
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
W ostatnią sobotę wakacji proponuję lekturę taktu Jarosława Pytaka, zamieszczonego 26 sierpnia na blogu „Wokół Szkoły”, a także obszerniejszej informacji o badaniu „„Ogólnopolskie badanie na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela”:
Zmieniajmy szkołę, a nie nauczycieli!
Przeprowadzone ostatnio przez zespół uczonych z Uniwersytetu Warszawskiego „Ogólnopolskie badanie na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela”* wykazało, że 50% badanych doświadcza wysokiego lub bardzo wysokiego poziomu stresu, a tylko mniej niż jedna piąta uznaje poziom obciążenia za niski. W efekcie, 72% respondentów nie wyklucza odejścia z zawodu, z czego jedna trzecia aktywnie się do tego szykuje. Podobnie niepokojące wyniki przyniosły międzynarodowe badania TALIS 2024, zgodnie z którymi zaledwie 20% polskich nauczycieli jest zadowolonych z wynagrodzenia, a jedynie 10% ma poczucie, że społeczeństwo ceni ich pracę. O dziwo jednak, w tym samym badaniu TALIS aż 92% badanych zadeklarowało, że lubi szkołę, w której pracuje, a niewiele mniej wskazało pracę z dziećmi i młodzieżą jako bardzo ważną w swoim życiu.
Sprzeczność? Niekoniecznie. Na pewno dobra kanwa dla refleksji.
Jeśli pomimo fatalnych warunków pracy, w tym stresu, przeciążenia i mizerii materialnej, zdecydowana większość nauczycieli deklaruje pozytywne nastawienie do szkoły i do młodych ludzi, znamionuje to potencjał do dokonania oddolnej zmiany. Tym bardziej, że w półmilionowej rzeszy dobrze wykształconych ludzi, którzy w ostatnich dziesięcioleciach postawili polską edukację na wysokim poziomie (czym czasem chwalą się nawet nasze władze), większość prezentuje wystarczająco wysoki poziom, by nie trzeba było ich systemowo reedukować i programować do działania.
Niestety, niezależnie od treści propagandowych sloganów powtarzanych przez prominentów z MEN i IBE, reforma „Kompas Jutra” jest zmianą narzuconą (top-down), opracowaną w zaciszu gabinetów. Sprzedaje się ją opinii publicznej jako wiekopomne dzieło, które zrewolucjonizuje polską szkołę, choć w istocie nie ma ona rzetelnych podstaw naukowych, uczciwego pilotażu, ani finansowania.
Również droga do sukcesu wyznaczona jest odgórnie, poprzez przebudowę świadomości nauczycieli. Jej kamienie milowe, to podana ex cathedra koncepcja profilu absolwenta, sążnista, drobiazgowa instrukcja pracy, nazwana podstawą programową, oraz bogate w mądre słowa komentarze metodyczne, które jednak trudno skojarzyć ze wskaźnikami możliwymi do zweryfikowania w codziennej praktyce. Dodając do tego szkolenia, które mają nauczycielom otworzyć oczy na nowe idee, uzyskujemy pełny obraz zmiany lekceważącej potencjał, jaki kryje się w autonomicznym działaniu twórczych pedagogów. Potencjał, który można uwolnić zapewniając im dobre warunki pracy. Na przykład, godziwe wynagrodzenia bez konieczności pracy ponad siły, właściwe wyposażenie stanowisk, realne wsparcie wobec rosnącej liczby uczniów wymagających rozmaitych dostosowań, ograniczenie biurokratycznych obowiązków, deregulację, stabilność i przewidywalność przepisów. Niekoniecznie wszystko naraz, ale od czegoś trzeba zacząć, tu i teraz. Czegoś konkretnego, wykraczającego poza propagandowe pustosłowie i deklaracje bez pokrycia.
Nauczyciele nie potrzebują powszechnej reedukacji za pomocą milionów słów przeczytanych w rozporządzeniach i instrukcjach metodycznych, oraz wysłuchanych podczas szkoleń. Potrzebują realnej poprawy warunków pracy, która uwolni ich potencjał twórczy, na bazie wciąż obecnego w tej grupie zawodowej zamiłowania do pracy z dziećmi i młodzieżą.
Nie trzeba zmienić nauczycieli, żeby szkoła funkcjonowała lepiej, z większym pożytkiem dla uczniów. Trzeba zmienić warunki pracy w szkole, żeby nauczyciele mogli funkcjonować lepiej, z większym pożytkiem dla uczniów
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
x x x
*”Stres nauczycieli przestał być sprawą jednostki. Nowe badanie pokazuje skalę przeciążenia w szkołach”
Tekst z portalu „Mockingbird” – TUTAJ
Oto obszerne fragmenty tekstu Bogdana Bugdalskiego, zamieszczone wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, informujące o jeszcze jednym, słabo nagłośnionym problemie, z którym zmagają się nauczyciele. Oczywiście – załączam także link do pełnej wersji tej publikacji:
300 zł za wychowawstwo to za mało. Nauczyciele chcą nawet pięć razy więcej
[…]
Ile powinien wynosić dodatek za wychowawstwo w szkole? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, komu je zadamy. Bo jeśli związkowcom, to będzie to kwota nawet 1500 zł. Natomiast jeśli zapytać samorządowców, to dokładnie taka, jaka jest – czyli 300 zł.
– Uważamy, że minimalna stawka za tę funkcję powinna wynosić 10 proc. wynagrodzenia nauczyciela dyplomowanego, ale jeżeli wychowawca dostawałby dodatek w wysokości 1000 czy nawet 1500 zł, to też nie byłaby kwota wygórowana, bo wtedy zaangażowanie nauczyciela do konkretnych zadań miałoby swoją rzeczywistą wartość – mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”.
Podobnie widzi tę kwestię „Solidarność” oświatowa. – Od dawna mówimy, że dodatek za wychowawstwo powinien być określony na poziomie ustawowym i wynikać z jakiegoś wskaźnika – wskazuje Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Ile konkretnie? – 15 proc. wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela mianowanego, tj. około 1000 zł – stwierdza. […]
Związek Nauczycielstwa Polskiego jeszcze niedawno postulował podniesienie kwoty dodatku do 500 zł, teraz Urszula Woźniak, wiceprezes ZNP, mówi już o kwocie minimum 700 zł. I jednocześnie wskazuje, że samorządy tworząc regulaminy wynagradzania, do czego zobowiązują ich aktualnie przepisy, powinny to uwzględniać.
Bo obecnie nauczyciel wychowawca ma naprawdę z tym wychowawstwem mnóstwo pracy. Potwierdzają to sami dyrektorzy. – Wychowawstwo powinno być doceniane. To bardzo ważna rola, która sprawia, że nauczyciel staje się w pełni nauczycielem. To powinno być częścią doświadczenia nauczycielskiego, normalną i powszechną – wyjaśnia Marek Pleśniar, dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
Szkopuł w tym, że nauczyciele są w tym zakresie niedoceniani. Dodatek za wychowawstwo wynosi 300 zł i właśnie tyle większość samorządów wypłaca nauczycielom pełniącym tę funkcję, ponieważ zgodnie z ustawą jest to minimalna wysokość dodatku. W efekcie nauczyciele coraz mniej chętnie obejmują wychowawstwo w klasach, bo wiąże się ono z dużą liczbą obowiązków i dużą odpowiedzialnością, a gratyfikacja finansowa jest niewielka. Mimo to podejmują się tej funkcji, ponieważ każda klasa musi mieć wychowawcę, a dyrektorzy muszą tego dopilnować. […]
Przedstawiciele jednostek samorządu terytorialnego zdają się nie podzielać tego zdania. Zdaniem Grzegorza Cichego, przewodniczącego Unii Miasteczek Polskich, w małych miejscowościach dodatek za wychowawstwo jest w sam raz, bo bardzo często uczą w mało licznych klasach, mają bardzo dobre warunki lokalowe, a przysługuje im dodatek wiejski (w wysokości 10 proc. wynagrodzenia zasadniczego, jeśli szkoła jest zlokalizowana w miejscowości poniżej 5 tys. mieszkańców. […]
Z przytoczonych wyżej argumentów wynika, że nawet dodatki za wychowawstwo, które według obecnie obowiązujących przepisów są uchwalane przez rady gmin, miast i powiatów, są zależne od decyzji rządu. A konkretnie od wysokości środków, które w budżecie zostaną przeznaczone na potrzeby oświatowe, a zwłaszcza ich adekwatności do wydatków. Bo mimo zmiany systemu finansowania dochodów jednostek samorządu terytorialnego pieniędzy na oświatę jak brakowało, tak brakuje.
Obecnie najwyższa stawka, jaka z tego tytułu przysługuje nauczycielom, obowiązuje w Warszawie, gdzie wynosi 530 zł brutto. Tuż za nią plasuje się kilka miast z kwotą 500 zł, reszta gmin, miast na prawach powiatów i powiatów mieści się w przedziale 300-400 zł. I wszystko wskazuje na to, że szansy na poprawę tego stanu rzeczy nie ma.
Cały tekst „300 zł za wychowawstwo to za mało. Nauczyciele chcą nawet pięć razy więcej” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Czytającym ten tekst którzy nie są nauczycielami, polecam lekturę posta z fb-profilu „Protest z Wykrzyknikiem”
[…]
Za około 300 zł brutto miesięcznie, przy stawkach różniących się w zależności od samorządu, wychowawca bierze na siebie odpowiedzialność, której zakres nie jest jednolity oraz zależy od szkoły, dyrekcji i samego nauczyciela. Lista obowiązków, którą tworzę na podstawie własnych doświadczeń i rozmów z nauczycielami z różnych miejscowości, pokazuje skalę tej roli, choć i tak nie oddaje wszystkiego.
Wychowawca organizuje codzienne funkcjonowanie klasy: na początku roku drukuje plany lekcji, informuje o każdej zmianie, tłumaczy i porządkuje chaos, który w szkolnej rzeczywistości pojawia się częściej, niż chcielibyśmy przyznać. Przygotowuje i prowadzi zebrania klasowe rodziców, zgodnie z harmonogramem szkoły, dbając zarówno o treść, jak i o przebieg spotkań.
Zbiera zgody i rezygnacje dotyczące religii, etyki, dodatkowych języków i zajęć. Opracowuje plan godzin wychowawczych, uwzględniając kierunki polityki oświatowej, rekomendacje instytucji zewnętrznych oraz realne potrzeby uczniów.
Usprawiedliwia nieobecności w dzienniku elektronicznym, kontroluje frekwencję i reaguje na jej spadki. Zwalnia uczniów z lekcji na prośbę rodziców. Dokonuje pomiarów wzrostu uczniów do wysokości ławek. Współtworzy dokumentację IPET i WOPFU do orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego, organizuje zebrania zespołów uczących ucznia z udziałem rodziców minimum dwa razy w roku.
Bierze udział w komisjach wychowawczych, prowadzi rozmowy w sytuacjach trudnych, konfliktowych i wymagających decyzji. Dokonuje oceny zachowania uczniów, zbierając informacje od innych nauczycieli, czasem uwzględniając samoocenę ucznia lub ocenę koleżeńską. Wypełnia klasyfikację semestralną i roczną klasy.
Uczestniczy w pracach zespołu wychowawców, współtworzy jego plan i bierze udział w zebraniach. Pozostaje w stałym kontakcie z rodzicami, bezpośrednio, przez dziennik elektroniczny i telefonicznie.
Pisze opinie o uczniach dla poradni psychologiczno-pedagogicznych, kuratorów sądowych i innych instytucji, kontaktuje się z kuratorami. Odpowiada za integrację zespołu klasowego, inicjuje działania budujące relacje, reaguje na konflikty między uczniami i próbuje je rozwiązywać. Jest pierwszym kontaktem dla uczniów i rodziców w sytuacjach napięć z innym nauczycielem, często pełniąc rolę pośrednika. Uczestniczy w egzaminach klasyfikacyjnych i poprawkowych. Przygotowuje świadectwa.
Organizuje wyjścia klasowe i wycieczki, wraz z pełną dokumentacją: zgody, regulaminy, harmonogramy, listy uczestników, zaświadczenia o niekaralności dorosłych opiekunów. Bierze udział z klasą w dniach tematycznych i imprezach szkolnych.
Do tego dochodzi codzienność, której nie da się wpisać w żaden regulamin. Rozmowy z uczniami w przerwie, po lekcjach, czasem w drzwiach klasy. Wiadomości wysyłane wieczorem. Reagowanie na kryzysy, które pojawiają się nagle i wymagają natychmiastowej obecności. Bycie punktem odniesienia w świecie, który dla wielu dzieci bywa chaotyczny i nieprzewidywalny.
Na pewno nie wymieniłam wszystkiego.
[…]
Cały post – TUTAJ
Dzisiaj nie mogę nie podzielić się z Wami informacją o zamieszczonym wczoraj przez prof. Boguslaw Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog” tekście, w którym poinformował o zaskakującym wydarzeniu, które miało miejsce 8 sierpnia 2026 r. w Chocieszowie koło Polanicy-Zdroju, a którym była uroczystość nadania imienia tamtejszej Galerii Witraży. Jej twórcą i właścicielem jest pan Zbigniew Muziewicz, z którego inicjatyw nadano jej imię Janusza Moosa. Udostępniam ten tekst na OE nie tylko z powodu tej zaskakującej – z powodu dystansu jaki dzieli Łódź od Chocieszowa – ale także ze względu na zawarte tam tezy Profesora, na temat „czego potrzebuje polska szkoła”. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:
Nie podcinać skrzydeł nauczycielom. Lekcja Janusza Moosa
Są w oświacie ludzie, którzy pełnią funkcje, zarządzają placówkami, realizują kolejne programy i reformy. Są jednak także tacy, którzy tworzą wokół siebie przestrzeń wolności, dzięki której inni mogą przekraczać rutynę, próbować, eksperymentować, popełniać błędy, poprawiać własne rozwiązania i odkrywać w sobie nauczyciela-twórcę. Do tej drugiej, jakże nielicznej kategorii należy mgr inż. Janusz Moos – pedagog, innowator, animator ruchu postępu pedagogicznego, a przede wszystkim człowiek, który przez dziesięciolecia potrafił uskrzydlać innych.
Przez 27 lat kierował Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, doprowadzając wraz ze współpracownikami tę placówkę do standardów rozpoznawalnych nie tylko w Polsce. Nie był przy tym dyrektorem administrującym cudzymi pomysłami. Był liderem tworzącym warunki do rodzenia się pomysłów własnych – nauczycielskich, zespołowych, środowiskowych.
I właśnie ten aspekt jego działalności wydaje mi się dzisiaj szczególnie ważny. […]
To nie jest historia jednego dyrektora. To jest historia pewnego sposobu rozumienia nauczycielstwa. Dyrektor, który nie odbierał nauczycielom i ich uczniom skrzydeł, ale je im wręczał w postaci statuetki w ramach corocznego Podsumowania Ruchu Innowacyjnego.
W administracyjnie zarządzanej szkole dyrektor może stać się strażnikiem zgodności. Może jednak stać się także strażnikiem przestrzeni wolności. Janusz Moos należał do tych drugich. […]
Wolność bez kompetencji prowadzi do przypadkowości. Kompetencje bez wolności – do wykonawstwa. Dopiero połączenie jednego z drugim otwiera przestrzeń twórczości. […]
Są ludzie-instytucje, a Janusz Moos niewątpliwie do nich należy. Łączył rolę promotora reform, eksperta, edukatora, nauczyciela, doradcy, społecznika i organizatora środowiska. Przekraczał tradycyjny podział między teorią a praktyką, pokazując, że prawdziwa innowacja edukacyjna rodzi się właśnie na ich styku.
Nie wystarczy bowiem przeczytać teorię konstruktywistycznego uczenia się. Trzeba stworzyć nauczycielowi warunki, aby mógł ją przełożyć na działanie.
Nie wystarczy mówić o podmiotowości ucznia. Trzeba pozostawić podmiotowość także nauczycielowi. Nie sposób bowiem budować autonomii ucznia za pomocą zniewolonego nauczyciela.
Pamięć instytucjonalna i pamięć ludzi
Dlatego ze smutkiem trzeba odnotować, że po odejściu Janusza Moosa na emeryturę zmieniono nie tylko kierownictwo Centrum – co jest naturalne – lecz także jego logo, a z publicznej pamięci instytucji zniknęła znaczna część historii dokonań zespołu, który przez lata budował jej rangę. Usunięto wszystko, co wiązało się z sukcesami całego Zespołu psychologiczno-pedagogicznego i administracyjnego. Wystarczy zajrzeć na web-strone ŁCDNiKP, by zobaczyć, że jest to placówka bez historii, bez przeszłości, bez czyichkolwiek dokonań.
Instytucje mają oczywiście prawo się zmieniać. Nie powinny jednak zaczynać swojej historii od każdej kolejnej kadencji.
Usuwanie pamięci poprzedników jest jednym z bardziej niepokojących objawów polskiej kultury instytucjonalnej. Zmiana kierownictwa zbyt często oznacza zmianę narracji o przeszłości, jak gdyby sukces poprzedników pomniejszał znaczenie następców.
A przecież jest odwrotnie.
Dojrzała instytucja potrafi budować swoją tożsamość na ciągłości dokonań wielu pokoleń.
Dojrzała instytucja potrafi budować swoją tożsamość na ciągłości dokonań wielu pokoleń.
Tym większego znaczenia nabiera więc wydarzenie, które miało miejsce 17 sierpnia* 2026 roku w Chocieszowie koło Polanicy-Zdroju. Tamtejsza Galeria Witraży otrzymała imię Janusza Moosa – jako wyraz wdzięczności za jego wieloletnią służbę dzieciom, młodzieży, nauczycielom i przyszłym profesjonalistom, dla których innowacyjność oraz wolność pracy twórczej pozostają znakiem rozpoznawczym. Laudację wygłosił prof. Maciej Sysło.
Jakże symboliczne jest to miejsce.
Założyciel Galerii Zbigniew Muziewicz mówi o niej jako o przestrzeni, „w której sztuka spotyka się z naturą, talent z pasją, a piękno z ludzką wrażliwością”.
Czyż można znaleźć trafniejszą metaforę edukacji?
Talent potrzebuje pasji. Pasja potrzebuje wolności. Wolność potrzebuje odpowiedzialności. A wszystko to potrzebuje człowieka, który potrafi stworzyć przestrzeń spotkania.
Janusz Moos taką przestrzeń tworzył przez dziesięciolecia. Jestem wdzięczny Senatowi Uniwersytetu Łódzkiego za uhonorowanie Janusza Moosa w 2019 roku najwyższym wyróżnieniem dla Przyjaciół Uczelni – Medalem „Universitatis Lodziensis Amico”.
Uskrzydlający pasjonatów
Przed laty wspólnie z profesorami Iwoną Chrzanowską, Stanisławem Dylakiem, Beatą Jachimczak, Jackiem Pyżalskim i Sławomirem Wiakiem przyznaliśmy Januszowi Moosowi szczególny tytuł:
„USKRZYDLAJĄCY PASJONATÓW NAUKI I EDUKACJI”.
Nie był to kurtuazyjny gest. Była to próba nazwania fenomenu niezwykle rzadkiego w oświacie: człowieka, który sam będąc pasjonatem, nie monopolizuje przestrzeni dla własnej pasji, lecz otwiera ją dla innych.
Największym osiągnięciem lidera nie jest bowiem liczba wydanych zarządzeń.
Nie jest nią liczba projektów, certyfikatów ani konferencji. Jest nią liczba ludzi, którzy dzięki niemu uwierzyli, że mogą zrobić coś, czego wcześniej nie robili.
Janusz Moos potrafił odkrywać i „szlifować” ludzkie talenty, dostrzegać innych, doceniać ich i jednocześnie upominać się o wysoką jakość pedagogicznego działania. W kierowanej przez niego placówce przez lata rozwijano konkursy innowacji nauczycielskich, projekty wynalazcze, inicjatywy uczniowskie i przedsięwzięcia stymulujące nowatorstwo pedagogiczne.
Była to pedagogika sprawstwa, zanim słowo „sprawstwo” stało się modne. Była to kultura innowacji, zanim zaczęto produkować strategie innowacyjności. Była to szkoła wolności twórczej, zanim administracja edukacyjna nauczyła się posługiwać językiem kreatywności.
Najtrudniej być prorokiem we własnym domu
Można więc powtórzyć: najtrudniej być prorokiem we własnym domu.
Być może jeszcze trudniej jest zachować pamięć o tych, którzy pokazali, że inna edukacja jest możliwa nie dlatego, że ktoś ją zadekretuje, lecz dlatego, że ktoś odważy się ją tworzyć.
Janusz Moos należy do pedagogów, którzy swoją działalnością pokazali, że reforma edukacji nie rozpoczyna się w ministerialnym gabinecie. Rozpoczyna się w umyśle nauczyciela, w jego niezgodzie na rutynę, w pytaniu: czy można inaczej? w odwadze podjęcia próby, w spotkaniu z drugim nauczycielem, w pracy zespołowej, w szkole, która nie karze za wyobraźnię, i w liderze, który zamiast mówić ludziom, co mają robić, potrafi stworzyć warunki, żeby zechcieli zrobić coś więcej, niż się od nich wymaga.
Dlatego nadanie Galerii Witraży imienia Janusza Moosa ma wymiar znacznie szerszy niż uhonorowanie jednej wybitnej postaci łódzkiej oświaty. Jest przypomnieniem wartości, których polska szkoła potrzebuje dzisiaj szczególnie mocno:
wolności , myślenia, autonomii profesjonalnej, odwagi tworzenia, prawa do pedagogicznego eksperymentowania i przywództwa, które zamiast podcinać skrzydła – pomaga je rozwijać.
Szkoła bowiem pozbawiona nauczycieli-pasjonatów może jeszcze przez długi czas poprawnie funkcjonować. Może realizować programy, wypełniać dokumentację, zdawać sprawozdania, osiągać wskaźniki, tylko że coraz mniej będzie w niej tego, co stanowi o istocie edukacji: spotkania człowieka z człowiekiem, odkrywania możliwości, przekraczania tego, co zastane, i odwagi tworzenia świata, którego jeszcze nie ma.
Janusz Moos przez całe swoje zawodowe życie przypominał nam, że właśnie po to potrzebujemy wolnych nauczycieli. Życzę Drogiemu i Wybitnemu Pedagogowi dużo sił i zdrowia oraz satysfakcji z dokonań, które zostały zapisane w pamięci, doświadczeniu i ludzkich sercach.
Cały tekst „Nie podcinać skrzydeł nauczycielom. Lekcja Janusza Moosa” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
*Naprawdę uroczystość nadania Galerii Witraży imienia Janusza Moosa nie odbyła się 17 sierpnia, a 8 sierpnia. Oto źródło prawdziwej informacji:
ZOBACZ TUTAJ
P.s.
W najbliższą niedzielę zamieszczę kolejny refleksyjny esej, w którym nie tylko podzielę się informacją zdobytą od Janusza Moosa o tym jaka historia stoi za tym, że tworca witraży z Chocieszowa wiedział jakie zasługi, nie tylko dla łódzkiej oświat,y miał patron jego galerii. Ale przy okazji rozwinę także kilka tematów, poruszonych przez prof, Śliwerskiego… [W.K.]
Wczoraj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst Bogdana Bugdalskiego, informujący o kolejnej inicjatywie prawodawczej MEN i opinii o tym projekcie nauczycielskich związków zawodowych. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Wraca monitoring szkół. Nauczyciele obawiają się lawiny papierów i dodatkowej pracy
Projekt rozporządzenia MEN zmieniającego rozporządzenie w sprawie nadzoru pedagogicznego nie budzi zastrzeżeń środowiska oświatowego, co do sensowności nadzorowania pracy szkół i, co oczywiste, nauczycieli. Jego przedstawiciele obawiają się jednak, że bez dodatkowych unormowań wdrożenie nowych przepisów spowoduje zwiększenie biurokracji w szkołach.
Kończy się czas opiniowania projektu rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie nadzoru pedagogicznego, którego celem jest „dostosowanie nadzoru pedagogicznego do aktualnych potrzeb organów sprawujących nadzór pedagogiczny”.
Jak wskazano w uzasadnieniu do projektu, którego przepisy mają zacząć obowiązywać od 1 września, efekt ten ma być uzyskany poprzez:
-uzupełnienie obecnie obowiązujących form nadzoru pedagogicznego, czyli kontroli i wspomagania, o monitorowanie, a więc formę, która funkcjonowała do końca roku szkolnego 2020/2021;
-wprowadzenie możliwości podpisania protokołu kontroli przez kontrolującego i dyrektora szkoły lub placówki z użyciem podpisu elektronicznego, co przyspieszy postępowanie kontrolne;
-dodanie stanowiska głównego wizytatora do wykazu stanowisk w kuratoriach oświaty, których zajmowanie wymaga kwalifikacji pedagogicznych.
[…]
Projektowana regulacja ma to zmienić. Monitorowanie umożliwi systematyczne pozyskiwanie danych o funkcjonowaniu szkół i placówek, w tym o wypadkach i zdarzeniach nadzwyczajnych, co pozwoli sprawniej identyfikować i eliminować zagrożenia w prawidłowej realizacji zadań szkoły lub placówki. […]
I generalnie jest na to pełna zgoda środowiska oświatowego, reprezentowanego przez Krajową Sekcję Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”, Związek Nauczycielstwa Polskiego czy Wolny Związek Zawodowy „Forum – Oświata”. Żadna z tych organizacji nie kwestionuje potrzeby prowadzenia nadzoru pedagogicznego ani możliwości wykorzystywania monitorowania jako narzędzia diagnozowania szkół i placówek.
„Monitorowanie może być rozwiązaniem przydatnym, jeżeli będzie służyło rozpoznawaniu problemów, identyfikowaniu potrzeb szkół oraz wspieraniu jakości pracy dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej” – czytamy w opinii KNiO NSZZ „Solidarność” na ten temat. „Warunkiem akceptacji tego kierunku jest jednak takie ukształtowanie przepisów, aby monitorowanie nie stało się kolejnym narzędziem zwiększania biurokracji i obowiązków sprawozdawczych dyrektorów oraz nauczycieli”. – Obawiamy się też, że monitorowanie będzie służyło do rozliczania dyrektorów szkół z priorytetów, które ministerstwo przyjęło na ten rok szkolny, a więc z realizacji Kompasu Jutra, a nie do poprawy jakości pracy szkoły – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący KNiO NSZZ „Solidarność”. […]
Sprzeciw związkowców z „Solidarności” budzi też brak wskazania jednolitych narzędzi do monitorowania, co może prowadzić do sytuacji, że będzie się ono odbywało „od Sasa do lasa”
[…]
Podobne argumenty zostały przytoczone w opinii Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Monitorowanie pracy szkoły nie jest nową formą nadzoru, tylko powrotem do tego, co już było. Jako związek nie sprzeciwiamy się też poprawianiu form nadzoru pedagogicznego, ale zgłosiliśmy pewne uwagi do proponowanych regulacji po to, żeby nie skutkowały one nałożeniem dodatkowych obowiązków administracyjnych na nauczycieli – wyjaśnia Urszula Woźniak, wiceprezes ZNP. […]
„Definicja monitorowania ma charakter bardzo szeroki, obejmuje zarówno działalność dydaktyczną, wychowawczą, opiekuńczą, jak i informacje o wypadkach oraz innych zdarzeniach nadzwyczajnych. Tak ukształtowany zakres może prowadzić do rozszerzającej interpretacji uprawnień organów sprawujących nadzór pedagogiczny. Szczególne wątpliwości budzi projektowany obowiązek przekazywania informacji o wypadkach i innych zdarzeniach nadzwyczajnych” – czytamy w opinii ZNP. Poza tym, „dane te są już obecnie przekazywane organom prowadzącym oraz organom sprawującym nadzór pedagogiczny, na podstawie odrębnych przepisów„.
ZNP wskazał także, iż z uzasadnienia do projektu nie wynika, dlaczego istniejące rozwiązania są niewystarczające, natomiast z projektu, jakie nowe informacje mają być pozyskiwane. A to może prowadzić do dublowania obowiązków sprawozdawczych szkół. […]
Jak widać, generalnie związkowcy są w swych opiniach zgodni. Są też przekonani, iż jakkolwiek monitoring ma prowadzić kuratorium oświaty, to główne obowiązki z tym związane spadną na dyrektorów, a – co za tym idzie – na nauczycieli.
„Nie jesteśmy przeciwnikami monitorowania, ale wszystko zależy od tego, jak te przepisy będą stosowane i jaki ma być ich prawdziwy cel. Bo jeżeli to ma polegać wyłącznie na zobowiązaniu dyrektora szkoły, czyli także nauczycieli (bo tu działa mechanizm „poziom niżej”) do tworzenia kolejnej dokumentacji, to nie widzimy w tym większego sensu – mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”. Dlatego podkreśla, że wprowadzenie ww. zmian powinno być poprzedzone rozmowami MEN z kuratorami oświaty o konkretach, czyli na temat tego, jak to monitorowanie ma wyglądać i że ma ono służyć wspieraniu szkół, a nie kontrolowaniu ich.
– Zwłaszcza, iż obecnie to wspieranie przez nadzór pedagogiczny jest czysto teoretyczne. Jak patrzę na działania co poniektórych wizytatorów kuratoryjnych, to wszystko mógłbym o nich powiedzieć, tylko nie to, że są w stanie udzielić komukolwiek jakiegokolwiek wsparcia, w jakimkolwiek zakresie – stwierdza. […]
Cały tekst „Wraca monitoring szkół. Nauczyciele obawiają się lawiny papierów i dodatkowej pracy” – TUTAJ
Źródło:www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Wczoraj na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono bardzo aktualny w okresie przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego tekst Katarzyny Mazur, który powinni przeczytać zwłaszcza ci, którzy na co dzień nie śledzą wszystkich informacji o nieuchronnie nadchodzącym starcie reformy „Kompas Edukacji”:
Nauczyciele dostaną dodatkowy obowiązek.
Przez lata będą pracować w dwóch systemach
Kompas Jutra nie wejdzie we wrześniu do całej szkoły podstawowej. Nowe podstawy programowe obejmą uczniów klas I i IV, podczas gdy pozostałe roczniki będą kontynuowały naukę według dotychczasowych zasad. Przez kilka lat w jednym budynku będą więc działały dwa porządki programowe, a ten sam nauczyciel może przechodzić między nimi z lekcji na lekcję. Stopniowe wdrażanie reformy jest koniecznością. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy kulturę pracy całej szkoły da się zmieniać rocznikami. […]
Od 1 września 2026 roku nowa podstawa programowa zacznie obowiązywać w klasach I i IV szkoły podstawowej. W kolejnych latach będą do niej dołączać następne roczniki. Pierwszoklasista rozpocznie zatem edukację w Kompasie Jutra, ale uczniowie klas II i III pozostaną jeszcze w dotychczasowym systemie. Czwartoklasista będzie uczył się według nowych zasad, a jego kolega z klasy V – według starych.
Nie chodzi wyłącznie o inne podręczniki. Nowa podstawa została zbudowana wokół kompetencji fundamentalnych i przekrojowych, sprawczości, doświadczeń edukacyjnych oraz interdyscyplinarnych modułów. Zmieniają się również ramowe plany nauczania. […]
W praktyce jedna placówka będzie pracowała równolegle na dwóch zestawach programów, materiałów i planów. Nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej prowadzący pierwszą klasę zacznie realizować nową podstawę, ale szkolny zespół edukacji wczesnoszkolnej nadal będzie odpowiadał również za klasy II i III działające według starej.
Jeszcze wyraźniej dualność odczują nauczyciele przedmiotowi. Biolog lub geograf może w klasie IV prowadzić nową, łączącą kilka dyscyplin przyrodę, a godzinę później wejść do klasy V i wrócić do kształcenia podzielonego na biologię i geografię. Polonista czy matematyk również będzie musiał przygotowywać zajęcia według dwóch różnych podstaw.
To więcej niż zwykłe zróżnicowanie materiału między klasami. Reforma ma bowiem wprowadzać nową logikę uczenia: więcej praktyki, współpracy, rozwiązywania problemów i samodzielności ucznia. Jeżeli te założenia mają być czymś więcej niż opisem treści, nauczyciel powinien w jednej klasie pracować zgodnie z nowym modelem, choć za chwilę spotka się z rocznikiem formalnie jeszcze do niego nienależącym.
Prof. Roman Leppert, pedagog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, w rozmowie ze Strefą Edukacji zwraca uwagę, że łączenie tych logik może być trudne.
– Sytuacja, w której najpierw idę do klasy czwartej i pracuję zgodnie z założeniami reformy, a następnie prowadzę lekcję w klasie piątej, realizując starą podstawę i inny sposób nauczania, jest rzeczywiście bardzo trudna – mówi profesor.
Nie oznacza to, że nauczyciel ma obowiązek prowadzić w piątej klasie lekcję mniej nowocześnie. Stara podstawa nie zabrania pracy projektowej, doświadczeń, współpracy ani oddawania uczniom części odpowiedzialności.
Formalny podział dotyczy treści, programów i organizacji kształcenia, a nie nakazu stosowania dwóch przeciwstawnych metod. W praktyce jednak reforma jest przedstawiana jako zmiana sposobu uczenia. Stąd wątpliwość: jak nauczyciel ma tworzyć nową kulturę pracy tylko w wybranych rocznikach? […]
Możliwe są dwa kierunki. Nowe sposoby pracy mogą zacząć przenikać także do starszych klas, mimo że te nadal realizują starą podstawę. Wtedy formalnie szkoła pozostanie podzielona, ale jej kultura będzie zmieniała się szerzej, niż przewiduje harmonogram. Możliwy jest również wariant odwrotny: nauczyciel będzie prowadził wszystkie klasy w podobny sposób, a różnica ograniczy się do treści, podręczników i dokumentacji. W takim przypadku Kompas Jutra zostanie wdrożony rocznikami jako nowy program, lecz niekoniecznie jako nowy model szkoły.
Nie da się wprowadzić nowych podstaw jednocześnie we wszystkich klasach. Uczniowie rozpoczęli już określony cykl kształcenia, korzystają z konkretnych podręczników i przygotowują się do egzaminu opartego na znanych wymaganiach. Stopniowe wejście reformy chroni ciągłość ich nauki i daje czas na przygotowanie materiałów oraz kadr.
MEN wskazuje również, że rozłożenie zmian w czasie pozwoli monitorować ich efekty i wprowadzać korekty. Z tego punktu widzenia klasy I i IV mogłyby stać się pierwszym etapem, na którym szkoły sprawdzają nowe rozwiązania przed objęciem nimi kolejnych roczników.
Cały tekst „Nauczyciele dostaną dodatkowy obowiązek. Przez lata będą pracować w dwóch systemach” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Wczoraj na portalu „Edunews” zamieszczono tekst Danuty Sterny, w którym ta dobrze nam znana autorka setek porad dla nauczycielek i nauczycieli zawarła dla nich 10 wskazówek przed ich nieuchronnym powrotem do szkolnych obowiązków. Oto ten tekst be skrótów:
Dziesięć wskazówek na powrót do szkoły
Trudno w czasie wakacji myśleć o powrocie do szkoły. Lepiej cieszyć się odpoczynkiem i korzystać z urlopu. Solidna przerwa od ciężkiej pracy jest niezbędna z punktu widzenia zdrowia psychicznego, dlatego nie zalecam spędzania zbyt dużo czasu na rozmyślaniu o nadchodzącym roku szkolnym.
Jednak od czasu do czasu wraca myśl o szkole. W tym wpisie 10 wskazówek, o czym warto pomyśleć zawczasu.
Małe kroki
Można pomyśleć o tym, co warto zmienić. Ale nie powinny to być radykalne zmiany, bo one są trudne do utrzymania. Lepiej zaplanować małe stopniowe kroki i cieszyć się sukcesem z ich realizacji. Najlepiej jest zacząć od czegoś, co już daje pozytywne efekty i do tego dodać coś nowego.
Wspomnienie minionego roku
Wspomnienie roku szkolnego, który właśnie się skończył może być przywołać przyjemne wspomnienia, ale też trudne. Te trudne mogą wzmóc chęć niepowtarzania sytuacji trudnych. Jeśli chcemy dokonać zmiany, to powinniśmy wyobrazić sobie, jak może ona wyglądać. O trudnych sytuacjach nie warto myśleć stale, najlepiej wyznaczyć sobie czas, na przykład 15 minut na przemyślenia i potem przejść do cieszenia się odpoczynkiem.
Warto zacząć od zastanowienia się: Jak wygląda dla mnie udany rok szkolny? Zastanowić się nad tym jak równoważyć życie prywatne i zawodowe, co jest możliwe do zmiany.
Wytchnienie
Każdy potrzebuje chwili, która pozwoli mu utrzymać równowagę, może to być potrzeba krótkiego spaceru, wypicie kawy w samotności, rozmowy z przyjacielem itp. Jeśli się o taki czas nie zadba, to zmęczenie narasta. Jeśli uda się zidentyfikować na czym polegają te chwile wytchnienia, to można się zastanowić, jak o nie zadbać w nadchodzącym roku szkolnym.
Przed rozpoczęciem roku szkolnego, warto wyznaczyć jeden lub dwie takie chwile wytchnienia, i przemyśleć, jak je realizować w nadchodzącym roku szkolnym. Więcej może być trudne do utrzymania, dlatego najlepiej zacząć od małych konkretnych rzeczy.
Jeden cel
Często kończymy rok szkolny z listą postanowień na następny rok. Jeśli spróbujemy osiągnąć wszystko, to nam się to nie uda. Z tej listy warto wybrać tylko kilka najważniejszych.
Może to być na przykład oddawanie uczniom prac w terminie, zmiana systemu oceniania, znalezienie czasu na rozmowę z uczniami itp. Co z tego jest priorytetowe?
Przyjaciel nauczyciel
Nauczyciel jest często samotny w swojej pracy. Można to zmienić, poszukać kogoś, z kim można się dzielić przeżyciami, kto wysłucha, kto ma realistyczny punkt widzenia, bez tendencji do myślenia negatywnego. Warto się z taką osobą już teraz umówić i podzielić się niepokojami związanymi z pracą i przygotować do nowego roku szkolnego.
Zauważanie dobrych rzeczy
Nastawienie optymistyczne pomaga. Warto przypominać sobie o aspektach życia, które idą dobrze i być za nie wdzięcznymi. Można te aspekty, które idą dobrze zanotować, aby w chwili zwątpienia do nich sięgnąć. Takie notatki warto mieć stale przy sobie.
Można systematycznie do zapisów zaglądać, to dodaje energii.
Nie za dużo planowania
Kiedy nadchodzi sierpień, większość nauczycieli zaczyna odczuwać presję, by zacząć planować kolejny rok szkolny. Niektórzy planują lekcje na przyszłość.
Jest to kuszący pomysł, ale przeważnie nie sprawdza się, gdyż plany musza być realizowane na bieżąco. Nauczanie jest nieprzewidywalne, zarówno pod względem przerw w danym dniu, jak i dokładnego tempa postępów uczniów. Można zaplanować kilka pierwszych lekcji, ale nie cały cykl nauczania.
Nauczenie się imion uczniów
Jeśli przybywają nam nowi uczniowie i nowe klasy do nauczenia, to warto jest zaplanować zapamiętywanie imion uczniów. Dla wielu nauczycieli jest to trudne, szczególnie, gdy mają wielu nowych uczniów. Z drugiej strony jest to niezwykle korzystne, gdy zwracamy się do uczniów po imieniu. Można zaplanować sposób zapamiętywania imion, na przykład można poprosić uczniów (na pierwszych zajęciach szkolnych), aby zrobili wizytówki na ławkach lub można samemu zrobić zdjęcie klasy i dopisać na nich imiona uczniów. Chodzi o to, aby zaplanować najlepszy na to sposób.
Trudne sytuacje
Każdy z nauczycieli spotyka się z trudnymi sytuacjami. Może to być trudność z utrzymaniem dyscypliny, problemy z uczniem o specjalnych potrzebach, atakujący rodzic itp. Sierpień, to dobry czas, aby przemyśleć takie sytuacje i poczynić plany, jak sobie z nimi radzić. Może to być np. plan ustalenia znaku z uczniami na koncentrację na nauce, decyzja o losowaniu uczniów do ławek lub podjęcie próby organizowania wywiadówek trójstronnych. Można te propozycje przedyskutować z zaprzyjaźnionym nauczycielem, może on podpowie dobre rozwiązania.
Docenianie siebie samego/samej
Krytyka wobec siebie leży w ludzkiej naturze, a warto podchodzić do siebie samego z życzliwością. Dobrą zasada jest traktowanie siebie tak, jak traktowalibyśmy innych.
Wymaga to akceptacji błędów jako niezbędnego kroku na drodze do rozwoju. Bez próbowania nowych rzeczy i zachowania elastyczności, nie można stać się lepszym nauczycielem.
Warto wprowadzić wewnętrzny zwyczaj i codziennie odpowiadać sobie na pytanie:
Z czego jestem dziś zadowolona/y?
A teraz podsumowanie. Myśl o:
-szkole planując małe kroki zmiany,
-udanym przyszłym roku szkolnym,
-tym co daje Ci wytchnienie,
-jednym tylko celu,
-wsparciu ze strony innego nauczyciela,
-dobrych rzeczach, miej optymistyczne nastawienie,
-ograniczonej liczbie postanowień,
-sposobie na zapamiętywanie imion uczniów,
-tym jak radzić sobie w trudnych sytuacjach,
-docenianiu samego siebie.
Źródło: www.edunews.pl
Ci którzy znają mnie od dawna wiedzą, że temat samorządów młodzieży jest mi bliski nie tylko od dni, kiedy przeczytałem książkę Aleksandra Kamińskiego „Samorząd młodzieży jako metoda wychowawcza”
Dlatego nie mogę nie udostępnić, choć fragmentów, tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego na portalu „Strefa Edukacji” 31 lipca, z którego dowiadujemy się, że IBN opublikował poradnik „Sprawczość w szkole”:
Szkoła ma oddać uczniom część władzy. To ryzyko, które trzeba ponieść
Zbiórka ciast, poczta walentynkowa, szkolna dyskoteka i dekorowanie sali na uroczystość – samorządy uczniowskie często mają dużo zajęć, ale niewielki wpływ na życie szkoły. Autorzy poradnika IBE ostrzegają, że samorząd sterowany przez dyrektora lub opiekuna nie tylko nie uczy demokracji, lecz także może osłabiać zaufanie uczniów do instytucji i przekonanie, że ich głos ma znaczenie. […]
Sprawczość jest jednym z ważnych pojęć wprowadzanych do szkoły wraz z reformą Kompas Jutra. W poradniku „Sprawczość w szkole” Instytut Badań Edukacyjnych wyjaśnia, że oznacza ona podejmowanie autonomicznych działań, które mają pozytywny wpływ na siebie i otoczenie, oraz branie za nie odpowiedzialności. Samorząd uczniowski wydaje się więc naturalnym miejscem do jej rozwijania. Pod warunkiem, że uczniowie rzeczywiście mogą w nim o czymś decydować. […]
W praktyce samorząd bywa utożsamiany z jego przewodniczącym, zastępcą i kilkorgiem najbardziej aktywnych uczniów. Pozostali raz w roku biorą udział w wyborach, a później nie mają już większego kontaktu z działalnością swoich przedstawicieli.
Autorzy poradnika proponują, aby dyrektorzy i rady pedagogiczne sprawdzili, czy każdy uczeń może głosować i kandydować – niezależnie od średniej ocen, oceny zachowania oraz opinii nauczycieli. Pytają również, czy uczniowie znają regulamin samorządu, wiedzą, czym zajmują się jego władze, mogą poznać programy kandydatów i… samodzielnie wybrać opiekuna.
Samo przeprowadzenie wyborów nie wystarczy bowiem do stworzenia demokratycznego samorządu. Uczniowie muszą jeszcze wiedzieć, kogo i po co wybierają, mieć możliwość zgłaszania własnych pomysłów oraz rozliczania swoich przedstawicieli z ich realizacji.[…]
Zdaniem autorów samorząd powinien zajmować się problemami wynikającymi z codziennych doświadczeń młodych ludzi. Może konsultować organizację przestrzeni szkolnej, ofertę zajęć dodatkowych, zakup książek do biblioteki czy jedzenie podawane w stołówce. Uczniowie mogą również wypowiadać się na temat statutu, zasad oceniania, szkolnych uroczystości i sposobów rozwiązywania konfliktów.Nie każda decyzja musi oczywiście należeć do uczniów.
Autorzy poradnika rozróżniają informowanie, konsultowanie i współdecydowanie. Już rzetelna konsultacja może dawać poczucie wpływu, ale tylko wtedy, gdy głos młodych ludzi zostanie poważnie potraktowany. Jeżeli ich propozycja nie może zostać przyjęta, szkoła powinna wyjaśnić dlaczego. Ankieta, której wyników nikt nie analizuje, uczy przede wszystkim tego, że pytanie uczniów o zdanie jest formalnością.Autorzy zastrzegają przy tym, że pozorna samorządność zwykle nie wynika ze złej woli nauczycieli czy dyrekcji. Częściej jest skutkiem szkolnych przyzwyczajeń, utrwalonych tradycji, obawy przed oddaniem części kontroli albo braku pomysłu na inne rozwiązanie. […]
Prawdziwa samorządność wymaga też zgody na niedoskonałość. Uczniowie mogą początkowo pozostać bierni, podjąć nietrafioną decyzję albo zorganizować wydarzenie gorzej, niż zrobiliby to dorośli. Właśnie wtedy uczą się planowania, przewidywania konsekwencji, poprawiania błędów i odpowiedzialności za wspólną przestrzeń.
Autorzy poradnika zachęcają wręcz, aby w większym stopniu oddawać młodzieży prowadzenie wydarzeń, akademii i szkolnych kanałów informacyjnych – nawet kosztem obniżenia ich „jakości”. […]
Cały tekst „Szkoła ma oddać uczniom część władzy. To ryzyko, które trzeba ponieść” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Plik z tekstem powyższej publikacji – TUTAJ
Od zamieszczenia ostatniej na OE informacji, zaczerpniętej ze strony MEN, mija właśnie czwarty dzień. Najwyższa pora poinformować Czytelniczki i Czytelników OE o tym, co nowego pojawiło się nie tylko na ministerialnym ale i medialnym „poletku”, o czym nie tylko nauczyciele, ale i uczniowie oraz ich rodzice powinni być poinformowani.
Oto mój subiektywny wybór tekstów z ostatnich kilku dni:
Ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej:
27 lipca 2026.
Ministerstwo Edukacji Narodowej: korzystajmy wyłącznie z oficjalnych informacji
o programie „Pracownie Kompas Jutra”
W związku z pojawiającymi się w przestrzeni internetowej stronami internetowymi, informacjami oraz wzorami dokumentów dotyczącymi programu „Pracownie Kompas Jutra”, apelujemy o korzystanie wyłącznie z informacji publikowanych w oficjalnych kanałach komunikacji Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz na oficjalnych stronach internetowych właściwych wojewodów oraz kuratoriów oświaty.
Rzetelne, aktualne i zweryfikowane informacje na temat programu są dostępne na oficjalnej stronie internetowej Ministerstwa Edukacji Narodowej, a także na stronach właściwych urzędów wojewódzkich oraz kuratoriów oświaty. Korzystanie z oficjalnych źródeł pozwala uniknąć nieporozumień wynikających z rozpowszechniania niezweryfikowanych lub nieaktualnych treści publikowanych przez podmioty trzecie.[…]
Zachęcamy do regularnego śledzenia komunikatów publikowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz właściwych wojewodów.
Cały tekst „Ministerstwo Edukacji Narodowej: korzystajmy wyłącznie z oficjalnych informacji o programie „Pracownie Kompas Jutra” – TUTAJ
x x x
Z „Portalu dla Edukacji”:
24 lipca 2026
MEN rezygnuje z likwidacji domów wczasów dziecięcych. Ale ich przyszłość nie jest pewna
[…]
Domy wczasów dziecięcych mogą odetchnąć: – Minister edukacji Barbara Nowacka wstrzymała decyzję o zamknięciu domów wczasów dziecięcych – powiedziała w czwartek rzeczniczka MEN […]
W związku z zastrzeżeniami dotyczącymi jakości przygotowanych przepisów przez Departament Wychowania i Profilaktyki nie planujemy w tej chwili wydania nowego rozporządzenia. Ewentualne korekty zostaną przygotowane po szerokich konsultacjach z samorządami, tak aby środki z budżetu realnie trafiały do potrzebujących wsparcia uczniów oraz służyły wzmocnieniu systemu oświaty – przekazała Ewelina Gorczyca Portalowi Samorządowemu. – Ministerstwo będzie nadal pracować nad rozwiązaniami prawnymi, które pozwolą wypracować bardziej optymalne przepisy. W związku z tym nie zmieniają się zasady finansowania DWD – dodała. […]
Wygląda na to, że sprawa działalności domów wczasów dziecięcych w nowym roku szkolnym została rozstrzygnięta – placówki będą funkcjonowały na dotychczasowych zasadach. Podstawy prawne i pieniądze zostały zabezpieczone. Nie oznacza to jednak, że tak będzie również w dalszych latach. Wynika to wprost z przywołanych wyżej odpowiedzi i jednocześnie z trwającej od kilku tygodni dyskusji na temat zadań, celowości i kosztów funkcjonowania tych placówek.
[…]
Cały tekst „MEN rezygnuje z likwidacji domów wczasów dziecięcych. Ale ich przyszłość nie jest pewna” – TUTAJ
x x x
26 lipca 2026
Nauczyciele chcą obiecanych podwyżek. Ale inicjatywa ZNP musi poczekać na projekt MEN
Na odnotowanie na OE zasługuje informacja o zmianach w obszarze szkolnictwa zawodowego, na które zwróciła uwagę w swoim tekście, opublikowanym na portalu „Strefa Edukacji”, Barbara Wesoła. Oto jego obszerny fragment i link do pełnej wersji:
W tych szkołach liczba uczniów wystrzeliła. Wzrost sięga niemal 80 procent
Polskie szkolnictwo ponadpodstawowe stale się rozwija, a w ławkach szkół średnich uczy się obecnie aż 1,7 miliona uczniów. Najnowsze dane pokazują jednak, że młodzież zaczyna zupełnie inaczej planować swoją edukację. Podczas gdy jedne placówki świecą pustkami, w innych liczba uczniów wzrosła w ciągu roku o blisko 80 procent.
W roku szkolnym 2025/2026 w Polsce działało nieco ponad 7 tysięcy szkół ponadpodstawowych dla młodzieży, czyli o 1,8% więcej niż rok wcześniej. Choć najpopularniejszym wyborem wciąż pozostają licea ogólnokształcące (skupiające 45,7% młodzieży) oraz technika (40,2%), to najszybsze i najbardziej zaskakujące zmiany zachodzą w szkolnictwie branżowym.
„W roku szkolnym 2025/26 odnotowano wzrost liczby wszystkich typów szkół ponadpodstawowych, najwięcej przybyło branżowych szkół II stopnia (27,0%)” – czytamy w publikacji „Edukacja w roku szkolnym 2025/2026 (wyniki wstępne)” [link – WK] opublikowanej przez GUS.
Prawdziwym hitem okazały się branżowe szkoły II stopnia, gdzie odnotowano największy przyrost placówek (aż o 27%). Liczba tych szkół wzrosła z 252 do 320, a działających w nich oddziałów z 690 do 1002. Przełożyło się to na gigantyczny, bo aż 78,1-procentowy skok liczby uczniów – w ciągu zaledwie jednego roku przybyło ich tam blisko 9,9 tysiąca (wzrost z 12,6 tys. do niemal 22,5 tys. osób).
Zupełnie inne nastroje panują natomiast w branżowych szkołach I stopnia. Choć samych placówek minimalnie przybyło (wzrost z 1697 do 1700), to liczba oddziałów kurczy się (spadek z 10,4 tys. do 9,8 tys.). W efekcie ubyło tam ponad 21,6 tysiąca uczniów – ich liczba spadła z poziomu 212,4 tys. do 190,8 tys. osób.
Dane statystyczne wyraźnie pokazują podział szkół ze względu na płeć. Szkolnictwo branżowe jest wyraźnie zdominowane przez chłopców i młodych mężczyzn. W szkołach I stopnia stanowią oni 66,4% wszystkich uczniów, a w szkołach II stopnia ich przewaga jest jeszcze wyraźniejsza i sięga 69,2%. Mężczyźni przeważają także w technikach, gdzie stanowią 62,3% społeczności uczniowskiej. […]
Cały tekst „W tych szkołach liczba uczniów wystrzeliła. Wzrost sięga niemal 80 procent” – TUTAJ
Źródło:www.strefaedukacji.pl
Nie mogłem się powstrzymać przed udostępnieniem czytelnikom OE tego wnikliwego komentarza do informacji CKE o wynikach tegorocznej matury. A jest to, zamieszczony wczoraj na blogu „Pedagog”, tekst prof., Boguslawa Śliwerskiego, trego tytuł w zupełności wystarcza jako uzasadnienie tej mojej decyzji:
Czego nie uwzględnia Centralna Komisja Egzaminacyjna we wstępnej analizie wyników matury 2026
Po opublikowaniu przez CKE wstępnych wyników egzaminu maturalnego w 2026 roku najbardziej uderza nie to, co zostało podane, lecz to, czego z tych danych instytucja nie wydobywa interpretacyjnie. CKE pozostaje przy bezpiecznej formule komunikatu egzaminacyjnego: liczba zdających, odsetek sukcesów, prawo do poprawki, średnie, mediany, skale centylowe, staniny, typ szkoły, województwo. Komunikuje zatem dane, które są potrzebne, ale potraktowała je jako wynik procedury, a nie jako objaw stanu systemu szkolnego w III RP za rządów Barbary Nowackiej.
Najważniejsze pominięcia są następujące.
1.Marginalizowane jest strukturalne rozwarstwienie typów szkół
CKE pokazuje różnice między liceami, technikami i branżowymi szkołami II stopnia, ale nie komentuje ich jako problemu pogłębiającej się stratyfikacji społecznej (sprawiedliwości edukacyjnej), a przecież oświatą rządzi lewica.
Dane są bardzo mocne: maturę zdało 85,9% absolwentów liceów, 71,3% absolwentów techników i tylko 15,4% absolwentów branżowych szkół II stopnia. W tej ostatniej grupie aż 56,2% nie zdało matury z więcej niż jednego przedmiotu. To nie jest już tylko różnica „wyników”, lecz sygnał, że matura funkcjonuje w różnych segmentach szkolnictwa jako zupełnie inny próg selekcyjny.
2.Niedostrzegane jest to, że „prawo do poprawki” zaciera skalę niepewnego sukcesu
W oficjalnym komunikacie 81,1% to „matura zdana”, 12,3% to „prawo do poprawki”, a 6,6% to „matura niezdana”. Ten środkowy odsetek łagodzi obraz sytuacji. Nie jest to jeszcze porażka, ale też nie jest to sukces.
W technikach prawo do poprawki ma 18,5% absolwentów, czyli prawie co piąty zdający. W branżowych szkołach II stopnia aż 28,4%. Dane ilustrują ogromną strefę egzaminacyjnej kruchości, której CKE nie interpretuje pedagogicznie.
3.Pomijany jest problem realnej funkcji branżowej szkoły II stopnia
Formalnie absolwenci tej szkoły mogą przystępować do matury. Statystycznie jednak tylko 257 z 1671 osób zdało egzamin, czyli 15,4%. Można więc zapytać, czy szkoła ta rzeczywiście pełni funkcję drogi do dalszego kształcenia, czy raczej jedynie symbolicznie otwiera taką możliwość. CKE podaje ten wynik w przypisie, niejako na marginesie tabeli, choć właśnie on powinien być jednym z głównych punktów debaty o drożności systemu edukacji.
4.Niedostatecznie komentowana jest różnica między średnią a realnym poziomem kompetencji
Średnia z języka polskiego podstawowego wynosi 59%, z matematyki podstawowej także 59%, a z języka angielskiego podstawowego 78%. Czy te liczby mogą uspokajać? Po pierwsze, po rozbiciu na typ szkoły widać istotne pęknięcie:
-w liceach średnia z matematyki podstawowej to 63%, w technikach 50%;
-z języka polskiego 62% w liceach i 52% w technikach;
-z angielskiego 82% w liceach i 70% w technikach.
To są różnice nie tylko egzaminacyjne, ale środowiskowe, kulturowe i instytucjonalne. Od lat maturzyści gorzej znają język polski niż angielski.
5.Marginalizowana jest słabość wyników na poziomie rozszerzonym
CKE podaje parametry statystyczne rozszerzeń, ale nie komentuje ich jako problemu przygotowania do studiów. Tymczasem mediany i średnie wielu rozszerzeń są niskie: biologia rozszerzona — mediana 37%, średnia 41%;
chemia — 38% i 41%;
geografia — 37% i 41%;
informatyka — 36% i 40%;
filozofia — 30% i 35%.
W technikach wyniki rozszerzeń bywają jeszcze niższe:
matematyka rozszerzona ma medianę 10% i średnią 19%,
chemia 8% i 15%,
fizyka 10% i 19%.












