Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: www.kolbudy.pl

 

Zdjęcie zebrania z rodzicami nie jest ilustracją żadnej z opisanych poniżej sytuacji.

 

W poniedziałkowym (19 września 2022 r.) „Dużym Formacie” – cotygodniowym dodatku „Gazety Wyborczej” zamieszczono obszerny tekst Aleksandry Szyłło, który – w oparciu o przytaczane konkretne przypadki z warszawskich szkół – pokazuje rzeczywiste problemy,  przed jakimi stoją dyrektorzy szkół, ale także uczniowie i ich rodzice, i to już na początku roku szkolnego 2022/20233.

 

Poniżej zamieszczamy kilka fragmentów tego artykułu, zachęcając do zapoznania się z jego pełną wersją:

 

 

Pierwsza wywiadówka: Fizyka nie będzie, etyka w sobotę

 

[…]

 

Mama Stasia, który zaczyna naukę w warszawskim technikum, dowiedziała się na pierwszej wywiadówce, że nauczyciela niemieckiego nie ma. Lekcje poprowadzi polonistka, która jednak tego języka nie zna. W informatycznym technikum Oliwiera brakuje fizyków i informatyków, nie ma nawet komu prowadzić elektronicznego dziennika – będzie papierowy. Ojciec Michała z drugiej klasy liceum usłyszał, że nie będzie dyskusji o narkotykach w szkole, bo obowiązuje RODO. Pogadankę o zagrożeniach wygłosi historyczka, która przyznała, że musi się do niej przygotować. Mama Julii i Jurka, bliźniaków ósmoklasistów z Krakowa, dowiedziała się, że kółka matematycznego przygotowującego do egzaminu może nie być, bo matematyczka będzie nadrabiać zaległości z uczniami z Ukrainy. W polskich szkołach brakuje prawie 17 tysięcy nauczycieli, w samej Warszawie ponad 3 tysiące.

 

Spóźniłem się trzy minuty na pierwsze zebranie i od razu byłem w szoku – opowiada Arek, ojciec 14-letniego Oliwiera, który w tym roku rozpoczyna naukę w jednym z warszawskich techników. – Wszedłem do wypełnionej rodzicami sali gimnastycznej, przemawiała pani dyrektor:Pod tym dachem nie będzie żadnej presji ze strony rodziców. Ja jednoosobowo odpowiadam za to miejsce i ja jednoosobowo podejmuję decyzje. Tak, przepisy prawa nie będą przestrzegane literalnie. Zarówno fizyka, jak i informatyka będą prowadzone w pierwszym roczniku dla całej trzydziestokilkuosobowej klasy bez podziału na grupy. Dlaczego? Dlatego że nie mam nauczycieli. Potrzebuję pilnie zatrudnić osoby do prowadzenia fizyki oraz informatyki, ale nikt się nie zgłosił. Wobec tego z góry zapowiadam, że mogą państwo iść do kuratorium ze skargą, że przepisy nie są przestrzegane, ale to i tak nic nie da. Przyjdzie kontrola, ja dostanę kilka stron zaleceń i na tym się skończy„. […]

 

A potem wychowawczyni wzięła nas do klasy. Mówiła o dzienniku butów. Będzie prowadziła taki dziennik, w którym będzie zapisywała, który uczeń kiedy zapomniał kapci. Mamy się liczyć z tym, że uczeń bez kapci na 95 proc. zostanie złapany, bo woźna pilnuje. Jeśli trzy razy w ciągu semestru dojdzie do takiej groźnej sytuacji, zostanie wezwany rodzic – uwaga – w godzinach pracy szkoły. Czyli dodatkową karą dla rodzica za brak kapci dziecka będzie fakt, że musi brać urlop, żeby przybyć na dywanik. Wówczas odbędzie się rozmowa z pedagogiem szkolnym, podczas której matka czy ojciec zostaną oficjalnie poinformowani o braku kapci.

 

[…]

 

Urszula, mama 14-letniego Stasia, pierwsza klasa technikum w Warszawie: – Anglistka na pierwszej lekcji oznajmiła klasie, że nie będą się uczyć mówić po angielsku, bo to nie jest szkoła językowa. „To jest szkoła publiczna i moim zadaniem jest przygotować was do matury” – takie słowa powtórzył nam syn. Zapytałam o to na zebraniu. Jaki to ma sens? Czy oni będą przez pięć lat rozwiązywali testy? Nie lepiej jest po prostu oswajać się z językiem w miły sposób, a do matury przygotowywać się niejako przy okazji? Wychowawczyni odpowiedziała, żebym nawet nie ruszała tego tematu. Anglistką jest wicedyrektorka i powinniśmy się cieszyć, jeśli będzie miała czas przychodzić na lekcje, bo ma wiele innych obowiązków w szkole. Wychowawczyni dodała, żebyśmy nie zajmowali się angielskim, bo jest większy problem – nauczyciel niemieckiego przyniósł długoterminowe zwolnienie lekarskie. Więc niemieckiego nie będzie na razie w ogóle, ponieważ znaleźć lektora na zastępstwo jest nierealne. Może będzie tak przez trzy miesiące, ale może być i rok. „Niemiecki” na razie będzie prowadziła wychowawczyni, która jest polonistką. Niemieckiego nie zna, więc młodzież albo będzie „uczyła się we własnym zakresie z podręcznika”, albo będą przerabiali polski. Dodatkowo się dowiedzieliśmy, że podziału na grupy językowe nie będzie. Szkoły nie stać, no a przede wszystkim nie ma nauczycieli.

 

[…]

 

Małgorzata, mama 16-letniej Patrycji, uczennicy drugiej klasy liceum na profilu mat.-fiz.: – Nasze liceum to renomowana placówka, w pierwszej piętnastce warszawskiego rankingu. Niestety, drugą klasę rozpoczynamy już całkowicie pozbawieni tej radości, tych nadziei, które towarzyszyły nam rok temu. Drugą klasę zaczynamy jak zbite psy, przeorani, wściekli, w poczuciu bezradności i beznadziei. Niemal połowa klasy miała pod koniec sierpnia poprawkę z matematyki lub fizyki, czyli z najważniejszych przedmiotów. Nasza córka też. Wcześniej kilkoro uczniów odpadło w trakcie roku szkolnego, bo nie dawali sobie rady. Patrycja ostatecznie zdała egzamin, ale dwóch jej kolegów odpadło, rozsypała się paczka przyjaciół, czyli to, co najcenniejszego udało im się zbudować przez ten pierwszy rok. Dla mnie jest to sytuacja całkowicie niezrozumiała. Do liceum dostała się zdolna młodzież, wszyscy mieli około 90-procentowy wynik egzaminu ósmoklasisty, często podchodzący pod 100 proc. Chodzili na lekcje. Bywali u nas w domu, to są kulturalni, myślący młodzi ludzie. To co takiego się zadziało, że połowa klasy nie otrzymała promocji i musiała kuć całe wakacje, żeby ledwo zdać poprawkę 30 sierpnia? […]

 

Czytaj dalej »



Dzięki „Portalowi Samorządowemu”, który wczoraj (19 września 2022 r.) na stronie tytułowej  zamieścił  materiał zatytułowany „Katoliccy uczniowie dyskryminowani w szkole”, dowiedzieliśmy się, że „Nasz Dziennik” opublikował „odkrywczy” artykuł:

 

 

                                            Oto jego jedyne, dostępne w Internecie, fragmenty

 

 Źródło:  www.naszdziennik.pl

 

 

Jako że nie jesteśmy prenumeratorami tej gazety w żadnej formule – dalsze informacje o zawartości tego artykułu podajemy za „Portalem Samorządowym”:

 

[…]

 

Rodzice, z którymi rozmawiali dziennikarze „Naszego Dziennika”, są przerażeni tym, że do szykanowania ich dzieci ze względu na to, że są katolikami, dochodzi w demokratycznym kraju, gdzie wolność religijna powinna być szanowana.

 

Utarło się w świadomości środowisk liberalnych, lewicowych, że do dobrego tonu należą kpiny z Kościoła, wyśmiewanie tego, co związane jest z wiarą katolicką. Z pomocą ateizujących mediów udało się im nawet wyrobić w Polsce przeświadczenie, że chodzenie na katechezę to obciach. Do tego dochodzą też coraz częściej działania niektórych nauczycieli i dyrekcji, która katechezę umieszcza w planie godzin na początku lub na końcu zajęć. Formalnie nic się nie dzieje, ale wiemy, że za tym kryje się przekaz zniechęcający do udziału w tej konkretnej lekcji. To tak naprawdę walka z katechezą, z religią” – zaznacza dyrektor polskiej sekcji papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie ks. prof. Waldemar Cisło.

 

Jego zdaniem, to, co dziś dzieje się w niektórych polskich szkołach, to tak zwane miękkie prześladowanie, charakteryzujące się swego rodzaju alergią na chrześcijaństwo, a nawet chrystianofobią. Na taki klimat wpływa wiele czynników, ale kluczowe jest nastawienie pedagogów i niektórych rodziców.

 

1 września moja córka udała się na rozpoczęcie roku w jednym z liceów na warszawskim Grochowie. Po części oficjalnej uczniowie rozeszli się do klas na spotkania z wychowawcami. Wychowawczyni I klasy tak zwróciła się do swych nowych wychowanków: – Otóż zacznijmy od tego, że jestem osobą niewierzącą, więc jakbym pomyliła waszego Jezusa z jakimś tam innym, to nie miejcie do mnie pretensji”.

 

Osłupiała młodzież siedziała w milczeniu. Trudno było jakkolwiek zareagować, gdyż wszyscy byli zaskoczeni tą niespodziewaną, niesprowokowaną niczym deklaracją” – relacjonuje w „Naszym Dzienniku” jedna z mam.

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 



Na dzisiejszą poranną lekturę proponujemy kilka tekstów, pobudzających do refleksji:

 

 

18 września

 

Czy szkoła może decydować, o tym, jak uczniowie (i ich rodziny) spędzają popołudnia i wieczory?

 

Albo inaczej: Czy uczeń ma prawo do czasu wolnego i do odpoczynku?

 

To post, który powstał w odpowiedzi na post Anny Damaschk, dyrektorki jednej z Budzących Się Szkół (Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 4 w Tychach), która udostępniła pracę dziecka, które poinformowało nauczyciela, że nie odrobiło zadania domowego, bo było za dużo zadane.

 

Uważam, że to bardzo ważny temat!

 

19 września

 

 

 

Pod postem dotyczącym informacji ucznia do nauczyciela „Nie odrobiłam zadania domowego, bo było za dużo zadane” (udostępniła go Anna Damaschk, dyrektorka Budzącej Się Szkoły, ZSP nr 4 w Tychach) ukazało się bardzo dużo komentarzy (szczególnie na FB BSS). To jeden z nich.

 

Ten komentarz, podobnie jak wpis Anny Damaschk i mój dotyczy naszego podejścia do dzieci, które wiele osób traktuje jak konie wyścigowe. W Budzącej Się Szkole uważamy, że to nieetyczne podejście.

 

 

 

19 września 2022

 

 

O odejście od metod podawczych upominało się wielu reformatorów edukacji. I co? Dziś, podobnie jak sto lat temu, tzw. metody aktywizujące uważane są za innowacje, a większość dzieci w większości szkół wciąż uczy się siedząc w ławkach i słuchając nauczycieli.

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska



 

Precyzyjnie mówiąc – nie miesiąc – jak to napisał kolega Pytlak, a cztery tygodnie minęły od poprzedniego posta, zamieszczonego przez niego na blogu „Co z tą edukacją”. Ta, nietypowa dla niego przerwa nie niepokoiła nas, gdyż nie trudno było domyślić się, co było tego powodem: klasyczne o tej porze problemy każdego dyrektora szkoły.

 

Ale późnym wieczorem w minioną sobotą (17 września 2022 r.) dał  on upust nagromadzonym przez ten czas przemyśleniom. Oto fragmenty tego tekstu, ale zachęcamy do zapoznania się z jego pełna wersją:

 

Edukacja potrzebuje myślenia na chłodno!

 

Ani się obejrzałem, jak upłynął miesiąc od ostatniego wpisu, nie licząc jednego przedruku z archiwalnych wykopalisk. To najdłuższa przerwa w historii publikacji na blogu „Wokół szkoły”. Szczęśliwie nikt nie zgłosił z tego powodu zażalenia, co zdaje się potwierdzać słuszność poglądu, że bez regularnej aktywności po prostu znika się z przestrzeni internetu. Cały czas bowiem o uwagę odbiorców walczy nieprzeliczone mrowie konkurencyjnych przekazów.

 

Tytułem wyjaśnienia: w ostatnich tygodniach pochłonęło mnie wprowadzanie STO na Bemowie w rytm codziennej pracy po wakacjach. W ramach nadzwyczajnej atrakcji ułożyłem, a właściwie wciąż jeszcze układam plan lekcji, co przy 28. oddziałach, od klas pierwszych SP do maturalnych, i blisko 90. nauczycielach jest zadaniem niebagatelnym. Nawet jeśli mam rzadkie dzisiaj szczęście dysponowania kompletem personelu, w ogromnej większości pracującego tylko w naszej placówce. Po prostu postulat dopasowania szkoły do potrzeb uczniów brzmi niezwykle pięknie w teorii, ale w praktyce oznacza istną ekwilibrystykę organizacyjną. Dość powiedzieć, że nie ma programu komputerowego zdolnego przyjąć wszystkie dane, które w naszej szkole muszą być wzięte pod uwagę przy układaniu planu. Robota „na piechotę”, gdy już zostaje ukończona, daje niesamowitą satysfakcję, ale wymaga ogromnego nakładu czasu. Kosztem choćby przyjemności pisania artykułów. Teraz jesteśmy na finiszu – my, bo wspomaga mnie Najlepsza z Żon – nawet jeśli porządkowanie zajęć dodatkowych, terapeutycznych czy fakultetów WF potrwa jeszcze przynajmniej tydzień – młódź radośnie bowiem korzysta z możliwości wyboru oraz zmieniania decyzji. Złapałem jednak chwilę oddechu. […]

 

Mimo wszystko, korzystając z chwili oddechu, postanowiłem wrócić do pisania. Co więcej, zalęgła się we mnie idea warta poświęcenia czasu i uwagi, oraz podzielenia się nią z Czytelnikami. Zanim jednak zdradzę o co chodzi, napiszę trochę o jej genezie. A powstała ona z inspiracji pewnym postem na fejsbuku, sensacyjnym i emocjonalnym, jak zresztą miliony jemu podobnych w tym medium.

 

*           *         *

 

Oto zdjęcie, jakie na swoim profilu FB zamieścił Marcin Zaród, Nauczyciel Roku 2013. Jakkolwiek nie spotkaliśmy się dotąd na żywo, jego publikacje fachowe oraz osobiste wieści z Tarnowa czytam zawsze z wielkim zainteresowaniem.

 

 

Fotografii towarzyszył emocjonalny wpis, który przytaczam tutaj w całości:

 

Czytaj dalej »



Foto: https://pl.freepik.com/

 

 

„Portal Samorządowy” zamieścił dzisiaj (16 września 2022 r.) tekst Bogdana Bugdalskiego, zatytułowany Wywiadówki do lamusa. Godziny czarnkowe zmieniają relacje w szkole. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:

 

[…]

 

Nie milkną kontrowersje wokół godziny dostępności( nazwanej już potoczne „godzina czarnkową”), a zwłaszcza przypadków, kiedy regulacje dotyczące ich przeznaczenia są naruszane. A jednak szkolna praktyka dostosowuje się do nowych przepisów.

 

Przypomnijmy: art. 42 ust. 2f Karty nauczyciela wyraźnie wskazuje, że „nauczyciel jest obowiązany do dostępności w szkole w wymiarze 1 godziny tygodniowo, a w przypadku nauczyciela zatrudnionego w wymiarze niższym niż 1/2 obowiązkowego wymiaru zajęć – w wymiarze 1 godziny w ciągu 2 tygodni, w trakcie której, odpowiednio do potrzeb, prowadzi konsultacje dla uczniów, wychowanków lub ich rodziców”  […]

 

Przepisy jednak nie mówią o tym, jak te godziny mają być zorganizowane. Dlatego w tej kwestii panuje dowolność – szkoły przyjmują różne rozwiązania.[…] – W naszej szkole godzina dostępności jest rekomendowana jako godzina po odbyciu zajęć edukacyjnych, czyli najchętniej po godzinie 15.00. Jedna godzina w miesiącu ma być przeznaczona dla rodziców, a trzy na konsultacje z uczniami. Nauczyciele mają sobie sami wyznaczyć dzień i godzinę dyżuru – mówi jedna z nauczycielek.

 

 I wyznaczają je – w zależności od planu zajęć w szkole i – jak się okazuje – sytuacji rodzinnej. […]

 

Podobnie sprawa została rozwiązana w SP nr 11 w Puławach.

 

Zrobiliśmy to w najprostszy sposób, jaki jest możliwy – na stronie szkoły umieściłem tabelkę, w której nauczyciele mogli się wpisywać. Jedynym ograniczeniem było to, żeby godziny dostępności zostały wyznaczone tak, żeby wszyscy uczniowie mogli z nich skorzystaćwyjaśnia Jacek Rudnik, zastępca dyrektora szkoły.

 

Przyznaje jednocześnie, że problemy rodziców z dostosowaniem się do tych godzin nie były tu najważniejszym kryterium.[…]

 

Piotr Kędroń, dyrektor SP nr 1 w Głuchołazach, podszedł do zadania jeszcze inaczej – podzielił godziny dostępności w ten sposób, że nauczyciele w jednym tygodniu są dostępni dla rodziców, a w kolejnym dla uczniów.

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (15 września 2022 r.) naszą uwagę zwrócił tekst, który Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu. My nie użylibyśmy w tytule słowa „pedagog”, a nauczyciel, aby zapowiedz zawężeniu tych wskazówek do pedagogów szkolnych. Oto ten post – bez skrótów:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

12 przekonań dobrego pedagoga

 

Przedstawiam przekonania wewnętrzne nauczyciela, które są pożądane przy budowaniu dobrych relacji z uczniami. Warto zapytać siebie samego, na ile zgadzam się z takimi stwierdzeniami:

 

1.Każdy uczeń jest zdolny i może osiągnąć sukces.

 

2.Każdy z uczniów jest ciekawym człowiekiem wartym bliższego poznania.

 

3.Nie jest konieczne podnoszenie głosu, aby móc dotrzeć z przekazem do uczniów. Stać mnie na cierpliwość w stosunku do uczniów, nawet, gdy zachowują się nieodpowiednio.

 

4.Każdemu uczniowi należy się szacunek i dobre traktowanie w szkole.

 

5.Jestem zawsze gotowy do pomocy uczniowi.

 

6.Mogę dobrze wykonywać zawód nauczyciela, mimo ciągłych zmian z zewnątrz.

 

7.Poznaję i analizuję potrzeby moich uczniów.

 

8.Obdarzam uczniów zaufaniem i stwarzam warunki, aby oni mogli mi zaufać.

 

9.Uczniowie odbierają mnie jako osobę optymistycznie nastawioną do świata.

 

10.Nie zrezygnuję z zasad etycznych w mojej pracy nauczycielskiej.

 

11.Bywają sytuacje w kontaktach z uczniami, gdy serce jest ważniejsze niż rozum i przepisy.

 

12.Jestem dla moich uczniów dobrym przykładem i przywódcą

 

Samoocena może być bolesna, możecie nie zgadzać się ze wszystkimi stwierdzeniami, ale warto dążyć do takiej właśnie postawy.

 

Inspiracja artykułem Sarah McKibben

 

 

 

Źródło:  www.osswiata.ceo.org.pl

 



 

Jak jest to już naszym stałym zwyczajem – zapraszamy wszystkich, którym wczoraj nie udało się obserwować kolejnego spotkania w „Akademickim Zaciszu”, które odbyło się wokół tytułowego pytania: „Dlaczego pytania są ważniejsze niż odpowiedzi?”

 

Do udziału w tej rozmowie prof. Leppert zaprosił  nauczycielki, pracujące wg pedagogiki Freineta:

 

Joannę Antczak ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Sierakowicach;

 

Marzenę Kędrę – Dyrektorkę Szkoły i Przedszkola COGITO w Poznaniu, Przewodniczącą wspomnianego wyżej Stowarzyszenia;

 

 –Martynę Tarnowską – nauczycielkę prowadzącą klasę freinetowską w Podstawowej Szkole Gedanensis oraz uczącą w SP nr 57 w Gdańsku.

 

 

 

Oto link do pliku na You Tube „Dlaczego pytania są ważniejsze niż odpowiedzi?” TUTAJ

 

 



Tak się nam skojarzyło, że tekst, który w poniedziałek (12 września 2022 r.) zamieścił na swoim fb-profilu Borys Bińkowski, ma wiele wspólnego z tym, o czym wczoraj wieczorem dzieliły się z obserwatorami spotkania w „Akademickim Zaciszu” nauczycielki, pracujące metodą Celestyna Freneta.

 

Zanim obejrzycie (jeśli nie macie już tego za sobą) filmową relację z tego spotkania (jeszcze dzisiaj – już wkrótce na stronie OE), przeczytajcie ten tekst:

 

 

Dlaczego pozwalam dzieciom (moim uczniom) na swobodę wyboru uczestniczenia w zajęciach?

 

Tak, pozwalam. Przyzwyczaiłem się do tego. Mam to szczęście, że pracuję w środowisku, w którym coraz częściej staje się to normą. Jednocześnie jednak spotykam się z trudnościami uczniów (tych po doświadczeniach szkół zwykłych) oraz, częściej- rodziców z zaakceptowaniem tego.

 

 Zatem krótko wytłumaczę dlaczego tak robię.

1.Nie mam prawa nikogo do niczego zmuszać. Nie jestem prawnym opiekunem. Mogę nakłaniać do spróbowania, zachęcać, dostosowywać przekaz, co też robię, ale na koniec uczestnictwo jest decyzją ucznia.

 

2.Obowiązkowość (co też jest formą zmuszania) prowadzi do nieskuteczności. Dzieci, które pozbawia się możliwości wyboru nie uczą się skutecznie, przeszkadzają innym (są „niesforne”), co sprawia, że same zyskują bardzo mało na lekcjach w których uczestniczą, a jednocześnie uniemożliwiają uczenie się innym. Tak bywa zwykle, choć od tej normy jest dużo odstępstw.

 

3.Poprzez wybór tworzę pozytywną motywację. Wybrałem uczestnictwo, przez co wybrałem metodę pracy nauczyciela, staram się dostosować do tej metody i wyciągać tyle ile się da z zajęć.

 

4.Dzieci przez wybór uczą się konsekwencji swoich działań – wybrałem uczestnictwo, to muszę zostać na kursie (u mnie to zwykle 4 kolejne zajęcia) do końca. Wybrałem nie uczestniczyć – ponoszę tego konsekwencje (w najgorszym razie rezygnację rodziców ze szkoły, w której dziecko nie korzysta z zajęć). Wszystko jest jasno rozłożone na stole.

 

5.W końcu argument neurobiologiczny – ludzie zmuszani do czegokolwiek traktują to jako karę (ich mózgi to tak traktują). Poprzez mechanizm biologiczny, w którym kluczową rolę odgrywa kortyzol, prowadzi to niezdolności uczenia się głębokiego (tworzenia pamięci semantycznej czy proceduralnej). Innymi słowy – zmuszając dzieci do uczenia się, sprawiamy, że są niezdolne do uczenia się.

 

O czymś zapomniałem? Wpiszcie własne argumenty

 

(Małe wyjaśnienie na koniec – chodzi mi oczywiście dzieci odrobinę starsze, tak od 9-10 r.ż., które powoli uczą się ponoszenia konsekwencji swoich czynów).

 

Pozdrawiam, Borys Bińkowski

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9/

 



 

Dzisiaj proponujemy lekturę krótkiego tekstu dr Tomasza Tokarza, zamieszczonego na jego fejsbukowym profilu w poniedziałek 12 września 2022 r., który – naszym zdaniem – zasługuje na upowszechnienie:

 

Obowiązek szkolny w Polsce to przede wszystkim obowiązek bycia zapisanym do szkoły. Niekoniecznie regularnego w niej przebywania. Tu już można się dogadać z konkretną placówką.

 

Jak wspominałem wielokrotnie nie ma konieczności 50% frekwencji do klasyfikowania ucznia.

 

Aby uczeń był klasyfikowany musi mieć podstawę do klasyfikacji – zazwyczaj chodzi tu o oceny bieżące. Ale można przecież zapowiedzieć, że te oceny uczeń może zdobyć na specjalnych lekcjach klasyfikacyjnych. Np. nauczyciel wyznacza 6-10 lekcji klasyfikacyjnych w półroczu (zależnie od ogólnej liczby godzin) i podaje konkretne daty (w tych terminach mogą odbywać się sprawdziany czy prezentacje projektów)

 

Jeśli uczeń na nie przyjdzie – to jest klasyfikowany. I to właściwie niezależnie od wyniku – bo przecież można być klasyfikowanym na ocenę niedostateczną. To ostatnie nie jest oczywiście satysfakcjonującym rozwiązaniem, zatem można się umówić na jakiś podstawowy, minimalny próg oznaczający dopuszczenie do kolejnej klasy.

 

Jeśli uczeń wypadnie dobrze na lekcjach klasyfikacyjnych – to mają one wpływ na odpowiednio wysoki stopień końcowy.

 

Jeśli uczniowie pójdzie słabiej – a zależy mu na lepszym stopniu – będzie mógł się wykazać na lekcjach nieklasyfikacyjnych. Ale to już jego decyzja.

 

Lekcje nieklasyfikacyjne mogą są fakultatywne. Np. (jak wspomniałem) pomagają zdobyć wyższy stopień (jeśli uczniowi na tym zależy), uzyskać przydatne informacje, pobyć z innymi itd. Ale obecność na nich nie ma wpływu na klasyfikację.

 

Mamy jeden z bardziej liberalnych systemów edukacyjnych na świecie. Tylko szkoły z tych możliwości rzadko korzystają.

 

 

 

Źródło:  www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 



Nawiązując do zamieszczonej wczoraj informacji o Konferencji Naukowej „Szczęśliwy rodzic, nauczyciel, uczeń – czyli moc relacji w edukacji”, proponujemy dzisiaj (13 września 2022 r.) obszerne fragmenty tekstu z bloga „Ekonomia szczęścia”, prowadzonego przez doktora Piotra Michonia:

 

Foto:  www.ekonomiaszczescia.pl/o-autorze/

 

Dr hab. Piotr Michoń, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu – w Katedrze Pracy i Polityki Socjalnej

 

 

Szczęście w szkole. Do egzaminu się nie przyda

 

Ustalmy na początku; stoję na stanowisku, że szkoły nie są po to by czynić uczniów szczęśliwymi. Tylko że, nawet jeżeli coś nie jest tworzone z myślą o jakimś celu, nie oznacza, że do niego nie prowadzi. Celem fastfoodziarni jest zarobienie pieniędzy na sprzedawaniu żarcia a nie przesunięcie nas od rozmiaru S do XXXL. Celem ludzi oddanych swojej pasji zwykle nie jest popularność a jednak zdarza się, że ją zdobywają. Coś dzieje się przy okazji i choć nie dążymy do tego wprost, nasze działanie przynosi wymierne konsekwencje. W ekonomii nazywamy to efektami zewnętrznymi; pozytywnymi gdy przy okazji powstaje coś dobrego i negatywnymi, gdy niezamierzone konsekwencje pozostają opłakane. Naprostujcie mnie jeżeli się mylę ale szkoła, choć nie ma tego zapisanego w rozporządzeniu ministra, wpływa na szczęście uczniów i studentów.

 

To była ta bezpieczniejsza część.

 

Dalej generator niezgody i sprzeciwu ma prawo się uruchomić. Jakbyście zareagowali gdybym powiedział, że w szkole powinno się uczyć o szczęściu? Uczymy o rozwielitkach, przydawkach, systemie wyborczym i Bolesławie, który miał krzywe usta. Wszystko po to by każdy odnalazł się w społeczeństwie, mógł zdawać na medycynę (jeśli zechce) i nie mówił „jezdem”.  Zakładamy, że są rzeczy, które powinniśmy wiedzieć; a niektóre są nawet przydatne. A gdyby tak uczyć o szczęściu? O tym jak być szczęśliwym, i co zrobić by poprawić swoje życie? O szczęściu w filozofii, psychologii, socjologii czy ekonomii? W oparciu o dzieła klasyków i nowoczesną naukę. Bez definicji, dat i faktów? Bez kucia na test? Z wiedzą praktyczną do zastosowania od zaraz. Już dzisiaj w wielu szkołach na całym świecie prowadzone są zajęcia z inteligencji emocjonalnej, budowania odporności czy dbania o dobrostan. Nie wiem, jak jest teraz, ale swego czasu najpopularniejszym kursem na Uniwersytecie Harvarda była psychologia pozytywna: nauka o tym, jak być szczęśliwym. W ciągu zaledwie kilku lat liczebność osób uczestniczących w zajęciach wzrosła z 6 do 1600 osób!

 

Bzdura! – powiedzą oponenci uśmiechając się z pogardą – dzieciaki potrzebują wiedzy: twardej, testowalnej, co się na egzaminie przyda i pomoże zdobyć świadectwo z paskiem. Celem szkoły jest edukowanie przyszłych pracowników, członków społeczeństwa, a nie snucie bajań o szczęściu– zakrzykną. W tym miejscu dochodzimy do trzeciej, w mojej ocenie niezwykle istotnej uwagi: nie ma sprzeczności między wspieraniem uczniów w byciu szczęśliwym a zdobywaniem wiedzy. Jest dokładnie odwrotnie; szczęście i edukacja wzajemnie się wzmacniają. Wyniki licznych badań mówią wprost: edukacja i szczęście wzajemnie na siebie oddziałują. Szczęśliwy człowiek szybciej i lepiej się uczy, uczący się człowiek jest szczęśliwszy; fenomenalne w swej prostocie perpetuum mobile. […]

 

Czytaj dalej »