Wczoraj dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fb-profilu tekst, w którym – moim zdaniem – znajduje się bardzo aktualna, merytoryczna, nie polityczna –  wskazówka dla nauczycieli, jak przeciwdziałać narastającej wśród uczniów (ale i uczennic) przemocy

.

 

Dzieci i młodzi ludzie podążają za tymi, z którymi łączy ich więź, dlaczego więc nie chcemy z nimi tej więzi tworzyć?

 

W szkołach jest coraz więcej przemocy. Wszyscy to widzimy, ale czy coś robimy? A jeśli robimy, czy te działania naprawdę coś zmieniają, czy są tylko działaniem pozornym na wypadek, gdyby coś się stało i szkoła zostałaby skontrolowana. Mieliśmy pogadankę, w dokumentach wszystko się zgadza.

 

System edukacji staje się coraz bardziej sformalizowany i zbiurokratyzowany, jego celem nie jest rozwój i dobro dzieci, ale przygotowanie do testów i osiągnięcie jak najlepszego miejsca w rankingu. Nauczyciele są rozliczani właśnie z tego, nikt nie interesuje się tym, jaka atmosfera panuje na lekcjach, czy uczniowie mają poczucie bezpieczeństwa i mają do nauczycieli dość zaufania, by zgłaszać im problemy i u nich szukać pomocy.

 

To logiczne, że wielu podążą drogą, którą wskazuje system. „Rób to, za co będziesz rozliczany. System kieruje więc uwagę dorosłych na wyniki”.

 

W takim opresyjnym, rywalizacyjnie zorientowanym środowisku, jest coraz więcej agresji i przemocy, coraz mniej myślenia wspólnotowego, ciepła i zwykłej ludzkiej życzliwości, czyli tego, czego wszyscy ludzie potrzebują jak tlenu. Efekty wszyscy widzimy. Czy to wystarczy, żebyśmy zaczęli działać?

 

Dzieci i młodzi ludzie podążają za tymi, z którymi łączy ich więź i z którymi mają dobre, wspierające relacje. Te więzi są im do życia niezbędne, jesteśmy gatunkiem ultraspołecznym. Bez więzi nie mamy na młodych wpływu, bez więzi z dorosłymi podążają za tymi, którzy wydają się im atrakcyjni. A zło jest nie tylko atrakcyjniejsze od dobra, ale również łatwiejsze.

 

W czerwcu wstawiłam tutaj rolkę, w której opowiadałam o dziecięcej potrzebie więzi z dorosłymi, również z nauczycielami.

 

Pod tym postem pojawiły się komentarze, w których przerażająco wielu nauczycieli napisało, że ich rolą nie jest wspieranie dzieci, nie będą też tworzyć z nimi więzi, bo uczniów w klasie jest zbyt wielu, a na budowanie dobrych relacji nie mają czasu, bo przygotowują uczniów do egzaminu. Są rozliczani na podstawie tego, jakie wyniki osiągną ich uczniowie. Od wspierania dzieci i tworzenia więzi jest rodzina. Ale bez więzi nie mamy…

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/



Zostaw odpowiedź