Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Źródło: www.edukacjaidialog.pl

 

Okładka czasopisma „Edukacja i Dialog” z okresu, w którym Jarosław Pytlak

zamieszczał tam swoje „Listy do N”

 

 

Wczoraj (11 lipca 2022 r.) Jarosław Pytlak – dyrektor na wakacjach – zamieścił na swoim blogu tekst,  pochodzący z czasów, kiedy pisał artykuły do popularnego wówczas czasopisma  „Edukacja i Dialog”, czyli z lat 90-ych ubiegłego wieku. Ten konkretnie został tam opublikowany w maju 2006 roku*.

 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tego tekstu. Pogrubienia czcionek dla podkreślenia treśc i – redakcja OE:

 

Publicysta na wykopaliskach w czasie kanikuły

 

Lipiec – czas kanikuły, kiedy autorowi nie chce się pisać, a przynajmniej części czytelników – czytać jego produkcji. Z drugiej strony, jeśli nie publikujesz regularnie, w dzisiejszych czasach przestajesz istnieć, przynajmniej dla internetowej społeczności, która coraz bardzie zastępuje tę normalną, karlejącą w trybie offline. Chcąc zatem podtrzymać swoje istnienie i dać pożywkę najpilniejszym sympatykom, postanowiłem coś jednak opublikować. […]

 

W ramach kanikuły postanowiłem zaprezentować Czytelnikom te publicystyczne wykopaliska. Może kogoś zaciekawią, a na pewno pozwolą mi wykazać, że nadal istnieję, choć działam chwilowo w trybie wakacyjnym.

 

 

Z cyklu „Listy do N.” – maj 1996 r.

 

  Drogi N.!

 

Otrzymałem ostatnio komplet broszurek zawierających aktualne, tzw. „MEN-owskie”, programy nauczania. Po uważnym ich przestudiowaniu wiem już, co uczniowie w poszczególnych klasach wiedzieć i umieć powinni. I chociaż pewne pomysły wydały mi się, jak na szkołę podstawową, delikatnie mówiąc, nazbyt odważne, to, ogólnie rzecz biorąc, po tej lekturze nie poczułem się ani lepiej ani gorzej. Bo tak naprawdę, zagadnienie, czy uczeń podstawówki posiądzie wiedzę określoną takim hasłem programowym: „Krążenie powietrza na Ziemi z uwzględnie- niem ciśnienia atmosferycznego i adiabatycznych zmian temperatury”, jest dla mnie, biologa, zupełnie abstrakcyjne. Ba, nawet to, czy będzie on potrafił w szóstej klasie ,,dostrzegać związki pomiędzy budową i trybem życia roślin nagozalążkowych” specjalnie mnie nie interesuje, a jeżeli nawet, to jedynie  w sensie negatywnym – ja mu serdecznie współczuję, że jakiś nauczyciel podpierając się kawałkiem papieru, zwanym programem, może tego odeń wymagać!

 

Fascynuje mnie powszechna wiara pedagogów, że kształcenie podobne jest usypywaniu góry, którą każde wiadro piasku, po rozsypaniu się na boki, podwyższa o kolejny ułamek milimetra. […] Jestem głęboko przekonany, że kształcenie winno przypominać raczej budowanie potężnej konstrukcji, którą każda dołożona cegiełka podwyższa o wysokość cegły właśnie, albo, wzmacniając niższy poziom, czyni masywniejszą i trwalszą. W takiej pracy nigdy nie jest obojętne, gdzie się kładzie kolejny element, ani jakiego używa się przy tym spoiwa. Niekompetencja jednego z murarzy może w skrajnym przypadku spowodować nawet zawalenie całej konstrukcji!

 

Dyskusja na temat programu szkoły, w swoim najpopularniejszym wydaniu, jest czymś w rodzaju zebrania murarzy, z których każdy oferuje jedyną w swoim kształcie cegłę i twierdzi, że na jego odcinku konstrukcja będzie wspaniała. Główny inżynier cieszy się z wysokiego poziomu fachowców i akceptuje to, czasami próbując mediować w sprawie rodzaju używanej zaprawy. I konstrukcja wznosi się do góry, pochylając tam, gdzie cegła była słaba, albo murarz okazał się ignorantem. […]

 

Żal mi Zespołu d/s Reformy dra Sławińskiego. Jeśli kontrola NIK, o której czytałem, ujawniła prawdę – okrutnie negatywna to postać, ale… co ja poradzę, że jedyna, która w ostatnich latach dostrzegła to, co mnie wydaje się oczywiste – że programy nauczania, choćby najlepsze, muszą mieć oparcie w idei, która je łączy. I że muszą być one połączone same w sobie, bo życie jest jedno i kiepsko dzieli się na chwile rachowania i emocjonalnych uniesień. Ja, biolog,, chciałbym dokładać cegiełki na murze ustawionym przez nauczyciela środowiska. Chcę, aby ulepione były z gliny biologiczno-geograficzno-fizyczno-chemicznej, spojone zaprawą z języka polskiego, ułożone w myśl doświadczeń historycznych, nie bez odrobiny artyzmu plastyczno-technicznego!

 

Mamy w kraju setki (tysiące?) szkół niepublicznych. Po okresie euforii, gdy już fakt zaistnienia był samoistną wartością, poszukują one tożsamości. Bo nieliczne klasy i intensywna nauka języków obcych, to trochę mało, jak na program. Cokolwiek wymyśli władza, także nie będzie wystarczające, bowiem zostanie skrojone do możliwości oświaty masowej i w myśl ideałów reprezentowanych przez „tych u władzy”.

 

„Muszę wymyślić program!” – myślą ambitni. I wymyślają. Mało oryginalnie: język obcy sześć razy w tygodniu, basen, tenis, no i wysoki poziom nauczania wszystkich przedmiotów. Bardziej nietypowo: własny program kształcenia ekologicznego, wyraźny rys programowy (judo, drama, integracja itp.). Ale nadal bardzo trudno jest znaleźć szkołę, której program stanowi harmonijne połączenie idei, metody i programu nauczania. […]

 

Fundamentem dowolnego programu jest idea. Brutalnie mówiąc, jakakolwiek. Oczywiście, idee mroczne lub idiotyczne zasługują na potępienie, ale to wcale nie przeszkadza, by jacyś wyznawcy budowali na ich bazie swoje programy oświatowe. W przypadku mojej szkoły owe idee są konkretne i wypływają z doświadczeń i spostrzeżeń, o których pisałem Ci w poprzednim liście. Można je ująć w kilku punktach:

 

1.Każdy człowiek bombardowany jest milionami informacji. Od umiejętności ich selekcjonowania, wyszukiwania i przetwarzania zależą jego perspektywy osiągnięcia powodzenia w życiu

 

2.Kluczem do właściwego wykorzystania informacji jest poczucie wolności. Każdy człowiek, także młody, ma prawo podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji

 

3.Każde społeczeństwo potrzebuje ludzi zdolnych do poświęcenia na jego rzecz. To właśnie szkoła społeczna, powstała dzięki zbiorowej aktywności, powinna kształcić ludzi, którzy za lat dwadzieścia będą zdolni podejmować kolejne społeczne inicjatywy

 

Te właśnie idee leżą u podstaw głównej zasady mojej szkoły, która głosi, że „nie jest zadaniem szkoły nauczyć, ale jedynie stworzyć uczniowi warunki i udzielić wszelkiej możliwej pomocy, aby mógł on nauczyć się sam”. Owe „warunki” i „pomoc”, to zapewnienie dostępu do informacji i wskazówek odnośnie ich zdobywania i selekcjonowania, pozostawienie pola dla indywidualnych decyzji ucznia i poszanowanie ich, wreszcie takie zorganizowanie życia szkoły, by dawała ona poczucie i możliwość współuczestnictwa w zbiorowym wysiłku wielu ludzi, na równych prawach dorosłych i dzieci.

 

Czytaj dalej »



Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że dyrektor Jarosław Pytlak najczęściej w niedziele zamieszcza kolejne teksty na swoim blogu „Wokół Szkoły”. Tak było i wczoraj (3 lipca 2022 r.), jednak ten post ma szczególny kontekst w którym powstał. Otóż jest on rozwinięciem myśli, którymi na temat roli i znaczenia partycypacji w edukacji – tematu pierwszego panelu na Kongresie „W Trosce o Edukacjęktórego był on uczestnikiem* – dzielił się z uczestnikami Kongresu. Z oczywistych względów nie miał tam zbyt wiele czasu, aby szerzej rozwinąć i uzasadnić swoje poglądy na ten temat i z tego powodu mamy pewność, że  tekst, który opublikował wczoraj, a który my zamieszczamy bez skrótów poniżej – jest takim właśnie „aneksem” do jego wystąpienia na tamtym panelu:

 

Foto: www.facebook.com/roman.leppert

 

Jarosław Pytlak jako uczestnik panelu „Partycypacja w edukacji: uczniowie – nauczyciele – rodzice – pozostałe podmioty” na Nadzwyczajnym kongresie „W Trosce o Edukację

 

 

Demokratycznego autokraty myśli o uspołecznieniu edukacji

 

Dawno, dawno temu, z okazji pięćdziesiątych urodzin, otrzymałem w prezencie swoją podobiznę, udatnie wkomponowaną w sylwetkę Supermana. W otaczających ją „dymkach” zapisano wypowiedzi na mój temat członków rodziny, współpracowników i znajomych. Miałem za zadanie odgadnąć ich autorów. Z niektórymi poszło łatwo. Na przykład, bez trudu przypisałem „Warczydło!” cioci Zosi, bo to ona wielokrotnie wspominała, jak we wczesnym dzieciństwie nazywałem traktor. Wśród tych, z którymi miałem kłopot był „Demokratyczny autokrata”. Okazało się, że tak określiła mnie jedna z nauczycielek, pracująca niemal od początku w STO na Bemowie (czyli już wówczas – ponad 20 lat). Uznałem to za duży komplement, bo nie jest łatwo wypełniać zadania dyrektora szkoły, w którego profesję, z racji jednoosobowej odpowiedzialności za wszystko, wpisany jest autorytaryzm, a równocześnie tworzyć w placówce przestrzeń dla wyrażania opinii i podejmowania różnych inicjatyw. Jest to tak trudne, że na pewno często nie wychodzi mi najlepiej, ale przecież staram się bezustannie, widzę bowiem w partycypacji ogromną rolę wychowawczą, a także integrującą całe środowisko.

 

Uspołecznienie edukacji, wiodące do jej różnorodności, z pewnością nie należy do priorytetów obecnego ministra edukacji i nauki. Wręcz przeciwnie, w działaniach władz widać wyraźnie dążenie do uczynienia z placówek oświatowych miejsca kształtowania młodego pokolenia w duchu narodowym, zgodnie z linią ideową rządzącego ugrupowania. W takim systemie role są z góry podzielone: rodzina ma kształtować ducha w domu, najlepiej zgodnie z katolicką wizją tej podstawowej komórki społecznej, nauczyciele – posłusznie wcielać w życie szczegółowe zalecenia władz oświatowych, a dzieci i młodzież – wzrastać w miłości do ojczyzny, bojaźni bożej oraz szacunku dla autorytetów. I choć część społeczeństwa wykazuje sympatię do liberalizmu, widać determinację rządzących i wiarę, że to się może udać. Obserwując bierność rodziców i nauczycieli nie potrafię tego wykluczyć.

 

Jest paradoksem, że postulat uzyskania przez społeczeństwo wpływu na edukację powstał w schyłkowym okresie PRL za sprawą opozycji solidarnościowej, z której wywodzą swoje korzenie obecnie rządzący. To wtedy pojawiła się idea powoływania rad placówek oświatowych, jako forum współpracy przy kreowaniu ich programów działania. Co ciekawe, po transformacji ustrojowej stworzono warunki do wprowadzenia jej w życie. Dopuszczono prawnie możliwość tworzenia takich ciał, jak również rad oświatowych: krajowej i wojewódzkich. Niestety, niewiele z tego wynikło.

 

Zalet partycypacji doświadczyłem w praktyce na początku lat dziewięćdziesiątych, pracując w szkole społecznej, którą powołali do życia rodzice. Ich zaangażowanie było przeogromne i udzielało się też nauczycielom. Należy do najpiękniejszych wspomnień w moim życiu. Po co najwyżej dwóch-trzech latach rozpoczęła się trwająca do dzisiaj ewolucja tego układu, która pokazała, że w placówce oświatowej owszem, powinno być miejsce na aktywność społeczną wszystkich interesariuszy, ale również potrzebna jest jednolita linia programowa, konsekwentnie realizowana przez nauczycieli na czele z dyrekcją. Zapewnienie równocześnie jednego i drugiego, jak już wspomniałem, jest bardzo trudne.

 

W szkolnictwie publicznym idea partycypacji żyła krótko, w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia, mocą oddolnych inicjatyw. Kolejne władze, począwszy od ministra Handtkego, poprzez wszystkich jego następców, niezależnie od opcji politycznej, były zainteresowane zarządzaniem odgórnym, wyłącznie w myśl własnych koncepcji. Symptomatyczna jest odpowiedź MEN na interpelację poselską, z roku bodaj 2004, kiedy to minister Łybacką zapytano, dlaczego nie została powołana Krajowa Rada Oświatowa. Otóż nie było to możliwe wobec braku choćby jednej rady na szczeblu wojewódzkim, podczas gdy tylko one, wg ówczesnego prawa, mogły wnioskować o powołanie takiego ciała na poziomie centralnym. Odpowiedź godna urzędnika, ale kompromitująca rządzącą wtedy lewicę, która kwestię partycypacji społeczeństwa powinna mieć wypisaną na sztandarze, a rady oświatowe w zarządzanych przez siebie województwach powołać bez chwili zwłoki. Gdyby tylko chciała. Nie chciała, podobnie jak żadna inna siła polityczna w tym kraju, w żadnym momencie.

   

Rady szkół i placówek cały czas istnieją w systemie prawnym polskiej oświaty. Co więcej, mają potencjalnie naprawdę istotne uprawnienia, nie tylko programowe, ale także ekonomiczne (gromadzenie funduszy). A jednak powstały w znikomym tylko odsetku tych instytucji. Czy świadczy to o braku zapotrzebowania na partycypację? A może jest efektem jakiegoś błędu legislacyjnego? Myślę, że obie odpowiedzi mogą być twierdzące i powinny być źródłem refleksji dla tych, którzy cały czas myślą nad przyszłością polskiej edukacji, zarówno działaczy społecznych, jak polityków.

 

Czytaj dalej »



Gdy zobaczyliśmy wczoraj na blogu „Moja oś świata” najnowszy tekst Danuty Sterny, którego wiodącym motywem jest poczucie u nauczycieli ważności ich roli, mając na uwadze sygnały o pogarszającej się w naszym środowisku samoocenie swojej pozycji – postanowiliśmy zamieścić ten post – z nadzieją, że nie jest to tylko science fiction, zaczerpnięte z „Innego Świata” za oceanem…

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Znaczenie znaczenia

 

Poczucie znaczenia dla innych ma służy długowieczności i radości z życia. Badania pokazują, że poczucie bycia ważnym i znaczącym dla kogoś lub dla grupy ludzi zmniejsza poczucie stresu. Wraz ze wzrostem poczucia znaczenia dla innych zmniejszają się również objawy i ryzyko depresji. Za to, zwiększa się satysfakcja z pracy.

 

Wśród nauczycieli przekonanie o własnym znaczeniu zwiększa poczucie zbiorowej i osobistej skuteczności oraz pozytywnej kultury relacji w radzie pedagogicznej .

 

Autorka artykułu z którego korzystam – Shelly Wilfong omawia osiem elementów potrzebnych nauczycielom, aby czuli, że są ważni dla swojego środowiska. Szczegółowo omówiła je w artykule napisanym z Ryan Donlan i opublikowanym w numerze Educational Leadership z listopada 2021 roku .

 

Elementy te obejmują:

 

-Zespołowość: Praca zespołowa skoncentrowana na zaangażowaniu i poczuciu przynależności.

 

-Autentyczność: Bycie tą sama osoba w szkole i w środowisku poza szkołą.

 

-Aktywność: Odczuwanie przyjemności pochodzącej z aktywności.

 

-Celowość: Poczucie, że wypełnia się swoją misję i spełnia życiową pasję.

 

-Dostosowanie: Umiejętność wykonywania koniecznych zadań, które są zgodne z własnymi wartościami, choć mogą nie być przyjemne.

 

-Sprawczość: Możliwość wprowadzania subtelnych zmian w środowisku pracy w celu zaspokojenia indywidualnych potrzeb.

 

-Stabilność: Przekonanie, że praca jest bezpieczna i prawdopodobnie nie skończy i nie zmieni się radykalnie i nagle.

 

-Wynagrodzenie: Przekonanie o godziwym wynagrodzeniu za pracę, zgodną z doświadczeniem i wykształceniem.

 

 

Jeśli nauczyciel jest świadom tych elementów, to sam może zadbać, aby one wszystkie lub w części występowały. Z drugiej strony dyrektor szkoły może starać się o ich wprowadzenie.

 

 

Co może zrobić sam nauczyciel?

 

-Zespołowość: Angażować się w pracę zespołów, czerpać z tego zadowolenie i energię.

 

-Autentyczność: Nie odgrywać ról. Być tym samym człowiekiem jako nauczyciel i jako osoba prywatna.

 

-Aktywność: Unikać stagnacji, rezygnacji i działać, jak najwięcej.

 

-Celowość: Przemyśleć powody, dla których wybrało się zawód nauczyciela, być z nich i z siebie dumnym.

 

-Dostosowanie: decydować się na wykonanie niewygodnych zadań, o ile tylko są one zgodne z celami, które sobie stawiamy. Nie narzekać!

 

-Sprawczość: Proponować zmiany, które mogą pomóc w pracy nauczycielom i sobie samemu.

 

-Stabilność: Pamiętać, że praca w szkole jest dość stabilna. Nie martwić się na zapas.

 

-Wynagrodzenie: Zrobić rachunek, co mi się bardziej opłaca, czy praca dająca satysfakcję, czy praca bez satysfakcji, ale z dobrym wynagrodzeniem?

 

 

Co może zrobić dyrektor dla swoich nauczycieli?

 

-Zespołowość: Organizować pracę nauczycieli w zespołach. Doceniać udział w niej nauczycieli. Podkreślać wspólnotę.

 

-Autentyczność: Nie wymagać od nauczycieli specjalnych form zachowania, cenić ich oryginalność i niezależność.

 

-Aktywność: Samemu być aktywnym i okazywać, że można z tego czerpać radość. Być otwartym na pomysły nauczycieli i doceniać ich aktywność.

 

-Celowość: Rozmawiać o wartościach. Rozpoznawać i tworzyć misję i wizję szkoły wspólnie z Radą Pedagogiczną.

 

-Dostosowanie: Informować nauczycieli o wymogach prawnych, które trzeba spełnić, nawet, gdy nie są przyjemne. Pokazywać, że dyrektor w pewnych sprawach też musi się dostosować.

 

-Sprawczość: Z uwagą przyjmować propozycje nauczycieli i pomagać im je realizować, o ile są w interesie grona pedagogicznego i uczniów. Pokazywać, że to co się dzieje w szkole jest wspólną sprawą całej społeczności szkolnej.

 

-Stabilność: Przekazywać nauczycielom informację zwrotną o ich pracy. Służyć radą i pomocą. Upewniać ich, że dyrektorowi i szkole zależy na nauczycielach.

 

-Wynagrodzenie: W Polsce mamy siatkę płac, więc trudno coś w tej sprawie radzić.

 

Wiedząc, jak ważne jest poczucie znaczenia i przynależności, warto zadbać o nie. Zbyt to jest ważne, aby pozostawić to przypadkowi. Warto samemu sprawę przemyśleć, ale również okazywać innym, że są dla nas ważni.

 

 

Inspiracja  artykułem  Shelly Wilfong:

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.

 

 



 

 

26 maja 2022 roku zamieściliśmy kolejną część Poradnika Wiesławy Mitulskiej, zatytułowaną Poradnik Wiesławy Mitulskiej – pięć relacji, w tym dwie z myślą o mamach,.  Dzisiaj, kontynuując ten cykl, proponujemy lekturę kolejnych czterech relacji z Jej zająć z uczniami – niestety –  już po raz ostatni.

 

 

 Foto. Włodzisław Kuzitowicz

 

Wiesława Mitulska podczas spotkania promującego książkę „Zrozumieć plan daltoński”  w Akademickim Centrum Designu Akademii Sztuk Pięknych  w Łodzi

 

 

Jak dowiedzieliśmy się od Niej podczas sobotniego spotkania na promocji książki Roberta Sowińskiego „Zrozumieć plan daltoński”  – z końcem tego roku szkolnego zakończyła pracę nauczycielki w szkole w Słupi Wielkiej. Nie chciała zdradzić konkretów gdzie i co będzie dalej  robiła dla edukacji…

 

A teraz obiecane ostatnie cztery materiały metodyczne, opisujące zajęcia prowadzone przez Wiesławę Mitulską z jej uczennicami i uczniami:

 

 

 

29 maja

 

 

Czy w szkole potrzebne są sprawdziany?

 

 

W trakcie tegorocznych egzaminów pracowałam w komisji dla uczniów z Ukrainy. Było to dla mnie smutne doświadczenie. Widziałam, jak bardzo starają się napisać dobrze egzamin z języka polskiego.

 

Cały czas towarzyszyło mi poczucie beznadziejności, bo widziałam jak wertują słownik, jak przeliczają słowa w rozprawce, czy wymagany limit słów został osiągnięty. Moje doświadczenie podpowiadało mi, że to się nie może udać, ale w oczach tych dzieci była nadzieja, że może jednak nie będzie tak źle? Czy ktoś z decydentów zastanowił się z empatią, jaki ślad pozostawi w dzieciach to doświadczenie?

 

Koniec roku w szkołach, to czas ustalania ocen , a w związku z tym sprawdziany, klasówki, kartkówki są na porządku dziennym, do tego jeszcze egzaminy ósmoklasistów.

 

Jeśli zaprosimy dzieci do zabawy w skojarzenia ze słowem szkoła, to na jednym z pierwszych miejsc pojawią się sprawdziany, kartkówki, stres, nerwy, oceny – wiem, bo sprawdzałam to w czwartej, szóstej i ósmej klasie.

 

Ile energii kosztuje uczniów udział w jednym dniu egzaminów? Jaki ślad w nich pozostawi trzydniowy egzamin? Co czuje uczeń, gdy już po egzaminie, sprawdzając opublikowane arkusze odkrywa błędy, które popełnił z różnych przyczyn, choć wiedział i umiał?

 

A jeśli nie sprawdzian, to co?

 

Takie pytanie często słyszę, gdy poddaję w wątpliwość konieczność robienia uczniom testów i sprawdzianów, i gdy przyznaję, że od dawna sprawdzianów nie robię.

Czy w szkole muszą być sprawdziany?

 

Odpowiedź zależy od celu sprawdzania. Najczęściej celem jest chęć zweryfikowania tego, co uczniowie umieją i oczywiście wystawienie oceny w formie stopnia, punktów lub procentów.

 

Czy rzeczywiście sprawdzian lub test da nam informację o tym, co dziecko umie? Wiedza, to nie tylko wiadomości, informacje, fakty, ale również umiejętność użycia tych wiadomości w różnych kontekstach. Nie wszystko potrafimy zbadać i zmierzyć przy pomocy prostych narzędzi jakimi są sprawdziany i testy. One zmierzą jedynie umiejętność przypominania sobie informacji, które uczeń przyswoił lub powinien przyswoić w czasie lekcji. Sprawdzając test, nauczyciel widzi tylko końcowy rezultat. Najczęściej nie wie, jak uczeń dochodził do wyniku, w jaki sposób myślał, dlaczego popełnił błędy, dlaczego zostawił puste miejsce albo część pytań bez odpowiedzi.

 

Najcenniejsze informacje o przebiegu i wynikach procesu uczenia się to te, których nie da się zweryfikować sprawdzianem.

 

Jeśli chcę sprawdzić konkretną umiejętność uczniów, to projektuję zadanie, które pokaże mi jak dziecko sobie z nim poradzi. Czy wykona je samodzielnie, czy i w jakim zakresie będzie potrzebowało wsparcia, czy wykonanie zadania mieści się już w jego strefie najbliższego rozwoju, czy zadanie jest dla niego łatwe, a może bardzo trudne – to wszystko jestem w stanie zaobserwować podczas pracy nad zadaniem. Są to dla mnie bardzo istotne informacje, bo dzięki nim mogę od razu, bez przerywania procesu uczenia się, modyfikować przebieg zajęć. Mogę dłużej zatrzymać się z dziećmi nad rozwijaniem konkretnej umiejętności, mogę udzielić dziecku indywidualnego wsparcia w takim zakresie, w jakim potrzebuje, mogę połączyć dzieci w grupy, by umożliwić im uczenie się wzajemnie od siebie. W ten sposób zbieram również informacje, które mogę przekazać rodzicom w rozmaitych formach – w formie rozmowy, pisemnej informacji zwrotnej lub oceny opisowej.

 

Zależy mi na tym, by dzieci były świadome swojego procesu uczenia się, dlatego włączam je w planowanie pracy i ustalanie kryteriów sukcesu.

 

Projektuję okazje do samodzielnego sprawdzenia, na ile już osiągnęły konkretną umiejętność. Takie okazje do samokontroli i samooceny zdarzają się prawie każdego dnia.

 

W mojej klasie nie ma sprawdzianów, ale są wyzwania.

 

„Sprawdź czy potrafisz!” – takie wyzwanie podlega samoocenie zgodnie z kryteriami sukcesu. Czasem to wyzwanie brzmi: „Pokaż, czy potrafisz!”- wtedy dzieci dostają informację zwrotną ode mnie.

 

Mam jeszcze inne sposoby na określenie miejsca w procesie uczenia się, w którym są moi uczniowie. Żaden z tych sposobów nie powoduje konieczności przerwania tego procesu tylko po to, by zrobić test, czy kartkówkę. Za to każdy z nich daje dziecku świadomość, że już potrafi lub jeszcze nie potrafi.

 

Bycie uczniem wiąże się z popełnianiem błędów, a od nauczyciela zależy, czy uczeń będzie na tych błędach się uczył, czy raczej będzie się ich wstydził i ukrywał.

 

 

 

31 maja

 

 

Wieczyste archiwizowanie – trudne pojęcie

 

Czytaj dalej »



Tak  się zadziało,  że – w zupełnie niezamierzony sposób –  ostatnią w tym roku szkolnym  poranną lekturą  jaką proponujemy dzisiaj naszym czytelniczkom i czytelnikom jest – jak zwykle obszerny – tekst Roberta Raczyńskiego, wypatrzony przez nas już w środę 22 czerwca 2022 roku na jego blogu „Eduopicon”.

 

Foto: www.pl.freepik.com

 

 

Pozornie jest to o tym dlaczego dziewczynki nie chcą ćwiczyć na WF-ie. Ale nie dajcie się zwieść pozorom – autorowi chodzi tam o o wiele bardziej generalne problemy szkolnej edukacji. Przeczytajcie  sami – najpierw zamieszczone poniżej fragmenty, ale w wolniejszej chwili cały tekst:

 

 

Co ma piernik do patriarchatu?” 

 

W szeroko rozumianej publicystyce zajmującej się problematyką oświaty wciąż pokutuje wyobrażenie szkoły jako podmiotu niejako zewnętrznego w stosunku do reszty społeczeństwa, posiadającego gotowe recepty i narzędzia, których jednak, z niewiadomych względów, nie chce używać. Tak więc, mimo szeregu trafnych spostrzeżeń, znów otrzymujemy tekst sugerujący, że gdyby tylko ludzkie społeczeństwo było inne niż jest, nauczyciele bardziej świadomi i empatyczni, a szkoła i sport mniej patriarchalne, życie byłoby piękniejsze, a sale gimnastyczne pękałyby w szwach od przepełnionych miłością do kultury fizycznej dziewcząt. Co więcej, Autorka zapowiada kolejne dwa teksty, z których będziemy mogli dowiedzieć się, że dopiero co zarysowany problem w sumie problemem nie jest i że nauczyciel’ka (tym razem WF-u) potrafi i jeszcze może. Z pewnością wszyscy, którzy je przeczytają, zostaną pokrzepieni faktem, że garstka niewypalonych jeszcze entuzjastów uprawia swój zawód w kontrze do otaczających ją realiów, ustaleń swojego własnego ministerstwa, a czasami także zdrowego rozsądku, ocenia nie oceniając, przeprowadza zawody bez konkurencji, ma zawsze przy sobie paczkę podpasek i dobrze się zastanowi, zanim zaproponuje jakąś aktywność, bo nigdy nie wiadomo, czy ona nie jest przez przypadek zbyt patriarchalna.

 

Takie myślenie to właśnie wynik dominującej dziś chęci przemianowania i „zreformowania” szybkim, politycznie poprawnym dekretem zjawisk i procesów ewoluujących w kulturze od setek tysięcy lat. To po prostu nie zadziała systemowo, ale piewcy w ten sposób „wprowadzanych” zmian zdają się tego mankamentu nie zauważać, a co gorsze, są przekonani, że jeśli zdarza im się w tej czy innej sprawie mieć rację, to owa „racja” jest już wystarczającym powodem, by pożądana zmiana się dokonała.

 

Niestety, rewolucje udane i niepożerające swych dzieci są raczej absolutnym wyjątkiem w dziejach ludzkości, co współcześnie, w czasach sprzyjających nie akumulacji jakiejkolwiek wiedzy, a dominacji stwierdzeń zastępujących fakty jest jeszcze trudniej uświadamiane niż w wiekach uznawanych za prymitywne. Dużo łatwiej za niefajną rzeczywistość obwiniać męski szowinizm, zbędną konkurencję, niedostatek miękkich kompetencji i przeciętność nauczycieli niż zmierzyć się z faktem, że niestety istnieją w szkole kwestie tak czy inaczej nierozwiązywalne. Wbrew potocznym wyobrażeniom, owa nierozwiązywalność nie wynika jednak z braku woli, pomysłów czy narzędzi, ale ze sprzeczności dążeń i założeń. Nie daje się ciastka zjeść i nadal je mieć, a do tego najczęściej sprowadzają się stare, szkolne dylematy pożenione z nowym paradygmatem. Taki realizm jest jednak w szkole nie do pomyślenia od wielu już lat. […]

 

Od świadomości i empatii nauczycieli nie zależy również infrastruktura szkoły. Tu nie pomoże biadolenie o patriarchacie i braku wrażliwości na traumę noszenia takiego czy innego kostiumu. Tutaj potrzebne są ogromne środki, których brakuje na dużo bardziej naglące potrzeby niż neutralizacja zapachu snującego się z męskiej (damskiej też) szatni. Potrzeba na przykład pieniędzy na kolejne podręczniki do nowych przedmiotów, mających wyprostować ideologiczny i moralny kręgosłup młodych pokoleń – ich własne kręgosłupy są przy tym ceną, której żaden minister nie waha się zapłacić. Zapewnienie odpowiednio długiej przerwy pozwalającej na higienę i wypoczynek wydaje się przy tym błahostką – w końcu jest jedynie kwestią organizacyjną, leżącą całkowicie(?) w gestii szkoły. Jeśli jednak zdrowa większość narodu upiera się przy urnach wyborczych, że potrzebne jej są dwie godziny religii w tygodniu, kilka przedmiotów-michałków, by mieć dowód, że szkoła „przygotowuje do życia”, a rodzicom nigdy nie dość zajęć dodatkowych, warsztatów, kółek i zajęć wyrównawczych, wkrótce trzeba będzie w szkołach, oprócz łazienek, wyposażyć także sypialnie. I jeszcze ci bezczelni wuefiści i inni baby-sitterzy domagają się podwyżek. Skąd na to wszystko brać? A przecież trzeba jeszcze wyasygnować jakieś kwoty na propagowanie cnót niewieścich, które z jakimkolwiek WF-em stoją w jawnym konflikcie. Problem wydaje się więc pozorny – dziewczynki można z zajęć wychowania fizycznego zwolnić albo WF w ogóle ze szkół wyrzucić. Ewentualnie zostawić dla chętnych, którym własny zapach nie przeszkadza. A najlepiej ograniczyć do klas mundurowych, bo to przecież nie wypada, by przyszli obrońcy ojczyzny przewrotu w przód nie umieli zrobić. I jak się którejś do równouprawnienia spieszy, to ani koedukacyjna szatnia ani smród przepoconych gaci nie powinien jej przeszkadzać, niech się przyzwyczaja. […]

 

To oczywiście nie jedyna patologia płynąca z zastąpienia dobrowolności nauki jej prawnie usankcjonowanym obowiązkiem, który oczywiście wymaga narzędzi egzekucji. Nakłanianie do rywalizacji ludzi jej niechętnych byłoby zjawiskiem marginalnym, gdyby nie obowiązek oceniania, nałożony na nauczycieli ustawą. Gdyby nie to, upokarzające porównywanie klasowego niezdary, który już w przedszkolu miał kłopot z rzucaniem woreczkiem z grochem i którego mamusia całe jego życie pilnowała, żeby się przypadkiem nie spocił, z wyrośniętym kapitanem szkolnej drużyny lekkoatletycznej nie byłoby tak powszechne. Podobnie, bohaterki tekstu Marii Hawranek, które nie są w stanie złapać podawanej im piłki, nie musiałyby udowadniać, że są zdolne przebić ją na drugą stronę siatki tak, jak te ich koleżanki, które czerpią z tego satysfakcję. Ocenianie szkolne ma szereg wad, ale zmuszanie nauczycieli WF-u do stosowania tej samej skali do oceniania zupełnie niekompatybilnych możliwości uczniów o bardzo zróżnicowanych uwarunkowaniach psychofizycznych jest już idiotyzmem porównywalnym jedynie z klasyfikacją ich religijności, słuchu muzycznego i zmysłu plastycznego. Mająca ten idiotyzm rekompensować tzw. dywersyfikacja poziomu nauczania jest równie upokarzającą ściemą – które dziecko choć przez chwilę weźmie na poważnie sugestię, że piątka za dobiegnięcie do mety o własnych siłach jest równa piątce za mistrzostwo w międzyszkolnych rozgrywkach?

 

Czytaj dalej »



Także dzisiaj, jak to zazwyczaj czynimy  –  dzień po, proponujemy wszystkim którzy tego wczoraj nie mogli uczynić, aby obejrzeli i wysłuchali tego, co wczoraj w „Akademickim Zaciszu”  o problemach polskich nastolatków Anno Domini 2022 roku mówili goście prof. Romana Lepperta –  najpierw Tomasz Bilicki, a później także redaktor Justyna Suchecka – dziennikarka zajmująca się problematyką edukacyjną, autorka książek „Young power oraz „Nie powiem ci, że wszystko będzie dobrze”.

 

Tomasz Bilicki – pedagog, terapeuta, certyfikowany interwent kryzysowy (University of Maryland), koordynator Centrum Interwencji Kryzysowej dla Młodzieży przy Fundacji Innopolis w Łodzi, członek The International Critical Incident Stress Foundation (ICISF). Ukończył psychologię motywacji na Uniwersytecie SWPS, absolwent programu szkoleniowego ICISF w modelu indywidualnej i grupowej interwencji kryzysowej CISM, zalecanego przez ONZ. Szkolił się także na Uniwersytecie w Nowym Jorku, Utrechcie i Harvarda.

 

 

Plik z nagraniem spotkania na YoyTube „O polskich nastolatkach Anno Domini 2022 z Tomaszem Bilickim” 

–  TUTAJ



Foto: TVP3 Łódź[www.lodz.tvp.pl]

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski

 

 

Dzisiaj rano znaleźliśmy na blogu prof. Śliwerskiego  „PEDAGPG”, opatrzony datą 23 czerwca 2022 r., post, zatytułowany „Nie tyko uczniowie czekają na koniec roku szkolnego”. Uznaliśmy, ze jego treść bez wątpienia zainteresuje także czytających nasze Obserwatorium. Zamieszczamy jedynie jego fragmenty, odsyłając po pełną wersję na blog:

 

 

Jak wynika z nauczycielskiej aktywności w sieci internetowej (zob. powyższy i poniższy mem z Facebooka) tęsknią za końcem roku szkolnego nie tylko uczniowie, ale i ich nauczyciele. Jedni i drudzy nie mogą doczekać się tzw. ostatniego dzwonka, liczą dni, godziny do apelu wieńczącego rok szkolny tak, jak dawniej odbywający obowiązkową służbę wojskową rekruci odcinali od centymetra kolejne odcinki, by podtrzymać na duchu własną odporność na zgromadzone przez ten czas negatywne emocje, odczucia. Inna rzecz, że od wielu dni w szkołach publicznych nie odzywał się dzwonek, bo nauczyciele sami zachęcali swoich podopiecznych, by nie przychodzili do szkoły i nie zawracali im głowy, gdyż muszą wypełniać dokumentację i wypisywać świadectwa szkolne.

 

Bywało, że do klasy w szkole przyszedł na lekcje tylko jeden uczeń, bo albo nie wiedział, albo kazali mu iść do niej jego rodzice. Biedak musiał siedzieć w klasie przez kilka godzin, zgodnie z planem lekcji i ze zmieniającymi się przy biurku nauczycielami. Żaden z nich nie prowadził lekcji. To oczywiste. Musiał zatem zadowolić się dostępem do internetu, by przeglądać strony w swoim smartfonie lub grać z kimś w sieci w Simsy.

 

Niektórzy nauczyciele mówili wprost swoim uczniom, by nie przychodzili w tym tygodniu do szkoły, bo po co mieliby to robić, skoro i tak zostały im wystawione oceny. Pedagogów zaś czekała sterta różnych dokumentów do wypełnienia. Trzeba rozliczyć się z wszystkiego, co tylko wiąże się z ich pracą, by mogli spokojnie wyjechać na wakacje.

 

Od lat formułowane są oczekiwania wobec resortu edukacji, by zmienić organizację roku szkolnego i przestać udawać, że cokolwiek sensownego ma w szkołach miejsce, skoro trzeba na wiele dni przed zakończeniem roku szkolnego wpisać oceny, by zatwierdziła je rada pedagogiczna. Czas nauki w szkole jest w systemie klasowo-lekcyjnym stracony dla wszystkich uczniów z wyjątkiem nauczycieli, bo oni otrzymują za pracę (pobyt) w szkole comiesięczną pensję. […]

 

Szkoła jest instytucją wćwiczania dzieci do pozornej aktywności. Jak poniża się nauczycieli ekonomicznie, społecznie, światopoglądowo, to i w ich środowisku obowiązuje przeświadczenie, że czy się stoi, czy się leży, jakaś płaca się należy.  Jak mówiła przed wielu, wielu laty b. poseł PO Elżbieta Bieńkowska – za 6 tys. to albo złodziej, albo idiota. To jest niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował. 

 

Nauczyciele nie są idiotami w odróżnieniu od niektórych posłów i polityków, toteż pracują nawet za niską pensję. Pasjonatom wystarczy nawet dzienna miska ryżu, jak postulował były doradca D. Tuska a dzisiaj premier rządu, gdyż fascynuje ich praca z dziećmi czy młodzieżą, a o dochody dba ktoś inny w ich środowisku rodzinnym.

 

Niektórzy, jak zostaną posłami zwycięskiej partii, to poprawią swój los, bo nie będą już chodzić do szkoły, tylko obejmą różne funkcje w ministerstwach, w zarządach spółek Skarbu Państwa, a w najgorszej sytuacji obejmą stanowiska w kuratoriach oświaty. Zawsze będą mieli więcej, niż gdyby mieli pracować w szkole. Im jest obojętny koniec roku szkolnego.

 

 

Cały tekst „Nie tyko uczniowie czekają na koniec roku szkolnego” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com 

 

 



 

Dzisiaj (22 czerwca 2022 r.) „Portal Samorządowy” zamieścił informację o wynikach najnowszego badania „Barometr Edukacji Niepublicznej”. Oto obszerne fragmenty tego materiału – w tym dwie grafiki:

 

 

Zero optymizmu w szkołach niepublicznych. Jest cały zestaw powodów

 

Nie 6,1, jak rok temu, nie 3,8, jak jeszcze w marcu, a dokładnie 0 wyniosła tym razem wartość indeksu optymizmu wśród dyrektorów szkół niepublicznych. Oznacza to, że żaden z respondentów nie oczekuje poprawy sytuacji w kolejnych miesiącach. Co więcej, ponad 61 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji. Według Społecznego Towarzystwa Oświatowego (STO – badanie „Barometr Edukacji Niepublicznej”), źródłem tych prognoz są m.in.: inflacja i wzrost kosztów funkcjonowania szkół oraz pogłębianie się już istniejących problemów, wynikających z działań władz oświatowych.[…]

 

 

„0” – tyle wyniosła wartość Indeksu Optymizmu w czwartej edycji badania „Barometr Edukacji Niepublicznej”, które zostało przeprowadzone w dniach 13-15 czerwca wśród 78 dyrektorów szkół niepublicznych – podstawowych, ponadpodstawowych i artystycznych – przez Społeczne Towarzystwo Oświatowe (STO).

 

To najniższy wynik indeksu od początku badania, a więc od I edycji z sierpnia-września 2021 r., kiedy wyniósł on 6,1. W edycji listopad-grudzień 2021 r. osiągnął on wartość 5,6, a w marcu 2022 r. – 3,8. Obecny wynik oznacza, że dyrektorzy nie widzą przesłanek zmian na lepsze. Dalszego pogorszenia sytuacji spodziewa się 61,6 proc. ankietowanych.[…]

 

 

W mojej szkole najlepiej

 

Na tle oceny sytuacji w oświacie dużo lepiej przedstawia się ocena jej we własnych szkołach. Dokładnie połowa dyrektorów ocenia ją jako raczej dobrą (43,6 proc.) lub zdecydowanie dobrą (6,4 proc.), a prawie co trzeci ankietowany uważa, że nie jest ona ani dobra, ani zła. Co trzeci jest też zdania, że położenie jego szkoły nie uległo zmianie w ciągu ostatniego roku. […]

 

 

Kadry to skarb, przepisy – zmartwienie

 

Podobnie jak w przypadku poprzednich edycji badania, dyrektorzy odpowiadali też na pytania o największe zagrożenia oraz wyzwania szkoły. Wśród zagrożeń po raz kolejny najwięcej z nich (82,1 proc.) wymieniło potrzebę zadbania o stabilną sytuację kadrową szkoły. Z tym że odsetek tak myślących dyrektorów był o ponad 5 proc. wyższy niż jeszcze w marcu 2022 r. (66,9 proc.).

 

Ważniejsze niż w poprzednich edycjach okazało się też zadbanie o dobrostan psychofizyczny nauczycieli (56,4 proc.) i – jak poprzednio – konieczność wsparcia psychologiczno-pedagogicznego uczniów (55,1 proc.).[…]

 

 

 

Cały tekst „Zero optymizmu w szkołach niepublicznych. Jest cały zestaw powodów”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

x           x           x

 

 

Więcej szczegółowych informacji o tym badaniu na stronie Społecznego Stowarzyszenia Oświatowego: „Wyniki 4. edycji badania Barometr Edukacji Niepublicznej”  –  TUTAJ

 

 

 



 

 

8 czerwca na „ Blogu uczniowskim”, jaki na stronie Szkoły Podstawowej nr 124 im. Stanisława Jachowicza w Warszawie  prowadziły uczennice klasy VIII – Julka i Zosia, młode blogerki zamieściły pożegnalny post. Oto jego treść:

 

 

Witamy Was w ostatnim już wpisie w tym roku szkolnym. Przez te kilka miesięcy pokonałyśmy wiele trudności. Na szczęście, najgorsze jest już za nami – mamy na myśli egzaminy ósmoklasisty. Było ciężko, ale teraz możemy już odetchnąć i zacząć myśleć o wakacjach. Tym wpisem chciałybyśmy podsumować osiem lat spędzonych w tej szkole.

 

Nauczyłyśmy się tu wielu rzeczy, nie tylko teoretycznych, ale też ważnych wartości życiowych. Nie było nam łatwo, wszyscy musieliśmy włożyć w naukę dużo więcej wysiłku przez pandemię, która spotkała nas w późniejszych, trudniejszych latach nauki. Chcemy podziękować nauczycielom, którzy mimo przeszkód wytrwale starali się przekazywać nam wiedzę. W szczególności dziękujemy naszej wychowawczyni, pani Wandzie Krakowskiej, za to, że nie tylko prowadziła nas przez odmęty wiedzy polonistycznej, ale też pomagała nam rozwiązywać wszelkie konflikty i problemy, które spotykały i będą spotykać nas na drodze do dojrzałości. Niełatwo będzie nam pożegnać się ze wszystkimi wspaniałymi ludźmi, których poznałyśmy w tej szkole. Będziemy za Wami wszystkimi tęsknić, w szczególności za naszą klasą!

 

Pragniemy złożyć specjalne podziękowania za te lata nauki cudownym nauczycielkom, które dołożyły wszelkich starań, żebyśmy napisali egzaminy ósmoklasisty najlepiej, jak tylko możemy: pani Agnieszce Szczepanek, pani Małgorzacie Szałas i pani Karolinie Bartniczak. Dodatkowo dziękujemy paniom: Justynie Prejs i Joannie Duraj, które umożliwiły nam rozwijanie się w dziedzinie pisania i nie tylko. Jesteśmy Wam wszystkim niezmiernie wdzięczne!

 

Na koniec chcemy jeszcze podzielić się wiedzą, którą zdobyłyśmy w tym roku, przygotowując się do jednego z ważniejszych wydarzeń w naszym życiu.

 

Drodzy Siódmoklasiści! Pamiętajcie, żeby uczyć się systematycznie od początku roku, ale w natłoku nauki nie zapominajcie też o rozwijaniu swoich pasji. Pamiętajcie o wypoczynku i kontaktach towarzyskich. Egzaminy to wyzwanie, któremu wszyscy musimy stawić czoła, ale jesteśmy pewne, że dacie radę. Powodzenia!

 

Niestety, musimy się już z Wami wszystkimi pożegnać. Dziękujemy, że byliście z nami. Odchodzimy z poczuciem, że dobrze spędziłyśmy te osiem lat naszych żyć. Jesteśmy smutne, że musimy odejść, ale też podekscytowane nadchodzącymi przygodami i wyzwaniami, które nas czekają. Mamy nadzieję, że o nas nie zapomnicie. Będziemy wiązać z tą szkołą tylko pozytywne uczucia. Do widzenia!

 

Julka i Zosia

 

 

 

Źródło: www.sp124.waw.pl

 

 

 



Na portalu „Projektujemy Przyszłość” zamieszczono przed tygodniem (14 czerwca 2022r.) warte upowszechnienia zestawienie tekstów o edukacji, autorstwa ekspertów –  bardziej i mniej znanych osób:

 

 

 

Dlaczego edukacja jest ważna?

 

Przez ostatnie tygodnie w mediach społecznościowych pokazywaliśmy Wam różne perspektywy spojrzenia na to, dlaczego edukacja jest ważna! Na Facebooku i Instagramie (zachęcamy do śledzenia naszych profili), pod hasztagiem #edukajcajestwazna, na to pytanie opowiadali nam eksperci – nauczyciele, dyrektorzy i praktycy związani z edukacją. Zachęcamy Was do zapoznania się z ich perspektywą i podzielenia się w mediach społecznościowych swoimi przemyśleniami na ten temat. 

 

 

Dobra edukacja to dialog pomiędzy potrzebami ucznia a wyzwaniami współczesnego świata.”

Dorota Kujawa-Weinke

 

 

„Nie potrzebujemy edukacji, która zniewala. Potrzebujemy edukacji, która wyzwala.”

prof. Roman Leppert,

 

Dobra edukacja kryje się w codziennych, drobnych sprawach – celowości działań, refleksji oraz uczeniu się w dialogu z innymi i ze światem.”

Oktawia Gorzeńska

 

Zewsząd słyszymy, że musimy zadbać o “przyszłość edukacji”, a przecież wyzwaniem jest to, co dzieje się “tu i teraz”. Mądra zmiana potrzebna jest szkole dziś. Zaprojektujmy ją wspólnie.”

Artur Krawczyk

 

 

 

Potrzebujemy edukacji, która wyjaśnia młodym ludziom otaczający ich świat i daje moc, by go zmieniać.”

Jędrzej Witkowski

 

 

Edukacja jest ważna, ponieważ daje wolność i przestrzeń do działania. Buduje świadomość i poczucie własnej wartości. Kreuje odwagę i refleksyjność. Edukacja jest paszportem do przyszłości. Dbajmy o swoją edukacyjną tożsamość.”

Małgorzata Flis

 

 

Nowoczesna edukacja opiera się na budowaniu relacji, nieustannym rozwijaniu własnych kompetencji oraz pasji. Tylko nauczyciel, który wierzy, że zmieniając edukację, zmienia świat, jest w stanie to czynić.”

Agata Karolczyk-Kozyra

 

 

Edukacja czyni człowieka wolnym – bo pomaga zrozumieć. Rozumienie świata, zachodzących w nim zjawisk i procesów, to droga do podjęcia właściwych życiowych decyzji, dokonania własnych wyborów i podążania wybraną ścieżką.”

Katarzyna Dacy-Ignatiuk

 

 

Edukacja to szczęście, wartość. To dla moich uczniów i dla mnie otwarte drzwi. Jeśli przez nie przejdziesz, będziesz miał nieograniczone możliwości wyboru, będziesz smakował, odkrywał, a przede wszystkim rozumiał świat. Edukacja to ciągłe bycie z drugim człowiekiem – uczniem, nauczycielem, mentorem.”

 Monika Szulkowska

nauczycielka angielskiego i polskiego w Szkole Podstawowej nr 14

z Oddziałami Dwujęzycznymi w Inowrocławiu

 

 

Edukacja pochodzi od łacińskich słów: educare – opiekować się, hodować i educere – wydobywać, podnosić. Edukacja więc to rozwój, spotykanie się z ludźmi, którzy stają się naszymi mentorami, uczenie się z nimi i uczenie się od nich. To wspólne działania, realizacja pasji i budowa relacji. Dzięki edukacji odnajdujemy siebie i swoje miejsce w świecie.”

Justyna Bober

nauczyciel-konsultant CEN w Suwałkach,

ambasadorka Wiosna Edukacji

 

 

Jeżeli chcę, aby moi uczniowie byli aktywni – sama jestem aktywna. Jeżeli chcę, aby moi uczniowie pomagali – sama pomagam. Jeżeli chcę, aby moi uczniowie uśmiechali się przychodząc do mnie na lekcje – sama obdarzam ich swoim uśmiechem. Bo nauczyciel musi być autentyczny, w tym co robi.”

Joanna Gadomska

Wielkopolski Nauczyciel Roku 2021

 

 

Edukacja jest ważna na każdym etapie życia człowieka. To dzięki niej możesz nie tylko podążać za zmiana, ale być jej częścią. Dokonywać zmian i świadomie ewoluować i rozwijać się.”

Agnieszka Ogiegło

wicedyrektor w Szkole Podstawowej nr 7 im. T.Kościuszki w Kłodzku,

Superbelfer, Ambasador eTwinning Polska

 

 

To, co bezpośrednio wszystkich nas dotyczy, powinno stanąć w centrum naszego zainteresowania. Prowadząc diagnostykę procesów edukacyjnych od lat, zauważam, że w wielu przypadkach systemowa szkoła nie spełnia swoich założeń. Nie uczy – wyręcza się edukacją nieformalną, nie podąża za zmiennymi potrzebami podopiecznych oraz nie organizuje twórczego i przyjaznego środowiska pracy uczniów i nauczycieli – realizuje program, który zweryfikowany przez rzeczywistość, okazuje się nieaktualny i nieprzystawalny. Edukacja wymaga zmian.”

dr Anna Przyborska-Borkowicz

specjalistka innowacji pedagogicznych i oddolnych inicjatyw oświatowych,

założycielka platformy edukacyjnej wiesz.to!

 

 

 

 

Tekst zaczerpnięty z portalu „Projektujemy Przyszłość”, gdzie znajdują się także zdjęcia autorów tych cytatów

TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.projektujemyprzyszlosc.pl