
Na portalu „EDUNEWS” jego twórca i redaktor Marcin Polak zamieścił dzisiaj bardzo tekst, w kto tym zaproponował nietypowe spojrzenie na dzisiejsze święto – Dzień Edukacji Narodowej:
Święto ministerstwa edukacji
Pół żartem, pół serio. Dziś nie jest Dzień Nauczyciela. Ten był niedawno (5 października), kiedy to obchodzimy Światowy Dzień Nauczyciela – prawdziwe święto tych, którzy wykonują trudną misję kształcenia dzieci i młodzieży na całym świecie. A co dziś? 14 października, obchodzimy w Polsce z pompą pamiątkę założenia pierwszego ministerstwa edukacji na świecie (na pewno w Europie). Choć zwie się Dniem Edukacji Narodowej, w rzeczywistości jest to jest święto, w którym ministerstwo edukacji chce uczcić przede wszystkim samo siebie – a przy okazji udowodnić, że jest najważniejsze, niezastąpione i absolutnie potrzebne w polskim systemie szkolnym. No bo kto by wręczał medale i wyróżnienia, gdyby go nie było…
Inaczej ujmując, 14 października to w sumie takie urodziny MENu, fundowane pracownikom oświaty przez polityków miłościwie rządzących w danym roku.
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam…
W swojej nieprzebranej łasce politycy przyznali w Dniu Edukacji Narodowej uczniom dzień wolny od zajęć dydaktycznych, ale już nauczycielom nakazuje się obecność w pracy. Nieco pokręcone, ale w sumie logiczne – gdyby tego dnia nie było nauczycieli w pracy, to jak minister edukacji mógłby składać życzenia z okazji założenia ministerstwa edukacji – przy pustych salach? Dziś to wyjątkowo słabo by wyglądało na „słitfociach” w social mediach…
A może MEN wcale nie jest potrzebne ani szkołom, ani nauczycielom, ani uczniom?
Ostatnie dwie dekady z kawałkiem, to w gruncie rzeczy pasmo niepowodzeń polityków majstrujących przy systemie oświaty. Reforma Handkego z 1999 roku była ostatnim spójnym, całościowym i głęboko przemyślanym planem przebudowy polskiej edukacji. Nie znaczy, że nie pozbawionym kontrowersji, ale świadomość rzeczywistych konsekwencji zmiany przyszła dopiero po pewnym czasie. Niemniej jednak na tle działań ministerstwa edukacji w następnych dekadach reforma Handkego jawi się jako dzieło fundamentalne i merytorycznie dopracowane.
Dla uproszczenia – tamtą reformę wyobraźmy sobie jako nową kołdrę. Czysta, elegancka, nieźle uszyta, merytorycznie dopracowana i uzasadniona. Anno Domini 1999 – 27 lat temu. I co było dalej? W ciągu ćwierćwiecza z kawałkiem ta kołdra zmieniła się w prawdziwy, różnokolorowy patchwork. Łata na łacie. Przypomnijmy w skrócie co zdarzyło się po drodze (wybór):
– poważne zmiany w finansowaniu oświaty,
– powolne ograniczanie autonomii szkół,
– eksperyment (fatalnie przeprowadzony) z posłaniem sześciolatków do szkół,
– likwidacja gimnazjów i powrót do struktury 8+4,
– kilka/naście mniejszych lub większych zmian w podstawie programowej,
– podręczniki stale przybierające na wadze,
– dodawanie i odejmowanie przedmiotów,
– wprowadzanie lub wyprowadzanie projektów edukacyjnych,
– zapraszanie do współpracy lub reglamentowanie współpracy organizacji pozarządowych ze szkołami,
– wille dla zasłużonych przyjaciół ministra,
– zwiększanie odpowiedzialności dyrektorów za wszystko,
– i oczywiście tony sprzętów wpychanych do szkół (tzw. modernizacja nauczania), etc.
Dużo tego. Większość tych zmian – była zupełnie nie chciana przez szkoły i nauczycieli. Wciśnięta na siłę. Ostatnio doklejono na patchworkowej kołdrze nową łatkę – z wielkim Kompasem. Ma wskazywać kierunek podążania z kagankiem MENu ku świetlistej przyszłości polskiej szkoły…
Piękna i kolorowa ta nasza patchworkowa kołdra oświatowa…
Z okazji dzisiejszego święta niech żyje, żyje nam… Sto lat i dużo nowych łatek życzymy…
To prawdziwy cud, że mimo tak wielkiego majstrowania przez polskich polityków w XXI wiecznej polskiej oświacie mamy w Polsce ciągle dobre szkoły, mamy dobrych nauczycieli, a uczniowie wypadają całkiem nieźle w badaniach międzynarodowych PISA. Jestem jednak pewien, że gdyby mniej było polityki w „edukacji narodowej” – bylibyśmy daleko dalej w rozwoju systemu oświaty. Im mniej polityki w szkołach, tym lepiej dla szkół, nauczycieli i uczniów.
Najwspanialszy prezent, jaki MEN mógłby zrobić dla polskiej edukacji to doprowadzenie do zgody politycznej pomiędzy wszystkimi partiami politycznymi i wyłączenie edukacji narodowej z obszaru walki politycznej. A drugi – nie mniej istotny – w konsekwencji pierwszego – powołanie eksperckiej, merytorycznej Komisji Edukacji Narodowej i odsunięcie polityków od decyzji dotyczących rozwoju polskiej edukacji – przekazanie odpowiedzialności za edukację do KEN.
Ale do tego pewnie droga daleka. Bo, parafrazując Wyspiańskiego – w MEN polityki trzymają się mocno… (stołków).
Źródło: hwww.edunews.pl/edytoriale/
Zostaw odpowiedź


