Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: Franciszek Mazur/AG[www.culture.pl]

 

 

Dzisiaj proponujemy fragmenty tekstu (z możliwością przeczytania pełnej wersji), zamieszczonego w sobotę 4 czerwca 2022 r. na portalu „Krytyka Polityczna”, zatytułowanego „Mówimy: ‘Uczysz się po to, by zostać kimś’. Ale w takim razie kim są dzieci teraz?” Jest to zapis rozmowy, jaką z Jaśminą Wójcik – artystką pracującą z dziećmi – przeprowadziła Magda Roszkowska.

 

 

Magda Roszkowska: Od kilku lat współpracujesz z dziećmi, prowadząc zajęcia w przedszkolach i szkołach, współtworząc redakcję „Gazety Dzieci” czy realizując dokument kreacyjny na podstawie dziecięcych interpretacji powieści Janusza Korczaka Król Maciuś I. Jednocześnie twoje działania to takie ciągłe rozpruwanie gorsetu oczekiwań i powinności, jakie dzieciom narzuca świat dorosłych. Jakie miejsce w społecznej układance zajmują dziś dzieci i czy dostrzegasz jakieś istotne zmiany w postrzeganiu, kim są dzieci i jaka jest ich rola?

 

Jaśmina Wójcik: Pierwsza zmiana, jaka przychodzi mi do głowy, dotyczy miejsca dzieci w sferze publicznej. Mam wrażenie, że one są z niej coraz bardziej wypychane. Na miejskich podwórkach normą stało się wieszanie tabliczek z zakazem gry w piłkę. Jakiś czas temu uczestniczyłam w pilotażowym programie warszawskiego Zarządu Zieleni. Wraz z fundacją „Na miejscu” tworzyliśmy naturalne ogrody zabaw.

 

Co to takiego?

 

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że na placu zabaw jest huśtawka, zjeżdżalnia, piaskownica i karuzela, a wszystkie urządzenia mają ściśle określone przeznaczenie i skrypt używania. Poza tym są metalowe lub plastikowe. Na naturalnych placach zabaw dzieci bawią się szyszkami, błotem, patykami, budują z wikliny czy drewna. Same mogą wymyślać, w jaki sposób się bawić, w co i czym. Założeniem jest zwrócenie im „naturalnego dzieciństwa”, czyli nieskrepowanej zabawy, w której nie muszą koniecznie stosować definicji narzuconych przez dorosłych.

 

Miejsca, które miały stać się częścią tego pilotażowego programu, były zgłaszane przez samych mieszkańców. Projektanci przeprowadzali wizję lokalną, rozmawiali z dziećmi i rodzicami, jakie są ich potrzeby, co lubią robić, potem przygotowywali projekt i dyskutowali o nim z lokalną wspólnotą.[…]

 

Tymczasem okazało się, że najwięksi przeciwnicy placu zabaw byli rodzicami, tyle że dorosłych już dzieci. Zapytałam, gdzie w takim razie wychowali potomków. Usłyszałam: tutaj, ale to były inne czasy! Ostatecznie podwórko pozostało trawnikiem pełniącym funkcję psiej toalety.

 

Jak myślisz, skąd bierze się ta niechęć?

 

Może ludzie chcą mieć święty spokój?

 

A podwórka traktują jak swoją własność?

 

Z jednej strony lamentujemy nad tym, że dzieci tracą kontakt z rówieśnikami, nie bawią się na powietrzu, nie znają dzieci z sąsiedztwa, bo są wożone do szkół i życie spędzają przed telewizorem, w telefonach i tabletach. Z drugiej – chcemy przestrzeni publicznej, w której nie można hałasować, biegać, jeździć na hulajnodze. To jest sprzeczność.

 

A wracając jeszcze do poprzedniego pytania: wydaje mi się, że my, dorośli, rzadko zastanawiamy się, co naprawdę rozumiemy przez wychowanie dziecka i skąd mamy właśnie taką definicję.

 

To znaczy jaką?

 

Kiedy stajemy się rodzicami, uważamy, że dziecko to tabula rasa, więc musimy je ulepić, ukształtować, żeby stało się kimś w przyszłości, czyli dorosłym. W modelu edukacji systemowej efektem tego procesu ma być posłuszny wykonawca poleceń i procedur. A jeśli dodamy nakładkę kapitalizmu – przyszłej konkurencyjności na rynku pracy – wtedy materiał staje się rodzajem inwestycji. Wykonawca ma być nie tylko posłuszny, ale i możliwie najlepszy. Rodzice – ci, którzy mogą sobie na to pozwolić – wybierają więc najlepsze szkoły, zapisują dziecko na zajęcia dodatkowe, a ono szybko przyswaja, że w tym systemie efekt i wyniki są najważniejsze. […]

 

Moja praca z dzieciakami to także komunikat do dorosłych: dostrzeżmy w dzieciach ludzi! Sto lat temu Janusz Korczak zwracał uwagę, że dziecko nie tyle dopiero będzie kimś, ile już jest kimś. Mam wrażenie, że tego potencjału bycia kimś często nie widzimy. Nie dopuszczamy myśli, że dziecko ma własne zdanie i warto go posłuchać. To jest oczywiście uciążliwe, bo traktowanie dziecka po partnersku wymaga pertraktacji, negocjacji, przekonywania, uznania racji, ustępstw, umiejętności przyznania się do błędów – jednym słowem: wymaga czasu. Dlatego łatwiej zakomunikować: „Nie wolno, bo ja tak mówię”.

 

Tak, tylko gdy nauczyciel ma w klasie trzydzieści osób, a rodzic goni na etacie i zleceniach, to zdanie „nie wolno, bo ja tak mówię” może pozwala uniknąć jeszcze większej frustracji.

 

Jasne. Z własnego doświadczenia wiem, że tak jest czasem łatwiej. Dlatego to, co mówię, nie jest krytyką pojedynczych rodzicielskich wyborów ani krytyką podejścia poszczególnych nauczycieli. Mam problem z tym, że wszyscy po uszy tkwimy w systemie wychowania i edukacji, który jest dla dzieci szkodliwy, sami w nim wyrośliśmy, więc to dla nas naturalny stan rzeczy.[…]

 

Mówisz, że system jest do wymiany, a jednocześnie piszesz, że nie ma od niego ucieczki.

 

W tym sensie nie ma, że dopóki go nie wymienimy, wszyscy będziemy w nim jakoś uczestniczyć. Moje dzieci są w edukacji domowej, czyli niby są poza systemem, ale już dwa razy otrzymałam od dyrekcji szkoły rejonowej wezwanie do natychmiastowego wyjaśnienia sytuacji uczennic. Moje córki spełniają obowiązek szkolny poza szkołą, w placówce innej niż ich szkoła rejonowa. Ta placówka może mieć pod swoimi skrzydłami uczniów i uczennice realizujących edukację domową. Jednocześnie szkoła rejonowa musi dostać odpowiednią informację o uczniach ze swojego rejonu. Rozumiem konieczność takiej weryfikacji. Tyle że oni nie prosili mnie o wyjaśnienie, ale wezwali do pilnej odpowiedzi, co się dzieje z uczennicami (mimo że dostali stosowne informacje, ale albo je zagubili, albo nie zapisali), jakbym była podejrzana o przechowywanie dzieci w piwnicy.

 

Pytanie, czy całkowita zmiana jest możliwa?

 

Czytaj dalej »



 

 

Portal OKO.press zamieścił dzisiaj (7 czerwca 2022 r.) obszerny artykuł Adama Leszczyńskiego, zatytułowany Feminizm – ideologia „atakująca sferę duchową” i polskojęzyczne media. Podręcznik do HiT”. Oto jego fragmenty:

 

 

[…] 6 czerwca 2022 roku wydawnictwo „Biały Kruk” udostępniło na stronie internetowej fragmenty podręcznika do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość”, którego lekcje zaczną się w szkołach już 1 września.

 

Ani autor, ani wydawnictwo nie są przypadkowe.

 

Autor

 

Autorem podręcznika jest prof. Wojciech Roszkowski, historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN w Warszawie, wcześniej europoseł PiS. W latach 80. XX w. Roszkowski – pierwotnie historyk gospodarki PRL – opublikował pod pseudonimem „Andrzej Albert” podręcznik historii najnowszej Polski, wydany poza cenzurą i bardzo popularny w kręgach opozycyjnych. W latach 90. poglądy Roszkowskiego ulegały radykalizacji – w ostatnich latach publikował głównie długie na kilkaset stron publicystyczne eseje poświęcone „upadkowi cywilizacji zachodniej” (taki tytuł nosi jedna z jego ostatnich książek).

 

Wydawca

 

Wydawca także nie jest przypadkowy. Wydawnictwo „Biały Kruk” specjalizuje się w książkach o charakterze religijnym i dewocyjnym, wydaje m.in. kalendarze. Wśród autorów wymienia na pierwszym miejscu Jana Pawła II. Autorską decyzją byłego ministra nauki Jarosława Gowina w styczniu 2019 roku zostało wpisane na listę wydawnictw naukowych — za publikację w nich naukowiec otrzyma punkty liczące się do oceny dorobku (a więc prof. Roszkowski otrzyma za to tyle punktów, co za prawdziwą książkę naukową).

 

Wydawnictwo publikuje książki licznych autorów bliskich i miłych władzy, np. wydało książkę senatora Franciszka Ryszki, który w głośnym wywiadzie radiowym w październiku 2019 roku wieszczył upadek cywilizacji i koniec świata. Wydawca publikuje także wielotomowe „Dzieje Polski” autorstwa innego związanego z prawicą historyka, prof. Andrzeja Nowaka. Wydaje także miesięcznik „Wpis. Wiara, patriotyzm i sztuka”, który otrzymał w 2022 roku 105 tys. złotych dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Przedmiot

 

„Historia i teraźniejszość” to nowy przedmiot, ma trafić do programów szkół ponadpodstawowych już od września 2022 roku. […]

 

Podręcznik

 

Jak informuje wydawca, podręcznik Roszkowskiego „przechodzi aktualnie ostatnią fazę akceptacji przez Ministerstwo Edukacji i Nauki”. Według informacji „Gazety Wyborczej” ministerstwo zażyczyło sobie pewnych zmian — nie wiemy, jakich.

 

Książka jest wielka — liczy ponad 500 stron. Z nich wydawca udostępnił na stronie internetowej ponad 90. To pozwala wyrobić sobie pewną opinię o całości. […]

 

 

Wybraliśmy dla Państwa parę smakowitych przykładów. Niestety, trzeba wiedzieć, czego się będą uczyć Wasze (i nasze) dzieci.

 

 

Feminizm jak nazizm

 

Na s. 19. Roszkowski tłumaczy, czym są ideologie. Pisze najpierw o nazizmie, a potem dodaje:

 

„Ideologie atakują także sferę duchową człowieka. Posługują się nimi inżynieria społeczna i socjotechnika, mające za cel przekształcanie społeczeństw dla potrzeb osiągnięcia i posiadania władzy.

 

Wśród najbardziej popularnych obecnie ideologii politycznych należy scharakteryzować socjalizm, liberalizm, feminizm i ideologię gender, współczesną chadecję, czyli chrześcijańską demokrację, której nie należy jednak utożsamiać z chadecją sprzed lat 40. i więcej”.

 

Zwróćmy uwagę na sprytny zabieg — autor nie zrównuje feminizmu z nazizmem w jednym zdaniu. Uznaje jednak jedno i drugie za ideologie, a ideologie mają te same cechy — „atakują sferę duchową człowieka”. […]

 

 

 

 

Cały tekst Feminizm – ideologia „atakująca sferę duchową” i polskojęzyczne media. Podręcznik do HiT”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oko.press

 



Wczoraj (6 czerwca 20022 r.) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu kolejny tekst, który udostępniamy bez skrótów:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Pozytywne przesłanie

 

W artykule zajmiemy się siłą pozytywnego podejścia. Ono może zmienić nasze i naszych uczniów życie w szkole. Zacząć od siebie i przenieść ten optymizm na uczniów.

 

Sukces edukacyjny zaczyna się od szczęścia i pozytywnego nastawienia, a nie od ciężkiej pracy – napisał Matt Zalaznick autor artykułu, z którego skorzystałam. Powołuje się na autora bestsellerów i głównego mówcę konferencji Future of Education Technology® , Shawn Achor , który jest ekspertem w dziedzinie psychologii pozytywnej. Jego zdaniem „pozytywne mózgi” odnoszą niesamowitą przewagę, podnoszą produktywność o 31%, potrajają kreatywność i zdolność rozwiązywania problemów, pogłębiają więzi społeczne, podnoszą poziom swojej inteligencji i pamięci.

 

Achor sugeruje, że trzeba odwrócić kolejność w opinii: Jeśli będę ciężej pracować, odniosę sukces, a potem będę szczęśliwy. Jego zdaniem najpierw trzeba skupić się pozytywnym podejściu, wtedy prawie każdy wynik edukacyjny się poprawi.

 

Zadano mu kilka pytań:

 

1.Czy nauczyciel może zdecydować, że jest szczęśliwy.

Achor nawiązuje do pracy lekarzy i pielęgniarek w czasie pandemii. Przede wszystkim dbali o swoje zdrowie i odporność. Zakładali maski, robili zastrzyki, myli ręce, a potem pomagali jak największej liczbie ludzi.

Ważne jest, aby nauczyciele poprawili swój emocjonalny układ odpornościowy, zanim spróbują zapewnić naukę społeczną i emocjonalną uczniom. Budowanie emocjonalnego układu odpornościowego zaczyna się od nawyków, takich jak ćwiczenia wdzięczności, prowadzenie dziennika, 15-minutowy szybki spacer, dwie minuty medytacji lub krótka pozytywna wiadomość e-mail. Proste czynności, mają ogromne konsekwencje, a dla edukatora zaczynanie od pozytywów przed zaangażowaniem się w trudne części nauczania jest koniecznością.

 

 

2.Jak możemy się dostosować?

Nasze postrzeganie rzeczywistości nie jest całkowicie oparte na genach i środowisku. Nie wybraliśmy naszych rodziców i jak pokazał nam rok 2020, nie możemy nawet kontrolować mikro środowiska. Jeśli ludzie zmienią swoje codzienne nawyki lub sposób, w jaki wchodzą w interakcje z innymi lub sposób w jaki przetwarzają informacje, to takie świadome działania mogą przełamać tyranię genów i środowiska i mogą wprowadzić w nasze życie optymizm, nadzieję i szczęście.

 

3.W jaki sposób możemy radzić sobie ze stresem, gdy musimy tkwić w stresującym środowisku, atakowani przez nowe wyzwania?

W każdym stresie zawarte jest jego znaczenie, ale kiedy nasz mózg go nie dostrzega, stres wywiera negatywny wpływ na organizm. Postaraj się o większe docenianie samego siebie (od innych lub od siebie samego), szukaj znaczenia swojej pracy, notuj swoje sukcesy.

 

W obliczu stresu, gdy jesteśmy wewnętrznie silni, to widzimy, że stres może jest nieunikniony, ale jego skutki już nie są.

 

 

4.W jaki sposób nauczyciele mogą dzielić się pozytywnym podejściem z uczniami?

Powinniśmy przekonać rodziców i uczniów, że chcemy zobaczyć potencjał ucznia, a to jest możliwe tylko wtedy, gdy jego mózg jest „pozytywny”. Pozytywne mózgi czerpią niesamowitą przewagę, podnosząc produktywność o 31%, potrajając kreatywność, potrajając zdolność rozwiązywania problemów i poprawiając rozumowanie werbalne i ilościowe, jednocześnie pogłębiając więzi społeczne, podnosząc inteligencję i pamięć, zmniejszając objawy, nękanie i izolację społeczną oraz wydłużenie naszego życia.

 

Podstawowym naszym celem powinno być, poprawienie samopoczucia i sukcesy naszych uczniów.

 

 

Inspiracja artykułem Matta Zalaznicka

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 



Tym razem nie w sobotę, a w niedzielę (5 czerwca 2022 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu kolejny post, będący  alarmem w sprawie podjęcia rzeczywistych działań w dążeniu do ratowania polskiej edukacji. Zamieściliśmy jedynie wybrane (subiektywnie) fragmenty tego obszernego tekstu, ingerując w przytoczone akapity podkreśleniami i pogrubieniami  liter, pragnąc w ten sposób zwrócić uwagę na najistotniejsze myśli i spostrzeżenia:

 

 

Edukacja w wypukłym zwierciadle

 

Od pewnego czasu nie mogę wyjść ze zdumienia, jak mało znaczy dla Polaków edukacja. Nie chodzi nawet o widoczny brak społecznego zapotrzebowania na radykalne zmiany, odpowiednie do realiów XXI wieku. Bardziej uderza mnie obojętność w obliczu mnożących się problemów: gwałtownego demontażu poprzedniego systemu, czego ukoronowaniem dla najbardziej poszkodowanego rocznika będzie katastrofa maturalna AD 2023, wielkiej improwizacji zdalnego nauczania w dobie pandemii, a ostatnio nagłego wtłoczenia do polskich placówek blisko dwustu tysięcy uczniów z Ukrainy. Wspomniane wydarzenia, oraz wypływające z nich wypalenie zawodowe rzeszy nauczycieli i powszechna dzisiaj w tym zawodzie frustracja materialna, wobec samozadowolenia władz ministerstwa tworzą obraz zbliżającej się do zapaści. Najwyraźniej jednak nie budzi to sprzeciwu, czy choćby tylko niepokoju szerszych kręgów społeczeństwa. […]

 

Napisałem, że moje zdziwienie „podziela wielu znajomych”. Abstrahując od pojęcia znajomych, które dzisiaj znaczy coś zupełnie innego niż ćwierć wieku temu, zatrzymajmy się nad słowem „wielu”. Wielu, to znaczy, ilu dokładnie?! Nie wiem. Na fejsbuku mam potwierdzonych około tysiąca. Jeśli liczyć tych, którzy w miarę regularnie czytają moje artykuły, to – na odpowiedzialność Google Analitycs – jest ich czterokrotnie więcej. Czyli legion, co jednak oznacza zaledwie mikroskopijną grupkę w odniesieniu do ogółu tych, którzy powinni być zainteresowani edukacją. Trochę wyżej przesuwa granicę mojego zasięgu liczba obserwujących profil „Wokół szkoły” na fejsbuku, która sięga ośmiu tysięcy. Do tego można jeszcze doliczyć, ponownie za sprawą Google Analitycs, około 25% czytających artykuły na moim blogu bez pośrednictwa FB. Dochodzimy zatem do około dziesięciu tysięcy dusz. Powiedzmy sobie szczerze, moje „wiele” jest w istocie bardzo maleńkie. O wiele zbyt małe, by marzyć o zmienianiu świata. […]

 

Trzeba przyznać, że moja bańka informacyjna, choć niewielka, tętni życiem. Trudno zliczyć fejsbukowe posty, komentarze, udostępnienia, lajki. Co tydzień dziesiątki interesujących webinarów i podkastów – gdyby chcieć tylko odsłuchać czy obejrzeć wszystkie, zabrakłoby doby. Początkującemu może to dawać złudzenie masowości i siły. Doświadczenie studzi jednak entuzjazm. Aktywnych uczestników jest bowiem bardzo ograniczona liczba, a ferment intelektualny dość pozorny. Całkiem niedawno profesor Leppert, którego aktywność na rzecz edukacji niezwykle doceniam, zapowiadając swój udział w jakimś nadchodzącym wydarzeniu, zauważył, że spotka tam głównie swoich znajomych. Napisał to w tonie radosnym, że wreszcie zobaczy wielu z nich „na żywo”, ale przy tym potwierdził moje spostrzeżenie – wszystko dzieje się w ograniczonym kręgu społecznym. Publikując kolejne artykuły również widzę powtarzające się nazwiska komentatorów i stawiających „lajki”. Te reakcje są oczywiście bardzo miłe, ale tworzą pewną iluzję masowości, co może prowadzić do rozczarowań. Tak jak miało to miejsce z petycją do ugrupowań opozycyjnych, w której zawarłem apel o stworzenie jeszcze przed wyborami wspólnego programu dla edukacji.

 

Pomysł wydawał się świetny. Ogłosiłem go w gronie fejsbukowych znajomych i zacząłem gromadzić sygnatariuszy. Nie powiem, na ilu liczyłem (ale na dużo), skończyło się jednak na niespełna dwustu. Były w tym osoby doskonale mi znane oraz – sporadycznie – nieznane, które ktoś zachęcił do złożenia podpisu. Towarzystwo zainteresowane edukacją z bardzo różnych powodów. Apel wysłałem e-mailem do niemal wszystkich parlamentarzystów opozycji. Odpowiedziały trzy osoby, wszystkie z Koalicji Obywatelskiej. Spośród nich, dwóch posłów ograniczyło się do zdawkowych listów z wyrazami…, hmm, wyrazami uprzejmości i zapewnieniem, że bardzo przejmują się stanem edukacji, tudzież niestrudzenie podejmują działania na jej rzecz. Dalej poszła jedynie posłanka Szumilas, która skontaktowała się ze mną telefonicznie. W rozmowie zadała pytanie, na które zrazu nie zwróciłem uwagi, o to, kogo reprezentuję. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że siebie i innych sygnatariuszy. Dopiero kiedy, mimo obietnicy, nie zadzwoniła do mnie ponownie zrozumiałem, że znacznie trzeźwiej ode mnie oceniła potencjał tej inicjatywy. Jako zerowy. Mogę pocieszać się jedynie złożoną sobie samemu obietnicą, że nigdy palcem nie kiwnę, żeby pomóc politykom Koalicji, ale to trochę jak reakcja wnuczka, który na złość babci postanowił odmrozić sobie palec. Humor poprawia tylko na chwilę. […]

 

Czytaj dalej »



11 maja 2022 roku zamieściłem na Fejsbuku link do materiału z „Obserwatorium Edukacji”. Było tam o dwu uczniach Technikum nr 3 w Łodzi, którzy postanowili uruchomić w szkole radiowęzeł. I niespodzianie pod tym linkiem pojawił się taki oto komentarz nieznanego fejsbukowicza – w zasadzie nie odnoszący się do tekstu owego materiału:

 

Grzegorz Szewczyk

 

Technika to przeżytek. Ich rola skończyła się wraz z postępem techniki. Nie przystają do współczesnego modelu postępu naukowo-technicznego. Niestety reforma szkolnictwa w Polsce jest najczęściej punktowa i zależy od widzimisię aktualnie rządzących. Należałoby się głęboko zastanowić czego, jak i kiedy uczyć, szczególnie w szkolnictwie zawodowym, ale patrząc na edukację od szkoły podstawowej po doktorat.

 

 

Wkrótce na taką opinię zareagowała Zofia Wrześniewska – dyrektorka łódzkiego „Gstronomika”:

 

Niestety chyba dawno nie był Pan w technikum… Na przykładzie swojej szkoły, wiem, że pracownie technologiczne i warsztat są wyposażone co najmniej tak samo (a często lepiej) niż nie jeden zakład gastronomiczny, do tego prowadzimy działalności usługową, więc warunki, jak najbardziej współczesne i rzeczywiste oczywiście wyposażenie dzięki 14 projektom unijnym, które zrealizowaliśmy i realizujemy

 

 

Nie trzeba było długo czekać na replikę G. Szewczyka:

 

Ja nie przeczę, że nauczyciele się starają. To tylko raduje duszę. Moje doświadczenie mówi mi jednak inaczej. Po prostu żyję i pracowałem (jestem już na emeryturze) w innej rzeczywistości*, która per saldo okazuję się bardziej efektywna z punktu widzenia postępu technologicznego niż rzeczywistość polska, mimo że istnieją tak wspaniałe zespoły jak ten, którym Pani kieruje. Polska pozbawiona jest ogólnej koncepcji rozwoju, a zatem trudno jest określić zadania dla szkolnictwa, w tym i dla szkolnictwa zawodowego, niezależnie od poziomu. W nowoczesnych systemach innowacyjnych i ich podsystemach edukacyjnych właściwie nie ma miejsca dla techników. Składa się na to kilka istotnych czynników. Do tego kompletnie nieudane wdrożenie procesu bolońskiego też zrobiło swoje. Jestem przekonany, że zapał i doświadczenie zespołu, którym Pani kieruje można wykorzystać bardziej efektywnie w innym układzie. To temat rzeka, ale niestety decydenci nie znając sytuacji na świecie wiedzą lepiej. Może będziemy mieli okazję kiedyś porozmawiać na ten temat.

 

Serdecznie pozdrawiam.

 

 

Dyrektor Wrześniewska odpowiedziała:

 

Zgadzam się, że cały system edukacji jest przestarzały, nieefektywny a do tego opresyjny i wymaga gruntownej zmiany. Jednak akurat technika, jeśli dobrze wyposażone, współpracujące z pracodawcami i działające na rynku pracy, na tle pozostałych szkół, działają całkiem sprawnie. Nie jest to akurat pierwsza rzecz, jaką zmieniłabym w polskiej szkole. Raczej jedna z ostatnich i to pod kątem dalszego rozwoju a nie likwidacji.To rzeczywiście temat rzeka… Pozdrawiam

 

 

Na to Grzegorz Szewczyk odpisał:

 

Tu nie chodzi o to aby zmienić jeden typ szkoły na inny czy bronić jakiegoś typu. To myślenie klanowe, które jest jednym z hamulców reformy systemu innowacyjnego, w tym systemu edukacji, w Polsce. To też myślenie typu – jak reforma, to u NICH, u mnie jest OK. W nowoczesnych systemach produkcyjnych nie ma miejsca dla techników; za dużo na robotnika, za mało na inżyniera odpowiedzialnego za utrzymanie ruchu. Ale najpierw trzeba mieć koncepcję rozwojową, potem system innowacyjny, który pozwoli tą koncepcję realizować, a na końcu opracować system edukacyjny przemyślany od pierwszej klasy szkoły podstawowej do doktoratu. Brałem udział w opracowywaniu i wdrażaniu takiego systemu. Nie jest to łatwe, ale możliwe i daje dużo satysfakcji, z tym że w tym przypadku mieliśmy bardzo dobrze przygotowany grunt

 

 

 Zofia Wrześniewska:

 

Nie przekonuje mnie to. I to nie dla tego, że bronię swojego. Cały system edukacji wysłałabym w kosmos, mimo, że jestem jego częścią. W wielu obszarach sama biję się w pierś. Nie zgadzam się jednak, że szkolnictwo zawodowe od A do Z jest niedostosowane i uważam, że akurat właśnie to jest gałąź, która ma potencjał – oczywiście mądrze zarządzane i nadążające za zmianami na rynku. Akurat w branży, w której my szkolimy, mogę z pełną świadomością powiedzieć, że nadążamy, chociaż akurat u nas wciąż większym potencjałem jest człowiek a nie technologia, sprzęt jedynie wspiera. To jednak na baaardzo długą rozmowę… Chyba nie tutaj

 

 

 

Źródło: www.facebook.com

 

 

*Po nawiązaniu kontaktu przez Messenger’a z tym komentatorem okazało się, że był nim dr inż. Grzegorz Szewczyk – emerytowany profesor Central Ostrobothnia University of Applied Sciences w Kokkola i Pietarsaari w Finlandii, który w 1989 roku wyemigrował z Polski, a który znał mnie w czasie, kiedy będąc – najpierw uczniem XXI LO w Łodzi a później studentem Politechniki Łódzkiej –  działał jako instruktor harcerski na terenie Hufca ZHP Łódź Polesie, także w czasie, kiedy piszący te słowa był tam komendantem hufca.

 

 

 

Po dalszej wymianie informacji z Kolegą Grzegorzem Szewczykiem dowiedziałem się, że wkrótce przyjedzie on na tydzień do Łodzi i że proponuje mi spotkanie. W konsekwencji naszych kontaktów doszło do zorganizowania przeze mnie spotkania Kolegi Grzegorza Szewczyka z Koleżanką Dyrektor Zofią Wrześniewską – na terenie kierowanego przez nią Zespołu Szkół Gastronomicznych – i do trwającej prawie półtorej godziny wymiany poglądów, którą  utrwaliłem na dyktafonie.

 

 

 

To w tym gmachu – w siedzibie Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi – odbyło się opisane poniżej spotkanie

 

 

 

Oto wybrane fragmenty zapisu tej odbytej 23 maja 2022 roku rozmowy, bezpośrednio odnoszące się do istoty sporu zapoczątkowanego na Fecebooku:

 

Dr Grzegorz Szewczyk: – To co napisałem to jest na kanwie doświadczeń tam (w Finlandii) zdobytych, ale również na kanwie doświadczeń pracy w przemyśle. A znam również sytuację w Polsce i wiem, że nie postrzega się procesów innowacyjnych, czy postępu naukowego w ten sam sposób jak u nas. [w Finlandii].

 

Dyr. Zofia Wrześniewska: – To na pewno. Jak w ogóle będziemy porównywać model fiński i polski to wiadomo, ze jesteśmy bardzo, bardzo daleko. Jest bardzo różne podejście do edukacji i reforma trwa tam 29 lat…

 

G Sz: – Reformę wprowadzono w Finlandii w 1973 roku. Są inne założenia w edukacji fińskiej – te najbardziej fundamentalne. Każdy uczeń powinien otrzymać taką samą edukację i na tym samym poziomie, niezależnie od tego w którym miejscu Finlandii mieszka i jaki jest jego status materialny. Na początku zreformowano system kształcenia nauczycieli. Tam nie wybiera się zawodu nauczyciela przypadkiem, bo nie można dostać innej pracy. Każdy nauczyciel kończy studia mając trzy specjalności.

 

 

Po etapie, na którym dr Szewczyk – rysując na kartce schemat – prezentował nam fiński system edukacji [patrz poniżej] i kiedy wskazywaliśmy na elementy, które różnią polski system od fińskiego, rozmowa mogła powrócić do tematów, które legły u podstaw decyzji o zorganizowaniu tego spotkania:

 

Czytaj dalej »



Oto najnowszy (z wczoraj – 2 czerwca 2022 r.) tekst, jaki Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu „Moja Oś Świata”:

 

Rys. Danuta Stertna

 

 

3 sposoby na budowanie zaufania do samego siebie

 

Tym razem chciałabym rozprawić się mitem, mówiącym o ty, że studia przygotowują przyszłego nauczyciela(-lkę) do zawodu nauczyciela(-ki) – wychowawcy. Można zaryzykować stwierdzenie, że po zakończeniu studiów pedagogicznych młody człowiek dopiero zaczyna uczyć się zawodu. Jednocześnie chcę przekazać trzy wskazówki do tego, aby bardziej sobie zaufać.

 

Jednak świat oczekuje, że młody człowiek po 5 letnich studiach będzie gotowy na wyzwania, które niesie nauczanie i wychowywanie. Niestety takiego zdania są często również dyrektorzy szkół. Wymagają od początkującego nauczyciela(-lki) pełnego profesjonalizmu. Zresztą, co to znaczy pełny profesjonalizm, gdy bycia nauczycielem uczymy się przez całe życie?

 

W razie trudności młody nauczyciel(-lka) często nie otrzymują pomocy, ani ze strony innych bardziej doświadczonych nauczycieli, ani od dyrektora szkoły. Część z nich wypracowuje sobie w trudzie warsztat pracy, a część tkwi sfrustrowana lub zmienia pracę.

 

W Polsce nie jest dobrze zorganizowane, ani kształcenie wstępne, ani pomoc w pierwszych latach pracy.

 

Ponieważ nauczyciel(-lka) czuje, że są w stosunku do niej wysokie oczekiwania, a nie umie im sprostać, to albo cierpi w samotności albo zaczyna naśladować nauczycieli, którzy stosując represyjne metody nauczania – „dają sobie radę”.

 

Często się zdarza, co jest zupełnie zrozumiałe, że nowi nauczyciele wątpią w siebie, czują, że to, co robią nie jest skuteczne i zastanawiają się, czy nadają się do zawodu. Badania pokazują, że pewność siebie nauczyciela może mieć duży wpływ na osiągnięcia uczniów. Przypominam sobie dwa przypadki, które to przytoczę”

 

-W mojej szkole, w której byłam dyrektorką uczyła polonistka, która powtarzała uczniom i rodzicom, że nie jest przekonana, ani zdecydowana, jaki podręcznik ma stosować. Uczniowie czuli się zagubieni, a rodzice bali się o wykształcenie swoich dzieci.

 

-W innej szkole, w której pracowałam jako matematyczka, uczył polonista, który głośno mówił, że jest najlepszym nauczycielem w Polsce. Mimo, że wydawało się to co najmniej niestosowne, to wszyscy zaczynali w to wierzyć. Uczniowie chcieli, aby on właśnie ich uczył.

 

Z tych dwóch historii wynika, że tak nas postrzegają, jak o sobie mówimy. Jeśli badania pokazują, że warto emanować pewnością siebie, to możemy się zastanowić, jak to zrobić szczególnie wewnętrznie.

 

1.Pomyśl o sobie jako o kimś, kto nie jest doskonały i ma do tego prawo. Pozwala to zwolnić nierealistyczne oczekiwania wobec siebie. W sumie prawda oczywista, bo nikt nie wie wszystkiego. Taka postawa nauczyciela jest dobrym przykładem dla uczniów. Uczniowie widzą, że ich nauczyciel też się uczy. Każdy z nauczycieli uczy się zawodu i robi to przez całą swoją karierę. Trzeba dać sobie szansę na uczenie się i nie wymagać od razu zbyt wiele. Jeśli jesteś nowym nauczycielem, to tym bardziej masz prawo nie wiedzieć. Aby nie spalić się na samym początku, warto wybrać jedną dziedzinę do doskonalenia i zauważać własny postęp.

 

2.Stań się bardziej świadomy swojego myślenia. Brak pewności siebie jest często bezpośrednio związany z tym, co myślimy o sobie, gdy sprawy nie idą tak, jak byśmy tego chcieli.

 

Przedstawię to na przykładzie:

 

Wyobraź sobie, że prowadzisz lekcję, którą obserwuje dyrektor szkoły. Jeden z Twoich uczniów zachowuje się niepoprawnie. Możesz myśleć: „Jestem taki zakłopotany. Źle zarządzam klasą. Czy kiedykolwiek się to zmieni? Może powinienem się poddać?” Po takich przemyśleniach poczujesz się zapewne beznadziejnie, może nawet zaczniesz rozważać zmianę pracy.

 

Trzeba zmienić własne myślenia! Możesz pomyśleć: „Mój uczeń ma zły dzień. Ciekawe, co się z nim dzieje?”. Przekierowanie myślenia w kierunku myślenia o uczniu, a nie o sobie. W sumie, to uczeń zachowuje się źle, a nie ty. Po lekcji możesz porozmawiać z uczniem i dowiedzieć się, dlaczego tak,  a nie inaczej się zachowywał i jak możesz mu pomóc. Uczeń poczuje się zauważony i z troską traktowany, a nie atakowany. Ty poczujesz, że robisz coś właściwego dla swoich uczniów, a nie dla opinii, którą ma dyrektor na temat Twojego nauczania.

 

Bardzo jest ważne, co mówimy do siebie w myślach.

 

3.Zaakceptuj konstruktywną krytykę. Wykorzystaj ją do zamiany i nie traktuj jej jako ocenę siebie. Nie pozwól, by oznaczała ona coś negatywnego na twój temat. Potrzeba czasu, aby stać się ekspertem i do tego potrzebna jest konstruktywna krytyka. Trzeba potraktować ją jako trampolinę do lepszego. Jak powiedział Winston Churchill: „Krytyka może nie być przyjemna, ale jest konieczna. Pełni taką samą funkcję jak ból w ludzkim ciele. Zwraca uwagę na niezdrowy stan rzeczy”.

 

Wracając do wcześniejszego przykładu – to nie krytyczna informacja ze strony dyrektora miażdży nauczyciela, ale  to, co myślimy o sobie w wyniku niej.

 

Warto traktować konstruktywną krytykę jako prezent — jako kolejną wskazówkę w naszym doskonaleniu.

 

Następnym razem po krytyce ze strony dyrektora, innego nauczyciela, rodzica zadaj sobie pytanie, czego możesz się z tego nauczyć.

 

 

 

Inspiracja artykułem   Lori Friesen

 

 

 

 

 

Źródło:  www.osswiata.ceo.org.pl

 



 

Dlaczego wciąż tak wiele osób nie chce dostrzec, jak wiele dzieci właśnie w szkole traci chęć do uczenia się? Jak wiele traci wiarę w siebie? Dlaczego tak wielu dorosłym nie przeszkadza fakt, że dzieci w szkole się nudzą, że się boją, że wiele z nich z powodu stresu traci radość z życia, że z powodu szkolnych obowiązków nie mają czasu na swoje zainteresowania, kontakty społeczne, sport, czyli na normalne życie? DLACZEGO tak wielu z nas dorosłych nie widzi, że to jest zwyczajnie nie fair???

 

Dlaczego tak trudno zmienić tradycyjny model szkoły?

 

Bo wciąż zbyt wielu osobom podoba się ten pruski, który powstał na potrzeby świata, którego już nie ma.

 

Bo wciąż wielu osobom wydaje się – więcej, głęboko wierzą – że dzieci uczą się tylko wtedy, gdy są do tego zmuszane, gdy się boją, gdy za pracę dostają nagrody. Wciąż zbyt mało osób wierzy, że dzieci chcą się uczyć, niestety właśnie w szkole tracą chęć do nauki i wiarę w swoje możliwości.

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska

 

 

x           x           x

 

 

Obejrzyj i wysłuchaj plik filmowy na Yoy Tube:

 

 

 

Dlaczego dzieci zadają tyle pytań… a potem przestają? Występuje Dawid Myśliwiec  –  TUTAJ

 

 



Dzisiaj na poranną lekturę proponujemy obszerne fragmenty zapisu rozmowy z Justyną Suchecką – dziennikarką edukacyjną, przez dekadę związana z „Gazetą Wyborczą”, dziś w  TVN24.pl, autorką bestsellera „Young Power. 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat

 

Foto: www.facebook.com/justynasucheckamedia

 

Justyna Suchecka

 

 

 

Justyna Suchecka: Nie mówię, że Team X to panteon autorytetów. Ale czy my pamiętamy, kogo kiedyś podziwialiśmy?

 

[…]

Natalia Szostak: – Zacznijmy od trudnego pytania. Jesteś autorytetem młodych ludzi?

 

Justyna Suchecka – Nie wiem, czy bym chciała. Okazuje się, że wielu z nich to słowo „autorytet” nie kojarzy się specjalnie dobrze. Część w ogóle autorytetów nie szuka. 

 

Ale gdybyś mnie zapytała, czy chciałabym być dla nich inspiracją – to owszem. Albo czy jestem osobą, której ufają – mam nadzieję, że tak.

 

Pierwsza rzecz, która mi przyszła do głowy, gdy powiedziałaś, że chciałabyś porozmawiać o autorytetach, to: o, rany, ja chyba nie jestem kompetentna. I wyjątkowo to nie była kolejna odsłona syndromu oszustki, tylko fakt, że mimo wielu rozmów, które odbywam z nastolatkami, trudno było mi przypomnieć sobie taką, w której padałoby słowo „autorytet”.

 

I to było dziwne, bo przecież w tych rozmowach sporo jest wątków osób, które podziwiają, szanują, które im imponują albo które ich inspirują. Wiele z tych postaci mogłoby spełniać kryterium autorytetu, a jednak nigdy lub prawie nigdy ich tak nie nazwali.[…] A ja o młodych piszę chyba równie długo jak o edukacji, czyli jakieś 12 lat. Nie da się dobrze pisać o szkole, nie rozumiejąc tego, co spotyka tych, którzy do niej chodzą.

To dlaczego nie „autorytet”?

Gdy zaczęłam rozpytywać młodzież, czemu tak niechętnie używają słowa „autorytet”, usłyszałam, że dla nich autorytet to często ktoś taki, kogo na wzór chcą im namaścić dorośli. I niby czasem mają zrobić w szkole projekt albo napisać wypracowanie o swoim autorytecie, ale pula nazwisk, które mogą wskazać, jest dość wąska. 

 

Bo najlepiej, jakby to był Jan Paweł II, kardynał Stefan Wyszyński, Lech Kaczyński lub Donald Tusk – w zależności od opcji politycznej, no a w najgorszym wypadku ktoś z rodziny. W „najgorszym”, bo wiadomo, starszych trzeba szanować, ale mama czy dziadek to postaci, którymi trudno zaskoczyć nauczycieli. To taka praca najwyżej na czwórkę. A już zupełnie serio – mam nadzieję, że to świadczy o ich dobrych relacjach, a nie o łatwej ucieczce od prawdziwej odpowiedzi.

 

Autorytetami bywają nauczyciele. I to jest coś niesamowitego, bo nauczyciel, który zasłużył u nastolatka na takie określenie, z dużym prawdopodobieństwem będzie mu towarzyszył całe życie. To zwykle pasjonaci swoich przedmiotów, ale też osoby, które widzą w uczniu człowieka, a nie zestaw stopni. I w ten sposób autorytetami zostają osoby, które ich w ogóle nie uczą! Jak Przemek Staroń, etyk z Sopotu, czy Agnieszka Jankowiak-Maik znana jako Babka od histy z Poznania, lub moje ostatnie odkrycie – Aneta Korycińska, Baba od Polskiego z Warszawy. Robią niesamowite rzeczy dla edukacji – również na Instagramie i TikToku. W tym ostatnim medium prawdziwą furorę robi anglistka Ola, ukryta za nickiem a_ps89 z ponad sześcioma milionami polubień. Jej relacje z uczniami to coś, co przywraca nadzieję w edukację i ludzi. […]

 

 

Niedawno ukazała się twoja książka „Nie powiem ci, że wszystko będzie dobrze”, zbiór rozmów z osobami, które uczą, jak dbać o zdrowie psychiczne. Czy twoi rozmówcy mogą być autorytetami?

 

Zdecydowanie. Myślę, że osoby, które potrafią przyznać się do swoich słabości i podzielić się w tym względzie własnym doświadczeniem, budują właśnie to niezbędne, by być inspiracją czy autorytetem – zaufanie.

 

Widzę, jak młodzi odbierają Janinę Bąk, która opowiedziała o swoich zmaganiach z chorobą afektywną dwubiegunową. Ale często słyszę też, że imponuje im Iga Świątek, która nie tyle opowiada o kryzysach, co o roli psychologa w osiąganiu sukcesów i mierzeniu się z wyzwaniami.

 

Iga bardzo zapunktowała, gdy przekazała pieniądze ze swojej wygranej Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę i Słonie na Balkonie. Dla młodych to był dowód, że ona nie tylko coś tam sobie gada, ale jej zaangażowanie jest autentyczne.

 

Podobnie jak w przypadku tego, co mówi o konflikcie w Ukrainie, i tego, że cały czas gra z przypiętą do czapki ukraińską flagą. To tylko pozornie małe rzeczy.

 

 

A co z Gretą Thunberg? Ktoś o niej wspominał?

 

Czytaj dalej »



  Foto:Piotr Molecki/East News[www.natemat.pl]

 

 

Skoro minister Czarnek jest daleko, w Ameryce, zamieszczamy te dwa teksty, które od kilkunastu dni czekały na sprzyjającą okoliczność:

 

 

„na:Temat” – Dominik Kuc, Oto najbardziej przyjazne LGBTQ+ szkoły w Polsce. Autor rankingu mówi, jak placówki mogą się zmienić

 

Dzień przed tegorocznym dniem walki z homofobią opublikowano wyniki czwartej edycji Rankingu Szkół Przyjaznych młodzieży LGBTQ+. Badanie dotarło do ponad dwóch tysięcy polskich placówek edukacyjnych. Szkoły, które wygrały, mogą pochwalić się wieloma działaniami na rzecz równości osób nieheteronormatywnych i transpłciowych. Co takiego dokładnie robią?

 

17 maja to Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii. Poniższy tekst powstał w ramach naszej akcji poświęconej walce z homofobią. W naTemat.pl w tym dniu oddajemy głos aktywistom, którzy dbają o prawa społeczności LGBTQ+.

 

Dominik Kuc – członek rady Fundacji GrowSpace i kampanii Wolna Szkoła, koordynator Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+. Współpracuje także z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę.

 

Na początek proste pytanie – jak w ogóle powstaje ranking? Jak co roku uczniowie i uczennice ocenili swoje szkoły pod kątem równości, akceptacji i bezpieczeństwa osób LGBTQ+, w tym roku zagłosowało 14000 osób. Na 10 najlepszych szkołach zostały powieszone tablice z napisem „Bezpieczna Szkoła”, a pierwsze 25 szkół otrzymało Dyplomy Równości.

 

Na podium znalazły się kolejno: XXXVIII Dwujęzyczne Liceum Ogólnokształcące z Poznania (1 miejsce), Międzynarodowe Liceum Ogólnokształcące Paderewski z Lublina (2 miejsce), Liceum „Collegium Gedanense” z Gdańska (3 miejsce). Tegoroczny Ranking powstał pod patronatem Komisji Europejskiej w Polsce, Prezydentów miast Warszawy, Łodzi, Poznania, Gdańska i Opola oraz marszałek województwa lubuskiego. Ze szczegółowymi wynikami można zapoznać się  TUTAJ. […]

 

 

Pomoc nawet w samorządach

 

Młodzież bierze sprawy w swoje ręce nawet w samorządach. Młodzieżowa Rada Miasta Gdańska utworzyła komisję ds. równego traktowania, która weźmie na tapet między innymi kwestię mniejszości płciowych i seksualnych w szkołach.

 

Liceum „Collegium Gedanense” z Gdańska zajęło w tym roku 3 miejsce w Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+, a inne szkoła – Uniwersyteckie Liceum im. Pawła Adamowicza – otrzymała Dyplom Równości. Asygnowała je wiceprezydentka miasta Monika Chabior.

 

Nasza młodzieżowa rada zrzesza uczniów i uczennice ze wszystkich szkół w mieście i dlatego w każdej z nich możemy działać. Bierzemy sprawy w swoje ręceopowiada Jakub Hamanowicz, przewodniczący komisji i młodzieżowy radny.

 

W zeszłym roku, gdy stowarzyszenie Tolerado organizowało warsztaty antydyskryminacyjne dla nauczycieli i nauczycielek, spotkało się to z bardzo negatywną reakcją. Radni Prawa i Sprawiedliwości zawiadomili wówczas nawet ministra edukacji i nauki oraz pomorską kurator oświaty.[…]

 

Zatrważające badania

 

Tegoroczne wyniki wskazują, że 30 proc. młodzieży uważa, że nie każda osoba może czuć się w szkole bezpiecznie. Biorąc pod uwagę, że obowiązek szkolny obejmuje około 1,5 mln uczniów i uczennic, daje to prawie pół miliona osób, które uczą się i dorastają w poczuciu zagrożenia.

 

Co więcej, nie jest to tylko młodzież LGBTQ+, to każda osoba, która w powszechnym mniemaniu odstaje od normy. Aż 83 proc. ankietowanych mówi o tym, że w ich szkole jest przynajmniej jedna osoba, do której mogą zwrócić się o pomoc. Niestety tylko jedna piąta uczniów i uczennic bierze udział w warsztatach i akcjach dotyczących równości, np. Tęczowych Piątkach. Działania tych szkół dają jednak nadzieję na zmianę na lepsze.

 

 

Cały tekst „Oto najbardziej przyjazne LGBTQ+ szkoły w Polsce. Autor rankingu mówi, jak placówki mogą się zmienić” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.natemat.pl

 

 

x          x          x

 

 

„Krytyka Polityczna” –  Jędrzej Dudkiewicz, Czego dowiedzieliśmy się z tegorocznego Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+?

 

Czytaj dalej »



Jak to najczęściej ma w zwyczaju – w sobotę 28 maja 2022 r. –  Jarosław Pytlak zamieścił kolejny post na swoim blogu. Tym razem włączył się w dyskusję o celowości funkcjonowania w systemie szkolnym świadectw z wyróżnieniem, czyli  tzw. „świadectw z czerwonym paskiem”.

 

 

 

                                                  Pogratuluję zdobywcom czerwonych pasków!

 

Wraz ze zbliżaniem się końca roku szkolnego tradycyjnie odżywają kontrowersje, jakie od pewnego czasu wśród rzeczników radykalnych zmian w edukacji budzą czerwone paski na świadectwach. Zdaniem niektórych, krzywdzące uczniów skupionych na rozwijaniu swoich pasji, a nie pogoni za stopniami, a także wywołujące presję na naciąganie ocen, szczególnie w klasie ósmej, kiedy otrzymanie paska daje bezcenne siedem punktów rekrutacyjnych.

 

Powyższe obiekcje mają, póki co, charakter czysto akademicki, bo afirmujący „stare, dobre” wzorce w edukacji minister Czarnek jest ostatnią osobą, która mogłaby zlikwidować tę tradycyjną formę wyróżnienia. Bowiem, proszę Czytelnika, ów pasek, zwyczajowo nazywany „czerwonym”, jest w istocie biało-czerwony, narodowy. Jego idea sięga czasów, kiedy pilność w nauce była postrzegana jako wyraz patriotycznej postawy młodego człowieka. Dzisiaj, w dobie indywidualizmu, to podejście zginęło w mrokach niepamięci. Nawiasem mówiąc, może trochę szkoda…

 

Nikt już zapewne nie pamięta, dlaczego granica wyróżnienia została ustalona akurat na średnią ocen 4,75, ale każda wyznaczona granica jest arbitralna. To poprzeczka, którą jedni są w stanie przeskoczyć, inni nie. Nie jestem zwolennikiem rywalizacji, poza wyczynowym sportem, o ile jednak nie ciepię szeregowania ludzi od najlepszych do najgorszych, o tyle nie budzi mojego sprzeciwu wyznaczanie im barier do dobrowolnego pokonania. Drogowskazów dla amatorów wyzwań. W tym kontekście muszę więc przyznać, że punkty rekrutacyjne za świadectwo z wyróżnieniem nie są dobrym pomysłem, bo wciągają do wyścigu wszystkich. Są zresztą przy tym niesprawiedliwe, bowiem odzwierciedlają oceny uzyskane przez ucznia, uwzględnione już w innym miejscu w punktacji rekrutacyjnej. Jedno kryterium posiada przez to podwójną wagę. Dostrzegam wszakże pewną okoliczność łagodzącą. Otóż konieczność uzyskania niezbędnej do paska, co najmniej bardzo dobrej oceny zachowania, co poniektórych nastolatków nieco temperuje w ich młodzieńczych szaleństwach, z pożytkiem dla spokoju i bezpieczeństwa w szkole…

 

Czy zapłakałbym nad likwidacją „czerwonych” pasków? Ja nie, prędzej wielu rodziców, dla których jest to ważny symbol sukcesu dziecka. Osobiście bez trudu zgodzę się, że traktowanie nauki jako patriotycznej powinności jest dzisiaj passé. Z drugiej strony jednak, póki są w szkołach oceny, nie czuję potrzeby odejścia od tej formy wyróżniania uczniów, poza wspomnianym wyjątkiem doliczania punktów w rekrutacji. Łatwo bowiem przychodzi nam dzisiaj zrywanie z tradycyjnymi rozwiązaniami, dużo trudniej proponowanie, co w zamian. Zerknijmy w tym kontekście do programu dla edukacji ogłoszonego niedawno przez „Polskę 2050”.  Zaproponowano w nim „zastąpienie świadectw z czerwonym paskiem świadectwami z różnokolorowymi paskami wyróżniającymi nie tylko typowe umiejętności szkolne, ale także zainteresowania oraz aktywizm i zaangażowanie społeczne, ekologiczne, charytatywne, działalność kreatywną, artystyczną oraz sportową” (str.12).

 

Propozycja ciekawa, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wobec mnogości wymienionych dziedzin szczególnie aktywny uczeń miałby szansę na świadectwo z tęczą, co dla części  konserwatywnych w swojej masie rodziców mogłoby stanowić problem. Osobiście widzę inny, bardziej praktyczny – jak ustalić obiektywne i porównywalne między szkołami kryteria przyznawania pasków w różnych kolorach?! Niestety, moja wyobraźnia nie sięga tak daleko.

 

Póki co, jako dyrektor szkoły w dniu rozdania świadectw szczerze pogratuluję wyróżnienia wszystkim zdobywcom biało-czerwonych pasków. Uważam, że zasługują na to, niezależnie od rozterek miotających światem dorosłych. Zapewniam jednak, że dla innych uczniów też postaram się znaleźć odpowiednie wyrazy uznania, a wszystkim jednakowo podziękuję promiennie za cały rok najczęściej bardzo miłej współpracy.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 

 

 

Oto dwie propozycje wcześniejszych publikacji na ten sam temat:

 

 

„Gazeta Olsztyńska”  – Ada Romanowska, Jaką ma dziś wartość świadectwo z czerwonym paskiem? – TUTAJ

 

 

„Prawo.pl”  –  Beata Igielska, Świadectwo z paskiem fetyszem polskiego ucznia”  –  TUTAJ