
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Tak się zadziało, że – w zupełnie niezamierzony sposób – ostatnią w tym roku szkolnym poranną lekturą jaką proponujemy dzisiaj naszym czytelniczkom i czytelnikom jest – jak zwykle obszerny – tekst Roberta Raczyńskiego, wypatrzony przez nas już w środę 22 czerwca 2022 roku na jego blogu „Eduopicon”.
Foto: www.pl.freepik.com
Pozornie jest to o tym dlaczego dziewczynki nie chcą ćwiczyć na WF-ie. Ale nie dajcie się zwieść pozorom – autorowi chodzi tam o o wiele bardziej generalne problemy szkolnej edukacji. Przeczytajcie sami – najpierw zamieszczone poniżej fragmenty, ale w wolniejszej chwili cały tekst:
Co ma piernik do patriarchatu?”
W szeroko rozumianej publicystyce zajmującej się problematyką oświaty wciąż pokutuje wyobrażenie szkoły jako podmiotu niejako zewnętrznego w stosunku do reszty społeczeństwa, posiadającego gotowe recepty i narzędzia, których jednak, z niewiadomych względów, nie chce używać. Tak więc, mimo szeregu trafnych spostrzeżeń, znów otrzymujemy tekst sugerujący, że gdyby tylko ludzkie społeczeństwo było inne niż jest, nauczyciele bardziej świadomi i empatyczni, a szkoła i sport mniej patriarchalne, życie byłoby piękniejsze, a sale gimnastyczne pękałyby w szwach od przepełnionych miłością do kultury fizycznej dziewcząt. Co więcej, Autorka zapowiada kolejne dwa teksty, z których będziemy mogli dowiedzieć się, że dopiero co zarysowany problem w sumie problemem nie jest i że nauczyciel’ka (tym razem WF-u) potrafi i jeszcze może. Z pewnością wszyscy, którzy je przeczytają, zostaną pokrzepieni faktem, że garstka niewypalonych jeszcze entuzjastów uprawia swój zawód w kontrze do otaczających ją realiów, ustaleń swojego własnego ministerstwa, a czasami także zdrowego rozsądku, ocenia nie oceniając, przeprowadza zawody bez konkurencji, ma zawsze przy sobie paczkę podpasek i dobrze się zastanowi, zanim zaproponuje jakąś aktywność, bo nigdy nie wiadomo, czy ona nie jest przez przypadek zbyt patriarchalna.
Takie myślenie to właśnie wynik dominującej dziś chęci przemianowania i „zreformowania” szybkim, politycznie poprawnym dekretem zjawisk i procesów ewoluujących w kulturze od setek tysięcy lat. To po prostu nie zadziała systemowo, ale piewcy w ten sposób „wprowadzanych” zmian zdają się tego mankamentu nie zauważać, a co gorsze, są przekonani, że jeśli zdarza im się w tej czy innej sprawie mieć rację, to owa „racja” jest już wystarczającym powodem, by pożądana zmiana się dokonała.
Niestety, rewolucje udane i niepożerające swych dzieci są raczej absolutnym wyjątkiem w dziejach ludzkości, co współcześnie, w czasach sprzyjających nie akumulacji jakiejkolwiek wiedzy, a dominacji stwierdzeń zastępujących fakty jest jeszcze trudniej uświadamiane niż w wiekach uznawanych za prymitywne. Dużo łatwiej za niefajną rzeczywistość obwiniać męski szowinizm, zbędną konkurencję, niedostatek miękkich kompetencji i przeciętność nauczycieli niż zmierzyć się z faktem, że niestety istnieją w szkole kwestie tak czy inaczej nierozwiązywalne. Wbrew potocznym wyobrażeniom, owa nierozwiązywalność nie wynika jednak z braku woli, pomysłów czy narzędzi, ale ze sprzeczności dążeń i założeń. Nie daje się ciastka zjeść i nadal je mieć, a do tego najczęściej sprowadzają się stare, szkolne dylematy pożenione z nowym paradygmatem. Taki realizm jest jednak w szkole nie do pomyślenia od wielu już lat. […]
Od świadomości i empatii nauczycieli nie zależy również infrastruktura szkoły. Tu nie pomoże biadolenie o patriarchacie i braku wrażliwości na traumę noszenia takiego czy innego kostiumu. Tutaj potrzebne są ogromne środki, których brakuje na dużo bardziej naglące potrzeby niż neutralizacja zapachu snującego się z męskiej (damskiej też) szatni. Potrzeba na przykład pieniędzy na kolejne podręczniki do nowych przedmiotów, mających wyprostować ideologiczny i moralny kręgosłup młodych pokoleń – ich własne kręgosłupy są przy tym ceną, której żaden minister nie waha się zapłacić. Zapewnienie odpowiednio długiej przerwy pozwalającej na higienę i wypoczynek wydaje się przy tym błahostką – w końcu jest jedynie kwestią organizacyjną, leżącą całkowicie(?) w gestii szkoły. Jeśli jednak zdrowa większość narodu upiera się przy urnach wyborczych, że potrzebne jej są dwie godziny religii w tygodniu, kilka przedmiotów-michałków, by mieć dowód, że szkoła „przygotowuje do życia”, a rodzicom nigdy nie dość zajęć dodatkowych, warsztatów, kółek i zajęć wyrównawczych, wkrótce trzeba będzie w szkołach, oprócz łazienek, wyposażyć także sypialnie. I jeszcze ci bezczelni wuefiści i inni baby-sitterzy domagają się podwyżek. Skąd na to wszystko brać? A przecież trzeba jeszcze wyasygnować jakieś kwoty na propagowanie cnót niewieścich, które z jakimkolwiek WF-em stoją w jawnym konflikcie. Problem wydaje się więc pozorny – dziewczynki można z zajęć wychowania fizycznego zwolnić albo WF w ogóle ze szkół wyrzucić. Ewentualnie zostawić dla chętnych, którym własny zapach nie przeszkadza. A najlepiej ograniczyć do klas mundurowych, bo to przecież nie wypada, by przyszli obrońcy ojczyzny przewrotu w przód nie umieli zrobić. I jak się którejś do równouprawnienia spieszy, to ani koedukacyjna szatnia ani smród przepoconych gaci nie powinien jej przeszkadzać, niech się przyzwyczaja. […]
To oczywiście nie jedyna patologia płynąca z zastąpienia dobrowolności nauki jej prawnie usankcjonowanym obowiązkiem, który oczywiście wymaga narzędzi egzekucji. Nakłanianie do rywalizacji ludzi jej niechętnych byłoby zjawiskiem marginalnym, gdyby nie obowiązek oceniania, nałożony na nauczycieli ustawą. Gdyby nie to, upokarzające porównywanie klasowego niezdary, który już w przedszkolu miał kłopot z rzucaniem woreczkiem z grochem i którego mamusia całe jego życie pilnowała, żeby się przypadkiem nie spocił, z wyrośniętym kapitanem szkolnej drużyny lekkoatletycznej nie byłoby tak powszechne. Podobnie, bohaterki tekstu Marii Hawranek, które nie są w stanie złapać podawanej im piłki, nie musiałyby udowadniać, że są zdolne przebić ją na drugą stronę siatki tak, jak te ich koleżanki, które czerpią z tego satysfakcję. Ocenianie szkolne ma szereg wad, ale zmuszanie nauczycieli WF-u do stosowania tej samej skali do oceniania zupełnie niekompatybilnych możliwości uczniów o bardzo zróżnicowanych uwarunkowaniach psychofizycznych jest już idiotyzmem porównywalnym jedynie z klasyfikacją ich religijności, słuchu muzycznego i zmysłu plastycznego. Mająca ten idiotyzm rekompensować tzw. dywersyfikacja poziomu nauczania jest równie upokarzającą ściemą – które dziecko choć przez chwilę weźmie na poważnie sugestię, że piątka za dobiegnięcie do mety o własnych siłach jest równa piątce za mistrzostwo w międzyszkolnych rozgrywkach?
Także dzisiaj, jak to zazwyczaj czynimy – dzień po, proponujemy wszystkim którzy tego wczoraj nie mogli uczynić, aby obejrzeli i wysłuchali tego, co wczoraj w „Akademickim Zaciszu” o problemach polskich nastolatków Anno Domini 2022 roku mówili goście prof. Romana Lepperta – najpierw Tomasz Bilicki, a później także redaktor Justyna Suchecka – dziennikarka zajmująca się problematyką edukacyjną, autorka książek „Young power„ oraz „Nie powiem ci, że wszystko będzie dobrze”.
Tomasz Bilicki – pedagog, terapeuta, certyfikowany interwent kryzysowy (University of Maryland), koordynator Centrum Interwencji Kryzysowej dla Młodzieży przy Fundacji Innopolis w Łodzi, członek The International Critical Incident Stress Foundation (ICISF). Ukończył psychologię motywacji na Uniwersytecie SWPS, absolwent programu szkoleniowego ICISF w modelu indywidualnej i grupowej interwencji kryzysowej CISM, zalecanego przez ONZ. Szkolił się także na Uniwersytecie w Nowym Jorku, Utrechcie i Harvarda.
Plik z nagraniem spotkania na YoyTube „O polskich nastolatkach Anno Domini 2022 z Tomaszem Bilickim”
– TUTAJ
Foto: TVP3 Łódź[www.lodz.tvp.pl]
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski
Dzisiaj rano znaleźliśmy na blogu prof. Śliwerskiego „PEDAGPG”, opatrzony datą 23 czerwca 2022 r., post, zatytułowany „Nie tyko uczniowie czekają na koniec roku szkolnego”. Uznaliśmy, ze jego treść bez wątpienia zainteresuje także czytających nasze Obserwatorium. Zamieszczamy jedynie jego fragmenty, odsyłając po pełną wersję na blog:
Jak wynika z nauczycielskiej aktywności w sieci internetowej (zob. powyższy i poniższy mem z Facebooka) tęsknią za końcem roku szkolnego nie tylko uczniowie, ale i ich nauczyciele. Jedni i drudzy nie mogą doczekać się tzw. ostatniego dzwonka, liczą dni, godziny do apelu wieńczącego rok szkolny tak, jak dawniej odbywający obowiązkową służbę wojskową rekruci odcinali od centymetra kolejne odcinki, by podtrzymać na duchu własną odporność na zgromadzone przez ten czas negatywne emocje, odczucia. Inna rzecz, że od wielu dni w szkołach publicznych nie odzywał się dzwonek, bo nauczyciele sami zachęcali swoich podopiecznych, by nie przychodzili do szkoły i nie zawracali im głowy, gdyż muszą wypełniać dokumentację i wypisywać świadectwa szkolne.
Bywało, że do klasy w szkole przyszedł na lekcje tylko jeden uczeń, bo albo nie wiedział, albo kazali mu iść do niej jego rodzice. Biedak musiał siedzieć w klasie przez kilka godzin, zgodnie z planem lekcji i ze zmieniającymi się przy biurku nauczycielami. Żaden z nich nie prowadził lekcji. To oczywiste. Musiał zatem zadowolić się dostępem do internetu, by przeglądać strony w swoim smartfonie lub grać z kimś w sieci w Simsy.
Niektórzy nauczyciele mówili wprost swoim uczniom, by nie przychodzili w tym tygodniu do szkoły, bo po co mieliby to robić, skoro i tak zostały im wystawione oceny. Pedagogów zaś czekała sterta różnych dokumentów do wypełnienia. Trzeba rozliczyć się z wszystkiego, co tylko wiąże się z ich pracą, by mogli spokojnie wyjechać na wakacje.
Od lat formułowane są oczekiwania wobec resortu edukacji, by zmienić organizację roku szkolnego i przestać udawać, że cokolwiek sensownego ma w szkołach miejsce, skoro trzeba na wiele dni przed zakończeniem roku szkolnego wpisać oceny, by zatwierdziła je rada pedagogiczna. Czas nauki w szkole jest w systemie klasowo-lekcyjnym stracony dla wszystkich uczniów z wyjątkiem nauczycieli, bo oni otrzymują za pracę (pobyt) w szkole comiesięczną pensję. […]
Szkoła jest instytucją wćwiczania dzieci do pozornej aktywności. Jak poniża się nauczycieli ekonomicznie, społecznie, światopoglądowo, to i w ich środowisku obowiązuje przeświadczenie, że czy się stoi, czy się leży, jakaś płaca się należy. Jak mówiła przed wielu, wielu laty b. poseł PO Elżbieta Bieńkowska – za 6 tys. to albo złodziej, albo idiota. To jest niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował.
Nauczyciele nie są idiotami w odróżnieniu od niektórych posłów i polityków, toteż pracują nawet za niską pensję. Pasjonatom wystarczy nawet dzienna miska ryżu, jak postulował były doradca D. Tuska a dzisiaj premier rządu, gdyż fascynuje ich praca z dziećmi czy młodzieżą, a o dochody dba ktoś inny w ich środowisku rodzinnym.
Niektórzy, jak zostaną posłami zwycięskiej partii, to poprawią swój los, bo nie będą już chodzić do szkoły, tylko obejmą różne funkcje w ministerstwach, w zarządach spółek Skarbu Państwa, a w najgorszej sytuacji obejmą stanowiska w kuratoriach oświaty. Zawsze będą mieli więcej, niż gdyby mieli pracować w szkole. Im jest obojętny koniec roku szkolnego.
Cały tekst „Nie tyko uczniowie czekają na koniec roku szkolnego” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Dzisiaj (22 czerwca 2022 r.) „Portal Samorządowy” zamieścił informację o wynikach najnowszego badania „Barometr Edukacji Niepublicznej”. Oto obszerne fragmenty tego materiału – w tym dwie grafiki:
Zero optymizmu w szkołach niepublicznych. Jest cały zestaw powodów
Nie 6,1, jak rok temu, nie 3,8, jak jeszcze w marcu, a dokładnie 0 wyniosła tym razem wartość indeksu optymizmu wśród dyrektorów szkół niepublicznych. Oznacza to, że żaden z respondentów nie oczekuje poprawy sytuacji w kolejnych miesiącach. Co więcej, ponad 61 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji. Według Społecznego Towarzystwa Oświatowego (STO – badanie „Barometr Edukacji Niepublicznej”), źródłem tych prognoz są m.in.: inflacja i wzrost kosztów funkcjonowania szkół oraz pogłębianie się już istniejących problemów, wynikających z działań władz oświatowych.[…]
„0” – tyle wyniosła wartość Indeksu Optymizmu w czwartej edycji badania „Barometr Edukacji Niepublicznej”, które zostało przeprowadzone w dniach 13-15 czerwca wśród 78 dyrektorów szkół niepublicznych – podstawowych, ponadpodstawowych i artystycznych – przez Społeczne Towarzystwo Oświatowe (STO).
To najniższy wynik indeksu od początku badania, a więc od I edycji z sierpnia-września 2021 r., kiedy wyniósł on 6,1. W edycji listopad-grudzień 2021 r. osiągnął on wartość 5,6, a w marcu 2022 r. – 3,8. Obecny wynik oznacza, że dyrektorzy nie widzą przesłanek zmian na lepsze. Dalszego pogorszenia sytuacji spodziewa się 61,6 proc. ankietowanych.[…]
W mojej szkole najlepiej
Na tle oceny sytuacji w oświacie dużo lepiej przedstawia się ocena jej we własnych szkołach. Dokładnie połowa dyrektorów ocenia ją jako raczej dobrą (43,6 proc.) lub zdecydowanie dobrą (6,4 proc.), a prawie co trzeci ankietowany uważa, że nie jest ona ani dobra, ani zła. Co trzeci jest też zdania, że położenie jego szkoły nie uległo zmianie w ciągu ostatniego roku. […]
Kadry to skarb, przepisy – zmartwienie
Podobnie jak w przypadku poprzednich edycji badania, dyrektorzy odpowiadali też na pytania o największe zagrożenia oraz wyzwania szkoły. Wśród zagrożeń po raz kolejny najwięcej z nich (82,1 proc.) wymieniło potrzebę zadbania o stabilną sytuację kadrową szkoły. Z tym że odsetek tak myślących dyrektorów był o ponad 5 proc. wyższy niż jeszcze w marcu 2022 r. (66,9 proc.).
Ważniejsze niż w poprzednich edycjach okazało się też zadbanie o dobrostan psychofizyczny nauczycieli (56,4 proc.) i – jak poprzednio – konieczność wsparcia psychologiczno-pedagogicznego uczniów (55,1 proc.).[…]
Cały tekst „Zero optymizmu w szkołach niepublicznych. Jest cały zestaw powodów” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
x x x
Więcej szczegółowych informacji o tym badaniu na stronie Społecznego Stowarzyszenia Oświatowego: „Wyniki 4. edycji badania Barometr Edukacji Niepublicznej” – TUTAJ
8 czerwca na „ Blogu uczniowskim”, jaki na stronie Szkoły Podstawowej nr 124 im. Stanisława Jachowicza w Warszawie prowadziły uczennice klasy VIII – Julka i Zosia, młode blogerki zamieściły pożegnalny post. Oto jego treść:
Witamy Was w ostatnim już wpisie w tym roku szkolnym. Przez te kilka miesięcy pokonałyśmy wiele trudności. Na szczęście, najgorsze jest już za nami – mamy na myśli egzaminy ósmoklasisty. Było ciężko, ale teraz możemy już odetchnąć i zacząć myśleć o wakacjach. Tym wpisem chciałybyśmy podsumować osiem lat spędzonych w tej szkole.
Nauczyłyśmy się tu wielu rzeczy, nie tylko teoretycznych, ale też ważnych wartości życiowych. Nie było nam łatwo, wszyscy musieliśmy włożyć w naukę dużo więcej wysiłku przez pandemię, która spotkała nas w późniejszych, trudniejszych latach nauki. Chcemy podziękować nauczycielom, którzy mimo przeszkód wytrwale starali się przekazywać nam wiedzę. W szczególności dziękujemy naszej wychowawczyni, pani Wandzie Krakowskiej, za to, że nie tylko prowadziła nas przez odmęty wiedzy polonistycznej, ale też pomagała nam rozwiązywać wszelkie konflikty i problemy, które spotykały i będą spotykać nas na drodze do dojrzałości. Niełatwo będzie nam pożegnać się ze wszystkimi wspaniałymi ludźmi, których poznałyśmy w tej szkole. Będziemy za Wami wszystkimi tęsknić, w szczególności za naszą klasą!
Pragniemy złożyć specjalne podziękowania za te lata nauki cudownym nauczycielkom, które dołożyły wszelkich starań, żebyśmy napisali egzaminy ósmoklasisty najlepiej, jak tylko możemy: pani Agnieszce Szczepanek, pani Małgorzacie Szałas i pani Karolinie Bartniczak. Dodatkowo dziękujemy paniom: Justynie Prejs i Joannie Duraj, które umożliwiły nam rozwijanie się w dziedzinie pisania i nie tylko. Jesteśmy Wam wszystkim niezmiernie wdzięczne!
Na koniec chcemy jeszcze podzielić się wiedzą, którą zdobyłyśmy w tym roku, przygotowując się do jednego z ważniejszych wydarzeń w naszym życiu.
Drodzy Siódmoklasiści! Pamiętajcie, żeby uczyć się systematycznie od początku roku, ale w natłoku nauki nie zapominajcie też o rozwijaniu swoich pasji. Pamiętajcie o wypoczynku i kontaktach towarzyskich. Egzaminy to wyzwanie, któremu wszyscy musimy stawić czoła, ale jesteśmy pewne, że dacie radę. Powodzenia!
Niestety, musimy się już z Wami wszystkimi pożegnać. Dziękujemy, że byliście z nami. Odchodzimy z poczuciem, że dobrze spędziłyśmy te osiem lat naszych żyć. Jesteśmy smutne, że musimy odejść, ale też podekscytowane nadchodzącymi przygodami i wyzwaniami, które nas czekają. Mamy nadzieję, że o nas nie zapomnicie. Będziemy wiązać z tą szkołą tylko pozytywne uczucia. Do widzenia!
Julka i Zosia
Źródło: www.sp124.waw.pl
Na portalu „Projektujemy Przyszłość” zamieszczono przed tygodniem (14 czerwca 2022r.) warte upowszechnienia zestawienie tekstów o edukacji, autorstwa ekspertów – bardziej i mniej znanych osób:
Dlaczego edukacja jest ważna?
Przez ostatnie tygodnie w mediach społecznościowych pokazywaliśmy Wam różne perspektywy spojrzenia na to, dlaczego edukacja jest ważna! Na Facebooku i Instagramie (zachęcamy do śledzenia naszych profili), pod hasztagiem #edukajcajestwazna, na to pytanie opowiadali nam eksperci – nauczyciele, dyrektorzy i praktycy związani z edukacją. Zachęcamy Was do zapoznania się z ich perspektywą i podzielenia się w mediach społecznościowych swoimi przemyśleniami na ten temat.
„Dobra edukacja to dialog pomiędzy potrzebami ucznia a wyzwaniami współczesnego świata.”
„Nie potrzebujemy edukacji, która zniewala. Potrzebujemy edukacji, która wyzwala.”
„Dobra edukacja kryje się w codziennych, drobnych sprawach – celowości działań, refleksji oraz uczeniu się w dialogu z innymi i ze światem.”
„Zewsząd słyszymy, że musimy zadbać o “przyszłość edukacji”, a przecież wyzwaniem jest to, co dzieje się “tu i teraz”. Mądra zmiana potrzebna jest szkole dziś. Zaprojektujmy ją wspólnie.”
„Potrzebujemy edukacji, która wyjaśnia młodym ludziom otaczający ich świat i daje moc, by go zmieniać.”
„Edukacja jest ważna, ponieważ daje wolność i przestrzeń do działania. Buduje świadomość i poczucie własnej wartości. Kreuje odwagę i refleksyjność. Edukacja jest paszportem do przyszłości. Dbajmy o swoją edukacyjną tożsamość.”
„Nowoczesna edukacja opiera się na budowaniu relacji, nieustannym rozwijaniu własnych kompetencji oraz pasji. Tylko nauczyciel, który wierzy, że zmieniając edukację, zmienia świat, jest w stanie to czynić.”
Agata Karolczyk-Kozyra
„Edukacja czyni człowieka wolnym – bo pomaga zrozumieć. Rozumienie świata, zachodzących w nim zjawisk i procesów, to droga do podjęcia właściwych życiowych decyzji, dokonania własnych wyborów i podążania wybraną ścieżką.”
„Edukacja to szczęście, wartość. To dla moich uczniów i dla mnie otwarte drzwi. Jeśli przez nie przejdziesz, będziesz miał nieograniczone możliwości wyboru, będziesz smakował, odkrywał, a przede wszystkim rozumiał świat. Edukacja to ciągłe bycie z drugim człowiekiem – uczniem, nauczycielem, mentorem.”
Monika Szulkowska
nauczycielka angielskiego i polskiego w Szkole Podstawowej nr 14
z Oddziałami Dwujęzycznymi w Inowrocławiu
„Edukacja pochodzi od łacińskich słów: educare – opiekować się, hodować i educere – wydobywać, podnosić. Edukacja więc to rozwój, spotykanie się z ludźmi, którzy stają się naszymi mentorami, uczenie się z nimi i uczenie się od nich. To wspólne działania, realizacja pasji i budowa relacji. Dzięki edukacji odnajdujemy siebie i swoje miejsce w świecie.”
Justyna Bober
nauczyciel-konsultant CEN w Suwałkach,
ambasadorka Wiosna Edukacji
„Jeżeli chcę, aby moi uczniowie byli aktywni – sama jestem aktywna. Jeżeli chcę, aby moi uczniowie pomagali – sama pomagam. Jeżeli chcę, aby moi uczniowie uśmiechali się przychodząc do mnie na lekcje – sama obdarzam ich swoim uśmiechem. Bo nauczyciel musi być autentyczny, w tym co robi.”
Joanna Gadomska
Wielkopolski Nauczyciel Roku 2021
„Edukacja jest ważna na każdym etapie życia człowieka. To dzięki niej możesz nie tylko podążać za zmiana, ale być jej częścią. Dokonywać zmian i świadomie ewoluować i rozwijać się.”
Agnieszka Ogiegło
wicedyrektor w Szkole Podstawowej nr 7 im. T.Kościuszki w Kłodzku,
Superbelfer, Ambasador eTwinning Polska
„To, co bezpośrednio wszystkich nas dotyczy, powinno stanąć w centrum naszego zainteresowania. Prowadząc diagnostykę procesów edukacyjnych od lat, zauważam, że w wielu przypadkach systemowa szkoła nie spełnia swoich założeń. Nie uczy – wyręcza się edukacją nieformalną, nie podąża za zmiennymi potrzebami podopiecznych oraz nie organizuje twórczego i przyjaznego środowiska pracy uczniów i nauczycieli – realizuje program, który zweryfikowany przez rzeczywistość, okazuje się nieaktualny i nieprzystawalny. Edukacja wymaga zmian.”
dr Anna Przyborska-Borkowicz
specjalistka innowacji pedagogicznych i oddolnych inicjatyw oświatowych,
założycielka platformy edukacyjnej wiesz.to!
Tekst zaczerpnięty z portalu „Projektujemy Przyszłość”, gdzie znajdują się także zdjęcia autorów tych cytatów
– TUTAJ
Źródło: www.projektujemyprzyszlosc.pl
W sobotę 18 czerwca 2022 r. Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu tekst, zatytułowany „Czuję się dobrze w szkole”. Nie jest to tytuł precyzyjnie informujący o jego rzeczywistej treści, dlatego musimy dodać, że dowiecie się z niego o tym jak zdiagnozować, czy nasi uczniowie maja w swojej szkole osobę, na której wsparcie mogą liczyć:
Rysunek: Danuta Sterna
Czasami uczniowie nie czują, że są częścią wspólnoty szkolnej, nie mają do nikogo zaufania i czują się wyobcowani. Tacy uczniowie, nie widzą, że dorośli w szkole się o nich troszczą. Często zaczynają sprawiać kłopoty, mają zachowania agresywne lub wprost przeciwnie depresyjne i mają problemy w nauce.
Brak poczucia przynależności i opieki może być główną przyczyną niepowodzeń uczniów w nauce i zachowań destrukcyjnych.
Absolwenci szkół, którzy mieli trudności w szkole, które pokonali, często mówią, że stało się to dlatego, że spotkali choć jednego dorosłego, któremu zaufali. Człowieka, który w nich uwierzył, gdy oni w siebie nie wierzyli.
Przypomnijmy sobie nasze szkolne czasy, czy mieliśmy wokół siebie „przytomnego” i troskliwego dorosłego, do którego mieliśmy zaufanie i mogliśmy powierzyć mu swój problem? Jeśli szczęśliwie ktoś taki był, to przypomnijmy sobie, czym zasłużył na nasze zaufanie?
Drugie pytanie, które możemy sobie zadać to – czy my też możemy być taką postacią dla naszych uczniów?
Można uczniom zadać pytania wprost, o to, czy ufają dorosłym w szkole. Autor artykułu z którego korzystam proponuje trzy pytania:
1.Czy czujesz, że należysz do szkolnej społeczności?
2.Czy masz w szkole co najmniej jedną osobę dorosłą, której ufasz, z którą możesz podzielić się swoimi problemami?
3.Czy czujesz się zobowiązany do zgłaszania zaobserwowanych sytuacji, które mogą zranić lub skrzywdzić jakąkolwiek osobę w szkole?
Podobają mi się dwa pierwsze pytania, trzecie rozumiem, ale nie uważam za niezbędne.
Wyobraźcie sobie ucznia, który na te trzy (bądź dwa) pytania odpowie – nie?
Jak trudno jest żyć bez możliwości zwrócenia się do kogoś, do kogo ma się zaufanie, jak trudno wtedy dziecku poradzić sobie z problemami.
Odpowiedzi uczniów trzeba przeanalizować i wyciągnąć wnioski.
Trzeba zaakceptować pozyskane dane, nawet jeśli są one sprzeczne z osobistymi opiniami na temat panującego klimatu szkolnego. Dane te będą służyły w przyszłości do porównania sytuacji, po podjęciu przez nauczyciela (lub szkołę) odpowiednich działań.
Najlepiej, gdy analizą i planowaniem działań zajmie się cały zespół nauczycieli. W zespole trudniej jest „zgubić” poszczególnego ucznia i łatwiej jest analizować jego indywidualną sytuację. Jeśli uda się zidentyfikować uczniów, którzy nie czują się częścią społeczności szkolnej, to warto zastanowić się, jak im można pomóc.
Przede wszystkim można – zapewnić uczniowi osobisty kontakt z osobą dorosłą, która będzie okazywała mu troskę.
Nauczyciele mogą pomóc uczniom, przede wszystkim koncentrując się na ich sukcesach, a nie na porażkach oraz na budowaniu więzi ucznia z nauczycielem.
Na pewno w gronie nauczycieli znajdzie się ktoś, kto zechce zatroszczyć się o osamotnionego ucznia.
Korzystałam z artykułu Jima Dillona
Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl/
Foto: www.uwmfm.pl
Dr.hab. Stanisław Czachorowski, prof UWM – przy swoim „warsztacie pracy”
„Profesorskie Gadanie” to tytuł bloga prowadzonego przez dr.hab. Stanisława Czachorowskiego, prof UWM, pracującego na Wydziale Biologii i Biotechnologii, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurski w Olsztynie. Najczęściej są tam zamieszczane teksty odnoszące się do problematyki jego zainteresowań naukowych. Jednak od czasu do czasu można tam znaleźć także refleksje i pomysły odnoszące się do systemu oświaty, a do metodyki nauczania w szczególności. Najnowszym tego przykładem jest tekst, jaki prof. Czachorowski zamieścił 12 czerwca, zatytułowany „Dziennik refleksji cz. 3. Czyli co zamiast ocen i kartkówek”
Jako że to obszerna propozycja – zamieszczamy jedynie jego fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji „u źródła”:
Dziennik refleksji cz. 3. Czyli co zamiast ocen i kartkówek?
Wakacje to dłuższa przerwa w nauce, ale nie przerwa w pracy dla nauczyciela. Coś się skończyło, niebawem coś nowego się zacznie. Jest okazja odpocząć i na spokojnie przemyśleć oraz zaplanować zmiany od nowego roku. Z rozwagą. Ja także ładuję akumulatory. Przerwa wakacyjna to dobry czas na gruntowniejsze zmiany i ich staranne zaplanowanie. Tak jak oddanie samochodu do warsztatu na dłuższy przegląd – wygodne, gdy wiemy o przerwie w jeżdżeniu.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad szerszym zastosowaniem dziennika refleksji w praktyce szkolnej i akademickiej. Tak, dziennik refleksji dłużej się sprawdza niż oceny z testów. Ale może „sprawdzać” też uczeń a nie tylko nauczyciel. Dziennik refleksji zamiast sprawdzianów i ocen? Tak, przynajmniej w części. Wymusza refleksję i uczenie się różnych form wypowiedzi. Przecież nie musi być to tylko tekst, może być grafika (myślografia), fotografia, krótkie wideo itp. To wartość sama w sobie. Pozwala także uczniowi/studentowi retrospektywnie spojrzeć na swój rozwój. I uczeń może w czasie wakacji także zastanowić się nad sobą, nad tym co umie a co warto kształcić. I zaplanować zmiany w uczeniu się. Wyjść z utartych kolein, niekoniecznie prowadzących w dobrym kierunku. Czas, gdy można zastanowić się nad sensem i głównym celem. Tak jak w podróży pociągiem, nie tylko sprawdzić numer siedzenia ale czy się wsiadło do dobrego pociągu, jadącego w pożądanym kierunku. Jest czas by się przesiąść do tego właściwego.
W moim blogowym „dzienniku refleksji” zapisuję cały czas refleksje, podejmowane działania edukacyjne i zbieram notatki dotyczące dziennika refleksji. Czytam, co inni już na ten temat wiedzą, jakie mają doświadczenia. I zapisuję. Dla siebie i dla innych. W czasie wakacji (i nie tylko) wracam do tych zapisków i jeszcze raz je analizuję (nie tylko poprawiam dostrzeżone błędy literowe czy interpunkcyjne). Publiczna forma dziennika refleksji (blog) wymusza staranniejsze formułowanie myśli, porządkowanie ich itp. Zbieram informacje co do celu, struktury jak i narzędzi, które można wykorzystać do pisania i sprawdzania. Publiczny blog jest jedną z możliwości.
Czym jest dziennik refleksji? (Wynotowane ze słowników i encyklopedii)
„Dziennik refleksji to osobisty zapis doświadczeń ucznia nabytych w procesie uczenia się. Może być rozumiany jako przestrzeń, gdzie uczeń zapisuje i zastanawia się nad swoimi obserwacjami i ustosunkowuje się do sytuacji, które mogą być wykorzystane do poznania i analizy sposobów myślenia. Dziennik może zawierać również obrazy, rysunki i inne typy materiałów źródłowych.”
Dziennik refleksji nie pojawił sie nagle i nie skostniał w jednej formie. To ciąg ewolucyjny ciągłych zmian i optymalizacji. I ogromna różnorodność, bo potrzeby są różne. Dzienniki refleksji we współczesnej formie wykorzystywane są do: zapisu rozwoju pomysłów i spostrzeżeń uczniów w określonym kontekście, jak również koncepcji, idei, etc.. Służą do zastanawiania się nad treścią przedmiotu i osobistymi doświadczeniami jako sposób na zwiększenie zrozumienia uczniów, do analizy procesu uczenia się w kontekście własnego rozwoju.
„Dzienniki refleksji są wykorzystywane do dokładnego poznania swojej sytuacji, ale w ogólnym kontekście doświadczeń uczniów. Dzienniki pomagają w refleksji na temat, podczas i dla działania.
[…]
Do czego one służą (blogi) jako dzienniki refleksji?
„Głównym celem dziennika refleksyjnego uczenia się jest utrwalenie i rozszerzenie procesu uczenia się poprzez refleksję. Często może służyć jako dowód tej nauki, aby wykazać, że uczeń spełnił określone kryteria oceny. W przypadku niektórych kwalifikacji (…) przygotowanie dziennika nauki jest podstawową częścią oceny.”
Uczenie refleksyjności uczy samodzielności w uczeniu się przez całe życie. W szkole i na studiach są stopnie i punkty. Mogą być jakimś punktem odniesienia i miarą postępu. A po uzyskaniu dyplomu co? Długie życie bez ocen. Ale za to z refleksja, której można nauczyć właśnie przez dziennik refleksji. I co najważniejsze, można nauczyć się samemu, w działaniu. Nie potrzebny jest osobisty nauczyciel (choć to znacznie ułatwia im przyspiesza). Można korzystać z „nauczyciela globalnego” i konektywnego czyli z doświadczeń innych ludzi. Trzeba tylko poszukać odpowiednich książek lub poradników w sieci. Być może najważniejszą kompetencją, wynoszoną z edukacji formalnej jest umiejętność uczenia się… przez całe życie. W tym refleksji nad swoim rozwojem.
Jaką formę powinien mieć dziennik? Pytanie o strukturę. Ta zaś wynika z celu lub przyjętego procesu. Może to być pisany chronologicznie (z datami, tak jak typowy dziennik) lub jako tematyczne notatki. Temat nadaje strukturę, niczym zeszyt przedmiotowy. można pisać w papierowym zeszycie lub w chmurze. Jeśli blog to tekst (daty generują się automatycznie), zdjęcia, notatki graficzne lub wideo. Nawet prowadzone na Tik Toku. Struktura ułatwia odejście od pisania chaotycznego tekstu. Chaotyczny tekst tez jest przydatny do zapisywania emocji, myśli, takiego bezkierunkowego wędrowania myślami. Niemniej struktura ułatwia uporządkowanie, koncentrację na wybranych celach a potem lepiej służy refleksji bo łatwiej znaleźć ważne i istotne fragmenty. Ważną rolą nauczyciela jest strukturyzacja wiedzy. Dziennik refleksji też może temu służyć, ale poprzez odpowiednie pytania i strukturyzację łatwiej to osiągnąć.
Dlatego przydatne są jasne wskazówki, kierowane do uczniów na początku lub co jakiś czas. Wtedy uczniowie będą wiedzieli, co jest istotne, przydatne i co należy uwzględnić. We wskazówkach możemy poinformować uczniów o kwestiach dotyczących ujawniania danych osobowych i poufności. Czyli co można a co nie można ujawniać publicznie.
[…]
Jest znacznie więcej metod aktywizujących i pytań, które można wykorzystać we wskazówkach dla uczniów/studentów piszących dziennik refleksji. Sporo materiałów już zebrałem, czyniłem nieśmiałe próby, teraz pora zaplanować wdrożenie w najbliższym roku akademickim. Na sobie już przećwiczyłem, teraz pora podzielić się doświadczeniem ze studentami. Dopisać metody aktywizujące z kursu, przetworzyć.
Jak zachęcać uczniów, którzy nie chcą pisać o swoich doświadczeniach?
„Niektórzy ludzie są naturalnymi pisarzami pamiętników; inni tego nienawidzą. Niektórzy ludzie wolą nagrywać dziennik wideo. Jeśli dziennik refleksyjnego uczenia się nie jest istotną częścią oceny, być może powinieneś zastanowić się, czy nalegać na to dla wszystkich uczniów.
POPROŚ uczniów, aby pisali pełnymi zdaniami, a nie tylko notatkami.
POPROŚ ich, aby sprawdzili pisownię i interpunkcję – lub poproś kogoś innego o korektę dla nich.
NIE proś ich o podanie nazwisk osób lub organizacji . Ważne jest, aby zachować poufność.
PRZYPOMNIJ im, że ich dziennik będzie przeglądany przez moderatorów zewnętrznych, więc wszelkie nieodpowiednie lub osobiste komentarze, którymi nie chcieliby się podzielić z nieznajomymi, należy pominąć.
PAMIĘTAJ im, że ich dziennik będzie przeglądany przez zewnętrznych moderatorów, więc wszelkie nieodpowiednie lub osobiste komentarze, którymi nie chcieliby się podzielić z nieznajomym, powinny zostać pominięte.”
[…]
Źródła:
https://www.enauczanie.com/metody/eportfolio/podrecznik/slownik/blog
https://www.enauczanie.com/metody/eportfolio/podrecznik/slownik/dziennik-refleksji
https://www.ocnlondon.org.uk/news/how-to-produce-a-reflective-learning-diary
Czytaj także:
Dziennik refleksji cz. 1. Opowiadanie, wspominanie, pisanie bloga i pamiętnika
Dziennik refleksji jako metoda edukacyjna (cz. 2)
Cały tekst „Dziennik refleksji cz. 3. Czyli co zamiast ocen i kartkówek? „ – TUTAJ
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Z jednodniowym opóźnieniem niż zwykle, bo wczorajszy czwartek był dniem świątecznym, zamieszczamy dzisiaj informację o środowym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu”. Rozmawiali tam wtedy o nowych podwórkach współczesnego dzieciństwa: gospodarz „Zacisza” – prof. Roman Leppert z doktorem Markiem Siwickim – adiunktem w Katedrze Historii Wychowania Instytutu Pedagogiki Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie.
Rozmówca prof. Lepperta jest nie tylko nauczycielem akademickim, ale także żeglarzem i autorem wielu książek i artykułów.
Foto: www.ur.edu.pl
Inspiracją do powstania jego najnowszej książki – „Nowe podwórka współczesnego dzieciństwa” – która stała się kanwą środowego spotkania, była lektura jej autora – nam także bliskiej – publikacji pod redakcją Ireny Chmieleńskiej z 1963 roku (!) pt. „Pedagogika Podwórkowa”.
Plik filmowy z Yoy Tube „O nowych podwórkach współczesnego dzieciństwa z Doktorem Markiem Siwickim”
– TUTAJ
Foto: Tomasz Stanczak/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/lodz/]
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski – kierownik Katedry Teorii Wychowania, a w niej – kierownik Zakładu Pedagogiki Porównawczej na Wydziale Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego
Dzisiaj proponujemy lekturę zamieszczonego wczoraj (14 czerwca 2022 r.) przez prof. Bogusława Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog”, któremu dal tytuł „Lekcje religii’ na szóstkę’?”.
Chciałbym, żeby każda lekcja była „na szóstkę”, mając na uwadze jej jakość, atrakcyjność, komunikatywność dla uczniów. Dziś przywołam krytyczną ocenę uczniów, którzy w jednym z liceów ogólnokształcących zdecydowali się na udział w lekcjach religii.
Już po pierwszych tygodniach roku szkolnego okazało się, że nieliczna klasa, która powstała spośród uczniów kilku oddziałów pierwszego rocznika, stała się przestrzenią pozoru, hipokryzji, a więc pseudowychowania i pseudonauczania. Okazało się, że ksiądz przydzielony do prowadzenia lekcji ma jakieś poważne problemy z samym sobą, z własnym poczuciem sensu życia.
Nie było lekcji, żeby nie straszył młodzieży nadchodzącą katastrofą, śmiercią, piekłem. Ustawicznie opowiadał o tym, jak to ma już przygotowaną kwaterę na cmentarzu, a w szafie przygotowane jest ubranie, by rodzina nie miała z tym kłopotu.
Młodzież szybko wyczuła, że nie jest on przygotowany dydaktycznie, kompetencyjnie, by zainteresować ją problematyką religijną. Część uczniów nie ukrywała, że uczęszcza na tę lekcję, bo dzięki otrzymaniu szóstki będzie miała podwyższoną końcową średnią ocen.
Katecheta zawarł bowiem z uczniami niepisany kontrakt. Kto nie będzie miał ani jednej nieobecności, to otrzyma szóstkę. Może w czasie dwóch godzin lekcyjnych robić to, co chce: grać w sieci, rozmawiać, czytać, odrabiać inne lekcje, spożywać posiłki, byle w klasie było względnie cicho, a on miał odnotowaną frekwencję.
„Religia na szóstkę” szybko przekształciła się w antyedukację. Uczniowie już wiedzą, bo zostali do tego wćwiczeni, że można ich skorumpować najwyższą oceną na świadectwie. Ksiądz ma korzyść, bo otrzymuje comiesięczną pensję, a jego przełożeni mogą podziwiać utrzymywanie na froncie wojny ideologicznej klasowej wyspy oporu przeciwko świeckiej ofensywie.
Przypomniał mi się pogląd profesora socjologii Wojciecha Świątkiewicza z Uniwersytetu Śląskiego, którym podzielił się w jednej ze swoich rozpraw:
Zagrożeniem dla polskiej religijności nie jest dzisiaj ateizm, nietolerancja czy fanatyzm, ale indyferentyzm jako globalna postawa życiowa, szukająca legitymizacji w ponowoczesności ubranej w postsocjalistyczny kostium. Sprzyja jej zabieganie o troski życia codziennego, a także to, że wraz z laicyzmem i pragmatyzmem staje się stopniowo nieoficjalną ideologią państwa. Rozdzielenie Kościoła od państwa w sferze politycznej rozszerza się na rozdzielenie religii i społeczeństwa.
Ta diagnoza powinna być poszerzona o jeszcze jeden czynnik, który wpływa na niszczenie polskiej religijności. Na nic zdają się raporty z badań socjologów religii, którzy stwierdzają, że mamy do czynienia z metamorfozą, osłabieniem pozycji Kościoła i religijności we współczesnym świecie na skutek procesów sekularyzacyjnych w pluralistycznych społeczeństwach. W Polsce przyczynia się do tego także pseudodydaktyczna i antywychowawcza aktywność niektórych katechetów-nauczycieli religii w szkołach publicznych.
Jak trafnie pisze ks. prof. Janusz Mariański: O ile sekularyzację należy rozumieć jako proces społeczny, w którym religia w warunkach modernizujących się czy zmodernizowanych społeczeństw traci na znaczeniu, to sekularność oznacza już taki stan społeczeństwa, w którym religia nie ma już znaczenia społecznego. Sekularyzm zaś jest postacią ideologiczną, która domaga się wykluczenia wpływu religii we wszystkich sferach ludzkiego życia.
Otóż lekcje religii na tak rozumianą i konstruowaną szóstkę są faktem antyspołecznym.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com














