Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Wczoraj (9 maja 2022 r.) Jarosław Bloch zamieścił na swoim blogu „Co z tą edukacją” tekst, zatytułowany „Upupieni”. Jego tematem jest – oczywiście – fatalna sytuacja płacowa nauczycieli i wynikające z niej problemy kadrowe polskich szkół. Zobaczcie opis tego problemu w wersji Jarka Blocha. Oto fragmenty tego posta i link do jego pełnej wersji:

 

 

Misji do gara nie włożysz, dlatego w nauczycielstwie powstała luka pokoleniowa, której prędko się nie zlikwiduje. Tym bardziej, że sytuacja z roku na rok jest coraz gorsza. Coraz częściej w gabinetach dyrektorskich rodzi się pytanie: Czy od września będzie miał kto uczyć? Nikt z rządzących nie chce przyznać publicznie, że wiele szkół już teraz funkcjonuje dzięki emerytom, albo dzięki tym, którzy swoje przejście na emeryturę odroczyli. Młodzi czasem zaglądają, obserwują. Ale po zestawieniu ilości pracy z otrzymanym zarobkiem rezygnują, nawet w trakcie roku szkolnego.

 

PiS osiągnął swój cel, nie przyzna tego oficjalnie nigdy, ale celowo sprowadził nauczycieli na dno, bo ani to elektorat, a jeszcze mówią dzieciom nie to co PiS by chciał. Marchewka w stylu 500+ dla prawomyślnego belfra, albo sfinansowanie sobie podwyżki przez podniesienie pensum nie wypaliły, bo nauczyciele to nie ciemny lud pisowski, więc potrafią liczyć, czyli trzeba ich upupić. Ale nauczyciele to nie idioci, ci z bagażem lat jakoś sobie radzą, niestety kosztem jakości. Biorą dodatkowe godziny za kolegów i koleżanki, których nie ma i nie będzie. Kasa za swoje, kasa za wakat wiszący od dwóch lat i jakoś się ten wózek ciągnie. Kosztem zdrowia, więc każdy mówi „jeszcze rok lub dwa, a potem pas”, bo ileż tak można. Kurczą się w szkołach stałe obsady nauczycielskie, coraz więcej placówek ma 1/3 albo 1/2 nauczycieli z doskoku. Coraz mniej czasu na rozmowy o uczniach w pokojach nauczycielskich, które stały się szkolnymi dworcami, ten wpada, ten wypada według ściśle przypisanego sobie rozkładu jazdy. Poniedziałek tu, wtorek i środa tam, potem znów wracam w czwartek, ale w piątek już jestem gdzie indziej. Praca wychowawcza? Czas dla ucznia? Tylko zadaniowo, częściej on-line, bo przecież ceny w sklepach w górę, raty kredytu w górę, opłaty w górę, a pensje bez zmian… […]

 

Niektórzy dyrektorzy zatrzymali się w poprzednich epokach, ci szybko tracą pracowników. Bo przecież nikt nie będzie kopał się z koniem za taką kasę. Praca i zaangażowanie są adekwatne do zarobków, kto stawia zbyt duże wymagania pracownikom, ma ciągłą rotację i wakaty. Pokolenie z misją, w większości już jest na emeryturze… Ci dyrektorzy, którzy rozumieją te proste prawdy może dadzą radę sklecić grono nauczycielskie na wrzesień, ci którzy zatrzymali się 10-15 lat temu – mogą zostać na lodzie. W większości nauczyciele mają teraz podejście takie – pracę przy tablicy trzeba wykonać w miarę możliwości solidnie, bo to główne zadanie nauczyciela, natomiast mało kto chce angażować się w życie szkoły – imprezy szkolne, dni otwarte, promocję. Po co promować szkołę, skoro nie wiadomo gdzie się za rok będzie pracowało? Dla młodego nauczyciela to strata czasu. Podobnie wychowawstwo, praca o obciążeniu mniej więcej dodatkowego pół etatu, płatna… 300 zł brutto. Większość widząc w przydziale wychowawstwo, w myślach przeklina. Młodych nauczycieli wychowawstwo jest wręcz w stanie przekonać do… opuszczenia zawodu. […]

 

Czytaj dalej »



W sobotę (7 maja 2022 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na blogu „Wokół Szkoły” kolejny ważny tekst, którego obszerne fragmenty (i link do pełnej wersji) zamieszczamy poniżej:

 

 

Sztukmistrz z Lublina, czyli o zakrzywianiu czasoprzestrzeni pedagogicznej

 

Sztukmistrz z Lublina, pan minister Czarnek, raczył zaproponować, by każdy nauczyciel w ramach swojego czasu pracy musiał odbyć godzinę konsultacji dla uczniów. Tym samym przywrócił ideę „godzin karcianych”, którą w swoim czasie pogrzebała i przebiła osinowym kołkiem jego poprzedniczka, Anna Zalewska, ogłaszając to wówczas wielkim tryumfem woli wobec błędów i wypaczeń koalicji PO-PSL.

 

Zanim wyjaśnię, co w tym kontekście robi czasoprzestrzeń, zapytam Cię, Czytelniku, czy słyszałeś o kontrolerach lotu? Podejrzewam, że tak, bo ostatnio zastrajkowali i o mały włos część narodu, zamiast polecieć na majówkę, musiałaby z Polski do kurortów podreptać na piechotę. Kontroler lotu to ktoś, kto z pomocą różnych elektronicznych cudeniek wyobraża sobie rozmieszczenie samolotów w trójwymiarowej przestrzeni i udziela stosownych instrukcji pilotom, by maszyny nie zbliżyły się do siebie zanadto, oraz bezpiecznie lądowały lub ulatywały w przestrzeń zagraniczną. Wyobraźnia przestrzenna w ogóle jest przymiotem tylko niewielkiej grupy ludzi, więc o dobrych kandydatów na kontrolerów trudno, a szkolenie i praktyka przed samodzielnym objęciem stanowiska trwają lata całe. W zamian możemy w samolotach czuć się w miarę bezpiecznie.

 

Władza zadbała, by przekaz propagandowy akcentował pazerność protestujących, zarabiających ponoć nawet trzydzieści i więcej tysięcy złotych miesięcznie, przy mniej niż 30 godzinach efektywnej pracy tygodniowo, do których dolicza się 10 godzin obowiązkowych przerw przeznaczonych na odpoczynek i regenerację. Tyle kasy za tak lekką pracę – judziła opinię publiczną państwowa propaganda. Podobnie zresztą – o czym wiemy z maili Dworczyka, szczuła naród na nauczycieli podczas strajku w 2019 roku. […]

 

Nie wiem, czy są inne zawody, w których zakres czynności w ramach jednego wynagrodzenia jest tak elastyczny, jak w przypadku nauczycieli. No, może jeszcze dyrektorzy placówek oświatowych. Sądzę, że górnicy przyjechaliby podpalić trochę opon pod stosownym ministerstwem, gdyby nagle okazało się, że oprócz fedrowania urobku zgodnie ze swoją specjalnością, muszą kupować sobie łopaty do pracy, cerować taśmociągi w kombajnach węglowych, udzielać porad psychologicznych kolegom z brygady i organizować w kopalni akcję szczepień przeciw COVID. Kierowcy autobusów też mieliby rządzącym do powiedzenia to, co dzielni obrońcy Wyspy Węży rosyjskiemu korablowi, gdyby przyszło im chodzić do pracy z własną kierownicą, w trakcie postoju na pętli wyplatać koszyki z wikliny, a podczas jazdy opisywać pasażerom mijane zabytki. To oczywiście tylko moje przypuszczenia, bo nikt nie próbuje robić pracownikom takich numerów. Z wyjątkiem Ministerstwa Edukacji i Nauki.[…]

 

Medycy wywalczyli sobie w końcu dodatki covidowe, nauczyciele za dodatkowy wysiłek nie otrzymali niczego, poza symboliczną dopłatą 500 złotych do zakupu sprzętu do zdalnego nauczania, za co można było sobie kupić kilka użytecznych gadżetów, ale przecież nie najsłabszy nawet komputer.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj (7 maja 2022 r.), zapewne krótko po północy, prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu tekst, promujący polskie tłumaczenie książki Alberta Einsteina  Jak wyobrażam sobie świat„. Oto obszerne fragmenty tego posta, opartego na jej pierwszej części, zatytułowanej „Raj utracony” oraz link do jego pełnej wersji:

 

 

 

                                                           Pedagogiczne refleksje Alberta Einsteina

 

Fascynujący jest zbiór  przemyśleń, opinii, wykładów Alberta Einsteina, który ukazał się  w świetnym przekładzie Tomasza Lanczewskiego. Otwiera go artykuł zatytułowany „Raj utracony, który został napisany przez tego wybitnego uczonego w 1919 roku po powstaniu Ligii Narodów. Zawiera bowiem myśl przewodnią dla całego tomu, która po przeszło stu latach jest jeszcze bardziej aktualna w świecie, w tym szczególnie w Polsce. Brzmi bowiem:

 

Jeszcze w XVII stuleciu uczonych i artystów z całej Europy łączyły tak ścisłe więzy wspólnych ideałów, że wydarzenia polityczne nie wywierały praktycznie żadnego wpływu na ich współpracę.  (…)   Obecnie ów stan rzeczy wydaje się nam być rajem utraconym. (…) Z chwilą, gdy uczeni stali się przedstawicielami najbardziej gorliwych tradycji narodowych, utracili poczucie intelektualnej wspólnoty (s.9).

 

Gdyby żył, zapewne by dodał, że zaangażowanie części uczonych w bieżącą politykę na rzecz gorliwej promocji ich własnego światopoglądu i angażowanie się przez nich w różnych mediach na rzecz poszerzania oraz pogłębiania procesu manipulowania społeczeństwem przez sprawujących władzę, unicestwia nie tylko tę wspólnotę, ale wywyższa inżynierię społeczną nad budowanie cywilizacji prawdy, dobra i piękna.

 

Ideałem ustroju politycznego dla Einstein była demokracjaW każdym należy uszanować jego osobowość, nie ubóstwiając jednak nikogo (s.18). Był przeciwny wszelkim kultom jednostki, także próbom okazywania jemu podziwu i uwielbienia. Nienawidził wszelkich form autorytaryzmu, przymusu pisząc w 1931 roku: Albowiem przemoc przyciąga zazwyczaj osoby małowartościowe pod względem moralnym i jest to według mnie niezmiennym prawem, że nikczemnicy są zwykle następcami genialnych tyranów. Z tych powodów byłem zawsze gorącym przeciwnikiem takich systemów rządzenia, jakich świadkami jesteśmy dziś we Włoszech i w Rosji (s. 18-19). […]

 

Uczony nienawidził wszelkich form pozbawiania ludzi wolności osobistej, w tym ich prawa do samostanowienia i zbrojeń i eksponowania w polityce sił zbrojnych. Każdy, komu sprawia przyjemność maszerowania w czwórkach przy dźwiękach muzyki, już przez samo to wywołuje u mnie uczucie pogardy. Jedynie przez pomyłkę obdarzono go wielką mózgownicą, gdyż rdzeń kręgowy wystarczyłby mu najzupełniej na jego potrzeby. Ową hańbiącą plamę na honorze cywilizacji należałoby usunąć jak najprędzej. Jakże nienawidzę tego bohaterstwa na komendę, bezmyślnej przemocy i wszystkich tych odrażających nonsensów, które określa się nazwą patriotyzmu! Jakże nikczemna i zasługująca na pogardę jest dla mnie wojna! (s.19). 

 

Każda epoka obfituje w twórcze umysły, toteż rolą edukacji jest nieujarzmianie potencjału ludzkiego w wyniku złej organizacji między innymi nauki i procesu kształcenia, powierzające ją osobom zakompleksionym, pozbawionym odwagi, przepełnionych lękiem czy goryczą codziennego życia i pełnionych obowiązków. Przymus zewnętrzny nie może nigdy unieważnić odpowiedzialności jednostki, choć potrafi w pewnym stopniu ją zmniejszyć (s.42).

 

Czytaj dalej »



Foto: www.domowa.edu.pl

 

Kamil Nowak – ojciec trójki dzieci, który z tego punktu widzenia prowadzi bloga „BlogOjciec”

 

 

 

Sekretny składnik, który sprawia, że niektórych nauczycieli zapamiętujemy na całe życie

[Obszerne fragmenty]

 

Na wstępie chciałbym zacząć od tego, że mam niesamowity szacunek do ludzi, którzy zdecydowali się zostać nauczycielami. Uważam, że jest to jeden z najważniejszych (jak nie najważniejszy) zawodów jakie istnieją i jednocześnie wiem, jak bardzo jest on wymagający, bo sam kiedyś marzyłem, aby nim zostać. Nawet studia skończyłem, ale niestety moja wizja edukacji nie pokrywała się z tym, jak edukacja jest widziana w naszym graniu odgórnie i ostatecznie po kilkudziesięciu lekcjach zrezygnowałem.

 

Stąd też tym większe ukłony dla tych, którzy odważyli się na ten krok.

 

Niestety rzeczywistość jest dość przygnębiająca

 

Statystycznie niemal każdy z nas miał w swoim życiu około 50-100 nauczycieli (szczególnie jeśli doliczymy zastępstwa). Jednak ilu z nich zapamiętaliśmy? Ilu z nich rzeczywiście wpłynęło na nasze życie? Nie nauczyło kolejnej regułki czy kolejnej historycznej daty, ale wpłynęło na to jacy jesteśmy?

 

Ilu nauczycieli bylibyśmy w stanie nazwać autorytetami? Mentorami?

 

Ile imion naszych nauczycieli jesteśmy sobie w stanie przypomnieć? I jak myślimy: ilu nauczycieli zapamiętało nasze imiona?

 

Najczęściej odpowiedź będziemy w stanie zawrzeć na palcach jednej ręki. Bo nie da się ukryć – wyjątkowych nauczycieli było paru i rzeczywiście sam mam paru takich, dzięki którym moje życie wskoczyło na lepsze tory. Szkoda jedynie, że było ich tylko paru. […]

 

Wtedy byłem przekonany, że najlepszymi nauczycielami są pasjonaci, którzy potrafią zaciekawić tematem swojej lekcji każdego ucznia, niezależnie od tego czy on lubił dany przedmiot czy nie. Ludzie, którzy w temacie, który uwielbiali byliby w stanie opowiadać godzinami, bo było to wręcz ich życiem.

 

Okazało się jednak, że miałem rację tylko częściowo

 

Pasja rzeczywiście pomaga w budowaniu autorytetu, a ignorancja szkodzi, ale nie one są kluczowe. To nie sama znajomość tematyki, której uczymy, pełniła w zdobywaniu serc uczniów najważniejszą rolę. Było coś jeszcze. W końcu są nauczyciele, którzy wcale nie są alfą i omegą, a jednak dzieciaki patrzą w nich jak w obrazki i chcą być tacy sami, jak dorosną. To są ci sami nauczyciele, których jak widzimy na ulicy to krzyczymy przez cały ogromny park „DZIEŃ DOBRY!” (kto tak robił, ręka do góry :).

 

Z drugiej strony pojawiają się też nauczyciele geniusze, których mimo wszystko nie wspominamy z jakimś szczególnym sentymentem. Dlaczego tak jest?

 

Dopiero niedawno zrozumiałem, gdzie tkwi istota tych rozważań.

 

Czytaj dalej »



Z parogodzinnym opóźnieniem zamieszczamy informację o możliwości nadrobienia wczorajszej ewentualnej niedyspozycji czasowej i zapoznania się z przebiegiem wczorajszego spotkania w „Akademickim Zaciszu”.

 

Prof. Roman Leppert rozmawiał tam z Przemysławem Kacą – koordynatorem  pieczy zastępczej w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w  Słupsku, pomysłodawcą i koordynatorem działań edukacyjno-profilaktycznych Hip-Hop Druga Szansa, współzałożycielem i wiceprezesem Fundacji Latorośl.

 

Ostatnio ukazała się jego książka „Sny z betonu. To dziesiątki wywiadów z artystami hip-hopowymi (raperami, producentami, tancerzami, autorami graffitti), a także naukowcami i nauczycielami, opatrzone wyjątkowymi grafikami autorstwa Dies Natalis i Rysownika Art.

 

 

 

O edukacyjnych walorach hip hopu z Przemysławem Kacą  –  plik Yoy Tube  –  TUTAJ



 

Nikogo chyba nie zaskoczy nasz wybór, aby właśnie dzisiaj przytoczyć wczorajszy post z Belferbloga. Jak wiadomo – od bardzo wielu lat prowadzi go kolega Dariusz Chętkowski – nauczyciel j. polskiego w łódzkim XXI LO. A wszak wczoraj maturzyści piali egzamin z tego przedmiotu:

 

 

Błąd kardynalny na maturze z polskiego

 

Wielu maturzystów będzie się dziś zastanawiało, czy błąd, jaki popełnili w wypracowaniu, egzaminator uzna za kardynalny. Jeśli tak, praca zostanie oceniona na zero punktów. Z zerem z polskiego na poziomie podstawowym matury się nie zdaje. Sprawa jest więc poważna.

 

Egzaminatorzy sprawdzający testy maturalne pracują ściśle wg wytycznych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Nauczyciele mogli szafować błędami kardynalnymi, gdy oceniali teksty swoich uczniów. Byle pomyłka, np., w tytule dzieła, nazwisku autora czy bohatera albo w nazwie epoki, i już praca była dyskwalifikowana. Uczniom może się więc wydawać, że za byle co egzaminator również daje błąd kardynalny. Tak jednak nie jest. Podczas oceniania testów maturalnych obowiązują zupełnie inne procedury.

 

CKE wyjaśnia, iż „błąd kardynalny to błąd rzeczowy świadczący o nieznajomości (1) tekstu kultury, do którego odwołuje się zdający, oraz (2) kontekstu przywołanego przez zdającego. W praktyce egzaminacyjnej błędy kardynalne przyznaje się rzadko, musi maturzysta naprawdę nie mieć pojęcia, o czym pisze. Pomylenie imienia, nazwiska, wydarzenia, czyli podanie źle jednego, a nawet dwóch szczegółów, to jeszcze nie jest powód, aby uznać, iż zdający nie zna utworu.

 

Trzeba poważnie pobłądzić, np. opisywać Wernyhorę z „Wesela” jako czarownicę, kobietę, a to przecież był mężczyzna, podawać cechy typowe dla wiedźm i wyciągać z tego wnioski, wtedy egzaminator nie ma wyjścia, musi zdyskwalifikować pracę. To się bardzo rzadko zdarza.

 

Zwykle uczeń tak mało pisze o dziele, że nawet jeśli pomyli mu się kobieta z mężczyzną (np. Baryka z „Przedwiośnia” był facetem), to tak niewiele z tego wynika, że egzaminator uznaje to za zwykły błąd rzeczowy. Dopiero budowanie argumentacji na błędzie rzeczowym i wyciąganie z tego wniosków skłania egzaminatora do wyzerowania pracy.

 

Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech pyta. Mam nadzieję, że wszyscy maturzyści, szukający dzisiaj pomocy, nie trafią ze swoimi pytaniami w mur obojętności. Liczę na wsparcie Szanownych Komentatorów. Proszę pytać i proszę odpowiadać. Postaram się brać udział w dyskusji.

 

 

Źródło: www.chetkowski.blog.polityka.pl

 

 

Mogą Was także zainteresować komentarze, jakie pojawiły się pod tym postem  –  TUTAJ

 



Oto znaleziony dzisiaj, a zamieszczony wczoraj (3 maja 2022 r.) przez północą, tekst z fejsbukowego profilu dr Marzeny Żylińskiej:

 

 

Demokratyczny świat krytykował to, co działo się w Niemczech pod rządami Hitlera, więc demokratyczny świat był zły. Jak tłumaczono dzieciom w szkołach wrogość innych państw wobec Niemiec? Jakich argumentów używano, by przekonać uczniów, że wyższość moralna jest po stronie Niemiec, że wolny świat jest zły, a faszystowskie Niemcy są dobre?

 

 

 

Jak wychować nazistę” Gregora Ziemera to nie tylko niezwykle ciekawa, ale również boleśnie aktualna książka, ukazująca mechanizmy władzy autorytarnej.

 

Mechanizmy stosowane przez faszystów niestety nie umarły razem z Hitlerem. Wręcz przeciwnie, znów są stosowane i znów są skuteczne.

 

Państwa autorytarne, często są osamotnione, muszą mierzyć się z krytyką innych krajów, wszędzie widzą wrogów. Jednocześnie wielką wagę przywiązują do wychowania dzieci i ich ideologizacji. Miejscem najlepiej nadającym się do szerzenia partyjnej ideologii są szkoły, dlatego w autorytarnych państwach politycy zmieniają programy i instruują nauczycieli, jak mają uczyć, co mają mówić, jak mają uczyć historii.

 

Jak wyjaśnić dzieciom osamotnienie ich ojczyzny i krytykę ze strony demokratycznych krajów? Zawsze tak samo, pokazując wyższość moralną. To my jesteśmy ucieleśnieniem moralności, to my jesteśmy zdrowym narodem, w przeciwieństwie do panującej na zachodzi zgnilizny moralnej, to my bronimy rodziny, a zło jest tam, zło to wolny świat. Bo autorytarni przywódcy z całego serca nienawidzą wolności i opartej na poszanowaniu zasad demokracji.

 

Polecam Wam tę książkę gorąco. Musimy inaczej uczyć o faszyzmie. Faszyzm to nie tylko wojna, obozy koncentracyjne i śmierć. Zaczyna się zawsze inaczej, promowane idee wydają się dobre, dlatego tak łatwo uwieść nimi tych, którzy chętnie słuchają, że są lepsi od innych. I od tego zaczyna się całe zło, od dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Lepsi jesteśmy my, zawsze my. Niezależnie od tego, co robimy. A im gorsze rzeczy robimy, tym głośniej wołamy, że jesteśmy ucieleśnieniem dobra, tym ostrzej krytykujemy tych, którzy nie zgadzają się na to, co robią autorytarni władcy.

 

Jeśli chcemy, by społeczeństwa nie popierały przemocy i wojen, musimy inaczej uczyć w szkołach, musimy sprawić, by autorytarni przywódcy, którzy nienawidzą wolnego świata, nie mogli uwodzić kolejnych pokoleń, wmawiając im, że są lepsi od innych, że zasługują na więcej, że powinni wstać z kolan, że … […]

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 

Książka „Jak wychować nazistę” w wersji ebook  –  TUTAJ

 

 

 

 

Komentarz redakcji

 

Nam także wydało się „na czasie”, tuż po dniach „narodowego wzmożenia”, upublicznienie informacji o tej książce.[WK]



 Foto: www.miastopociech.pl

 

Dyrektor Zespołu Szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego na warszawskim Bemowie – Jarosław Pytlak

 

 

Wczoraj na blogu „Wokół Szkoły” pojawił się nowy tekst Jarosława Pytlaka, którego fragmenty zamieszczamy poniżej – pogrubienia liter w przytoczonym tekście – redakcja „Obserwatorium Edukacji” :

 

 

Wielkie łowy bez przynęty, czyli ruch kadrowy w oświacie

 

A więc jednak… Nauczyciele otrzymali podwyżkę wynagrodzeń i to mimo wytykanej przez ministra Czarnka obstrukcji ze strony związków zawodowych. Od maja. Całe 4,4%. Niestety, w praktyce oznacza to rekompensatę za mniej niż jedną trzecią wzrostu kosztów utrzymania, licząc od poprzedniej podwyżki. Można załamać ręce nad mizerią tego, co państwo oferuje za pracę z młodym pokoleniem Polaków, choć ja raczej zastanawiam się, skąd taka nadzwyczajna hojność. W gruncie rzeczy, gdyby płace nauczycieli pozostały zamrożone, zapewne nikt poza nimi samymi nie zwróciłby na to uwagi.

 

Przedziwne, jak bardzo obojętna dla szerokich kręgów społeczeństwa jest edukacja młodego pokolenia. Szczególnie dla rodziców, którzy powinni być najbardziej zainteresowani jakością kształcenia swoich dzieci. Osobiście sądzę, że tajemnica kryje się w nadmiarze informacji, jakie docierają do ludzi w epoce smartfonów i internetu. Natłok bodźców skutkuje niechęcią lub wręcz niezdolnością do ogarnięcia myślą każdej, choć trochę bardziej złożonej materii.

 

Przeciętny obywatel, niebędący nauczycielem, zna system oświaty na tyle tylko, na ile styka się z nim w konkretnej sytuacji swojego dziecka, czasem wnuka. Gdy wszystko idzie (z jego punktu widzenia) dobrze, nie ma powodu do refleksji i angażowania się – w końcu tak wiele spraw konkuruje dzisiaj o uwagę, że możliwość pominięcia jednej jest niezwykle kusząca. Odmiennie to wygląda, gdy pojawiają się problemy. Dziecko nie lubi szkoły. Nie chce się uczyć. Ma konflikt z nauczycielem. Doświadcza przemocy ze strony rówieśników. Nie otrzymuje w szkole oczekiwanej pomocy. I tak dalej. W każdym z tych przypadków nietrudno o wskazanie winnego. Będzie to konkretny nauczyciel, nieudolny lub pełen złej woli, czasem dyrektor, jak wyżej, albo po prostu placówka jako całość. Tak zresztą bywało i dawniej, zmiana dotyczy jedynie skali zjawiska oraz pojawienia się nowych jakościowo problemów. W dużych miastach coraz częściej brakuje nauczycieli określonych specjalności. Dyrektorzy łatają dziury w planie zatrudniając ludzi w nadgodzinach, angażując osoby bez pełnych kwalifikacji, w ostateczności przesuwając zajęcia niektórych przedmiotów na przyszłość, kiedy to może uda się zatrudnić brakującego specjalistę. Ci, którzy jeszcze uczą, częściej niż kiedyś uzyskują zwolnienia lekarskie – pandemia pozostawiła jednak swój ślad w gronie pedagogicznym, w postaci wypalenia zawodowego i problemów zdrowotnych, a finansowa mizeria i fatalna atmosfera społeczna wokół zawodu sprzyjają reakcjom ucieczkowym. W efekcie mnożą się narzekania, że dziecko od kilku tygodni czy miesięcy nie ma lekcji matematyki lub fizyki, na zastępstwa przychodzą nauczyciele bardzo odległych specjalności, a zajęcia wspomagające lub rozwijające zainteresowania pozostają już tylko w sferze pobożnych życzeń. […]

 

Czytaj dalej »



Źródło: iTV Sejm/sejm.gov.pl

 

20 kwietnia 2022 roku obradowała Podkomisja stała do spraw jakości kształcenia i wychowania Sejmu RP. Tematem posiedzenia były wyniki kontroli NIK. Poinformował tym „Portal Samorządowy” w materiale zamieszczonym 20 kwietnia 2022 roku, zatytułowanym „Kontrola NIK obnażyła stan polskiej edukacji”. Oto jego fragmenty:

 

Źródło: iTV Sejm/sejm.gov.pl

 

Przedstawiciele Najwyższej Izby Kontroli na posiedzeniu podkomisji. Pierwszy z prawej siedzi Piotr Prokopczyk –  dyrektor Departamentu Nauki, Oświaty i Dziedzictwa Narodowego NIK.

 

 

[…] Do raportu, który przedstawił Piotr Prokopczyk, dyrektor Departamentu Nauki, Oświaty i Dziedzictwa Narodowego, uwag w zasadzie nie było, no może z wyjątkiem kilku – dotyczących m.in. tego, dlaczego NIK posiłkowała się wynikami kontroli przeprowadzonych na jej zlecenie przez kuratorów oświaty, a więc jednostek podległych kontrolowanemu Ministerstwu Edukacji i Nauki, ale ta sprawa została wyjaśniona. Bo – jak się okazało – to normalna procedura. Więcej emocji przyciągnęły natomiast same dane wynikające z raportu, a zwłaszcza to, że:

 

 

Screen z 18. str. pliku PDF – Informacja o wynikach kontroli: „Organizacja pracy nauczycieli w szkołach publicznych” 

 

 

-w badanym okresie dyrektorzy szkół mieli problemy z obsadzeniem kadry nauczycielskiej, co w wielu przypadkach skutkowało zatrudnianiem ich w wymiarze godzin ponad limit ustawowy;

 

-nauczyciele zarabiają mało, a w stosunku do zarobków w innych krajach OECD, żenująco mało, co powoduje, że brakuje chętnych do pracy w tym zawodzie;

 

-nauczyciele gros czasu poświęcają na biurokrację;

 

-w szkołach gwałtownie maleje liczba zajęć dodatkowych oraz zakres pomocy psychologiczno-pedagogicznej;

 

 

-w szkołach brakuje sprzętu i w związku z tym nauczyciele są zmuszeni do pracy na własnym sprzęcie, co szczególnie dało o sobie znać w czasie nauki zdalnej. […]

 

 

To jest dokument poruszający wszystkie aspekty pracy szkoły. Dokument, który wykracza poza te dwa lata, które są skontrolowane – mówiła Krystyna Szumilas (KO).Ten dokument pokazuje, że prestiż zawodowy nauczyciela jest coraz niższy, że nie ma chętnych do pracy w zawodzie nauczyciela.

 

Oceniła, że przyczyna takiego stanu rzeczy leży nie w Karcie nauczyciela, tylko w tym, że rząd PIS przez wiele lat nie podnosił płac nauczycieli adekwatnie do wzrostu wynagrodzeń w gospodarce narodowej. I do podniesienia kwoty minimalnego wynagrodzenia.

 

Dzisiaj nauczyciel stażysta ma wynagrodzenie niższe niż najniższa obowiązująca płaca w Polsce. To pokazuje, że właściwie przez te lata degradowaliście zawód nauczyciela, a nie wzmacnialiście jego pozycji – mówiła Krystyna Szumilas.

 

Kwestia płacowa, podwyżki, a więc status materialny jest niezwykle ważny w kontekście wyboru zawodu, ale także utrzymania się w zawodziemówił z kolei m.in. poseł Piotr Borys (KO) […]

 

Posłowie odnotowali też wyraźne wskazanie raportu NIK dotyczące czasu pracy nauczycieli, a w tym kontekście również kwestię wynagrodzeń. Podkreślili, że czas pracy nauczyciela to nie tylko pensum, o którym tak wiele się mówi, ale również czas poświęcony na przygotowanie do pracy i inne czynności, które nauczyciele wykonują w domu. Według raportu NIK do trzech najbardziej czasochłonnych czynności, które nauczyciele wykonują poza pensum – w ramach 40-godzinnego czasu pracy należą: przygotowanie do lekcji (82 proc.), sprawdzanie prac (68 proc.) oraz wypełnianie dokumentów szkolnych (32 proc.). […]

 

 

 

Cały tekst „Kontrola NIK obnażyła stan polskiej edukacji” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

 

Zobacz także:

 

 

iTV Sejm – transmisje: Podkomisja stała do spraw jakości kształcenia i wychowania – wyniki kontroli NIK [20.04.2022]  –  TUTAJ

 

 

 

 

NIK – Informacja o wynikach kontroli: „Organizacja pracy nauczycieli w szkołach publicznych”  – TUTAJ

 

 



21 marca 2022 roku zamieściliśmy kolejną część Poradnika Wiesławy Mitulskiej – było tam m.in. o Demokrycie i prądzie i że każdy może być poetą. Dziś kontynuujemy tę serię:

 

 

29 marca  2022

 

 

Świat widziany przez szkło jest inny niż myślisz (widzisz)

 

Prof. Stanisław Czachorowski opublikował na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” artykuł pod tym właśnie tytułem. Uznałam, że to świetny tekst, który pobudzi wyobraźnię moich trzecioklasistów i uświadomi im, jak ważne jest myślenie o całym ziemskim ekosystemie. Każdy, nawet najmniejszy element ekosystemu jest ważny, by mógł przetrwać (a my wraz z nim) w równowadze.

 

Dzieci mają już świadomość wpływu człowieka na środowisko, bo od miesiąca pracujemy w projekcie Mistrzowie Klimatu. Dziś również uruchomiliśmy kampanię informacyjną w naszej szkole – rozwiesiliśmy plakaty, które powstały w oparciu o ankietowe badanie potrzeb i testowanie wymyślonych przez dzieci haseł pod względem ich atrakcyjności.

 

Praca nad artykułem prof. Czachorowskiego została podzielona na etapy. Tekst jest dość długi, a trzecioklasiści dopiero trenują umiejętność czytania ze zrozumieniem, dlatego zastosowaliśmy technikę „śnieżnej kuli”. Najpierw w małych grupkach dzieci czytały i wyjaśniały sobie przydzielony im fragment tekstu, później robiły to samo już w dużych grupach, tak by każdy poznał jego całość.

 

Na zakończenie trzeba było samodzielnie zrobić kartę pracy na podstawie tekstu. Wspólnie ustaliliśmy tylko, jakie kategorie informacji powinny znaleźć się w notatce. Resztę dzieci wykonały już według własnego pomysłu.

 

Bardzo ciekawe refleksje dzieci miały po zajęciach. Podrzuciły mi kilka pomysłów na jeszcze inne wykorzystanie zużytego szkła. Przy okazji dowiedziałam się, że wiedzą, co to jest łańcuch pokarmowy,  a jedno z dzieci ma nawet taką grę, czyli wkrótce będziemy mogli sprawdzić, jak głęboka jest ta wiedza.

 

 

 

 

30 marca 2022

 

 

Nie wyrzucaj – daj butelce drugie życie!

 

Profesor Stanisław Czachorowski daje butelkom drugie życie malując na nich owady i rośliny. Temat dzisiejszych zajęć jest pokłosiem naszej wczorajszej pracy z blogowym tekstem profesora. Jest również wynikiem moich refleksji nad procesem grupowym, nieustannie toczącym się, rozwijającym się w mojej klasie.

 

Ostatnio przyjrzałam się umiejętności współpracy w zespole. Moi uczniowie i uczennice często pracują w parach lub grupach. Mimo wielu doświadczeń, nie wszyscy potrafią jednak podjąć współpracę i doprowadzić zadanie zespołowe do finału.

 

Problem, który dostrzegłam jest nie tylko moim, nauczycielskim problemem, dotyczy całej klasy – drużyny, dlatego wspólnie będziemy go rozwiązywać. Podczas narady w kręgu ustaliliśmy, że naszym najbliższym celem do osiągnięcia będzie nauczenie się współpracy w zespole.

 

Po czym poznam, że potrafię pracować w zespole?

 

Wskaźniki – kryteria sukcesu określone przez dzieci podczas narady, zostały zapisane i pomagały w trakcie zajęć trzymać się wyznaczonej ścieżki do celu.

 

Zadanie, dzięki któremu dzieci mogły przyjrzeć się swojej umiejętności współpracy, polegało na stworzeniu trzyosobowych agencji reklamowych. Specjaliści od reklamy mieli wymyślić sposoby na ponowne wykorzystanie zużytych butelek, a następnie zaprojektować reklamę swego pomysłu do publikowania w radiu i na bilboardach.

 

Wśród moich twórców reklam dużą popularnością cieszyło się angielskie słowo upcycling. Ucieszyło mnie, że zdają sobie sprawę, iż dobry pomysł może dodać wartości pozornie bezużytecznemu przedmiotowi.

 

Prezentacja reklam nie była ostatnim działaniem podczas zajęć. Bardzo ważnym momentem okazała się rozmowa podsumowująca i przyjrzenie się ustalonym wcześniej kryteriom sukcesu. Każde dziecko dokonało samooceny. Chwila na refleksję i konieczność uzupełnienia specjalnej karty była dużym krokiem wykonanym w kierunku celu – „Umiem współpracować w zespole”.

 

 

 

4 kwietnia 2022

 

 

Okazje edukacyjne, czyli jak Iga Świątek zrobiła mam dzień

 

[…] Wczoraj media poświęciły sporo uwagi Idze Świątek. Jej nazwisko odmieniano przez wszystkie przypadki. Kiedy usłyszałam, że od 4 kwietnia zajmie pierwszą pozycję w rankingach WTA, wiedziałam, że to będzie znakomity powód, by Iga Świątek, a przynajmniej tabela z wynikami zagościła naszych zajęciach. Podczas porannej rozmowy w kręgu dowiedziałam się, że dzieci znają osiągnięcia najlepszej polskiej tenisistki, a nasza klasowa Iga widzi w niej swoją idolkę.

 

Tabela punktów w rankingu WTA zawiera liczby czterocyfrowe. To wymarzona okazja, by potrenować działania na dużych liczbach. Rzuciłam dzieciom ulubione wyzwanie:

 

Sprawdź, czy potrafisz!

 

To ważne, by dzieci mogły samodzielnie zmierzyć się z problemem zanim jeszcze poznają rozwiązanie, które ktoś wymyślił wcześniej. Samodzielne odkrycie i sprawdzanie, czy moja strategia okaże się skuteczna, daje dzieciom poczucie sprawstwa oraz możliwość rozwijania postawy – „nie wiem, ale wymyślę” oraz „jeszcze nie umiem, ale się nauczę”. Taka postawa przyda się im później w starszych klasach, gdy znajdą się w sytuacji egzaminu.

 

Dzisiaj dzieci pracowały intensywnie nad zadaniami. Ja mogłam w tym czasie pomagać dzieciom z trudnościami w uczeniu i obserwować, jak radzą sobie samodzielnie, w jaki sposób wykonują zadanie.

 

Najwspanialszym doświadczeniem było dla mnie oglądanie rozmaitych strategii, które zastosowały. Na niektóre z nich nawet bym nie wpadła. Najważniejsze, było to, że wszystkie strategie przyniosły oczekiwany rezultat – rozwiązanie zadania.

 

W ciągu tygodnia będziemy doskonalić umiejętność dodawania i odejmowania liczb czterocyfrowych. Przekonamy się, która ze strategii oszczędza czas, która będzie tą ulubioną.

 

Czeka mnie jeszcze edukacyjne spożytkowanie kolejnej okazji, bo chłopcy przyszli do mnie z pytaniem: Czy pani wie, że nasza reprezentacja pojedzie na mistrzostwa świata w Katarze?

 

Wiem!

 

Ale co teraz z tym fantem zrobić?

 

 

 

Post z 11 kwietnia 2022 r. zamieściliśmy już w materiale Relacja o tym jak trzecioklasiści trenowali robienie dobrej notatki

 

Czytaj dalej »