Od czego, tak naprawdę, zależy – w dzisiejszych czasach – sukces życiowy

 

 

Wszystko zaczęło się od tego, że przeczytałem na fb-profilu Jarosława Pytlaka post, i zobaczyłem taki obrazek:

 

 

 

Bardzo dobra decyzja!

 

Uczeń może obecnie mieć 50% nieobecności nieusprawiedliwionych. Po tej epokowej zmianie miałby prawo do 25% nieobecności nieusprawiedliwionych.

 

NIEUSPRAWIEDLIWIONYCH! Taka sytuacja, i to już nieważne, czy 50% czy 25%, ma dzisiaj miejsce tylko w absolutnie wyjątkowych przypadkach, kiedy rodzic nie jest w stanie zalogować się do librusa, ani utrzymać długopisu w ręku. Oto bowiem ma prawo usprawiedliwić każdą nieobecność dziecka, nawet nie musi wysilić się na wymyślenie przyczyny!

 

Wyjaśnił to już młodzieży na Tik-toku, całkiem niedawno, znany celebryta edukacyjny, Marcin Kruszewski. Dokładnie tak wyjaśnił, jak ja tu powyżej. Dodał jeszcze, że to w ogóle na razie tylko projekt, więc póki co, nie ma się co przejmować.

 

Tylko że ja jestem zwykłym frajerem-nauczycielem. A pan Kruszewski jest sławnym influencerem. Barbara Nowacka za jego zasługi nagrodziła go medalem Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Dla mnie było to jak splunięcie mi w twarz.

 

Pan Kruszewski swój medal dostał za udział w obronie uczniów przed szkołą, m.in. za współtworzenie tej ustawy, z której właśnie słusznie wypada to 25%.


Zaostrzenie przepisów?! Wolne żarty! Chyba nawet pan Lawera wie, że to byłaby to tylko kolejna fikcja. A może, dla odmiany, kierownictwo MEN wymyśliłoby coś naprawdę ułatwiającego dzisiaj funkcjonowanie szkoły?!

 

Źródło: www.facebook.com/

x           x           x

 

Na początek podzielę się moimi refleksjami, które wywołał ten tekst. Otóż nie mam wątpliwości, że ów pomysł, aby zmienić tak prawo, by zmniejszyć limit dozwolonych nieusprawiedliwionych nieobecności ucznia na zajęciach szkolnych, z  dotychczasowych 50% do 25%, to kolejny przykład myślenia naszej władzy oświatowej „pod publiczkę”, bez wcześniejszego rozpoznania jak to jest z tym problemem naprawdę, w codziennej szkolnej rzeczywistości. I nie mam wątpliwości co do tego, że pozostawiając prawo rodziców do niczym nie ograniczonego usprawiedliwiania nieobecności – bez szans na obiektywne zweryfikowania powodów tejże, zwłaszcza w przypadku uczniów starszych klas podstawówki i szkół ponadpodstawowych, takie ograniczenie dopuszczalnego limitu nieobecności do 25% ogólnego czasu nauki w semestrze – było jedynie pozorowaniem rzekomej dbałości ministerstwa o poziom szkolnej edukacji.

 

Drugą moją refleksją, która powstała po przeczytaniu informacji, że. Barbara Nowacka nagrodziła Marcina Kruszewskiego Medalem Komisji Edukacji Narodowej, była ta, że oto dowiaduję się jakie zasługi wystarczą, aby otrzymać owo zaszczytne  odznaczenie resortowe, które powinno być przyznawane „za wybitne zasługi dla oświaty i wychowania, obejmujące działalność dydaktyczną, wychowawczą, twórczą i opiekuńczą, a także rozwój edukacji i doskonalenie nauczycieli”, że można ów medal otrzymać nie pracując nigdy w szkole ani żadnej placówce oświatowo-wychowaczej – wystarczy być prawnikiem, który wymyślił i prowadzi na Tik Toku  kanał „Prawo Marcina”.

 

I zrobiło mi się przykro, bo ja tym medalem nie zostałem wyróżniony, mimo moich wielu, wielu  lat pracy w oświacie i dla oświaty.

 

Ale jest jeszcze jedna osoba, wymieniona przez kolegą Pytlaka w tym tekście, która – dzięki obrazkowi – bardzo mnie zainteresowała. To urodzony 11 marca 1994 Kacper Lawera. Może on  być dla wielu uczniów wzorem do naśladowania. Organizatorzy 8. Śląskiego Festiwalu Nauki KATOWICE tak przedstawiali go – wtedy trzydziestoletniego –  jako  uczestnika debaty „Kosmos szansą dla edukacji”, w której eksperci debatowali o tym, czy eksploracja przestrzeni kosmicznej może stać się motorem napędowym dla nowoczesnej edukacji:

 

Nauczyciel, pasjonat astronomii, wieloletni popularyzator nauki, dyrektor Departamentu Komunikacji Ministerstwa Edukacji Narodowej i prezes Fundacji Science Academy.

 

Pragnąć dowiedzieć się jakie to wykształcenie i nabyte kompetencje doprowadziły go, w tak młodym wieku, do takich stanowisk i sukcesów, rozpocząłem poszukiwania w przepastnych zasobach Internetu. I wyobraźcie sobie, że jedynie IA miała na ten temat taką informację:

 

Przegląd od AI

 

Kacper Lawera jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w latach 2013–2018 studiował nauki historyczne lub pokrewne.

 

Posiada wykształcenie wyższe magisterskie, broniąc zarówno pracę licencjacką (o tradycjach dyplomacji brytyjskiej), jak i magisterską (o polityce zagranicznej USA) z ocenami bardzo dobrymi. 

 

Nauczyciel wos-u w Saska Szkoła Realna. Ciekawy świata absolwent stosunków międzynarodowych, w przerwach od belfrowania pracownik w  @MEN_GOVPL

 

 

I tak oto, po pozyskaniu tych wszystkich informacji, przypomniałem sobie stare,  jeszcze w początkach  PRL-u popularne, powiedzenie o drodze do kariery oficerskiej w Ludowym Wojsku Polskim: „Nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera”. Nawiasem mówiąc – mogłem się osobiście o tym przekonać na przykładzie dyrektora mojej szkoły, w której zdobyłem pierwsze, potwierdzone egzaminem, kwalifikacje murarza. Ów pan – mieliśmy to „szczęście”, bo uczył w każdej klasie z literką „a” matematyki – a więc i w mojej klasie, wysłuchać opowieści, jak to on, był majorem LWP, który z I Dywizją LWP, wraz z Armią Czerwoną wyzwalał Polskę. Opowiadał nam, jak to na wrotach od stodoły forsował Bug…  A już w latach pięćdziesiątych został dyrektorem Technikum Budowlanego nr 1 w Łodzi.

 

Wiele lat później dowiedziałem się, że w 1966 roku, już w epoce Gomułki, zaczęto przeprowadzać weryfikację kadr. Kiedy zażądano od niego dokumentów potwierdzających wykształcenie, on podał, że jeszcze przed wojną zrobił maturę w jednym z wileńskich liceów. W tamtych czasach władza nie miała trudności w dotarciu do archiwów z tereny ówczesnego ZSRR i szybko zdobyto informacje, że takiego ucznia nie ma w wykazie maturzystów podanej przez niego szkoły. I bezzwłocznie został odwołany ze stanowiska dyrektora i odesłany na emeryturę…

 

Dlaczego o tym napisałem?  Bo dziwnie (i podejrzanie) wygląda ten awans owego trzydziestokilkulatka z takim formalnie potwierdzony wykształceniem, na dyrektorskie stanowisko w departamencie komunikacji w ministerstwie, a na Festiwalu Nauki wystąpić – jako ekspert – w debacie na temat „czy eksploracja przestrzeni kosmicznej może stać się motorem napędowym dla nowoczesnej edukacji”!

 

Kochani uczniowie szkół średnich i studenci! Nie przejmujcie się za bardzo formalnymi kwalifikacjami. I tak wasza kariera nie od tego będzie zależała.  Wystarczy wasza pasja i zdobyta w samokształceniu wiedza i . . . a przede wszystkim – „wpadnięcie w oko” aktualnie sprawującym władzę!

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Zostaw odpowiedź