem spora grupa ludzi popierających reformę.

 

– To prawda i to nie są przypadkowe osoby, tylko ludzie znani i uznani w branży. Bo jest też generalne poczucie, że kondycja polskiej szkoły jest w tej chwili fatalna. Ludzie się w to angażują, wierząc, że możliwe są małe kroki. Na przykład napiszemy nową podstawę programową i ona będzie lepsza od starej. Nawet jeśli reforma jest zbyt szybka i źle przygotowana, to wartością dodaną będzie to, że będziemy mieli lepszą podstawę programową.

 

Niestety, polska edukacja jest w tej chwili poligonem do testowania pomysłów częściowo przynajmniej skopiowanych z zagranicy, bez uwzględnienia kontekstu, w tym tradycji i zasobów. Są kraje, gdzie system oceny funkcjonowania uczniów działa od lat. Ale jest to oparte na zasobach. Mamy wskazać obszary, w którym dziecko ma być wspierane. U nas nie pójdą za tym żadne pieniądze potrzebne na organizowanie zajęć dodatkowych, czy indywidualnej pracy.

 

Ktoś napisał, że szkolna ocena funkcjonalna jest jak nowoczesny system GPS, zamontowany w aucie, które nie ma paliwa. Może bardzo precyzyjnie pokazać drogę i potrzeby dziecka, ale jeśli szkoła nie ma środków na realizację tych zaleceń, to sama wiedza o tym nie wystarczy, by ruszyć z miejsca. 

 

 

Cały tekst „MEN chce analizować każde dziecko. Dyrektor szkoły: Skala absurdu mnie poraża”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl