Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Jak to najczęściej ma w zwyczaju – w sobotę 28 maja 2022 r. –  Jarosław Pytlak zamieścił kolejny post na swoim blogu. Tym razem włączył się w dyskusję o celowości funkcjonowania w systemie szkolnym świadectw z wyróżnieniem, czyli  tzw. „świadectw z czerwonym paskiem”.

 

 

 

                                                  Pogratuluję zdobywcom czerwonych pasków!

 

Wraz ze zbliżaniem się końca roku szkolnego tradycyjnie odżywają kontrowersje, jakie od pewnego czasu wśród rzeczników radykalnych zmian w edukacji budzą czerwone paski na świadectwach. Zdaniem niektórych, krzywdzące uczniów skupionych na rozwijaniu swoich pasji, a nie pogoni za stopniami, a także wywołujące presję na naciąganie ocen, szczególnie w klasie ósmej, kiedy otrzymanie paska daje bezcenne siedem punktów rekrutacyjnych.

 

Powyższe obiekcje mają, póki co, charakter czysto akademicki, bo afirmujący „stare, dobre” wzorce w edukacji minister Czarnek jest ostatnią osobą, która mogłaby zlikwidować tę tradycyjną formę wyróżnienia. Bowiem, proszę Czytelnika, ów pasek, zwyczajowo nazywany „czerwonym”, jest w istocie biało-czerwony, narodowy. Jego idea sięga czasów, kiedy pilność w nauce była postrzegana jako wyraz patriotycznej postawy młodego człowieka. Dzisiaj, w dobie indywidualizmu, to podejście zginęło w mrokach niepamięci. Nawiasem mówiąc, może trochę szkoda…

 

Nikt już zapewne nie pamięta, dlaczego granica wyróżnienia została ustalona akurat na średnią ocen 4,75, ale każda wyznaczona granica jest arbitralna. To poprzeczka, którą jedni są w stanie przeskoczyć, inni nie. Nie jestem zwolennikiem rywalizacji, poza wyczynowym sportem, o ile jednak nie ciepię szeregowania ludzi od najlepszych do najgorszych, o tyle nie budzi mojego sprzeciwu wyznaczanie im barier do dobrowolnego pokonania. Drogowskazów dla amatorów wyzwań. W tym kontekście muszę więc przyznać, że punkty rekrutacyjne za świadectwo z wyróżnieniem nie są dobrym pomysłem, bo wciągają do wyścigu wszystkich. Są zresztą przy tym niesprawiedliwe, bowiem odzwierciedlają oceny uzyskane przez ucznia, uwzględnione już w innym miejscu w punktacji rekrutacyjnej. Jedno kryterium posiada przez to podwójną wagę. Dostrzegam wszakże pewną okoliczność łagodzącą. Otóż konieczność uzyskania niezbędnej do paska, co najmniej bardzo dobrej oceny zachowania, co poniektórych nastolatków nieco temperuje w ich młodzieńczych szaleństwach, z pożytkiem dla spokoju i bezpieczeństwa w szkole…

 

Czy zapłakałbym nad likwidacją „czerwonych” pasków? Ja nie, prędzej wielu rodziców, dla których jest to ważny symbol sukcesu dziecka. Osobiście bez trudu zgodzę się, że traktowanie nauki jako patriotycznej powinności jest dzisiaj passé. Z drugiej strony jednak, póki są w szkołach oceny, nie czuję potrzeby odejścia od tej formy wyróżniania uczniów, poza wspomnianym wyjątkiem doliczania punktów w rekrutacji. Łatwo bowiem przychodzi nam dzisiaj zrywanie z tradycyjnymi rozwiązaniami, dużo trudniej proponowanie, co w zamian. Zerknijmy w tym kontekście do programu dla edukacji ogłoszonego niedawno przez „Polskę 2050”.  Zaproponowano w nim „zastąpienie świadectw z czerwonym paskiem świadectwami z różnokolorowymi paskami wyróżniającymi nie tylko typowe umiejętności szkolne, ale także zainteresowania oraz aktywizm i zaangażowanie społeczne, ekologiczne, charytatywne, działalność kreatywną, artystyczną oraz sportową” (str.12).

 

Propozycja ciekawa, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wobec mnogości wymienionych dziedzin szczególnie aktywny uczeń miałby szansę na świadectwo z tęczą, co dla części  konserwatywnych w swojej masie rodziców mogłoby stanowić problem. Osobiście widzę inny, bardziej praktyczny – jak ustalić obiektywne i porównywalne między szkołami kryteria przyznawania pasków w różnych kolorach?! Niestety, moja wyobraźnia nie sięga tak daleko.

 

Póki co, jako dyrektor szkoły w dniu rozdania świadectw szczerze pogratuluję wyróżnienia wszystkim zdobywcom biało-czerwonych pasków. Uważam, że zasługują na to, niezależnie od rozterek miotających światem dorosłych. Zapewniam jednak, że dla innych uczniów też postaram się znaleźć odpowiednie wyrazy uznania, a wszystkim jednakowo podziękuję promiennie za cały rok najczęściej bardzo miłej współpracy.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 

 

 

Oto dwie propozycje wcześniejszych publikacji na ten sam temat:

 

 

„Gazeta Olsztyńska”  – Ada Romanowska, Jaką ma dziś wartość świadectwo z czerwonym paskiem? – TUTAJ

 

 

„Prawo.pl”  –  Beata Igielska, Świadectwo z paskiem fetyszem polskiego ucznia”  –  TUTAJ



 Foto: www.google.com

 

Uczniowie w pracowni mechatroniki Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego

 

 

Problematyka kształcenia zawodowego jest mi bliska od nie od dzisiaj – przynajmniej od dnia, kiedy zdecydowałem się startować w konkursie na dyrektora Zespołu Szkół Budowlanych, czyli od sierpnia1993 roku. Swoje kompetencje w tej dziedzinie rozwijałem przez wszystkie lata, w których kierowałem rozwojem tej szkoły, czyli do roku 2005. Jednak i później podejmowałem ją w czasie, kiedy jako autor tekstów współpracowałem z  wydawanym w Warszawie przez Instytut Europejski dwumiesięcznikiem „Kierownik Kształcenia Praktycznego”, który po zmianie nazwy wychodził jako „Kształcenie Zawodowe”, to znaczy w latach 2011 – 2014.

 

Rozpocząłem ten tekst powyższą informacją, abym nie został posądzony o to, że o najnowszym projekcie MEiN – ponoć podejmowanym z intencją wzmocnienia nurtu kształcenia zawodowego, czyli o zamiarze utworzenia na terenie całego kraju 120 Branżowych Centrów Umiejętności, piszę wiedziony wyłącznie pobudkami politycznymi.

 

Na początku muszę przypomnieć, że powoływanie centrów kształcenia praktycznego, jako koncepcja bazy dla zajęć praktycznych uczniów szkół zawodowych, pojawiła się w Polsce już w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ub. wieku, kiedy dotychczas powszechne warsztaty szkolne, działające jaki gospodarstwa pomocnicze (czyli na własnym rozrachunku), w konsekwencji zmiany systemowej, czyli wprowadzenia gospodarki rynkowej, w przytłaczającej większości straciły możliwość zarabiania na siebie. Nie dotknęło to tylko kilku branż, takich jak usługi gastronomiczne czy naprawy i diagnostyka samochodów.

 

I już wtedy co bardziej otwarci na nowe rozwiązania organizatorzy polskiego szkolnictwa zawodowego (w tym ośrodek łódzki pod wodzą Janusza Moosa) zaczęli wzorować się na już wypracowanym i sprawdzonym rozwiązaniu niemieckich – praktisches ausbildungszentrum. Także ja, dzięki aktywności naszej Sekcji Szkół Budowlanych PIP-HB miałem możliwość – już w roku 1996 – zwiedzenia Centrum Kształcenia Praktycznego dla Zawodów Budowlanych we Frankfurcie nad Odrą, które zaledwie przed rokiem zostało tam zbudowane od podstaw przez Rząd Federalny Niemiec. Odwiedziliśmy także pierwsze takie polskie centrum powstałe w Szczecinie. I od tamtej pory jestem przekonany, że jest to najbardziej optymalny model kształcenia praktycznego w szkolnictwie zawodowym  – zwłaszcza w warunkach szybkiego postępu w stosowanych w gospodarce technologiach i coraz droższej bazie technicznej, na którą po prostu nie będzie stać poszczególnych szkół.

 

Od tamtego czasu w Polsce powstało zapewne grubo ponad 150 centrów kształcenia praktycznego. Niestety, nie znalazłem w żadnym roczniku statystycznym informacji o ich ilości. Można jedynie szacować ich liczbę, mając za punkt wyjścia raport NIK, z którego można dowiedzieć się że w roku szkolnym 2020/2021 w województwie świętokrzyskim funkcjonowało 15 publicznych Centrów realizujące kształcenie zawodowe i/lub ustawiczne , w tym cztery prowadzone przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

 

Nie wszyscy wiedzą, że już w marcu 1999 roku powstało Stowarzyszenie Dyrektorów i Nauczycieli Centrów Edukacji Zawodowej. Wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o historii i dorobku tej formuły praktycznego kształcenia zawodowego odsyłam do pracy zbiorowej, wydanej pod redakcją Janusza Moosa Centra kształcenia praktycznego w polskim systemie edukacji zawodowej”.

 

Aż tu nagle…

 

Aż tu nagle 23 maja 2022 roku, jako news na fanpage MEiN, przeczytałem, że wiceminister Marzena Machalek, podczas uczestniczenia w Targach Pracy w Kamiennej Górze, ogłosiła:

 

Stoi przed nami duże wyzwanie w postaci budowy branżowych centrów umiejętności. To będą centra współpracy, które będą w sobie ogniskować szkoły, uczelnie i całe branże. Powstanie 120 takich centrów…”

 

[Źródło: https://www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/posts/375069804650657]

 

Przyznam, że o tym „rewolucyjnym” projekcie ministerstwa dowiedziałem się po raz pierwszy i niezwłocznie zacząłem poszukiwać więcej o nim informacji. Najpierw stwierdziłem, ze już kilka dni wcześniej wiadomość tę padały inne źródła:

 

Już 25 kwietnia br. Na stronie Konfederacji LEWIATAN można było przeczytać taką informację:

 

Konfederacja Lewiatan zaprasza na spotkanie z Piotrem Bartosiakiem, Dyrektorem Departamentu Strategii, Kwalifikacji i Kształcenia Zawodowego w Ministerstwie Edukacji i Nauki, który jest odpowiedzialny za realizację projektu utworzenia sieci Branżowych Centrów Umiejętności.

 

Utworzenie takich sieci przewidziano w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Planuje się, że będą one działały przy szkołach zawodowych lub centrach kształcenia zawodowego.”

 

[Źródło: https://lewiatan.org/wydarzenia/spotkanie-online-branzowe-centra-umiejetnosci-odpowiedz-na-potrzeby-kadrowe-gospodarki/]

 

 

Trzy dni później, 28 kwietnia 2022, Radio Szczecin informowało: „Powstanie 120 branżowych centrów umiejętności„.

 

 […] Podczas posiedzenia połączonych Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Gospodarki i Rozwoju wiceminister Machałek powiedziała, że centra będą w sobie łączyły kształcenie zawodowe, badania i współpracę z branżami oraz samorządami. Projekt zakłada powstanie 120 branżowych centrów umiejętności na potrzeby uczniów, studentów, nauczycieli, wykładowców i pracowników firm.

 

„Centra powstaną na terenie całego kraju i będą prowadzone przez branżowe organizacje pracodawców” – mówi Marzena Machałek. Wiceminister mówiła, że wśród branż obecnych w centrach będą między innymi: branża dekarska, handlowa, motoryzacyjna, energetyki wiatrowej, transportu kolejowego oraz gospodarki odpadami.

 

Na uwagę zasługuje jeszcze jeden fragment tej informacji:

 

Posłanka Koalicji Obywatelskiej Krystyna Szumilas zaznaczyła, że podobne centra już funkcjonują.Jaka będzie relacja między nowo powstałymi, a już funkcjonującymi centrami kształcenia praktycznego, centrami egzaminacyjnymi w szkolnictwie zawodowym i czy istnieje niebezpieczeństwo, że te nowe centra będą wchłaniać te już istniejące?” – pytała Krystyna Szumilas.

 

[Źródło: https://radioszczecin.pl/6,422748,powstanie-120-branzowych-centrow-umiejetnosci]

 

 

Jednak największą niespodzianką tych poszukiwań okazały się dwie informacje sprzed roku:

 

Czytaj dalej »



 

Foto: www.ewaradanowicz.com/

 

Ewa Radanowicz – była wieloletnia dyrektorka Szkoły Podstawowej w Radowie Małym, od 1 września 2021r. dyrektorka Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu w Gminie Goleniów.

 

 

Oto tekst, który Ewa Radanowicza zamieściła na swoim blogu 18 maja 2022 roku: Ale zawarte w nim rady zawsze są aktualne:

 

 

Ciągle gonimy a sprawy ważne uciekają nam przez palce…

 

Taka rzeczywistość … Taki świat!

 

Już nie mam siły na te wszystkie zmiany! Nasi nauczyciele mocno się pokłócili i nawet doszło do …..! Ja nie mam czasu na nic a tu jeszcze kłopoty z ludźmi.” To tylko fragment tego co słyszę z ust wielu!

 

Obecnie pracuję z kilkoma gminami w Polsce udzielając dyrektorom placówek oświatowych tych gmin kompleksowego wsparcia. Wsparcia w tzw. rzeczywistości szkolnej/przedszkolnej… I choć nie chciałabym tego tutaj napisać to z reguły wychodzi na to, że wcale nie chodzi o wsparcie „rzeczywistości szkolnej” … chodzi bardziej o wsparcie CZŁOWIEKA – DYREKTORA SZKOŁY.

 

Ale zacznę od początku. Większość z nas wie, że zmieniłam pracę od 1 września 2021r. Opuściłam stanowisko dyrektora szkoły i objęłam stanowisko dyrektora Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu w Gminie Goleniów. I nic by nie było w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ta zmiana zrobiła mi bardzo dobrze… Dopiero teraz zobaczyłam jak bardzo trudną pracę wykonywałam … jak bardzo wymagało to ode mnie dużego angażowania się w tysiące spraw i załatwiana wielu w tzw. przelocie … biegu i presji czasu, który niestety jest bolączką każdego z nas! I wcale nie chodzi mi o to, że teraz nie mam wielu spraw … nie mam presji czasu … MAM! Jednak teraz nie jestem w stałym kontakcie z tak wieloma osobami jak dotychczas, oraz nie spędzam swojego życia na korytarzu szkolnym, w pokoju nauczycielskim, w księgowości, na stołówce, bibliotece, w klasie jednej, w klasie drugiej … w urzędzie gminy, na konferencjach, spotkaniach i ostatecznie w sekretariacie i swoim biurze. Na rozmowach z uczniami, nauczycielami, rodzicami, osobami z nadzoru pedagogicznego i organu prowadzącego oraz wieloma innymi przedstawicielami różnych firm, etc.

 

Ale nowa praca spowodowała również, że zaczęłam się zastanawiać czy to jak organizowałam sobie pracę, to jak zarządzałam zasobami ludzkimi było „idealne” i bez zarzutu? Czy wszystko co robiłam było rzeczywiście moim zadaniem…? Czy plan dnia oraz sposób prowadzenia spraw pomagał mi czy bardziej przeszkadzał?

 

Dzisiaj już wiem… Analizując swoją pracę oraz towarzysząc dyrektorom w ich drodze widzę jak wiele możemy zrobić, żeby ZADBAĆ O SIEBIE a tym samym ZADBAĆ O LUDZI!

 

Każdy czynny zawodowo, w pracy spędza ponad połowę życia. Nic więc dziwnego w tym, że zechcemy STWORZYĆ SOBIE PRZYJAZNE ŚRODOWISKO PRACY i TWORZYĆ SYMPATYCZNĄ ATMOSFERĘ DLA SIEBIE I DLA LUDZI Z NAMI PRACUJĄCYMI. Spytacie czy w szkole to możliwe? Możliwe bo to w sumie zależy od nas samych!

 

Nauczmy się UNIKAĆ STRESUJĄCYCH SYTUACJI. Co prawda nie zmienimy z dnia na dzień siebie i swoich współpracowników, nie zmniejszymy liczby swoich obowiązków, nie sprawimy, że wszyscy nawzajem będą się lubić, jednak nad pewnymi rzeczami możemy zapanować. Tylko OD NAS samych ZALEŻY, jak zorganizujemy sobie dzień, czy będziemy pracować zgodnie z jakimś planem, czy w chaosie i jak podejdziemy do spraw, które dzieją się w SZKOLE – z dystansem, czy z emocjami. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to drobiazgi, ale mają one ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Warto więc zapanować nad stresem, aby czuć się lepiej i tak zorganizować sobie pracę, aby ona sama wydała nam się lepsza. Wówczas być może, ta praca rzeczywiście nie będzie już dla nas elementem stresogennym i zaczniemy na nowo widzieć w niej dobre strony ???

 

Powiem Wam jak zaczynałam w swojej nowej pracy (ale w starej też od konkretnego dnia/momentu można powiedzieć sobie ZACZYNAM NA NOWO!

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj także mamy propozycję dla tych wszystkich, którzy wczoraj przeoczyli, lub musieli zająć się innymi sprawami, i nie oglądali spotkania w „Akademickim Zaciszu”. Prosimy sprawdzić, czy to o czym prof. Roman Leppert rozmawiał z prof. Iwoną Chmura-Rutkowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu chcielibyście posłuchać:

 

Czy płeć dzieci i młodych ludzi w szkole ma wpływ na to jak są postrzegani i traktowani?

 

Czy płeć osoby uczącej ma znaczenie dla uczniów i uczennic?

 

Czy fakt, że 85% kadry w oświacie to kobiety ma znaczenie?

 

Czy stereotypy i seksizm w podręcznikach szkolnych jakoś na nas wszystkich w szkole wpływają?

 

Czy może szkoła spełnia funkcję emancypacyjną wobec szkodliwych przekonań na temat płci wyniesionych ze środowiska domowego i daje szansę się od nich uwolnić? A jeśli tak, to jak?

 

Oto co napisano na stronie Yoy Tube pod relacją z tego spotkania:

 

Rozmówczyni (prof. Iwoną Chmura-Rutkowska) to pedagożka i socjolożka. Pracuje w Zakładzie Socjologii Edukacji na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Członkini Rady Naukowej Interdyscyplinarnego Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM oraz wykładowczyni Gender Studies na UAM (www.gender.amu.edu.pl). Autorka publikacji dotyczących kulturowych i społecznych uwarunkowań kształtowania(się) tożsamości rodzajowej oraz krytycznych analiz dyskursu kobiecości i męskości w popularnych czasopismach wydawanych w Polsce.

 

Współautorka (wraz z dr Joanną Ostrouch-Kamińską) książki Mężczyźni na przełęczy życia. Studium socjopedagogiczne (Kraków 2007). Jej zainteresowania naukowe oraz praca badawcza koncentrują się wokół problemu psychologicznych i społecznych mechanizmów treningu socjalizacyjnego oraz (jawnych i ukrytych) praktyk edukacyjnych reprodukujących androcentryzm i stereotypy związane z płcią.

 

Punkt wyjścia do naszej rozmowy stanowić będzie książka „Być dziewczyną – być chłopakiem i przetrwać. Płeć i przemoc w szkole w narracjach młodzieży” (Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2019).

 

 

 

O płci w edukacji z prof. UAM Iwoną Chmura-Rutkowską  –  TUTAJ

 

 



29 kwietnia 2022 roku zamieściliśmy kolejną część Poradnika Wiesławy Mitulskiej, zatytułowanąPoradnik Wiesławy Mitulskiej – dziś aż sześć relacji jej zajęć z trzecioklasistami. Dzisiaj kontynuujemy nasz serial, proponując lekturę kolejnych relacji z Jej zająć z uczniami:

 

 

28 kwietnia 2022 r.

 

 

Trenerzy mnożenia, czyli trzecia odsłona design thinking.

 

Prawie wszystkie pomysły na gry służące doskonaleniu umiejętności mnożenia zostały już zrealizowane i właśnie przechodzą testy w działaniu.

 

Wykonawcy i wykonawczynie projektów postarali się bardzo, by dostosować gry do potrzeb grupy docelowej. Dziewczyny, przy okazji ćwiczeń w mnożeniu, zafundowały chłopakom dużo ruchu.

 

Widok zadowolonej miny chłopca robiącego pompki, gdy współtowarzysze gry kibicują mu z zapałem – bezcenny.

Wczoraj pisałam o tym, że czekam na moment, gdy dzieci odkryją, że granie w gry to nie wszystko, by nauczyć się sprawnie posługiwać mnożeniem.

 

Dzisiaj, podczas prezentacji gotowych gier, usłyszałam od uczniów, że trzeba często grać i powtarzać na różne sposoby. Ktoś zaproponował plan tygodniowy, w którym można zaplanować aktywności na każdy dzień, tylko co zrobić, by wytrwać w zobowiązaniach?

I tu znów dzieci wpadły na prosty pomysł.

 

Każdy dobry sportowiec ma swojego trenera, a więc potrzebujemy trenerów mnożenia!

Trenerzy, czyli dzieci, które posługują się mnożeniem dość sprawnie, sami zgłosili się do tej roli. Podopieczni, czyli dzieci, które potrzebują treningu zgłaszały chęć współpracy z wybranym trenerem. Bardzo szybko skompletowaliśmy dwójki lub trójki. Nawet zaczęliśmy już pierwsze działania.

 

Plan jest taki, że do 20 maja wszyscy będą doskonale posługiwali się tabliczką mnożenia.

Czy to się nam uda?

 

Mamy gry, mamy plan tygodniowy i trenerów – już nic nie muszę robić.

 

Czy ja pisałam już, że dzieci są genialne?

 

 

 

6 maja 2022 r.

 

 

Testowanie – ulepszanie – droga do celu, czyli dzieci biorą sprawy w swoje ręce.

 

To już czwarty odcinek serialu o naszym projekcie design thinking. Projekt ma na celu doskonalenie umiejętności posługiwania się tabliczką mnożenia przez dziewczynki i chłopców z trzeciej klasy, bo płeć ma znaczenie, o czym pisałam w poprzednich odcinkach.

 

Tydzień temu dzieci wybierały role dla siebie. Wyłoniliśmy kilku trenerów, którzy czuli się na siłach zaopiekować się jednym lub dwoma zawodnikami chcącymi poprawić swoje umiejętności w zakresie tabliczki mnożenia. Wszystkie wybory były dobrowolne. Nikt nie narzucał roli, ale potrzebna była obustronna zgoda trenera i zawodnika, by rozpocząć współpracę.

 

W ciągu ostatnich dni obserwowałam moją klasę. Nie narzucałam się z radami i pomocą, nawet gdy widziałam, że coś idzie nie tak.

 

Znam moje dzieci na tyle, żeby wiedzieć, że potrafią rozwiązywać problemy, ale żeby to nastąpiło, muszą czuć, że mam do nich zaufanie i nie odbiorę im samodzielności z byle powodu.

 

Codziennie rano, gdy tylko otwierałam klasę, dzieci zabierały się za pracę w swoich teamach . Trenerzy organizowali rozgrywki przy pomocy gier wcześniej wykonanych z uwzględnieniem potrzeb chłopaków i dziewczynek.

 

Wiem już, że gra wymyślona i wykonana przez Maję jest hitem. Czasami trzeba poczekać w kolejce, by w nią zagrać.

 

Z wielką satysfakcją obserwowałam samodzielność i pomysłowość dzieci. Trenerzy potrafili samodzielnie indywidualizować pracę i dostosowywać ją do potrzeb swojego podopiecznego, który chciał np. udoskonalić liczenie po 8 i 9, bo resztę już umiał. W ciągu tego tygodnia powstały nowe gry i zostały przetestowane nowe strategie uczenia się.

 

To wszystko bez mojej pomocy!

 

Do końca wyzwania pozostały jeszcze dwa tygodnie. Dzisiaj rozmawialiśmy o procesie, w którym jesteśmy. Nie spodziewałam się, że dzieci potrafią tak dojrzale rozmawiać o trudnościach, które przeżywają i o sukcesach, które są możliwe dzięki ich zaangażowaniu i pomysłowości.

 

Usłyszałam dziś podziękowania dla kolegów i koleżanek w roli trenerów, docenianie i gratulacje dla podopiecznych oraz sporo pomysłów, co trzeba zmienić i ulepszyć.

 

Jedno z dzieci poprosiło o zmianę trenera, a w końcu podjęło decyzję, że samo dla siebie będzie trenerem. Bardzo jestem ciekawa finału tej sprawy.

 

Trenerzy również wynoszą sporo korzyści z projektu, bo jedną ze skutecznych strategii uczenia się jest wyjaśnianie i uczenie kogoś.

 

Nasz projekt trwa, ale już teraz widzę, jak ważne w uczeniu się jest indywidualne podejście i uważność, którą dzieci dają sobie nawzajem. Zastanawiam się, czy możliwe jest takie porozumienie między dorosłym nauczycielem i uczniem, zwłaszcza w liczniej klasie.

 

Siłą naszego projektu jest empatia, samodzielność i odpowiedzialność. Połączenie design thinking i planu daltońskiego czyni cuda!

 

 

 

 

8 maja 2022 r.

 

 

Dzień Myślenia o Mamie, czyli najprostsza lekcja empatii.

 

Nauczyć się empatii, to zrozumieć, co czuje inny człowiek i spróbować spojrzeć na świat jego oczami. Dla dziecka to niełatwe zadanie, bo do empatii trzeba dojrzeć. Myślę, że łatwiej zrozumieć kogoś, kogo kocha się najbardziej na świecie, a tym kimś jest zwykle mama.

 

„Dzień dobry”! Już za 18 dni będziemy obchodzić ważne święto – Dzień Mamy, a ja już dziś proponuję wam Dzień Myślenia o Mamie. Żeby zrobić dzisiejsze zadania trzeba będzie pomyśleć o mamie, porozmawiać z mamą i oczywiście pomagać mamie, by miała czas odpocząć i zająć się swoimi ulubionymi zajęciami.

 

Czytaj dalej »



Dziś proponujemy tekst, zamieszczony 17 maja 2022 r.  przez Asię Krzemińską na jej blogu „Zakręcony belfer”:

 

 

 

Pomyśl i uzasadnij

 

Elementy myślenia krytycznego są nie tylko mile widziane, ale wręcz pożądane w dzisiejszych programach nauczania. Nic zatem zaskakującego, że w trakcie prowadzonych przeze mnie zajęć, często zachęcam młodych ludzi do tego, by rozstrzygali, które z rozwiązań uważają za słuszne i uzasadniali swoją opinię. I nie ma od tej reguły specjalnych wyjątków.

 

Poligon doświadczalny?

 

Klasa czwarta to dla większości nauczycieli prawdziwy poligon. Dzieciaki nienawykłe do systemu przemienności przedmiotów niełatwo odnajdują się w szkolnej rzeczywistości. Do tej pory większość szkolnego czasu spędzały pod czujnym okiem jednego wychowawcy, który wprowadzał je w tajniki poszczególnych przedmiotów. A teraz: co godzinę zmiana. Nie wpływa to korzystnie za koncentrację, jakoś jednak trzeba sobie radzić.

 

Wśród różnorodnych pomysłów, które pozwalają na skupienie uczniowskiej uwagi wokół omawianych zagadnień (by nie plotkowali nieustająco o tym i owym), szczególnie cenię takie, dzięki którym ćwiczymy umiejętności życiowe. Jedną z najważniejszych jest argumentowanie, a pomysły na to, jak je wprowadzać znajdziecie choćby <tu>. Cieszą mnie takie zadania, w których dzieciaki nie czują, że właśnie się uczą. Dzięki tego typu zadaniom mamy szansę na niewymuszony rozwój w zakresie wygranym podstawą programową połączony z kompetencjami społecznymi.

 

 

Uzasadnij, potrafisz!

 

Lubię również zapraszać moich podopiecznych do świata schematów. Dzięki nim w przejrzysty sposób budujemy definicje, przy jednoczesnym wskazaniu określonych cech w konkretnym tekście. W ostatnim czasie kilkukrotnie sięgnęliśmy po taką formę przetwarzania i notowania wiedzy. Za każdym razem część “teoretyczna” należała do mnie. Omawiałam, co powinno się w niej znaleźć i wspólnie ustalaliśmy, jak to zapisać, by dla każdego było to czytelne. Dzieciaki miały za zadanie zbudowanie części “praktycznej”. Do podanych haseł dopasowywały przykłady z omawianych tekstów.

 

 

 

 

Brzmi nieco zawile? To pozory, W istocie bowiem ćwiczenie to zachwyca porządkiem i przejrzystością. Z jednej strony sztywno wyznacza ramy, w których się poruszamy. Z drugiej jednak daje znaczną swobodę w doborze przykładów. I to jest piękne. Również dlatego, że oprócz utrwalenia określonej wiedzy, tworzy przestrzeń do rozmowy o tym, jak widzimy świat. Sami oceńcie, czy schematy przedstawione na ilustracjach są dla Was czytelne, czy może nie za bardzo rozumiecie, o co w nich chodzi?

 

Powiedzmy sobie jasno. Takie budowanie osobistych zasobów wiedzy z wykorzystaniem elementów krytycznego myślenia, znakomicie sprawdza się nie tylko u czwartaków. I nawet jeśli czasami o nim zapominam, lubię do niego wraca również ze starszymi uczniami. Ciekawa jestem czy i Wy wprowadzacie myślenie krytyczne na swoje zajęcia. Dajcie znać. Koniecznie.

 

 

 

 

 

Źródło: www.zakreconybelfer.pl

 



 

 

                                                               Radość i nauka w szkole

 

Uśmiech i śmiech mają znaczenie. W rzeczywistości mają duże znaczenie, ponieważ rodzą radość.  Radość jest częścią zdrowego klimatu, a w miejscach, w których spędzamy dużo czasu, takich jak szkoła, zdrowy klimat ma kluczowe znaczenie dla sukcesu uczniów i nauczycieli. Szczególnie teraz, gdy w świecie dzieje się tak wiele tragicznych spraw.

 

Uczniowie w odpowiedziach na ankietę, co najbardziej cenią w nauczycielach, na drugim miejscu wymieniają – poczucie humoru.

 

Radosne środowisko w klasie pomaga uczniom uczyć się. Gdy doświadczamy radości uwalnia się dopamina i działa jak wewnętrzna nagroda. Wydzielanie dopaminy pomaga również w zapamiętywaniu. Radość w trakcie uczenia się powoduje, że uczniowie doświadczają mniej stresu i stają się bardziej odporni na stres w przyszłości. Poprzez radosną zabawę rozwija się poczucie wspólnoty, które daje poczucie bezpieczeństwa niezbędne dla uczenia się.

 

To, co jest zabawne dla jednej osoby, może nie być zabawne dla kogoś innego. Jednak, na pewno pomagają w odczuwaniu radości: częste uśmiechanie się i doświadczanie śmiechu. Niby mało, ale to mało może czynić cuda. Jeśli nauczyciel się uśmiecha, to emanuje życzliwością, jeśli się śmieje to zachęca do tego również swoich uczniów.

 

W szkole nie zawsze jest obecny szczery śmiech, jeśli nauczyciele się nie śmieją, to uczniowie też tego nie robią. Powinniśmy nauczyć się pielęgnować radość.

 

 

                         Kilka wskazówek, jak uszczęśliwiać siebie i innych w szkole:

 

 

1.Nie okazuj smutku.

 

Każdy nauczyciel może mieć gorsze i lepsze dni. Jeśli na przykład zaleje mu piwnicę i całą noc wybiera wiodę, to rano w szkole nie jest radosny. Jest po prostu zmęczony i mało uważny. Powinien zadbać o to, aby jego nastrój nie przenosił się na uczniów. Warto odłożyć swoje zmartwienia, znaleźć coś pozytywnego i z tego się cieszyć. Można też obrócić w żart, to co wpłynęło na jego obniżenie nastroju. Dzięki takiej postawie mija zły nastrój i jest to leczące również dla nauczyciela.

 

2.Żartuj.

 

Nie każdy potrafi, jest to cenna umiejętność. Warto zapamiętać kilka żartów, które mogą rozśmieszyć uczniów i mieć je w zanadrzu. Można poszukać inspiracji w internecie. Zaczynanie lekcji od żartu, jest świetnym pomysłem.

 

Obracanie w żart poważnych lub trudnych spraw jest też leczące. Nie chodzi o lekceważenie, ale o zauważenie radosnej strony.

 

Należy pamiętać, że niedopuszczalne jest żartowanie z uczniów, najwyżej można żartować z siebie samego.

 

 

3.Lecz muzyką.

 

Może się wydawać, że na lekcjach przedmiotowych nie ma miejsca na muzykę. Jednak, gdy uczniowie widocznie się nudzą lub potrzebują przerwy, muzyka może im pomóc. Można puszczać stale ten sam utwór, aby był pewną tradycją dla uczniów, ale można też zaskakiwać uczniów wyborem utworu.

 

Można też zorganizować dwuminutową imprezę taneczną. Muzyka i ruch świetnie poprawiają nastrój.

 

 

4.Organizuj zabawy i krótkie gry

 

Można zorganizować krótką zabawę, grę, aby chwilę odpocząć i zająć się czymś innym. Najlepiej zrobić zabawę połączona z ruchem.

 

 

5.Głoś dobrą nowinę.

 

Najlepiej poprzez docenianie. Podkreślenie sukcesów i świętowanie daje wiele radości.

 

Można wysyłać do rodziców SMS z krótkim docenieniem lub wpisywać posta na grupie klasowej, wtedy radość przenosi się do domu.

 

 

6.Radość przez samodzielność

 

Oczywiście nie chodzi tylko o samą radość, nauka jest w szkole najważniejsza, ale znacznie lepiej się uczyć w atmosferze radości.

 

Radość w klasie służy zwiększeniu osiągnięć naukowych.

 

Istnieją głębsze sposoby na wplecenie radości w naukę niż tylko uśmiechanie się lub opowiadanie dowcipu. Można pytać uczniów o zdanie, dawać im wybór, umożliwiać samodzielność i doceniać ich sukcesy.

 

 

Inspiracja artykułem   Rity Platt (USA)

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl



 

 

W sobotę 21 maja 2022 r. Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, w którym podjął problem pozycji dyrektora szkoły w kontekście aktualnej sytuacji polskiej oświaty. Oto fragmenty tego posta – pogrubienie czcionek w pewnych fragmentach tekstu – redakcja „Obserwatorium Edukacji”:

 

 

Nieodstrzegalni na świeczniku

 

„Polska 2050” ogłosiła swój program dla edukacji. To pierwsze obszerne opracowanie na ten temat po stronie szeroko rozumianej opozycji. I chociaż żal ściska mi serce z powodu ogólnego braku reakcji na niedawny apel blisko dwustu sygnatariuszy o połączenie sił i stworzenie wspólnego programu partii opozycyjnych w tej jakże ważnej dziedzinie, pocieszam się, że nawet najdłuższą drogę zaczyna się od pierwszego kroku. Być może wykonało go właśnie ugrupowanie Szymona Hołowni. Nie tracę więc wiary, że ponadpartyjne porozumienie dla edukacji w naszym kraju jest możliwe i kiedyś przyoblecze się w ciało.

 

Tymczasem mamy to, co opublikowałInstytut „Strategie 2050”. Grubo ponad sto stron analiz, propozycji i postulatów dotyczących różnych aspektów funkcjonowania polskiej oświaty. Jako że ogłaszając ten dokument zapowiedziano konsultacje społeczne, odniosę się do niego całościowo, ale dopiero za czas jakiś. Trudno ad hoc w sposób przemyślany skomentować tak obszerne opracowanie. Tym bardziej, że z racji swojego pionierskiego charakteru zasługuje na szczególną uwagę.

 

Tu i teraz postanowiłem natomiast nawiązać do jednego tylko z wielu spostrzeżeń, które wyniosłem z lektury. Otóż w całym dokumencie nie znalazłem żadnych  treści, które zaadresowane byłyby wprost do dyrektorów placówek oświatowych.

 

x          x          x

 

Dyrektorzy są przedziwną grupą pracowników oświaty. Wymienia się ich jednym tchem z nauczycielami, o ile jednak tych ostatnich coraz bardziej brakuje, to deficytu dyrektorów jakoś nie widać. Owszem, w konkursach jest mniej kandydatów niż kiedyś, czasem wręcz tylko jeden, ale każda placówka swojego szefa posiada. Fascynuje mnie to zjawisko, bo pełnienie funkcji kierowniczej w oświacie zakrawa obecnie w moim odczuciu na masochizm. Lista potencjalnych źródeł frustracji jest naprawdę długa. Jej fundament stanowi ogromny zakres odpowiedzialności, bowiem dyrektor jednoosobowo odpowiada za wszystko w swojej placówce. Do tego dochodzi, między innymi, pokłosie reformy Zalewskiej w postaci monstrualnej podstawy programowej i spiętrzenia roczników w szkołach ponadpodstawowych, pauperyzacja oraz postępujące wypalenie zawodowe nauczycieli. Ze zjawisk najnowszych: ogromne zmęczenie dwoma latami stanu wyjątkowego, jakim dla szkół i przedszkoli była pandemia, gwałtowny napływ do placówek uczniów przybyłych z Ukrainy, fala zaburzeń psychicznych u dzieci i dorosłych, rosnący deficyt nauczycieli, no i fatalna atmosfera ogólnego braku zaufania społecznego. Oczywiście natężenie tych zjawisk jest różne, w zależności od rodzaju placówki i jej lokalizacji, ale pełnienie funkcji kierowniczej gdziekolwiek w oświacie wydaje mi się dzisiaj gwarancją przyspieszonego nabycia siwizny na skroniach. A jednak dyrektorzy trwają. […]

 

Na dyrektorski świecznik docierają niezliczone komunikaty władzy. Niby minister Czarnek rządzi, ale tak naprawdę to wszystkie jego decyzje wprowadzają w życie dyrektorzy. Z przekonaniem lub bez, ale wobec przepisów osobiste poglądy są mało istotne. [,…]

 

Przestudiowałem dokładnie cały ów program. Zauważyłem troskę o nauczycieli – postulat odniesienia ich wynagrodzeń do średniej krajowej, ale ani słowa o godnym wynagradzaniu kadry kierowniczej. Postulat wprowadzenia nauczycielskiej superwizji, ale brak analogicznego pomysłu dla dyrektorów, choć uważam, że byłaby ona równie potrzebny, a z racji znacznie mniejszej liczebności tej grupy, dużo bardziej realna w aspekcie kadrowym i finansowym. […]

 

Szukałem w programie „Polski 2050” odniesienia do postulatu autonomii placówek oświatowych. To bardzo ważna kwestia dla dyrektora. Bez określenie zakresu tej autonomii nie bardzo wyobrażam sobie praktykowanie postulowanej przez autorów programu wolności „od” i  wolności „do” w edukacji. Proponują oni natomiast, w sposób dość imperatywny, włączenie do działalności szkół (niekiedy także przedszkoli) konkretnych i obowiązkowych zajęć edukacyjnych. Niektóre z nich, nawiasem mówiąc, będą równie kontrowersyjne dla ludzi o poglądach konserwatywnych, jak panaczarnkowy przedmiot „historia i teraźniejszość” dla liberałów takich jak ja. I to jest oczywiście prawo autorów programu, by postulować bliskie sobie rozwiązania, jednak chyba każdy dyrektor ma świadomość, że gdy przyjdzie do zmian, to on sam znajdzie się w centrum potencjalnego konfliktu, a nie twórcy takiego czy innego pomysłu. […].

 

Uważam, że w jakimkolwiek ponadpartyjnym pakcie edukacji, którego powstanie postuluje „Polska 2050” a ja popieram całym sercem, niezbędne będzie określenie modelu zarządzania placówkami oświatowymi i zakresu czynności oraz odpowiedzialności kadry kierowniczej. Nie można sobie pozwolić na niedostrzeganie tych, którzy chcąc nie chcąc znajdują się na świeczniku. Zwykły pragmatyzm zresztą podpowiada, że łatwiej zacząć wprowadzanie zmian konsultując je i przekonując do nich dwadzieścia tysięcy dyrektorów, aniżeli – pomijając ten etap – od razu pół miliona nauczycieli.

 

x           x          x

 

Póki co, program dla edukacji „Polski 2050” ujrzał światło dzienne i oczekuje swojego dalszego losu (sam jestem go bardzo ciekawy). Tymczasem władza, która w swojej autorytarnej wizji oświaty buduje system zarządzany strachem, ma dla dyrektorów propozycję nowego narzędzia (może raczej odświeżenia bardzo starego, sprzed ponad pół wieku), pozwalającego na nieco bardziej skuteczne reagowanie w sytuacjach trudnych wychowawczo. Mianowicie –  przeczytaj TUTAJ

 

Osobiście sercem jestem za tym rozwiązaniem, ale rozum podpowiada mi, że było ono dobre w społeczeństwie pół wieku temu. Dzisiaj spodziewam się raczej tylko jeszcze większej liczby konfliktów z rodzicami. Tym niemniej sądzę, że część moich koleżanek i kolegów po fachu może ten projekt potraktować z wdzięcznością, jako próbę dostarczenia im narzędzia tam, gdzie go dotkliwie brakuje. Z ich punktu widzenia konkret. Myślę, że snując wizje zmian w edukacji należy więcej miejsca poświęcić konkretom – nie tylko deklarując intencje i plany, ale także dokładnie precyzując sposób ich realizacji. Dla dyrektorów placówek oświatowych to ostatnie jest najważniejsze.

 

 

 

Cały tekst „Nieodstrzegalni na świeczniku”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 

 



W miniony wtorek 17 maja 2022 r. dr Marzena Żylińska zaprosiła na spotkanie trzech przedstawicieli Zjednoczonego Związku Uczniowskiego: Sebastiana Wodnickiego, Mateusza Makucha  i Wiktora Adamczyka.  Relacja ze spotkania została  zatytułowana  „Postulaty Zjednoczonego Związku Uczniowskiego – Uczniowie zabierają głos”. Warto posłuchać jakie przedstawili oni postulaty:

 

 

 

 

Relacja „Postulaty Zjednoczonego Związku Uczniowskiego – Uczniowie zabierają głos”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Źródło: www.taniaksiazka.pl/

 

 

Dzisiaj proponujemy obszerne fragmenty najnowszego tekstu z bloga  „Pedagog”. Prof. Śliwerski odnosi się w nim do treści, zawartych w książce Dale’a McGowana Poza wiarą:

 

Wiara w wychowanie poza wiarą religijną

 

Jakiś czas temu ukazał się pod redakcją Dale’a McGowana przekład Zbigniewa Kościuka rozpraw, którym nadano tytuł: Poza wiarą. Jak wychować wrażliwe, etyczne dzieci w świeckiej rodzinie (III wydanie, Warszawa 2020). Nie dostrzegłem zainteresowania tą książką w środowisku akademickim zapewne dlatego, że po pierwsze nie jest to autorskie podejście do normatywnej pedagogiki, a po drugie zawiera ona kilkadziesiąt esejów, szkiców, publicystycznych narracji. Trudno zatem odczytać ją jako zwarty sensownie zbiór koncepcji, orientacji czy jakieś spójne podejście do wychowania. […]

 

Skoro mamy już trzecie wydanie powyższego tytułu, to znaczy, że wzrosło zainteresowanie wśród rodziców, a może i nauczycieli czy działaczy oświatowych o świeckiej orientacji i filozofii życia. Jak każda koncepcja wychowania, która ma normatywny charakter, osadzony w określonym ideologicznie systemie wartości, błędnie jest określana mianem pedagogiki poza wiarą, bowiem każdy, kto jest do niej przekonany zaświadcza tym samym, że w nią wierzy. Wiara nie jest bowiem tylko religijnym fenomenem, gdyż z psychologicznego punktu widzenia wybór jakichś wartości, identyfikowanie się i postępowanie zgodnie z nimi wymaga czynnika emocjonalnego.

 

Także świeckie osoby są wierzącymi, choć nie ze względu na religię, jakąś teozofię, ale na zbiór wartości tworzących względnie spójną  filozofię czy orientację życiową.  Wydawca magazynu „Sceptic” Michael Shermer otwiera ten zbiór przedmową zatytułowaną „Licencja na świeckie wychowanie”. Autorami tekstów są osoby świeckie, których wspólnym przekonaniem jest wiara w to, że chcą wychować dzieci na uczciwych obywateli wcale nie muszą one być istotami  religijnymi, a więc dla bycia ojcem nie potrzeba żadnego certyfikatu. […]

 

McGowan twierdzi, że nie chodzi mu w tej rozprawie o obalenie wiary religijnej, ani też o zachęcanie czytelników do laickiego wychowywania dzieci. Jednak dzieli się swoją wiarą, że: Prowadzenie świeckiego stylu życia  w religijnym świecie należy do najtrudniejszych społecznych wyborów (s. 17). Równie dobrze można byłoby stwierdzić, że życie zgodnie z wiarą religijną w świeckim świecie należy do najtrudniejszych społecznych wyborów.  Tak binarne podejście jest z każdej perspektywy iluzją o rzekomej tolerancji, otwartości czy szacunku dla odmienności.

Tak, jak wierzący chrześcijanie uważają, że socjalizacja w wierze religijnej musi być wspomagana instytucjonalnym wychowaniem i kształceniem w ramach katechezy, lekcji religii, ale przede wszystkim praktykowania wiary, podobnie i wolnomyśliciele wierzą w to, że pozbawiając dziecko kontaktu z wiarą religijną i osobami wierzącymi zapewnią mu rozwój w duchu racjonalnego myślenia ufając, że po latach, jako osoba dorosła samo dokona wyboru za lub przeciwko wierze religijnej. Ma mu pomóc w tym wyborze nie doświadczenie, kontakt w wiarą religijną, ale jedynie przekaz wiedzy o religii jako kulturowym wytworze człowieka (s. 19).

 

Tak jak nie ma jednego sposobu wychowywania w wierze, tak samo nie istnieje jednolite wychowanie ateistyczne. Autor tej książki jako rodzic, który nie posiada wiedzy naukowej na temat istoty, mechanizmów, uwarunkowań, metod,  form i technik wychowawczych, nie rozumie, że zbiór wartości (system) wyznacza jedynie kierunek wychowania. Przeciwstawianie ich zatem sobie nie prowadzi do wykluczenia pozostałych, gdyż świat nie jest czarno-biały. Nie ma zatem lepszego czy gorszego wychowania, gdyż ten rodzaj aksjologicznego osądu nie podlega weryfikacji w kategoriach prawdy i fałszu. […]

 

W minionym tygodniu pojawiły się artykuły na temat organizowania przez rodziców świeckich przyjęć uwieńczonych wręczaniem dzieciom prezentów, by  nie miały kompleksu z tytułu chwalenia się przez ich rówieśników wychowywanych w wierze religijnej otrzymaniem pamiątek (także prezentów) w związku z przystąpieniem do I Komunii świętej.  Jesteśmy już oswojeni ze świeckimi i religijnymi ceremoniami pogrzebowymi, ale chyba niewielu przychodzi do głowy, że jedna z nich jest prawdziwa,  a druga fałszywa, czy na odwrót, że któraś jest lepsza lub gorsza.

 

 

 

Cały tekst „Wiara w wychowanie poza wiarą religijną”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com