
Hotel „Kasprowy” – tutaj będą odbywały się prace XIV Kongresu Zarządzania Oświatą OSKKO
Więcej informacji o Kongresie, w tym formularz zgłoszenia – TUTAJ
Źródło: www.oskko.edu.pl
[…] Mniejsze remonty i modernizacje zakończone, pracownie umeblowane i wyposażone w pomoce dydaktyczne, trwa układanie planów lekcji oraz planowanie uroczystości związanych z pierwszym dzwonkiem. 2 września do szkół średnich pójdzie 10 407 absolwentów ostatniego rocznika gimnazjów oraz pierwszego klas 8.
Foto:Monika Pawlak [www.uml.lodz.pl]
Konferencja prasowa Tomasza Treli – wiceprezydenta Łodzi
Przede wszystkim dziękuję dyrektorom szkół i nauczycielom za ogromny wysiłek. To była wyjątkowa trudna rekrutacja, przygotowywaliśmy się do niej długo, ale teraz z satysfakcją mogę powiedzieć, że jesteśmy gotowi. Szkoły czekają na uczniów, wiem, że nauczyciele otoczą ich opieką i zrobią wszystko, by mimo przeciwności mieli odpowiednie warunki do nauki – powiedział Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi.
Z uwagi na podwójny rocznik, mimo, że w łódzkich szkołach była przygotowana odpowiednia liczba miejsc, to nie każdy uczeń będzie w swojej wymarzonej szkole. Tradycyjnie najwięcej absolwentów gimnazjów i klas 8 będzie kontynuować naukę w liceach – 6 319, w technikach będzie się uczyć 3 593, a w szkołach branżowych – 495 uczniów (to 4,75% wszystkich absolwentów). Ogółem będą 363 oddziały klas 1, a najwięcej, bo aż 11 będzie w XXVI LO.
-W mojej szkole będzie siedem klas pierwszych, a wraz z dotychczasowymi uczniami od września będzie ich 513. Przed nami tylko ostatnie mycie posadzek i dokończenie planów lekcji i możemy zaczynać. Łatwo na pewno nie będzie, ale wspólnie postaramy się zapewnić uczniom maksymalny komfort – mówiła Małgorzata Zaradzka-Cisek, dyrektor XXI LO.
Podwójny rocznik w szkołach oznacza też konieczność zatrudnienia dodatkowych nauczycieli, ogółem liczba etatów wzrośnie z 1771 do 2089, a brakuje przede wszystkim nauczycieli zawodu, ale także biologów, matematyków i chemików. Dyrektorzy szkół szukają kadry, jeśli nie znajdą to będą zwiększać liczbę godzin zatrudnionym w placówkach obecnie. […]
Źródło:www.uml.lodz.pl/aktualnosci/
Kończąc przed tygodniem kolejny esej wspomnieniowy „Mój rok 1999, czyli mała stabilizacja w „mojej Budowlance”, zamieściłem w postscriptum taką informację:
To już ostatni esej z cyklu „Moje lata . . . dziewiąte”. Na otwarcie pojemnika pamięci sprzed dziesięciu lat jeszcze trochę za wcześnie – musi upłynąć więcej czasu, aby łatwiej było oddzielić ziarno wydarzeń rzeczywiście wartych pamiętania od plew nieistotnych epizodów…
Minęło kilka dni i… i zmieniłem zdanie. Głównie pod wpływem ostatnich moich wizyt u lekarzy i kolejnych badań diagnostycznych. Nie mam przekonania, że za kolejnych 10 lat będę na tyle sprawny, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie, aby obiektywnie wspominać „mój rok 2009”. A jednak wiem, już dziś, bez najmniejszych wątpliwości, że był to mój najlepszy z dotychczas przeżytych lat w roli emeryta – i nie mam wątpliwości co do tego, jakie wydarzenia i sytuacje, jakich wówczas byłem uczestnikiem, ale niektórych z nich także sprawcą, o tym przesądziły.
Po „usprawiedliwieniu” tej tak szybkiej zmiany decyzji przechodzę do „stałego elementu gry”, to znaczy do skrótowej relacji najważniejszych zmian, jakie zaszły w moim życiu zawodowym od owego 1999 roku, jak go określiłem – mojego „roku spokojnego Słońca”. Przez kolejnych 6 lat kierowałem „moją Budowlanką”, która w 2002 roku ,w wyniku uchwały RMŁ (będącej konsekwencją realizowanej wówczas polityki oświatowej ówczesnego rządu, ale także lewicowego w tym czasie łódzkiego magistratu), zmieniła nazwą z „Zespół Szkół Budowlanych nr 2” na nic nie mówiącą nikomu „co zacz” – „Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 15”.
Niezależnie od zmiany szyldu i pieczątek kontynuowałem moją strategię rozwoju szkoły, dostosowując jej strukturę i bazę do wymogów zmieniającej się rzeczywistości. Jedną z bardziej znaczących decyzji jaką musiałem podjąć, to decyzja o likwidacji warsztatów szkolnych. Powód w zasadzie był jeden – ekonomiczny. Według obowiązującego prawa warsztaty, będąc „statutowo” integralną częścią zespołu szkół, musiały działać jako gospodarstwo pomocnicze, czyli w ramach wyodrębnionego budżetu – na zasadzie samofinansowania swojej działalności. A to w warunkach utrwalającego się systemu gospodarki rynkowej w praktyce, przynajmniej w branży budowlanej, było niemożliwe. Konsekwencją tej decyzji było przeniesienie zajęć praktycznych uczniów klas zasadniczej szkoły zawodowej do pracodawców, przy zachowaniu etatów nauczycieli zajęć praktycznych, którzy realizowali wraz z przypisanymi im grupami uczniów, program tych zajęć praktycznych na terenie zakładów pracy i przedsiębiorstw meblarskich i wykonawstwa budowlanego – na podstawie umów, zawartych przez szkołę z tymi firmami.
Budynek przy ul. Pomorskiej 46/48, w którym przez poprzednie dziesięciolecia działały Międzyszkolne Warsztaty Budowlane (taką nazwę nadano im w „głębokim” PRL-u) stał pusty… Ale nie niewykorzystany! Bo już kilka lat wcześnie, gdy wiedziałem, że sytuacja prędzej czy później wymusi likwidacje warsztatów, ograniczyliśmy powierzchnię wykorzystywaną do realizacji ich statutowych celów do parteru, a pierwsze i drugie piętro wynająłem, jako siedzibę utworzonej w 1997 roku przez Anielę Bednarek prywatnej Wyższej Szkoły Informatyki. Działała (WSInf) ona pod tym adresem trzy lata – do przeprowadzki do zakupionych przez właściciela (spółka AbiS) i zaadoptowanych do potrzeb uczelni pofabrycznych budynków przy ul. Rzgowskiej 17A. Kolejne trzy lata przystosowane już przez pierwszego właściciela do potrzeb szkoły wyższej powierzchnie, przez kolejne 3 lata, wynajmowane były mającej swoją siedzibę po przeciwnej stronie ulicy Pomorskiej, także prywatnej (założyciel – dr Makary Stasiak) Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej (w 2009 roku zmieniła ona nazwę na Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna). Gdy i tej uczelni nie były już te pomieszczenia potrzebne…. wprowadziła się tam, założona przez Małgorzatę Cyperling, Wyższa Szkoła Pedagogiczna.
Ale o moich związkach z małżonkami Cyperling i ich działalnością w obszarach edukacji już pisałem przy innych okazjach.
Nie będę ukrywał, ze dzięki takim „zasługom” w pierwszych latach działalności tych dwu niepaństwowych szkół wyższych: WSInf i WSP, otrzymałem od jednej i drugiej ofertę powrotu do mojej dawnej formy aktywności – wykładowcy przedmiotów pedagogicznych. Jako pierwsza zaproponowała mi to WSInf, która już w październiku, w swym oddziale zamiejscowym w Opatówku, a rok później – w swej łódzkiej siedzibie, otworzyła wydział pedagogiczny. Jego pierwszym dziekanem był dr. hab. Tadeusz Szewczyk, z którym nasze drogi przecięły się w latach siedemdziesiątych XX wieku, kiedy pracowałem w Zakładzie Pedagogiki Społecznej UŁ, a on bywał tam regularnie na seminariach pedagogiki społecznej, prowadzonych przez przez doc. Irenę Lepalczyk. Zamiętał mnie z tamtych lat i dlatego zaproponował mi wykłady oraz ćwiczenia z pedagogiki społecznej: najpierw w Opatówku – od II sem roku 1999/2000, a po roku także w łódzkiej siedzibie WSInf-u. Później doszły inne „moje” przedmioty, takie jak „teoretyczne podstawy pracy op,-wychowawczej”, „pedagogika czasu wolnego” i inne… Od 2003 roku, czyli od uruchomienia zajęć dydaktycznych przez WSP, został tam zatrudniony także Tadeusz. Tym razem zostaliśmy „kolegami z pracy”, gdyż i w tej uczelni powierzano mi prowadzenie zajęć dydaktycznych, w coraz większym wymiarze, w miarę jej rozwoju….
I tak doszliśmy do roku 2005, kiedy to, po głębokiej analizie aktualnego etapu mojej „kariery” zawodowej, doszedłem do wniosku, że mam dość. Dość pokonywania absurdalnych przeszkód administracyjno-biurokratycznych, które w lawinowy sposób narastały, jako konsekwencja dwuwładzy nad szkołami: KO jako organ nadzoru i Wydział Edukacji UMŁ – jako organ prowadzący. Dodatkową okolicznością, która pogarszała sytuację były skrajnie różne orientacje polityczne obu tych organów: W kuratorium (tak jak w MEN) rządził SLD, a w mieście prezydent Kropiwnicki (Chrześcijański Ruch Samorządowy), w którego imieniu szkołami zarządzała Maria Piotrowicz – przedtem dyrektorka XXXIII LO im. Armii Krajowej na łódzkiej Retkini, a przez cały czas – prezes łódzkiego oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Po jej odwołaniu, za dyrektorskim biurkiem zasiadł, jako p.o. dyrektora Wydziału, dotychczasowy zastępca, nauczyciel matematyki – Jacek Człapiński. W mojej ówczesnej ocenie – człowiek pozbawiony podstawowej kompetencji każdego szefa – decyzyjności…
A poza tym, nie ukrywam, nęciło mnie całkowite poświęcenie się dydaktyce akademickiej…
Z dniem 31 sierpnia 2005 roku pożegnałem się z nauczycielami i pracownikami „Budowlanki”, z zatrudnieniem w systemie edukacji publicznej w ogóle i dzień później rozpocząłem życie aktywnego emeryta. Z każdym kolejnym rokiem akademickim prowadziłem coraz to więcej zajęć dydaktycznych, nie tylko w WSP, ale także, nadal, w WSInfie, tak w Łodzi, jak i w Opatówku.
Jak o już tym pisałem – od września 2006 roku rozpoczął się kolejny rozdział w mojej życiowej drodze – zostałem redaktorem naczelnym „Gazety Edukacyjnej”, a niedługo potem – stałym współpracownikiem „Gazety Szkolnej”.
I właśnie ten „bohater” dzisiejszego eseju – „mój rok 2009” był takim okresem, w którym wszystkie te moje „emeryckie” formy aktywności osiągnęły swoje apogeum. Przy nieco mniejszym zaangażowaniu w dydaktykę w Wyższej Szkole Informatyki, mogłem w większym stopniu włączać się w wielopłaszczyznową aktywność na rzecz WSP i… i „Gazety Szkolnej”.
Dziś proponujemy lekturę artykułu Artura Radwana „Dyrektorzy szkół tłumaczą się przed prokuratorami ze strajku”, zamieszczonego na stronie „Gazety Prawnej. Można się tam dowiedzieć, że Państwowa Inspekcja Pracy, kierowana przez Wiesława Łyszczka (powołanego na stanowisko Głównego Inspektora Pracy 10 października 2017), przeprowadziła od marca 2019 roku 108 kontroli związanych z problematyką strajku w placówkach oświatowych. W ich wyniku skierowano 20 wystąpień do pracodawców oraz wydano trzy polecenia ustne. W pięciu przypadkach zostały przesłane do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Oto fragmenty tego artykułu i link do jego pełnej wersji:
Swoje dane zbierały też poszczególne kuratoria. Pokazują one co innego. Na przykład lubuski okręgowy inspektorat pracy deklaruje, że napłynęło do niego 289 zawiadomień od placówek, tymczasem tamtejszy kurator wie o ponad 500 szkołach z przeprowadzoną procedurą sporu zbiorowego. […]
Opozycja nie ma wątpliwości, że kontrole PIP mają na celu zniechęcenie pracowników oświaty do kontynuowania lub wznawiania protestów. – Zawiadamianie przez inspektorów prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez dyrektorów, którzy nie zgłosili sporu zbiorowego do okręgowych inspektoratów pracy, jest niczym innym jak próbą ich zastraszania – mówi Izabela Mrzygłocka, posłanka PO. […
–Postępowanie PIP to nic innego jak forma nacisku na nas, abyśmy nie zachęcali pracowników do protestów. Takie „naloty” sprawiają, że nauczyciele zaczynają mieć wątpliwość, czy strajk jest legalny i czy może im coś w związku z tym grozić – mówi Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Według niego wszystko wskazuje na to, że MEN nie będzie jednak potrzebować wsparcia PIP: wśród nauczycieli nie ma zbyt dużego zapału do kolejnej fali protestów we wrześniu, gdyż mogą na nim stracić ekonomicznie. […]
Cały artykuł „Dyrektorzy szkół tłumaczą się przed prokuratorami ze strajku” – TUTAJ
Źródło:www.serwisy.gazetaprawna.pl
https://www.pip.gov.pl/pl/
Foto: www.niedziela.pl
Biskup Marek Mendyk – członek Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego.
Wczoraj na stronie tygodnika „Polityka” zamieszczono tekst, zatytułowany „Kościół podgrzewa atmosferę paniki wokół edukacji seksualnej”. Oto jego fragmenty:
Biskup Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, opublikował apel pt. „Stop Deprawacji Dzieci i Młodzieży”. „Warto zainteresować się tym, co dzieje się w szkołach, jakiego typu zajęcia są organizowane, kto je prowadzi i jakie treści przekazuje” – przestrzega rodziców. […] Do apelu dołączone jest gotowe, utrzymane w kategorycznym tonie oświadczenie rodzicielskie odmawiające zgody na uczestnictwo dziecka w „jakichkolwiek formach zajęć i innych wydarzeniach związanych z szeroko rozumianą edukacją seksualną”. Zakończone groźbą postępowania cywilnego. […]
Jest też w apelu bp. Mendyka nuta groteski. Przedstawiciel religii, która w centrum ma naukę o miłości bliźniego, ostrzegający przed edukacją antydyskryminacyjną? Zgrzyta. Ale jest to niestety także dokument groźny, zakładając, że część rodziców ulegnie biskupiej presji. Rzetelna edukacja seksualna jest najlepszym orężem, w jakie można wyposażyć dziecko, by potrafiło się bronić przed złym dotykiem i molestowaniem seksualnym. Jest świadome własnych granic i tego, w jakich sytuacjach powinno zwrócić się o pomoc. Seksualność nie jest dla niego czymś otoczonym atmosferą tabu i milczenia.
„Naturalny wstyd”, o którym mówią hierarchowie, niszczony rzekomo przez edukację seksualną, to prezent dla pedofilów. I Kościół jest ostatnią instytucją, która powinna się w tej kwestii wypowiadać.
Cały artykuł „Kościół podgrzewa atmosferę paniki wokół edukacji seksualnej” – TUTAJ
Źródło: www.polityka.pl
Tekst Apelu Komisji Wychowania Katolickiego KEP do rodziców ws. deprawacji w szkołach – TUTAJ
Wzór „Oświadczenie rodziców” – TUTAJ
Dzisiaj nie mogliśmy pominąć problemu, nie po raz pierwszy podjętego przez portal Prawo.pl, jakim jest zaostrzenie przepisów postępowania dyscyplinarnego wobec nauczycieli. Już 28 czerwca tego roku zamieszczono tam artykuł, zatytułowany „Dyscyplinarka dla nauczyciela nawet za spóźnienie na lekcję”.
Dziś nauczyciele, a przede wszystkim dyrektorzy szkół, otrzymali kolejną porcje aktualnych informacji, ale także opinii ekspertów o tym, wchodzącym w życie z początkiem nowego roku szkolnego prawie – w artykule Moniki Sewastianowicz „Ryba i uczeń głosu nie mają? Od września zmiany w nauczycielskich dyscyplinarkach”. Oto jego obszerne fragmenty, link do pełnej jego wersji oraz link do treści omawianego rozdziału 10 Karty Nauczyciela:
Foto:www.prawo.pl/oswiata/
Od 1 września 2019 r. dyrektor musi zawiadamiać o czynie nauczyciela naruszającym prawo i dobra dziecka. Autorzy tego przepisu liczą, że zaostrzone prawo ukróci proceder zamiatania poważnych spraw pod dywan. Zmiany oceniane są różnie – część nauczycieli uważa, że to zbyt restrykcyjne przepisy. Według psychologów – potrzeba dalej idących rozwiązań.
Nauczyciel nękający uczennicę erotycznymi wiadomościami, nauczycielka wyzywająca ucznia „od debili”, ośmieszanie siedmiolatka na forum klasy – takie sytuacje nadal zdarzają się w polskich szkołach. I dyrektorzy nie zawsze sobie z nimi radzą – część ekspertów obarcza za to winą pełne luk przepisy o postępowaniach dyscyplinarnych. Nauczyciele często nie otrzymują wystarczającego wsparcia od szkoły, a o pomocy psychologicznej mogą zwykle tylko pomarzyć. Również studia pedagogiczne skupiają się głównie na metodyce, zbyt mało czasu poświęcając natomiast na rozwój kompetencji miękkich, niezbędnych przy pracy z dziećmi.
Szkolna przemoc wciąż tematem tabu
[…] Według danych RPD w 95 przypadkach na 293 postępowania wyjaśniające, rzecznicy dyscyplinarni wnioskowali o wymierzenie nauczycielowi kary nagany z ostrzeżeniem. Wśród tych przypadków – jak wyłuszczał rzecznik – były także przewinienia dotyczące stosowania agresji słownej, naruszania nietykalności cielesnej czy zachowań o charakterze seksualnym.
O problemie wprost mówią także organizacje na co dzień zajmujące się prawami dzieci. Podkreślają, że uczniowie i rodzice w walce z ciemną stroną szkoły są praktycznie bezsilni. – O przemocy w szkole mówi się dużo, ale w kontekście przemocy rówieśniczej. Temat przemocy wobec ucznia to temat tabu, rozwiązaniem nadal pozostaje przeniesienie gnębionego dziecka – mówi Prawo.pl jedna z adwokatek.
Od chwili gdy na portalu OKO.press przeczytałem tekst Dominiki Sitnickiej, zatytułowany „Strajk nauczycieli jesienią? 40 proc. za, a 66 proc. opowiada się za innymi formami protestu” nie mogę przestać myśleć o tym, co kryje się za zaprezentowanymi tam wynikami – pod względem metodologicznym zapewne poprawnego – sondażu, przeprowadzonego na progu wakacji przez Międzyszkolny Komitet Strajkowy z Wrocławia.
Nie wiem jak Wy, ale ja odebrałem to jako obraz środowiska, którego członkowie czują się przegrani, ale także zdradzeni przez polityków, media, a nawet przez formalnych przywódców kwietniowego strajku. Przypomnę, że ów ogólnopolski strajk nauczycieli rozpoczął się 8 kwietnia i trwał – do jego zawieszenia – do 27 kwietnia. To trzy tygodnie, w tym tzw. „wiosenna przerwa świąteczna”, podczas których w gimnazjach i szkołach podstawowych odbyły się jednak egzaminy, który to protest na rządzie PiS nie zrobił żadnego wrażenia, nie spowodował realizacji podstawowego żądania – znaczącej podwyżki wynagrodzeń… Jedynym efektem strajku, ale odczuwalnym tylko przez strajkujących i ich rodziny, była utrata lwiej części miesięcznej wypłaty.
Ale nie tylko utrata środków do życia jest powodem zaprezentowanych w tym sondażu, negatywnych ocen strajku. Także decyzja o jego zawieszeniu nie spotkała się wśród ankietowanych z pozytywną oceną:
„Prawie połowa nauczycieli (44,5 proc.) uznała, że zawieszenie strajku było błędem. Negatywne nastawienie widać również w części pytań o uczucia po zawieszeniu. Tu proporcje się zmieniły w stosunku do uczuć podczas strajku. Na prowadzenie wysunęły się: poczucie lekceważenia, bezsilność, upokorzenie.
Jak wskazują autorzy raportu taki obraz sytuacji nauczycieli może wynikać nie tylko z tego, jak zostali potraktowani przez władzę. Wpływ na to mógł mieć także fakt, że decyzja o zawieszeniu nie była z nimi konsultowana.” [Źródło: www.oko.press]
I nie ma się co dziwić, bo sondaż tylko potwierdził wcześniej już wyrażane opinie, iż przytłaczająca większość środowiska nauczycielskiego jest zniechęcona do ewentualnej powtórki tej akcji jesienią: mniej niż połowa ankietowanych (41%) odpowiedziało, że uważa za potrzebne „odwieszenie” strajku, zaś 61% oceniło szanse powodzenia tego przedsięwzięcia jako niskie lub bardzo niskie.
Świadomie w tytule tego felietonu posłużyłem się metaforą, odwołującą się do filmu z 1970 roku, w reżyserii Andrzeja Wajdy, którego scenariusz powstał na podstawie opowiadania „Bitwa pod Grunwaldem” Tadeusza Borowskiego. Bo nie ma co udawać, że jest inaczej. To kolejne doświadczenie wcale niemałej i przecież znaczącej części naszego społeczeństwa, jaką jest (wg GUS) liczba 587 936 nauczycieli, kolejnego przegranego „powstania” przeciw tym, którzy uzurpują sobie prawo do bycia „jedynymi rzecznikami Suwerena”.
Foto:www.oko.press
Nie zanosi się na to, aby szybko nastąpiło wznowienie nauczycielskiego protestu strajkowego
Na portalu OKO.press zamieszczono wczoraj artykuł Dominiki Sitnickiej, zatytułowany „Strajk nauczycieli jesienią? 40 proc. za, a 66 proc. opowiada się za innymi formami protestu”. Jako że taki tytuł spełnia jednocześnie funkcję lead’u, nam pozostało jedynie przytoczyć kilka fragmentów tego tekstu i dwa zamieszczone tam diagramy, obrazujące najważniejsze wyniki sondażu, jaki Międzyszkolny Komitet Strajkowy przeprowadził na przełomie czerwca i lipca 2019 na próbie liczącej aż 7238 nauczycieli. Oto wybrane fragmenty tej publikacji:
.
[…] Próba nauczycieli nie jest próbą losową. W badaniu wzięły przede wszystkim osoby, które strajkowały w kwietniu i które mają styczność z osobami zaangażowanymi w działania strajkowe. Dlatego twórcy raportu proponują, by wyniki badania interpretować jako wskazówki tendencji obecnych w środowisku nauczycielskim, a nie dokładne oszacowanie opinii, postaw i doświadczeń strajkowych. […] Największą część nauczycieli, którzy wypełnili ankiety, stanowili nauczyciele dyplomowani (61 proc.) i nauczyciele mianowani (21 proc.). W większości nauczyciele szkół publicznych podstawowych (53 proc.), liceów – 20 proc., szkół zawodowych – 10 proc., przedszkoli – 8 proc.
Autorami raportu są: prof. Michał Bilewicz, dr Tomasz Besta, dr Joanna Grzymała-Moszczyńska oraz dr Katarzyna Jaśko.
Ocena wiosennego strajku
W strajku wiosennym brało udział aż 90 proc. ankietowanych nauczycieli. Z badania wynika, że zdaniem zdecydowanej większości celów strajku nie udało się osiągnąć (80 proc.). […]
Badający pytali o to, co dla strajkujących było najtrudniejsze. Najczęściej wskazywano na na strach o finanse rodziny. Autorzy opracowania zaznaczyli, że aż 97 proc. strajkujących nie otrzymało zapomogi z Funduszu Strajkowego.
To ważna wskazówka dla organizatorów przyszłych strajków i akcji protestacyjnych – zabezpieczenie finansowe całej operacji może być dla wielu nauczycieli warunkiem brzegowym.[…] Najwięcej wsparcia nauczyciele mieli od rodziny i swoich koleżanek i kolegów z pracy. Ponad połowa (57 proc.) czuła, że środowisko nauczycieli w Polsce było zintegrowane, a wskaźnik ten skoczył aż do 72 proc. przy pytaniu o integrację nauczycieli w ich placówce. Za najmniej wspierającą nauczyciele uznali opinię publiczną. […]
Zawieszenie strajku
Prawie połowa nauczycieli (44,5 proc.) uznała, że zawieszenie strajku było błędem. Negatywne nastawienie widać również w części pytań o uczucia po zawieszeniu. Tu proporcje się zmieniły w stosunku do uczuć podczas strajku. Na prowadzenie wysunęły się: poczucie lekceważenia, bezsilność, upokorzenie. […]
Foto: www.szkolawesiory.pl
Aby móc tak pracować trzeba będzie być magistrem…
Dziś na portalu Prawo.pl zamieszczono informację o zmianie trybu kształcenia w uczelniach wyższych, istotnej dla tegorocznych maturzystów, którzy postanowili zdobyć kwalifikacje uprawniające ich do pracy w przedszkolu lub w klasach I-III szkoły podstawowej. Oto fragmenty tego tekstu:
[…] Od nowego roku akademickiego uczelnie będą mogły rozpocząć cykl kształcenia nauczycieli przedszkola i klas I – III szkoły podstawowej jedynie w ramach kierunku studiów o ściśle określonej nazwie: „pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna” w ramach jednolitych studiów magisterskich.
Zmiana nie odbije się na studentach, którzy już rozpoczęli naukę ani na pedagogach zatrudnionych w szkołach i przedszkolach. […] Obecnie kształcenie na studiach pierwszego stopnia obejmuje przygotowanie do wykonywania zawodu nauczyciela w przedszkolach i w szkołach podstawowych.
Natomiast jeżeli absolwenci studiów pierwszego stopnia na kierunku „pedagogika” (albo na kierunkach o innych nazwach), na których prowadzono kształcenie przygotowujące do pracy w przedszkolu i w klasach I-III szkoły podstawowej, chcieliby podjąć dalsze kształcenie w tym zakresie, w celu uzyskania tytułu zawodowego magistra, będą mogli:
-podjąć studia drugiego stopnia na kierunku „pedagogika” w innym zakresie niż kształcenie nauczycieli przedszkola i klas I-III szkoły podstawowej (w innej tzw. specjalności).
-ubiegać się o przyjęcie w trybie rekrutacji na jednolite studia magisterskie na kierunku „pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna”. Przyjęcie następuje w trybie rekrutacji na I semestr studiów. Następnie student będzie mógł ubiegać się o przeniesienie części osiągnięć i tym samym zostać wpisany na wyższy semestr. […]
Cały artykuł „Zmiany w pedagogice wczesnoszkolnej tylko dla nowych studentów” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Ten piąty już tekst z cyklu esejów wspomnieniowych „Moje lata . . . dziewiąte” będzie pod wieloma względami różny od poprzednich. Przede wszystkim dlatego, że nie będzie koncentrował się na jednym, wiodącym, uznanym przeze mnie za najbardziej godny wspomnienia, wydarzeniu tego roku, jak to było w poprzednich esejach. Tak samo jak wspomnienie z 1989 roku nie będzie dotyczyło pory wakacyjnej – bo i w tym roku nic z tych dwu letnich miesięcy nie utkwiło w mej pamięci.
Przedostatni rok XX wieku zapisał się w mojej pamięci jako – chyba jeden z nielicznych w moim życiu zawodowym – rok konsumowania owoców aktywności, przejawianej w latach poprzednich. I choćby dlatego, podobnie jak to już robiłem, nie mogę nie zdać sprawozdania z tego co działo się w owej kolejnej dekadzie jaka minęła od czasu, opisanego w poprzednim eseju „Mój rok 1989, czyli ostatni dzwonek dla samorządności”.
A działo się trochę, oj działo…
Jak to już opisałem w innym tekście, z 1 września 2018 roku, w „Eseju o tym, że 30 lat temu zostałem dyrektorem WPW-Z i czym to się skończyło” – 31 października 1992 roku przestałem być dyrektorem WPW-Z w Łodzi, i po kilku epizodach pracowniczych [2,5 miesiąca jako kierownik Środowiskowego Ogniska Wychowawczego TPD na Widzewie-Wschodzie oraz 7,5 miesiąca w strukturach Wojewódzkiego Biura Pracy w Łodzi – jako kierownik Wydziału Rynku Pracy (!)] – z dniem 1 września 1993 roku, po wygraniu, ogłoszonego w trybie nagłym konkursu na to stanowisko, zostałem dyrektorem Zespołu Szkół Budowlanych nr 2 w Łodzi. Nie przypadkiem w tytule tego eseju użyłem określenia „moja Budowlanka”. Pełną informację, uzasadniającą ten zaimek, znajdą czytelnicy w tekście mojego autorstwa, zamieszczonym w okolicznościowym wydawnictwie, powstałym z okazji 70-lecia tej szkoły” „Moja Budowlanka – dwa wspomnienia” – od strony 37 do 47 – patrz plik pdf – TUTAJ
Wspominany dziś rok był szóstym rokiem mojego dyrektorowania w tej szkole, pierwszym rokiem drugiej kadencji, na którą kurator oświaty powołał mnie w trybie „bezkonkursowym” – po pozytywnym zaopiniowaniu mojej pierwszej „pięciolatki” przez radę pedagogiczną i wcześniejszej wyróżniającej ocenie mojej pracy, dokonanej przez wizytatora KO.
Był to także pierwszy rok po dwu poprzednich, które obfitowały w stresujące wydarzenia z pogranicza polityki i potencjalnych (kolejnych!) zmian mojej ścieżki kariery zawodowej.
Rok 1997 był rokiem kolejnych wyborów do Parlamentu. Muszę w tym miejscu poinformować o mojej aktywności politycznej. Otóż w historycznym 1990 roku, kiedy to Lech Wałęsa ogłosił „wojnę na górze”, kiedy wymuszono na Jaruzelskim rezygnację z urzędu Prezydenta i ogłoszono pierwsze w dziejach Polski bezpośrednie wybory na ten urząd (w II RP prezydentów wybierało Zgromadzenie Narodowe), postanowiłem włączyć się w ruch poparcia dla Tadeusza Mazowieckiego, kandydującego na ten urząd i wstąpiłem do ROAD (Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna). Byłem w dniu pierwszej tury wyborów (25 listopada 1990 r.) mężem zaufania tej partii w jednej z retkińskich komisji wyborczych. Po przegraniu przez Mazowieckiego, już w pierwszej turze (z tajemniczym „spadochroniarzem, niejakim Stanisławem Tymińskim) ROAD przekształcił się w Unię Demokratyczną – oczywiście z Tadeuszem Mazowieckim jako jej przewodniczącym, której „z automatu” zostałem członkiem. Gdy w 1993 roku Unia Demokratyczna połączyła się z Kongresem Liberalno-Demokratycznym i ta nowa partia przyjęła nazwę „Unia Wolności” – w oczywisty sposób kontynuowałem tam moją działalność partyjną. Nie wnikając w szczegóły – byłem członkiem Zarządu Koła Retkinia i członkiem Rady Regionalnej UW. Nie muszę chyba dodawać, że moja działalność ogniskowała się na obszarach oświaty i wychowania.
I tak dochodzimy do okresu poprzedzającego kampanię wyborczą przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, wyznaczonymi na 21 września 1997 roku. Na kilka miesięcy przed tą datą, podczas jednego z posiedzeń Łódzkiej Rady Regionalnej UW, ówczesna łódzka posłanka z ramienia UW – Maria Dmochowska zaproponowała, abym został jednym z kandydatów do Sejmu na łódzkiej liście UW. Oczywiście – na dalekim „niebiorącym” miejscu, ale z intencją poszerzenia spektrum ewentualnych wyborców o środowisko oświatowe.










