Jeszcze wczoraj, do wczesnych godzin popołudniowych, byłem przekonany, że tematem kolejnego felietou będzie ów „tasiemiec”, zamieszczony w środę na stronie MEN, która to informacja – rekordowo długa i niespotykana w takiej formule jaką jest oficjalna strona internetowa – miała zapewne w intencji jej redaktorów, a zwłaszcza tej która to zatwierdziła „do druku” – minister Zalewskiej – „zagadać” wszystkie, dochodzące z różnych stron od nauczycieli, ale także i od rodziców, obawy co do czekających nasze szkoły problemów tego nowego roku szkolnego.

 

Jednak nie mogę pozostawić bez komentarza tego, co wydarzyło się wczoraj w III Liceum Ogólnokształcącym w Gdyni, gdzie Pierwszy Obywatel RP jawnie, bo w obecności kamer telewizyjnych, złamał prawo oświatowe. I nie zdołała go przed tym powstrzymać jego małżonka – jak powszechnie wiadomo – nauczycielka, zdająca sobie doskonale sprawę z niestosowności czasu i miejsca do tak jawnego uprawiania polityki.

 

Należy w tym miejscu przypomnieć, że jednoznaczną wykładnię artykułu w Ustawie Prawo Oświatowe, mówiącego o działalności politycznej na terenie szkoły, dała osobiście minister Zalewska, gdy w 1917 roku odpowiadała w Sejmie na pytanie posłanki PO, aby przedstawiciel rządu wyjaśnił opinii publicznej, dlaczego nauczycielki z Zabrza stanęły przez komisją dyscyplinarną. Przypomnę, że to „przestępstwo” polegało na tym, iż owa nauczycielka podczas tzw. „czarnego protestu”, wraz z koleżankami, przyszła do pracy ubrana na czarno…

 

Przypomnę też, że minister Zalewska podkreśliła wtedy, iż w ustawie jest jednoznacznie zapisane, iż na terenie szkoły nie można prowadzić działalności politycznej, ani agitacji politycznej.

 

Kto w tym gdyńskim przypadku powinien zostać postawiony przed komisją dyscyplinarną? Wiadomo, że nie Pan Prezydent RP – przynajmniej nie teraz, bo broni go immunitet. Dyrektor szkoły, który zaprosił go na to spotkanie, o którym w mediach napisano, iż „Andrzej Duda razem z Agatą Kornhauser-Dudą na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego wybrali III Liceum Ogólnokształcące, jedną z najlepszych szkół średnich w Gdyni.”?

 

 

Czytaj dalej »



Dotąd opisałem już w kolejnych esejach „zwrotne” dla mej biografii wydarzenia, które miały miesce przed 60-oma, 55-oma, 50-om i 40-oma laty. Dziś pora na kolejne wspomnienie takiego „słupa milowego” w mojej drodze zawodowej – trzydziestej rocznicy objęcia przeze mnie stanowiska dyrektora Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-zawodowej w Łodzi.

 

Nie wracam do tamtych wydarzeń z potrzeby „pochwalenia się” czym to ja nie byłem. Bo też nie ma się czym tak bardzo chwalić – ot – takie małe ogniwo ówczesnego wojewódzkiego systemu oświaty. Młodszym przypominam, że takich wojewódzkich poradni było wtedy tyle, ile województw – 49!

 

Uzasadnienie decyzji napisania także i o tym rozdziale mojej biografii znajdzie się w końcowych zdaniach tego tekstu. Teraz przejdźmy do rzeczy:

 

Na początek, dosłownie w kilku zdaniach, muszę wspomnieć o mojej sytuacji zawodowej po tym jak postanowiłem zrezygnować z kontynuowania „kariery” naukowej na UŁ. I dlaczego ta nominacja w pierwszej chwili bardziej mnie zaskoczyła niż ucieszyła.

 

Szerzej opiszę cały ten kontekst w eseju (jeśli na to się zdecyduję),  poświęconym 35-leciu mojego powrotu „z teorii do praktyki”, czyli do lata 1983 roku, kiedy to szukałem pracy w łódzkiej oświacie. Dzisiaj muszę wspomnieć jedynie, że właśnie od owego lata byłem na indeksie „głównej kadrowej” z Komitetu Łódzkiego PZPR, bez zgody której to towarzyszki Iwony B. (starsi już wiedzą kto kryje się pod tym inicjałem) nikt nie mógł zająć żadnego, choć trochę eksponowanego, stanowiska w łódzkiej oświacie.

 

I właśnie ta towarzyszka w pierwszych dniach wakacji 1983 roku została szefową Łódzkiego Kuratorium Oświaty i Wychowania. I właśnie tego roku, w ostatnim tygodniu sierpnia, po powrocie z wakacji (a był to – mój ostatni jak się okazało – obóz harcerski w Lubiatowie) odebrałem telefon z Kuratorium, że mam sie tam zgłosić w ważnej sprawie.

 

Kiedyś wyjaśnię dlaczego szedłem tam „z duszą na ramieniu” i skąd to zaskoczenie taką niespodzianą propozycją zostania szefem instytucji, w której jeszcze cztery lata wcześniej nie mogłem zostać zatrudniony nawet jako zwykły jej pracownik. Na dziś niech wystarczy przypomnienie faktu, że stało się to na kilka miesięcy przed obradami „Okrągłego Stołu” i na 9 miesięcy przed historycznymi wyborami z 4 czerwca 1989 roku, kiedy – jak to ogłosiła trochę „na wyrost” pewna aktorka – „upadł w Polsce komunizm!”

 

Pierwszy rok mojego dyrektorowania przebiegł pod znakiem możliwie szybkiego „wejścia w rolę”, poznania pracowników Poradni, dogłębnego studiowania wszystkich obowiązujących przepisów, ale przede wszystkim poznania podległych poradni, które wówczas nosiły nazwę dzielnicowych lub miejskich. A było ich w Łodzi 6 (bo na Bałutach były dwie – zwane rejonowymi) i po jednej w Pabianicach, Zgierzu, Konstantynowie, Aleksandrowie, Ozorkowie i Głownie. W tym czasie, jako pedagog z wykształcenia, skupiłem się na realizacji zadań orientacji zawodowej i na… cotygodniowym dyżurowaniu (zawsze w czwartki) przy Młodzieżowym Telefonie Zaufania. (Tak, tak – był wtedy taki…)

 

Ale jak już wspomniałem – wkrótce skończył się czas systemu, ktory osadził mnie na tym stanowisku. 24 sierpnia nowy premier – Tadeusz Mazowiecki – dostał od Sejmu Kontraktowego votum zaufania dla swego rządu.Pamiętam te chwile, gdyż właśnie na ten dzień zwołałem – jeszcze przed wakacjami – posiedzenie Rady Pedagogicznej naszej Poradni. Przerwaliśmy nasze prace, aby śledzić transmisję z Sejmu, w tym także historyczne expoze Premiera, przerwane Jego kilkuminutowym zasłabnięciem.

 

W tym nowym rządzie tekę ministra edukacji jako pierwszy sprawował Henryk Samsonowicz (do grudnia 1990 r.), a później – w rytmie dość częstych wówczas zmian premierów – Robert Głębocki i Andrzej Stelmachowski. We wszystkich tych rządach, przy tych trzech ministrach (aż do 1992 r.), funkcję podsekretarza stanu w MEN pełniła pani dr Anna Radziwłł. Nie był to „człowiek znikąd”, nie była to osoba „z partyjnego awansu”. Przez ponad 30 lat była nauczycielką w warszawskich szkołach średnich. W latach 1970–1982 pełniła funkcję zastępcy dyrektora XLI Liceum Ogólnokształcącego im. Joachima Lelewela w Warszawie. Krótko mówiąc – był to „właściwy (na te czasy) człowiek na właściwym miejscu”!

 

 

Dr Anna Radziwiłł jaką pamiętam, która zawsze będzie dla mnie – jak ów „wzorzec metra w Sèvres” – wzorcem urzędnika państwowego, który sprawuje swój urząd nie dla własnej chwały, lecz by służyć społeczeństwu – najlepiej jak potrafi..

 

 

I to jej osoba odegra w tym co dalej się działo – i w mojej historii – rolę spiritus movens.

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com/FundacjaBatorego/

 

 

„Obserwatorium Edukacji” nie monitoruje na co dzień stron  Fundacji Batorego i dlatego tylko dzięki portalowi Prawo.PL firmy Wolters Kluwer dowiedzieliśmy się, że został tam opublikowany raport, autorstwa dr Przemysława Sadury, zatytułowany „Polska szkoła reform: czego możemy się nauczyć z nieudanych zmian systemu edukacji?”

 

Jego lektura, a zwłaszcza wnioski, które zwieńczają ów raport, właśnie dziś – 1. września, kiedy to wszystkie dotychczasowe reformy oświatowe zaczynały obowiązywać, niech uświadomi wszystkim oddolnym reformatorom swoich szkół, że nic się nie uda bez przekonania do tych zmian rodziców naszych uczniów i uczynienia z nich swoich sojuszników.

 

Oto fragmenty tej publikacji, w której Monika Sewastianowicz streszcza jego zwartość:

 

 

W ostatnim ćwierćwieczu żadna z podejmowanych w Polsce reform oświaty nie udała się w całości – uważa autor.Dodaje, że „rozmontowywali” reformę ci, którym mogła zaszkodzić, albo – co gorsza – sabotowali ci, którym miała pomóc.[…]

 

Tak było choćby w przypadku tworzenia gimnazjów i posyłania sześciolatków do szkoły. Obie reformy zaprojektowano z myślą o środowiskach wiejskich oraz osobach niżej sytuowanych. Dzięki stworzeniu systemu gimnazjów, mieli oni zyskać możliwość poznania środowiska spoza swojego najbliższego sąsiedztwa. Druga ze zmian miała spopularyzować wychowanie przedszkolne.

 

Obie nie zyskały poparcia – gimnazja na wsi łączono ze szkołami podstawowymi, a w miastach z liceami, przez co cała reforma traciła sens. W przypadku obniżenia wieku rozpoczęcia nauki w szkole buntowała się większość rodziców sześciolatków, ale to, z jakiego powodu, zależało od przynależności klasowej. Rodzice z niższych klas społecznych uważali, że szkoła pozbawia dzieciństwa. Rodzice z wyższych kładli nacisk na brak przygotowania placówek oświatowych do pracy z młodszymi dziećmi.[…]

 

Cały artykuł „Raport: Uszczęśliwianie na siłę marną podstawą reformy”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl

 

 

Oto fragment ostatniej części omawianego powyżej raportu:

 

 

Czytaj dalej »



„Obserwatorium Edukacji” już w relacjach z zakończenia roku szkolnego, zapowiadało wywiady z dyrektorami-weteranami, którzy po kilkudziesięciu latach kierowania szkołą przechodzą właśnie na emeryturę. Dzisiaj publikujemy kolejny zapis rozmowy z”rekordzistą” nieprzerwanego pełnienia obowiązków dyrektora – jak nam rozmówca sam powie – w zasadzie w tej samej szkole od 35 lat – z dyrektorem Józefem Kolatem.

 

Dziś był Jego ostatni dzień w pracy – niechaj ten wywiad będzie jeszcze jednym uświetnieniem tego zwrotnego w życiu każdego człowieka kończącego aktywność zawodową momentu.

 

 

A tak żegnały Go w poniedziałek 27 sierpnia władze Łodzi – w osobie Pani Prezydent Hanny Zdanowskiej i Pierwszego Wiceprezydenta Tomasza Treli.

 

 

Wywiad z Józefem Kolatem – od 35-u lat dyrektorem szkoły zawodowej

 

Włodzisław Kuzitowicz: – Dowiedzieliśmy się, że 31 sierpnia tego roku przechodzi Pan na emeryturę. Po ilu latach pracy w ogóle, a po ilu w roli dyrektora szkół?

 

Józef Kolat: Pracę zawodową jako nauczyciel rozpocząłem w 1969 roku, a moim pierwszym stanowiskiem kierowniczym była objęta po 9-u latach funkcja kierownika warsztatów szkolnych – wszystko to w ówczesnym Zespole Szkół Zawodowych nr 5 w Łodzi, przy ul. Wodnej. Już po roku kierowania warsztatami szkolnymi powierzono mi w tej samej szkole obowiązki wicedyrektora, a po kolejnych czterech latach – w 1983 roku zostałem jej dyrektorem. A to oznacza, że odchodzę na emeryturę po 49 latach pracy nauczycielskiej, w tym po – nieprzerwanym – 35-letnim okresie dyrektorowania szkołom zawodowym – zawsze tym samym, ale ciągle ewoluującym, choć w tym czasie nie tylko zmieniały one wielokrotnie nazwy, ale także – dwa razy – siedziby.

 

 

WK: – Zanim przejdziemy do tego jak to było z tymi przeprowadzkami, proszę jeszcze powiedzieć jaka była pana droga do zawodu nauczyciela?

 

J.K. – Zaczynając pracę 1 września 1969r. roku byłem absolwentem Technikum Przemysłowo-Pedagogicznego – szkoły średniej, dającej uprawnienia do pracy w charakterze nauczyciela praktycznej nauki zawodu w warsztatach szkolnych. Ale tak się złożyło, że ówczesny dyrektor ZSZ nr 5 zaproponował mi od razu stanowisko nauczyciela teoretycznych przedmiotów zawodowych – brakowało wtedy nauczycieli. Studia wyższe ukończyłem na Politechnice Łódzkiej, uzyskując tytuł inżyniera mechanika w specjalności „obrabiarki, narzędzia, technologia budowy maszyn”. Tytuł magistra uzyskałem po studiach na Uniwersytecie Łódzkim na kierunku „technika”.

 

 

WK: – Przez te minione 35 lat, od 1983 roku kiedy został pan dyrektorem, była to w zasadzie jedna i ta sama szkoła, choć jej nazwa kilkakrotnie się zmieniała. Czy mógłby pan wymienić pod jakimi pieczątkami nagłówkowymi podpisywał się pan jako dyrektor?

 

J.K. – Na początku, w latach 1983 – 1988 szkoła nosiła nazwą Zespół Szkół Zawodowych nr 5. Od 1988 do1991 (w konsekwencji fuzji z Technikum Mechanicznym im. T. Duracza) kierowana przeze mnie szkoła nosiła nazwę Zespół Szkół Mechanicznych nr 3 im. T. Duracza. byłem wtedy dumny bo „Duracz” to Szkoła, której jestem absolwentem. Kolejna reforma struktury łódzkiego szkolnictwa zawodowego sprawiła, że w latach 1991 – 2002 trafiłem po wygranym konkursie do Zespołu Szkół Mechanicznych nr 5 przy ul. Nałkowskiej, a po wejściu w życie reformy systemu oświaty, która wprowadziła gimnazja i – w jej konsekwencji – nowej polityce władz miasta (łączenia szkół zawodowych) – po kolejnym konkursie kontynuowałem moje dyrektorowanie w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 17 przy al. Politechniki 37, który przyjął imię Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Od 1 stycznia 2012, dla lepszej identyfikacji kierunków kształcenia, szkoła działa pod nazwą Zespół Szkół Techniczno-Informatycznych im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

 

 

WK: – Niesamowita jest w tej tak długiej historii Pana drogi zawodowej wielka odporność na liczne zmiany, i to nie tylko nazw i adresów, ale i systemu społeczno-politycznego. Gdy zostawał Pan dyrektorem Polską, od dwu lat – po Stanie Wojennym, rządził gen. Jaruzelski, a ministrem oświaty był prof. Jacek Fisiak. Upadek PRL i narodziny III RP przeżył Pan jako dyrektor ZSM nr 5, a przy ul. Nałkowskiej objął Pan dyrektorski fotel już w wyniku wygrania konkursu – pod rządami nowej Ustawy o Systemie oświaty. Naliczyłem, że ”przetrzymał” Pan 4-ech ministrów oświaty w PRL i 19-oro w III RP! Jakie, z tej perspektywy, widzi Pan różnice w „byciu dyrektorem szkoły” przed i po zmianie ustrojowej? Inaczej mówiąc: jak było się dyrektorem w czasach peerelu, a na czym polegała istotna różnica w warunkach kierowania szkołą w IV RP?

 

J.K – W okresie peerelu praca była spokojniejsza. Robiło się wszystko znacznie wolniej, starannie – bo obowiązywały tylko dwa dokumenty: Ustawa z dnia 15 lipca 1961 r. o rozwoju systemu oświaty i wychowania i Karta Nauczyciela. W związku z tym człowiek mógł te dwa dokumenty znać na pamięć. Można więc było spokojnie realizować wszystkie zadania zgodnie z przepisami. Dzisiaj ilość spływających do dyrektorów szkół dokumentów – ustaw, rozporządzeń, dyrektyw – jest tak duża, że te wszystkie zmiany i zmiany do zmiany powodują, że człowiek zaczyna się gubić. Nie mamy szansy zapoznania się z tym wszystkim dogłębnie, bo gdy tylko w czymś zaczęliśmy się orientować, to nagle pojawia się kolejna zmiana do poprzedniej zmiany. I ciągle trzeba dostosowywać do nich prawo szkolne, aby ich zapisy były zgodne z aktualnie obowiązującym stanem prawnym.

 

Jeszcze jedno: tempo pracy znacznie się w ostatnim czasie zwiększyło. Dlatego, że nasi zwierzchnicy uważają, iż powinniśmy na przysyłane przez nich pytania udzielać odpowiedzi w ciągu godziny czy dwóch. Np. o godz. 14-tej słyszę:”Proszę do godziny 16-ej przesłać informację zwrotną.”

 

 

Czytaj dalej »



Najpierw (29 sierpnia) na facebookowym profilu B. Olejniczaka pojawiło się zdjęcie z montażu szyldu nowego liceum:

 

 

Pod nim taki tekst:

 

A mówili, że nie powstanie. Jako Pełnomocnik Prezydenta Miasta Łodzi dzisiaj mogę powiedzieć :

 

Melduję wykonanie zadania. XI LO zorganizowałem. Gotowe.

Licealiści – pierwszoklasiści, zapraszamy Was 3 września o godz 12.00.

 

A ja? Radość tworzenia miesza się ze smutkiem niszczenia. Dziękuję Pani dyrektor Teresa Zięba za gościnę i pomoc

 

 

Dzisiaj na tym samym profilu znaleźliśmy kolejną, tym razem pożegnalną fotkę:

 

 

 

Fotkę opatrzył ten, który ją zamieścił takim podpisem:

 

Żegnaj Gimnazjum nr 1. Moja jedynko. Moja kochana szkoło. Warto było dla Ciebie moich 19 lat. Moja szkoła w moim kochanym mieście.

 

 

Bo dziś już wszystko wiadomo! Wczoraj Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska podpisała dokument, powierzający Bogusławowi Olejniczakowi stanowisko Dyrektora XI Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi:

 



Foto: www.nobell.edu.pl

 

Szkoła No Bell w Konstancinie-Jeziornej. On właśnie „się uczy”, bo nie siedzi karnie w ławkach i nie jest „nauczany”.

 

We wtorek na stronie portalu „Juniorowo” redakcja zamieściła tekst, zatytułowany „Czy nasze szkoły są nowoczesne czy są dwustuletnim skansenem?” Jego autorką jest nasza dobra znajoma – dr Marzena Żylińska, która tym razem nie skorzystała z prowadzonego przez siebie na stronie „Budzącej się Szkoły” bloga, a wystąpiła gościnnie w „Juniorowie” – portalu adresowanym do rodziców.

 

Mamy wrażenie, że jest to przejaw „działalności misyjnej” pani dr Żylińskiej, gdyż to obszerne opracowanie jest syntezą filozofii zmian w szkole, od lat promowanych nie tylko przez nią słownie, ale także czynnie przez coraz liczniejsze szkoły skupione w ruchu, który ostatnio woli nazywać się „Szkołami w Drodze”.

 

 

Oto wybrane fragmenty, których lektura – na progu kolejnego roku szkolnego – raz jeszcze przypomni jaką to drogę mamy do pokonania, my – wszyscy, nie tylko nauczyciele, ale i rodzice aktualnych i potencjalnych uczniów, a przede wszystkim politycy, odpowiedzialni za decyzje, hamujące lub pobudzające do zmiany:

 

 

Gdybyśmy nagle cofnęli się o sto lat i naszym prapradziadkom pokazali smartfon, nie wiedzieliby, że służy on do tego samego, co używany przez nich telefon. Telefony podobnie jak wiele innych urządzeń i – ogólniej rzecz ujmując – dziedzin życia, przez ostatnie dziesiątki lat niezwykle się rozwinęły, czerpiąc z odkryć nauki, z rozwoju naszej wiedzy i z możliwości coraz to nowszych technologii.

 

Ale jeśli ktoś żyjący przed stu laty wszedłby do dzisiejszej szkolnej klasy, od razu wiedziałby, że jest w szkole. […]

 

Są tacy, którzy mówią „Przecież mamy nowoczesne szkoły. Popatrzcie, mamy tablice interaktywne, mamy tablety, mamy tyle nowoczesnych urządzeń”. Ale jeśli z przodu klasy wisi nowoczesna tablica interaktywna, a przed nią stoi nauczyciel, który – jak kiedyś – wszystko wyjaśnia, a potem oczekuje od dzieci, że będą to wiernie reprodukować, to zmieniły się didaskalia, ale model został taki sam. Jeśli dzieci na tabletach robią to samo co w zeszytach ćwiczeń, tzn. zaznaczają A, B, C, D, to cóż za różnica, że robią to na tablecie? […]

 

Spróbujmy przez chwilę uwolnić się od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, od tego, co wydaje się oczywiste. Zobaczmy, co tak naprawdę jest w edukacji herezją, a co jest lub powinno być oczywistością i normą. […]

 

Czytaj dalej »



 

Widok ogólny „narady” dla szkół podstawowych i gimnazjów w dn. 30.08.2018 r.

 

 

Już od kilku tygodni na stronie ŁKO witał każdego kto ją otworzył taki banerek:

 

Foto: www.kuratorium.lodz.pl

 

 

Pod zakładką <Komunikaty> poszukiwacz konkretnych informacji mógł przeczytać, konsekwentnie, takie oto zdanie:

 

W załączniku przedstawiamy harmonogram narad Łódzkiego Kuratora Oświaty z dyrektorami szkół i placówek z województwa łódzkiego.”

 

… gdzie, nadal konsekwentnie, napisano:

 

„... zapraszam na narady podsumowujące rok szkolny 2017/2018 oraz inaugurujące nowy rok 2018/2019, które zostaną przeprowadzone zgodnie z poniższym harmonogramem” [Ten załącznik   –   TUTAJ]

 

 

I oto dzisiaj, nie tylko dyrektorzy łódzkich przedszkoli, szkół i placówek oświatowo-wychowawczych, ale także z powiatów: pabianickiego, zgierskiego, łęczyckiego, brzezińskiego i łódzkiego wschodniego doczekali się, że wreszcie także i do nich przemówił nasz wojewódzki reprezentant MEN.

 

Cóż z tego, ze organizatorzy zaprosili na trzy różne terminy dyrektorów: przedszkoli (na godz.9:00), szkół podstawowych i gimnazjów (na godz. 11:30), a szkół ponadgimnazjalnych, placówek, poradni psychologiczno – pedagogicznych, placówek doskonalenia nauczycieli (na godz. 14:00), to nie przewidzieli, że na to wydarzenie, jakby to by koncert Rolling Stones’ów, waliły tłumy zdyscyplinowanych podwładnych ŁKO.

 

 

Oto obraz sytuacji w holu Sali Widowiskowej PŁ przy Al. Politechniki o godz. 11:30, kiedy to powinna rozpoczynać się druga tura „narad”.

 

 

Czytaj dalej »



„Obserwatorium Edukacji” już w relacjach z zakończenia roku szkolnego, zapowiadało wywiady z dyrektorami-weteranami, którzy po kilkudzięsięciu latach kierowania szkołą przechodzą właśnie na emeryturę. Dzisiaj pierwszy zapis takiej rozmowy -z Panią Dyrektor Alicją Wojciechowską – która pre 34 lata kierowała nieprzerwanie XXV Liceum Ogólnokształcącym im. S. Żeromskiego w Łodzi:

 

 

 

Pani Dyrektor Wojciechowska odbiera z rąk Prezydenta Łodzi Hanny Zdanowskiej list z podziękowaniami za jej wieloletni trud w kierowaniu szkołą.

 

Włodzisław Kuzitowicz: – Zanim zaczniemy rozmawiać o tych 34 latach pracy na stanowisku dyrektora jednej szkoły – XXV LO w Łodzi – zapytam o genezę: Jak trafiła Pani do zawodu?

 

Alicja Wojciechowska: – W roku 1972 ukończyłam filologię rosyjską na Uniwersytecie Łódzkim i dostałam „nakaz pracy” (kiedyś takie były) – do VI LO w Łodzi przy ul. Podmiejskiej, gdzie – oczywiście – uczyłam j. rosyjskiego. Po przerwie spowodowanej urodzeniem dziecka powróciłam do pracy, ale już w XXV LO – wówczas mieszczącym się przy ul. Łęczyckiej. Jednak wkrótce podjęłam pracę w Liceum dla Dorosłych na Podmiejskiej, Była to doskonała „szkoła życia” nauczycielskiego – moimi uczniami byli ludzie starsi ode mnie, kobiety-matki, milicjanci, ludzie innych zawodów, w których wówczas wprowadzono wymóg posiadania średniego wykształcenia. Miałam także kilka godzin w XX LO.

 

Pewnego dnia (w 1984 r.) dostałam propozycę pracy w XXV liceum – ale tym razem na stanowisku dyrektora. Oferta pochodziła od inspektora Wydziału – pana Zygmunta Fiderka. Długoletni Dyrektor liceum p. Stefan Korycki właśnie odchodził na emeryturę. Przemyślałam tę propozycję, przyjęłam ją, i z dniem 1 września 1984 roku zostałam powołana przez ówczesne władze oświatowe na stanowisko dyrektora XXV LO – nadal mieszczącego się przy ul. Łęczyckiej. Liceum wchodziło wówczas w skład zespołu szkół, wraz ze Szkołą Podstawową.nr 5. Nowy rok szkolny 1985/86 po przeprowadzce wakacyjnej licealiści rozpoczęli naukę w nowej siedzibie przy ul Podhalańskiej, gdzie wcześniej miała swoją siedzibę Szkoła Podstawowa nr 191 im. Heleny Marusarzówny. I pod tym adresem kierowałam XXV LO aż do teraz.

 

 

WK: – Powrócę jeszcze do początku Pani drogi zawodowej. Właściwie co spowodowało, że została Pani nauczycielką? Bo chyba nie nakaz pracy?

 

AW: – Trafiłam do tego zawody dlatego, że lubiłam pracę z młodzieżą. A także dlatego, że w szkole podstawowej miałam wspaniałą nauczycielkę, która była dla nas wzorem nauczyciela, wychowawcy. Byliśmy w nią wszyscy wpatrzeni, była jak matka – ciepła, mądra i do tego bardzo ładna. I to zaowocowało – po latach poszłam pracować w szkole, bo lubiłam pracę z dziećmi. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś pracował w szkol, jeżeli nie lubi tej pracy. Robi krzywdę sobie, a jeszcze większą dzieciom.

 

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj na stronie MEN zamieszczono „longplay„, zatytułowany: „’Rok szkolny 2018/2019 Niepodległa’ – drugi rok wprowadzania zmian w systemie edukacji”. Z obowiązku obserwujących polską edukację zamieszczamy początkowy fragment tego elaboratu, który – prawdopodobnie – w intencji jego autorów ma być świadectwem ogromu osiągnięć, dokonanych przez ten resort pod światłym kierownictwem kandydatki do Parlamentu Europejskiego:

 

 

Foto: www.men.gov.pl

 

Minister Anna Zalewska w takich sytuacjach czuje się jak Cezar, ogłaszający, że „veni, vidi, vici”

 

 

Nowy rok szkolny 2018/2019 to kolejny etap wdrażania zmian w edukacji. Następna tura podwyżek dla nauczycieli, wsparcie finansowe dla samorządów, szerokopasmowy internet i multimedialne tablice w szkołach, a także nowa podstawa programowa dla kolejnych klas szkoły podstawowej oraz zmiany w egzaminach – to tylko kilka z elementów, które będą dotyczyć nadchodzącego roku szkolnego.

 

W poniedziałek, 3 września br. ponad 4,5 mln uczniów z blisko 24 tys. szkół rozpocznie zajęcia dydaktyczno-wychowawcze w roku szkolnym 2018/2019. W szkołach podstawowych będzie uczyć się ponad 3 mln uczniów, w tym w I klasie około 361 tys. dzieci. W szkołach ponadgimnazjalnych, ponadpodstawowych (liceach ogólnokształcących, technikach, oddziałach zasadniczych szkół zawodowych w szkołach branżowych i szkołach przysposabiających do pracy) – ok. 1 019 tys. uczniów, natomiast w branżowej szkole I stopnia w klasach I i II – 113 tys. uczniów. Do klasy III gimnazjum będzie uczęszczać ok. 355 tys. uczniów. W szkołach policealnych nowy rok szkolny rozpocznie ok. 226 tys. słuchaczy, a w liceach ogólnokształcących dla dorosłych 146 tys. słuchaczy.

 

Poniedziałek, 3 września br. to również pierwszy dzień zajęć dydaktyczno-wychowawczych dla ponad 1,4 mln dzieci w wieku 3-6 lat z blisko 22 tys. przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych i innych formach wychowania przedszkolnego.

 

 

Nowy rok szkolny to czas, w którym wprowadzamy zaplanowane wcześniej zmiany w polskiej oświacie, oczekiwane przez rodziców, nauczycieli, uczniów i przedstawicieli samorządów. […]

 

A dalej, osoba która się na to zdecyduje, będzie jeszcze mogła dowiedzieć się, że:

 

Czytaj dalej »



Dziś proponujemy lekturę artykułu „O uczeniu się przez konstruowanie” Marcina Polaka, zamieszczonego na portalu EDUNEWS. Jest to tekst, w którym jego autor – redaktor naczelny tego portalu – przybliża czytelnikowi idee, które towarzyszyły organizatorom konferencji w Centrum Nauki Kopernik”Pokazać Przekazać 2018″.

 

Oto kilka wybranych fragmentów tej publikacji i link do całego tekstu:

 

[…] Czy technologia faktycznie odmienia edukację, czy też obecność nowoczesnych narzędzi w edukacji kończy się na poznaniu ich działania bez umiejętności celowego i twórczego wykorzystania? – oto pytania, które postawili organizatorzy konferencji Pokazać Przekazać 2018 w Centrum Nauki Kopernik.

 

Szkoła (a zatem i metody uczenia się) powinny nadążać za zmianami i przygotowywać do życia i pracy w świecie, który dopiero nastąpi. Raczej trudno się z tym nie zgodzić. Ale jak to robić? Na co położyć nacisk, na jakie przedmioty? Jakie zadanie przypisać technologii w nauczaniu tych przedmiotów? Organizatorzy Pokazać Przekazać 2018 chcieli, aby tegoroczna konferencja była przestrzenią dyskusji nad zmianą podejścia do edukacji – nauczania i uczenia się poprzez konstruowanie. Same wątki konstrukcjonizmu nie są nowe w dyskusji o edukacji (żeby wspomnieć tylko prace Seymoura Paperta) – natomiast z pewnością mamy dziś bogactwo nowych narzędzi, które mogą pomóc na nowo wprowadzać do szkolnej edukacji elementów tej koncepcji pedagogicznej. […]

 

Foto:www.edunews.pl

 

Paulo Blikstein z Graduate School of Education na Uniwersytecie Stanforda,

 

Gościem specjalnym Pokazać Przekzać 2018 był prof. Paulo Blikstein z Graduate School of Education na Uniwersytecie Stanforda, w którym kieruje laboratorium Transformative Learning Technologies i globalnym programem makerspace FabLearn. […]

Czytaj dalej »