Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Wczoraj (11 września 2022 r.)  dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fejsbukowym profilu tekst, który – naszym zdaniem – każdy nauczyciel powinien przeczytać. Ze zrozumieniem…

 

 

Jedno dziecko uczy się chodzić w wielu 10 miesięcy, inne, gdy ma 12 czy 13. Ale są i takie, które mają 15 miesięcy i wciąż raczkują, a lekarze twierdzą, że są w normie i rodzice nie powinni się martwić, bo każde rozwija się w swoim własnym tempie.

 

Dzięki medycynie i psychologii wiemy, że każdy mały człowiek ma indywidualne tempo rozwoju, którego nie da się przyspieszyć.

 

Czy to się zmienia, gdy dzieci idą do szkoły? Nie! A nasze szkoły funkcjonują tak, jakby wiedza o indywidualnym tempie rozwoju każdego człowieka przestała obowiązywać, w wieku 7 lat.

 

Szkoła jest odporna na wiedzę

 

Nasz system edukacji tę ogólnie dostępną wiedzę ignoruje. Gdy powstawał – mniej więcej 200 lat temu w Prusach – o rozwoju człowieka nic nie wiedziano. Nie możemy winić Prusaków o to, że stworzyli system ignorujący wiedzę psychologiczną, której wtedy nie było, ale my od dawna wiemy, że każdy człowiek, a więc i każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie.

 

Problem w tym, że wiele osób nie umie wyobrazić sobie szkoły innej niż ta, do której sami chodzili i jaką znają z opowieści swoich rodziców, dziadków i pradziadków. Dla wielu osób szkoła to wciąż ławki, podręczniki, nauczyciel stojący przed tablicą i wyjaśniający nowy materiał, klasówki, podkreślone na czerwono błędy i oceny cyfrowe.

 

Ale szkoła może być inna! Może uwzględniać wiedzę o tym, jak rozwijają się dzieci i może wszystkim stworzyć warunki do rozwinięcia ich indywidualnego potencjału i uczenia się na miarę ich możliwości, bez poczucia przegranej. Taką szkołę opisałam w mojej najnowszej książce „Szkoła na miarę szyta”. Znajdziecie w niej również zadania, które pozwalają na odejście od metod podawczych. Ich wykorzystanie pozwala uczniom uczyć się poprzez własną aktywność. To spersonalizowane zadania ( każdy robi je na takim poziomie, na jakim jest, nie są za trudne dla drugoklasistów, ani za łatwe dla uczniów ostatnich klas szkoły podstawowej czy szkół ponadpodstawowych, to zadania do języka polskiego, matematyki, przyrody, biologii, geografii, chemii, religii czy na godziny wychowawcze.). Celem tych zadań nie jest bezbłędna odpowiedź, ale rozwój. Dobierając zadania do pracy na lekcjach nauczyciele powinni kierować się ich efektywnością, czyli tym, ile dzięki nim uczniowie się nauczą.

 

I nie powinni oczekiwać, że wszyscy nauczą się tyle samo, bo to oczekiwanie jest nie tylko zupełnie nierealistyczne, ale jest również przyczyną porażek tych uczniów, którzy rozwijają się w innym tempie i nie potrafią dostosować się do środowiska, jakim jest szkoła.

 

 

 

Źródlo: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Foto: [www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/]

 

Czy model pruskiej szkoły naprawdę jest niezniszczalny?

 

 

W opublikowanym już wczoraj (9 września 2022 r.) stałym dodatku „Gazety WyborczejWOLNA SOBOTA zamieszczono obszerny tekst Karoliny Słowik, zatytułowany – w wersji drukowanej „Pruska szkoła – zapraszamy na rekonstrukcje”, a w wersji internetowej – „Mniej niemieckiego, więcej strzelania, wędrujący nauczyciele i możliwa matura z religii. Zaczyna się szkoła Czarnka”.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów tego bardzo obszernego (w formie gazety drukowanej – 2,5 strony) tekstu, podając link do jego pełnej wersji:

 

[…]

 

Od kilku lat obserwujemy narastający kryzys polskiej szkoły, do którego w ogromnej mierze doprowadziła nieodpowiedzialna i szkodliwa polityka obecnego rządu. System oświaty został zdemontowany poprzez wprowadzanie nieprzemyślanych, przypadkowych i koniunkturalnych zmian. Poziom kształcenia jest coraz niższy, rośnie agresja wśród uczniów, zmniejsza się prestiż zawodu nauczyciela„.

 

Mały konkurs: kto to powiedział? Żaden z działaczy oświatowych, nikt ze związków. Elżbieta Witek, posłanka PiS, przyszła marszałkini Sejmu, udzieliła wywiadu Barbarze Nowak, przyszłej małopolskiej kuratorce oświaty. Wywiad ukazał się na łamach „Zeszytów Politycznych Prawa i Sprawiedliwości” w 2012 r. Na cztery lata przed likwidacją gimnazjów. […]

 

W tym wywiadzie jest wszystko. Witek i Nowak krok po kroku opisały to, co po 2015 roku stało się ze szkołami: od „reformy organizacyjnej” ministry Anny Zalewskiej po „reformę programową”, którą właśnie domyka minister Przemysław Czarnek.

 

O tym, że reforma edukacji ma dwa etapy: organizacyjny i programowy, poinformował wicemarszałek Ryszard Terlecki jeszcze przed zaprzysiężeniem Czarnka. Pytany we wrześniu 2020, co sądzi o jego kandydaturze, odpowiedział: – To jest profesor, były wojewoda, świetny organizator, znakomity człowiek o bardzo wyrazistych poglądach. Tak że wydaje mi się, że to jest bardzo dobra kandydatura. Po znakomitej reformie organizacyjnej, którą udało nam się przeprowadzić w szkolnictwie, teraz czas na reformę programową. […]

 

W środowisku czuć zniecierpliwienie, a wręcz rezygnację. O kolejnym strajku związkowcy zaczynają mówić w mediach, ale częściej mówią też o braku szacunku, pogardzie i kpinach ze strony ministerstwa. Ostatnio wiceminister edukacji, dawny nauczyciel historii Dariusz Piontkowski stwierdził w Polskim Radiu: – Jeżeli jest to stopień nauczyciela dyplomowanego, czyli najwyższy stopień awansu zawodowego, jego wynagrodzenie średnie z wszystkimi dodatkami to jest przeciętnie około 6800 czy 900 zł. Dopytywany, czy na rękę, czy brutto, powiedział: – To jest oczywiście na rękę, ale to jest łącznie z dodatkami, jeżeli ma wychowawstwo, za staż pracy, jeżeli ma nadgodziny, to jego wynagrodzenie może być zdecydowanie wyższe.

 

Dzień później przepraszał na Twitterze i tłumaczył, że chodziło mu o kwotę brutto. Czy to sprostowanie dotrze do wszystkich rodziców, którzy usłyszeli, że nauczyciele zarabiają krocie, a jeszcze chcą więcej? Wiceminister nie wytłumaczył jeszcze jednej nieścisłości: wynagrodzenie średnie to konstrukt prawny. Zlicza się do niego wszystkie kilkanaście dodatków, które nauczycielom przysługują. Nie ma jednak nauczyciela, który dostałby je wszystkie.

 

Taki tworzą nasz wizerunek: rozkapryszone środowisko, czego oni jeszcze chcą, skoro tyle zarabiają. Uparci, roszczeniowi nauczyciele, którzy nie chcą współpracować – komentuje rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego Magdalena Kaszulanis.

 

W takim klimacie Czarnek przystępuje do domknięcia reformy programowej. I konsekwentnie realizuje to, co kierownictwo partii ze swoimi doradcami wymyśliło już ponad dekadę temu. […]

 

To, że godzin lekcji historii przybędzie, zapowiedział sam Jarosław Kaczyński w połowie maja zeszłego roku, kiedy PiS ogłaszał założenia „Nowego ładu”. – Chcemy umacniać polską tożsamość. W szkołach średnich wprowadzimy naukę historii dwoma nurtami, tzn. historię powszechną i historię Polski. Dla każdego z tych nurtów będzie przeznaczone dwie, trzy, może więcej godzin w ciągu tygodnia zajęć. […]

 

Nie chodzi jednak tylko o to, ile razy uczniowie będą mieli historię w planie lekcji, ale też o to, jak ona będzie nauczana. Stąd ten pośpiech w pisaniu i zatwierdzaniu podręcznika do HiT niszowego katolickiego wydawnictwa Biały Kruk (publikowali w nim także Krystyna Pawłowicz, Antoni Macierewicz czy ksiądz Dariusz Oko), na którego promocję – jeszcze przed ostateczną decyzją o dopuszczeniu do użytku szkolnego – resort edukacji miał wydać ok. 75 tys. zł, jak wyliczyły posłanki opozycji. Autor, prof. Wojciech Roszkowski, pisał w nim nie tylko o „hodowli” niechcianych dzieci, ale też o „lewakach”, „wojujących ateistach”, „Murzynach”. Pojęcie feminizmu znajdziemy obok nazizmu i gender w jednym rozdziale „Ideologie i nazizm”. Jest również o tym, że Unia Europejska lansuje ateizm, oraz o „zboczeniach europejskich”. […]

 

O tym nawet Elżbiecie Witek w 2012 roku się nie śniło. „Kościół – szkoła – strzelnica” to nie jest hasło PiS-u. Z tym trzypunktowym programem szedł do wyborów Grzegorz Braun, lider narodowców. Wyjaśniał, że zamierza dbać o „zdrowie duchowe narodu”, „tworzyć nowe i wspierać istniejące szkoły katolickie” i „działać na rzecz wzmocnienia kondycji psychicznej i fizycznej, a jednocześnie zwiększenia zdolności samoobronnych naszych rodaków i potencjału obronnego całej Ojczyzny – m.in. poprzez popularyzowanie i ćwiczenie kunsztu strzeleckiego”.[…]

 

Wszystko to zamiast nauczania o zdrowiu. „Kształtowanie postaw indywidualnych i społecznych sprzyjających zdrowiu – są również szeroko uwzględnione w podstawie programowej innych przedmiotów, takich jak: wychowanie fizyczne, biologia czy wychowanie do życia w rodzinie” – czytamy w uzasadnieniu projektu o zmianie programu dla podstawówek.

 

Równocześnie zmniejszono liczbę godzin nauki języka niemieckiego dla uczniów mniejszości niemieckiej (z trzech do jednej godziny w tygodniu). A z oszczędności (ok. 40 tys. zł) minister Czarnek powoła instytut, który wesprze naukę polskiego w Niemczech i innych krajach. – Przywracamy polsko-niemiecką symetrię – argumentował pomysłodawca projektu Janusz Kowalski z Solidarnej Polski. […]

 

PiS nie tylko nie wyprowadzi religii ze szkół, ale również odbierze wybór tym, którzy chcieliby chodzić na etykę. Nie wprost. W następnym roku szkolnym minister Czarnek wprowadzi obowiązkową naukę religii lub etyki w czwartych klasach szkoły podstawowej i pierwszych klasach wszystkich szkół ponadpodstawowych. Wkrótce nie będzie można już „chodzić na nic”. Zapowiedział to rok temu na łamach „Gazety Polskiej”: „Będziemy chcieli zlikwidować to, co wiele lat temu zostało wprowadzone, czyli możliwość wyboru jednego z trzech wariantów: albo religia, albo etyka, albo nic. To »nic« stało się dość powszechne na przykład w dużych miastach. I właśnie to »nic« służy temu, by odbywały się podobne zbiegowiska, które kompletnie bezrefleksyjnie podchodzą do życia. Nauka albo religii, albo etyki będzie obligatoryjna, by do młodzieży docierał jakikolwiek przekaz o systemie wartości”. […]

 

Czytaj dalej »



W dniach od 5 do 9 września 2022 roku w Bielsku-Białej w Hotelu Dębowiec  odbywa się XXXV Letnia Szkoła  Młodych Pedagogów im. M. Dudzikowej. W tym roku spotkanie odbywa się pod tematem „Pedagogika i edukacja w wikiświecie; o zmianie/zmianach kultury edukacji w środowisku cyfrowym – jak je badać, opisywać i interpretować”.

 

Jednym z mentorów tego spotkania jest prof. Boguslaw Śliwerski, który zamieścił dzisiaj (9 września 2022 r.) na swoim blogu tekst, zainspirowany tym wydarzeniem. Poniżej zamieszczamy  jedynie wybrane fragmenty tego tekstu, odsyłając do jego pełnej wersji do bloga:

 

Foto:  www.telepolis.pl

 

 

Media cyfrowe powinny być stałym środkiem dydaktycznym w hybrydowej edukacji

 

Trwają obrady w Letniej Szkole Młodych Pedagogów im. Marii Dudzikowej przy KNP PAN, które w tym roku koncentrują uwagę młodych kadr na mediach cyfrowych. Niestety, wciąż są one traktowane jako zagrożenie dla rozwoju dzieci i młodzieży, toteż rodzi to opór wśród części nauczycieli, którzy nie zamierzają ich wykorzystywać w swojej pracy dydaktycznej. Musieli tak czynić w okresie lockdownu, w ramach kształcenia zdalnego, ale po powrocie szkół do edukacji stacjonarnej mogli odetchnąć z ulgą i powrócić do dziewiętnastowiecznej formuły nauczania, restrykcyjnego oceniania, testowania i straszenia uczniów. […]

Jedna z uczestniczek Letniej Szkoły zapytała, czy istnieje szansa współczesny Hogwart? Wszędzie jest to możliwe, tylko nie w Polsce. Takie szkoły powstają, ale nie po to, uczyć dzieci magii, eliksirów, zaklęć, zielarstwa, astronomii, latania na miotle itp., ale by rozwijać je integralnie, całościowo w modelu edukacji otwartej, wielostronnej, konstruktywistycznej, zorientowanej na nowe technologie, najnowsze osiągnięcia naukowe i kompetencje miękkie, społeczne, egzystencjalne.

 

Po to inwestuje się w badania naukowe także w naukach społecznych, a nie tylko w naukach ścisłych, technicznych czy medycznych, by interdyscyplinarne zespoły badawcze tworzyły nowe typy szkół, które będą uwzględniać równoległy do realnego świat komunikacji, ale i twórczości, usług, wspomagania ustawicznego uczenia się. Państwo, w którym lekceważy się edukację szkolną traktując ją jako instrument do gry politycznej i ekonomicznych zysków dla przedstawicieli władzy, pozbawia szans na godne życie dużą część młodego pokolenia.[…]

 

Jeden z doktorów zapytał, skąd wiadomo, że edukacja hybrydowa, spersonalizowana, konstruktywistyczna jest słuszna? To tylko potwierdza, że odizolowani od innych modeli kształcenia, by jedynie realizować to, co zleca władza centralna, nie podejmują własnych prób zmiany w procesie kształcenia oraz nie poszukują literatury i medialnych egzemplifikacji dowodzących  efektywności innej edukacji. Tymczasem w sieci są już tysiące materiałów filmowych o przedszkolach, szkołach podstawowych, średnich i wyższych, których nauczycielom chciało się chcieć zmieniać środowisko uczenia się dzieci czy młodzieży.

Media cyfrowe powinny być, jak dawniej pióro i atrament, ławka i podręcznik, stałym, naturalnym narzędziem uczenia się, z którego na bieżąco będą korzystać tak nauczyciele, jak i ich uczniowie. Zamiast lekcji informatyki, godzin wychowawczych konieczne jest prowadzenie zajęć alfabetyzacyjnych w zakresie umiejętności wyszukiwania informacji, wiadomości i wiedzy i naukowej, przetwarzania i przechowywania danych cyfrowych, ukierunkowane ich filtrowania, ale i krytycznej analizy źródeł.

 

Uczniowie powinni w szkole nauczyć się jasno określać, jakie informacje, jaka wiedza jest im potrzebna do znalezienia odpowiedzi na edukacyjne pytania oraz do ocenienia ich trafności i wiarygodności. Kompetentne i odpowiedzialne korzystanie z wyszukiwarek może ułatwić uczniom w bardziej atrakcyjnej formie zdobywanie wiedzy w ramach przedmiotów kształcenia czy w rozwiązywaniu międzyprzedmiotowych problemów.

 

Dlaczego nie wykorzystać w klasie szkolnej komunikatorów typu WhatsApp, Messenger, Facebook lub Skype do prowadzenia zajęć wspólnie z uczniami innej, partnerskiej szkoły czy klas partnerskich w kraju czy poza jego granicami? Pedagogika Celestyna Freineta znakomicie sprawdza się tak w świecie realnym, jak i w wirtualnej edukacji. Podobnie jak psychopedagogiczne prawidłowości, które są wpisane w pedagogikę Marii Montessori, a mianowicie: „pozwól dziecku zrobić coś samemu” oraz „przygotuj mu odpowiednie do jego temperamentu środowisko uczenia się”.

 

 

 

Cały tekst „Media cyfrowe powinny być stałym środkiem dydaktycznym w hybrydowej edukacji”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www. sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 

 



My nie mamy wątpliwości, że szczęście w szkole jest możliwe – i to nie tylko w tym znaczeniu, że „mam szczęście, bo mnie dzisiaj nie pytali…” Tym nie mniej – tradycyjnie – zapraszamy wszystkich, którzy wczoraj o 20-ej nie mogli oglądać środowych rozmów w „Akademickim Zaciszu”, tym razem na temat „Czy szczęście w szkole jest możliwe?”

 

Z prof. Ropmanem Leppertem rozmawiali:

 

Dr Anna Hildebrandt-Mrozek – twórczyni kampanii Ogólnopolski Tydzień Szczęścia w Szkole;

 

Zuzanna Walenta – uczennica Szkoły w Chmurze, radna V kadencji Młodzieżowej Rady m.st. Warszawa, pochodząca z moich ukochanych i rodzinnych stron – dzielnicy Wawer;

 

Piotr Michoń – Prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, prowadzący blog „Ekonomia Szccęścia”;

 

Pan Jakub Tylman z Publicznej Szkoły Podstawowej w Śremie im. Kawalerów Orderu Uśmiechu.

 

 

 

                         Plik filmowy ze spotkania „Czy szczęście w szkole jest możliwe”  –  TUTAJ



Wczoraj (7 września 2022 r.) o godz. 20:00 Borys Binkowski był rozmówcą dr Marzeny Żylińskiej. Rozmowa odbyła się wokół jego książki „Szkoła od nowa” i o tym, jak można, a jak nie można zmienić systemu edukacji. Dzisiaj proponujemy lekturę najnowszego posta z jego fejsbukowego profilu:

 

 

Borys Binkowski – pasjonat nauk wszelkich, edukator, tutor nauczyciel, zwolennik racjonalnego patrzenia na rzeczywistość. Prowadzi projekt badawczy pt. „Szkoła od Nowa”

 

 

W klasycznym podręczniku <Science and Human Behavior> Skinner (uważany za twórce behawioryzmu) tłumaczył, że bodźce awersyjne (czyli kary) w istocie mogą szybko zlikwidować niepożądane zachowania, ale po zaprzestaniu kar często powracają one ze zdwojoną siłą, ponieważ obiekt badany nie nauczył się innych zachowań. Podkreślał też, że kary wywołują starach, poczucie winy i wstyd, co w ogólnym rozrachunku prowadzi do obniżenia zdolności uczenia się (innymi słowy, dziecko zmuszane do nauki gry na pianinie za pomocą bicia nie będzie wirtuozem, ala z pewnością nauczy się nienawidzić muzyki). Skinner ostrzegał ponadto, że stosowanie bodźców awersyjnych odbija się też negatywnie na badaczach, gdyż potencjalnie może zmienić eksperyment w sadystyczną demonstrację siły. Ostatecznie – stwierdził Skinner – w przeciwieństwie do wzmacniania kary działają na szkodę zarówno karzącego, jak i karanego

 

Powyższy cytat pochodzi z książki Stevea Silbermanta „Neuroplemiona”.

 

I mój komentarz: to nie behawioryści (na pewno nie wszyscy) namawiają do stosowania kar w wychowaniu czy edukacji. To my, nauczyciele, rodzice, doradcy, pedagodzy, czytamy interpretacje ich badań i nimi posługujemy się w tłumaczeniu naszych zachowań. Nie posługujmy się autorytetem Skinnera czy innych badaczy jeśli chcemy obronić kary w postaci stopni szkolnych.

 

Stopnie szkolne nie są skuteczną metodą wspierającą naukę. Wiemy to z badań naukowych, również tych prowadzonych przez psychologów behawioralnych. A mimo to prowadzimy w szkołach ciągłe eksperymenty behawioralne na dzieciach, trochę podobne do tych, które Skinner prowadził na gołębiach i szczurach laboratoryjnych. Tyle, że w przeciwieństwie do niego nie wyciągamy z tych eksperymentów wniosków.

 

Pozdrawiam, Borys Bińkowski

 

Szkoła od Nowa

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9

 



Foto: www.twitter.com/sliwek1954

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski

 

 

Przypomnieliśmy sobie, że z nowym rokiem szkolnym, po wakacyjnej przerwie, podjął swoją blogerską aktywność prof. Bogusław Śliwerski. Po przeglądzie zamieszczonych tam nowych postów wybraliśmy ten z poniedziałku – 5 września, którego fragmenty zamieszczamy poniżej, zachęcając do lektury pełnej wersji na blogu:

 

 

O co chodzi w szkole

 

W okresie wakacyjnym pojawiła się w sieci krytyka Katolickiego Liceum w Tomaszowie Mazowieckim. Od kilku lat doświadczamy tego, że każdy pretekst jest dobry, by atakować wszelkie instytucje związane z Kościołem katolickim, toteż nie oszczędzono niepublicznej szkoły – jak sądzę – z dwóch powodów:

 

– pierwszym był wspomniany fakt, że jest katolicką („Katolicka szkoła pozorów„; „Katolickie liceum nie ma się czym pochwalić”, „Nikt nie zdał tam matury, konsekwencji brak„);

 

– drugim, że żaden z uczniów przystępujących do egzaminu maturalnego, nie poradził sobie z zadaniami.

 

Nie odnoszę się do pierwszej z możliwych przyczyn, bo jest pozamerytoryczna. Nie dostrzegam tekstu, którego autor zainteresowałby się przystąpieniem wszystkich lub może jakiejś części tegorocznych abiturientów tej szkoły do egzaminu poprawkowego.

 

Drugi zaś czynnik wzbudził moje zdumienie, bo przecież mamy w sieci zalew publikacji  oraz komentarzy na temat tego, jak toksyczna jest szkoła. Ileż to mamy wpisów na Fb, by szkoły były bezowe, czyli bez prac domowych, bez ocen, bez lekcji, bez zadań, bez wymagań, bez podręczników, bez godnie opłacanych nauczycieli itp., itd. Najlepiej by było, gdyby w ogóle zlikwidować szkoły i pozwolić dzieciom oraz młodzieży stanowić o tym, czy w ogóle chcą się uczyć, a już tym bardziej, czy chcą uczęszczać do szkoły.

 

To podejście jest w Polsce możliwe i realizowane w sferze prywatnej.

 

W Polsce są prawnie zagwarantowane warunki powoływania różnych form, także instytucjonalnych, alternatywnej edukacji, w ramach której dzieci w wieku obowiązku szkolnego (do 18 roku życia) mogą go realizować poza szkołą publiczną, np. w edukacji domowej.  […]

 

W ustawie Prawo Oświatowe nie znajdziemy obowiązku zdania matury. Dlaczego zatem z nieukrywaną satysfakcję pisano o tej szkole i jej nauczycielach? Może z powodu wojny światopoglądowej w kraju, którą wzmocniła po rządach PO i PSL kolejna władza resortowa i państwowa o prawicowej konstelacji ideologicznej? Wyniki matur są dla każdej władzy rzekomym testem na zasadność prowadzonej polityki oświatowej. Tyle tylko, że każda formacja polityczna od wprowadzenia egzaminów zewnętrznych tak je kalibruje, żeby odpad maturalny nie przekraczał 20-25 proc.

 

Tak oto wspólnota szkolna tomaszowskiego liceum stała się ofiarą własnego środowiska politycznego.

 

Tymczasem wiele osób ponawia pytanie, czy rzeczywiście w szkole chodzi o szkołę? Zadała je – nie tylko w tytule swojej książki – Ewa Radanowicz i udzieliła na nie trafnej odpowiedzi. Otóż w szkole nie chodzi tylko o szkołę. W szkole powinno chodzić o rozwój młodego człowieka, który nie musi być redukowany do certyfikatu, zdanego testu. Może w niej przecież chodzić o to, by zapewnić młodzieży godne warunki do własnego rozwoju na miarę jej możliwości i aspiracji, a nie tylko ze względu na obowiązujące standardy kształcenia?

 

Nie wnikam zatem w funkcje założone tak ośmieszanej w mediach szkoły, skoro dla jej nauczycieli i młodzieży być może były inne cele i wartości w ich wzajemnych relacjach. Nie każdy musi mieć maturę, bo czego Jaś się nie nauczył, to jako Jan być może kiedyś będzie gotów do tego, by zdobyć określone kwalifikacje do realizacji osobistych celów. Polski system szkolny jest drożny pionowo i poziomo. Niezdanie matury nie zamyka nie tylko tej młodzieży drogi do dalszej edukacji, być może zawodowej, a być może ponowionej na poziomie kształcenia ogólnego.

 

Można nie dopuścić nastolatków do egzaminu maturalnego tak, jak czyni się to w publicznych liceach. Jakoś w tym przypadku dziennikarze niechętnie podejmują kwestię, która od lat jest w publicznych szkołach średnich praktykowana. Mam na uwadze niedopuszczanie do matury tych uczniów, którzy tego bardzo pragną mimo posiadania słabych ocen.

 

Nie dostrzegam tragedii ani tym bardziej powodu do medialnego żerowania na porażce, do której nastolatkowie mieli prawo. Jest to ich doświadczenie, z którym muszą sobie poradzić, a ich rodzice/opiekunowie prawni oraz nauczyciele powinni im w tym pomóc. […]

 

 

 

Cały post „O co chodzi w szkole”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 



Oto najnowszy post z fejsbukowego profilu  dr Marzeny Żylińskiej:

 

 

Czy można zapisać w programach rozwój dzieci?

 

„Wszystkie żywe organizmy mają zapisany w genach program rozwoju. Dziedziczymy po rodzicach cechy fizyczne, takie jak kolor oczu, włosów, wzrost, czy tendencję do otyłości. Wiemy to z własnych obserwacji, a nauka je potwierdza.

 

Wiemy też, że procesu fizycznego rozwoju nie jesteśmy w stanie szczególnie wzmocnić czy przyspieszyć. Możemy za to zadziałać na jego szkodę – dzieci niedożywione rosną wolniej i są niższe od średniej w dorosłym życiu, dzieci źle żywione stają się otyłe, dzieci, które przebywają w stresującym środowisku również niewłaściwie się rozwijają, podobnie jak te, które pozbawione są swobodnych zabaw na powietrzu z rówieśnikami.

 

Podobnie jest z rozwojem poznawczym – nie jesteśmy w stanie go znacząco przyspieszyć. Mózg potrzebuje czasu na spokojne dojrzewanie w komfortowych dla niego warunkach. Potrzebuje różnorodnych wyzwań, kontaktów społecznych, zabawy, swobody, wyboru spośród wielu dostępnych opcji. Natura człowieka upomina się o to – dzieci są naturalnie ciekawe i często zmieniają przedmiot swojego zaciekawienia. Odbierając im te możliwości – zmuszając do wykonywania pewnych czynności w określonym, z góry narzuconym porządku – upośledzamy ich naturalny proces rozwoju poznawczego.

 

Dlatego właśnie szkoła jaką dziś znamy nie jest odpowiednią przestrzenią do właściwego wspierania tego procesu. Jeśli dzieci sobie w niej jakoś radzą, to nie dlatego, że szkoła temu sprzyja, ale dlatego, że ich indywidualny program rozwoju zapisany w genach jest wystarczająco silny, aby szkoła go nie zniszczyła.

 

Rodzą się naturalne pytaniaco w szkole należy zmienić, aby mogła ona wspierać naturalny rozwój młodego człowieka? Wybrzmiało to już na łamach tej publikacji, ale podkreślę jeszcze raz – uważam, że szkoły nie należy zmieniać, bo jest to zadanie z rodzaju syzyfowych prac. Trzeba ją postawić od nowa, opartą na właściwych zasadach – na początku w formie pojedynczych, eksperymentalnych placówek, potem, stopniowo zastępujących znane nam dziś szkoły. Na drugie pytanie: „jak to zrobić?”, odpowiedzi udzieli trzecia część tej książki – Borys Bińkowski, Szkoła od nowa

 

 

Na rozmowę z Borysem Binkowskim o jego książce i o tym, jak można, a jak nie można zmienić systemu edukacji, zapraszam w najbliższą środę o godz. 20.00.

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska

 



 Foto: www.facebook.com/photo

 

Magdalena Sierocka nauczycielka j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 w Warszawie

 

Wczoraj (4 września 2022 r.) na portalu OKO.press zamieszczono zapis wywiadu, jaki z Magdaleną Sierocką – nauczycielką j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 w Warszawie, określającą się jako członkini Ruchu Budzących się Szkół – przeprowadziła Maria Hawranek.

 

Jako że jest to bardzo długi tekst – poniżej zamieszczamy jedynie wybrane (subiektywnie) fragmenty, odsyłając zamieszczonym linkiem do pełnej wersji zapisu:

 

 

Nie można ocenić człowieka w skali 1 do 6. Dlatego nad ocenami się nie rozczulam [Hawranek pyta, jak ratować szkołę]

 

[…]

 

Z Magdaleną Sierocką, nauczycielką języka angielskiego w szkole podstawowej w Warszawie rozmawia Maria Hawranek.

 

Maria Hawranek: „Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca”. Co ten cytat robi na twoim Facebooku?

 

Magdalena Sierocka: Gdy czytałam Gombrowicza w liceum, wydawał mi się dziwny i śmieszny. Mam wrażenie, że dorosłość polega na tym, że przestaje taki być. Ten cytat dobrze oddaje obraz szkoły, która trenuje nas, by odtwarzać to, czego oczekują od nas inni. W efekcie na wiele lat tracimy kontakt ze sobą. Już się na to nie zgadzam. W mojej pracy staram się, by Gombrowicz przestał być prawdziwy.

 

Jak przestałaś być Gombrowiczowską nauczycielką?

 

Długo byłam nauczycielką, która radziła rodzicom, co powinni robić po szkole. Pamiętam, jak mówiłam jednej mamie: „Pani córka nie nadąża, więc będzie miała więcej zadań w domu, a pani powinna jej w nich pomóc”. Spojrzała na mnie i powiedziała: „Ale ja nie wiem, jak te zadania zrobić”. Zamilkłyśmy. Ona patrzyła na mnie, a ja na nią. I teraz co? Zrozumiałam, że więcej zadań nie sprawi, że ta uczennica się nauczy.

 

Kiedy mój syn poszedł do szkoły, zobaczyłam tę rzeczywistość z drugiej strony. Że dziecko siedzi w szkole osiem godzin, a ja spieszę się do domu, by siąść z nim do lekcji. To co on tam robi? […]

 

Jest, przecież właśnie dlatego system edukacji jest tak oporny na zmiany, że replikujemy go z automatu, bo brak nam innych doświadczeń. No chyba, że coś nami wstrząśnie. Jak się zmieniałaś?

 

Stopniowo. Kiedyś nasza dyrektorka Magdalena Księżopolska przyniosła do szkoły „Neurodydaktykę” metodyczki Marzeny Żylińskiej. Z początku postulaty Żylińskiej wydały mi się niemożliwe do realizacji, bo przecież dzieci chcą nam dopiec, a nie z nami współpracować. Czułam też, że jej metody to atak na mnie – czyli co, do tej pory źle pracowałam? Krzywdziłam dzieci przez 10 lat? To kim ja jestem?

 

Mam w sobie wiele miłości do nauczycieli, którzy czują opór wobec zmian, bo też byłam w tamtym miejscu.[…]

 

Dzieci nauczyły cię jak być lepszym nauczycielem?

 

Oj tak. I dorośli, którzy komunikowali się z nimi z szacunkiem. Podstawą stało się dla mnie porozumienie bez przemocy. Poczytałam, co robią z ludźmi kary i nagrody, zorientowałam się, że oceny właśnie nimi są i postanowiłam, że skoro mogę ich nie oceniać, to nie będę tego robić. Powiedziałam też dyrektorce o Ruchu Budzących Się Szkół, nasza szkoła dołączyła do niego jako jedna z pierwszych. Bez dyrektorki nic bym nie zrobiła.

 

W tej chwili do Ruchu, który oddolnie zmienia szkołę, należy już koło setki szkół w Polsce, publicznych i prywatnych. Choć nie ma sztywnego programu, jednym z jego postulatów jest odejście od ciągłego oceniania oraz wystawianie oceny „jeszcze nie” zamiast jedynki. Inni nauczyciele chętnie się dołączyli?

 

Kilku nauczycieli już od lat pracowało według postulatów Ruchu, intuicyjnie. Ale wielu się zdziwiło, tak jak ja zdziwiłam się kilka lat wcześniej. Mnie samej na początku brakowało odwagi, by zupełnie porzucić oceny. Zrobiłam to dopiero, gdy znalazłam sojuszniczkę w nowej polonistce, która dołączyła do naszej szkoły.[…]

 

Z jakich jeszcze technik i aplikacji korzystasz?

 

Czytaj dalej »



Oto kilka postów z fejsbukowego profilu Tomasza Tokarza – wybranych z ub. tygodnia:

 

29 sierpnia

 

 

2 września

 

W jednym z wątków pojawił się argument, że dobry nauczyciel dopasowuje się do uczniów i przychodzi do pracy wtedy, kiedy im to pasuje. I że jak uczeń chce mieć lekcje o 10.00 to dobry nauczyciel musi rzucić wszystko i się dopasować.

 

I że niedopuszczalne jest, aby nauczyciel uczył wtedy,.. kiedy mu pasuje.

 

A co nauczyciel to połączenie siłaczki z niewolnikiem?

 

Bardzo mnie denerwuje takie sprowadzenie nauczyciela do kukiełki, która ma skakać jak mu zagrają.

 

Otóż jak mam zupełnie inną wizję nauczyciela i relacji nauczyciel-uczeń. Dobry nauczyciel to podmiot – nie chłopiec do spełniania cudzych oczekiwań.

 

Ma wiedzę i doświadczenie. Jeśli ktoś chce skorzystać z wiedzy i doświadczenia, to zawierają umowę.

 

Dopasowują terminy i się dogadują. Jak nauczyciel może o 16.00 to jak komuś bardzo zależy to się pojawi o 16.00.

 

W szkole, w którym pracuję zajęcia też są popołudniu bo wtedy mogą EKSPERCI przyjść. A ludzie się cieszą, że przychodzą.

 

Walką o status nauczyciela powinna się zacząć od uznania jego podmiotowości – nie mniejszej niż podmiotowość uczniów.

 

 

 

 

3 września

 

Wielokrotnie słyszę, że podstawa jest do niczego bo nie ma w niej praktycznych rzeczy.

 

Serio? Jest ich mnóstwo… Musiałbym tu kilka stron wklejać, by je ukazać.

 

Skoro w podstawie są praktyczne rzeczy, to jeśli uczeń po skończeniu szkoły ich nie umie, to czyja to zasługa? Złego ministra? Kuratora? Sejmu i Senatu? Tajnej Rady do Uniemożliwiania Realizacji Treści Praktycznych?

 

Przykładowe zapisy z PODSTAWY

 

Uczeń:

– rozpoznaje własne potrzeby i potrzeby innych;

– planuje dalszą edukację, uwzględniając swe umiejętności i zainteresowania;

– wyjaśnia związek między godnością a prawami, które mu przysługują;

– przedstawia własne prawa i obowiązki;

– argumentuje zasadność postaw obywatelskich – m.in. odpowiedzialności, troski o dobro wspólne i tolerancji;

– rozpoznaje problemy najbliższego otoczenia i szuka ich rozwiązań

– komunikuje się w sprawach życia społecznego, w tym publicznego, oraz dyskutuje i przedstawia własne argumenty w wybranych sprawach tego typu;

– rozpoznaje przypadki wymagające postaw asertywnych;

współpracuje z innymi – dzieli się zadaniami i wywiązuje się z nich;

– wykazuje konieczność współdziałania w życiu społecznym i wyjaśnia istotę samorządności

– rozwija swoje uzdolnienia i zainteresowania;

– uczestniczy w życiu kulturalnym w swoim regionie;

– uczestniczy w projektach edukacyjnych (np. tworzy różnorodne prezentacje, projekty wystaw, realizuje krótkie filmy z wykorzystaniem technologii multimedialnych);

– pogłębia swoją wiedzę przedmiotową i uczestniczy w wykładach publicznych, konkursach itp.;

 […]

– ustala, co sam może zrobić, aby tworzyć warunki środowiskowe i społeczne, które są korzystne dla zdrowia (ochrona środowiska przyrodniczego, wsparcie społeczne,

– komunikacja interpersonalna, współpraca osób, instytucji i organizacji na rzecz zdrowia itp.).

 

 

ITD… mógłbym cytować jeszcze długo.

 

Zatem nie zmyślajmy…

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/tomasztokarzIE

 

 



Foto. Luka Łukasiak[www.vogue.pl]

 

Anton Ambroziak: niebinarny, trans płciowy, wolny*. Do 15 roku życia funkcjonował jako dziewczyna.

 

*To tytuł artykułu, dostępnego na stronie VOGUE – TUTAJ

 

 

Na sobotnią lekturę proponujemy – opublikowany przed sześcioma laty przez Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego – raport z badań Tranpłciowa młodzież w polskiej szkole”. Poniżej zamieszczamy jedynie dwa fragmenty tej publikacji: wstęp i podsumowanie. Polecamy lekturę całego raportu, szczególnie cenny jest Załącznik I: Transkrypcje wywiadów przeprowadzonych w szkołach (od str. 71)

 

 

Tranpłciowa młodzież w polskiej szkole. Raport z badań.

 

 Redakcja: Wiktor Dynarski, Izabela Jąderek, Anna M. Kłonkowska

 

Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2016

 

 […]

 

W s t ę  p

 

Szanowni Państwo, to dla nas wielka przyjemność i zaszczyt oddać w Państwa ręce tę oto publikację – wynik trwającego rok projektu analizującego przygotowanie polskiego systemu szkolnictwa na obecność i potrzeby transpłciowych dzieci.

 

„Transpłciowa młodzież w polskiej szkole” jest w Polsce pionierskim projektem badawczym, który w dogłębny sposób przygląda się doświadczeniom całego systemu, jakim jest polskie szkolnictwo, aby pomóc w umożliwieniu dzieciom trans płciowym funkcjonowanie na terenie szkoły zgodnie z ich torzczamością płaciową.

 

Pisząc o transpłciowości, mamy na myśli szeroko pojmowane zjawisko wykraczania poza tradycyjny, jednoznaczny podział na płeć męską i żeńską. Zaliczamy do niej wiele zjawisk zarówno z porządku nauk społecznych, jak i medycznych, takich jak: transwestytyczność (zakładanie ubrań płci uznawanej za odmienną w celu chwilowego odczuwania przynależności do tej płci), transseksualność (zjawisko odnoszące się do sytuacji osoby, której płeć odczuwana nie odpowiada płci fizycznej, lecz płci powszechnie uważanej za przeciwną), a także inne formy wykraczania poza konwencje esencjalistycznie i dychotomicznie pojmowanej płci

 

O dzieciach transpłciowych wciąż mówi się mało, a ich funkcjonowanie codzienne – niezależnie od wieku dziecka – jest źródłem stresu związanego z dojrzewaniem i zmieniającym się ciałem, brakiem ewentualnej akceptacji ze strony rówieśników, co bardzo utrudnia realizację obowiązku szkolnego, brakiem możliwości decydowania o sobie i koniecznością wstrzymania się z ewentualnym procesem tranzycji (tj. procesem korekty płci lub jej uzgodnienia) aż do czasu pełnoletniości.

 

Nie ma w naszym kraju zbyt wielu osób specjalizujących się w tematyce transpłciowości, które swobodnie poruszają się w problematyce tożsamości płciowej i wiedzą, jaki wpływ ma transpłciowość danej osoby na całe jej życie. Temat transpłciowości nie tylko jest bagatelizowany na studiach dla specjalistów zawodów pomocowych, ale również specjaliści innych zawodów, np. nauczyciele, nie są szkoleni w tym zakresie. Część z nich nic nie wie na ten temat i dopiero w sytuacji bezpośredniego spotkania z transpłciowością decydują się na poszukiwanie informacji na własną rękę. ,

 

Zgodnie z klasyfikacją Światowej Organizacji Zdrowia ICD–10 zaburzenia identyfikacji płciowej w dzieciństwie, a także transseksualność są jednymi z trudniejszych zagadnień medycyny. Sam proces diagnozy osób dorosłych jest długi i skomplikowany, a trudności związane z diagnozowaniem dzieci w kierunku zaburzeń identyfikacji płciowej w dzieciństwie rodzą wśród specjalistów zajmujących się tym jakże ważnym tematem szereg wątpliwości. Rodzice dziecka sami dość często czują się zagubieni, a w obliczu pojawiających się trudności z diagnozą czy uzyskaniem pomocy lekarskiej nie zawsze umieją wesprzeć swoje dziecko w kontakcie ze środowiskiem. Tym środowiskiem jest również szkoła, cały system szkolnictwa, który nie jest przygotowany proceduralnie ani na przyjęcie takiego dziecka, ani na umożliwienie mu rozwoju i nauki zgodnie z jego tożsamością.

 

Przygotowując badanie, postawiliśmy sobie za cel dotrzeć do jak największej liczby szkół, o których wiemy, że uczą się w nich dzieci transpłciowe. Niestety, z uwagi na lęk dyrekcji z kilkoma przedstawicielami szkoły nie udało nam się porozmawiać, pomimo zapewnienia z naszej strony pełnej anonimowości. Warto jednak w tym miejscu podkreślić, że obawa dyrekcji nie skutkowała brakiem akceptacji dla tożsamości dziecka – wprost przeciwnie, dyrektorowie ci spójnie podkreślali, że dziecko w szkole Funkcjonuje zgodnie ze swoją odczuwaną tożsamością płciową.

 

Czytaj dalej »