
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
11 maja 2022 roku zamieściłem na Fejsbuku link do materiału z „Obserwatorium Edukacji”. Było tam o dwu uczniach Technikum nr 3 w Łodzi, którzy postanowili uruchomić w szkole radiowęzeł. I niespodzianie pod tym linkiem pojawił się taki oto komentarz nieznanego fejsbukowicza – w zasadzie nie odnoszący się do tekstu owego materiału:
Grzegorz Szewczyk
Technika to przeżytek. Ich rola skończyła się wraz z postępem techniki. Nie przystają do współczesnego modelu postępu naukowo-technicznego. Niestety reforma szkolnictwa w Polsce jest najczęściej punktowa i zależy od widzimisię aktualnie rządzących. Należałoby się głęboko zastanowić czego, jak i kiedy uczyć, szczególnie w szkolnictwie zawodowym, ale patrząc na edukację od szkoły podstawowej po doktorat.
Wkrótce na taką opinię zareagowała Zofia Wrześniewska – dyrektorka łódzkiego „Gstronomika”:
Niestety chyba dawno nie był Pan w technikum… Na przykładzie swojej szkoły, wiem, że pracownie technologiczne i warsztat są wyposażone co najmniej tak samo (a często lepiej) niż nie jeden zakład gastronomiczny, do tego prowadzimy działalności usługową, więc warunki, jak najbardziej współczesne i rzeczywiste oczywiście wyposażenie dzięki 14 projektom unijnym, które zrealizowaliśmy i realizujemy
Nie trzeba było długo czekać na replikę G. Szewczyka:
Ja nie przeczę, że nauczyciele się starają. To tylko raduje duszę. Moje doświadczenie mówi mi jednak inaczej. Po prostu żyję i pracowałem (jestem już na emeryturze) w innej rzeczywistości*, która per saldo okazuję się bardziej efektywna z punktu widzenia postępu technologicznego niż rzeczywistość polska, mimo że istnieją tak wspaniałe zespoły jak ten, którym Pani kieruje. Polska pozbawiona jest ogólnej koncepcji rozwoju, a zatem trudno jest określić zadania dla szkolnictwa, w tym i dla szkolnictwa zawodowego, niezależnie od poziomu. W nowoczesnych systemach innowacyjnych i ich podsystemach edukacyjnych właściwie nie ma miejsca dla techników. Składa się na to kilka istotnych czynników. Do tego kompletnie nieudane wdrożenie procesu bolońskiego też zrobiło swoje. Jestem przekonany, że zapał i doświadczenie zespołu, którym Pani kieruje można wykorzystać bardziej efektywnie w innym układzie. To temat rzeka, ale niestety decydenci nie znając sytuacji na świecie wiedzą lepiej. Może będziemy mieli okazję kiedyś porozmawiać na ten temat.
Serdecznie pozdrawiam.
Dyrektor Wrześniewska odpowiedziała:
Zgadzam się, że cały system edukacji jest przestarzały, nieefektywny a do tego opresyjny i wymaga gruntownej zmiany. Jednak akurat technika, jeśli dobrze wyposażone, współpracujące z pracodawcami i działające na rynku pracy, na tle pozostałych szkół, działają całkiem sprawnie. Nie jest to akurat pierwsza rzecz, jaką zmieniłabym w polskiej szkole. Raczej jedna z ostatnich i to pod kątem dalszego rozwoju a nie likwidacji.To rzeczywiście temat rzeka… Pozdrawiam
Na to Grzegorz Szewczyk odpisał:
Tu nie chodzi o to aby zmienić jeden typ szkoły na inny czy bronić jakiegoś typu. To myślenie klanowe, które jest jednym z hamulców reformy systemu innowacyjnego, w tym systemu edukacji, w Polsce. To też myślenie typu – jak reforma, to u NICH, u mnie jest OK. W nowoczesnych systemach produkcyjnych nie ma miejsca dla techników; za dużo na robotnika, za mało na inżyniera odpowiedzialnego za utrzymanie ruchu. Ale najpierw trzeba mieć koncepcję rozwojową, potem system innowacyjny, który pozwoli tą koncepcję realizować, a na końcu opracować system edukacyjny przemyślany od pierwszej klasy szkoły podstawowej do doktoratu. Brałem udział w opracowywaniu i wdrażaniu takiego systemu. Nie jest to łatwe, ale możliwe i daje dużo satysfakcji, z tym że w tym przypadku mieliśmy bardzo dobrze przygotowany grunt
Zofia Wrześniewska:
Nie przekonuje mnie to. I to nie dla tego, że bronię swojego. Cały system edukacji wysłałabym w kosmos, mimo, że jestem jego częścią. W wielu obszarach sama biję się w pierś. Nie zgadzam się jednak, że szkolnictwo zawodowe od A do Z jest niedostosowane i uważam, że akurat właśnie to jest gałąź, która ma potencjał – oczywiście mądrze zarządzane i nadążające za zmianami na rynku. Akurat w branży, w której my szkolimy, mogę z pełną świadomością powiedzieć, że nadążamy, chociaż akurat u nas wciąż większym potencjałem jest człowiek a nie technologia, sprzęt jedynie wspiera. To jednak na baaardzo długą rozmowę… Chyba nie tutaj
Źródło: www.facebook.com
*Po nawiązaniu kontaktu przez Messenger’a z tym komentatorem okazało się, że był nim dr inż. Grzegorz Szewczyk – emerytowany profesor Central Ostrobothnia University of Applied Sciences w Kokkola i Pietarsaari w Finlandii, który w 1989 roku wyemigrował z Polski, a który znał mnie w czasie, kiedy będąc – najpierw uczniem XXI LO w Łodzi a później studentem Politechniki Łódzkiej – działał jako instruktor harcerski na terenie Hufca ZHP Łódź Polesie, także w czasie, kiedy piszący te słowa był tam komendantem hufca.
Po dalszej wymianie informacji z Kolegą Grzegorzem Szewczykiem dowiedziałem się, że wkrótce przyjedzie on na tydzień do Łodzi i że proponuje mi spotkanie. W konsekwencji naszych kontaktów doszło do zorganizowania przeze mnie spotkania Kolegi Grzegorza Szewczyka z Koleżanką Dyrektor Zofią Wrześniewską – na terenie kierowanego przez nią Zespołu Szkół Gastronomicznych – i do trwającej prawie półtorej godziny wymiany poglądów, którą utrwaliłem na dyktafonie.
To w tym gmachu – w siedzibie Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi – odbyło się opisane poniżej spotkanie
Oto wybrane fragmenty zapisu tej odbytej 23 maja 2022 roku rozmowy, bezpośrednio odnoszące się do istoty sporu zapoczątkowanego na Fecebooku:
Dr Grzegorz Szewczyk: – To co napisałem to jest na kanwie doświadczeń tam (w Finlandii) zdobytych, ale również na kanwie doświadczeń pracy w przemyśle. A znam również sytuację w Polsce i wiem, że nie postrzega się procesów innowacyjnych, czy postępu naukowego w ten sam sposób jak u nas. [w Finlandii].
Dyr. Zofia Wrześniewska: – To na pewno. Jak w ogóle będziemy porównywać model fiński i polski to wiadomo, ze jesteśmy bardzo, bardzo daleko. Jest bardzo różne podejście do edukacji i reforma trwa tam 29 lat…
G Sz: – Reformę wprowadzono w Finlandii w 1973 roku. Są inne założenia w edukacji fińskiej – te najbardziej fundamentalne. Każdy uczeń powinien otrzymać taką samą edukację i na tym samym poziomie, niezależnie od tego w którym miejscu Finlandii mieszka i jaki jest jego status materialny. Na początku zreformowano system kształcenia nauczycieli. Tam nie wybiera się zawodu nauczyciela przypadkiem, bo nie można dostać innej pracy. Każdy nauczyciel kończy studia mając trzy specjalności.
Po etapie, na którym dr Szewczyk – rysując na kartce schemat – prezentował nam fiński system edukacji [patrz poniżej] i kiedy wskazywaliśmy na elementy, które różnią polski system od fińskiego, rozmowa mogła powrócić do tematów, które legły u podstaw decyzji o zorganizowaniu tego spotkania:
Oto najnowszy (z wczoraj – 2 czerwca 2022 r.) tekst, jaki Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu „Moja Oś Świata”:
Rys. Danuta Stertna
3 sposoby na budowanie zaufania do samego siebie
Tym razem chciałabym rozprawić się mitem, mówiącym o ty, że studia przygotowują przyszłego nauczyciela(-lkę) do zawodu nauczyciela(-ki) – wychowawcy. Można zaryzykować stwierdzenie, że po zakończeniu studiów pedagogicznych młody człowiek dopiero zaczyna uczyć się zawodu. Jednocześnie chcę przekazać trzy wskazówki do tego, aby bardziej sobie zaufać.
Jednak świat oczekuje, że młody człowiek po 5 letnich studiach będzie gotowy na wyzwania, które niesie nauczanie i wychowywanie. Niestety takiego zdania są często również dyrektorzy szkół. Wymagają od początkującego nauczyciela(-lki) pełnego profesjonalizmu. Zresztą, co to znaczy pełny profesjonalizm, gdy bycia nauczycielem uczymy się przez całe życie?
W razie trudności młody nauczyciel(-lka) często nie otrzymują pomocy, ani ze strony innych bardziej doświadczonych nauczycieli, ani od dyrektora szkoły. Część z nich wypracowuje sobie w trudzie warsztat pracy, a część tkwi sfrustrowana lub zmienia pracę.
W Polsce nie jest dobrze zorganizowane, ani kształcenie wstępne, ani pomoc w pierwszych latach pracy.
Ponieważ nauczyciel(-lka) czuje, że są w stosunku do niej wysokie oczekiwania, a nie umie im sprostać, to albo cierpi w samotności albo zaczyna naśladować nauczycieli, którzy stosując represyjne metody nauczania – „dają sobie radę”.
Często się zdarza, co jest zupełnie zrozumiałe, że nowi nauczyciele wątpią w siebie, czują, że to, co robią nie jest skuteczne i zastanawiają się, czy nadają się do zawodu. Badania pokazują, że pewność siebie nauczyciela może mieć duży wpływ na osiągnięcia uczniów. Przypominam sobie dwa przypadki, które to przytoczę”
-W mojej szkole, w której byłam dyrektorką uczyła polonistka, która powtarzała uczniom i rodzicom, że nie jest przekonana, ani zdecydowana, jaki podręcznik ma stosować. Uczniowie czuli się zagubieni, a rodzice bali się o wykształcenie swoich dzieci.
-W innej szkole, w której pracowałam jako matematyczka, uczył polonista, który głośno mówił, że jest najlepszym nauczycielem w Polsce. Mimo, że wydawało się to co najmniej niestosowne, to wszyscy zaczynali w to wierzyć. Uczniowie chcieli, aby on właśnie ich uczył.
Z tych dwóch historii wynika, że tak nas postrzegają, jak o sobie mówimy. Jeśli badania pokazują, że warto emanować pewnością siebie, to możemy się zastanowić, jak to zrobić szczególnie wewnętrznie.
1.Pomyśl o sobie jako o kimś, kto nie jest doskonały i ma do tego prawo. Pozwala to zwolnić nierealistyczne oczekiwania wobec siebie. W sumie prawda oczywista, bo nikt nie wie wszystkiego. Taka postawa nauczyciela jest dobrym przykładem dla uczniów. Uczniowie widzą, że ich nauczyciel też się uczy. Każdy z nauczycieli uczy się zawodu i robi to przez całą swoją karierę. Trzeba dać sobie szansę na uczenie się i nie wymagać od razu zbyt wiele. Jeśli jesteś nowym nauczycielem, to tym bardziej masz prawo nie wiedzieć. Aby nie spalić się na samym początku, warto wybrać jedną dziedzinę do doskonalenia i zauważać własny postęp.
2.Stań się bardziej świadomy swojego myślenia. Brak pewności siebie jest często bezpośrednio związany z tym, co myślimy o sobie, gdy sprawy nie idą tak, jak byśmy tego chcieli.
Przedstawię to na przykładzie:
Wyobraź sobie, że prowadzisz lekcję, którą obserwuje dyrektor szkoły. Jeden z Twoich uczniów zachowuje się niepoprawnie. Możesz myśleć: „Jestem taki zakłopotany. Źle zarządzam klasą. Czy kiedykolwiek się to zmieni? Może powinienem się poddać?” Po takich przemyśleniach poczujesz się zapewne beznadziejnie, może nawet zaczniesz rozważać zmianę pracy.
Trzeba zmienić własne myślenia! Możesz pomyśleć: „Mój uczeń ma zły dzień. Ciekawe, co się z nim dzieje?”. Przekierowanie myślenia w kierunku myślenia o uczniu, a nie o sobie. W sumie, to uczeń zachowuje się źle, a nie ty. Po lekcji możesz porozmawiać z uczniem i dowiedzieć się, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowywał i jak możesz mu pomóc. Uczeń poczuje się zauważony i z troską traktowany, a nie atakowany. Ty poczujesz, że robisz coś właściwego dla swoich uczniów, a nie dla opinii, którą ma dyrektor na temat Twojego nauczania.
Bardzo jest ważne, co mówimy do siebie w myślach.
3.Zaakceptuj konstruktywną krytykę. Wykorzystaj ją do zamiany i nie traktuj jej jako ocenę siebie. Nie pozwól, by oznaczała ona coś negatywnego na twój temat. Potrzeba czasu, aby stać się ekspertem i do tego potrzebna jest konstruktywna krytyka. Trzeba potraktować ją jako trampolinę do lepszego. Jak powiedział Winston Churchill: „Krytyka może nie być przyjemna, ale jest konieczna. Pełni taką samą funkcję jak ból w ludzkim ciele. Zwraca uwagę na niezdrowy stan rzeczy”.
Wracając do wcześniejszego przykładu – to nie krytyczna informacja ze strony dyrektora miażdży nauczyciela, ale to, co myślimy o sobie w wyniku niej.
Warto traktować konstruktywną krytykę jako prezent — jako kolejną wskazówkę w naszym doskonaleniu.
Następnym razem po krytyce ze strony dyrektora, innego nauczyciela, rodzica zadaj sobie pytanie, czego możesz się z tego nauczyć.
Inspiracja artykułem Lori Friesen
Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl
Dlaczego wciąż tak wiele osób nie chce dostrzec, jak wiele dzieci właśnie w szkole traci chęć do uczenia się? Jak wiele traci wiarę w siebie? Dlaczego tak wielu dorosłym nie przeszkadza fakt, że dzieci w szkole się nudzą, że się boją, że wiele z nich z powodu stresu traci radość z życia, że z powodu szkolnych obowiązków nie mają czasu na swoje zainteresowania, kontakty społeczne, sport, czyli na normalne życie? DLACZEGO tak wielu z nas dorosłych nie widzi, że to jest zwyczajnie nie fair???
Dlaczego tak trudno zmienić tradycyjny model szkoły?
Bo wciąż zbyt wielu osobom podoba się ten pruski, który powstał na potrzeby świata, którego już nie ma.
Bo wciąż wielu osobom wydaje się – więcej, głęboko wierzą – że dzieci uczą się tylko wtedy, gdy są do tego zmuszane, gdy się boją, gdy za pracę dostają nagrody. Wciąż zbyt mało osób wierzy, że dzieci chcą się uczyć, niestety właśnie w szkole tracą chęć do nauki i wiarę w swoje możliwości.
Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska
x x x
Obejrzyj i wysłuchaj plik filmowy na Yoy Tube:
Dlaczego dzieci zadają tyle pytań… a potem przestają? Występuje Dawid Myśliwiec – TUTAJ
Dzisiaj na poranną lekturę proponujemy obszerne fragmenty zapisu rozmowy z Justyną Suchecką – dziennikarką edukacyjną, przez dekadę związana z „Gazetą Wyborczą”, dziś w TVN24.pl, autorką bestsellera „Young Power. 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat”
Foto: www.facebook.com/justynasucheckamedia
Justyna Suchecka: Nie mówię, że Team X to panteon autorytetów. Ale czy my pamiętamy, kogo kiedyś podziwialiśmy?
[…]
Natalia Szostak: – Zacznijmy od trudnego pytania. Jesteś autorytetem młodych ludzi?
Justyna Suchecka – Nie wiem, czy bym chciała. Okazuje się, że wielu z nich to słowo „autorytet” nie kojarzy się specjalnie dobrze. Część w ogóle autorytetów nie szuka.
Ale gdybyś mnie zapytała, czy chciałabym być dla nich inspiracją – to owszem. Albo czy jestem osobą, której ufają – mam nadzieję, że tak.
Pierwsza rzecz, która mi przyszła do głowy, gdy powiedziałaś, że chciałabyś porozmawiać o autorytetach, to: o, rany, ja chyba nie jestem kompetentna. I wyjątkowo to nie była kolejna odsłona syndromu oszustki, tylko fakt, że mimo wielu rozmów, które odbywam z nastolatkami, trudno było mi przypomnieć sobie taką, w której padałoby słowo „autorytet”.
I to było dziwne, bo przecież w tych rozmowach sporo jest wątków osób, które podziwiają, szanują, które im imponują albo które ich inspirują. Wiele z tych postaci mogłoby spełniać kryterium autorytetu, a jednak nigdy lub prawie nigdy ich tak nie nazwali.[…] A ja o młodych piszę chyba równie długo jak o edukacji, czyli jakieś 12 lat. Nie da się dobrze pisać o szkole, nie rozumiejąc tego, co spotyka tych, którzy do niej chodzą.
To dlaczego nie „autorytet”?
– Gdy zaczęłam rozpytywać młodzież, czemu tak niechętnie używają słowa „autorytet”, usłyszałam, że dla nich autorytet to często ktoś taki, kogo na wzór chcą im namaścić dorośli. I niby czasem mają zrobić w szkole projekt albo napisać wypracowanie o swoim autorytecie, ale pula nazwisk, które mogą wskazać, jest dość wąska.
Bo najlepiej, jakby to był Jan Paweł II, kardynał Stefan Wyszyński, Lech Kaczyński lub Donald Tusk – w zależności od opcji politycznej, no a w najgorszym wypadku ktoś z rodziny. W „najgorszym”, bo wiadomo, starszych trzeba szanować, ale mama czy dziadek to postaci, którymi trudno zaskoczyć nauczycieli. To taka praca najwyżej na czwórkę. A już zupełnie serio – mam nadzieję, że to świadczy o ich dobrych relacjach, a nie o łatwej ucieczce od prawdziwej odpowiedzi.
Autorytetami bywają nauczyciele. I to jest coś niesamowitego, bo nauczyciel, który zasłużył u nastolatka na takie określenie, z dużym prawdopodobieństwem będzie mu towarzyszył całe życie. To zwykle pasjonaci swoich przedmiotów, ale też osoby, które widzą w uczniu człowieka, a nie zestaw stopni. I w ten sposób autorytetami zostają osoby, które ich w ogóle nie uczą! Jak Przemek Staroń, etyk z Sopotu, czy Agnieszka Jankowiak-Maik znana jako Babka od histy z Poznania, lub moje ostatnie odkrycie – Aneta Korycińska, Baba od Polskiego z Warszawy. Robią niesamowite rzeczy dla edukacji – również na Instagramie i TikToku. W tym ostatnim medium prawdziwą furorę robi anglistka Ola, ukryta za nickiem a_ps89 z ponad sześcioma milionami polubień. Jej relacje z uczniami to coś, co przywraca nadzieję w edukację i ludzi. […]
Niedawno ukazała się twoja książka „Nie powiem ci, że wszystko będzie dobrze”, zbiór rozmów z osobami, które uczą, jak dbać o zdrowie psychiczne. Czy twoi rozmówcy mogą być autorytetami?
– Zdecydowanie. Myślę, że osoby, które potrafią przyznać się do swoich słabości i podzielić się w tym względzie własnym doświadczeniem, budują właśnie to niezbędne, by być inspiracją czy autorytetem – zaufanie.
Widzę, jak młodzi odbierają Janinę Bąk, która opowiedziała o swoich zmaganiach z chorobą afektywną dwubiegunową. Ale często słyszę też, że imponuje im Iga Świątek, która nie tyle opowiada o kryzysach, co o roli psychologa w osiąganiu sukcesów i mierzeniu się z wyzwaniami.
Iga bardzo zapunktowała, gdy przekazała pieniądze ze swojej wygranej Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę i Słonie na Balkonie. Dla młodych to był dowód, że ona nie tylko coś tam sobie gada, ale jej zaangażowanie jest autentyczne.
Podobnie jak w przypadku tego, co mówi o konflikcie w Ukrainie, i tego, że cały czas gra z przypiętą do czapki ukraińską flagą. To tylko pozornie małe rzeczy.
A co z Gretą Thunberg? Ktoś o niej wspominał?
Foto:Piotr Molecki/East News[www.natemat.pl]
Skoro minister Czarnek jest daleko, w Ameryce, zamieszczamy te dwa teksty, które od kilkunastu dni czekały na sprzyjającą okoliczność:
„na:Temat” – Dominik Kuc, Oto najbardziej przyjazne LGBTQ+ szkoły w Polsce. Autor rankingu mówi, jak placówki mogą się zmienić
Dzień przed tegorocznym dniem walki z homofobią opublikowano wyniki czwartej edycji Rankingu Szkół Przyjaznych młodzieży LGBTQ+. Badanie dotarło do ponad dwóch tysięcy polskich placówek edukacyjnych. Szkoły, które wygrały, mogą pochwalić się wieloma działaniami na rzecz równości osób nieheteronormatywnych i transpłciowych. Co takiego dokładnie robią?
17 maja to Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii. Poniższy tekst powstał w ramach naszej akcji poświęconej walce z homofobią. W naTemat.pl w tym dniu oddajemy głos aktywistom, którzy dbają o prawa społeczności LGBTQ+.
Dominik Kuc – członek rady Fundacji GrowSpace i kampanii Wolna Szkoła, koordynator Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+. Współpracuje także z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę.
Na początek proste pytanie – jak w ogóle powstaje ranking? Jak co roku uczniowie i uczennice ocenili swoje szkoły pod kątem równości, akceptacji i bezpieczeństwa osób LGBTQ+, w tym roku zagłosowało 14000 osób. Na 10 najlepszych szkołach zostały powieszone tablice z napisem „Bezpieczna Szkoła”, a pierwsze 25 szkół otrzymało Dyplomy Równości.
Na podium znalazły się kolejno: XXXVIII Dwujęzyczne Liceum Ogólnokształcące z Poznania (1 miejsce), Międzynarodowe Liceum Ogólnokształcące Paderewski z Lublina (2 miejsce), Liceum „Collegium Gedanense” z Gdańska (3 miejsce). Tegoroczny Ranking powstał pod patronatem Komisji Europejskiej w Polsce, Prezydentów miast Warszawy, Łodzi, Poznania, Gdańska i Opola oraz marszałek województwa lubuskiego. Ze szczegółowymi wynikami można zapoznać się TUTAJ. […]
Pomoc nawet w samorządach
Młodzież bierze sprawy w swoje ręce nawet w samorządach. Młodzieżowa Rada Miasta Gdańska utworzyła komisję ds. równego traktowania, która weźmie na tapet między innymi kwestię mniejszości płciowych i seksualnych w szkołach.
Liceum „Collegium Gedanense” z Gdańska zajęło w tym roku 3 miejsce w Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+, a inne szkoła – Uniwersyteckie Liceum im. Pawła Adamowicza – otrzymała Dyplom Równości. Asygnowała je wiceprezydentka miasta Monika Chabior.
– Nasza młodzieżowa rada zrzesza uczniów i uczennice ze wszystkich szkół w mieście i dlatego w każdej z nich możemy działać. Bierzemy sprawy w swoje ręce – opowiada Jakub Hamanowicz, przewodniczący komisji i młodzieżowy radny.
W zeszłym roku, gdy stowarzyszenie Tolerado organizowało warsztaty antydyskryminacyjne dla nauczycieli i nauczycielek, spotkało się to z bardzo negatywną reakcją. Radni Prawa i Sprawiedliwości zawiadomili wówczas nawet ministra edukacji i nauki oraz pomorską kurator oświaty.[…]
Zatrważające badania
Tegoroczne wyniki wskazują, że 30 proc. młodzieży uważa, że nie każda osoba może czuć się w szkole bezpiecznie. Biorąc pod uwagę, że obowiązek szkolny obejmuje około 1,5 mln uczniów i uczennic, daje to prawie pół miliona osób, które uczą się i dorastają w poczuciu zagrożenia.
Co więcej, nie jest to tylko młodzież LGBTQ+, to każda osoba, która w powszechnym mniemaniu odstaje od normy. Aż 83 proc. ankietowanych mówi o tym, że w ich szkole jest przynajmniej jedna osoba, do której mogą zwrócić się o pomoc. Niestety tylko jedna piąta uczniów i uczennic bierze udział w warsztatach i akcjach dotyczących równości, np. Tęczowych Piątkach. Działania tych szkół dają jednak nadzieję na zmianę na lepsze.
Cały tekst „Oto najbardziej przyjazne LGBTQ+ szkoły w Polsce. Autor rankingu mówi, jak placówki mogą się zmienić” – TUTAJ
Źródło: www.natemat.pl
x x x
„Krytyka Polityczna” – Jędrzej Dudkiewicz, Czego dowiedzieliśmy się z tegorocznego Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+?
Jak to najczęściej ma w zwyczaju – w sobotę 28 maja 2022 r. – Jarosław Pytlak zamieścił kolejny post na swoim blogu. Tym razem włączył się w dyskusję o celowości funkcjonowania w systemie szkolnym świadectw z wyróżnieniem, czyli tzw. „świadectw z czerwonym paskiem”.
Pogratuluję zdobywcom czerwonych pasków!
Wraz ze zbliżaniem się końca roku szkolnego tradycyjnie odżywają kontrowersje, jakie od pewnego czasu wśród rzeczników radykalnych zmian w edukacji budzą czerwone paski na świadectwach. Zdaniem niektórych, krzywdzące uczniów skupionych na rozwijaniu swoich pasji, a nie pogoni za stopniami, a także wywołujące presję na naciąganie ocen, szczególnie w klasie ósmej, kiedy otrzymanie paska daje bezcenne siedem punktów rekrutacyjnych.
Powyższe obiekcje mają, póki co, charakter czysto akademicki, bo afirmujący „stare, dobre” wzorce w edukacji minister Czarnek jest ostatnią osobą, która mogłaby zlikwidować tę tradycyjną formę wyróżnienia. Bowiem, proszę Czytelnika, ów pasek, zwyczajowo nazywany „czerwonym”, jest w istocie biało-czerwony, narodowy. Jego idea sięga czasów, kiedy pilność w nauce była postrzegana jako wyraz patriotycznej postawy młodego człowieka. Dzisiaj, w dobie indywidualizmu, to podejście zginęło w mrokach niepamięci. Nawiasem mówiąc, może trochę szkoda…
Nikt już zapewne nie pamięta, dlaczego granica wyróżnienia została ustalona akurat na średnią ocen 4,75, ale każda wyznaczona granica jest arbitralna. To poprzeczka, którą jedni są w stanie przeskoczyć, inni nie. Nie jestem zwolennikiem rywalizacji, poza wyczynowym sportem, o ile jednak nie ciepię szeregowania ludzi od najlepszych do najgorszych, o tyle nie budzi mojego sprzeciwu wyznaczanie im barier do dobrowolnego pokonania. Drogowskazów dla amatorów wyzwań. W tym kontekście muszę więc przyznać, że punkty rekrutacyjne za świadectwo z wyróżnieniem nie są dobrym pomysłem, bo wciągają do wyścigu wszystkich. Są zresztą przy tym niesprawiedliwe, bowiem odzwierciedlają oceny uzyskane przez ucznia, uwzględnione już w innym miejscu w punktacji rekrutacyjnej. Jedno kryterium posiada przez to podwójną wagę. Dostrzegam wszakże pewną okoliczność łagodzącą. Otóż konieczność uzyskania niezbędnej do paska, co najmniej bardzo dobrej oceny zachowania, co poniektórych nastolatków nieco temperuje w ich młodzieńczych szaleństwach, z pożytkiem dla spokoju i bezpieczeństwa w szkole…
Czy zapłakałbym nad likwidacją „czerwonych” pasków? Ja nie, prędzej wielu rodziców, dla których jest to ważny symbol sukcesu dziecka. Osobiście bez trudu zgodzę się, że traktowanie nauki jako patriotycznej powinności jest dzisiaj passé. Z drugiej strony jednak, póki są w szkołach oceny, nie czuję potrzeby odejścia od tej formy wyróżniania uczniów, poza wspomnianym wyjątkiem doliczania punktów w rekrutacji. Łatwo bowiem przychodzi nam dzisiaj zrywanie z tradycyjnymi rozwiązaniami, dużo trudniej proponowanie, co w zamian. Zerknijmy w tym kontekście do programu dla edukacji ogłoszonego niedawno przez „Polskę 2050”. Zaproponowano w nim „zastąpienie świadectw z czerwonym paskiem świadectwami z różnokolorowymi paskami wyróżniającymi nie tylko typowe umiejętności szkolne, ale także zainteresowania oraz aktywizm i zaangażowanie społeczne, ekologiczne, charytatywne, działalność kreatywną, artystyczną oraz sportową” (str.12).
Propozycja ciekawa, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wobec mnogości wymienionych dziedzin szczególnie aktywny uczeń miałby szansę na świadectwo z tęczą, co dla części konserwatywnych w swojej masie rodziców mogłoby stanowić problem. Osobiście widzę inny, bardziej praktyczny – jak ustalić obiektywne i porównywalne między szkołami kryteria przyznawania pasków w różnych kolorach?! Niestety, moja wyobraźnia nie sięga tak daleko.
Póki co, jako dyrektor szkoły w dniu rozdania świadectw szczerze pogratuluję wyróżnienia wszystkim zdobywcom biało-czerwonych pasków. Uważam, że zasługują na to, niezależnie od rozterek miotających światem dorosłych. Zapewniam jednak, że dla innych uczniów też postaram się znaleźć odpowiednie wyrazy uznania, a wszystkim jednakowo podziękuję promiennie za cały rok najczęściej bardzo miłej współpracy.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Oto dwie propozycje wcześniejszych publikacji na ten sam temat:
„Gazeta Olsztyńska” – Ada Romanowska, Jaką ma dziś wartość świadectwo z czerwonym paskiem? – TUTAJ
„Prawo.pl” – Beata Igielska, Świadectwo z paskiem fetyszem polskiego ucznia” – TUTAJ
Foto: www.google.com
Uczniowie w pracowni mechatroniki Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego
Problematyka kształcenia zawodowego jest mi bliska od nie od dzisiaj – przynajmniej od dnia, kiedy zdecydowałem się startować w konkursie na dyrektora Zespołu Szkół Budowlanych, czyli od sierpnia1993 roku. Swoje kompetencje w tej dziedzinie rozwijałem przez wszystkie lata, w których kierowałem rozwojem tej szkoły, czyli do roku 2005. Jednak i później podejmowałem ją w czasie, kiedy jako autor tekstów współpracowałem z wydawanym w Warszawie przez Instytut Europejski dwumiesięcznikiem „Kierownik Kształcenia Praktycznego”, który po zmianie nazwy wychodził jako „Kształcenie Zawodowe”, to znaczy w latach 2011 – 2014.
Rozpocząłem ten tekst powyższą informacją, abym nie został posądzony o to, że o najnowszym projekcie MEiN – ponoć podejmowanym z intencją wzmocnienia nurtu kształcenia zawodowego, czyli o zamiarze utworzenia na terenie całego kraju 120 Branżowych Centrów Umiejętności, piszę wiedziony wyłącznie pobudkami politycznymi.
Na początku muszę przypomnieć, że powoływanie centrów kształcenia praktycznego, jako koncepcja bazy dla zajęć praktycznych uczniów szkół zawodowych, pojawiła się w Polsce już w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ub. wieku, kiedy dotychczas powszechne warsztaty szkolne, działające jaki gospodarstwa pomocnicze (czyli na własnym rozrachunku), w konsekwencji zmiany systemowej, czyli wprowadzenia gospodarki rynkowej, w przytłaczającej większości straciły możliwość zarabiania na siebie. Nie dotknęło to tylko kilku branż, takich jak usługi gastronomiczne czy naprawy i diagnostyka samochodów.
I już wtedy co bardziej otwarci na nowe rozwiązania organizatorzy polskiego szkolnictwa zawodowego (w tym ośrodek łódzki pod wodzą Janusza Moosa) zaczęli wzorować się na już wypracowanym i sprawdzonym rozwiązaniu niemieckich – praktisches ausbildungszentrum. Także ja, dzięki aktywności naszej Sekcji Szkół Budowlanych PIP-HB miałem możliwość – już w roku 1996 – zwiedzenia Centrum Kształcenia Praktycznego dla Zawodów Budowlanych we Frankfurcie nad Odrą, które zaledwie przed rokiem zostało tam zbudowane od podstaw przez Rząd Federalny Niemiec. Odwiedziliśmy także pierwsze takie polskie centrum powstałe w Szczecinie. I od tamtej pory jestem przekonany, że jest to najbardziej optymalny model kształcenia praktycznego w szkolnictwie zawodowym – zwłaszcza w warunkach szybkiego postępu w stosowanych w gospodarce technologiach i coraz droższej bazie technicznej, na którą po prostu nie będzie stać poszczególnych szkół.
Od tamtego czasu w Polsce powstało zapewne grubo ponad 150 centrów kształcenia praktycznego. Niestety, nie znalazłem w żadnym roczniku statystycznym informacji o ich ilości. Można jedynie szacować ich liczbę, mając za punkt wyjścia raport NIK, z którego można dowiedzieć się że w roku szkolnym 2020/2021 w województwie świętokrzyskim funkcjonowało 15 publicznych Centrów realizujące kształcenie zawodowe i/lub ustawiczne , w tym cztery prowadzone przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Nie wszyscy wiedzą, że już w marcu 1999 roku powstało Stowarzyszenie Dyrektorów i Nauczycieli Centrów Edukacji Zawodowej. Wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o historii i dorobku tej formuły praktycznego kształcenia zawodowego odsyłam do pracy zbiorowej, wydanej pod redakcją Janusza Moosa „Centra kształcenia praktycznego w polskim systemie edukacji zawodowej”.
Aż tu nagle…
Aż tu nagle 23 maja 2022 roku, jako news na fanpage MEiN, przeczytałem, że wiceminister Marzena Machalek, podczas uczestniczenia w Targach Pracy w Kamiennej Górze, ogłosiła:
„Stoi przed nami duże wyzwanie w postaci budowy branżowych centrów umiejętności. To będą centra współpracy, które będą w sobie ogniskować szkoły, uczelnie i całe branże. Powstanie 120 takich centrów…”
[Źródło: https://www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/posts/375069804650657]
Przyznam, że o tym „rewolucyjnym” projekcie ministerstwa dowiedziałem się po raz pierwszy i niezwłocznie zacząłem poszukiwać więcej o nim informacji. Najpierw stwierdziłem, ze już kilka dni wcześniej wiadomość tę padały inne źródła:
Już 25 kwietnia br. Na stronie Konfederacji LEWIATAN można było przeczytać taką informację:
„Konfederacja Lewiatan zaprasza na spotkanie z Piotrem Bartosiakiem, Dyrektorem Departamentu Strategii, Kwalifikacji i Kształcenia Zawodowego w Ministerstwie Edukacji i Nauki, który jest odpowiedzialny za realizację projektu utworzenia sieci Branżowych Centrów Umiejętności.
Utworzenie takich sieci przewidziano w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Planuje się, że będą one działały przy szkołach zawodowych lub centrach kształcenia zawodowego.”
Trzy dni później, 28 kwietnia 2022, Radio Szczecin informowało: „Powstanie 120 branżowych centrów umiejętności„.
[…] Podczas posiedzenia połączonych Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Gospodarki i Rozwoju wiceminister Machałek powiedziała, że centra będą w sobie łączyły kształcenie zawodowe, badania i współpracę z branżami oraz samorządami. Projekt zakłada powstanie 120 branżowych centrów umiejętności na potrzeby uczniów, studentów, nauczycieli, wykładowców i pracowników firm.
„Centra powstaną na terenie całego kraju i będą prowadzone przez branżowe organizacje pracodawców” – mówi Marzena Machałek. Wiceminister mówiła, że wśród branż obecnych w centrach będą między innymi: branża dekarska, handlowa, motoryzacyjna, energetyki wiatrowej, transportu kolejowego oraz gospodarki odpadami.
Na uwagę zasługuje jeszcze jeden fragment tej informacji:
Posłanka Koalicji Obywatelskiej Krystyna Szumilas zaznaczyła, że podobne centra już funkcjonują. „Jaka będzie relacja między nowo powstałymi, a już funkcjonującymi centrami kształcenia praktycznego, centrami egzaminacyjnymi w szkolnictwie zawodowym i czy istnieje niebezpieczeństwo, że te nowe centra będą wchłaniać te już istniejące?” – pytała Krystyna Szumilas.
[Źródło: https://radioszczecin.pl/6,422748,powstanie-120-branzowych-centrow-umiejetnosci]
Jednak największą niespodzianką tych poszukiwań okazały się dwie informacje sprzed roku:
Foto: www.ewaradanowicz.com/
Ewa Radanowicz – była wieloletnia dyrektorka Szkoły Podstawowej w Radowie Małym, od 1 września 2021r. dyrektorka Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu w Gminie Goleniów.
Oto tekst, który Ewa Radanowicza zamieściła na swoim blogu 18 maja 2022 roku: Ale zawarte w nim rady zawsze są aktualne:
Ciągle gonimy a sprawy ważne uciekają nam przez palce…
Taka rzeczywistość … Taki świat!
„Już nie mam siły na te wszystkie zmiany! Nasi nauczyciele mocno się pokłócili i nawet doszło do …..! Ja nie mam czasu na nic a tu jeszcze kłopoty z ludźmi.” To tylko fragment tego co słyszę z ust wielu!
Obecnie pracuję z kilkoma gminami w Polsce udzielając dyrektorom placówek oświatowych tych gmin kompleksowego wsparcia. Wsparcia w tzw. rzeczywistości szkolnej/przedszkolnej… I choć nie chciałabym tego tutaj napisać to z reguły wychodzi na to, że wcale nie chodzi o wsparcie „rzeczywistości szkolnej” … chodzi bardziej o wsparcie CZŁOWIEKA – DYREKTORA SZKOŁY.
Ale zacznę od początku. Większość z nas wie, że zmieniłam pracę od 1 września 2021r. Opuściłam stanowisko dyrektora szkoły i objęłam stanowisko dyrektora Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu w Gminie Goleniów. I nic by nie było w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ta zmiana zrobiła mi bardzo dobrze… Dopiero teraz zobaczyłam jak bardzo trudną pracę wykonywałam … jak bardzo wymagało to ode mnie dużego angażowania się w tysiące spraw i załatwiana wielu w tzw. przelocie … biegu i presji czasu, który niestety jest bolączką każdego z nas! I wcale nie chodzi mi o to, że teraz nie mam wielu spraw … nie mam presji czasu … MAM! Jednak teraz nie jestem w stałym kontakcie z tak wieloma osobami jak dotychczas, oraz nie spędzam swojego życia na korytarzu szkolnym, w pokoju nauczycielskim, w księgowości, na stołówce, bibliotece, w klasie jednej, w klasie drugiej … w urzędzie gminy, na konferencjach, spotkaniach i ostatecznie w sekretariacie i swoim biurze. Na rozmowach z uczniami, nauczycielami, rodzicami, osobami z nadzoru pedagogicznego i organu prowadzącego oraz wieloma innymi przedstawicielami różnych firm, etc.
Ale nowa praca spowodowała również, że zaczęłam się zastanawiać czy to jak organizowałam sobie pracę, to jak zarządzałam zasobami ludzkimi było „idealne” i bez zarzutu? Czy wszystko co robiłam było rzeczywiście moim zadaniem…? Czy plan dnia oraz sposób prowadzenia spraw pomagał mi czy bardziej przeszkadzał?
Dzisiaj już wiem… Analizując swoją pracę oraz towarzysząc dyrektorom w ich drodze widzę jak wiele możemy zrobić, żeby ZADBAĆ O SIEBIE a tym samym ZADBAĆ O LUDZI!
Każdy czynny zawodowo, w pracy spędza ponad połowę życia. Nic więc dziwnego w tym, że zechcemy STWORZYĆ SOBIE PRZYJAZNE ŚRODOWISKO PRACY i TWORZYĆ SYMPATYCZNĄ ATMOSFERĘ DLA SIEBIE I DLA LUDZI Z NAMI PRACUJĄCYMI. Spytacie czy w szkole to możliwe? Możliwe bo to w sumie zależy od nas samych!
Nauczmy się UNIKAĆ STRESUJĄCYCH SYTUACJI. Co prawda nie zmienimy z dnia na dzień siebie i swoich współpracowników, nie zmniejszymy liczby swoich obowiązków, nie sprawimy, że wszyscy nawzajem będą się lubić, jednak nad pewnymi rzeczami możemy zapanować. Tylko OD NAS samych ZALEŻY, jak zorganizujemy sobie dzień, czy będziemy pracować zgodnie z jakimś planem, czy w chaosie i jak podejdziemy do spraw, które dzieją się w SZKOLE – z dystansem, czy z emocjami. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to drobiazgi, ale mają one ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Warto więc zapanować nad stresem, aby czuć się lepiej i tak zorganizować sobie pracę, aby ona sama wydała nam się lepsza. Wówczas być może, ta praca rzeczywiście nie będzie już dla nas elementem stresogennym i zaczniemy na nowo widzieć w niej dobre strony ???
Powiem Wam jak zaczynałam w swojej nowej pracy (ale w starej też od konkretnego dnia/momentu można powiedzieć sobie ZACZYNAM NA NOWO!
Dzisiaj także mamy propozycję dla tych wszystkich, którzy wczoraj przeoczyli, lub musieli zająć się innymi sprawami, i nie oglądali spotkania w „Akademickim Zaciszu”. Prosimy sprawdzić, czy to o czym prof. Roman Leppert rozmawiał z prof. Iwoną Chmura-Rutkowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu chcielibyście posłuchać:
Czy płeć dzieci i młodych ludzi w szkole ma wpływ na to jak są postrzegani i traktowani?
Czy płeć osoby uczącej ma znaczenie dla uczniów i uczennic?
Czy fakt, że 85% kadry w oświacie to kobiety ma znaczenie?
Czy stereotypy i seksizm w podręcznikach szkolnych jakoś na nas wszystkich w szkole wpływają?
Czy może szkoła spełnia funkcję emancypacyjną wobec szkodliwych przekonań na temat płci wyniesionych ze środowiska domowego i daje szansę się od nich uwolnić? A jeśli tak, to jak?
Oto co napisano na stronie Yoy Tube pod relacją z tego spotkania:
Rozmówczyni (prof. Iwoną Chmura-Rutkowska) to pedagożka i socjolożka. Pracuje w Zakładzie Socjologii Edukacji na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Członkini Rady Naukowej Interdyscyplinarnego Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM oraz wykładowczyni Gender Studies na UAM (www.gender.amu.edu.pl). Autorka publikacji dotyczących kulturowych i społecznych uwarunkowań kształtowania(się) tożsamości rodzajowej oraz krytycznych analiz dyskursu kobiecości i męskości w popularnych czasopismach wydawanych w Polsce.
Współautorka (wraz z dr Joanną Ostrouch-Kamińską) książki Mężczyźni na przełęczy życia. Studium socjopedagogiczne (Kraków 2007). Jej zainteresowania naukowe oraz praca badawcza koncentrują się wokół problemu psychologicznych i społecznych mechanizmów treningu socjalizacyjnego oraz (jawnych i ukrytych) praktyk edukacyjnych reprodukujących androcentryzm i stereotypy związane z płcią.
Punkt wyjścia do naszej rozmowy stanowić będzie książka „Być dziewczyną – być chłopakiem i przetrwać. Płeć i przemoc w szkole w narracjach młodzieży” (Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2019).
O płci w edukacji z prof. UAM Iwoną Chmura-Rutkowską – TUTAJ
29 kwietnia 2022 roku zamieściliśmy kolejną część Poradnika Wiesławy Mitulskiej, zatytułowaną „Poradnik Wiesławy Mitulskiej – dziś aż sześć relacji jej zajęć z trzecioklasistami”. Dzisiaj kontynuujemy nasz serial, proponując lekturę kolejnych relacji z Jej zająć z uczniami:
28 kwietnia 2022 r.
Trenerzy mnożenia, czyli trzecia odsłona design thinking.
Prawie wszystkie pomysły na gry służące doskonaleniu umiejętności mnożenia zostały już zrealizowane i właśnie przechodzą testy w działaniu.
Wykonawcy i wykonawczynie projektów postarali się bardzo, by dostosować gry do potrzeb grupy docelowej. Dziewczyny, przy okazji ćwiczeń w mnożeniu, zafundowały chłopakom dużo ruchu.
Widok zadowolonej miny chłopca robiącego pompki, gdy współtowarzysze gry kibicują mu z zapałem – bezcenny.
Wczoraj pisałam o tym, że czekam na moment, gdy dzieci odkryją, że granie w gry to nie wszystko, by nauczyć się sprawnie posługiwać mnożeniem.
Dzisiaj, podczas prezentacji gotowych gier, usłyszałam od uczniów, że trzeba często grać i powtarzać na różne sposoby. Ktoś zaproponował plan tygodniowy, w którym można zaplanować aktywności na każdy dzień, tylko co zrobić, by wytrwać w zobowiązaniach?
I tu znów dzieci wpadły na prosty pomysł.
Każdy dobry sportowiec ma swojego trenera, a więc potrzebujemy trenerów mnożenia!
Trenerzy, czyli dzieci, które posługują się mnożeniem dość sprawnie, sami zgłosili się do tej roli. Podopieczni, czyli dzieci, które potrzebują treningu zgłaszały chęć współpracy z wybranym trenerem. Bardzo szybko skompletowaliśmy dwójki lub trójki. Nawet zaczęliśmy już pierwsze działania.
Plan jest taki, że do 20 maja wszyscy będą doskonale posługiwali się tabliczką mnożenia.
Czy to się nam uda?
Mamy gry, mamy plan tygodniowy i trenerów – już nic nie muszę robić.
Czy ja pisałam już, że dzieci są genialne?
6 maja 2022 r.
Testowanie – ulepszanie – droga do celu, czyli dzieci biorą sprawy w swoje ręce.
To już czwarty odcinek serialu o naszym projekcie design thinking. Projekt ma na celu doskonalenie umiejętności posługiwania się tabliczką mnożenia przez dziewczynki i chłopców z trzeciej klasy, bo płeć ma znaczenie, o czym pisałam w poprzednich odcinkach.
Tydzień temu dzieci wybierały role dla siebie. Wyłoniliśmy kilku trenerów, którzy czuli się na siłach zaopiekować się jednym lub dwoma zawodnikami chcącymi poprawić swoje umiejętności w zakresie tabliczki mnożenia. Wszystkie wybory były dobrowolne. Nikt nie narzucał roli, ale potrzebna była obustronna zgoda trenera i zawodnika, by rozpocząć współpracę.
W ciągu ostatnich dni obserwowałam moją klasę. Nie narzucałam się z radami i pomocą, nawet gdy widziałam, że coś idzie nie tak.
Znam moje dzieci na tyle, żeby wiedzieć, że potrafią rozwiązywać problemy, ale żeby to nastąpiło, muszą czuć, że mam do nich zaufanie i nie odbiorę im samodzielności z byle powodu.
Codziennie rano, gdy tylko otwierałam klasę, dzieci zabierały się za pracę w swoich teamach . Trenerzy organizowali rozgrywki przy pomocy gier wcześniej wykonanych z uwzględnieniem potrzeb chłopaków i dziewczynek.
Wiem już, że gra wymyślona i wykonana przez Maję jest hitem. Czasami trzeba poczekać w kolejce, by w nią zagrać.
Z wielką satysfakcją obserwowałam samodzielność i pomysłowość dzieci. Trenerzy potrafili samodzielnie indywidualizować pracę i dostosowywać ją do potrzeb swojego podopiecznego, który chciał np. udoskonalić liczenie po 8 i 9, bo resztę już umiał. W ciągu tego tygodnia powstały nowe gry i zostały przetestowane nowe strategie uczenia się.
To wszystko bez mojej pomocy!
Do końca wyzwania pozostały jeszcze dwa tygodnie. Dzisiaj rozmawialiśmy o procesie, w którym jesteśmy. Nie spodziewałam się, że dzieci potrafią tak dojrzale rozmawiać o trudnościach, które przeżywają i o sukcesach, które są możliwe dzięki ich zaangażowaniu i pomysłowości.
Usłyszałam dziś podziękowania dla kolegów i koleżanek w roli trenerów, docenianie i gratulacje dla podopiecznych oraz sporo pomysłów, co trzeba zmienić i ulepszyć.
Jedno z dzieci poprosiło o zmianę trenera, a w końcu podjęło decyzję, że samo dla siebie będzie trenerem. Bardzo jestem ciekawa finału tej sprawy.
Trenerzy również wynoszą sporo korzyści z projektu, bo jedną ze skutecznych strategii uczenia się jest wyjaśnianie i uczenie kogoś.
Nasz projekt trwa, ale już teraz widzę, jak ważne w uczeniu się jest indywidualne podejście i uważność, którą dzieci dają sobie nawzajem. Zastanawiam się, czy możliwe jest takie porozumienie między dorosłym nauczycielem i uczniem, zwłaszcza w liczniej klasie.
Siłą naszego projektu jest empatia, samodzielność i odpowiedzialność. Połączenie design thinking i planu daltońskiego czyni cuda!
8 maja 2022 r.
Dzień Myślenia o Mamie, czyli najprostsza lekcja empatii.
Nauczyć się empatii, to zrozumieć, co czuje inny człowiek i spróbować spojrzeć na świat jego oczami. Dla dziecka to niełatwe zadanie, bo do empatii trzeba dojrzeć. Myślę, że łatwiej zrozumieć kogoś, kogo kocha się najbardziej na świecie, a tym kimś jest zwykle mama.
„Dzień dobry”! Już za 18 dni będziemy obchodzić ważne święto – Dzień Mamy, a ja już dziś proponuję wam Dzień Myślenia o Mamie. Żeby zrobić dzisiejsze zadania trzeba będzie pomyśleć o mamie, porozmawiać z mamą i oczywiście pomagać mamie, by miała czas odpocząć i zająć się swoimi ulubionymi zajęciami.













