O krytycznej ocenie fińskiego systemu edukacji przez „polską badaczkę z Helsinek”

 

Słowo się rzekło – kobyłka u płota. Obiecałem przed tygodniem nowy cykl niedzielnych tekstów, które w miejsce zamieszczanych do owej niedzieli „prawie felietonów”, będą miały charakter esejów, to znaczy takiej formy wypowiedzi, w której autor  prezentuje swój punkt widzenia na wybrany temat, problem, wydarzenie, przytaczając je  jako punkt wyjścia, podając wiarygodne źródła tych informacji.

 

A więc – do rzeczy!

 

Impulsem do napisania tego eseju stal się post, zamieszczony wczoraj na fenpage ”NIE dla chaosu w szkole”. Przytaczam go bez skrótów – wyróżnienie  podkreśleniami i pogrubioną czcionką jego fragmentów – WK:

 

 

Polecamy! Polska badaczka z Helsinek o kryzysie fińskiej szkoły w kontekście polskich reform… Przeczytajcie niżej, co fińscy nauczyciele uznają dziś za błędne rozwiązania, bo u nas są one właśnie wdrażane jako obiecujące nowinki!

 

Fińska szkoła została w dużym stopniu sztucznie wypromowana. Dzięki sprawnemu marketingowi i świetnym wynikom sprzed kilkunastu lat uczyniono z rozwiązań na polu edukacji towar eksportowy. Tym czasem w fińskich szkołach od dekady dzieje się źle. Jednym z symptomów narastającego kryzysu jest zdecydowany spadek wyników uczniów w badaniach PISA.

 

Z fińskich szkół wykruszają się nauczyciele, frustracja i rozczarowanie szkołą sprawiły, że zawód przestał być pożądany i prestiżowy. Nauczyciele tak opisują przyczyny pogorszenia się efektywności ich pracy – warto te punkty przeczytać, bo we wszystkie brnie obecnie polska szkoła:

 

-edukacja włączająca w imię niewykluczania nikogo z ogólnie dostępnej „standardowej” edukacji, bez względu na ewentualne specjalne potrzeby dziecka;

 

-błędne założenie, że motywacja do nauki musi wynikać z autonomicznych decyzji uczniów, a nie z zewnętrznych bodźców dostarczanych przez nauczyciela;

 

-bezkrytyczne zaufanie do tzw. ekspertów edukacyjnych i ich wpływ na sposób pracy w szkołach;

 

-chaotyczne wprowadzanie nowinek i „projektów” narzucanych szkołom np. przez gminy, które otrzymują zewnętrzne finansowanie na przeprowadzanie „projektów” zajęć szkolnych z różnych tematów; rozbija to spójność, zaburza tok nauczania przedmiotowego;

 

-wprowadzenie do klas nowych technologii, rozdawanie uczniom laptopów bez przemyślenia, do czego mieliby oni ich używać; zachęcanie przez instytucje kształtujące politykę edukacyjną do używania przez dzieci smartfonów podczas lekcji w imię realizacji ideału „równych szans edukacyjnych”;

 

-prowadzenie elektronicznych dzienników i kanałów komunikacji z rodzicami, a także obowiązek ciągłego monitorowania wiadomości od rodziców i odpisywania na nie oraz ogólne przeciążenie nauczycieli „papierkową robotą”.

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

No, to teraz moja kolej:

 

Pierwsze co zwróciło moją uwagę to ucieczka zamieszczającej ten tekst osoby od podania kto to ta „polska badaczka z Helsinek”. A przecież zamieścili  pod fotką link do cytowanego źródła – „Kryzys fińskiej edukacji. Czy to na pewno model dla Polski?”, a nawet  nazwę podmiotu, który ten tekst opublikował – Instytut Spraw Obywatelskich – pozarządowej organizacji społecznej, niezależnej od partii politycznych i korporacji, powstałej w 2004 roku, z siedzibą w Łodzi przy ul. Pomorskiej. Warto poznać  skład jej zarządu, rady programowej i ekspertów  –  TUTAJ

 

Tam dowiedziałem się, że jego autorką jest Justyna Pierzyńska – owa „polska badaczka z Helsinek

 

Tak przy okazji – polecam jego lekturę  –  TUTAJ

 

x          x          x

 

Gdy kolejny raz czytałem jakie to fragmenty z owego obszernego felietonu Pani Doktor nauk społecznych Uniwersytetu w Helsinkach wybrano w inkryminowanym tekście z fanpage „NIE dla chaosu w szkole”, uderzyło mnie w nim skoncentrowanie się na  krytyce elementów systemu fińskiego, mających swoje odniesienia w najczęściej krytykowanych pomysłach MEN, zawartych w projekcie  „Kompas Jutra” oraz innych, rozwiązaniach, proponowanych w ostatnich miesiącach przez kierownictwo resortu edukacji.

 

I wtedy postanowiłem przypomnieć kto kryje się pod szyldem „NIE dla chaosu w szkole”.

 

Otóż grupę „NIE dla chaosu w szkole” tworzy szeroka koalicja  organizacji, instytucji, ruchów społecznych, rodziców i nauczycieli, która powstała w 2016 roku – w sprzeciwie wobec reformy edukacji Anny Zalewskiej. Są to m.in.: Obywatele dla Edukacji, Przestrzeń dla Edukacji, Stowarzyszenie Rodzice dla Edukacji, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, Komitet Obrony Demokracji, Społeczny Monitor Edukacji, Evidence Institute  i…  Związek Nauczycielstwa Polskiego

 

Czyżby przy tej okazji było to, bardzo zawoalowany, protest tego nauczycielskiego związku zawodowego wobec projektu MEN, którym wszak  kierują osoby, wywodzące się z bardzo bliskich temu związkowi partii politycznych?

 

Można by ów fejsbukowy  tekst analizować z wielu punktów widzenia, ale ja na tym poprzestanę i odsyłam na fb-profil Pawła Lenckiego (bo i on w tekst zauważył i „nie odpuścił mu”), i polecam iczne komentarze, jakie pod tym postem pojawiły się.

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Zostaw odpowiedź