Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 Foto: Bartosz Bańka/Agencja Wyborcza.pl[www.wiadomosci.gazeta.pl]

 

 

Na portalu eDziecko zamieszczono w piątek 10 czerwca 2022 r. artykuł Anity Skotarczyk, zatytułowany „Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły? Wielu uczniów chciałoby odpuścić”.

 

Oceny wystawione. Wielu uczniów zastanawia się, czy trzeba chodzić do szkoły, skoro lada moment zaczynają się wakacje, a nauczyciele już oficjalnie wpisali wszystkie stopnie do dziennika. Jednak nadal – do ostatniego dnia przed zakończeniem roku – w szkołach odbywają się lekcje, które co prawda przyjmują charakter nieco luźniejszy. Wystawienie ocen końcowych nie zwalnia uczniów z obecności na zajęciach. […]

 

Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły?

 

Oceny wystawione i wpisane do dziennika, średnia policzona, zachowanie również podsumowane. Czy trzeba chodzić do szkoły? Pytają uczniowie, którzy już na horyzoncie widzą wakacje. Obecność na zajęciach, które mają miejsce po fakcie wystawienia ocen, jest wciąż obowiązkowa i każdy nauczyciel ma prawo nadal prowadzić lekcje, robić podsumowania, czy wprowadzać nowe zagadnienia. Cały czas jest sprawdzana także obecność i ten fakt odnotowany w dzienniku. Natomiast jeśli Rada Pedagogiczna już się odbyła, to teoretycznie frekwencja się już nie liczy, ale to od podejścia uczniów i nauczycieli w konkretnych placówkach zależy to, jak te ostatnie dni wyglądają.

 

Faktem jest, że do zwołania Rady muszą być już wystawione wszystkie oceny – zarówno z przedmiotów, jak i z zachowania, a także powinny zostać rozstrzygnięte wszystkie inne problematyczne kwestie związane z uczniami, a także ich frekwencją.

 

Prawo oświatowe a nieobecność na zajęciach

 

Zgodnie z prawem oświatowym na dzieciach oraz młodzieży szkolnej od 7. do 18. roku życia spoczywa obowiązek szkolny. Niedopełnienie tego obowiązku przez ucznia podlega karze. Organ miejscowy administracji publicznej właściwy do spraw edukacji (zazwyczaj referat ds. edukacji w urzędzie miasta bądź gminy) może nałożyć na rodziców karę grzywny w celu przymuszenia dziecka do realizowania tego obowiązku. W skrajnych przypadkach sąd opiekuńczy może nawet pozbawić rodziców władzy rodzicielskiej.

 

Nieobecności się zdarzają, choroba, przyczyna losowa – jednak musi ona zawsze zostać wytłumaczona i wyjaśniona przez rodzica. W żadnym artykule ustawy czy rozporządzenia, ani też w żadnym statucie szkolnym nie znajdziemy informacji odnośnie możliwości nie uczęszczania na zajęcia po wystawieniu ocen, nawet jeśli są już to lekcje w nieco luźniejszej formie.

 

Zostało już kilka dni do wakacji – odliczanie ruszyło

 

Koniec roku szkolnego 2021/2022 zbliża się wielkimi krokami. Widmo późnego wstawania, lenistwa, wakacyjnych wyjazdów i spotkań wyłania się zza horyzontu. Koniec roku szkolnego wyznaczono na 24 czerwca (piątek) bieżącego roku, czyli wakacje potrwają od 25 czerwca do 31 sierpnia. Oznacza to, że uczniowie będą mieli 66 dni odpoczynku od nauki. Jednak dobra informacja jest taka, że już za niespełna tydzień przed uczniami jeszcze jeden długi weekend. Dokładnie za tydzień, 16 czerwca będziemy obchodzić Boże Ciało (wolne od pracy i nauki), a kolejny dzień, czyli piątek – również jest dniem wolnym od zajęć szkolnych. Uczniowie i młodzież szkolna będą mieć długi weekend – na równo tydzień przed oficjalnym zakończeniem roku szkolnego.

 

 

Cały tekst „Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły? Wielu uczniów chciałoby odpuścić”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.edziecko.pl

 

 



Foto: Archiwum prywatne[www.wyborcza.pl]

 

Robert Drachal – matematyk, wykładowca akademicki, autor podręczników

 

 

W „Wolnej Sobocie” – cotygodniowym dodatku do „Gazety Wyborczej” z 11 czerwca 2021 roku zamieszczono obszerny tekst Roberta Drachala –  matematyka, wykładowcy „Collegium Civitas”, zatytułowany „Więcej fizyki zamiast religii? Nic to nie da, skoro w programie jest archaiczny silnik parowy”. Polecając lekturę jego pełnej wersji (załączamy link) – prezentujemy poniżej kilka jego, wybranych, fragmentów, bo wszak nie stracił ten tekst na swej aktualności:

 

 

[…] Wszystkie poprzednie rządy zaniedbały sferę szkolnictwa i nauki. Po 1989 r. stosunek do oświaty oscylował między traktowaniem jej jako mało znaczącego elementu w funkcjonowaniu państwa aż do pomysłów, w których postrzegano szkoły i uczelnie prawie jak przedsiębiorstwa produkcyjne, z całym zestawem ekonomicznych parametrów: bilans, rachunek zysków i strat czy cash flow. […]

 

Również dzisiaj PiS wykorzystuje słaby stan polskiego szkolnictwa. Dzięki wieloletniemu trendowi spadkowemu w edukacji może bezkarnie doprowadzać ten sektor pod względem programowym i organizacyjnym do katastrofy. Im więcej polityki PiS-u, tym gorsze szkolnictwo, im gorsze szkolnictwo, tym większa aprobata dla pisowskiej polityki.

 

[…]

 

Ale pisowska władza nie potrzebuje nowoczesnej szkoły. Uwiera ją polska inteligencja. Zdaje sobie sprawę, że samodzielni intelektualnie obywatele nie zaaprobują irracjonalnej i antynaukowej narracji.

 

O pisowskich pomysłach dla oświaty pisał przecież niegdyś Albert Einstein: „Najgorzej, gdy szkoła ucieka się do takich metod jak zastraszanie, przemoc czy sztuczny autorytet. Metody te niszczą u uczniów naturalne odruchy, szczerość i wiarę w siebie, czyniąc ludzi uległymi”.

 

PiS nadal będzie płacił nauczycielom tak, jak wspomaga się żebraków. Tymczasem potrzebne są dodatkowe środki na przedsięwzięcia niezbędne do kształcenia nauczycieli w nowoczesnym państwie: naukę języków obcych, studia podyplomowe, drugi fakultet, doktorat czy kontakt z wyższymi uczelniami. Zmiany w oświacie powinny być takie, aby myślenie nauczycieli nie koncentrowało się głównie na zachowaniu posady, utrzymaniu poprawnych relacji z przełożonymi i rodzicami oraz dorobieniu do skromnej pensji. Muszą zachować intelektualną swobodę, niezawisłość polityczną i światopoglądową.[…]

 

Dziś lekcji fizyki jest bez porównania mniej niż lekcji religii. I to fizyki archaicznej. To absurd. Jak można więc mówić o jakimkolwiek światopoglądzie absolwentów na miarę współczesności? Czy uczniowie wiedzą cokolwiek o zakrzywionej przestrzeni czy teorii strun? Taka jest współczesna fizyka, a nie zasada działania silnika parowego.

 

Polska szkoła bardziej kojarzy się z uczniowskim obowiązkiem niż z poznawczą pasją. Kiedy młodzi ludzie słyszą, że dowód wielkiego twierdzenia Fermata zajął matematykowi Andrew Wilesowi niemal 100 stron, że na ten rezultat pokolenia najwybitniejszych uczonych czekały z nadzieją kilkaset lat i że punktem wyjścia była zwyczajna ludzka ciekawość, są tym szczerze zadziwieni.[…]

 

Nowoczesna szkoła powinna rozwijać całkowicie bezinteresowną twórczą pasję. Jest to podobne do zależności między badaniami podstawowymi i stosowanymi. Bez zakrojonych na szeroką skalę badań podstawowych nie ma możliwości rozwijania badań wdrożeniowych.

 

Tymczasem dziś w Polsce autor teorii względności na wielkie fundusze nie mógłby liczyć, podobnie jak wielu innych noblistów, którzy są przecież twórcami współczesnej cywilizacji i których prace są podstawą niezliczonej ilości badań wdrożeniowych, a w rezultacie gospodarczego i społecznego postępu. […]

 

Czytaj dalej »



Foto:  www.wokolszkoly.edu.pl

 

Jarosław Pytlak – 32 rok  dyrektor Szkoły Podstawowej nr 24 STO,  od 2007 roku dyrektor całego zespołu szkół STO na warszawskim Bemowie.

 

 

Tradycyjnie – w sobotę 11 czerwca 2022 r. – Jarosław Pytlak zamieścił kolejny tekst na blogu „Wokół Szkoły”, zatytułowany „Marzenie o Komisji Edukacji Narodowej”. Jak zwykle – poniżej zamieszczamy jedynie fragmenty tego tekstu, odsyłając linkiem do jego pełnej wersji. Wyróżnienia w tekście podkreśleniami i pogrubieniem liter – redakcja OE:

 

 

Zbliża się konferencja, podczas której „Polska 2050” zaprezentuje swój program dla edukacji oraz wyniki jego konsultacji środowiskowych. Przewidziana jest też dyskusja, a wszystko to w Sejmie, 21 czerwca br. Wydarzenie o tyle ciekawe, że po raz pierwszy od dawna wprowadzające temat edukacji do gmachu parlamentu w innym kontekście, niż bieżąca walka polityczna. […]

 

W streszczeniu rozdziału „Edukacji dla Przyszłości”, w którym mowa o powołaniu KEN, napisano tak:

 

Trzeba oprzeć edukację nie na kontroli, nadzorze i biurokracji, ale zaufaniu i obiektywnych standardach. Dlatego należy powołać niezależną Komisję Edukacji Narodowej, a upolitycznione kuratoria oświaty należy przekształcić w centra wsparcia będące jej oddziałami. Ponadto należy odbiurokratyzować edukację i odchudzić podstawę programową oraz rozdzielić Ministerstwa Edukacji i Nauki.

 

Podobnie jak autorzy opracowania uważam, że solą polskiej edukacji jest kontrola, nadzór i biurokracja, i jest to fatalne. Zaufania nie ma w niej za grosz, podobnie zresztą jak w całym naszym życiu społecznym. Ewidentne jest także upolitycznienie kuratoriów oświaty, które krótko po wyborach w 2015 roku przeniesiono z administracji samorządowej do rządowej, czyniąc z nich narzędzie wdrażania polityki edukacyjnej, kreowanej przez zwycięzców. O konieczności zmiany podstawy programowej, nie tylko zresztą w kontekście jej „odchudzenia”, mówi się w środowisku oświatowym w ostatnich latach bardzo często.

 

Remedium na te (i inne) problemy i zjawiska ma być powołanie KEN, z siecią oddziałów wspierających edukację, utworzonych na bazie obecnych kuratoriów, z funkcją wsparcia zamiast nadzoru. Cytując za częścią szczegółową programu „Edukacja dla Przyszłości”:

 

KEN byłaby instytucją niezależną, kolegialną, odpowiedzialną za zapewnianie dostępności i podnoszenie jakości edukacji w sposób sprofesjonalizowany, wolną od nacisków politycznych i jednocześnie respektującą autonomię szkół oraz samodzielność i odpowiedzialność samorządów za organizację systemu edukacji lokalnie.

 

Wg tej propozycji KEN miałoby tworzyć 9 osób mających doświadczenie zawodowe związane z systemem edukacji, powołanych na określoną kadencję, reprezentujących: samorządy, organizacje pozarządowe działające na niwie edukacji oraz związki zawodowe. Kandydaci powinni podlegać jawnej procedurze zgłoszeniowej i sprawdzianowi kompetencji, a także uczestniczyć w publicznych wysłuchaniach poprzedzają- cych ich powołanie. Rola ministra właściwego ds.oświaty ograniczona byłaby do statusu obserwatora. […]

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (9 czerwca 2022 r.) portal OKO.press zamieścił tekst Antona Ambroziaka Karać i zamykać. Resort Ziobry przepycha anachroniczną ustawę o resocjalizacji”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

 

[…] Projekt ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, którym zajmuje się Sejm, liczy 913 stron, a prace nad nim trwały od 2016 roku. Jak przekonywał minister Michał Woś, celem zmian jest dostosowanie środków resocjalizacyjnych do współczesności, ale z uwzględnieniem stopnia demoralizacji dzieci i młodzieży.

 

Przepisy, które dziś obowiązują faktycznie są archaiczne – pochodzą z 1982 roku, ale eksperci martwią się, że nowy projekt wcale nie przybliży nas do nowoczesnych metod resocjalizacji. Raczej pogłębi system restrykcyjnych kar i zamknie dzieciaki w alienującym systemie, co zamiast ułatwić, tylko utrudni im powrót do życia społecznego.

Paralizator, kajdanki, izba adaptacyjna

 

Resort Ziobry chce, by sprawcy najcięższych przestępstw, takich jak zabójstwo, gwałt, czy pedofilia, trafiali obligatoryjnie do zakładów poprawczych, a nie do objętych mniejszym rygorem, półotwartych młodzieżowych ośrodków wychowawczych.

 

Ustawa obniża też wiek, w którym nieletni może odpowiadać przed sądem rodzinnym, np. za kradzież – z 13 do 10 lat. Ministerstwo chce również, by w ośrodkach resocjalizacyjnych kary obowiązywały do 24., a nie 21. roku życia. To oznacza, że najmłodsze i najstarszego wychowanka może dzielić aż 14 lat różnicy.

 

W ustawie jest też długa lista środków przymusu bezpośredniego, które mogą być użyte wobec nieletniego przebywającego w placówce wychowawczej:od siły fizycznej, po obezwładnienie, kajdanki na ręce lub nogi, kaftan bezpieczeństwa, pas obezwładniający, pałki, pociski niepenetracyjne, chemiczne środki obezwładniające, paralizatory.

 

W ustawie legalizuje się też instytucję izby adaptacyjnej, czyli izolatki. Odosobnienie w systemie więziennym jest uznawane za surowy środek dyscyplinujący. W zakładach wychowawczych będą do izb będą trafiać osoby w okresie adaptacji, z którymi trzeba przeprowadzić wywiad, ale także wychowankowie, którzy potrzebują „indywidualnej pracy”. Twórcy projektu założyli, że do takiej sytuacji może dojść, jeśli „wcześniejsze oddziaływania psychologiczno-pedagogiczne i środki dyscyplinarne okazały się nieskuteczne”. Jest to więc najsurowsza ze wszystkich możliwych kar przewidzianych dla nieletnich w systemie, który ustawodawca nazywa resocjalizacją. […]

 

W bogatym katalogu środków dyscyplinarnych znajdują się: upomnienie, nagana, zawiadomienie rodziców lub sądu rodzinnego, cofnięcie zezwolenia na rozmowy telefoniczne, korzystanie z internetu lub udział w zajęciach kulturalnych. Dyrektor placówki może też podjąć decyzję o ograniczeniu kontaktu małoletniego z rodzicami lub opiekunem prawnym. Musi co prawda przedstawić powody i wysłać informację do sądu rodzinnego, ale de facto ma kompetencje, by odizolować wychowanka od najbliższych.

 

 

Szkoły zastąpią sądy?

 

Zupełną nowością jest za to przyznanie części kompetencji właściwych wymiarowi sprawiedliwości dyrektorom szkół. Podczas pierwszego czytania ustawy w Sejmie, w kwietniu 2022, minister Michał Woś tłumaczył, że chodzi o to, by „zatrzymać machinę państwa wobec występków na właściwym poziomie”. Tym właściwym poziomem ma być więc szkoła, a nie sąd rodzinny. Chodzi oczywiście o mniej poważne czyny, nieściganie z urzędu.

 

W takiej sytuacji dyrektor będzie miał możliwość zastosowania „środków oddziaływania wychowawczego”. Przepisy te dotyczą więc wszystkich uczniów, nie tylko tych objętych nadzorem kuratorskim. Czym są środki oddziaływania wychowawczego? Głównie pracami społecznymi na rzecz szkoły. […]

 

Przepisy pozwalają też na zastosowanie „środków oddziaływania wychowawczego” w sytuacji, gdy dyrektor zaobserwuje u ucznia „przejawy demoralizacji”. Nie trudno wyobrazić sobie konserwatywnego nauczyciela, dla którego tatuaż u nastolatka, czy nieszablonowy strój będzie właśnie przejawem demoralizacji. Organizacje uczniowskie, w obawie przed nadużywaniem władzy przez szkoły, domagały się, by zamknąć katalog kar i wymierzać je za zgodą rodzica (co toku prac nad ustawą udało się w części osiągnąć). […]

 

System uczy adaptacji do systemu, nie do życia

 

Agnieszka Sikora, z Fundacji „Po drugie”, która zajmuje się problemem bezdomności wśród młodych, uważa, że jednym z największych problemów polskiej resocjalizacji jest fakt, że system wsparcia po prostu się urywa. „Ludzie opuszczają placówkę, wracają do domów, do tego samego środowiska – jak matka piła, tak dalej pije, jak ojciec bił, tak dalej bije. I te osoby nie mają możliwości same zacząć żyć inaczej” –  mówi OKO.press.

 

System jest też silnie zinstytucjonalizowany. Opiera się na placówkach, w których są kary i nagrody. Ludzie uczą się adaptacji do instytucji, a nie życia w społeczeństwie. Do naszej fundacji często trafiają osoby, które teoretycznie zamknęły proces resocjalizacji, ale jedyne, czego się po drodze nauczyły to, jak lawirować, by dostać przepustkę. Zmiana w ich głowach, czy w ich kompetencjach jest żadna.

 

Być może w Fundacji Po Drugie mamy spaczony obraz polskiej resocjalizacji, bo nie trafiają do nas „gwiazdy” systemu, ci który się udało, tylko ci, którzy sobie nie poradzili. Ale najlepszą metaforą tego zamkniętego świata jest dziewczyna, która całe dzieciństwo spędziła w placówce, a gdy wyszła dziwiła się, że w sklepach sprzedają kajzerki nieprzecięte na pół. Bo u niej w okienku na stołówce zawsze wydawali inaczej” — dodaje Sikora. […]

 

Także pomysł oddanie w ręce szkół kompetencji sądu uważa za nietrafiony. „Szkoła powinna być miejscem, w którym się uczy, a nie karze. Nawet jeśli dziecko popełni błąd, zrobi coś złego, powinno mieć możliwość naprawy. Konsekwencje są ważne, ale w innym duchu niż zamiatanie korytarzy. Jaką lekcję wyniesie z tego młodzież? Wydaje mi się, że ktoś chciał wprowadzić do systemu sprawiedliwość naprawczą, ale nie do końca zrozumiał jej istotę” — mówi Sikora. […]

 

 

Cały tekst „Karać i zamykać. Resort Ziobry przepycha anachroniczną ustawę o resocjalizacji”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oko.press

 

 

 

Plik PDF z projektem Ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich  –  TUTAJ

 



Oto co wczoraj (9 czerwca 2022 r.) znaleźliśmy na profilu dr Marzeny Żylińskiej:

 

Inspiracje Magdy Sierockiej, budzącej się nauczycielki języka angielskiego z „Budzącej Się Szkoły”, czyli co zrobić, żeby w przyjaznej atmosferze przeżyć koniec roku szkolnego.

 

Drodzy nauczyciele, jeśli macie dość awantur o oceny, jeśli nie chcecie, by uczniowie za Wami chodzi i wypraszali kolejne szanse na podniesienie oceny, to zainteresujecie się metodami, które stosuje Magda Sierocka.

 

I chciałabym jeszcze dodać, że tam, gdzie są dobre, wspierające relacje, tam … wszystkim, i uczniom i nauczycielom żyje się dużo lepiej.

 

 

Foto: www.facebook.com/magdalena.sierocka

 

Wanda Sierocka

 

 

Oto tekst Wandy Sierockiej – nauczycielki j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 im. Ireny Sendlerowej na Warszawskiej Woli:

 

 

Wiecie co? W życiu nie miałam tak spokojnej końcówki roku. Zero pochodów, żebrania, próśb, gróźb, podań, płaczów o poprawę oceny rocznej. Chociaż wcale nie ustaliłam samych super ocen, są różne. Zastanawiam się dlaczego jest aż tak spokojnie i myślę, że dlatego, że zarówno rodzice, jak i dzieci dokładnie wiedzą co umieją, mają świadomość swojego miejsca w stopniu przyswojenia wymagań edukacyjnych, wkładu pracy i postępu, w wyniku nieustannego mojego udzielania informacji zwrotnej (pisemnej i ustnej) oraz nieustannej ich samooceny. Nie ma potrzeby więc teraz drzeć szat. Jest jak jest, bądźmy uczciwi.

 

PS: średnia ważona albo średnia arytmetyczna nie dość, że nie są zgodne z prawem, to jeszcze wrzucają nas w tryb walki i niebrania odpowiedzialności. Są bezpośrednim zaproszeniem dzieci i rodziców do gry, w której średnio chcemy brać udział.

 

Pamiętajmy też, że to nauczyciel ustala (ustala, nie wystawia!) ocenę roczną, a nie kalkulator oblicza. My mamy dobre prawo oświatowe, trzeba teraz je poznać i zacząć stosować

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska

 



Wczoraj (8 czerwca 2022 r.) na fanpage Centrum Doskonalenia Nauczycieli Razem Lepiej  można było obejrzeć i wysłuchać Annę Jurewicz i zaproszoną przez nią Wiesławę Mitulską, które dzieliły się swoimi pomysłami na bardzo aktualny temat:

 

 

ZAKOŃCZ ROK SZKOLNY Z POLOTEM!

Ożywcze pomysły na rewelacyjne zakończenie roku w klasie i szkole!

 

 

Plik z Yoy Tube z nagraniem tego webibaru – TUTAJ



Foto: Franciszek Mazur/AG[www.culture.pl]

 

 

Dzisiaj proponujemy fragmenty tekstu (z możliwością przeczytania pełnej wersji), zamieszczonego w sobotę 4 czerwca 2022 r. na portalu „Krytyka Polityczna”, zatytułowanego „Mówimy: ‘Uczysz się po to, by zostać kimś’. Ale w takim razie kim są dzieci teraz?” Jest to zapis rozmowy, jaką z Jaśminą Wójcik – artystką pracującą z dziećmi – przeprowadziła Magda Roszkowska.

 

 

Magda Roszkowska: Od kilku lat współpracujesz z dziećmi, prowadząc zajęcia w przedszkolach i szkołach, współtworząc redakcję „Gazety Dzieci” czy realizując dokument kreacyjny na podstawie dziecięcych interpretacji powieści Janusza Korczaka Król Maciuś I. Jednocześnie twoje działania to takie ciągłe rozpruwanie gorsetu oczekiwań i powinności, jakie dzieciom narzuca świat dorosłych. Jakie miejsce w społecznej układance zajmują dziś dzieci i czy dostrzegasz jakieś istotne zmiany w postrzeganiu, kim są dzieci i jaka jest ich rola?

 

Jaśmina Wójcik: Pierwsza zmiana, jaka przychodzi mi do głowy, dotyczy miejsca dzieci w sferze publicznej. Mam wrażenie, że one są z niej coraz bardziej wypychane. Na miejskich podwórkach normą stało się wieszanie tabliczek z zakazem gry w piłkę. Jakiś czas temu uczestniczyłam w pilotażowym programie warszawskiego Zarządu Zieleni. Wraz z fundacją „Na miejscu” tworzyliśmy naturalne ogrody zabaw.

 

Co to takiego?

 

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że na placu zabaw jest huśtawka, zjeżdżalnia, piaskownica i karuzela, a wszystkie urządzenia mają ściśle określone przeznaczenie i skrypt używania. Poza tym są metalowe lub plastikowe. Na naturalnych placach zabaw dzieci bawią się szyszkami, błotem, patykami, budują z wikliny czy drewna. Same mogą wymyślać, w jaki sposób się bawić, w co i czym. Założeniem jest zwrócenie im „naturalnego dzieciństwa”, czyli nieskrepowanej zabawy, w której nie muszą koniecznie stosować definicji narzuconych przez dorosłych.

 

Miejsca, które miały stać się częścią tego pilotażowego programu, były zgłaszane przez samych mieszkańców. Projektanci przeprowadzali wizję lokalną, rozmawiali z dziećmi i rodzicami, jakie są ich potrzeby, co lubią robić, potem przygotowywali projekt i dyskutowali o nim z lokalną wspólnotą.[…]

 

Tymczasem okazało się, że najwięksi przeciwnicy placu zabaw byli rodzicami, tyle że dorosłych już dzieci. Zapytałam, gdzie w takim razie wychowali potomków. Usłyszałam: tutaj, ale to były inne czasy! Ostatecznie podwórko pozostało trawnikiem pełniącym funkcję psiej toalety.

 

Jak myślisz, skąd bierze się ta niechęć?

 

Może ludzie chcą mieć święty spokój?

 

A podwórka traktują jak swoją własność?

 

Z jednej strony lamentujemy nad tym, że dzieci tracą kontakt z rówieśnikami, nie bawią się na powietrzu, nie znają dzieci z sąsiedztwa, bo są wożone do szkół i życie spędzają przed telewizorem, w telefonach i tabletach. Z drugiej – chcemy przestrzeni publicznej, w której nie można hałasować, biegać, jeździć na hulajnodze. To jest sprzeczność.

 

A wracając jeszcze do poprzedniego pytania: wydaje mi się, że my, dorośli, rzadko zastanawiamy się, co naprawdę rozumiemy przez wychowanie dziecka i skąd mamy właśnie taką definicję.

 

To znaczy jaką?

 

Kiedy stajemy się rodzicami, uważamy, że dziecko to tabula rasa, więc musimy je ulepić, ukształtować, żeby stało się kimś w przyszłości, czyli dorosłym. W modelu edukacji systemowej efektem tego procesu ma być posłuszny wykonawca poleceń i procedur. A jeśli dodamy nakładkę kapitalizmu – przyszłej konkurencyjności na rynku pracy – wtedy materiał staje się rodzajem inwestycji. Wykonawca ma być nie tylko posłuszny, ale i możliwie najlepszy. Rodzice – ci, którzy mogą sobie na to pozwolić – wybierają więc najlepsze szkoły, zapisują dziecko na zajęcia dodatkowe, a ono szybko przyswaja, że w tym systemie efekt i wyniki są najważniejsze. […]

 

Moja praca z dzieciakami to także komunikat do dorosłych: dostrzeżmy w dzieciach ludzi! Sto lat temu Janusz Korczak zwracał uwagę, że dziecko nie tyle dopiero będzie kimś, ile już jest kimś. Mam wrażenie, że tego potencjału bycia kimś często nie widzimy. Nie dopuszczamy myśli, że dziecko ma własne zdanie i warto go posłuchać. To jest oczywiście uciążliwe, bo traktowanie dziecka po partnersku wymaga pertraktacji, negocjacji, przekonywania, uznania racji, ustępstw, umiejętności przyznania się do błędów – jednym słowem: wymaga czasu. Dlatego łatwiej zakomunikować: „Nie wolno, bo ja tak mówię”.

 

Tak, tylko gdy nauczyciel ma w klasie trzydzieści osób, a rodzic goni na etacie i zleceniach, to zdanie „nie wolno, bo ja tak mówię” może pozwala uniknąć jeszcze większej frustracji.

 

Jasne. Z własnego doświadczenia wiem, że tak jest czasem łatwiej. Dlatego to, co mówię, nie jest krytyką pojedynczych rodzicielskich wyborów ani krytyką podejścia poszczególnych nauczycieli. Mam problem z tym, że wszyscy po uszy tkwimy w systemie wychowania i edukacji, który jest dla dzieci szkodliwy, sami w nim wyrośliśmy, więc to dla nas naturalny stan rzeczy.[…]

 

Mówisz, że system jest do wymiany, a jednocześnie piszesz, że nie ma od niego ucieczki.

 

W tym sensie nie ma, że dopóki go nie wymienimy, wszyscy będziemy w nim jakoś uczestniczyć. Moje dzieci są w edukacji domowej, czyli niby są poza systemem, ale już dwa razy otrzymałam od dyrekcji szkoły rejonowej wezwanie do natychmiastowego wyjaśnienia sytuacji uczennic. Moje córki spełniają obowiązek szkolny poza szkołą, w placówce innej niż ich szkoła rejonowa. Ta placówka może mieć pod swoimi skrzydłami uczniów i uczennice realizujących edukację domową. Jednocześnie szkoła rejonowa musi dostać odpowiednią informację o uczniach ze swojego rejonu. Rozumiem konieczność takiej weryfikacji. Tyle że oni nie prosili mnie o wyjaśnienie, ale wezwali do pilnej odpowiedzi, co się dzieje z uczennicami (mimo że dostali stosowne informacje, ale albo je zagubili, albo nie zapisali), jakbym była podejrzana o przechowywanie dzieci w piwnicy.

 

Pytanie, czy całkowita zmiana jest możliwa?

 

Czytaj dalej »



 

 

Portal OKO.press zamieścił dzisiaj (7 czerwca 2022 r.) obszerny artykuł Adama Leszczyńskiego, zatytułowany Feminizm – ideologia „atakująca sferę duchową” i polskojęzyczne media. Podręcznik do HiT”. Oto jego fragmenty:

 

 

[…] 6 czerwca 2022 roku wydawnictwo „Biały Kruk” udostępniło na stronie internetowej fragmenty podręcznika do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość”, którego lekcje zaczną się w szkołach już 1 września.

 

Ani autor, ani wydawnictwo nie są przypadkowe.

 

Autor

 

Autorem podręcznika jest prof. Wojciech Roszkowski, historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN w Warszawie, wcześniej europoseł PiS. W latach 80. XX w. Roszkowski – pierwotnie historyk gospodarki PRL – opublikował pod pseudonimem „Andrzej Albert” podręcznik historii najnowszej Polski, wydany poza cenzurą i bardzo popularny w kręgach opozycyjnych. W latach 90. poglądy Roszkowskiego ulegały radykalizacji – w ostatnich latach publikował głównie długie na kilkaset stron publicystyczne eseje poświęcone „upadkowi cywilizacji zachodniej” (taki tytuł nosi jedna z jego ostatnich książek).

 

Wydawca

 

Wydawca także nie jest przypadkowy. Wydawnictwo „Biały Kruk” specjalizuje się w książkach o charakterze religijnym i dewocyjnym, wydaje m.in. kalendarze. Wśród autorów wymienia na pierwszym miejscu Jana Pawła II. Autorską decyzją byłego ministra nauki Jarosława Gowina w styczniu 2019 roku zostało wpisane na listę wydawnictw naukowych — za publikację w nich naukowiec otrzyma punkty liczące się do oceny dorobku (a więc prof. Roszkowski otrzyma za to tyle punktów, co za prawdziwą książkę naukową).

 

Wydawnictwo publikuje książki licznych autorów bliskich i miłych władzy, np. wydało książkę senatora Franciszka Ryszki, który w głośnym wywiadzie radiowym w październiku 2019 roku wieszczył upadek cywilizacji i koniec świata. Wydawca publikuje także wielotomowe „Dzieje Polski” autorstwa innego związanego z prawicą historyka, prof. Andrzeja Nowaka. Wydaje także miesięcznik „Wpis. Wiara, patriotyzm i sztuka”, który otrzymał w 2022 roku 105 tys. złotych dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Przedmiot

 

„Historia i teraźniejszość” to nowy przedmiot, ma trafić do programów szkół ponadpodstawowych już od września 2022 roku. […]

 

Podręcznik

 

Jak informuje wydawca, podręcznik Roszkowskiego „przechodzi aktualnie ostatnią fazę akceptacji przez Ministerstwo Edukacji i Nauki”. Według informacji „Gazety Wyborczej” ministerstwo zażyczyło sobie pewnych zmian — nie wiemy, jakich.

 

Książka jest wielka — liczy ponad 500 stron. Z nich wydawca udostępnił na stronie internetowej ponad 90. To pozwala wyrobić sobie pewną opinię o całości. […]

 

 

Wybraliśmy dla Państwa parę smakowitych przykładów. Niestety, trzeba wiedzieć, czego się będą uczyć Wasze (i nasze) dzieci.

 

 

Feminizm jak nazizm

 

Na s. 19. Roszkowski tłumaczy, czym są ideologie. Pisze najpierw o nazizmie, a potem dodaje:

 

„Ideologie atakują także sferę duchową człowieka. Posługują się nimi inżynieria społeczna i socjotechnika, mające za cel przekształcanie społeczeństw dla potrzeb osiągnięcia i posiadania władzy.

 

Wśród najbardziej popularnych obecnie ideologii politycznych należy scharakteryzować socjalizm, liberalizm, feminizm i ideologię gender, współczesną chadecję, czyli chrześcijańską demokrację, której nie należy jednak utożsamiać z chadecją sprzed lat 40. i więcej”.

 

Zwróćmy uwagę na sprytny zabieg — autor nie zrównuje feminizmu z nazizmem w jednym zdaniu. Uznaje jednak jedno i drugie za ideologie, a ideologie mają te same cechy — „atakują sferę duchową człowieka”. […]

 

 

 

 

Cały tekst Feminizm – ideologia „atakująca sferę duchową” i polskojęzyczne media. Podręcznik do HiT”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oko.press

 



Wczoraj (6 czerwca 20022 r.) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu kolejny tekst, który udostępniamy bez skrótów:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Pozytywne przesłanie

 

W artykule zajmiemy się siłą pozytywnego podejścia. Ono może zmienić nasze i naszych uczniów życie w szkole. Zacząć od siebie i przenieść ten optymizm na uczniów.

 

Sukces edukacyjny zaczyna się od szczęścia i pozytywnego nastawienia, a nie od ciężkiej pracy – napisał Matt Zalaznick autor artykułu, z którego skorzystałam. Powołuje się na autora bestsellerów i głównego mówcę konferencji Future of Education Technology® , Shawn Achor , który jest ekspertem w dziedzinie psychologii pozytywnej. Jego zdaniem „pozytywne mózgi” odnoszą niesamowitą przewagę, podnoszą produktywność o 31%, potrajają kreatywność i zdolność rozwiązywania problemów, pogłębiają więzi społeczne, podnoszą poziom swojej inteligencji i pamięci.

 

Achor sugeruje, że trzeba odwrócić kolejność w opinii: Jeśli będę ciężej pracować, odniosę sukces, a potem będę szczęśliwy. Jego zdaniem najpierw trzeba skupić się pozytywnym podejściu, wtedy prawie każdy wynik edukacyjny się poprawi.

 

Zadano mu kilka pytań:

 

1.Czy nauczyciel może zdecydować, że jest szczęśliwy.

Achor nawiązuje do pracy lekarzy i pielęgniarek w czasie pandemii. Przede wszystkim dbali o swoje zdrowie i odporność. Zakładali maski, robili zastrzyki, myli ręce, a potem pomagali jak największej liczbie ludzi.

Ważne jest, aby nauczyciele poprawili swój emocjonalny układ odpornościowy, zanim spróbują zapewnić naukę społeczną i emocjonalną uczniom. Budowanie emocjonalnego układu odpornościowego zaczyna się od nawyków, takich jak ćwiczenia wdzięczności, prowadzenie dziennika, 15-minutowy szybki spacer, dwie minuty medytacji lub krótka pozytywna wiadomość e-mail. Proste czynności, mają ogromne konsekwencje, a dla edukatora zaczynanie od pozytywów przed zaangażowaniem się w trudne części nauczania jest koniecznością.

 

 

2.Jak możemy się dostosować?

Nasze postrzeganie rzeczywistości nie jest całkowicie oparte na genach i środowisku. Nie wybraliśmy naszych rodziców i jak pokazał nam rok 2020, nie możemy nawet kontrolować mikro środowiska. Jeśli ludzie zmienią swoje codzienne nawyki lub sposób, w jaki wchodzą w interakcje z innymi lub sposób w jaki przetwarzają informacje, to takie świadome działania mogą przełamać tyranię genów i środowiska i mogą wprowadzić w nasze życie optymizm, nadzieję i szczęście.

 

3.W jaki sposób możemy radzić sobie ze stresem, gdy musimy tkwić w stresującym środowisku, atakowani przez nowe wyzwania?

W każdym stresie zawarte jest jego znaczenie, ale kiedy nasz mózg go nie dostrzega, stres wywiera negatywny wpływ na organizm. Postaraj się o większe docenianie samego siebie (od innych lub od siebie samego), szukaj znaczenia swojej pracy, notuj swoje sukcesy.

 

W obliczu stresu, gdy jesteśmy wewnętrznie silni, to widzimy, że stres może jest nieunikniony, ale jego skutki już nie są.

 

 

4.W jaki sposób nauczyciele mogą dzielić się pozytywnym podejściem z uczniami?

Powinniśmy przekonać rodziców i uczniów, że chcemy zobaczyć potencjał ucznia, a to jest możliwe tylko wtedy, gdy jego mózg jest „pozytywny”. Pozytywne mózgi czerpią niesamowitą przewagę, podnosząc produktywność o 31%, potrajając kreatywność, potrajając zdolność rozwiązywania problemów i poprawiając rozumowanie werbalne i ilościowe, jednocześnie pogłębiając więzi społeczne, podnosząc inteligencję i pamięć, zmniejszając objawy, nękanie i izolację społeczną oraz wydłużenie naszego życia.

 

Podstawowym naszym celem powinno być, poprawienie samopoczucia i sukcesy naszych uczniów.

 

 

Inspiracja artykułem Matta Zalaznicka

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 



Tym razem nie w sobotę, a w niedzielę (5 czerwca 2022 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu kolejny post, będący  alarmem w sprawie podjęcia rzeczywistych działań w dążeniu do ratowania polskiej edukacji. Zamieściliśmy jedynie wybrane (subiektywnie) fragmenty tego obszernego tekstu, ingerując w przytoczone akapity podkreśleniami i pogrubieniami  liter, pragnąc w ten sposób zwrócić uwagę na najistotniejsze myśli i spostrzeżenia:

 

 

Edukacja w wypukłym zwierciadle

 

Od pewnego czasu nie mogę wyjść ze zdumienia, jak mało znaczy dla Polaków edukacja. Nie chodzi nawet o widoczny brak społecznego zapotrzebowania na radykalne zmiany, odpowiednie do realiów XXI wieku. Bardziej uderza mnie obojętność w obliczu mnożących się problemów: gwałtownego demontażu poprzedniego systemu, czego ukoronowaniem dla najbardziej poszkodowanego rocznika będzie katastrofa maturalna AD 2023, wielkiej improwizacji zdalnego nauczania w dobie pandemii, a ostatnio nagłego wtłoczenia do polskich placówek blisko dwustu tysięcy uczniów z Ukrainy. Wspomniane wydarzenia, oraz wypływające z nich wypalenie zawodowe rzeszy nauczycieli i powszechna dzisiaj w tym zawodzie frustracja materialna, wobec samozadowolenia władz ministerstwa tworzą obraz zbliżającej się do zapaści. Najwyraźniej jednak nie budzi to sprzeciwu, czy choćby tylko niepokoju szerszych kręgów społeczeństwa. […]

 

Napisałem, że moje zdziwienie „podziela wielu znajomych”. Abstrahując od pojęcia znajomych, które dzisiaj znaczy coś zupełnie innego niż ćwierć wieku temu, zatrzymajmy się nad słowem „wielu”. Wielu, to znaczy, ilu dokładnie?! Nie wiem. Na fejsbuku mam potwierdzonych około tysiąca. Jeśli liczyć tych, którzy w miarę regularnie czytają moje artykuły, to – na odpowiedzialność Google Analitycs – jest ich czterokrotnie więcej. Czyli legion, co jednak oznacza zaledwie mikroskopijną grupkę w odniesieniu do ogółu tych, którzy powinni być zainteresowani edukacją. Trochę wyżej przesuwa granicę mojego zasięgu liczba obserwujących profil „Wokół szkoły” na fejsbuku, która sięga ośmiu tysięcy. Do tego można jeszcze doliczyć, ponownie za sprawą Google Analitycs, około 25% czytających artykuły na moim blogu bez pośrednictwa FB. Dochodzimy zatem do około dziesięciu tysięcy dusz. Powiedzmy sobie szczerze, moje „wiele” jest w istocie bardzo maleńkie. O wiele zbyt małe, by marzyć o zmienianiu świata. […]

 

Trzeba przyznać, że moja bańka informacyjna, choć niewielka, tętni życiem. Trudno zliczyć fejsbukowe posty, komentarze, udostępnienia, lajki. Co tydzień dziesiątki interesujących webinarów i podkastów – gdyby chcieć tylko odsłuchać czy obejrzeć wszystkie, zabrakłoby doby. Początkującemu może to dawać złudzenie masowości i siły. Doświadczenie studzi jednak entuzjazm. Aktywnych uczestników jest bowiem bardzo ograniczona liczba, a ferment intelektualny dość pozorny. Całkiem niedawno profesor Leppert, którego aktywność na rzecz edukacji niezwykle doceniam, zapowiadając swój udział w jakimś nadchodzącym wydarzeniu, zauważył, że spotka tam głównie swoich znajomych. Napisał to w tonie radosnym, że wreszcie zobaczy wielu z nich „na żywo”, ale przy tym potwierdził moje spostrzeżenie – wszystko dzieje się w ograniczonym kręgu społecznym. Publikując kolejne artykuły również widzę powtarzające się nazwiska komentatorów i stawiających „lajki”. Te reakcje są oczywiście bardzo miłe, ale tworzą pewną iluzję masowości, co może prowadzić do rozczarowań. Tak jak miało to miejsce z petycją do ugrupowań opozycyjnych, w której zawarłem apel o stworzenie jeszcze przed wyborami wspólnego programu dla edukacji.

 

Pomysł wydawał się świetny. Ogłosiłem go w gronie fejsbukowych znajomych i zacząłem gromadzić sygnatariuszy. Nie powiem, na ilu liczyłem (ale na dużo), skończyło się jednak na niespełna dwustu. Były w tym osoby doskonale mi znane oraz – sporadycznie – nieznane, które ktoś zachęcił do złożenia podpisu. Towarzystwo zainteresowane edukacją z bardzo różnych powodów. Apel wysłałem e-mailem do niemal wszystkich parlamentarzystów opozycji. Odpowiedziały trzy osoby, wszystkie z Koalicji Obywatelskiej. Spośród nich, dwóch posłów ograniczyło się do zdawkowych listów z wyrazami…, hmm, wyrazami uprzejmości i zapewnieniem, że bardzo przejmują się stanem edukacji, tudzież niestrudzenie podejmują działania na jej rzecz. Dalej poszła jedynie posłanka Szumilas, która skontaktowała się ze mną telefonicznie. W rozmowie zadała pytanie, na które zrazu nie zwróciłem uwagi, o to, kogo reprezentuję. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że siebie i innych sygnatariuszy. Dopiero kiedy, mimo obietnicy, nie zadzwoniła do mnie ponownie zrozumiałem, że znacznie trzeźwiej ode mnie oceniła potencjał tej inicjatywy. Jako zerowy. Mogę pocieszać się jedynie złożoną sobie samemu obietnicą, że nigdy palcem nie kiwnę, żeby pomóc politykom Koalicji, ale to trochę jak reakcja wnuczka, który na złość babci postanowił odmrozić sobie palec. Humor poprawia tylko na chwilę. […]

 

Czytaj dalej »