
Foto:Grzegorz Gałasiński [www.dzienniklodzki.pl]
19 czerwca 2019 roku szkolna społeczność Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 przy ul. Czajkowskiego w Łodzi pożegnała odchodzącą na emeryturę dyrektor Aleksandrę Bonisławską
Przed rokiem rozpoczęliśmy cykl wywiadów z dyrektorami szkół – weteranami, którzy po kilkudziesięciu latach pełnienia funkcji kierowniczych w oświacie podjęli decyzję o przejściu na emeryturę. W sierpniu ub. roku zamieściliśmy wywiad z Panią Dyrektor Alicją Wojciechowską, która od 1984 roku była dyrektorką XXV LO w Łodzi, a także z Panem Dyrektorem Józefem Kolatem, który przez 35 lat kierował działalnością – w zasadzie tej samej szkoły zawodowej, która w tym czasie wielokrotnie zmieniała nie tylko nazwy, ale i siedziby.
Dziś zapraszamy do lektury zapisu rozmowy z Panią Dyrektor Aleksandrą Bonisławską, która nauczycielką została, gdy w Łódzkim Kuratorium Oświaty i Wychowania rządził Henryk Grenda, a Ministrem Oświaty i Wychowania był Henryk Jabłoński. Pierwszy raz usłyszała skierowany do niej zwrot „Pani Dyrektor” od nauczycieli i uczniów Szkoły Podstawowej nr 87 przy ul. Minerskiej – we wrześniu 1985 roku. I tytuł ten przysługiwał jej już przez następne 34 lata – aż do dziś!
Jak widzicie – to „kawał czasu”… Będzie więc o czym rozmawiać z Koleżanką Dyrektor, która dziś, w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Łodzi, żegna się ze swoimi współpracownikami, a także zaproszonymi tam przyjaciółmi i „starymi” znajomymi „z dawnych lat”.
Wywiad przeprowadził i treść tej rozmowy spisał Włodzisław Kuzitowicz. Zapraszam:
Włodzisław Kuzitowicz: Zanim rozpoczniemy rozmowę o przebiegu Pani nauczycielskiej „ścieżki kariery” (jak lubią to dziś nazywać doradcy zwodowi), nie mogę nie zadać pytania o początki, czyli o to, czy w dzieciństwie i w latach szkolnych były jakieś przesłanki, okoliczności, wydarzenia, które zapowiadały wybór przyszłego zawodu, podjęcie przez Panią decyzji: „będę nauczycielką”?
Aleksandra Bonisławska: To stało się w sposób niezamierzony. Co prawda, kiedy miałam 5 – 7 lat, to ustawiałam na podwórku dzieci sąsiadów w pary i „uczyłam” je, jak dostałam jakieś pieniądze na cukierki to kupowałam lizaki i rozdawałam je, prowadzałam dzieciaki parami – bo to, jak mi się zdawało, była najważniejsza czynność w szkole: że się chodzi parami… Zawsze się uśmiecham jak sobie myślę o tych początkach, bo nigdy w jakiś świadomy sposób nie orientowałam się na zawód nauczyciela. Ja wtedy po prostu robiłam to, co lubiłam, bez świadomości, że muszę mieć jakiś zawód.
WK: A może w rodzinie byli jacyś nauczyciele, którzy mogli stać się, nawet nieświadomą, inspiracją przyszłego wyboru?
AB: Moja mama w czasie wojny nauczała dzieci na wsi w województwie łódzkim, gdzie podczas okupacji przebywała. Miała 16 lat gdy wybuchła wojna i w sytuacji, gdy nie było tam nikogo z profesjonalnych, przedwojennych nauczycieli, uznała, że będzie uczyła miejscowe dzieci czytania i pisania. To były takie „tajne komplety”… Wiem też, że jakaś dalsza ciotka była nauczycielką, ale nie miałam z nią bezpośrednich kontaktów. Można powiedzieć, że w domu rodzinnym nie było „klimatu pedagogicznego”. Mój ojciec, już po wojnie, pracował w centrali handlu zagranicznego jako księgowy, mama miała zainteresowania i zdolności matematyczne…
WK: A jak przebiegała Pani edukacja szkolna? Może tam pojawiło się zainteresowanie przyszłym zawodem?
AB: Jeszcze w szkole podstawowej rozwinęła się u mnie potrzeba czytania. Każde pieniążki przeznaczałam na zakup książeczek z serii „Poczytaj mi mamo” (pamiętam – były po 1,50 zł), czytałam je siostrze. W ogóle bardzo lubiłam czytać, lektury, ale nie tylko. Aż pewnego razu tata wygrał w jakimś konkursie całą walizkę książek. Gdy przyniósł ją do domu i otworzył, ja rzuciłam się do ich przeglądania, a potem czytania. Pamiętam, że były tam książki Čapka, Orzeszkowej… i, że zakochałam się…. w „Nad Niemnem”.
I muszę jeszcze wspomnieć moją nauczycielkę j. polskiego ze szkoły podstawowej, która zadawała nam takie na przykład tematy: „Dalsze losy Antka…”. I ja pisałam „dalsze losy Antka”. Polecała nam także pisanie opowiadań na zadany temat, albo zadawała swoiste ćwiczenia gramatyczno-językowe, np. dyktowała zestaw słów bliskoznacznych, których należało użyć w jakiejś wypowiedzi. U mnie to były oczywiście rozbudowane opowiadania. Była wtedy też taka lektura „Historia o Janaszu Korczaku i pięknej Miecznikównie” Kraszewskiego, do której pani kazała dopisać dalsze losy bohaterów… To była taka szkoła z końca lat pięćdziesiątych, w której pracowali jeszcze nauczyciele sprzed wojny, dobrzy, wspaniali…
Przejawiła się w tym czasie moja dusza artystyczna. Należałam do harcerstwa, uczestniczyłam w konkursach piosenkarskich, byłam też solistką, nawet „mnie w radiu nadali”, jak śpiewałam „Nadeszła już jesień złocista”…
Potem wybrałam X Liceum Ogólnokształcące im. (nomen omen) Marii Konopnickiej w Łodzi. Mieściło się ono w tym samym budynku przy ul. Kościuszki 65 , w którym działało też VII LO. To była żeńska szkoła „z zasadami”. Panował tam dryl w stylu „pensjonarskim”, przestrzegano, aby uczennice miały „odpowiedni strój” (np. bawełniane rajstopy, tarcze, broń Boże kozaki na wysokich obcasach!).
Zaistniałam w tej szkole na lekcjach polskiego, gdyż pewnego dnia pani profesor Dębska zapytała: „A kto to był Owidiusz?”, to wtedy jedynie ja – wówczas Kaczmarkówna – podniosłam rękę i mówię: „To autor „Sztuki kochania’”. I tak zarobiłam sobie punkty u pani profesor. Później były różne wypracowania, dobrze oceniane, potem teatr szkolny, pamiętam moją rolę „Żony Modnej”… Nauczycielka sądziła, że pójdę do szkoły aktorskiej…
Ale za skromna byłam dziewczynka na to, żeby w ogóle o czymś takim pomyśleć. Moja klasa była sprofilowana raczej na humanistykę, ale spora grupa uczennic była dobra z biologii, chemii – dziewczyny wybierały się na medycynę. Pozostałe wylądowały głównie na prawie. Z niektórymi z nich spotykamy się do dzisiaj – w coraz mniej licznej grupie…
Ja wybrałam polonistykę jako jedyna z klasy. Studia minęły szybko, dobrze je wspominam i to po ich ukończeniu w 1971 roku stanęłam przed problemem: Co tu robić? Pracy dla polonistów w Łodzi nie było. Zaczęłam jako nauczycielka j. rosyj- skiego w Zaocznym Technikum Kinematografii. Takie było wtedy, miało siedzibę w budynku Szkoły Podstawowej nr 14 przy ul. Wigury. Ale to było krótko. Jakiś czas później pracowałam w innej podstawówce na Żwirki, a później w SP nr 136 przy ul. Ogrodowej. Prowadziłam tam teatr. to było bardzo ciekawe doświadczenie… Ale po roku dyrektor musiał ograniczyć liczbę etatów, wezwał polonistów i powiedział: „Jedną osobę muszę zwolnić”. No to Bonisławska, elegancko, mówi: „Przyszłam tu ostatnia, to chyba mnie.” I choć później dowiedziałam się od niego, że chciał mnie zostawić, a zwolnic inną osobę, to nie miał wyboru.
Kolejnym miejscem mojej pracy w roli nauczycielki j. polskiego była Szkołą Podstawowa nr 87 przy ul. Minerskiej na osiedlu Zdrowie. Pracowałam tam od roku 1973 do 1985, kiedy to objęłam funkcję dyrektorki tej szkoły.
WK: Co z tych pierwszych lat zdobywania doświadczeń w roli kierownika placówki oświatowo-wychowawczej, jak to się wówczas nazywało, chciałaby Pani dziś przywołać?
Dziś, pod zakładką „Aktualności” zamieszczono na stronie UMŁ materiał, zatytułowany „Czas zgasić światło i zamknąć drzwi w gimnazjach”. Oto jego obszerne fragmenty:
W sobotę, 31 sierpnia gimnazja znikają z edukacyjnej mapy Polski i jest to ostatni akord rządowej reformy edukacji. Krzysztof Gąsiorek, dyrektor Gimnazjum nr 5 ma do podpisania jeszcze protokół przekazania majątku szkoły i może zgasić światło. Dosłownie i w przenośni, bo w pożegnalnym prezencie dostał od swoich współpracowników… przełącznik do światła.
Foto: Monika Pawlak [www.uml.lodz.pl]
Dyrektor Gimnazjum nr 5 Krzysztof Gąsiorek i wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela.
–Gimnazja pojawiły się w systemie przed 20 laty, smutno, że trzeba je likwidować choć uczniowie je polubili, nauczyciele wykonali ogrom pracy, aby jak najlepiej służyć młodzieży, a dyrektorzy zabiegali o rozwój i udoskonalanie szkolnej infrastruktury – powiedział Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi, dodając: – Dobrze, że znakomita większość budynków po gimnazjach będzie nadal służyć edukacji, a tylko osiem przekazujemy jako majątek do miasta. To ważne, bo naprawdę włożyliśmy spore kwoty, aby szkoły były nowoczesne.
W Łodzi było 41 gimnazjów w tym 4 w zespołach szkół. Z samodzielnych budynków w 40 Gimnazjum jest już Centrum Usług Wspólnych Oświaty, a Gimnazja nr: 10, 12, 18, 23, 24, 32, 37 i 46 zostały przekazane do Zarządu Lokali Miejskich. W Gimnazjach nr 3, 13, 33 oraz w ZSO nr 1 są nowe szkoły podstawowe, a w Gimnazjum nr 28 nowe liceum. Pozostałe stanowią dodatkowe lokalizacje dla szkół podstawowych oraz ponadpodstawowych, a do trzech przeniosły się licea poprawiając sobie bazę lokalową. Z Gimnazjum nr 5 będą korzystać uczniowie Technikum nr 3, gdzie szkolą się m.in. przyszli gazownicy. […]
Koniec gimnazjów oznacza zwolnienia. Łącznie wypowiedzenia dostało 341 nauczycieli, kolejnym 98 wygasły umowy na czas określony. Posady traci także 177 pracowników administracji i obsługi, odprawy dla zwalnianych to blisko 12 mln zł. […]
Cały tekst „Czas zgasić światło i zamknąć drzwi w gimnazjach” – TUTAJ
Źródło: www. uml.lodz.pl/aktualnosci/
Dziś proponujemy kolejny program multimedialny – tym razem z fecebook’owej strony „Plan Daltoński”. Jest to archiwalny film redaktora Waldemara Wiśniewskiego z 1994 roku, nakręcony dla TVP Łódź o klasach autorskich w Szkole Podstawowej Nr 37 w Łodzi. Stało się to możliwe dzięki temu, że Anna Sowińska zdobyta licencję, pozwalającą na legalny dostęp do tego materiału, który dokumentuje wydarzenia sprzed 25 lat, które – nie tylko naszym zdaniem – miały wpływ na zmiany, jakich doświadczamy w wielu placówkach do dzisiaj. Przypomnienie tamtych czasów niech będzie nie tylko inspiracją dla młodych nauczycieli, ale także wspomnieniem Ś.P. Wiesławy Śliwerskiej – prekursorki edukacji bez ocen.
Screen tytułowego kadru filmu
Oto informacja z fanpage „Planu Daltońskiego:
KLASY AUTORSKIE
25 lat temu nakręcono program, który opowiada o sukcesach nauczycieli ze Szkoły Podstawowej Nr 37 w Łodzi, którzy byli prekursorami edukacji bez ocen. Program autorstwa Wiesławy i Bogusława Śliwerskich dał szansę wielu dzieciom poczuć nierepresyjny sposób uczenia się, zdobywania wiedzy i kompetencji. Profesor Bogusław Śliwerski – wtedy doktor – zadbał o ogromne wsparcie dla wielu młodych nauczycieli, którzy wtedy nie bali się zacząć pracować zupełnie inaczej, w sposób o jakim nie mówiono na uczelniach pedagogicznych. Dzięki kontaktom międzynarodowym, prof.Śliwerski zapewnił tym nauczycielom nie tylko wsparcie naukowe ze swojej strony ale umożliwił zapoznanie się z innymi sposobami pracy, między in. poprzez obserwację szkół w Szwajcarii.
Screen jednej z końcowych scen filmu
Ta zmiana nie zaszłaby, gdyby nie charyzmatyczna postać Wiesławy Śliwerskiej, która nie mogła kontynuować swojego dzieła z powodu przedwczesnej śmierci. Jestem jedną z tych nauczycielek, dla których Wiesia była kimś bliższym niż koleżanka z pracy. Ten film, jest też z mojej strony ukłonem wobec tego, co od niej otrzymałam.
PS1. Ponieważ ta platforma nie ułatwia dotarcia do potencjalnie zainteresowanych tym tematem, kiedy wklejamy linki zewnętrzne, jedyną szansą na rozpropagowanie tego filmu jest jego udostępnianie.
PS2. Więcej nt. Wiesi Śliwerskiej napisałam tutaj : TUTAJ
Film Waldemara Wiśniewskiego * „Klasy Autorskie” – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/PlanDaltonski/
*Waldemar Wiśniewski – dziennikarz TVP Łódź od 1989 roku. Autor kilkudziesięciu programów i reportaży o tematyce historycznej i społecznej – m.in. cyklu historyczno-edukacyjnego „Świadkowie Nieznanych Historii”/ ok. 60 odcinków/ poświęconych ludziom i zjawiskom z najnowszej historii Polski, nieobecnych w PRL-owskiej przestrzeni publicznej.
Zrealizował kilka filmów dokumentalnych m.in. w cyklu „Utopia u władzy” o pierwszych latach rządów komunistów w powojennej Polsce – „Powrót realisty. Stanisław Mikołajczyk”, „Kościół w kleszczach”, „Ogień i inni”. Autor filmu „Wilczy bilet” – o weryfikacji łódzkich dziennikarzy w stanie wojennym. [Żródło: www. lodz.tvp.pl]
P.s.
Waldemar Wiśniewski jest absolwentem UŁ – ukończył „pedagogikę k-o”. [WK]
Foto: www.fakty.tvn24.pl
Z portalu Prawo.pl dowiadujemy się o poglądach ministra Piontkowskiego na temat tego jak szkoły powinny realizować edukację seksualną, aby nie narażać się na zarzuty o propagowanie „zarazy”. Oto fragmenty tej publikacji:
Minister: Tylko nieliczne szkoły planują lekcje o seksualności
Dodatkowe zajęcia dotykające sfery seksualnej człowieka to sprawa dotycząca niewielkiej części szkół w niektórych dużych miastach – twierdzi minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Według niego w większości szkół nie ma problemu, że dyrektor czy samorząd próbuje wprowadzać jakieś zajęcia tego typu.
To reakcja ministra na stanowisko Rady Stałej Episkopatu Polski, która przestrzegła we wtorek przed demoralizacją dzieci w szkole i zaapelowała do rodziców o zaangażowanie, by je przed tym uchronić. […]
Minister rozumie obawy rodziców
Rozumiem obawy rodziców, którzy nie chcą, aby ich dzieci były poddawane pewnej indoktrynacji – bo tak to wprost trzeba nazwać – i zmuszane do tego, by chodziły na jakieś dodatkowe zajęcia. Stąd Kościół, który ma prawo odwoływać się także do kwestii związanych z moralnością, odwołuje się dzisiaj do tego i zachęca rodziców, do tego, by korzystali ze swoich praw – ocenił minister. I przypomniał, że że obecnie zgodnie z prawem uczeń bez zgody rodzica nie może uczestniczyć w zajęciach dodatkowych. Dodał, że Rada Rodziców zatwierdza program wychowawczo-profilaktyczny i tam powinny tego typu zajęcia być omówione.
-Dziś Rada Rodziców ma tutaj także ważne zadanie, aby przyjrzeć się takim programom i organizacjom, które chciałyby jakieś dodatkowe zajęcia wprowadzać, aby uniknąć takich sytuacji. Ale oczywiście nie chcemy wprowadzić takich rozwiązań prawnych, które uniemożliwią np. wejście policji, aby nauczała dzieci jak bezpiecznie przejść przez drogę, żebyśmy też nie doszli do absurdów – powiedział Dariusz Piontkowski.
Idźcie na wychowanie w rodzinie
Minister zachęca rodziców, by posyłali dzieci na realizowany w szkołach przedmiot dodatkowy – wychowanie do życia w rodzinie. Jak przyznał, obecnie w takich zajęciach uczestniczy niewielki odsetek dzieci. – W większości szkół ten przedmiot praktycznie się nie odbywa. Tymczasem on całościowo mówi o dojrzewaniu człowieka, także i tej sfery seksualnej. My tego nie unikamy – zadeklarował Dariusz Piontkowski.
Cały artykuł „Minister: Tylko nieliczne szkoły planują lekcje o seksualności” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Dziś, zamiast tekstów z polskich portali i fecebook’a proponujemy poruszający film z przesłaniem, aktualnym w każdej, nie tylko amerykańskiej, szkole:
Nick Vujicic do uczniów o nękaniu w szkole – TUTAJ
Nick Vujicic nie miał łatwego dzieciństwa. Niepełnosprawność, brak akceptacji siebie oraz nękanie przez rówieśników. Dziś opowiada o tym młodzieży, aby zmieniać ich serca i siać miłość w szkołach oraz środowiskach tworzonych przez młodych.
Źródło: www.youtube.com
Obraz sali widowiskowej na kilka minut przed rozpoczęciem spotkania
Dziś, już po raz trzeci w sal Politechniki Łódzkiej przy All. Politechniki 3a, Łódzki Kurator Oświaty zorganizował – jak to on, z uporem wartym lepszej sprawy, nazywa (i jak zostało to zapowiedziane na stronie ŁKO) – narady dla dyrektorów szkół i placówek z powiatów: pabianickiego, zgierskiego, łęczyckiego, brzezińskiego, łódzkiego wschodniego i Miasta Łódź.:
[Zrzut z ekranu oficjalnej strony ŁKO – „Kalendarz wydarzeń” – 27 sierpnia 2019]
Jednak wchodzących na widownię witał slajd, wyświetlany na zawieszonym nad sceną ekranie:
Widocznie autor tego „tytułowego” slajdu wziął jednak sobie do serca naszą wielokrotną krytykę nazywania tego wydarzenia „naradą” i zastąpił to bardziej adekwatnym słowem „spotkanie”.
Informujemy o tych wydarzeniach wyłącznie z obowiązku, jaki przyjęło na siebie „Obserwatorium Edukacji”, trafnie przez wyszukiwarkę Google nazwane „informatorem edukacyjnym”. Z kilku powodów, w tym ze względów zdrowotnych (ale i wychodząc z założenia, że wszystko będzie tam przebiegało według takiego samego schematu jak w latach poprzednich), nie byliśmy tam osobiście, zawierzając relacjom ustnym, przekazanym nam przez obecne tam zaufane osoby. [Nazwiska i adresy e-mail’owe – do wiadomości redakcji!] Niestety, nie jest to informacja kompletna – w środowisku dyrektorek przedszkoli nie posiadamy zaufanej „korespondentki terenowej”…
I to z tych źródeł dowiedzieliśmy się, że:
Podczas takiego właśnie spotkania dyrektorek i dyrektorów szkół podstawowych z przedstawicielstwem swego „organu nadzoru” wszystko odbyło się zgodnie z wypracowanym od lat schematem. W poniżej odnotowanej kolejności występowali:
>Pan kurator dr Grzegorz Wierzchowski odczytał dokument (dostępny powszechnie od 4 lipca na stronie MEN) „Podstawowe kierunki realizacji polityki oświatowej państwa w roku szkolnym 2019/2020”, opatrując odczytywane treści kolejnych punktów tego dokumentu swoimi, często nadmiernie rozbudowanymi, komentarzami.
Foto: www. lubimyczytac.pl
Fragment okładki książki Henri-Irenee Marrou
Wracamy do przedwakacyjnej tradycji zamieszczania fragmentów tekstów, zamieszczanych na innych stronach i portalach, ale – naszym zdaniem – wartych upowszechnienia. Na początek przytoczymy fragmenty tekstu Tomasza Tokarza, zamieszczonego na portalu EDUNEWS 15 sierpnia, o dość intrygującym tytule: „Idioci a edukacja”. Wbrew temu, co mogłoby komu się zdawać, nie jest to atak na polityków zarządzających oświatą, a repetytorium z historii szkolnictwa, cofające nas do greckich jego korzeni:
Czy wiecie skąd się wzięło słowo idiota? Pochodzi od greckiego ἰδιώτης, idiōtēs (od ἴδιος, idios) co znaczy: „indywidualny”, „niezależny”, „samodzielny”, „prywatny”, „posiadacz samego siebie”. Mianem takim określano osoby pozostające w stanie naturalnym, pozbawione standardowej edukacji, nieobrobione przez system kształcenia i wychowania. Idiota zajmował się sobą, sprawami prywatnymi, indywidualnym rozwojem według własnych zasad – zostawiając sprawy publiczne swemu biegowi.
Takiego „człowieka prywatnego” (skoncentrowanego na sobie, na własnym świecie) przeciwstawiano „człowiekowi publicznemu” (polites). Polites stanowili wytwór sformalizowanej edukacji (paidei), formującej jednostki w oparciu o uniwersalny wzór Piękna, Prawdy, Dobra, wdrażającej do wspólnoty, czyniącej przez to uczniów istotami cywilizowanymi. Człowiek publiczny żył sprawami polis, angażując się w politykę i ponosząc odpowiedzialność za interes państwa.
Grecy oczywiście wychwalali model człowieka publicznego. Widzieli w nim spełnienie helleńskiego ideału wychowawczego. Obywatel to część zbiorowości, przekonywali. Wyłamanie się ze wspólnoty było dla nich równoznaczne z utratą pełni człowieczeństwa i odrzuceniem możliwości pełnego rozwoju.
Dzisiaj, 26 sierpnia 2019 roku, w Dużej Sali Obrad Rady Miejskiej Łodzi odbyły się tradycyjne spotkania Władz z dyrektorami miejskich szkół, przedszkoli i pozostałych placówek oświatowo-wychowawczych.
O godzinie 8:30 zasiedli tam dyrektorki i dyrektorzy szkół podstawowych, o 10:30 – przedszkoli, a o 12:30 – liceów, zespołów szkół ogólnokształcących i zawodowych oraz szkół specjalnych. Z oczywistych powodów (problemy z tzw. „podwójnym rocznikiem”) – „Obserwatorium Edukacji” postanowiło „podejrzeć” przebieg tego trzeciego spotkania.
Widok ogólny sali podczas spotkania dla szefów szkół ponadgimnazjalnych/ponadpodstawowych
Władze Łodzi reprezentowane były dwuosobowo: przez Hannę Zdanowską – Prezydent Miasta i Tomasza Trelę – Pierwszego Wiceprezydenta, odpowiadającego m.in. za edukację.
Pierwszym punktem programu było – oczywiście – wystąpienie Pani Prezydent Zdanowskiej. Zwracając się do zebranych powiedziała – między innymi:
„[…] Nie jest tajemnicą, że podwójny rocznik daje się nam wszystkim we znaki. Zdaję sobie sprawę, że będziecie państwo mieli olbrzymie problemy, żeby pomieścić młodzież, która zechciała do waszych szkół aplikować, żeby również znaleźć nauczycieli i pedagogów, którzy będą chcieli liczyć nasze młode pokolenia. […] To jest coś, z czym musimy się wszyscy razem zmierzyć, żeby pomimo tych wszystkich przeciwności, związanych z budżetem, z problemami, które pojawiły się i związane są nierozerwalnie z „reformą” edukacji […] chcę wietrzyć, że uda nam się wspólnymi silami […] uda mam się przez to przejść. […] Nie zważając na trudności róbmy wszyscy to, do czego zobowiązaliśmy się. Ja zobowiązałam się, że będą zmieniać Łódź, i będą robić wszystko, żeby żyło się tu jak najlepiej, wy podjęliście się trudniejszego od mojego zadania: kształcenia młodych pokoleń łodzian. […] Dziękując wam za to życzę, żeby zadania które na siebie przyjęliśmy udało się zrealizować jak najlepiej – ku pożytkowi dobrej, rozwijającej się i – mam nadzieje – wolnej Łodzi. Wszystkiego dobrego! Dziękuję bardzo.”
Kolejnymi mówcami byli przedstawiciele łódzkich struktur obu głównych nauczycielskich związków zawodowych, którzy wygłosili standardowe życzenia i informacje o swoich działaniach.
Jedynymi, nie będącymi elementem okolicznościowo-grzecznościowym, były wręczania dokumentów powierzenia obowiązków nowym dyrektorom szkół, podziękowania odchodzącym na emeryturę oraz uhonorowanie dyplomami liceów, których absolwenci osiągnęli najlepsze wyniki na tegorocznych maturach i techników, których absolwenci najlepiej zdali egzaminy potwierdzające kwalifikacje zawodowe.
Prezydent Łodzi Anna Zdanowska, wraz z Pierwszym Wiceprezydentem Tomaszem Trelą dziękują Pani Dyrektor Aleksandrze Bonisławskiej za 48 lat pracy dla łódzkiej oświaty, w tym ostatnie 20 lat kierowania Zespołem Szkół Ogólnokształcących nr 1 na Widzewie-Wschodzie.
Całe wydarzenie trwało niewiele ponad godzinę…
Tekst i zdjęcia
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.znp.edu.pl
Prezes ZNP Sławomir Broniarz i wiceprezes Krzysztof Baszczyński informują dziennikarzy o decyzjach dzisiejszego posiedzenia Prezydium Zarządu Głównego ZNP.
Oto aktualne informacje o ustaleniach w sprawie form nauczycielskiego protestu, jakie zapadły podczas dzisiejszego posiedzenia Prezydium Zarządu Głównego ZNP, zaczerpnięte z publikacji na stronie „Głosu Nauczycielskiego”. Oto jej fragmenty:
Nauczyciele są zdecydowani do podjęcia protestu – zapewnił prezes ZNP Sławomir Broniarz. Wkrótce całe środowisko zdecyduje o formie akcji protestacyjnej w specjalnym sondażu.
Taką decyzję podjęło dziś Prezydium Zarządu Głównego ZNP. Według prezesa ZNP, atmosfera wśród nauczycieli oraz pracowników administracji i obsługi jest “bardzo złożona”. – Wynika choćby z problemów z ochroną miejsc pracy. Są informacje o zwolnieniach, o tym, że nie przedłuża się umów o pracę, że jednocześnie wiele polskich miast i samorządów poszukuje nauczycieli do pracy. Co brzmi kuriozalnie, bo z jednej są zwolnienia, a z drugiej strony brakuje nauczycieli do pracy – stwierdził prezes Związku. […]
Od 1 do 15 września ZNP przeprowadzi w przedszkolach, szkołach i placówkach oświatowych sondaż z kilkoma pytaniami dotyczącymi przede wszystkim tego, czy jego uczestnicy chcą wziąć udział w akcji protestacyjnej, a jeśli tak, to jaką formę protestu uważają za najskuteczniejszą w tej chwili. W poniedziałek 16 września br. Prezydium ZG podsumuje wyniki sondażu i zdecyduje o dalszym losie protestu, jego formach, organizacji i okresie, w którym będzie ona miała miejsce.
Dzisiejszy felieton poświęcę pewnemu elementowi tegorocznego problemu numer jeden kończących się wakacji, jakim była rekrutacja do szkół ponadgimnazjalnych/ponadpodstawowych absolwentów t.zw. „podwójnego rocznika”, czyli 16- letnich byłych gimnazjalistów i 15-letnich absolwentów ponownie ośmioklasowej szkoły podstawowej. Zajmę się tylko jednym, dość wstydliwie odsuwanym na plan dalszy tematem, jakim jest nabór kandydatów do pierwszych klas szkół branżowych. I tylko w mikroskali, to znaczy w oparciu o dane z terenu m. Łodzi
Podczas piątkowej konferencji prasowej wiceprezydent Tomasz Trela powiedział – z nieukrywana dumą:
„To była wyjątkowa trudna rekrutacja, przygotowywaliśmy się do niej długo, ale teraz z satysfakcją mogę powiedzieć, że jesteśmy gotowi. Szkoły czekają na uczniów, wiem, że nauczyciele otoczą ich opieką i zrobią wszystko, by mimo przeciwności mieli odpowiednie warunki do nauki.”
I oto jakie informacje podano dziennikarzom na tej konferencji:
„Tradycyjnie najwięcej absolwentów gimnazjów i klas 8 będzie kontynuować naukę w liceach – 6 319, w technikach będzie się uczyć 3 593, a w szkołach branżowych – 495 uczniów.”
W materiale jaki zamieściłem na stronie OE dodałem, że tych 495 uczennic i uczniów, to zaledwie 4,75% wszystkich tegorocznych absolwentów obu typów szkół.
Nie wiem, czy podana podczas tej konferencji liczba jest sumą informacji o liczbie osób rzeczywiście przyjętych do wszystkich łódzkich zespołów szkół zawodowych, które prowadziły nabór do swoich szkół branżowych – według stanu na połowę sierpnia, na dzień konferencji, czy jeszcze na inny dzień.
Moje wątpliwości biorą się z faktu, że jestem w posiadaniu precyzyjnych danych o efektach rekrutacji do klas pierwszych tych szkół w pierwszym etapie e-rekrutacji, czyli o liczbie kandydatów, którzy zamiar kontynuowania swej dalszej drogi kształcenia w tych szkołach i klasach podali do systemu jako alternatywę, w przypadku niezakwalifikowania się do wymienionych na wyższych pozycjach szkół i klas. Dane te przesłał mi Wydział Edukacji UMŁ w trybie dostępu do informacji publicznej. A wynika z tych danych, że do wszystkich klas tych szkół, oferowanych przez system absolwentom gimnazjów zakwalifikowanych zostało 241 osób, a do wszystkich klas tych szkół, oferowanych przez system absolwentom szkół podstawowych – 237 osób. To razem daje liczbę 478 uczniów!















